Gdy w Waszyngtonie sławny finansista George Soros uparcie przekonywał prezydenta George’a Busha seniora do swej wizji reformowania Polski, Balcerowicz szykował się właśnie do wyjazdu na stypendium naukowe do Wielkiej Brytanii. Perspektywa wyprawy przez całą Europę maleńkim fiatem 126p jawiła się jako mało zachęcająca. Sprawy zaczęły wyglądać znacznie gorzej, gdy okazało się, że ktoś ukradł z jego malucha koło zapasowe. Balcerowicz zadzwonił do kolegi ekonomisty Stefana Kawalca z prośbą o pomoc. Właśnie upadał PRL i takie dobro luksusowe zdecydowanie łatwiej było skraść niż kupić. Mimo to Kawalec zgodził się pożyczyć koło. Równocześnie przypomniał sobie, że nieco wcześniej kontaktował się z nim Waldemar Kuczyński, doradca obozu solidarnościowego, który rozpaczliwie szukał osoby gotowej objąć tekę ministra finansów.
Przyszłego szefa resortu czekały wielkie wyzwania, gdyż Polska pogrążała się w gospodarczej zapaści. Po bankructwie na początku lat 80. i paru latach zastoju rząd Mieczysława F. Rakowskiego przeprowadził kilka radykalnych zmian, m.in. uwolnił ceny narzucane dotąd przez państwo. Zrobiono to bez oglądania się na deficyt towarów i nadmiar gotówki w portfelach obywateli. „Ludzie kupują, co im wpadnie do ręki. Jedyne, co mogłoby tę tendencję odwrócić, to pojawienie się na rynku takiej ilości towarów, która nasyciłaby go. Jest to jednak niemożliwe” – zapisał w dzienniku 4 lutego 1989 r. zrezygnowany Rakowski. Uwolnione ceny poszybowały w górę, a to prowokowało biedniejących pracowników do strajków. Robotnicy żądali podwyżek i je dostawali, co tylko nakręcało spiralę inflacji. „Wszędzie dostrzega się coraz większe ubóstwo. Stopa inflacji sięga 350 proc. w skali rocznej i nikt nie spodziewa się, by nie mogła dalej wzrastać” – pisał w 1989 r. na łamach „The Daily Telegraph” historyk Norman Stone.
dziennik.pl






