środa, 19 lipca 2023


Twierdza na wyspie Orieszek (na której stoi dzisiejsza twierdza Szlisselburg) została założona w 1323 r. przez wnuka Aleksandra Newskiego, księcia Jurija Daniłowicza. Następnie, po 30 latach powolnej wojny między Rusią Nowogrodzką a Szwedami, zawarto pierwszy międzynarodowy traktat w historii Rosji, ustalający granice pomiędzy państwami. Nowogrodzianie zastrzegli sobie prawo do posiadania wschodniej części przesmyku — granica biegła od Zatoki Fińskiej na północ do jeziora Saimaa (w dzisiejszej Finlandii), a następnie na północny zachód do Zatoki Botnickiej.

W ten sposób nowogrodzcy kupcy mieli dostęp do Morza Bałtyckiego, a więc do handlu morskiego. Aby utrudnić Szwedom złamanie ich "odwiecznych" zobowiązań, Jurij Daniłowicz zbudował twierdzę na wyspie Orieszek w południowej części jeziora Ładoga u ujścia Newy. Pieniądze na jej budowę zostały uzyskane dzięki oszustwu.

Bezpośredni potomkowie wielkiego księcia Aleksandra, zwanego Newskim, byli wysoko honorowani w Złotej Ordzie. Jurij Daniłowicz dostąpił nawet zaszczytu zostania "Czyngisydem" (poślubiając Konczakę, siostrę chana Ozbega, bezpośredniego potomka czwartego syna Czyngis-chana, Tołuja). W 1318 r. książę otrzymuje od Ozbega zadanie panowania w Rosji — i tytuł księcia Włodzimierza. Trzy lata później książę twerski Dmitrij Michajłowicz przekazał na ręce wielkiego księcia Jurija Daniłowicza daninę finansową dla Złotej Ordy.

Zamiast przekazać jednak daninę Ordzie, książę Jurij przekazuje jednak pieniądze nowogrodzkim kupcom. Książę twerski dowiaduje się o tym i informuje chana Ozbega. Ten wzywa do siebie zięcia, ale Jurij usprawiedliwia się, mówiąc, że istnieje zagrożenie inwazji z zachodu i sam wyjeżdża do Nowogrodu, by rozprawić się ze Szwedami.

Po załatwieniu sprawy i zastawieniu twierdzy nad Newą na odsetki otrzymane z "daniny twerskiej" Jurij jedzie do Hordy jesienią 1325 r. Po otrzymaniu pełnej daniny (Jurij skromnie przemilczał fakt, że podwoił kapitał w ciągu dwóch lat), Ozbeg wybaczył zięciowi, ale zaledwie miesiąc później Jurij zostanie zabity przez Dmitrija Twerskiego, który sam zapłaci życiem za to morderstwo.

Podczas gdy w Złotej Ordzie trwały spory między książętami i chanami, na wyspie Orieszek u ujścia Newy budowa trwała w najlepsze. Wokół twierdzy zorganizowano magazyny i miejsca postojowe dla nowogrodzkich statków, które zaczęły transportować swoje towary wzdłuż Newy do Europy.

W 1612 r. Szwedzi zdobyli twierdzę i położyli kres bezpośredniemu handlowi między Nowogrodzianami a Europą. Teraz szwedzcy kupcy kupowali rosyjskie surowce w Nowogrodzie (w tamtych czasach było to drewno okrętowe, konopie, len, wosk, miód, futra), a następnie sprzedawali je Niemcom, Holendrom, Anglikom i Francuzom z 1000-proc. przebiciem.

Zdając sobie sprawę, że twierdza Orieszek odgrywa kluczową rolę w całej tej sytuacji — blokuje rosyjski dostęp do Morza Bałtyckiego — Szwedzi po jej zdobyciu natychmiast zaczęli budować kamienną cytadelę w miejscu małej baszty, nazywając ją Noteborg (Orzechowa Twierdza). Z wielkim trudem, ale jednak zdołały ją "rozgryźć" wojska Piotra I w 1702 r. Było to pierwsze rosyjskie zwycięstwo w wojnie północnej, które zepchnęło Szwedów kilkaset kilometrów na zachód i pozwoliło na budowę Petersburga, który wyciął wreszcie Rosji upragnione okno na Europę.

(...)

onet.pl

wtorek, 18 lipca 2023


17 lipca o świcie doszło do ataku na most Krymski, w wyniku którego uszkodzone zostały filary mostu oraz przylegające do nich przęsło, które osunęło się do wody. Uszkodzenia dotknęły tylko jedną z dwóch jezdni części drogowej mostu, a przebiegająca równolegle linia kolejowa nie ucierpiała. W ciągu doby od uderzenia cywilny ruch samochodowy po moście Krymskim został wznowiony w trybie wahadłowym. Kijów oficjalnie nie przyznał się do ataku. Według nieoficjalnych informacji miał on zostać zaplanowany i wykonany za pomocą morskich dronów przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy oraz ukraińską Marynarkę Wojenną. Ukraińcy mieli także w ostatnich dniach zaatakować cele położone na tyłach rosyjskich za pomocą rakiet dalekiego zasięgu (Ługańsk, Berdiańsk i Mariupol), przy czym nieznane są efekty tych uderzeń. Według Rosjan doszło także do dwóch zmasowanych ataków ukraińskich dronów na Krym. W nocy z 15 na 16 lipca miało dojść do zsynchronizowanego uderzenia dronów morskich i powietrznych na Sewastopol. Z kolei w nocy z 17 na 18 lipca Ukraińcy mieli użyć 32 dronów powietrznych. Źródła rosyjskie twierdzą, że oba ataki na Krym zostały odparte bez strat.

W dniach 14–18 lipca sytuacja na froncie nie uległa zasadniczym zmianom. Trwają ciężkie walki na kilku odcinkach, bez istotnych zmian w położeniu obu stron. Na południu armia ukraińska przebija się przez rosyjskie pola minowe w okolicach wsi Robotyne, gdzie osiągnęła pierwszą linię obrony przeciwnika. Ukraińcy atakują także w rejonie Wełykiej Nowosiłki, gdzie najcięższe boje toczą się o Pryjutne i Staromajorśke. Pojawiły się także informacje o podjęciu punktowych działań zaczepnych na odcinku frontu obsadzonym przez rosyjską 35. Armię, która broni wyjścia z Hulajpola na Połohy w pasie od drogi T0803 koło Nowopokrowki do okolic Nowozłatopila. Trwają także ciężkie walki pod Bachmutem, przy czym Rosjanie zaangażowali na kluczowych kierunkach (okolice wsi Berchiwka oraz Kurdiumiwka, Andrijiwka i Kliszczijiwka – odpowiednio na północ i południe od miasta) swoje odwody, przede wszystkim ze składu wojsk powietrznodesantowych. Ich kontrataki jak dotąd skutecznie hamują natarcie ukraińskie.

Rosjanie utrzymują inicjatywę na pograniczu obwodów charkowskiego, ługańskiego i donieckiego. Według oceny rzecznika wschodniego zgrupowania armii ukraińskiej, płk. Serhija Czerewatego, zgrupowanie rosyjskie operujące na kierunkach kupiańskim i łymanskim liczy co najmniej 100 tys. żołnierzy, dysponujących ponad 900 czołgami, 555 działami różnych kalibrów i 370 wieloprowadnicowymi systemami rakietowymi. W ostatnich dniach Rosjanie atakowali w okolicach wsi Masiutiwka i Łyman Perszyj (na północny wschód od Kupiańska), Nowoseliwśke (na północny zachód od Swatowego), Karmazyniwka, Nowowodiane, Płoszczanka i Torśke (linia rzeki Żerebeć) oraz w masywie leśnym nad Dońcem. Na kilku odcinkach oddziały rosyjskie ze składu 6. Armii, 1. Armii Pancernej, 11. Korpusu Armijnego, 2. i 41. Armii, a także przydzielonych do nich oddziałów wojsk powietrznodesantowych, odniosły niewielkie sukcesy, spychając obrońców w kierunku zachodnim. Należy odnotować zdobycie przez Rosjan niewielkiego przyczółku na zachodnim brzegu rzeki Żerebeć pod Karmazyniwką. Walki na froncie od Kupiańska do Dońca są ciężkie i prawdopodobnie Ukraińcy zostali zmuszeni do skierowania tam swoich rezerw.

W nocy z 14 na 15 lipca Rosjanie zaatakowali terytorium Ukrainy sześcioma dronami Shahed-136/131, z których cztery miały zostać zestrzelone przez ukraińską obronę przeciwlotniczą. Do zmasowanego uderzenia dronów i pocisków manewrujących doszło w nocy z 17 na 18 lipca, co zapewne należy traktować jako rosyjską odpowiedź na atak na most Krymski. Agresor użył sześciu pocisków Kalibr do uderzenia na Odessę oraz 36 dronów – w większości na Odessę i Mikołajów. Dowództwo Sił Powietrznych zadeklarowało zaś zestrzelenie wszystkich rakiet oraz 31 dronów. Część dronów uderzyła w Mikołajowie, powodując pożar obiektu przemysłowego. Rosjanie wykorzystali także pociski S-300 do ataków na Charków.

osw.waw.pl

poniedziałek, 17 lipca 2023


W chwili obecnej struktura SZ FR na Ukrainie, a zatem i na terenie całej Rosji, jest bardzo skomplikowana, bowiem obejmuje następujące zasoby ludzkie:

Jednostki kadrowe SZ FR: Pułki, brygady i dywizje kadrowe, w których służą żołnierze kontraktowi oraz mobilizowani.

Jednostki ochotnicze: Bataliony i brygady rozwijane na bazie oddziałów ochotniczych, związane ze środowiskami resortów siłowych, środowiskami kombatantów i weteranów, pseudokibiców itp.

Jednostki byłych separatystów (oficjalnie już w składzie SZ FR): Pułki i brygady byłych tzw. separatystów, które powoli zasilane są mobilizowanymi z innych części Rosji, a więc formalnie i realnie tracą swój odrębny charakter.

Jednostki kompanii prywatnych (Patriot, Redut, Konwój itd., dawniej też Grupa Wagnera): Formacje te związane są z resortami siłowymi bądź administracją samorządową lub kompaniami przemysłowymi, z rozmaitym źródłem rekrutacji (weterani resortów siłowych, jak Wagner i Redut, więźniowie kolonii karnych vide Wagner, zatrudniani przez gubernatora Krymu, jak Konwój, albo związani z Gazpromem, jak bataliony Potok czy Fakieł).

Rezerwa BARS: Przedwojenny system utworzony dla ochotników, utrzymany w chwili obecnej, popularny np. w środowiskach kozackich czy kombatanckich.

Bataliony regionalne, tzw. imienne: Formowane dziesiątkami jeszcze jesienią ubiegłego roku na bazie ochotników, częściowo rozwinięte w jednostki bojowe, częściowo pozostające na papierze. Proces ten jest kontynuowany na małą skalę, a obecnie część tych batalionów od dłuższego czasu funkcjonuje na froncie.

Jednostki mobilizowane (wojska terytorialne): Nowo formowane bataliony i pułki określane mianem mobilizowanej rezerwy (MR) lub Wojsk Terytorialnych (WT), określane zazwyczaj jako motostriełkowyje (strzelców zmotoryzowanych, czyli zmotoryzowane/zmechanizowane na BMP lub BTR), mające jednakże charakter jednostek strzeleckich (piechoty), z ograniczonym sprzętem ciężkim i transportem.

Jednostki czeczeńskie: Jednostki czeczeńskie, tzw. Kadyrowcy, inaczej różnego rodzaju pułki i bataliony Achmat, są formacją o niejasnym statusie podporządkowania operacyjnego, a na rozkaz Kadyrowa w strefę operacji specjalnej wysyłano regularnie duże kontyngenty „ochotników", za to w Czeczenii nie przeprowadzono masowej mobilizacji. O tym, że jest to swoista armia w armii, z pewną odrębnością polityczną, może świadczyć np. casus słownego (medialnego) konfliktu o zasługach wojennych między wyższymi dowódcami polowymi Wagnera a właśnie Kadyrowcami, a także decyzje polityczno-propagandowe ponad potrzebami operacyjnymi i z niejasną rolą SG SZ FR, np. przerzucenie batalionu Achmat-Zapad do obwodu biełgorodzkiego.

Żołnierze służby zasadniczej: Poborowi są wciąż powoływani do wojska, tymczasem poza I fazą tzw. operacji specjalnej formalnie i masowo w niej nie uczestniczą, chociaż niebezpiecznie jest również na pograniczu, gdzie notowano już zabitych poborowych powoływanych do wojska. Przerzucanie żołnierzy służby zasadniczej nad granicę budzi społeczny sprzeciw, jednakże formalnie poborowi nie uczestniczą w tzw. operacji specjalnej na Ukrainie, ale służbą, formalnie zgodnie z prawem, na terenie FR.

Bataliony samoobrony (opołczenia – pospolitego ruszenia): Inkursje "rosyjskich" grup specjalnych do obwodu biełgorodzkiego w maju/czerwcu znowu przywołały problem formowania batalionów lokalnej samoobrony w rejonach nadgranicznych. Wcześniej w Obwodzie Biełgorodzkim sformowano kilka batalionów samoobrony, jednakże nie miały one prawa do noszenia broni. Obecnie trwa proces zgrywania batalionów samoobrony biełgorodzkiej (pułku?). Prawdopodobnie problem ich uzbrojenia zostanie uregulowany prawnie, a wówczas mogą powstać bataliony samoobrony, co się dzieje również w obwodach briańskim i kurskim. W obwodzie biełgorodzkim zachęca się np. do wstępowania w szeregi batalionu rezerwowego Kobra-2.

Więźniowie kolonii karnych: Werbunek ochotników w koloniach karnych zapoczątkowała Grupa Wagnera, jednakże szybko preceder ten został zablokowany i przejęty przez MO FR. Tysiące "zeków" podpisujących kontrakty z Wagnerem i walczących zaledwie 6 miesięcy otrzymywało amnestię. W chwili obecnej werbunek w koloniach karnych na relatywnie dużą skalę prowadzi regularna armia. Więźniowie podpisują kontrakty z MO FR i tworzą frontowe oddziały, tzw. Sztorm-Z, które przydzielane są do jednostek kadrowych. Przykładowo, na kierunku zaporoskim oddział Sztorm-Z znalazł się w w składzie 71 PZmech, broniącego się na kierunku ukraińskiej kontrofensywy, przy czym opozycyjne media donoszą, że rekrutuje się nawet więźniów z wysokimi karami, np. za zabójstwo. Co więcej, mają oni nawet stopnie dowódcze. W omawianym przypadku Tambow, odsiadujący od niedawna karę za zabójstwo (26 lat), został zastępcą dowódcy kompanii jednostki Sztorm-Z 71 PZmech.

defence24.pl

Rosyjskie pociski „mimo wszystkich sankcji zawierają komponenty z Niemiec i innych krajów sojuszniczych” - zwrócił uwagę Władysław Własiuk, doradca prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który przekazał zachodnim sojusznikom ustalenia Kijowa w tej sprawie. Według tych danych, od czasu ataku na Ukrainę w 2022, Rosja podwoiła produkcję pocisków balistycznych i manewrujących.

„Jest to możliwe, ponieważ zachodnie sankcje wobec Rosji są obchodzone za pośrednictwem krajów trzecich” – podkreśliła strona ukraińska. Według Kijowa 81 proc. trafiających nielegalnie do Rosji komponentów pochodzi z USA. Na drugim miejscu jest Szwajcaria (8 proc.), a na trzecim Niemcy i Japonia (po 3,5 proc.). Komponenty z Niemiec umieszczane są przez Rosjan m.in. w pociskach manewrujących Kh-101 i rakietach Iskander.

W sumie 16 niemieckich firm dostarczyło materiały do produkcji broni. Eksport odbywa się głównie przez Chiny, a także przez Azję Środkową, Kaukaz czy Turcję. Do Rosji może trafiać w ten sposób m.in. elektronika czy tworzywa sztuczne - najczęściej dzięki "labiryntowi fałszywych firm" w krajach pośrednich.

Doniesienia te „nie są kwestionowane” przez Berlin. Jak potwierdziło niemieckie ministerstwo spraw zagranicznych, doniesienia „ukraińskich kolegów o zastosowaniu sankcjonowanych komponentów w rosyjskich pociskach są traktowane bardzo poważnie”.

Corisk, norweska firma doradcza ds. inwestycji zagranicznych uważa, że całkowity wolumen rosyjskiego importu powrócił już do poziomu sprzed wojny. Według niej to Niemcy są wiodącym krajem pod względem pochodzenia towarów, dostarczanych do Rosji z naruszeniem sankcji, następne są USA i Francja.

Wśród krajów tranzytowych wymienia się Kazachstan, Gruzję, Armenię, Białoruś, Kirgistan i inne kraje Azji Środkowej. Podejrzewa się, że trafiające do Rosji produkty AGD (np. lodówki) są "kanibalizowane" – a pochodzące z nich chipy i elektronika „niosą śmierć ukraińskim miastom jako komponenty rosyjskich Iskanderów lub Kindżałów”.

Z Niemiec według ustaleń Corisk wysyłane są głównie duże samochody terenowe i ciężarówki, a także maszyny, tworzywa sztuczne, paliwa i chemikalia. Jak podkreślił Własiuk, dane te są zbieżne z ustaleniami Ukrainy.

Zdaniem FAZ przyczyną tak dużego „ukrytego eksportu” z Niemiec jest fakt, że „niemiecka gospodarka jest duża i ściśle powiązana z Rosją”. Wskazuje się też na brak zdecydowania niemieckiego rządu. Jak zauważył Własiuk, „Niemcy były jednym z krajów podczas ostatnich negocjacji UE w sprawie zaostrzenia sankcji, które szczególnie "wahały się" przed wprowadzeniem nowych kar wobec krajów trzecich”.

onet.pl

niedziela, 16 lipca 2023


Generał pułkownik Andriej Kartapałow tłumaczy w propagandowym programie Władimira Sołowjowa, że najemnicy z Grupy Wagnera zostali przerzuceni na Białoruś, nie tylko po to, by trenować białoruskie wojska. - Jest coś takiego jak korytarz suwalski - mówi. Chodzi o tereny Polski położone wokół Suwałk, Augustowa i Sejn, które jednocześnie stanowią połączenie terytorium państw bałtyckich z Polską i resztą państw NATO oraz rozdzielają obwód królewiecki Rosji (dawniej kaliningradzki) oraz Białoruś będącą sojusznikiem Rosji.

- Jeśli coś się stanie, nam ten korytarz suwalski jest bardzo potrzebny - mówi rosyjski generał. - Siły uderzeniowe są gotowe, by zająć ten niewielki korytarz w przeciągu godzin - powiedział.

Dalej Kartapołow, który stoi na czele komisji obrony Dumy, chwalił poczynania rosyjskiego resortu obrony. Mówił o krytykach, którzy zarzucają dowództwu, że nic nie robi. - Koledzy, robimy wszystko. Ale robimy to bez piszczenia w mediach (...). Robimy to cicho, spokojnie, dokładnie i ostrożnie - zapewniał.

(...)

Grupa Wagnera jest obecna na Białorusi, polskie służby monitorują sytuację – przekazał w sobotę sekretarz stanu w KPRM, zastępca ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.

Żaryn, który jest także pełnomocnikiem rządu ds. bezpieczeństwa przestrzeni informacyjnej RP zamieścił na Twitterze wpis i nagranie na ten temat.

- Grupa Wagnera jest obecna na Białorusi. Pierwsi wagnerowcy dojechali, może być ich w tej chwili kilkuset. Polskie służby monitorują sytuację, by wiedzieć ilu wagnerowców ostatecznie trafi na Białoruś – napisał.

onet.pl

Wzrost popularności Alternatywy dla Niemiec (AfD), potwierdzony drugim miejscem w najnowszych sondażach, w których ugrupowanie to zrównuje się już z partią kanclerza Olafa Scholza, wywołał za Odrą zaniepokojenie. Przyczyn powodzenia AfD należy upatrywać w niezadowoleniu wyborców z obecnych władz oraz w nałożeniu się na siebie skutków wojny na Ukrainie z kryzysami inflacyjnym, klimatycznym i migracyjnym. Złożona z trzech partii koalicja rządząca SPD–Zieloni–FDP prezentuje wobec tych wyzwań różne, często niespójne podejścia. Do tego dochodzi celowa bierność Scholza, który nie angażując się w koalicyjne spory, dążył do zwiększenia swojej popularności. Ta skuteczna do pewnego momentu strategia aktualnie zawodzi i prowadzi do obwiniania kanclerza za sytuację w koalicji. Zyskuje na tym AfD, która dodatkowo wykorzystuje obawy większości Niemców przed tempem wdrażania zmian w polityce klimatycznej. Ugrupowanie to jest również adwokatem wyborców sprzeciwiających się nadmiernemu napływowi migrantów do RFN oraz dalszemu wspieraniu Ukrainy. Na te kwestie szczególnie wrażliwi są mieszkańcy wschodnich landów, gdzie AfD dominuje w sondażach z wynikiem powyżej 30% i uchodzi za partię masową. Ma to znaczenie zwłaszcza w kontekście wyborów do parlamentów Saksonii, Brandenburgii i Turyngii jesienią 2024 r., które będą ostatnimi testami przed wyborami do Bundestagu w 2025 r.

Co piąty uprawniony do głosowania Niemiec deklaruje gotowość poparcia AfD w wyborach federalnych. Przychylność dla tego ugrupowania rośnie od ponad roku i obecnie w sondażach zdobywa ono 20% (w wyborach federalnych w 2021 r. uzyskało 10,3%), doganiając partię urzędującego kanclerza, a według niektórych badań – po raz pierwszy w historii – nawet ją wyprzedzając. Dla reprezentowanej od 2017 r. w Bundestagu partii są to najwyższe wskazania od października 2018 r., gdy poparcie dla niej sięgnęło 18%. Wówczas wzrost popularności AfD był konsekwencją sporu wokół polityki migracyjnej toczącego się pomiędzy rządzącymi partiami chadeckimi – CDU z kanclerz Angelą Merkel na czele a CSU.

(...)

Na korzyść AfD działają odczuwane także w niemieckim społeczeństwie zmęczenie skutkami wojny oraz stopniowy spadek poparcia dla udzielania pomocy militarnej Ukrainie. AfD reprezentuje wyborców o antyukraińskich i prorosyjskich poglądach. Pozostałe partie w Bundestagu opowiadają się za kontynuowaniem wspierania Ukrainy. Nadal 43% pytanych wskazuje, że niemieckie dostawy broni dla Kijowa są na właściwym poziomie, a 84% opowiada się za udzielaniem schronienia uciekającym przed wojną (badanie ARD DeutschlandTrend z maja br.). 37% respondentów uważa jednak, że wsparcie militarne idzie zbyt daleko, a tylko 14% chciałoby jego zwiększenia. W badaniach wyraźna jest tendencja spadkowa tego poparcia. Ponadto 64% Niemców sprzeciwia się ewentualnemu przekazaniu niemieckich samolotów bojowych Ukrainie. Największy opór zgłaszają sympatycy AfD – 90%, niemniej negatywną opinię na ten temat wyrażają również sympatycy CDU/CSU – 59%, SPD – 56% i FDP – 54%. Zarazem 55% badanych wskazuje, że niemiecki rząd podejmuje zbyt mało działań dyplomatycznych na rzecz zakończenia wojny.

Politycy AfD są bardzo aktywni we wspieraniu i inicjowaniu wszelkich postulatów „propokojowych”, w tym apeli oraz demonstracji przeciwko wysyłaniu pomocy Ukrainie. Na przełomie 2022 i 2023 r. ugrupowanie to współorganizowało (głównie we wschodnich Niemczech) marsze sprzeciwu wobec polityki rządu, które pomimo mniejszej, niż zakładano, frekwencji przyciągały każdorazowo od kilku do kilkunastu tysięcy osób. Działania AfD nadzwyczaj dobrze przyjmowano w środowisku rosyjskojęzycznych Niemców, często głosujących na tę partię. Ponadto politycy AfD od początku napaści zbrojnej na Ukrainę wielokrotnie prezentowali się jako obrońcy Moskwy, m.in. występując w rosyjskich programach propagandowych z krytyką rządu RFN, organizując objazdy po terytoriach okupowanych czy uczestnicząc w przyjęciach w ambasadzie Federacji Rosyjskiej. Szczególnymi przejawami takich zachowań są podsycanie antyukraińskich (ale także antyamerykańskich i antypolskich) nastrojów w mediach społecznościowych oraz próby oddziaływania na szerokie grono odbiorców za pomocą zbliżonego do AfD i obserwowanego przez kontrwywiad magazynu COMPACT.

(...)

Wysokie poparcie dla AfD na wschodzie kraju ma przyczyny zarówno strukturalne, jak i polityczne. Na jej sukcesy wpływa mniejsze niż na zachodzie przywiązanie elektoratu do danej partii. Decyzja o oddaniu głosu na konkretne ugrupowanie nie zależy tam tak bardzo od statusu społecznego, przynależności do grupy zawodowej czy rodzinnych tradycji. Dodatkowo mieszkańcy tej części RFN szybciej zmieniają preferencje wyborcze, rozliczając w ten sposób partie z realizacji kampanijnych obietnic.

Ponadto na wschodzie Niemiec AfD traktowana jest nie tylko jako partia protestu (w czym zastępuje niejako ugrupowanie Die Linke), lecz przede wszystkim jako ugrupowanie reprezentujące w największym stopniu interesy szerokiej grupy wyborców, partia masowa[14]. Zarazem liderzy AfD umiejętnie wykorzystują rozczarowanie wyborców polityką rządu federalnego (obecnego oraz poprzednich) i aktualne wydarzenia polityczne wstawiają w kontekst skutków transformacji po 1989 r. W ciągle żywej debacie o następstwach zjednoczenia Niemiec AfD pozycjonuje się jako jedyna partia wrażliwa na problemy ludzi rozczarowanych zmianami, które się potem dokonały. W jej retoryce skuteczne jest również odwoływanie się do kalek językowych z czasów NRD, takich jak „ekologiczna dyktatura” (Ökodiktatur), „grzewcza Stasi” (Heizungs-Stasi) czy ciepłownicza gospodarka planowana (Wärmeplanwirtschaft)[15]. Ma to zestawiać dzisiejsze władze z partyjnymi aparatczykami systemu politycznego NRD. Taka strategia AfD nie jest nowa i w poprzednich wyborach do landtagów na wschodzie kraju zagwarantowała jej sukces[16].

osw.waw.pl

Do głównych tematów szczytu należało wzmacnianie strategii obrony i odstraszania. Najważniejsza zmiana w tym obszarze dotyczy częściowego powrotu do procesów i struktur z dziedziny planowania obronnego wdrażanych przez Sojusz w trakcie zimnej wojny, z których zrezygnowano w latach dziewięćdziesiątych. W deklaracjize szczytu[1] powtórzono zapisy Koncepcji Strategicznej NATO z 2022 r. o tym, że najbardziej znaczącym i bezpośrednim zagrożeniem dla bezpieczeństwa sojuszników oraz pokoju i stabilności na obszarze euroatlantyckim jest Rosja. Choć podkreśla się trzy główne zadania Sojuszu (obrony i odstraszania, przeciwdziałania i reagowania na kryzysy oraz rozwijania współpracy z partnerami), to w warunkach podważania przez Moskwę europejskiego porządku bezpieczeństwa NATO będzie się koncentrować na tym pierwszym – rozwijać zdolności nuklearne, konwencjonalne i obrony przeciwrakietowej uzupełnione przez te związane z kosmosem i cyberprzestrzenią.

W Wilnie sojusznicy zaakceptowali regionalne plany obronne dla trzech teatrów działań: północ (europejska część Arktyki i północny Atlantyk), centrum (region Morza Bałtyckiego i Europa Środkowa) oraz południe (region mórz Śródziemnego i Czarnego), bazujące na istniejących planach strategicznych. Mają się one stać podstawą rozwijania sił, zdolności i ćwiczeń wojskowych, a tzw. nowy model sił NATO (new NATO Force Model), uzgodniony jeszcze w Madrycie, ma gromadzić formacje wojskowe przypisane do ich realizacji. Dodatkowo mają powstać nowe sojusznicze siły reagowania (Allied Reaction Force), aby zapewnić możliwość szybkiej reakcji na różne zagrożenia we wszystkich obszarach geograficznych Sojuszu. Struktura dowodzenia i sił NATO zostanie wzmocniona. W szczególności dotyczy to trzech połączonych dowództw sojuszniczych (JFC w Norfolk, Brunssum i Neapolu), które będą kierowały operacjami obronnymi w trzech ww. regionach. Najprawdopodobniej mają również powstać (dwa) wystawiane przez sojuszników dowództwa armijne (odpowiedzialność za jedno z nich przejmą zapewne Amerykanie). Wraz z istniejącymi (wielo)narodowymi dowództwami korpusów (jak w Szczecinie) i dywizji (jak w Elblągu czy łotewskim Ādaži) zostaną one wpięte w regionalne plany obronne. W końcu zostaną im podporządkowane konkretne brygady, dywizje i korpusy.

Nie ma jednak zmiany koncepcji Sojuszu dotyczącej stacjonowania sił na wschodniej flance. Formalnie NATO pozostaje przy rotacyjnej obecności batalionowych grup bojowych w Polsce, państwach bałtyckich, na Słowacji, Węgrzech, w Rumunii i Bułgarii, które mogą zostać szybko rozbudowane do sił wielkości brygady. Niemniej poszczególni sojusznicy nadal mogą decydować, czy chcą się zaangażować w państwach wschodniej flanki w większym stopniu. I tak pod koniec czerwca Niemcy zadeklarowały gotowość do stopniowego rozmieszczenia na stałe brygady w sile ok. 4 tys. żołnierzy na Litwie, warunkując to rozbudową tamtejszej infrastruktury. Z kolei Kanada bezpośrednio przed szczytem ogłosiła zwiększenie swojej stałej rotacyjnej obecności na Łotwie (do 2,2 tys. żołnierzy w ciągu trzech lat), co wraz z wkładem pozostałych sojuszników dawałoby siły wielkości brygady. Ci zadecydowali jednak o wzmacnianiu obrony powietrznej (OP) na terytorium NATO poprzez regularne ćwiczenia i rotacyjną obecność nowoczesnych systemów OP – w pierwszej kolejności na wschodniej flance.

W deklaracji ze szczytu pojawiły się też nowe sformułowania dotyczące strategii odstraszania nuklearnego, co prawdopodobnie należy łączyć z rosyjskimi groźbami wykorzystania broni jądrowej oraz rozmieszczeniem taktycznej broni jądrowej na Białorusi. Owe sformułowania dotyczą modernizacji zdolności nuklearnych Sojuszu oraz aktualizacji planowania w tym obszarze, a także zapewnienia jak najszerszego udziału sojuszników w programie nuclear sharing. To ostatnie może sygnalizować otwarcie dyskusji o ewentualnym włączeniu do tego programu Polski – przynajmniej w przypadku certyfikowania przez USA samolotów F-35 do przenoszenia ładunków jądrowych.

Równie istotne co wypracowanie i przyjęcie nowych regionalnych planów obronnych będzie ich wdrażanie. Będzie ono zależało od woli politycznej państw członkowskich – wynikającej m.in. z postrzegania stopnia zagrożenia płynącego ze strony Rosji – do inwestowania i modernizacji własnych sił zbrojnych zgodnie z wymogami i zapotrzebowaniem NATO. Wola ta będzie się odzwierciedlała w poziomie finansowania obronności oraz zwiększeniu produkcji zbrojeniowej w krajach Sojuszu. Te zgodziły się wprawdzie w Wilnie przeznaczać „przynajmniej 2% PKB rocznie na obronność”, w tym 20% na uzbrojenie i sprzęt wojskowy, lecz według danych NATO w 2023 r. uczyni tak tylko 11 z 31 państw. Zgodnie z uzgodnieniami z 2014 r. wszyscy członkowie Sojuszu mieli osiągnąć ten pułap w 2024 r. Liderem wśród państw wydających najwięcej na obronność jest obecnie Polska (3,9% PKB), a kolejne miejsca zajmują: Stany Zjednoczone (3,49%), Grecja (3%), Estonia (2,7%), Litwa (2,5%), Rumunia, Finlandia i Węgry (po 2,4%), Łotwa (2,27%) oraz Wielka Brytania i Słowacja (nieznacznie powyżej 2%). Francja i Niemcy zamierzają przeznaczyć w tym roku na ten cel odpowiednio 1,9% i 1,57% PKB. W Wilnie NATO uzgodniło też plan działań dotyczących produkcji zbrojeniowej (Defence Production Action Plan). Ma on poprawiać interoperacyjność oraz standaryzację uzbrojenia i sprzętu wojskowego w Sojuszu.

Ważne w kontekście wzmocnienia obrony i odstraszania w regionie Morza Bałtyckiego było porozumienie zawarte w przeddzień szczytu pomiędzy Turcją, Szwecją i sekretarzem generalnym NATO, na którego podstawie Ankara zobowiązała się do jak najszybszego ratyfikowania protokołu akcesyjnego Szwecji do Sojuszu. Sztokholm i Ankara zgodziły się m.in. na powołanie nowego formatu na poziomie ministrów, w ramach którego omawiane byłyby kwestie walki z terroryzmem. Dodatkowo druga z tych stolic zapewniła, że przedstawi plan działań w tym obszarze, a sekretarz generalny NATO ma powołać specjalnego koordynatora ds. zwalczania terroryzmu. Zatwierdzenie przez turecki (i węgierski) parlament członkostwa Szwecji w Sojuszu stanie się zapewne możliwe najwcześniej jesienią.

osw.waw.pl

sobota, 15 lipca 2023


Białoruski rząd i niezależne źródła potwierdziły 14 lipca, że ​​instruktorzy Grupy Wagnera, którzy wcześniej stacjonowali w Afryce, przybyli wcześniej na poligony na Białorusi. Białoruskie Ministerstwo Obrony (MON) opublikowało 14 lipca materiał filmowy, na którym widać instruktorów Wagnera szkolących białoruskie wojska terytorialne w pobliżu miejscowości Asipowicze w obwodzie mohylewskim. Białoruskie źródło wewnętrzne twierdziło, że instruktorzy Wagnera z afrykańskiego kontyngentu Wagnera (określonego przez źródło jako „Wagner Africa Corps”, choć nie wiadomo, czy jest to formalna nazwa) przybyli na Białoruś 11 lipca konwojem z okupowanego obwódu ługańskiego. Białoruskie źródło zasugerowało, że Wagner stara się rotować żołnierzy z ich afrykańskiego kontyngentu i że przybycie niektórych instruktorów na Białoruś jest częścią szerszego wysiłku związanego z rotacją wojsk. Pewien rosyjski blogger twierdził, że tylko część afrykańskiego kontyngentu Wagnera opuściła Afrykę i że w afrykańskich krajach-gospodarzach pozostaje wystarczająca liczba żołnierzy do wykonywania wyznaczonych zadań. Międzynarodowo rozmieszczeni dowódcy Wagnera prawdopodobnie przybywają na Białoruś, aby przygotować infrastrukturę szkoleniową i ustalić warunki przybycia regularnych sił Wagnera, które podobno mają zostać rozmieszczone na Białorusi na początku sierpnia po urlopie i reorganizacji po zbrojnym buncie Wagnera z 24 czerwca. Rosyjscy blogerzy dodatkowo wzmocnili zdjęcie z 14 lipca, które podobno przedstawia samego Prigożyna albo na Białorusi, albo w drodze na Białoruś z okupowanego obwodu ługańskiego, ale jeden z blogerów zauważył, że obecna rola Prigożyna w Wagnerze pozostaje niejasna.

Dymisja byłego dowódcy 58. Armii Połączonej Armii, generała dywizji Iwana Popowa, nadal wywołuje wyraźny gniew przeciwko rosyjskiemu dowództwu wojskowemu i rosyjskim przywódcom cywilnym. Rosyjscy blogerzy argumentowali, że dymisja Popowa pokazuje, że rosyjskie dowództwo wojskowe niszczy opinie dowódców o sytuacji na froncie i że rosyjskie dowództwo zapomniało, że ich głównym priorytetem jest zachowanie personelu. Rosyjski korespondent wojskowy argumentował, że dymisja Popowa ilustruje poważny problem zarówno rosyjskiego przywództwa wojskowego, jak i rosyjskiego przywództwa cywilnego. Sprawozdawca wojenny oskarżył przywódców cywilnych o rutynowe tłumienie i ignorowanie raportów z linii frontu oraz o brak odpowiedniej mobilizacji rosyjskiej bazy przemysłu obronnego (DIB) do działań wojennych. Korespondent wojskowy twierdził, że rosyjskie elity i biznesmeni mają porozumienia z rosyjskim dowództwem wojskowym, ograniczające rosyjskie działania wojskowe w terenie, aby uniknąć niszczenia interesów ekonomicznych – (...). Prigożyn oskarżył wcześniej rosyjskich oligarchów o oszukiwanie Putina i rosyjskiej opinii publicznej w celu rozpoczęcia inwazji na Ukrainę w celu podziału między siebie majątku okupowanych terytoriów ukraińskich. Wysłannik wojenny ostrzegł również, że rosyjska hierarchia dowodzenia na Ukrainie ulega dalszej degradacji i że sytuacja „zaczyna wrzeć”. Dymisja Popowa ujawniła nowy poziom niepokoju o dynamikę frakcyjną i zdegradowane struktury dowodzenia w rosyjskiej armii po buncie Prigożyna z 24 czerwca i prawdopodobnie posłuży jako punkt nerwobólu w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej w dającej się przewidzieć przyszłości.

(...)

Rosyjskie władze zatrzymały byłego funkcjonariusza Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) Michaiła Poliakowa, który podobno jest administratorem kilku popularnych kanałów telegramów poświęconych polityce wewnętrznej Kremla. Moskiewska policja miejska zatrzymała Polakowa pod zarzutem wyłudzania od nieokreślonych rosyjskich polityków i biznesmenów. Źródła rosyjskie twierdziły, że Poliakow prowadzi kanał „Kremlowska praczka” i jest powiązany lub administrator kanałów telegramowych „Brief” i „Siłowiki”.  „Brief” i „Siloviki” zaprzeczyły jednak, jakoby Polyakov był powiązany z ich kanałami. Te trzy kanały telegramowe rutynowo spekulują na temat wewnętrznej polityki Kremla i dynamiki między rosyjskimi frakcjami politycznymi oraz promują znaczące plotki w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej. Kanały spekulujące na temat polityki wewnętrznej Kremla stanowią specyficzną niszę rosyjskiej przestrzeni informacyjnej, a zatrzymanie Polakowa sugeruje, że Kreml może dążyć do stłumienia spekulacji na temat polityki wewnętrznej po buncie Wagnera.

(...)

Kreml podjął (...) starania o utrzymanie wysokich rangą oficerów na swoich stanowiskach bez konieczności uzyskiwania specjalnych zwolnień z limitów wieku emerytalnego. Prezydent Rosji Władimir Putin podpisał 14 lipca dekret zwiększający o pięć lat ograniczenia wiekowe dla wszystkich rezerwistów: personel „pierwszej klasy” z 35 do 40 lat, „drugiej klasy” z 40 do 45 lat, „trzeciej klasy” od 50 do 55 lat, młodsi oficerowie od 55 do 60 lat i starsi oficerowie od 60 do 65 lat. Dekret przewiduje, że ograniczenia wiekowe dla każdej kategorii będą corocznie zwiększane o rok od stycznia 2024 do stycznia 2028. Niedawno rząd federalny Rosji przyjął ustawę analogicznie wydłużającą wiek emerytalny dla wyższych oficerów, o czym wcześniej informowało ISW.

Rosja kontynuuje rozszerzanie świadczeń socjalnych dla uczestników wojny na Ukrainie. Putin podpisał dekret zezwalający na wypłatę odszkodowania za śmierć i rany rosyjskim budowniczym fortyfikacji na Ukrainie i ich rodzinom. Dekret przewiduje, że wypłaty – pięć milionów rubli (55 401 USD) za śmierć i 3 miliony rubli (33 240 USD) za obrażenia – będą pochodzić z rosyjskiego budżetu federalnego i mają moc wsteczną w odniesieniu do wszystkich zgonów i obrażeń od rozpoczęcia pełnej skala inwazji na Ukrainę.

Ukraina nadal wskazuje, że Rosja unika międzynarodowych sankcji i pozyskuje komponenty podwójnego zastosowania do krajowej produkcji broni. Szef Centrum Badań Trofeów i Broni Potencjalnej oraz Wyposażenia Wojskowego Ołeksandr Zaruba poinformował, że siły ukraińskie nadal znajdują produkty podwójnego zastosowania, w tym złącza wtykowe szwajcarskiej firmy, w przechwyconej rosyjskiej broni przez siły ukraińskie. Zaruba poinformował, że rosyjskie firmy importują objęte sankcjami towary high-tech przez Armenię i Kazachstan.

Rosyjskie władze okupacyjne kontynuują wysiłki na rzecz konsolidacji kontroli administracyjnej nad terytoriami okupowanymi poprzez manipulowanie wymaganiami dotyczącymi pobytu i przymusową paszportyzację okupowanej ludności. Okupacyjne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Obwodu Chersońskiego ogłosiło 14 lipca, że ​​„cudzoziemcy” i „bezpaństwowcy”, którzy przebywają na terytoriach okupowanych przez Rosję od 30 września 2022 r., mogą ubiegać się o zezwolenie na pobyt w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Rosji, dostarczając odciski palców, fotografie i dokumenty w języku rosyjskim. Prezydent Rosji Władimir Putin podpisał wcześniej dekret, który definiuje cudzoziemców i bezpaństwowców jako zasadniczo podlegających deportacji z okupowanych obszarów Ukrainy w przypadku braku takich dokumentów pobytowych, a władze okupacyjne prawdopodobnie naciskają na mieszkańców obszarów okupowanych, aby rejestrowali się w celu uzyskania zezwoleń na pobyt, w celu zebrania danych osobowych do wykorzystania w przyszłości. Podobnie Ukraińskie Centrum Oporu poinformowało 14 lipca, że ​​rosyjskie władze okupacyjne zmuszają pracowników przedsiębiorstw państwowych, którzy odmówili rosyjskich paszportów, do wypełniania „kart migracyjnych” i rejestrowania się w celu uzyskania „zezwoleń na pobyt czasowy” oraz grożą mieszkańcom deportacją po 90-180 dniach, jeśli nie uzyskają zezwoleń. Doradca administracji ukraińskiego obwodu chersońskiego Serhij Khlan oświadczył 14 lipca, że ​​rosyjskie władze okupacyjne zwiększają liczbę kontroli ukraińskich cywilów bez rosyjskich paszportów, i że ukraińscy cywile bez rosyjskich paszportów będą deportowani od grudnia. Ukraińskie źródło poinformowało 13 lipca, że ​​rosyjskie władze okupacyjne już rozpoczęły przymusowe eksmisje obywateli Ukrainy w rejonie Heniczesk, którzy nie mają rosyjskich paszportów i ponownie zaludniają rezydencje wypędzonych obywateli Ukrainy obywatelami rosyjskimi z upośledzonych mniejszości etnicznych.

understandingwar.org

Scena z lutego 2022 r. — tuż przed rozpoczęciem inwazji na Ukrainę, Putin wyśmiewa, a po chwili stawia do pionu Sergieja Naryszkina, szefa rosyjskiego wywiadu. Ten publicznie się kaja przed Władimirem Władimirowiczem, bo podczas narady nie dość mocno wyraził poparcie dla uznania niepodległości separatystów z Donbasu i Ługańska.

Tamta narada, podczas której Putin prężył muskuły i był pewien swego, poprzedziła atak na Ukrainę. Wojnę, która miała być krótka i zakończona zwycięską paradą w Kijowie. Tyle że mijają miesiące, inwazja trwa. Do tego Putinowi doszedł bunt Prigożyna, szefa tzw. armii Wagnera — najemników walczących w Ukrainie.

— Teraz taka narada nie miałaby już takiego przebiegu. Putin po bezprecedensowej akcji Prigożyna zmienił ton, stał się bardziej ugodowy. To pewien znak firmowy — gdy Putin czuje zagrożenie, łagodnieje. Było to widać choćby wtedy, gdy Chiny jasno powiedziały, by nie grał kartą atomową — od razu zaczął inaczej się wypowiadać. Teraz jest podobnie, Putin wie, że nie w pełni kontroluje sytuację. Zdaje sobie sprawę, że Prigożyn ma swoich zwolenników. Przecież ktoś w armii i służbach specjalnych przymknął oko na jego bunt, pozwolił mu rozpocząć marsz na Moskwę, w którym jednak nie chodziło o obalenie władz, a o rozgrywkę z ministrem obrony Sergiejem Szojgu — podkreśla dr Agnieszka Bryc.

Dodaje, że akcja Prigożyna, choć niewymierzona bezpośrednio w Putina, była policzkiem, ciosem w twarz. Uzmysłowiła mu, że nie jest wszechmocny i musi liczyć się z otoczeniem, w którym ma swoich krytyków.

— Najciekawsze jest to, czego nie widzimy w tej chwili. Z jednej strony jest niby cicho po buncie Prigożyna, ale na pewno trwają czystki i sprawdzanie, jak głęboko w strukturach armii zakorzenione jest poparcie dla Prigożyna i jego poglądów, na kogo Putin może liczyć "w godzinie próby". Ten tzw. bunt pokazał przecież, że w strukturach Kremla jest potencjał krytyczny wobec władz Rosji, że nie wszyscy będą umierać za Putina i jeśli on zacznie słabnąć — a słabnie — będą osoby, które nie będą za niego umierać — przekonuje politolog z UMK w Toruniu.

Ekspertka od Rosji widzi analogię z latami 90. w Rosji. Wówczas prezydent Borys Jelcyn nie tylko był oskarżany o pijaństwo, ale i o to, że staje się marionetką w rękach tzw. Familii, oligarchów wzbogacających się na dzikiej prywatyzacji. Rosja popadała w kryzys ekonomiczny i społeczny, wielkim problemem była wysoka przestępczość — państwo wchodziło w okres kolejnej "smuty". W końcu schorowany Jelcyn oddał władzę. Na następcę wyznaczono właśnie Putina, wcześniej szerzej nieznanego byłego oficera KGB.

onet.pl

Siły rosyjskie wyparły obrońców z kolejnych pozycji w masywie leśnym na południowy zachód od Kreminnej (ograniczonym od południa rzeką Doniec i od zachodu rzeką Żerebeć). Podeszły także pod położoną nad rzeką Żerebeć miejscowość Torśke, przez którą przebiega prowadząca z Łymanu główna trasa zaopatrzenia broniących się w masywie jednostek ukraińskich. Rosjanie odnotowali postępy również na pograniczu obwodów ługańskiego i charkowskiego, częściowo zajmując Nowoseliwśke i wyprowadzając uderzenie w kierunku Stelmachiwki. Niepowodzeniem miały się natomiast zakończyć ataki agresora w kierunku rzeki Żerebeć na pograniczu obwodów donieckiego i ługańskiego. Nie przyniosły też zmian ukraińskie i rosyjskie ataki w rejonach Awdijiwki i Bachmutu. Niemniej Sztab Generalny armii ukraińskiej donosił o częściowym sukcesie na południowy zachód od drugiego z wymienionych miast (na kierunku Biła Hora – Andrijiwka).

Wojska ukraińskie miały odzyskać kontrolę nad tzw. zwierzyńcem (dawną fermą hodowlaną) na południowy wschód od Marjinki. Rezultatu nie przyniosły natomiast kolejne rosyjskie ataki w zachodniej części miasta oraz na południe od niego. Niepowodzeniem zakończyły się także kolejne ukraińskie próby natarcia na pograniczu obwodów zaporoskiego i donieckiego na południowy wschód od Wełykiej Nowosiłki oraz w obwodzie zaporoskim, aczkolwiek Sztab Generalny armii ukraińskiej informował o „pewnym sukcesie” na południe od Orichiwa. Według części źródeł Rosjanie przeprowadzili udaną akcję zaczepną w rejonie Hulajpola, podchodząc pod leżącą na wschód od niego miejscowość Czerwone. Zgodnie z komunikatami ukraińskich władz Mariupola do miasta i w jego okolice mają trafiać kolejne jednostki rosyjskie (m.in. piechoty morskiej), a łączna liczba zgromadzonych tam żołnierzy agresora sięgnęła 35 tys.

Trzy noce z rzędu Rosjanie ponawiali uderzenia na Ukrainę, wykorzystując drony kamikadze Shahed-136/131. Według ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych 12 lipca obrońcy zestrzelili 11 z 15 dronów, 13 lipca wszystkie 20, a 14 lipca 16 z 17. Najpoważniejsze skutki przyniósł atak z 13 lipca, w którym doszło do zniszczeń w co najmniej czterech rejonach Kijowa, a kilka osób zostało rannych. Tego samego dnia celem wrogich dronów był także obwód kirowohradzki, w tym jego stolica – Kropywnycki. Dzień wcześniej shahedy zniszczyły obiekt infrastruktury w obwodzie czerkaskim, a 14 lipca przedsiębiorstwo w Krzywym Rogu. 12 lipca w wyniku uderzenia niezidentyfikowanego obiektu do zniszczeń doszło w Zaporożu, gdzie rannych zostało 21 osób, a celem zmasowanego ostrzału artyleryjskiego był Nikopol i jego okolice. 13 lipca wrogie rakiety uderzyły w obwodzie chmielnickim. Dowództwo Sił Powietrznych informowało o użyciu przez agresora dwóch pocisków Kalibr (oba miały zostać zestrzelone) i jednego pocisku Iskander-M.

12 i 13 lipca celem ukraińskiego ataku rakietowego był Mariupol. Według wiceminister obrony Hanny Malar w prowadzonych także w poprzednich dniach atakach na zaplecze agresora na południu obrońcom udało się zniszczyć liczne składy amunicji, w rezultacie czego liczba wrogich ostrzałów zmniejszyła się. Nocą 11 lipca ukraińskie rakiety Storm Shadow uderzyły także w zapasowe stanowisko dowodzenia 58. Armii Ogólnowojskowej (odpowiadającej za obronę w obwodzie zaporoskim) w okolicach Berdiańska. Zginął tam zastępca dowódcy Południowego Okręgu Wojskowego generał Oleg Cokow.

(...)

Komentarz

Efektem tzw. buntu Prigożyna jest upublicznienie w kraju kolejnych – po obserwowanych wiosną ub.r. w związku z wycofaniem rosyjskiej armii z północy Ukrainy – wyrazów niezadowolenia generalicji z tzw. specjalnej operacji wojskowej (ros. SWO) oraz kierowania nią przez ministra obrony FR Siergieja Szojgu i szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych FR generała Walerija Gierasimowa. W odróżnieniu od sytuacji z 2022 r. głosy te nie dotyczą jednak wyłącznie byłych wojskowych. Kwestią otwartą pozostaje, czy stanowisko dowódcy 58. Armii Ogólnowojskowej zostałoby upublicznione, gdyby nie uczynił tego emerytowany generał Gurulow. Krytyka operacji i popełnianych w jej trakcie błędów natury wojskowej to jednak fakt. Jej źródeł należy upatrywać w opublikowanej dekadę temu tzw. doktrynie Gierasimowa, w uproszczeniu określanej mianem rosyjskiej doktryny wojny hybrydowej. Zakładała ona, że zaangażowanie militarne będzie stanowiło zaledwie kilkanaście procent ogółu szeroko pojętych sił i środków (ekonomicznych, informacyjnych etc.), jakie zostaną wykorzystane w przyszłej wojnie. Nie przewidywała jednak sytuacji, w której przeciwnik – Ukraina wspierana przez wspólnotę zachodnią – będzie informacyjnie i gospodarczo (a potencjalnie także militarnie) znacznie silniejszy od Rosji. Krytyka SWO nie oznacza więc krytyki wojny, lecz wciąż ograniczonego podejścia do niej przez kierownictwo wojskowe i Władimira Putina. Przeciwnicy Szojgu i Gierasimowa jednogłośnie wskazują, że zwycięstwo na Ukrainie umożliwią jedynie powszechna mobilizacja i powrót do sowieckich wzorców prowadzenia wojny.

Istnieją silne poszlaki, że konsekwencją buntu Prigożyna są zmiany kadrowe wśród wyższych dowódców sił rosyjskich walczących na Ukrainie. Usuwa się oficerów podejrzewanych o bliskie związki z szefem Grupy Wagnera i podzielających jego negatywną opinię o kwalifikacjach Szojgu i Gierasimowa. Z kolei wypowiedź generała Popowa świadczy o narastającej frustracji wśród generalicji odpowiedzialnej bezpośrednio za prowadzenie działań bojowych. Zwraca uwagę podkreślanie braków sprzętowych i lekceważenie przez Sztab Generalny propozycji mających poprawić stan morale, jak również potwierdzanie dużej skuteczności artylerii przeciwnika, powodującej znaczne straty w ludziach.

osw.waw.pl

W piątek o wniosku Republiki Południowej Afryki dotyczącym Putina poinformował dziennik "Mail & Guardian" wiceprezydent tego kraju Paul Mashatile. Podano jednocześnie, że Kreml odrzucił wniosek władz południowoafrykańskich, by Władimir Putin nie brał udziału w szczycie krajów BRICS w Johannesburgu.

Rząd RPA chciał uniknąć wizyty prezydenta Rosji, by uchylić się od obowiązku zatrzymania go zgodnie z nakazem Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK). "Nie możemy zaprosić kogoś i aresztować go (...) bylibyśmy szczęśliwi, gdyby (Putin) nie przyjechał" - wyjaśnił Mashatile.

Kreml odrzucił jednak propozycję południowoafrykańskich władz, by na czele rosyjskiej delegacji na szczyt, który odbędzie się w dniach 22-24 sierpnia, stanął szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow. Mashatile podał też, że Brazylia, Indie i Chiny odrzuciły propozycję zorganizowania szczytu w formule online, a Indie i Brazylia nie zgodziły się na jego przeniesienie do Chin.

(...)

Powołanie 3 tys. rezerwistów do służby w Europie jest odzwierciedleniem tego, że sytuacja bezpieczeństwa się zmieniła i że jest potrzeba utrzymania zwiększonego kontyngentu sił na wschodniej flance przez długi czas — powiedział rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego John Kirby. Jak dodał, żołnierze rezerwy będą pełnić głównie administracyjne funkcje, które umożliwią utrzymanie obecnego poziomu sił USA.

— To, co zrobimy z tą niewielką liczbą 3 tys. rezerwistów, czy żołnierzy Gwardii Narodowej — to są ludzie, którzy są specjalistami w rzeczach takich jak administracja, logistyka czy medycyna, czyli funkcjach, których potrzebujemy, by wspierać i utrzymać dużą obecność na długi czas — powiedział Kirby w wywiadzie dla telewizji Fox News. — To jest zdanie sobie sprawy z faktu, że wiemy — że prezydent wie — że środowisko bezpieczeństwa się już zmieniło. Nie zmienia się, nie zmieni się, ale się zmieniło. I musimy zapewnić, żeby mieć odpowiednie siły, by utrzymać dodatkową obecność na wschodniej flance na długi czas — dodał.

(...)

Kanał Biełaruski Hajun odniósł się do nowej fotografii Jewgienija Prigożyna, zamieszczonej w sieci. Jak czytamy, kanał, który po raz pierwszy opublikował zdjęcie o godzinie 11:52, początkowo napisał, że zdjęcie pojawiło się na jednym z czatów, a "w metadanych oryginalnego zdjęcia data wykonania to 12 czerwca, 7:24". Post został jednak później edytowany, a czerwiec zmieniono na lipiec.

11 lipca Białoruski Hajun pisał, że zarząd Prigożyna po raz trzeci przyleciał na Białoruś. Wylądował na lotnisku w Machuliszczach o 19:40. Następnie, o 20:05, dwa śmigłowce odleciały z lotniska w Machuliszczach w rejon Asipowicz: Mi-24 i Mi-8 białoruskich sił powietrznych. Następnego dnia, 12 lipca, śmigłowce Mi-24 i Mi-8 ponownie poleciały z Machuliszcz w rejon Asipowicz i wróciły o 14:27 i 14:30. Co ważne, 2 godz. i 20 min później pokład Prigożyna odleciał z Machuliszcz do Petersburga.

"Innymi słowy, jeśli to zdjęcie rzeczywiście zostało zrobione 12.07 o 7:24, to w pełni potwierdza, że Prigożyn przyleciał do Machuliszcz wieczorem 11 lipca, został zabrany helikopterem do obozu namiotowego w wiosce Tsel, spędził tam noc i opuścił Machuliszcze następnego dnia" — czytamy we wpisie.

onet.pl