sobota, 20 grudnia 2025



— Spokojnie jedzą śniadanie w domu, popijają kawkę i myślą, jak moralnie postępują (…). Ostatecznie jednak za to zapłacą — ocenił w sobotę na konferencji prasowej Viktor Orban, komentując decyzję liderów UE o pożyczce dla Ukrainy w wysokości 90 mld euro (ok. 380 mld zł), która ma zostać sfinansowana z reparacji wojennych uzyskanych od Rosji.

Premier Węgier stwierdził także, że unijny przywódcy mówią o moralności "pomagania małemu krajowi, który został zaatakowany, choć nie jest on taki mały i nie wiadomo, kto kogo zaatakował".

— W miniony czwartek w Brukseli odbyła się "rada wojenna", a nie polityczny szczyt Rady Europejskiej — ocenił Viktor Orban, cytowany przez serwis HVG. Węgierski premier wyraził także zadowolenie, że kraje UE nie zdecydowały się sięgnąć po zamrożone rosyjskie aktywa.

onet.pl


Rosjanie za pośrednictwem saudyjskiego księcia Mohammeda bin Salmana przekazali specjalnemu wysłannikowi USA Steve'owi Witkoffowi zaproszenie na spotkanie z Putinem, stawiając warunek. Witkoff musiał przyjechać sam, bez tłumacza ani towarzyszących mu służb - podał "Wall Street Journal", powołując się na źródła.

Według "WSJ" przywódca Rosji Władimir Putin przestudiował biografię wysłanników prezydenta USA Donalda Trump, oddelegowanych do rozmów z Kremlem w sprawie zakończenia wojny z Ukrainą.

Generał Keith Kellogg, pełniący urząd prezydenckiego wysłannika na Ukrainę, okazał się nie być dobrym rozmówcą dla rosyjskich władz, ponieważ jego córka ma fundację pomagającą Ukraińcom, cierpiącym wskutek rosyjskiej inwazji.
Dziennik zauważył, że z czasem Kellogg został odsunięty od kontaktów z Rosjanami, a jego rolę przejął Steve Witkoff po stronie USA i Kiriłł Dmitrijew po stronie Rosji. Dmitrijew urodził się w Ukrainie i studiował w Stanach Zjednoczonych; po objęciu władzy przez Putina przeprowadził się do Rosji, gdzie pracował dla amerykańskich firm, m.in. dla Goldman Sachs.

Opisując dotychczasowe relacje USA i Rosji, "WSJ" zauważył, że zajmowały się nimi odpowiednie struktury i odpowiadali za nie ludzie wykwalifikowani i znający zwyczaje Rosjan. "Dziś te struktury są nieobecne" - napisał dziennik. Stany Zjednoczone od czerwca nie mają ambasadora w Moskwie, a urząd zastępcy sekretarz stanu ds. europejskich i euroazjatyckich nie jest obsadzony.

Dziennik podkreślił, że obecnie za relacje między Moskwą a Waszyngtonem odpowiadają biznesmeni, co jest czymś nowym.

"WSJ", powołując się na źródła, zwróciła uwagę na to, że Witkoff miał odmawiać korzystania ze wskazówek i instrukcji od CIA przed swoją wizytą w Moskwie. "Twierdził, że Putin powiedział mu, że na spotkanie z nim musi przyjść sam" - napisała gazeta. Departament Stanu miał utworzyć specjalną grupę roboczą, aby wspierać Witkoffa, ale członkowie tego zespołu i inni urzędnicy administracji przekazali, że ciężko było im uzyskać - na przykład - notatki ze spotkań specjalnego wysłannika.

Przez dekady starsi rangą urzędnicy administracji USA, odwiedzający Rosję, byli instruowani w oparciu o książkę znaną jako Moscow Rules (Zasady Moskwy).  Opisuje ona niebezpieczeństwa, jakie wiążą się z wizytami w Rosji i współpracą z obywatelami tego kraju. Witkoff miał nie skorzystać także z tej pomocy.

Jednocześnie wysoki rangą urzędnik Białego Domu powiedział "WSJ", że Witkoff jest świadomy zarzutów ze strony reszty administracji, ale podróżuję z ochroną dyplomatyczną i uczestniczy w spotkaniach Rady Bezpieczeństwa Narodowego, Narodowej Agencji Wywiadowczej czy też w spotkaniach z sekretarzem stanu USA Markiem Rubio. Witkoff po swoich spotkaniach z Putinem dzwoni do Trumpa, wiceprezydenta USA J.D. Vance'a i Rubio, komunikując się przez bezpieczną linię z ambasady USA w Moskwie.

Gazeta przypomniała, że Witkoff w trakcie swojej kariery na rynku nieruchomości wielokrotnie robił interesy z rządzącymi na Bliskim Wschodzie rodzinami. Dlatego kontakt z następcą tronu Arabii Saudyjskiej Mohammedem bin Salmanem, który przekazał mu zaproszenie na Kreml, miał ułatwiony.

Według "WSJ" plan Putina na pierwsze spotkanie z Witkoffem zakładał sprawdzenie, czy rzeczywiście sprzyja on Rosji. Jeśli rozmowa przebiegnie pomyślnie, to na Witkoffa miał czekać prezent. Specjalny wysłannik USA dostał od rosyjskiego przywódcy nagrodę, która miała utrwalić ich relacje. Z łagru został wypuszczony Marc Fogel, nauczyciel historii w liceum przy ambasadzie USA w Moskwie, który został skazany na 14 lat kolonii karnej za posiadanie medycznej marihuany na moskiewskim lotnisku.

Prezenty mają być istotną częścią relacji biznesowej, którą nawiązuję Moskwa z Waszyngtonem poprzez współpracę Witkoffa i Dmitrijewa. W grudniu po szóstym spotkaniu z Putinem, rosyjska firma produkująca kawior wysłała Witkoffowi około 5 kg czerwonego kawioru. Gazeta zwróciła uwagę, że jest to wyrób firmy ze średniej półki cenowej, która chce sprzedawać swoje produkty pod etykietą "Trumpovka". Biały Dom zaprzeczył, tym doniesieniom.

Nie jest to jedyny produkt, który nawiązuje do administracji Trumpa. Dmitrijew po wizycie Witkoffa w Moskwie wstawił na platformę X zdjęcie butelki wódki ze zdjęciem Trumpa, która stoi na tle Placu Czerwonego z napisem: "Make Vodka Great Again".

PAP


Specjalny wysłannik Kremla Kiriłł Dmitrijew przybył w sobotę do Miami na Florydzie, gdzie mają odbyć się rozmowy między delegacjami USA i Rosji - poinformowała agencja AFP, powołując się na źródła w kręgach rosyjskich. Media podają, że stronę amerykańską będą reprezentować Steve Witkoff i Jared Kushner.

Na krótko przed przylotem do Miami Dmitrijew na platformie X odniósł się do artykułu dziennika "Wall Street Journal", w którym opisana jest m.in. budowa jego relacji z Witkoffem. Przedstawiciel Władimira Putina zarzucił amerykańskiej gazecie podjęcie kolejnej próby zrujnowania wysiłków na rzecz pokoju w Ukrainie.

Jego zdaniem więziony przez Rosję Marc Fogel został uwolniony na prośbę Amerykanów, a nie, jak to opisała gazeta, w prezencie dla Witkoffa za dobrą postawę w trakcie rozmowy z przywódcą Rosji Władimirem Putinem. Zaprzeczył również jakoby strona rosyjska miała prosić, aby wysłannik USA udał się na Kreml bez służb, a także doniesieniom o kawiorze jakoby sprezentowanym Witkoffowi przez Rosjan.

Portal Politico podał wcześniej, że delegacje USA i Rosji spotkają się w weekend w Miami w ramach rozmów na temat zakończenia wojny w Ukrainie. W skład rosyjskiej delegacji ma wejść Dmitrijew, a stronę amerykańską będą reprezentować wysłannicy prezydenta USA Donalda Trumpa, Steve Witkoff i Jared Kushner.

Rozmowy odbędą się krótko po negocjacjach w Berlinie z udziałem Ukrainy oraz Witkoffa i Kushnera, a także po szczycie w stolicy Niemiec, na którym europejscy przywódcy ogłosili, że USA i Europa zobowiązały się do współpracy nad zapewnieniem Ukrainie gwarancji bezpieczeństwa w razie zakończenia wojny.

W piątek Witkoff rozmawiał w Miami z ukraińską delegacją z sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Rustemem Umierowem.
Według dziennika "Financial Times" Dmitrijew jest jednym z architektów ujawnionego przez media w listopadzie planu pokojowego dla Ukrainy, współtworzonego przez "grupę rosyjskich i amerykańskich urzędników", który przez Ukrainę i jej sojuszników został oceniony jako nie do zaakceptowania.

PAP


Przez ponad cztery godziny Władimir Putin odpowiadał na pytania wybranych obywateli, propagandystów oraz nielicznych dziennikarzy podczas dorocznego telewizyjnego maratonu. Występował jako opiekun narodu, zatroskany o stan szkół, dróg i szpitali. Pokazywał się jako przystępny przywódca, który potrafi rozmawiać o miłości, literaturze i rodzinie. I jako niemal wszechwiedzący władca, który na każdy temat — czy to oszustw telefonicznych, czy handlu z Chinami — potrafi wyrecytować wszystkie fakty.

Putin wpadał w złość tylko wtedy, gdy rozmowa schodziła na Europę. Wiele z jego wypowiedzi były doskonale znanymi kłamstwami. Twierdził np., że to nie Rosja, tylko Zachód rozpoczął wojnę w Ukrainie. Albo że to nie Rosjanie zagraża Europejczykom, tylko odwrotnie.

Tym razem Putin miał dla Europejczyków nowe przesłanie: wasz wielki przyjaciel i obrońca, Stany Zjednoczone, zostawiły was na lodzie! Kremlowski despota obrał sobie za cel sekretarza generalnego NATO, Marka Rutte, który niedawno wprost ostrzegał przed wojną z Putinem: Jesteśmy następnym celem Rosji.

Rosyjski prezydent odpowiedział kpiną, powołując się na Narodową Strategię Bezpieczeństwa prezydenta USA Donalda Trumpa. — USA są kluczowym graczem i głównym sponsorem NATO [...]. W nowej strategii bezpieczeństwa Rosja nie jest wymieniana ani jako wróg, ani jako cel. Ale sekretarz generalny NATO przygotowuje się na wojnę przeciwko nam. Czy ty w ogóle umiesz czytać?

Zdaniem Putina bez wsparcia Stanów Zjednoczonych NATO nie jest w stanie przeciwstawić się jego krajowi, a czasy, gdy Amerykanie próbowali powstrzymać Rosję, już minęły.

Faktycznie, w najważniejszym dokumencie strategicznym rządu USA nie pada ani jedno krytyczne słowo pod adresem Rosji. Trump zapowiada jedynie zakończenie wojny w Ukrainie, a następnie przywrócenie bezpieczeństwa w Europie — lecz nie pojawia się żadna krytyka wobec Rosji jako strony prowadzącej wojnę. Zupełnie inaczej Trump traktuje Unię Europejską: Biały Dom nazywa UE zagrożeniem dla krajów Europy i zapowiada poparcie dla "oporu" wobec Unii.

W świetle tych wydarzeń Putin prezentuje się jako pewny zwycięstwa również w Ukrainie. Chwalił się postępami "na całej linii frontu", zachwalał masową produkcję dronów i oświadczył, że w tym roku ponad 400 tys. Rosjan "dobrowolnie" zgłosiło się do służby wojskowej. Równie wymowne było to, o czym nie wspomniał: o kryzysie gospodarczym w swoim kraju i setkach tysięcy zabitych żołnierzy.

Putin nie kryje swoich planów na przyszły rok: wojna za wszelką cenę.

onet.pl

piątek, 19 grudnia 2025



W trakcie szczytu w dniach 18–19 grudnia Rada Europejska (RE) nie zgodziła się na udzielenie Ukrainie tzw. pożyczki reparacyjnej z wykorzystaniem rosyjskich aktywów. Postanowiono jednak zapewnić Kijowowi nieoprocentowany kredyt w wysokości 90 mld euro w oparciu o wspólne zadłużenie zaciągnięte przez UE na rynkach i zabezpieczone jej budżetem. Osiągnięcie jednomyślności przez RE w tej sprawie stało się możliwe dzięki wyłączeniu Czech, Słowacji i Węgier z finansowych gwarancji na zaciągniętą przez UE pożyczkę. Pozostałe państwa działają na podstawie art. 20 Traktatu o Unii Europejskiej, zezwalającego grupie państw na podjęcie tzw. wzmocnionej współpracy z użyciem instytucji unijnych w celu m.in. ochrony interesów UE.

Pożyczka ma pokryć dwie trzecie ukraińskiego zapotrzebowania na zewnętrzną pomoc finansową w latach 2026–2027 (pozostałą część mają zabezpieczyć inni partnerzy z grupy G7 – oprócz Stanów Zjednoczonych). Ukraina będzie zobowiązana do zwrotu kredytu tylko w przypadku wypłacenia jej przez Rosję reparacji. Jeżeli to nie nastąpi, RE zastrzega sobie prawo do użycia zamrożonych na terytorium UE aktywów Centralnego Banku Rosji w celu spłacenia wierzytelności.

Pomoc finansowa dla Ukrainy po 2027 r. będzie mogła być udzielona bezpośrednio z budżetu UE w ramach wieloletnich ram finansowych na lata 2028–2034 (propozycja Komisji Europejskiej opiewa na 100 mld euro). Nadal mają trwać prace nad zaproponowanym przez KE rozporządzeniem o tzw. pożyczce reparacyjnej. Była ona wcześniej preferowanym przez Komisję i większość państw instrumentem dalszego finansowania Ukrainy, ale Radzie Europejskiej nie udało się osiągnąć porozumienia z powodu sprzeciwu m.in. Belgii.

(...)

Komentarz

Rada Europejska zdecydowała się na scenariusz, który zabezpiecza doraźne interesy Ukrainy, ale zarazem unaocznia unijną porażkę, gdyż odkłada decyzje dotyczące rosyjskich aktywów. Próby osiągnięcia kompromisu przez szefa RE Antónia Costę w sprawie zabezpieczeń dla Belgii w związku z „pożyczką reparacyjną” nie zyskały jej uznania i wzbudziły wątpliwości prawne Francji oraz Włoch. Nieskuteczna okazała się też silna presja Niemiec i Komisji Europejskiej na przeforsowanie „pożyczki reparacyjnej”. Wspólne zadłużenie nie rodzi natychmiastowego obciążenia dla budżetów 24 państw członkowskich, choć może mieć wpływ na ocenę ich wiarygodności kredytowej. Jednym z warunków pożyczki ma być także wzmocnienie europejskiego i ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego, co prawdopodobnie oznacza m.in. finansowanie z niej ukraińskich zakupów zbrojeniowych w UE.

Istnieje ryzyko, że najbardziej sprzyjający moment polityczny na wykorzystanie rosyjskich pieniędzy dla finansowania Kijowa właśnie minął. Perspektywa powrotu do scenariusza „pożyczki reparacyjnej” w przyszłości może jednak służyć jako karta przetargowa w relacjach UE z USA i Rosją. Od początku negocjacji rosyjsko-amerykańskich największe państwa europejskie wyrażały niezadowolenie z powodu biernej roli Europejczyków w tym procesie. Rozporządzenie Rady UE z 12 grudnia przedłuża zamrożenie rosyjskich aktywów do czasu zakończenia wojny i wypłacenia przez Rosję reparacji, co minimalizuje ryzyko odmrożenia ich w przypadku sabotowania przedłużenia sankcji przez Węgry lub Słowację. Użycie aktywów do wsparcia Ukrainy może być jednak blokowane również w przyszłości przez państwa członkowskie zaniepokojone perspektywą nacjonalizacji swoich aktywów w Rosji.

Unijna pomoc ma fundamentalne znaczenie dla stabilności finansowej Ukrainy w ciągu najbliższych dwóch lat. Według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego (zob. Ukraina: nierealistyczny budżet na 2026 rok) potrzeby Kijowa na lata 2026–2027, na które do tej pory nie było zagwarantowanych środków, sięgają 63 mld dolarów, a dotychczasowe formy pomocy w dużym stopniu zostały już wyczerpane – m.in. do listopada br. Kijów otrzymał blisko 35 z 50 mld dolarów z mechanizmu Extraordinary Revenue Acceleration Loans for Ukraine (ERA; zob. Szczyt G7: zapowiedź 50 mld dolarów finansowania dla Ukrainy), będących pożyczkami grupy G7 oraz 24,5 mld z ponad 38 mld euro z Instrumentu na rzecz Ukrainy (Ukraine Facility) z części przeznaczonej na wsparcie budżetowe.

Decyzja o odłożeniu przez UE opcji wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów na potrzeby Ukrainy została przyjęta przez Kreml z satysfakcją i odebrana jako słabość państw członkowskich. W ostatnich miesiącach Rosja podejmowała intensywne działania, aby storpedować unijne plany uruchomienia tej opcji. Na początku grudnia Centralny Bank Rosji złożył do moskiewskiego sądu pozew przeciwko instytucji finansowej Euroclear, domagając się zwrotu aktywów i rekompensaty poniesionych straty (na łączną sumę ok. 230 mld euro). Ponadto rosyjskie władze straszyły konfiskatą prywatnych aktywów zachodnich podmiotów w Rosji. Europejskie agencje wywiadowcze informowały także o próbach zastraszenia belgijskich polityków i kierownictwa wyższego szczebla w sektorze finansowym. W tym kontekście można też rozpatrywać wzmożoną aktywność dronów paraliżujących belgijskie lotniska.

osw.waw.pl


✍️ Magyar’s poetry: Deep strikes, castration of the "needle", and Ukrainian struggle. 

The night of December 18–19 painted the swamps in multicolored “debris” from the Free Ukrainian Bird – across land and water alike.

Different components of the Defense Forces’ deep-strike system worked in unison.

A palette of dozens of critical, energy, and military infrastructure targets of the occupier, both in the swamps and in the temporarily occupied territories.

Deep-strike “sanctions” grind the rock down – until granite that looked solid from the outside turns out to be limestone.

“They are charged and invincible,” we keep hearing – nonsense.

Fear the wolves, and we’ll be remembering “three days” for a long time yet – the worm’s axe may still be sharp in places, but the branch bites back.

Worm oil has stiffened below $35, while the swamp’s annual military budget is calculated at $59 per barrel.

We know how to count. Especially other people’s money.

But here the arithmetic matters – castration of the “Koshchei’s needle” inevitably drowns the swamp.

Relentless pecking of all its elements – fuel, energy, chemicals, military industry, physical destruction of enemy manpower in numbers exceeding the current mobilization capacity, and more.

The toad will always give milk, though it won’t happen by Tuesday. 

Waiting for the awaited is not an option. While the world is dithering – let’s work, Warriors.

(...)

Magyar 🇺🇦
December 19, 2025.

x.com/414magyarbirds


Raport liczy 434 strony i został rozesłany do wszystkich ambasad Rosji na świecie. Przedstawia szczegółowo stanowisko Kremla w sprawie traktowania etnicznych Rosjan w różnych krajach świata.

"Mołdawia coraz bardziej skłania się ku poparciu dla ideologii neonazistowskich i dyskryminacji rasowej. Niezmienny proeuropejski kurs mołdawskich władz pod przewodnictwem [prezydent] Mai Sandu oznacza całkowite zerwanie historycznych i kulturowych więzi z Rosją. Wykorzystując wydarzenia w Ukrainie, Zachód kontynuuje uporczywe próby wciągnięcia Mołdawii do koalicji zagorzałych rusofobów. Potępiając rosyjską operację specjalną i domagając się zaprzestania działań wojennych, władze mołdawskie zobowiązały się słownie do integracji europejskiej i neutralności konstytucyjnej. W rzeczywistości jednak ustanawia się reżim totalitarny" — brzmi fragment dokumentu.

Rosyjski raport wprost zaznacza podobieństwa między obecną sytuacją w Mołdawii a tą w Ukrainie przed 2022 r. Oskarża mołdawskie władze o podążanie "totalitarnym" kursem wytyczonym przez zachodnich "kuratorów" w celu skopiowania nacjonalistycznej polityki Ukrainy i państw bałtyckich:

"Reżim Sandu, podobnie jak przed nim Wołodymyr Zełenski i Petro Poroszenko, »na drodze do integracji europejskiej« dąży do »wykreślenia« całego okresu historii własnego kraju za pomocą totalitarnych metod, niszcząc całe dziedzictwo radzieckie, w tym wszelkie przejawy kultury mniejszości narodowych. W tym celu rząd tego kraju dokłada wszelkich starań, aby zerwać historyczne więzi między Rosją a Mołdawią, których kultury są do siebie zbliżone, oraz wykorzenić wszystko, co rosyjskie. Co więcej, w celu połączenia się z UE (lub z Rumunią, jak uważa wielu ekspertów) — mołdawskiej — kraju, fałszywie przedstawiając go jako rumuński" — czytamy w raporcie.

"Derusyfikacja" to kolejny zarzut, który raport stawia władzom Mołdawii, a retoryka jest identyczna z tą, którą Władimir Putin uzasadnia inwazję na Ukrainę. Ponadto tekst Ministerstwa Spraw Zagranicznych zawiera 43 odniesienia do Rumunii, wszystkie o charakterze oskarżycielskim.

"Mołdawia nadal jest świadkiem ataków na pamięć historyczną Wielkiej Wojny Ojczyźnianej [drugiej części II wojny światowej, podczas której Związek Radziecki walczył przeciwko III Rzeszy], a prozachodnie tendencje rewizjonistyczne stają się coraz silniejsze. Radykałowie spośród zwolenników zniesienia państwowości mołdawskiej i przyłączenia się do Rumunii stali się ostatnio znacznie bardziej aktywni. W tym kontekście coraz bardziej widoczne stają się próby gloryfikacji nazizmu i jego wspólników w celu ukrycia ich w świadomości publicznej. Rumunia wznosi pomniki i modernizuje cmentarze żołnierzy rumuńskich, którzy walczyli po stronie Hitlera. Odsłanianiu takich pomników towarzyszą honory wojskowe. Ponadto istnieją również przypadki zmiany przekazów, jakie niosą ze sobą pomniki" — to fragment reprezentatywny dla propagandowej retoryki Moskwy.

Ponadto raport twierdzi, że "nowy podręcznik dla klasy XII, Historia Rumunów i Historia ogólna, pełen propagandowych stereotypów i błędów merytorycznych, stał się kwintesencją oficjalnego rewizjonistycznego kursu Kiszyniowa. Ten pseudonaukowy podręcznik usprawiedliwia zbrodnie reżimu okupacyjnego Iona Antonescu, oczernia okres sowiecki w przeszłości Mołdawii i promuje zniekształcony obraz historycznej roli ZSRR. Żołnierze Armii Czerwonej, którzy wyzwolili Mołdawię, są określani mianem »najeźdźców«, podczas gdy rumuńsko-niemieccy najeźdźcy, którzy terroryzowali ludność, są przedstawiani jako "efektywni administratorzy".

Głównym tematem raportu jest rzekoma "absorpcja" [wchłanianie] Mołdawii przez Rumunię, którą Rosja uważa za zagrożenie dla mołdawskiej tożsamości narodowej. Jednocześnie autorzy raportu ubolewają, że język rosyjski przestał być "językiem komunikacji międzyetnicznej, a wszystkie oficjalne dokumenty kraju i nazwy instytucji publicznych nie są już tłumaczone na język rosyjski".

Rosja zauważa, że prawie całe kierownictwo Mołdawii, w tym prezydent Sandu i różni ministrowie, posiadają rumuńskie paszporty.

Raport potępia również ustawę z 2023 r., która oficjalnie zmieniła nazwę języka państwowego z "mołdawskiego" na "rumuński", nazywając to sztucznym posunięciem mającym na celu ułatwienie "zjednoczenia Mołdawii z Rumunią".

W tekście jego autorzy wskazali też kilka rzekomych zagrożeń dla interesów rosyjskich. Wyróżnili kilka obszarów, w których rosyjscy "rodacy" i ich interesy są rzekomo zagrożone. Rosja twierdzi, że język rosyjski jest systematycznie eliminowany z życia publicznego, edukacji i mediów, mimo że jest językiem ojczystym lub głównym dla dużej części społeczeństwa.

Raport podkreśla, że zablokowanie ponad 60 portali informacyjnych w języku rosyjskim i cofnięcie licencji 18 kanałom telewizyjnym to akt "totalitarnej cenzury".

Rosja oskarża również Kiszyniów o wywołanie schizmy kościelnej poprzez próbę zastąpienia kanonicznej Cerkwi Prawosławnej Mołdawii (powiązanej z Patriarchatem Moskiewskim) Metropolią Besarabską Cerkwi Prawosławnej Rumunii.

Raport ostro protestuje przeciwko jednostronnemu wypowiedzeniu umów dotyczących rosyjskich ośrodków kultury, określając decyzję o zamknięciu "Domu Rosyjskiego" jako "zbrodniczą i destrukcyjną". Rosja przytacza również przypadki, w których rosyjskojęzyczni obywatele mieli zostać pozbawieni opieki medycznej lub byli przesłuchiwani na lotniskach, oraz szczegółowo opisuje "przeszukiwanie" obywateli rosyjskich na przejściach granicznych.

onet.pl


- Nie mówię niczego nowego, ale to ważne. Po rozpadzie ZSRR chcieliśmy stać się równoprawnym członkiem zachodniej rodziny, ale oni nadal wywierali na nas coraz większą presję. Dostarczali pieniądze terrorystom i separatystom. Mieli destrukcyjny wpływ na politykę wewnętrzną - powiedział Władimir Putin. - Spójrzcie na Jugosławię - rozwalili ją na kawałki! Ostatecznie dokonali zamachu stanu na Ukrainie. (...) Te destrukcyjne siły rozpoczęły wojnę, a my próbujemy ją zakończyć - stwierdził. W swoim wystąpieniu Putin obwinił byłego już prezydenta USA Joe Bidena o "świadome" rozpętanie wojny w Ukrainie. - Poprzednia administracja USA wierzyła, że Rosja zostanie zniszczona i zdemontowana. A europejskie małe świnie natychmiast dołączyły do nich, licząc na zysk i odzyskanie czegoś, co utracono w poprzednich okresach historycznych - dodał. Podkreślmy, że nie jest to prawdą - to Moskwa napadła na terytorium ukraińskie w lutym 2022 roku. - Rosja wykazała swoją stabilność w gospodarce, finansach, w wewnętrznej sytuacji politycznej społeczeństwa i w sferze obronności. (...) Ale jesteśmy gotowi negocjować i pokojowo rozwiązywać wszystkie problemy - oznajmił rosyjski przywódca. 

Putin powiedział również, że Rosja wolałaby rozwiązać kwestię wojny w Ukrainie drogą dyplomatyczną, ale jeśli Ukraina i Zachód odmówią podjęcia "merytorycznych rozmów", to Moskwa "osiągnie wyzwolenie swoich historycznych ziem środkami militarnymi". Z wypowiedzi rosyjskiego przywódcy wynika również, że rozważa on nasilenie ofensywy. - Zajęte przez nas pozycje, przyczółki, które utworzyliśmy w ostatnich miesiącach, a także, oczywiście, wyjątkowe doświadczenie taktyczne i operacyjne, jakie zdobyliśmy w bitwach, przełamując głęboką obronę wroga, pozwalają nam zwiększyć tempo ofensywy w strategicznie ważnych obszarach - podkreślił.

gazeta.pl


"The New York Times" donosi, że drugiego dnia pełnoskalowej agresji na Ukrainę Dmitrij Kozak negocjował ze stroną ukraińską, co miało "rozwścieczyć" Władimira Putina. Porozumienie miało obejmować gwarancje bezpieczeństwa Ukrainy przez Rosję i wycofanie wojsk z wszystkich części kraju poza Krymem i wschodnim Donbasem. Rosyjski przywódca miał skrytykować go za przekroczenie uprawnień w kwestii spraw terytorialnych. Miał polecić Kozakowi, by zażądał wyłącznie kapitulacji od Ukrainy. Według trzech osób z otoczenia Kozaka doradca odmówił dyktatorowi, wskazując, że nie zna ostatecznych celów inwazji. Według źródeł rozmowa zaostrzała się, a Kozak miał powiedzieć, że jest gotów na aresztowanie lub rozstrzelanie za odmowę. Ostatecznie zgodził się przekazać Ukrainie żądania Rosji, ale 26 lutego zastąpił go Władimir Miedinski.

Dziennik opisał również sytuację z 21 lutego 2022 roku, gdy podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa najwyżsi rosyjscy urzędnicy Rosji opowiedzieli się za zbliżającą się inwazją. "Kozak nie poszedł za tłumem" - opisuje "NYT". Ponadto, gdy Putin gromadził wojska, Kozak miał sporządzić obszerną notatkę opisującą prawdopodobne negatywne skutki wojny. Jeden z informatorów przekazał, że Kozak ostrzegał w niej przed możliwością przystąpienia Szwecji i Finlandii do NATO, co z resztą później stało się faktem. - Ukraińcy będą się bronić. Sankcje będą surowe. Pozycja geopolityczna Rosji ucierpi - miał powiedzieć podczas posiedzenia, po czym Putin kazał wszystkim opuścić salę i po raz kolejny wysłuchać Kozaka. - Dlaczego się temu sprzeciwiasz? - miał zapytać rosyjski przywódca. "To był ostatni raz, gdy rozmawiali przed rozpoczęciem bombardowań Kijowa 24 lutego" - donosi "NYT". We wrześniu Kozak zrezygnował z funkcji zastępcy szefa administracji Putina. Był jego jednym z najbliższych współpracowników przez 30 lat. Dalej pozostaje w Moskwie.

gazeta.pl


Głównym ustaleniem trwających kilkanaście godzin negocjacji, które zakończyły się w nocy z czwartku na piątek, była decyzja o tym, że państwa UE nie sięgną na razie po zamrożone rosyjskie aktywa, by w ten sposób finansować dalszą pomoc dla Ukrainy w wojnie z Rosją. Zamiast tego państwa UE zgodziły się zaciągnąć dług na rzecz udzielenia pomocy władzom w Kijowie. Trzy kraje odmówiły udziału w tym przedsięwzięciu: Czechy, Słowacja i Węgry.

Według Politico szef belgijskiego rządu Bart De Wever "po mistrzowsku pokazał stoicki opór przeciw wykorzystaniu rosyjskich aktywów". Przypomniano, że uzależniał on zgodę na to od gwarancji ze strony pozostałych państw UE, że wezmą na siebie odpowiedzialność za ewentualne roszczenia Moskwy usankcjonowane przez międzynarodowe organy prawne.

W ocenie Politico sukces odniosła też Giorgia Meloni, która "dyktowała tempo negocjacji umowy handlowej między UE a Mercosurem, a także idealnie dobrała czas swojej interwencji w sprawie finansowania Ukrainy". Portal podkreślił, że włoska premier "wkroczyła do akcji późnym wieczorem, gdy plan pożyczki dla Ukrainy był już martwy".

Według informacji uzyskanych przez Politico od uczestników szczytu Meloni "nawet nie zabrała głosu w pierwszej części szczytu, ale doprowadziła do zawarcia umowy". Portal napisał, że pomysł wspólnej pożyczki był rozwiązaniem, którego "mało kto sobie życzył, ale większość mogła je zaakceptować".

Portal wyróżnił też przewodniczącego Rady Europejskiej Antonio Costę za samo doprowadzenie do osiągnięcia porozumienia, a także upór i konsekwencję w szukaniu sposobów na "skrócenie szczytów UE do jednego dnia".

Zdaniem Politico stanowczy sprzeciw Belgii, gdzie zdeponowane są aktywa Rosji, sprawił, że większość przywódców pogodziła się z tym, że spotkanie najwcześniej zakończy się w piątek, a może nawet przeciągnie się na weekend.

Portal zaznaczył, że Costa "nigdy nie opowiedział się w pełni za żadnym z rozwiązań (…), trzymał się z dala od sporu i mimo to doprowadził do porozumienia". W ocenie Politico, sukces odnieśli też "wszyscy zaangażowani w wojnę": prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, który "otrzymał potrzebne mu pieniądze", oraz UE, bo "dotrzymała obietnicy wsparcia Ukrainy".

Politico podkreśliło zarazem, że choć na razie zamrożone aktywa Rosji nie zostaną wykorzystane przeciwko jej władzom, to prezydent USA Donald Trump ma możliwość sięgania po nie jako "kartę przetargową w rokowaniach o przyszłym porozumieniu pokojowym".

Za przegranych portal uznał polityków niemieckich: kanclerza Friedricha Merza, który musiał przełknąć dwie gorzkie pigułki: "odłożenie umowy z Mercosurem i storpedowanie planu zamrożenia aktywów, za którym mocno lobbował", oraz przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen, która zabiegała o to, by uniknąć "wspólnego zaciągania pożyczek".

Do grona przegranych Politico zaliczyło też szefową rządu Danii Mette Frederiksen, która wraz z końcem 2025 r. kończy przewodnictwo w Radzie UE. W tym wypadku duńska prezydencja, podobnie jak stanowisko władz Niemiec, a także Szwecji i Finlandii, była niechętna zaciąganiu wspólnego długu.

Za przegranych unijnego szczytu portal uznał też rządy Czech, Słowacji i Węgier, które - w ocenie Politico - odniosły sukces "na krótką metę", który w dłuższej perspektywie "może się okazać kosztowny", bo Ukraina pomoc i tak otrzyma, a "takie posunięcie zbliża trzy kraje do statusu pariasów w UE". Portal zastrzegł zarazem, że dopiero czas pokaże, czy ten scenariusz stanie się faktem.

1 stycznia 2026 r. półroczną prezydencję w Radzie Unii Europejskiej obejmie Cypr.

PAP

czwartek, 18 grudnia 2025



W ciągu ostatnich trzech wieków gospodarka globalna trwale uzależniła się od wydobycia surowców mineralnych i ich przetwarzania. Wiek XVIII, czyli tzw. epoka przedindustrialna, opierał się na węglu kamiennym, rudach żelaza czy soli kamiennej, coraz częściej używanej w przemyśle spożywczym i chemicznym. W tym okresie zostały położone podwaliny pod potęgę przemysłową Wielkiej Brytanii.

W kolejnym stuleciu, zdominowanym przez parę i elektryczność, do grupy ważnych surowców doszły: miedź – kluczowa dla rozwoju elektryfikacji i przemysłu kablowego (np. telegram łączący Wielką Brytanię z USA), minerały fosforowe (wykorzystywane np. w produkcji militarnej) oraz ropa naftowa, wydobywana w większym stopniu w drugiej połowie wieku.

Wiek XX przyniósł zupełnie nowe wyzwania dla świata, na czele ze skokowym wzrostem globalnej populacji, dlatego też niezbędne stało się poszukiwanie nowych źródeł energii. Wtedy do ropy dołączyły gaz ziemny i uran. Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej w latach 1900–2000 znacznie zmieniła się struktura światowego zużycia energii w rozbiciu na surowce. O ile w 1900 r. aż w 90% pochodziła ona ze spalania węgla, o tyle 100 lat później jego udział spadł do 25%, a na czoło wysunęła się ropa naftowa (35%). W związku ze wzrostem zaawansowania technologicznego przemysłu na znaczeniu zyskały w tym czasie również rudy metali nieżelaznych, takie jak aluminium czy nikiel – kluczowe komponenty konstrukcji nowoczesnego parku maszynowego.

W ostatnich 25 latach zauważamy na świecie narastającą konieczność odejścia od obecnego modelu energetycznego na rzecz rozwiązań niskoemisyjnych. Ich celem jest nie tylko dostarczenie ludzkości niezbędnych narzędzi do skutecznej walki z dynamicznie rosnącą temperaturą, ale również tworzenie fundamentów pod bardziej zrównoważony rozwój wciąż zaliczanych do niechlubnej grupy zacofanych gospodarczo państw. Energetyka jądrowa, co do której pojawiło się w ostatnich dekadach najwięcej zarzutów i wątpliwości, zaczyna wysuwać się na czoło kluczowych źródeł energii, zyskując rosnące poparcie w wielu krajach na świecie.

Transformacji tej towarzyszy wzrost popytu na baterie litowo-jonowe, znajdujące coraz powszechniejsze zastosowanie w przemyśle motoryzacyjnym, czy tzw. metale ziem rzadkich, niezbędne do produkcji technologii cyfrowych i odnawialnych źródeł energii – by wymienić w tym miejscu panele fotowoltaiczne, turbiny wiatrowe czy elektrownie wiatrowe. Obecnie Chiny odpowiadają za 70% całkowitej globalnej produkcji metali ziem rzadkich, co w dzisiejszej, dalekiej od stabilnej sytuacji geopolitycznej skazuje przemysł amerykański czy europejski na poszukiwanie nowych źródeł dostaw. Nie powinien zatem dziwić apetyt prezydenta Donalda Trumpa na przejęcie kontroli nad złożami ukraińskimi, kanadyjskimi czy grenlandzkimi.

Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego praktycznie cały popyt Unii Europejskiej jest zaspokajany dostawami zza Wielkiego Muru. Dlatego potrzeba dywersyfikacji źródeł dostaw stała się priorytetem strategicznym UE, co powoduje większe zainteresowanie państwami Azji Centralnej, na czele z Kazachstanem. Rząd w Astanie w eksploracji posiadanych złóż upatruje swojej unikatowej szansy na zbliżenie do państw zachodnich poprzez podniesienie rangi w światowych łańcuchach dostaw do pozycji zaufanego partnera strategicznego.

W Kazachstanie znajdują się potężne złoża m.in. neodymu, ceru, lantanu czy itru – czyli pierwiastków niezbędnych w przemyśle motoryzacyjnym, elektronicznym, energetycznym i medycznym. Biorąc pod uwagę obecne dążenia państw Unii Europejskiej do utrzymania kursu na zrównoważony rozwój gospodarczy, surowce te stają się wprost niezbędne do realizacji agendy „Nowego Zielonego Ładu” i osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. Nie powinna zatem dziwić decyzja władz o przekazaniu w zarząd niedawno odkrytych złóż w obwodzie karagandzkim państwowemu konglomeratowi Tau-Ken Samruk. Powtarza się dobrze znana historia z lat 90. XX w., kiedy to procesem prywatyzacji objęto większość branż, z wyłączeniem sektora energetycznego oraz kolei.

(...)

Prezydent Kasym-Żomart Tokajew kontynuuje podejście wypracowane przez swojego poprzednika, Nursułtana Nazarbajewa, który od momentu ogłoszenia niepodległości Kazachstanu w 1991 r. starał się balansować pomiędzy wpływami Chin, Rosji i Zachodu. Postać Elbasy, „Przywódcy Narodu”, jak określano Nazarbajewa w języku kazachskim, stopniowo traci dziś na znaczeniu, a jego dziedzictwo coraz częściej przywołuje się w kontekście styczniowych zamieszek 2022 roku. Wydarzenia te można określić jako datę graniczną dla oficjalnego demontażu jego kultu, co de facto otworzyło drogę do samodzielnych i niezależnych rządów samego Tokajewa.

Podejście to, silnie zakorzenione w teraźniejszości Kazachstanu, wydaje się nieco krzywdzące. Oczywiście, Nazarbajew symbolizował sobą postsowieckość i przywiązanie do reżimu autorytarnego. Jednakże nie wolno zapominać, że szereg jego decyzji w zakresie polityki gospodarczej i międzynarodowej dał Astanie pozycję lidera Azji Centralnej – i to pomimo niewielkiej populacji w stosunku do posiadanego terytorium oraz trudnego położenia geopolitycznego pomiędzy Chinami, Rosją i Europą.

W efekcie skuteczna dyplomacja stała się wizytówką Kazachstanu na międzynarodowych salonach, co pozwala temu państwu coraz śmielej aspirować do roli istotnego gracza w globalnej polityce. Potencjał jego gospodarki, dotąd utożsamianej z surowcami energetycznymi, może odegrać kluczową rolę w zapewnieniu ciągłości europejskiej produkcji przemysłowej w zaawansowanych technologicznie sektorach. Początek 2025 roku przyniósł im bowiem poważne trudności, ujawniając skrywane od dłuższego czasu głębokie problemy strukturalne, które osłabiają ich konkurencyjność na rynku międzynarodowym. W tej sytuacji bogactwa naturalne Kazachstanu, obejmujące niemal całą tablicę Mendelejewa, mogą stać się strategicznym atutem, pozwalającym Europie na podjęcie rywalizacji z chińskimi producentami samochodów elektrycznych, turbin wiatrowych czy paneli słonecznych.

O ile zestaw kluczowych surowców się zmienia, to miejsce ich występowania niezmiennie pozostaje na wschodzie. Pierwiastki metali ziem rzadkich uchodzą za nowe wcielenie złota czy ropy w światowej gospodarce, stanowiąc o jej przyszłości. Zdają sobie z tego sprawę nie tylko firmy francuskie i niemieckie, ale też wspomniane wcześniej koncerny południowokoreańskie, natomiast w kolejce czekają także koncerny amerykańskie.

Dobrym przykładem aktywnych działań w regionie jest Francja, co pokazał szczyt inwestycyjny Kazachstan – Francja, zorganizowany w Astanie pod koniec maja 2025 r. W jego trakcie podpisano 15 umów o współpracy, kładąc nacisk na takie dziedziny gospodarki, jak energetyka, rolnictwo czy zarządzanie zasobami wodnymi. Nie od dziś wiadomo, że potężne zasoby uranu, zlokalizowane w Kazachstanie – który odpowiada za ponad 40% światowego wydobycia tego surowca – są krytycznie ważne dla francuskiej energetyki jądrowej. Nie jest też tajemnicą, że znajduje się ona obecnie w procesie poszukiwania alternatyw dla swoich wcześniejszych dostawców, w tym np. Nigru, gdzie Francja toczy walkę o strategiczne wpływy m.in. z Rosją. Zbliżenie z Kazachstanem można odczytywać jako działania odwetowe Paryża wobec Moskwy.

(...)

Kazachstan równocześnie rozwija koncept wielowektorowej polityki zagranicznej, czego przykładem jest niedawna wypowiedź wicepremiera Romana Sklyara, który zaprosił chińskie koncerny wydobywcze do eksploracji złóż surowców. Słowa te padły w trakcie drugiego forum przemysłowego i inwestycyjnego Chiny – Azja Centralna. Polityk podkreślił, że Kazachstan posiada w zasobach podziemnych ok. 5 tys. wciąż nie przebadanych złóż różnych surowców mineralnych, a państwu zależy na projektach ukierunkowanych zarówno na rozwój materiałów konstrukcyjnych bazujących na stopach niklu, jak i na budowę akumulatorów i baterii.

Puszczenie oka przez Sklyara w kierunku wschodniego sąsiada należy odczytywać jako dobrze przemyślany ruch polityczny, tożsamy z kwietniowym oficjalnym komunikatem wysłanym w świat przez kazachskie Ministerstwo Przemysłu i Budownictwa. Według jego treści łączne krajowe rezerwy pierwiastków ziem rzadkich mogą być trzecimi największymi na świecie, lokując się tylko za Państwem Środka i Brazylią. I chociaż entuzjazm ten nieco tonują lokalne środowiska eksperckie, z przewodniczącym Stowarzyszenia Niezależnych Ekspertów Górnictwa Georgim Freimanem na czele, trudno przejść obok potencjału Kazachstanu obojętnie.

Pozytywne perspektywy są jeszcze bardziej uzasadnione w świetle jednego z raportów Międzynarodowej Agencji Energetycznej, która stwierdza, że kazachstańska ziemia skrywa 99 z 118 pierwiastków chemicznych. W praktyce oznacza to, że niemal cała tablica Mendelejewa jest ukryta pod powierzchnią kraju. Kazachstan posiada największe na świecie złoża chromu i ołowiu na świecie oraz drugie największe pod względem zasobności złoża cynku, manganu, niklu i srebra. Patrząc na rosnący popyt globalny, jasne jest, że posiadane zasoby mogą wywindować Astanę do rangi kluczowego dostawcy surowców krytycznych dla gospodarki światowej.

new.org.pl