czwartek, 16 czerwca 2022


Inwazja na Ukrainę i zachodnie sankcje silnie uderzyły w rosyjską gospodarkę. Wskaźniki makroekonomiczne pogarszają się, a kryzys gospodarczy – stopniowo przybliża. Jednocześnie kwestie ekonomiczne stały się w ostatnich tygodniach ważną częścią propagandy Kremla, skierowanej zarówno na rynek wewnętrzny, jak i do społeczności międzynarodowej. Jej cel to przekonanie obserwatorów, że gospodarka okazała się odporna na restrykcje, rząd panuje nad sytuacją ekonomiczną, a wprowadzane obostrzenia uderzają przede wszystkim w państwa zachodnie. W efekcie władze zaczęły ograniczać dostęp do danych statystycznych (zmniejszając częstotliwość ich ukazywania się, całkowicie wstrzymując ich publikację czy też agregując je), co utrudnia diagnozę aktualnej sytuacji i sprawia, że interpretowanie oficjalnych informacji wymaga jeszcze większej ostrożności.

W I kwartale 2022 r. większość wskaźników makroekonomicznych Rosji prezentowała się pozytywnie w porównaniu do tego samego okresu ub.r., co było związane z niską bazą porównawczą (na początku 2021 r. krajowa gospodarka znajdowała się jeszcze w pandemicznej recesji). W porównaniu z IV kwartałem 2021 r. większość z nich znacznie się jednak pogorszyła.

PKB zwiększyło się w I kwartale o 3,7% r/r, przy czym w kolejnych miesiącach obserwowano spowolnienie tempa wzrostu – w marcu do 1,6%. Zgodnie z obecnymi prognozami wraz z kończeniem się zapasów importowanych części, podzespołów czy innych towarów (co powinno nastąpić z końcem II kwartału) Rosja ma się stopniowo pogrążać w recesji. Według wstępnych ocen w kwietniu br. PKB obniżyło się o 3% r/r. Rządowe prognozy mówią o jego spadku w całym 2022 r. o 7–12,5%, podczas gdy wcześniej zakładano wzrost o 2%. W sytuacji gdy trwa wojna i na kraj nakładane są kolejne sankcje, oszacowanie realnej skali recesji nie jest jednak możliwe.

Motorem rosyjskiego wzrostu pozostał popyt wewnętrzny, choć jego tempo wyhamowało. Obroty handlu hurtowego w pierwszych czterech miesiącach spadły o 1,1% r/r, przy czym w marcu były niższe o 12% niż przed rokiem. Handel detaliczny w okresie od stycznia do kwietnia utrzymał się na poziomie sprzed roku, co wiązało się z dobrymi wynikami w styczniu i lutym oraz zwiększonym popytem w marcu, będącym reakcją społeczeństwa na wojnę i niepewność przyszłości. W kwietniu obroty w handlu detalicznym stopniały już jednak o prawie 10% r/r.

Sytuacja pogorszyła się także w przemyśle. Z danych Rosstatu wynika, że w pierwszych czterech miesiącach 2022 r. wzrost produkcji przemysłowej utrzymał się (3,9% r/r), lecz już w kwietniu odnotowano jej spadek o 1,6% r/r. Kluczowe znaczenie dla tych wyników miał sektor wydobywczy, który w okresie styczeń–kwiecień br. wzrósł o 5,9% r/r, ale w kwietniu skurczył się o 1,6% r/r, przy czym spadki dotknęły w zasadzie wszystkie branże (poza metalami nieżelaznymi). Produkcja ropy i gazu zmniejszyła się o 3,6% r/r. Według informacji agencji Interfax wydobycie ropy bez kondensatu gazowego obniżyło się w kwietniu o 12% w porównaniu z marcem i o 4,8% w porównaniu z kwietniem 2021 r. W całym 2022 r. rząd zakłada spadek wydobycia ropy naftowej od ok. 5–8% (z 524 mln ton do 480–500 mln ton) w wariancie bazowym do nawet 17,2% (434 mln ton) w wariancie pesymistycznym.

W pierwszych czterech miesiącach 2022 r. stosunkowo wysoką dynamikę (3,2%) utrzymał także sektor przetwórczy, choć już w marcu i kwietniu odnotowano spadki. W związku z sankcjami i problemami z logistyką rosyjskie przedsiębiorstwa kontynuują działalność głównie dzięki zapasom sprowadzanych towarów. Produkcja sektora farmaceutycznego w kwietniu wzrosła o ponad 30% r/r, a komputerów, urządzeń AGD i przyrządów optycznych – o ponad 20% r/r, natomiast wytwarzanie samochodów osobowych załamało się i w kwietniu było niższe o ponad 60% niż rok wcześniej.

W pierwszych czterech miesiącach 2022 r. utrzymała się wysoka dynamika w budownictwie – sektor wzrósł o ok. 5,6% r/r (w kwietniu o 7,9%), co należy wiązać z wprowadzonym w czasie pandemii programem ulgowych kredytów hipotecznych oraz realizowanymi przez państwo programami infrastrukturalnymi. Procesy inwestycyjne w budownictwie są długoterminowe i mają silny charakter inercyjny. Już w kwietniu drastycznie (o ponad 70% r/r) obniżyła się jednak wartość przyznawanych kredytów hipotecznych, co zaowocuje spadkiem aktywności gospodarczej także w tym sektorze.

Problemy widać również w transporcie towarowym. Choć w pierwszych czterech miesiącach 2022 r. utrzymał on wzrost na poziomie 1,6%, to w kwietniu zanotowano już spadek obrotów towarowych w odniesieniu do praktycznie wszystkich środków transportu (poza rzecznym). Nawet transport kolejowy, na którym w dużej mierze opiera się przekierowanie rosyjskiego eksportu z zachodu na wschód, zmalał o 2,3% r/r, a lotniczy – aż o prawie 85%.

Pierwszym efektem sankcji był dynamiczny wzrost cen. Wynika on z dewaluacji rubla w marcu, ograniczenia dostaw importowanych towarów oraz zwiększonego popytu. W efekcie w marcu ceny skoczyły o ponad 7,5% w porównaniu do lutego. W kwietniu tempo inflacji wyhamowało o 1,6% wskutek ograniczenia popytu – głównie inwestycyjnego, ale także konsumpcyjnego – oraz umocnienia się rubla. Roczna inflacja w kwietniu wyniosła 17,8%. W połowie maja ceny nieznacznie spadły, co spowodowało jej obniżenie się do 17,5%. Inflacja poszczególnych grup społecznych, zwłaszcza tych najuboższych, jest istotnie wyższa od oficjalnej – większość podstawowych towarów konsumpcyjnych znacznie podrożała (ceny cebuli wzrosły od początku roku o 90%, cukru – o 50%, a ziemniaków – o 40%). Zgodnie z obecnymi prognozami Centralnego Banku Rosji (CBR) w całym 2022 r. inflacja powinna się utrzymać na poziomie 18–23%, choć alternatywne szacunki zakładają wzrost cen w granicach 30%. Kluczową rolę odegra tu zdolność adaptacji rosyjskiej gospodarki do nowych warunków. Z jednej strony w drugiej połowie roku, wraz z wyczerpywaniem się zapasów towarów sprowadzanych z zagranicy, podaż na rynku może się znacznie ograniczyć, z drugiej zaś nie ma jasności, w jakim stopniu państwo będzie gotowe wspierać finansowo obywateli i przedsiębiorstwa, a w efekcie – jak kształtować się będzie popyt.

(...)

Z dostępnych informacji wynika, że mimo zachodnich ograniczeń wprowadzonych na wywóz niektórych towarów z Rosji wzrost cen surowców w dużej mierze rekompensuje spadek fizycznych wielkości ich eksportu. W I kwartale 2022 r. średnia cena ropy Urals wyniosła 89 dolarów za baryłkę (rok wcześniej – 59,8 dolara). Już w kwietniu obniżyła się ona jednak do 70,5 dolara, a w maju ponownie wzrosła do 78,8 dolara. Importerzy, którzy nie przyłączyli się do sankcji, zwłaszcza z Indii i Chin, gotowi byli zwiększyć zakup surowca z Rosji w zamian za wysoki upust cenowy. W efekcie cena baryłki Urals była niższa nawet o 40 dolarów w stosunku do ceny baryłki marki Brent.

Niejasna jest sytuacja rosyjskiego handlu zagranicznego. Od lutego br. limitowany jest dostęp do informacji dotyczących importu i eksportu (Federalna Służba Celna wstrzymała ich publikowanie, a CBR przedstawia jedynie mocno zagregowane dane). Z ostatnich danych opublikowanych przez CBR wynika, że w I kwartale 2022 r. eksport Federacji Rosyjskiej dynamicznie wzrósł – do 156,7 mld dolarów, tj. o prawie 48% w porównaniu z tym samym okresem ub.r. W porównaniu jednak z IV kwartałem 2021 r., kiedy ceny na surowce energetyczne były już wysokie (choć niższe od obecnych), wartość eksportu zmniejszyła się o 8%. Eksport w marcu i kwietniu najprawdopodobniej utrzymywał się na wysokim poziomie (ok. 60 mld dolarów miesięcznie), co było związane z rosnącymi cenami eksportowanych przez Rosję surowców energetycznych.

Import w I kwartale 2022 r. wzrósł do 90,4 mld dolarów, tj. o ponad 40% r/r, natomiast w porównaniu z IV kwartałem 2021 r. odnotowano jego spadek o prawie 17%. Zgodnie z szacunkami prowadzonymi na podstawie zagregowanych danych bilansu płatniczego Rosji oraz informacji od jej partnerów handlowych w marcu i kwietniu nastąpiło jednak najprawdopodobniej załamanie importu. W marcu mógł on spaść o 60% r/r, a w kwietniu nawet o 60–80% r/r. Słabe wyniki importu będą miały negatywny wpływ na rosyjski przemysł w kolejnych miesiącach, kiedy wyczerpią się zapasy, których nie będzie czym zastąpić.

Dzięki wysokim cenom surowców budżet federalny w pierwszych czterech miesiącach 2022 r. został zrealizowany z nadwyżką w wysokości ponad 1 bln rubli (ok. 12 mld dolarów po średnim kursie z tego okresu), przy czym dochody wyniosły ponad 10 bln rubli (ok. 120 mld dolarów) i były nominalnie o prawie 35% wyższe niż przed rokiem. W tym okresie rząd wydał prawie 9 bln rubli (ok. 108 mld dolarów), tj. ponad 37% więcej niż przed rokiem. Od początku agresji na Ukrainę rząd zawiesił funkcjonowanie reguły budżetowej zakładającej odkładanie w Funduszu Dobrobytu Narodowego nadwyżki dochodów naftowo-gazowych uzyskiwanych przy cenie baryłki ropy powyżej 44,2 dolara. W efekcie wszystkie środki z sektora energetycznego pozostają w dyspozycji rządu.

W kwietniu obserwowana była poważna zmiana w sytuacji finansów publicznych Rosji. Po raz pierwszy w tym roku budżet odnotował miesięczny deficyt – w wysokości ponad 262 mld rubli (ok. 3,4 mld dolarów). Dzięki wysokim cenom surowców energetycznych naftowo-gazowe dochody budżetu wzrosły w kwietniu o 100% (w porównaniu z kwietniem 2021 r.) i wyniosły 1,8 bln rubli (ok. 23 mld dolarów), co spowodowało wzmocnienie uzależnienia finansów publicznych od sektora energetycznego. Wpływy z tego sektora stanowią obecnie 63% wszystkich dochodów budżetowych (w 2021 r. ich udział sięgał 36%). Jednocześnie wpływy z pozostałych sektorów zmniejszyły się o ok. 23% r/r, do 1 bln rubli (niespełna 13 mld dolarów), do czego szczególnie przyczyniły się niskie dochody z VAT.

W kwietniu znacznie wzrosły wydatki budżetowe – do 3 bln rubli (ok. 40 mld dolarów), tj. o prawie 40% r/r i o 25% względem poprzedniego miesiąca. Od początku roku rząd konsekwentnie zwiększał wydatki bezpośrednie na obronę narodową i w kwietniu wydał na ten cel 627 mld rubli (ok. 8 mld dolarów), tj. prawie trzykrotnie więcej niż w styczniu br. Jednak to w grudniu 2021 r. miał miejsce najwyższy transfer z budżetu na wydatki wojskowe (ponad 900 mld rubli). Trzeba przy tym pamiętać, że faktyczne wydatki na obronę narodową rosyjskiego budżetu są znacznie wyższe. Część z nich zawarta jest bowiem w innych pozycjach budżetowych (np. emerytury wojskowe oraz odszkodowania dla rannych czy rodzin poległych żołnierzy są częścią rozdziału „Polityka społeczna”, nakłady na łączność i cyfryzację Ministerstwa Obrony są częścią rozdziału „Gospodarka Narodowa”).

(...)

Oficjalnie rezerwy walutowo-kruszcowe CBR 20 maja 2022 r. wynosiły 583 mld dolarów, przy czym ok. 300 mld dolarów zgromadzonych na kontach w zachodnich bankach zostało zamrożonych i CBR nie może z nich korzystać. Kolejne 120 mld dolarów to wartość zgromadzonego złota, które obecnie także trudno jest zamienić na waluty obce. Ograniczony dostęp do rezerw walutowych wymusił na władzach decyzję o wprowadzeniu w kraju kontroli walutowej i wstrzymaniu wymienialności rosyjskiego rubla.

Wprowadzona kontrola walutowa i de facto wstrzymanie swobodnej wymienialności rosyjskiej waluty doprowadziły do silnego umocnienia się rubla – 25 maja za dolara trzeba było zapłacić niespełna 56 rubli (ok. 25% mniej niż przed inwazją), podczas gdy jeszcze na początku marca br. kosztował on 120 rubli. Silny rubel to wynik załamania się popytu na niego, co nastąpiło w konsekwencji spadku importu, nietransparentnych zasad dostępu rosyjskiego biznesu do walut obcych, wprowadzenia dla obywateli licznych ograniczeń dotyczących możliwości zakupu walut oraz zakazu transferowania ich za granicę przez nierezydentów (np. w formie dywidend). Dodatkowo eksporterzy zostali zobowiązani do odsprzedawania (de facto zamiany na ruble) – początkowo 80%, a od połowy maja 50% – swoich przychodów walutowych na rynku wewnętrznym. Ponadto przychody z eksportu gazu do UE w całości wymieniane są na ruble. Regulacje te zapewniły na rynku wewnętrznym stałą podaż walut obcych, nieznajdujących jednak nabywców.

Silny rubel to poważny problem dla budżetu. Obecna wartość rosyjskiej waluty jest znacznie wyższa niż zapisany w budżecie na 2022 r. średnioroczny kurs, wynoszący 72,1 rubla za dolara. W efekcie dochody eksportowe trafiające do budżetu znacznie się skurczyły (po przewalutowaniu ich na ruble dochód jest bowiem dużo niższy, niż zakładano). Wymusza to na rządzie modyfikowanie niektórych regulacji walutowych (m.in. zmniejszenie do 50% obowiązkowej wymiany na ruble przychodów eksportowych czy zwiększenie dostępu do walut dla biznesu i obywateli). Częściowe wsparcie dla rubla stanowiło także obniżenie przez CBR stawki bazowej do 11%, lecz efekt tego posunięcia okazał się nietrwały. Najprawdopodobniej rząd będzie się starał dalej osłabiać rodzimą walutę.

Wojna i sankcje zachodnie silnie uderzają w ubożejące rosyjskie społeczeństwo. Realne dochody w Rosji spadają już od 2014 r. i pod koniec 2021 r. (mimo ich wzrostu o ok. 3% r/r) były o ok. 10% niższe niż w 2013 r. W I kwartale br. skurczyły się o 1,2% r/r, ale w porównaniu do IV kwartału 2021 r. były mniejsze o prawie 28% (Rosstat publikuje obecnie te dane w ujęciu kwartalnym). Na początku roku o 8,6% (tj. o wysokość inflacji w 2021 r.) podniesione zostały emerytury niepracujących seniorów, minimalna płaca oraz minimum socjalne, a od 1 czerwca prezydent zdecydował o podwyżce tych świadczeń o kolejne 10%, co ma pokryć najuboższym straty wynikające ze wzrostu cen. Mimo tych posunięć rząd nadal prognozuje realny spadek dochodów obywateli o ok. 8% w całym 2022 r.

Jak dotąd bezrobocie w Rosji utrzymuje się na rekordowo niskim poziomie – w marcu wynosiło ono zaledwie 4%. Z jednej strony niski odsetek osób bez pracy jest związany z problemami demograficznymi kraju i starzejącym się społeczeństwem, z drugiej zaś wynika ze specyfiki tamtejszego rynku pracy. W czasie kryzysu przedsiębiorcy przede wszystkim ograniczają czas pracy i obniżają pensje, natomiast zwolnienia to instrument, po który sięgają w ostateczności (w szczytowym momencie pandemii bezrobocie wzrosło do 6,4%). Wynika to w pierwszym rzędzie z polityki państwa, która uzależnia wsparcie dla prywatnego biznesu od utrzymania miejsc pracy oraz zabrania państwowym przedsiębiorstwom zwalniania zatrudnionych. Niewątpliwie w najbliższych miesiącach należy się jednak spodziewać wzrostu bezrobocia, zwłaszcza w sektorze małych i średnich firm, który w znacznej mierze nie podniósł się jeszcze z kryzysu wywołanego pandemią. Problem dotknie zwłaszcza branż najbardziej doświadczanych przez obecny kryzys, takich jak hotelarska, gastronomiczna, handlowa czy usług kosmetycznych. Nie ma też jasności co do przyszłości gałęzi motoryzacyjnej – jak dotąd bowiem zachodnie koncerny, które wstrzymały swoją produkcję w Rosji, w większości nadal wypłacają swoim pracownikom wypłaty postojowe. Wznowienie produkcji w większości tych zakładów bez dostaw importowanych części i podzespołów jest jednak niemożliwe. Dodatkowo krajowy rynek pracy jest bardzo rozchwiany. Już obecnie brakuje na nim specjalistów, zwłaszcza sektora IT. Obserwowana od początku inwazji na Ukrainę wzmożona migracja Rosjan pogłębiła jedynie ten problem. Co więcej, marcowa dewaluacja rubla oraz sankcje utrudniające wykonywanie przelewów zagranicznych doprowadziły do wyjazdu z kraju także migrantów zarobkowych z państw b. ZSRR, którzy podejmowali się niskopłatnych zajęć. Niedobory pracowników utrzymują się zatem również w sektorach budowlanym i komunalnym.

osw.waw.pl

środa, 15 czerwca 2022


Prezydent Francji Emmanuel Macron, w poniedziałek 13 czerwca 2022 r., wezwał do wzmocnienia europejskiego przemysłu obronnego, który musi być „znacznie silniejszy", inaugurując pod Paryżem międzynarodową wystawę obronną Eurosatory.

Macron, dając przemówienie stwierdził na samym początku, że reorganizacja armii będzie musiała być głęboka. Po trzech miesiącach inwazji Rosji na Ukrainę, reformy wojskowe muszą dotknąć także Francję. Głównym celem jest dopasowanie się ekonomiczne do wojny, aby być przygotowanym na długotrwały konflikt lub rywalizację. Podkreślił, że granice wyzwań zostały znacznie rozszerzone, a to wymaga od Francji zmianę retoryki, nie tylko dla korzyści niej samej, ale również dla sojuszników.

Prezydent wyróżnił, że przemysł obronny nie może być rozwijany jak gdyby był czas pokoju, ale należy się dopasować do pojawiających ostrzeżeń i zagrożeń. Trzeba zwiększyć produkcję i współpracę na linii państwowy i prywatny sektor wojskowy. Tym samym, jedną z opcji będzie, że rząd wprowadzi poprawkę, która umożliwiłaby w pewnych okolicznościach rekwizycję spółek cywilnych do celów wojskowych.

Problemem, który wyróżnia Macron, jest ograniczona produkcja i niewielkie zapasy w trakcie trwających konfliktów. Zdarzały się Francuzom sytuacje, że brakowało im choćby amunicji podczas misji zagranicznych. W zamyśle prezydenta należy produkować szybciej i więcej, a ponadto, jeśli dalej będzie trzeba wspierać sojuszników (w tym Ukrainę), to trzeba znacznie zwiększyć tempo. Dodał, że to m.in. konflikt na wschodzie Europy zmusza Francję, aby działać pilniej i intensywniej.

Już w 2017 roku Macron rozpoczął swoje działania mające na celu doinwestowanie Ministerstwa Sił Zbrojnych. Budżet został podniesiony o 25% i przekroczy 40 mld euro w 2022 r. i 50 mld euro w 2025 r., wobec 30 mld euro w latach 2007-2015. Na 2023 rok przewidziano wstępnie 44 mld, ale Macron właśnie wskazał, że należałoby dołożyć kolejne 3 mld. Powiedział, że „kiedy zagrożenie rośnie, środki muszą iść w parze". Lista potrzeb według wyższych wojskowych ma być nieskończona, a najważniejsze są: amunicja, drony, sprzęt do prowadzenia działań w cyberprzestrzeni i rozpoznania elektromagnetycznego oraz samoloty transportowe.

Jak zaznacza dyrektor Direction Générale de l'Armement  (departament francuskiego Ministerstwa Sił Zbrojnych, którego misją jest m.in. prowadzenie programów zbrojeniowych) cały czas Francja musi czynić postępy, jeśli chce brać udział w konfliktach o dużej intensywności. Obecnie pojawią się wyzwania w kwestii utrzymywania sprzętu w stanie stałej dyspozycyjności i operacyjności. To także kwestia produkcji wszelkich komponentów uzbrojenia oraz materiałów dla armii. Problemem Paryża jest zatrzymanie w łańcuchu dostaw, co mogłoby uzależnić państwo od zagranicznego dostawcy, a to byłoby w trakcie konfliktu problemem krytycznym. Główny cel to posiadanie zapasów i uniknięcie przerw w rytmie produkcji.

Emmanuel Macron dalej będzie próbował forsować swoje ambicje dotyczące europejskiej autonomii strategicznej. Wzrost wydatków wojskowych w całej Unii Europejskiej, będzie podstawą do wzmocnienia europejskiego potencjału militarnego, w tym przemysłu zbrojeniowego. Kilkukrotnie już zaznaczał, że produkcja uzbrojenia dla Europy musi odbywać się na kontynencie, w krajach UE.

W ocenie francuskiego prezydenta rozdrobniony przemysł obronny działa na niekorzyść Europejczyków. W takim ujęciu, to Francja miałaby być centrum europejskiej współpracy konsorcjów zbrojeniowych. Macron znowu bardzo mocno naciska na to, aby przyjąć w kwestiach bezpieczeństwa rolę lidera. Podsumował, że jeśli ktoś wątpi w pilność zmian w armii, niech spojrzy na Ukrainę, gdzie żołnierze potrzebują uzbrojenia wysokiej jakości i w dużej ilości. W ocenie niedawno ponownie wybranego prezydenta teraz Francja musi podjąć nowe inwestycje i działania.

defence24.pl

W Czeczenii, republice na rosyjskim Północnym Kaukazie, trwa przymusowa mobilizacja na wojnę z Ukrainą pod groźbami tortur i sfabrykowanych spraw karnych; zakrojone na szeroką skalę represje dotyczą też rodzin osób przeznaczonych do służby - zaalarmował w środę niezależny rosyjski portal The Insider.

Prawdziwych ochotników, skłonnych dobrowolnie pojechać na wojnę, prawie już w Czeczenii nie ma. Większość spośród tych, którzy zgadzają się walczyć, czyni to, by uchronić swoje rodziny przed upokorzeniem, natomiast siebie przed oskarżeniami o "terroryzm" i torturami. Nie ma szans na odmowę mobilizacji, a tylko nielicznym osobom udaje się uciec z republiki - czytamy w reportażu rosyjskiego opozycyjnego serwisu, wydawanego na Łotwie.

Według oficjalnych danych czeczeńskich władz z 7 czerwca na wojnę z Ukrainą udało się ponad 8 tys. mieszkańców tego regionu, z czego 1360 było ochotnikami. Jednak w ocenie prawnika i obrońcy praw człowieka Abubakara Jangułbajewa, cytowanego przez The Insider, faktyczna sytuacja wygląda zupełnie inaczej. "Nawet w czeczeńskich oddziałach Gwardii Narodowej (Rosgwardii) miejscowi stanowią tylko około połowy personelu" - ocenił Jangułbajew.

Rozmówcy The Insider potwierdzili, że mężczyźni w Czeczenii otrzymują ultimatum - albo pojadą na wojnę, albo trafią do więzienia na podstawie sfabrykowanych zarzutów o działalność terrorystyczną. Ustanowiono również nieformalne korupcyjne stawki w wysokości 450 tys. rubli (niemal 35 tys. zł - PAP) za "wykupienie się" od udziału w inwazji na Ukrainę.

Struktury siłowe podległe przywódcy Czeczenii Ramzanowi Kadyrowowi dopuszczają się też przemocy wobec rodzin zmobilizowanych mężczyzn.

"To przerażające, gdy hańbi się cześć mężczyzny lub jego żony, siostry czy córki. Funkcjonariusze przychodzą do domu, zaczynają molestować kobietę, rozbierać ją. W naszej mentalności jest to najgorsza rzecz. Lepiej już umrzeć, niż być tak upokorzonym. Potem nie będą nawet uważać cię za mężczyznę. A dla kadyrowców (czeczeńskich żołnierzy Rosgwardii - PAP) to powszechna praktyka. Tortury i morderstwa są czymś normalnym, rutynowym. Gdy odmowa wyjazdu na wojnę jest karana zwolnieniem z pracy lub krótkim pobytem w więzieniu, uważa się to za wielkie szczęście. Wielu odmawiających zgodziłoby się na takie warunki" - relacjonowali rozmówcy rosyjskiego portalu.

"Jeśli ktoś nie chce jechać na Ukrainę, zaczynają grozić jego matce i siostrom. Mówią, że zostaną zabrane, że podrzucą im narkotyki i broń, uznają za terrorystów i oskarżą o wyjazd do Syrii, członkostwo w Państwie Islamskim. Jest to bardzo powszechna forma szantażu. (...) Jeden z moich rozmówców został oskarżony o uchylanie się od służby wojskowej w 1992 roku! Obecnie jest już po pięćdziesiątce" - opowiadał opozycjonista Isłam Biełokijew, obecnie walczący przeciwko rosyjskim wojskom na Ukrainie.

Jak przekazano w reportażu, przyczyny śmierci czeczeńskich żołnierzy są powszechnie fałszowane, a ich rodziny zmusza się do milczenia.

"Przyszedł do mnie policjant i powiedział: +na ulicy stoi samochód z trupami, zabierz sobie swojego+. Nakazali zorganizować pogrzeb po cichu i (...) nikomu nie mówić nic o Ukrainie. Mieliśmy skłamać, że wnuk zasnął i już się nie obudził" - przyznał dziadek jednego z żołnierzy zabitych podczas wojny.

Wcześniej, pod koniec maja, pojawiły się doniesienia, że w szeregach czeczeńskich oddziałów na Ukrainie walczą osoby skazane za przestępstwa. Spośród 953 ochotników z tej kaukaskiej republiki, 101 osób ma za sobą kryminalną przeszłość lub obowiązują wobec nich wyroki sądowe - poinformowała wówczas agencja UNIAN, powołując się na dane ukraińskiego wywiadu wojskowego. 

PAP

Siewierodonieck jest centrum administracyjnym obwodu ługańskiego i siewierodonieckiego. To jedno z najważniejszych miast przemysłowych Donbasu, centrum przemysłu chemicznego Ukrainy. Dziś toczą się tam zacięte walki. Według prezydenta Zełenskiego tutaj decydują się losy tego regionu kraju.

- Siewierodonieck jest cenny dla Ukrainy tylko z politycznego punktu widzenia, ponieważ jest to centrum regionalne - mówi Dmytro Snegyriow, współprzewodniczący organizacji "Prava Sprava". - W związku z tym, wraz z jego okupacją, Rosjanie będą mogli informować swoją ludność o rzekomych postępach w przejmowaniu kontroli nad obwodem ługańskim.

Miasto nie ma dla Ukrainy wielkiego znaczenia militarnego. Chociaż to właśnie dzięki oporowi w Siewierodoniecku siły zbrojne zdołały kontratakować w obwodach chersońskim i charkowskim - miasto przyciąga znaczne siły wroga. Ponadto straty rosyjskiego wojska, w szczególności 150. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych, sięgają 50% stanu osobowego.

- Siewierodonieck jest częścią dużego obszaru metropolitalnego składającego się z Rubiżnego, Siewierodoniecka i Łysyczańska – powiedział Serhij Grabski, ekspert wojskowy, pułkownik i współprzewodniczący ukraińskiej Rady Doradczej ds. Bezpieczeństwa Międzynarodowego OSAC. - Ukraina już straciła miasto Rubiżne. Teraz aktywne bitwy trwają w Siewierodoniecku. Ale nic groźnego się nie stanie, jeśli opuścimy miasto i żołnierze udadzą się na pozycje rezerwowe w Łysyczańsku.

- Zdobycie Siewierodoniecka jest szczególnie ważne dla Putina, bo to terytorium Donbasu, na które poluje od 8 lat. Data zajęcia miasta jest stale zmieniana. Najpierw był 1, potem 12, teraz jest 22 czerwca – dodaje Ihor Romanenko, generał porucznik w stanie spoczynku, były zastępca szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy.

- Dlaczego wróg, mając przewagę w sile roboczej i sprzęcie, nie może zająć miasta?

I. Romanenko:

- Chodzi o walki w mieście - bardzo złożony rodzaj działań wojennych z dużymi stratami stron. Widzimy, że Rosjanie, aby iść naprzód, niszczą artylerią wszystkie domy w Siewierodoniecku, tak jak zrobili to w Popasnej, Rubiżnem.

D. Snegyriow:

- Głównym zadaniem garnizonów w Siewierodoniecku i Łysyczańsku jest opóźnienie inwazji rosyjskiej, zyskanie na czasie. Abyśmy mogli budować obronę na terytoriach kontrolowanych przez naszą armię i  przeprowadzić dodatkowe działania mobilizacyjne. Dziś w pobliżu Siewierodoniecka stosunek siły wynosi jeden do siedmiu na korzyść Rosji. Wróg "przepycha" obronę ukraińską ze względu na przewagę liczebną w ludziach i środkach rażenia. Jednak plany rosyjskiego wojska dotyczące stworzenia środowiska operacyjnego w okolicach tych miast zostały udaremnione. Potwierdzają to sami Rosjanie. Siewierodonieck nie stanie się drugim Mariupolem w tym sensie, że garnizon będzie musiał się poddać.

Przywódcy obwodu ługańskiego poinformowali, że siły zbrojne kontrolują strefę przemysłową Siewierodoniecka. Zajmują od 40 do 50% powierzchni miasta. Rosyjskie media rozpowszechniały informacje o rzekomym zdobyciu Siewierodoniecka, które datuje się na 27 maja. W rzeczywistości dzisiaj jest połowa czerwca, a miasto nie zostało jeszcze zajęte.

gazeta.pl

Za kilka miesięcy Rosja może być zmuszona dokonać dużego przegrupowania sił i spowolnić działania na Ukrainie, biorąc pod uwagę, jak dużą część swojego arsenału wykorzystała w pierwszych 100 dniach inwazji - pisze Bloomberg, powołując się na anonimowe źródła wśród urzędników Unii Europejskiej.

Postępy sił rosyjskich na Ukrainie są wciąż powolne i ograniczają się głównie do obwodu ługańskiego na wschodzie kraju, choć walki toczą się w całym Donbasie. W połączeniu z oznakami, że Kremlowi może brakować żołnierzy i sprzętu do prowadzenia wojny, skłania to źródła Bloomberga do wniosku, że zanim Rosja podejmie próby zawieszenia broni, musi minąć jeszcze kilka miesięcy. Jest to czas potrzebny Moskwie do utrwalenia swoich dotychczasowych zdobyczy terytorialnych - wskazują te osoby.

Rosja prawdopodobnie potrzebuje jeszcze co najmniej 2-3 miesięcy, aby zająć duże miasta w Donbasie, takie jak Słowiańsk i Kramatorsk - mówi cytowany przez Bloomberga Indrek Kannik, dyrektor estońskiego think tanku Międzynarodowego Centrum Obrony i Bezpieczeństwa.

Wówczas Rosja osiągnie szczyt swoich możliwości i z tego powodu będzie naciskać na wypracowanie porozumienia - przewiduje Kannik.

Rosyjskie władze zaprzeczają jakimkolwiek trudnościom w prowadzeniu działań wojennych i zapowiadają, że będą kontynuować wojnę aż do osiągnięcia zamierzonych celów, choć ich nie precyzują - komentuje Bloomberg.

Jak wskazuje, jeśli kwestie kadrowe i sprzętowe Kremla staną się na tyle poważne, że zmuszą Rosję do rozmów o zawieszeniu broni, Ukraina i jej sojusznicy staną przed bolesnym wyborem między oddaniem terytorium w celu zakończenia walk a kontynuowaniem brutalnej wojny. Na razie m.in. USA i Wielka Brytania popierają zamiar prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, by prowadzić dalszą walkę, podczas gdy niektórzy politycy we Francji i Niemczech wskazują na potrzebę zawarcia rozejmu - pisze Bloomberg.

Obawiam się tych przedwczesnych rozmów pokojowych czy zawieszenia broni, bo dokładnie tak było w Donbasie: zamrozimy konflikt, każdy zostanie tam, gdzie jest i nie ruszy się dalej - powiedziała premier Estonii Kaja Kallas w wywiadzie cytowanym przez Bloomberga.

Ale w przypadku Gruzji, Krymu, Donbasu widzieliśmy, że przerwa potrwa rok czy dwa, a potem działania będą kontynuowane na o wiele większą skalę - podkreśliła Kallas.

dziennik.pl

wtorek, 14 czerwca 2022


W ostatniej dobie zniszczono ostatni z trzech mostów łączących Siewierodonieck z Lisiczańskiem. Siły rosyjskie kontynuują działania mające na celu okrążenie obrońców w obu miastach, a także w sąsiadujących z nimi miejscowościach Boriwśke i Prywilla. W przypadku Siewierodoniecka zostało to de facto osiągnięte, choć lokalne władze informują o istnieniu ograniczonych możliwości przemieszczenia się z kontrolowanego przez wojsko ukraińskie rejonu przemysłowego na zachodni brzeg rzeki Doniec. Trwają walki w pasie na południe od Lisiczańska i na kierunku Bachmutu. Armia agresora wypiera obrońców w jego stronę od południowego wschodu (umocniła się w okolicy wsi Widrodżennia i wyprowadziła atak na Werszynę, 10 km od centrum Bachmutu), wznowiła też natarcie na północny wschód od Charkowa (z rejonu osiedla Staryj Sałtiw na prawym brzegu Dońca). Na styku obwodów charkowskiego i donieckiego Rosjanie umacniają się na zajętych pozycjach, wzmacniają siły i przegrupowują przed spodziewanym uderzeniem na kierunku Słowiańska (od północy z okolic wsi Bohorodyczne i od wschodu z rubieży Dońca) oraz Siewierska na północ od Bachmutu (z rejonu miejscowości Jampil). Wzdłuż całej linii styczności artyleria i lotnictwo agresora kontynuują ataki na pozycje i zaplecze obrońców. Poza Donbasem szczególnie intensywne są one w okolicach Charkowa i Mikołajowa, na styku obwodów zaporoskiego i dniepropetrowskiego (okolice miast Hulajpołe i Synelnykowe) oraz na południe od Krzywego Rogu (w pobliżu Zełenodolśka). Celem uderzeń rakietowych w ciągu ostatniej doby był rejon Odessy (obrońcy mieli zestrzelić dwie rakiety).

Prezydent Wołodymyr Zełenski w codziennym wystąpieniu do narodu oświadczył, że toczące się walki w Donbasie przejdą do historii jako jedna z największych bitew w historii Europy. Podkreślił, że mimo znacznej wyższości najeźdźców w zakresie sprzętu i techniki wojskowej ukraińska armia jest w stanie „uzyskiwać taktyczną przewagę nad przeciwnikiem oraz przejmować strategiczną inicjatywę na froncie”. Zwrócił się przy tym z apelem do partnerów zachodnich o dostarczenie systemów artyleryjskich, które przechylą szalę zwycięstwa na stronę napadniętego państwa. Podobne wezwania wystosowali również inni przedstawiciele władz w Kijowie (w tym szef Biura Prezydenta Andrij Jermak, szef MSZ Dmytro Kułeba i minister obrony Ołeksij Reznikow), którzy podkreślali, że zwycięstwo nad najeźdźcą uwarunkowane jest przede wszystkim dostawami ciężkiego sprzętu wojskowego z Zachodu.

Z kolei w wywiadzie dla niemieckiej stacji telewizyjnej ZDF Zełenski skrytykował postawę Olafa Scholza, który jego zdaniem próbuje „zachować równowagę w relacjach z Kijowem i Moskwą”, aby nie szkodzić interesom Berlina. Prezydent wezwał kanclerza do przyjęcia bardziej jednoznacznego stanowiska wobec Ukrainy oraz udzielenia jej większej pomocy wojskowej i poparcia dla jej europejskich aspiracji. Wcześniej Scholz odmówił komentarza w sprawie anonsowanej przez media wizyty w Kijowie, jaką ma podobno złożyć 16 czerwca wraz z prezydentem Francji i premierem Włoch. Z kolei administracja Emmanuela Macrona poinformowała o braku konkretnych planów głowy państwa odnośnie do podróży na Ukrainę.

Wiceminister obrony Ukrainy Hanna Malar, odnosząc się do kwestii zaopatrywania sił zbrojnych, stwierdziła, że budżet państwa zapewnia pokrycie 65% kosztów dostaw amunicji, kamizelek kuloodpornych, hełmów i umundurowania. Reszta jest realizowana w ramach pomocy międzynarodowej i darowizn. W ostatnim tygodniu do kraju dostarczono ponad 21 tys. kamizelek kuloodpornych, 7 tys. hełmów, 5 tys. par butów i 10 tys. kompletów mundurów letnich. W związku ze stałym zagrożeniem atakami rakietowymi nie można zgromadzić rezerw materiałowych w magazynach – są one przekazywane od razu do jednostek frontowych. Dodała, że wojsko rozpoczęło przygotowania do sezonu zimowego, co wiąże się z koniecznością wyprodukowania umundurowania i odzieży odpowiedniej do tej pory roku.

Władze Litwy zakomunikowały, że przekażą armii ukraińskiej 110 ręcznych systemów do zwalczania dronów EDM4S SkyWiper (operujących na zasadzie impulsu elektromagnetycznego). Mają one trafić na wyposażenie 35 pododdziałów.

Zgodnie z danymi MSW Ukrainy wszczęto już ponad 700 postępowań karnych przeciwko osobom podejrzewanym o kolaborację z agresorem. Najwięcej przypadków tego procederu odnotowano w obwodach ługańskim – 162, kijowskim – 155 – i chersońskim – 68. W sprawach przestępstw popełnionych na Ukrainie przez żołnierzy rosyjskich lub ich pomocników toczy się ok. 17 tys. postępowań karnych.

Na terenach okupowanych administracja wojskowa oraz władze kolaboranckie kontynuują politykę represji. Pogarsza się również sytuacja ekonomiczna na tych obszarach oraz trwa rabunek towarów, które są następnie wywożone do Rosji. Szef władz kolaboranckich w Chersoniu zapowiedział, że wszyscy zatrudnieni, którzy sabotują bądź bojkotują koncepcję przyłączenia do sąsiada, zostaną w najbliższej przyszłości usunięci ze stanowisk i ukarani. W Mariupolu ze względu na bojkot społeczny nie udało się zrekrutować wystarczającej liczby pracowników przedsiębiorstw komunalnych. Zachęta finansowa w postaci zasiłku w wysokości 10 tys. rubli (ok. 170 dolarów) okazała się nieskuteczna. Chcąc wywrzeć presję na lokalne społeczności, kolaboranci ograniczają dostęp do pomocy humanitarnej i uzależniają otrzymanie jej od podjęcia pracy na rzecz władz okupacyjnych. Rozpoczęto akcję pozyskiwania „wolontariuszy” do usuwania gruzów na ulicach i grzebania ciał w masowych grobach. W zamian oferuje się dostęp do artykułów żywnościowych. W obwodzie chersońskim siły okupacyjne zmuszają właścicieli gospodarstw rolnych do przekazywania po zaniżonych cenach 70% zbiorów nabywcom z Krymu. Jednocześnie obowiązuje zakaz eksportu plonów na terytoria kontrolowane przez Ukrainę. Z portu w Mariupolu skierowano do Rostowa nad Donem trzeci statek z ładunkiem zarekwirowanej stali. W Melitopolu wskutek masowej odmowy prowadzenia zajęć zgodnie z rosyjskim programem kształcenia na miejsce nauczycieli powołuje się ludzi bez wykształcenia pedagogicznego. Deleguje się również ograniczoną liczbę dydaktyków z anektowanego Krymu i Rosji. W Berdiańsku położono kamień węgielny pod pomnik „rosyjskiego żołnierza wyzwoliciela”.

Komentarz

Konsekwentny ostrzał i bombardowania oraz szturmy pozycji obrońców skutkują stopniowym wypieraniem ich sił w Donbasie. Ukraińcy wciąż nie mają środków, za pomocą których mogliby skutecznie powstrzymać uderzenia, a tym bardziej kontratakować. Ich okresowe sukcesy w walkach ulicznych możliwe są wyłącznie dlatego, że obie strony korzystają w ich trakcie z broni lekkiej, w przypadku której – co stanowi wyjątek – nie występuje dysproporcja. Żołnierze ukraińscy mają jednak ograniczone możliwości regeneracji, głównie ze względu na permanentny ostrzał i bombardowania, których wojska rosyjskie doświadczają w zdecydowanie mniejszym stopniu. Obrońcy borykają się także z problemami z przeprowadzeniem rotacji, szczególnie w rejonach o utrudnionym połączeniu z głównymi siłami. Najprawdopodobniej jednostki ukraińskie w okolicach Siewierodoniecka nie były rotowane co najmniej od kilku tygodni. Ich wypoczynek po walkach możliwy jest wyłącznie dzięki temu, że atakujący nie dysponują przewagą liczebną wymuszającą permanentne zaangażowanie wszystkich obrońców.

W ostatnich dniach ukraińskie władze nasiliły apele do krajów zachodnich o zwiększenie dostaw ciężkiego sprzętu wojskowego. Presja Kijowa wiąże się z zaplanowanym na 15 czerwca trzecim spotkaniem formatu Ramstein w Brukseli, na którym szefowie resortów państw Zachodu omawiać będą warunki udzielenia dalszego wsparcia wojskowego ukraińskim siłom zbrojnym. Podkreślanie niedostatecznej skali zachodniej pomocy służy również odparciu coraz częściej pojawiających się w krajowej przestrzeni medialnej zarzutów wobec prezydenta Zełenskiego o niedostateczne przygotowanie armii i państwa do obrony pomimo płynących z amerykańskich służb wywiadowczych informacji o mającej nastąpić inwazji.

Ze względu na bierny opór społeczeństwa opóźniają się plany szybkiej „rusyfikacji” zajętych terytoriów obwodów chersońskiego i zaporoskiego oraz powołania władz administracyjnych. Chcąc przymusić obywateli do akceptacji „nowego porządku”, kolaboranci przy wsparciu sił agresora eskalują represje i umacniają reżim policyjny. Tereny okupowane traktowane są jako rezerwuar dóbr, które wywozi się do Rosji, co przyczynia się do pogłębiania zapaści gospodarczej.

osw.waw.pl

Kilka kilometrów autostrady M-4 „Don”, dworzec kolejowy z jednym peronem i strusie ranczo, na którym sprzedają szaszłyki – to niemal całe położone w Kraju Krasnodarskim i liczące nieco ponad trzy tysiące mieszkańców Mołkino. W zasadzie taka mogłaby być definicja rosyjskiego centrum niczego, dziury zabitej dechami, miasta idealnie nieważnego, w którym pod te szaszłyki ze strusia pije się wódkę. W lutym niebo i mgła mają tu kolor plwociny, latem żrą komary i zanudzają brzozy. Jedynym zaskakującym elementem są wielbłądy hodowane przez lokalnego przedsiębiorcę, tuż nad ani ładną, ani brzydką rzeką Psekups. Niedaleko stąd do Adygei, autonomicznej republiki na północnym przedgórzu Kaukazu. Gdy w Polsce trwało powstanie styczniowe, car zlecał wysiedlanie buntowniczych i nieakceptujących imperialnej ekspansji Adygejczyków na Bliski Wschód. Do dziś nie pasują do reszty Rosji. Praktykują na przykład atałyczestwo, czyli oddawanie dziecka na wychowanie do innej rodziny. Tam też tworzono mity o olbrzymach i herosach.

W Mołkinie za to narodziła się legenda grupy Wagnera, prywatnej armii Putina. W tym prowincjonalnym miasteczku miała swoją bazę i stąd wyruszała na podbój świata. Przez Kuzbas na Donbas, Krym i Bałkany, z lotnisk w Rostowie i Moskwie do Syrii, Libii i półupadłych państw afrykańskich. W rosyjskich opowieściach propagandowych żołnierze demonicznego podpułkownika Dmitrija Utkina vel Wagnera zawojowali niemal cały świat. Prawdy jest w tym tyle, ile wielkomiejskości w Mołkinie. 

Wagner chciałby być Kurtzem z Conradowskiego Jądra ciemności albo chociaż bohaterem granym przez Marlona Brando w Czasie Apokalipsy, wojownikiem i półbogiem przekraczającym granice wyznaczone dla śmiertelników, ale nikim takim nie był. Żadnej wojny ostatecznie nie wygrał, za to często dostawał ostre lanie. Zaliczał żenujące wpadki i ciągle się kompromitował. Był silny, gdy jego ludzie zabijali ciekawskich dziennikarzy rosyjskich w Afryce, ale słaby, gdy w Syrii bombardowali go Amerykanie albo za pomocą dziecinnie prostych metod dekonspirowały ukraińskie służby specjalne. Ma wytatuowany symbol SS i do dziś pozostaje heilującym neonazistą. Na zdjęciu zrobionym w Afryce w 2020 roku bezkarnie pozuje w czapce Wehrmachtu. Nigdy nie ukrywał, skąd się wziął jego pseudonim. Fascynuje go ulubiony kompozytor Hitlera, Richard Wagner. Fascynuje go III Rzesza. Ale jednocześnie sprawnie buduje mit założycielski nowego i bezwzględnego państwa, Rosji paradoksalnej, wierzącej w zwycięstwo nad faszyzmem, ale tatuującej sobie – jak on sam – symbole SS. Rosji propagującej russkij mir, świat, w którym nic nie musi do siebie pasować i w którym nie obowiązuje logika. Można być potomkiem czerwonoarmistów, którzy zdobyli Berlin, i jednocześnie używać symboli nazistowskich, a do tego eksportować sentyment wobec imperium już nie tylko do państw byłego Związku Radzieckiego, ale i tam, gdzie Rosjan i prawosławia nie ma i nie było: na Bliski Wschód, do Azji i Afryki. Armia Wagnera jest, ze wszystkimi swoimi osobliwościami, Rosją w pigułce.

Zbigniew Parafianowicz - Prywatne armie świata

poniedziałek, 13 czerwca 2022


W wyniku wysadzenia dwóch i permanentnego ostrzału trzeciego z mostów na rzece Doniec łączących Siewierodonieck z Lisiczańskiem siły ukraińskie, broniące się w zachodniej części Siewierodoniecka (głównie na terenie zakładów Azot), zostały odcięte od reszty zgrupowania (dochodzą sprzeczne informacje na temat sprawców wysadzenia mostów). Obrońcy powstrzymali kolejne próby przełamania pozycji na północny wschód od Bachmutu i przejęcia przez Rosjan kontroli nad drogą Bachmut–Lisiczańsk. Walki toczą się o szereg mniejszych miejscowości na pograniczu obwodów donieckiego i ługańskiego (szczególnie ciężkie w pobliżu Toszkiwki). Na kierunku Słowiańska siły agresora umacniają się na południowym brzegu Dońca (w okolicy m. Bohorodyczne i sąsiadującej ze Swiatohirśkiem m. Tetianiwka), obrońcy odparli z kolei uderzenie wzdłuż autostrady M03 Izium–Słowiańsk. Rosyjska artyleria i lotnictwo kontynuują ostrzał i bombardowania, poza rejonami walk szczególnie dotkliwe w okolicach Charkowa, Mikołajowa oraz na południe od Krzywego Rogu i południowy wschód od Zaporoża. Nieprzyjaciel nie zaprzestaje ostrzału przygranicznych obszarów obwodów czernihowskiego i sumskiego. Z kolei ukraińskie artyleria i lotnictwo atakowały pozycje wroga na styku obwodów mikołajowskiego i chersońskiego. Celem rosyjskiego uderzenia rakietowego był Czortków w obwodzie tarnopolskim (zniszczeniu uległy obiekty wojskowe i cywilne).

Głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy gen. Wałerij Załużny ocenił długość linii frontu na 2450 km. Aktywne działania bojowe mają się toczyć na długości 1105 km. Zastępca szefa wywiadu wojskowego Wadym Skibicki podał z kolei, że na Ukrainie operują 103 rosyjskie batalionowe grupy taktyczne, a kolejnych 40 znajduje się w rezerwie. Jego zdaniem Siły Zbrojne FR mają korygować swe zamiary i strategię co 30 dni, a rosyjski plan wojny obejmuje 120 dni. Poza okupowaną częścią Ukrainy i przygranicznymi rejonami Rosji pododdziały Sił Zbrojnych FR nadal dyslokowane są także w dziesięciu miejscowościach na Białorusi.

Na Ukrainę zaczęły docierać brytyjskie samochody opancerzone Husky TSV (Tactical Support Vehicle). Łącznie Wielka Brytania ma przekazać 120 pojazdów Husky, Mastiff i Wolfhound – 80 w wariancie podstawowym i 40 specjalistycznych (w tym w wersji rozpoznawczej). Ukraina otrzymała łącznie blisko 250 zachodnich samochodów opancerzonych. Remontem i modernizacją aut armii ukraińskiej mają się zająć zakłady w mieście Moldava nad Bodvou na Słowacji. Według ambasadora Ukrainy w Niemczech Andrija Melnyka obiecane przez Berlin armatohaubice samobieżne 155 mm PzH 2000 (siedem sztuk) mogą zostać przekazane 22 czerwca. Samobieżne artyleryjskie zestawy przeciwlotnicze Gepard armia miałaby otrzymać w partiach po 15 sztuk do końca lipca i do końca sierpnia.

Prezydent Ukrainy podpisał zmianę ustawy „O podstawach narodowego oporu”, w części dotyczącej zadań obrony terytorialnej. Na jej podstawie jednostki Wojsk Obrony Terytorialnej Sił Zbrojnych Ukrainy (WOT SZU) i ochotniczych formacji OT mogą być zaangażowane w zadania poza ich regionalnym obszarem odpowiedzialności, a także brać udział w samodzielnych działaniach bojowych na froncie. Decyzję będzie podejmował głównodowodzący SZU. Zmiana ustawy związana jest z koniecznością uzupełniania strat frontowych jednostkami WOT przeznaczonymi dotąd do obrony miast położonych m.in. na zachodzie Ukrainy.

Komentując rozpoczęcie wydawania rosyjskich paszportów w okupowanych częściach obwodów chersońskiego i zaporoskiego, prezydent Wołodymyr Zełenski wskazał, że na obecnym etapie przyjmują je jedynie kolaboranci. W Chersoniu przyznano dotąd jedynie 23, zaś w obwodzie zaporoskim 30 nowych dokumentów tożsamości. Wcześniej władze kolaboranckie twierdziły, że wpłynęło już ponad 70 tys. wniosków o nowy paszport.

Obchody rosyjskiego święta państwowego Dnia Rosji na terenach okupowanych zakończyły się fiaskiem ze względu na powszechny bojkot ze strony mieszkańców. W Chersoniu na wiec przyszło zaledwie ok. 50 ludzi. Bierną formą oporu było rozklejanie nalepek z kodami QR zawierającymi antyrosyjskie hasła. Sami organizatorzy musieli przyznać, że w obawie przed ewentualnym zamachem konieczne były wzmocnienie środków bezpieczeństwa oraz wzmożenie kontroli osób. 12 czerwca w Melitopolu doszło do eksplozji ładunku wybuchowego pod siedzibą lokalnego MSW – niewykluczone, że był to efekt działania ukraińskiej grupy dywersyjnej.

(...)

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen podczas wizyty w Kijowie omówiła z prezydentem Zełenskim prace KE dotyczące oceny ukraińskiego wniosku o akcesję do UE. Dokument ma zostać przedstawiony w najbliższych dniach i zawierać rekomendacje dla państw członkowskich odnośnie do nadania Ukrainie statusu kandydata. Decyzja w tej sprawie ma zapaść podczas szczytu w Brukseli zaplanowanego na 23 i 24 czerwca.

Komentarz

Przedstawioną przez głównodowodzącego armii ukraińskiej informację o długości linii frontu należy traktować jako deklarację totalnego – z perspektywy Kijowa – charakteru wojny z Rosją. Operujące po obu stronach siły są zbyt małe liczebnie (zwłaszcza agresora), by można było mówić o klasycznej linii frontu, znanej z obu wojen światowych. Podobieństwa ograniczają się wyłącznie do obserwowanej od przełomu marca i kwietnia względnej stabilizacji na linii styczności walczących wojsk. Z podanych liczb wynika, że gen. Załużny ma na myśli długość linii styczności (na terytorium Ukrainy; określanej jako odcinek linii frontu z aktywnymi działaniami bojowymi) oraz pozostającą pod kontrolą ukraińską część granicy z Rosją. Zwraca uwagę, że nie wliczył on do linii frontu granicy z Białorusią (wówczas jej długość przekroczyłaby 3,5 tys. km). O tym, że starcie z Rosją stanowi dla Ukrainy w coraz większym stopniu wojnę totalną, świadczą także wprowadzone przez Kijów zmiany w ustawodawstwie, umożliwiające dowództwu armii kierowanie do rejonów walk ochotniczych formacji obrony terytorialnej.

Władzom kolaboranckim nie udało się wykorzystać obchodów święta Dnia Rosji do zwiększenia poparcia miejscowej ludności dla koncepcji przyłączenia zamieszkanych przez nią obszarów do Federacji Rosyjskiej. Utrzymywanie się biernego oporu społeczeństwa świadczy o tym, że podejmowane próby jego złamania nie przynoszą szybkiego efektu. Mieszkańcy okupowanych terytoriów pozostają wrogo nastawieni do aktywności samozwańczych władz, które bez powodzenia usiłują wymusić poparcie dla swoich działań i propagandowym przekazem zbudować ich pozytywny obraz.

Wizyta Ursuli von der Leyen w Kijowie świadczy o toczących się intensywnych konsultacjach dotyczących ostatecznej wersji rekomendacji KE w sprawie nadania statusu kandydata na członka UE. Celem spotkania było omówienie stanowisk poszczególnych państw unijnych, które wciąż nie osiągnęły porozumienia w tej kwestii. Z doniesień prasowych wynika, że KE opracowuje dwie wersje dokumentu, z których jedna przewiduje pozytywną odpowiedź na ukraińskie aspiracje, druga zaś ma odsuwać w czasie podjęcie takiej decyzji, obwarowując ten krok koniecznością uprzedniego spełnienia wielu warunków, m.in. przystąpienia do efektywniejszej walki z korupcją i przeprowadzenia reformy systemu sądowego. Negocjacje w tej sprawie będą najprawdopodobniej przedmiotem zapowiadanej (ale niepotwierdzonej) wizyty przywódców Francji, Niemiec i Włoch, która miałaby się odbyć w przeddzień publikacji oceny KE. Decyzja o przyznaniu statusu kandydata na członka UE jest przez władze w Kijowie określana mianem „historycznej” i jest utożsamiana ze wsparciem dla obrony niepodległości i suwerenności kraju. W optyce Ukrainy stosunek poszczególnych państw do wykonania pierwszego kroku ku jej akcesji do Unii będzie zatem stanowić kryterium oceny ich postawy wobec rosyjskiej agresji.

osw.waw.pl

niedziela, 12 czerwca 2022


Filozof Gieorgij Szczedrowicki i jego zwolennicy z ruchu "metodologicznego", który pojawił się w Związku Radzieckim latach 60., byli pierwszymi trenerami i technologami politycznymi w ZSRR. Doradzali menedżerom biznesowym i funkcjonariuszom Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (KPZR) i byli przekonani, że mogą zmienić rzeczywistość poprzez "programowanie" społeczeństwa i jednostki.

Próbowali tego wszystkiego nauczyć przedstawicieli władz sowieckich, a potem rosyjskich. W latach 90. zwolennicy Szczedrowickiego (który sam uważał, że kraje rozwinięte "chcą powstrzymać Rosję") zaproponowali ideę "rosyjskiego świata". 20 lat później ta koncepcja, w znacznie zniekształconej formie, weszła do geopolitycznego kanonu Władimira Putina — i stała się jednym z uzasadnień inwazji na Ukrainę.

Liście palmowe zastąpiliśmy wierzbami
Wrogowie są cenniejsi niż przyjaciele. I tańczymy walca
Wielkiej Wojny. I pilot Ahnenerbe
Pozostawi mi swój lotniczy Ausweis.

Takimi wierszami własnej kompozycji we wrześniu 2014 r. technolog polityczny Timofiej Siergiejcew zakończył swój artykuł "Dlaczego żył GP", poświęcony założycielowi ruchu metodologicznego, filozofowi Gieorgijowi Szczedrowickiemu (GP to jego inicjały imion: Gieorgij Pietrowicz). Siedem lat później, w kwietniu 2021 r., Siergiejcew napisał dla agencji prasowej RIA Nowosti felieton zatytułowany "Ukraina, której nie potrzebujemy". Usprawiedliwiał w nim potrzebę "denazyfikacji" Ukrainy. Na łamach tej rosyjskiej państwowej agencji informacyjnej Siergiejcew przekonywał, że w Ukrainie "kwitnie" nazizm, który przygotowuje agresję na Rosję:

"Wyeliminowanie takiej nazistowskiej społeczności [w Ukrainie] wymagałoby nie tylko odcięcia jej przywódców, ale także oczyszczenia samych nazistów z wpływów nazistowskich i zaangażowania w nazistowską ideologię i praktykę. Tak właśnie jest w Ukrainie, która złożyła masową przysięgę nazistowską za pomocą pozornie łagodnego wektora politycznego "dążenia do Europy", w którego kontekście jednak "europejskość" jest jednoznacznie postrzegana nie tylko przez ideologów, ale także przez znaczną część społeczeństwa jako oznaka wyższości rasowej."

Rok później Władimir Putin wysłał wojska do Ukrainy, obiecując m.in. jej "denazyfikację".

Po 24 lutego Siergiejcew napisał kolejny artykuł dla RIA Nowosti, w którym oświadczył, że "twórcą ukraińskiego nazizmu" jest "kolektywny Zachód" a "denazyfikacja" Ukrainy powinna stać się "de-Ukrainizacją" i "de-Europeizacją":

"Ukrainonazizm stanowi nie mniejsze, ale większe zagrożenie dla pokoju i Rosji, niż niemiecka wersja nazizmu Hitlera" — przekonywał czytelników Siergiejcew, który w czerwcu 2022 r. został umieszczony na liście sankcji UE jako "centralna postać rosyjskiej propagandy".

Siergiejcew jest nie tylko felietonistą RIA Nowosti. Jest też znanym technologiem politycznym, który pracował m.in. w siedzibie prokremlowskiej, "liberalnej" partii Słuszna Sprawa, gdy na jej czele stał biznesmen Michaił Prochorow w 2011 r. Ostatnio Timofiej Siergiejcew jest członkiem tzw. klubu Zinowiewa (organizacji dyskusyjnej w ramach RIA Nowosti).

Siergiejcew jest z wykształcenia fizykiem, specjalizuje się w badaniu neutrin. Na początku lat 80. Gieorgij Szczedrowicki, filozof i założyciel ruchu "metodologicznego", prowadził wykłady w Fiztechu (czyli moskiewskiej politechnice), gdzie studiował przyszły politolog. Pomysły Szczedrowickiego zafascynowały Siergiejcewa. W latach 90. Siergiejcew, podobnie jak wielu innych zwolenników filozofa, postanowił zaangażować się w technologię polityczną.

Ruch "metodyczny", który pojawił się już w latach 60., miał wielki wpływ na radzieckich menedżerów i postsowieckich polityków — rosyjskich i ukraińskich (ten sam Siergiejcew pracował na Ukrainie przy wyborach prezydenckich w 1999, 2004 i 2009 r.). Przedstawiciele tego ruchu byli głównymi teoretykami koncepcji "rosyjskiego świata". Władimir Putin mówił o potrzebie ochrony tego "rosyjskiego świata" po rozpoczęciu wojny w Donbasie w 2014 r. — i podczas inwazji na Ukrainę w 2022 r. (a wtórowali mu inni rosyjscy urzędnicy).

"Przedstawiciele szkoły Szczedrowickiego dość intensywnie wchodzili we wszelkiego rodzaju struktury, w tym struktury biznesowe i rządowe" — zauważył w 2017 r. kulturoznawca Witalij Kurnoj w rozmowie z dziennikarzami Polit.ru. Obecnie jednym z najbardziej znanych i wpływowych "metodologów" w rządzie jest Siergiej Kirijenko, współpracownik Putina na Kremlu. To właśnie on po 24 lutego jest odpowiedzialny za nieuznawane republiki Donbasu.

W połowie lat 50., po śmierci Stalina, w ZSRR rozpoczęła się odwilż, która zaowocowała także złagodzeniem sfery religijnej. Niektórzy radzieccy intelektualiści skorzystali z tej "wolności" i wyruszyli na duchowe poszukiwania.

Nawet ludzie, którzy urodzili się i wychowali w Związku Radzieckim, państwie ateistycznym, angażowali się w religię. Jak zauważa socjolog Nikołaj Mitrochin, "presja propagandowa zelżała", a "wyznawcy różnych wspólnot religijnych, którzy przetrwali represje, mogli rozmawiać (choćby w małym gronie) bez perspektywy bycia zesłanymi na Syberię.

Oczywiście, dotyczyło to nie tylko tradycyjnych religii Rosji — prawosławia, islamu i buddyzmu — ale także bardziej egzotycznych nauk, takich jak "wierzenia scjentystyczne" (scjentolodzy wierzyli, że wkrótce na naszej planecie nastanie era "czystego Rozumu", podczas której zostaną rozwiązane liczne problemy społeczne).

W swoim artykule "Radziecka inteligencja w poszukiwaniu cudu" Mitrochin tak opisuje duchowe poszukiwania drugiej połowy lat 50.:

"Logika rozumienia nowych informacji przez sowiecką inteligencję w tym okresie była mniej więcej następująca: Skoro genetyka i cybernetyka, wcześniej oficjalnie cenzurowane przez partię jako "pseudonauka", zostały uznane za pełnoprawne dyscypliny naukowe, socjologia i ochrona przyrody, które były nieobecne w systemie sowieckim, otrzymały wsparcie, to futurologia, ufologia, astrologia i "metodologia" również wkrótce uzyskają uznanie... Skoro istnieje komputer elektroniczny i człowiek poleciał w kosmos, to dlaczego nie miałoby istnieć "perpetuum mobile" i UFO."

Jednym z takich cudów jak perpetuum mobile była "metodologia".

"Metodologia" została stworzona przez filozofa Gieorgija Szczedrowickiego, znanego i szanowanego człowieka w moskiewskich kręgach intelektualnych. Wraz z filozofem Merabem Mamardaszwilim, socjologiem Borysem Gruszinem i pisarzem Aleksandrem Zinowiewem zorganizował w 1952 r. (czyli jeszcze przed śmiercią Stalina) Moskiewskie Koło Logiczne: jego członkowie zgłębiali tajniki myślenia. Krąg ten nie przetrwał jednak długo: każdy z jego założycieli poszedł w innym kierunku. Szczedrowicki założył nowy krąg — "metodologiczny" — i nadal angażował się w badanie procesu myślenia.

Filozof i jego zwolennicy postrzegali myślenie i język jako rodzaj "programu" istniejącego wewnątrz człowieka, który "obsługuje" jego świadomość. W związku z tym uznawali, że sam człowiek jest praktycznie "komputerem", który można "zaprogramować".

Członkowie Klubu zbierali się na seminariach, podczas których zastanawiali się nad problemami naukowymi z dziedziny psychologii i pedagogiki (na przykład podczas tych spotkań Szczedrowicki zaczął badać gry w kontekście działalności pedagogicznej).

Współpracownik Szczedrowickiego, dziennikarz Matwiej Chromczenko (z wykształcenia lekarz), opisał seminarium tak, jakby jego uczestnicy byli częścią wspólnego mechanizmu. "Wszyscy [obecni] pracowali jako technicy", podczas gdy funkcją lidera i moderatora — czyli samego Szczedrowickiego — było "prowadzenie maszyny". Miał ją "prowadzić" w taki sposób, aby "ta złożona, geometrycznie nieregularna jednostka toczyła się naprzód, wytwarzając masę różnorodnych produktów". Przez "produkty" rozumiał na przykład artykuły i raporty.

Seminarium "metodyczne" wyglądało następująco: uczestnicy słuchali sprawozdania na temat naukowy lub dotyczący zastosowań, zadawali pytania, mogli zgłaszać zastrzeżenia, komentowali prezentację — i mówili, jak ją zrozumieli. Przewodniczący seminarium (często sam Szczedrowicki) mógł przerwać mówcy lub pomóc mu odpowiedzieć na podchwytliwe pytanie. To samo mógłby zrobić z autorami pytań.

Jednym z głównych elementów seminarium była "refleksja": uczestnicy analizowali każdą "procedurę myślenia", każdy krok, który doprowadził reportera do jego wniosków. Prowadziło to do dwóch do ośmiu trzygodzinnych sesji, podczas których omawiano każdą interwencję (tak autorzy artykułu "Klucz kastowy Gieorgija Szczedrowickiego" w czasopiśmie "Questions of Philosophy" Natalia Kuzniecowa i Theodore Oizerman opisują spotkania "metodologów" w budynku moskiewskiego Instytutu Psychologii Akademii Nauk Pedagogicznych).

Grono entuzjastów nauk Szczedrowickiego stopniowo się powiększało. Uczestnicy seminarium spośród uczonych lub po prostu dociekliwych intelektualistów zaczęli zadawać pytania i stali się aktywnymi komentatorami, potem mówcami, a później mogli nawet pretendować do roli przewodniczącego. Ci, którzy przeszli wszystkie etapy, mogli organizować swoje seminaria oddzielnie od nauczyciela.

Ilja Kukulin, literaturoznawca i kulturoznawca, który pod koniec lat 90. badał "metodologów", zauważył, że uczestnicy warsztatów wierzyli, że umiejętność myślenia w określony sposób pozwala im przekształcać środowisko społeczne. "Metodolodzy" wierzyli, że mogą zmienić świat — i to nie tylko zmienić, ale zrobić to "na dowolną skalę". Według Kukulina, towarzysze broni Szczedrowickiego byli jak bohaterowie powieści braci Strugackich — tzw. postępowcy: na przykład Don Rumata z "Trudno być Bogiem" czy Maksym Kammerer z "Historii przyszłości".

"Postępowcy osiągają swoje cele w złym, totalitarnym społeczeństwie, gdzie władza jest radykalnie wyobcowana od ludzi i można z nią walczyć tylko w tajemnicy, poprzez szpiegowską infiltrację struktur władzy, a nie poprzez publiczne działania polityczne" — wyjaśnia Kukulin. Według niego sowiecka inteligencja mogłaby się identyfikować z takim bohaterem progresorem, który znalazłszy się w "nieznośnych warunkach", próbuje je dyskretnie zmienić od wewnątrz.

Sam Gieorgij Szczedrowicki porównywał siebie do bohaterów radzieckich pisarzy fantasy. "Do lata 1952 r. ukształtowałem ideologię bardzo zbliżoną do tej, którą dwie dekady później sformułowali bracia Strugaccy, a mianowicie wyobrażałem sobie siebie jako postępowca na tym świecie" — powiedział mi później, już w latach 80.

Jednocześnie Szczedrowicki uważał się za marksistę i był członkiem KPZR. W 1968 r. został wydalony z partii za podpisanie listu popierającego dysydentów Jurija Gałanckowa i Aleksandra Ginzburga. Jednak według wspomnień politologa Gleba Pawłowskiego, który w latach 60. przebywał w tym samym towarzystwie co Szczedrowicki, filozof nie był uważany za część ruchu dysydenckiego — i on sam nie uważał się za dysydenta.

"Gieorgij Szczedrowicki pracował w instytucie, publikował w czasopismach wydziałowych. Mawiał [do sowieckich urzędników]: pozwólcie nam sobie pomóc, dajmy wam kuksańca. Pomożemy wam zbudować systemy zarządzania lub oczyścić te, które już istnieją... Trudno było zmienić go w dysydenta, a on sam nie chciał tego robić" — powiedział Meduzie Pawłowski.

Wśród samych dysydentów praca na rzecz państwa radzieckiego, według Pawłowskiego, nie była uważana za kolaborację z reżimem. "Patrzyliśmy na to szerzej: dobry człowiek, inteligentny, z dobrymi przyjaciółmi, to wystarczyło" — wspomina Pawłowski.

Już od lat 60. ub. wieku "metodycy" i sam założyciel ruchu, który pracował wtedy jako badacz w Laboratorium Psychologii i Psychofizjologii Instytutu Badawczego Wychowania Przedszkolnego, poświęcali wiele uwagi pedagogice. Jak pisze Kukulin, Szczedrowicki rozumiał to jako "szczególny rodzaj działalności projektowej". "W systemie pedagogiki pojawia się specjalna specjalność nauczyciela-projektanta, który tworzy model-projekt osoby przyszłego społeczeństwa" — cytuje Kukulin wypowiedź założyciela ruchu "metodycznego".

Studiując pedagogikę, Szczedrowicki i jego zwolennicy wierzyli, że nie tylko procesy społeczne, ale i sam człowiek może być "zaprojektowany" i "zaprogramowany". "Dla Szczedrowickiego świadomość jednostki nie była punktem wolności, ale obszarem projekcji, konstrukcji i, upraszczając, manipulacji" — uważał na początku XXI w. polityk-nacjonalista Konstantin Kryłow.

Nikołaj Mitrochin, socjolog religii, uważa, że zainteresowanie "metodologów" pedagogiką można wyjaśnić dość prozaicznie: w czasach Związku Radzieckiego "istniały dwa wielkie systemy, w których obracano wielkimi pieniędzmi, a niezbyt inteligentnych ludzi można było oszukać i wykorzystać. Tymi systemami, mówi Mitrochin, były edukacja i związki zawodowe.

Pod koniec lat 70. Szczedrowicki, wykorzystując doświadczenia ze swoich seminariów, zaczął prowadzić "gry organizacyjno-działaniowe" (ODI). Zdaniem filozofa, "modelowanie" praktyk gry pomogło rozwiązać praktycznie każdy "problem społeczny", taki jak reformowanie przedsiębiorstw i instytucji, czy np. wybieranie dyrektorów fabryk. Program ODI przypomina też postępowców braci Strugackich, jak zauważa Ilja Kukulin:

"Jest to jawne, ezoteryczne i niepubliczne modelowanie i rozwiązywanie problemów społecznych z pominięciem istniejących struktur społecznych i struktur władzy — rzekomo tworzone w celu skierowania społeczeństwa ku lepszemu porządkowi etycznemu i organizacyjnemu."

"Metodycy" prowadzili gry dla radzieckich przedsiębiorstw i władz; ich klientami nie byli przywódcy partyjni z Moskwy, ale dyrektorzy poszczególnych zakładów pracy, instytucji gospodarczych i regionalnych komitetów KPZR.

Zazwyczaj pracownicy produkcji i urzędnicy angażowali "metodologów" do rozwiązania konkretnego problemu. Gra odbywała się z reguły w sanatorium lub domu wczasowym. Główny moderator tworzył zespół złożony z techników gier (którzy moderowali poszczególne spotkania grupowe w grach) oraz uczestników ODI, wśród których byli zarówno "metodycy", jak i przedstawiciele klientów.

Uczestnicy otrzymali role do odegrania, a czasem w scenariuszach gry pojawiała się konfrontacja. Podczas ODI "odgrywano" rzeczywistą lub hipotetyczną sytuację, podczas której uczestnicy szukali sposobu na rozwiązanie jakiegoś problemu: na przykład gra mogła dotyczyć likwidacji bloku elektrowni atomowej lub zmiany struktury przedsiębiorstwa.

Według wspomnień Timofieja Siergiejcewa pierwsza gra, którą Szczedrowicki przeprowadził we wsi Nowoutkinsk w obwodzie swierdłowskim, nosiła tytuł "Opracowanie asortymentu towarów konsumpcyjnych dla regionu Uralu". Ważnym elementem gier była "refleksja", znana już "metodologom" z ich seminariów: uczestnicy musieli publicznie wyjaśnić, dlaczego podjęli taką czy inną decyzję, tak by inni mogli prześledzić ich proces myślowy.

"Późną nocą wpadam na Georgija Pietrowicza [Szczedrowickiego]. Właśnie zakończyła się "refleksja" w grupach. A ja mówię: nie było żadnej "refleksji". Było tam wiele rzeczy: ludzie płakali i walili głową w mur, rysowali obrazki, spierali się ze sobą, coś udowadniali — ale nie było żadnej refleksji. Odpowiedział, że funkcjonalnie jest to "refleksja", a fakt, że była ona wypełniona, jak 99% ludzkiej egzystencji, różnego rodzaju śmieciami, nie robił żadnej różnicy" — tak właśnie, według wspomnień syna Georgija Szczedrowickiego, Piotra, założyciel ruchu rozumiał "refleksję". Piotr jest także filozofem; w latach 80. pomagał w organizowaniu gier, a po śmierci ojca w 1994 r. stał się kluczową postacią ruchu "metodologicznego".

— [W latach 80.] nastąpiło przejście na rynek lub, jak to się wtedy nazywało, przejście do samowystarczalności. Towarzyszył temu początek stosunków gospodarczych między różnymi działami jednego i tego samego przedsiębiorstwa — technolog polityczny Marat Gelman opisuje w rozmowie z Meduzą warunki, w jakich radzieccy biznesmeni zaczęli wchodzić w interakcje z "metodystami". Jak sam przyznaje, w latach 90. sam korzystał z ich usług — i uważa to doświadczenie za "przydatne". Gelman następnie, jak mówi, obserwował gry i przemawiał na nich jako zaproszony ekspert.

"Wcześniej przedsiębiorstwo [sowieckie] mogło istnieć bez świadomości, że jest organizmem, bez zastanawiania się nad relacjami, które w nim zachodziły i zachodzą. Metodolodzy bardzo często przychodzili, by budować komunikację wewnątrz przedsiębiorstwa. Nie miało to nic wspólnego z polityką, ale to już było konsultowane. Byli atrakcyjni i ważni dla wielkich [sowieckich] menedżerów, którzy czasem używali ich, by dowiedzieć się, kim i czym w ogóle zarządzają." — według Gelmana, menedżerowie i kluczowi pracownicy w ciągu trzech dni gry mogli dowiedzieć się o swojej organizacji więcej niż przez lata.

— Wyglądało to jak jakiś cud, magia. Istniała pewna "metodologia", dzięki której rzeczy, które nie były jasne, stawały się jasne i oczywiste. Stało się jasne, dlaczego pracownicy byli nieefektywni i jak sprawić, by byli efektywni, dlaczego niektóre procesy zawodziły — zapewnia Gelman.

Jednocześnie zwraca uwagę na to, że "metodolodzy" nie byli specjalistami w żadnej dziedzinie poza samą "metodologią". — Dlatego, paradoksalnie, byli w stanie doradzać i prowadzić gry dla firm o różnym profilu od inżynierów jądrowych po pracowników przemysłu rybnego" — mówi Gelman.

Większość gier opierała się na kryzysach "zaprogramowanych" przez organizatora ODI, z których uczestnicy musieli się uwolnić, rozwiązując przydzielone im zadania. Sami "metodycy" również znaleźli się w krytycznej sytuacji: musieli zajmować się dziedziną, o której niewiele wiedzieli przed rozpoczęciem gry.

Nikołaj Mitrochin, socjolog religii, uważa, że używanie gier do rozwiązywania jakichkolwiek problemów w jakiejkolwiek sferze jest "znachorstwem". — "Metodolodzy" zawsze szukają nowych idiotów, którzy zapłacą im pieniądze za oferowanie klientom niezwykle trywialnych lub urojonych porad" — mówi Mitrochin w rozmowie z Meduzą — Nie są ekspertami od niczego poza wyłudzaniem pieniędzy i używaniem ich terminologii.

Mitrochin dodaje: — Brzmi to bardzo podobnie do działań konsultantów biznesowych, którzy nie są ekspertami w niczym, ale starają się pomóc biznesmenom i ekspertom w swojej dziedzinie przezwyciężyć ich problemy.

Sami "metodolodzy" oczywiście uważają inaczej. Wyjaśniając profil ogólnego "metodologa" Jurij Gromyko stwierdził, że mają oni zrozumieć "jak człowiek myśli": — Jedną rzeczą jest zrozumieć, jak uszyć but, a inną rzeczą zrozumieć, czy dana osoba mówi coś o szyciu butów, czy tylko powtarza bełkot z magazynów mody.

W późnym Związku Radzieckim, dzięki samofinansowaniu (zarówno w ramach systemu, jak i dzięki jego wprowadzeniu w ogóle) "metodycy" zarabiali dobre pieniądze: klienci gier nie byli dla nich skąpi. — Musiałeś zapłacić za przyjazd zespołu techników gry, to 15-20 osób. Wszyscy musieli być zakwaterowani, często w dobrych hotelach. Każdy musiał mieć zapłacone składki. Pamiętam, że jako technik gry przynosiłem z jednej gry do tysiąca rubli, tych pełnowartościowych rubli, kiedy żiguli kosztowało 5,5 tys., a kilogram amatorskiej kiełbasy 2,20 rubla — wspominał uczestnik ODI filozof Walery Lebiediew, który w latach 90. wyemigrował do USA.

Dla wielu uczestników gra stała się niemal mistycznym rytuałem, aktem religijnym. Larisa Goworuchina, członkini Wszechzwiązkowego Instytutu Badawczego Estetyki Technicznej, w którym w latach 60. pracował Szczedrowicki (jedna z uczestniczek pierwszej gry, która odbyła się w 1979 r. na Uralu) wyznała, że wszyscy gracze postrzegali to, co się z nimi działo, "jako pewną świętą czynność, rodzaj gry w paciorki, w którą grają przybysze z Kastalii, krainy intelektualistów". Jeden ze zwolenników Szczedrowickiego, organizator gier Piotr Mostowoj, powiedział, że uważa "metodologię" za "nie tylko nurt intelektualny, ale szczególną tradycję praktyki duchowej".

— Gra może trwać nawet tydzień, codziennie od wczesnego ranka do późnej nocy — wspomina uczestnik gier Walery Lebiediew. — Nawet nocne tańce były częścią gry. I nikt nie chciał spać ani nie potrzebował, dłużej niż pięć godzin. Im dalej, tym bardziej uczestnicy wczuwali się w smak. Nie chcieli odchodzić. Nie chcieli wracać do przygnębiającej rzeczywistości. Zaczęli latać na skrzydłach myślenia, które umacniało się z dnia na dzień. Po grze uczestnicy mówili, że doświadczyli prawdziwego szczęścia, bardziej intensywnego niż to, którego doświadczyli nawet z miłości, nie mówiąc już o wódce.

Pojawili się prawdziwi gracze, którzy byli zainteresowani procesem, a nie praktycznymi celami gry. Według Lebiediewa "ci maniacy" "chodzili na każdą grę na własny koszt. Szaleństwo ODI prowadziło czasem do poważnych kryzysów osobistych jego uczestników.

W 1988 r. Lebiediewa odwiedził znajomy ekonomista z Irkucka, Jurij Bierezkin, i zaproponował mu wyjazd na grę do Nabierieżnych Czełnych. Bierezkin spotkał się z samym Szczedrowickim, który wydawał mu się "największym naukowcem naszych czasów". Po tym ważnym spotkaniu wrócił do Irkucka "jako odmieniony człowiek". Bierezkin przypomniał:

"W Irkucku zebrałem pracowników [mojego laboratorium naukowego] i uroczyście ogłosiłem, że od tej pory będziemy pracować inaczej i nad innymi problemami. Jednak im dłużej i dokładniej mówiłem, tym mocniej wznosił się mur niezrozumienia między mną a moimi podwładnymi. Kilka kolejnych prób "metodologicznej alfabetyzacji" w laboratorium zaowocowało tym, że każdy mój pracownik napisał list z rezygnacją z pracy. Moi przyjaciele odwrócili się ode mnie i przestali się ze mną nawet witać, gdy w końcu przekonali się, że jestem stracony dla nauki."

Bierezkin, według jego słów, "przestał się interesować" wszystkim, co go wcześniej interesowało, ale "siedział nad tekstami >metodologicznymi< i filozoficznymi, nagraniami z różnych gier niemal całymi dniami" i nadal podróżował do różnych miast na ODI. W końcu przyznał, że kłócił się z przełożonymi, a nawet rozwiódł się z żoną, która zaczęła uważać męża za wariata. Jednak po upadku ZSRR Bierezkin obronił pracę doktorską i kontynuował pracę w Irkucku. On i inni "metodycy" nazywają Szczedrowickiego "Nauczycielem" wielką literą.

Inny współpracownik Szczedrowickiego, dziennikarz Matwiej Chromczenko, według jego własnych wspomnień, "popędził" do swojej pierwszej ODI "z entuzjazmem". "I skończyło się to katastrofą: ostatniego dnia zdałem sobie sprawę, że życie się nie powiodło i że nadszedł czas, by je zakończyć. Gieorgij Pietrowicz potrzebował sześciu miesięcy, by przywrócić mi normalny światopogląd" — pisze.

Według Chromczenki "wielu ludzi doświadczyło podobnych kataklizmów światopoglądowych, w tym ludzie sukcesu społecznego i ludzie o wysokim statusie zawodowym". Ten efekt gier zrozumiał podobno sam Szczedrowicki. "ODI jest szczególnie przydatne dla ludzi silnych (potencjalnych i aktualnych liderów), którzy mają swoje treści i potrafią ich bronić i rozwijać w sytuacjach beznadziejnych. Dla wszystkich innych (słabszych), sztywne ODI może być destrukcyjne (lub katastrofalne)" — tak Chromczenko cytuje założyciela ruchu "metodycznego".

Nikołaj Mitrochin wyjaśnia w rozmowie z Meduzą, że ruch "metodologiczny" ma wyraźne cechy "sekty o złożonym charakterze". — Czczą swojego lidera i opracowaną przez niego metodę, która zastępuje religię. "Metodolodzy" opanowują zestaw specyficznych praktyk w ramach organizacji, opanowują mitologię i terminologię. Najbardziej doświadczeni "metodolodzy" stają się "kapłanami" tego "kultu": kiedy już opanuje się "metodę", można prowadzić spotkania, na których "metoda" jest przedstawiana jako narzędzie do rozwiązania każdego problemu. Kolejnym etapem jest komercyjne wykorzystanie "metody" — mówi Mitrochin.

Sam Gieorgij Szczedrowicki nie ukrywał, że "metodolodzy" celowo używają "specjalnych terminów", by używać ich "w celu ochrony przed dyletantami i gadułami".

Witalij Kuriennoj, kulturoznawca, powiedział nam, że nie uważa za słuszne klasyfikowania ruchu "metodologów" jako "sekty" czy "nowego ruchu religijnego", ponieważ z zasady "nie jest to religia": religia zakłada wiarę w istnienie świata nadprzyrodzonego, której "metodolodzy" nie mają. Według Kuriennoja jedną z kluczowych idei nauk "metodologów" była "zasada ignorowania rzeczywistości, ignorowania potrzeby liczenia się z nią" (było to zgodne z poglądem Szczedrowickiego i jego zwolenników, że rzeczywistość można zmieniać i konstruować).

Syn Szczedrowickiego, Piotr, nie skomentował w rozmowie z Meduzą porównania ruchu "metodologicznego" do sekty.

Prowadząc swoje gry, Szczedrowicki i jego zwolennicy stopniowo poznawali najważniejsze osoby w państwie radzieckim: dyrektorów, partyjnych aparatczyków i biurokratów. W tym samym czasie "metodycy" pracowali z szeregowymi pracownikami przedsiębiorstw i uczyli studentów. Wpływy szczedrowitów rosły.

"GP [Szczedrowicki] zachęcał członków Koła do wstępowania do KPZR, wierząc, że w społeczeństwie radzieckim nie da się osiągnąć wpływów w żaden inny sposób, i zawsze żartobliwie nazywał obronę doktoratu zdobywaniem szlachetnych przywilejów" — wspominał podejście Szczedrowickiego Aleksander Rappaport, jeden z jego kolegów artystów. — Jak teraz rozumiem, GP czekał na jakieś reformy, bo widział, że w ZSRR sytuacja jest patowa. Nie zasugerował jednak, że sposobem na wyjście z kryzysu jest powrót do struktur rynkowych. Zakładał raczej, że zwycięży określony typ socjalistycznej technokracji".

Ten sam Aleksander Rappaport zauważył, że niektórzy "przeciwnicy" Szczedrowickiego uważali go za "myśliciela totalitarnego", którego technokracja byłaby "technokracją dla wybranych", a dla reszty "zamieniłaby się w najbardziej okrutne niewolnictwo". Sam filozof dał podstawy do takich rozważań. W 1989 r., podczas jednego ze swoich przemówień powiedział:

"Powiem wam szczerze, choć zdaję sobie sprawę, że zostanę za to ukamienowany: nie widzę różnicy między totalitaryzmem a nietotalitaryzmem. Myślę, że organizacja totalitarna będzie w przyszłości jedyną organizacją każdego ludzkiego społeczeństwa. Po prostu Niemcy i Związek Radziecki wyprzedzili trochę historię, o włos. Ale to czeka wszystkich, także dumną Wielką Brytanię. Nie będzie żadnego innego systemu, drodzy koledzy — taka jest potrzeba rozwoju ludzkiego społeczeństwa, do cholery!"

Uczestnik gier Walerij Lebiediew napisał, że Szczedrowicki wymyślił ODI, "aby dalej rozwijać i realizować »przewrót intelektualny« w ZSRR". — Przepuścić setki tysięcy ludzi przez gry i stworzyć masową klasę jego zwolenników — Lebiediew wyliczał plany Szczedrowickiego. — Będą to dyrektorzy przedsiębiorstw, szefowie warsztatów, komitetów okręgowych, komitetów regionalnych, sędziowie, profesorowie uniwersyteccy, urzędnicy ministerialni wszystkich szczebli... Najpierw zrobimy to, potem tamto, nasi ludzie najpierw tu, potem, o, tam, a potem są już wszędzie! Nikt nic nie zrozumiał, a my wszystko zmieniliśmy, wszystkich przetasowaliśmy i kraj zmierza w innym kierunku!".

Według Timofieja Siergiejcewa "gry zostały zaprojektowane, wymyślone przez Gieorgija Pietrowicza jako sposób na wyprowadzenie myślenia "metodologicznego" z podziemia do szerszej praktyki społecznej, przede wszystkim do praktyki politycznej i rządowej. Szczedrowicki, według jego słów, rozwijał "intelektualne narzędzia" do interweniowania w proces historyczny.

Od lat 60., według badacza Ilji Kukulina, na radzieckie kierownictwo wpływali nie tylko Gieorgij Szczedrowicki i jego zwolennicy, ale także intelektualiści, którzy pracowali jako doradcy i autorzy przemówień dla radzieckich przywódców. Jak pisze Kukulin, doradzali oni urzędnikom partyjnym i ekonomicznym w przekonaniu, że mogą zreformować kurs polityczny ZSRR.

Jeden z rosyjskich polityków, który rozpoczął karierę w latach 80. i dobrze zna działalność "metodystów", twierdzi, że nienawidzili oni pierestrojki, ponieważ sami chcieli zreformować, ale i zachować, ZSRR. Jednak "metodologom" nie udało się zdobyć władzy w ZSRR i ustanowić "socjalistycznej technokracji". Rosja podążyła drogą reform rynkowych. Szczedrowicki zmarł u progu tej ery, w 1994 r.

Wielu uczniom Szczedrowickiego udało się odnaleźć w nowej rzeczywistości: zostali technologami politycznymi. Mieli doświadczenie w kampaniach wyborczych, choć bardzo osobliwe: w późnym Związku Radzieckim "metodycy" przygotowywali wybory dyrektorów wielkich przedsiębiorstw. Oczywiście etapy przygotowawcze do tych wyborów odbywały się w formie ODI.

Według wspomnień jednego z głównych doradców Borysa Jelcyna, Gleba Pawłowskiego, "metodycy" zwrócili się ku konsultacjom politycznym w latach 90. (w tym czasie było ich już kilkuset) z powodu spadku zamówień ze strony przedsiębiorstw i biznesmenów na gry organizacyjne i akcje. Niektórym członkom ruchu udało się zdobyć kontrakty na wybory regionalne.

Ponadto "metodolodzy" zajmowali się pedagogiką, szkoleniem personelu na potrzeby kampanii wyborczych, mówi rosyjski polityk, który rozpoczął karierę pod koniec lat 80. Ich wiedza przydała się także w popularnych w tamtym czasie konkursach talentów. Według Marata Gelmana w latach 90. "metodycy" byli raczej "narzędziem" kampanii wyborczych niż ich liderami i ideologami:

"W pracy wyborczej kluczowym zadaniem jest szkolenie aktywistów [tj. osób prowadzących kampanię]. Nie ma zawodu "technologa" czy "wyborcy", który można by zdobyć w jakiejkolwiek instytucji edukacyjnej [w Rosji]. Kampanie są rzadkie, więc stosunkowo wąskie grono technologów, którzy podróżują po regionach, regularnie bierze udział w wyborach. Rekrutują do swoich centrali ludzi z mniej lub bardziej odpowiednimi umiejętnościami, których trzeba przeszkolić — a "metodycy" dość często są sprowadzani po to, by ich szkolić. To [udział w wyborach w takiej roli] był bramą, przez którą weszli w technikę [polityczną]. Jeśli możemy uczyć, uznali, to możemy prowadzić."

W połowie lat 90. do "metodologów" dołączył znany już wtedy technolog polityczny Jefim Ostrowski. Nikołaj Mitrochin, który zna go od końca lat 80., powiedział nam, że Ostrowski był "prawdziwym lewicowcem" pod koniec lat 80. Gleb Pawłowski wspomina, że Ostrowski zaczął udzielać porad politycznych w czasie pierestrojki: doradzał komitetowi strajkowemu górników z Prokopiewska (region Kemerowo) i udało mu się doprowadzić do spełnienia części żądań strajkujących.

To właśnie w tym czasie, pod koniec lat 80., Ostrowski poznał Siergieja Kirijenkę, przyszłego premiera Rosji, który obecnie stoi na czele zespołu ds. polityki wewnętrznej na Kremlu. Obaj byli jednymi z założycieli Ruchu "Alternatywny Surgut". Jego członkowie próbowali zreformować Komsomoł, młodzieżowy ruch partii komunistycznej.

Później, według Gelmana, Jefim Ostrowski mówił o sobie jako o "pierwszym technologu politycznym w Rosji" — i podważał taki status firmy Niccolo M, którą od marca 1989 r. zarządzał technolog polityczny Igor Mintusow:

"W Niccolo M wierzyli, że są zaangażowani w poważną pracę polityczną, w budowanie nowego państwa. Dla Ostrowskiego zarządzanie kampanią to gra, a kluczowymi słowami są dla niego "emocje", "wygrana", "rywalizacja". Niccolo M z reguły pracował dla kandydatów władzy. Ostrowski pracował głównie z kandydatami alternatywnymi — takimi, którzy potrzebowali się wyróżnić, wyrobić sobie nazwisko."

Jako przykład "alternatywnego" podejścia Ostrowskiego Gelman wskazuje kampanię do Dumy Siergieja Mawrodiego, założyciela piramidy finansowej MMM, w 1994 r. Z pomocą technologa politycznego Mawrodi wygrał ten wyścig.

— W pewnym sensie wprowadził mnie w doradztwo polityczne — wspomina ze śmiechem Marat Gelman, który jest uważany za jednego z najbardziej znanych rosyjskich technologów politycznych (przed połową lat 90. Gelman był odnoszącym sukcesy handlarzem dzieł sztuki, specjalizującym się w sztuce współczesnej z byłego Związku Radzieckiego). — Przyszedł do mojej galerii i opowiedział mi o pewnej sytuacji w jednej z kampanii. Pomyślałem o [rozwiązaniu problemu], a potem podzieliłem się z nim tym, jak należy postąpić. I nagle dał mi dość dużą sumę pieniędzy w obcej walucie. W tamtym czasie było to zaskakujące: nigdy wcześniej nikomu nie płacono za myślenie o cudzych problemach.

Doświadczenie wyborcze Ostrowskiego przyciągnęło nie tylko Gelmana, ale także Gleba Pawłowskiego (Gelman i Pawłowski współzałożyli w 1995 r. Fundację Efektywnej Polityki), jak powiedział nam sam Pawłowski. Pawłowski jest uważany za jednego z twórców wczesnego wizerunku Władimira Putina i architekta systemu politycznego Putina. Według Pawłowskiego Jefim Ostrowski doradzał byłemu prezydentowi ZSRR Michaiłowi Gorbaczowowi, a następnie uczestniczył w kampanii wyborczej mera St. Petersburga Anatolija Sobczaka, gdzie poznał pracującego dla Sobczaka Putina. Nie przerodziło się to jednak w trwałą przyjaźń, a najwyżej w relację biznesową.

Ale Jefim Ostrowski pozostaje w kontakcie z Siergiejem Kirijenką od czasów Komsomołu. W latach 90. Kirijenko, komsomolski inżynier z Niżnego Nowogrodu (wtedy nazywającego się Gorki), zrobił imponującą karierę. Pomógł mu w tym jego rodak Borys Niemcow, który najpierw został mianowany (w 1991 r.), a następnie wybrany (w 1995 r.) gubernatorem obwodu Niżnego Nowogrodu, a dwa lata później objął fotel wicepremiera Rosji. Niemcow był jednym z najbardziej popularnych i znanych demokratów w Rosji i przez wielu był postrzegany jako prawdopodobny następca prezydenta Jelcyna.

W 1997 r. Kirijenko został pierwszym wiceministrem energetyki Rosji, a następnie, w tym samym roku, ministrem. W 1998 r. niespodziewanie znalazł się na fotelu premiera Rosji. Premier Kirijenko szybko otrzymał ironiczny przydomek "Kinder Niespodzianka" — ze względu na swój młody wiek i niespodziewany rozwój kariery (w momencie mianowania na premiera miał 36 lat).

Kirijenko nie spędził jednak dużo czasu u steru rządu — od końca kwietnia do końca sierpnia. W czasie jego rządów doszło do niewypłacalności państwa, po której Kirijenko został szybko zmuszony do rezygnacji. — Było jasne, że kraj zmierza do bankructwa, a Rodzina [czyli otoczenie Jelcyna] chciało przywrócić na czoło rządu byłego premiera Wiktora Czernomyrdina. Nie udało im się — powiedział Meduzie w 2016 r. polityk Borys Nadieżdin, który w 1998 r. był współpracownikiem Kirijenki (premierem po Kirijence został Jewgienij Primakow).

Mimo bardzo krótkiego i wyjątkowo nieudanego doświadczenia w kierowaniu gabinetem zrezygnowany Kirijenko nie chciał odchodzić z wielkiej polityki. W grudniu 1998 r. założył ruch Nowa Siła, który planował wystartować w wyborach do Dumy w 1999 r. W skład zespołu kampanijnego weszli stary znajomy Kirijenki, Jefim Ostrowski, oraz Piotr Szczedrowicki, z którym Ostrowski zdążył się już zaprzyjaźnić.

— Kirijenko został następnie »rozebrany«. Po odejściu z rządu został bez drużyny. Pomógł mu w tym Piotr, którego poznał podczas kampanii Nowej Siły w 1999 r. Piotr i Kirijenko odnaleźli się dzięki swojej inteligencji i charakterowi — mówi Pawłowski w wywiadzie dla Meduzy.

Pawłowski nazywa Siergieja Kirijenkę "idealnym klientem dla »metodologów«". Były premier nie był politykiem, ale biurokratą-menedżerem, który zaczął wspinać się po komsomolskiej drabinie jeszcze w czasach Związku Radzieckiego. "Metodycy" od dawna wiedzieli, jak pracować z takimi ludźmi. — Stworzyli swoją wersję języka menedżerskiego w czasie, gdy w ZSRR nie było jeszcze takiego języka. Biurokracja posługiwała się językiem urzędniczym, ale nie był to język komunikacji międzysektorowej, nie był to język konstruowania nowych schematów zarządzania — wyjaśnia Pawłowski, który przez krótki czas doradzał Kirijence u progu jego federalnej kariery politycznej pod koniec lat 90.

Deklaracje polityczne byłego premiera zawierały uwagi "metodologiczne": Nowa Siła proponowała nie tylko reformy ekonomiczne i konstytucyjne, ale także wypracowanie "nowego języka politycznego". Sam Kirijenko zapowiedział w czerwcu 1999 r., że prześle Jelcynowi plan "pokojowego przekazania władzy". Plan ten obejmował konkurs kadrowy dla urzędników (takie konkursy były wielokrotnie organizowane przez "metodyków").

Ten powolny okres w publicznej karierze politycznej Kirijenki nie trwał jednak długo. W sierpniu 1999 r. Nowa Siła weszła w skład Związku Sił Prawicowych, razem ze strukturami Borysa Niemcowa i Iriny Chakamady. Anatolij Czubajs, były szef rosyjskiej administracji prezydenckiej i główny ideolog prywatyzacji w Rosji, był uważany za szarą eminencję bloku.

W tym czasie kraj miał już nowego premiera, Władimira Putina, którego Kreml promował jako następcę Jelcyna. Jeśli chodzi o Związek Sił Prawicowych, otoczenie Jelcyna widziało w nim "rezerwową partię władzy", która miała dostać się do parlamentu wraz z blokiem Jedność (później Jedna Rosja), który kształtował się jako "główna partia władzy".

A żeby liberalna "rezerwowa partia władzy" mogła dostać się do Dumy, jej liderzy — popularni rosyjscy politycy — musieli być niekontrowersyjni. — Przeprowadzono badania i okazało się, że najwyższą wartością dla liberalnego elektoratu jest zjednoczenie demokratów. Sam fakt, że są zjednoczeni, daje im szansę na wybór — mówi Marat Gelman. Po raz kolejny przydają się usługi "metodologów".

Według Gelmana sprzeczności między starymi kumplami Niemcowem i Kirijenką były bardzo poważne ("Niezawisimaja Gazieta" napisała, że Nowaja Siła domagała się dla swoich kolegów z bloku więcej stanowisk kierowniczych w parlamencie) — ale "w ciągu trzech miesięcy kampanii musieli grać pod publiczkę, [pokazać], że są zespołem", który poprowadzi kraj do sukcesu, zjednoczoną siłą polityczną.

Aby wyeliminować te sprzeczności, na prośbę Kirijenki zorganizowano grę. Według wspomnień Gelmana "rządził" nią Piotr Szczedrowicki, Gelman natomiast został zaproszony jako ekspert zewnętrzny. "Zajęło to kilka dni w sanatorium; moderatorzy pracowali bardzo dobrze. Rozkładaliśmy na części realne sytuacje i odtwarzaliśmy możliwe, wyjaśnialiśmy cele, po co to wszystko. Ludzie byli szczerzy, wylewali swoje żale na siebie nawzajem. Na trzy miesiące kampanii taka sesja wystarczyła — opisuje grę Gelman.

W tym czasie w Rosji toczyła się prawdziwa walka między Kremlem a sojuszem byłego premiera Jewgienija Primakowa, mera Moskwy Jurija Łużkowa i wielu rosyjskich gubernatorów, którzy utworzyli blok Ojczyzna-Cała Rosja. Związek Sił i sam Kirijenko byli częścią tej walki. Związek Sił Prawicowych poszedł do Dumy pod hasłem "Putin na prezydenta, Kirijenko do Dumy! Potrzebujemy młodych!". (Technicznie rzecz biorąc, prezydent Jelcyn nawet nie wspominał w tym czasie o rezygnacji z urzędu, stało się to dopiero po wyborach parlamentarnych). W 1999 r. Kirijenko startował na mera Moskwy i konkurował z Łużkowem.

Kampanie Związku, samego Kirijenki i bloku Jedność były prowadzone przez Fundację Skutecznej Polityki. Pawłowski skupił się na kampanii Jedności, Gelman na kampaniach Związku i Kirijenki. — Oczywiście nie mieliśmy pojęcia, że Kirijenko może wygrać. Naszym celem było maksymalne osłabienie Łużkowa jako pretendenta na prezydenta: był on jednym z dwóch głównych pretendentów wraz z Primakowem — powiedział Pawłowski w 2018 r. Meduzie (Kirijenko otrzymał 11,3 proc. głosów w wyborach na burmistrza).

Związek dostał się do Dumy, ale kariera posła, który był jednocześnie szefem frakcji i musiał ją publicznie reprezentować, pociągnęła Kirijenkę w dół. Jak wspomina ktoś, kto pracował kiedyś w aparacie frakcji Związku, były premier "nie chciał udzielać regularnych wywiadów". Pociągała go praca zza biurka.

Władimir Putin, który został prezydentem w 2000 r., miał dobre relacje z Siergiejem Kirijenką: to właśnie Kirijenko, jako premier, mianował go na szefa FSB. A kiedy Putin zamieszkał na Kremlu, lider frakcji awansował na upragnione biurokratyczne stanowisko prezydenckiego wysłannika do Nadwołżańskiego Okręgu Federalnego (w tamtym czasie Putin właśnie wprowadził instytucję wysłanników, rzekomo w celu wzmocnienia "pionu władzy"). Za swym patronem do Niżnego Nowogrodu pojechali także "metodycy" Piotr Szczedrowicki i Jefim Ostrowski.

Gazeta "Nowoje Izwiestia" napisała w 2001 r.: "Siergiej Kirijenko... stworzył w swoim biurze całą strukturę, na której czele stanął strateg polityczny Petr Szczedrowicki, by opracować przedwyborcze strategie administracji prezydenckiej".

A kiedy w 2005 r. Kirijenko został szefem Agencji Energii Atomowej, "metodolodzy" zostali wciągnięci również do tej branży. W utworzonej na bazie agencji państwowej korporacji Rosatom Szczedrowicki wkrótce objął stanowisko zastępcy dyrektora podległego Kirijence (i pracował na tym stanowisku do 2011 r.). "Metodolog" miał mniej więcej takie same zadania jak wcześniej: przeprowadzanie przetargów na personel wewnątrz firmy i udział w kampaniach wyborczych w miastach, w których znajdują się zakłady nuklearne. — Ogólnie rzecz biorąc, Kirijenko tworzył strukturę, którą trzeba było zorganizować i opakować. "Metodycy" wiedzieli, jak to zrobić — wyjaśnia Meduzie osoba zaznajomiona z Kirijenką.

W tym czasie główni "metodolodzy" zaczęli już zastanawiać się nad ideologią państwową. Według Gelmana Jefim Ostrowski był pochłonięty kwestiami ideologicznymi jeszcze zanim udało mu się zdobyć przyczółek w rosyjskim systemie władzy. W 1996 r. Ostrowski mówił o przyczynach porażki ZSRR w zimnej wojnie — i o możliwościach "zemsty", nazywając Rosję "wielkim mocarstwem".

"Kraj, który jako pierwszy uświadomi sobie, czym jest broń wirtualna, jako pierwszy naruszy równowagę w tej dziedzinie. To właśnie na tym polu Rosja może wydać i wygrać decydującą bitwę zimnej wojny. To właśnie poprzez przestrzeń wirtualną można wyprowadzić odwetowe Dobre Uderzenie przeciwko Zachodowi. W tym właśnie tkwi szansa wielkiej Mocy na zemstę. Zemstę za czasy zimnej wojny" — napisał Ostrowski, który nazwał technologów politycznych (w jego terminologii: "technologów humanitarnych") "zimnowojennymi siłami specjalnymi".

Gieorgij Szczedrowicki, założyciel ruchu, miał podobne poglądy, uważając, że rozwinięte gospodarczo kraje Zachodu i Wschodu "chcą powstrzymać Rosję". W jednym z wywiadów, którego Szczedrowicki udzielił po upadku ZSRR, stwierdził, że "czołowi menedżerowie świata — Niemcy, Japończycy i wszyscy inni — rozumieją, z kim mają do czynienia". — Uważają, że nasz poziom jest bardzo wysoki, więc chcą ograniczyć nasz dostęp dla gry. Kiedyś myślałem, że to wszystko jest wyolbrzymiane przez naszą propagandę i nie bardzo im wierzyłem, jak każdy inteligentny człowiek radziecki, ale teraz ze zdziwieniem odkryłem, że to wszystko jest prawdziwe — podkreślił Szczedrowicki.

W bardzo "metodologicznym" duchu Jefim Ostrowski omówił istotę ideologii: dla niego ideologia była "systemem operacyjnym", na którym działa społeczeństwo i który zapewnia jego efektywną organizację. Język, według Ostrowskiego, jest jednym z ważnych "programów" tego "systemu operacyjnego".

Już w tamtych latach ideologia, którą Ostrowski próbował "zaprogramować" dla Rosji, zawierała odniesienia do zimnej wojny i "rosyjskości". W połowie lat 90. technolog polityczny wymyślił projekt "Bądź Rosjaninem — Kupuj Rosjanina", który miał stworzyć "nowy wizerunek konsumpcji dla rodaków". Uważał ten projekt za "kampanię reklamową, polityczną i edukacyjną na skalę krajową z elementami oddziaływania makropsychiatrycznego" — i nietrudno w tym dostrzec "programowanie społeczne" Szczedrowickiego.

Pod koniec lat 90. Jefim Ostrowski i Piotr Szczedrowicki zaproponowali nową podstawową koncepcję — "świat rosyjski". Od początku 2010 r. to zdanie coraz częściej słychać z ust wysokich rangą urzędników, w tym prezydenta Putina — a potrzeba "obrony rosyjskiego świata" stała się oficjalnym powodem działań wojskowych na Donbasie.

Jednak "rosyjski świat" "metodologów" i "rosyjski świat" Kremla to w dużej mierze pojęcia przeciwstawne. — Pomysł był taki, że Rosja musi wejść na arenę międzynarodową z produktem, który jest atrakcyjny. Kraj będzie miał problemy z konkurencją, ale ma też agentów, ów »rosyjski świat«, czyli naszych rodaków w innych krajach, którzy mówią w języku rosyjskim i zostali wychowani przez rosyjską kulturę. I to właśnie dzięki nim możemy wejść na światowy rynek z nowym produktem [czyli każdym produktem handlowym nadającym się na eksport]. Świadomie mówili, że nie ma tożsamości między »rosyjskim światem« a rosyjskim państwem. Wręcz przeciwnie, Rosja potrzebuje Rosjan poza państwem. Było to rozumowanie w kategoriach konkurencji, a nie wojny — Marat Gelman wyjaśnia istotę koncepcji zaproponowanej kiedyś przez Ostrowskiego i Szczedrowickiego.

W 1999 r. Peter Szczedrowicki napisał artykuł "Rosyjski świat i ponadnarodowy Rosjanin", w którym tak rozumował na temat "wojny": "W ostatnich dziesięcioleciach zmienił się sam typ działań wojennych — ich podstawą jest rywalizacja ekonomiczna". "Marka, znak towarowy, staje się główną bronią nowej generacji wojen przemysłowych" — przekonywał. "Rosyjski świat" jako "społeczność osób rosyjskojęzycznych" miał być pośrednikiem w promowaniu marek i znaków towarowych z Rosji w "nowych węzłach infrastrukturalnych" świata przyszłości.

Inny "metodolog", zaznajomiony z Jefimem Ostrowskim i Piotrem Szczedrowickim, były doradca Kirijenki Siergiej Gradirowski inaczej rozumiał "świat rosyjski" — jako "integrację z krajami byłego ZSRR", których mieszkańcy również dobrze znają język rosyjski. "Proponowany przez nas rosyjski świat geokulturowy jest zbliżony do postimperialnych formacji państw europejskich — Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, Unii Państw Iberoamerykańskich, Wspólnoty Państw Frankofońskich i innych podobnych formacji" — próbował znaleźć analogie (głównie w świecie postkolonialnym) Gradirowski w 2009 r.

W tamtym czasie na wszelkie sposoby odrzucał próby interpretowania "rosyjskiego świata" jako planów "powrotu" terytoriów byłego Związku Radzieckiego lub Imperium Rosyjskiego do Rosji. — Nie mówiliśmy o rosyjskim świecie w języku geopolityki, nie w języku, w którym nadawali i ujadali panowie Rogozin, Zatulin i im podobni i w którym Aleksander Dugin głosił euroazjatyzm. Rosyjscy intelektualiści, często o nierosyjskich nazwiskach, mówili o innych rzeczach, choć używali tych samych słów — twierdził Gradirowski.

Niemniej jednak władze rosyjskie, które przyjęły pojęcie "rosyjskiego świata", przypisują mu właśnie znaczenie geopolityczne. W lutym 2022 r. rosyjska inwazja na Ukrainę rozpoczęła się w imię "ochrony języka rosyjskiego i ludzi, którzy nim mówią". "Rosyjski świat" wszedł do podstawowego leksykonu tego całego, karkołomnego ruchu geopolitycznego.

— Nasz rząd może zrujnować wszystko, zarówno zwycięstwo w II wojnie światowej, jak i Puszkina — zastanawia się Marat Gelman. — "Metodolodzy" dość spokojnie próbowali wymyślić konkurencyjną ideologię dla przemysłu i biznesu. Teraz to wszystko brzmi groźnie i to jest ich nieszczęście jak nas wszystkich, ale nie ich wina.

Peter Szczedrowicki w odpowiedzi na pytanie Meduzy, czy nie denerwuje go, że rosyjscy urzędnicy używają pojęcia "rosyjski świat" w inny sposób, niż opisał to on, powiedział, że "sam termin istnieje w kulturze krajowej od bardzo dawna": — Filozof powinien być gotowy na to, że w masowym użyciu ludzie zawsze wszystko przekręcają — wszystkie znaczenia, a jeszcze bardziej treści".

Stopniowo, według rozmówców Meduzy, znani "metodolodzy", tacy jak Piotr Szczedrowicki i Jefim Ostrowski, zaczęli wypadać z wewnętrznego kręgu Siergieja Kirijenki, a jeszcze bardziej oddalać się od niego po tym, jak Kirijenko został szefem zespołu ds. polityki wewnętrznej w rosyjskiej administracji prezydenckiej (AP). Stało się to w 2016 r.

A jednak Kirijenko i jego podwładni w AP nadal stosują praktyki, które wyraźnie przypominają "metodyczne". Krzesła liderów regionalnych są przekazywane absolwentom tzw. szkoły gubernatorów; konkurs Liderzy Rosji jest wykorzystywany jako główny lifting kadrowy Kremla i rządu; dla urzędników organizowane są regularne szkolenia — nie zawsze związane z ich bezpośrednimi obowiązkami (na przykład w 2019 r. gubernatorzy, którzy zebrali się na takie szkolenie przed posiedzeniem Rady Państwowej w sprawie autostrad, musieli sami kłaść asfalt).

Pawłowski uważa, że fascynacja Kirijenki różnymi "szkołami" i konkursami kadrowymi może być wynikiem jego współpracy z "metodologami". — Być może są tam echa tego, co sugerowali "metodolodzy", ale mimo to "metodologia" to przede wszystkim siedzenie na widowni z dużym tłumem, kiedy "guru" daje ci głos lub może cię uciszyć — mówi socjolog religii Nikołaj Mitrochin. — A konkursy i szkoły gubernatorskie Kirijenki to ćwiczenia z budowania zespołu według amerykańskiej metodologii.

Inni "metodolodzy" pracują w Ukrainie od początku XXI w. Według Gelmana i Pawłowskiego w 2002 r. Jefim Ostrowski i Piotr Szczedrowicki prowadzili kampanię bloku wyborczego "Drużyna Zimowego Pokolenia" ukraińskiego biznesmena Walerego Choroszkowskiego, który startował do parlamentu. — Kampania zakończyła się porażką, ale w naszym biznesie bardziej opłaca się mieć nieudane kampanie niż zwycięskie — mówi Gleb Pawłowski.

Pawłowski i Gelman byli w tym czasie także aktorami ukraińskiej polityki. Pawłowski był jednym z głównych konsultantów politycznych sztabu Wiktora Janukowycza podczas wyborów prezydenckich w 2004 r. Marat Gelman jako technolog polityczny współpracował z różnymi ukraińskimi politykami, np. z Leonidem Kuczmą i "kuzynem Putina" Wiktorem Medwedczukiem (obecnie oskarżonym na Ukrainie o zdradę stanu).

"Metodolog" Timofiej Sierhiczew był zaangażowany w kampanię Leonida Kuczmy w 1999 r., a później — w kampaniach Wiktora Janukowycza (2004) i Arsenija Jaceniuka (2009), ale obie, w przeciwieństwie do Kuczmy z 1999 r., zakończyły się niepowodzeniem. W 2011 roku Serhiczew został pracownikiem sztabu partii Słuszna Sprawa, utworzonej w Rosji dzięki udziałowi Kremla w wyborach do Dumy Państwowej — wówczas kierowanej przez biznesmena Michaiła Prochorowa. "Metodolodzy" siedzieli wokół, pie...ąć coś o ideologii i wyciągając od Prochorowa pieniądze. Nie zrobili nic więcej — wspomina jeden ze sztabowców Prochorowa. Ta kampania po raz kolejny zakończyła się porażką: administracja prezydencka zdymisjonowała Prochorowa jako lidera Słusznej Sprawy podczas konwencji wyborczej.

Ostrowski był jednym z głównych technologów innej "liberalnej" partii, stworzonej przez Kreml — Nowych Ludzi — która dostała się do Dumy w 2021 r. Trzy źródła Meduzy w tej partii twierdzą, że Ostrowski dołączył do sztabu z powodu znajomości z liderem Nowych Ludzi, biznesmenem Aleksiejem Nieczajewem — oraz dobrych relacji z braćmi Jurijem i Michaiłem Kowalczukami, którzy są uważani za patronów partii.

— Ostrowski jest prawdziwym geniuszem, myśli profesjonalnie. Ale nie jest technologiem, nie pracuje rękami [to znaczy nie pracuje z aktywistami i działaczami, nie prowadzi kampanii w mediach i na portalach społecznościowych], sam to przyznaje — mówi jeden ze współpracowników.

Ponad tuzin technologów politycznych, z którymi rozmawialiśmy, powiedział, że "metodolodzy" opuścili już rosyjski rynek technologii politycznych — ich zdaniem stało się tak, ponieważ "wyszli z mody". Piotr Szczedrowicki powiedział nam, że w ZSRR był tylko jeden "metodolog": — To był mój ojciec. Jest wielu oszustów. Myślę, że dopiero po jakimś czasie będzie można zrozumieć, kto tak naprawdę kontynuował idee Szczedrowickiego seniora.

Mimo utraty wpływów u władz rosyjskich, ruch Szczedrowickiego w pewnym sensie osiągnął to, o czym marzyli jego liderzy w latach 80. Przywódcy tego kraju wykorzystują swoje idee "programowania społecznego" i produkty uboczne tych idei, takie jak "rosyjski świat" — choć interpretują je według własnego uznania.

Politolog Iwan Prieobrażeński zauważa, że "technolodzy polityczni, którzy położyli podwaliny pod system władzy Putina — Gleb Pawłowski i Marat Gelman — przyjaźnili się z >metodologami<, ale w konstruowaniu rzeczywistości społecznej poszli znacznie dalej niż oni".

— Koncepcja "metodologów" początkowo opierała się na przekonaniu, że metody są ważniejsze niż instytucje. Oznaczało to możliwość rozmontowania instytucji i zbudowania szkieletu systemu politycznego z cegieł — jak w zestawie budowlanym. Pawłowski i jego koledzy uważali, że nie potrzeba do tego nawet cegieł. Cała konstrukcja może być niemal wirtualna. Wszystko może być zanitowane na jednym gwoździu nośnym, np. samym Putinie — mówi Prieobrażenski, który utrzymuje, że ani Putin, ani jego spin doktorzy nie chcieli zbudować "działającego systemu politycznego z funkcjonującymi instytucjami".

Tak więc prezydent Rosji, który chciał rozpocząć wielką wojnę, nie miał nikogo, kto mógłby go powstrzymać.

onet.pl