piątek, 24 czerwca 2022


Szczyt działań wojennych w Donbasie nie zapobiegł radykalnej odnowie przywództwa separatystycznych republik. W obu przypadkach doszło do zmiany osób na kluczowych stanowiskach w rządzie, a w tzw. Donieckiej Republice Ludowej (DRL) także do wymiany premiera. Główną cechą wyróżniającą nową falę nominacji jest otwarta obecność rosyjskich menedżerów, którzy wcześniej pozostawali w cieniu.

Takie decyzje personalne dobrze wpisują się w ogólny zarys "operacji specjalnej" Putina — maski zostały zrzucone, nie ma potrzeby dłużej udawać. Samozwańcze republiki Donbasu nie muszą już naśladować niepodległych państw — a ostatnie nominacje zdają się wskazywać, że Donbas jest skazany na stanie się kolejnym rosyjskim regionem.

Kreml nie spieszy się jednak z ostatecznym rozbiciem DRL i ŁRP (czyli tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej) , nie będąc w pełni przekonanym o sukcesie wojny z Ukrainą.

Wojna, która rozpoczęła się pod hasłem obrony Donbasu przed rzekomo nieuchronną ukraińską agresją, dramatycznie zmieniła status "republik ludowych". Porozumienia mińskie, które już wtedy miały nikłe szanse na realizację, przestały istnieć wraz z pierwszymi uderzeniami rakietowymi rosyjskich sił zbrojnych, co oznacza, że imitacja państwowości "republik ludowych" straciła sens.

Wcześniej miały one zostać włączone do Ukrainy jako koń trojański, blokując w ten sposób zbliżenie Kijowa z Zachodem i siejąc wirus wiecznych konfliktów społecznych w kraju. Teraz nie ma potrzeby reintegracji Donbasu (a niektórzy w rosyjskich elitach są nadal optymistycznie przekonani, że wkrótce w ogóle Ukrainy nie będzie).

Na tym tle otwarta legalizacja rosyjskich urzędników jako ministrów w DRL i ŁRL nie jest zaskakująca. Zwłaszcza że pierwsze kroki w tym kierunku zostały poczynione jeszcze przed wojną. W latach 2020-2021 funkcję wicepremiera DRL pełnił Władimir Paszkow, były wicegubernator obwodu irkuckiego.

Pośpiech, z jakim Moskwa, w samym środku działań wojennych, zmieniła skład rządów separatystów, można wyjaśnić dwoma czynnikami. Pierwszym, zewnętrznym, jest zmiana politycznego kuratora Donbasu na Kremlu. Pompatyczna wizyta w regionie pierwszego zastępcy szefa administracji prezydenta Federacji Rosyjskiej Siergieja Kirijenki nie pozostawiła wątpliwości, że to właśnie jemu powierzono misję zastąpienia Dmitrija Kozaka, który popadł w niełaskę po porażce porozumień mińskich. Nowy premier Republiki Donieckiej, Witalij Choczenko, jest absolwentem szkoły gubernatorów i finalistą konkursu Liderzy Rosji, któremu patronuje Kirijenko.

Drugi powód jest wewnętrzny: ostateczne odsunięcie od władzy w republikach protegowanych zbiegłego ukraińskiego oligarchy Serhija Kurczenki (on sam od początku zniknął i został objęty sankcjami UE). Proces ten rozpoczął się w zeszłym roku, kiedy nowym właścicielem przemysłu w Donbasie został rosyjski inwestor Jewgienij Jurczenko, który miał stworzyć w Donbasie wizytówkę "rosyjskiego świata".

Po Choczence na stanowiskach kierowniczych w republikach pojawili się inni przedstawiciele rosyjskiej biurokracji. Były urzędnik rosyjskiego Ministerstwa Budownictwa Jewgienij Sołncew został wicepremierem DRL, a Aleksander Kostomarow, były wicegubernator obwodów uljanowskiego i lipieckiego, został zastępcą szefa administracji tzw. prezydenta DRL. W ŁRL były wicegubernator obwodu kurgańskiego Władisław Kuzniecow znalazł się na fotelu pierwszego wicepremiera. I nie są to oczywiście ostatnie nominacje.

W czasach przedwojennych można było nawet założyć, że takie przetasowania personalne doprowadzą do pewnej normalizacji życia w Donbasie, na tyle, na ile jest to możliwe w warunkach wieloletniej okupacji wojskowej i dyktatury. Przy wszystkich swoich wadach były rosyjski wicegubernator czy wiceminister byłby bowiem lepszy od lokalnych watażków, którzy przejęli władzę — zarówno pod względem kompetencji, jak i złagodzenia obyczajów. Ale wraz z wybuchem wojny cała kremlowska hierarchia władzy zaczęła szybko mutować w militarystyczną i wkrótce ta różnica może stać się nieistotna.

W obniżeniu statusu lokalnych elit i zastąpieniu ich bezpośrednimi rosyjskimi nominatami kryje się czysto ekonomiczna kalkulacja. Wkrótce do Donbasu zaczną napływać pieniądze budżetowe na odbudowę i odnowę, a Moskwa nie wierzy w miejscowych urzędników. Moskwie oczywiście chodzi o to, że jeśli przyznane fundusze zostaną nieuchronnie roztrwonione, to powinny przynajmniej trafić do właściwych kieszeni. Wyhodowanie nowego Kurczenki, który potem stanie się bólem głowy Kremla, nie jest już rosyjskim planem. Jak zauważył rzecznik Kremla po rewolucji kadrowej: — Kreml szanuje nominacje w rządzie DRL.

Na tle zmiany rządu interesujący jest los najjaśniejszego polityka Donbasu — prezydenta DRL Denisa Puszylina. W ciągu ostatnich lat wykazał się on niezwykłą wolą politycznego przetrwania i jest niemal jedynym z pierwszego szeregu przywódców "rosyjskiej wiosny", który wciąż jest u steru.

Puszylinowi udało się przetrwać burzliwe początki "republik ludowych", przejąć władzę po śmierci poprzedniego przywódcy DRL Aleksandra Zacharczenki (choć początkowo Puszylin nie był traktowany poważnie) i zasiąść na urzędzie pod rządami trzech kremlowskich manipulatorów Donbasu — Surkowa, Kozaka, a teraz Kirijenki.

W Doniecku, gdzie Puszylin ma wielu wrogów, krążą plotki, że zostanie poproszony o odejście w następnej kolejności, ale jak na razie bardziej realistyczna wydaje się opcja, że zachowa stanowisko, przynajmniej tak długo, jak długo DRL będzie istnieć w obecnej formie. W końcu, otoczony rosyjskimi urzędnikami na stanowiskach ministerialnych i doradczych, i tak będzie pod całkowitą kontrolą Kremla.

Nawet w przypadku pełnej integracji Donbasu z Rosją Puszylin ma duże szanse na utrzymanie władzy już jako głowa podmiotu Federacji Rosyjskiej. Można tu przywołać przykład niezatapialnego przywódcy Krymu, Siergieja Aksionowa, który pozostaje na stanowisku od 2014 r., choć status krymskiej nomenklatury w rosyjskiej hierarchii jest znacznie wyższy niż Donbasu.

W każdym razie przyszłość Donbasu i jego elity rządzącej nie jest jeszcze przesądzona, a plany Kremla w tej sprawie nie są ostatecznie ukształtowane. Oczywiście, wiele będzie zależało od przebiegu wojny. Kijów kategorycznie odmawia jakichkolwiek ustępstw terytorialnych, ale prawdopodobieństwo, że Ukraina będzie w stanie w pełni odzyskać Donbas, jest bardzo małe.

Niemniej jednak Kreml najwyraźniej nadal nie jest zdecydowany, co zrobić z tymi terytoriami. Z jednej strony quasi-państwowość DRL i ŁRL staje się coraz bardziej formalna i są one coraz mocniej osadzone w wewnętrznych strukturach Rosji. Z drugiej strony, nie ma pośpiechu, by je zlikwidować, a wręcz przeciwnie, próbuje się dodać im międzynarodowej legitymizacji. Republiki te mają ambasady w Moskwie, w Syrii podnoszona jest kwestia ich uznania, a procesy, które republiki prowadzą wobec zagranicznych więźniów, mają oczywiście na celu zachęcenie krajów zachodnich do bezpośrednich kontaktów z DRL i ŁRL.

Idealnym scenariuszem dla Kremla byłaby ostateczna aneksja Donbasu, wraz z przejętymi terytoriami na południu Ukrainy, w formie kolejnego referendum. Moskwa mogłaby wtedy spróbować narzucić tę aneksję jako warunek pokoju zniszczonemu wojną Kijowowi. Jednak niepewna pozycja Rosji w obwodach chersońskim i zaporoskim do tej pory nie pozwoliła na realizację tego pomysłu. Ludność i tamtejsze elity są wrogo nastawione do okupanta, a lokalni kolaboranci są regularnie mordowani. Ukraina nie traci też nadziei, że zwiększone dostawy zachodniej broni pozwolą jej na przeprowadzenie skutecznej kontrofensywy.

Pomimo wielu brawurowych deklaracji o rychłym przyłączeniu do Rosji Moskwa nie spieszy się z organizacją referendów w stylu krymskim na okupowanych terytoriach, powołując się na względy bezpieczeństwa. Oprócz chwiejnej kontroli rolę odgrywają tu także jastrzębie plany Kremla dotyczące całej Ukrainy — aneksja poszczególnych terytoriów oznaczałaby przynajmniej tymczasowe porzucenie myśli o kontrolowaniu reszty. A to jest psychologicznie niemożliwe dla Putina, który na razie postawił na wojnę.

Dlatego też, jeśli wydarzenia przybiorą niekorzystny dla sił rosyjskich obrót, Kreml może przypomnieć sobie o idei Noworosji — buforowej konfederacji oddzielającej Federację Rosyjską od wrogiej Ukrainy, która na zawsze stała się już wroga. I tu model ŁRL-DRL mógłby stać się modelem bazowym, bo do tego właśnie został stworzony w 2014 r.

onet.pl/The Moscow Times

Po ponad trzech miesiącach agresji Rosji przeciw Ukrainie działania wojskowe koncentrują się w regionie Donbasu, a intensywność walk i straty obu stron rosną. Kalkulacje Rosji i Ukrainy, a także ich potencjały wojskowe sugerują kontynuację walk co najmniej do nastania zimy. Dlatego też rozstrzygnięcia na froncie w ciągu następnych 3–6 miesięcy będą miały kluczowe znaczenie z perspektywy politycznego rozwiązania konfliktu. Rosja nawet bez oficjalnej mobilizacji rezerw dysponuje ogromną przewagą nad Ukrainą w zakresie takich zdolności jak czołgi, bojowe wozy piechoty, ciężka artyleria, pociski kierowane, lotnictwo i marynarka wojenna. Rosja może zakładać powiększenie swojej przewagi wraz z eliminacją rezerw amunicji i zaplecza remontowego Ukrainy oraz potencjalnie słabnącą wolą polityczną Zachodu świadczenia Ukrainie pomocy materialnej w postaci uzbrojenia i amunicji.

Zmiany zakresu pomocy wojskowej udzielanej Ukrainie odzwierciedlają zwroty w charakterze wojny, trafności ocen i definicji interesów państw wspierających Ukrainę. W fazie przygotowań przed rosyjską agresją (grudzień 2021 r. – luty br.) pomoc ok. 20 państw polegała na dozbrojeniu Ukrainy bronią strzelecką, zestawami kierowanych pocisków przeciwpancernych i przeciwlotniczych. Dominującym założeniem Zachodu było zajęcie przez Rosję Kijowa. Przekazana broń miała być użyteczna tak w obronie, jak i w ruchu oporu przeciwko okupantowi. W tym okresie 33 kraje przekazały też Ukrainie wiele zestawów pierwszej pomocy medycznej i indywidualnej ochrony, które miały redukować straty obrońców. Następnie (marzec br.) pomoc objęła dostawy amunicji, ręcznych i mobilnych zestawów przeciwlotniczych oraz pocisków powietrze–powietrze typu radzieckiego, kompatybilnych z uzbrojeniem Ukrainy. Równolegle uruchomiono też dostawy radzieckich typów czołgów, wozów bojowych i artylerii z Czech, Polski i Słowacji.

Pomoc wojskowa dla Ukrainy miała głównie charakter bilateralny, bez zaawansowanej koordynacji lub planowania. Jeszcze przed wojną Niemcy zablokowały transfery haubic D-30 z Estonii oraz wykorzystanie Agencji Wsparcia i Zakupów NATO (NSPA). Propozycja uzupełnienia zdolności Bułgarii, Polski i Słowacji w przypadku transferu ich samolotów MiG-29 na Ukrainę również nie znalazła poparcia USA i NATO. Przedłużająca się wojna obronna i ciągle rosnące potrzeby Ukrainy doprowadziły w kwietniu br. do uruchomienia przez USA Grupy Kontaktowej ds. Obrony Ukrainy (UDCG). Pracuje w niej ok. stu oficerów łącznikowych z zainteresowanych państw i z Ukrainy, ulokowanych w bazie USA w Ramstein. W UDCG działają obecnie trzy komórki robocze – ds. wymiany informacji wywiadowczych, bieżących oraz długoterminowych potrzeb Ukrainy. Grupa spotyka się też co miesiąc na szczeblu ministerialnym (trzecie takie spotkanie odbyło się w Brukseli 15 czerwca). UDCG obejmuje obecnie 50 państw (początkowo – 43). Biorąc pod uwagę politykę Niemiec i Francji nie należy jednak oczekiwać, aby grupę włączono w struktury NATO. Ścisła i formalna współpraca między Sojuszem a UDCG wpisałaby się zresztą w rosyjską propagandę ,,wojny zastępczej” NATO z Rosją. Kluczową rolę w tej grupie pełni tandem USA – Wielka Brytania, istotne są wkłady państw Europy Środkowej zainteresowanych co najmniej powrotem do status quo sprzed 24 lutego br.

Naloty Rosji niszczą zaplecze przemysłowo-obronne i remontowe Ukrainy, co uniemożliwia jej uzupełnianie strat nowym lub wyremontowanym uzbrojeniem. Kwestie polityczne i bezpieczeństwa stanowią dla zachodnich partnerów Ukrainy ograniczenie w zakresie transferów najnowszego sprzętu wojskowego. Nawet systemy NATO starszych generacji wymagają wielu tygodni lub miesięcy szkoleń, a budowa zaplecza logistycznego dla nich trwa jeszcze dłużej. Dlatego najprostszą opcją pomocy Ukrainie są uzbrojenie, amunicja i części o standardach radzieckich z Europy Środkowej, choć te także mogą ulec wyczerpaniu.

Najistotniejsze jest pilne uzupełnienie luk w zdolnościach Ukrainy w zakresie ciężkiej artylerii i sprzętu zmechanizowanego. Duża intensywność walk oznacza, że coraz trudniej będzie zapewnić Ukrainie dostawy amunicji o kalibrach radzieckich. W Europie Środkowej istnieją jeszcze linie produkcyjne i zapasy rakiet artyleryjskich typu Grad, które mogłyby zostać wykorzystane do wsparcia Ukrainy. Już dostarczonym ok. 150 haubicom kal. 155 mm NATO (z kilku państw Sojuszu i z Australii) towarzyszyć muszą kolejne dostawy amunicji oraz radarów artyleryjskich i dronów rozpoznania, które mogą wspierać artylerię. Transfery precyzyjnej amunicji krążącej (dronów kamikadze) mogą uzupełnić zasoby ukraińskich wojsk, ale nie wypełnią przepaści ilościowej między artylerią Ukrainy i Rosji. Pierwsza partia siedmiu systemów rakietowych HIMARS oraz MLRS z USA i Wielkiej Brytanii nie zaspokoi nawet minimum potrzeb Ukrainy. Aby Rosja utraciła inicjatywę, potrzebne byłoby ponadto zwiększenie zdolności manewrowych sił Ukrainy dzięki nowym czołgom i wozom bojowym. Sytuację Ukrainy poprawiają pozostałości zaplecza remontowego i wciąż sprawne T-72 z Europy Środkowej lub czołgi zdobyte na Rosjanach. Mobilność ukraińskich sił może też wzmocnić realizowana dostawa ok. 250 transporterów M-113 i 100 wozów rodziny BMP-1, pod warunkiem uzupełnienia spodziewanych strat kolejnymi ich transferami.

Bardziej złożonym wyzwaniem są zdolności sił powietrznych i marynarki wojennej Ukrainy. Krótkoterminowo luki te zapełniły poradzieckie i zachodnie systemy przeciwlotnicze krótkiego zasięgu, a także zestawy średniego zasięgu S-300 ze Słowacji. Ukraina apeluje jednak o dalszą pomoc w zakresie obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Za tymczasowe rozwiązanie państwo to uznaje dostawy rakiet i części dla wielozadaniowych samolotów MiG-29. Wsparcie lotnicze dla ukraińskich sił lądowych zapewniają obecnie lekko uzbrojone drony TB2 Bayraktar oraz dostawy śmigłowców Mi-17 i Mi-24. Wciąż niepotwierdzone są spekulacje mediów o planach przekazania Ukrainie zaawansowanych i lepiej uzbrojonych dronów MQ-1 z USA. Dla obrony Ukrainy w dłuższej perspektywie konieczne będzie przezbrojenie jej lotnictwa na samoloty zachodnie, w pierwszej kolejności szturmowe A-10. Niewielka obecnie flota i obrona wybrzeża Ukrainy nie pozwala także na odblokowanie jej portów. Zatopienie krążownika Moskwa za pomocą rakiet Neptun jest sukcesem trudnym do powtórzenia, ponieważ siły ukraińskie posiadają tylko kilkanaście wyrzutni tego typu, a zakład je produkujący został zbombardowany. Powstałą lukę w obronie można tymczasowo zapełnić pociskami krótkiego zasięgu, np. systemami Harpoon. Dla skutecznego odstraszania Rosji na Morzu Czarnym potrzebne będą jednak pociski o dalszym zasięgu, a także odbudowa choćby części floty Ukrainy (75% jej zdolności i zaplecza utracono już wraz z okupacją Krymu).

Najbliższe miesiące będą kluczowe dla obrony Ukrainy. Wojna ma dla niej egzystencjalny charakter i tak powinna być rozumiana przez jej partnerów. Ze względu na rosyjską przewagę w kilku kategoriach uzbrojenia utrzymuje się ryzyko strat terytorialnych, materialnych i ludzkich. Dotychczasowa pomoc wojskowa dla Ukrainy jest niewystarczająca przy intensywności trwającego konfliktu i wymaga zwiększenia skali oraz tempa dostaw.

Działalność grupy UDCG wymaga utrzymania amerykańskiego przywództwa i wysokiego poziomu finansowania pomocy, zgodnie z założeniami ustawy Lend-Lease Act. W związku z wielomiesięcznymi opóźnieniami dotychczasowe obietnice Niemiec są niewiarygodne – deklarowane ilości pomocy i terminy jej dostawy nie dają możliwości wpływania na obecną fazę sytuacji wojskowej. Pilna pomoc USA i Wielkiej Brytanii musi też brać pod uwagę konieczność zachowania zdolności obronnych innych państw regionu ze względu na potencjalne zagrożenia ze strony Rosji i Białorusi.

Konieczne jest utrzymanie determinacji koalicji chętnych państw co do pomocy wojskowej Ukrainie. Wiele bieżących potrzeb Ukrainy i luk w jej zdolnościach można zaspokoić dostawami w ramach UDCG dzięki nadwyżkom uzbrojenia z krajów geograficznie oddalonych od rejonu konfliktu (także spoza Europy, np. Kanady i Australii). Główni partnerzy Ukrainy powinni też wyjść poza bieżące potrzeby i tymczasowe rozwiązania w zakresie zdolności jej lotnictwa oraz floty. Znaczenie strategiczne Ukrainy wymaga stopniowej odbudowy obu rodzajów sił zbrojnych w celu skuteczniejszego odstraszania i efektywnej obrony przed długofalowym zagrożeniem ze strony Rosji.

Potrzebne jest także nasilenie międzynarodowych sankcji wobec przemysłu wojskowego Rosji, choć ich wpływ na zdolności produkcji takiego uzbrojenia jak czołgi czy pociski kierowane nie da pożądanych efektów w krótkim czasie. Przykłady Iranu i Korei Płn. pokazują zresztą, że wciąż możliwa jest duża niezależność od zagranicznych technologii, a Rosja na pewno będzie próbowała ją sobie zapewnić.

pism.pl

Niezależny portal Ludzie Bajkału (ros. Люди Байкала) zebrał dane o 184 pochodzących z Buriacji żołnierzach, którzy zginęli na Ukrainie. Dziennikarze brali dane z powszechnie dostępnych źródeł, jak miejscowe gazety, strony internetowe administracji regionalnej, czy sieci społecznościowe, a następnie weryfikowali je, kontaktując się z rodzinami zmarłych. Należy podkreślić, że ich publikacja może być obecnie w Rosji traktowana jako ujawnienie tajemnicy państwowej.

Rosyjskie władze wciąż nie przyznają, że prowadzą wojnę z Ukrainą i nazywają ją “specjalną operacją wojskową”. Od początku inwazji Ministerstwo Obrony jedynie dwa razy podało liczbę zabitych: 2 marca mówiło i 498 żołnierzach, a 25 marca o 1 351. Z kolei według niezależnego portalu Mediazona zgodnie z informacjami w regionalnych mediach i sieciach społecznościowych do 3 czerwca zginęło 3211 obywateli Rosji. Najbardziej wykrwawiony został niewielki muzułmański Dagestan z 190 zabitymi, na drugim miejscu jest Buriacja z 184.

Jak podają Ludzia Bajkału, nie są to jednak z pewnością dane kompletne. Według portalu informacje o poległych w marcu podawane były w głównych regionalnych mediach. Obecnie przeczytać można o nich prawie wyłącznie w lokalnych gazetach, na stronach władz miejskich i rejonowych, szkół czy organizacji społecznych, jeśli będzie o to zabiegać rodzina. Jak pokazały przypadki śmierci dwóch żołnierzy wychowanych w domach dziecka, o ich pogrzebach społeczeństwo nie jest informowane.

Pogrzeby poległych na Ukrainie są w Buriacji wydarzeniami publicznymi i odbywają się z ceremoniałem wojskowym. W związku z tym, że często grzebanych jest do pięciu żołnierzy, organizowane są w budynkach mogących pomieścić kilkaset osób – salach sportowych, domach kultury, a gdy takich nie ma – także w parkach i przed pomnikami poległych w II wojnie światowej. Uroczystości są przeprowadzane według odpowiedniego ceremoniału: najpierw odprawiane są buddyjskie lub prawosławne modlitwy, potem przemawia urzędnik czy wojskowy, a następnie trumny przewożone są na cmentarz.

Jak zauważa portal Ludzie Bajkału – początkowo w pogrzebach udział brali najwyżsi urzędnicy regionu, z Aleksiejem Cydenowem włącznie. Obecnie w ceremoniach tych uczestniczą urzędnicy niższego szczebla, zazwyczaj przewodniczący miejskiej lub wiejskiej administracji.

Dziennikarze zauważają, że z pewnością wszyscy polegli nie zostali jeszcze pochowani. Zwracają uwagę, że początkowo okres między śmiercią a pogrzebem wynosił nawet dwa miesiące – obecnie jest to około tygodnia. Tłumaczą to faktem trudności logistycznych w początkowej fazie wojny. Daty śmierci są jednak podane tylko w 108, a daty pogrzebu w 98 nekrologach z 184 zarejestrowanych. Według nich w lutym zginęło 17 mieszkańców Buriacji, w marcu 84, w kwietniu 19, w maju 53, a od początku czerwca 4 – mogłoby to wskazywać na przycichnięcie walk w kwietniu, lub wycofaniu w tym czasie buriackich jednostek na spokojniejsze odcinki.

Portal nie pisze przy tym o zabitych, których ciała wciąż nie zostały sprowadzone do domu. Według ukraińskich władz, stronie rosyjskiej nie zależy na odzyskaniu swoich zabitych, którzy spoczywają w prowizorycznych grobach i chłodniach. Nie ma statystyk, które mówiłyby, ilu mieszkańców Buriacji zginęło, ale wciąż nie zostało pochowanych.

Autorzy analizy zauważają, że Buriacja jest jednym z najbiedniejszych regionów Federacji Rosyjskiej. W 2020 roku zajęła 81. miejsce pod względem standardu życia na 85 rosyjskich regionów (sąsiedni obwód irkucki był 55. na liście). W tym samym 2020 roku aż 20 proc. mieszkańców regionu miało dochody poniżej minimum egzystencji – dla porównania w 2013 roku było to 17,5 proc. mieszkańców. W 2019 roku Ułan-Ude zostało uznane za najgorsze pod względem jakości życia z 78 wielkich miast Rosji.

(...)

Jak powiedzieli dziennikarzom krewni zabitych, armia jest dla Buriatów jedyną szansą na dostatnie życie.

Przykładem może być 33-letni sierżant Michaił Garmajew, który w cywilnym życiu jako elektryk zarabiał 11 tysięcy rubli (900 złotych), a jako żołnierz kontraktowy 50 tysięcy rubli (ponad 4 tysiące złotych). Tyle samo jako żołnierz kontraktowy otrzymywał 34-letni Amgałan Tudupow – wcześniej jako nauczyciel wychowania fizycznego zarabiał 7 tysięcy rubli (580 złotych). Obaj polegli na Ukrainie.

Bezrobocie lub niskie zarobki sprawiły, że walczyć na Ukrainę pojechało 23 mężczyzn ze wsi Sielenduma – to co 20 mężczyzna w wieku poborowym z tej wsi.

Matka poległego Stiepana Osiejewa z rejonu Kiachtinskiego powiedziała Ludziom Bajkału, że służba kontraktowa w armii była dla jej syna koniecznością.

– Nie mogłam dać mu dobrego wykształcenia, by mógł lepiej żyć. Jedynym wyjściem dla nas było wysłanie go na służbę kontraktową. Przyszło mu walczyć – powiedziała Lidija Osiejewa.

Portal zauważa, że 19,5 proc. pochowanych uczestników walk na Ukrainie to oficerowie i chorążowie: dwóch podpułkowników, 3 majorów, 4 kapitanów, 16 starszych lejtnantów, 1 starszy chorąży i 3 chorążych. Pierwszym z podpułkowników był zastępca dowódcy 11. Samodzielnej Gwardyjskiej Brygady Desantowo-Szturmowej Denis Glebow, drugim dowódca dywizjonu artylerii reaktywnej Dmitrij Dormidontow.

Autorzy analizy sięgają przy tym po wypowiedź eksperta Królewskiego Instytutu Badań nad Obronnością i Bezpieczeństwem. Samuel Cranny-Evans stwierdził w rozmowie z BBC, że wysokie rosyjskie straty wśród oficerów wynikają z typowego dla rosyjskiej armii stylu dowodzenia, zgodnie z którym to oficer prowadzi żołnierzy, a podoficerowie zajmują się przede wszystkim obsługą sprzętu.

Jak zauważa z kolei portal Ludzie Bajkału, fakt iż 19,5 pochowanych w Buriacji uczestników wojny nosiła oficerskie pagony oznacza przede wszystkim, że w transporcie do domu ich szczątki mają wyższy priorytet, niż szeregowych żołnierzy.

Według portalu, najmłodszym znanym poległym na Ukrainie mieszkańcem Buriacji był 18-letni Dawid Arutiunian. Z kolei najstarszym 50-letni ochotnik Wiaczesław Siergiejew. Średnia długość życia poległych wynosiła 29,3 roku, osierocili oni 90 dzieci. Zgodnie ze znanymi danymi, w wyniku wojny śmiertelność buriackich mężczyzn w wieku 18-45 lat wzrosła o 63 proc. Z kolei w grupie mężczyzn do 30 roku życia wzrosła o 300 proc. – a więc czterokrotnie.

belsat.eu/baikal-journal.media

Jedynym sposobem na przebicie się poza tę rzeczywistość propagandy, jest spełnienie kilku ważnych warunków.
  1. Po pierwsze, należy mieć dostęp do alternatywnych źródeł informacji, aby móc porównywać i wybierać między różnymi wersjami.
  2. Po drugie, trzeba mieć czas na przestudiowanie tych źródeł.
  3. Po trzecie, należy wyrobić w sobie nawyk refleksji i analizy, kwestionowania autentyczności tego, co się przeczytało, zobaczyło i usłyszało. A jeśli myślicie, że ten ostatni warunek jest bardzo prosty i naturalny, to jesteście w wielkim błędzie.
Krytyczne i analityczne myślenie wymaga wysiłku i zasobów – niełatwo je wykształcić w sytuacjach stresowych lub gdy brakuje czasu i energii. Zdolność do kwestionowania tego, co dzieje się wokół nas, to luksus, który jest sprzeczny z naturalną tendencją do wygładzania ostrych krawędzi i unikania nieprzyjemnych emocji. Przeciętnie ludzie znacznie bardziej lubią jasne odpowiedzi niż wątpliwości i pytania. Propaganda daje im te odpowiedzi.

Oddziaływanie każdej informacji staje się głębsze i szersze, jeśli nie ma nic, co mogłoby z nią konkurować, tzn. nie ma innych źródeł i innego spojrzenia na sytuację. Jedną z głównych cech wielu współczesnych liderów na różnych szczeblach jest niska tolerancja dla braku solidarności. Głosy powinny być jednomyślne, poparcie gorące i pełne pasji, nie powinno być miejsca dla odmiennych opinii (tzn. wszelkich opinii innych niż "przyjęte").

Należy przy tym pamiętać, że często mamy do czynienia raczej z demonstracją solidarności niż z jej rzeczywistym istnieniem. Dobrze świadczą o tym liczne filmy z udziałem osób, które popierają działania militarne Rosji przeciwko Ukrainie, ale nie są gotowe zgłosić się jako ochotnicy, aby rzeczywiście wziąć w nich udział. Słowa są puste i dlatego ludzie je wypowiadają.

Ludzie z natury są konformistami i mają tendencję do powtarzania tego, co robią wszyscy wokół nich. Podkreślam jednak raz jeszcze: solidarność społeczna w sprawie wojny w Ukrainie, którą jako Rosjanie demonstrujemy i widzimy, wcale nie oznacza, że jest ona prawdziwa. Oczywiście, państwo może nawet polegać na demonstrowanej solidarności jako na zasobie, ale nie może – ku mojemu wielkiemu szczęściu – używać jej do bombardowania miast czy strzelania do ludzi.

Czy Rosjanie rozumieją, co robią, kiedy solidaryzują się z ideami przemocy ze strony państwa? Nie jestem pewien, ponieważ ludzie rzadko myślą systematycznie i dogłębnie, wiążąc wszystkie swoje pomysły i działania na mocną nić Wielkiej Inteligentnej Idei. Świat, który istnieje w naszych głowach, jest bardziej plecionym kocem niż jednolitą tkaniną. Ta plecionka jest złączona kompromisami, fikołkami logicznymi i zniekształceniami poznawczymi. Można się temu dziwić, mieć pretensje o lenistwo i głupotę Rosjan, ale przypomnę, że umiejętność refleksji nad własnym życiem, złożenia go w całości w głowie i życia według swoich zamierzeń i pomysłów jest rzeczą rzadką i trudną, która nie każdemu się udaje. Jeśli udało Ci się osiągnąć sukces, nie dyskredytuj tych, którym się nie udało. Nie zasługują na to.

Propaganda z powodzeniem wykorzystuje postawy zakorzenione w naszych mózgach. Dzieląc ludzi na grupy, nastawia ich przeciwko sobie, tworząc zaciekłe konflikty. Ludzki mózg lubi i potrafi dostrzegać różnice i na ich podstawie grupować obiekty – to jedna z podstawowych zdolności naszego mózgu. Nazwanie mieszkańców innego kraju nazistami to gra na podziały, a także tworzenie wizerunku wroga i degenerata. Jeśli można zaszkodzić komuś z zewnątrz, a jednocześnie przynieść korzyść własnej grupie (ludziom, klasie lub przypadkowo wybranej drużynie), chętnie wybieramy tę opcję.

Zasada ta nosi nazwę altruizmu zaściankowego i jest już dobrze zbadana. Występuje w życiu codziennym, ale propaganda wyolbrzymia różnice do tego stopnia, że nie da się ich pogodzić, konstruuje zagrożenia, które nie istnieją w rzeczywistości. Dlaczego państwo potrzebuje propagandy? To pytanie nie jest już dla mnie.

Trudno nam będzie pozbyć się tych zasad, które są nam wpojone. Są one nieodłączną częścią ludzkiej natury, podobnie jak skłonność do współpracy i konformizmu. Możemy jedynie zadbać o to, by ograniczyć szkody wynikające z naszego specyficznego sposobu myślenia. Pewnego dnia ta wojna się skończy i będziemy żyć w nowym świecie. Nie wiem dokładnie, co nas czeka, ale wiem, że to, jak będzie wyglądał świat po wojnie, zależy od nas samych.

onet.pl

czwartek, 23 czerwca 2022


Na odcinku siwerskodonieckim: rosyjskie BTG naciskają na ukraińskie pozycje w dzielnicy przemysłowej Siewierodoniecka oraz w miasteczku Syrotine. Podczas walk miejskich siły ukraińskie wykazują się znacznie większą skutecznością i sprawnością niż przeciwnik. W Internecie pojawiają się kolejne filmiki przedstawiające wziętych do niewoli rosyjskich żołnierzy. Na południe od Siewierodoniecka oddziałom ukraińskim udało się jakoby odeprzeć wrogi atak pod miastem Boriwskie. Z kolei pod Łysyczańskiem SZU zdołały odbić wieś Biła Hora oraz zatrzymać natarcie przeciwnika na miasto od strony Myrnej Dołyny i niedawno zdobytej Łaskutiwki. Na tym odcinku artyleria i lotnictwo ostrzelały 7 miejscowości, w tym Siewierodonieck, Łysyczańsk i... kontrolowane już od paru dni Woronowe. Prawdopodonie niedługo może zostać rozważony odwrót z Siewierodoniecka oraz okolic, celem wzmocnienia załogi Łysyczańska i oparcia obrony na tym odcinku o linię rzeki Doniec.

Odcinek popasno-bachmucki: nad ranem SZFR zdobyły wsie Raj-Ołeksandriwskie i Łoskutiwkę, czym zamknęły pierścień okrążenia wokół Hirskiego i Zołotego. W walkach Rosjanie wzięli do niewoli kilkudziesięciu żołnierzy SZU i OT. Większość oddziałów ukraińskich ze sprzętem ciężkim, które broniły tego rejonu, wycofała się jednak poprzedniego dnia. W kotle pozostały jednak oddziały ariergardy, osłaniającej odwrót kolegów. Z rana nadal toczyły się walki o Zołote i Hirskie. Do wieczora obie miejscowości prawdopodobnie zostały zajęte. Na razie nieznany jest wielu żołnierzy ukraińskiej ariergardy, części z nich udało się przedrzeć w chaosie do pozycji SZU pod Łysyczańskiem. Zachęcone odniesionym sukcesem, oddziały rosyjskie uderzyły na Wowczojariwka, położoną na północ od Raj-Ołeksandriwki i Łoskutiwki. Walki o tą miejscowość nadal się toczą. Wieczorem Rosjanom udało się w końcu zdobyć Mikołajówkę. Rosyjskie BTG próbowały również zbliżyć się do szosy T-13-02 między Biłohoriwką a Berestowym, a także zaatakowały wieś Kłynowe, która jest położona na wschód od Bachmutu. Prawdopodobnie chwilowo Rosjanie zdobyli ją, ale ukraiński kontratak nie pozwolił im się tam umocnić. Obecnie trwają walki wewnątrz tej miejscowości. Na południe od Bachmutu rosyjska BTG zaatakowała wieś Kodema. Na tym odcinku rosyjska artyleria i lotnictwo ostrzelało co najmniej 8 miejscowości, w tym rafinerię łysyczańską położoną po sąsiedzku z wsią Werchniokamianka (przy szosie T-13-02).

defence24.pl

Siły rosyjskie kontynuowały ofensywne operacje, aby przeć na północ w kierunku Łysychańska i 23 czerwca dotarły do ​​południowych obrzeży miasta. Źródła ukraińskie potwierdziły 23 czerwca, że ​​wojska rosyjskie zdobyły Rai-Oleksandriwka i Luskotivka 22 czerwca, co pozwoli siłom rosyjskim na dalsze natarcie w kierunku Łysyczańska bez konieczności wykonywania przeciwstawnej przeprawy przez rzekę z wnętrza Siewierodoniecka. Kilka źródeł ukraińskich i rosyjskich donosiło o walkach na południe od Łysyczańska w Białej Górze, Myrnej Dolinie i Wowczojariwce, wszystkie w promieniu 5 km od Łysyczańska. Ministerstwo Obrony Wielkiej Brytanii potwierdziło, że siły rosyjskie przesunęły się na odległość 5 km od południowego Łysyczańska. Rosyjski Telegram Rybar twierdził, że siły rosyjskie dotarły aż na południowe przedmieścia Łysychańska i walczą w strefie przemysłowej miasta, ale ISW nie może tego potwierdzić. Siły rosyjskie prawdopodobnie ograniczyły również Ukraińcom dostęp do linii komunikacyjnych prowadzących do Łysyczańska i mogą ostrzeliwać duże obszary autostrad Siwersk–Lysychańsk i Bachmut–Lysychańsk. 

Rosjanie wzmacniają swoje zgrupowanie wokół Siewierodoniecka, aby dokończyć zdobycie miasta. Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że elementy 2. Korpusu Armii (Ługańskiej Republiki Ludowej) i Rosgwardii (Rosyjska Gwardia Narodowa) walczą o pełną kontrolę nad Siewierodonieckiem. Rosgwardia w szczególności nie ma być frontową siłą bojową, a jej zaangażowanie w bezpośrednie walki o kontrolę nad spornym terytorium wskazuje, że rosyjskie wojska w rejonie Siewierodoniecka są poważnie zdegradowane i polegają na siłach drugorzędnych w celu wsparcia operacji. Rosyjska służba BBC wcześniej informowała 21 czerwca, że ​​personel Rosgwardii i Grupy Wagner zapewnia główne siły szturmowe Rosji w Siewierodoniecku, prawdopodobnie z powodu braku dedykowanej piechoty w jednostkach frontowych. Ukraiński parlamentarzysta i ekspert wojskowy Dmytro Snyegerev stwierdził, że siły rosyjskie przenoszą nowoczesne systemy rakiet przeciwlotniczych S-300V4 w rejon Siewierodoniecka w celu ochrony swoich sił przed ukraińskim lotnictwem i dronami. Według doniesień siły rosyjskie przeniosły jedną batalionową grupę taktyczną (BTG) z Centralnego Okręgu Wojskowego do Nowotosziwska, na południe od obszaru Siewierodonieck-Łysychańsk, prawdopodobnie w celu wsparcia operacji mających na celu dokończenie zajęcia pozostałej części obwodu ługańskiego. 

Siły rosyjskie prawdopodobnie ruszyły, aby zakończyć okrążenie wojsk ukraińskich w Zołocie i Hirsku, ale nie przejęły jeszcze pełnej kontroli nad obiema osadami. Źródła rosyjskie twierdziły, że wojska rosyjskie oczyszczają Zołote, Hirske i okoliczne tereny, a geolokalizowany materiał bojowy z 23 czerwca pokazał wojska rosyjskie wchodzące do Hirske od wschodu. Jednak ani oficjalne źródła ukraińskie, ani rosyjskie nie potwierdziły zdobycia Zołotego i Hirske, a siły rosyjskie prawdopodobnie nadal walczą o uzyskanie całkowitej kontroli nad tym obszarem.

Siły rosyjskie kontynuowały starania o zablokowanie ukraińskich linii komunikacyjnych wzdłuż autostrady T1302 Bachmut-Lysychańsk w celu wsparcia operacji w Łysychańsku i osiągnęły przyrostowe zyski 23 czerwca. Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że elementy 1. Korpusu  Armii (Donieckiej Republiki Ludowej) przejął kontrolę nad Mikołajówką, osadą wzdłuż autostrady T1302 około 15 km na południowy zachód od Łysychańska. Siły rosyjskie dodatkowo kontynuowały operacje szturmowe w Berestowie, osadzie sąsiadującej z Mikołajówką wzdłuż T1302. Szef Ługańskiej Administracji Obwodowej Serhij Haidai wskazał, że T1302 jest obecnie nieoperacyjna, co sugeruje, że siły rosyjskie z powodzeniem zablokowały ukraińskie dostawy dostaw w rejon Łysyczańska. Siły rosyjskie przeprowadziły nieudane operacje rozpoznawcze w Wierszynie i bezskutecznie próbowały unieruchomić siły ukraińskie w Klynowe, oba na południowy wschód od Bachmuta.

Siły rosyjskie kontynuowały przygotowania do działań ofensywnych w kierunku Słowiańska od południowego wschodu Izium, ale 23 czerwca nie poczyniły żadnych potwierdzonych postępów. Ukraiński Sztab Generalny stwierdził, że siły rosyjskie przeniosły dwie nieokreślone jednostki czołgów w rejon Izium w celu wzmocnienia ich zgrupowania na północny zachód od Słowiańska. Siły rosyjskie podobno przeprowadziły nieudane ataki na Dolinę i Bohorodychne, oba w odległości 20 km na północny zachód od Słowiańska. Siły rosyjskie prawdopodobnie będą kontynuować wysiłki zmierzające do przejechania autostradą E40 (znaną również jako M03) w kierunku Słowiańska, ale jest mało prawdopodobne, aby odniosły sukces w bezpośrednim ataku na miasto, ponieważ główny wysiłek Rosji nadal koncentruje się na zdobyciu Siewierodoniecka-Łysychańska.

understandingwar.org

Wojska rosyjskie kontynuują natarcie na południowy zachód od Lisiczańska, szturmując Wowczojariwkę. Po zajęciu miejscowości Łoskutiwka i Raj-Ołeksandriwka w pełnym okrążeniu znalazło się zgrupowanie ukraińskie w rejonie Hirśke–Zołote, atakowane przez nieprzyjaciela ze wszystkich kierunków. Trwają walki o wzniesienia w pobliżu m. Berestowe, dominujące nad drogą Lisiczańsk–Bachmut (która jest nieprzejezdna), a także wieś Syrotyne na południowych obrzeżach Siewierodoniecka. Siły rosyjskie na styku obwodów charkowskiego, donieckiego i ługańskiego mają przygotowywać kolejną próbę desantu przez Doniec w celu okrążenia Lisiczańska, jak również wznowienie natarcia na Barwinkowe i Słowiańsk. Obrońcy odparli atak w rejonie Nowobachmutiwki w obwodzie donieckim, powstrzymując próbę rozwinięcia uderzenia na Słowiańsk i Kramatorsk od południa.

Ukraińskie dowództwo operacyjne „Południe” donosi o kontynuowaniu ataków na Wyspę Wężową, podaje też sprzeczne informacje o sytuacji na pograniczu obwodów mikołajowskiego i chersońskiego. Wojska ukraińskie miały nadal kontratakować w rejonie Chersonia i odnieść „pewne sukcesy”, z drugiej zaś strony siły agresora mają przygotowywać wznowienie natarcia z dotychczas zajmowanych pozycji. Rosyjskie artyleria i lotnictwo wciąż prowadzą uderzenia na pozycje i zaplecze obrońców wzdłuż całej linii styczności, ostrzeliwane były także przygraniczne obszary obwodu sumskiego. Z kolei rakietami zaatakowano cele w obwodach odeskim oraz mikołajowskim.

Odnotowuje się aktywność ukraińskich grup dywersyjnych działających w obwodzie chersońskim. W Czornobajiwce wysadzono w powietrze samochód kolaboranckiego szefa administracji Jurija Turulowa, który w wyniku zamachu został lekko ranny. Ponadto ostrzelano auto współpracującego z najeźdźcami deputowanego Ołeksija Kowalowa.

Szef rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego (SWZ) Siergiej Naryszkin zainicjował kolejną odsłonę operacji dezinformacyjnej wymierzonej w relacje polsko-ukraińskie. Według SWZ Kościół katolicki w Polsce chce przejąć kontrolę nad archidiecezją lwowską. Polski episkopat ma rzekomo rozważać wprowadzenie zmian w konkordacie zawartym między Warszawą a Watykanem w 1993 r. i objąć zwierzchnictwem teren Ukrainy. Rosyjski wywiad twierdzi, że zasadniczym celem polskich władz i duchowieństwa jest podważenie wschodniej granicy Polski.

(...)

Komentarz

Postępy rosyjskie w obwodzie ługańskim wskazują, że lokalny potencjał ukraińskiego oporu znajduje się na wyczerpaniu. Udzielenie obrońcom wsparcia wymagałoby obecnie rozwinięcia przez zgrupowanie ukraińskie w obwodzie donieckim działań ofensywnych z Bachmutu na wschód (w kierunku Hirśke–Zołote) i północny wschód (Lisiczańsk–Siewierodonieck), co należy uznać za bardzo mało prawdopodobne. Doniesienia o niepowodzeniach w Donbasie strona ukraińska stara się równoważyć, sugerując prowadzenie skutecznych kontrataków na pozycje agresora w rejonie Chersonia (szczegóły mają być objęte tajemnicą), a także wznawiając uderzenia na instalacje rosyjskie na Wyspie Wężowej. Te ostatnie mają jednak charakter zdecydowanie bardziej ograniczony niż analogiczne działania prowadzone w maju.

(...)

osw.waw.pl

środa, 22 czerwca 2022


Wojska najeźdźcze zajęły miejscowości Pidlisne, Myrna Dołyna i Ustyniwka na południe od Lisiczańska, odcinając od reszty sił ukraińskich zgrupowanie w rejonie Hirśke–Zołote i blokując to w rejonie Boriwśke–Woronowe (na południe od Siewierodoniecka). Trwają walki o Hirśke i Biłą Horę na południowych obrzeżach Lisiczańska oraz o zakłady Azot w Siewierodoniecku. Obrońcy mieli powstrzymać natarcie agresora na południowych i zachodnich obrzeżach Zołotego, a także na południowy wschód od Bachmutu. Rosyjskie artyleria i lotnictwo operują wzdłuż całej linii styczności, atakując pozycje i zaplecze sił ukraińskich w obwodach charkowskim (w tym Charków), donieckim (władze ostrzeliwanego Słowiańska wezwały mieszkańców do ewakuacji), zaporoskim, mikołajowskim (Mikołajów stanowił ponadto cel uderzenia rakietowego) i dniepropetrowskim. Konsekwentnie ostrzeliwane są przygraniczne obszary obwodów czernihowskiego i sumskiego. Ukraińskie dowództwo operacyjne „Południe” potwierdziło, że 20 czerwca przeprowadziło atak na Wyspę Wężową, który jednak spowodował tylko niewielkie zniszczenia (przeciwnik miał utracić samobieżny zestaw przeciwlotniczy Pancyr-S1, stację radiolokacyjną i kilka samochodów).

Minister obrony Ołeksij Reznikow oznajmił, że „do ukraińskiej rodziny artyleryjskiej” dołączyły niemieckie armatohaubice samobieżne 155 mm Panzerhaubitze 2000 (PzH 2000). Nieprecyzyjna wypowiedź dała asumpt do różnorakich interpretacji, także mówiących o tym (a powołujących się na Reznikowa), jakoby PzH 2000 znajdowały się już na froncie. Z kolei szef resortu obrony Słowenii Marjan Šarec poinformował o wysłaniu na Ukrainę 35 bojowych wozów piechoty M-80 (jugosłowiańskiej modyfikacji sowieckiego BMP-1).

Rosyjskie media donoszą o zakłóceniach w wypłacie jednorazowych zasiłków w wysokości 10 tys. rubli przeznaczonych dla wywiezionych z okupowanych terytoriów Ukrainy. Według rosyjskich danych granicę z FR przekroczyło 1,6 mln ludzi (w tym 262,8 tys. dzieci). Do 7 czerwca zrealizowano jedynie ok. 10 tys. płatności, podczas gdy liczba wniosków wyniosła ok. 301,5 tys. Rosjanie twierdzą, że 1,3 mln osób, które opuściły napadnięty kraj, nie złożyło odpowiednich dokumentów. W rzeczywistości opóźnienia są spowodowane chaosem towarzyszącym rejestracji i zjawiskami świadczącymi o nadużyciach finansowych.

Koncern metalurgiczny Metinwest zakomunikował, że Rosjanie zagarnęli w porcie w Mariupolu 234 tys. ton wyrobów metalurgicznych wyprodukowanych w hutach MMK im. Iljicza i Azowstal. Przygotowują się również do wywiezienia skradzionego ukraińskiego zboża drogą kolejową z Melitopola. Ma ono zostać dostarczone do portu w Berdiańsku (kończą się prace nad przywróceniem go do eksploatacji).

Ukraiński resort spraw wewnętrznych poinformował, że narasta proceder defraudacji pomocy humanitarnej. Najwięcej takich przypadków odnotowano w obwodach kijowskim, lwowskim i kirowohradzkim, a także w Charkowie. Oszuści wprowadzają na czarny rynek samochody zakupione rzekomo dla ukraińskiej armii, paliwo, lekarstwa, kamizelki kuloodporne i żywność. Podkreślono, że część podmiotów odbierających pomoc humanitarną kontrolują Rosjanie. Dotyczy to zwłaszcza zbiórek organizowanych w sieci społecznościowej Telegram.

Członkostwo w UE cieszy się powszechnym poparciem ukraińskiego społeczeństwa: według badania ośrodka Rejtynh z 20 czerwca w przypadku organizacji referendum akcesyjnego 87% respondentów głosowałoby „za” (poparcie to dość równomiernie rozkłada się wśród przedstawicieli różnych regionów oraz grup wiekowych). Dwie piąte ankietowanych wierzy, że kraj może przystąpić do Unii w ciągu 1–2 lat, 29% – na przestrzeni 5 lat, 14% – w ciągu 5–10 lat, a 3% – w ciągu 10–20 lat. Za wstąpieniem do NATO opowiada się dziś 76% Ukraińców.

Prezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego Werner Hoyer ocenił, że Ukraina może potrzebować do 1 biliona euro pomocy zagranicznej na zrekompensowanie szkód spowodowanych rosyjską inwazją. Uznał, że podawane wcześniej liczby są zaniżone. Zgodnie z szacunkami projektu „Rosja zapłaci” (zainicjowanego przez Biuro Prezydenta Ukrainy, Ministerstwo Gospodarki i Główną Szkołę Ekonomii w Kijowie w celu określania strat gospodarczych związanych z agresją) łączna kwota bezpośrednich strat infrastrukturalnych wyniosła 103,9 mld dolarów. Kwestia przyszłej odbudowy kraju będzie omawiana również na szczycie UE w dniach 23–24 czerwca.

Szefowa amerykańskiej agencji rozwoju międzynarodowego USAID stwierdziła, że według najnowszych szacunków budżet Ukrainy traci w związku z trwającą wojną średnio do 6 mld dolarów miesięcznie. Na początku czerwca ambasador USA w Kijowie Bridget Brink zapowiedziała, że Waszyngton przekaże napadniętemu państwu wsparcie w wysokości 7,5 mld dolarów na sfinansowanie wydatków budżetowych. Zaznaczyła ponadto, że kwota pomocy już udzielonej mu przez Stany Zjednoczone sięgnęła miliarda dolarów.

Premier Denys Szmyhal poinformował o uruchomieniu programu ePraca, w ramach którego państwo będzie udzielać mikroprzedsiębiorstwom dotacji do 250 tys. hrywien (8,5 tys. dolarów) na rozpoczęcie nowego biznesu. Roczny budżet programu wynosi 5 mld hrywien (170 mln dolarów). Premier zaznaczył, że nowi przedsiębiorcy będą mogli dodatkowo uzyskać kredyt w wysokości do 2,5 mln hrywien (85 tys. dolarów) na budowę lub remontu lokalu, zakup wyposażenia oraz finansowanie kapitału obrotowego.

Komentarz

Rosyjskie uderzenia powietrzne i ostrzał artyleryjski z reguły skierowane są przeciwko jednostkom przeciwnika i infrastrukturze wykorzystywanej na potrzeby obronne, niemniej agresor wciąż przeprowadza ataki mające na celu wywołanie paniki wśród ludności bądź skutkujące przede wszystkim ofiarami cywilnymi. W ostatnich dniach skrajnymi przykładami takiego postępowania były zbombardowanie metra w Charkowie oraz przeprowadzenie w mieście Czuhujew na południowy wschód od Charkowa minowania narzutowego, polegającego na zdalnym stawianiu min z wykorzystaniem wyrzutni rakietowych. Drugie z wymienionych działań można co prawda tłumaczyć faktem, że Czuhujew to węzłowa miejscowość w linii obrony ukraińskiej, przez którą przechodzi zaopatrzenie dla jednostek, lecz i tak jego głównymi ofiarami będą cywile (wojsko ukraińskie zadba o rychłe usunięcie zagrożenia z dróg przejazdu kolumn zaopatrzeniowych, nie zdoła jednak w krótkim czasie rozminować dzielnic mieszkalnych). O skali niebezpieczeństwa świadczą ponawiane przez władze lokalne apele do ludności, aby ewakuowała się z zagrożonych rejonów.

Do konsekwencji trwającej inwazji należy pojawianie się na Ukrainie nowych form przestępczości zorganizowanej. Kolejne przypadki defraudacji pomocy humanitarnej i sprzętu wojskowego, jak również sygnalizowane wcześniej istnienie kanałów przerzutowych dla uchylających się od służby wojskowej mogą osłabić patriotyczną postawę części społeczeństwa. Z tego względu rośnie znaczenie skuteczności organów ścigania na zapleczu frontu i utrzymanie ich zdolności do skutecznego przeciwdziałania przestępczości stanu wojny.

osw.waw.pl

Do tej pory krajowi udało się uniknąć załamania. Wszystko dzięki podjęciu wyjątkowych działań, takich jak wydrukowanie ponad 4 mld dol., wyemitowanie 3 mld dol. w obligacjach wojennych, zaoferowanie bankom nieograniczonego refinansowania, wprowadzenie kontroli kapitału i ustalenie kursu walutowego.

To jednak tylko krótkoterminowe rozwiązania, zwłaszcza gdy prawdziwa gospodarka jest w rozsypce. Od początku wojny import i eksport zmniejszyły się o ponad połowę, dług publiczny wzrósł ponad dwukrotnie, wpływy z podatków załamały się, a konsumpcja gwałtownie spadła. Przewiduje się, że w tym roku produkcja skurczy się o 45 proc.

Ukraina opiera swoją przyszłość na pomocy z Zachodu, ale pomoc ta napływa powoli i jest mniejsza niż to, czego potrzeba do pokrycia gwałtownie rosnącego deficytu budżetowego.

— Jeśli finansowanie nie zostanie przekształcone w jakiś rodzaj trwałego, zinstytucjonalizowanego podejścia do potrzeb budżetowych, to będziemy mieli do czynienia z kryzysem fiskalnym — powiedział Tymofiej Myłowanow, były minister gospodarki, a obecnie doradca prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i dyrektor Kijowskiej Szkoły Ekonomicznej.

Na początku wojny Ukraińcy w pośpiechu kupowali obligacje wojenne i trzymali swoje oszczędności w gotówce jako zabezpieczenie, licząc na to, że wojna nie potrwa długo.

Teraz to się zmieniło.

Gdy inflacja gwałtownie wzrosła — w kwietniu osiągnęła 16,45 proc. — Ukraińcy próbowali chronić swoje oszczędności, sprzedając hrywny za twardą walutę i towary, drenując w ten sposób rezerwy walutowe kraju. Bank centralny wykorzystał ponad 7 mld dol. na zabezpieczenie kursu wymiany, ale w tym tygodniu stwierdził, że "ten margines bezpieczeństwa nie może trwać wiecznie, zwłaszcza jeśli wojna będzie się przedłużać".

— Dane pokazują, że Ukraina jest naprawdę blisko granicy, za którą można spodziewać się bardzo poważnego kryzysu finansowego — powiedziała Maria Repko, zastępca dyrektora Centrum Strategii Ekonomicznej w Kijowie.

Aby zapobiec dolaryzacji gospodarki, czyli hiperinflacji i dewaluacji lokalnej waluty, bank centralny, ku zdziwieniu analityków, podniósł w zeszłym tygodniu benchmarkową stopę procentową do 25 proc. z 10 proc.

— Podwyżka była wielkim szokiem — powiedział Mychajło Demkiw, analityk finansowy ICU, firmy inwestycyjnej z siedzibą w Kijowie. — Był to sygnał, że w gospodarce nie dzieje się najlepiej i bank centralny to dostrzega — dodał.

— Nie jest jednak jasne, czy polityka ta odniesie sukces, ponieważ mechanizmy monetarne w czasie wojny są słabsze, a rynki nie działają tak dobrze, jak w czasie pokoju — mówi Myłowanow. Krótko mówiąc, oczekiwania inflacyjne reagują bardziej na rozwój sytuacji na froncie, niż na stopy procentowe.

Bank wezwał rząd do podniesienia oprocentowania swoich obligacji, ale ministerstwo finansów odmówiło, ponieważ zwiększyłoby to koszty obsługi długu. W efekcie taka polityka ogranicza zdolność banku centralnego do powstrzymywania inflacji i nie zachęca inwestorów do kupowania obligacji. Ostatecznie Kijów pozostaje zależny od pomocy zagranicznej.

Jedyną nadzieją na wypełnienie luki budżetowej, którą Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje na 5 mld dol. miesięcznie, jest wsparcie ze strony międzynarodowych instytucji finansowych i zachodnich sojuszników.

Według oceny, którą MFW przedstawił krajom UE i Komisji Europejskiej, zobowiązania ogłoszone do czerwca wynoszą prawie 30 mld dol. i ograniczyłyby tegoroczny odpływ środków z rezerw Ukrainy do 9,4 mld dol.

— Pod warunkiem że wypłaty będą terminowe — podkreślił fundusz.

Kwoty ogłoszone w ostatnich tygodniach i miesiącach mogłyby zapewnić przetrwanie w nadchodzącym roku, ale według ministerstwa finansów do Ukrainy dotarło tylko 6 mld 700 mln dol., czyli mniej niż jedna trzecia całej sumy.

— Jest różnica między oczekiwaniami (...) a rzeczywistością — powiedział minister finansów Serhij Marczenko.

Według MFW potrzeby Ukrainy w zakresie finansowania wynoszą 5 mld dol. lub 4 mld 700 mln euro miesięcznie — kwota ta nie jest obecnie pokrywana przez międzynarodowe instytucje finansowe i pomoc dwustronną. Co więcej, duża część pomocy dla Ukrainy jest wypłacana w formie pożyczek, co stawia pod znakiem zapytania zdolność obsługi zadłużenia.

Unia Europejska, która prawie miesiąc temu ogłosiła udzielenie specjalnych pożyczek w wysokości 9 mld euro, obecnie spiera się o szczegóły. Główną kością niezgody jest to, że Komisja poprosiła kraje UE o udzielenie gwarancji na pożyczki, których odsetki byłyby pokrywane z budżetu UE.

Przywódcy UE poparli ten pomysł na majowym szczycie, ale Niemcy — które zobowiązały się do udzielenia Ukrainie dotacji w wysokości 1 mld euro za pośrednictwem MFW — sprzeciwiają się udzielaniu jakichkolwiek pożyczek, nawet tych dotowanych. Berlin nie chce zwiększać zadłużenia Ukrainy i popiera udzielanie dotacji.

Jak dotąd tylko około 20 proc. przekazanego finansowania to dotacje, a reszta to finansowanie zwrotne. Myłowanow zauważył, że choć warunki finansowania są bardzo dobre, z czasem będą coraz droższe, dlatego dotacje są lepszym rozwiązaniem.

— W tym momencie pojawią się ograniczenia w wydatkach socjalnych na edukację, opiekę zdrowotną i pomoc społeczną. Nikt nie patrzy pięć, dziesięć lat w przyszłość, a powinniśmy — dodał.

Komisja ma określić szczegóły finansowania swojego zobowiązania na kwotę 9 mld euro. Jak na razie jednak odmawia podania terminu, kiedy przedstawi tę propozycję. Rzecznik Komisji stwierdził, że trwają nad tym prace, a pierwsza wypłata powinna nastąpić latem.

— Opóźnienia te wiążą się z realnymi kosztami. I to w ludzkich życiach — powiedział Myłowanow.

businessinsider.com.pl

Jedną z obsesji Władimira Putina jest strach przed "bronią genetyczno-biologiczną". Od kilkunastu lat dyktator obawia się, że naukowcy wydzielą genotyp "prawdziwego Rosjanina", tworząc na jego podstawie wirus, który zabije jedynie rdzennych mieszkańców Federacji Rosyjskiej, nie szkodząc innym nacjom, takim jak Ukraińcy, Ormianie, czy Kałmukowie.

onet.pl

Piotr Ibrahim Kalwas: Od dziecka pamiętam fragment z książki "Przygody Wernera Holta" enerdowskiego pisarza Dietera Nolla, w którym żona nazistowskiego oficera mordującego ludzi w Związku Radzieckim, leżąc w łóżku z 18-letnim kochankiem, żołnierzem Wehrmachtu, snuje opowieści o wspaniałej "rosyjskiej duszy", zmiękczając antyrosyjskość chłopaka wpajaną mu przez państwo od 1933 r… Sto lat temu wielki niemiecki i światowy pisarz Tomasz Mann wypowiedział takie słowa: "Rosja i Niemcy muszą się nawzajem lepiej poznać. Powinny ręka w rękę kroczyć w przyszłość". To nieodosobnione wyznania Niemców, tych znanych i nieznanych — jeśli chodzi o Rosję, prawda? W Niemczech od mniej więcej końca XIX wieku panuje swoista fascynacja Rosją, jej kulturą, duchowością, oraz tym czymś, o czym mówi wspomniana przeze mnie żona esesmana i co — nie tylko w Niemczech — nazywa się szumnym określeniem "rosyjską duszą". Skąd ta niemiecka fascynacja Rosją i gdzie tkwią jej korzenie?

Urszula Ptak: Chcesz mnie namówić na psychoanalizę niemieckiej duszy, która pokornieje wobec rosyjskiej duszy (śmiech).

Tak, właśnie. Wydaje mi się to zjawiskiem mało znanym w Polsce, a w kontekście agresji Rosji na Ukrainę i stanowiska — a właściwie stanowisk — Niemiec wobec Rosji, bardzo istotnym.

Myślę, że prawda jest banalna, Niemcy szanują silnych i wielkich. Rosja jest wielka i pokonała Niemcy w 1945 r. To wystarczy, by chcieć ugłaskiwać niedźwiedzia drogimi prezentami, by się nie zdenerwował. Wielokrotnie słyszałam wypowiedzi starej generacji, w których pobrzmiewał podziw: Sowieci butów nie mieli, a wojnę z naszymi żołnierzami wygrali. Ten szczególny szacunek wynika także moim zdaniem z refleksu imperialnego — za sąsiadów uważa się tych co są nam równi.

O Rosji jako sąsiedzie Niemiec mówią dziś elity w telewizyjnych debatach. W spontanicznej wymianie zdań, w ferworze dyskusji, w sporze pada często zdanie: Rosja to nasz sąsiad, musimy rozmawiać, prowadzić dialog, geografii się nie zmieni. Nie wiem, gdzie wtedy znikają Polska, Litwa… o Ukrainie nawet nie wspominam.

Stąd też moim zdaniem to powszechne uwielbienie dla rosyjskiej literatury, ale zawsze tylko dla Tołstoja i Dostojewskiego, bo nikt na jednym oddechu nie wymienia np. Bułhakowa, Sołeżnicyna czy Rybakowa.

A dlaczego?

To zawsze jest literatura wielkiej Rosji, mocarstwowy sznyt. Dysydent to element podejrzany.

A czy ta fascynacja nie wynika aby z jakiegoś dziwnego, mrocznego i chorobliwego pomieszania zauroczenia, uwielbienia ze strachem i…nienawiścią?

W ogóle nie dostrzegam czegoś takiego jak nienawiść do Rosji. Uważam, że tego nie ma. Jest szacunek i są interesy. Dobre interesy, opłacalne w każdej konstelacji. Nie możemy zupełnie przykładać polskich wzorców myślenia na Niemcy. Poza tym, nie ma także czegoś takiego, jak jedno niemieckie podejście do Rosji.

No, właśnie, mieliśmy ponad 40 lat dwa niemieckie państwa, z czego jedno było radzieckim wasalem…

Tak, Niemcy po 1945 r. to dwa nieuznające się państwa. O ile NRD zaznało sowieckiej okupacji, a RFN nie, to wzorce myślenia w NRD w niczym nie przypominają tych jakie były i są w Polsce.

RFN i NRD ciągle żywe. Wzorcowa demokracja i fascynacje autorytaryzmem. Myślenia o Rosji, tak? Ossi postrzegają Rosję inaczej niż Wessi?

Niemcy wschodni dobrze mówią o Rosji, wielu nawet tęskni za czasami socjalizmu jak za rajem utraconym. Musimy wiedzieć, że Sowieci wprowadzali komunizm, socjalizm w NRD przy pomocy niemieckich przedwojennych komunistów. To nie był tylko element obcy, to byli też swoi. Walter Ulbricht, polityk, który kształtował przez dziesięciolecia aktywnie charakter NRD, był od lat 20. XX w. członkiem Komunistycznej Partii Niemiec, a potem w ZSSR już w 1928 r. należał do Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego.

Ten człowiek z grupą podobnych mu komunistów zaprawionych w walce ideologicznej wraca do wschodnich Niemiec po kapitulacji i tworzy struktury nowej władzy. Niesamowite jest to, że należał do ścisłej czołówki władz aż do 1971 r. Niemieccy komuniści byli wierni ideom socjalizmu do samego końca, pewnie wierzyli mocniej niż sowieccy. Rosjanie, wojska sowieckie, byli obecni w NRD prawie wszędzie, to nie byli obcy. O gwałtach na niemieckich kobietach w 1945 r. nie mówiono głośno, to był jeden z tematów, o których się nie mówi.

Ale u nas też było podobnie, też władze przejęli komuniści polscy. Tak, to oczywiste, za przyzwoleniem, rozkazem i dyrektywami z Moskwy, ale jednak to byli Polacy. Często słyszałem zarzut wobec Niemców z NRD, że byli tak gorliwi w budowaniu komunizmu, bo niewiele różnił się on od faszyzmu….

Tak, myślę, że w początkowej fazie tak samo było i w Polsce, wielu wierzyło, że powstaje nowa, lepsza i sprawiedliwsza rzeczywistość. Jednak w Polsce ta wiara nie utrzymała się więcej jak dziesięć lat. W NRD utrzymała się do końca, z wyjątkami, ale jednak. System sowiecki wszedł gładko w miejsce systemu faszystowskiego. Jedna dyktatura została zastąpiona drugą. Oficjalna retoryka przywróciła Niemcom wschodnim godność, NRD uważało się za państwo lepsze, idealne Niemcy, kraj bez faszyzmu. Całe zło zostało wyeksportowane na Zachód. To zachodni Niemcy przejęli spuściznę po Hitlerze i to oni uczyli się po 1968 r. kajać za grzechy. Niemcy wschodni stworzyli sobie nową tożsamość.

Ale oni, tzw. zwykli obywatele NRD, naprawdę w to wierzyli? NRD to było państwo wyjątkowo totalitarne, kontrolowane przez Stasi, dużo bardziej niż PRL przez naszą ubecję. Może to po prostu był strach?

Nie, wielu wierzyło naprawdę. Wierzyli, że budują dobre socjalistyczne życie. Idee komunizmu zawsze były w Niemczech bardzo silne. Druga wojna światowa to cezura w dziejach tego kraju i Europy. Po wojnie podjęto ogromną pracę nad stworzeniem nowych tożsamości. Patrząc na Niemcy zachodnie, to oni również błyskawicznie przejęli amerykańską wersję demokracji jako własną. W sumie wykonali ten sam manewr, tak samo gorliwie. Znaleźli się jednak w obozie ekonomicznego sukcesu, bo ZSRR doszedł tylko do linii Łaby.

Ten sam manewr? Co masz na myśli?

Zarówno Niemcy wschodni, jak i zachodni byli gorliwi i nieustający w pracy. Oba państwa zaczęły w 1949 r. od nowa. Niemcy zachodni zbudowali wzorcową demokrację, mocarstwo moralne w Europie i silną gospodarkę między innymi dzięki Amerykanom, a Niemcy wschodni zbudowali kraj najwierniejszy ideom socjalizmu. Szacunek do władzy, podporządkowanie się nowym siłom okupacyjnym i ucieczka w pracę to cechy podstawowe w niemieckim katalogu. Władza wie lepiej, czego potrzebuję. W zamian za pracę i posłuszeństwo państwo opiekuje się obywatelem. Tak jest zasadniczo do dziś, choć narzekanie na władzę weszło do repertuaru zwłaszcza na Wschodzie kraju głownie z powodu nierówności majątkowych, które 30 lat po zjednoczeniu bolą mocno.

I wracając do stosunku do Rosji. Na Zachodzie ZSRR to było zwycięskie mocarstwo, potem amerykański przeciwnik w czasie zimnej wojny, a na Wschodzie to brat, sojusznik, gwarant istnienia. Nikt nie uczył się ani na Zachodzie ani na Wschodzie o tym, że ZSRR to było państwo zbrodnicze, że komunizm pochłonął miliony ofiar, że gułagi to były sowieckie obozy koncentracyjne. Jeden z moich zachodnich znajomych oburzył się na zrównanie gułagów z obozami i zarzucił mi relatywizowanie faszyzmu!

Przerwę ci: lewica, generalnie, bez względu na kraj, bardzo często woli potępiać faszyzm, a nie komunizm, to pewna norma. Polska lewica także…

… to był wykształcony człowiek, z zerową wiedzą o realnym życiu w Związku Radzieckim, ale z programowym przekonaniem, że błędy i wypaczenia to był margines. Zerowa zdolność do korekty własnych przekonań to częsta cecha również i wielu niemieckich polityków.

Niemcy zachodni zbudowali wzorcową demokrację, jak mówisz, jedną z najważniejszych na świecie, dosłownie dekadę po upadku nazizmu, to wielka sprawa i wielki wkład Niemiec w światową demokrację. Mówisz też o swoistym kulcie Niemców dla władzy i państwa, tak się postrzega Niemców w świecie: jako karnych, posłusznych władzy, zdyscyplinowanych, i ja się z tym zgadzam, ale jednocześnie w Niemczech, obok Włoch, od dekad istnieją najmocniejsze siły anarchistyczne i antypaństwowowe w Europie. I myślę tutaj nie tylko o Grupie Baader-Meinhof czy Komórkach Antyimperialistycznych, ale o anarchistach niemieckich aktywnie działających w całej Europie.

To małe grupy i radykalne. Potwierdzają tylko, że zaślepienie ideologiczne niezależnie czy w prawo czy w lewo to stała cecha aktywizmu niemieckiego. Reszta żyje, pracując i ciesząc się na grilla i piwo w sobotę lub w mieszczańskim stylu, chodząc na koncerty muzyki klasycznej lub do muzeów z dziećmi w niedziele. To naprawdę jest bardzo konserwatywne społeczeństwo, nieskore do rewolucji. Harmonia i niemiecka "Gemütlichkeit", czyli przyjemne, spokojne życie to ideały codzienności.

Ale Polacy robią mniej więcej to samo! (śmiech) z tym że u nas jest ciągle za mało mieszczaństwa, tego sytego, zadowolonego grillującego, pijącego piwo i odwiedzającego w niedziele muzea, stanowiącego podstawę klasy średniej. A jeśli chodzi o radykałów, to wiesz, takich idealistów, takich tzw. pożytecznych idiotów i ideowców dopasowujących sobie historie i fakty do swoich tez, pełno i w Polsce…

Moim zdaniem nie ma tego typu idealizmu ideologicznego w Polsce. Polacy interesują się czymś, ale płytko, zapalają się i gasną po paru miesiącach, są raczej odbiciem zachodnich idei na zasadzie hobby…

To ciekawa teza, polemizowałbym, ale nie mamy za bardzo czasu na to teraz, a co, Niemcy inaczej?

Niemcy działają zupełnie inaczej, latami potrafią pracować nad koncepcjami i wprowadzać je w życie. Co sobotę po targu w Prenzlauer Berg, w mojej dzielnicy, wracam do domu z przekonaniem, że nie ma nic gorszego niż niemiecki hippis pod siedemdziesiątkę, który stał się rolnikiem ekologicznym. Rozmowa z kimś takim to jak rozmowa z zabetonowanym bohaterem filmu "Hair" Milosa Formana, tylko bez dowcipu i muzyki (śmiech).

Tak, wiem o czym mówisz jeśli chodzi o tego podstarzałego hipisa, taki idealizm jest uroczy, ale jednocześnie bywa strasznie irytujący (śmiech). Jeśli zaś chodzi o tę niemiecką "pracę nad koncepcjami", to ja to całym sercem pochwalam i myślę, że to dobra postawa. Dostrzegam w niej solidność, pracowitość i upór owocujący dobrobytem, wygodnym życiem i zadowolonym społeczeństwem, mocno mieszczańskim właśnie… ale chciałbym cię spytać teraz o coś innego, chociaż może tylko pozornie innego, o romantyzm. Tak, o ten pierwiastek romantyczny tak silny u Niemców i Rosjan, nie możemy o nim nie wspomnieć… Ja w romantyzmie wyczuwam szeroko rozumianego korzenie faszyzmu i przemocy, ale to temat na inną rozmowę. Dość powiedzieć, że pięć lat temu ówczesny prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier, będąc z wizytą w Moskwie, zacytował słowa poety, wręcz wieszcza, co prawda austriackiego, ale niemieckojęzycznego przecież — Rainera Marii Rilkego: "Inne kraje graniczą z górami, morzami, rzekami, lecz Rosja graniczy z Bogiem". Rilke podróżował do Rosji, znał się z Tołstojem i był nim zafascynowany. To Tołstoj "zaraził" go mistycyzmem. Rilkego zaś bardzo lubił Hitler. W III Rzeszy Rilke był wieszczem "Nummer Eins". No, to jak z tym "rosyjskim śladem romantycznym" u Niemców? Wyczuwam tęsknotę za irracjonalizmem. Tak, u Niemców!

Tak, ja również w idealizmie i postawach romantycznych wyczuwam korzenie autorytaryzmu. Nie przypisywałabym jednak winy Rilkemu, twórca nie jest odpowiedzialny za interpretację swoich dzieł po jego śmierci. Można się jednak zastanawiać skąd to umiłowanie wielkości, bardzo trafnie oddane w sztuce i literaturze Niemiec. Dlaczego XIX-wieczna koncepcja Herrenvolk, tego mechanizmu wiary w własną wyjątkowość, w własną wielkość, prawo do władania nad innymi tak dobrze trafiła na zapotrzebowanie w Niemczech. To nie umarło wraz z klęską drugiej wojny światowej.

Romantyzm, mistycyzm, Übermensch… Ideę "nadczłowieka" do światowej literatury wprowadził przecież Fiodor Dostojewski, a dopiero za nim, do filozofii, Fryderyk Nietzsche, który Dostojewskiego bardzo lubił… Obaj fascynowali się cierpieniem, byli mroczni i przepełnieni negatywizmem, nihilizmem, pokrętnymi chorobliwymi marzeniami o "lepszym, nowym człowieku"… Faszyzm, nihilizm, komunizm, raszyzm… Wiesz, ja mam czasami wrażenie, że kolejna rzecz, która łączy Niemców z Rosjanami to mniej czy bardziej skrywane upodobanie właśnie do tego wspomnianego już przez nas autorytaryzmu, poddaństwa odgórnej, silnej władzy, fascynacji siłą i Wodzem... Wiem, że takie spostrzeżenie brzmi kontrowersyjnie — wielu wrzaśnie z oburzenia, wielu innym to się spodoba — ale wyczuwam takie właśnie pokrętne kulturowo-duchowe ślady w tej niemieckiej fascynacji Rosją. Taki dziwaczny worek pokutny sprawiający ból, ale jednocześnie i rozkosz…

Tja… jak to się mówi po niemiecku. Skoro już przywołujesz Nietzschego "Kiedy idziesz do kobiety, nie zapomnij bicza!".

No, tak, ale to trochę bardziej z dziedziny seksualnych dewiacji a la "sado-maso", a nie kultury czy polityki…

Niekoniecznie. Ja często prowokacyjnie wrzucam opinię, że Rosja i Niemcy to idealna para sado-maso, w której bicz trzyma większy...

Boże, pamiłuj! Mówisz o tym swoim niemieckim przyjaciołom?

Mówię. Najczęściej wtedy słyszę, że mam jakieś polskie fobie, typowe dla małego kraju "pomiędzy" i po wiekach niewoli my, Polacy, mamy uprzedzenia…

Ale z tymi polskimi fobiami to przecież prawda! (śmiech)

…gdy koryguję, że nie wieki, a 123 lata tej niewoli, to idzie w ruch komórka i sprawdzanie czy jestem wykształcona i prawdę mówię. Nie należy jednak zapominać, że zachodni Niemcy wykonali w większości ogromną pracę nad procesem zrozumienia, czym był faszyzm, czym jest niemiecka wina.

O, właśnie! Ja myślę o tym niemieckim poczuciu winy, ono musi być u wielu naprawdę bardzo silne…

Wyrosło już drugie pokolenie, które z całą siłą i mocą wierzy, ale w pacyfizm, jest przeciwko zbrojeniom, przeciwko wojnom i jest gotowe chodzić na tego typu demonstracje. W tej słownej deklaracji upatrując nadziei. Jak widzimy, ta nadzieja na nowy wspaniały świat bez broni wraz z wojną w Ukrainie właśnie umiera. II wojna światowa i wina za nią też już powoli odchodzą do katalogu rytuałów, umierają ostatni świadkowie, ich dzieci, a drugie, trzecie pokolenie już odczuwa dużo mniejszy związek z przeszłością. W Niemczech, inaczej niż w Polsce, nie ma edukacji patriotycznej w szkole, nikt nie uczy dzieci dumy narodowej.

Oj, jeśli miałaby być to taka "edukacja patriotyczna" jaka jest teraz forsowana w Polsce, to lepiej żeby nie było jej w Niemczech… W Berlinie, w którym mieszkasz od ponad 20 lat, jest bardzo dużo "rosyjskich śladów", wystarczy wymienić kilka: plac Aleksandra – cara Rosji, cmentarz rosyjski w Tegel, muzeum Niemiecko-Rosyjskie w Karlshorst, w którym podpisano akt kapitulacji Niemiec w 1945 r., ulice, których patronami są monumentalne pomniki poświęcone Armii Czerwonej w Tiergarten i w Treptow, ten ostatni przy Alei Puszkina, zresztą. To są przecież symbolem porażki Niemiec i zwycięstwa ZSRR! To trochę dziwne, to tak jakby w Polsce stał pomnik Wehrmachtu…

O tak, tych śladów jest mnóstwo. O wiele więcej, niż wymieniłeś. Historię piszą zwycięzcy. Armia radziecka, a po upadku ZSRR rosyjska, stacjonowała w Niemczech wschodnich do 1991-1994 roku. Podobnie jak w Polsce. Pomników nie rozebrano, stoją do dziś, tereny są zadbane.

No i tego w Niemcach za bardzo nie rozumiem, to jakiś masochizm historyczny! Właśnie, wspomniałaś o tym niemiecko-rosyjskim "sado-maso", a ja cały czas piję do tego wspominanego przeze mnie "pokutnego worka", do tego, że niemiecka fascynacja Rosją jest swoistą kulturowo-historyczno-polityczną chorobą psychiczną mającą korzenie w tym właśnie dziwacznym "sado-masochizmie". Niemieckim, bo to działa tylko w jedną stronę: Rosjanie en masse nie fascynują się Niemcami, jeśli już, to Ameryką, ale mało kto w Rosji się do tego przyzna. Hitler podziwiał nie tylko Rilkego, ale, co gorsza, Stalina i… jednocześnie go nienawidził. Rosyjska siła i brutalność go fascynowała, a jednocześnie dążył do unicestwienia Rosji. Gardził Rosjanami i fascynował się mroczną stroną tej "rosyjskiej duszy"…

Nie podejmuję się analizy psychiatrycznej Adolfa Hitlera. Bardziej interesuje mnie, dlaczego miał tak olbrzymie poparcie.

Tak, to mroczne analizy, mroczne i niezwykle interesujące, ale rzeczywiście wymagające dużo dłuższej dyskusji. Powiedz coś o Rosjanach w dzisiejszych Niemczech. Rosyjskojęzyczna mniejszość w Niemczech liczy ok. 3,5 mln ludzi, z czego ponad 200 tys. ma obywatelstwo Federacji Rosyjskiej. To bardzo zwarta grupa etniczna, mająca cały czas silne związki z Rosją. Jak Niemcy postrzegają Rosjan? Nie mam tu na myśli polityków, tylko tzw. "normalnych obywateli"?

To duża grupa, ale trudno jednoznacznie powiedzieć, na ile zwarta. Mamy przecież w niej rosyjskojęzycznych Niemców, którzy przyjechali do Niemiec jako repatrianci, są ich rosyjskie rodziny. Są młodzi Rosjanie, którzy znaleźli sobie pracę w Niemczech, są ludzie z rosyjskimi paszportami, którzy jednak nie są etnicznymi Rosjanami, tylko np. Kazachami czy Uzbekami, którzy mieszkali na terytorium Rosji i stąd mają rosyjski paszport. Nie ma tutaj odpowiedzi na skróty. Jasne jest, że część ogląda tylko rosyjską telewizję i czuje więź emocjonalną ze swoim krajem pochodzenia, a nie z krajem pobytu. Generalnie Niemcy postrzegają Rosjan przyjaźnie, nie słyszałam negatywnej opinii.

Brutalna agresja Rosji na Ukrainę zadziała na Niemców jak kubeł zimnej wody? Otrzeźwieli w tej swojej fascynacji "rosyjską duszą"? Czy po trzech miesiącach wojny już im przechodzi otrzeźwienie i powoli wracają te prorosyjskie sympatie?

Wszyscy przeżywaliśmy bardzo intensywnie pierwsze dni wojny. Moi niemieccy przyjaciele byli przerażeni, zupełnie nikt się nie liczył z tym, że w Europie wjadą czołgi i będą strzelać w cywilów, w bloki mieszkalne, że tak po staremu się to zacznie.

To był szok dla całej Europy…

Te zdjęcia, a przecież pierwszy raz mamy pełne relacje z wojny przekazywane przez media społecznościowe i wszystkie możliwe kanały komunikacji w czasie rzeczywistym, były wstrząsające. Dla mnie także, choć wiedziałam przecież, że wojna się szykuje. Teraz, po trzech miesiącach, pierwsze emocje opadły, większość mówi o problemach energetycznych Niemiec i o podwyżkach cen. Lub o ambasadorze Ukrainy w Berlinie — pan Melnyk budzi silne emocje.

Jakie?

Od podziwu do nienawiści. Otwarcie mówi, co myśli o niemieckiej polityce. To faktycznie coś niezwykłego w świecie teflonowej dyplomacji.

Przejdźmy teraz bardziej "na lewo", wydaje mi się to konieczne w tej naszej niemiecko-rosyjskiej analizie. Moim zdaniem szeroko rozumiana lewicowość jest kolejnym kluczem do otwarcia następnych niemiecko-rosyjskich bram. I niemiecko-radzieckich. Fascynacja Niemców Rosją, jak wspomniałem, obecna jest od końca XIX wieku, ale gwałtownie wzrosła po tzw. Rewolucji Październikowej. Długo by o tym mówić, nie mamy na to czasu, ale dość powiedzieć, że — jak już wspominałaś — lewica niemiecka, bynajmniej nie tylko enerdowska, była i jest zapatrzona w Rosję i ZSRR od samego początku. Zarówno poczciwa socjaldemokracja, jak i mieniąca się socjalistyczną Die Linke, Zieloni, że o bardzo mocnych środowiskach lewackich w Niemczech nie wspomnę… Skąd ta "czerwona fascynacja" Niemców Rosją?

Socjaldemokracja nie jest "poczciwa", nigdy bym nie użyła tego słowa o partii, która trzyma Gerharda Schrödera po dziś dzień w swoich szeregach. A Schröder to tylko wisienka na torcie, polityk jawnie pracujący na rzecz Rosji. Co z tymi, którzy parli do otwarcia Nord Stream 2?

Socjaldemokraci niemieccy nie są "poczciwi", bo co? Mają więcej wspólnego z Rosją niż wydaje się przeciętnemu Niemcowi czy Polakowi znającemu realia niemieckie?

Partia SPD to sieć powiązań z Rosją, o jakich nam się nie śniło. Co nieco już dziennikarze śledczy wyłapali, ale to dopiero początek. Na tapecie jest pani premier Meklemburgii Pomorza Przedniego Manuela Schwesig, która różnym drogami parła do otwarcia Nord Stream 2, komisja śledcza zaczyna pracę, a tu okazuje się, że zginęły ważne dokumenty… Z kolei Die Linke, czyli komunistyczna wersja partii lewicy, to spadkobiercy enerdowskiej Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec, do niedawna partia pełna byłych działaczy wymieszanych z młodymi aktywistami. Die Linke jest partią prorosyjską bez udawania czegokolwiek innego.

Nawet teraz, kiedy Rosja morduje, gwałci i rabuje?

Także i teraz. Obserwuję z dużą dozą fascynacji jak partia Die Linke i prawicowa Alternative für Deutschland spotkały się w akcie miłości do Rosji. Niebywała zgodność! Choć teoria podkowy mówi właśnie, że radykalizmy się na krańcach spotykają. Partia Die Linke jest we władzach Berlina, to tak na marginesie, tak samo w Turyngii i Meklemburgii Pomorzu Przednim. To nie jest kółko hobbystyczne.

A Zieloni? To jedna z głównych sił politycznych w Niemczech.

Zieloni to lewica zachodnioniemiecka, partia dobrze wykształconej i zamożnej elity miejskiej. O dziwo, Zieloni zachowują się niezwykle przyzwoicie wobec Ukrainy, nie udają, że nie wiedzą, kto jest agresorem. Należą do koalicji rządowej i widać naprawdę wielką pracę jaką wykonują i nie opowiadają bzdur o pacyfizmie na koszt Ukrainy. W takim ogólnym obrazie Zieloni to partia dość konserwatywna, tak jak i konserwatywna jest mieszczańska kultura w Niemczech.

Oczywiście, by polski czytelnik nie poczuł się zagubiony, najbardziej konserwatywne partie w Niemczech są bardziej postępowe w sferze obyczajowej niż np. polskie PO, reszta jest w ogóle poza konkurencją. W Niemczech lewica to ci dobrzy, ci aktywni, ci modni.

Tak, to bardzo istotna uwaga. Ale jednak nastąpiła wolta w nastawieniu niemieckich decydentów do Rosji, przynajmniej tych najważniejszych… Niektórzy nazwali to nawet "kopernikańskim przewrotem"… Trzeba było rosyjskich gwałtów, złodziejstw, zniszczeń, a przede wszystkim mordów i ludobójstwa na Ukraińcach, aby niemiecka socjaldemokracja, od dekad łasząca się do Rosji, a niegdyś do ZSRR, dosłownie z dnia na dzień, ogłosiła, że to wszystko to przeszłość, i od teraz Rosja jest "be". Jak długo taka antyrosyjska postawa niemieckich socjalistów będzie trwała? Czy to tylko na czas wojny, a potem znowu wróci nad Niemcy to "rosyjskie widmo"?

Myślę, że ulegasz złudzeniu i nakładasz polskie kalki myślowe w tym pytaniu. Niemcy naprawdę mają inne rozumienie Wschodu niż my. O ile w ogóle się tym Wschodem ktoś interesuje. Socjaldemokracja jest od dawna w rządzie Niemiec, to nie nowicjusze, byli także koalicjantem w 2014 r., po aneksji Krymu, Olaf Scholz był w czwartej kadencji Merkel ministrem finansów. To są ludzie dobrze poinformowani.

To oni są współautorami polityki zbliżenia z Rosją, to tradycja Socjaldemokracji, jej byłych kanclerzy. Olaf Scholz sam w roli kanclerza był parę dni temu w Ukrainie, wygłosił kilka zdań o wstrząsających obrazach wojny, a po powrocie powiedział, że stoi za tym, jaką politykę wobec Rosji prowadziła Merkel. Jakie można z tego wysnuć wnioski? Albo bardzo nie chce rozumieć, albo bardzo stoi po stronie niemieckiej gospodarki. Wpływy gospodarki, biznesu w Niemczech są olbrzymie. A Niemcy są uzależnione energetycznie od Rosji. To także dorobek ostatnich dziesięcioleci rządów w Berlinie. Bilans tej polityki mówi więcej niż wielu chciałby przyznać.

O towarzyszu Schröderze, przyjacielu Putina, który nazywał przywódcę Rosji "kryształowym demokratą" dużo już powiedziano i napisano, szkoda słów, podobnie o pani kanclerz Merkel, której pro-rosyjska postawa długo będzie wstydliwą kartą w historii Niemiec… A propos, powiedz, Niemcy wstydzą się swojej politycznej ślepoty? Znowu myślę tutaj o tzw. "normalnych obywatelach".

W prasie widać i słychać ten wstyd. Wśród zwyczajnych rozmówców nie widzę tego. Jedni tłumaczą, że Merkel nie mogła wiedzieć, co się stanie 24 lutego 2022 r. a drudzy, którzy nie znosili jej rządów, mają pretensje, ale o inne rzeczy niż polityka wschodnia. Ale to kolejny duży temat na inną rozmowę.

onet.pl