czwartek, 16 czerwca 2022


Od kilku dni w przestrzeni medialnej pojawiają się informacje o sukcesach armii rosyjskiej oraz złej kondycji wojsk ukraińskich w rejonie Donbasu, czyli miejscu, gdzie toczą się obecnie główne walki, a strony zgromadziły większość swoich sił. Mowa jest przede wszystkim o miażdżącej przewadze artylerii rosyjskiej w środkach rażenia, ich zasięgu oraz zapasach amunicji. Przekłada się to według źródeł ukraińskich na co najmniej dziesięciokrotną przewagę ognia rosyjskiego nad ukraińskim. Wynikiem tej sytuacji mają być ciężkie straty wojsk ukraińskich i załamujące się morale w walczących oddziałach, co skutkuje postępami armii rosyjskiej i finalnie doprowadzić ma do zniszczenia obrońców w „łuku donbaskim". Jak doszło do obecnej sytuacji, jaki jest rzeczywisty obraz walki i jak można prognozować dalszy jej przebieg?

W pierwszej fazie konfliktu, czyli przed rozpoczęciem ofensywy w Donbasie, ukraińska artyleria górowała nad rosyjską, zapewniając skuteczne wsparcie walczącym żołnierzom. Z kolei artyleria rosyjska raziła nie tyle ogniem, co brakiem skuteczności. No może poza terrorystycznymi ostrzałami infrastruktury cywilnej.

W momencie inwazji armia ukraińska dysponowała niespełna tysiącem środków rażenia rakietowo-artyleryjskiego, całkowicie pochodzenia post radzieckiego oraz zbliżoną liczbą moździerzy różnych typów – również po radzieckich. Co należy podkreślić, zdawała sobie sprawę z ich znaczenia stąd wysokie nasycenie brygad ukraińskich artylerią lufową i rakietową oraz obecność jednostek artyleryjskich wyższego podporządkowania – regionalnego i centralnego. Ponadto duże znaczenia przywiązywano do rozpoznania w tym obrazowego z użyciem BSL. Jednocześnie dowódcy ukraińscy zdawali sobie sprawę z przewagi materiałowej Rosjan. Kompensowana miała być bardzo dobrym wyszkoleniem artylerzystów zarówno służby czynnej jak i rezerwistów, wysoką manewrowością z wypadami noszącymi znamiona rajdów a w razie potrzeby działaniem w ugrupowaniu rozproszonym. Taka taktyka miała zniwelować ilościową i jakościową (w środkach rażenia powyżej 20 km) przewagę rosyjską i utrudnić im skuteczny ogień przeciwbateryjny oraz rażenie ukraińskiej artylerii przez lotnictwo.

Przyjęta przez obrońców koncepcja użycia artylerii sprawdziła się w całej rozciągłości, tym bardziej że Rosjanie działali wpisując się niejako w ukraińską taktykę. Pierwsza faza inwazji miała charakter walk manewrowych z obroną uporczywą rejonów zurbanizowanych i uprzednio ufortyfikowanych. Rosyjskie batalionowe i pułkowe grupy taktyczne wsparte były relatywnie niewielką ilością artylerii kalibru do 152 mm. Miała ona zapewniać wsparcie bezpośrednie (ang. call for fire – CFF) walczącym oddziałom i znajdowały się bezpośrednio w ugrupowaniach bojowych lub tuż za nimi. Narażało je to na straty nie tylko od ognia ukraińskiej artylerii, ale również ognia bezpośredniego. Artyleria wyższego szczebla praktycznie nie koordynowała swojego ognia z walczącymi oddziałami, prowadząc mniej lub bardziej przypadkowe ostrzały obszarów miejskich.  Ponadto Rosjanie cierpieli na niedostatek amunicji artyleryjskiej, ponieważ nie rozwinęli polowych składów amunicji. Takowe powinny znajdować się na szczeblu armii (korpusu), dywizji i brygady (pułku). Nie było to możliwe choćby ze względu na manewrowy charakter walk, skutkujący brakiem zabezpieczenia przez najeźdźców skrzydeł, a nawet tyłów własnych ugrupowań.

Teren przekroczony nie był nawet terenem kontrolowanym, a co dopiero zdobytym. Sam teren, podmokły, zmuszał Rosjan do operowania kolumnami, po drogach utwardzonych. Uniemożliwiało to rozwijanie ugrupowań bojowych i stanowiło atrakcyjny cel dla artylerii przeciwnika.  W połączeniu ze słabo działającą w tym okresie obroną przeciwlotniczą i sprawiającym problemy system walki radioelektronicznej pozwoliło armii ukraińskiej na skuteczne użycie dronów (zarówno do ataków jak i rozpoznania) oraz prowadzenia ognia artyleryjskiego praktycznie na całej głębokości rosyjskich brygad I rzutu. Istotne znaczenie miało wsparcie rozpoznawcze zapewniane przez NATO-wskie lotnictwo i satelity.

Artyleria nie wygrywa samodzielnie konfliktów, ale tworzy warunki dla innych rodzajów broni, przede wszystkim wojsk pancernych i zmechanizowanych do skutecznego natarcia lub obrony. W opisywanej fazie konfliktu artyleria ukraińska takie warunki tworzyła, natomiast rosyjska nie stanęła na wysokości zadania. Obrońcy, skutecznie wspierani właśnie ogniem artylerii prowadzili obronę bardzo aktywną. Dodatkowym bonusem, była broń dostarczana w znacznych ilościach przez NATO i ich sojuszników. Akurat ręczna broń przeciwpancerna i przeciwlotnicza wpisywała się na tym etapie konfliktu w ukraińskie potrzeby i taktykę małych oddziałów.

Przyjęta przez dowództwo ukraińskie koncepcja pętli decyzyjnej na relatywnie niskim szczeblu okazała się bardzo skuteczna. Decyzje o sposobie walki zapadały na poziomie nawet plutonów czy kompanii. Dowódcy wyższych szczebli skupiali się głównie na koordynacji działań. W przypadku prowadzonych walk o charakterze manewrowym, takie dowodzenie było o tyle skuteczniejsze, że z kolei Rosjanie mieli pętlę decyzyjną bardzo długą, a swoboda dowódców niższych szczebli była mocno ograniczana. Co więcej dowódcy ukraińscy byli pod względem kompetencji i kwalifikacji do takiego dowodzenia przygotowani.  W przypadku Rosjan próby uproszczenia systemu dowodzenia i kontroli sprowadzały się do obecności oficerów wysokiego szczebla bezpośrednio na polu walki, co bynajmniej nie sprzyjało własnej inicjatywie młodszych dowódców, nawet jeżeli byli do niej zdolni. Co więcej, czasami kończyło się śmiercią dla rosyjskich pułkowników i generałów.

Duże znaczenie dla przebiegu walki miała wysoka wola walki żołnierzy ukraińskich. Dowódcy mieli w kierowaniu walką o tyle ułatwione zadanie, że ich żołnierze nie wymagali dodatkowego motywowania.  Warto zauważyć, że po 2014 roku budowana od podstaw armia ukraińska zmieniła nie tylko swoje struktury, ale i koncepcję przywództwa w wojsku. Ma ona obecnie charakter dużo mniej sformalizowany i bazuje w dużej części na cechach osobistych dowódców, a w znacznie mniejszym na formalnych, wynikających choćby z oficerskiego stopnia, źródłach autorytetu. Czyli dokładnie odmiennie niż jest to w armii rosyjskiej, gdzie istniejąca wciąż służba zasadnicza nie sprzyja budowaniu więzi w relacji przełożony-podwładny, choć teoretycznie w niektórych formacjach takie relacje powinny funkcjonować.

Wreszcie, po stronie ukraińskiej stanęły do walki wysoce zmotywowane oddziały, złożone w dużej części z weteranów, połączone ideą obrony ojczyzny z dowódcami, którzy często byli również przywódcami. Za przeciwników zdawałoby się, że mają jednostki niejednorodne pod względem morale. Formacje składające się od lat z żołnierzy wyłącznie kontraktowych i posiadających doświadczenie bojowe z wcześniejszych konfliktów (np. powietrzno-desantowe) powinny prezentować wyższy poziom nie tylko wyszkolenia, niż zwykła piechota. Jednak sam przebieg konfliktu nie wskazuje, że w walce w istotny sposób wpływało to na ich przebieg. Na przykład w walkach miejskich, zmiana piechoty na „spadochroniarzy" nie skutkowała spektakularnymi sukcesami.

Co się zmieniło? Zmiana zaszła przede wszystkim w rosyjskiej koncepcji prowadzenia działań, co przełożyło się na taktykę i zaangażowanie zasobów. Zmieniły się również warunki pogodowo-terenowe.

Rosjanie planując kolejną fazę wojny, przede wszystkim podjęli kluczową decyzję o skupieniu własnych sił na znacznie mniejszym obszarze. Opuszczenie kierunku kijowskiego i rezygnacja z inicjatywy operacyjnej na kierunku charkowskim, chersońskim i w rejonie zaporoskim pozwoliło na zgromadzenie znacznych sił i przygotowanie nowej ofensywy w rejonie Donbasu. Siły wydzielone do tej operacji otrzymały znaczne wzmocnienie przede wszystkim w artylerii wszystkich poziomów oraz do chwili obecnej około 40-50 tysięcy żołnierzy. Ponadto Rosjanie rozwinęli infrastrukturę logistyczną zapewniającą dostawy i magazynowanie,  przede wszystkim amunicji i paliwa. Koncepcja uderzenia na całej długości „łuku", zakładała po pierwsze przewagę ognia nad manewrem po drugie utrzymanie ciągłej linii walczących wojsk, bez działań o charakterze rajdowym.

W praktyce taktyka ta sprowadza się do wykonywania wielu uderzeń jednocześnie na pozycje ukraińskie, a w momencie napotkania oporu niszczenie wykrytych stanowisk ogniowych zmasowanym ogniem artylerii i w mniejszym stopniu lotnictwa. Często prowadzony jest również ogień artyleryjski poprzedzający natarcie, bez względu na to czy wykryto uprzednio pozycje armii ukraińskiej. W przypadku uzyskania powodzenia, wprowadzone są do walki kolejne rosyjskie siły w celu dokonywania wyłomów w obronie. Należy zauważyć, że nawet uzyskanie powodzenia, wykorzystywane jest przez Rosjan ostrożnie, którzy przechodzą często do obrony w celu zabezpieczenia zdobytego terenu i odtwarzania zdolności bojowej własnych wojsk.

Decydującą rolę w tych działaniach pełni przeważająca ilościowo i materiałowo rosyjska artyleria. To ona ma zdobywać teren, żołnierze mają go po prostu zajmować. Oczywiście nadal dochodzi do zażartych walk bezpośrednich, szczególnie w obszarach miejskich lub ufortyfikowanych, gdzie skuteczność rażenia ogniem artyleryjskim jest relatywnie niższa. Ponadto Rosjanie, wykorzystując rakiety poziomu operacyjnego starają się ograniczyć zdolność realizacji dostaw dla wojsk ukraińskich. Aktywne działania na tyłach prowadzą jednostki specnazu oraz rozpoznawcze.

Armia ukraińska przygotowując się do odparcia ofensywy nie wprowadziła zmian koncepcyjnych w swoich działaniach. Postawiono na obronę uporczywą na całej linii łuku. Walczące już często od kilku miesięcy brygady wojsk operacyjnych, uzupełniano gwardią narodową i relatywnie od niedawna siłami obrony terytorialnej, stawiając na wysokie morale żołnierzy ukraińskich. Brygady artylerii szczebla nadrzędnego oraz brygady pancerne pełnią rolę manewrowego odwodu i używane są na zagrożonych przełamaniem kierunkach.

Organizując obronę dużą wagę przywiązywano do terenu, wykorzystując duże ośrodki miejskie, tereny zalesione i rzeki. Prowadzono również intensywne prace fortyfikacyjne. Były to działania jak najbardziej uzasadnione i skuteczne, nie zmieniły jednak faktu, że Ukraina tym razem podjęła walkę na warunkach podyktowanych przez Rosjan. Być może zakładano, że przewaga w rozpoznaniu i taktyce użycia artylerii skompensuje rosyjską przewagę. Zapewne mocno liczono również na sprzęt artyleryjski i amunicję obiecaną przez NATO i jego sojuszników. Sytuacja rejonie ofensywy pokazuje jednak, że taktyka rosyjska pozwala w pewnej mierze niwelować dotychczasową przewagę ukraińską. Zmasowany ogień artylerii rosyjskiej powoduje duże straty, nawet jeżeli ich rozpoznanie jest nadal upośledzone w porównaniu z ukraińskim. Artyleria szczebla operacyjnego prowadząca ogień z dystansu ponad 20 kilometrów znajduje się poza zasięgiem większości artylerii ukraińskiej.

Całe wioski są praktycznie zmiatane z powierzchni ziemi i to nawet wówczas, kiedy nie stanowią punktów oporu. Obie strony zużywają obecnie olbrzymie ilości amunicji artyleryjskiej, przy czym w przypadku rosyjskim mogą być one nawet dziesięciokrotnie (lub więcej) wyższe. Stąd toczącą się walkę określa mianem wojny materiałowej lub na wyniszczenie. Czyli porażkę poniesie strona, której wcześniej skończy się amunicja lub zdolności uzupełniania strat. Obecnie nic nie wskazuje, że któraś ze stron takie zdolności utraciła. Informacje o dramatycznych brakach amunicji po stronie ukraińskiej wydają się mocno przesadzone, choćby dlatego, że w znaczna część ich artyleria pochodzi już z dostaw NATO pozwala więc korzystać z ich zasobów amunicji. Natomiast można się zastanawiać, czy liczba dostarczonych Ukrainie haubic jest wystarczająca i przewaga jakościowa zniweluje ilościową.

Przy prowadzeniu ognia pośredniego na dystans rażenia artylerii, wyższa wola walki żołnierzy ukraińskich nie zawsze ma decydujący wpływ na wynik starcia, przy czym ludzka odporność psychiczna ma swoje granice. Wola walki jednostek słabiej wyszkolonych i bez doświadczenia bojowego, a czasem gorzej dowodzonych, będzie odpowiednio niższa. Duże straty po stronie ukraińskiej wymusiły wprowadzanie takich właśnie oddziałów do walki, co skutkowało jednostkowymi przypadkami odmawiania wykonywania rozkazów lub samowolnym opuszczaniem odcinków obrony.

Zmalało znaczenie broni przeciwpancernej piechoty. Stanowi ona oczywiście nadal groźną broń, natomiast zwarte ugrupowanie rosyjskie nie pozwala Ukraińcom na stosowanie taktyki przenikania małymi oddziałami i organizowanie zasadzek z jej użyciem. Natomiast nadal rosyjskie bezpośrednie wsparcie lotnicze, szczególnie śmigłowców, jest mocno ograniczone dzięki dostarczonym Ukrainie ręcznym wyrzutniom przeciwlotniczym.

Tocząca się walka w mniejszym stopniu wymaga samodzielności decyzyjnej od rosyjskich dowódców niższego szczebla. Dynamika działań jest mniejsza i ma charakter uporczywie ponawianych ataków na przemian z nawałami artyleryjskimi. Pozwala to kompensować Rosjanom własne słabości, co skutkuje sukcesami na poziomie głównie taktycznym. Oznacza to, że udaje im się wybiórczo realizować cele, natomiast nie przekłada się to jak dotąd na sukces operacyjny. Nie zdobywają tego co by chcieli i nie w czasie jaki by chcieli. Nie przekłada się to wciąż na sukces operacyjny, czyli uzyskanie sytuacji dającą zdecydowaną przewagę nad armią ukraińską.

Takim sukcesem operacyjnym byłoby zamknięcie w okrążeniu brygad ukraińskich broniących rejonu Siewierodoniecka czy też wykorzystanie tymczasowego przełamania z kierunku Popasnej. Na sukces operacyjny Rosjan mogłoby również wpłynąć udane przekroczenie rzeki Doniec, którego poziom wód mocno się obniża.  Na chwilę obecną Rosjanie jednak wciąż tkwią na jego północnym brzegu, prowadzą nieskuteczne działania na głównych kierunkach potencjalnego przełamania okrążającego czyli z kierunku Izjum i Popasnej oraz uwikłani są w wyniszczające walki miejskie w Siewierodoniecku. Nie oznacza to jednak ich całkowitej niezdolności do podjęcia kolejnych działań. Prowadzone przez nich odtwarzanie i koncentracja sił, pozwala przypuszczać, że przystąpią do kolejnych działań.

Z kolei ze strony ukraińskiej kontynuowanie walki opierającej się na wymianie ciosów artyleryjskich, jest godzeniem się na wojnę na wyniszczenie. Jak dotąd ukraińskie brygady spełniły pokładane w nich nadzieje, stało się to jednak kosztem strat sięgających w niektórych jednostkach połowy stanów osobowych. Wymaga to nie tyle bieżącego uzupełniania strat, ale wycofywania z walki celem kompleksowego odtwarzania zdolności bojowej. Ukraińska artyleria wciąż skutecznie radzi sobie z atakami rosyjskimi, co udowodniło zniszczenie przepraw na Dońcu. Natomiast jest to wciąż walka, gdzie kluczową rolę ogrywa ogień artyleryjski, a którym Rosjanie będą mieli nadal przewagę.

Wprowadzanie artylerii NATO wymaga czasu nie tylko ze względu na czas ich pojawiania się na teatrze, ale również przeszkolenia obsług. Można zakładać, że wprowadzenie jej w szerokim zakresie, szczególnie rakietowej zdolnej do rażenia na odległość 60 kilometrów i więcej pozwoli zniwelować rosyjską przewagę ilościową. Nie jest to natomiast rozwiązanie na „teraz". Sposobem na zmianę obecnej sytuacji na poziomie operacyjnym byłoby skrócenie linii walk w Donbasie poprzez planowe wycofanie części sił z kierunków najbardziej zagrożonych okrążeniem i wykorzystanie uzyskanych rezerw do przeprowadzenie ofensywy na jednym z kierunków, gdzie Rosjanie wykazują małą aktywność, czyli rejon zaporoski lub chersoński. Uderzenie z kierunku zachodniego na skrzydło ugrupowania w rejonie Izjum może być mocno utrudnione, ze względu na konieczność utrzymania przepraw oraz duże obszary leśne, kanalizujące natarcie.

Pozostawienie całkowitej inicjatywy w rękach Rosjan, nie musi skutkować porażką, ponieważ ich siły wyczerpują się podobnie jak ukraińskie, natomiast daje armii rosyjskiej możliwości dysponowania zasobami i ich odtwarzania w dowolnych momentach, ponieważ to oni decydować będą o natężeniu i rejonach walk. Podjęcie przez Ukrainę działań ofensywnych, tam gdzie Rosjanie nie skupiają sił dałoby szansę na uzyskanie powodzenia i mogło doprowadzić do zmiany sytuacji na całym teatrze działań. Jednak bez zmiany koncepcji walki w rejonie „łuku donbaskiego" wydaje się trudne do przeprowadzenia.

defence24.pl

Nie ulega wątpliwości, że wspomniane wyżej trzy państwa patrzą na wojnę w Ukrainie inaczej niż Polska. W naszym kraju dominuje przeświadczenie, że z Moskwą nie należy iść na żadne układy, podczas gdy Berlin, Paryż oraz Rzym najwyraźniej jednak dążą do tego, by z Moskwą rozmawiać. Polska dostarcza broń Ukrainie, podczas gdy niemieckie dostawy zostały wstrzymane, a francuskie i włoskie jakkolwiek również miały miejsce, to były znacznie skromniejsze, niż mogłyby być.

Co do tego, że Rosja jest krajem bandyckim i jakkolwiek głosi walkę w neonazizmem to w istocie sama jest państwem faszystowskim, nie ma żadnych wątpliwości. Co gorsza, jest też krajem, którego retoryka sprawia wrażenie, tak jakby rosyjskie władze chwilami traciły kontakt z rzeczywistością. Wszelkie układy z Moskwą wymagać więc będą wyjątkowej maestrii dyplomatycznej.

Pytanie kto ma rację w sporze o to, czy z Moskwą w ogóle należy próbować rozmawiać, jest kluczowe. Aby na nie odpowiedzieć trzeba, niestety niezależnie od straszliwych zbrodni popełnionych przez Rosjan, chociażby w podkijowskiej Buczy, odpowiedzieć sobie na dwa fundamentalne pytania. Po pierwsze, jakie są realne możliwości zakończenia wojny inne niż zakończenie jej w drodze rozmów. Po drugie zaś, czego chcą tak naprawdę najistotniejsze w całej powyższej układance Stany Zjednoczone.

Odpowiedź na pierwsze pytanie jest w zasadzie stosunkowo prosta. Wojna może zakończyć się zwycięstwem Rosji, zwycięstwem Ukrainy lub jakiegoś rodzaju porozumieniem pokojowym.

Na dziś nic nie wskazuje na to, by Rosja była w stanie wygrać wojnę w takim rozumieniu, że zajęłaby większość lub całość terytorium Ukrainy. Problem polega na tym, że scenariusz ten jakkolwiek mało prawdopodobny jest tym niemniej nadal znacznie bardziej niestety prawdopodobny od scenariusza, w którym to Ukraina wygrywa wojnę. Ukraina od ponad już stu dni bohatersko się broni, ale jakby nie patrzeć straciła w ciągu owych stu dni większy procent własnego terytorium niż w czasie działań wojennych w 2014 i 2015 r. Wszystko wskazuje na to, że jakkolwiek jest w stanie kontynuować walkę, to nie jest zarazem w stanie obronić Donbasu.

Rosjanie po pierwszych niepowodzeniach wyciągnęli wnioski i zaczęli stosować dokładnie taką samą taktykę, jaką stosowali wcześniej w Syrii, a która polega na wyjątkowo brutalnym używaniu przewagi artyleryjskiej i atakowaniu sił przeciwnika dopiero po tym, gdy nawała artyleryjska pozwala na w miarę bezpieczne dla własnych sił ataki. Taktyka ta nie liczy się z ludzkim życiem i jest kolejnym dowodem tego, iż Rosji nie należy traktować jako państwa cywilizowanego.

Problem polega na tym, że taktyka ta niestety jest skuteczna. Powyższe powoduje, że o ile nie dojdzie do skokowego wzrostu dostaw broni i amunicji z Zachodu, czas zaczyna działać na niekorzyść Ukrainy. Rosyjska przewaga, która skądinąd tak naprawdę nie powinna być dla nikogo zaskoczeniem, ale która dla wielu obserwatorów w Polsce takim zaskoczeniem się stała po pierwotnych niepowodzeniach sił rosyjskich w walkach wokół Kijowa, oznacza, iż władze ukraińskie stają przed tak naprawdę diabelskim wyborem. Z jednej strony słusznie nie chcą się układać z Moskwą, z drugiej muszą sobie zadać pytanie czy układając się dziś będą mieć lepszą, czy też gorszą pozycję negocjacyjną niż na przykład za pół roku.

W przeciwieństwie do fantastów, których nie brak nad Wisłą, a którzy tego rodzaju pytań nigdy sobie nie zadają, Ukraińcy doskonale rozumieją, że "moralnie słuszne" zakończenia wojny, czyli całkowita klęska Rosji jest akurat tą najmniej prawdopodobną opcją. Rozumieją też, jaka jest sytuacja na froncie. Odpowiedź na pytanie, czy lepiej rozmawiać dziś, czy za jakiś czas zależy więc od odpowiedzi na pytanie o dostawy broni. Ta zaś od tego, o co tak naprawdę chodzi Stanom Zjednoczonym.

Odpowiedź na to ostatnie pytanie jest stosunkowo prosta. 31 maja na łamach "The New York Times​" ukazał się otóż artykuł autorstwa prezydenta Stanów Zjednoczonych Joego Biden​a. W swoim jak się wydaje celowo krótkim i przy tym bardzo precyzyjnie sformułowanym (a więc adresowanym tyleż do czytelników NYT co i Władimira Putina, Wołodymyra Zełenskiego i wszystkich innych światowych przywódców) tekście prezydent Biden stwierdził, że "USA wysyłają Ukrainie znaczne ilości broni i amunicji, by ta mogła walczyć i mieć możliwie najsilniejszą pozycję przy stole negocjacji" oraz że "Stany Zjednoczone będą wzmacniać Ukrainę i popierać jej staranie o to, by zakończyć konflikt w drodze negocjacji".

Dobrym probierzem intencji Waszyngtonu są też dwa pozornie niezwiązane ze sobą fakty. Po pierwsze, uchwalenie bezprecedensowego pakietu pomocy dla Ukrainy w kwocie 40 mld dolarów, a po drugie, następujące praktycznie zaraz po nim spowolnienie tempa dostaw broni tudzież opóźnienia w dostawach artylerii rakietowej dalekiego zasięgu na Ukrainę. To pierwsze było niczym innym jak sygnałem, że Waszyngton gotowy jest, jeśli będzie taka konieczność, do długiej wojny. To drugie z kolei sygnałem, że Waszyngton wcale długiej wojny nie chce. Dużo taniej i prościej, a przy tym bez bolesnych skutków ubocznych można Rosję sprowadzić do należytego miejsca za pomocą sankcji, a nie wykrwawiając ją w wojnie.

Innymi słowy, inaczej niż się to często odbiera w Warszawie, gdzie stanowisko USA traktowane jest jako zasadniczo odmienne od polityki Niemiec, Francji oraz Włoch, również Stany Zjednoczone (a skoro tak, to również i Wielka Brytania) chcą się układać z Rosją. Różnica pomiędzy Waszyngtonem i Londynem a Berlinem, Paryżem i Rzymem dotyczy nie tego "czy" lecz "ja", "kiedy" i na jakich warunkach.

Wszystkie ww. stolice zakładają, że skoro Rosji militarnie pokonać się nie da (a nie da się, bo, czy się nam to podoba, czy też nie, Rosja jest mocarstwem nuklearnym) to trzeba się z nią porozumieć. Wszyscy rozumieją, że zakończenie rozmów przy stole negocjacji oznacza, że Ukraina nie odzyska nie tylko Krymu, ale zapewne też i znacznej części Donbasu. Różnica zapewne sprowadza się do tego, jak dużej jego części.

Powyższe zdanie nie oznacza mojej moralnej akceptacji powyższego faktu. Rzecz w tym wszakże, że fakty są takimi, jakie są niezależnie od tego, jaki mam osobiście i jaki mamy w Polsce do nich stosunek i czy je moralnie akceptujemy, czy też nie. Problem polega na tym, że w Polsce moralna ocena faktów czasem uniemożliwia przyjmowanie ich do wiadomości, a to z kolei czyni prowadzenie realistycznej polityki całkowicie niemożliwym.

Były szef dyplomacji w rządzie Prawa i Sprawiedliwości Jacek Czaputowicz stwierdził, że niedobrze się dzieje, że wizyta trzech przywódców w Kijowie jest niejako w kontrze w stosunku do polskiej polityki. Powyższe nie oznacza, iżby minister Czaputowicz namawiał do stanięcia po stronie Berlina, Paryża i Rzymu. Były szef dyplomacji stwierdza jedynie, że chciałby, żeby "polska dyplomacja działała aktywnie na rzecz przyciągnięcia Francji i Niemiec do Ukrainy".

Problem polega na tym, że aby móc to robić i realnie wesprzeć Kijów nie tylko dostawami czołgów i amunicji, ale również udzielić mu wsparcia dyplomatycznego, należałoby wyobrazić sobie scenariusze zakończenia wojny na swego rodzaju skali od np. minus 10 do plus 10 i wyobrazić sobie, że minus 10 oznacza klęskę Ukrainy, a plus 10 ukraińską defiladę zwycięstwa w Moskwie. Następnie warto sobie wyobrazić stanowisko Berlina, Paryża i Rzymu jako minus 3, a Waszyngtonu jako plus 3.

Polska może odegrać rolę, jeśli będzie optować za plus 3, tym samym stanowisko to wzmacniając, względnie — przy dobrej dyplomacji — grać nawet o scenariusz, który odpowiadałby plus 4 lub plus 5. Wówczas bowiem być może uda nam się namówić Amerykanów i Brytyjczyków, by jeszcze trochę usztywnili swoje stanowisko i tym samym, aby również i Niemcy, Francja oraz Włochy przesunęły się w pożądanym przez nas kierunku.

Mamy też jednak i inną opcję. Możemy postawić na plus 10, to jest przelicytować i w efekcie spowodować, że nasz głos będzie słabszy, a nie silniejszy. Stanowisko Zachodu będzie się bowiem wykuwać jako kompromis również z tymi, którzy nas swoją postawą słusznie zapewne irytują. Problem polega na tym, że ci, którzy irytują nas, a co więcej irytują również Kijów i którzy w przeciwieństwie do nas nie dostarczyli Ukrainie ani jednego czołgu, mogą wraz z moralnie podejrzanymi propozycjami przywieźć do Kijowa pożyczki, kredyty i co nie mniej ważne — otwartą linię z Władimirem Putinem.

Byłoby smutne gdyby miało się okazać, że nasze twarde poparcie dla Kijowa i ponad 200 dostarczonych Ukrainie czołgów przekłada się na mniej umów na odbudowę ukraińskiej gospodarki niż zero czołgów i poparcie znacznie mniej jednoznaczne od naszego.

onet.pl

9 czerwca podczas spotkania z gubernatorem obwodu kurskiego Romanem Starowojtem Alaksandr Łukaszenka poinformował o przyznaniu Białorusi rosyjskiego wsparcia finansowego w wysokości 1,5 mld dolarów. Środki te mają być przeznaczone na realizację programów antyimportowych, rekompensujących brak dostępu obu państw do szeregu produktów i technologii w związku z wprowadzeniem zachodnich sankcji. O uruchomieniu wspólnych projektów wspomniał na posiedzeniu Euroazjatyckiego Forum Ekonomicznego 26 maja Władimir Putin, który wskazał na „znaczne kompetencje” białoruskich firm w dziedzinie wytwarzania mikroelektroniki. Kolektywne działania w związku z reżimem sankcyjnym były także jednym z tematów rozmów obu liderów w Soczi 22 maja. Również 9 czerwca rząd FR przyjął poprawki do porozumienia dwustronnego z 9 lutego 2021 r. o eksporcie produktów naftowych z Białorusi za pośrednictwem rosyjskich portów. W rezultacie tej modyfikacji tamtejsi dostawcy paliw uzyskali dostęp do infrastruktury portowej na terenie całej FR. Wcześniej, 2 czerwca, gubernator obwodu leningradzkiego Aleksandr Drozdenko zadeklarował możliwość udostępnienia terminali w rosyjskich portach bałtyckich do przeładunku białoruskich towarów do czasu zbudowania na terenie obwodu odrębnego białoruskiego portu (obecnie inwestycja znajduje się na wstępnym etapie projektowania). 10 czerwca odbyło się z kolei spotkanie przedstawicieli resortów finansów obu krajów w sprawie emisji na rynku FR białoruskich obligacji. Władze w Moskwie zapowiedziały nie tylko swoje wsparcie dla tego przedsięwzięcia, lecz także ułatwienia dla firm z Białorusi zainteresowanych udziałem w rosyjskich przetargach państwowych.

Komentarz

Wprowadzone po sfałszowanych wyborach prezydenckich w sierpniu 2020 r., a następnie zaostrzone w konsekwencji wsparcia przez Mińsk rosyjskiej agresji na Ukrainę zachodnie sankcje praktycznie odcięły Białoruś od rynków UE i Ukrainy. Zablokowany został również dostęp do portów w państwach bałtyckich, w tym przede wszystkim do Kłajpedy, w której przeładowywano większość eksportu białoruskich nawozów potasowych. W ocenie władz w Mińsku straty z tytułu embarga na krajowe towary sięgną w tym roku nawet 18 mld dolarów, co stanowi niemal połowę wartości ubiegłorocznego eksportu. Skutkiem zachodnich reżimów sankcyjnych będzie również głęboka recesja, którą zarówno Bank Światowy, jak i kontrolowany przez Moskwę Euroazjatycki Fundusz Stabilizacji i Rozwoju oceniają w tym roku na co najmniej 6,5% PKB. W tej sytuacji krajową gospodarkę może uchronić przed zupełnym załamaniem wyłącznie zacieśnianie współpracy z Rosją. Przyniesie ono dalsze zwiększenie zależności Mińska od Moskwy. O skali zjawiska świadczą wyniki białoruskiego handlu zagranicznego, w którym udział sąsiada wzrósł z 48% w styczniu br. do 63% w kwietniu.

Działania strony rosyjskiej wskazują na kontynuowanie prowadzonej od wielu lat polityki subsydiowania białoruskiej gospodarki. Nieograniczony dostęp do portów znacząco poszerza potencjalną geografię dostaw nawozów potasowych, czyli jednego z głównych towarów eksportowanych przez Białoruś, a (jak dotąd jedynie deklarowane) uruchomienie projektów antyimportowych złagodziłoby przynajmniej częściowo straty wynikające z niedostępności rynków unijnych oraz ukraińskiego. Ponadto nie można wykluczyć, że emisja białoruskich obligacji (brakuje informacji o ich wartości) w kontekście obserwowanej już w obu państwach recesji może być de facto formą ukrytego wsparcia finansowego ze strony Moskwy, odpłacającej się w ten sposób Mińskowi za lojalność w krytycznej narracji wobec Zachodu i Ukrainy oraz za udostępnianie terytorium rosyjskim siłom zbrojnym.

Realna wartość subsydiów, pomimo zapewnień obu stron, będzie jednak dość ograniczona. Rosyjska infrastruktura portowa nie dysponuje obecnie wolnymi mocami przerobowymi adekwatnymi do zapotrzebowania sąsiada, co jest spowodowane m.in. zachodnimi restrykcjami oraz bojkotami korporacyjnymi, znacząco utrudniającymi obsługę towarową. Podobnie przedstawiają się możliwości współpracy Kolei Rosyjskich, które w nowych warunkach sankcyjnych skupiają się przede wszystkim na reorganizacji przewozów wewnątrz kraju. Otwarte pozostają również pytania o skalę wzrostu kosztów transportu i związaną z tym konkurencyjność cenową eksporterów z Białorusi. Z kolei projekty antyimportowe mogą przejściowo poprawić kondycję białoruskiego przemysłu, szczególnie w sektorach zbrojeniowym i maszynowym, od lat ściśle kooperujących z podmiotami rosyjskimi (przykładem miński producent mikroelektroniki Integral). Z uwagi na brak własnych zaawansowanych technologii współpraca między oboma państwami nie będzie jednak w stanie ani przyczynić się do modernizacji w większości przestarzałej białoruskiej infrastruktury przemysłowej, ani zrekompensować zerwanych więzi z zachodnimi partnerami.

osw.waw.pl

Inwazja na Ukrainę i zachodnie sankcje silnie uderzyły w rosyjską gospodarkę. Wskaźniki makroekonomiczne pogarszają się, a kryzys gospodarczy – stopniowo przybliża. Jednocześnie kwestie ekonomiczne stały się w ostatnich tygodniach ważną częścią propagandy Kremla, skierowanej zarówno na rynek wewnętrzny, jak i do społeczności międzynarodowej. Jej cel to przekonanie obserwatorów, że gospodarka okazała się odporna na restrykcje, rząd panuje nad sytuacją ekonomiczną, a wprowadzane obostrzenia uderzają przede wszystkim w państwa zachodnie. W efekcie władze zaczęły ograniczać dostęp do danych statystycznych (zmniejszając częstotliwość ich ukazywania się, całkowicie wstrzymując ich publikację czy też agregując je), co utrudnia diagnozę aktualnej sytuacji i sprawia, że interpretowanie oficjalnych informacji wymaga jeszcze większej ostrożności.

W I kwartale 2022 r. większość wskaźników makroekonomicznych Rosji prezentowała się pozytywnie w porównaniu do tego samego okresu ub.r., co było związane z niską bazą porównawczą (na początku 2021 r. krajowa gospodarka znajdowała się jeszcze w pandemicznej recesji). W porównaniu z IV kwartałem 2021 r. większość z nich znacznie się jednak pogorszyła.

PKB zwiększyło się w I kwartale o 3,7% r/r, przy czym w kolejnych miesiącach obserwowano spowolnienie tempa wzrostu – w marcu do 1,6%. Zgodnie z obecnymi prognozami wraz z kończeniem się zapasów importowanych części, podzespołów czy innych towarów (co powinno nastąpić z końcem II kwartału) Rosja ma się stopniowo pogrążać w recesji. Według wstępnych ocen w kwietniu br. PKB obniżyło się o 3% r/r. Rządowe prognozy mówią o jego spadku w całym 2022 r. o 7–12,5%, podczas gdy wcześniej zakładano wzrost o 2%. W sytuacji gdy trwa wojna i na kraj nakładane są kolejne sankcje, oszacowanie realnej skali recesji nie jest jednak możliwe.

Motorem rosyjskiego wzrostu pozostał popyt wewnętrzny, choć jego tempo wyhamowało. Obroty handlu hurtowego w pierwszych czterech miesiącach spadły o 1,1% r/r, przy czym w marcu były niższe o 12% niż przed rokiem. Handel detaliczny w okresie od stycznia do kwietnia utrzymał się na poziomie sprzed roku, co wiązało się z dobrymi wynikami w styczniu i lutym oraz zwiększonym popytem w marcu, będącym reakcją społeczeństwa na wojnę i niepewność przyszłości. W kwietniu obroty w handlu detalicznym stopniały już jednak o prawie 10% r/r.

Sytuacja pogorszyła się także w przemyśle. Z danych Rosstatu wynika, że w pierwszych czterech miesiącach 2022 r. wzrost produkcji przemysłowej utrzymał się (3,9% r/r), lecz już w kwietniu odnotowano jej spadek o 1,6% r/r. Kluczowe znaczenie dla tych wyników miał sektor wydobywczy, który w okresie styczeń–kwiecień br. wzrósł o 5,9% r/r, ale w kwietniu skurczył się o 1,6% r/r, przy czym spadki dotknęły w zasadzie wszystkie branże (poza metalami nieżelaznymi). Produkcja ropy i gazu zmniejszyła się o 3,6% r/r. Według informacji agencji Interfax wydobycie ropy bez kondensatu gazowego obniżyło się w kwietniu o 12% w porównaniu z marcem i o 4,8% w porównaniu z kwietniem 2021 r. W całym 2022 r. rząd zakłada spadek wydobycia ropy naftowej od ok. 5–8% (z 524 mln ton do 480–500 mln ton) w wariancie bazowym do nawet 17,2% (434 mln ton) w wariancie pesymistycznym.

W pierwszych czterech miesiącach 2022 r. stosunkowo wysoką dynamikę (3,2%) utrzymał także sektor przetwórczy, choć już w marcu i kwietniu odnotowano spadki. W związku z sankcjami i problemami z logistyką rosyjskie przedsiębiorstwa kontynuują działalność głównie dzięki zapasom sprowadzanych towarów. Produkcja sektora farmaceutycznego w kwietniu wzrosła o ponad 30% r/r, a komputerów, urządzeń AGD i przyrządów optycznych – o ponad 20% r/r, natomiast wytwarzanie samochodów osobowych załamało się i w kwietniu było niższe o ponad 60% niż rok wcześniej.

W pierwszych czterech miesiącach 2022 r. utrzymała się wysoka dynamika w budownictwie – sektor wzrósł o ok. 5,6% r/r (w kwietniu o 7,9%), co należy wiązać z wprowadzonym w czasie pandemii programem ulgowych kredytów hipotecznych oraz realizowanymi przez państwo programami infrastrukturalnymi. Procesy inwestycyjne w budownictwie są długoterminowe i mają silny charakter inercyjny. Już w kwietniu drastycznie (o ponad 70% r/r) obniżyła się jednak wartość przyznawanych kredytów hipotecznych, co zaowocuje spadkiem aktywności gospodarczej także w tym sektorze.

Problemy widać również w transporcie towarowym. Choć w pierwszych czterech miesiącach 2022 r. utrzymał on wzrost na poziomie 1,6%, to w kwietniu zanotowano już spadek obrotów towarowych w odniesieniu do praktycznie wszystkich środków transportu (poza rzecznym). Nawet transport kolejowy, na którym w dużej mierze opiera się przekierowanie rosyjskiego eksportu z zachodu na wschód, zmalał o 2,3% r/r, a lotniczy – aż o prawie 85%.

Pierwszym efektem sankcji był dynamiczny wzrost cen. Wynika on z dewaluacji rubla w marcu, ograniczenia dostaw importowanych towarów oraz zwiększonego popytu. W efekcie w marcu ceny skoczyły o ponad 7,5% w porównaniu do lutego. W kwietniu tempo inflacji wyhamowało o 1,6% wskutek ograniczenia popytu – głównie inwestycyjnego, ale także konsumpcyjnego – oraz umocnienia się rubla. Roczna inflacja w kwietniu wyniosła 17,8%. W połowie maja ceny nieznacznie spadły, co spowodowało jej obniżenie się do 17,5%. Inflacja poszczególnych grup społecznych, zwłaszcza tych najuboższych, jest istotnie wyższa od oficjalnej – większość podstawowych towarów konsumpcyjnych znacznie podrożała (ceny cebuli wzrosły od początku roku o 90%, cukru – o 50%, a ziemniaków – o 40%). Zgodnie z obecnymi prognozami Centralnego Banku Rosji (CBR) w całym 2022 r. inflacja powinna się utrzymać na poziomie 18–23%, choć alternatywne szacunki zakładają wzrost cen w granicach 30%. Kluczową rolę odegra tu zdolność adaptacji rosyjskiej gospodarki do nowych warunków. Z jednej strony w drugiej połowie roku, wraz z wyczerpywaniem się zapasów towarów sprowadzanych z zagranicy, podaż na rynku może się znacznie ograniczyć, z drugiej zaś nie ma jasności, w jakim stopniu państwo będzie gotowe wspierać finansowo obywateli i przedsiębiorstwa, a w efekcie – jak kształtować się będzie popyt.

(...)

Z dostępnych informacji wynika, że mimo zachodnich ograniczeń wprowadzonych na wywóz niektórych towarów z Rosji wzrost cen surowców w dużej mierze rekompensuje spadek fizycznych wielkości ich eksportu. W I kwartale 2022 r. średnia cena ropy Urals wyniosła 89 dolarów za baryłkę (rok wcześniej – 59,8 dolara). Już w kwietniu obniżyła się ona jednak do 70,5 dolara, a w maju ponownie wzrosła do 78,8 dolara. Importerzy, którzy nie przyłączyli się do sankcji, zwłaszcza z Indii i Chin, gotowi byli zwiększyć zakup surowca z Rosji w zamian za wysoki upust cenowy. W efekcie cena baryłki Urals była niższa nawet o 40 dolarów w stosunku do ceny baryłki marki Brent.

Niejasna jest sytuacja rosyjskiego handlu zagranicznego. Od lutego br. limitowany jest dostęp do informacji dotyczących importu i eksportu (Federalna Służba Celna wstrzymała ich publikowanie, a CBR przedstawia jedynie mocno zagregowane dane). Z ostatnich danych opublikowanych przez CBR wynika, że w I kwartale 2022 r. eksport Federacji Rosyjskiej dynamicznie wzrósł – do 156,7 mld dolarów, tj. o prawie 48% w porównaniu z tym samym okresem ub.r. W porównaniu jednak z IV kwartałem 2021 r., kiedy ceny na surowce energetyczne były już wysokie (choć niższe od obecnych), wartość eksportu zmniejszyła się o 8%. Eksport w marcu i kwietniu najprawdopodobniej utrzymywał się na wysokim poziomie (ok. 60 mld dolarów miesięcznie), co było związane z rosnącymi cenami eksportowanych przez Rosję surowców energetycznych.

Import w I kwartale 2022 r. wzrósł do 90,4 mld dolarów, tj. o ponad 40% r/r, natomiast w porównaniu z IV kwartałem 2021 r. odnotowano jego spadek o prawie 17%. Zgodnie z szacunkami prowadzonymi na podstawie zagregowanych danych bilansu płatniczego Rosji oraz informacji od jej partnerów handlowych w marcu i kwietniu nastąpiło jednak najprawdopodobniej załamanie importu. W marcu mógł on spaść o 60% r/r, a w kwietniu nawet o 60–80% r/r. Słabe wyniki importu będą miały negatywny wpływ na rosyjski przemysł w kolejnych miesiącach, kiedy wyczerpią się zapasy, których nie będzie czym zastąpić.

Dzięki wysokim cenom surowców budżet federalny w pierwszych czterech miesiącach 2022 r. został zrealizowany z nadwyżką w wysokości ponad 1 bln rubli (ok. 12 mld dolarów po średnim kursie z tego okresu), przy czym dochody wyniosły ponad 10 bln rubli (ok. 120 mld dolarów) i były nominalnie o prawie 35% wyższe niż przed rokiem. W tym okresie rząd wydał prawie 9 bln rubli (ok. 108 mld dolarów), tj. ponad 37% więcej niż przed rokiem. Od początku agresji na Ukrainę rząd zawiesił funkcjonowanie reguły budżetowej zakładającej odkładanie w Funduszu Dobrobytu Narodowego nadwyżki dochodów naftowo-gazowych uzyskiwanych przy cenie baryłki ropy powyżej 44,2 dolara. W efekcie wszystkie środki z sektora energetycznego pozostają w dyspozycji rządu.

W kwietniu obserwowana była poważna zmiana w sytuacji finansów publicznych Rosji. Po raz pierwszy w tym roku budżet odnotował miesięczny deficyt – w wysokości ponad 262 mld rubli (ok. 3,4 mld dolarów). Dzięki wysokim cenom surowców energetycznych naftowo-gazowe dochody budżetu wzrosły w kwietniu o 100% (w porównaniu z kwietniem 2021 r.) i wyniosły 1,8 bln rubli (ok. 23 mld dolarów), co spowodowało wzmocnienie uzależnienia finansów publicznych od sektora energetycznego. Wpływy z tego sektora stanowią obecnie 63% wszystkich dochodów budżetowych (w 2021 r. ich udział sięgał 36%). Jednocześnie wpływy z pozostałych sektorów zmniejszyły się o ok. 23% r/r, do 1 bln rubli (niespełna 13 mld dolarów), do czego szczególnie przyczyniły się niskie dochody z VAT.

W kwietniu znacznie wzrosły wydatki budżetowe – do 3 bln rubli (ok. 40 mld dolarów), tj. o prawie 40% r/r i o 25% względem poprzedniego miesiąca. Od początku roku rząd konsekwentnie zwiększał wydatki bezpośrednie na obronę narodową i w kwietniu wydał na ten cel 627 mld rubli (ok. 8 mld dolarów), tj. prawie trzykrotnie więcej niż w styczniu br. Jednak to w grudniu 2021 r. miał miejsce najwyższy transfer z budżetu na wydatki wojskowe (ponad 900 mld rubli). Trzeba przy tym pamiętać, że faktyczne wydatki na obronę narodową rosyjskiego budżetu są znacznie wyższe. Część z nich zawarta jest bowiem w innych pozycjach budżetowych (np. emerytury wojskowe oraz odszkodowania dla rannych czy rodzin poległych żołnierzy są częścią rozdziału „Polityka społeczna”, nakłady na łączność i cyfryzację Ministerstwa Obrony są częścią rozdziału „Gospodarka Narodowa”).

(...)

Oficjalnie rezerwy walutowo-kruszcowe CBR 20 maja 2022 r. wynosiły 583 mld dolarów, przy czym ok. 300 mld dolarów zgromadzonych na kontach w zachodnich bankach zostało zamrożonych i CBR nie może z nich korzystać. Kolejne 120 mld dolarów to wartość zgromadzonego złota, które obecnie także trudno jest zamienić na waluty obce. Ograniczony dostęp do rezerw walutowych wymusił na władzach decyzję o wprowadzeniu w kraju kontroli walutowej i wstrzymaniu wymienialności rosyjskiego rubla.

Wprowadzona kontrola walutowa i de facto wstrzymanie swobodnej wymienialności rosyjskiej waluty doprowadziły do silnego umocnienia się rubla – 25 maja za dolara trzeba było zapłacić niespełna 56 rubli (ok. 25% mniej niż przed inwazją), podczas gdy jeszcze na początku marca br. kosztował on 120 rubli. Silny rubel to wynik załamania się popytu na niego, co nastąpiło w konsekwencji spadku importu, nietransparentnych zasad dostępu rosyjskiego biznesu do walut obcych, wprowadzenia dla obywateli licznych ograniczeń dotyczących możliwości zakupu walut oraz zakazu transferowania ich za granicę przez nierezydentów (np. w formie dywidend). Dodatkowo eksporterzy zostali zobowiązani do odsprzedawania (de facto zamiany na ruble) – początkowo 80%, a od połowy maja 50% – swoich przychodów walutowych na rynku wewnętrznym. Ponadto przychody z eksportu gazu do UE w całości wymieniane są na ruble. Regulacje te zapewniły na rynku wewnętrznym stałą podaż walut obcych, nieznajdujących jednak nabywców.

Silny rubel to poważny problem dla budżetu. Obecna wartość rosyjskiej waluty jest znacznie wyższa niż zapisany w budżecie na 2022 r. średnioroczny kurs, wynoszący 72,1 rubla za dolara. W efekcie dochody eksportowe trafiające do budżetu znacznie się skurczyły (po przewalutowaniu ich na ruble dochód jest bowiem dużo niższy, niż zakładano). Wymusza to na rządzie modyfikowanie niektórych regulacji walutowych (m.in. zmniejszenie do 50% obowiązkowej wymiany na ruble przychodów eksportowych czy zwiększenie dostępu do walut dla biznesu i obywateli). Częściowe wsparcie dla rubla stanowiło także obniżenie przez CBR stawki bazowej do 11%, lecz efekt tego posunięcia okazał się nietrwały. Najprawdopodobniej rząd będzie się starał dalej osłabiać rodzimą walutę.

Wojna i sankcje zachodnie silnie uderzają w ubożejące rosyjskie społeczeństwo. Realne dochody w Rosji spadają już od 2014 r. i pod koniec 2021 r. (mimo ich wzrostu o ok. 3% r/r) były o ok. 10% niższe niż w 2013 r. W I kwartale br. skurczyły się o 1,2% r/r, ale w porównaniu do IV kwartału 2021 r. były mniejsze o prawie 28% (Rosstat publikuje obecnie te dane w ujęciu kwartalnym). Na początku roku o 8,6% (tj. o wysokość inflacji w 2021 r.) podniesione zostały emerytury niepracujących seniorów, minimalna płaca oraz minimum socjalne, a od 1 czerwca prezydent zdecydował o podwyżce tych świadczeń o kolejne 10%, co ma pokryć najuboższym straty wynikające ze wzrostu cen. Mimo tych posunięć rząd nadal prognozuje realny spadek dochodów obywateli o ok. 8% w całym 2022 r.

Jak dotąd bezrobocie w Rosji utrzymuje się na rekordowo niskim poziomie – w marcu wynosiło ono zaledwie 4%. Z jednej strony niski odsetek osób bez pracy jest związany z problemami demograficznymi kraju i starzejącym się społeczeństwem, z drugiej zaś wynika ze specyfiki tamtejszego rynku pracy. W czasie kryzysu przedsiębiorcy przede wszystkim ograniczają czas pracy i obniżają pensje, natomiast zwolnienia to instrument, po który sięgają w ostateczności (w szczytowym momencie pandemii bezrobocie wzrosło do 6,4%). Wynika to w pierwszym rzędzie z polityki państwa, która uzależnia wsparcie dla prywatnego biznesu od utrzymania miejsc pracy oraz zabrania państwowym przedsiębiorstwom zwalniania zatrudnionych. Niewątpliwie w najbliższych miesiącach należy się jednak spodziewać wzrostu bezrobocia, zwłaszcza w sektorze małych i średnich firm, który w znacznej mierze nie podniósł się jeszcze z kryzysu wywołanego pandemią. Problem dotknie zwłaszcza branż najbardziej doświadczanych przez obecny kryzys, takich jak hotelarska, gastronomiczna, handlowa czy usług kosmetycznych. Nie ma też jasności co do przyszłości gałęzi motoryzacyjnej – jak dotąd bowiem zachodnie koncerny, które wstrzymały swoją produkcję w Rosji, w większości nadal wypłacają swoim pracownikom wypłaty postojowe. Wznowienie produkcji w większości tych zakładów bez dostaw importowanych części i podzespołów jest jednak niemożliwe. Dodatkowo krajowy rynek pracy jest bardzo rozchwiany. Już obecnie brakuje na nim specjalistów, zwłaszcza sektora IT. Obserwowana od początku inwazji na Ukrainę wzmożona migracja Rosjan pogłębiła jedynie ten problem. Co więcej, marcowa dewaluacja rubla oraz sankcje utrudniające wykonywanie przelewów zagranicznych doprowadziły do wyjazdu z kraju także migrantów zarobkowych z państw b. ZSRR, którzy podejmowali się niskopłatnych zajęć. Niedobory pracowników utrzymują się zatem również w sektorach budowlanym i komunalnym.

osw.waw.pl

środa, 15 czerwca 2022


Prezydent Francji Emmanuel Macron, w poniedziałek 13 czerwca 2022 r., wezwał do wzmocnienia europejskiego przemysłu obronnego, który musi być „znacznie silniejszy", inaugurując pod Paryżem międzynarodową wystawę obronną Eurosatory.

Macron, dając przemówienie stwierdził na samym początku, że reorganizacja armii będzie musiała być głęboka. Po trzech miesiącach inwazji Rosji na Ukrainę, reformy wojskowe muszą dotknąć także Francję. Głównym celem jest dopasowanie się ekonomiczne do wojny, aby być przygotowanym na długotrwały konflikt lub rywalizację. Podkreślił, że granice wyzwań zostały znacznie rozszerzone, a to wymaga od Francji zmianę retoryki, nie tylko dla korzyści niej samej, ale również dla sojuszników.

Prezydent wyróżnił, że przemysł obronny nie może być rozwijany jak gdyby był czas pokoju, ale należy się dopasować do pojawiających ostrzeżeń i zagrożeń. Trzeba zwiększyć produkcję i współpracę na linii państwowy i prywatny sektor wojskowy. Tym samym, jedną z opcji będzie, że rząd wprowadzi poprawkę, która umożliwiłaby w pewnych okolicznościach rekwizycję spółek cywilnych do celów wojskowych.

Problemem, który wyróżnia Macron, jest ograniczona produkcja i niewielkie zapasy w trakcie trwających konfliktów. Zdarzały się Francuzom sytuacje, że brakowało im choćby amunicji podczas misji zagranicznych. W zamyśle prezydenta należy produkować szybciej i więcej, a ponadto, jeśli dalej będzie trzeba wspierać sojuszników (w tym Ukrainę), to trzeba znacznie zwiększyć tempo. Dodał, że to m.in. konflikt na wschodzie Europy zmusza Francję, aby działać pilniej i intensywniej.

Już w 2017 roku Macron rozpoczął swoje działania mające na celu doinwestowanie Ministerstwa Sił Zbrojnych. Budżet został podniesiony o 25% i przekroczy 40 mld euro w 2022 r. i 50 mld euro w 2025 r., wobec 30 mld euro w latach 2007-2015. Na 2023 rok przewidziano wstępnie 44 mld, ale Macron właśnie wskazał, że należałoby dołożyć kolejne 3 mld. Powiedział, że „kiedy zagrożenie rośnie, środki muszą iść w parze". Lista potrzeb według wyższych wojskowych ma być nieskończona, a najważniejsze są: amunicja, drony, sprzęt do prowadzenia działań w cyberprzestrzeni i rozpoznania elektromagnetycznego oraz samoloty transportowe.

Jak zaznacza dyrektor Direction Générale de l'Armement  (departament francuskiego Ministerstwa Sił Zbrojnych, którego misją jest m.in. prowadzenie programów zbrojeniowych) cały czas Francja musi czynić postępy, jeśli chce brać udział w konfliktach o dużej intensywności. Obecnie pojawią się wyzwania w kwestii utrzymywania sprzętu w stanie stałej dyspozycyjności i operacyjności. To także kwestia produkcji wszelkich komponentów uzbrojenia oraz materiałów dla armii. Problemem Paryża jest zatrzymanie w łańcuchu dostaw, co mogłoby uzależnić państwo od zagranicznego dostawcy, a to byłoby w trakcie konfliktu problemem krytycznym. Główny cel to posiadanie zapasów i uniknięcie przerw w rytmie produkcji.

Emmanuel Macron dalej będzie próbował forsować swoje ambicje dotyczące europejskiej autonomii strategicznej. Wzrost wydatków wojskowych w całej Unii Europejskiej, będzie podstawą do wzmocnienia europejskiego potencjału militarnego, w tym przemysłu zbrojeniowego. Kilkukrotnie już zaznaczał, że produkcja uzbrojenia dla Europy musi odbywać się na kontynencie, w krajach UE.

W ocenie francuskiego prezydenta rozdrobniony przemysł obronny działa na niekorzyść Europejczyków. W takim ujęciu, to Francja miałaby być centrum europejskiej współpracy konsorcjów zbrojeniowych. Macron znowu bardzo mocno naciska na to, aby przyjąć w kwestiach bezpieczeństwa rolę lidera. Podsumował, że jeśli ktoś wątpi w pilność zmian w armii, niech spojrzy na Ukrainę, gdzie żołnierze potrzebują uzbrojenia wysokiej jakości i w dużej ilości. W ocenie niedawno ponownie wybranego prezydenta teraz Francja musi podjąć nowe inwestycje i działania.

defence24.pl

W Czeczenii, republice na rosyjskim Północnym Kaukazie, trwa przymusowa mobilizacja na wojnę z Ukrainą pod groźbami tortur i sfabrykowanych spraw karnych; zakrojone na szeroką skalę represje dotyczą też rodzin osób przeznaczonych do służby - zaalarmował w środę niezależny rosyjski portal The Insider.

Prawdziwych ochotników, skłonnych dobrowolnie pojechać na wojnę, prawie już w Czeczenii nie ma. Większość spośród tych, którzy zgadzają się walczyć, czyni to, by uchronić swoje rodziny przed upokorzeniem, natomiast siebie przed oskarżeniami o "terroryzm" i torturami. Nie ma szans na odmowę mobilizacji, a tylko nielicznym osobom udaje się uciec z republiki - czytamy w reportażu rosyjskiego opozycyjnego serwisu, wydawanego na Łotwie.

Według oficjalnych danych czeczeńskich władz z 7 czerwca na wojnę z Ukrainą udało się ponad 8 tys. mieszkańców tego regionu, z czego 1360 było ochotnikami. Jednak w ocenie prawnika i obrońcy praw człowieka Abubakara Jangułbajewa, cytowanego przez The Insider, faktyczna sytuacja wygląda zupełnie inaczej. "Nawet w czeczeńskich oddziałach Gwardii Narodowej (Rosgwardii) miejscowi stanowią tylko około połowy personelu" - ocenił Jangułbajew.

Rozmówcy The Insider potwierdzili, że mężczyźni w Czeczenii otrzymują ultimatum - albo pojadą na wojnę, albo trafią do więzienia na podstawie sfabrykowanych zarzutów o działalność terrorystyczną. Ustanowiono również nieformalne korupcyjne stawki w wysokości 450 tys. rubli (niemal 35 tys. zł - PAP) za "wykupienie się" od udziału w inwazji na Ukrainę.

Struktury siłowe podległe przywódcy Czeczenii Ramzanowi Kadyrowowi dopuszczają się też przemocy wobec rodzin zmobilizowanych mężczyzn.

"To przerażające, gdy hańbi się cześć mężczyzny lub jego żony, siostry czy córki. Funkcjonariusze przychodzą do domu, zaczynają molestować kobietę, rozbierać ją. W naszej mentalności jest to najgorsza rzecz. Lepiej już umrzeć, niż być tak upokorzonym. Potem nie będą nawet uważać cię za mężczyznę. A dla kadyrowców (czeczeńskich żołnierzy Rosgwardii - PAP) to powszechna praktyka. Tortury i morderstwa są czymś normalnym, rutynowym. Gdy odmowa wyjazdu na wojnę jest karana zwolnieniem z pracy lub krótkim pobytem w więzieniu, uważa się to za wielkie szczęście. Wielu odmawiających zgodziłoby się na takie warunki" - relacjonowali rozmówcy rosyjskiego portalu.

"Jeśli ktoś nie chce jechać na Ukrainę, zaczynają grozić jego matce i siostrom. Mówią, że zostaną zabrane, że podrzucą im narkotyki i broń, uznają za terrorystów i oskarżą o wyjazd do Syrii, członkostwo w Państwie Islamskim. Jest to bardzo powszechna forma szantażu. (...) Jeden z moich rozmówców został oskarżony o uchylanie się od służby wojskowej w 1992 roku! Obecnie jest już po pięćdziesiątce" - opowiadał opozycjonista Isłam Biełokijew, obecnie walczący przeciwko rosyjskim wojskom na Ukrainie.

Jak przekazano w reportażu, przyczyny śmierci czeczeńskich żołnierzy są powszechnie fałszowane, a ich rodziny zmusza się do milczenia.

"Przyszedł do mnie policjant i powiedział: +na ulicy stoi samochód z trupami, zabierz sobie swojego+. Nakazali zorganizować pogrzeb po cichu i (...) nikomu nie mówić nic o Ukrainie. Mieliśmy skłamać, że wnuk zasnął i już się nie obudził" - przyznał dziadek jednego z żołnierzy zabitych podczas wojny.

Wcześniej, pod koniec maja, pojawiły się doniesienia, że w szeregach czeczeńskich oddziałów na Ukrainie walczą osoby skazane za przestępstwa. Spośród 953 ochotników z tej kaukaskiej republiki, 101 osób ma za sobą kryminalną przeszłość lub obowiązują wobec nich wyroki sądowe - poinformowała wówczas agencja UNIAN, powołując się na dane ukraińskiego wywiadu wojskowego. 

PAP

Siewierodonieck jest centrum administracyjnym obwodu ługańskiego i siewierodonieckiego. To jedno z najważniejszych miast przemysłowych Donbasu, centrum przemysłu chemicznego Ukrainy. Dziś toczą się tam zacięte walki. Według prezydenta Zełenskiego tutaj decydują się losy tego regionu kraju.

- Siewierodonieck jest cenny dla Ukrainy tylko z politycznego punktu widzenia, ponieważ jest to centrum regionalne - mówi Dmytro Snegyriow, współprzewodniczący organizacji "Prava Sprava". - W związku z tym, wraz z jego okupacją, Rosjanie będą mogli informować swoją ludność o rzekomych postępach w przejmowaniu kontroli nad obwodem ługańskim.

Miasto nie ma dla Ukrainy wielkiego znaczenia militarnego. Chociaż to właśnie dzięki oporowi w Siewierodoniecku siły zbrojne zdołały kontratakować w obwodach chersońskim i charkowskim - miasto przyciąga znaczne siły wroga. Ponadto straty rosyjskiego wojska, w szczególności 150. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych, sięgają 50% stanu osobowego.

- Siewierodonieck jest częścią dużego obszaru metropolitalnego składającego się z Rubiżnego, Siewierodoniecka i Łysyczańska – powiedział Serhij Grabski, ekspert wojskowy, pułkownik i współprzewodniczący ukraińskiej Rady Doradczej ds. Bezpieczeństwa Międzynarodowego OSAC. - Ukraina już straciła miasto Rubiżne. Teraz aktywne bitwy trwają w Siewierodoniecku. Ale nic groźnego się nie stanie, jeśli opuścimy miasto i żołnierze udadzą się na pozycje rezerwowe w Łysyczańsku.

- Zdobycie Siewierodoniecka jest szczególnie ważne dla Putina, bo to terytorium Donbasu, na które poluje od 8 lat. Data zajęcia miasta jest stale zmieniana. Najpierw był 1, potem 12, teraz jest 22 czerwca – dodaje Ihor Romanenko, generał porucznik w stanie spoczynku, były zastępca szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy.

- Dlaczego wróg, mając przewagę w sile roboczej i sprzęcie, nie może zająć miasta?

I. Romanenko:

- Chodzi o walki w mieście - bardzo złożony rodzaj działań wojennych z dużymi stratami stron. Widzimy, że Rosjanie, aby iść naprzód, niszczą artylerią wszystkie domy w Siewierodoniecku, tak jak zrobili to w Popasnej, Rubiżnem.

D. Snegyriow:

- Głównym zadaniem garnizonów w Siewierodoniecku i Łysyczańsku jest opóźnienie inwazji rosyjskiej, zyskanie na czasie. Abyśmy mogli budować obronę na terytoriach kontrolowanych przez naszą armię i  przeprowadzić dodatkowe działania mobilizacyjne. Dziś w pobliżu Siewierodoniecka stosunek siły wynosi jeden do siedmiu na korzyść Rosji. Wróg "przepycha" obronę ukraińską ze względu na przewagę liczebną w ludziach i środkach rażenia. Jednak plany rosyjskiego wojska dotyczące stworzenia środowiska operacyjnego w okolicach tych miast zostały udaremnione. Potwierdzają to sami Rosjanie. Siewierodonieck nie stanie się drugim Mariupolem w tym sensie, że garnizon będzie musiał się poddać.

Przywódcy obwodu ługańskiego poinformowali, że siły zbrojne kontrolują strefę przemysłową Siewierodoniecka. Zajmują od 40 do 50% powierzchni miasta. Rosyjskie media rozpowszechniały informacje o rzekomym zdobyciu Siewierodoniecka, które datuje się na 27 maja. W rzeczywistości dzisiaj jest połowa czerwca, a miasto nie zostało jeszcze zajęte.

gazeta.pl

Za kilka miesięcy Rosja może być zmuszona dokonać dużego przegrupowania sił i spowolnić działania na Ukrainie, biorąc pod uwagę, jak dużą część swojego arsenału wykorzystała w pierwszych 100 dniach inwazji - pisze Bloomberg, powołując się na anonimowe źródła wśród urzędników Unii Europejskiej.

Postępy sił rosyjskich na Ukrainie są wciąż powolne i ograniczają się głównie do obwodu ługańskiego na wschodzie kraju, choć walki toczą się w całym Donbasie. W połączeniu z oznakami, że Kremlowi może brakować żołnierzy i sprzętu do prowadzenia wojny, skłania to źródła Bloomberga do wniosku, że zanim Rosja podejmie próby zawieszenia broni, musi minąć jeszcze kilka miesięcy. Jest to czas potrzebny Moskwie do utrwalenia swoich dotychczasowych zdobyczy terytorialnych - wskazują te osoby.

Rosja prawdopodobnie potrzebuje jeszcze co najmniej 2-3 miesięcy, aby zająć duże miasta w Donbasie, takie jak Słowiańsk i Kramatorsk - mówi cytowany przez Bloomberga Indrek Kannik, dyrektor estońskiego think tanku Międzynarodowego Centrum Obrony i Bezpieczeństwa.

Wówczas Rosja osiągnie szczyt swoich możliwości i z tego powodu będzie naciskać na wypracowanie porozumienia - przewiduje Kannik.

Rosyjskie władze zaprzeczają jakimkolwiek trudnościom w prowadzeniu działań wojennych i zapowiadają, że będą kontynuować wojnę aż do osiągnięcia zamierzonych celów, choć ich nie precyzują - komentuje Bloomberg.

Jak wskazuje, jeśli kwestie kadrowe i sprzętowe Kremla staną się na tyle poważne, że zmuszą Rosję do rozmów o zawieszeniu broni, Ukraina i jej sojusznicy staną przed bolesnym wyborem między oddaniem terytorium w celu zakończenia walk a kontynuowaniem brutalnej wojny. Na razie m.in. USA i Wielka Brytania popierają zamiar prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, by prowadzić dalszą walkę, podczas gdy niektórzy politycy we Francji i Niemczech wskazują na potrzebę zawarcia rozejmu - pisze Bloomberg.

Obawiam się tych przedwczesnych rozmów pokojowych czy zawieszenia broni, bo dokładnie tak było w Donbasie: zamrozimy konflikt, każdy zostanie tam, gdzie jest i nie ruszy się dalej - powiedziała premier Estonii Kaja Kallas w wywiadzie cytowanym przez Bloomberga.

Ale w przypadku Gruzji, Krymu, Donbasu widzieliśmy, że przerwa potrwa rok czy dwa, a potem działania będą kontynuowane na o wiele większą skalę - podkreśliła Kallas.

dziennik.pl

wtorek, 14 czerwca 2022


W ostatniej dobie zniszczono ostatni z trzech mostów łączących Siewierodonieck z Lisiczańskiem. Siły rosyjskie kontynuują działania mające na celu okrążenie obrońców w obu miastach, a także w sąsiadujących z nimi miejscowościach Boriwśke i Prywilla. W przypadku Siewierodoniecka zostało to de facto osiągnięte, choć lokalne władze informują o istnieniu ograniczonych możliwości przemieszczenia się z kontrolowanego przez wojsko ukraińskie rejonu przemysłowego na zachodni brzeg rzeki Doniec. Trwają walki w pasie na południe od Lisiczańska i na kierunku Bachmutu. Armia agresora wypiera obrońców w jego stronę od południowego wschodu (umocniła się w okolicy wsi Widrodżennia i wyprowadziła atak na Werszynę, 10 km od centrum Bachmutu), wznowiła też natarcie na północny wschód od Charkowa (z rejonu osiedla Staryj Sałtiw na prawym brzegu Dońca). Na styku obwodów charkowskiego i donieckiego Rosjanie umacniają się na zajętych pozycjach, wzmacniają siły i przegrupowują przed spodziewanym uderzeniem na kierunku Słowiańska (od północy z okolic wsi Bohorodyczne i od wschodu z rubieży Dońca) oraz Siewierska na północ od Bachmutu (z rejonu miejscowości Jampil). Wzdłuż całej linii styczności artyleria i lotnictwo agresora kontynuują ataki na pozycje i zaplecze obrońców. Poza Donbasem szczególnie intensywne są one w okolicach Charkowa i Mikołajowa, na styku obwodów zaporoskiego i dniepropetrowskiego (okolice miast Hulajpołe i Synelnykowe) oraz na południe od Krzywego Rogu (w pobliżu Zełenodolśka). Celem uderzeń rakietowych w ciągu ostatniej doby był rejon Odessy (obrońcy mieli zestrzelić dwie rakiety).

Prezydent Wołodymyr Zełenski w codziennym wystąpieniu do narodu oświadczył, że toczące się walki w Donbasie przejdą do historii jako jedna z największych bitew w historii Europy. Podkreślił, że mimo znacznej wyższości najeźdźców w zakresie sprzętu i techniki wojskowej ukraińska armia jest w stanie „uzyskiwać taktyczną przewagę nad przeciwnikiem oraz przejmować strategiczną inicjatywę na froncie”. Zwrócił się przy tym z apelem do partnerów zachodnich o dostarczenie systemów artyleryjskich, które przechylą szalę zwycięstwa na stronę napadniętego państwa. Podobne wezwania wystosowali również inni przedstawiciele władz w Kijowie (w tym szef Biura Prezydenta Andrij Jermak, szef MSZ Dmytro Kułeba i minister obrony Ołeksij Reznikow), którzy podkreślali, że zwycięstwo nad najeźdźcą uwarunkowane jest przede wszystkim dostawami ciężkiego sprzętu wojskowego z Zachodu.

Z kolei w wywiadzie dla niemieckiej stacji telewizyjnej ZDF Zełenski skrytykował postawę Olafa Scholza, który jego zdaniem próbuje „zachować równowagę w relacjach z Kijowem i Moskwą”, aby nie szkodzić interesom Berlina. Prezydent wezwał kanclerza do przyjęcia bardziej jednoznacznego stanowiska wobec Ukrainy oraz udzielenia jej większej pomocy wojskowej i poparcia dla jej europejskich aspiracji. Wcześniej Scholz odmówił komentarza w sprawie anonsowanej przez media wizyty w Kijowie, jaką ma podobno złożyć 16 czerwca wraz z prezydentem Francji i premierem Włoch. Z kolei administracja Emmanuela Macrona poinformowała o braku konkretnych planów głowy państwa odnośnie do podróży na Ukrainę.

Wiceminister obrony Ukrainy Hanna Malar, odnosząc się do kwestii zaopatrywania sił zbrojnych, stwierdziła, że budżet państwa zapewnia pokrycie 65% kosztów dostaw amunicji, kamizelek kuloodpornych, hełmów i umundurowania. Reszta jest realizowana w ramach pomocy międzynarodowej i darowizn. W ostatnim tygodniu do kraju dostarczono ponad 21 tys. kamizelek kuloodpornych, 7 tys. hełmów, 5 tys. par butów i 10 tys. kompletów mundurów letnich. W związku ze stałym zagrożeniem atakami rakietowymi nie można zgromadzić rezerw materiałowych w magazynach – są one przekazywane od razu do jednostek frontowych. Dodała, że wojsko rozpoczęło przygotowania do sezonu zimowego, co wiąże się z koniecznością wyprodukowania umundurowania i odzieży odpowiedniej do tej pory roku.

Władze Litwy zakomunikowały, że przekażą armii ukraińskiej 110 ręcznych systemów do zwalczania dronów EDM4S SkyWiper (operujących na zasadzie impulsu elektromagnetycznego). Mają one trafić na wyposażenie 35 pododdziałów.

Zgodnie z danymi MSW Ukrainy wszczęto już ponad 700 postępowań karnych przeciwko osobom podejrzewanym o kolaborację z agresorem. Najwięcej przypadków tego procederu odnotowano w obwodach ługańskim – 162, kijowskim – 155 – i chersońskim – 68. W sprawach przestępstw popełnionych na Ukrainie przez żołnierzy rosyjskich lub ich pomocników toczy się ok. 17 tys. postępowań karnych.

Na terenach okupowanych administracja wojskowa oraz władze kolaboranckie kontynuują politykę represji. Pogarsza się również sytuacja ekonomiczna na tych obszarach oraz trwa rabunek towarów, które są następnie wywożone do Rosji. Szef władz kolaboranckich w Chersoniu zapowiedział, że wszyscy zatrudnieni, którzy sabotują bądź bojkotują koncepcję przyłączenia do sąsiada, zostaną w najbliższej przyszłości usunięci ze stanowisk i ukarani. W Mariupolu ze względu na bojkot społeczny nie udało się zrekrutować wystarczającej liczby pracowników przedsiębiorstw komunalnych. Zachęta finansowa w postaci zasiłku w wysokości 10 tys. rubli (ok. 170 dolarów) okazała się nieskuteczna. Chcąc wywrzeć presję na lokalne społeczności, kolaboranci ograniczają dostęp do pomocy humanitarnej i uzależniają otrzymanie jej od podjęcia pracy na rzecz władz okupacyjnych. Rozpoczęto akcję pozyskiwania „wolontariuszy” do usuwania gruzów na ulicach i grzebania ciał w masowych grobach. W zamian oferuje się dostęp do artykułów żywnościowych. W obwodzie chersońskim siły okupacyjne zmuszają właścicieli gospodarstw rolnych do przekazywania po zaniżonych cenach 70% zbiorów nabywcom z Krymu. Jednocześnie obowiązuje zakaz eksportu plonów na terytoria kontrolowane przez Ukrainę. Z portu w Mariupolu skierowano do Rostowa nad Donem trzeci statek z ładunkiem zarekwirowanej stali. W Melitopolu wskutek masowej odmowy prowadzenia zajęć zgodnie z rosyjskim programem kształcenia na miejsce nauczycieli powołuje się ludzi bez wykształcenia pedagogicznego. Deleguje się również ograniczoną liczbę dydaktyków z anektowanego Krymu i Rosji. W Berdiańsku położono kamień węgielny pod pomnik „rosyjskiego żołnierza wyzwoliciela”.

Komentarz

Konsekwentny ostrzał i bombardowania oraz szturmy pozycji obrońców skutkują stopniowym wypieraniem ich sił w Donbasie. Ukraińcy wciąż nie mają środków, za pomocą których mogliby skutecznie powstrzymać uderzenia, a tym bardziej kontratakować. Ich okresowe sukcesy w walkach ulicznych możliwe są wyłącznie dlatego, że obie strony korzystają w ich trakcie z broni lekkiej, w przypadku której – co stanowi wyjątek – nie występuje dysproporcja. Żołnierze ukraińscy mają jednak ograniczone możliwości regeneracji, głównie ze względu na permanentny ostrzał i bombardowania, których wojska rosyjskie doświadczają w zdecydowanie mniejszym stopniu. Obrońcy borykają się także z problemami z przeprowadzeniem rotacji, szczególnie w rejonach o utrudnionym połączeniu z głównymi siłami. Najprawdopodobniej jednostki ukraińskie w okolicach Siewierodoniecka nie były rotowane co najmniej od kilku tygodni. Ich wypoczynek po walkach możliwy jest wyłącznie dzięki temu, że atakujący nie dysponują przewagą liczebną wymuszającą permanentne zaangażowanie wszystkich obrońców.

W ostatnich dniach ukraińskie władze nasiliły apele do krajów zachodnich o zwiększenie dostaw ciężkiego sprzętu wojskowego. Presja Kijowa wiąże się z zaplanowanym na 15 czerwca trzecim spotkaniem formatu Ramstein w Brukseli, na którym szefowie resortów państw Zachodu omawiać będą warunki udzielenia dalszego wsparcia wojskowego ukraińskim siłom zbrojnym. Podkreślanie niedostatecznej skali zachodniej pomocy służy również odparciu coraz częściej pojawiających się w krajowej przestrzeni medialnej zarzutów wobec prezydenta Zełenskiego o niedostateczne przygotowanie armii i państwa do obrony pomimo płynących z amerykańskich służb wywiadowczych informacji o mającej nastąpić inwazji.

Ze względu na bierny opór społeczeństwa opóźniają się plany szybkiej „rusyfikacji” zajętych terytoriów obwodów chersońskiego i zaporoskiego oraz powołania władz administracyjnych. Chcąc przymusić obywateli do akceptacji „nowego porządku”, kolaboranci przy wsparciu sił agresora eskalują represje i umacniają reżim policyjny. Tereny okupowane traktowane są jako rezerwuar dóbr, które wywozi się do Rosji, co przyczynia się do pogłębiania zapaści gospodarczej.

osw.waw.pl

Kilka kilometrów autostrady M-4 „Don”, dworzec kolejowy z jednym peronem i strusie ranczo, na którym sprzedają szaszłyki – to niemal całe położone w Kraju Krasnodarskim i liczące nieco ponad trzy tysiące mieszkańców Mołkino. W zasadzie taka mogłaby być definicja rosyjskiego centrum niczego, dziury zabitej dechami, miasta idealnie nieważnego, w którym pod te szaszłyki ze strusia pije się wódkę. W lutym niebo i mgła mają tu kolor plwociny, latem żrą komary i zanudzają brzozy. Jedynym zaskakującym elementem są wielbłądy hodowane przez lokalnego przedsiębiorcę, tuż nad ani ładną, ani brzydką rzeką Psekups. Niedaleko stąd do Adygei, autonomicznej republiki na północnym przedgórzu Kaukazu. Gdy w Polsce trwało powstanie styczniowe, car zlecał wysiedlanie buntowniczych i nieakceptujących imperialnej ekspansji Adygejczyków na Bliski Wschód. Do dziś nie pasują do reszty Rosji. Praktykują na przykład atałyczestwo, czyli oddawanie dziecka na wychowanie do innej rodziny. Tam też tworzono mity o olbrzymach i herosach.

W Mołkinie za to narodziła się legenda grupy Wagnera, prywatnej armii Putina. W tym prowincjonalnym miasteczku miała swoją bazę i stąd wyruszała na podbój świata. Przez Kuzbas na Donbas, Krym i Bałkany, z lotnisk w Rostowie i Moskwie do Syrii, Libii i półupadłych państw afrykańskich. W rosyjskich opowieściach propagandowych żołnierze demonicznego podpułkownika Dmitrija Utkina vel Wagnera zawojowali niemal cały świat. Prawdy jest w tym tyle, ile wielkomiejskości w Mołkinie. 

Wagner chciałby być Kurtzem z Conradowskiego Jądra ciemności albo chociaż bohaterem granym przez Marlona Brando w Czasie Apokalipsy, wojownikiem i półbogiem przekraczającym granice wyznaczone dla śmiertelników, ale nikim takim nie był. Żadnej wojny ostatecznie nie wygrał, za to często dostawał ostre lanie. Zaliczał żenujące wpadki i ciągle się kompromitował. Był silny, gdy jego ludzie zabijali ciekawskich dziennikarzy rosyjskich w Afryce, ale słaby, gdy w Syrii bombardowali go Amerykanie albo za pomocą dziecinnie prostych metod dekonspirowały ukraińskie służby specjalne. Ma wytatuowany symbol SS i do dziś pozostaje heilującym neonazistą. Na zdjęciu zrobionym w Afryce w 2020 roku bezkarnie pozuje w czapce Wehrmachtu. Nigdy nie ukrywał, skąd się wziął jego pseudonim. Fascynuje go ulubiony kompozytor Hitlera, Richard Wagner. Fascynuje go III Rzesza. Ale jednocześnie sprawnie buduje mit założycielski nowego i bezwzględnego państwa, Rosji paradoksalnej, wierzącej w zwycięstwo nad faszyzmem, ale tatuującej sobie – jak on sam – symbole SS. Rosji propagującej russkij mir, świat, w którym nic nie musi do siebie pasować i w którym nie obowiązuje logika. Można być potomkiem czerwonoarmistów, którzy zdobyli Berlin, i jednocześnie używać symboli nazistowskich, a do tego eksportować sentyment wobec imperium już nie tylko do państw byłego Związku Radzieckiego, ale i tam, gdzie Rosjan i prawosławia nie ma i nie było: na Bliski Wschód, do Azji i Afryki. Armia Wagnera jest, ze wszystkimi swoimi osobliwościami, Rosją w pigułce.

Zbigniew Parafianowicz - Prywatne armie świata

poniedziałek, 13 czerwca 2022


W wyniku wysadzenia dwóch i permanentnego ostrzału trzeciego z mostów na rzece Doniec łączących Siewierodonieck z Lisiczańskiem siły ukraińskie, broniące się w zachodniej części Siewierodoniecka (głównie na terenie zakładów Azot), zostały odcięte od reszty zgrupowania (dochodzą sprzeczne informacje na temat sprawców wysadzenia mostów). Obrońcy powstrzymali kolejne próby przełamania pozycji na północny wschód od Bachmutu i przejęcia przez Rosjan kontroli nad drogą Bachmut–Lisiczańsk. Walki toczą się o szereg mniejszych miejscowości na pograniczu obwodów donieckiego i ługańskiego (szczególnie ciężkie w pobliżu Toszkiwki). Na kierunku Słowiańska siły agresora umacniają się na południowym brzegu Dońca (w okolicy m. Bohorodyczne i sąsiadującej ze Swiatohirśkiem m. Tetianiwka), obrońcy odparli z kolei uderzenie wzdłuż autostrady M03 Izium–Słowiańsk. Rosyjska artyleria i lotnictwo kontynuują ostrzał i bombardowania, poza rejonami walk szczególnie dotkliwe w okolicach Charkowa, Mikołajowa oraz na południe od Krzywego Rogu i południowy wschód od Zaporoża. Nieprzyjaciel nie zaprzestaje ostrzału przygranicznych obszarów obwodów czernihowskiego i sumskiego. Z kolei ukraińskie artyleria i lotnictwo atakowały pozycje wroga na styku obwodów mikołajowskiego i chersońskiego. Celem rosyjskiego uderzenia rakietowego był Czortków w obwodzie tarnopolskim (zniszczeniu uległy obiekty wojskowe i cywilne).

Głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy gen. Wałerij Załużny ocenił długość linii frontu na 2450 km. Aktywne działania bojowe mają się toczyć na długości 1105 km. Zastępca szefa wywiadu wojskowego Wadym Skibicki podał z kolei, że na Ukrainie operują 103 rosyjskie batalionowe grupy taktyczne, a kolejnych 40 znajduje się w rezerwie. Jego zdaniem Siły Zbrojne FR mają korygować swe zamiary i strategię co 30 dni, a rosyjski plan wojny obejmuje 120 dni. Poza okupowaną częścią Ukrainy i przygranicznymi rejonami Rosji pododdziały Sił Zbrojnych FR nadal dyslokowane są także w dziesięciu miejscowościach na Białorusi.

Na Ukrainę zaczęły docierać brytyjskie samochody opancerzone Husky TSV (Tactical Support Vehicle). Łącznie Wielka Brytania ma przekazać 120 pojazdów Husky, Mastiff i Wolfhound – 80 w wariancie podstawowym i 40 specjalistycznych (w tym w wersji rozpoznawczej). Ukraina otrzymała łącznie blisko 250 zachodnich samochodów opancerzonych. Remontem i modernizacją aut armii ukraińskiej mają się zająć zakłady w mieście Moldava nad Bodvou na Słowacji. Według ambasadora Ukrainy w Niemczech Andrija Melnyka obiecane przez Berlin armatohaubice samobieżne 155 mm PzH 2000 (siedem sztuk) mogą zostać przekazane 22 czerwca. Samobieżne artyleryjskie zestawy przeciwlotnicze Gepard armia miałaby otrzymać w partiach po 15 sztuk do końca lipca i do końca sierpnia.

Prezydent Ukrainy podpisał zmianę ustawy „O podstawach narodowego oporu”, w części dotyczącej zadań obrony terytorialnej. Na jej podstawie jednostki Wojsk Obrony Terytorialnej Sił Zbrojnych Ukrainy (WOT SZU) i ochotniczych formacji OT mogą być zaangażowane w zadania poza ich regionalnym obszarem odpowiedzialności, a także brać udział w samodzielnych działaniach bojowych na froncie. Decyzję będzie podejmował głównodowodzący SZU. Zmiana ustawy związana jest z koniecznością uzupełniania strat frontowych jednostkami WOT przeznaczonymi dotąd do obrony miast położonych m.in. na zachodzie Ukrainy.

Komentując rozpoczęcie wydawania rosyjskich paszportów w okupowanych częściach obwodów chersońskiego i zaporoskiego, prezydent Wołodymyr Zełenski wskazał, że na obecnym etapie przyjmują je jedynie kolaboranci. W Chersoniu przyznano dotąd jedynie 23, zaś w obwodzie zaporoskim 30 nowych dokumentów tożsamości. Wcześniej władze kolaboranckie twierdziły, że wpłynęło już ponad 70 tys. wniosków o nowy paszport.

Obchody rosyjskiego święta państwowego Dnia Rosji na terenach okupowanych zakończyły się fiaskiem ze względu na powszechny bojkot ze strony mieszkańców. W Chersoniu na wiec przyszło zaledwie ok. 50 ludzi. Bierną formą oporu było rozklejanie nalepek z kodami QR zawierającymi antyrosyjskie hasła. Sami organizatorzy musieli przyznać, że w obawie przed ewentualnym zamachem konieczne były wzmocnienie środków bezpieczeństwa oraz wzmożenie kontroli osób. 12 czerwca w Melitopolu doszło do eksplozji ładunku wybuchowego pod siedzibą lokalnego MSW – niewykluczone, że był to efekt działania ukraińskiej grupy dywersyjnej.

(...)

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen podczas wizyty w Kijowie omówiła z prezydentem Zełenskim prace KE dotyczące oceny ukraińskiego wniosku o akcesję do UE. Dokument ma zostać przedstawiony w najbliższych dniach i zawierać rekomendacje dla państw członkowskich odnośnie do nadania Ukrainie statusu kandydata. Decyzja w tej sprawie ma zapaść podczas szczytu w Brukseli zaplanowanego na 23 i 24 czerwca.

Komentarz

Przedstawioną przez głównodowodzącego armii ukraińskiej informację o długości linii frontu należy traktować jako deklarację totalnego – z perspektywy Kijowa – charakteru wojny z Rosją. Operujące po obu stronach siły są zbyt małe liczebnie (zwłaszcza agresora), by można było mówić o klasycznej linii frontu, znanej z obu wojen światowych. Podobieństwa ograniczają się wyłącznie do obserwowanej od przełomu marca i kwietnia względnej stabilizacji na linii styczności walczących wojsk. Z podanych liczb wynika, że gen. Załużny ma na myśli długość linii styczności (na terytorium Ukrainy; określanej jako odcinek linii frontu z aktywnymi działaniami bojowymi) oraz pozostającą pod kontrolą ukraińską część granicy z Rosją. Zwraca uwagę, że nie wliczył on do linii frontu granicy z Białorusią (wówczas jej długość przekroczyłaby 3,5 tys. km). O tym, że starcie z Rosją stanowi dla Ukrainy w coraz większym stopniu wojnę totalną, świadczą także wprowadzone przez Kijów zmiany w ustawodawstwie, umożliwiające dowództwu armii kierowanie do rejonów walk ochotniczych formacji obrony terytorialnej.

Władzom kolaboranckim nie udało się wykorzystać obchodów święta Dnia Rosji do zwiększenia poparcia miejscowej ludności dla koncepcji przyłączenia zamieszkanych przez nią obszarów do Federacji Rosyjskiej. Utrzymywanie się biernego oporu społeczeństwa świadczy o tym, że podejmowane próby jego złamania nie przynoszą szybkiego efektu. Mieszkańcy okupowanych terytoriów pozostają wrogo nastawieni do aktywności samozwańczych władz, które bez powodzenia usiłują wymusić poparcie dla swoich działań i propagandowym przekazem zbudować ich pozytywny obraz.

Wizyta Ursuli von der Leyen w Kijowie świadczy o toczących się intensywnych konsultacjach dotyczących ostatecznej wersji rekomendacji KE w sprawie nadania statusu kandydata na członka UE. Celem spotkania było omówienie stanowisk poszczególnych państw unijnych, które wciąż nie osiągnęły porozumienia w tej kwestii. Z doniesień prasowych wynika, że KE opracowuje dwie wersje dokumentu, z których jedna przewiduje pozytywną odpowiedź na ukraińskie aspiracje, druga zaś ma odsuwać w czasie podjęcie takiej decyzji, obwarowując ten krok koniecznością uprzedniego spełnienia wielu warunków, m.in. przystąpienia do efektywniejszej walki z korupcją i przeprowadzenia reformy systemu sądowego. Negocjacje w tej sprawie będą najprawdopodobniej przedmiotem zapowiadanej (ale niepotwierdzonej) wizyty przywódców Francji, Niemiec i Włoch, która miałaby się odbyć w przeddzień publikacji oceny KE. Decyzja o przyznaniu statusu kandydata na członka UE jest przez władze w Kijowie określana mianem „historycznej” i jest utożsamiana ze wsparciem dla obrony niepodległości i suwerenności kraju. W optyce Ukrainy stosunek poszczególnych państw do wykonania pierwszego kroku ku jej akcesji do Unii będzie zatem stanowić kryterium oceny ich postawy wobec rosyjskiej agresji.

osw.waw.pl