niedziela, 23 lipca 2017


Warto przytoczyć też badania prof. Rüdigera Lohlkera, który zajmuje się badaniem radykalizacji młodzieży muzułmańskiej w Europie. Jak wynika z jego ustaleń, osoby, które pochodzą z rodzin religijnych, są akulturowane religijnie od małego, chodzą do meczetu z rodzicami, obchodzą święta, nie radykalizują się. Radykalizują się osoby niereligijne, takie, które do pewnego momentu prowadzą życie rozbitków społecznych, zajmują się drobną przestępczością, chodzą do klubów, zażywają narkotyki, prowadzą życie absolutnie niezgodne z islamem. Później lądują w więzieniu i przechodzą przemianę pod wpływem radykalnych imamów. Ale to jest nikły odsetek. W Europie mamy 18 mln muzułmanów, ilu z nich się zradykalizowało?

AP: Możemy zatem mówić o sukcesie integracji, tyle że rozłożonej w czasie?

Jak najbardziej. Ci, którzy przyjechali w latach 60., wychowali dzieci, które poszły do szkoły i stały się normalnymi obywatelami tych państw. Podam przykład prof. Maleka Chebela, antropologa francuskiego, który zwrócił uwagę na fakt, że kiedy na przedmieściach Paryża palono samochody, to nie stało się tak z powodu islamu. Młodzi ludzie z przedmieść – tak się składa, że też muzułmanie – przejęli po prostu typowe zachowanie francuskich chuliganów. Turcy w Niemczech nie palą samochodów podczas protestów. W tym sensie muzułmanie nawet w swoim proteście udowodnili, że są zintegrowani, bo nie różnią się od swoich francuskich kolegów.

kulturaliberalna.pl

piątek, 21 lipca 2017


Chociaż głównymi przyczynami ogólnoświatowej epidemii otyłości są niewłaściwa dieta i brak aktywności fizycznej, naukowcy wykazali, że pewną rolę może również odgrywać zanieczyszczenia środowiska. Nowe badanie dowodzi, że w warunkach laboratoryjnych niewielkie ilości zawierającego tego rodzaju zanieczyszczenia kurzu domowego mogą pobudzać komórki tłuszczowe do gromadzenia większej ilości trójglicerydów.

Substancje powodujące zaburzenia endokrynologiczne (EDC) są syntetycznymi lub naturalnie występującymi związkami, które mogą zakłócać działanie hormonów wydzielanych przez organizm lub naśladować je.

EDC, takie jak środki zmniejszające palność, ftalany i bisfenol-A, są znane ze względu na ich potencjalny wpływ na funkcje reprodukcyjne, układ nerwowy i odporność.

Badania na zwierzętach sugerują jednak również, że narażenie na działanie niektórych EDC we wczesnej fazie życia może powodować przyrost masy ciała w późniejszym okresie. Dlatego nazwano je „obesogenami”, czyli powodującymi otyłość. Niektórzy producenci ograniczyli stosowanie EDC, ale wiele nadal jest powszechnie stosowanych w produktach konsumpcyjnych.

Jeśli EDC wejdą w skład kurzu, mogą być wdychane, spożywane lub wnikać przez skórę. Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (U.S. Environmental Protection Agency) ocenia, że przeciętne dziecko zjada codziennie 50 miligramów kurzu domowego.

(...)

Spośród 44 rodzajów zanieczyszczeń wykrytych w domowym kurzu najsilniejszy wpływ na komórki wywarły piraklostrobina (pestycyd), obniżający palność TBPDP oraz DBP, powszechnie stosowany plastyfikator. Zdaniem autorów sugeruje to, że mieszanina tych chemikaliów w kurzu domowym pobudza gromadzenie się trójglicerydów i rozwój komórek tłuszczowych. Widoczny efekt mogą dać już 3 mikrogramy kurzu – to ilość znacznie mniejsza niż typowe „spożycie” przez dzieci. Kurz domowy może zaburzać metabolizm zarówno dzieci, jak i dorosłych.

naukawpolsce.pap.pl

Oceany chronią nas przed globalnym ociepleniem.

- Magazynują większość gazów cieplarnianych emitowanych przez ostatnie setki lat. Oceany przyjęły ok. połowy dwutlenku węgla, który wypuściliśmy do atmosfery od czasu rewolucji przemysłowej z XIX w. Do tego trzeba jeszcze dołożyć niezliczone masy metanu, dla atmosfery dwadzieścia razy bardziej niebezpiecznego niż CO2. Żeby oceany mogły wrócić do swojego naturalnego stanu sprzed rewolucji przemysłowej, prawdopodobnie potrzebowałyby tysięcy lat.

Twoim zdaniem tym, co ostatecznie przetrwa po katastrofie ekologicznej, którą właśnie sobie fundujemy, będą meduzy. Dlaczego?

- Gazy cieplarniane, które absorbowane są przez morza i oceany powodują, że woda w nich staje się coraz bardziej zakwaszona. To doprowadzi do wyginięcia skorupiaków, krylu i planktonu, które są pożywieniem dla dużych i małych zwierząt. W dodatku globalne ocieplenie dramatycznie zredukuje zawartość tlenu w atmosferze. Dlatego organizmy, także te żyjące w oceanie, wyginą. Wszystkie poza meduzami, bo one prawie w ogóle nie potrzebują tlenu do oddychania.

Wspominasz w książce o szóstej fazie ery masowego wymierania.

-  Jesteśmy świadkami okresu w naszych dziejach, kiedy tak wiele gatunków doprowadziliśmy na skraj wyginięcia, albo już je wybiliśmy, że naukowcy mówią o ich masowym wymieraniu. Przyrównują go do takich kataklizmów z naszej historii jak uderzenie asteroidy, która spowodowała wyginięcie dinozaurów i była jedną z faz masowego wymierania, ale trwała kilkaset lat. Wygląda na to, że z powodu przeludnienia, zanieczyszczenia i nadmiernej eksploatacji paliw kopalnych sprowadzimy na siebie zagładę szybciej niż asteroida.

gazeta.pl

Michał Rachoń zaprosił do programu w TVP Info Jacka Posobca. To amerykański dziennikarz, znany przede wszystkim jako… internetowy troll i propagator teorii spiskowych. Tymczasem w Telewizji Publicznej wystąpił w roli eksperta.

Posobiec został przedstawiony w TVP jako autor książki „Citizens for Trump”, twórca filmowy i działacz polityczny partii republikańskiej. W rzeczywistości jest aktywistą „alt-right”, skrajnie prawicowego ruchu, znanego z prowokacji i rozpowszechniania spiskowych teorii. Sławę zdobył głównie dzięki roli w rozpowszechnianiu „MacronLeaks”, wycieku domniemanych wiadomości francuskiego prezydenta w przeddzień drugiej tury wyborów prezydenckich. Sugerował ponadto, że Macron w bardzo młodym wieku został wynaleziony przez elity, które karmią go narkotykami, by „robić z nim co chcą”.

wiesci24.pl

wtorek, 11 lipca 2017


Z raportu Banku Światowego wynika, że straty PKB Syrii od początku wojny w 2011 roku można oszacować na 226 mld dol., czyli prawie cztery razy tyle, co cały roczny syryjski PKB w 2010 roku.

Podano, że w działaniach zbrojnych zniszczono 27 proc. zasobu mieszkań i ok. połowę placówek służby zdrowia oraz edukacyjnych. W latach 2010-15 gospodarka straciła ok. 538 tys. miejsc pracy. Ponad trzy czwarte Syryjczyków w wieku produkcyjnym nie pracuje ani nie chodzi do żadnej szkoły.

W raporcie podkreślono szkody wyrządzone syryjskiej służbie zdrowia, podkreślając, że więcej osób zmarło na skutek jej upadku niż w działaniach zbrojnych.

"Załamanie systemów organizujących społeczeństwo i gospodarkę, jak również (brak) zaufania między ludźmi, wywarły większy wpływ ekonomiczny niż fizyczne zniszczenie infrastruktury" - wskazuje Bank Światowy.

bankier.pl

„Wystarczy tylko chcieć” – to stwierdzenie pokazuje niemalże religijną wiarę, że ciężka praca i wrodzone zdolności zaprowadzą nas na sam szczyt. Wystarczy się nie obijać, porządnie przyłożyć, aby zajść wysoko. Tym właśnie jest merytokracja – przekonaniem, że ludzie utalentowani i pracowici są w stanie nie tylko sami pokonać społeczne nierówności, ale w ogóle wszelkie kłody rzucane im pod nogi przez los. Przecież na swoją pozycję pracujemy sami, sobie ją zawdzięczamy i dostajemy od życia to, na co zasługujemy, czyż nie?

(...) Już w 1954 roku brytyjski socjolog Michael Young napisał książkę The Rise of the Meritocracy, w której nakreślił przyszłą dystopię. Opisał społeczeństwo, w którym najbardziej inteligentni i najzdolniejsi są wybierani na najważniejsze pozycje w życiu publicznym, aby ostatecznie przekształcić się w perwersyjną oligarchiczną kastę. Jego książka była ostrzeżeniem przed merytokracją. Merytokracja jest w rzeczywistości zasłoną dymną, chroniącą dziedziczone przywileje.

Przykładów nie musimy szukać daleko. Na początku lat dziewięćdziesiątych Petr Čermák, wiceprzewodniczący czeskiej Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), tak podsumował przebieg transformacji ustrojowej po upadku komunizmu: „Kurwa, tutaj się właśnie rozdaje ludziom majątki na tysiąc lat. Kasą was wszystkich pokonamy”. Pięknie ilustruje to ówczesną sytuację, w której Czechy przypominały Dziki Zachód, a ci najsprytniejsi dorabiali się naprawdę wielkich majątków. Jak później napisał ekonomista Miloš Pick, czeską gospodarką zaczęło faktycznie rządzić około pięciuset rodzin, które dorobiły się w latach dziewięćdziesiątych. Fundament przyszłej „merytokracji”.

Najlepiej jest urodzić się w dobrej rodzinie i pouczać innych, że swoją pozycję zawdzięczasz tylko i wyłącznie swojej ciężkiej pracy i wrodzonym zdolnościom. Przegrani cię nie interesują. Co z tego, że w Czechach podwoiła się liczba wykluczonych społecznie miejsc? Albo że setki tysięcy osób żyją na granicy minimum socjalnego (i niewiele brakuje im do popadnięcia w nędzę)?

(...)

Szereg badań pokazuje, że dzieci, które już na starcie zajmują niską społeczną pozycję, bez pomocy nie mają szansy na zmianę swojej sytuacji i prawdopodobnie pozostaną biedne przez resztę życia. Dzieci dobrze sytuowanych rodziców już na start mają większy kapitał społeczny i kulturowy, lepsze warunki rozwoju i co za tym idzie większe szanse na osiągnięcie sukcesu w życiu – nie mówiąc o kontaktach i znajomościach. Jeżeli masz dużo pieniędzy, łatwiej będzie ci mieć ich jeszcze więcej. Jeżeli pieniędzy nie masz – pretensje możesz mieć tylko do siebie, bo nie starasz się wystarczająco mocno. Na przykład w Wielkiej Brytanii tylko dziesięć procent ludzi z najniższych warstw społecznych dostanie się na uniwersytet. Z górnych warstw – aż osiemdziesiąt.

krytykapolityczna.pl

piątek, 7 lipca 2017


Istnieją też antypody przewrotności, jej zaprzeczenie, wyjałowiony ze wszelkiej wieloznaczności wygłup: prowokacja o subtelności wyuczonych na pamięć bon motów ministra Błaszczaka, skecz studenckiego kabaretu, narysowany w zeszycie do matmy pisior. Tym wszystkim jest „Putin Interviews” – czterogodzinny wywiad Olivera Stone'a z prezydentem Władimirem Władimirowiczem Putinem. Film miał niedawno premierę w USA, a z lekkim opóźnieniem (lecz wielką pompą) wyświetlany był też w rosyjskiej telewizji, tuż po wieczornych wiadomościach.

(...)

Stone pyta Putina, niemalże dosłownie, czy jest świetnym przywódcą i uczciwym człowiekiem, a Putin – momentami z autentycznym zażenowaniem – musi się w odpowiedzi zgadzać, że owszem, jest świetnym przywódcą i uczciwym człowiekiem, a do tego kocha swoją rodzinę i rosyjski naród w ogóle. Wybór pytań, jakie padają w wywiadzie, daje zresztą lepszy obraz jakości całego materiału niż jakakolwiek recenzja. Stone pyta, czy Putin zgodzi się z twierdzeniem, że jest dobrym menadżerem firmy o nazwie Rosja (Putin zgadza się). Stone pyta, czy Putin potępia zaangażowanie George'a Sorosa i różnych międzynarodowych organizacji na Ukrainie (Putin potępia). Stone pyta, czy Ameryka bardziej szkodzi Rosji, niż Rosja szkodzi Ameryce (Stone zgadza się sam ze sobą, Putin odpowiada wymijająco).

dwutygodnik.com

Konstytutywnym elementem polskiej prawicy jest poczucie bycia wiecznie zaszczutym i prześladowanym. Dotyczy to zwłaszcza generacji ukształtowanej w latach 90. i nieco młodszej. Zgodnie z tym myśleniem, choćbyśmy mieli wszystko, to i tak będziemy się postrzegać jako ostatni oddział powstańców styczniowych przebiegający gdzieś po mokradłach.

Ma to również szerszy wpływ na myślenie o sprawach międzynarodowych, o czym pisałem w eseju „Sarmaci w świecie w wiecznej Jałty”. Nie dotyczy zresztą tylko prawicy, ale w pewnym stopniu Polaków w ogóle. Towarzyszy nam nieustanne oczekiwanie, że wkrótce zostaniemy zdradzeni, lub przekonanie, że jesteśmy zdradzani cały czas.

kulturaliberalna.pl

czwartek, 6 lipca 2017


A zatem nawet ludzie o niby „normalnych” umysłach gotowi są zaakceptować oparte na urojeniach systemy z tego prostego powodu, że zbyt trudno je odróżnić od równie niepojętych i nieprzejrzystych systemów, w ramach których codziennie wiodą swoje życie. Astrologia jest tutaj świetnym przykładem, podobnie jak dwie odmiany państw totalitarnych, które także twierdzą, że weszły w posiadanie klucza do wszystkiego, znają wszystkie odpowiedzi i redukują złożoność do prostych, mechanicznych zależności, pozbywając się wszystkiego co dziwne i nieznane, a przeto nie wyjaśniając tak naprawdę niczego.

Theodor W. Adorno "The Stars Down to Earth"

środa, 5 lipca 2017


„Hodowla przemysłowa powoduje ogromne szkody w przyrodzie i jest jedną z głównych przyczyn wymierania gatunków na naszym globie” – twierdzą aktywiści z kampanii wymierzonej przeciwko hodowli przemysłowej „Stop the Machine”. Według nich podstawowym problemem jest tu ogromna ilość zwierząt zgromadzonych na małej powierzchni, odciętych od naturalnych pastwisk. Z powodu tego odcięcia są one karmione żywnością, która nie jest ich typowym pożywieniem, a której głównym składnikiem są genetycznie modyfikowane ziarna. Aż 35% uprawianych na świecie zbóż i soi przeznacza się na karmę dla zwierząt hodowlanych. „W ten sposób szerzymy wśród nich choroby, a żywność z nich produkowana jest uboga w składniki odżywcze. Jednocześnie sam proces produkcji rolnej staje się jednym wielki marnotrawstwem” – twierdzi Philip Lymbery, dyrektor znanej także w Polsce organizacji Compassion in World Farming (CIWF).

Co ciekawe, okres szybkiego rozwoju rolnictwa przemysłowego pokrywa się z okresem wymierania zwierząt dziko żyjących. Jak donosi dziennik The Guardian, tylko przez ostatnich 10 lat pod uprawy przeznaczono aż 40 mln hektarów ziemi, głównie w Afryce. Jednocześnie, w ciągu zaledwie 4 dekad populacja dzikich zwierząt zmniejszyła się o połowę. The Guardian pisze: „Dziesięć tysięcy lat temu ludzie i ich żywy inwentarz stanowiły ok. 0,1% żyjących na świecie kręgowców. Teraz jest nas ok. 96%. Czas zatem na poważną dyskusję w tym temacie.”

(...)

Według CIWF zaprzestanie karmienia zwierząt hodowlanych ziarnem dałoby możliwość wyprodukowania jedzenia dla kolejnych 4 miliardów ludzi. CIWF wskazuje, że według Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) zebrane w 2014 plony wystarczyłyby do nakarmienia 15 miliardów ludzi, tj. dwukrotnie więcej niż jest nas teraz, jednak ogromną ich część zjadły zwierzęta hodowlane.

ulicaekologiczna.pl

We wczesnych godzinach popołudniowych, 30 lipca 2013 roku, Kielce obiegła informacja o awarii w elektrowni jądrowej w nieokreślonej lokalizacji za wschodnią granicą Polski. Mówiło się o obiekcie na Ukrainie lub w Rosji (pierwsze podejrzenia padły na elektrownię w Sosnowym Borze nieopodal Petersburga). Plotka rozprzestrzeniła się lotem błyskawicy w mediach społecznościowych i osiągnęła punkt, w którym prawdopodobnie nic nie mogło jej powstrzymać. Jej źródłem był artykuł o awarii elektrowni atomowej w Rosji w 2010 roku, do którego link umieszczony został w serwisie Wykop. Z każdą godziną w wielu miejscach w sieci, pojawiały się coraz bardziej złowieszcze informacje o będących w toku nadzwyczajnych działaniach. Na forach powoływano się na informacje pochodzące od „wujków, służących w wojskach chemicznych”, obrazy z miejskich kamerek internetowych na Ukrainie, na których widać ewakuację całych miast i rozdawanie „maseczek” (sic!). Były także informacje od „bliskich, pracujących w ogarniętych paniką szpitalach”, „cioci, pracującej w ONZ” oraz od ludzi, którzy „zostali wysłani do domu przez pracodawcę, bo coś wybuchło na Ukrainie”. Plotki miały być „potwierdzane” przez „pracowników aptek”, „rodziców”, „personel świętokrzyskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego”, a nawet przez „krewnych z Warszawy”.

Zaniepokojeni ludzie dzwonili i wysyłali maile do urzędów oraz lokalnych mediów. Oficjalne oświadczenia pomogły jednak niewiele. W godzinach wieczornych przestała działać strona Polskiej Agencji Atomistyki, a wraz z nią mapa poziomu promieniowania. Witryna nie wytrzymała masowych wejść. W komentarzach na różnych witrynach pojawiała się jednak przerobiona prostym sposobem ta sama mapa, epatująca złowieszczym, czerwonym kolorem. W Kielcach masowo wykupowano z aptek jodynę i płyn Lugola (nie zwracając uwagi na konsekwencje ich „swobodnego” używania).

(...)

Rankiem 11 września 2014 roku, mieszkańcy gminy św. Marii w stanie Luizjana, otrzymali różnymi kanałami informację o awarii zakładów Columbia Chemical. Zaniepokojeni ludzie powiadamiali lokalne biura Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego. W sieci pojawiły się posty i tweety ze zdjęciami, ukazującymi czarny dym nad zakładami. Wiadomości te wzywały do natychmiastowego ukrycia się. Pojawił się także zrzut ekranu, rzekomo pokazujący stronę główną internetowego serwisu CNN, na którym informacja o awarii w Columbia Chemicals miała już status ogólnokrajowy. Wreszcie, pojawił się udostępniany z wielu kont materiał wideo z serwisu YouTube, na którym było widać odbierający arabskojęzyczny kanał informacyjny telewizor i zamaskowanego człowieka przyznającego się do ataku w imieniu Daesh. Ekran ukazywał wielką eksplozję.

Data także była nieprzypadkowa. 11 września rodzi oczywiste skojarzenia, co jeszcze bardziej wzmacniało oddziaływanie informacji. Panika została ostatecznie wygaszona. Lokalne władze oraz przedstawicielstwa administracji centralnej zdołały przebić się z prawdziwymi informacjami. Uznano to za „głupi, sadystyczny żart”.
Czy jednak na pewno było to żart? Śledztwo dziennikarskie, przeprowadzone w tej oraz podobnych sprawach (rzekomy wybuch epidemii wirusa Ebola w Atlancie, okraszony zdjęciami zespołów lekarzy z CDC, transportujących chorego z lotniska, z grającym w tle aktualnym przebojem Beyoncé; zastrzelenie ciężarnej Afroamerykanki, także w Atlancie), nosiły ślady świetnie skoordynowanej, dokładnie przemyślanej operacji. Swoje własne śledztwo prowadziło także FBI. Tropy dziennikarskiego dochodzenia wiodły do Petersburga i osławionej „jednostki internetowych trolli” rosyjskiego wywiadu. Nie zagłębiając się w kwestie sprawstwa (zgodnie z jednym z najpopularniejszych na forach internetowych wątkiem, to przecież także mogła być „fałszywa flaga”), trzeba przyznać, że wydarzenia te pokazały, jaki potencjał mają tego typu działania.

fundacjapoint.pl