piątek, 24 czerwca 2022


Jedynym sposobem na przebicie się poza tę rzeczywistość propagandy, jest spełnienie kilku ważnych warunków.
  1. Po pierwsze, należy mieć dostęp do alternatywnych źródeł informacji, aby móc porównywać i wybierać między różnymi wersjami.
  2. Po drugie, trzeba mieć czas na przestudiowanie tych źródeł.
  3. Po trzecie, należy wyrobić w sobie nawyk refleksji i analizy, kwestionowania autentyczności tego, co się przeczytało, zobaczyło i usłyszało. A jeśli myślicie, że ten ostatni warunek jest bardzo prosty i naturalny, to jesteście w wielkim błędzie.
Krytyczne i analityczne myślenie wymaga wysiłku i zasobów – niełatwo je wykształcić w sytuacjach stresowych lub gdy brakuje czasu i energii. Zdolność do kwestionowania tego, co dzieje się wokół nas, to luksus, który jest sprzeczny z naturalną tendencją do wygładzania ostrych krawędzi i unikania nieprzyjemnych emocji. Przeciętnie ludzie znacznie bardziej lubią jasne odpowiedzi niż wątpliwości i pytania. Propaganda daje im te odpowiedzi.

Oddziaływanie każdej informacji staje się głębsze i szersze, jeśli nie ma nic, co mogłoby z nią konkurować, tzn. nie ma innych źródeł i innego spojrzenia na sytuację. Jedną z głównych cech wielu współczesnych liderów na różnych szczeblach jest niska tolerancja dla braku solidarności. Głosy powinny być jednomyślne, poparcie gorące i pełne pasji, nie powinno być miejsca dla odmiennych opinii (tzn. wszelkich opinii innych niż "przyjęte").

Należy przy tym pamiętać, że często mamy do czynienia raczej z demonstracją solidarności niż z jej rzeczywistym istnieniem. Dobrze świadczą o tym liczne filmy z udziałem osób, które popierają działania militarne Rosji przeciwko Ukrainie, ale nie są gotowe zgłosić się jako ochotnicy, aby rzeczywiście wziąć w nich udział. Słowa są puste i dlatego ludzie je wypowiadają.

Ludzie z natury są konformistami i mają tendencję do powtarzania tego, co robią wszyscy wokół nich. Podkreślam jednak raz jeszcze: solidarność społeczna w sprawie wojny w Ukrainie, którą jako Rosjanie demonstrujemy i widzimy, wcale nie oznacza, że jest ona prawdziwa. Oczywiście, państwo może nawet polegać na demonstrowanej solidarności jako na zasobie, ale nie może – ku mojemu wielkiemu szczęściu – używać jej do bombardowania miast czy strzelania do ludzi.

Czy Rosjanie rozumieją, co robią, kiedy solidaryzują się z ideami przemocy ze strony państwa? Nie jestem pewien, ponieważ ludzie rzadko myślą systematycznie i dogłębnie, wiążąc wszystkie swoje pomysły i działania na mocną nić Wielkiej Inteligentnej Idei. Świat, który istnieje w naszych głowach, jest bardziej plecionym kocem niż jednolitą tkaniną. Ta plecionka jest złączona kompromisami, fikołkami logicznymi i zniekształceniami poznawczymi. Można się temu dziwić, mieć pretensje o lenistwo i głupotę Rosjan, ale przypomnę, że umiejętność refleksji nad własnym życiem, złożenia go w całości w głowie i życia według swoich zamierzeń i pomysłów jest rzeczą rzadką i trudną, która nie każdemu się udaje. Jeśli udało Ci się osiągnąć sukces, nie dyskredytuj tych, którym się nie udało. Nie zasługują na to.

Propaganda z powodzeniem wykorzystuje postawy zakorzenione w naszych mózgach. Dzieląc ludzi na grupy, nastawia ich przeciwko sobie, tworząc zaciekłe konflikty. Ludzki mózg lubi i potrafi dostrzegać różnice i na ich podstawie grupować obiekty – to jedna z podstawowych zdolności naszego mózgu. Nazwanie mieszkańców innego kraju nazistami to gra na podziały, a także tworzenie wizerunku wroga i degenerata. Jeśli można zaszkodzić komuś z zewnątrz, a jednocześnie przynieść korzyść własnej grupie (ludziom, klasie lub przypadkowo wybranej drużynie), chętnie wybieramy tę opcję.

Zasada ta nosi nazwę altruizmu zaściankowego i jest już dobrze zbadana. Występuje w życiu codziennym, ale propaganda wyolbrzymia różnice do tego stopnia, że nie da się ich pogodzić, konstruuje zagrożenia, które nie istnieją w rzeczywistości. Dlaczego państwo potrzebuje propagandy? To pytanie nie jest już dla mnie.

Trudno nam będzie pozbyć się tych zasad, które są nam wpojone. Są one nieodłączną częścią ludzkiej natury, podobnie jak skłonność do współpracy i konformizmu. Możemy jedynie zadbać o to, by ograniczyć szkody wynikające z naszego specyficznego sposobu myślenia. Pewnego dnia ta wojna się skończy i będziemy żyć w nowym świecie. Nie wiem dokładnie, co nas czeka, ale wiem, że to, jak będzie wyglądał świat po wojnie, zależy od nas samych.

onet.pl

czwartek, 23 czerwca 2022


Na odcinku siwerskodonieckim: rosyjskie BTG naciskają na ukraińskie pozycje w dzielnicy przemysłowej Siewierodoniecka oraz w miasteczku Syrotine. Podczas walk miejskich siły ukraińskie wykazują się znacznie większą skutecznością i sprawnością niż przeciwnik. W Internecie pojawiają się kolejne filmiki przedstawiające wziętych do niewoli rosyjskich żołnierzy. Na południe od Siewierodoniecka oddziałom ukraińskim udało się jakoby odeprzeć wrogi atak pod miastem Boriwskie. Z kolei pod Łysyczańskiem SZU zdołały odbić wieś Biła Hora oraz zatrzymać natarcie przeciwnika na miasto od strony Myrnej Dołyny i niedawno zdobytej Łaskutiwki. Na tym odcinku artyleria i lotnictwo ostrzelały 7 miejscowości, w tym Siewierodonieck, Łysyczańsk i... kontrolowane już od paru dni Woronowe. Prawdopodonie niedługo może zostać rozważony odwrót z Siewierodoniecka oraz okolic, celem wzmocnienia załogi Łysyczańska i oparcia obrony na tym odcinku o linię rzeki Doniec.

Odcinek popasno-bachmucki: nad ranem SZFR zdobyły wsie Raj-Ołeksandriwskie i Łoskutiwkę, czym zamknęły pierścień okrążenia wokół Hirskiego i Zołotego. W walkach Rosjanie wzięli do niewoli kilkudziesięciu żołnierzy SZU i OT. Większość oddziałów ukraińskich ze sprzętem ciężkim, które broniły tego rejonu, wycofała się jednak poprzedniego dnia. W kotle pozostały jednak oddziały ariergardy, osłaniającej odwrót kolegów. Z rana nadal toczyły się walki o Zołote i Hirskie. Do wieczora obie miejscowości prawdopodobnie zostały zajęte. Na razie nieznany jest wielu żołnierzy ukraińskiej ariergardy, części z nich udało się przedrzeć w chaosie do pozycji SZU pod Łysyczańskiem. Zachęcone odniesionym sukcesem, oddziały rosyjskie uderzyły na Wowczojariwka, położoną na północ od Raj-Ołeksandriwki i Łoskutiwki. Walki o tą miejscowość nadal się toczą. Wieczorem Rosjanom udało się w końcu zdobyć Mikołajówkę. Rosyjskie BTG próbowały również zbliżyć się do szosy T-13-02 między Biłohoriwką a Berestowym, a także zaatakowały wieś Kłynowe, która jest położona na wschód od Bachmutu. Prawdopodobnie chwilowo Rosjanie zdobyli ją, ale ukraiński kontratak nie pozwolił im się tam umocnić. Obecnie trwają walki wewnątrz tej miejscowości. Na południe od Bachmutu rosyjska BTG zaatakowała wieś Kodema. Na tym odcinku rosyjska artyleria i lotnictwo ostrzelało co najmniej 8 miejscowości, w tym rafinerię łysyczańską położoną po sąsiedzku z wsią Werchniokamianka (przy szosie T-13-02).

defence24.pl

Siły rosyjskie kontynuowały ofensywne operacje, aby przeć na północ w kierunku Łysychańska i 23 czerwca dotarły do ​​południowych obrzeży miasta. Źródła ukraińskie potwierdziły 23 czerwca, że ​​wojska rosyjskie zdobyły Rai-Oleksandriwka i Luskotivka 22 czerwca, co pozwoli siłom rosyjskim na dalsze natarcie w kierunku Łysyczańska bez konieczności wykonywania przeciwstawnej przeprawy przez rzekę z wnętrza Siewierodoniecka. Kilka źródeł ukraińskich i rosyjskich donosiło o walkach na południe od Łysyczańska w Białej Górze, Myrnej Dolinie i Wowczojariwce, wszystkie w promieniu 5 km od Łysyczańska. Ministerstwo Obrony Wielkiej Brytanii potwierdziło, że siły rosyjskie przesunęły się na odległość 5 km od południowego Łysyczańska. Rosyjski Telegram Rybar twierdził, że siły rosyjskie dotarły aż na południowe przedmieścia Łysychańska i walczą w strefie przemysłowej miasta, ale ISW nie może tego potwierdzić. Siły rosyjskie prawdopodobnie ograniczyły również Ukraińcom dostęp do linii komunikacyjnych prowadzących do Łysyczańska i mogą ostrzeliwać duże obszary autostrad Siwersk–Lysychańsk i Bachmut–Lysychańsk. 

Rosjanie wzmacniają swoje zgrupowanie wokół Siewierodoniecka, aby dokończyć zdobycie miasta. Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że elementy 2. Korpusu Armii (Ługańskiej Republiki Ludowej) i Rosgwardii (Rosyjska Gwardia Narodowa) walczą o pełną kontrolę nad Siewierodonieckiem. Rosgwardia w szczególności nie ma być frontową siłą bojową, a jej zaangażowanie w bezpośrednie walki o kontrolę nad spornym terytorium wskazuje, że rosyjskie wojska w rejonie Siewierodoniecka są poważnie zdegradowane i polegają na siłach drugorzędnych w celu wsparcia operacji. Rosyjska służba BBC wcześniej informowała 21 czerwca, że ​​personel Rosgwardii i Grupy Wagner zapewnia główne siły szturmowe Rosji w Siewierodoniecku, prawdopodobnie z powodu braku dedykowanej piechoty w jednostkach frontowych. Ukraiński parlamentarzysta i ekspert wojskowy Dmytro Snyegerev stwierdził, że siły rosyjskie przenoszą nowoczesne systemy rakiet przeciwlotniczych S-300V4 w rejon Siewierodoniecka w celu ochrony swoich sił przed ukraińskim lotnictwem i dronami. Według doniesień siły rosyjskie przeniosły jedną batalionową grupę taktyczną (BTG) z Centralnego Okręgu Wojskowego do Nowotosziwska, na południe od obszaru Siewierodonieck-Łysychańsk, prawdopodobnie w celu wsparcia operacji mających na celu dokończenie zajęcia pozostałej części obwodu ługańskiego. 

Siły rosyjskie prawdopodobnie ruszyły, aby zakończyć okrążenie wojsk ukraińskich w Zołocie i Hirsku, ale nie przejęły jeszcze pełnej kontroli nad obiema osadami. Źródła rosyjskie twierdziły, że wojska rosyjskie oczyszczają Zołote, Hirske i okoliczne tereny, a geolokalizowany materiał bojowy z 23 czerwca pokazał wojska rosyjskie wchodzące do Hirske od wschodu. Jednak ani oficjalne źródła ukraińskie, ani rosyjskie nie potwierdziły zdobycia Zołotego i Hirske, a siły rosyjskie prawdopodobnie nadal walczą o uzyskanie całkowitej kontroli nad tym obszarem.

Siły rosyjskie kontynuowały starania o zablokowanie ukraińskich linii komunikacyjnych wzdłuż autostrady T1302 Bachmut-Lysychańsk w celu wsparcia operacji w Łysychańsku i osiągnęły przyrostowe zyski 23 czerwca. Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że elementy 1. Korpusu  Armii (Donieckiej Republiki Ludowej) przejął kontrolę nad Mikołajówką, osadą wzdłuż autostrady T1302 około 15 km na południowy zachód od Łysychańska. Siły rosyjskie dodatkowo kontynuowały operacje szturmowe w Berestowie, osadzie sąsiadującej z Mikołajówką wzdłuż T1302. Szef Ługańskiej Administracji Obwodowej Serhij Haidai wskazał, że T1302 jest obecnie nieoperacyjna, co sugeruje, że siły rosyjskie z powodzeniem zablokowały ukraińskie dostawy dostaw w rejon Łysyczańska. Siły rosyjskie przeprowadziły nieudane operacje rozpoznawcze w Wierszynie i bezskutecznie próbowały unieruchomić siły ukraińskie w Klynowe, oba na południowy wschód od Bachmuta.

Siły rosyjskie kontynuowały przygotowania do działań ofensywnych w kierunku Słowiańska od południowego wschodu Izium, ale 23 czerwca nie poczyniły żadnych potwierdzonych postępów. Ukraiński Sztab Generalny stwierdził, że siły rosyjskie przeniosły dwie nieokreślone jednostki czołgów w rejon Izium w celu wzmocnienia ich zgrupowania na północny zachód od Słowiańska. Siły rosyjskie podobno przeprowadziły nieudane ataki na Dolinę i Bohorodychne, oba w odległości 20 km na północny zachód od Słowiańska. Siły rosyjskie prawdopodobnie będą kontynuować wysiłki zmierzające do przejechania autostradą E40 (znaną również jako M03) w kierunku Słowiańska, ale jest mało prawdopodobne, aby odniosły sukces w bezpośrednim ataku na miasto, ponieważ główny wysiłek Rosji nadal koncentruje się na zdobyciu Siewierodoniecka-Łysychańska.

understandingwar.org

Wojska rosyjskie kontynuują natarcie na południowy zachód od Lisiczańska, szturmując Wowczojariwkę. Po zajęciu miejscowości Łoskutiwka i Raj-Ołeksandriwka w pełnym okrążeniu znalazło się zgrupowanie ukraińskie w rejonie Hirśke–Zołote, atakowane przez nieprzyjaciela ze wszystkich kierunków. Trwają walki o wzniesienia w pobliżu m. Berestowe, dominujące nad drogą Lisiczańsk–Bachmut (która jest nieprzejezdna), a także wieś Syrotyne na południowych obrzeżach Siewierodoniecka. Siły rosyjskie na styku obwodów charkowskiego, donieckiego i ługańskiego mają przygotowywać kolejną próbę desantu przez Doniec w celu okrążenia Lisiczańska, jak również wznowienie natarcia na Barwinkowe i Słowiańsk. Obrońcy odparli atak w rejonie Nowobachmutiwki w obwodzie donieckim, powstrzymując próbę rozwinięcia uderzenia na Słowiańsk i Kramatorsk od południa.

Ukraińskie dowództwo operacyjne „Południe” donosi o kontynuowaniu ataków na Wyspę Wężową, podaje też sprzeczne informacje o sytuacji na pograniczu obwodów mikołajowskiego i chersońskiego. Wojska ukraińskie miały nadal kontratakować w rejonie Chersonia i odnieść „pewne sukcesy”, z drugiej zaś strony siły agresora mają przygotowywać wznowienie natarcia z dotychczas zajmowanych pozycji. Rosyjskie artyleria i lotnictwo wciąż prowadzą uderzenia na pozycje i zaplecze obrońców wzdłuż całej linii styczności, ostrzeliwane były także przygraniczne obszary obwodu sumskiego. Z kolei rakietami zaatakowano cele w obwodach odeskim oraz mikołajowskim.

Odnotowuje się aktywność ukraińskich grup dywersyjnych działających w obwodzie chersońskim. W Czornobajiwce wysadzono w powietrze samochód kolaboranckiego szefa administracji Jurija Turulowa, który w wyniku zamachu został lekko ranny. Ponadto ostrzelano auto współpracującego z najeźdźcami deputowanego Ołeksija Kowalowa.

Szef rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego (SWZ) Siergiej Naryszkin zainicjował kolejną odsłonę operacji dezinformacyjnej wymierzonej w relacje polsko-ukraińskie. Według SWZ Kościół katolicki w Polsce chce przejąć kontrolę nad archidiecezją lwowską. Polski episkopat ma rzekomo rozważać wprowadzenie zmian w konkordacie zawartym między Warszawą a Watykanem w 1993 r. i objąć zwierzchnictwem teren Ukrainy. Rosyjski wywiad twierdzi, że zasadniczym celem polskich władz i duchowieństwa jest podważenie wschodniej granicy Polski.

(...)

Komentarz

Postępy rosyjskie w obwodzie ługańskim wskazują, że lokalny potencjał ukraińskiego oporu znajduje się na wyczerpaniu. Udzielenie obrońcom wsparcia wymagałoby obecnie rozwinięcia przez zgrupowanie ukraińskie w obwodzie donieckim działań ofensywnych z Bachmutu na wschód (w kierunku Hirśke–Zołote) i północny wschód (Lisiczańsk–Siewierodonieck), co należy uznać za bardzo mało prawdopodobne. Doniesienia o niepowodzeniach w Donbasie strona ukraińska stara się równoważyć, sugerując prowadzenie skutecznych kontrataków na pozycje agresora w rejonie Chersonia (szczegóły mają być objęte tajemnicą), a także wznawiając uderzenia na instalacje rosyjskie na Wyspie Wężowej. Te ostatnie mają jednak charakter zdecydowanie bardziej ograniczony niż analogiczne działania prowadzone w maju.

(...)

osw.waw.pl

środa, 22 czerwca 2022


Wojska najeźdźcze zajęły miejscowości Pidlisne, Myrna Dołyna i Ustyniwka na południe od Lisiczańska, odcinając od reszty sił ukraińskich zgrupowanie w rejonie Hirśke–Zołote i blokując to w rejonie Boriwśke–Woronowe (na południe od Siewierodoniecka). Trwają walki o Hirśke i Biłą Horę na południowych obrzeżach Lisiczańska oraz o zakłady Azot w Siewierodoniecku. Obrońcy mieli powstrzymać natarcie agresora na południowych i zachodnich obrzeżach Zołotego, a także na południowy wschód od Bachmutu. Rosyjskie artyleria i lotnictwo operują wzdłuż całej linii styczności, atakując pozycje i zaplecze sił ukraińskich w obwodach charkowskim (w tym Charków), donieckim (władze ostrzeliwanego Słowiańska wezwały mieszkańców do ewakuacji), zaporoskim, mikołajowskim (Mikołajów stanowił ponadto cel uderzenia rakietowego) i dniepropetrowskim. Konsekwentnie ostrzeliwane są przygraniczne obszary obwodów czernihowskiego i sumskiego. Ukraińskie dowództwo operacyjne „Południe” potwierdziło, że 20 czerwca przeprowadziło atak na Wyspę Wężową, który jednak spowodował tylko niewielkie zniszczenia (przeciwnik miał utracić samobieżny zestaw przeciwlotniczy Pancyr-S1, stację radiolokacyjną i kilka samochodów).

Minister obrony Ołeksij Reznikow oznajmił, że „do ukraińskiej rodziny artyleryjskiej” dołączyły niemieckie armatohaubice samobieżne 155 mm Panzerhaubitze 2000 (PzH 2000). Nieprecyzyjna wypowiedź dała asumpt do różnorakich interpretacji, także mówiących o tym (a powołujących się na Reznikowa), jakoby PzH 2000 znajdowały się już na froncie. Z kolei szef resortu obrony Słowenii Marjan Šarec poinformował o wysłaniu na Ukrainę 35 bojowych wozów piechoty M-80 (jugosłowiańskiej modyfikacji sowieckiego BMP-1).

Rosyjskie media donoszą o zakłóceniach w wypłacie jednorazowych zasiłków w wysokości 10 tys. rubli przeznaczonych dla wywiezionych z okupowanych terytoriów Ukrainy. Według rosyjskich danych granicę z FR przekroczyło 1,6 mln ludzi (w tym 262,8 tys. dzieci). Do 7 czerwca zrealizowano jedynie ok. 10 tys. płatności, podczas gdy liczba wniosków wyniosła ok. 301,5 tys. Rosjanie twierdzą, że 1,3 mln osób, które opuściły napadnięty kraj, nie złożyło odpowiednich dokumentów. W rzeczywistości opóźnienia są spowodowane chaosem towarzyszącym rejestracji i zjawiskami świadczącymi o nadużyciach finansowych.

Koncern metalurgiczny Metinwest zakomunikował, że Rosjanie zagarnęli w porcie w Mariupolu 234 tys. ton wyrobów metalurgicznych wyprodukowanych w hutach MMK im. Iljicza i Azowstal. Przygotowują się również do wywiezienia skradzionego ukraińskiego zboża drogą kolejową z Melitopola. Ma ono zostać dostarczone do portu w Berdiańsku (kończą się prace nad przywróceniem go do eksploatacji).

Ukraiński resort spraw wewnętrznych poinformował, że narasta proceder defraudacji pomocy humanitarnej. Najwięcej takich przypadków odnotowano w obwodach kijowskim, lwowskim i kirowohradzkim, a także w Charkowie. Oszuści wprowadzają na czarny rynek samochody zakupione rzekomo dla ukraińskiej armii, paliwo, lekarstwa, kamizelki kuloodporne i żywność. Podkreślono, że część podmiotów odbierających pomoc humanitarną kontrolują Rosjanie. Dotyczy to zwłaszcza zbiórek organizowanych w sieci społecznościowej Telegram.

Członkostwo w UE cieszy się powszechnym poparciem ukraińskiego społeczeństwa: według badania ośrodka Rejtynh z 20 czerwca w przypadku organizacji referendum akcesyjnego 87% respondentów głosowałoby „za” (poparcie to dość równomiernie rozkłada się wśród przedstawicieli różnych regionów oraz grup wiekowych). Dwie piąte ankietowanych wierzy, że kraj może przystąpić do Unii w ciągu 1–2 lat, 29% – na przestrzeni 5 lat, 14% – w ciągu 5–10 lat, a 3% – w ciągu 10–20 lat. Za wstąpieniem do NATO opowiada się dziś 76% Ukraińców.

Prezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego Werner Hoyer ocenił, że Ukraina może potrzebować do 1 biliona euro pomocy zagranicznej na zrekompensowanie szkód spowodowanych rosyjską inwazją. Uznał, że podawane wcześniej liczby są zaniżone. Zgodnie z szacunkami projektu „Rosja zapłaci” (zainicjowanego przez Biuro Prezydenta Ukrainy, Ministerstwo Gospodarki i Główną Szkołę Ekonomii w Kijowie w celu określania strat gospodarczych związanych z agresją) łączna kwota bezpośrednich strat infrastrukturalnych wyniosła 103,9 mld dolarów. Kwestia przyszłej odbudowy kraju będzie omawiana również na szczycie UE w dniach 23–24 czerwca.

Szefowa amerykańskiej agencji rozwoju międzynarodowego USAID stwierdziła, że według najnowszych szacunków budżet Ukrainy traci w związku z trwającą wojną średnio do 6 mld dolarów miesięcznie. Na początku czerwca ambasador USA w Kijowie Bridget Brink zapowiedziała, że Waszyngton przekaże napadniętemu państwu wsparcie w wysokości 7,5 mld dolarów na sfinansowanie wydatków budżetowych. Zaznaczyła ponadto, że kwota pomocy już udzielonej mu przez Stany Zjednoczone sięgnęła miliarda dolarów.

Premier Denys Szmyhal poinformował o uruchomieniu programu ePraca, w ramach którego państwo będzie udzielać mikroprzedsiębiorstwom dotacji do 250 tys. hrywien (8,5 tys. dolarów) na rozpoczęcie nowego biznesu. Roczny budżet programu wynosi 5 mld hrywien (170 mln dolarów). Premier zaznaczył, że nowi przedsiębiorcy będą mogli dodatkowo uzyskać kredyt w wysokości do 2,5 mln hrywien (85 tys. dolarów) na budowę lub remontu lokalu, zakup wyposażenia oraz finansowanie kapitału obrotowego.

Komentarz

Rosyjskie uderzenia powietrzne i ostrzał artyleryjski z reguły skierowane są przeciwko jednostkom przeciwnika i infrastrukturze wykorzystywanej na potrzeby obronne, niemniej agresor wciąż przeprowadza ataki mające na celu wywołanie paniki wśród ludności bądź skutkujące przede wszystkim ofiarami cywilnymi. W ostatnich dniach skrajnymi przykładami takiego postępowania były zbombardowanie metra w Charkowie oraz przeprowadzenie w mieście Czuhujew na południowy wschód od Charkowa minowania narzutowego, polegającego na zdalnym stawianiu min z wykorzystaniem wyrzutni rakietowych. Drugie z wymienionych działań można co prawda tłumaczyć faktem, że Czuhujew to węzłowa miejscowość w linii obrony ukraińskiej, przez którą przechodzi zaopatrzenie dla jednostek, lecz i tak jego głównymi ofiarami będą cywile (wojsko ukraińskie zadba o rychłe usunięcie zagrożenia z dróg przejazdu kolumn zaopatrzeniowych, nie zdoła jednak w krótkim czasie rozminować dzielnic mieszkalnych). O skali niebezpieczeństwa świadczą ponawiane przez władze lokalne apele do ludności, aby ewakuowała się z zagrożonych rejonów.

Do konsekwencji trwającej inwazji należy pojawianie się na Ukrainie nowych form przestępczości zorganizowanej. Kolejne przypadki defraudacji pomocy humanitarnej i sprzętu wojskowego, jak również sygnalizowane wcześniej istnienie kanałów przerzutowych dla uchylających się od służby wojskowej mogą osłabić patriotyczną postawę części społeczeństwa. Z tego względu rośnie znaczenie skuteczności organów ścigania na zapleczu frontu i utrzymanie ich zdolności do skutecznego przeciwdziałania przestępczości stanu wojny.

osw.waw.pl

Do tej pory krajowi udało się uniknąć załamania. Wszystko dzięki podjęciu wyjątkowych działań, takich jak wydrukowanie ponad 4 mld dol., wyemitowanie 3 mld dol. w obligacjach wojennych, zaoferowanie bankom nieograniczonego refinansowania, wprowadzenie kontroli kapitału i ustalenie kursu walutowego.

To jednak tylko krótkoterminowe rozwiązania, zwłaszcza gdy prawdziwa gospodarka jest w rozsypce. Od początku wojny import i eksport zmniejszyły się o ponad połowę, dług publiczny wzrósł ponad dwukrotnie, wpływy z podatków załamały się, a konsumpcja gwałtownie spadła. Przewiduje się, że w tym roku produkcja skurczy się o 45 proc.

Ukraina opiera swoją przyszłość na pomocy z Zachodu, ale pomoc ta napływa powoli i jest mniejsza niż to, czego potrzeba do pokrycia gwałtownie rosnącego deficytu budżetowego.

— Jeśli finansowanie nie zostanie przekształcone w jakiś rodzaj trwałego, zinstytucjonalizowanego podejścia do potrzeb budżetowych, to będziemy mieli do czynienia z kryzysem fiskalnym — powiedział Tymofiej Myłowanow, były minister gospodarki, a obecnie doradca prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i dyrektor Kijowskiej Szkoły Ekonomicznej.

Na początku wojny Ukraińcy w pośpiechu kupowali obligacje wojenne i trzymali swoje oszczędności w gotówce jako zabezpieczenie, licząc na to, że wojna nie potrwa długo.

Teraz to się zmieniło.

Gdy inflacja gwałtownie wzrosła — w kwietniu osiągnęła 16,45 proc. — Ukraińcy próbowali chronić swoje oszczędności, sprzedając hrywny za twardą walutę i towary, drenując w ten sposób rezerwy walutowe kraju. Bank centralny wykorzystał ponad 7 mld dol. na zabezpieczenie kursu wymiany, ale w tym tygodniu stwierdził, że "ten margines bezpieczeństwa nie może trwać wiecznie, zwłaszcza jeśli wojna będzie się przedłużać".

— Dane pokazują, że Ukraina jest naprawdę blisko granicy, za którą można spodziewać się bardzo poważnego kryzysu finansowego — powiedziała Maria Repko, zastępca dyrektora Centrum Strategii Ekonomicznej w Kijowie.

Aby zapobiec dolaryzacji gospodarki, czyli hiperinflacji i dewaluacji lokalnej waluty, bank centralny, ku zdziwieniu analityków, podniósł w zeszłym tygodniu benchmarkową stopę procentową do 25 proc. z 10 proc.

— Podwyżka była wielkim szokiem — powiedział Mychajło Demkiw, analityk finansowy ICU, firmy inwestycyjnej z siedzibą w Kijowie. — Był to sygnał, że w gospodarce nie dzieje się najlepiej i bank centralny to dostrzega — dodał.

— Nie jest jednak jasne, czy polityka ta odniesie sukces, ponieważ mechanizmy monetarne w czasie wojny są słabsze, a rynki nie działają tak dobrze, jak w czasie pokoju — mówi Myłowanow. Krótko mówiąc, oczekiwania inflacyjne reagują bardziej na rozwój sytuacji na froncie, niż na stopy procentowe.

Bank wezwał rząd do podniesienia oprocentowania swoich obligacji, ale ministerstwo finansów odmówiło, ponieważ zwiększyłoby to koszty obsługi długu. W efekcie taka polityka ogranicza zdolność banku centralnego do powstrzymywania inflacji i nie zachęca inwestorów do kupowania obligacji. Ostatecznie Kijów pozostaje zależny od pomocy zagranicznej.

Jedyną nadzieją na wypełnienie luki budżetowej, którą Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje na 5 mld dol. miesięcznie, jest wsparcie ze strony międzynarodowych instytucji finansowych i zachodnich sojuszników.

Według oceny, którą MFW przedstawił krajom UE i Komisji Europejskiej, zobowiązania ogłoszone do czerwca wynoszą prawie 30 mld dol. i ograniczyłyby tegoroczny odpływ środków z rezerw Ukrainy do 9,4 mld dol.

— Pod warunkiem że wypłaty będą terminowe — podkreślił fundusz.

Kwoty ogłoszone w ostatnich tygodniach i miesiącach mogłyby zapewnić przetrwanie w nadchodzącym roku, ale według ministerstwa finansów do Ukrainy dotarło tylko 6 mld 700 mln dol., czyli mniej niż jedna trzecia całej sumy.

— Jest różnica między oczekiwaniami (...) a rzeczywistością — powiedział minister finansów Serhij Marczenko.

Według MFW potrzeby Ukrainy w zakresie finansowania wynoszą 5 mld dol. lub 4 mld 700 mln euro miesięcznie — kwota ta nie jest obecnie pokrywana przez międzynarodowe instytucje finansowe i pomoc dwustronną. Co więcej, duża część pomocy dla Ukrainy jest wypłacana w formie pożyczek, co stawia pod znakiem zapytania zdolność obsługi zadłużenia.

Unia Europejska, która prawie miesiąc temu ogłosiła udzielenie specjalnych pożyczek w wysokości 9 mld euro, obecnie spiera się o szczegóły. Główną kością niezgody jest to, że Komisja poprosiła kraje UE o udzielenie gwarancji na pożyczki, których odsetki byłyby pokrywane z budżetu UE.

Przywódcy UE poparli ten pomysł na majowym szczycie, ale Niemcy — które zobowiązały się do udzielenia Ukrainie dotacji w wysokości 1 mld euro za pośrednictwem MFW — sprzeciwiają się udzielaniu jakichkolwiek pożyczek, nawet tych dotowanych. Berlin nie chce zwiększać zadłużenia Ukrainy i popiera udzielanie dotacji.

Jak dotąd tylko około 20 proc. przekazanego finansowania to dotacje, a reszta to finansowanie zwrotne. Myłowanow zauważył, że choć warunki finansowania są bardzo dobre, z czasem będą coraz droższe, dlatego dotacje są lepszym rozwiązaniem.

— W tym momencie pojawią się ograniczenia w wydatkach socjalnych na edukację, opiekę zdrowotną i pomoc społeczną. Nikt nie patrzy pięć, dziesięć lat w przyszłość, a powinniśmy — dodał.

Komisja ma określić szczegóły finansowania swojego zobowiązania na kwotę 9 mld euro. Jak na razie jednak odmawia podania terminu, kiedy przedstawi tę propozycję. Rzecznik Komisji stwierdził, że trwają nad tym prace, a pierwsza wypłata powinna nastąpić latem.

— Opóźnienia te wiążą się z realnymi kosztami. I to w ludzkich życiach — powiedział Myłowanow.

businessinsider.com.pl

Jedną z obsesji Władimira Putina jest strach przed "bronią genetyczno-biologiczną". Od kilkunastu lat dyktator obawia się, że naukowcy wydzielą genotyp "prawdziwego Rosjanina", tworząc na jego podstawie wirus, który zabije jedynie rdzennych mieszkańców Federacji Rosyjskiej, nie szkodząc innym nacjom, takim jak Ukraińcy, Ormianie, czy Kałmukowie.

onet.pl

Piotr Ibrahim Kalwas: Od dziecka pamiętam fragment z książki "Przygody Wernera Holta" enerdowskiego pisarza Dietera Nolla, w którym żona nazistowskiego oficera mordującego ludzi w Związku Radzieckim, leżąc w łóżku z 18-letnim kochankiem, żołnierzem Wehrmachtu, snuje opowieści o wspaniałej "rosyjskiej duszy", zmiękczając antyrosyjskość chłopaka wpajaną mu przez państwo od 1933 r… Sto lat temu wielki niemiecki i światowy pisarz Tomasz Mann wypowiedział takie słowa: "Rosja i Niemcy muszą się nawzajem lepiej poznać. Powinny ręka w rękę kroczyć w przyszłość". To nieodosobnione wyznania Niemców, tych znanych i nieznanych — jeśli chodzi o Rosję, prawda? W Niemczech od mniej więcej końca XIX wieku panuje swoista fascynacja Rosją, jej kulturą, duchowością, oraz tym czymś, o czym mówi wspomniana przeze mnie żona esesmana i co — nie tylko w Niemczech — nazywa się szumnym określeniem "rosyjską duszą". Skąd ta niemiecka fascynacja Rosją i gdzie tkwią jej korzenie?

Urszula Ptak: Chcesz mnie namówić na psychoanalizę niemieckiej duszy, która pokornieje wobec rosyjskiej duszy (śmiech).

Tak, właśnie. Wydaje mi się to zjawiskiem mało znanym w Polsce, a w kontekście agresji Rosji na Ukrainę i stanowiska — a właściwie stanowisk — Niemiec wobec Rosji, bardzo istotnym.

Myślę, że prawda jest banalna, Niemcy szanują silnych i wielkich. Rosja jest wielka i pokonała Niemcy w 1945 r. To wystarczy, by chcieć ugłaskiwać niedźwiedzia drogimi prezentami, by się nie zdenerwował. Wielokrotnie słyszałam wypowiedzi starej generacji, w których pobrzmiewał podziw: Sowieci butów nie mieli, a wojnę z naszymi żołnierzami wygrali. Ten szczególny szacunek wynika także moim zdaniem z refleksu imperialnego — za sąsiadów uważa się tych co są nam równi.

O Rosji jako sąsiedzie Niemiec mówią dziś elity w telewizyjnych debatach. W spontanicznej wymianie zdań, w ferworze dyskusji, w sporze pada często zdanie: Rosja to nasz sąsiad, musimy rozmawiać, prowadzić dialog, geografii się nie zmieni. Nie wiem, gdzie wtedy znikają Polska, Litwa… o Ukrainie nawet nie wspominam.

Stąd też moim zdaniem to powszechne uwielbienie dla rosyjskiej literatury, ale zawsze tylko dla Tołstoja i Dostojewskiego, bo nikt na jednym oddechu nie wymienia np. Bułhakowa, Sołeżnicyna czy Rybakowa.

A dlaczego?

To zawsze jest literatura wielkiej Rosji, mocarstwowy sznyt. Dysydent to element podejrzany.

A czy ta fascynacja nie wynika aby z jakiegoś dziwnego, mrocznego i chorobliwego pomieszania zauroczenia, uwielbienia ze strachem i…nienawiścią?

W ogóle nie dostrzegam czegoś takiego jak nienawiść do Rosji. Uważam, że tego nie ma. Jest szacunek i są interesy. Dobre interesy, opłacalne w każdej konstelacji. Nie możemy zupełnie przykładać polskich wzorców myślenia na Niemcy. Poza tym, nie ma także czegoś takiego, jak jedno niemieckie podejście do Rosji.

No, właśnie, mieliśmy ponad 40 lat dwa niemieckie państwa, z czego jedno było radzieckim wasalem…

Tak, Niemcy po 1945 r. to dwa nieuznające się państwa. O ile NRD zaznało sowieckiej okupacji, a RFN nie, to wzorce myślenia w NRD w niczym nie przypominają tych jakie były i są w Polsce.

RFN i NRD ciągle żywe. Wzorcowa demokracja i fascynacje autorytaryzmem. Myślenia o Rosji, tak? Ossi postrzegają Rosję inaczej niż Wessi?

Niemcy wschodni dobrze mówią o Rosji, wielu nawet tęskni za czasami socjalizmu jak za rajem utraconym. Musimy wiedzieć, że Sowieci wprowadzali komunizm, socjalizm w NRD przy pomocy niemieckich przedwojennych komunistów. To nie był tylko element obcy, to byli też swoi. Walter Ulbricht, polityk, który kształtował przez dziesięciolecia aktywnie charakter NRD, był od lat 20. XX w. członkiem Komunistycznej Partii Niemiec, a potem w ZSSR już w 1928 r. należał do Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego.

Ten człowiek z grupą podobnych mu komunistów zaprawionych w walce ideologicznej wraca do wschodnich Niemiec po kapitulacji i tworzy struktury nowej władzy. Niesamowite jest to, że należał do ścisłej czołówki władz aż do 1971 r. Niemieccy komuniści byli wierni ideom socjalizmu do samego końca, pewnie wierzyli mocniej niż sowieccy. Rosjanie, wojska sowieckie, byli obecni w NRD prawie wszędzie, to nie byli obcy. O gwałtach na niemieckich kobietach w 1945 r. nie mówiono głośno, to był jeden z tematów, o których się nie mówi.

Ale u nas też było podobnie, też władze przejęli komuniści polscy. Tak, to oczywiste, za przyzwoleniem, rozkazem i dyrektywami z Moskwy, ale jednak to byli Polacy. Często słyszałem zarzut wobec Niemców z NRD, że byli tak gorliwi w budowaniu komunizmu, bo niewiele różnił się on od faszyzmu….

Tak, myślę, że w początkowej fazie tak samo było i w Polsce, wielu wierzyło, że powstaje nowa, lepsza i sprawiedliwsza rzeczywistość. Jednak w Polsce ta wiara nie utrzymała się więcej jak dziesięć lat. W NRD utrzymała się do końca, z wyjątkami, ale jednak. System sowiecki wszedł gładko w miejsce systemu faszystowskiego. Jedna dyktatura została zastąpiona drugą. Oficjalna retoryka przywróciła Niemcom wschodnim godność, NRD uważało się za państwo lepsze, idealne Niemcy, kraj bez faszyzmu. Całe zło zostało wyeksportowane na Zachód. To zachodni Niemcy przejęli spuściznę po Hitlerze i to oni uczyli się po 1968 r. kajać za grzechy. Niemcy wschodni stworzyli sobie nową tożsamość.

Ale oni, tzw. zwykli obywatele NRD, naprawdę w to wierzyli? NRD to było państwo wyjątkowo totalitarne, kontrolowane przez Stasi, dużo bardziej niż PRL przez naszą ubecję. Może to po prostu był strach?

Nie, wielu wierzyło naprawdę. Wierzyli, że budują dobre socjalistyczne życie. Idee komunizmu zawsze były w Niemczech bardzo silne. Druga wojna światowa to cezura w dziejach tego kraju i Europy. Po wojnie podjęto ogromną pracę nad stworzeniem nowych tożsamości. Patrząc na Niemcy zachodnie, to oni również błyskawicznie przejęli amerykańską wersję demokracji jako własną. W sumie wykonali ten sam manewr, tak samo gorliwie. Znaleźli się jednak w obozie ekonomicznego sukcesu, bo ZSRR doszedł tylko do linii Łaby.

Ten sam manewr? Co masz na myśli?

Zarówno Niemcy wschodni, jak i zachodni byli gorliwi i nieustający w pracy. Oba państwa zaczęły w 1949 r. od nowa. Niemcy zachodni zbudowali wzorcową demokrację, mocarstwo moralne w Europie i silną gospodarkę między innymi dzięki Amerykanom, a Niemcy wschodni zbudowali kraj najwierniejszy ideom socjalizmu. Szacunek do władzy, podporządkowanie się nowym siłom okupacyjnym i ucieczka w pracę to cechy podstawowe w niemieckim katalogu. Władza wie lepiej, czego potrzebuję. W zamian za pracę i posłuszeństwo państwo opiekuje się obywatelem. Tak jest zasadniczo do dziś, choć narzekanie na władzę weszło do repertuaru zwłaszcza na Wschodzie kraju głownie z powodu nierówności majątkowych, które 30 lat po zjednoczeniu bolą mocno.

I wracając do stosunku do Rosji. Na Zachodzie ZSRR to było zwycięskie mocarstwo, potem amerykański przeciwnik w czasie zimnej wojny, a na Wschodzie to brat, sojusznik, gwarant istnienia. Nikt nie uczył się ani na Zachodzie ani na Wschodzie o tym, że ZSRR to było państwo zbrodnicze, że komunizm pochłonął miliony ofiar, że gułagi to były sowieckie obozy koncentracyjne. Jeden z moich zachodnich znajomych oburzył się na zrównanie gułagów z obozami i zarzucił mi relatywizowanie faszyzmu!

Przerwę ci: lewica, generalnie, bez względu na kraj, bardzo często woli potępiać faszyzm, a nie komunizm, to pewna norma. Polska lewica także…

… to był wykształcony człowiek, z zerową wiedzą o realnym życiu w Związku Radzieckim, ale z programowym przekonaniem, że błędy i wypaczenia to był margines. Zerowa zdolność do korekty własnych przekonań to częsta cecha również i wielu niemieckich polityków.

Niemcy zachodni zbudowali wzorcową demokrację, jak mówisz, jedną z najważniejszych na świecie, dosłownie dekadę po upadku nazizmu, to wielka sprawa i wielki wkład Niemiec w światową demokrację. Mówisz też o swoistym kulcie Niemców dla władzy i państwa, tak się postrzega Niemców w świecie: jako karnych, posłusznych władzy, zdyscyplinowanych, i ja się z tym zgadzam, ale jednocześnie w Niemczech, obok Włoch, od dekad istnieją najmocniejsze siły anarchistyczne i antypaństwowowe w Europie. I myślę tutaj nie tylko o Grupie Baader-Meinhof czy Komórkach Antyimperialistycznych, ale o anarchistach niemieckich aktywnie działających w całej Europie.

To małe grupy i radykalne. Potwierdzają tylko, że zaślepienie ideologiczne niezależnie czy w prawo czy w lewo to stała cecha aktywizmu niemieckiego. Reszta żyje, pracując i ciesząc się na grilla i piwo w sobotę lub w mieszczańskim stylu, chodząc na koncerty muzyki klasycznej lub do muzeów z dziećmi w niedziele. To naprawdę jest bardzo konserwatywne społeczeństwo, nieskore do rewolucji. Harmonia i niemiecka "Gemütlichkeit", czyli przyjemne, spokojne życie to ideały codzienności.

Ale Polacy robią mniej więcej to samo! (śmiech) z tym że u nas jest ciągle za mało mieszczaństwa, tego sytego, zadowolonego grillującego, pijącego piwo i odwiedzającego w niedziele muzea, stanowiącego podstawę klasy średniej. A jeśli chodzi o radykałów, to wiesz, takich idealistów, takich tzw. pożytecznych idiotów i ideowców dopasowujących sobie historie i fakty do swoich tez, pełno i w Polsce…

Moim zdaniem nie ma tego typu idealizmu ideologicznego w Polsce. Polacy interesują się czymś, ale płytko, zapalają się i gasną po paru miesiącach, są raczej odbiciem zachodnich idei na zasadzie hobby…

To ciekawa teza, polemizowałbym, ale nie mamy za bardzo czasu na to teraz, a co, Niemcy inaczej?

Niemcy działają zupełnie inaczej, latami potrafią pracować nad koncepcjami i wprowadzać je w życie. Co sobotę po targu w Prenzlauer Berg, w mojej dzielnicy, wracam do domu z przekonaniem, że nie ma nic gorszego niż niemiecki hippis pod siedemdziesiątkę, który stał się rolnikiem ekologicznym. Rozmowa z kimś takim to jak rozmowa z zabetonowanym bohaterem filmu "Hair" Milosa Formana, tylko bez dowcipu i muzyki (śmiech).

Tak, wiem o czym mówisz jeśli chodzi o tego podstarzałego hipisa, taki idealizm jest uroczy, ale jednocześnie bywa strasznie irytujący (śmiech). Jeśli zaś chodzi o tę niemiecką "pracę nad koncepcjami", to ja to całym sercem pochwalam i myślę, że to dobra postawa. Dostrzegam w niej solidność, pracowitość i upór owocujący dobrobytem, wygodnym życiem i zadowolonym społeczeństwem, mocno mieszczańskim właśnie… ale chciałbym cię spytać teraz o coś innego, chociaż może tylko pozornie innego, o romantyzm. Tak, o ten pierwiastek romantyczny tak silny u Niemców i Rosjan, nie możemy o nim nie wspomnieć… Ja w romantyzmie wyczuwam szeroko rozumianego korzenie faszyzmu i przemocy, ale to temat na inną rozmowę. Dość powiedzieć, że pięć lat temu ówczesny prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier, będąc z wizytą w Moskwie, zacytował słowa poety, wręcz wieszcza, co prawda austriackiego, ale niemieckojęzycznego przecież — Rainera Marii Rilkego: "Inne kraje graniczą z górami, morzami, rzekami, lecz Rosja graniczy z Bogiem". Rilke podróżował do Rosji, znał się z Tołstojem i był nim zafascynowany. To Tołstoj "zaraził" go mistycyzmem. Rilkego zaś bardzo lubił Hitler. W III Rzeszy Rilke był wieszczem "Nummer Eins". No, to jak z tym "rosyjskim śladem romantycznym" u Niemców? Wyczuwam tęsknotę za irracjonalizmem. Tak, u Niemców!

Tak, ja również w idealizmie i postawach romantycznych wyczuwam korzenie autorytaryzmu. Nie przypisywałabym jednak winy Rilkemu, twórca nie jest odpowiedzialny za interpretację swoich dzieł po jego śmierci. Można się jednak zastanawiać skąd to umiłowanie wielkości, bardzo trafnie oddane w sztuce i literaturze Niemiec. Dlaczego XIX-wieczna koncepcja Herrenvolk, tego mechanizmu wiary w własną wyjątkowość, w własną wielkość, prawo do władania nad innymi tak dobrze trafiła na zapotrzebowanie w Niemczech. To nie umarło wraz z klęską drugiej wojny światowej.

Romantyzm, mistycyzm, Übermensch… Ideę "nadczłowieka" do światowej literatury wprowadził przecież Fiodor Dostojewski, a dopiero za nim, do filozofii, Fryderyk Nietzsche, który Dostojewskiego bardzo lubił… Obaj fascynowali się cierpieniem, byli mroczni i przepełnieni negatywizmem, nihilizmem, pokrętnymi chorobliwymi marzeniami o "lepszym, nowym człowieku"… Faszyzm, nihilizm, komunizm, raszyzm… Wiesz, ja mam czasami wrażenie, że kolejna rzecz, która łączy Niemców z Rosjanami to mniej czy bardziej skrywane upodobanie właśnie do tego wspomnianego już przez nas autorytaryzmu, poddaństwa odgórnej, silnej władzy, fascynacji siłą i Wodzem... Wiem, że takie spostrzeżenie brzmi kontrowersyjnie — wielu wrzaśnie z oburzenia, wielu innym to się spodoba — ale wyczuwam takie właśnie pokrętne kulturowo-duchowe ślady w tej niemieckiej fascynacji Rosją. Taki dziwaczny worek pokutny sprawiający ból, ale jednocześnie i rozkosz…

Tja… jak to się mówi po niemiecku. Skoro już przywołujesz Nietzschego "Kiedy idziesz do kobiety, nie zapomnij bicza!".

No, tak, ale to trochę bardziej z dziedziny seksualnych dewiacji a la "sado-maso", a nie kultury czy polityki…

Niekoniecznie. Ja często prowokacyjnie wrzucam opinię, że Rosja i Niemcy to idealna para sado-maso, w której bicz trzyma większy...

Boże, pamiłuj! Mówisz o tym swoim niemieckim przyjaciołom?

Mówię. Najczęściej wtedy słyszę, że mam jakieś polskie fobie, typowe dla małego kraju "pomiędzy" i po wiekach niewoli my, Polacy, mamy uprzedzenia…

Ale z tymi polskimi fobiami to przecież prawda! (śmiech)

…gdy koryguję, że nie wieki, a 123 lata tej niewoli, to idzie w ruch komórka i sprawdzanie czy jestem wykształcona i prawdę mówię. Nie należy jednak zapominać, że zachodni Niemcy wykonali w większości ogromną pracę nad procesem zrozumienia, czym był faszyzm, czym jest niemiecka wina.

O, właśnie! Ja myślę o tym niemieckim poczuciu winy, ono musi być u wielu naprawdę bardzo silne…

Wyrosło już drugie pokolenie, które z całą siłą i mocą wierzy, ale w pacyfizm, jest przeciwko zbrojeniom, przeciwko wojnom i jest gotowe chodzić na tego typu demonstracje. W tej słownej deklaracji upatrując nadziei. Jak widzimy, ta nadzieja na nowy wspaniały świat bez broni wraz z wojną w Ukrainie właśnie umiera. II wojna światowa i wina za nią też już powoli odchodzą do katalogu rytuałów, umierają ostatni świadkowie, ich dzieci, a drugie, trzecie pokolenie już odczuwa dużo mniejszy związek z przeszłością. W Niemczech, inaczej niż w Polsce, nie ma edukacji patriotycznej w szkole, nikt nie uczy dzieci dumy narodowej.

Oj, jeśli miałaby być to taka "edukacja patriotyczna" jaka jest teraz forsowana w Polsce, to lepiej żeby nie było jej w Niemczech… W Berlinie, w którym mieszkasz od ponad 20 lat, jest bardzo dużo "rosyjskich śladów", wystarczy wymienić kilka: plac Aleksandra – cara Rosji, cmentarz rosyjski w Tegel, muzeum Niemiecko-Rosyjskie w Karlshorst, w którym podpisano akt kapitulacji Niemiec w 1945 r., ulice, których patronami są monumentalne pomniki poświęcone Armii Czerwonej w Tiergarten i w Treptow, ten ostatni przy Alei Puszkina, zresztą. To są przecież symbolem porażki Niemiec i zwycięstwa ZSRR! To trochę dziwne, to tak jakby w Polsce stał pomnik Wehrmachtu…

O tak, tych śladów jest mnóstwo. O wiele więcej, niż wymieniłeś. Historię piszą zwycięzcy. Armia radziecka, a po upadku ZSRR rosyjska, stacjonowała w Niemczech wschodnich do 1991-1994 roku. Podobnie jak w Polsce. Pomników nie rozebrano, stoją do dziś, tereny są zadbane.

No i tego w Niemcach za bardzo nie rozumiem, to jakiś masochizm historyczny! Właśnie, wspomniałaś o tym niemiecko-rosyjskim "sado-maso", a ja cały czas piję do tego wspominanego przeze mnie "pokutnego worka", do tego, że niemiecka fascynacja Rosją jest swoistą kulturowo-historyczno-polityczną chorobą psychiczną mającą korzenie w tym właśnie dziwacznym "sado-masochizmie". Niemieckim, bo to działa tylko w jedną stronę: Rosjanie en masse nie fascynują się Niemcami, jeśli już, to Ameryką, ale mało kto w Rosji się do tego przyzna. Hitler podziwiał nie tylko Rilkego, ale, co gorsza, Stalina i… jednocześnie go nienawidził. Rosyjska siła i brutalność go fascynowała, a jednocześnie dążył do unicestwienia Rosji. Gardził Rosjanami i fascynował się mroczną stroną tej "rosyjskiej duszy"…

Nie podejmuję się analizy psychiatrycznej Adolfa Hitlera. Bardziej interesuje mnie, dlaczego miał tak olbrzymie poparcie.

Tak, to mroczne analizy, mroczne i niezwykle interesujące, ale rzeczywiście wymagające dużo dłuższej dyskusji. Powiedz coś o Rosjanach w dzisiejszych Niemczech. Rosyjskojęzyczna mniejszość w Niemczech liczy ok. 3,5 mln ludzi, z czego ponad 200 tys. ma obywatelstwo Federacji Rosyjskiej. To bardzo zwarta grupa etniczna, mająca cały czas silne związki z Rosją. Jak Niemcy postrzegają Rosjan? Nie mam tu na myśli polityków, tylko tzw. "normalnych obywateli"?

To duża grupa, ale trudno jednoznacznie powiedzieć, na ile zwarta. Mamy przecież w niej rosyjskojęzycznych Niemców, którzy przyjechali do Niemiec jako repatrianci, są ich rosyjskie rodziny. Są młodzi Rosjanie, którzy znaleźli sobie pracę w Niemczech, są ludzie z rosyjskimi paszportami, którzy jednak nie są etnicznymi Rosjanami, tylko np. Kazachami czy Uzbekami, którzy mieszkali na terytorium Rosji i stąd mają rosyjski paszport. Nie ma tutaj odpowiedzi na skróty. Jasne jest, że część ogląda tylko rosyjską telewizję i czuje więź emocjonalną ze swoim krajem pochodzenia, a nie z krajem pobytu. Generalnie Niemcy postrzegają Rosjan przyjaźnie, nie słyszałam negatywnej opinii.

Brutalna agresja Rosji na Ukrainę zadziała na Niemców jak kubeł zimnej wody? Otrzeźwieli w tej swojej fascynacji "rosyjską duszą"? Czy po trzech miesiącach wojny już im przechodzi otrzeźwienie i powoli wracają te prorosyjskie sympatie?

Wszyscy przeżywaliśmy bardzo intensywnie pierwsze dni wojny. Moi niemieccy przyjaciele byli przerażeni, zupełnie nikt się nie liczył z tym, że w Europie wjadą czołgi i będą strzelać w cywilów, w bloki mieszkalne, że tak po staremu się to zacznie.

To był szok dla całej Europy…

Te zdjęcia, a przecież pierwszy raz mamy pełne relacje z wojny przekazywane przez media społecznościowe i wszystkie możliwe kanały komunikacji w czasie rzeczywistym, były wstrząsające. Dla mnie także, choć wiedziałam przecież, że wojna się szykuje. Teraz, po trzech miesiącach, pierwsze emocje opadły, większość mówi o problemach energetycznych Niemiec i o podwyżkach cen. Lub o ambasadorze Ukrainy w Berlinie — pan Melnyk budzi silne emocje.

Jakie?

Od podziwu do nienawiści. Otwarcie mówi, co myśli o niemieckiej polityce. To faktycznie coś niezwykłego w świecie teflonowej dyplomacji.

Przejdźmy teraz bardziej "na lewo", wydaje mi się to konieczne w tej naszej niemiecko-rosyjskiej analizie. Moim zdaniem szeroko rozumiana lewicowość jest kolejnym kluczem do otwarcia następnych niemiecko-rosyjskich bram. I niemiecko-radzieckich. Fascynacja Niemców Rosją, jak wspomniałem, obecna jest od końca XIX wieku, ale gwałtownie wzrosła po tzw. Rewolucji Październikowej. Długo by o tym mówić, nie mamy na to czasu, ale dość powiedzieć, że — jak już wspominałaś — lewica niemiecka, bynajmniej nie tylko enerdowska, była i jest zapatrzona w Rosję i ZSRR od samego początku. Zarówno poczciwa socjaldemokracja, jak i mieniąca się socjalistyczną Die Linke, Zieloni, że o bardzo mocnych środowiskach lewackich w Niemczech nie wspomnę… Skąd ta "czerwona fascynacja" Niemców Rosją?

Socjaldemokracja nie jest "poczciwa", nigdy bym nie użyła tego słowa o partii, która trzyma Gerharda Schrödera po dziś dzień w swoich szeregach. A Schröder to tylko wisienka na torcie, polityk jawnie pracujący na rzecz Rosji. Co z tymi, którzy parli do otwarcia Nord Stream 2?

Socjaldemokraci niemieccy nie są "poczciwi", bo co? Mają więcej wspólnego z Rosją niż wydaje się przeciętnemu Niemcowi czy Polakowi znającemu realia niemieckie?

Partia SPD to sieć powiązań z Rosją, o jakich nam się nie śniło. Co nieco już dziennikarze śledczy wyłapali, ale to dopiero początek. Na tapecie jest pani premier Meklemburgii Pomorza Przedniego Manuela Schwesig, która różnym drogami parła do otwarcia Nord Stream 2, komisja śledcza zaczyna pracę, a tu okazuje się, że zginęły ważne dokumenty… Z kolei Die Linke, czyli komunistyczna wersja partii lewicy, to spadkobiercy enerdowskiej Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec, do niedawna partia pełna byłych działaczy wymieszanych z młodymi aktywistami. Die Linke jest partią prorosyjską bez udawania czegokolwiek innego.

Nawet teraz, kiedy Rosja morduje, gwałci i rabuje?

Także i teraz. Obserwuję z dużą dozą fascynacji jak partia Die Linke i prawicowa Alternative für Deutschland spotkały się w akcie miłości do Rosji. Niebywała zgodność! Choć teoria podkowy mówi właśnie, że radykalizmy się na krańcach spotykają. Partia Die Linke jest we władzach Berlina, to tak na marginesie, tak samo w Turyngii i Meklemburgii Pomorzu Przednim. To nie jest kółko hobbystyczne.

A Zieloni? To jedna z głównych sił politycznych w Niemczech.

Zieloni to lewica zachodnioniemiecka, partia dobrze wykształconej i zamożnej elity miejskiej. O dziwo, Zieloni zachowują się niezwykle przyzwoicie wobec Ukrainy, nie udają, że nie wiedzą, kto jest agresorem. Należą do koalicji rządowej i widać naprawdę wielką pracę jaką wykonują i nie opowiadają bzdur o pacyfizmie na koszt Ukrainy. W takim ogólnym obrazie Zieloni to partia dość konserwatywna, tak jak i konserwatywna jest mieszczańska kultura w Niemczech.

Oczywiście, by polski czytelnik nie poczuł się zagubiony, najbardziej konserwatywne partie w Niemczech są bardziej postępowe w sferze obyczajowej niż np. polskie PO, reszta jest w ogóle poza konkurencją. W Niemczech lewica to ci dobrzy, ci aktywni, ci modni.

Tak, to bardzo istotna uwaga. Ale jednak nastąpiła wolta w nastawieniu niemieckich decydentów do Rosji, przynajmniej tych najważniejszych… Niektórzy nazwali to nawet "kopernikańskim przewrotem"… Trzeba było rosyjskich gwałtów, złodziejstw, zniszczeń, a przede wszystkim mordów i ludobójstwa na Ukraińcach, aby niemiecka socjaldemokracja, od dekad łasząca się do Rosji, a niegdyś do ZSRR, dosłownie z dnia na dzień, ogłosiła, że to wszystko to przeszłość, i od teraz Rosja jest "be". Jak długo taka antyrosyjska postawa niemieckich socjalistów będzie trwała? Czy to tylko na czas wojny, a potem znowu wróci nad Niemcy to "rosyjskie widmo"?

Myślę, że ulegasz złudzeniu i nakładasz polskie kalki myślowe w tym pytaniu. Niemcy naprawdę mają inne rozumienie Wschodu niż my. O ile w ogóle się tym Wschodem ktoś interesuje. Socjaldemokracja jest od dawna w rządzie Niemiec, to nie nowicjusze, byli także koalicjantem w 2014 r., po aneksji Krymu, Olaf Scholz był w czwartej kadencji Merkel ministrem finansów. To są ludzie dobrze poinformowani.

To oni są współautorami polityki zbliżenia z Rosją, to tradycja Socjaldemokracji, jej byłych kanclerzy. Olaf Scholz sam w roli kanclerza był parę dni temu w Ukrainie, wygłosił kilka zdań o wstrząsających obrazach wojny, a po powrocie powiedział, że stoi za tym, jaką politykę wobec Rosji prowadziła Merkel. Jakie można z tego wysnuć wnioski? Albo bardzo nie chce rozumieć, albo bardzo stoi po stronie niemieckiej gospodarki. Wpływy gospodarki, biznesu w Niemczech są olbrzymie. A Niemcy są uzależnione energetycznie od Rosji. To także dorobek ostatnich dziesięcioleci rządów w Berlinie. Bilans tej polityki mówi więcej niż wielu chciałby przyznać.

O towarzyszu Schröderze, przyjacielu Putina, który nazywał przywódcę Rosji "kryształowym demokratą" dużo już powiedziano i napisano, szkoda słów, podobnie o pani kanclerz Merkel, której pro-rosyjska postawa długo będzie wstydliwą kartą w historii Niemiec… A propos, powiedz, Niemcy wstydzą się swojej politycznej ślepoty? Znowu myślę tutaj o tzw. "normalnych obywatelach".

W prasie widać i słychać ten wstyd. Wśród zwyczajnych rozmówców nie widzę tego. Jedni tłumaczą, że Merkel nie mogła wiedzieć, co się stanie 24 lutego 2022 r. a drudzy, którzy nie znosili jej rządów, mają pretensje, ale o inne rzeczy niż polityka wschodnia. Ale to kolejny duży temat na inną rozmowę.

onet.pl

wtorek, 21 czerwca 2022


BiznesAlert.pl: Krajowy Plan Odbudowy to dokument, który w założeniu determinuje konkretne scenariusze działania, reformy i inwestycje mające wzmocnić gospodarkę po koronawirusie. Polska jeszcze nie korzysta z tych środków, podczas gdy inne kraje już to robią. Z czego wynika to opóźnienie? Wydaje się, że sytuację zmieniła wojna na Ukrainie…

Maciej Bukowski: Dosyć długo negocjowaliśmy treść Krajowego Planu Odbudowy (KPO – przyp. red.) z Komisją Europejską. Były kontrowersje dotyczące praworządności oraz te dzielące rząd wewnętrznie – jaką politykę prowadzić zieloną czy czarną, europejską czy suwerennością, opartą o pożyczki czy tylko dotacje. Nie widzieliśmy jeszcze końcowego dokumentu, mamy tylko odpisy i komentarz Komisji Europejskiej, ale widać te rozbieżności np. w tym, ze wzięliśmy mało pożyczek mimo, że jest to bardzo tanio oprocentowany dług, dużo niższy niż polski rząd mógłby go sam zaciągnąć.

Jesteśmy, obok Bułgarii, ostatnim krajem, który uzgadnia KPO. To szczęście w nieszczęściu, ale ten program nie jest już pomocą ze względu na pandemię koronawirusa, ale właśnie programem osłonowym w obliczu recesji, która nadchodzi ze względu na wojnę na Ukrainie i szalejącą inflację. Grozi nam jednak to, że nie dostaniemy środków, bo nie wywiążemy się jeżeli chodzi o praworządność.

Polska musi osiągnąć określone kamienie milowe, które dotyczą m.in. praworządności i zielonej energii. Termin realizacji ostatniego z nich wypada w 2026 roku. Jak Polska wypada w tej kwestii?

Ostatni procedowany kamień dotyczy usunięcia ustawy 10H, czyli zmniejszenia ograniczeń budowy wiatraków na lądzie. Wprowadziliśmy to w 2016 roku. Inne kamienie są przesunięte na przyszłość, jak na przykład wprowadzenie silniejszej zasady „zanieczyszczający płaci” w transporcie samochodowym, czyli opodatkowanie pojazdów, które spalają dużo oraz w sposób szczególnie szkodliwy. To od parlamentu zależy, czy reformy, które warunkują otrzymanie finansowania, zostaną wprowadzone. Na poziomie rządu zadeklarowaliśmy chęć ich realizacji poprzez projekt samego KPO.

Czy ewentualne niepowodzenie może grozić Polsce „kolejnym Turowem”, czyli problemami z Komisją Europejską?

Jeżeli tak się stanie, możemy po prostu nie otrzymać części lub całości środków. Pytanie na ile Krajowy Plan Odbudowy wspiera osiągniecie celów, których nieosiągnięcie może stać się przykładowym „Turowem” w przyszłości. Do 2030 roku musimy zmniejszyć emisję w sektorach Non-ETS. To miejsca związane z emisją CO2 czy innych gazów cieplarnianych do atmosfery, które nie są objęte systemem ETS. Ta redukcja wynosi ok. 30 procent w porównaniu do 2005 roku. To oznacza rewolucję. Musimy mieć dużo więcej samochodów elektrycznych, zmienić model ogrzewania w domach, zmodernizować nasze ciepłownictwo, a to oznacza duże nakłady inwestycyjne. W KPO są środki, które można przeznaczyć na osiągnięcie tych celów, ale nie w pełni po nie sięgamy. Co nam na przykład broni zwiększyć pulę pożyczkową o kilkanaście miliardów euro i wesprzeć z tych środków inwestycje polskich rodzin w pompy ciepła lub małych i średnich miast w czyste ciepłownictwo?

biznesalert.pl

O północy 18 czerwca wszedł w życie wprowadzony przez Unię Europejską w ramach czwartego pakietu sankcji (z 15 marca br.) zakaz importu oraz transportu wybranych wyrobów z żelaza i stali wyprodukowanych w Rosji (zob. „Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej” L 87 I). W konsekwencji m.in. litewska spółka kolejowa LTG Cargo, należąca do państwowych Kolei Litewskich (LG), po konsultacji z Komisją Europejską przestała obsługiwać tranzyt kolejowy tego typu towarów do i z obwodu kaliningradzkiego przez terytorium Litwy. Strona litewska zapowiedziała ponadto, że w najbliższych miesiącach ograniczenia tranzytowe będą rozszerzane na kolejne towary wraz z rozpoczęciem obowiązywania zakazów ich importu z Rosji: np. od 11 lipca br. – na alkohol, cement oraz wyroby z drewna.

20 czerwca szef unijnej dyplomacji Josep Borrell poinformował, że decyzja Litwy o wstrzymaniu tranzytu wybranych towarów do i z obwodu kaliningradzkiego stanowi jedynie wdrożenie unijnych sankcji, nie są to natomiast jednostronne działania Wilna. Zadeklarował jednak, że Komisja Europejska zweryfikuje, czy wprowadzone restrykcje są zgodne z zobowiązaniami przyjętymi przez UE.

Na ograniczenia tranzytowe do i z obwodu kaliningradzkiego bardzo ostro zareagowała strona rosyjska, która oskarżyła Wilno o prowokacyjne i otwarcie wrogie działania. Chargé d'affaires Litwy w Moskwie została wezwana do MSZ FR, gdzie wręczono jej notę protestacyjną. Zapowiedziano, że jeśli w najbliższej przyszłości tranzyt towarów nie zostanie w pełni przywrócony, to Rosja zastrzega sobie prawo do poczynienia kroków w celu ochrony swoich interesów narodowych. Resort uznał posunięcie Litwy za naruszające rosyjsko-unijne uzgodnienia z 2002 r. dotyczące tranzytu osób i towarów pomiędzy Kaliningradem i pozostałą częścią Rosji (zob. EU-Russia Summit, Brussels, 11 November 2002).

Rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow określił decyzję o wprowadzeniu ograniczeń tranzytowych jako bezprecedensową i niezgodną z prawem. Zapowiedział, że w najbliższych dniach działania te zostaną uważnie przeanalizowane i spotkają się z odpowiedzią.

Rosyjscy parlamentarzyści wypowiadali się jeszcze ostrzej. Deputowany Rady Federacji Andriej Klimow stwierdził, że NATO rękoma Litwy rozpoczęło blokadę rosyjskiego regionu, co należy traktować jako bezpośrednią agresję, zmuszającą kraj do samoobrony. Jeśli UE nie zmieni sytuacji, to – jego zdaniem – oznaczać to będzie zdezawuowanie dokumentów o wstąpieniu Litwy do Unii, a to „rozwiąże ręce” Rosji i pozwoli jej zlikwidować problem wszelkimi sposobami, jakie uzna za stosowne.

Sankcje wywołały zaniepokojenie w obwodzie kaliningradzkim. Jest on zależny od importu towarów – głównie z Rosji właściwej – dostarczanych przede wszystkim koleją przez terytorium Litwy i Białorusi. Obecne restrykcje nakładają się na już wprowadzone zachodnie sankcje i bojkoty korporacyjne, które mocno uderzyły w gospodarkę regionu. Gubernator obwodu kaliningradzkiego Anton Alichanow zapewnił jednak, że przy wsparciu Moskwy w najbliższym czasie zostanie rozszerzona (do pięciu) liczba promów obsługujących transport z Rosji właściwej przez Morze Bałtyckie do obwodu, co umożliwi zwiększenie wolumenu bezpośrednich dostaw towarów. Stwierdził przy tym, że jedną z kontrsankcji mogłaby być odmowa nadawania znaków akcyzowych na importowany z państw bałtyckich do Rosji alkohol, co miałoby im przynieść ok. 300 mln dolarów strat.

Komentarz

W dotychczas wprowadzanych przez UE sankcjach wobec Rosji wyłączenie dotyczące tranzytu do i z Kaliningradu pojawiło się jedynie raz (w piątym pakiecie sankcyjnym z 8 kwietnia br.) i dotyczyło zakazu wjazdu na terytorium UE dla rosyjskich przewoźników drogowych. Nadal mogą oni przejeżdżać tranzytem przez terytorium Unii i w ten sposób obsługiwać przewozy między obwodem kaliningradzkim i Rosją właściwą, pod warunkiem jednak że transport przewożonych przez nich towarów nie został w inny sposób zakazany (zob. „Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej” L 111). W związku z tym, wbrew twierdzeniom rosyjskiej propagandy, Kaliningrad nie podlega blokadzie. Zarówno tranzyt pasażerski (kolejowy i drogowy), jak i przewóz towarów nieobjętych sankcjami odbywa się bez zmian i zakłóceń. Rosja może również korzystać z transportu drogą morską z ominięciem państw bałtyckich.

Moskwa zdecydowała się wykorzystać implementację unijnych sankcji do eskalacji napięcia w relacjach z Wilnem. Podgrzewając napięcie i strasząc bliżej nieokreśloną odpowiedzią, testuje odporność UE i samej Litwy oraz próbuje dokonać w systemie sankcyjnym wyłomu, który stałby się precedensem utrudniającym wdrożenie pozostałych restrykcji i ewentualne przyjmowanie nowych.

Eksklawowe położenie obwodu kaliningradzkiego wielokrotnie już traktowane było przez Kreml jako instrument polityki zagranicznej i nacisku na państwa zachodnie. Rosja, grając wyjątkową lokalizacją obwodu, starała się uzyskać koncesje i specjalne traktowanie zarówno w procesie rozszerzenia UE, jak i NATO. Dodatkowo położenie obwodu ze względów bezpieczeństwa postrzegane jest przez Kreml jako strategiczne. Dlatego też w ostatnich latach Moskwa konsekwentnie modernizowała i rozbudowywała potencjał militarny regionu, co przyczyniło się do widocznego wzrostu zdolności ofensywnych dyslokowanego tam zgrupowania Sił Zbrojnych FR.

Zarazem od kilku lat władze Rosji konsekwentnie inwestują w infrastrukturę zwiększającą samowystarczalność obwodu kaliningradzkiego. Jest on już niezależny energetycznie: jego moce elektroenergetyczne przewyższają zapotrzebowanie regionu, a pływający terminal LNG zapewnia alternatywny wobec lądowego szlak dostawy gazu ziemnego. Od początku inwazji na Ukrainę w lutym br. Kreml podwoił ponadto morski potencjał transportowy obwodu. Do dwóch wysłużonych kolejowo-samochodowych promów dołączył nowy kolejowo-samochodowy prom „Marszałek Rokossowski” (11 000 DWT) oraz prom uniwersalny (samochodowo-kontenerowy) „Ursa Major” (12 500 DWT), do niedawna obsługujący Noworosyjsk. Ich operatorem pozostaje spółka Oboronłogistyka należąca do Ministerstwa Obrony FR. Jesienią br. do floty ma dołączyć nowa jednostka (11 000 DWT). Co więcej, gubernator obwodu stwierdził, że toczą się rozmowy o dalszym zwiększeniu jej liczebności. Obecnie potencjał floty nie jest w pełni wykorzystywany, przede wszystkim ze względu na koszty dostaw. „Ursa Major” kursuje zapełniony w maksymalnie 30%. Zapotrzebowanie dotyczy bowiem przewozu dotowanych przez państwo wagonów kolejowych, nie zaś samochodów ciężarowych czy kontenerów pozbawionych takiego wsparcia finansowego. Jednak w przypadku wystąpienia dalszych problemów w transporcie lądowym (np. ze względu na szczegółowe kontrole przeprowadzane przez litewskie i polskie służby celne, sprawdzające, czy przestrzegane są sankcje, odprawa przewozów towarowych na przejściach lądowych znacznie się wydłużyła, co rzutuje na koszty spedycji) promy najprawdopodobniej będą zapełniane.

Od początku inwazji popyt na usługi transportowe w regionie znacznie się zmniejszył. Główne przedsiębiorstwo przemysłowe obwodu – zakłady samochodowe Awtotor (producent takich marek jak BMW, Kia i Hyundai) – w związku z niedoborem podzespołów i części od początku maja w zasadzie wstrzymało pracę. W czerwcu produkcja południowokoreańskich aut zostanie częściowo wznowiona, jednak nie wiadomo, w jakim zakresie. Jeszcze w 2019 r. na Awtotor przypadało 53% wszystkich towarowych przewozów Kolejami Kaliningradzkimi (spółka córka Kolei Rosyjskich) i ponad 70% kontenerowych obrotów kaliningradzkich portów. Po inwazji na Ukrainę wstrzymano także kolejowy tranzyt kontenerowy za pośrednictwem obwodu kaliningradzkiego między Chinami a Europą, który od połowy 2020 r. dynamicznie rósł. W wyniku bojkotów korporacyjnych europejscy kontrahenci zrezygnowali bowiem z dostaw tym szlakiem (woleli dostawy drogą morską), a dodatkowo morscy operatorzy kontenerowi wycofali się ze współpracy z rosyjskimi portami. Kolejnym ciosem dla transportu kolejowego Kaliningradu było wprowadzenie przez Polskę embarga na import i tranzyt rosyjskiego węgla. Regionalne szacunki wskazują, że już w pierwszym kwartale 2022 r. Koleje Kaliningradzkie odnotowały spadek przewozów towarowych nawet o ok. 45%. Dodatkowo z informacji Stowarzyszenia Morskich Portów Towarowych FR wynika, że w maju br. przeładunek kontenerów w kaliningradzkich portach zmniejszył się o 78% r/r, co było, obok wyników portu w Ust-Łudze (-79%), najgorszym rezultatem wśród wszystkich portów Federacji Rosyjskiej.

Sankcje i problemy transportowe szczególnie wyraźnie odbijają się na cenach w obwodzie kaliningradzkim. Roczna inflacja w maju wyniosła tam 17,4% (przy czym towarów spożywczych – ponad 18%) i był to najwyższy wskaźnik w Północno-Zachodnim Okręgu Federalnym FR, przekraczający również średnią ogólnokrajową. Sposobem radzenia sobie przez mieszkańców obwodu z problemem wysokich cen były do niedawna zwłaszcza wyjazdy na zakupy do Polski i na Litwę. Ze względu na pandemię COVID-19 i nadal obowiązujące ograniczenia w przekraczaniu rosyjskiej granicy (wprowadzone zarówno przez kraje unijne, jak i Rosję) stały się one jednak bardzo trudne. Dodatkowo w ostatnich miesiącach mocno zredukowano personel konsulatów państw UE w obwodzie (głównie Polski i Litwy), przez co uzyskanie wizy strefy Schengen jest znacznie trudniejsze. Podróż do Rosji właściwej samolotem także się wydłużyła ze względu na konieczność ominięcia przestrzeni powietrznej UE. Niemniej, dzięki państwowym dotacjom, ceny biletów nie wzrosły.

Mimo ostrej reakcji Kremla władze litewskie prezentują gotowość do wdrażania dalszych zapowiedzianych przez UE sankcji wobec Rosji, w tym także względem obwodu kaliningradzkiego. Deklarują jednak przy tym, że nie będą podejmować żadnych jednostronnych kroków, które nie wynikają z ustaw i przepisów przyjętych przez UE. W sytuacji zaognionego obecnie sporu z Moskwą kluczowe dla Wilna jest wsparcie ze strony unijnych decydentów, promujących identyczną do litewskiej narrację i potwierdzających, że decyzje Litwy podejmowane są w konsultacji z KE. Ich postawa stanowi dla Wilna zabezpieczenie przed próbą skierowania przez Rosję przeciwko Litwie skargi do sądu arbitrażowego. Groźby działań odwetowych kierowane przez Kreml pod adresem Litwy nie niepokoją jej władz. Rosja nie ma bowiem możliwości, aby niemilitarnymi środkami dokonać blokady portu w Kłajpedzie. Litwa jest już także niezależna od dostaw rosyjskich surowców energetycznych.

osw.waw.pl

Odcinek izjumski: Rosyjska artyleria i lotnictwo ostrzelało 6 miejscowości. Kontynuowane są ciężkie walki o w rejonie wsi Dołyna (okupowana przez Rosjan) i Krasnopilla. SZU odbiły miasteczko Bohorodyszcze. Ukraińcy kontynuują również natarcie przez las izjumski na miasto Izjum, stopniowo wypierając w jego kierunku przeciwnika.

Odcinek łymańsko-siwerski: SZFR nie próbowały forsować rzeki Doniec.

Na odcinku siwerskodonieckim: kontynuowane są walki miejskie o Siewierodonieck. Strona ukraińska utrzymuje dzielnicę przemysłową. SZU musiały jednak wycofać się z miasteczka Metolkine. Na południe od Siewierodoniecka rosyjskie BTG zdobyły Toszkiwkę i ruiny wsi Ustyniwka, a nastepnie przeprowadziły nieudane ataki na wieś Biła Hora (położona na południe od Łysyczańska, przy szosie P-66) i skrzyżowanie szosy P-66 i drogi O-131202 pod Myrną Dołyną.

Odcinek popasno-bachmucki: Na północ od wyłomu pod Popasną rosyjskie BTG nadal naciskają na ukraińskie pozycje w Zołotym, które było atakowane z trzech stron. Do południa Rosjanom udało się zdobyć resztę miasteczka Wrubiwka. Jednej rosyjskiej BTG udało się również wyprzeć Ukraińców i zająć skrzyżowanie dróg P-66 z T-13-16 między miastem Hirskie a Zołotym. SZFR atakowały również znowu wieś Mikołajiwka, która znajduje się na południe od szosy T-13-02, łączącej Bachmut z Łysyczańskiem. Atak zakończył się krwawą porażką Rosjan.

Odcinek Horliwka-Donieck: znowu przeważały ostrzały artyleryjskie i naloty SZRF na infrastrukturę cywilną, mieszkalną oraz pozycje SZU. W odpowiedzi artyleria ukraińska (a nie wykluczone, że również Siły Operacji Specjalnych i partyzanci) uderza w miejsca składowania amunicji i zaopatrzenia, a także koncentracji rosyjskiego sprzętu. Dzisiaj Ukraińcy zniszczyli magazyn amunicji w zakładach "Chimreaktyw", a także na lodowisko "Almaz" w mikrorejonie Szczetynina.

defence24.pl