sobota, 9 lipca 2022


Newsweek: Kiedy skończy się ta wojna?

Iwan Krastew: Rosyjska inwazja miała na początku dwa cele: denazyfikację (co w praktyce oznaczało obalenie Zełenskiego) i obronę rosyjskiej ludności w obwodach donieckim i ługańskim. Obalenie Zełenskiego nie wchodzi dziś w grę. Ale jeśli Putin zdobędzie znaczną część Doniecka i Ługańska, może ogłosić zwycięstwo. Zapewne następnego dnia Donieck i Ługańsk poproszą o przyłączenie do Rosji, a Putin z radością tę prośbę zaakceptuje.

Co to w praktyce oznacza?

– To zmieni bardzo wiele rzeczy. Zgodnie ze swoją doktryną bezpieczeństwa Rosja będzie mogła użyć broni nuklearnej, aby bronić Donbasu. Dziś nie może tego robić. Poza tym wszelkie traktaty pokojowe z Ukraińcami staną się niemożliwe. Ukraina będzie się musiała wyrzec nie tylko Krymu, ale też Donbasu. A na dodatek jedyny rozejm, jaki Moskwa zaakceptuje, będzie taki, w którym zostanie jasno powiedziane, że wygrała. Nie sądzę, aby Ukraina mogła się na to zgodzić.

Do niedawna wiele osób wyrażało nadzieję, że Putin zdobędzie Donbas i będzie po wszystkim. Niektórzy w głębi ducha życzyli mu tego zwycięstwa. Pan to widzi inaczej.

– Najbardziej prawdopodobne jest, że taka linia podziału stanie się linią frontu, jak w czasie wojny koreańskiej. Rosja będzie się starała utrzymać terytoria, które zdobyła, i uczynić z nich linię obrony. Kilka dni temu Rosja wystrzeliła rakiety w centrum handlowe w Krzemieńczuku. Nadal będą robić takie rzeczy – niszczyć infrastrukturę, mordować cywili. To sprawi, że odbudowa Ukrainy stanie się niemożliwa. Nie sądzę też, aby Rosja zainwestowała w rekonstrukcję Donbasu. Ten region zmieni się w strefę wojny.

Czekają nas trudne czasy. Również dlatego, że pojawił się nowy czynnik, z którego Putin zdaje sobie sprawę. Nawet jeśli dojdzie do zawieszenia broni w Ukrainie, wojna gospodarcza Zachodu, a zwłaszcza USA, z Rosją się nie skończy. Chyba że dojdzie do jakiejś zasadniczej zmiany politycznej w USA. Tak więc w stosunkach Zachodu z Rosją niewiele się zmieni. Sytuacja będzie niezwykle napięta.

Możliwy jest jedynie scenariusz koreański?

– Są oczywiście inne. Jednym z nich jest zdecydowane zwycięstwo Ukrainy. Ale nie bardzo to sobie wyobrażam, dopóki Putin pozostaje u władzy. Zwycięstwo Ukrainy wymaga odbicia Krymu. A przejęcie Krymu przez Ukrainę może skłonić Rosję do zrobienia czegoś szalonego. Przecież ogromna część legitymizacji Putina opiera się na aneksji Krymu. Dla niego utrata Krymu jest gorsza niż śmierć. To jest moment, w którym byłby gotowy zrobić wszystko.

Jest też scenariusz fiński, na wzór wojny zimowej 1939–1940. Finowie walczyli w niej heroicznie, tak jak walczą dziś Ukraińcy. ZSRR zdobył część terytoriów, ale Finlandia uzyskała nową tożsamość i nowe silniejsze państwo. I tak może się stać teraz: Ukraina traci Donbas, ale jednocześnie zyskuje nową, zakorzenioną na Zachodzie tożsamość. Ale jest tu dodatkowy warunek: niemal następnego dnia Ukraina musiałaby zostać przyjęta do NATO. Bo to dla niej jedyna prawdziwa gwarancja w obliczu Rosji.

Ale najbardziej prawdopodobny scenariusz to konflikt na wzór Korei. Sytuacja, w której Rosjanie nie mogą zdobyć znacznie więcej, nie podejmując ogromnego ryzyka. A Ukraina jest coraz bardziej wyczerpana utrzymywaniem swoich pozycji. Obawiam się, że czeka nas nierozwiązany konflikt w sercu Europy.

Czego chce Putin?

– Prezydent Putin postrzega siebie jako kogoś obdarzonego misją – zesłanego przez Boga wybrańca, który ma naprawić Rosję. Zdołał też przekonać samego siebie, że Zachód jest w fazie schyłkowej, więc trzeba to zrobić teraz. Jaki jest jego główny cel? Kiedy mówimy o Rosji, z góry zakładamy, że to postimperialna potęga. Takie potęgi mają jeden cel – zdobywanie terytorium. Putin nie jest zainteresowany terytorium, tylko przede wszystkim ludnością. Ma obsesję demograficzną. Od jakiegoś czasu powtarza, że gdyby nie rewolucja i II wojna światowa, Rosja miałaby dziś 500 milionów mieszkańców. Na dodatek Rosja nadal się wyludnia – pandemia spowodowała śmierć 1 miliona ludzi, a wskaźnik urodzin spada. Putin jest przekonany, że aby przetrwać w nowym świecie, Rosja potrzebuje mężczyzn i kobiet Ukrainy. Bo dla niego Ukraińcy są Rosjanami. Unifikacja historycznej Rosji z Ukrainą i Białorusią to jego obsesja numer jeden.

Dlaczego wciąż mylimy się co do Putina? I mamy taki problem z przewidzeniem jego kolejnego kroku.

– Zacznę od tego, że bawią mnie te wszystkie spekulacje dotyczące zdrowia Putina. Każdy zachowuje się, jakby był jego osobistym lekarzem. Niewątpliwie jest na coś chory – w końcu jest mężczyzną w pewnym wieku.

Jest też coś bardzo dziwnego w naszym myśleniu o Putinie. Na jednym biegunie jest idea, że on jest kompletnie szalony. Na drugim – że jest całkowicie racjonalny. Żeby zrozumieć Putina, musimy raczej zadać sobie pytanie, dlaczego my go nie rozumiemy. Dlaczego byliśmy tak bardzo zaskoczeni, że napadł na Ukrainę? Jednym z paradoksów zachowania Putina jest to, że on jest bardzo dosłowny – żeby zrozumieć, co zrobi, trzeba go po prostu słuchać albo czytać jego teksty, w których tłumaczy, dlaczego Rosjanie i Ukraińcy to jeden lud. Tymczasem my z faktu, że Putin był oficerem służb, wyciągamy wniosek, że wszystko, co on robi, to oszustwo. I jesteśmy zdumieni, gdy robi właśnie to, co zapowiedział. Po drugie, żyjemy w świecie, w którym ekonomia wyznacza wszystko, i wyobrażamy sobie, że dla Putina gospodarka też jest centrum wszystkiego. Ale on tak nie myśli. On myśli o bezpieczeństwie, roli Rosji, o swojej misji historycznej. Mówimy, że Putin jest skorumpowany. To bez wątpienia prawda, ale dla niego korupcja jest przede wszystkim narzędziem sprawowania władzy. Pieniądze nie były dla niego ważne, kiedy był młodszy. Jest śmieszne sądzić, że przywódca nuklearnej potęgi, który uważa się za ucieleśnienie tysiącletniej Rosji, może prowadzić politykę opartą wyłącznie na interesach gospodarczych. Wiele z tego, co my uważamy za jego politykę gospodarczą, np. utrzymywanie dużych rezerw finansowych, jest w gruncie rzeczy instrumentem bezpieczeństwa.

Fiona Hill w swej świetnej biografii Putina podobnie tłumaczy jego dążenie do zacieśniania więzi gospodarczych z Zachodem – jako instrument bezpieczeństwa. Jeśli Zachód zainwestuje, to będzie się bał w Rosję uderzyć sankcjami, bo one uderzą w Zachód rykoszetem. I tak to działało.

– Właśnie. Kolejna rzecz, żeby zrozumieć Putina, to horyzont czasowy. W naszym świecie politycy myślą wyłącznie o reelekcji. Putin sprawuje władzę od ponad 20 lat i nikt mu się nie sprzeciwia. Liderzy autorytarni mają dłuższą perspektywę czasową. Ale z drugiej strony żaden z naszych przywódców nie prowadzi polityki tak, jakby świat miałby się skończyć wraz z nim. A tak myśli Putin. Dlatego nie ma żadnego planu sukcesji. Zresztą przez jakiś czas sam żył w postputinowskiej Rosji, gdy prezydentem był Miedwiediew. I bardzo nie podobało mu się to, co widział. Obawa, że jego następca będzie chciał zepsuć jego dziedzictwo, jest jednym z powodów, dla których chce załatwić wszystko za życia. I to tak, by było to nieodwracalne. Dlatego chce zrobić wszystko naraz: zagarnąć Ukrainę lub część jej terytorium, skierować stosunki z Zachodem na inne tory, zawrzeć sojusz z Chinami. Ma niezmierzone ambicje. Zapytałem jakiś czas temu wysokiego urzędnika, jacy są najbardziej zaufani doradcy Putina. Usłyszałem: Iwan Groźny, Piotr Wielki i Katarzyna Wielka.

W tym połączeniu wielkich horyzontów i pośpiechu, aby całkowicie zmienić kraj, jest coś apokaliptycznego.

Napisał pan niedawno, że Putin, dawny pułkownik komunistycznych służb, zmienił się w "białego generała". Co to w praktyce oznacza?

– To Rosjanie kierowali ZSRR, ale musieli trzymać rosyjską tożsamość na wodzy. Taka była cena. Wystarczy sobie przypomnieć strukturę państwa komunistycznego – wszystkie republiki miały swoje rządy i partie narodowe. Ale nie było rosyjskiego rządu i rosyjskiej partii komunistycznej. To jest ideowe zaplecze Putina, czerwonego pułkownika. Ale potem to się zaczęło zmieniać. Dziś nie chodzi mu o odbudowę imperium sowieckiego, ale o przekształcenie Federacji Rosyjskiej w klasyczne państwo narodowe. Myśli jak nacjonalistyczny generał Białej Gwardii.

Do niedawna człowiek mieszkający w Donbasie mógł mieć ukraiński paszport i mówić po rosyjsku. Ale to nie było traktowane jako linia podziału. Ponieważ jego tożsamość była pozostałością Związku Sowieckiego. Teraz sowieckiej tożsamości już nie ma. Putin wojną w Ukrainie zniszczył tożsamość sowiecką, tak jak wojna w Jugosławii zniszczyła jugosłowiańską. W 1994 r. w Sarajewie mogłeś być Serbem, Chorwatem albo Muzułmaninem, ale nie mogłeś nie należeć do żadnej z tych wspólnot. Bo wtedy byłeś trupem. I tak samo jest dzisiaj. Jesteś Rosjaninem albo Ukraińcem. Taki jest sens tej wojny. Związek Sowiecki upadł w 1991 roku. Ale pochowano go dopiero teraz – w 2022 r., w Donbasie.

Co oznacza to promowanie rosyjskiego nacjonalizmu? Czy stawiając na etniczny nacjonalizm, Putin przygotowuje grunt pod rozpad Federacji Rosyjskiej, w której 25 proc. ludności stanowią mniejszości.

– Zacznę od pewnego paradoksu – Putin stworzył ukraińską tożsamość, która nie tylko jest inna od rosyjskiej. Jest też zajadle antyrosyjska, jak nigdy dotąd. W ten sposób niszczy jeden z fundamentów rosyjskiego soft power. W wyniku tej wojny zasięg rosyjskiego języka się zmieni. Zobaczymy rozwód kulturowy między Rosją a Ukrainą. Jeszcze niedawno w księgarni w Kijowie widziałem więcej książek po rosyjsku niż po ukraińsku. Teraz nikt nie będzie uczył rosyjskiego swoich dzieci. I to będzie miało ogromny wpływ na jego rozprzestrzenianie się. Bolszewicy zabili miliony, ale nie doprowadzili do utraty zainteresowania językiem rosyjskim. Putinowi może się to udać.

Nie wiemy, jak to wszystko wpłynie na peryferia Rosji. Jest wiele spekulacji dotyczących tego, czy Putinowi uda się zachować integralność terytorialną Federacji Rosyjskiej, jeśli przegra tę wojnę. Nie wiemy, czy nastąpi bunt peryferiów. Ale jedno wiemy na pewno: kiedy jedna grupa rozwija bardzo silną tożsamość, inne grupy też rozwijają bardzo silne tożsamości. Następuje swego rodzaju pandemia tożsamości.

Przegrana Ukrainy będzie wielką porażką dla Europy. A co się stanie, jeśli Ukraina wygra? Czy to też może oznaczać przegraną Europy?

– W pewnym sensie przegrać mogą wszyscy – Ukraina, Rosja i Europa. Nawet jeśli Ukraina w jakiś sposób wygra i uzyska suwerenność polityczną, poziom zniszczeń będzie niewiarygodny. To będzie kraj widmo.

Rosja, nawet jeśli zachowa część ukraińskich terytoriów, na pewno nie wyjdzie z tej wojny silniejsza i ważniejsza w światowej polityce. To jest ostatni konflikt, podczas którego Rosja mogła twierdzić, że jest prawdziwą potęgą. Myślę, że to jest jasne nawet dla rosyjskich elit.

Europę też czeka bardzo trudny okres. Wszystko, co robimy, żeby powstrzymać Rosję, jest w gruncie rzeczy destrukcją globalizacji, na której Europa bardzo korzystała. Taki jest przecież sens sankcji. Pytanie brzmi: czy Europa jest w stanie funkcjonować jako gospodarka wojenna na tej samej zasadzie co USA czy Rosja? Albo Chiny? Co to oznacza dla naszych rządów? Albo stosunków między nimi? Nie rozumiemy, jak dramatyczne zmiany nas czekają. Nawet jeżeli wygramy z Rosją, będziemy innym typem społeczeństwa. I zupełnie zmieni się charakter UE.

(...)

onet.pl

Obrońcy odparli atak agresora w przygranicznych miejscowościach Dementijiwka, Kozacza Łopań i Sosniwka w obwodzie charkowskim. Działania najeźdźców na tym odcinku są próbą związania sił ukraińskich, aby polepszyć swoje pozycje do dalszej ofensywy w obwodzie donieckim. Obecnie priorytetowym celem Rosjan jest natarcie na Słowiańsk, realizowane z kierunków północno-zachodniego (od strony Iziumu na linii Dowheńke–Mazaniwka, ok. 30 km od Słowiańska), północnego (Ukraińcy mieli odeprzeć atak w m. Bohorodyczne, ok. 20 km od Słowiańska) oraz wschodniego (walki w m. Hryhoriwka i Werchniokamjanśke w pobliżu Siewierska, ok. 40 km od Słowiańska). Jednocześnie Rosjanie kontynuują natarcie na Bachmut z kierunków północno-wschodniego (walki w m. Spirne i okolicach) i południowo-wschodniego (starcia w Wesełej Dołynie). Znaczna większość obszaru w rejonie Słowiańska, Kramatorska i Bachmutu poddawana jest zmasowanemu ostrzałowi rakietowemu, artyleryjskiemu i lotniczemu. Walki toczą się też na całej linii styczności na zachód od Doniecka – w rejonie Awdijiwki, Kurachowego, Nowopawliwki. Rosyjskie wojska kontynuują również ostrzał Charkowa, miejscowości położonych na północ od niego, a także obszarów przygranicznych w obwodach czernihowskim (okolice m. Mychalczyna Słoboda) i sumskim (Esmań, Wowkiwka, Kindratiwka, Myropilla).

Na południowej linii frontu w obwodach mikołajowskim i chersońskim sytuacja nie uległa znaczącym zmianom – agresor ostrzeliwuje pozycje ukraińskie, utrzymuje zajęte wcześniej tereny oraz prowadzi działania dywersyjno-wywiadowcze. Ponadto wojska rosyjskie dokonały uderzeń rakietowych w obwodach zaporoskim (m. Orichiw, Stepnohirśk, rejon Połohy), mikołajowskim (Bereznehuwate, Małomychajliwśke, Basztanka) oraz dniepropetrowskim (Zełenodolśk, Nowosemeniwka, Marjanśke).

7 lipca Ministerstwo Obrony FR poinformowało o czasowym wstrzymaniu ofensywnych działań wojskowych w celu „zwiększenia zdolności bojowych” swoich oddziałów. Decyzja ta nastąpiła po tym, jak 4 lipca prezydent Władimir Putin nakazał zastosowanie pauzy operacyjnej wobec jednostek biorących udział w zdobyciu Siewierodoniecka i Lisiczańska. W rezultacie w ciągu ostatnich dwóch dni nie pojawiły się doniesienia o istotnych zdobyczach terytorialnych armii rosyjskiej. Zarazem wiceminister obrony Ukrainy Hanna Malar poinformowała, powołując się na dane ukraińskiego wywiadu, o planowanym przez agresora natarciu w kierunku Zaporoża. Celem uderzenia na linii Wełyka Nowoseliwka–Pokrowśke ma być najprawdopodobniej dokonanie próby otoczenia od południa wojsk ukraińskich operujących w obwodzie donieckim.

Okupanci terroryzują cywilów na zajętych terenach obwodu ługańskiego – oskarżają mieszkańców o wybuchy w rosyjskich składach amunicji i poszukują osób, które mogły przekazać Siłom Zbrojnym Ukrainy informacje o ich lokalizacji. Jak przekazał szef ługańskiej obwodowej administracji wojskowej Serhij Hajdaj, w Kreminnej ludziom zakazano używania telefonów komórkowych, a żołnierze wroga strzelają do tych, którzy w ich ocenie za często rozmawiają przez telefon, gdyż traktują to jako oznakę szpiegowania.

Ukraińscy dziennikarze śledczy donoszą, że od maja obszar masowych grobów w okupowanej przez Rosjan wsi Staryj Krym pod Mariupolem podwoił się. Satelity zarejestrowały sprzęt używany do kopania dołów na cmentarzu, gdzie już wcześniej zbiorowo grzebano zmarłych. Według doradcy mera Mariupola Petra Andriuszczenki może tam być pochowanych łącznie 15 tys. osób. Wzrost tej liczby może wynikać z rozpoczęcia przez okupanta rozbiórki zniszczonych wieżowców, a w każdym takim budynku może znajdować się nawet sto ciał. Andriuszczenko podał, że krewni zabitych, którzy chcą pochować ich w indywidualnych grobach, muszą zapłacić 20 tys. hrywien (680 dolarów) i czekać dwa tygodnie, bowiem w Mariupolu panuje deficyt drewna, a trumny przywozi się z zajętych wcześniej terytoriów obwodu donieckiego.

Szef charkowskiej obwodowej administracji wojskowej Ołeh Synehubow poinformował, że rosyjscy okupanci aresztowali mera Kupiańska Hennadija Macehorę, który kolaborował z nimi od początku inwazji. Wywodzący się z prorosyjskiej partii Opozycyjna Platforma – Za Życie Macehora jeszcze 27 lutego ogłosił, że miasto przejęli Rosjanie, i uczestniczył w spotkaniu, na którym powołano kontrolowaną przez Rosję „tymczasową administrację cywilną obwodu charkowskiego”. Ukraińskie organy ścigania oskarżyły go za to o zdradę stanu. Obecnie ma on przebywać w rosyjskim areszcie.

(...)

Rezerwy walutowe Narodowego Banku Ukrainy (NBU) zmniejszyły się w czerwcu o 9% i według stanu na 1 lipca wyniosły 22,8 mld dolarów. NBU w ciągu miesiąca sprzedał na rynku walutowym blisko 4 mld dolarów, a kupił jedynie 31 mln dolarów. W chwili rosyjskiej inwazji rezerwy krajowe wynosiły ponad 29 mld dolarów. 7 lipca Parlament Europejski wyraził zgodę na wypłacenie Ukrainie 1 mld euro pożyczki na cele zapewnienia stabilności makrofinansowej. Będzie to pierwsza transza z pakietu 9 mld euro, który Komisja Europejska przygotowała w maju. Kijów powinien otrzymać środki do końca lipca.

7 lipca Bukareszt poinformował o zakończeniu remontu odcinka kolei szerokotorowej między Giurgiulești w Mołdawii i Gałaczem w Rumunii. Dzięki temu pociągi jadące z Ukrainy tranzytem przez Mołdawię będą mogły trafiać do portu w Gałaczu bez konieczności przeładunku towaru na granicy, co ułatwi eksportowanie ukraińskiego zboża. Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) wspólnie z Ministerstwem Rolnictwa Ukrainy rozpoczęła projekt mający na celu zwiększenie możliwości magazynowania zboża na Ukrainie, poprawę funkcjonowania istniejących łańcuchów logistycznych i poszukiwanie alternatywnych tras. Jego wartość to 18 mln dolarów, jest finansowany przez Japonię.

Komentarz

Zapowiedziana przez rosyjskie władze pauza operacyjna dotyczy jedynie jednostek, które brały bezpośredni udział w walkach o Siewierodonieck i Lisiczańsk, i nie wpłynęła na dynamikę działań militarnych na innych kierunkach. Nie oznacza ona zatem rezygnacji z dotychczasowych planów wojskowych, lecz stanowi przygotowanie do kolejnej fazy operacji mającej na celu przejęcie kontroli nad całością obwodu donieckiego. Czynnikiem wpływającym na sytuację na froncie jest natomiast rosnąca – dzięki coraz sprawniejszemu wykorzystaniu dostarczanych z Zachodu systemów artyleryjskich – skuteczność ataków ukraińskich na rosyjskie magazyny amunicji. Zmusza to Rosję do większego rozproszenia składów broni, a to generuje dodatkowe problemy dla jej armii, która i tak zmaga się z niską efektywnością logistyki i zaopatrzenia.

Aresztowanie przez Rosjan kolaboracyjnego szefa Kupiańska to przejaw modus operandi okupanta, który nie gwarantuje bezpieczeństwa nawet przechodzącym na jego stronę przedstawicielom miejscowych władz czy działaczom – najpierw wykorzystuje ich do swoich celów, a na późniejszym etapie represjonuje bądź usuwa. Taki los spotkał po 2014 r. wielu separatystycznych watażków i bojowników z tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych (DRL i ŁRL) – śmierć niektórych przypisywano działaniom rosyjskich służb specjalnych (m.in. tzw. premiera DRL Aleksandra Zacharczenki i dowódcę wojskowego Aleksandra Biednowa), wielu osadzano też w najcięższych więzieniach (m.in. w tzw. Izolacji w Doniecku) razem z działaczami proukraińskimi.

(...)

osw.waw.pl

piątek, 8 lipca 2022


4 czerwca 2022 r. minęło 100 dni od inwazji na Ukrainę. Pomimo nasilających się sankcji i zakazów importu, rosyjski eksport paliw kopalnych osiągnął w tym czasie wartość 97,7 mld dol., średnio 977 mln dol. dziennie.

W ciągu tych 100 dni ropa naftowa, której ponad połowa trafiała na rynek UE, była zdecydowanie najcenniejszym towarem eksportowym Rosji, stanowiąc prawie połowę przychodów w grupie surowców energetycznych. Z wyeksportowanego rurociągami gazu o wartości 25 mld dol., 85 proc. trafiło do UE, a w odniesieniu do produktów naftowych stanowiło to ok. 70 proc. Eksport do krajów UE stanowił 61 proc. rosyjskich przychodów z eksportu paliwowego w analizowanym okresie.

Wszystko wskazuje na to, że kraje UE nie spieszą się aby zrezygnować z rosyjskiej ropy. Po początkowych krokach w celu ograniczenia importu, wkrótce po inwazji Rosji na Ukrainę pod koniec lutego, dalsze próby samosankcjonowania ucichły. W praktyce szereg deklaracji europejskich rafinerii i film handlowych dotyczących zaprzestania czy ograniczenia kupowania rosyjskiej ropy nie przełożyło się na trwałe spadki importu. UE w 2021 r. importowała dziennie 2,2 mln baryłek rosyjskiej ropy, z czego 1,4 mln baryłek dziennie przewożono drogą morską z rosyjskich portów na Morzu Bałtyckim i Morzu Czarnym, a pozostałą część przesyłano rurociągiem Przyjaźń. W 2022 r. wolumen importowanej z Rosji ropy naftowej spadł co prawda do 70 proc. poziomu z 2021 r., ale od maja ponownie nastąpił wzrost. Po znaczącym spadku dostaw rosyjskiej ropy drogą morską do 800 tys. w maju, w czerwcu import powrócił do 1 mln baryłek dziennie. Import ropociągowy zmniejszył się co prawda o 150 tys. baryłek dziennie w porównaniu z 2021 r. do 675 tys. baryłek, ale całkowity import rosyjskiej ropy do UE w czerwcu utrzymał się na wysokim poziomie 1,7 mln baryłek dziennie. Import rosyjskich produktów okazał się jeszcze bardziej kłopotliwy. Dane wskazują, że Europa kupuje obecnie jeszcze więcej rosyjskiego oleju napędowego i innych produktów niż w 2021 r. W odniesieniu do oleju napędowego wynosi to 635 tys. w porównaniu z około 500 tys. baryłek dziennie importowanych w czerwcu 2021 r.

Generalnie rosyjski eksport ropy naftowej drogą morską z portów bałtyckich i Morza Czarnego utrzymywał się w czerwcu na poziomie 2 mln baryłek dziennie, tj. o około 300 tys. baryłek dziennie więcej niż przed inwazją, natomiast produktów naftowych spadł o ok. 400 tys. do poziomu 2 mln baryłek dziennie.

Brak załamania eksportu przy znaczącym wzroście cen ropy naftowej i gazu spowodowało, że Rosja odnotowuje rekordowy stan bilansu obrotów handlowych i w następstwie bilansu płatniczego (rachunek obrotów bieżących) oraz dochodów budżetowych. Rosja wykorzystuje to do formułowania komentarzy o nieskuteczności sankcji i tezy, że szkodzą one bardziej krajom wprowadzającym niż gospodarce rosyjskiej. Sankcje natomiast, w rosyjskich źródłach masowej informacji, na okrągło są komentowane w duchu „nieustającej troski” o Zachód, który nieprzemyślanymi decyzjami podcina gałąź, na której siedzi, wywołując u siebie recesję, inflację, zubożenie społeczeństwa… i niemal rewolucję społeczną, bo „jak długo ludzie to wytrzymają”. A sama Rosja tylko korzysta na sankcjach – nic tylko oczekiwać na kolejne.

Rosyjska narracja, podchwytywana również na zachodzie, wzmacniana dodatkowo dostrzeganym tam umocnieniem kursu rubla do poziomu 52–53 rubli za dolara tj. do poziomu sprzed 7 lat, czyli z maja 2015 r., ma na celu osłabienie determinacji do wprowadzania nowych restrykcji i nakłonienie do osłabienia już istniejących. Tyle tylko, że opiera się ona na znaczącej nadinterpretacji faktów, ich przeinaczaniu, a nawet przedstawianiu niepożądanych zjawisk jako korzystnych dla gospodarki. To ostatnie dotyczy np. kursu walutowego rubla. Jego umacnianie stało się wielce dokuczliwym problemem, z którym nie może sobie poradzić centralny bank Rosji. Silny rubel niweluje w istotny sposób dodatkowe wpływy do budżetu z tytułu wysokich cen paliw, zważywszy, że na 2022 r. był on budowany przy założeniu kursu na poziomie 72,1 rubla za dolara. Według analityków, optymalnym dla gospodarki i budżetu byłby kurs 70–80 rubli za dolara. Jednoznacznie pozytywne zjawisko, jakim jest korzystny stan bilansu płatniczego, wynika natomiast przede wszystkim z negatywnego i coraz bardziej dokuczliwego dla gospodarki zjawiska, jakim jest spadek importu, szacowany na 50–60 proc. (od marca zaprzestano publikacji danych o obrotach handlu zagranicznego). Dobitną ilustracją zależności w tym zakresie jest przykład załamania się rosyjskiego przemysłu motoryzacyjnego, którego produkcja spadła o 85 proc. z powodu braku kooperacyjnych dostaw z importu.

Największe przekłamania dotyczą eksportowego rynku paliwowego. Rosja dobrze sobie tu radzi, gdyż… nie obowiązują jeszcze sankcje. W trybie natychmiastowym jedynie Stany Zjednoczone zaprzestały od marca 2022 r. importu rosyjskiej ropy i produktów pochodnych. Pozostałe deklaracje, w tym Wielkiej Brytanii dotyczyły stopniowej rezygnacji, najczęściej do końca 2022 r. Najbardziej znacząca w tym zakresie majowa decyzja UE, obejmująca szósty pakiet sankcji, przewiduje uniezależnienie się od rosyjskiej ropy w ciągu sześciu miesięcy, a od produktów w ciągu ośmiu. Dodatkowo z ograniczeń wyłączony został import realizowany za pomocą ropociągów. W odniesieniu do gazu, te najbardziej optymistyczne przewidywania zakładają co najmniej 2–3 lata, jakie będą niezbędne na pełną rezygnację z rosyjskich dostaw.

Ogłoszone restrykcje, w tym przede wszystkim ostatni szósty pakiet sankcji UE, to jednoznaczny sygnał, że Rosja nieuchronnie traci tradycyjne rynki zbytu dla swoich surowców energetycznych. Częściowa realokacja geograficzna eksportu jest tu możliwa, ale Rosja nie będzie w stanie znaleźć alternatywnych rynków zbytu dla swojej ropy i produktów w ilościach wypadających chociażby z jej eksportu do UE (ponad 50 proc. całego eksportu ropy i ok. 70 proc. produktów), Stanów Zjednoczonych, Japonii, Korei Płd. i innych, a w perspektywie dla gazu rurociągowego (80 proc. eksportu to rynek UE).

Rosja ogłasza swoje sukcesy w polityce zamiany kurczącego się rynku europejskiego na rynki azjatyckie. Eksport rosyjskiej ropy do Chin zwiększył się w ostatnich trzech miesiącach o 300–400 tys. baryłek dziennie. Miarą pełnego sukcesu jawi się jednak rynek indyjski, na który dostawy wzrosły lawinowo do 700–800 tys. baryłek dziennie (ok. 18–20 proc. całego importu) i według szacunków import do połowy czerwca 2022 r. osiągnął 60 mln baryłek, podczas gdy w całym 2021 r. import z Rosji wynosił 12 mln baryłek (2 proc. całego importu). Realokacja eksportu wiąże się jednak z wysokimi kosztami, jakie musi ponosić Rosja, oferując swoją ropę z ok. 30-proc. dyskontem. Dodatkowym obciążeniem są również ograniczenia i trudności w ubezpieczeniach transportowanych ładunków oraz bojkot rosyjskich frachtowców w portach europejskich. To ostatnie kreuje dodatkowe koszty, zmuszając często do działań zacierających „rosyjski ślad”, takich jak przeładunki STS (ship-to-ship) na pełnym morzu i mieszania różnych gatunków ropy. Dodatkowe koszty związane są również z tym, że ponad połowa rosyjskiego eksportu drogą morską pochodzi z bałtyckich portów Primorsk (30,8 mln ton w 2021 r.) i Ust Ługi (21,85 mln ton), obsługiwanych dotychczas na trasie do portów europejskich przez tankowce klasy Aframax o ładowności 80–120 tys. DWT z maksymalnym zanurzeniem na Bałtyku 16 m. Ze względu na głębokość cieśnin duńskich oraz obu bałtyckich portów, Rosja nie może skorzystać z jednostek klasy VLCC (ładowność 200–320 tys. DWT, zanurzenie przekraczające 19–20 m), zapewniających najbardziej opłacalne warunki transportu surowców na dalekie dystanse.

Wydaje się, że dotychczasowe sukcesy Rosji w realokacji eksportu wynikają ze świadomego „tolerowania” takiej sytuacji przez kraje nakładające sankcje, których intencją nie jest całkowite wstrzymanie eksportu rosyjskiej ropy, skutkujące wzrostem cen i przerzuceniem na nich związanych z tym znaczących kosztów. Intencje krajów zachodnich jasno wyraziła szefowa Departamentu Skarbu USA Janet Yellen, podczas przesłuchania w senackiej Komisji Finansów Kongresu, stwierdzając, że „Stany Zjednoczone są zainteresowane utrzymaniem dostaw ropy z Rosji na rynek międzynarodowy, ale chcą, aby Moskwa otrzymywała ograniczone dochody z jej sprzedaży”.

Sukcesy te mogą być jednak zarzewiem konfliktów i źródłem dodatkowych kłopotów Rosji, gdyż umacnianie się jej pozycji na rynku chińskim i indyjskim odbywa się kosztem dotychczasowych dostawców z Arabii Saudyjskiej (Chiny), Iraku, Iranu (Indie) i innych. A jak pokazuje przeszłość, kończy się to często wojną cenową z dużymi stratami dla Rosji.

Zasadnym okazuje się również pytanie, czy Azja będzie gotowa kupować rosyjską ropę nawet z dużym rabatem w obliczu ryzyka wtórnych sankcji Zachodu? Rachunek jest prosty. Obroty handlowe Chin w 2021 r. z UE wyniosły 828 mld dol. (w tym eksport 518 mld), z USA 756 mld dol. (576 mld), z Wielką Brytanią 113 mld dol. (87 mld), podczas gdy z Rosją 147 mld (68 mld). Atrakcyjność partnerstwa z Rosją nie jest dla Chin szansą na sukces, tworzącą nową jakość, dlatego ani rosyjskie surowce, ani rosyjski rynek nie mogą być postrzegane jako alternatywa dla Europy i USA.

Sytuacja z gazem jest dla Rosji znacznie trudniejsza. W 2021 r. ze 155 mld m3 gazu importowanego przez UE z Rosji, 140 mld przypadało na gaz rurociągowy. W krótkim okresie, w odniesieniu do tego ostatniego, przewaga jest po stronie dostawcy, szczególnie w przypadku dużego uzależnienia odbiorców od dostaw importowych, w dłuższym natomiast znacząco utrudnia mu realokację dostaw. Rosja w 2021 r. eksportowała do Chin przez gazociąg Siła Syberii na Dalekim Wschodzie, ze złóż we wschodniej Syberii ok. 10 mld m3 gazu. Jego docelowa moc 38 mld m3 ma zostać osiągnięta w 2025 r. Gaz do Europy jest dostarczany ze złóż w zachodniej Syberii, w tym głównie z Półwyspu Jamał, które to złoża nie mają połączenia transportowego z innymi rynkami. Jak wskazuje praktyka ich budowa wymaga olbrzymich nakładów finansowych (Siła Syberii według różnych szacunków kosztowała 70–90 mld dol.) i co najmniej 10 lat do uzyskania pełnej mocy. Niezależnie od tego zasadnym jest pytanie, czy Chiny, importujące dotychczas 50–60 mld m3 gazu, gazociągami, które same wybudowały, z krajów Azji Centralnej, w tym przede wszystkim z Turkmenistanu, byłyby zainteresowane nowymi trasami?

Rosja kontynuuje swoją politykę podgrzewania emocji na europejskim rynku gazu, szczególnie po tym co okazało się w kwietniu i maju 2022 r., że mimo spadku dostaw gazu z Rosji, unijni odbiorcy dzięki zwiększonym dostawom LNG z USA, zaczęli w przyspieszonym tempie odbudowywać zapasy w podziemnych magazynach. Gazprom przerwał przesyłanie gazu do 5 krajów (Polska, Bułgaria, Finlandia, Holandia, Dania – w sumie ok. 26,5 mld m3), które nie zaakceptowały narzuconych rublowych warunków płatności. Wydaję się, że był to tylko pretekst. Trzeba bowiem brać pod uwagę fakt, że mimo tego co twierdził – 95 proc. odbiorców, w tym najwięksi, którzy zaakceptowali narzucone rublowe warunki płatności, Gazprom zmniejszył jednocześnie dostawy gazu przez Nord Stream do Niemiec o 60 proc. ze 167 mln m3 dziennie do 100, a następnie do 67 mln (powód opóźnianie zwrotu remontowanej w Kanadzie turbiny), do Włoch o 15 proc., do Francji całkowicie, do Słowacji o 50 proc., a przez Ukrainę dziennie przesyła tylko ok. 43 mln zamiast 109 mln m3. Ogłasza też remont i przerwanie dostaw gazu w lipcu przez Turkish i Nord Stream itd. W efekcie, jeżeli w maju tym ostatnim gazociągiem transportowano 5,4 mld m3, w czerwcu zaś tylko 3,2 mld m3, to do końca lipca można się spodziewać dalszego spadku do ok. 1,3 mld m3. Gazprom powtarza tym samym scenariusz z 2021 r., mnożąc negatywne komunikaty, że „bez naszego gazu nie zdążą napełnić przed zimą magazynów”, inspirując tym samym wzrost cen i utrzymując strategię niskich dostaw po wyższych cenach.

Wszystko wskazuje na to, że Europa powinna być przygotowana na przerwanie rosyjskich dostaw gazu. Strategia niepokoju i podnoszenia cen przeszła w kolejną fazę, gdy Rosja zaczęła znacząco ograniczać dostawy gazu do Europy z przyczyn „technicznych”, nie czekając, aż ta przerwie zakupy z przyczyn politycznych. Rosja nawet nie stara się już szukać pretekstów. Dobitnie wskazuje na to wypowiedź szefa Gazpromu na czerwcowym forum ekonomicznym w Petersburgu, który odnosząc się do ograniczenia dostaw gazu do Niemiec powiedział „nasz towar, nasze zasady”.

Dyktat i metody siłowe, tak chętnie stosowane przez Rosję, nie są skuteczną formą rozwiązywania problemów. Już w niedługim czasie Rosja może zostać ze swoimi pustymi rurociągami, gazem i połową niewyeksportowanej ropy. Symptomem tego jest aktualny poziom produkcji ropy ok. 9,8 mln baryłek dziennie, przy możliwym, wyznaczonym w ramach porozumienia OPEC+ poziomie 11,2 mln baryłek dla Rosji.

obserwatorfinansowy.pl

czwartek, 7 lipca 2022


W ciągu ostatnich dwóch dni rosyjskie wojska skoncentrowały swoje działania na kontynuowaniu ofensywy i zmasowanym ostrzale ukraińskich pozycji w obwodzie donieckim. Główne kierunki natarcia wojsk agresora przebiegają na północ i północny zachód od Słowiańska – wzdłuż linii Wełyka Komyszuwacha–Wirnopilla–Dibrowne–Dołyna–Bohorodyczne – oraz na zachód od Bachmutu wzdłuż linii Siewiersk–Gorłówka. Szczególnie intensywne walki toczą się w częściowo zajętej przez wojska agresora wsi Mazaniwka, w miejscowościach Dołyna, Spirne, Werszyna i Nowołuhanśke, skąd Ukraińcy mieli odeprzeć atak wroga, a także w m. Łuhanśke, gdzie jak dotąd nie doszło do rozstrzygnięcia.

Siły rosyjskie prowadzą zmasowany ostrzał Słowiańska i jego okolic oraz kontynuują próby zdobycia pełnej kontroli nad trasą Lisiczańsk–Bachmut. Starają się równocześnie uzyskać dogodne pozycje do ofensywy w kierunku Kramatorska. Agresor przeprowadził także ostrzały artyleryjskie i lotnicze wzdłuż całej linii styczności na południu – od m. Osokoriwka, Potiomkyne (obw. chersoński), do m. Bereznehuwate, Czerwona Dołyna, Myrne, Szewczenkowe i Luparewe (obw. mikołajowski). Ostrzał artyleryjski Rosjanie prowadzą również na terenach pogranicznych na północy kraju – w obwodzie charkowskim (obrońcy mieli wyprzeć wroga z miejscowości Sosniwka), gdzie ich celem jest utrzymanie pozycji umożliwiających ostrzeliwanie Charkowa, a także w obwodach sumskim i czernihowskim. Armia najeźdźcy dokonała też uderzeń rakietowych na Charków, Mikołajów, okolice Chmielnickiego, Krzywy Róg, jak również na Oczaków oraz Czarnomorsk na wybrzeżu Morza Czarnego.

W ciągu ostatnich dni ukraińskie siły zbrojne przeprowadziły ostrzały składów amunicji na tyłach rosyjskich wojsk, m.in. w Doniecku i Śnieżnem (obw. doniecki), Czornobajiwce (obw. chersoński), Popasnej i Kadijiwce (obw. ługański), Snihuriwce (obw. mikołajowski), w okolicach Iziumu (obw. charkowski) oraz w Melitopolu (obw. zaporoski), co świadczy o skutecznym wykorzystaniu zachodnich systemów artyleryjskich. Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson poinformował, że rząd Szkocji przeznaczył na pomoc wojskową dla Ukrainy 65 mln funtów, a rząd Walii – 35 mln funtów. Ponadto Wielka Brytania ma w ciągu najbliższych tygodni przekazać ukraińskim siłom zbrojnym 10 samobieżnych systemów artyleryjskich oraz drony kamikadze.

Rosjanie kontynuują mobilizację na obszarach okupowanych – według danych Sił Operacji Specjalnych SZ Ukrainy ruszyły przygotowania do poboru w Berdiańsku, gdzie szefom wspólnot mieszkaniowych nakazano przedstawienie spisu osób w wieku poborowym. Rośnie tempo mobilizacji w obwodzie ługańskim. Na zajętych terytoriach proces ten poprzedza paszportyzacja – nasila się presja na miejscową ludność, by przyjmować rosyjskie obywatelstwo.

Kolaboracyjny szef administracji obwodu zaporoskiego Jewhen Balicki informuje o częściowym wznowieniu pracy kolei, portów oraz przemysłu na zajętych obszarach. Rozpoczęto transport rudy żelaza do Donieckich Zakładów Metalurgicznych. Część firm miała uruchomić eksport produkcji rolnej (zboża, owoców, rzepaku, oleju słonecznikowego) do Rosji i tzw. Donieckiej Republiki Ludowej – do regionu trafiło z Rosji 300 wagonów przeznaczonych do transportowania zboża. Z portu w Berdiańsku do Turcji wysłano pierwszy statek z 7 tys. ton zboża, planowany jest eksport produkcji rolnej na Bliski Wschód (Irak, Iran, Arabia Saudyjska). Lokalne firmy próbują tworzyć nowe łańcuchy logistyczne, nabywając komponenty w Rosji, co ma umożliwić wprowadzenie ich produktów na tamtejszy rynek. W części przedsiębiorstw ustanowiono administrację państwową, a jako powód podano ucieczkę poprzednich „nacjonalistycznych” właścicieli. Balicki poinformował, że funkcjonowanie Zaporoskiej Elektrowni Atomowej jest podtrzymywane, a obecnie wytwarzana energia pokrywa zapotrzebowanie na terytoriach kontrolowanych przez Rosjan. Uruchomienie elektrowni w pełnym wymiarze ma nastąpić po zajęciu całego obwodu zaporoskiego, w planach jest także przesył energii na Krym.

Szef ukraińskiej ługańskiej administracji wojskowej Serhij Hajdaj poinformował, że na terytoriach okupowanych Rosjanie terroryzują miejscową ludność, wyłapują proukraińskich aktywistów i członków rodzin żołnierzy, niszczą ukraińskie symbole, a jednostki złożone z bojowników czeczeńskich (tzw. kadyrowców) ostrzelały meczet w Siewierodoniecku. Według niego większość ludzi wyjechała z zajętych miast, jednak w Siewierodoniecku nadal pozostaje ok. 8 tys., a w Lisiczańsku – ponad 10 tys. osób.

5 lipca zakończyła się dwudniowa Ukraine Recovery Conference w szwajcarskim Lugano poświęcona odbudowie Ukrainy. W wydarzeniu wzięli udział przedstawiciele ponad 40 państw i organizacji międzynarodowych (UE, MFW, EBOR i in.), a także m.in. premier, przewodniczący parlamentu i ministrowie z Ukrainy. Szef rządu Denys Szmyhal przedstawił trzyetapowy plan odbudowy kraju, nad którym w ciągu ostatnich dwóch miesięcy mieli pracować ukraińscy i zagraniczni eksperci. Jego głównym założeniem jest pozyskanie w ciągu najbliższej dekady 750 mld dolarów, przede wszystkim z tytułu przejętych rosyjskich aktywów na świecie i reparacji, oraz osiągnięcie tempa wzrostu gospodarczego na poziomie 7% PKB rocznie. Do uczestników konferencji zwrócił się w trybie online prezydent Wołodymyr Zełenski, który w nawiązaniu do przyznania jego krajowi 23 czerwca statusu kandydata do UE zadeklarował, że „odbudowa stanie się dla Ukrainy wielką reformą”.

Bloomberg poinformował 4 lipca, że Turcja wszczęła śledztwo w sprawie pochodzenia zboża przewożonego okrętem „Zhibek Zholy” z okupowanego Berdiańska do tureckiego portu Karasu. Na czas jego trwania jednostka pozostanie na wodach tureckich. Dzień później agencja Reuters ujawniła, że jeszcze 13 czerwca Kijów zwrócił się do Ankary o sprawdzenie trzech statków pod rosyjską banderą pod kątem przewozu ukradzionego z południa Ukrainy i załadowanego w porcie w okupowanym Sewastopolu ziarna. Okręty mają należeć do objętej sankcjami rosyjskiej firmy.

Komentarz

Przejęcie przez wojska agresora Siewierodoniecka, a kilka dni później Lisiczańska, choć pozbawione większego znaczenia operacyjnego, stało się istotnym elementem polityki informacyjnej obu stron konfliktu w obecnej fazie wojny. Ukraińcy starają się podkreślać, że wycofanie sił z obwodu ługańskiego miało charakter wyłącznie taktyczny, zaś skoordynowane przeprowadzenie manewru ma świadczyć o utrzymaniu potencjału dalszego powstrzymywania przeciwnika. Jednocześnie władze w Kijowie, świadome społecznych oczekiwań (w dużej mierze rozbudzonych przez prezydenta Zełenskiego i jego otoczenie), usiłują przekonywać, że mimo postępów wojsk agresora ukraińskie siły zbrojne zachowują zdolność do skutecznej kontrofensywy (doradca szefa Biura Prezydenta Ołeksij Arestowycz oświadczył, że zdobycie Lisiczańska to ostatnie wielkie zwycięstwo najeźdźców w tej wojnie). Rosjanie starają się z kolei przedstawić przejęcie obwodu jako punkt zwrotny konfliktu, w którym szala zwycięstwa przechyliła się na ich stronę. Kontynuowanie natarcia w celu zajęcia dogodnych pozycji do przejęcia kontroli nad dużymi miastami obwodu donieckiego – Słowiańskiem i Kramatorskiem – ma przekonać międzynarodową opinię publiczną o tym, że dalsze wspieranie Ukrainy jest skazane na niepowodzenie i pozbawione sensu.

Potrzeby finansowe na odbudowę Ukrainy należy na obecnym etapie uznać za szacunkowe, gdyż wojna trwa, a wraz z nią postępują m.in. zniszczenia infrastruktury. Konferencja w Lugano, planowana na długo przed inwazją jako kolejna z serii odbywających się po 2014 r. międzynarodowych debat poświęconych reformom na Ukrainie, pozwoliła dostosować program odbudowy do aktualnych uwarunkowań – umożliwi to ukraińskim władzom przedstawienie jej planu, a donatorom jego wstępne przedyskutowanie. Nadal brakuje konkretów dotyczących gotowości Zachodu do pomocy Ukrainie w zakresie skali, źródeł i terminów finansowania, priorytetowych obszarów, zasad jej udzielania i dokonywania audytu. Niemniej funkcje koordynacyjne prawdopodobnie przejmie Komisja Europejska (jej szefowa Ursula von der Leyen zapowiedziała w Lugano stworzenie odpowiedniego mechanizmu), która będzie dążyła do skorelowania programów pomocowych z reformami wewnętrznymi na Ukrainie.

osw.waw.pl

środa, 6 lipca 2022


Członkom partii proponuje się "cztery tezy" w mówieniu o wojnie w Ukrainie. Pierwsza "linia" poświęcona jest historii Rosji i Ukrainy, druga — "przywróceniu spokojnego życia" w samozwańczych republikach, trzecia — konfliktowi między Rosją a Zachodem, czwarta — "bohaterom Z", czyli rosyjskim wojskowym uczestniczącym w "operacji specjalnej".

Chodzi o to, by uświadamiać wyborców, że znaczna część terytorium Ukrainy "zawsze była częścią rosyjskiego świata" (co dokładnie oznacza "rosyjski świat" — nie wyjaśniono), a wojna jest "bezpośrednią konsekwencją polityki Zachodu prowadzonej przeciwko Rosji od 1945 r."

Zgodnie z historyczną "linią", zaleca się kandydatom Jednej Rosji, aby opowiadali wyborcom to samo, co Władimir Putin mówi o historii Ukrainy. Czyli, że Ukraina nie jest niepodległym państwem, ale "terytorium przygranicznym Rosji" (fraza z podręcznika szkoleniowego). Autorzy (nie są wymienieni z nazwiska) również powtarzają tezę Putina, że ​​naród ukraiński został "wymyślony" dopiero pod koniec XIX w.

Ponadto kandydaci na posłów proszeni są o obwinianie Władimira Lenina (wcześniej Putin nazywał go "autorem" i "architektem" współczesnej Ukrainy i oskarżył go o upadek ZSRR) oraz wychwalanie Józefa Stalina (za sugestie, by nie dawać republikom Związku Radzieckiego nawet formalnego prawa do opuszczenia ZSRR).

Mają także krytykować Nikitę Chruszczowa, który "zbudował karierę na Ukrainie", następnie "przekazał Krym Ukraińskiej SRR", a następnie całkowicie "przyczynił się do umocnienia idei nacjonalistycznych na Ukrainie", uwalniając na mocy amnestii m.in. Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) i Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN).

Oprócz "tła historycznego" Jedna Rosja zaleca mówienie wyborcom, że jednym z głównych zadań "operacji specjalnej" jest "ulepszenie życia ludzi na Ukrainie i w ludowych republikach Donbasu poprzez uwolnienie ich od ucisk nacjonalistycznego rządu, który nie dba o obywateli".

Rosja, zgodnie z podręcznikiem szkoleniowym, ma "dbać o Ukraińców w każdy możliwy sposób". Na przykład dostarcza pomoc humanitarną, choć w podręczniku szkoleniowym nie podano, dlaczego Ukraińcy jej w ogóle potrzebowali. Jednym z głównych dostawców pomocy humanitarnej w podręczniku jest Jedna Rosja: "od początku operacji partia dostarczyła już ponad 8 tys. ton ładunku humanitarnego i ponad 100 ton leków".

W przeciwieństwie do "reżimu kijowskiego", Rosja wszystkimi swoimi działaniami demonstruje, że nie jest obojętna na los ludności cywilnej, dlatego mieszkańcy "wyzwolonych terytoriów" coraz częściej wyrażają "chęć stania się częścią Rosji".

Zachód natomiast nie dba o los zwykłych obywateli Ukrainy – jest gotów "walczyć z ostatnim Ukraińcem". Ukraina ma być tak naprawdę "zakładnikiem Stanów Zjednoczonych", które zorganizowały w kraju zamach stanu, co przyczyniło się do dojścia do władzy nacjonalistów, którzy zawsze stanowili mniejszość w kraju.

(...)

Tekst podręcznika bezwarunkowo wskazuje na tego, kto "rozpoczął wojnę" w lutym 2022 r.: "Zachód rozpętał konflikt na Ukrainie w celu zniszczenia swojego głównego geopolitycznego konkurenta, Rosji".

Wyjaśnia to fakt, że po rozpadzie ZSRR "uformował się tak zwany świat jednobiegunowy, kierowany przez Stany Zjednoczone". Jednak Stany Zjednoczone wkrótce dostrzegły zagrożenie w "nowoczesnej Rosji" i zaczęły "tworzyć gorące punkty w przestrzeni postsowieckiej":

"Stany Zjednoczone próbowały zamienić byłe republiki sowieckie w "antyrosyjską" ( tak samo Putin mówił o porządku światowym – dop. "Meduza"), a w przypadku Ukrainy okazało się to najłatwiejsze, ponieważ podwaliny zostały przygotowane przez władze sowieckie. To przy wsparciu Stanów Zjednoczonych reżim kijowski rozpętał krwawą wojnę w Donbasie. Jednocześnie Moskwa zawsze starała się budować dobrosąsiedzkie stosunki z Kijowem".

Twórcy rekomendacji radzą kandydatom, aby powiedzieli wyborcom, że Waszyngton "jest zainteresowany konfliktem w celu stworzenia pretekstów do nowych antyrosyjskich sankcji". A także, że "potrzebował poważniejszego powodu, aby wywierać presję na Moskwę, więc Ukraina zaczęła systematycznie przygotowywać się do ataku na terytoria rosyjskie".

"Rosja z kolei próbowała w każdy możliwy sposób uniknąć konfliktu zbrojnego. Już teraz widać, że Zachód został pokonany w sankcjach, wojnach informacyjnych i humanitarnych. Państwa europejskie stopniowo dochodzą do tego wniosku, a im silniejsze są konsekwencje sankcji, tym wyraźniej zabrzmią stwierdzenia o konieczności normalizacji stosunków z Rosją. Oczywiście tylko Stany Zjednoczone są zainteresowane eskalacją konfliktu"— mówi tekst dokumentu.

Autorzy zaleceń nazywają rosyjskich wojskowych "bohaterami, którzy położą kres ukraińskiemu neonazistowskiemu reżimowi". Twierdzą, że Rosja "praktycznie w pojedynkę powstrzymała nazistowskie Niemcy w czasie, gdy większość państw europejskich poddawała się bez walki".

Dodają, że jak pokazuje praktyka, Zachód nie nauczył się lekcji Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, uznając, że jest w stanie poradzić sobie z Rosją i jej mieszkańcami. "To chyba główny błąd popełniony przez USA i ich sojuszników. Jeśli w tym czasie ZSRR zdołał położyć kres faszystowskiemu reżimowi Adolfa Hitlera, to Rosji nie będzie trudno powstrzymać neonazistowski reżim Zełenskiego, wspierany przez szereg państw zachodnich. Rosyjscy żołnierze udowadniają w praktyce, że wchodzenie w konflikt z Rosją to katastrofa" — napisano w dokumencie.

Autorzy tekstu dodają, że "operacja specjalna zakończy się bezwarunkowym zwycięstwem". Na czym będzie ono polegało, dokument nie określa.

Kandydatów na posłów zaprasza się do interpretowania doniesień o "okrucieństwach" (tj. licznych zbrodniach wojennych) przez rosyjskich kandydatów do wojska jako "metody propagandy wojskowej".

"W rzeczywistości głównym wrogiem obywateli Ukrainy nie jest Rosja i naród rosyjski, ale Stany Zjednoczone i ich marionetkowy reżim kijowski, który wciągnął Ukrainę w krwawą wojnę, aby osiągnąć swoje cele polityczne" – podkreślają autorzy podręcznika.

Źródło "Meduzy" zbliżone do kierownictwa Jednej Rosji w stolicy twierdzi, że zalecenia te nie są wiążące, ponieważ w Moskwie "nie wszyscy wyborcy są pozytywnie nastawieni do operacji" (nie ma wiarygodnych danych na temat stosunku Moskwy do wojny).

— To jest przewodnik, jak poprawnie mówić na ten temat, zgodnie z linią partii, jeśli masz na to ochotę. Ale lepiej mówić o pomocy humanitarnej, o spokojnym życiu w Donbasie – tłumaczy rozmówca.

Korespondentka "Meduzy" przejrzała konta kilkudziesięciu kandydatów Jednej Rosji w dużych miastach i stwierdziła, że ​​przedstawiciele "partii władzy" niechętnie sięgają po tematy militarne, a nawet tylko "donbasowe". Dokonują tego z reguły funkcjonariusze partyjni, obecni posłowie i pracownicy państwowi wysokiego szczebla.

onet.pl/meduza.io

wtorek, 5 lipca 2022


63-letni Leonid Bezkrowny, ortopeda i traumatolog dziecięcy, nie chciał opuszczać rodzinnego Mariupola, gdy przybyły wojska rosyjskie. Jak wspomina, rannych było bardzo wielu, a personelu medycznego zdecydowanie zbyt mało.

- Operacje musiały być prowadzone nawet w korytarzach. Brakowało nam aparatów do znieczulenia. Pielęgniarki i lekarze z odległych obszarów nie mogli dostać się do szpitala. Nie mieliśmy czasu usiąść. Prawie nie spaliśmy - wspomina mężczyzna. - A po tym, jak okupanci uderzyli rakietami w miejski szpital położniczy, mieliśmy jeszcze więcej pacjentek z poważnymi obrażeniami - dodaje.

Leonid Bezkrowny mówi, że z jego rodzinnego miasta prawie nic nie zostało. Z powodu ciągłego ostrzału cała infrastruktura została poważnie uszkodzona. - Szedłem do pracy i widziałem wypalone wieżowce, na które w nocy spadały bomby fosforowe. Obecnie w mieście nie ma prądu, gazu ani wody. To stworzona przez Rosję katastrofa - opisuje.

Medyk został ranny na podwórku swojego domu. - Wyszedłem na zewnątrz i nagle poczułem ostry ból w udzie. Nie było eksplozji, słychać było tylko gwizd. Moja noga została przeszyta odłamkiem z pocisku lub kulą z karabinu maszynowego dużego kalibru. Nadal nie wiem na pewno, co to było - mówi mieszkaniec Mariupola.

W pierwszych minutach po kontuzji Leonid nie mógł się ruszyć, ale nie zemdlał. - Noga była pokryta krwią. Miałem szczęście, że w tym momencie przechodził mężczyzna - opowiada Leonid Bezkrowny. - Na jego wezwanie przybiegli sąsiedzi i przynieśli wszystko, co potrzebne, by zatamować krwawienie. Resztę pamiętam jak przez mgłę. Pamiętam tylko, jak wsadzili mnie do samochodu i zawieźli do szpitala - wspomina. 

Odłamek zmiażdżył kość nogi. Lekarze musieli ją amputować.

Leonid i jego żona zostali ewakuowani z Mariupola pod koniec kwietnia. Ochotnicy zabrali ich i kilka innych osób do jednej z sąsiadujących z miastem wsi. Przebywali tam przez dwa tygodnie.

- Mieliśmy jechać do Zaporoża, ale ochotnikom nie pozwolono dotrzeć do nas przez punkty kontrolne. "Zielone korytarze" były cały czas pod ostrzałem, więc poszliśmy na własne ryzyko - mówi ortopeda. Dopiero 9 maja dotarł do Krzemieńczuka, potem do Czerkasu, a stamtąd na rehabilitację i leczenie we Lwowie.

Mężczyzna jak koszmarny sen wspomina życie w okupowanym Mariupolu. - Przez cały ten czas tylko wiara w żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy podnosiła mnie na duchu - wyznaje Bezkrowny. - Wierzę, że odbiją miasto od najeźdźców - podsumowuje.

Niedawno lekarz trafił do norweskiej kliniki na rehabilitację i stworzenie protezy nogi. Marzy o powrocie do pracy w rodzinnym mieście, aby znów pomóc małym pacjentom.

ukrayina.pl

Prezydent Rosji Władimir Putin świętował zajęcie przez Rosję Łysczańska i granicy obwodu ługańskiego i sugerował nakazać rosyjskim wojskom wstrzymanie operacji. Putin spotkał się 4 lipca z rosyjskim ministrem obrony Siergiejem Szojgu, aby omówić ostatnie rosyjskie zdobycze w obwodzie ługańskim i wręczył generałowi pułkownikowi Aleksandrowi Łapinowi i generałowi dywizji Esedulli Abaczewowi nagrodę „Bohatera Rosji” za przywództwo podczas operacji w Łysychańsku. Putin i Szojgu przedstawili zdobycie Łysczańska i Obwodu Ługańskiego jako wielkie zwycięstwo wojsk rosyjskich na Ukrainie. Putin stwierdził również, że jednostki rosyjskie, które brały udział w bitwie o Łysychańsk, powinny odpocząć, aby zwiększyć swoje możliwości bojowe. Publiczny komentarz Putina miał prawdopodobnie zasygnalizować jego troskę o dobro swoich żołnierzy w obliczu okresowych skarg w Rosji na traktowanie rosyjskich żołnierzy. Jego komentarz był również, być może, trafny – wojska rosyjskie, które walczyły przez Siewierodonieck i Łysychańsk, zapewne potrzebują znacznego czasu na odpoczynek i regenerację przed wznowieniem operacji ofensywnych na dużą skalę. Nie jest jednak jasne, czy rosyjskie wojsko zaakceptuje ryzyko wystarczająco długiej przerwy operacyjnej, aby umożliwić tym przypuszczalnie wyczerpanym siłom odzyskanie mozliwosci operacyjnych.

Były rosyjski dowódca wojskowy Igor Girkin, zagorzały rosyjski nacjonalista, który dowodził bojownikami podczas wojny w Donbasie w 2014 roku, opublikował na swoim kanale Telegram zjadliwą krytykę sposobu, w jaki Kreml potraktował wojnę, i kwestionował znaczenie zajęcia Łysyczańska. Zasugerował, że siły rosyjskie zapłaciły zbyt wysoką cenę za ograniczony zysk. W serii postów na Telegramie opublikowanych przed spotkaniem Putina z Szojgu 4 lipca Girkin skarżył się, że siły rosyjskie nie zrealizowały zapowiedzianych celów „drugiego etapu operacji specjalnej” (operacje na wschodniej Ukrainie po wycofaniu się Rosji z Kijowa). (...) Girkin zauważył, że ukraińska obrona Łysychańska została celowo zaprojektowana tak, aby zadać maksymalne szkody rosyjskim wojskom i zuzyć rosyjską siłę żywą i sprzęt. Zdecydowanie sugerował, że zaakceptowanie bitwy na warunkach Ukraińców było poważnym błędem rosyjskiego kierownictwa. Girkin stwierdził (zanim wypowiedzi Putina upubliczniono), że wojska rosyjskie potrzebują czasu na odpoczynek i regenerację sił w celu odzyskania potencjału ofensywnego i zauważył, że brak wymiany poszczególnych żołnierzy i rotacji jednostek poważnie obniża morale. Ostrzegł jednak, że poświęcenie czasu na odtworzenie zdolności ofensywnych pozwoliłoby wojskom ukraińskim przejąć inicjatywę i dalej zagrozić rosyjskim zdobyczom. Girkin dodatkowo twierdził, że siły rosyjskie mają ograniczone szanse na awans w innych częściach Ukrainy ze względu na przewagę ukraińskiego personelu i sprzętu. 

Krytyka Girkina jest godnym uwagi przykładem rozczarowania rosyjskich blogerów i entuzjastów militariów prowadzeniem przez Kreml operacji na Ukrainie, szczególnie po dramatycznej, nieudanej próbie przeprawy przez rzekę w Biłohoriwce na początku maja. Oświadczenia Girkina bezpośrednio podważają starania Kremla o ujęcie Łysyczańska jako znaczącego zwycięstwa lub punktu zwrotnego i pokazują, że rozczarowanie wśród ultranacjonalistycznych elementów w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej nadal jest głębokie. Ocena Girkina dotycząca rosyjskich niepowodzeń wojskowych w szczególności pokrywa się z większością analiz ISW (i innych zachodnich agencji i ekspertów), sugerując, że on i niektórzy inni milblogerzy nadal dokonują i publikują oceny sytuacji i prognozy niezależne od linii Kremla. Girkin prawdopodobnie ma nadzieję, że wykorzysta swój status wybitnego byłego uczestnika wojny w Donbasie w 2014 r., aby przekonać Putina do podjęcia pewnych środków w celu zapewnienia rosyjskiego sukcesu w wojnie, którą Girkin wciąż uważa za uzasadnioną i konieczną – w szczególności zmobilizowania ludności rosyjskiej do wojny znacznie większą skalę. Girkin, wraz z innymi członkami rosyjskiej nacjonalistycznej przestrzeni milblogerów, przypuszczalnie będzie nadal krytykował linię Kremla dotyczącą operacji na Ukrainie, aby opowiadać się za ogólną mobilizacją i bardziej kompetentnym rosyjskim przywództwem wojskowym.

understandingwar.org

Zyski chińskich przedsiębiorstw w przemyśle spadały w maju w wolniejszym tempie, po gwałtownym spadku w kwietniu, ponieważ działalność w głównych ośrodkach produkcyjnych została wznowiona, ale restrykcje COVID-19 w ramach tzw. strategii „zero COVID” nadal budzą wątpliwości co do możliwości utrzymania ciągłości produkcji fabrycznej i ograniczają zyski fabryk.

Dochody przedsiębiorstw spadły o 6,5% w porównaniu z rokiem poprzednim, czyli mniej niż w kwietniu, kiedy to zmniejszyły się o 8,5% – wynika z danych opublikowanych w poniedziałek przez Narodowe Biuro Statystyczne (NBS). Jednak majowa poprawa była spowodowana głównie wzrostem zysków w sektorach wydobycia węgla oraz ropy i gazu, ponieważ rosyjska agresja na Ukrainę wywołała wzrost cen surowców na świecie. Jednak zyski w sektorze produkcyjnym1 spadły w maju o 18,5%, kiedy w kwietniu zyski zmniejszyły się o 22,4%. Liczone rok do roku dochody firm przemysłowych wzrosły o 1,0% do 3,44 bln RMB (514 mld USD) w okresie od stycznia do maja, co oznacza spowolnienie z poziomu 3,5% wzrostu w pierwszych czterech miesiącach. Zyski firm produkujących samochody zmniejszyły się o 37,5% w ciągu pierwszych pięciu miesięcy, podczas gdy zyski sektora hutnictwa metali żelaznych spadły o 64,2%. W tym samym pięciomiesięcznym okresie przychody firm przemysłowych wzrosły o 9,1% do 53,16 bln RMB, co oznacza spowolnienie z 9,7% wzrostu w pierwszych czterech miesiącach.

Gospodarka ChRL wykazała oznaki ożywienia w maju, po spadku w poprzednim miesiącu, kiedy to produkcja przemysłowa ożywiła się. Niektóre fabryki wznowiły działalność w miastach takich jak Szanghaj, po tym jak zostały zamknięte z powodu fali zachorowań na COVID-19. Jednak słaby rynek nieruchomości i obawy przed nawracającymi falami infekcji oraz słaba konsumpcja powinny budzić niepokój. Równocześnie pomimo wzrostu ogólnej produkcji przemysłowej, inflacja w Chinach spadła w maju do najwolniejszego tempa od 14 miesięcy, pod wpływem słabego popytu na stal, aluminium i inne kluczowe towary przemysłowe.

W maju Rada Państwowa ogłosiła szereg środków obejmujących politykę fiskalną, finansową, inwestycyjną i przemysłową, mających na celu walkę ze szkodami wyrządzonymi gospodarce przez COVID-19. Problem w tym, że kontynuowanie strategii „zero COVID” powoduje, że konsumenci i przedsiębiorstwa funkcjonują w wysoce niepewnym środowisku. Nic też nie wskazuje, aby miała ona ulec zmianie.

zawielkimmurem.net

poniedziałek, 4 lipca 2022


W dniach 1–2 lipca w Nukusie, stolicy autonomicznej Republiki Karakałpackiej, doszło do masowych protestów przeciwko zmianom w konstytucji Uzbekistanu, które zakładają m.in. znaczące ograniczenie prawnej odrębności tej republiki. Władze w Taszkencie podjęły wprawdzie próbę politycznego rozładowania sytuacji (prezydent Szawkat Mirzijojew przyjechał do Nukusu i przed lokalnym parlamentem ogłosił wycofanie tych propozycji), ale zarazem przystąpiły do siłowej pacyfikacji demonstracji. Według oficjalnych komunikatów z 4 lipca 18 osób zginęło, 243 zostały ranne (w tym 38 po stronie tłumiących protesty), a 516 uczestników aresztowano, jednak rzeczywiste liczby mogą być kilkukrotnie wyższe. W regionie na 30 dni wprowadzono stan wyjątkowy, a obszar objęto blokadą informacyjną. Decyzję o rezygnacji ze zmian w statusie Karakałpacji potwierdził 4 lipca parlament Uzbekistanu.

Komentarz

Republika Karakałpacka jako autonomiczny podmiot Uzbekistanu ma w świetle konstytucji z 1993 r. prawo do secesji. Region zamieszkuje ok. 2 mln ludzi (cały Uzbekistan – 35 mln), z czego dwie trzecie stanowią Karakałpacy i spokrewnieni z nimi Kazachowie. Jest on słabo rozwinięty i oddalony od głównych centrów miejskich, a skala problemów społecznych uchodzi tam za najwyższą w kraju. Republika boryka się też z szeregiem problemów ekologicznych (m.in. związanych z zanikiem Jeziora Aralskiego). W warunkach autorytarnego systemu politycznego, który od 2016 r. jest jedynie punktowo liberalizowany przez prezydenta Mirzijojewa, autonomiczny status republiki miał charakter wyłącznie formalny.

Zapalnikiem protestów stał się proces nowelizacji konstytucji, którego główny punkt to wydłużenie kadencji prezydenckiej z pięciu do siedmiu lat. Mirzijojew miałby otrzymać prawo ponownego startu w wyborach, co w rezultacie dawałoby mu możliwość sprawowania urzędu do 2040 r. Władze zlekceważyły opór wobec ograniczania odrębności Karakałpacji. Podjęta przez nie decyzja, w połączeniu z poczuciem, że w kraju postępuje liberalizacja (względem czasów prezydentury Isloma Karimowa), oraz w warunkach problemów socjalnych, stała się katalizatorem protestów, w czasie których sporadycznie pojawiały się postulaty secesji. Brutalne stłumienie demonstracji to sygnał dla wszystkich mieszkańców kraju, że liberalizacja systemu nie oznacza przyzwolenia na manifestowanie. Zarazem jednak wycofanie się ze zmian prawnych, pokazujące gotowość do dialogu, nie było dla Taszkentu kosztowne, gdyż i tak kontroluje on ten autonomiczny region.

Napięcia w Karakałpacji to szczególny przejaw procesów dotykających cały kraj. Ostrożna liberalizacja systemu pod rządami Mirzijojewa odmroziła szereg problemów społecznych i politycznych nagromadzonych przez lata, gdy u władzy był Karimow, obudziła też nadzieje oraz aspiracje społeczne i elit lokalnych. Nie bez znaczenia jest też poczucie narastającej niestabilności w regionie (np. w styczniu – protesty w Kazachstanie, które doprowadziły do interwencji sił rosyjskich i gruntownych przetasowań w elicie; w maju – krwawo stłumione manifestacje w badachszańskiej autonomii w Tadżykistanie). Z kolei inwazja Rosji na Ukrainę zwiększyła u elit rządzących w Azji Centralnej poczucie zagrożenia separatyzmami i ewentualnym podsycaniem takich ruchów przez sąsiadów.

osw.waw.pl

5 czerwca w Kazachstanie odbyło się referendum konstytucyjne. Niemal 80% głosujących (przy frekwencji wynoszącej 68%) poparło przyjęcie pakietu zmian obejmującego ponad jedną trzecią artykułów ustawy zasadniczej (łącznie wprowadzono 56 poprawek). Deklarowany cel reformy to przejście od systemu „superprezydenckiego” do republiki prezydenckiej, w której dominującą pozycję głowy państwa ogranicza silny parlament. Ma to usprawnić zarządzanie krajem, a w perspektywie strategicznej – wzmocnić kazaską państwowość. Fakt, że nie uchwalono nowej konstytucji, tylko zmodyfikowano dotychczasową, wskazuje, iż mimo dość szerokiego zakresu zmian intencją ich twórcy – prezydenta Kasyma-Żomarta Tokajewa – nie jest budowa nowego systemu, ale kolejna próba przebudowy („pierestrojka”) istniejącego.

Impulsem do reformy stał się głęboki kryzys – najpoważniejszy w historii Kazachstanu – do którego doszło na początku 2022 r. Protesty społeczne, które przerodziły się w zamieszki na dużą skalę, ujawniły słabość struktur państwowych, niezdolnych do skanalizowania napięć w elitach, siłę nieformalnych układów paraliżujących procesy decyzyjne, a także destrukcyjny potencjał obowiązującej de facto dwuwładzy (kompetencje przywódcy były ograniczone prerogatywami byłego – „pierwszego” – prezydenta Nursułtana Nazarbajewa, dającymi mu, a w praktyce jego otoczeniu, mandat do wpływania na bieżącą politykę). Tokajew zdołał ustabilizować sytuację, korzystając z pomocy Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ) – która przysłała kontyngent wojskowy – oraz dokonując czystek wśród najbardziej nielojalnych kadr. W konsekwencji udało mu się ograniczyć wpływy grupy najsilniej powiązanej z byłym szefem państwa i tworzącej w rzeczywistości konkurencyjny ośrodek władzy oraz wzmocnić własną pozycję. Aby zapobiec podobnym kryzysom w przyszłości, opracował reformę konstytucyjną, której założenia przedstawił w połowie marca. Istotnym kontekstem jej wprowadzania stała się wojna na Ukrainie. Wprawdzie Kazachstan łączą z Rosją więzy sojusznicze, ale nie chce on angażować się w konflikt i deklaruje wsparcie dla integralności terytorialnej Ukrainy. W tym wymiarze formalna likwidacja „dwuwładzy” (m.in. przez wykreślenie z ustawy zasadniczej odwołań do pierwszego prezydenta) może utrudnić Moskwie rozgrywanie wewnątrzkazaskich napięć.

(...)

Działania prezydenta poszły w trzech kierunkach. Po pierwsze spełnił on żądania protestujących, zlecając rewizję cen LPG (zostały zamrożone) oraz dymisjonując rząd i pozbawiając Nazarbajewa przewodnictwa w Radzie Bezpieczeństwa[3]. Po drugie rozpoczął proces wymiany wyższych kadr w KNB. Po trzecie w związku z brakiem zaufania do własnych struktur siłowych poprosił o pomoc OUBZ, która podjęła decyzję o przeprowadzeniu tzw. operacji antyterrorystycznej. Pierwsze oddziały (w kontyngencie zdecydowanie dominowali Rosjanie) przybyły do Kazachstanu już 6 stycznia, co wpłynęło na natychmiastowe uspokojenie sytuacji: pokazało elitom, że Tokajew cieszy się wsparciem Moskwy, i zastraszyło społeczeństwo (choć zadaniem misji, która zakończyła się 19 stycznia, była ochrona obiektów strategicznych, a nie wypełnianie funkcji policyjnych). Pozwoliło to przeprowadzić akcję pacyfikacyjną. Zgodnie z oficjalnymi danymi w zamieszkach zginęło łącznie 227 osób, w tym 19 funkcjonariuszy struktur siłowych.

Te bardzo szybko podjęte i skuteczne działania odsunęły groźbę większej destabilizacji kraju i wzmocniły pozycję Tokajewa na arenie wewnętrznej. Prezydent okazał się zręcznym taktykiem, który nie tylko zdołał utrzymać się przy władzy, lecz także znacząco osłabił konkurencyjną wobec niego grupę w ramach szerokiego obozu rządzącego. Jednocześnie kryzys ujawnił skalę dysfunkcjonalności układu i wiążącą się z nią potrzebę zmian – istotą „dwuwładzy” była pozycja Nazarbajewa jako najwyższego arbitra, dbającego o równowagę w elicie, lecz okazało się, że nie jest on już w stanie odgrywać roli zwornika systemu. Do pewnego stopnia przypominało to sytuację, w jakiej były szef państwa sam znalazł się dekadę wcześniej. W grudniu 2011 r. doszło do pacyfikacji trwającego kilka miesięcy strajku robotników w Żangaözen, w której zginęło 15 osób (pamiętając o tym, Tokajew zdecydował się na ustępstwa wobec protestujących). Ówczesne władze z Nazarbajewem na czele doszły do wniosku, że stabilność społeczną można zapewnić poprzez zaspokajanie potrzeb materialnych ludności, co też starały się czynić (wzrost cen LPG dziesięć lat później oznaczał w istocie złamanie przez rządzących tamtej niepisanej umowy). Jednocześnie zajścia w Żangaözen stały się wtedy impulsem do ograniczonych reform, mających na celu usprawnienie, wzmocnienie i modernizację państwa – „pierestrojki” Nazarbajewa. Programu tego – dalekiego zresztą od spójności i konsekwencji – nie zrealizowano.

Stabilizując sytuację po styczniowym kryzysie, Tokajew wprawdzie nie unikał represji, lecz stosował je w ograniczonym zakresie i raczej wobec nielojalnych przedstawicieli elit niż społeczeństwa (poza samym tłumieniem zamieszek). Z wielu relacji wynika, że w kolejnych tygodniach znacząco poprawiły się np. warunki prowadzenia małych i średnich firm i w sposób zauważalny spadły korupcja i samowola urzędników. Sygnalizowało to wolę wdrożenia reform instytucjonalnych.

Pierwsza fala czystek, obejmujących osoby związane politycznie, biznesowo i rodzinnie z byłym prezydentem, rozpoczęła się już 5 stycznia. W pierwszej kolejności odwołano, a następnie aresztowano szefa KNB i byłego premiera Karima Masimowa oraz zwolniono jego zastępcę Samata Abisza (bratanka Nazarbajewa). Tokajew zdymisjonował też ministra obrony Murata Bektanowa, który sprawował urząd kilka miesięcy (potem zatrzymano go pod zarzutem niedopełnienia obowiązków służbowych). W ciągu kolejnych tygodni odwołani bądź zmuszeni do odejścia zostali m.in.: Kajrat Szaripbajew, prezes zarządu kompanii QazaqGaz i – według doniesień medialnych – partner najstarszej córki Nazarbajewa Darigi (ona sama złożyła mandat deputowanej, a teść jej syna opuścił fotel szefa Centralnej Komisji Wyborczej); Dimasz Dosanow, prezes zarządu kompanii KazTransOil i mąż Alii, najmłodszej córki byłego prezydenta; miliarder Timur Kulibajew, szef Narodowej Izby Przedsiębiorców Atameken i mąż środkowej córki Nazarbajewa Dinary (zrezygnował on także z członkostwa w radzie dyrektorów rosyjskiego Gazpromu). Wreszcie pod zarzutem malwersacji aresztowani zostali Kajrat Satybałdy (bratanek byłego prezydenta i rodzony brat Abisza) oraz jego była żona.

Niezależnie od winy zatrzymanych – która będzie musiała zostać udowodniona w sądzie – rozliczenia miały na celu neutralizację opozycyjnej grupy wewnątrz elity poprzez pozbawienie jej wpływów politycznych oraz ograniczenie aktywów finansowych. Temu drugiemu służyło powołanie funduszu Qazaqstan Halqyna (pol. Dla narodu Kazachstanu), na który łożą zwłaszcza firmy i osoby prywatne związane z Nazarbajewem[8]. Należy domniemywać, że – podobnie jak w Gruzji po rewolucji róż – odpowiednio wysoka wpłata może się stać warunkiem odstąpienia od wszczęcia postępowania, udzielenia zgody na wyjazd z kraju wraz z częścią aktywów itp.

Proces osobistych rozliczeń nie objął samego Nazarbajewa (formalnie – nawet nie mógł, bowiem chroniło go, jako pierwszego prezydenta, ustawodawstwo). Tokajew pozostawał z poprzednikiem – a zarazem mentorem – w kontakcie. Przykładowo Nazarbajew poleciał jego samolotem na Forum Dyplomatyczne w Antalyi (11–13 marca), demonstrując, że wizyta ta nie miała charakteru prywatnego. Nie podjęto też próby pozbawienia byłego szefa państwa osobistego majątku, co świadczy o roztoczonym nad nim parasolu ochronnym. Jednocześnie jego następca konsekwentnie odbierał mu kolejne prerogatywy: po zdymisjonowaniu go ze stanowiska szefa Rady Bezpieczeństwa pozbawił go również przewodnictwa w Zgromadzeniu Narodów Kazachstanu, a wcześniej – w partii rządzącej (gestem o znaczeniu symbolicznym była zmiana jej nazwy z Nur Otan na Amanat). „Denazarbajewizację” symbolicznie zakończy nowelizacja ustawy o pierwszym prezydencie oraz usunięcie wzmianek o nim z konstytucji.

(...)

Wybuch wojny rosyjsko-ukraińskiej był dla Kazachstanu wstrząsem i kolejnym, po styczniowych niepokojach, egzystencjalnym wyzwaniem, stawiającym kraj w trudnej sytuacji (zwłaszcza po tym, jak Moskwa, używając mechanizmu OUBZ, pomogła Tokajewowi ustabilizować sytuację, czyniąc go symbolicznym dłużnikiem i okazując swoją siłę sprawczą). Z jednej strony oba państwa łączą bliskie, sojusznicze więzy, co przekłada się na znaczącą wymianę handlową (szczególnie na kazaski import). Kazachstan należy też do wszystkich poradzieckich formatów integracyjnych: Wspólnoty Niepodległych Państw, OUBZ oraz Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej. Ponadto jego drugim pod względem powierzchni sąsiadem są prezentujące prorosyjskie stanowisko Chiny. Z drugiej strony od dawna pozycjonuje się jako promotor dialogu i porozumienia (format astański, przewodnictwo w OBWE w 2010 r.) oraz jest silnie zintegrowany ze światową gospodarką – największym partnerem handlowym kraju pozostaje Unia Europejska jako całość (decydującą rolę odgrywa tu kazaski eksport, obejmujący zwłaszcza surowce energetyczne). Władze mogły się w związku z tym obawiać sankcji pochodnych wobec tych nałożonych przez UE i USA na Rosję i podjęły działania mające im zapobiec.

Ze względu na wymienione uwarunkowania Kazachstan pozostaje otwarty na rosyjski biznes, widząc we współpracy z nim szansę na wymierny zysk (np. możliwość zakładania firm przez obywateli FR). Ostatnio zaczęto jednak np. wymagać, aby osoba, która chce otworzyć rachunek w kazaskim banku i uzyskać kartę kredytową Mastercard lub Visa, posiadała zezwolenie na pracę lub pobyt stały[11]. W działaniach Tokajewa widać starania, aby nie naruszyć żywotnych interesów żadnego z największych graczy (Zachodu, Chin i Rosji). Szybka reakcja następuje jedynie wówczas, gdy zagrożony jest sam Kazachstan – przykładowo w dzień po objęciu restrykcjami rosyjskiej ropy eksportowanej tankowcami poinformowano o zmianie nazwy marki surowca kazaskiego przesyłanego tą drogą na światowe rynki z rosyjskich portów (aby zapobiec myleniu ich).

Postawę państwa wobec sytuacji wywołanej wojną na Ukrainie należałoby określić jako ostrożną i wyczekującą, co zwraca uwagę szczególnie ze względu na skalę powiązań kazasko-rosyjskich oraz interwencję OUBZ w styczniu br. Tokajew dystansuje się od Moskwy, co było widoczne już w jego orędziu z 16 marca, dba jednak przy tym, aby jej realnie nie zaszkodzić – Kazachstan uznał co prawda integralność terytorialną Ukrainy (co tłumaczono faktem, że takie stanowisko zajmuje społeczność międzynarodowa), ale 7 kwietnia zagłosował w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ przeciwko zawieszeniu członkostwa Rosji w Radzie Praw Człowieka. Taka ostrożność podyktowana jest troską nie tylko o równowagę w relacjach z głównymi stolicami świata, lecz także o stabilność wewnętrzną – szacuje się, że około jednej trzeciej obywateli podziela rosyjski punkt widzenia na wojnę. Dlatego też zgody na demonstracje poparcia dla Ukrainy wydaje się wybiórczo, a zatrzymywanie osób z symbolem „Z” ma charakter akcyjny. Wydaje się, że suma działań „antyrosyjskich” w rodzaju odwołania defilady 9 maja 2022 r. (pod pretekstem trudności budżetowych) wykracza już jednak poza tradycyjne lawirowanie pomiędzy Rosją, Chinami a Zachodem, tworząc nową jakość, a Kazachstan znajduje się dziś dalej od Moskwy niż cztery miesiące wcześniej. Nie jest to jednak proces nieodwracalny.

osw.waw.pl

Pod koniec czerwca Moskwa zwiększyła mobilizację żołnierzy z terenów Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej. Urządzono łapanki na ulicach, młodzi mężczyźni są zmuszani do rejestracji w wojskowych biurach poboru. Równolegle w sieciach społecznościowych pojawiły się liczne nagrania z apelami żołnierzy do prezydenta Rosji Władimira Putina i władz nieuznawanych na arenie międzynarodowej republik. Poborowi oskarżają dowódców o oszustwa.

"Wbrew oświadczeniu, że rezerwiści nie będą brali udziału w operacjach bojowych, tylko zajmą się pilnowaniem porządku na kontrolowanych przez Rosję terenach Donieckiej Republiki Ludowej i zajmą trzecią linię obrony, niewyszkolony i niedoświadczony w działaniach bojowych personel, bez obowiązkowych badań lekarskich, od 13 marca przebywa na wysuniętych pozycjach w Mariupolu" – czytamy w jednym z takich komunikatów.

Redakcja "The Moscow Times" znalazła co najmniej pięć podobnych apeli od żołnierzy ze 105, 107, 113 i 127 pułku strzelców Donieckiej Republiki Ludowej, a także od członków 206 pułku Ługańskiej Republiki Ludowej.

Na początku marca przywódca samozwańczej republiki Denis Puszylin wprawdzie obiecywał, że zmobilizowani żołnierze nie trafią na "pierwszą linię", ale wojskowi z Donbasu, z którymi rozmawiali redaktorzy "The Moscow Times", twierdzili, że jest wręcz przeciwnie: na linii frontu znaleźli się ludzie, którzy nigdy wcześniej nie mieli w ręku broni.

– Widziałem rezerwistów idących do Azowstalu bez kamizelek przeciwodłamkowych i w sowieckich hełmach: żeby im się mózg nie rozprysnął dookoła. Z przerażeniem rozpoznawałem wśród nich swoich znajomych – mówił Kirył, 19-letni poborowy.

Wdowa po 30-letnim Olegu, poległym żołnierzu z Donieckiej Republiki Ludowej, powiedziała, że oddział jej męża oddelegowano, aby przyciągnąć uwagę artylerii wroga w pobliżu Mariupola.

– Mąż napisał mi, że byli używani jako przynęta, do lokalizacji ukraińskiej artylerii – powiedziała kobieta.

Jej mąż Oleg przez ponad miesiąc prowadził pamiętnik, w którym opisywał, co działo się na wojnie. Mężczyzna brał udział w walkach o Mariupol i zginął, szturmując port.

9 marca, kiedy ogłoszono, że firma Olega zostanie wysłana do oczyszczenia strefy przemysłowej w pobliżu Mariupola, mężczyzna napisał: "Puszylin powiedział, że nie będziemy na froncie, nasze miejsce było na trzeciej linii (choć tam też nie mieliśmy ni ch**a do roboty). Wszyscy panikowali, mówiąc, że nie mamy sprzętu, nie byliśmy przeszkoleni, nie mieliśmy jedzenia, byliśmy głodni itd. Byliśmy w zasadzie cywilami przebranymi za wojskowych."

Konstantin Skorkin, były analityk think-tanku Carnegie Moscow Center i ekspert od polityki Donbasu, mówi, że oddziały z samozwańczych republik są zwykle wykorzystywane "do brudnej roboty".

– Donbas ma elitarne jednostki wojskowe, takie jak oddział Chodakowskiego. Są dobrze wyposażeni i pewnie przyzwoicie opłacani. I mają masy zmobilizowanych mężczyzn. To są zwykli ludzie, na co dzień wykonujący spokojne zawody, którzy są wrzucani na front, aby załatać dziury. Dzieje się tak, mimo że dowódcy obiecują, że nie będą ich wysyłać poza granice republik – mówi.

Wśród przymusowo zmobilizowanych jest wielu, którzy nie chcą walczyć i próbują sabotować rozkazy. Takie osoby są surowo karane. Jeden z bojowników Donieckiej Republiki Ludowej, który przyjechał jako ochotnik z Rosji, mówi, że ci, którzy nie chcą walczyć, są wysyłani na rzeź.

– Mamy rezerwistów, którzy odmówili przejścia do ofensywy, jest ich 70 – wsadzono ich na czołgi i wysłano do walki, to była zbiorowa kara. Wszyscy zostali zabici lub wzięci do niewoli, krótko mówiąc: zaginęli – opowiada mężczyzna.

– Do walki rzuca się starców, inwalidów, byłych więźniów i osoby ewidentnie niezdolne do służby wojskowej – te słowa powtarzały się w relacji kilku donbaskich żołnierzy, do których dotarła redakcja "The Moscow Times".

– Mieliśmy w swoim gronie epileptyka, człowieka z poważnymi problemami z nogami, kilku narkomanów i starca po siedemdziesiątce, który przerażał wszystkich swoim wyglądem – powiedział jeden z żołnierzy armii z Donbasu.

Konstantin Skorkin zna kilka podobnych przypadków: – Mąż mojej znajomej został zmobilizowany, mimo że ma bardzo słaby wzrok i brakuje mu palca u ręki. Był nauczycielem. Zginął pod Popasną podczas ataku moździerzowego.

Wśród zmobilizowanych są byli więźniowie. Jeden z mężczyzn odbywających karę w więzieniu na terenie Donieckiej Republice Ludowej, powiedział "The Moscow Times", że skazańcy są wysyłani na front bezpośrednio zza krat.

– Oferują wcześniejsze zwolnienie, jeśli zgodzisz się iść na front. Najczęściej, oczywiście, werbują tych, którzy mają już jakieś doświadczenie: byłych milicjantów, żołnierzy czy funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa. Jest ich tu wielu – opowiedział mężczyzna w rozmowie z "The Moscow Times". – Niektórzy zgadzają się iść na wojnę, nie ciągną nikogo na siłę. Odmówiłem, mam braci i siostrę w Ukrainie, jak mogę z nimi walczyć?

Matka innego więźnia potwierdziła, że jej synowi proponowano wyjazd na front, ale ten odmówił. Kobieta uważa, że w kolonii karnej jest znacznie bezpieczniejszy niż na wolności.

– Nie sądziłam, że to powiem, ale cieszę się, że mój syn jest w więzieniu: przynajmniej w ten sposób nie zostanie wysłany na wojnę. Kilka razy zostałam zatrzymana na ulicy przez wojskowych z pytaniem, czy w domu są jacyś mężczyźni: mogli go po prostu złapać i zabrać. W więzieniu przynajmniej pozostanie przy życiu.

Matki i żony żołnierzy z Donbasu wielokrotnie próbowały też zwrócić uwagę lokalnych władz na problem. W marcu protestowały w Ługańsku, domagając się powrotu porzuconych w Charkowie mężów i synów.

Kobiety zostały wkrótce zatrzymane przez pracowników Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego Ługańskiej Republiki Ludowej. Jednej z nich, jak podała telewizja NTV, grozi do 20 lat więzienia za organizowanie zamieszek i zdradę.

W marcu w Doniecku na pół godziny przed rozpoczęciem manifestacji Związku Matek Donbasu na miejsce wiecu wjechała zestaw rakietowy Toczka-U. Lokalne władze oskarżyły o zorganizowanie wiecu "ukraińskich bojowników". Podobno celowo chcieli zgromadzić na placu jak najwięcej osób.

Wiele wdów nie może otrzymać odszkodowania, nie dostały też ciał swoich mężów. Oldze udało się odnaleźć ciało małżonka dwa miesiące później, dzięki pomocy znanych jej wolontariuszy.

– Zadzwoniłam do jednego z żołnierzy. Wyjątkowy skur***yn. Powiedział mi, że zabroniono im jechać w okolice Mariupola po ciała poległych, bo tam jest zbyt niebezpiecznie. Czyli nie było niebezpiecznie, by wysłać ich tam żywych, ale by zabrać ich zwłoki z powrotem, było zbyt niebezpiecznie – wspominała poruszona wdowa.

Olga uważa się za szczęściarę. Wiele innych kobiet musi szukać swoich mężów zdecydowanie dłużej. Trzy wdowy opowiedziały, że krewni zmarłych często nie są nawet informowani o śmierci żołnierzy. – Nasi mężczyźni są wysyłani na front bez paszportów, co utrudnia identyfikację – powiedziała żona kolejnego zmarłego wojskowego. Wielu poległych jest anonimowych. W tym przypadku rodzina nie może liczyć na odszkodowanie.

– Pułkownik z jednostki powiedział mężowi: "Idziesz do morza, do morza krwi". Myśleli, że to żart. Skończyło się na tym, że zabrali ich w okolicach Zaporoża. Wysłali do ataku, niektórzy poszli nawet bez hełmów. Nie byli nawet mięsem armatnim, tylko odpadem do przemielenia. Z ośmiu mężczyzn z ich grupy wróciło trzech. Nie mogli zabrać ich ciał: powiedzieli, że cały teren został zaminowany – opowiada Taisia, mieszkanka Doniecka.

Mąż Taisii odmówił wykonania rozkazu. Przeżył cudem.

Kobiety z czatu "Matki Donbasu" w aplikacji Telegram mówią, że piszą listy do biur Putina, Puszylina, pierwszego zastępcy szefa administracji prezydenckiej Siergieja Kirijenki i rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ale większość apeli jest ignorowana. Rosyjskie MSZ odpowiedziało jednej z wdów, że nie wtrąca się w sprawy innych, suwerennych państw.

– Puszylin ma się dobrze i nikt go nie ukarze. Oczywiście teraz zmienia się podejście ludzi do wszystkiego. Wielu, którzy wierzyli w Doniecką Republikę Ludową, już nienawidzi skrótu DRL. Ktoś teraz nienawidzi Federacji Rosyjskiej. Sami widzicie, kto to wszystko zaczął – skarżyła się jedna z kobiet, której mąż nigdy nie wrócił do domu.

Prawnik Siergiej Kriwenko, dyrektor organizacji "Obywatel i Armia", zdaje sobie sprawę z licznych naruszeń praw osób zmobilizowanych w Ługańskiej Republice Ludowej, ale twierdzi, że obrońcy praw człowieka są bezsilni w nieuznawanych na arenie międynarodowej samozwańczych quasi-państwach.

– To jest szara strefa, tam nie działają żadne przepisy. Jedyne, co mogą zrobić ci, którzy nie chcą walczyć, to podjąć decyzję na własną rękę i opuścić teren republiki – podsumowuje.

Prawnie mieszkańcy obu samozwańczych republik są uważani za obywateli Ukrainy, ale w rzeczywistości nie mogą otrzymać ochrony ze strony państwa, wyjaśnia prawniczka Anastazja Burakowa. Zgodnie z międzynarodowym prawem humanitarnym tacy obywatele należą do kategorii "osób chronionych" przez ONZ i zachowują wszystkie podstawowe prawa, ale w praktyce ich ochrona przed arbitralnością nowych władz jest problematyczna. W efekcie ludzie ci są zakładnikami lokalnych władz.

Cóż, tutaj fizycznie nie da się nic zrobić, zazwyczaj w sprawie łamania praw człowieka na terytoriach okupowanych Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców rejestruje fakty, apeluje, negocjuje warunki ugody, ale ONZ nie jest w stanie zorganizować konkretnej szybkiej pomoc w każdym przypadku – wyjaśnia Burakova.

onet.pl/The Moscow Times