Administracja Władimira Putina zażądała od kontrolowanych przez siebie mediów, aby przestały relacjonować skutki ukraińskich ataków na Rosję. W otoczeniu rosyjskiego prezydenta pojawił się pomysł, by za tego typu publikacje wprowadzić surowe kary.
Takie ustalenia przekazał portal Werstka, powołując się na trzy źródła w prorządowych mediach. Według nich takie polecenie miało nadejść z Kremla w drugiej połowie czerwca.
— Naciskali, żebyśmy zaprzestali publikowania nagrań i zdjęć pokazujących skutki ukraińskich ataków na nasze terytorium. Mamy za to częściej prezentować efekty naszych uderzeń — powiedział jeden z rozmówców redakcji. Inne źródło zauważyło, że na Kremlu wyrażono niezadowolenie z faktu, iż propaganda szeroko pokazuje konsekwencje ukraińskich ataków "z każdej strony".
Po tym poleceniu wiele dużych kanałów na Telegramie współpracujących z administracją prezydenta lub Ministerstwem Obrony, w tym Mash, Baza i Shot, gwałtownie ograniczyło publikacje dotyczące ataków lub całkowicie przestało o nich informować. Praktycznie nie relacjonowano m.in. ataków na rafinerie w Sławiańsku-na-Kubani i Kstowie w obwodzie niżnonowogrodzkim, a także na zakład obronny w Penzie. Co więcej, część kanałów usunęła wcześniej opublikowane zdjęcia i filmy przedstawiające skutki uderzeń na Moskwę.
Jedno ze źródeł zaznaczyło, że w wielu regionach takie ograniczenia dla mediów funkcjonują już od dawna, a za ich łamanie grozi odpowiedzialność administracyjna. Jednocześnie, jak twierdzi, w otoczeniu Władimira Putina "są jastrzębie, które domagają się wprowadzenia kar więzienia — i to na długie lata — za tego typu publikacje", jednak osoby odpowiedzialne w administracji prezydenta "nie chcą doprowadzać do takich represji".
onet.pl\The Moscow Times