piątek, 29 lipca 2022


Późnym wieczorem 26 lipca siły ukraińskie przeprowadziły ponowny atak rakietowy na most Antonowski koło Chersonia (poprzednie miały miejsce 19 i 20 lipca), będący główną przeprawą u ujścia Dniepru. Most wyłączono z ruchu, a okupanci organizują tymczasowe przeprawy promowe. Ukraińskie rakiety miały także uderzyć w Antonowski Most Kolejowy (6 km na wschód od mostu samochodowego), jednak nie spowodowały one znaczących uszkodzeń. Atak miał miejsce po kilkugodzinnym zablokowaniu przez Rosjan na większości okupowanej części obwodu chersońskiego łączności komórkowej i Internetu, czemu towarzyszyły doniesienia o przemieszczaniu dodatkowych sił rosyjskich w kierunku Chersonia (m.in. trzech kolumn do 100 pojazdów wojskowych przez Melitopol w obwodzie zaporoskim) oraz dyslokacji dodatkowych sił i składów amunicji w Nowej Kachowce (znajduje się tam kolejny – położony na tamie Kachowskiej Elektrowni Wodnej – most na Dnieprze). Okupanci mieli także przystąpić do budowy kolejnych przepraw pontonowych (m.in. w rejonie Darjiwki u ujścia rzeki Ingulec do Dniepru).

Siły rosyjskie wyparły obrońców z Elektrociepłowni Wuhłehirśkej w pobliżu Switłodarśka (obiekt mieli zająć najemnicy z tzw. grupy Wagnera), opanowały sąsiednie Nowołuhanśke i uderzyły w kierunku Bachmutu od południowego wschodu, co pozwoliło im zająć pozycje w rejonie Werszyna–Kłynowe–Widrodżennia (po obu stronach nieukończonej autostrady M03 z Charkowa w kierunku Rostowa nad Donem), oraz w kierunku zachodnim, gdzie mają toczyć się walki (Semyhirja–Kodema). Atakują także pozycje ukraińskie na wschód i północny wschód od Bachmutu (w m. Pokrowśke i Sołedar), którego linia obrony na wszystkich wymienionych kierunkach znalazła się ok. 10 km od centrum miasta. Siły ukraińskie powstrzymują ataki rosyjskie na wschodnich obrzeżach oraz na południowy wschód od Siewierska (w m. Werchniokamjanśke oraz w rejonie Berestowe–Spirne) oraz średnio 20 km od centrum Słowiańska – na północny zachód (w okolicach Mazaniwki i leżącej przy autostradzie M03 Dołyny) oraz północny wschód od niego (siły rosyjskie przeprowadziły nieudany atak przez teren Parku Narodowego Swiati Hory). Na pozostałych kierunkach do akcji ofensywnych dochodziło sporadycznie. Obrońcy mieli odeprzeć ataki w rejonie Pawliwka–Błahodatne na południowy zachód od Doniecka oraz Biłohirki w północno-zachodniej części obwodu chersońskiego (nad rzeką Ingulec przy granicy z obwodem mikołajowskim). Ukraińskie Dowództwo Operacyjne „Południe” po raz kolejny – po doniesieniach z 28 maja – informowało o odzyskaniu przez obrońców położonych w pobliżu Biłohirki miejscowości Andrijiwka i Łozowe.

Wzdłuż całej linii styczności walczących wojsk, a także w przygranicznych obszarach obwodów czernihowskiego i sumskiego Rosjanie kontynuują ostrzał (z artylerii lufowej i rakietowej) oraz bombardowania z powietrza pozycji i zaplecza sił ukraińskich. Celami szczególnie dotkliwych ataków były: Charków i leżący na południowy wschód od niego Czuhujew, okolice Słowiańska, Bachmut, Mikołajów, rejon apostołowski i okolice Zełenodolśka na południe od Krzywego Rogu oraz Nikopol w obwodzie dniepropetrowskim (w wyniku rosyjskiego ostrzału liczba osób chcących wyjechać z miasta miała wzrosnąć dziesięciokrotnie – do 200 dziennie). Z kolei głównymi celami artylerii ukraińskiej były – poza wspomnianym mostem Antonowskim – Donieck i Gorłówka. Rosjanie kontynuują ataki z wykorzystaniem rakiet balistycznych i manewrujących – kierują je przede wszystkim na Mikołajów, Charków i okoliczne miejscowości oraz zaplecze ukraińskie w Donbasie. Uderzenia rakietowe przeprowadzili także na południowe obrzeża miasta Dniepr, miejscowość Zatoka w obwodzie odeskim, „obiekty infrastruktury” w rejonie wyszogrodzkim obwodu kijowskiego oraz okolice miejscowości Honczariwśke w obwodzie czernihowskim. Część rakiet została wystrzelona z terytorium Białorusi.

Rząd w Berlinie zadecydował o sprzedaniu Ukrainie 100 armatohaubic samobieżnych PzH 2000 (Kijów wystąpił o zgodę na zakup w kwietniu). Kontrakt o wartości 1,7 mld euro ma być zrealizowany w najbliższych latach. Berlin poinformował ponadto, że przekazał Ukrainie trzy wieloprowadnicowe wyrzutnie pocisków rakietowych MARS II. Z kolei w projekcie amerykańskiego budżetu na 2023 r. zapisano 100 mln dolarów na szkolenie ukraińskich pilotów. Ma się ono rozpocząć w przyszłym roku. Waszyngton rozpatruje przekazanie wycofanych ze służby samolotów szturmowych A-10 Warthog. Minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow potwierdził otrzymanie od Polski czołgów PT-91 Twardy (ich liczby nie podano) będących zmodernizowaną wersją T-72M, oraz trzech z obiecanych 15 niemieckich samobieżnych artyleryjskich zestawów przeciwlotniczych Gepard.

Ministerstwo Obrony FR przedstawiło wstępne założenia ćwiczeń strategicznych „Wschód 2022”. Poza gospodarzem – wojskami Wschodniego Okręgu Wojskowego (jednym z głównych uczestników agresji przeciwko Ukrainie) – w przedsięwzięciu mają wziąć udział jednostki Wojsk Powietrzno-Desantowych, lotnictwa strategicznego i transportowego oraz kontyngenty zagraniczne. Faza aktywna ćwiczeń ma mieć miejsce w dniach 30 sierpnia – 5 września na 13 poligonach okręgu.

Parlament Ukrainy większością 299 głosów powołał na stanowisko prokuratora generalnego Andrija Kostina, którego kandydaturę wysunął prezydent Wołodymyr Zełenski. Kostin to prawnik i członek rządzącej frakcji Sługa Narodu. W parlamencie kierował komisją ds. reformy sądownictwa. Uchodzi za osobę zbliżoną do szefa Biura Prezydenta Andrija Jermaka. Ostatnio bez powodzenia ubiegał się o stanowisko szefa Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP), jednak komisja konkursowa zakwestionowała jego postawę etyczną. Kostin krytykowany jest za hamowanie reform sądownictwa (m.in. zablokowanie decyzji o likwidacji wydającego stronnicze wyroki Okręgowego Sądu Administracyjnego w Kijowie) oraz za brak rzetelności w deklarowaniu posiadanego mienia. Pierwszymi decyzjami nowego prokuratora były akceptacja orzeczenia komisji konkursowej oraz powołanie Ołeksandra Kłymenki na nowego szefa SAP.

Zełenski kontynuuje rotacje kadrowe w instytucjach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa. Kyryło Budanow, szef Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony, stanął na czele Komitetu Wywiadu przy prezydencie Ukrainy. Zastąpił on zwolnionego wcześniej zastępcę Narodowej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Rusłana Demczenkę, negatywnie ocenianego za pracę w okresie rządów prezydenta Wiktora Janukowycza, wspieranie dialogu z Rosją i podejrzenia o udział w storpedowaniu operacji ukraińskiego wywiadu wojskowego na Białorusi w 2020 r. (tzw. sprawa Wagnerowców). Zełenski nominował służącego wcześniej w wywiadzie wojskowym generała Wiktora Chorenkę na stanowisko dowódcy Sił Operacji Specjalnych, a jego poprzednik Hryhorij Hałahan powrócił do Centrum Operacji Specjalnych „A” Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), w którym pracował do 2020 r. Jak dotąd prezydent nie ogłosił decyzji w sprawie powołania nowego szefa SBU, którego zadaniem ma być przeprowadzenie lustracji kadr i wskazanie osób odpowiedzialnych za zaniechania, a nawet wspieranie działań rosyjskich służb specjalnych po rozpoczęciu agresji. W kraju wszczęto 651 postępowań karnych w sprawach dotyczących zdrady i kolaboracji funkcjonariuszy organów ścigania.

SBU oznajmiła, że siły okupacyjne rozpoczęły aktywną fazę przygotowywania pseudoreferendów w sprawie „aneksji” zajętych terytoriów. W tym celu tworzona jest, przy udziale „aktywistów” z tzw. Donieckiej Republiki Ludowej, organizacja Jesteśmy zawsze z Rosją. Według służby ponad 1000 agitatorów systematycznie aranżuje spotkania z miejscową ludnością, podczas których nakłania ją do przyłączenia się do prorosyjskiego ugrupowania. Zgodnie z planami zwerbowanych ma zostać przeszło 200 tys. osób, którym w zamian za złożenie deklaracji poparcia obiecuje się pomoc finansową i żywnościową. „Referenda” mają być poprzedzone apelem wystosowanym przez „miejscowych mieszkańców” do władz rosyjskich o „przyłączenie” terytoriów okupowanych do FR.

Działania mające sprzyjać „normalizacji” sytuacji na terenach okupowanych są zakłócane przez ukraińskie grupy dywersyjne. W Chersoniu za pomocą odpalonego zdalnie ładunku wybuchowego zniszczono samochód wykorzystywany przez kolaboranckie MSW. Na ulicach wiesza się ulotki wzywające Rosjan do opuszczenia zajętych obszarów, gdyż te znajdują się w zasięgu oddziaływania ukraińskich sił zbrojnych. Rosyjska Gwardia Narodowa stwierdziła, że jej aktywność koncentruje się na zwalczaniu dywersantów w obwodach chersońskim i zaporoskim oraz wykrywaniu składów ukrytej broni.

26 lipca Ministerstwo Obrony Turcji poinformowało o utworzeniu w Stambule Wspólnego Centrum Koordynacyjnego, zgodnie z dwiema umowami podpisanymi 22 lipca przez Ukrainę, Turcję i ONZ oraz Rosję, Turcję i ONZ w sprawie odblokowania portów czarnomorskich w celu eksportu ukraińskich produktów rolnych. Dzień później przedstawiciel firmy ubezpieczeniowej Lloyd’s of London powiadomił o zawarciu pierwszych umów dotyczących ubezpieczenia statków przeznaczonych do wywozu żywności.

Szef Narodowego Banku Ukrainy Kyryło Szewczenko ogłosił, że Kijów stara się o kredyt z Międzynarodowego Funduszu Walutowego w wysokości 15–20 mld dolarów na okres dwóch–trzech lat. Władze liczą, że umowa w formie EFF (extended fund facility) bądź stand-by zawarta zostanie do końca roku.

25 lipca ukraiński operator gazociągów tranzytowych OGTSU poinformował o nagłym zwiększeniu ciśnienia na odcinku gazociągu przy granicy z Rosją. Zgodnie z obowiązującymi procedurami Gazprom powinien był wcześniej zawiadomić o zamiarze zwiększeniu przesyłu, lecz tego nie uczynił. Według OGTSU takie działanie powoduje ryzyko awarii i może doprowadzić do wstrzymania tranzytu gazu do UE. Analogiczna sytuacja miała miejsce w 2009 r. z gazociągiem z Turkmenistanu do Rosji – uległ on uszkodzeniu i przestał przesyłać paliwo do Europy.

26 lipca upłynął ostateczny termin, w którym państwowy koncern energetyczny Naftohaz powinien spłacić euroobligacje o wartości 335 mln dolarów oraz odsetki od nich. Nieuregulowanie zobowiązań jest równoznaczne z ogłoszeniem niewypłacalności. 12 lipca firma wystąpiła do wierzycieli o odroczenie spłaty na dwa lata, ale spotkała się z odmową. Naftohaz dysponował wystarczającą ilością środków, aby uregulować dług, jednak nie uzyskał na to zgody władz. Tego samego dnia rząd zwrócił się z prośbą do kredytodawców Państwowej Agencji Drogowej Ukrawtodor i operatora sieci elektroenergetycznych Ukrenerho o zawieszenie spłaty euroobligacji na sumę 1,5 mld dolarów do końca 2024 r.

Z sondażu agencji Rejtynh wynika, że wskutek inwazji miejsce zamieszkania zmieniło 19% Ukraińców. Spośród nich 10% nie planuje powrotu do domu, 16% chce wrócić w najbliższym czasie, a 50% zamierza uczynić to dopiero po zakończeniu wojny. Najwięcej uchodźców pochodzi ze wschodu (58%) i południa (12%) kraju. W związku z rosyjską agresją 39% zatrudnionych zostało bez pracy, a blisko połowa pobiera zredukowane wynagrodzenie. 41% badanych uważa, że w przypadku utraty źródła zarobku dysponuje oszczędnościami, które wystarczą na mniej niż miesiąc. Jedynie 9% respondentów rozważa możliwość wyjazdu za granicę. Z kolei według sondażu KMIS 84% Ukraińców nie godzi się na jakiekolwiek ustępstwa terytorialne wobec Rosji, nawet jeśli miałoby to oznaczać, że wojna potrwa jeszcze długo. Przeciwnego zdania jest jedynie 10% badanych (we wschodniej części kraju – 16%).

Komentarz

Podejmowane przez obie strony działania w okupowanym przez Rosję obwodzie chersońskim i na pozostającym pod kontrolą rosyjską skrawku obwodu mikołajowskiego świadczą o narastającej presji związanej z zapowiadaną przez Kijów od kwietnia kontrofensywą (zwłaszcza po informacji szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego gen. Budanowa z początku lipca, że nastąpi ona w sierpniu). Przedstawiane jako jej przejawy doniesienia o zajęciu miejscowości opuszczonych wcześniej przez siły rosyjskie straciły swoją siłę oddziaływania w momencie ustabilizowania linii frontu. Należy przyjąć, że strona ukraińska – aby zachować wiarygodność – będzie zmuszona do przeprowadzenia w najbliższym czasie rzeczywistych działań zaczepnych i odzyskania kontroli nad częścią utraconego terytorium.

Najdogodniejszy cel ukraińskiej kontrofensywy stanowi Chersoń. Miasto ma znaczenie symboliczne – jest jedyną, poza zajętymi jeszcze w 2014 r. Donieckiem i Ługańskiem, okupowaną stolicą obwodu. Znajduje się ok. 20 km od pozycji ukraińskich i nie oddziela go od nich żadna naturalna przeszkoda, z drugiej zaś strony okupujące go siły rosyjskie odgrodzone są od zaplecza na lewobrzeżnej Ukrainie szerokim (średnio na kilometr) ujściem Dniepru. Po otrzymaniu systemów HIMARS w zasięgu armii ukraińskiej znalazły się wszystkie pozostające pod kontrolą rosyjską przeprawy na Dnieprze. Ataki na most Antonowski wykazały, że obrońcy mogą znacząco utrudnić zaopatrzenie zgrupowania rosyjskiego w okolicach Chersonia, bądź – całkowicie niszcząc przeprawy przez Dniepr – odciąć je od zaplecza. Wówczas możliwe będzie zbudowanie po stronie ukraińskiej przewagi ogniowej (przy posiadanej już nad agresorem przewadze w liczbie żołnierzy) wystarczającej do odzyskania miasta.

Rozbudowa zgrupowania rosyjskiego w okupowanej części obwodu chersońskiego świadczy o tym, że agresor poważnie traktuje groźbę ukraińskiej kontrofensywy. Prawdopodobne jest, że Rosjanie przygotowują się nie tylko do obrony, lecz także do uderzenia wyprzedzającego. Niemniej jego realizacja – z powodu nowych możliwości ogniowych ukraińskiej artylerii – byłaby bardzo trudna, gdyż wymagałaby ześrodkowania dużo większych niż do obrony sił i materiałów wojennych. Na korzyść agresora przemawiają jednak względy hydrologiczne – za bardzo mało prawdopodobne należy uznać, że w celu pełnego odcięcia Rosjan od zaplecza strona ukraińska zdecyduje się na zniszczenie zbudowanego na tamie mostu w Nowej Kachowce, ryzykując jej przerwaniem. Efektem tego byłaby katastrofalna powódź – tama utrzymuje wody Zbiornika Kachowskiego, największego na Ukrainie i jednego z największych w Europie (objętość zgromadzonej w nim wody wynosi ponad 18 km³).

Szybki wybór nowego prokuratora generalnego (Iryna Wenediktowa została zdymisjonowana 19 lipca) należy uznać za podjętą przez prezydenta Ukrainy próbę przekonania państw zachodnich, że jest on zwolennikiem uporządkowania sytuacji w instytucjach wymiaru sprawiedliwości i przyspieszenia walki z korupcją. Pierwsza decyzja nowego prokuratora generalnego – powołanie Kłymenki, wybranego jeszcze w grudniu 2021 r. na stanowisko szefa SAP – ma wyjść naprzeciw wymaganiom Komisji Europejskiej w związku z rozpoczętym procesem akcesyjnym Ukrainy do UE. Kostin nie jest jednak postacią niezależną, jego powiązania z Biurem Prezydenta świadczą o tym, że będzie uwzględniał sugestie otoczenia Zełenskiego, m.in. w kwestiach nadzorowania spraw korupcyjnych prowadzonych przez SAP. Dodatkowo ułatwia to podległość służbowa – szef SAP pełni funkcję zastępcy prokuratora generalnego.

Rośnie znaczenie szefa wywiadu wojskowego (HUR) Budanowa. Jego nominacja na szefa komitetu ds. wywiadu przy prezydencie wskazuje, że to wojskowe służby specjalne uzyskują przewagę w ukraińskim bloku siłowym i cieszą się osobistym wsparciem Zełenskiego. Budanow będzie miał bezpośredni wpływ na koordynację i nadzór nad działalnością wywiadowczą, jak również wyznaczanie konkretnych kierunków działań. Wzmocnieniu pozycji HUR sprzyja kryzys kadrowy w SBU i oskarżenie jej byłego szefa o nieudolność w kierowaniu służbą w obliczu rosyjskiej agresji.

W badaniu opinii publicznej agencji Rejtynh zwraca uwagę wysoka liczba osób, które utraciły pracę z powodu działań wojennych. Choć najtrudniejsza sytuacja panuje na wschodzie kraju, problem braku zatrudnienia dotyka też pozostałe regiony, w tym zachodnią Ukrainę, gdzie nie toczyły się walki, a ostrzały rakietowe są rzadsze. Wzrost liczby osób, które straciły pracę, w stosunku do czerwca – w centralnej części kraju z 29% do 37%, a w zachodniej z 27% do 32% – może świadczyć o pogarszającej się sytuacji gospodarczej także na terenach nieobjętych bezpośrednimi działaniami wojennymi.

osw.waw.pl

Anonimowy podmiot gospodarczy z siedzibą w chińskim mieście portowym Dalian leżącym nad Morzem Żółtym kupił kilka wielkich tankowców typu VLCC, za pomocą których tworzy "węzeł przeładunkowy" na wodach międzynarodowych na Atlantyku. Chińskie i rosyjskie statki spotykają się około 1500 km (860 mil morskich) na zachód od wybrzeża Portugalii - sprecyzowali analitycy z "Lloyd's List".

Wyśledzono co najmniej kilkanaście tankowców zaangażowanych w odbiór ropy rosyjskiego pochodzenia, która następnie jest przewożona do Azji, głównie do Chin - przekazał bliskowschodni serwis informacyjny z siedzibą w Londynie National News. Chiny stały się głównym importerem rosyjskiej ropy od czasu nałożenia przez Zachód sankcji na Rosję w odpowiedzi na jej inwazję na Ukrainę - napisał "Daily Telegraph".

W centrum operacji znalazło się pięć chińskich statków, które zostały zarejestrowane w różnych firmach, jednak pod tym samym adresem. W raporcie "Lloyd's List" stwierdzono, że w proceder może być zaangażowanych dodatkowych 12 tankowców, jednak nie można ich namierzyć, ponieważ ich systemy identyfikacji zostały wyłączone.

Eksperci odkryli także, że rosyjscy giganci energetyczni, Gazprom i Łukoil, wyczarterowali większość statków, które ładują ropę w bałtyckich i czarnomorskich portach, a następnie przekazują ją Chinom na środku oceanu.

W raporcie "Lloyd's List" ostrzeżono ponadto, że przeładunek ropy z tankowców na środku Atlantyku to wielkie wyzwanie logistyczne dla członków załogi, które zagraża ich bezpieczeństwu na morzu.

Alex Glykas z firmy konsultingowej zajmującej się żeglugą morską Dynamarine powiedział, że takich praktyk nigdy wcześniej nie widziano na Oceanie Atlantyckim - częściowo dlatego, że płynny transfer ze statku na statek jest uzależniony od idealnych warunków pogodowych, jakie są rzadko spotykane w tej części świata. Zdaniem Glykasa statki biorące udział w takim procederze mogą łatwo ulec uszkodzeniu, co z kolei może doprowadzić do wycieków ropy i katastrofy ekologicznej.

Wedle "Lloyd's List" praktyka transferów ze statku na statek jest stosowana w połączeniu z szeregiem innych "zwodniczych praktyk żeglugowych", które mają na celu "zatajenie pochodzenia i miejsca przeznaczenia ładunku i własności", jak i uniemożliwienie identyfikacji wszystkich zaangażowanych w proceder statków.

Rosyjska ropa naftowa na wielu rynkach stała się produktem toksycznym. Tankowce z krwawym surowcem, bo pomagającym finansować wojnę w Ukrainie, nie mają wstępu do wielu portów, a traderzy omijają czarne złoto Putina szerokim łukiem. Aby uniknąć sankcji, rosyjskie statki zmieniają bandery lub "znikają" na morzach. Surowiec się miesza i sprzedaje jako zupełnie innego pochodzenia. Tak toczy się proceder "wybielania" czarnej ropy.

Na światowych oceanach znajduje się około 200 tankowców, które przewożą dziennie 1,2 mln baryłek ropy z krajów objętych sankcjami, w tym z Iranu i Wenezueli - podsumował "Lloyd's List".

money.pl

czwartek, 28 lipca 2022


Siódmy pakiet unijnych sankcji skoncentrowany był głównie na uszczelnieniu już wprowadzonych restrykcji i w niewielkim stopniu uderza w rosyjską gospodarkę, jako że większość kluczowych ograniczeń zawarto już w poprzednich pakietach. Jego przyjęcie podtrzymuje jednak zachodnią presję na Moskwę. Najważniejszym elementem wprowadzonych obostrzeń było objecie embargiem rosyjskiego złota (wcześniej podobną decyzję podjęły także pozostałe państwa G7). Należy przy tym zauważyć, że Unia nie jest istotnym importerem tego kruszcu z Rosji. W 2020 r. dochody Moskwy z eksportu złota wyniosły 18,9 mld dolarów, przy czym większość kruszcu (o wartości 16,9 mld dolarów) trafiła do Wielkiej Brytanii. Kolejnym ważnym europejskim odbiorcą była Szwajcaria (ok. 0,7 mld dolarów).

Kluczowe znaczenie dla Rosji miało uzupełnienie siódmego pakietu sankcji o wyjaśnienia dotyczące sposobu stosowania unijnych restrykcji. W przypadku globalnego rynku żywnościowego zarówno unijne, jak i amerykańskie deklaracje nieograniczania handlu rosyjskimi produktami rolnymi, w tym z państwami trzecimi, były skierowane do międzynarodowego biznesu (armatorów, firm ubezpieczeniowych, banków) i miały na celu zachęcenie go do współpracy z rosyjskimi podmiotami w tym zakresie. Wcześniej niejasności dotyczące stosowania sankcji powodowały, że wiele firm unikało kontaktów ze spółkami z Rosji. W efekcie ceny frachtu i ubezpieczeń dla tamtejszych eksporterów mocno wzrosły, a banki odmawiały im realizacji transakcji finansowych. Dodatkowo rosyjskie rolnictwo, zależne od importu maszyn, materiału siewnego czy środków ochrony roślin, uzyskało potwierdzenie stabilnych dostaw z Zachodu.

Wprowadzenie przez UE wyłączeń w zakresie obrotu rosyjskimi produktami rolnymi miało na celu zademonstrowanie, że nie działa ona na niekorzyść globalnego bezpieczeństwa żywnościowego i energetycznego. Deklaracje UE i USA są zarazem gestem wobec Kremla i elementem międzynarodowych zabiegów o nakłonienie go do zgody na wywóz ukraińskiego zboża przez Morze Czarne. Rosja oskarżała bowiem Zachód o blokowanie (sankcjami pośrednimi) jej eksportu i uzależniała odblokowanie wywozu ukraińskiej produkcji rolnej od zdjęcia restrykcji na rosyjskie zboże.

Za wycofanie się UE z części ograniczeń można uznać zezwolenie na rozmrożenie aktywów rosyjskich banków wpisanych na listy sankcyjne w celu realizacji operacji dotyczących produktów rolnych. Trudno przy tym oszacować skalę zamrożonych w UE aktywów, a część objętych restrykcjami podmiotów w ogóle nie prowadziło tam działalności. Kolejnym złagodzeniem sankcji jest rozszerzenie na wybrane rosyjskie podmioty państwowe wyłączeń dotyczących artykułów rolnych, medycznych oraz ropy i produktów naftowych. W marcu br. Unia wprowadziła zakaz zawierania wszelkich transakcji z niektórymi podmiotami tego typu (m.in. Rosnieftią, Gazpromnieftią czy Sowkomfłotem), przy czym nie dotyczył on importu i transportu gazu, ropy oraz produktów naftowych. Następnie w czerwcu br. wraz z wprowadzeniem embarga na import do UE drogą morską rosyjskiej ropy i produktów naftowych zabroniła także unijnym firmom ubezpieczania przesyłu rosyjskiej ropy i produktów naftowych do państw trzecich. Wprowadzone obecnie zmiany pozwolą unijnym podmiotom, w tym największym traderom (np. Glencore, Vitol, Trafigura), a także koncernom energetycznym (np. Shell czy Total) na obsługę rosyjskiego eksportu ropy do państw trzecich, co ułatwi Kremlowi przekierowanie jej z rynku europejskiego do Azji.

De facto zgoda UE na obsługę przez unijne podmioty eksportu rosyjskiej ropy (głównego źródła dochodów budżetowych tego kraju) do państw trzecich to kolejne ważne ustępstwo Brukseli wobec Kremla w ostatnich miesiącach. Wcześniej Unia zezwoliła na zwrot turbin do gazociągu Nord Stream 1 wbrew obowiązującym sankcjom oraz przywrócenie tranzytu towarów objętych restrykcjami do obwodu kaliningradzkiego koleją przez państwa członkowskie (chodzi głównie o Litwę). Jak się okazuje, stosowana przez Moskwę taktyka polegająca na szantażowaniu UE kryzysem żywnościowym czy ograniczeniem dostaw gazu przynosi Kremlowi zamierzone efekty, tj. złagodzenie sankcji, a jednocześnie wywołuje eskalację rosyjskich żądań.

osw.waw.pl

W sali wybrzmiewa hymn Federacji Rosyjskiej, po czym kilkuosobowa grupa Ukraińców przysięga wierność Moskwie. Odbierają rosyjskie paszporty. Z portretu zawieszonego na ścianie spogląda na nich Władimir Putin.

— Kocham Rosję. Chwała Rosji! — mówi 58-letni Igor.

— Jestem szczęśliwa. Dziękuję — oznajmia 92-letnia Aleksandra.

Świadkami tej sceny byli reporterzy Reuters, którzy odwiedzili biuro paszportowe w Chersoniu, ukraińskim mieście zajętym przez Rosję. Rosyjscy urzędnicy twierdzą, że w obwodzie chersońskim wydali już ponad 2300 paszportów, a do rozpatrzenia mają 11 tys. wniosków o przyznanie rosyjskich dokumentów. Dlaczego Ukraińcy się o nie starają?

Z doniesień agencji Reutera wynika, że w kolejce do biura paszportowego w Chersoniu stoją przede wszystkim ludzie starsi, głównie kobiety. Witają ich plakaty z napisami: "Rosja jest tu na zawsze!" i "W przyszłość razem z Rosją". Reporterzy porozmawiali z kilkoma osobami, które złożyły wniosek o rosyjski paszport. Mężczyzna, który przedstawił się jako Pedro, powiedział, że jego region przechodzi przez trudny okres przejściowy, który może trwać sześć miesięcy. Zaznaczył jednocześnie, że cieszy się na perspektywę rosyjskiej emerytury.

— 10 tys. rubli (ok. 785 zł) nie zaszkodzi — powiedziała reporterom 83-letnia emerytka Swietłana.

Reuters pisze, że średnia rosyjska emerytura jest wyższa niż emerytura ukraińska. Ta pierwsza to ok. 259 dolarów miesięcznie (ok. 1 220 zł), a druga — 120 dolarów miesięcznie (ok. 560 zł).

onet.pl

Rosyjskie władze wojskowe kontynuowały działania mające na celu zrekompensowanie strat kadrowych na Ukrainie. Ukraiński Główny Zarząd Wywiadu (GUR) poinformował 28 lipca, że ​​rosyjskie kierownictwo wojskowe zaczęło na szeroką skalę przydzielać stopień oficerski podporucznika podoficerom bez odpowiedniego wykształcenia lub doświadczenia. GUR dodatkowo poinformował, że rosyjskie kierownictwo wojskowe tworzy wyspecjalizowane komisje medyczne w celu identyfikacji żołnierzy, którzy udają choroby, aby uchylic się od obowiązku służby.

Rosyjscy poddani federalni nadal tworzyli regionalne bataliony ochotnicze. Rosyjskie media Bez Formata poinformowały 28 lipca, że ​​batalion „Bootur” ze wschodniej rosyjskiej Republiki Sacha (znany również jako „Jakucja”) został sformowany ze 105 ochotnikami do rozmieszczenia na Ukrainie. GUR poinformował w szczególności, że żołnierze ze wschodnich regionów, takich jak Jakucja, niechętnie biorą udział w wojnie na Ukrainie, częściowo ze względu na fakt, że te jednostki ochotnicze nie są tworzone na zasadach zawodowych. (...)

Kreml nadal wykorzystuje prywatne firmy wojskowe (PKW) do wspierania operacji na Ukrainie. Dowódca US Africa Command (AFRICOM) generał Stephen Townsend oświadczył 27 lipca, że ​​PMC Grupy Wagnera przeniosło bliżej nieokreśloną liczbę sił z Libii do walki na Ukrainie. Kreml w coraz większym stopniu polega na Grupie Wagnera jako na głównej grupie uderzeniowej, a kierownictwo Grupy Wagnera prawdopodobnie dąży do utrzymania swojej obecności na Ukrainie (a co za tym idzie, swojego pozytywnego postrzegania wśród rosyjskich przywódców wojskowych) poprzez import bojowników z innych obszarów działania.

understandingwar.org

środa, 27 lipca 2022


Na początku lipca eksperci szacowali, że sama odbudowa nieuznawanych republik na wschodzie Ukrainy będzie kosztować Rosję co najmniej 750 mld dolarów. Według różnych szacunków na odbudowę samego Mariupola trzeba wydać co najmniej 14 mld dolarów.

Ponadto w przejętych regionach trzeba będzie uwzględnić koszty stałe – takie jak dotacje, wypłaty wynagrodzeń i emerytur, inwestycje w infrastrukturę itp. Władze samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej oświadczyły już, że region potrzebuje 2 bilionów rubli (ok. 160 mld zł) dofinansowania w ciągu najbliższych dwóch lat.

– Gigantyczne wydatki na Czeczenię po dwóch wyniszczających wojnach będą wydawać się kwiatami w porównaniu z tym, ile trzeba będzie zainwestować w zagarnięte regiony Ukrainy – czytamy w raporcie.

Dziś w Funduszu Dobrobytu Narodowego /NWF/ pod kontrolą rosyjskiego Ministerstwa Finansów jest około 5 bilionów rubli (około 400 mld zł). Zatem nawet gdyby wydano wszystkie te środki, to i tak nie wystarczyłyby one na odbudowę okupowanych terenów. Jednocześnie Fundusz Państwowy został wykorzystany do pokrycia deficytu Funduszu Emerytalnego oraz do uzupełnienia oszczędności emerytalnych. Ponadto istnieje ryzyko, że wszystkie większe projekty infrastrukturalne w samej Rosji mogą zostać zamrożone ze względu na konieczność utrzymania życia na rozdartych wojną terytoriach Ukrainy.

belsat.eu

Jak twierdzi Olga Romanowa, szefowa organizacji praw człowieka wspierającej więźniów i oskarżonych „Ruś Sidjaszczaja” (pol. Ruś Odsiadująca) werbunek więźniów do udziału w wojnie przeciwko Ukrainie rozpoczął się już w pierwszych dniach pełnowymiarowej inwazji. Zaangażowana była w to Federalna Służba Bezpieczeństwa i Federalna Służba Więzienna wraz z tzw. grupą Wagnera. Zdaniem obrończyni praw człowieka, na początku były to wizyty w koloniach, gdzie odsiadywali wyroki byli pracownicy służb mundurowych. Jednak akcja nie odniosła znaczących rezultatów.

Druga fala miała miejsce wiosną, a trzecia – najbardziej aktywna faza naboru – rozpoczęła się pod koniec czerwca i objęła więzienia aż po sam Ural. Więźniom obiecuje się ułaskawienie, jeśli pozostaną przy życiu po sześciu miesiącach działań wojennych.

Obecność skazańców na froncie zostały już potwierdzona przez obrońców praw człowieka i dziennikarzy. Zostali rozpoznani na przykład filmikach pokazujących udział wojskowych z Czeczenii w wojnie na Ukrainie.

Jednym z głośniejszych wydarzeń ostatnich dni jest wizyta w jednej z kolonii w obwodzie riazańskim biznesmena, „kucharza Putina” Jewgienija Prigożyna, którego media nazywają sponsorem najsłynniejszej w kraju najemniczej formacji wojskowej – grupy Wagnera. Informacje o wizycie biznesmena w kolonii karnej potwierdzają Olga Romanowa i Władimir Osieczkin, założyciel projektu obrony praw człowieka Gulagu.net. Sam Prigożyn nie wypowiadał się na temat tej wizyty.

– Kiedy po raz pierwszy otrzymałem informację o jego przylocie do kolonii helikopterem, nie uwierzyłem. Ale potem dostałem tę informację z kilku źródeł. Był też w jednej z kolonii w Petersburgu – powiedział Osieczkin w komentarzu dla Vot Tak.

Według informacji, jakimi dysponuje szef organizacji, w strefie działań wojennych lub w drodze do niej jest już ponad tysiąc skazanych. „Ruś Sidjaszczaja” posiada informacje o 400 więźniach z obwodu leningradzkiego i nowogrodzkiego, którzy trafili na front, ale organizacja uważa, że trafiło tam ponad tysiąc skazańców z całego kraju.

– Według dostępnych danych chodzi o werbunek nawet 20 tys. osób, ale pierwsza faza rekrutacji byłych oficerów z doświadczeniem bojowym w lutym i marcu zakończyła się niepowodzeniem. Nie są głupcami, żeby się na to zgodzić. Jak mi powiedziano, jeden z byłych oficerów sił specjalnych powiedział funkcjonariuszom, że wolałby „dać im po gębie” i dostać dłuższą karę, niż pójść na śmierć – mówi Osieczkin.

Portal Ważnyje Istorii (ros. Ważne Historie) informował wcześniej, że żołd skazanych ma wynosić około 200 tys. rubli (ok. 15 tys. zł) miesięcznie, wypłata za odniesienie poważnego ranienia – 300 tys. rubli (ok. 24 tys. zł), a za śmierć – 5 milionów rubli (ok. 400 tys. zł), które zostaną przekazane rodzinie.

Zdaniem Olgi Romanowej więźniowie są rekrutowani, ponieważ brakuje chętnych do wstąpienia od armii. Druga przyczyna to brak bliskich krewnych. O los skazańców nie trzeba będzie martwić się tak, jak o losy oficerów i żołnierzy kontraktowych – więźniów można pominąć w listach ofiar.

– Tylko 10 proc. skazanych ma bliskich krewnych, którzy interesują się ich losami. Zostaną wysłani na śmierć jak sieroty w pierwszych dniach wojny i nikt nie będzie żądał wyjaśnień ani domagałs się odbioru ciał. Osoby skazane za poważne przestępstwa mają też bardzo mało do stracenia. Poza tym w rosyjskich więzieniach przebywa wiele osób z tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych i jest to dla nich szansa na powrót do domu – wyjaśnia Romanowa.

Według rozmówców Vot-Tak więźniowie mają być wykorzystani w najtrudniejszych obszarach działań bojowych, m.in. jak saperzy czy członkowie grup szturmowych, mimo że nie przeszli niezbędnych szkoleń.

– Ci ludzie są postrzegani jako gorszy sort, mięso armatnie. W Federalnej Służbie Bezpieczeństwa szkolenie saperów trwa około 10 lat, na przygotowanie specjalistów wydaje się mnóstwo pieniędzy. Ale na wojnie wielu z nich zginęło i trzeba uzupełnić szeregi. Jeśli trzeba podjąć ryzyko, to wolą wysłać na śmierć dwóch czy trzech skazańców, żeby to oni zajmowali się bombami, niż stracić jednego wyszkolonego żołnierza. Więźniów będą wykorzystywać także do walki z bliskie i średnie dystanse, będą rzucani na śmierć, by ułatwić innym posuwanie się naprzód i ujawnić położenie punktów ostrzału wroga – mówi Osieczkin.

Jak twierdzi obrońca praw człowieka, na wojnę nie są brani  przestępcy seksualni, tacy jak gwałciciele czy pedofile ze względu na ich niski status w więziennej hierarchii.  Podobnie dzieje się ze skazanymi, którzy współpracują z więzienną administracją.

– Istnieje tak zwana „brygada zabójców”, do której rekrutuje się osoby skazane za poważne przestępstwa, takie jak morderstwo. Zamiast 10-15 lat w więzieniu, proponuje się im walkę i wyjście na wolność. Niektórzy decydują się na podjęcie ryzyka – powiedział szef Gulagu.net.

Wśród więźniów, którzy zgodzili się iść na front, są skazani zbliżający się do końca wyroku lub podlegający warunkowemu zwolnieniu. Podpisują oni kontrakt dotyczący pracy w jednej z firm związanych z wojskowymi grupami najemniczymi albo w dokumentach wyrok więzienia jest zastępowany inną formą kary, np. pracą przymusową.

Z pozostałymi sytuacja jest bardziej skomplikowana. De iure kontynuują odbywanie kary, de facto przebywają na terytorium innego państwa. Najpierw muszą nagrać wideo i napisać specjalne oświadczenie, że zdecydowali się iść na wojnę dobrowolnie: jest to potrzebne na wypadek procesu, jaki mogą wytyczyć krewni zabitego lub poranionego więźnia. To, co się dzieje, Osieczkin nazywa „zwykłą zbrodnią wojenną”: skazańców prawnie nie zwalnia się z kary, ale obiecywane jest im ułaskawienie, a nawet medale – jeśli więźniowi uda się przeżyć.

– W jednej z kolonii do dokumentów tych skazańców wpisano przeniesienie do Kostromy, ale w rzeczywistości wysłano ich do Rostowa nad Donem. Tam są szkoleni, wyposażani w sprzęt, a ci, którzy mogą planować ucieczkę lub przejście na stronę Ukrainy, są odsiewani przy pomocy donosicieli. Takich więźniów odsyła się do zakładów karnych z bardziej surowymi warunkami lub do kolonii, gdzie stosowane są tortury – powiedział obrońca praw człowieka.

Według Olgi Romanowej więźniowie nie podpisują żadnych umów, a wysyłanie ich na front jest rażącym naruszeniem prawa.

– Federalna Służba Więzienna tak naprawdę nielegalnie wysyła więźniów na wojnę. W zasadzie mówi się im, że 20 proc. z nich zostanie przy życiu, ale myślę, że biorąc pod uwagę ich szkolenie i zadania, jakie wykonują, procent jest znacznie niższy. Jednak na tego rodzaju naruszenia poskarżyli się krewni tylko jednego skazańca. Wszyscy pozostali dzielą się informacjami, ale boją się publicznie wnosić skargi, żeby nie pogorszyć sytuacji. A w rzeczywistości wszyscy czekają na pieniądze za ranienie lub śmierć – mówi Romanowa.

belsat.eu

wtorek, 26 lipca 2022


Hiszpański portal "El Economista" również przyznaje, że sankcje nie były tak skuteczne, jak oczekiwały Europa i Stany Zjednoczone, ale generują wyższe koszty dla Rosji niż te, które płyną z Kremla w przeciwnym kierunku.

"Sankcje byłyby znacznie skuteczniejsze, gdyby Zachód konsekwentnie blokował rosyjski sektor energetyczny i dołączyło do niego znacznie więcej krajów. Ponieważ tak się nie stało, presja na Rosję była mniejsza. Ponadto Moskwa była w stanie kontynuować handel różnymi równoległymi i nieoficjalnymi kanałami" — czytamy.

"Jednak większe uderzenie w rosyjską gospodarkę to tylko kwestia czasu. Zapasy towarów importowanych (w tym wielu technologicznych i przemysłowych o krytycznym znaczeniu) szybko topnieją, a odporność wielu sektorów maleje. Z biegiem czasu skumulowane szkody dla rosyjskiej gospodarki będą znaczące i długotrwałe, ale prognozy średnioterminowe na ogół nie uwzględniają jeszcze tego faktu" — wyjaśnia autor, dodając, że jeśli sankcje mają przynieść jakieś efekty, to nie wolno się z nich teraz wycofywać.

"Środki nałożone na rosyjską gospodarkę nie przynoszą oczekiwanego efektu. Czy zatem Rosja jest dotknięta międzynarodowymi sankcjami, czy nie? Odpowiedź na to pytanie brzmi: to zależy" — pisze "El Confidencial" i zaznacza, że rację mają po trosze zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy sankcji.

"Te różnice w postrzeganiu rzeczywistego skutku sankcji wynikają przede wszystkim z tego, że często próbuje się wrzucić wszystko do jednego worka, podczas gdy w rzeczywistości to samo pojęcie obejmuje bardzo różne aspekty. Na przykład Unia Europejska nałożyła sześć różnych pakietów sankcji, z których każdy jest skierowany wobec innych osób lub branż. (...) Niektóre z tych środków okazały się nieskuteczne, inne zablokowały całe sektory rosyjskiej gospodarki" — czytamy.

"Czy to się rosyjskiemu przywódcy się podoba, czy nie, prawda jest taka, że biorąc wszystko pod uwagę, rosyjski triumfalizm nie ma uzasadnienia. Przytłaczająca liczba artykułów w rosyjskich mediach państwowych, w których przekonuje się, że sankcje wobec Rosji są bezużyteczne i szkodzą jedynie krajom, które je nałożyły, sugeruje dokładnie odwrotnie. Kreml jest tym zaniepokojony i to bardzo. Inna sprawa, że ​​ma to zmienić zachowanie rosyjskich władz, dla których zwycięstwo w Ukrainie, a przynajmniej jego imitacja, jest praktycznie kwestią egzystencjalną. Rosja utrzymuje się na powierzchni, ale nie jest już liniowcem oceanicznym w oceanie światowej gospodarki" — podsumowuje hiszpański portal.

onet.pl

Dużą rolę w podpisaniu porozumienia odegrali partnerzy Rosji na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Od początku marca przywódcy tak różnych krajów jak Turcja, Egipt, Iran, Arabia Saudyjska i Izrael w formalnych i nieformalnych kontaktach z Moskwą wyrażali obawy dotyczące eksportu zboża przez Morze Czarne. Wszyscy podkreślali, że przerwy w dostawach żywności mogą zdestabilizować sytuację w regionie, tak jak miało to już miejsce podczas Arabskiej Wiosny.

Spośród nich Turcja najbardziej korzysta na podpisanym porozumieniu. Pokazała wyraźnie, że może być skutecznym mediatorem w konflikcie rosyjsko-ukraińskim, rozwiązując konkretne problemy. Ponadto Turcja prawdopodobnie zarobi na przetwarzaniu rosyjskiego i ukraińskiego zboża przed przekazaniem go konsumentom na Bliskim Wschodzie.

Oprócz perswazji ze strony bliskowschodnich partnerów, zainteresowanie Moskwy tym porozumieniem tłumaczy fakt, że odblokowanie ukraińskich portów oznaczało dla Rosji usunięcie przeszkód dla jej własnego eksportu zboża i nawozów. Niezbędne do tego złagodzenie reżimu sankcji, umożliwiające transakcje z udziałem rosyjskich nawozów i produktów rolnych, nie było formalną częścią umowy, ale zostało uzgodnione równolegle z USA i UE.

Mówimy tu o dość znacznych kwotach. W 2021 r. dostawy zboża za granicę przyniosły Rosji 11 mld dol., rok wcześniej — 10 mld dol. Rosyjskie Ministerstwo Rolnictwa szacuje eksport zboża z Rosji w roku rolniczym 2021-2022 (kończy się w lipcu br.) na poziomie 45-48 mln ton, a potencjał eksportowy w kolejnym roku rolniczym — na poziomie ok. 50 mln ton zboża. Znaczące zwolnienia z reżimu sankcji, które Rosja otrzymała w zamian za porozumienie, pozwalają jej wykorzystać wysokie ceny na rynku światowym i z zyskiem sprzedać własne rekordowe zbiory, a firmom rolnym bliskim Kremlowi nie stracić zysków z eksportu.

Najwięksi rosyjscy agrariusze są bowiem ściśle związani z władzą, a rozwój sektora nadzoruje minister rolnictwa Dmitrij Patruszew, najstarszy syn sekretarza Rady Bezpieczeństwa Rosji i byłego oficera KGB Nikołaja Patruszewa. Właścicielami drugiego co do wielkości eksportera zboża Demetra-Holding są firmy WTB i Marathon Group należące do Aleksandra Winokurowa, zięcia ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa.

Właścicielem kolejnego giganta rolnego, Agrokompleksu im. N.I. Tkaczewa (jednego z największych producentów mleka, cukru i mięsa w Rosji) jest były gubernator Kraju Krasnodarskiego i były minister rolnictwa Aleksander Tkaczew (firmie nazwał imieniem swego ojca). Agroholding Step, jeden z największych sprzedawców zbóż w Rosji, to część holdingu AFK Sistema, należącego do oligarchy Władimira Jewtuszenkowa, znajdującego się na liście sankcji Wielkiej Brytanii. Właścicielami holdingu Miratorg, produkującego mięso i paszę dla zwierząt gospodarskich, są bracia Wiktor i Aleksander Linnik, bliscy krewni Świetłany Miedwiediewej (z domu Linnik), żony byłego prezydenta, a obecnie zastępcy sekretarza Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrija Miedwiediewa.

Na umowie skorzystają również niektóre rosyjskie banki — ich zamrożone środki mogą zostać częściowo uwolnione przez władze UE, by uniknąć zakłóceń w płatnościach za produkty rolne. Ułatwienie to będzie miało wpływ nie tylko na największe banki w Federacji Rosyjskiej, ale również na te, które finansują wewnętrzne otoczenie Putina oraz rosyjski kompleks wojskowo-przemysłowy — np. Bank Rossija (którego właścicielami są przyjaciele Putina, Jurij Kowalczuk i Nikołaj Szamałow), Promswiazbank (główny bank rosyjskiego sektora obronnego), oraz Nowikombank (bank należący od Rostecu, czyli rosyjskiego koncernu zbrojeniowego).

Dla Moskwy ważny jest nie tylko eksport produktów rolnych, ale także ich import, który dzięki umowie zostanie uproszczony. Rosyjscy rolnicy są np. zależni od importowanych nasion. W 100 proc. z nasion rodzimych Rosja korzysta tylko w przypadku pszenicy. W przypadku kukurydzy to zaledwie 58 proc., a słonecznika — 73 proc. Importowane jest prawie 90 proc. nasion ziemniaków, około 70 proc. nasion rzepaku, od 30 proc. do 90 proc. nasion owoców i roślin jagodowych. Sankcje utrudniły też rolnikom zakup środków ochrony roślin: import stanowi tu około jednej trzeciej, głównie z Chin i UE.

W hodowli zwierząt Rosja zapewnia sobie sama 70-75 proc. żywych zwierząt, jednak większość materiału hodowlanego jest importowana z zagranicy, zwłaszcza w przypadku hodowli drobiu i świń. Szybkie wprowadzenie substytucji importu hodowlanego jest prawie niemożliwe. Rosyjscy rolnicy są również bardzo zależni od dostaw leków weterynaryjnych — 70 proc. musi być importowane z zagranicy.

Związane z umową złagodzenie sankcji może też ułatwić Rosji import sprzętu rolniczego, w tym kombajnów, jak i części zamiennych do nich. W 2021 r. import stanowił ponad 75 proc. rosyjskiego rynku maszyn rolniczych, głównie z Niemiec i Holandii.

Rosyjscy rolnicy mogą jeszcze przejść przez tę kampanię żniwną bez żadnych problemów, ale sukces następnej pod wpływem sankcji nie jest gwarantowany. Branży grozi archaizacja: stosowanie bardziej prymitywnych nawozów, środków chemicznych do ochrony roślin, maszyn żniwnych. Wszystko to obniża wydajność. A bez importu nasion, materiału hodowlanego i sprzętu zagrożone może być bezpieczeństwo żywnościowe całej Rosji.

onet.pl

22 lipca w Stambule, po serii negocjacji przeprowadzonych z inicjatywy Turcji i przy udziale ONZ, Ukraina i Rosja uzgodniły warunki stworzenia bezpiecznego korytarza dla transportu zbóż, żywności oraz nawozów z trzech ukraińskich portów na Morzu Czarnym: Odessy, Czarnomorska i Jużnego. Dwie „lustrzane” umowy – jedna podpisana między Turcją, ONZ i Ukrainą, a druga pomiędzy Turcją, ONZ i Rosją – będą ważne przez 120 dni, a do ich przedłużenia konieczna będzie ponowna zgoda wszystkich stron. Zgodnie z dokumentami pod egidą ONZ powołane zostanie w Stambule Wspólne Centrum Koordynacyjne (WCK), mające za zadanie nadzór nad powstaniem oraz funkcjonowaniem korytarza. W skład WCK wejdzie po jednym przedstawicielu Rosji, Ukrainy, Turcji i ONZ, a także personel wymagany do efektywnego zarządzania. Korytarz ma połączyć ww. ukraińskie porty z wodami terytorialnymi Turcji. W jej portach powołane zostaną mieszane zespoły inspekcyjne Ukrainy, Rosji, Turcji i ONZ mające kontrolować ładunek statków handlowych (pod kątem produktów nieobjętych porozumieniem) płynących do i z portów ukraińskich. Wszystkie czynności na wodach terytorialnych Ukrainy, tj. załadunek, wyładunek, ruch statków, będą wykonywane wyłącznie przez stronę ukraińską. Porozumienie nie przewiduje wspólnych konwojów rosyjsko-tureckich z ukraińskich portów (czego domagała się wcześniej Rosja) oraz rozminowywania akwenu (chyba że będzie to niezbędne, wówczas do takich działań zostanie zaangażowana „strona trzecia”).

Ponadto w Stambule wicepremier Rosji Andriej Biełousow i sekretarz generalny ONZ António Guterres podpisali memorandum dotyczące ułatwień w eksporcie rosyjskich zbóż i nawozów mineralnych. Zobowiązuje ono sekretariat ONZ do podjęcia starań o zdjęcie wszelkich ograniczeń nałożonych przez USA i UE na dostawy tego typu produkcji na globalny rynek. Memorandum ma obowiązywać trzy lata. Podpisanie go poprzedziło opublikowanie przez USA i UE dokumentów, w których podkreślono, że dostawy rosyjskich surowców rolnych i nawozów mineralnych do państw trzecich (innych niż zachodnie) nie podlegają żadnym ograniczeniom Waszyngtonu i Brukseli. Unia Europejska zdjęła także wszelkie bariery dla eksportu ropy naftowej do państw trzecich przez wybrane rosyjskie koncerny państwowe.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nazwał zawarcie porozumienia ważnym osiągnięciem umożliwiającym wznowienie eksportu i tym samym udaremniającym plan Rosji zniszczenia gospodarki jego kraju. Podkreślił, że umowa „zapewni niezbędną ochronę” ukraińskich portów i stanowi demonstrację zdolności Ukrainy do przetrwania wojny. Premier Denys Szmyhal ocenił, że podpisanie dokumentu to dla Ukrainy „sprawa warta miliardy dolarów”, a jego wdrożenie przyczyni się do znaczącego zminimalizowania strat, jakie rosyjska agresja przyniosła dla budżetu państwa.

Dzień po zawarciu porozumienia armia rosyjska dokonała ostrzału rakietowego portu handlowego w Odessie. Zełenski nazwał te działania cynicznym aktem barbarzyństwa, który skutecznie przekona zachodnich partnerów do zwiększenia pomocy wojskowej dla Ukrainy. Z kolei rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow poinformował, że celem ostrzału była infrastruktura wojskowa (Rosja zobowiązała się jedynie do powstrzymania się od ataków na infrastrukturę zbożową) i nie wpłynie to na realizację podpisanych umów.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych FR stwierdziło, że porozumienie mogło zostać zawarte dzięki „wstrzymaniu przez Brukselę i Waszyngton działań mających na celu niedopuszczenie do osiągnięcia tego porozumienia”. Zdaniem resortu memorandum stanowi kolejne potwierdzenie nieprawdziwości zachodnich oskarżeń, że to Moskwa odpowiada za problemy z dostawami zbóż na globalny rynek. 25 lipca Siergiej Ławrow rozpoczął podróż po państwach afrykańskich (Egipt, Etiopia, Uganda, Kongo), w czasie której przedstawia Rosję jako wiarygodnego partnera gospodarczego i obwinia Zachód o ewentualne trudności w realizacji dotychczasowych dostaw. Na spotkaniu w Kairze zapewniał, że Rosja będzie przestrzegać zawartej umowy dotyczącej wywozu ukraińskiego zboża.

Komentarz

Osiągnięte porozumienie ma istotne znaczenie dla gospodarki Ukrainy, gdyż potencjalnie pozwoli na wznowienie eksportu jej towarów rolnych kluczową drogą morską (do wybuchu wojny ponad 90% produkcji tego sektora ekspediowano tym szlakiem). Kijów szacuje, że skuteczne wdrożenie uzgodnień umożliwi sprzedaż dodatkowych 3 mln ton towarów i zwiększenie dochodów państwa o 1 mld dolarów miesięcznie. Taka skala wywozu nie rozwiąże wszystkich problemów Ukrainy w zakresie eksportu produkcji rolnej (przed 24 lutego przez jej porty przechodziło każdego miesiąca 5–6 mln ton), jednak może znacząco poprawić sytuację, gdyż alternatywne szlaki sprzedaży zagranicznej zboża i roślin oleistych przez lądową granicę w UE – choć od początku inwazji sukcesywnie rozbudowywane – nie mogą zaspokoić całości potrzeb eksportowych kraju. Porozumienie stambulskie ocenia się w Kijowie jako nieniosące ryzyka dla bezpieczeństwa narodowego. W toku negocjacji to ten aspekt był uznawany za najistotniejszy – władze nie chciały bowiem dopuścić do sytuacji, w której okręty lub personel rosyjski będą miały prawo przebywania na obszarze Ukrainy lub na jej wodach terytorialnych.

Powołanie WCK oczekiwane jest 27 lipca, a Ukraina już rozpoczęła przygotowania do wznowienia eksportu zbóż w celu wysłania pierwszego transportu pod koniec tygodnia. Obecnie trudno jednak powiedzieć, w jakim zakresie rzeczywiście dojdzie do wdrożenia postanowień i na ile skutecznie funkcjonować będzie korytarz do tureckich portów. Głównym problemem w praktycznej realizacji umowy będzie postawa Rosji. Ostrzał portu w Odessie nie gwarantuje stabilności transportów, lecz wskazuje, że Kreml zamierza przeciwdziałać znacznemu zwiększeniu wywozu ukraińskich produktów rolnych i wzrostowi dochodów eksportowych Kijowa. Postępowanie Rosji ma zniechęcać armatorów do obsługiwania ukraińskich portów, podnosić koszty frachtu i jego ubezpieczenia, a także ułatwić Moskwie wywieranie wpływu na rozwój sytuacji na globalnym rynku żywnościowym. W efekcie skuteczna implementacja umów stambulskich stoi pod znakiem zapytania, a tylko ona, wraz z przedłużeniem obowiązywania korytarza na kolejne miesiące, może pomóc w uregulowaniu globalnego kryzysu żywnościowego.

Zgoda Kremla na podpisanie umowy dotyczącej wywozu ukraińskiego zboża przez Morze Czarne była najprawdopodobniej bezpośrednim skutkiem poluzowania przez USA i UE restrykcji nałożonych na Rosję. Pozwoli ono zwiększyć jej dochody z eksportu zboża i nawozów mineralnych w wyniku przewidywanego spadku kosztów frachtu i ubezpieczenia. Mimo że artykuły spożywcze nie były objęte bezpośrednimi obostrzeniami, to niejasności związane z reżimem sankcyjnym zniechęcały międzynarodowy biznes (armatorów, firmy ubezpieczeniowe, banki) do współpracy z rosyjskimi podmiotami. Kluczowe znaczenie miała jednak przede wszystkim zgoda UE na eksport ropy naftowej do państw trzecich, stanowiący główne źródło dochodów Rosji. Ułatwi to Moskwie przekierowanie dostaw surowca z Europy na rynki azjatyckie. Wcześniej znaczący europejscy traderzy (Glencore, Vitol) w zasadzie wstrzymali obsługę przesyłu rosyjskiej ropy.

Łagodzenie restrykcji, będące już kolejnym ustępstwem wobec Rosji (po m.in. przywróceniu tranzytu towarów objętych sankcjami do obwodu kaliningradzkiego czy zwrocie turbin do gazociągu Nord Stream 1), utwierdza Kreml w skuteczności strategii eskalacji żądań wobec Zachodu. Podpisane porozumienia stwarzają także cenny dla Moskwy precedens prawny, gdyż de facto pozwalają jej na nałożenie embarga na dostawy broni drogą morską do suwerennego państwa, które jest ofiarą rosyjskiej agresji. Co więcej, embargo to będzie uznane przez ONZ i ma być egzekwowane przy pomocy tej organizacji.

Przekaz informacyjny Ławrowa sugeruje, że podpisanie umowy o wywozie ukraińskiego zboża można traktować jako gest wobec państw globalnego Południa. Mimo że kryzys żywnościowy uderza w nie bezpośrednio – są głównymi odbiorcami rosyjskiego i ukraińskiego surowca – to oficjalnie nie krytykują one Rosji za wywołanie wojny z Ukrainą. Dla Kremla współpraca z państwami spoza koalicji zachodniej ma obecnie kluczowe znaczenie dla stabilizacji gospodarki i obchodzenia zachodnich sankcji. Liczy on również na poparcie ze strony tych krajów w głosowaniach na forum ONZ. W przypadku relacji z Turcją kwestie zbożowe traktowane są jako ważna karta przetargowa w innych obszarach, m.in. tureckiej operacji w Syrii.

Porozumienie jest dyplomatycznym sukcesem Ankary potwierdzającym jej rolę inicjatora i mediatora w sprawie stworzenia korytarza do portów czarnomorskich. Choć sama umowa przewiduje jedynie ograniczone zaangażowanie Turcji (w postaci kontroli statków handlowych oraz powołania WCK w Stambule), to jej władze z pewnością będą uwypuklać ten sukces na arenie międzynarodowej, szczególnie w napiętych stosunkach z Zachodem. Można się spodziewać, że w celu zapewnienia skutecznej implementacji podpisanych porozumień Turcja opowiadać się będzie za dalszym uspokajaniem sytuacji na Morzu Czarnym. Jest to ważne także z punktu widzenia jej interesów gospodarczo-finansowych, gdyż korytarz zwiększa rolę tego kraju jako hubu transportowego.

osw.waw.pl

Prognoza Goldman Sachs uwzględnia "wpływ czynników łagodzących, takich wznowienie produkcji węgla, rządowy wykup gazu przemysłowego, reakcje gospodarstw domowych i komercyjnych, a także możliwy wzrost importu LNG". Analitycy odnotowali, że popyt na gaz w Europie północnozachodniej jest o 12 proc. wyższy niż oczekiwaliby przy obecnych cenach, ale został on zrekompensowany przez wyższy import LNG. To zaś sprawia, że Europa jest na "dobrej drodze" do zapełnienia swych magazynów w 90 proc. do końca lata.

Jednocześnie "w miarę odradzania się aktywności gospodarczej w Chinach w ciągu najbliższych kilku miesięcy" Goldman Sachs spodziewa się, że Azja przejmie część dostaw LNG, dotychczas kierowanych do Europy. Wówczas "ciężar równoważenia europejskiego rynku gazu spadnie z powrotem na popyt, który będzie musiał dalej spadać, aby zagwarantować komfortowe poziomy magazynów przed rozpoczęciem zimy".

Analitycy podtrzymali ocenę, że jeśli europejskie magazyny osiągną 90 proc. zapełnienia do końca października, to zmniejszy się "pilna potrzeba destrukcji popytu napędzanego cenami", co pozwoli na spadek cen gazu w Europie w kolejnych kwartałach. Czynnikiem, który może zaburzyć ten scenariusz jest sroga zima. "Jest to szczególnie istotne w pierwszym kwartale (2023 r. - PAP), ponieważ niepewność co do pogody zimowej znacznie spada w drugiej połowie zimy w porównaniu do pierwszej połowy, co jest zgodne z naszymi prognozami cen spotowych gazu na ten okres poniżej 80 euro" - wskazano. "W związku z tym spodziewamy się, że latem 2023 r. ceny gazu w Europie ponownie wzrosną, ponieważ w obliczu braku normalnych przepływów gazu z Rosji, niszczenie popytu przez ceny ponownie stanie się priorytetem" - dodali.

"Mówiąc wprost, bardziej trwałe środowisko niższych cen nie jest naszym zdaniem prawdopodobne w Europie aż do 2025 r., kiedy to spodziewamy się, że światowe dostawy LNG zaczną znacząco wzrastać, ułatwiając Europie budowę magazynów gazu bez konieczności uciekania się do przemysłowego niszczenia popytu" - podsumowali analitycy Goldman Sachs. 

bankier.pl/PAP