Cały plan Emmanuela Macrona zasadza się na wykorzystaniu ostatnich atutów Francji i odzyskaniu w oparciu o nie dawnej roli Paryża w Unii Europejskiej. Nie przypadkiem więc wspomniał o wielkich, historycznych poprzednikach.
Dzięki konsekwentnej polityce trzech prezydentów: Charlesa de Gaulle, Georgesa Pompidou oraz Valéryego Giscarda d'Estaing V Republika zapewniła sobie własny arsenał atomowy, jak i zdolność do budowy elektrowni zasilanych energią uzyskiwaną z rozszczepienia jąder atomu (przede wszystkim z izotopów uranu).
Dzięki temu w latach 1974-1985 w ramach Planu Messmera zbudowano 56 cywilnych reaktorów jądrowych, które zaspokoiły ok 80 proc. zapotrzebowania Francji na energię elektryczną.
Ta bezcenna spuścizna o mały włos nie została zaprzepaszczona. Z początkiem XXI w. kolejni prezydencji coraz bardziej ulegali idei odchodzenia od energii jądrowej.
Wreszcie wywodzący się z Partii Socjalistycznej prezydent François Hollande zapowiedział w 2015 r. stopniowe wygaszanie reaktorów oraz zastępowanie ich farmami wiatrowymi i elektrowniami słonecznymi.
Macron po zwycięskich wyborach w 2017 r. podtrzymał to zobowiązanie. Przez pierwsze lata rządów dążył, by do 2025 r. zapewniały one Francji już tylko 50 proc. potrzebnej energii elektrycznej, resztę zaś gwarantowało OZE.
Te działania wzbudziły tężejący opór elit V Republiki. Pojawiające się w mediach odpryski wskazywały, że francuskie deep state (głębokie państwo), tworzone przez urzędników i tajne służby, jest wrogie wobec takich pomysłów.
Świadczyły o tym artykuły prasowe, obwiniające Niemców o to, że stoją za próbą likwidacji francuskiej energetyki jądrowej, publikowane m.in. przez "L'Express", jak i specjalistyczne raporty.
Najgłośniejszy, upublicznionym w czerwcu 2023 r. przez École de Guerre Economique (EGE) wprost oskarżał niemiecki rząd o zakulisowe próby niszczenia największych atutów Francji, aby tak redukować jej rolę w UE.
"Aby osłabić przemysł i ogólnie francuską gospodarkę oraz zapewnić sobie własną hegemonię w tych obszarach na szczeblu europejskim, Niemcy destabilizują francuski przemysł jądrowy" - oskarżała EGE Berlin. Wskazując przykłady lobbingu za pośrednictwem: fundacji, niemieckich służb dyplomatycznych oraz instytucji unijnych, zmierzającego do wygaszenia elektrowni jądrowych we Francji.
W tym czasie Macron dokonał wolty o 180 stopni i stał się wielkim entuzjastą wszystkiego, co związane z energią atomową.
Ruszył program remontów i modernizacji elektrowni zbudowanych w ramach Planu Messmera. Tak uratowano je przed zamknięciem a V Republikę przed konicznością importu energii elektrycznej.
Powstały plany budowy reaktorów nowej generacji. (...)
Dzięki reaktorom Francja stała się głównym eksporterem prądu w Unii i do tego jeszcze gwarantem stabilności systemów energetycznych: Niemiec, Włoch, Hiszpanii oraz Holandii. Francja ratowała sąsiadów przed skutkami olbrzymich wahań mocy wywołanych zależnością OZE od zmian pogody. Jednocześnie udawało się sukcesywnie obniżać koszty produkcji prądu.
- Cena hurtowa prądu w przyszłym roku wyniesie 55 euro za MWh we Francji, 93 euro w Niemczech i 107 euro za MWh we Włoszech. To kluczowe - podkreślił w swym przemówieniu Macron.
Zatem Francja jest jednym z nielicznych państw UE, które posiada zdolność produkowania relatywnie taniej energii, w ilościach zdecydowanie powyżej własnych potrzeb, a jednocześnie codzienne zmiany pogodowe nie wywierają na to wpływu. Czyli stała się całkowitym przeciwieństwem Niemiec.
Macron zamierza ten fakt wykorzystać, realizując "Plan d'électrification des usages" (Plan elektryfikacji procesów użytkowych). Opracował go zespół ekspertów, nadzorowany przez ministra gospodarki i finansów Rolanda Lescure. Wyszczególniono w nim 22 obszary, w których wprowadzone zostaną zmiany.
Brzmi skomplikowanie, lecz da się ująć w prosty sposób.
Rząd Francji zamierza wymusić szybką i masową elektryfikację. Tak aby energia elektryczna na stałe zastąpiła inne jej źródła dla: całego transportu drogowego, przemysłu, rolnictwa oraz budynków. Francja chce osiągnąć te cele, oferując dotacje i wsparcie, w połączeniu z administracyjnymi zakazami i nakazami.
(...)
Na realizację tego, co obiecał Macron, francuski rząd planuje przeznaczać rocznie 10 mld euro.
Jednocześnie ruszyły przygotowania do budowy sześciu nowych reaktorów jądrowych typu EPR2 o łącznej mocy 10 MW. Zaś kontrolowany przez państwo koncern energetyczny EDF otrzymał zadanie przygotowania do końca 2026 r. szczegółowych planów zbudowania kolejnych ośmiu reaktorów.
Wszystkie to ma prowadzić do osiągniecia kilku celów jednocześnie. Paryż pragnie zdecydowanie ograniczyć swą zależność od zagranicznych dostawców gazu i ropy naftowej (a już zwłaszcza ze Stanów Zjednoczonych). Jednocześnie chce jeszcze mocniej uzależniać sąsiednie państwa od francuskiego prądu, taniego i przewidywalnego. Dlatego też operator sieci energetycznych Francji RTE przedstawił plan wydania 100 mld euro w ciągu najbliższych 15 lat na ich modernizację i rozbudowę. Tak aby zyskały zdolność przesyłania jak największej ilości energii na coraz większe odległości. Wszystko pod całkowitą kontrolą francuskiego rządu.
I tu plan Macrona zderza się czołowo z "European Grids Package". Czyli przyjętą w grudniu 2025 r. przez Komisję Europejską strategią zakładającą wydanie 1,2 biliona euro na modernizację, rozbudowę i centralizacji sieci energetycznej w Unii.
Dzięki realizacji tego projektu, gdy w wietrzne i słoneczne dni w krajach takich jak Niemczy czy Hiszpania nastąpi nadprodukcja energii elektrycznej, byłaby ona dystrybuowana na obszarze całej UE. Tak unikano by masowych odłączeń OZE, groźby przeciążenia sieci, kosztownych dla koncernów energetycznych i państw "ujemnych cen energii" i przede wszystkim jej marnotrawienia.
Ale "European Grids Package" zakłada, że to unijne instytucje będą decydowały o przebiegu "autostrad energetycznych" i przejmowały kontrolę nad energetyczną infrastrukturą, dystrybucją prądu, a także czerpały przychody z opłat przesyłowych.
Jest to zatem kolejny krok ku zwiększeniu realnej władzy Komisji Europejskiej. Paryż montuje więc koalicję państw, by zablokować plany Brukseli. Co ciekawe, pierwsze zgłosiły się do niej: Szwecja, Finlandia oraz Polska.
interia.pl