czwartek, 18 maja 2017
Kryzys paliwowy lat 70. skłonił Duńczyków do znalezienia sposobu na uniezależnienie się od zewnętrznych dostaw surowców energetycznych. Jak skutecznie uwolnić się od wycen światowych rynków i zagranicznych kontraktów? Najlepiej wykorzystać rodzime zasoby – te, do których dostęp jest nieorganiczny lub powstają jako produkt uboczny produkcji. Słońce, woda, wiatr i bio-odpady.
W 1985 rząd w Kopenhadze odrzucił plan rozwoju technologii jądrowych. Zamiast tego postanowili postawić wiatraki. Zaczęli od 100 MW. Rok później zdecydowali się na 450 MW z kogeneracji napędzanej biogazem i biomasą. Na samym początku lat 90. zaplanowali redukcję emisji dwutlenku węgla o 20 proc. i wprowadzili podatek na użycie paliw kopalnych. Na 2050 wyznaczyli datę osiągnięcia celu: pełnej niezależności energetycznej w postaci zaspakajania całość swojego zapotrzebowania OZE.
energetyka24.com
wtorek, 16 maja 2017
O tym, jak smakują badane przez nią owady badaczka mówi w rozmowie z PAP. "Na ogół owady są prażone lub smażone. Również te podawane na słodko, w czekoladzie; my na przykład robiliśmy brownie z drewnojadami. Mrówki mają kwaskowy posmak i są porównywane do cytrusów. Larwy owadów takich jak mącznik zawierają wiele tłuszczu, więc mają orzechowy posmak, podobnie jak olej rzepakowy tłoczony na zimno. Świerszcze, jeżeli zjadamy je w całości, przypominają dobrze wysmażone mięso. Szarańcze najlepsze są w panierce z ciasta. Jedwabniki są bogatym źródłem mikroelementów” - zachwala badaczka. A karaczan? To przyszłość wrocławskiej hodowli. Jeszcze nie było oficjalnej degustacji, ale badacze przewidują, że karaluchy, podobnie jak krewetki, będą wydobywane z chitynowych pancerzyków i konsumowane na ciepło.
naukawpolsce.pap.pl
wtorek, 2 maja 2017
Teoria umysłu to zdolność do wnioskowania o stanach mentalnych innych osób - ich emocjach, intencjach lub przekonaniach. Do tej pory wykazano, że posługują się nią jedynie ludzie oraz niektóre małpy z grupy człekokształtnych i ptaki z rodziny krukowatych. Przypuszczano, iż teoria umysłu nie jest obca również psom – odwiecznym towarzyszom człowieka, ale dotychczasowe badania dostarczały sprzecznych rezultatów w tej kwestii.
Tymczasem naukowcy z Uniwersytetu Medycyny Weterynaryjnej w Wiedniu (Austria) twierdzą, że w końcu udało im się wykazać, że psy dysponują teorią umysłu – przynajmniej częściowo, gdyż są w stanie zidentyfikować osobę, która posiada przydatną wiedzę; spojrzeć na świat jej oczami, by zrozumieć dawane przez nią sygnały i wykorzystać to wszystko do znalezienia ukrytego jedzenia.
W pierwszej fazie eksperymentów czworonogi miały do czynienia z tzw. informatorem (ang. knower) i zgadywaczem (ang. guesser). Informator osobiście chował jedzenie do jednego z pojemników lub widział, jak ktoś inny to robi, więc wiedział, gdzie się ono znajduje. Zgadywacz na czas ukrywania jedzenia wychodził z pokoju, bądź zasłaniał oczy, więc nie miał pojęcia, w którym pojemniku schowane są smakołyki – mógł tylko zgadywać. Badany pies nie widział z kolei, do którego pojemnika chowane było jedzenie (przesłaniała mu płyta), ale mógł zorientować się, która z osób obecnych w pokoju posiadała taką wiedzę. Pod koniec badania zarówno informator, jaki i zgadywacz wskazywali na jeden z pojemników, a pies musiał zdecydować, komu powinien uwierzyć. Eksperymenty pokazały, że 70 proc. zwierząt dokonywało trafnych wyborów.
naukawpolsce.pap.pl
Ruchy anty-pracoholistyczne podkreślają, że kluczem do wzrostu produktywności pracy jest skrócenie czasu jej trwania. Konsultant z Doliny Krzemowej Alex Soojung-Kim Pang napisał w książce „Rest: Why You Get More Done When You Work Less”, że „dekady badań pokazały, że korelacja pomiędzy liczbą przepracowanych godzin a produktywnością jest bardzo słaba”. Przekonuje, że 4-godzinny dzień pracy byłby znacznie bardziej efektywny.
W przeprowadzonych jeszcze w latach 50. na Illinois Institute of Technology badaniach dowiedziono, że naukowcy, którzy spędzają 25 godzin w miejscu pracy nie są bardziej produktywni od tych, którzy przepracowywali zaledwie 5. Uczeni pracujący przez 35 godzin byli o połowę mniej produktywni niż ich koledzy, którzy pracowali w tygodniu 20 godzin. Najmniej produktywne były osoby, które pracowały 60 albo więcej godzin. Również późniejsze badania wielokrotnie potwierdzały podobne obserwacje.
Quartz zauważył inną ciekawą zależność: najbardziej kreatywne umysły w historii pracowały bardzo mało. Organizowały one życie wokół pracy, ale paradoksalnie – nie poszczególne dni. Według dzisiejszych standardów Charles Darwin, Charles Dickens, Ingmar Bergman czy Gabriel Garcia Marquez byliby uważani za nierobów. Spędzali oni natomiast wiele czasu na, jak to nazywa Pang, „celowym odpoczynku”, który pozwalał im naładować baterie i zwiększał kreatywność.
forsal.pl
niedziela, 16 kwietnia 2017
– Od trzech lat mam w oknach styropian zamiast szyb, bo nowych nie ma sensu wstawiać. I tak wylecą. Mi to wszystko jedno, czy Rosja, czy Ukraina. Dla mnie może być tu nawet Francja, byle tylko nie strzelali! – mówi mieszkaniec Awdijiwki. Jak wygląda życie na wojnie?
Po zaśnieżonej ulicy idzie młody mężczyzna. Prowadzi za rękę kilkuletnie dziecko. Ojciec co jakiś czas przystaje i nasłuchuje. Spacer w rześki mroźny wieczór nie wydawałby się niczym szczególnym, gdyby nie to, że ulicą co jakiś czas wstrząsają eksplozje. Dwa, trzy kilometry dalej na ukraińskie pozycje wokół miasta Awdijiwka spadają właśnie pociski z rosyjskich moździerzy. Wybuchy są potężne, wyraźnie pochodzą z broni kalibru 122 mm, zakazanej przez porozumienia mińskie. Ojciec ściska kurczowo rączkę dziecka, gotowy, by w każdej chwili paść z nim na ziemię. Trzy głuche uderzenia, od których aż zatrzęsły się budynki. Tym razem pociski spadły gdzieś w mieście. Po kilku minutach do kanonady dołączają sygnały ambulansu i straży pożarnej. Mężczyzna przyśpiesza i nerwowo wyjmuje telefon z kieszeni. Zaraz zadzwoni do żony, by sprawdzić, czy jego dom jeszcze stoi.
(...)
Przed jedną z pięciopiętrowych chruszczowek na ulicy Gagarina leżą powyginane kawałki balkonu. Ludzie zatrzymują się zdezorientowani. Ktoś wskazuje na czwarte piętro. Dopiero gdy poświecić latarką, widać, że w fasadzie budynku zieje ogromna dziura po wybuchu.
W środku strażacy próbują się zorientować w sytuacji. Korytarz pozostał nienaruszony. Dopiero gdy próbują otworzyć jedno z drzwi, okazuje się, że trzeba je wyrwać z zawiasów. Strażak podważa je łomem. Na korytarz wysypuje się kupa gruzów. Piąte piętro spadło na czwarte. Czwarte przygniotło trzecie.
– Niemożliwe, by to nasi strzelali – szepcze na korytarzu jakaś staruszka. – Przecież w DNR są nasze dzieci i one dobrze wiedzą, że my tu mieszkamy!
(...)
– Nie wasze dzieci strzelały, tylko ruscy – mruczą strażacy wspinający się na wyższe piętra. Ofensywę na ukraińską Awdijiwkę prowadzi z Doniecka separatystyczny I Korpus Armijny. Jednostka ta jest ściśle podporządkowana rosyjskiej armii.
newsweek.pl
niedziela, 2 kwietnia 2017
Wiele lat temu poznałem w Kaliningradzie bardzo już starego księcia Aleksieja Chowańskiego (z tego rodu, co to go Kmicic podchodził). Jego mama była frejliną przy Aleksandrze Fiodorownej, małżonce cara Mikołaja II. Rodziców więc zaproszono w początkach 1917 na bal na dworze. A młody Aleksiej, jako paź, się przyglądał.
– Parkiet woskowany. Złote żyrandole, złote pagony. Błysk brylantów na szyjach dam. Na froncie wiodło się armii Jego Wysokości kiepsko. Ale nastroje świty były świetne. Rosła nadzieja, że wreszcie spełni się marzenie carów i narodu. Zwycięstwo w wojnie z Niemcami zapowiadało, że Rosja dostanie Cargrad [Konstantynopol] i wyjdzie na brzeg Morza Śródziemnego. A wtedy stanie się potężniejsza od wszystkich mocarstw. Rewolucją nawet nie pachniało. Nikt się nie spodziewał, że imperator wkrótce wyruszy ku stacji Dno – tak stary książę, mieszkający w nędznej klitce przy ulicy Czekistów, wspominał to, co sam pamiętał i co rodzice opowiadali mu o pewnie ostatnim carskim balu.
8 marca (według „starego”, obowiązującego w imperium kalendarza – 23 lutego) w Piotrogrodzie nie było nawet głodu, tylko kłopoty z zaopatrzeniem nieporównywalne z tymi przy bolszewikach. Zaczęły się jednak zamieszki, wybuchł strajk. Po starciu z manifestującymi na placu Znamieńskim, kiedy 11 marca zginęło 40 osób, wojsko odmówiło strzelania do ludzi i przechodziło na stronę protestujących.
Car ruszył pociągiem do Pskowa, gdzie znajdowało się dowództwo frontu północnego. Po drodze trafił na węzłową stację Dno, gdzie cały dzień czekał na Michaiła Rodziankę, marszałka Dumy. Nie doczekał się. Następnego dnia już w Pskowie abdykował w imieniu swoim i syna Aleksieja.
15 marca przestał być carem, królem Polski, wielkim księciem finlandzkim „i proczaja, i proczaja” (etc., etc.). Rosja przestała być monarchią. Skończyły się rządy dynastii Romanowów rozpoczęte 304 lata wcześniej. W kraju zaczynała się nowa smuta, czyli czas zamętu, nieskończenie bardziej krwawy i tragiczny niż ten z początków XVII wieku.
wyborcza.pl
piątek, 31 marca 2017
W czerwcu 1972 roku agent Daniel Bledsoe, nadzorujący śledztwo FBI w sprawie włamania do siedziby krajowego komitetu Partii Demokratycznej w budynku Watergate, odebrał telefon i rozpoznał głos Johna Ehrlichmana. Szef gabinetu w Białym Domu poinformował go, że dzwoni w imieniu prezydenta Richarda Nixona z poleceniem natychmiastowego zamknięcia dochodzenia. W słuchawce zapadła cisza.
– Słyszał pan, co powiedziałem? Zamkniecie śledztwo? – zapytał Ehrlichman.
– Nie – odpowiedział Bledsoe.
– Odmawia pan prezydentowi Stanów Zjednoczonych?
– Tak.
Śledztwo zostało przeprowadzone. Dwa lata później Nixon jako jedyny prezydent w historii złożył rezygnację. Pogrążyły go przecieki, które przez miesiące do „Washington Post” wypuszczał jeden z dyrektorów w FBI.
Pion wywiadowczy FBI jest jedną z 17 agencji, które składają się na potężną maszynerię amerykańskiego wywiadu. Ledwie po trzech tygodniach urzędowania prezydent Donald Trump znalazł się ze służbami w stanie wojny. Przecieki wypuszczone – najprawdopodobniej z FBI – do „Washington Post” pogrążyły jednego z jego najbliższych ludzi, wywołały polityczne trzęsienie ziemi i postawiły pytania o przyszłość samego Trumpa w Białym Domu.
(...)
Niezależnie od tego, czy źródła przecieków kierują się interesem osobistym, czy dobrem państwa, większość publikacji opartych na tajnych informacjach miała zbawienny wpływ na amerykańską demokrację. Jednym z najsłynniejszych wycieków w historii było ujawnienie przez Daniela Ellsberga, pracownika związanego z administracją think tanku Rand Corporation, rządowych raportów dotyczących wojny w Wietnamie. Pokazywały, że władza przez lata prowadziła zaplanowaną kampanię okłamywania obywateli. Po ich publikacji Nixon stworzył w Białym Domu oddział tzw. hydraulików, byłych funkcjonariuszy służb, którzy mieli zatykać wszelkie przeciekowe dziury. To oni z jego polecenia w środku nocy wtargnęli do biur w Watergate.
wyborcza.pl
Jest złotym dzieckiem swoich czasów. Jego ojciec, nowojorski deweloper, powtarzał mu w nieskończoność: „Bądź kilerem, będziesz królem”. Donald skrzydła rozwinął w latach 80., w erze Reagana, który w kilerów zapragnął zamienić wszystkich obywateli. Prezydent porwał Amerykanów wizją niespętanego żadnymi ograniczeniami indywidualizmu. Forsował gospodarczy pakiet, którego częścią była m.in. głęboka deregulacja sektora finansowego. Zdemontował postawioną w czasach Roosevelta barierę między bankami komercyjnymi, które zarządzają depozytami objętymi gwarancjami państwa, a bankami inwestycyjnymi, jak Goldman Sachs. Szybko rozmnożyły się coraz bardziej ryzykowne instrumenty inwestycyjne. W 1986 roku brytyjska ekonomistka Susan Strange w książce „Casino Capitalism” napisze: „Zachodni system finansowy w szybkim tempie zaczyna upodabniać się do ogromnego kasyna”.
„The Art of the Deal” Trumpa o kilka miesięcy wyprzedza premierę filmu „Wall Street” Olivera Stone’a, w którym kreowany przez Michaela Douglasa rekin giełdy Gordon Gekko w trzech słowach dokonuje streszczenia tamtej dekady: „Chciwość jest dobra”.
W kolejnym dziesięcioleciu Bill Clinton kontynuuje dzieło luzowania regulacji, a niejaki John Paulson otwiera fundusz hedgingowy, w którym wymyśli najsprytniejszy trik giełdowy w dziejach. Przekona bankierów, że można zarobić miliardy, sprzedając ludziom tanie kredyty mieszkaniowe, których nie mają szans spłacić, a następnie, grając na giełdzie na to, że nie spłacą. Nie spłacili i tysiącami poszli na bruk. Paulson i wielu mu podobnych zgarnęli miliardy. Gospodarka planety stanęła nad przepaścią.
wyborcza.pl
środa, 29 marca 2017
O zawrót głowy przyprawił Rosjan wielce dla ich kraju udany 2016 r. Do aktywów zaliczają przede wszystkim wybór Trumpa na prezydenta USA, Brexit i tendencje odśrodkowe w UE, która według nich nie ma przyszłości. Jest też wielki sukces militarny, czyli zdobycie Aleppo przez syryjską armię wspieraną przez rosyjskie wojska.
Są również pasywa, o których w Rosji starają się nie mówić: krwawy kryzys ukraiński, trwająca od dwóch lat recesja i związany z nią spory spadek poziomu życia obywateli. Duma wywołana tym, że ojczyzna „wstała z kolan”, pozwala jednak zwykłym obywatelom nie zwracać uwagi na niedogodności dnia codziennego.
wyborcza.pl
poniedziałek, 27 marca 2017
W 2016 r. furorę zrobił termin postprawda. Polityka była post, internet był post, media i wybory także. Postprawda to taki nowiutki eufemizm na kłamstwo, w którym to, co nieprawdziwe, podane jest na tacy razem z prawdami, tak że odbiorca jedno i drugie uznaje za wiarygodne. Kiedyś taką działalność nazywano tradycyjnie manipulacją, dziś, w czasach internetu, gdy kłamstwa, półprawdy i manipulacje rozchodzą się z prędkością błyskawicy, stworzono na taką działalność odrębną kategorię. I tak Donald Trump wygrał, bo zmieszał prawdę z nieprawdą i zrobił ludziom taki mętlik, że nie potrafili już odróżnić dobrego od złego. Austriacki populista o mało nie wygrał w wyborach prezydenckich, bo kłamał tylko w co trzecim zdaniu, a nie w każdym. A Wyspiarze zagłosowali za brexitem, bo zgłupieli zupełnie i dali się omamić gościom o mentalności hejterów.
forsal.pl
poniedziałek, 6 marca 2017
Michał Sutowski: - Niemiecki sukces opierał się na eksporcie towarów produkowanych przez niemiecki przemysł. Cały układ działa tak długo, jak długo na zewnątrz Niemiec trwa popyt na wasze towary. Zadłużone południe Europy już ich nie kupi. Czy niemieckie elity – rząd, kręgi gospodarcze – mają świadomość, że muszą wymyślić coś innego?
Prof. Klaus Dörre: Globalny kryzys gospodarczy lat 2007-09 pokazał, że model neoliberalny doszedł do ściany i miało to konsekwencje także dla modelu niemieckiego, opartego na eksporcie. Niemcy przetrwały jednak kolejne lata w relatywnie dobrej kondycji, a to dzięki częściowemu uniezależnieniu się od popytu z Europy. Po kryzysie bardzo wzrosła wymiana handlowa, a zwłaszcza eksport towarów niemieckich do Chin, i to właśnie chiński popyt był tu decydujący. Drugi element to USA, które stały się w międzyczasie największym partnerem handlowym Niemiec, a więc nasz eksport wyszedł za ocean.
- I tak będziecie „uzewnętrzniać” źródła waszego sukcesu w nieskończoność?
W nieskończoność się nie da, a już teraz widać co najmniej trzy zagrożenia. Po pierwsze, państwa BRICS, w tym Chiny, nie rosną już tak gwałtownie jak kiedyś. Do tego rząd chiński nakłada coraz to kolejne zobowiązania, regulując wstęp na swój rynek – od samego zresztą początku niemieckie przedsiębiorstwa musiały godzić się na daleko idące koncesje. Np. Volkswagen, który budował tam fabrykę, musiał znosić fakt, że tuż obok Chińczycy postawili niemal identyczną jej kopię. Ten proces postępuje i nie wiadomo, jak długo i do jakiego stopnia ekspansja niemiecka w tym kierunku będzie możliwa. Po drugie, zwycięstwo Donalda Trumpa czyni rynek amerykański mocno nieprzewidywalnym. Nie wiemy dziś, ile ze swych zapowiedzi nowy prezydent spełni, ale obiecywał ochronę rynku i wsparcie rodzimych producentów, a zatem jeśli nie tracimy tamtego rynku zupełnie, to jednak staje się on niepewny jako źródło popytu. Po trzecie wreszcie, za sprawą polityki oszczędnościowej popyt w Unii Europejskiej również nie jest oszałamiający i to nie tylko w krajach najsilniej dotkniętych kryzysem. Dla UE jako całości dopiero w zeszłym roku uzyskaliśmy poziom sprzed kryzysu. Krótko mówiąc: należy się przygotować na świat, w którym rynki wschodzące nie będą rosnąć zbyt szybko i gdzie „sekularna stagnacja” będzie normą. Także model niemiecki musi się do tego dostosować.
krytykapolityczna.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)




