środa, 13 kwietnia 2022


Gdy na początku kwietnia Rosjanie wycofywali się z Buczy, Borodianki, Iwankowa, Makarowa i innych miasteczek pod Kijowem, ukraińskie oddziały idące za nimi oglądały przerażające sceny: ciała porozrzucane na ulicach, w piwnicach lub złożone w masowych grobach.

Według rządu ukraińskiego, dziennikarzy międzynarodowych oraz licznych wywiadów z mieszkańcami, różne jednostki rosyjskie stacjonujące w tych miastach albo przypadkowo, albo systematycznie zabijały cywilów. Inni cywile byli okradani, torturowani i gwałceni, jak podają urzędnicy i lokalni mieszkańcy.

Według władz ukraińskich, w samym Hostomlu w czasie okupacji rosyjskiej zaginęło 400 osób. Pozostali mieszkańcy tego osiedla mieli szczęście uniknąć tego losu. Przewijało się przez to miejsce jednocześnie około 500-600 Rosjan, którzy zostawiali jednak cywilów w spokoju.

Mieszkańcy uważają, że przy takiej bliskości linii frontu było zbyt wiele do roboty, by jeszcze terroryzować miejscową ludność. Rosjanie ostrzeliwali pozycje ukraińskie z pobliskiego sosnowego zagajnika i kilku sąsiednich budynków, a w odpowiedzi sami dostawali ogień, po czym wycofywali się do osiedla, by schronić się i odpocząć.

To nie znaczy, że ich okupacja była przyjemna i uporządkowana. Olena zobaczyła ich po raz pierwszy, kiedy wbiegli do jej budynku. Po opaskach na rękach poznała, że to Rosjanie.

Żołnierze natychmiast zaczęli wyważać drzwi do mieszkań na ostatnich piętrach, szukając dogodnych miejsc do zajęcia. Na szczęście większość mieszkańców zdążyła już uciec, a Rosjanie zajęli ich chwilowo opuszczone mieszkania.

Następnie budynki zostały kompletnie zdemolowane, jeszcze przed zniszczeniem przez ostrzał artyleryjski. Aby ukryć swoje wozy bojowe, Rosjanie wjeżdżali nimi wprost do holi, przez drzwi i szyby, niszczyli windy, pokrywając podłogi dywanem chrzęszczących odłamków. Po wtargnięciu do opuszczonych mieszkań żołnierze przeszukiwali je, rzucając resztki dobytku mieszkańców na wielkie, bezładne sterty.

Za wyłamanymi drzwiami w jednym z budynków pokoje wyglądały, jakby przeszedł przez nie huragan. – Wszystkie opuszczone mieszkania zniszczyli. Zas...ali wszystko – mówi Mychajło. – Dosłownie. Na łóżkach i na podłodze. To nie są ludzie. Dla mnie są gorsi niż bestie.

– Rzucali gó…em w ściany, tak jak dzieci rzucają się śnieżkami – potwierdził Wiktor, sąsiad mieszkaniec budynku, w którym mieszka Mychajło. Potwierdzają to dowody. Na środku wejścia do dwóch mieszkań w jednym z budynków leżały plamy czegoś, co wyglądało jak ludzkie odchody.

– Włamali się do 90 proc. mieszkań, obrabowali je, zbezcześcili i zniszczyli – stwierdził Wiktor.

(...)

Mieszkańcy twierdzą, że szerzyły się również grabieże. Inaczej niż w Buczy, która przyciągnęła międzynarodową uwagę po tym, jak pojawiły się opisy rosyjskich okrucieństw, w tym egzekucji, tortur i gwałtów, tu żołnierze nie zabierali niczego pozostałym na miejscu mieszkańcom i kradli raczej z opuszczonych apartamentów.

– Stałem tutaj i widzę, że idzie dwóch żołnierzy, bez broni. Ale mają siekierę. Idę za nimi – opowiada Mychajło przed swoim osiedlem. Poszedł za żołnierzami do sąsiednich domów: – Weszli do budynku i zaczęli niszczyć zamki w drzwiach. Coś mnie skręciło.

Poprosił o rozmowę z oficerem, który warknął: "Czego chcesz?".

– Powiedziałem: "wasza armia to armia szabrowników, wasi żołnierze, wyważają drzwi spokojnych mieszkańców i rabują ich, chodźcie ze mną, pokażę wam" – opowiada Mychajło. – A on mi na to mówi: "szukamy broni".

Mychajło wspomina, jak pod koniec okupacji widział jednego rosyjskiego żołnierza, który przemieszczał się szybko z parą cudzych trampek przewieszonych przez ramię. Inni mieli torby wypełnione rzeczami, których właściciele mieszkań nie zabrali ze sobą.

(...)

Podczas jednej z ostrych wymian artyleryjskich z siłami ukraińskimi, odłamek zabił kobietę siedzącą na zewnątrz. Miejscowi przekonali Rosjan, by pomogli pochować ją na skrawku ziemi w pobliżu osiedla, stawiając nad jej grobem prosty drewniany krzyż.

– Wśród nich było kilku porządnych ludzi – powiedział Mychajło. – Poszedłem z nimi, żeby ją pochować i oni powiedzieli do mnie: "Ojcze, przebacz nam". Odpowiedziałem: "Co mogę wam przebaczyć, jeśli to właśnie robicie?"

Zdecydowana postawa miejscowych zdawała się również dziwić rosyjskich żołnierzy.

– Pytali nas, dlaczego nie chcemy wyjechać – mówi Olena. – Odpowiedzieliśmy: "to jest nasz dom, nasza ziemia, my tu mieszkamy, dlaczego mielibyśmy wyjechać?". Zapytaliśmy ich: "po co tu przyjechaliście?". Na co oni odpowiedzieli: "Żeby was wyzwolić".

Olena skrzywiła się. – Od czego? Bzdura. Bez was żyło nam się bardzo dobrze. Oni naprawdę myśleli, że przywitamy ich kwiatami – powiedziała. Niektórzy żołnierze porównywali życie tutaj z życiem u nich w domu.

– Mówili: "wy żyjecie lepiej niż my" – mówi Maja, sąsiadka z budynku, w którym mieszka Olena.

W miarę upływu czasu morale Rosjan słabło. Mychajło opowiada, że widział, jak jeden młody rosyjski żołnierz płakał. Niektórzy zachowywali się nawet bardziej nerwowo niż cywile, gdy słyszeli strzały, mówi kilku mieszkańców.

– Widziałam to w ich oczach – powiedziała Olena. – Strach i niezrozumienie, co oni tu robią.

Inni wydawali się zadowoleni, że pozbyli się swoich dowódców. Kiedy Mychajło rozmawiał z kilkoma żołnierzami, wspominali, jak ich kolumna została zniszczona i zginęło kilku wysokich rangą oficerów. – Powiedzieli: "bez nich jest nam lepiej" – wspomina Mychajło.

onet.pl

Zgodnie z przekazem ukraińskim w czterdziestej ósmej dobie wojny sytuacja militarna nie uległa zasadniczej zmianie. Na kierunku słobodzkim trwa częściowa blokada i ostrzeliwanie Charkowa (obrońcy mieli odnieść sukcesy na północnym – Dergacze – i wschodnim – Rohań – kierunkach obrony miasta). Pod ostrzałem przeciwnika znalazło się także Barwinkowe, 35 km na południowy zachód od Iziumu (w rejon walk miał zostać skierowany dodatkowy pododdział 1. Armii Pancernej Zachodniego Okręgu Wojskowego). W tymczasowo okupowanej części obwodu charkowskiego Rosjanie mieli również przystąpić do formowania z miejscowej ludności pododdziałów tzw. milicji ludowej.

Na kierunku donieckim obrońcy mieli odeprzeć sześć wrogich ataków. Głównymi rejonami walk w obwodzie ługańskim pozostają obszary wzdłuż linii Popasna–Zołote–Nyżnie oraz Kreminna–Rubiżne–Nowodrużeśk (odpowiednio na południe oraz na północ od ostrzeliwanych Lisiczańska i Siewierodoniecka), a w obwodzie donieckim m. Awdijiwka, Oczeretyne, Marjinka, Stepne i Wuhłedar (na północ i zachód od Doniecka) oraz Mariupol (wciąż mają trwać walki o port i kombinat Azowstal, choć napływa też wiele doniesień o krytycznej sytuacji obrońców miasta). W celu usprawnienia logistyki wróg naprawia most kolejowy w rejonie m. Swatowe w obwodzie ługańskim, 50 km na północ od Siewierodoniecka.

Na kierunku taurydzkim siły rosyjskie wzmogły ostrzał pozycji ukraińskich na południe od Zaporoża (pociski fosforowe miały spaść na wioskę Nowodanyliwka na południe od m. Orichiw, w centralnym miejscu linii obrony). Na kierunku południowobużańskim kolejną dobę trwały walki na pograniczu obwodu chersońskiego z obwodami dniepropetrowskim i mikołajowskim (ostrzeliwane były Mikołajów i Ołeksandriwka). W wyniku uderzeń rakietowych ucierpiały infrastruktura w Mirhorodzie w obwodzie połtawskim oraz linia kolejowa na trasie Szepetówka–Berdyczów (najprawdopodobniej na południe od Cudnowa), która została zablokowana na ponad siedem godzin.

Sztab Generalny Sił Zbrojnych zwraca uwagę na wzmożoną ochronę informacyjną i administracyjno-policyjną przegrupowania i przemieszczania pododdziałów armii rosyjskiej do rejonów ześrodkowania w obwodach graniczących z Ukrainą (w ramach tzw. żółtego stopnia zagrożenia terrorystycznego). Agresor ma kończyć przemieszczanie do obwodów biełgorodzkiego i woroneskiego pododdziałów 41. Armii Ogólnowojskowej (AO) i 90. Dywizji Pancernej z Centralnego Okręgu Wojskowego (OW). Dla wzmocnienia zgrupowania miał także przyspieszyć szkolenie we Wschodnim OW i zgrywanie pododdziałów Rosgwardii. W ramach kierowania do udziału w operacji tzw. ochotników w obwodzie leningradzkim miał zostać sformowany 400-osobowy batalion składający się z żołnierzy z doświadczeniem bojowym. Ma on zasilić jeden z pododdziałów 42. Dywizji Zmechanizowanej z 58. AO Południowego OW. Zdaniem strony ukraińskiej rosyjskie dowództwo ma weryfikować warunki kontraktów, aby zapobiec wypowiadaniu ich przez żołnierzy w przypadku zaangażowania w działania wojenne poza granicami kraju.

Ukraiński Sztab Generalny podkreśla utrzymywanie się zagrożenia związanego z pozostawaniem zgrupowania armii rosyjskiej na północno-wschodnich granicach Ukrainy (na kierunku siewierskim), które ma wiązać siły obrońców i tym samym uniemożliwiać ich wykorzystanie na innych kierunkach. Zwraca także uwagę na utrzymującą się podwyższoną aktywność Sił Zbrojnych Białorusi.

13 kwietnia Biuro Prezydenta poinformowało, że kilkuset żołnierzom 36. Oddzielnej Brygady Morskiej im. kontradmirała Bielinskiego udało się wydostać z centrum Mariupola i połączyć z pułkiem Azow broniącym się w kombinacie Azowstal. Operacja była poprzedzona dramatycznym apelem żołnierzy do władz o pomoc z powodu braku amunicji i prowiantu.

12 kwietnia ewakuowano 2,6 tys. osób z terenów obwodów zaporoskiego (m. Połohy, Wasylówka, Berdiańsk, Melitopol), ługańskiego (Lisiczańsk, Siewierodonieck, Rubiżne, Kreminna, Popasna) i donieckiego (Mariupol). Ewakuacja z miejscowości Berdiańsk, Tokmak i Enerhodar została zablokowana przez Rosjan. 13 kwietnia nie będzie działać żaden korytarz humanitarny. W obwodzie zaporoskim okupanci mieli zablokować autobusy ewakuacyjne, a w obwodzie ługańskim dochodzi do łamania ustaleń o czasowym wstrzymaniu ognia. Koleje Ukraińskie realizują dzisiaj połączenia ewakuacyjne na trasach: Pokrowsk–Czop, ze Lwowa do Żmerynki i Połtawy, ze Słowiańska do Lwowa, z Charkowa do Iwano-Frankiwska, z Nowozołotariwki do Łozowej oraz z Czopu do Dniepru.

Szef ługańskiej administracji wojskowej zwrócił się do mieszkańców z apelem o natychmiastowe opuszczenie obwodu z uwagi na coraz trudniejszą sytuację humanitarną oraz groźbę terroru ze strony żołnierzy rosyjskich. Zwierzchnik kijowskiej administracji wojskowej Ołeksandr Pawluk wezwał do wstrzymania się z powrotami do domu co najmniej do końca maja, bowiem znaczna część miejscowości na terenie obwodu jest zaminowana, wciąż trwają też prace nad przywróceniem dostaw prądu i gazu. Z kolei szef sztabu tamtejszej administracji wojskowej Serhij Kornijczuk przypomniał, że wciąż istnieje groźba bezpośredniego ataku na stolicę.

Władimir Putin odniósł się do oskarżeń o popełnienie przez rosyjskich żołnierzy zbrodni wojennych w Buczy – określił je mianem „fejków” podobnych do zarzutów o użycie broni chemicznej podczas wojny w Syrii. Jego zdaniem „inscenizacja wydarzeń w Buczy” posłużyła Kijowowi jako pretekst do zerwania rozmów pokojowych mimo „stworzenia odpowiednich warunków” przez stronę rosyjską. Z kolei doradca prezydenta Ukrainy i uczestnik rokowań Mychajło Podolak oznajmił, że negocjacje trwają i toczą się w podgrupach tematycznych online, choć Rosjanie starają się wywrzeć na Ukrainie medialną presję w celu zmuszenia jej do przyjęcia niekorzystnych warunków zakończenia konfliktu.

13 kwietnia wizytę w Kijowie składają prezydenci Polski, Litwy, Łotwy i Estonii. 12 kwietnia Wołodymyr Zełenski wystąpił online przed parlamentem Litwy. Podkreślał, że Wilno od początku było liderem w dziedzinie wsparcia Ukrainy, oraz skrytykował niewystarczające zachodnie sankcje. Z kolei w przemowie przed parlamentem Estonii 13 kwietnia zaapelował o stworzenie przez UE instrumentów presji na Rosję w celu zatrzymania procesu deportacji Ukraińców do tego kraju. Władze odrzuciły natomiast propozycję wizyty w Kijowie prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera – on sam potwierdził, że strona ukraińska uznała jego wizytę za niepożądaną. Ambasador Ukrainy w Berlinie Andrij Melnyk dał do zrozumienia, że ​​stolicę może odwiedzić kanclerz Olaf Scholz.

12 kwietnia zatrzymano Wiktora Medwedczuka, kluczowego prorosyjskiego polityka, jednego z liderów zawieszonej partii Opozycyjna Platforma – Za Życie, który po 24 lutego uciekł z aresztu domowego (przebywał w nim od maja 2021 r., oskarżony m.in. o zdradę stanu). Ujęto go na Zakarpaciu podczas próby ucieczki za granicę w mundurze wojskowym. Zełenski poinformował, że Ukraina jest zainteresowana wymianą Medwedczuka na przetrzymywanych w rosyjskiej niewoli wojskowych, a wiceszef MSZ ocenił, że wcześniej należałoby przeprowadzić w jego sprawie proces sądowy.

Przekaz strony ukraińskiej w coraz większym stopniu koncentruje się na zbrodniach armii agresora przeciwko cywilom. W swoich wystąpieniach prezydent Zełenski odnosi się do okrucieństw i gwałtów, których rosyjscy żołnierzy dopuszczają się wobec kobiet i dzieci. Zapowiedział również, że organy ścigania pracują nad ustaleniem personaliów wszystkich sprawców. Według danych szefa policji obwodu kijowskiego po odzyskaniu regionu przez siły ukraińskie odkryto i zidentyfikowano 720 ciał zabitych cywilów, ponad 200 uznaje się za zaginionych. Z kolei szef Donieckiej Obwodowej Administracji Państwowej podał, że w Mariupolu od początku inwazji mogło zginąć 20–22 tys. osób. Mer Buczy poinformował zaś o odkryciu 403 ciał cywilnych ofiar, z których znaczna część nosi ślady tortur. Ciała odnajduje się zarówno w zbiorowych mogiłach, jak i pojedynczych miejscach pochówku w mieście i na jego obrzeżach. Liczba zamordowanych nie jest ostateczna – wciąż trwają poszukiwania zaginionych i porwanych przez wycofujących się żołnierzy armii rosyjskiej.

Ukraińska ombudsman Ludmyła Denysowa przekazała, że z obwodów donieckiego i ługańskiego deportowano do Rosji ponad 700 tys. cywilów, w tym ponad 130 tys. dzieci. W obwodzie donieckim ma się znajdować obóz filtracyjny, w którym ma przebywać 10 tys. Ukraińców, a w obwodzie penzeńskim w Rosji – cztery obozy, do których mieszkańców okupowanych terytoriów obwodów donieckiego i ługańskiego miano wywozić jeszcze w lutym br., przed rozpoczęciem inwazji. Obecnie do Rosji wywożonych ma być codziennie ok. 20 tys. osób. Ukraińcy przebywają w 35 regionach kraju, ok. 100 tys. miało trafić na Syberię i za koło podbiegunowe. Dane te miała potwierdzić rosyjska ombudsman Tatiana Moskalkowa.

Premier Denys Szmyhal oznajmił, że zakończono sezon grzewczy, po którym w magazynach pozostało 9 mld m3 gazu oraz 1 mln ton węgla. Ogłosił także rozpoczęcie akcji siewnej we wszystkich obwodach Ukrainy z wyjątkiem ługańskiego. Rząd zdecydował o udzieleniu rolnikom preferencyjnych kredytów na kwotę 3,5 mld hrywien (ok. 110 mln euro) oraz o uproszczeniu procedury rejestracji maszyn rolniczych.

Według danych Straży Granicznej RP od 24 lutego z Ukrainy do Polski wjechało 2,7 mln osób, a 12 kwietnia odprawiono prawie 24 tys. ludzi (o 0,2% mniej niż poprzedniego dnia).

Komentarz

Kolejną dobę postępuje ograniczanie informacji z rejonów walk. 13 kwietnia w porannym komunikacie Sztabu Generalnego armii ukraińskiej oględnie wspomina się jedynie o Charkowie i Mariupolu, natomiast o działaniach w innych miejscowościach donoszą wyłącznie źródła lokalne. Po raz pierwszy w relacji medialnej zabrakło wieczornego komunikatu przygotowywanego przez dowództwo operacyjne „Wschód” (na kierunku słobodzkim). Już drugą dobę w oficjalnym przekazie Sztabu Generalnego nie wspomniano też o problemach agresora ze stratami i zabezpieczeniem logistycznym oraz morale i dyscypliną. Po raz pierwszy natomiast pojawił się przykład skutecznego naboru ochotniczego w obwodzie leningradzkim. Należy przyjąć, że ta zmiana ma podkreślać powagę zagrożenia w związku z zapowiadaną od wielu dni wielką bitwą o Donbas i wschód Ukrainy. Nie można również wykluczyć, że poprzedza ona ewentualne informacje o utracie przez obrońców ważnych pozycji.

Brak komunikatów Sztabu Generalnego o walkach w rejonie Iziumu czy dowództwa operacyjnego „Wschód” o odparciu kolejnych ataków, a także lokalne doniesienia o ostrzeliwaniu przez agresora miasta Barwinkowe (według ukraińskich informacji stanowiło ono jeden z celów rosyjskiego natarcia na południe od Iziumu, drugim jest Słowiańsk) pozwalają przyjąć, że najeźdźca osiągnął przynajmniej częściowe powodzenie. W kontekście zapowiadanej bitwy o wschód Ukrainy omawiane wydarzenia – o ile nie dojdzie do powstrzymania wrogich wojsk na nowej linii obrony – mogą być traktowane jako jej początek, gdyż jak dotąd większość zgrupowania agresora pozostaje na terenach graniczących z Ukrainą. Rosjanie uzyskują postępy dzięki wzmacnianiu zaangażowanych już w rejonach walk jednostek pojedynczymi batalionowymi grupami taktycznymi oraz zwiększeniu naboru do tzw. milicji ludowych separatystów.

Władze Ukrainy zdecydowały się na otwarte dyplomatyczne démarche względem prezydenta Niemiec i dały mu do zrozumienia, że jego wizyta w Kijowie jest niepożądana. To tyleż sygnał wysłany Berlinowi, którego wsparcie Ukraina uznaje za dalece niewystarczające, co samemu Steinmeierowi. Od lat strona ukraińska krytykuje go za pobłażliwy stosunek do Rosji, promowanie budowy Nord Streamu 2 oraz firmowaną przez niego tzw. formułę Steinmeiera – niekorzystną, lecz zaakceptowaną przez Kijów w 2019 r. (przewiduje specjalne warunki przeprowadzenia przedterminowych wyborów lokalnych na niekontrolowanych terenach Donbasu). Ponadto daje w ten sposób znać, że dialog z Niemcami woli prowadzić z kanclerzem Olafem Scholzem – najważniejszym decydentem, a przy tym politykiem, który zadeklarował krytyczne stanowisko wobec Moskwy.

osw.waw.pl

wtorek, 12 kwietnia 2022


Ciała kilkudziesięciu ofiar rosyjskich wojsk znaleziono we wsi Buzowa niedaleko Buczy na przedmieściach Kijowa.

Ukraińską telewizję poinformował o tym wójt gminy Dmitriwka Taras Didycz. Według jego słów, zbiorowy grób odkryto na terenie okupowanym przez Rosjan, a w obecności dziennikarzy Reutera odsłonięto ciała dwóch ofiar. Dokładna liczba pogrzebanych w tym miejscu osób nie jest znana.

Samorządowiec poinformował też, że cywile byli zabijani przez Rosjan także na trasie Kijów-Żytomierz. Natrafiono tam na około 10 samochodów z zabitymi podróżnymi w środku.

– W gminie jest 14 wsi, z których część była okupowana. Teraz wracamy do życia, ale podczas okupacji były miejsca, w których zginęło wielu cywilów. To trasa Kijów-Żytomierz, szczególnie pomiędzy wsiami Myła (pol. miła) i Mrija (pol. marzenie), gdzie rozstrzelano około dziesięciu samochodów z ludźmi. Także niedaleko stacji benzynowej w Buzowej znaleźliśmy dół, a w nim zabitych cywilów. Były też przypadki, że ludzie byli rozstrzeliwani podczas wchodzenia [rosyjskich żołnierzy] do mieszkań – powiedział wójt.

Według mieszkańców Dmytriwki, z którymi rozmawiał dziennikarz kanału Nastojaszczeje Wriemia, na drodze zginęło około 50 osób. W jednym z aut znaleziono spalone szczątki dziecka.

Samorządowiec dodał, że jednej ofierze rosyjskich zbrodni udało się uciec.

– Gdy mieszkaniec naszej Dmytriwki jechał, bojowy wóz piechoty ostrzelał jego samochód. Rosjanie strzelali i czekali, aż samochód się zapali. Udało mu się wyczołgać z auta i dostać do ambulatorium, gdzie wyciągnęli mu kulę. Po trzech dniach wrócił do pracy na koparce, żeby przywrócić dostawy wody do wsi – powiedził Taras Didycz.

belsat.eu

Ukraińska urzędniczka rozmawiała z rosyjskimi żołnierzami, którzy dobrowolnie poszli do niewoli. Jeden z jeńców opowiedział jej, jak ich kolumna trafiła w zasadzkę. Po pierwszym wybuchu żołnierze się rozbiegli i ich dowódca – podpułkownik – nie mógł ich potem zebrać. Gdy zobaczył rannego w nogę żołnierza miał go zastrzelić ze słowami: “Ranne konie się dobija”.

Wtedy rozmówca Ludmyły Denisowej zrozumiał, że musi uciec z rosyjskiego oddziału, co zrobił w nocy. Miało to miejsce 25 lutego. 1 marca Rosjanin wszedł do “jakiegoś miasta”, zobaczył ukraińską flagę i poddał się mieszkańcom.

belsat.eu

- Nie mam absolutnie żadnych wątpliwości, że reżim Putina zakończy się z powodu tej wojny na Ukrainie - powiedział Kara-Murza serwisowi CNN. - Nie oznacza to, że stanie się to jutro. Dwa główne pytania to czas i cena, a przez cenę nie mam na myśli pieniędzy. Mam na myśli cenę w ludzkiej krwi i ludzkim życiu, a to już jest przerażające. Ale reżim Putina się z tym skończy, a po Putinie będzie demokratyczna Rosja - przytoczyło słowa odważnego polityka wtorkowe wydanie NewsMax.

Kara-Murza, reprezentujący opozycyjną partię, której działalność nie wymyka się na ogół spod kontroli Kremla, już wcześniej miał kłopoty, które można wiązać z niezadowoleniem Władimira Putina z jego postawy. Przeżył poważne zatrucie. Zdarzyło się to dwukrotnie - w 2015 i 2017 roku. Przebadał się później za granicą. Lekarze odkryli w jego organizmie wysokie stężenie metali ciężkich. Zwrócił się do Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej, najwyższego organu dochodzeniowego w Rosji, o wszczęcie postępowania. Do tej pory nie wszczęto śledztwa.

Teraz Władimir Kara-Murza zapytany w wywiadzie, czy obawia się o własne życie, odpowiedział: - Cóż, teraz rozmawiam z tobą z Moskwy. Jestem rosyjskim politykiem, muszę być w mojej ojczyźnie. Największy dar, jaki my, będący w opozycji do reżimu Putina, moglibyśmy dać Kremlowi, to poddać i uciekać. Tylko tego od nas chcą.

Kara-Murza nie zdążył po tej rozmowie dotrzeć do domu, bo niemal przed drzwiami mieszkania został zatrzymany. O tym zdarzeniu poinformował CNN menedżer funduszu hedgingowego i współpracownik Kara-Murzy, Bill Browder. Jak powiedział, polityk jest przetrzymywany w znanym areszcie i nie ma dostępu do prawnika.

wp.pl

Granatniki, pociski przeciwpancerne, a nawet systemy wyrzutni rakietowych konstrukcji brazylijskiej, znajdujące się dotąd na wyposażeniu proirańskich szyickich milicji Haszid Szaabi w Iraku, mają być sprowadzane z Iranu do Rosji drogą morską. Według źródeł "Guardiana" trzy statki towarowe z bronią i sprzętem wojskowym przybyły w ostatnich tygodniach do rosyjskiego Astrachania z irańskiego portu Bandar Anzali nad Morzem Kaspijskim.

"Nie interesuje nas, dokąd trafia ta ciężka broń, ponieważ obecnie jej nie potrzebujemy. Jesteśmy szczęśliwi, jeśli tylko ma to antyamerykański charakter" - powiedział przedstawiciel Haszid Szaabi, cytowany przez brytyjską gazetę. Oprócz udostępnienia kanałów przerzutu broni z Iraku rząd w Teheranie miał też udzielić Moskwie bezpośredniej pomocy militarnej. Według "Guardiana" Iran przekazał Kremlowi zakupione wcześniej rosyjskie systemy przeciwlotnicze S-300, a także podobne systemy Bavar-373 własnej produkcji. Gazeta ocenia, że Rosja została zmuszona do poszukiwania wsparcia m.in. w Iranie z uwagi na skutki zachodnich sankcji gospodarczych, uderzających m.in. w jej przemysł zbrojeniowy.

- Ten typ uzbrojenia (systemy wyrzutni rakietowych) może bardzo pomóc Rosji na polu walki na Ukrainie. Haszid Szaabi kontrolują tereny Iraku przy granicy z Iranem, co znacznie ułatwia przekazywanie broni. Inne kraje, np. Chiny, odnoszą się wyjątkowo ostrożnie do militarnego wspierania Moskwy ze względu na zachodnie sankcje. Iranowi bardzo zależy jednak na tym, żeby Rosja nie przegrała wojny z Ukrainą - ocenił w rozmowie z "Guardianem" Mohaned Hage Ali, ekspert think tanku Carnegie Middle East Center z siedzibą libańskim Bejrucie.

W ocenie analityka rezultat starcia Rosji z Ukrainą ma kluczowe znaczenie dla Teheranu. - Chodzi tutaj zwłaszcza o sytuację w Syrii, ponieważ wspierany przez Iran rząd w Damaszku jest zależny od rosyjskiej pomocy wojskowej. Ponadto Rosja koordynuje działania na Bliskim Wschodzie, starając się nie dopuścić do bezpośredniego konfliktu Iranu z Izraelem - dodał Hage Ali.

dziennik.pl


"Ukraiński sposób prowadzenia wojny to spójna, inteligentna i dobrze przemyślana strategia walki z Rosjanami, skalibrowana tak, by wykorzystać konkretne rosyjskie słabości. Pozwoliła Ukraińcom zachować mobilność, przez niszczenie logistyki pomogła zmusić Rosjan do zajmowania przez długi czas nieruchomych pozycji, naraziła Rosjan na wysokie straty spowodowane wyczerpaniem, a w bitwie pod Kijowem doprowadziła do zwycięstwa, które całkowicie zmieniło końcową polityczną rozgrywkę rosyjskiej inwazji" - pisze O’Brien, będący profesorem studiów strategicznych na Uniwersytecie St. Andrews w Szkocji.

Jego zdaniem ukraiński sposób wojowania ma kilka najważniejszych elementów, wśród których wymienia: rywalizacja o dominację w powietrzu nad obszarem bitwy, niedopuszczenie do przejęcia przez Rosjan kontroli nad miastami, co komplikuje komunikację i logistykę rosyjskiego wojska, pozwolenie siłom rosyjskim na przemieszczanie się w trudnych do wsparcia kolumnach i atakowanie tych kolumn ze wszystkich stron.

Rywalizowanie o dominację w powietrzu to — według O'Briena — "podstawa ukraińskiego sukcesu", ponieważ "pozwala siłom ukraińskim manewrować, jednocześnie irytując siły rosyjskie, obawiające się, że staną się celem ataku".

"Ukraińcy nigdy nie uzyskali przewagi powietrznej, jako że rosyjskie lotnictwo jest zbyt liczne, a siły rosyjskie są dobrze wyposażone w systemy przeciwlotnicze, jednak ukraiński plan utrudnił rosyjskiemu lotnictwu patrolowanie obszarów walki" — podkreśla autor.

Oprócz tego O'Brien zaznacza, że Ukraińcy "zamienili swoje miasta w twierdze", co skomplikowało istotnie rosyjską logistykę i komunikację: "Rosjanie mogą nadal przemieszczać wojska drogami, ale konieczność unikania miast kontrolowanych przez siły ukraińskie zmusza ich wojska do obierania dłuższych i trudniejszych tras".

Następnie według eksperta Ukraińcy pozwolili siłom rosyjskim "rozciągnąć się wzdłuż dróg", co biorąc pod uwagę błotnistą porę, "ograniczyło ich (możliwości) do wąskich utwardzonych dróg i dodatkowo ograniczyło ich zdolność poruszania się".

W dalszej kolejności Ukraińcy przypuścili ataki na długie rosyjskie kolumny, które realizowane były "przez siły powietrzne (najbardziej znane to tureckie drony Bayraktar), siły specjalne, artylerię dalekiego zasięgu, a nawet duże formacje konwencjonalne", a "straty spowodowane ukraińskimi atakami utrudniały rosyjskie próby zgromadzenia wystarczających sił do zaatakowania Kijowa" - opisuje O'Brien.

Chociaż Rosjanie próbowali posuwać się od Sumy, Czernihowa i od strony północnego zachodu, "ukraiński opór sprawił, że nigdy nie zgromadzili wystarczających sił, by otoczyć Kijów, nie mówiąc już o szturmie" - wyjaśnia autor.

Przekonuje on również, że "zamiast bezpośrednio atakować ciężkie rosyjskie formacje czołgów i artylerii, Ukraińcy użyli lekkich, zwrotnych sił, by wykorzystać rosyjskie słabości i odnieść zwycięstwo".

onet.pl

Kanclerz Nehammer spotkał się z Władimirem Putinem bez kamer, a po spotkaniu nie było konferencji prasowej. Szef rządu Austrii w ten sposób uniknął bardzo prawdopodobnych, choć zarazem dość już ogranych i w istocie prymitywnych sztuczek rosyjskiej dyplomacji. Rosjanie od dłuższego czasu seryjnie upokarzają gości, którzy zawsze są tak traktowani, by sprawiali wrażenie naiwnych lub słabych.

Krytyka szefa rządu Austrii wpisuje się w myślenie części polityków europejskich, którzy w ogóle podważają sens rozmów z rosyjskim przywódcą. W takim duchu wypowiedział się kilka dni temu premier RP Mateusz Morawiecki, który zaatakował prezydenta Francji za liczne i bezskuteczne jak dotychczas rozmowy telefoniczne z Władimirem Putinem.

Emmanuel Macron odpowiedział w niezwykle brutalny sposób, nazywając Mateusza Morawieckiego skrajnie prawicowym antysemitą.

Pomijając już co najmniej nieszczęśliwą formę, to nieprawdą jest to, co mówił szef polskiego rządu, iż "ze zbrodniarzami nie należy rozmawiać". Premier wymienił przy tym Hitlera, Stalina oraz Pol-Pota jak przykłady tych dyktatorów, z którymi rzekomo nie negocjowano.

Problem polega na tym, że jest to nieprawda. Z Adolfem Hitlerem Zachód (a do pewnej chwili również i Polska) jak najbardziej negocjował, a ze Stalinem paktowano w Teheranie, Jałcie oraz Poczdamie. Ze Stalinem, niezależnie od tego, że każdy wiedział, że ma do czynienia z psychopatycznym mordercą, rozmawiał też zarówno generał Sikorski, jak i premier Mikołajczyk.

Po konferencji poczdamskiej kontakty ze Stalinem na najwyższym szczeblu co prawda ustały, ale te dyplomatyczne były kontynuowane. W przypadku Adolfa Hitlera negocjacje rzeczywiście w pewnym momencie zakończyły się, ale stało się tak dlatego, że wybuchła wojna światowa i Zachód postawił sobie za cel doprowadzenie do kapitulacji III Rzeszy.

Jeśli chodzi o obecne relacje Zachodu z Rosją, to mamy do czynienia jednak z zimną wojną, a nie wojną w sensie dosłownym.

To, że Rosjanie napadli bez jakiegokolwiek uzasadnienia na demokratyczne państwo i mordują nie tylko ukraińskich żołnierzy, ale również ukraińską ludność cywilną, nie wpływa przy tym na to, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski sam dąży do spotkania z Władimirem Putinem.

Celem ukraińskiej dyplomacji, która chce doprowadzić do spotkania obydwu prezydentów, jest uniemożliwienie Rosjanom podważania ewentualnego porozumienia pokojowego, gdyż publicznie musiałby je zaakceptować Władimir Putin.

Ewentualne spotkanie obu polityków ma też jednak drugi cel. Ukrainie chodzi o to, żeby Moskwa musiała publicznie uznać władze Ukrainy.

W tym świetle tyrady skierowane przeciwko prezydentowi Francji czy też kanclerzowi Austrii są po pierwsze zbyt ostre, a po drugie nie dotyczą kwestii skuteczności. Wydają się być co najmniej nietrafione, a już na pewno niedojrzałe.

Warto pamiętać, że w dyplomacji nie negocjuje się tylko z tym przywódcą państwa, którego zamierza się pokonać w wyniku wojny. Biorąc pod uwagę potencjał nuklearny, nikt zdrowy na umyśle nie planuje pokonać Rosji w wyniku wojny i ani Joe Biden, ani Wołodymyr Zełenski nie myślą o defiladzie zwycięstwa na Placu Czerwonym.

Polityka międzynarodowa polega niestety na tym, że rozmawia się i negocjuje, a czasem, co gorsza, nawet pozuje do zdjęć z wyjątkowo odrażającymi postaciami. To zaś, czy jest to moralne, czy nie mierzy się nie stopniem swojego osobistego obrzydzenia, ale liczbą ludzi, których życie można dzięki temu uratować.

onet.pl

poniedziałek, 11 kwietnia 2022


Wysoki przedstawiciel Unii Europejskiej do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josep Borrell powiedział, że Rosja prowadząc wojnę na Ukrainie powoduje głód na świecie. - Rosja jest odpowiedzialna za eskalację światowego kryzysu żywnościowego poprzez wojnę na Ukrainie, w szczególności przez bombardowanie zapasów pszenicy i uniemożliwianie statkom przewożenia zboża za granicę - stwierdził szef unijnej dyplomacji na konferencji prasowej po spotkaniu ministrów spraw zagranicznych UE. 

Według danych Światowej Organizacji Handlu wojna ukraińsko-rosyjska może w tym roku prawie o połowę zmniejszyć wzrost światowego handlu i spowolnić wzrost globalnego PKB. Jak wynika z symulacji ekonomicznej, ten kryzys może obniżyć globalny wzrost PKB o od 0,7 do 1,3 punktu procentowego, do około 3,1 - 3,7 procent w 2022 roku. Według symulacji wzrost światowego handlu w tym roku może zostać zmniejszony prawie o połowę - z prognozowanych 4,7 procent do 2,4 - 3 procent.

gazeta.pl

Piąty wydział — Służba Informacji Operacyjnej i Stosunków Międzynarodowych — to jedyny w strukturze FSB, który został utworzony przez Putina, gdy był on szefem tej służby. W 1998 r. Putin utworzył maleńką dyrekcję, która miała nadzorować regionalne oddziały odpowiedzialne za rekrutację cudzoziemców i dał jej szerokie uprawnienia do szpiegowania na terenie byłego Związku Radzieckiego. W ciągu 20 lat przekształciła się ona w potężną broń wybraną przez Putina do utrzymywania krajów byłego ZSRR w orbicie rosyjskiej. Kierował nią jeden z najbardziej zaufanych generałów Putina, Siergiej Biesiada.

Wojskowy rozpoczął swoją karierę w Departamencie Operacji Kontrwywiadowczych, crème de la crème FSB. Tam awansował na stanowisko zastępcy Walentyna Klimenki, szefa sekcji odpowiedzialnej za przeciwdziałanie operacjom CIA w Moskwie. Jak na ironię, Klimenko okazał się jednym z głównych łączników moskiewskiej komórki CIA w latach 90. i na początku XXI w.

W 2003 r. maleńka dyrekcja stworzona przez Putina przekształciła się w pełny departament. Nadal działał on na terenie byłego Związku Radzieckiego, ale otrzymał też nowe delikatne zadanie — miał przejąć rolę jednostki Klimenki jako łącznika z CIA. Biesiada, jako były zastępca Klimenki, został przeniesiony do nowego departmanetu i objął w nim kierownictwo.

Działalność tego departamentu, przekształconego później w piątą służbę FSB, była właściwie niczym innym, jak serią dyplomatycznych katastrof. Oficerowie Biesiady byli przyłapywani na gorącym uczynku wszędzie — od Abchazji, przez Mołdawię, po Ukrainę, gdzie sam Biesiada był obecny podczas rewolucji na Majdanie. Jednak Putin trzymał go blisko siebie — aż do tej wojny.

Istnieje kilka wyjaśnień, dlaczego Putin postanowił teraz wrzucić Biesiadę pod autobus. Niektórzy twierdzą, że to z powodu złych informacji wywiadowczych przed wojną. Jednak większość źródeł w FSB uważa, że chodzi o to, że nie udało mu się stworzyć i sfinansować prokremlowskiej opozycji wobec kijowskiego reżimu. W każdym razie, według źródeł, jest to wykorzystywane w oficjalnej linii śledztwa.

Teorie te nie wyjaśniają jednak, dlaczego Putin zdecydował się wysłać Biesiadę do Lefortowa. Putin miał wiele innych możliwości. Mógł go zwolnić, tak jak zrobił to z Romanem Gawriłowem, zastępcą dowódcy Gwardii Narodowej. Putin mógł również przenieść Biesiadę do innej służby, tak jak kilka lat temu zrobił to z potężnym gen. Olegiem Syromołotowem, mianując go wiceministrem spraw zagranicznych. Zamiast tego Putin umieścił Biesiadę pod fałszywym nazwiskiem w więzieniu Lefortowo — jedynym więzieniu w kraju kontrolowanym przez FSB, miejscu o makabrycznej reputacji z lat 30. i 40. ubiegłego wieku. W więzieniu nadal znajduje się podziemna cela z dziurami po kulach, powstałymi w czasie stalinowskich czystek, kiedy to była wykorzystywana do masowych egzekucji.

Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie jest takie, że piąty wydział FSB Biesiady nadal był odpowiedzialny za utrzymywanie oficjalnych kontaktów z CIA. Wiele osób w Moskwie i na Kremlu zadawało sobie pytanie, dlaczego wywiad amerykański przed wojną był tak dokładny. Mogło to jeszcze bardziej podsycić istniejący już klimat paranoi. A kiedy Putin popada w paranoję, zaczyna szukać zdrajców w miejscach i instytucjach, o których wiadomo, że mają oficjalne kontakty z amerykańskim wywiadem.

Tak było w 2016 r., kiedy Putin wpadł w paranoję na punkcie tego, co wywiad amerykański wiedział o ingerencji jego służb w amerykańskie wybory. Przeprowadzono wówczas czystkę w Centrum Bezpieczeństwa Informacyjnego FSB, a zastępca szefa tego centrum Siergiej Michajłow, który oficjalnie odpowiadał za wymianę informacji z Amerykanami na temat cyberprzestrzeni, został natychmiast wysłany do Lefortowa pod zarzutem zdrady.

onet.pl

niedziela, 10 kwietnia 2022


Sytuacja militarna w 45. dobie wojny nie uległa istotniejszym zmianom. Walki wciąż toczą się głównie w obwodach charkowskim, ługańskim, donieckim i zaporoskim oraz na pograniczu obwodu chersońskiego z dniepropetrowskim i mikołajowskim. We wszystkich rejonach agresor kontynuuje ostrzał i bombardowanie celów cywilnych i wojskowych. Miał również wprowadzić do obwodu charkowskiego dwie dodatkowe batalionowe grupy taktyczne, które kierują się na południe od Iziumu (punktem rozwinięcia tych jednostek są okolice miejscowości Szewczenkowe, 60 km na południowy wschód od Charkowa i 50 km na północ od Iziumu). W rejonach przemieszczania wojsk jednostki walki radioelektronicznej najeźdźcy mają zagłuszać łączność komórkową. Łącznie w obwodzie charkowskim siły rosyjskie miały wyprowadzić trzy ataki (po raz pierwszy strona ukraińska nie powiadomiła, że ataki wroga zostały odparte bądź skończyły się niepowodzeniem). W Donbasie obrońcy mieli odeprzeć osiem ataków (w okolicach Rubiżnego agresor miał ponownie ostrzelać zbiornik z kwasem azotowym, w wyniku czego doszło do uwolnienia chmury żrących oparów; w centrum miasta wciąż mają trwać walki). Ukraiński Sztab Generalny informuje, że w nieudanych atakach na południe od Mikołajowa (w rejonie Ołeksandriwki) strona rosyjska miała utracić do kompanijnej grupy taktycznej, a lokalna administracja podaje, że przeciwnik na tym terenie „broni się desperacko”.

Według Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy wróg – w związku ze znacznymi stratami w personelu i wyposażeniu – rozwinął na tymczasowo okupowanych terytoriach obwodów charkowskiego, zaporoskiego i chersońskiego sieć szpitali polowych i polowych warsztatów remontowych. W szpitalach ma brakować wykwalifikowanego personelu i środków medycznych, których najeźdźcy nie mogą uzupełnić. Obsługa warsztatów ma z kolei pracować w trybie całodobowym i borykać się z problemem niestabilnych dostaw części zamiennych, komponentów uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Z rosyjskiego obwodu jarosławskiego miały zostać sprowadzone ekipy remontowe do naprawy torów w tymczasowo okupowanej części obwodu charkowskiego. Na tymczasowo okupowanych terenach agresor ma też kontynuować przymusową mobilizację.

W wyniku rosyjskich uderzeń rakietowych na cele w obwodzie dniepropetrowskim zniszczeniu miały ulec „obiekt infrastruktury” w mieście Dniepr oraz „obiekt przemysłowy” w rejonie pawłohradzkim. Atakowano także inne części dniepropetrowszczyzny. Z kolei w obwodzie mikołajowskim miało dojść do siedmiu uderzeń rakietowych. Strona ukraińska nie przedstawiła żadnej informacji o ich rezultatach.

Rośnie liczebność ukraińskich wojsk obrony terytorialnej (OT) i ochotniczych oddziałów OT. Zgodnie ze stanem na 23 lutego wojska OT obejmowały 6 tys. żołnierzy zawodowych i niewielką liczbę rezerwistów. Do 9 kwietnia siły te uzupełniono o ponad 110 tys. ludzi. Dodatkowo samorząd terytorialny utworzył ponad 450 formacji ochotniczych. Dowódca wojsk obrony terytorialnej Sił Zbrojnych Ukrainy Jurij Gałuszkin podkreślił, że obrona terytorialna stała się uosobieniem ukraińskiego oporu. Przy organizacji OT wykorzystano doświadczenia krajów partnerskich, w tym członków NATO.

Najeźdźcy zwiększają skalę przymusowych przesiedleń z czasowo okupowanych terytoriów do Rosji. Ukraińska ombudsman Ludmiła Denisowa, opierając się na oficjalnych danych rosyjskich, stwierdziła, że od końca lutego deportowano tam 674 tys. osób, w tym ponad 131 tys. dzieci. Według niej w Mariupolu okupanci rozpowszechniają informacje o konieczności wyjazdu mieszkańców do Rosji, gdzie rzekomo stworzono im sprzyjające warunki egzystencji. W rzeczywistości osoby powyżej 18. roku życia po przybyciu na drugą stronę granicy poddaje się długim i upokarzającym procedurom filtracyjnym – pobiera odciski palców, a także wymusza deklaracje potępiające władze Ukrainy i akceptujące postępowanie agresora. W Taganrogu deportowani otrzymują 10 tys. rubli i możliwość wyboru regionów dalszego pobytu, m.in. w obwodach tomskim, astrachańskim i tambowskim. Zgodnie z danymi władz miejskich w Mariupolu najeźdźca przymusowo wywiózł 31 tys. ludzi. Strona ukraińska podkreśla, że Rosjanie rażąco naruszają postanowienia artykułu 49 Konwencji Genewskiej o ochronie cywilów w czasie wojny, który zakazuje przymusowej relokacji lub deportacji osób z terenów okupowanych.

Z kolei według danych Ministerstwa Obrony FR od 24 lutego z terytorium Ukrainy oraz tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych wywieziono do Rosji 704 434 osoby, w tym 135 153 dzieci. Resort podał też, że przez cały ten czas z Mariupola ewakuowano bez udziału władz ukraińskich 134 299 osób.

Okupanci wciąż prowadzą przygotowania do przeprowadzenia „referendum” na rzecz powstania separatystycznej Chersońskiej Republiki Ludowej. W miejscowości Nowa Kachowka zajęli miejscową drukarnię i rozpoczęli w niej produkcję materiałów „referendalnych” (broszury, ulotki, plakaty, formularze). Mer Chersonia Igor Kołychajew oznajmił, że – ze względu na brak zgody Rosjan – w okupowanym mieście nie są organizowane korytarze humanitarne, a ludzie decydują się na wyjazd, formując kolumny z krzyżami i białymi flagami. Podkreślił, że nie ma dla nich gwarancji bezpiecznego przejazdu.

Wicepremier Ukrainy Iryna Wereszczuk powiadomiła, że 9 kwietnia ewakuowano 4532 osoby, w tym 3425 z Mariupola i Berdiańska do Zaporoża, 529 z Melitopola oraz 578 z Lisiczańska, Siewierodoniecka, Rubiżnego, Popasnej i Kreminnej. Rosjanie nie przepuścili do Berdiańska, Tokmaku i Enerhodaru pustych autobusów z Zaporoża, które miały zabrać przemieszczonych. Na 10 kwietnia planuje się utworzenie dziesięciu korytarzy humanitarnych w obwodach donieckim, ługańskim i zaporoskim.

Wereszczuk stwierdziła też, że doszło do kolejnej wymiany jeńców. Do kraju powróciło 26 Ukraińców – 12 wojskowych i 14 cywilów. Nie podano liczby zwolnionych Rosjan, ale należy przypuszczać, że również chodzi o 26 osób. Wcześniejsze wymiany były oparte na formule „jeden za jeden”: 24 marca wymieniono po 10, a 1 kwietnia – po 86 jeńców.

Narodowy Bank Ukrainy podziękował Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu za stworzenie specjalnego rachunku, na który państwa oraz organizacje międzynarodowe będą mogły wpłacać środki, które wspomogą budżet i stabilizację bilansu płatniczego kraju. Kanada już miała obiecać wyasygnowanie 1 mld dolarów.

Rząd w Kijowie przekazał prezydentowi projekty dekretów powołujących Narodową Radę Odbudowy Kraju oraz Fundusz Odbudowy Ukrainy. Celem funduszu ma być koordynacja pozyskiwanych środków finansowych. W jego ramach będzie operować pięć grup tematycznych odpowiadających za różne kierunki działań, w tym komunikację z organizacjami międzynarodowymi i państwami partnerskimi. Inicjatywa rządu wpisuje się we wcześniejsze deklaracje głowy państwa – 6 marca Wołodymyr Zełenski zapowiedział stworzenie czterech specjalnych funduszy: odbudowy zniszczonego majątku i infrastruktury, odbudowy i transformacji gospodarki, obsługi i spłaty długu oraz wsparcia małego i średniego biznesu.

Podczas spotkania w Kijowie z premierem Wielkiej Brytanii Borisem Johnsonem Zełenski poinformował, że po wojnie Londyn weźmie na siebie przewodnictwo w działaniach na rzecz odbudowy stolicy i obwodu kijowskiego. Na forum Rady Unii Europejskiej z apelem o pomoc w odbudowie kraju wystąpił minister infrastruktury Ołeksandr Kubrakow.

Rząd Ukrainy wprowadził pełne embargo na import towarów z Rosji. Oznacza to domknięcie ograniczeń we wzajemnym handlu, nakładanych konsekwentnie od 2014 r. Ostatni raz gabinet rozszerzył i przedłużył restrykcje 23 grudnia ub.r. Kijów wypowiedział również umowę między Ukrainą i Białorusią o współpracy w dziedzinie nauki i technologii, a także o wzajemnym uznawaniu dokumentów, stopni naukowych i atestacji kadr w tej sferze.

Według danych Straży Granicznej od 24 lutego do Polski z Ukrainy wjechało już 2,6 mln osób, a wczoraj – 29,2 tys. Komisja Europejska zdecydowała o przyznaniu Kijowowi 600 mln euro na pomoc uchodźcom (część tej sumy ma zostać przekazana odpowiednim agendom ONZ). W sumie podczas wydarzenia „Stand up for Ukraine”, które odbyło się w Brukseli, zebrano zapowiedzi przyznania 9,1 mld euro na wsparcie uchodźców i przemieszczonych.

Komentarz

W kontekście zapowiadanej przez Kijów wielkiej bitwy o Donbas, Charków i południowo-wschodnią Ukrainę zwraca uwagę konsekwentny brak informacji o przygotowaniach do odparcia spodziewanego uderzenia agresora. Strona ukraińska skupia się na prezentowaniu problemów, z jakimi wciąż mają się borykać wojska najeźdźcze, a także – w coraz bardziej ograniczonym zakresie – na sytuacji w rejonach walk. W przekazie pojawiają się również materiały o minionych sukcesach, stylizowane na aktualne informacje (m.in. z obrony Mariupola w marcu br.; skrajny przykład stanowi zaś materiał o starciach w Donbasie w czerwcu 2014 r.). Biorąc pod uwagę, że rosyjskie rozpoznanie nie czerpie danych o ukraińskich działaniach militarnych z mediów (obrońcy odnotowują rosnące wykorzystanie przez wroga rozpoznawczych bezzałogowych statków powietrznych), pomijania informacji o przygotowaniach do obrony nie da się wytłumaczyć obawą o wykorzystanie ich przez przeciwnika.

Przygotowania do przeprowadzenia „referendum” dotyczącego powstania separatystycznej Chersońskiej Republiki Ludowej wskazują, że Rosja nie zrezygnowała z kroków mających przynieść dalszą defragmentacją Ukrainy. Należy się spodziewać, że po ewentualnym plebiscycie w obwodzie chersońskim władze rosyjskie uznają niepodległość prowincji, co na zasadzie faktów dokonanych ma uniemożliwić powrót tych terytoriów pod kontrolę Kijowa. Kwestią otwartą, zależną od dalszego przebiegu sytuacji na froncie, pozostaje zasięg terytorialny roszczeń agresora. Wydaje się prawdopodobne, że podobny mechanizm będzie przygotowywany w obwodzie zaporoskim. W przypadku powodzenia operacji Rosja zyskałaby połączenie lądowe między Donbasem a Krymem.

osw.waw.pl