Iran ponownie atakuje rakietami Izrael, który bombarduje terytorium Republiki Islamskiej. Beniamin Netanjahu zignorował Donalda Trumpa, który nakłaniał go do odstąpienia od eskalacji. Do wymiany ciosów włączyli się także Huti w Jemenie, atakując centralny Izrael.
Pytanie o to, kto zaczął i sprowokował eskalację, jest pytaniem o pierwszeństwo jajka czy kury.
- Cahal zwalcza Hezbollah na południu Libanu, żeby zapewnić bezpieczeństwo północnemu Izraelowi.
- Hezbollah nie zgodził się na ograniczenie ataków, dopóki Cahal okupuje południe. Stąd powtarzające się ataki rakietowe i dronowe, także na północny Izrael.
- Premier Netanjahu ogłosił, że Izrael nie będzie atakował Bejrutu, jeżeli Hezbollah nie będzie atakował północnego Izraela. Ponieważ ataki miały miejsce, bomby spadły w stolicy Libanu.
- Iran zapowiedział atak na Izrael, jeżeli Cahal zbombarduje Bejrut. Stąd nocny atak pociskami balistycznymi na północny Izrael.
- Izrael odpowiedział pomimo rozmowy telefonicznej, w której Trump przekonywał Netanjahu do zachowania spokoju, skoro w ataku irańskim nikt nie zginął. Izraelczycy zbombardowali kilkanaście celów w zachodnim i centralnym Iranie, w tym zakłady petrochemiczne.
- Iran odpowiada na ataki Izraela. Do walki włączyli się Huti z Jemenu, wystrzeliwując rakietę balistyczną w kierunku Tel Awiwu.
- Wymiana może, choć nie musi, potrwać.
Otwierające salwy walk między Izraelem a Iranem ilustrują obecną rzeczywistość na Bliskim Wschodzie, zmienianą przez wojnę z Iranem.
Po pierwsze, sojusz irański w regionie. Iran bardzo poważnie traktuje swoje zobowiązania wobec sojuszników (ang. proxy) w regionie i gotów jest używać siły w ich obronie. Teheran od końca lat 80. ubiegłego wieku wspierał Hezbollah, lecz dopiero teraz otwarcie zaatakował Izrael w jego obronie. Co więcej, aktywizacja Hutich pokazuje, że jest to aktywna sieć zależności. Warto podkreślić, że atak z Jemenu został skoordynowany z równoczesnym atakiem rakietowym z Iranu. Amerykanom i Izraelczykom nie udało się rozbić irańskiego sojuszu podczas negocjacji, a Teheran nie jest gotowy „przehandlować” Hezbollahu czy Hutich, na przykład w zamian za ustępstwa gospodarcze.
Po drugie, asertywność Teheranu. Donald Trump miał rację, mówiąc, że wojna już doprowadziła do zmiany reżimu w Iranie. Rzeczywiście Republiką Islamską rządzą obecnie ludzie bardziej skłonni do użycia siły niż ich poprzednicy z ajatollahem Alim Chamaneim na czele. W przeszłości Teheran działał w sposób bardziej subtelny i zakulisowy, przede wszystkim grając groźbami i dokonując zamachów, od których Republika Islamska przynajmniej nominalnie się odcinała. Teraz Irańczycy, posiadający duże zdolności militarne i jeszcze większe możliwości adaptacji i odbudowy sił, w sposób otwarty opierają swoje argumenty na sile. Nie obejmuje to jedynie siły kinetycznej, rakiet i dronów, ale także zdolności cybernetyczne, wojnę informacyjną i możliwość oddziaływania na gospodarkę globalną.
Po trzecie, kolejny cios został zadany pozycji Stanów Zjednoczonych. Tym razem uderzenie przyszło ze strony bliskiego sojusznika – Izraela. Po nocnym ataku irańskim na Izrael Donald Trump telefonicznie rozmawiał z Beniaminem Netanjahu, nieskutecznie odwodząc go od eskalacji. Z doniesień prasowych wynika, że był przekonany, iż udało mu się zażegnać eskalację, która może pokrzyżować plany zakończenia wojny i wycofania się Stanów Zjednoczonych z konfliktu rozpoczętego w dużej mierze za namową Izraela.
Netanjahu stał przed wyborem pomiędzy sojuszem a władzą. Przytłaczająca większość Izraelczyków popiera wojnę z Iranem i uważa, że należy zniszczyć Hezbollah w Libanie, a każdy atak z Iranu musi spotkać się z miażdżącą odpowiedzią. Sentyment ten popierają politycy od lewa do prawa sceny politycznej. Oznacza to, że powstrzymanie się od zbombardowania Iranu z dużym prawdopodobieństwem oznaczałoby dla Netanjahu utratę władzy jesienią. Dokonał wyboru politycznego, argumentując, że bezpieczeństwo Izraela jest na pierwszym miejscu, a regionalne zakusy Teheranu muszą być kontrowane.
Obecna wymiana ciosów pokazuje, jak niebezpieczny jest brak porozumienia i rozwiązania konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Brak regionalnego uregulowania sporu pokazuje, że każdy z graczy może zainicjować serię wydarzeń prowadzącą do eskalacji. Może ona także wyniknąć z niewielkiego, wymykającego się spod kontroli incydentu, w którym jedna ze stron ponosi niemożliwe do zaakceptowania straty.
Iran i Izrael wypracowują obecnie parametry konfliktu z pominięciem Stanów Zjednoczonych. Iran pokazuje, że atak na jednego sojusznika jest atakiem na wszystkich i wymaga zbrojnej odpowiedzi wszystkich razem. Izrael stara się podważyć tę formułę, zachowując zdolność do niezależnego prowadzenia serii małych wojen i atakowania każdego wroga według własnego uznania.
dnbw.substack.com