sobota, 3 września 2022


Plan Putina /Władimir Putin miał przesunąć datę zajęcia całego obwodu donieckiego z 31 sierpnia na 15 września/ zbiegł się także ze zintensyfikowanymi działaniami zbrojnymi oddziałów ukraińskich na południowym froncie. Ukraińcom udało się przerwać front pod Chersoniem, a 109 Pułk tzw. Donieckiej Republiki Ludowej uciekł z pola walki. Początek ukraińskiego uderzenia był zsynchronizowany z ostrzałem kluczowych magazynów, węzłów logistycznych oraz kwater, z których korzystają Rosjanie. W ostatnim czasie Ukraińcy zniszczyli systemy obrony przeciwlotniczej S-300, wyrzutnie rakiet Grad i Uragan, czołgi oraz haubice. Zgrupowanie „Kachowka" informowało, że Rosjanie mają dostęp tylko do pieszych przepraw bo oprócz promu, uszkodzony został kolejowy most Antonowski oraz most w Nowej Kachowce. Jako, że rosyjskie zgrupowanie obsadzające południowy front jest zaopatrywane i wspierane głównie z Krymu – Moskwa rozkazała przerzucać z półwyspu siły, by „łatać" południowy front.

Spod krymskiego Symferopolu wysłano kolumny wojskowe. Pierwsza, która wyjechała liczyła 400 samochodów. Potem zaczęto formować kolejną. Na Krym pospiesznie mają być przerzucane transporty wojenne. Zauważono w rosyjskich transportach - haubice samobieżne Msta-S i Goździk, czołgi T-72 oraz T-80, bojowe wozy piechoty i ciężarówki, a także cysterny z paliwem.

Co ciekawe, wysyłanie dodatkowego sprzętu i wojsk rosyjskich pod Chersoń oznacza, iż Siłom Zbrojnym Ukrainy jeszcze łatwiej je niszczyć. Jak raportuje agencja Ukrinform w następnych dniach Rosjanie stracili kolejne składy amunicji, przeprawy promowe, sześć czołgów, haubicę Msta, wyrzutnię rakietową Grad i osiem pojazdów opancerzonych. W ukraińskich precyzyjnych ostrzałach zginęło 102 rosyjskich żołnierzy.

Ukraińcy cały czas nękają ogniem przeprawy na Dnieprze. Od razu w mediach pojawiły się pytania czy to właśnie rozpoczęła się tak szeroko omawiana możliwa ukraińska kontrofensywa? Z pewnością Siłom Zbrojnym Ukrainy udało się pokazać, że posiadają inicjatywę operacyjną oraz że rosyjskie siły pod Chersoniem są narażone na ich precyzyjny ostrzał. Pospieszne „łatanie" frontu przez Rosjan także wystawia takie siły na kolejne uderzenia rakietowe. Odciąża również ukraińskich żołnierzy na innych odcinkach frontu, ponieważ Rosjanie od początku inwazji pokazali, że w rozproszeniu nie są w stanie osiągać założonych celów.

Potwierdziły się także głosy, że działania na froncie wojny obronnej 2022 roku nie są spektakularnymi bitwami ale mozolnym odbijaniem miejscowości – po miejscowości. Prawdopodobnie by zachować rezerwy na dalszy przebieg walk Kijów nie wysyła żołnierzy do ryzykownych szturmów.

defence24.pl

piątek, 2 września 2022


31 sierpnia premier Armenii Nikol Paszynian i prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew, przy udziale przewodniczącego Rady Europejskiej Charles’a Michela, rozmawiali w Brukseli na temat uregulowania konfliktu karabaskiego i normalizacji stosunków dwustronnych: delimitacji granicy, przygranicznego bezpieczeństwa, odblokowania szlaków komunikacyjnych, uwolnienia jeńców wojennych i wyjaśnienia losów osób zaginionych, wreszcie – przyszłości samego Górskiego Karabachu. Uzgodniono, że szefowie dyplomacji obu państw spotkają się w ciągu miesiąca i będą kontynuować prace nad projektem traktatu pokojowego. Do następnego spotkania Alijewa i Paszyniana ma dojść w listopadzie (w Brukseli).

Komentarz

Było to szóste spotkanie premiera Armenii i prezydenta Azerbejdżanu po zakończeniu wojny karabaskiej w 2020 r., w tym już czwarte w Brukseli (poprzednie miały miejsce w grudniu 2021 r. oraz w kwietniu i maju br.; wcześniej politycy dwa razy spotkali się w Rosji). Mimo braku wymiernych efektów w postaci podpisanych dokumentów czy zawartych porozumień, a także powtarzających się eskalacji napięcia w strefie konfliktu (do ostatniej doszło na początku sierpnia) z całą pewnością można mówić o postępie w negocjacjach. Świadczą o tym: realizacja uzgodnień z poprzednich spotkań (zgodnie z zapowiedzią powstała i odbyła już dwa spotkania komisja dwustronna ds. delimitacji wspólnej granicy, kierowana przez wicepremierów, podano również czas i miejsce kolejnego jej posiedzenia ) oraz kontynuacja dialogu.

Na przeszkodzie szybszej finalizacji procesu pokojowego – byłoby nią zawarcie traktatu obejmującego nawiązanie stosunków dyplomatycznych – stoi cały szereg wymagających rozstrzygnięcia kwestii szczegółowych (w warunkach braku zaufania pomiędzy stronami). Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest wewnętrzna sytuacja w Azerbejdżanie i Armenii. Istnieje obawa, że każdy kompromis zostanie przyjęty przez oba społeczeństwa i część elit jako zdrada interesów narodowych i wykorzystany przez opozycję do ataku na władze (w dużo większym stopniu dotyczy to Armenii). Z tego powodu komunikaty wydawane w Baku i Erywaniu po kolejnych spotkaniach zawsze nieco się różnią, zaś szczegóły rozmów nie są ujawniane.

Po kolejnym spotkaniu liderów Armenii i Azerbejdżanu, zaaranżowanym przez Charles’a Michela, można mówić o przejęciu inicjatywy przez UE w karabaskim procesie pokojowym. Wprawdzie do ostatniej rozmowy wicepremierów obu państw doszło 30 sierpnia w Moskwie (oprócz dwustronnej komisji ds. delimitacji obaj uczestniczą w trójstronnej, armeńsko-azerbejdżańsko-rosyjskiej grupie roboczej, której zadaniem jest przygotowanie odblokowania regionalnego systemu szlaków komunikacyjnych) – ale następna ma odbyć się już w Brukseli. Prestiż Rosji obniża fakt, że rozlokowane w rejonie konfliktu siły pokojowe nie są w stanie zapobiegać lokalnym incydentom zbrojnym i eskalacjom napięcia. Nie oznacza to jeszcze, że pozycja państwa rosyjskiego na Kaukazie Południowym uległa trwałemu osłabieniu. Wykorzystując posiadane instrumenty (polityczne, militarne, gospodarcze) oraz wpływy (m.in. wśród karabaskich Ormian), Moskwa może doprowadzić np. do destabilizacji w regionie konfliktu i tym samym wymusić korzystne dla siebie rozwiązania – choćby przedłużenie obecności sił pokojowych. W swoich działaniach musi się jednak liczyć z interesami Turcji – a pogorszenie relacji z tym krajem bardzo utrudniłoby jej wymianę handlową z zagranicą w warunkach wojny na Ukrainie oraz sankcji (Turcja nie pojawiła się w komunikatach po spotkaniu Alijewa i Paszyniana; proces normalizacji armeńsko-tureckiej biegnie równolegle z karabaskim procesem pokojowym).

W przededniu spotkania strona ormiańska przekazała Azerbejdżanowi miasto Laczyn oraz dwie wsie leżące w korytarzu laczyńskim, łączącym Armenię z separatystycznym Górskim Karabachem. W ten sposób wypełniony został kolejny punkt z dokumentu kończącego drugą wojnę karabaską (9/10 listopada 2020 r.). Od września ruch tranzytowy odbywa się po nowej drodze, położonej nieco na południe od starej, przeniesiono na nią też posterunki rosyjskich sił pokojowych. Wcześniejsze oddanie do użytku zbudowanej trasy (we wspomnianym dokumencie zapisano, że w ciągu trzech lat, czyli do jesieni 2023 r., ma zostać wyznaczony dopiero jej przebieg) jest wynikiem zdecydowanych działań i asertywności Baku, które chce jak najszybciej skonsumować wojenny sukces i zintegrować odzyskane tereny z resztą kraju. Azerbejdżan przeforsował to rozwiązanie, korzystając z przewagi nad Armenią, wsparcia ze strony Turcji oraz biernej postawy Rosji. Musi jednak brać pod uwagę, że dalsze tego typu kroki mogą doprowadzić do gwałtownych protestów w Armenii, zaś ewentualny upadek Paszyniana oznaczałby znaczne spowolnienie, jeśli nie zamrożenie procesu pokojowego.

osw.waw.pl

1 września Gazprom poinformował, że od 1 stycznia do 31 sierpnia br. wydobył 288,1 mld m3 gazu, co oznacza spadek o 49,1 mld m3, czyli o 14,6% w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym. Z wyliczeń agencji Bloomberg dokonanych na podstawie powyższych danych wynika, że dobowe wydobycie gazu przez koncern w sierpniu wyniosło 829 mln m3 , co stanowi wzrost o 7,1% względem poziomu z lipca br.

W swoim komunikacie Gazprom powiadomił również, że we wskazanym okresie eksport gazu do państw tzw. dalekiej zagranicy (Europa bez państw bałtyckich oraz Turcja i Chiny) wyniósł 82,2 mld m3, co oznacza spadek o 49,1 mld m3, czyli o 37,4% w stosunku do analogicznych miesięcy w roku ubiegłym. Jednocześnie koncern zaznaczył, że systematycznie rosną dostawy surowca do Chin gazociągiem Siła Syberii. Nie ujawnił jednak na razie szczegółowych danych dotyczących wolumenów. W komunikacie oceniono też, że w okresie styczeń–sierpień światowe zapotrzebowanie na gaz spadło o 40 mld m3, z czego 29 mld m3 przypadło na państwa członkowskie UE. Zwrócono także uwagę, że według stanu na 30 sierpnia zapełnienie magazynów gazowych na Ukrainie wynosi 13,1 mld m3 (zdaniem Gazpromu powinno to być minimum 19 mld m3). Stwierdza się ponadto, że choć teoretycznie da się zwiększyć ich zapełnienie, to realnie nie ma takiej możliwości.

W ostatnich dniach doszło do kolejnego ograniczenia dostaw rosyjskiego gazu na rynek UE. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami 31 sierpnia w godzinach rannych wstrzymano tranzyt surowca gazociągiem Nord Stream 1. Przerwa w eksploatacji ma potrwać do 3 września do godz. 3.00. Również 31 sierpnia Gazprom wstrzymał dostawy gazu dla francuskiej spółki Engie. Decyzję uzasadnił tym, że strona francuska do 30 sierpnia (do końca dnia roboczego) nie uregulowała płatności za import surowca w lipcu br. Gazprom ograniczył także 31 sierpnia o ok. 26% dostawy gazu dla włoskiej firmy Eni (z 27 do 20 mln m3 na dobę).

1 września rzecznik prezydenta FR Dmitrij Pieskow oświadczył, że kryzysowa sytuacja związana z eksploatacją gazociągu Nord Stream 1 jest bezpośrednią konsekwencją sankcji przeciwko Rosji. Zaznaczył, że wprowadzane przez państwa zachodnie restrykcje (w tym te przyjęte przez Wielką Brytanię) uniemożliwiają realizację wielu długoterminowych umów serwisowych i generują szereg problemów dla Gazpromu. W podobnym tonie wypowiedział się 31 sierpnia prezes tego koncernu Aleksiej Miller. Stwierdził on, że ze względu na europejskie ograniczenia sankcyjne wykorzystuje się tylko 20% przepustowości Nord Streamu 1 („Europa sama wpadła w sankcyjną pułapkę”). Zapowiedział także zgromadzenie rekordowych zapasów gazu w magazynach znajdujących się na terenie Rosji (zaznaczył, że obecne zapełnienie wynosi 92%).

Irański minister ds. ropy Javad Owji oznajmił, że w najbliższym czasie zostanie zawarta umowa między firmą NIOC a Gazpromem w sprawie zakupów i dostaw swapowych gazu. W lipcu br. oba podmioty podpisały memorandum o współpracy strategicznej, zakładające m.in. wspólne projekty w sektorze wydobywczym, przedsięwzięcia infrastrukturalne oraz transakcje wymiany gazu i produktów naftowych.

31 sierpnia rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA John Kirby zapowiedział, że 2 września ministrowie finansów państw G7 omówią inicjatywę wprowadzenia progu cenowego na zakup rosyjskiej ropy.

1 września. wicepremier FR Aleksandr Nowak oświadczył, że Rosja nie będzie dostarczać ropy do tych państw, które wprowadzą limity cenowe na rosyjski surowiec. Ponadto zapowiedział, że Moskwa jest za przedłużeniem porozumienia OPEC+ (w tym roku wygasa umowa zawarta w kwietniu 2020 r.). Dodał, że tę decyzję władz popierają również rosyjskie firmy naftowe. Pod koniec sierpnia minister energetyki Arabii Saudyjskiej deklarował, że wkrótce rozpoczną się prace nad nowym porozumieniem OPEC+.

Trzy japońskie firmy – Tokyo Gas, Kyushu Electric Power i JERA (joint venture Tokyo Electric Power Co. i Chubu Electric Power Co.) – odnowiły kontrakty na dostawy LNG z rosyjskiego projektu Sachalin 2. Od 5 sierpnia jego nowym operatorem jest spółka Sachalinskaja Energija.

Komentarz

Choć Gazprom od początku roku znacząco ograniczył produkcję i eksport gazu, to nie wiąże się to na razie z poważniejszymi konsekwencjami finansowymi dla samego koncernu. Według informacji przekazanych 30 sierpnia br. przez wiceprezesa zarządu koncernu Famila Sadygowa w pierwszych sześciu miesiącach br., pomimo spadku wolumenu sprzedaży do tzw. dalekiej zagranicy o 31%, spółka odnotowała zysk w wysokości 2,5 bln rubli (dla porównania w okresie styczeń–czerwiec 2021 r. kształtował się on na poziomie 968,5 mld rubli). Tego samego dnia Gazprom poinformował, że rada dyrektorów będzie rekomendować wypłatę dywidendy za pierwsze półrocze w wysokości 51 rubli za akcję. Korzystne wyniki finansowe są przede wszystkim konsekwencją wysokich cen gazu i ropy, które rekompensują na razie znaczące spadki wolumenów eksportu. O ile w 2021 r. średnia cena gazu na hubie TTF wyniosła (według kalkulacji Gazpromu) ok. 568 dolarów za 1 tys. m3, o tyle w tym roku wartości cenowe w poszczególnych miesiącach znacząco przekraczały te ubiegłoroczne (przykładowo w lipcu 1 tys. m3 surowca na TTF kosztował średnio ponad 1700 dolarów). Nie można wykluczyć, że wyniki finansowe za drugie półrocze również okażą się korzystne dla koncernu. Uwzględniając charakter formuł cenowych przewidzianych w długoterminowych kontraktach Gazpromu (modyfikacje cen następują z kwartalnym, sześcio- lub dziewięciomiesięcznym opóźnieniem), efekty znaczących wzrostów na gazowych rynkach spotowych oraz wzrostów cen ropy mogą być widoczne dopiero w kolejnych miesiącach. Ostateczne wyniki będą jednak również uzależnione od skali ewentualnych dalszych ograniczeń w rosyjskim eksporcie gazu do odbiorców europejskich.

Zauważalna w sierpniu nieznaczna zwyżka sprzedaży do odbiorców tzw. dalekiej zagranicy (w stosunku do lipca) to najprawdopodobniej konsekwencja zwiększenia dostaw do Chin rurociągiem Siła Syberii. Sam Gazprom podkreśla, że miesięczne wolumeny eksportu gazu tą magistralą regularnie przekraczają zakontraktowane na ten rok wartości.

Choć komunikaty Gazpromu dotyczące wielkości produkcji i eksportu surowca publikowane są mniej więcej co dwa tygodnie, to dopiero w najnowszym z nich koncern po raz pierwszy od inwazji Rosji na Ukrainę zwrócił uwagę na niski poziom zapełnienia ukraińskich magazynów gazowych. Biorąc pod uwagę potrzeby państw europejskich w zakresie gromadzenia zapasów na nadchodzący sezon grzewczy i systematyczne zmniejszanie podaży przez Gazprom, nie można wykluczyć, że w najbliższym czasie dojdzie do ograniczenia lub wstrzymania eksportu surowca rurociągiem biegnącym przez Ukrainę. Taki scenariusz sygnalizują wprost niektóre rosyjskie media, a oficjalnym pretekstem mogłoby się stać np. wprowadzenie przez UE maksymalnego pułapu cenowego na dostawy gazu z Rosji (rozważane w Brukseli). Całkowite wstrzymanie dostaw rosyjskiego surowca do Europy wpisywałoby się w obserwowaną w ostatnich miesiącach logikę eskalowania kryzysu gazowego przez Moskwę.

W komunikatach na temat wielkości produkcji i wolumenów błękitnego paliwa dostarczanych na poszczególne rynki Gazprom nie ujawnia danych dotyczących wielkości dostaw do odbiorców wewnętrznych. Koncern publikuje jedynie, o ile zmniejszyły się one w kolejnych miesiącach w stosunku do analogicznych okresów ub.r. (w okresie styczeń–sierpień br. spadły o 4,7 mld m3 , czyli o ok. 2,9% r/r). Przy jednoczesnym braku publikacji danych mających być punktem odniesienia nie da się ocenić, ile surowca ostatecznie trafia do odbiorców krajowych, a ile po wydobyciu ulega zniszczeniu. W ostatnich tygodniach w mediach doniesienia sugerujące, że w okolicach stacji kompresorowej Portowaja (która umożliwia eksport surowca z Rosji gazociągiem Nord Stream 1) spalane są znaczące ilości gazu. Ich wartość szacowano na 10 mln dolarów dziennie. Agencja Rystad Energy ocenia, że w Rosji może dochodzić do spalania ok. 4,34 mln m3 surowca na dobę.

osw.waw.pl

W drugiej połowie sierpnia ceny gazu na giełdach europejskich osiągały kolejne rekordy. 26 sierpnia na holenderskim TTF cena kontraktów na następny miesiąc wzrosła przejściowo do ponad 346 euro/MWh, prawie dwukrotnie bijąc dotychczasowy rekord z tygodnia po wybuchu wojny na Ukrainie. Jednocześnie da się zaobserwować niespotykaną do tej pory zmienność cen – jednego dnia, tego samego 26 sierpnia, w ciągu kilku godzin spadły one o ok. 60 euro. Choć od tego czasu także regularnie spadały – ostatniego dnia sierpnia do nieco poniżej 240 euro za MWh – to rynek pozostaje w napięciu, a zbliżająca się zima zwiastuje kolejne wzrosty.

Szalejące ceny coraz mniej odzwierciedlają bieżącą sytuację rynkową – horrendalny rekord osiągnięty został niemal w środku lata, kiedy tradycyjnie zapotrzebowanie utrzymuje się na relatywnie niskim poziomie. Co więcej, pomimo problemów z dostępnością surowca zapełnianie europejskich magazynów postępuje w dość dobrym tempie – średniounijny poziom ich wypełnienia wyniósł pod koniec miesiąca już 80%. Wreszcie: wyraźnie widoczne jest też obniżanie się – w związku z sytuacją na rynku – popytu na gaz w Europie. Według dostępnych danych za pierwsze półrocze br. jego zużycie w krajach członkowskich UE spadło o prawie 12% względem analogicznego okresu roku poprzedniego i o 6,5% w porównaniu ze średnią z ostatnich pięciu lat.

Wszystko to wskazuje na dużą nerwowość na rynku europejskim. Niespotykana zmienność i wysokie ceny odstraszają niektórych jego uczestników, zdarzają się przypadki renomowanych firm odstępujących od wykonania kontraktów i pojawiają się opinie, że handel na europejskich giełdach jest o krok od załamania. Coraz bardziej oczywiste staje się też to, że zapaść potrwa dobrych kilka lat, a Europę czeka więcej niż jedna trudna zima.

Przyczyny

Obecna sytuacja wiąże się z trwającym już od roku i nasilającym się kryzysem, którego końca nie widać. Ceny gazu rosną, a dostępność niezakontraktowanego surowca na świecie spada. Utrzymujące się rekordowe dostawy LNG do Europy oraz większe zakupy surowca przez kraje azjatyckie – Chiny i Japonię – szykujące się do zimy oznaczają, że maleje elastyczność podaży i możliwość przyciągnięcia dodatkowych wolumenów gazu, np. dzięki dalej rosnącym cenom. Tymczasem przed nami wciąż sezon grzewczy i pół roku tradycyjnie wyższego zapotrzebowania oraz potencjalnych skoków konsumpcji w przypadku silnych i/lub długotrwałych mrozów. Problemy i niepokój na rynku podsycane są w dużym stopniu niekończącą się wojną na Ukrainie i wrogimi wobec UE działaniami Moskwy. Rosja jednoznacznie wykorzystuje dostawy gazu jako broń w wojnie ekonomicznej z Europą. Gazprom od roku obniża eksport do UE, a od wiosny jego spadki są coraz bardziej zauważalne. Ostatnio dostawy ustały nie tylko do tych firm i państw, które odmówiły uiszczenia płatności za gaz w rublach (Polska, Bułgaria, Finlandia, Dania, Holandia), lecz także – w związku z niesprecyzowanymi problemami z wypełnianiem kontraktu – do francuskiej Engie. Po znaczących ograniczeniach przesyłu przez Ukrainę i całkowitym zaprzestaniu używania rurociągu jamalskiego (maj br.) od czerwca rosyjski koncern zmniejsza dostawy Nord Streamem. W ostatnich tygodniach wykorzystanie szlaku nie przewyższało 20% jego mocy, a na okres 31 sierpnia – 2 września Gazprom ogłosił nieplanowane całkowite wstrzymanie przesyłu, jako pretekst wykorzystując problemy techniczne w stacji kompresorowej Portowaja (szerzej zob. Gazprom zapowiada czasowe wstrzymanie Nord Streamu 1; kolejne problemy KTK). W warunkach „ciasnego rynku” każde ograniczenie eksportu z Rosji będzie odbijać się na sytuacji rynkowej. Jednocześnie niepokój – i ceny – podsycać może utrzymywanie niepewności co do ciągłości i poziomu dostaw. Gry Moskwy będą stawały się coraz bardziej odczuwalne wraz ze wzrostem zapotrzebowania na surowiec w Europie i wchodzeniem przez nią w sezon grzewczy. Moskwa jest gotowa w pełni to wykorzystywać.

Trudności na europejskim rynku tego lata spotęgowała fala upałów, która przyniosła wzrost zapotrzebowania na energię (potrzebną m.in. do chłodzenia). Wysokie temperatury i susza skutkowały też niespotykanym obniżeniem poziomu wody w tamtejszych rzekach, co ograniczyło możliwość wykorzystania transportu rzecznego do przesyłu surowców energetycznych (m.in. węgla w Niemczech – por. Niemcy: problemy z logistyką węgla kamiennego). Wreszcie: przedłużają się w dużej części niespodziewane problemy techniczne elektrowni atomowych we Francji – nie pracują aż 32 ze wszystkich 56 obiektów tego typu. Tym samym produkcja energii tą metodą jest najniższa od 30 lat, rośnie wykorzystanie innych jej źródeł (w tym gazu), a kraj pierwszy raz od dekady stał się importerem elektryczności, zamiast – tak jak zwykle – sprzedawać ją za granicę i pomagać stabilizować sytuację na europejskim rynku energetycznym.

Skutki

Narastający, niespotykany kryzys gazowy coraz bardziej dotyka europejskie gospodarki i społeczeństwa, pogłębiając kryzys ekonomiczny w UE. Szczególnie wyraźnie widać to w sektorach gazochłonnych. Wytwórcy nawozów ogłaszają kolejne ograniczenia produkcji lub wstrzymywanie niektórych linii produkcyjnych (norweska Yara, polskie Azoty czy litewska Achema). Według szacunków ICIS ma to dotyczyć do 70% nawozów wytwarzanych w Europie, co już odbija się na rynku żywności. Spadki produkcji i wzrosty cen dotyczą też innych rynków, m.in. stali (ostatnie podwyżki ogłoszone przez ArcelorMittal) i aluminium. Wielokrotnie wyższe ceny gazu przyczynią się również do bankructw, ubiegania się przez część firm o wsparcie państwowe (por. apel Uniperu o zwiększenie pomocy o 4 mld euro) i przenoszenia produkcji poza Europę. Tym samym widoczny do tej pory spadek zapotrzebowania na ten surowiec (np. w przypadku niemieckiego przemysłu tylko w lipcu o 21% r/r) wiąże się w dużej mierze nie z działaniami strukturalnymi, ale z destrukcją popytu i szkodami dla gospodarek państw unijnych.

Sytuacja na rynku gazu jest też jednym z istotniejszych czynników napędzających kryzys na rynku energetycznym oraz przyczynia się do coraz większych problemów na rynkach innych surowców – w tym węgla i ropy. Ceny energii elektrycznej w państwach UE również biją kolejne rekordy (29 sierpnia w Niemczech kontrakty na następny rok osiągnęły zawrotną cenę 1000 euro/MWh) oraz są wyjątkowo zmienne (w ciągu kilku dni spadły o połowę). Potęguje to problemy ekonomiczne i jest coraz trudniejsze dla gospodarstw domowych. Według wypowiedzi medialnych prezesa głównego włoskiego stowarzyszenia przemysłowców Confindustria obecny szok na rynkach energetycznych niesie zagrożenie dla 20 tys. firm i 370 tys. miejsc pracy w kraju. Skokowo (i nierównomiernie w UE) rosną rachunki gospodarstw domowych, bankrutują kolejni dostawcy energii, a państwa członkowskie wdrażają indywidualnie kolejne działania ochronne mające ulżyć najbardziej poszkodowanym.

Planowane działania

Skala kryzysu, jego coraz powszechniejszy charakter oraz brak perspektyw jego wyhamowania sprawiają, że problemy energetyczne stają się jednym z kluczowych wyzwań dla Europy i intensyfikują dyskusje na temat możliwych przeciwdziałań. 29 sierpnia strukturalne reformy rynku elektryczności i interwencję kryzysową zapowiedziała przewodnicząca KE Ursula von der Leyen. Komisarz ds. energii Kadri Simson jeszcze w lipcu zadeklarowała, że KE przedstawi w październiku analizę dostępnych rozwiązań, a propozycja ustawodawcza powinna być gotowa w 2023 r. Aby uzgodnić możliwe do podjęcia na poziomie unijnym działania prezydencja czeska zwołała na 9 września nadzwyczajną radę energetyczną. Coraz powszechniejsze stają się wezwania do zniesienia powiązań pomiędzy cenami gazu i energii elektrycznej (po Hiszpanii i Włochach ostatnio apelują o to Austria, Belgia i Czechy, a zainteresowane takim rozwiązaniem przejawiają Francja i Niemcy) oraz wprowadzenie limitu cen gazu, a możliwe, że także prądu.

Regulowanie cen miałoby ograniczyć katastrofalne skutki ekonomiczno-społeczne ich wzrostów. Jednocześnie wyzwaniem pozostaje, jak wprowadzić niezbędne – jak się wydaje – reformy. Jedne z największych obaw dotyczą tego, że w przypadku ustanowienia limitu cen zniknąłby naturalny bodziec do – kluczowego dla przetrwania kryzysu i odrodzenia po nim gospodarek – zmniejszenia zużycia energii i gazu (czego przykładem jest rosnąca konsumpcja w Hiszpanii, która w maju wdrożyła takie ograniczenia w odniesieniu do cen gazu).

osw.waw.pl

czwartek, 1 września 2022


Główną areną walk pozostaje Donbas. Ukraińscy obrońcy powstrzymują natarcie rosyjskie na Bachmut oraz miejscowości na południowy wschód od niego (Weseła Dołyna, Zajcewe) oraz na północ od Gorłówki (Majorśk). Trwają walki o kontrolę nad leżącą pomiędzy oboma miastami Kodemą. Niepowodzeniem miały się zakończyć rosyjskie szturmy na północ (Awdijiwka, Krasnohoriwka) i zachód (Perwomajśke, Marjinka) od Doniecka. Na południowy zachód od tego miasta siły rosyjskie przecięły drogę Pawliwka–Marjinka, zostały jednak powstrzymane na północny wschód od Wuhłedaru (Wodiane). Obrońcy odparli natarcie na nowym kierunku uderzenia na zachód od Słowiańska (Sznurky), najeźdźcom udało się jednak przekroczyć w tym miejscu granice obwodów charkowskiego i donieckiego. Siły rosyjskie kontynuowały także próby przełamania wcześniej atakowanych pozycji obrońców na północ od Słowiańska (Bohorodyczne, Dołyna). Do starć doszło ponadto na północ od Charkowa.

Armia ukraińska nie potwierdziła doniesień medialnych o przełamaniu pozycji rosyjskich na pograniczu obwodów mikołajowskiego i chersońskiego. Według ukraińskiego Sztabu Generalnego walki toczyły się na pograniczu obwodów chersońskiego i dniepropetrowskiego (Potiomkyne), gdzie miało zostać odparte natarcie rosyjskie.

Rosyjskie artyleria i lotnictwo kontynuują ostrzał i bombardowanie pozycji i zaplecza wojsk ukraińskich wzdłuż całej linii styczności, w przygranicznych rejonach obwodu sumskiego oraz – w mniejszym stopniu – czernihowskiego. Poza bezpośrednimi rejonami walk głównymi celami uderzeń pozostają Charków, Mikołajów, Słowiańsk i Kramatorsk, rejony krzyworoski i nikopolski (z Nikopolem) oraz miejscowości na południowy wschód od Zaporoża. W atakach rakietowych ucierpiały także Krzywy Róg, Zaporoże i rejon Odessy. Aktywność artylerii i lotnictwa obrońców skupia się na obwodzie chersońskim, gdzie głównym celem pozostaje zaplecze logistyczne najeźdźcy. Według ukraińskiego Dowództwa Operacyjnego „Południe” oba mosty Antonowskie (kolejowy i samochodowy), most Kachowski (na tamie) i Darjiwśky znajdują się pod kontrolą ogniową, a kolejne uderzenia mają zagwarantować ich nieprzejezdność.

1 września na siedmiu poligonach Wschodniego Okręgu Wojskowego oraz morzach Japońskim i Ochockim rozpoczęło się główne tegoroczne przedsięwzięcie szkoleniowe Sił Zbrojnych FR – ćwiczenia strategiczne „Wostok-2022”. Ma w nich wziąć udział ponad 50 tys. żołnierzy i być wykorzystanych ponad 5 tys. jednostek ciężkiego uzbrojenia i sprzętu wojskowego, 140 samolotów i śmigłowców oraz 60 okrętów i jednostek pomocniczych. Poza żołnierzami rosyjskimi w ćwiczeniach biorą udział kontyngenty z Chin (największy po rosyjskim – 2 tys. żołnierzy, 300 jednostek ciężkiego uzbrojenia i sprzętu wojskowego, 21 samolotów i śmigłowców oraz 3 okręty), z Indii i Mongolii oraz państw Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym: Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi (250 żołnierzy), Kazachstanu, Kirgistanu i Tadżykistanu. Obserwatorów przysłały Algieria, Laos, Nikaragua i Syria. Faza aktywna ćwiczeń ma trwać do 7 września.

Obiegające media niepotwierdzone informacje o ukraińskiej kontrofensywie w rejonie Chersonia spowodowały reakcję władz Ukrainy, które podjęły kolejną próbę ujednolicenia przekazu informacyjnego. 29 sierpnia prezydent Wołodymyr Zełenski stwierdził, że armia ukraińska wypędzi najeźdźców pod samą granicę, ale informacje o planach operacji wojskowej nie będą udzielane. Tego samego dnia doradca szefa Biura Prezydenta Mychajło Podolak wezwał ekspertów, blogerów i polityków, aby nie formułowali pochopnych opinii na temat kontrofensywy i nie spekulowali co do przebiegu wydarzeń, nie czekając na oficjalne oświadczenia przedstawicieli Sił Zbrojnych lub Ministerstwa Obrony Ukrainy. Także Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy zaapelował o powstrzymanie się od spekulacji i jakichkolwiek ocen aktywności militarnej obrońców. Podkreślone zostały niedopuszczalność „podwójnej interpretacji” sytuacji na froncie, „żonglowania” terminologią wojskową i tworzenia nieuzasadnionych prognoz, zwłaszcza opieranie ich na wyjętych z kontekstu fragmentach wypowiedzi oficjalnych. Podkreślono, że „fikcyjne zwycięstwa nie przybliżają, a jedynie oddalają od prawdziwego Zwycięstwa”.

Utrzymuje się wysoka aktywność ukraińskich grup dywersyjnych na południu Ukrainy. 30 sierpnia w okolicach Chersonia w wyniku detonacji ładunku wybuchowego uszkodzony został samochód kierowany przez kolaboranckiego szefa policji drogowej. Tego samego dnia w Mychajłówce w obwodzie zaporoskim w wyniku wybuchu składu amunicji zginęło kilku rosyjskich żołnierzy, a 31 sierpnia w wyniku eksplozji ładunku wybuchowego w Berdiańsku uszkodzono budynek zajmowany przez organizację „Jesteśmy z Rosją”.

Potwierdzeniem dużego zagrożenia działalnością ukraińskich dywersantów jest wzmożona aktywność rosyjskiej armii i sił bezpieczeństwa na zapleczu frontu. Zwiększono liczbę patroli i punktów kontrolnych w okupowanych miejscowościach. Sprawdzane są m.in. smartfony w poszukiwaniu informacji mających potwierdzić antyrosyjskie postawy osób legitymowanych.

Efektem ukraińskiej aktywności wojskowej na południu Ukrainy, w tym uszkodzenia mostów na Dnieprze, jest wzrost nastrojów defetystycznych wśród żołnierzy rosyjskich i władz kolaboranckich. W Chersoniu i jego okolicach Rosjanie masowo rabują prywatne domy, wywożone są meble, sprzęt AGD i samochody. Z kolei „szef” okupacyjnej administracji obwodu zaporoskiego Jewhen Bałycki poinformował, że przenosi się na Krym ze względu na „sytuację rodzinną”. Zapewnił jednocześnie, że trwają przygotowania do tzw. referendum aneksyjnego, a on sam będzie zdalnie kierował administracją lokalną.

Władze Ukrainy apelują do rodziców przebywających na tymczasowo okupowanych terytoriach, aby nie posyłali swoich dzieci do tamtejszych szkół. Zamiast tego zaleca się zapisanie dziecka do jednej z ukraińskich szkół internetowych lub ewakuację z zajętych miejscowości. Apel jest spowodowany obawą, że dzieci zostaną poddane procesowi indoktrynacji mającej wzbudzić w nich niechęć do państwowości ukraińskiej. Przypomniano również, że nauczyciele, którzy zgodzili się uczyć według rosyjskich programów, naruszają prawo Ukrainy i będą uznani za kolaborantów podlegających odpowiedzialności karnej. Zgodnie z wcześniejszymi informacjami okupanci zmuszają rodziców do posyłania dzieci do szkół, a w przypadku nieposłuszeństwa grożą wywiezieniem dziecka i pozbawieniem praw rodzicielskich.

Ukraińskie organy ścigania kontynuują działania na rzecz wykrycia przestępstw majątkowych osłabiających bezpieczeństwo państwa. 30 sierpnia funkcjonariusze kontrwywiadu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i Narodowego Biura Antykorupcyjnego wszczęli w Zaporożu śledztwo w sprawie sprzeniewierzenia pomocy humanitarnej. Przeprowadzono przeszukania w radzie miejskiej i administracji cywilno-wojskowej. Jak dotąd nie podano wyników śledztwa, ale zakres działań i wstępne komunikaty organów ścigania wskazują, że we władzach lokalnych od początku rosyjskiej inwazji działała grupa przestępcza defraudująca pomoc humanitarną i zajmująca się przemytem narkotyków.

Zatrzymany w Serbii były generał Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Andrij Naumow, który miał pomagać Rosjanom w zajęciu elektrowni atomowej w Czarnobylu w pierwszych dniach inwazji, może otrzymać azyl w Federacji Rosyjskiej. Naumow kierował Głównym Departamentem Bezpieczeństwa Wewnętrznego SBU w latach 2019–2021, a wcześniej państwowym przedsiębiorstwem zajmującym się zarządzaniem strefą zamkniętą w Czarnobylu. Państwowe Biuro Śledcze Ukrainy prowadzi przeciwko niemu postępowanie przygotowawcze w sprawie zdrady stanu. Według nieoficjalnych informacji pod koniec sierpnia szef serbskiego MSW w rozmowie z sekretarzem rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Nikołajem Patruszewem omówił warunki transferu Naumowa do Rosji.

Misja Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) ma problemy z dotarciem do zajętej przez wojska rosyjskie Zaporoskiej Elektrowni Atomowej (ZEJ) w Enerhodarze – Rosjanie mieli nasilić działania militarne na trasie przejazdu delegacji. Dyrektor Agencji Rafael Grossi zapowiedział, że misja potrwa kilka dni oraz wyraził nadzieję, że przedstawiciele MAEA będą mogli być obecni na terenie elektrowni na stałe, lub przed dłuższy okres, w celu monitorowania bezpieczeństwa pracy obiektu. Tymczasem ukraiński koncern Enerhoatom poinformował w czwartek rano, że rosyjskie wojska dokonały ostrzału terenu ZEJ, co spowodowało automatyczne wyłączenie jednego z dwóch działających bloków.

Komentując porozumienie państw UE o pełnym zawieszeniu umowy o ułatwieniach wizowych między Unią Europejską a Rosją, prezydent Zełenski oświadczył, że pozwolenie Rosjanom na traktowanie Europy jako miejsca dla realizacji „prymitywnej konsumpcji” zaprzecza ideałom, na jakich wspólnota europejska została zbudowana. Jego zdaniem pieniądze zostawiane przez rosyjskich turystów nie mogą zagłuszać sumienia mieszkańców Starego Kontynentu.

Z badań przeprowadzonych przez portal work.ua wynika, że z powodu rosyjskiej agresji pracę straciło 30% mieszkańców Ukrainy. 1/3 respondentów przyznała, że pomimo iż pracodawca początkowo zawiesił swoją działalność, to po pewnym czasie ją wznowił, ponownie zatrudniając dotychczasowych pracowników. 27% Ukraińców nie odczuło wpływu wojny na swoje zatrudnienie. Jednocześnie poziom wynagrodzenia obniżył się wśród ponad połowy pracujących mieszkańców Ukrainy (36% deklaruje jego znaczny spadek, zaś 16% – nieznaczny), co czwarty deklaruje, że pozostało ono na tym samym poziomie, zaś jedynie 3% odczuło wzrost płacy.

Spośród 12 910 szkół funkcjonujących na Ukrainie jedynie 3,5 tys. rozpoczęło 1 września naukę w reżimie stacjonarnym – poinformował wiceminister oświaty i nauki Andrij Witrenko. Ponad 4,5 tys. placówek będzie prowadzić zajęcia w trybie hybrydowym – stacjonarnie oraz on-line, zaś pozostałe (prawie 5 tys.) wyłącznie zdalnie. Nauczanie zdalne będzie się odbywać także w szkołach położonych na terenach okupowanych (1288 placówek). Wiceminister stwierdził, że 2400 szkół zostało dotkniętych działaniami wojennymi, z czego 270 zostało całkowicie zniszczonych.

Komentarz

Tegoroczne ćwiczenia „Wostok” są znacznie skromniejsze od poprzednich (w 2018 r.), w których wzięło udział blisko 300 tys. żołnierzy i które stanowiły największe wojskowe przedsięwzięcie szkoleniowe zorganizowane przez Moskwę od ćwiczeń armii sowieckiej w 1981 r. Potwierdza to, że mimo prób utrzymania przez Rosję „normalnego” trybu szkoleniowego wojna na Ukrainie stanowi wysiłek znacząco ograniczający inną aktywność Sił Zbrojnych FR, zwłaszcza formacji lądowych i lotnictwa (udział w ćwiczeniach Marynarki Wojennej zmniejszył się nieznacznie). Za istotne wsparcie dla Rosji należy natomiast uznać udział w ćwiczeniach jednocześnie Chin i Indii, które dotychczas uchylały się od współudziału w organizowanych przez armię rosyjską przedsięwzięciach.

Reakcja ukraińskich władz cywilnych i wojskowych na medialny szum wokół „kontrofensywy” w rejonie Chersonia ukazała, jak trudnym zadaniem jest prowadzenie spójnej polityki informacyjnej w warunkach wojny. Pomimo stosowania tzw. cenzury wojennej władze nie są w stanie skutecznie kontrolować przekazu opisującego sytuację na froncie. Zdawkowe, nierzadko ostrożne komunikaty resortu obrony czy Sztabu Generalnego, często przynoszą efekt odwrotny od zamierzonego, czyli zapewnienia ochrony informacyjnej działań na froncie. Opisywana sytuacja wskazuje, jak ważne dla skutecznego prowadzenia wojny jest utrzymanie sprawnej komunikacji strategicznej między władzami w Kijowie, Sztabem Generalnym i władzami lokalnymi, a także dyscypliny wśród polityków i urzędników informujących o sytuacji na froncie.

Doniesienia medialne o kontrofensywie w obwodzie chersońskim świadczą o olbrzymim społecznym oczekiwaniu na przełom i spektakularny sukces na froncie, związanej z tym presji, pod jaką znajdują się władza i armia ukraińska. Jednocześnie sprzeczność doniesień armii ukraińskiej – według których nie podejmowała ona ostatnio w obwodzie chersońskim żadnych działań zaczepnych, z komunikatami przedstawicieli lokalnych administracji, informujących o kontrofensywie, nie pozwala aktualnie na rzetelną ocenę wydarzeń. Nie można wykluczyć, że pododdziały ukraińskie w ostatnich dniach podjęły próby natarcia lub rozpoznania bojem, które na pograniczu obwodów mikołajowskiego i chersońskiego miały w ostatnich miesiącach miejsce, jednak nie można tego typu działań utożsamiać z kontrofensywą.

Zaniepokojenie światowej opinii publicznej groźbą katastrofy w Zaporoskiej Elektrowni Atomowej na skutek prowadzonych przez rosyjskie wojska ostrzałów artyleryjskich spowodowało, że sytuacja wokół elektrowni stała się obiektem wojny informacyjnej. Moskwa i Kijów starają się zdyskredytować przeciwnika, obwiniając się wzajemnie o prowokacje i próby zerwania wizyty misji Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Rosyjskie ostrzały terenów wokół elektrowni są kontrowane oskarżeniami kolaboracyjnych władz pod adresem Kijowa, który rzekomo miał wydać rozkaz o wysadzeniu desantu w Enerhodarze, by w ten sposób wykorzystać podróż międzynarodowej delegacji do przejęcia kontroli nad miastem. Pomimo alarmistycznego tonu komunikatów obu stron ryzyko celowego wywołania katastrofy należy w tym momencie uznać za niskie, gdyż taki rozwój wypadków nie leży w interesie władz w Moskwie, jak i w Kijowie.
 
osw.waw.pl

środa, 31 sierpnia 2022


Ren Zhengfei, założyciel Huawei miał napisać ostre ostrzeżenie dotyczące przyszłości firmy, wywołując niepokój szczerością swojej oceny i tym, co to sygnalizuje dla mniejszych firm w obliczu kłopotów gospodarczych Chin i globalnego spowolnienia. W wyciekłej wewnętrznej notatce Ren Zhengfei powiedział pracownikom Huawei, że „chłód będzie odczuwalny przez wszystkich”, a firma musi skupić się na zysku, a nie na przepływie gotówki i ekspansji, jeśli ma przetrwać kolejne trzy lata, wskazując na dalsze redukcje zatrudnienia i dezinwestycje.

Zdaniem Ren Zhengfei, Huawei musi zmienić swoje myślenie i politykę biznesową, z pogoni za skalą na pogoń za zyskiem i przepływem gotówki. Dlatego firma nie będzie kupować lub wręcz zacznie wyzbywać się marginalnych firmy i ciąć dalsze miejsca pracy w centrali, aby zachować zasoby w celu wzmocnienia „zespołów frontowych” – Ren Zhengfei jako były wojskowy lubi tego typu militarystyczną frazeologię.

Przetrwanie firmy jest zagrożone w obliczu wpływu amerykańskich sankcji handlowych, napisał Ren Zhengfei. Dodał, że następne dwa lata będą kluczowe i że pracownicy powinni zmierzyć się z rzeczywistością podczas tworzenia prognoz dotyczących biznesu. „Koniec z opowieściami, musimy rozmawiać o realiach. (…) Musimy najpierw przetrwać, a przyszłość będziemy mieli, jeśli uda nam się przetrwać” – napisał Ren Zhengfei w notatce. „Następna dekada będzie bardzo bolesnym okresem historycznym, ponieważ globalna gospodarka nadal się kurczy” – ostrzegł Ren Zhengfei, wskazując na pandemię, a także wpływ wojny na Ukrainie i „ciągłą blokadę” ze strony USA na niektóre chińskie firmy.

Jak pisałem już wielokrotnie gospodarka ChRL znajduje się pod presją czynników, w tym ograniczeń pandemicznych (strategia „zero COVID), kryzysu w branży nieruchomości i załamania stosunków międzynarodowych. W tej chwili wydaje się niemożliwe, aby kraj osiągnął w tym roku swój cel wzrostu gospodarczego w wysokości 5,5%.

Wewnętrzne ostrzeżenie wskazuje, że Huawei jest w trybie zarządzania kryzysowego wśród spadających przychodów i zysków. Przychody firmy zmalały w pierwszej połowie 2022 r. o 5,9% (rok do roku) do 301,6 mld RMB (44,7 mld USD), z marżą zysku netto na poziomie 5%, w dół z 9,8% w tym samym okresie w zeszłego roku. Dane z innych źródeł także wskazują, że Huawei, notowany rutynowo jako największa chińska firma, pracuje nad opanowaniem dużych spadków przychodów i zysków. Przychody spadły o 14% w pierwszych trzech miesiącach 2022 r., a marża zysku netto zmniejszyła się do 4,3%, z 11,1% rok wcześniej, w ciągu trzech miesięcy do marca.

„W przeszłości wierzyliśmy w ideał globalizacji i aspirowaliśmy do służenia całej ludzkości, więc jaki jest nasz ideał teraz?” ma pytać Ren Zhengfei i sam sobie odpowiada: „Przetrwać i zarobić trochę pieniędzy tam, gdzie możemy. Z tego punktu widzenia musimy dostosować strukturę rynku i zbadać, co można zrobić, a z czego należy zrezygnować.”

Notatka Ren Zhengfei rozpowszechniła się w chińskich mediach społecznościowych błyskawicznie, udostępniona i omówiona przez ponad 100 milionów użytkowników, z niektórymi wyrażającymi obawy, co to oznacza dla zwykłych ludzi i małych firm, jeśli firma wielkości Huawei wysyłała takie ostrzeżenia. Niektórzy oczywiście uderzają w patriotyczne tony i obwiniają Stany Zjednoczone, które nie ma co ukrywać dołożyły się do problemów Huawei, ale większość raczej uważa, że kłopoty firmy odzwierciedlają większy kryzys chińskiej gospodarki. Wiele osób doszukuje się w słowach Ren Zhengfei wręcz paniki. Ponadto jest to teraz bardzo wrażliwy politycznie okres przed XX Zjazdem partii jesienią br. i wielu ludzi W ChRL uznało, że sytuacja musi być zła, skoro „tak wierny i sprawdzony towarzysz” jak Ren Zhengfei zdecydował się napisać taką notatkę w tym momencie – przecież zdawał sobie sprawę, że wycieknie ona do mediów.

Władze ogłosiły w tym tygodniu dalsze 146 mld USD w funduszach stymulacyjnych i 19 „nowych środków w celu rozwiązania szkód gospodarczych wyrządzonych przez pandemię” i kryzys w branży deweloperskiej. Jednak, bezrobocie wśród młodzieży osiągnęło w lipcu rekordowy poziom 19,3%, a ogólny wskaźnik bezrobocia w miastach2 pozostał na stosunkowo wysokim poziomie 5,4%. Wypłaty z tytułu ubezpieczenia od bezrobocia również osiągnęły rekordowy poziom w czerwcu. Moim zdaniem nic to nie da w dłuższej perspektywie, w najlepszym wypadku przywódcy KPCh kupią sobie parę miesięcy, góra rok spokoju. Jak pisałem wcześniej, nie są gotowi do reform strukturalnych, więc działają w trybie kryzysowym gasząc poszczególne pożary, ale nie adresują przyczyn, dla których co chwila mają coraz większy kryzys. W sumie notatka Ren Zhengfei w dużym stopniu powiela to myślenie: „Zbyt optymistyczne oczekiwania co do przyszłości powinny zostać skorygowane, a w 2023 r. lub nawet do 2025 r. musimy przyjąć tryb przetrwania. (…). Przetrwanie jest najważniejszym programem”. Xi Jinping dodałby tylko, że przetrwanie jego władzy jest najważniejsze.

zawielkimmurem.net

Zaostrzenie relacji między Iranem a arabskimi monarchiami Rady Współpracy Zatoki (GCC) nastąpiło w konsekwencji wybuchu Arabskiej Wiosny. O ile sunnickie państwa, takie jak Arabia Saudyjska, Katar czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, wsparły rewolucję w sprzymierzonej z Iranem Syrii, to Iran wspierał protesty szyitów w Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej, a także rebelię Hutich w Jemenie. Do kryzysu w relacjach między Iranem a Bahrajnem i Arabią Saudyjską doszło już w 2011 r., po tym jak wojska saudyjskie wkroczyły do Bahrajnu (niegdyś należącego do Iranu) w celu stłumienia szyickich rozruchów. Wprawdzie w 2012 r. doszło do względnej deeskalacji, jednakże wybuch wojny domowej w Jemenie jesienią 2014 r. i dojście do władzy Mohammada bin Salmana w Arabii Saudyjskiej (jako najpierw ministra obrony, a następnie następcy tronu) i jego decyzja o interwencji militarnej przeciwko wspieranym przez Iran Husim całkowicie zmieniły sytuację. Iran znalazł się w stanie wojny proxy z międzynarodową koalicją arabską pod przywództwem Arabii Saudyjskiej oraz Zjednoczonych Emiratów Arabskich i kryzys w relacjach dyplomatycznych był kwestią czasu.

Bezpośrednim powodem zerwania stosunków dyplomatycznych między Iranem a Arabią Saudyjską była krwawa rozprawa z liderami protestów szyickich w Arabii Saudyjskiej, w szczególności powieszenie w styczniu 2016 r. ajatollaha Nimra al-Nimra. W odpowiedzi, w trakcie antysaudyjskiej demonstracji w Teheranie tłum wtargnął do ambasady tego kraju i ją podpalił. Arabia Saudyjska i Bahrajn zerwały wówczas relacje dyplomatyczne z Iranem. W ramach solidarności z Arabią Saudyjską swoich ambasadorów odwołały też Zjednoczone Emiraty Arabskie i Kuwejt, zamrażając de facto stosunki z Iranem. Kryzys ten przyczynił się również do zbliżenia arabsko-izraelskiego, zwłaszcza w związku z tym, ze zarówno Izrael jak i monarchie GCC obawiały się irańskiego programu nuklearnego i nie były zbytnio zadowolone z porozumienia dot. programu nuklearnego Iranu (JCPOA). Dla sunnickich monarchii izolacja Iranu, w tym obłożenie go sankcjami, było korzystne, gdyż eliminowało konkurenta na rynku węglowodorów. Jednakże eskalacja konfliktu z Iranem miała też bardzo poważny koszt dla bezpieczeństwa państw GCC, a także dla bezpieczeństwa globalnego, zwłaszcza w odniesieniu do żeglugi w cieśninach Bab al-Mandab i Ormuz.

Po tym jak w maju 2018 r. Donald Trump postanowił o wycofaniu się USA z JCPOA jemeńscy Husi zaczęli dokonywać ataków na saudyjskie i emirackie tankowce przepływające przez cieśninę Bab al-Mandab, saudyjskie i emirackie lotniska, a także saudyjskie instalacje naftowe. Z kolei Iran zaczął zatrzymywać tankowce w cieśninie Ormuz. Do pierwszego poważnego incydentu w cieśninie Bab al-Mandab doszło w lipcu 2018 r., gdy w wyniku ataku ze strony Husich saudyjski tankowiec Arsan, płynący do Egiptu, musiał zostać odholowany do saudyjskiego portu Dżizan, co zmusiło Arabię Saudyjską do czasowego wstrzymania transportu jej ropy przez tą cieśninę. Z kolei w listopadzie 2020 r. doszło do poważnego ataku przy użyciu dronów na rafinerią Saudi Aramco w Dżeddzie, który spowodował jej krótkotrwałe unieruchomienie. Do kolejnego ataku na tą rafinerię doszło też w marcu 2022 r. Kilkakrotnie dochodziło też do mniej lub bardziej groźnych ataków na lotniska saudyjskie i emirackie, w tym w Dubaju i Abu Dhabi, a Husi sugerowali, że są w stanie obrócić drapacze chmur w Dubaju w ruinę. Od 2018 r. Iran zaczął również zatrzymywać tankowce w cieśninie Ormuz (pod pretekstem walki z przemytem). Na przykład w połowie lipca 2019 r. irański Sepah zatrzymał tankowiec MT Riah, płynący pod panamską banderą, ale należący do Emiratów, choć potem ZEA wyparły się tego statku, niemniej już wówczas doszło do zmiany polityki ZEA.

Brak postępów w wojnie w Jemenie i coraz większe różnice interesów między Arabia Saudyjska, wspierającą marionetkowy rząd oparty na Bractwie Muzułmańskim, a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, wspierającymi południowojemeńskich separatystów i zainteresowanymi głównie kontrolą nad wyspą Sokotra, spowodowały coraz mniejsze zainteresowanie Emiratów konfrontacją z Husimi z możliwymi konsekwencjami tej konfrontacji dla własnego bezpieczeństwa. Nie bez znaczenia było również to, że mimo zamrożenia relacji ZEA z Iranem, współpraca biznesowa między Iranem a Dubajem dalej była bardzo intensywna. Np. w 2017 r. wartość eksportu i reeksportu z ZEA do Iranu wyniosła 17 mld dolarów. Dlatego wkrótce po zajęciu wspomnianego tankowca MT Riah ZEA postanowiły wycofać swoje wojska z Jemenu, a w sierpniu 2019 r. do Iranu udała się delegacja ZEA aby podpisać umowę o współpracy w zakresie bezpieczeństwa i kontroli granic.

Oficjalnie ZEA bagatelizowały jednak tę wizytę, twierdząc, że chodziło jedynie o porozumienie w kwestiach połowu ryb. Niemniej warto pamiętać o tym jak wielkie znaczenie dla międzynarodowego handlu mają dwie wspomniane cieśniny. Cieśnina Ormuz, która jest podzielona na wody terytorialne Iranu i Omanu, odpowiedzialna jest za 90 % transportu ropy z Zatoki Perskiej i 20 % światowego zapotrzebowania. Cieśnina Bab al-Mandab jest natomiast jedyną bramą łączącą Ocean Indyjski z Morzem Czerwonym i dalej, przez Kanał Sueski, z Europą. Szczegółowo znaczenie obu cieśnin dla międzynarodowego handlu opisuje Aleksander Olech na energetyka24.com https://energetyka24.com/gaz/analizy-i-komentarze/najwazniejsze-ciesniny-swiata-energia-dla-europy-plynie-wlasnie-przez-nie-komentarz .

Odstąpienie przez USA od JCPOA i przyjęta w konsekwencji tego kroku polityka maksymalnej presji ze strony USA wobec Iranu doprowadziła do intensyfikacji konfrontacji między USA a Iranem w regionie. Powodowało to również coraz większe problemy bezpieczeństwa dla sunnickich państw arabskich regionu, zwłaszcza że polityka maksymalnej presji nie osiągnęła zamierzonych celów, a irański program nuklearny jeszcze szybciej się rozwijał. Rozwiązaniem miało być zacieśnienie współpracy arabsko-izraelskiej i stworzenie wspólnego frontu przeciwko Iranowi i jego sojusznikom. W tym właśnie celu w lutym 2019 odbyła się w Warszawie tzw. „konferencja bliskowschodnia", która miała jednoznacznie antyirański charakter. Zakończyła się ona jednak fiaskiem. Dopiero w sierpniu 2020 r. doszło do podpisania tzw. Porozumień Abrahamowych tj. normalizacji relacji między Izraelem i ZEA oraz Bahrajnem, a wkrótce potem również Marokiem i Sudanem. Spotkało się to ze zdecydowanie negatywną reakcję ze strony Iranu, który od dawna próbuje kreować się na głównego adwokata sprawy palestyńskiej i wroga Izraela. Mogłoby się wydawać, że krytyka tej normalizacji doprowadzi do kolejnej eskalacji, jednakże obie strony wykazywały już od dawna zmęczenie jej kosztami (zwłaszcza w odniesieniu do bezpieczeństwa). Warto przy tym podkreślić, że choć Arabia Saudyjska od dawna utrzymuje bliskie kontakty z Izraelem, zwłaszcza w obszarze bezpieczeństwa, to nie zdecydowała się jednak na formalną normalizację. Z drugiej strony już w grudniu 2018 r. ZEA dokonały normalizacji relacji z głównym sojusznikiem Iranu w regionie tj. z Syrią, a w marcu br. doszło do wizyty Assada w Emiratach.

Kolejna próba stworzenia arabsko-izraelskiej koalicji antyirańskiej miała miejsce w końcu czerwca, tuż przed wizytą amerykańskiego prezydenta Joe Bidena na Bliskim Wschodzie. Doszło wówczas do spotkania delegacji wojskowych Izraela, Egiptu, Arabii Saudyjskiej, ZEA, Kataru, Jordanii i Bahrajnu w Szarm el-Szejk w Egipcie. Zakończyło się ono jednak fiaskiem, gdyż ZEA oświadczyły, że nie są zainteresowane udziałem w jakimkolwiek sojuszu antyirańskim. Negocjacje z Iranem w sprawie normalizacji relacji były już wówczas bardzo mocno zaawansowane, a w listopadzie 2021 r. doszło do wizyty w ZEA irańskiego wiceministra spraw zagranicznych Alego Bagheriego Kaniego, a w maju br. szefa MSZ Hosseina Amirabdollahiana. ZEA wstrzymywały się jeszcze z ostateczną decyzją o normalizacji w związku z niepewnością co do rezultatu amerykańsko-irańskich negocjacji w sprawie reaktywacji JCPOA ale ostatecznie zdecydowały się na ten krok, mimo że sprawa JCPOA nie została wciąż rozstrzygnięta. Warto przy tym zaznaczyć, że normalizacja nie rozwiązuje wielu kwestii spornych, takich jak np. pretensje terytorialne ZEA do wysp Abu Musa oraz Wielki i Mały Tunb.

Krok ten natomiast wpłynie pozytywnie na bezpieczeństwo żeglugi w obu cieśninach, a także uchroni terytorium ZEA przed ewentualnymi atakami ze strony Husich. Warto przy tym wspomnieć, że od kilku miesięcy obowiązuje zawieszenie broni w wojnie w Jemenie i jest ono w zasadzie przestrzegane. Jednakże ostateczne zakończenie tego konfliktu, a co za tym idzie, również gwarancja pełnego bezpieczeństwa w Bab al-Mandab, zależy od porozumienia saudyjsko-irańskiego. Rozmowy między Arabią Saudyjską a Iranem rozpoczęły się już 2021 r. i pośredniczy w nich Irak. Jak dotąd odbyło się pięć rund negocjacji (ostatnia miała miejsce w kwietniu) ale postęp jest niewielki, a głównym problemem jest Jemen. Niemniej ciosem dla Arabii Saudyjskiej były m.in. tegoroczne wybory parlamentarne w Libanie, gdyż mimo obietnic wsparcia finansowego ze strony arabskich państw sunnickich (co miało wzmocnić siły antyirańskie), sojusznicy Iranu z Hezbollahem na czele, choć ponieśli straty, ale utrzymali kontrolę nad parlamentem. Warto też zwrócić uwagę, że normalizacja relacji ZEA – Iran może mieć potencjalnie pozytywny wpływ na sytuację wewnętrzną w Iraku, zważywszy na to, że premier Mustafa al-Kadhimi ma bliskie związki z ZEA. Iran zresztą, ze względu na rolę Kadhimiego w organizowaniu rozmów irańsko-saudyjskich, chciał by Kadhimi pozostał premierem w ramach kompromisu, ale siły proirańskie w Iraku, zwłaszcza b. premier Nuri al-Maliki, miały zdecydowanie mniej pragmatyczne podejście. Paradoksalnie właśnie to blokuje szóstą turę rozmów saudyjsko-irańskich (są one odkładane ze względu na niestabilną sytuację w Iraku, który ze względu na swoja politykę balansowania, jest jedynym możliwym miejscem na takie rozmowy).

defence24.pl

wtorek, 30 sierpnia 2022


Przy zużyciu na poziomie koło 20 mld m sześc. gazu rocznie Polska należy do średniej wielkości konsumentów tego paliwa z Europie. Wspomniane zresztą 20 mld m sześc. to rekordowy w historii wynik, uzyskany przez nas dopiero w 2021 roku.

- W tym roku zużycie gazu spadnie do około 18 mld m sześc. - anonsował niedawno prezes Gaz-Systemu Tomasz Stępień.

Jak tłumaczył, przewidywany spadek zużycia będzie skutkiem wzrostu cen gazu.

Do końca kwietnia struktura dostaw gazu do Polski była trójkierunkowa. Około 40-45 proc. surowca pochodziło z Rosji, porównywalna ilość z kierunków zachodnich (w tym LNG), a reszta z krajowego wydobycia.

Jednak pod koniec kwietnia Gazprom zerwał kontrakt na dostawy gazu do Polski. Rosjanie chcieli zmienić jednostronnie warunki umowy. Ponieważ Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo nie zgodziło się na to, dostawy surowca zostały wstrzymane.

Czy nasze bezpieczeństwo gazowe w wyniku działań Rosji zmalało? Nie - intensyfikacja zakupów LNG, pobór gazu z Niemiec (także rosyjskiego – docierającego tam Nord Streamem) spowodowały, że problemów z brakiem surowca ze Wschodu nie odczuliśmy.

Jednak sytuacja nie jest tak prosta, a obecny stan może być niestety przejściowym. W podobnej sytuacji jak nasz kraj znalazły się z tych samych i nieco innych powodów: Holandia, Bułgaria, Dania, Łotwa, Finlandia oraz niektórzy odbiorcy z kilku innych krajów zachodniej Europy.

Według Gazpromu łącznie koncern okroił dostawy gazu do Europy z powodu „różnic” w kwestiach realizacji umów o około 30,5 mld m sześc.

Nie trzeba chyba dodawać, jaka była reakcja tych krajów. Skierowały one swoją uwagę na pozyskanie gazu z innych źródeł, a w części postanowiły z tego surowca zrezygnować, zastępując go innymi paliwami. Przykładowo, Łotwa zmniejszyła w pierwszych siedmiu miesiącach tego roku konsumpcję gazu aż o 30 proc.

Oczywiście nie zawsze zmniejszenie popytu jest możliwe. Efektem tego było poszukiwanie gazu w innych źródłach i globalny wzrost cen surowca. Obecnie metr sześcienny gazu kosztuje nawet 6-7 razy więcej niż rok temu (nawet ponad 3 tys. dol. za tys. m sześc.).

Jak zauważają analitycy S&P Global, gazu w Europie obecnie nie brakuje, problemem jest jednak cena.

Jakie to będzie miało następstwa? Bardzo drogi gaz powoduje, że część konsumentów rezygnuje z niego lub ogranicza jego konsumpcję. Analitycy zastanawiają się, gdzie znajdzie się nowy swoisty punkt równowagi, w którym spotkają się popyt z podażą i akceptowalną przez klientów ceną surowca. Na razie tego nie widać, a ponad 3 tys. dolarów za tys. m sześc. gazu jest dla wielu odbiorców ceną zaporową.

- Problemem może okazać się nie niedostępność, a cena gazu dla odbiorców przemysłowych. Obecnie obserwujemy szereg spółek z Europy Zachodniej, które ze względu na dużą energochłonność branży, w której działają, ograniczają moce produkcyjne lub je trwale zamykają - mówi nam Jakub Szkopek, analityk Erste.

- Przykładów takich zamknięć jest wiele. Rumunia w ostatnim czasie zamknęła produkcję aluminy, Norsk Hydro zamyka elektrolizę aluminium na Słowacji. Dodatkowo Nyrstar zamyka jedną z największych hut cynku w Holandii ze względu na wysokie ceny gazu. Warto zwrócić uwagę, że przy bieżących cenach energii elektrycznej, CO2 i węgla produkcja cynku czy aluminium dla spółek nieposiadających własnych źródeł energetycznych lub hedgingu jest nieopłacalna. Podobnie w ostatnich dniach jest z produkcją stali w technologii elektrycznej, sody w procesie Solvaya czy produkcji nawozów - dodaje Szkopek.

Zresztą i na polskim podwórku mamy przykłady wyłączeń produkcji (czy przynajmniej redukcji) z powodu wysokich cen gazu. Problemy mają nasze spółki azotowe. Głośno o zwolnieniach wśród załogi z powodu wysokich cen gazu stało się też przy okazji zapowiedzi producenta ceramiki Cerrad.

Paradoksalnie, mniejszy popyt ze strony biznesu może skutkować spadkiem cen gazu, zwłaszcza że to właśnie przemysł odpowiada za większość zużycia gazu. Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej za 2019 rok przemysł i produkcja energii z gazu odpowiadały za około 51 proc. konsumpcji surowca. Potrzeby komunalne to nieco ponad 35 proc.

- Wyłączenia produkcyjne przekładają się na niższy popyt na surowce energetyczne i jeśli niekorzystna sytuacja hydrologiczna w Europie się unormuje, to możemy liczyć na uspokojenie cen surowców energetycznych w niedalekiej przyszłości - przekonuje Szkopek.

Obecna sytuacja będzie miała jednak długofalowe skutki i każe się zastanowić nad przyszłością wielu branż. Przykładem niech będzie branża azotowa. W jej przypadku gaz ziemny jest podstawowym surowcem. Bez niego nie da się produkować nawozów azotowych i wielu innych związków.

Wypowiedzi przedstawicieli branży nawozowej sugerują, że 70 proc. mocy wytwórczych nawozów w Europie zdecydowała się na znaczące ograniczenie produkcji. O ograniczeniach w produkcji, czy wręcz wstrzymaniu, informowały Grupa Azoty, Yara, Borealis, CF Industrie.

Spadek produkcji, jaki obserwujemy w Europie w kolejnych tygodniach, przełoży się na wyraźny wzrost cen nawozów. O ile obecnie sezon nawozowy na półkuli północnej jest martwy, to na jesieni zaczynają się prace polowe pod zasiew zbóż ozimych. Wówczas mogą występować braki surowca na rynku i będziemy obserwowali adekwatny wzrost cen. Jeżeli marże na produkcji się poprawią, będzie możliwe wznowienie produkcji przez spółki.

Na razie jednak dane analityczne nie pozostawiają złudzeń. Produkcja nawozów przy obecnych cenach gazu jest nieopłacalna. Świetnie ilustrują to marże na nawozy (w dolarach na tonie) - dane za Bloombergiem i Erste Group Research. O ile w maju w najgorszym przypadku (za mocznik) utrzymywały się one na zerze, to dwa miesiące później marża na tym samym związku przekroczyła -1500 dol. Co więcej, ujemne marże notowano wówczas na wszystkich typach nawozów, na wszystkich głównych europejskich rynkach.

W praktyce więc do każdej wyprodukowanej tony nawozu spółki dokładały nawet 1500 dolarów. Oczywiście w mniejszym stopniu dotyczyło to firm, które zabezpieczyły się na ryzyko wystąpienia tak gwałtownego wzrostu cen czy też są zintegrowane pionowo z producentami gazu.

Jak jednak pokazuje przykład norweskiego koncernu Yara (teoretycznie mającego dostęp do taniego gazu), nawet i to nie wystarcza.

Zdaniem specjalistów obecnie obserwowane wysokie ceny gazu prawdopodobnie zdynamizują dążenie europejskich producentów do transformacji w kierunku bezemisyjnej produkcji amoniaku z wykorzystaniem wodoru.

wnp.pl

29 sierpnia rząd Rosji poinformował o naradzie na temat sytuacji w regionach związanej z eksportem węgla. Spotkaniu przewodniczył wicepremier Andriej Biełousow, uczestniczyli w nim przedstawiciele ministerstw energetyki, rozwoju gospodarczego oraz transportu, Kolei Rosyjskich, Federalnej Służby Antymonopolowej oraz regionów, w których wydobywa się węgiel. W trakcie narady wiceminister energetyki Siergiej Moczalnikow zwrócił uwagę na problemy z wywozem surowca w kierunku wschodnim (na rynki azjatyckie), a także trudności związane z kosztami usług przeładunkowych w portach południowej Rosji (nad Morzem Czarnym). Wicepremier Biełousow polecił resortowi energetyki przygotowanie propozycji rozwiązań, obejmujących zwiększenie wykorzystania portów basenu azowsko-czarnomorskiego oraz uregulowanie kwestii taryf na wszystkich etapach łańcucha logistycznego.

Wiceminister energetyki Moczalnikow w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji RBK 26 sierpnia stwierdził, że wprowadzony przez UE w ramach sankcji (które weszły w życie 10 sierpnia) zakaz świadczenia przez europejskie firmy usług ubezpieczeniowych i finansowych związanych z eksportem rosyjskiego węgla ma poważny negatywny wpływ na jego dostawy i cenę na rynkach zagranicznych. Zdaniem Moczalnikowa potrzebny jest czas, aby rosyjskie firmy stworzyły nowe łańcuchy dostaw.

26 sierpnia Ministerstwo Spraw Zagranicznych FR oskarżyło państwa zachodnie (przede wszystkim UE i Wielką Brytanię) o blokowanie eksportu rosyjskich surowców i nawozów sztucznych. Według MSZ w terminalach przeładunkowych znajduje się obecnie 7–8 mln ton nawozów i surowców, których wywóz uniemożliwiają problemy z transferem płatności lub ubezpieczeniem frachtu. W komunikacie przypomniano, że Rosja jest ważnym eksporterem nawozów sztucznych (27 mln ton rocznie, tj. 25% globalnej wartości eksportu). Strona rosyjska twierdzi, że rzekome blokowanie eksportu stanowi naruszenie porozumień stambulskich z 22 czerwca o wywozie ukraińskiego zboża.

Komentarz

•  Wypowiedzi wiceministra Moczalnikowa ujawniają, że wprowadzenie przez Unię Europejską 10 sierpnia br. sankcji (przyjętych 5 kwietnia br.) obejmujących z jednej strony embargo na import rosyjskiego węgla, a z drugiej – zakaz świadczenia przez europejskie podmioty usług ubezpieczeniowych i finansowych związanych z jego eksportem (nie tylko do UE, ale do wszystkich państw) stanowi problem dla rosyjskiego sektora węglowego i spowoduje straty. Wynika to z faktu, że dotychczas (w 2021 r.) państwa Unii Europejskiej były odbiorcą 48,7 mln ton rosyjskiego węgla (z 223 mln ton całego eksportu surowca, tj. 21,8%) o wartości ok. 4 mld euro. Trudności zwiększa stopniowe przyłączanie się do embarga na import również innych krajów uznawanych przez Rosję za „nieprzyjazne”: Japonii (21,8 mln ton w 2021 r.) i Korei Płd. (21,4 mln ton), a także Tajwanu (11,8 mln ton). W konsekwencji Rosja straci nawet ponad połowę dotychczasowych rynków zbytu węgla.

•  Powyższa sytuacja nie zdołała jeszcze w znacznym stopniu odbić się na stanie rosyjskiego sektora węglowego, co ma kilka przyczyn. Po pierwsze przed wejściem w życie unijnego embarga część głównych europejskich odbiorców rosyjskiego węgla zwiększyła jego import w celu powiększenia zapasów. Tylko w czerwcu Niemcy importowały 1,3 mln ton tego surowca. W konsekwencji w pierwszej połowie 2022 r. rosyjskie wydobycie węgla spadło zaledwie o 0,8%, a jego eksport do UE – o 11,6% wobec analogicznego okresu ubiegłego roku (tj. do 18,9 mln ton). Po drugie ceny tego typu dodatkowych dostaw były znacząco (trzy–czterokrotnie) wyższe od zeszłorocznych i np. w przypadku Niemiec wynosiły do 385 dolarów za tonę, a Francji – ok. 400 dolarów za tonę. Po trzecie Rosja wyraźnie zwiększyła eksport węgla do państw azjatyckich: do Chin do 6,7 mln ton w lipcu br., tj. o 40% więcej niż miesiąc wcześniej (za cały 2021 r. rosyjski eksport do Chin wyniósł 53,7 mln ton) i Indii – do ok. 2 mln ton, tj. o 20% (w całym 2021 r. – 6,5 mln ton).

•  Nadzieje Moskwy na przekierowanie większości strumieni eksportu węgla na rynki azjatyckie napotykają jednak szereg trudności. Po pierwsze obserwowane już spowolnienie chińskiej (i światowej) gospodarki będzie zmniejszać popyt na ten surowiec. Po drugie konkurencja dostaw z największych państw eksporterów (Australii i Indonezji), większa odległość transportu oraz problemy dotyczące ubezpieczenia frachtu i jego kosztów spowodują z jednej strony konieczność dalszych obniżek cen sprzedawanego przez Rosję węgla (już obecnie oferuje ona głównym odbiorcom azjatyckim surowiec poniżej stawek rynkowych – nawet za ok. 150 dolarów za tonę), z drugiej zaś – będą znacząco zwiększać koszty dostaw (jak szacują rosyjscy eksperci: od 3 do 5 razy).

•  Rosyjskie deklaracje o wykorzystaniu wszelkich możliwych korytarzy transportu węgla do Azji, w tym przez porty Morza Czarnego, Morza Azowskiego i Morza Bałtyckiego, korytarz gruzińsko-turecki i irański, mogą okazać się mało realne. Wynika to m.in. z chronicznych trudności z niedorozwojem rosyjskiej infrastruktury kolejowej, w tym na kierunkach wschodnim i południowym, wysokich kosztów usług przeładunkowych w portach i relatywnie niższej opłacalności transportu węgla w porównaniu z niektórymi innymi towarami, zniechęcających przewoźników do realizacji dostaw.

•  W związku z przedstawionymi wyżej problemami nawet rosyjskie Ministerstwo Energetyki przyznało w czerwcu br., że już w 2022 r. wydobycie węgla w Rosji może spaść do 365 mln ton, tj. o 17%, a eksport – do 156 mln ton (o 30%). Wedle szacunków ekspertów spadek dochodów rosyjskich firm sektora węglowego może w br. wynieść ok. 1,5 mld dolarów. Będzie to miało negatywne konsekwencje dla sytuacji w tamtejszych regionach wydobycia węgla: Jakucji, Chakasji, Tuwie, Kraju Zabajkalskim, obwodach amurskim i zwłaszcza kemerowskim, gdzie znajduje się Zagłębie Kuźnieckie (Kuzbas) dostarczające ok. 60% wydobywanego rosyjskiego węgla kamiennego (w tym 80% węgla koksującego i 100% wysokoenergetycznego).

osw.waw.pl

poniedziałek, 29 sierpnia 2022


Walki w obwodzie donieckim nie przyniosły istotnych zmian. Siły rosyjskie zbliżyły się do Bachmutu od południowego wschodu, atakując pozycje obrońców w sąsiadującej z miastem miejscowości Weseła Dołyna. Ukraińcy wciąż bronią się w miejscowościach na północny wschód od Bachmutu (Sołedar, Bachmutśke), na jego wschodnich obrzeżach oraz na wschód od drogi Bachmut–Gorłówka (Kodema). Obrońcy utrzymują też pozycje na północny zachód od Doniecka, natarcie agresora przesunęło się jednak na północ od miasta, wzdłuż drogi do Kramatorska (Ołeksandropil). Trwają walki o miejscowości położone wzdłuż trasy biegnącej na południe od Doniecka do granicy z obwodami dniepropetrowskim i zaporoskim. Niepowodzeniem miały się zakończyć ataki rosyjskie na kierunku Słowiańska od strony Łymanu oraz granicy obwodów charkowskiego i donieckiego, a także na północny wschód od Siewierska. Najeźdźcy mieli również podejmować próby natarcia na pozycje ukraińskie na północ od Charkowa oraz na pograniczu obwodów chersońskiego i dniepropetrowskiego. Z rosyjskiego obwodu niżnonowogrodzkiego do graniczącego z Donbasem obwodu rostowskiego miały zostać przemieszczone pierwsze pododdziały nowo formowanego związku operacyjnego Zachodniego Okręgu Wojskowego – 3. Korpusu Armijnego.

Rosjanie kontynuują ostrzał i bombardowania pozycji oraz zaplecza sił ukraińskich wzdłuż całej linii styczności oraz przygranicznych rejonów obwodów czernihowskiego i sumskiego. Ze szczególnym natężeniem atakowano Charków i Mikołajów wraz z ich najbliższymi okolicami, Zaporoże (m.in. zakłady Motor Sicz) i miejscowości na południowy wschód od tego miasta oraz południowe rejony obwodu dniepropetrowskiego. Ponadto celami uderzeń rakietowych były rejony buczański i wyszogrodzki w obwodzie kijowskim, obrzeża miast Dniepr, Słowiańsk, Kramatorsk oraz niesprecyzowany obiekt wojskowy w rejonie sarneńskim obwodu rówieńskiego.

Ukraińska artyleria oraz śmigłowce atakowały głównie pozycje rosyjskie w obwodzie chersońskim, a także ich zaplecze logistyczno-sztabowe w Chersoniu i jego okolicach, w Melitopolu (rosyjskie bazy w tym mieście mają być najczęstszym celem rakiet z wyrzutni HIMARS) i Nowej Kachowce. Obrońcy mieli po raz kolejny uderzyć w mosty Antonowski, wzdłuż którego trwa budowa przeprawy pontonowej, oraz Kachowski. Dwukrotnie ukraińskie rakiety miały zaatakować cele w obwodzie ługańskim (Kadyjewka, Swatowe). 28 sierpnia kolejną próbę ukraińskiej dywersji odnotowano w rejonie Sewastopola.

Amerykański departament obrony zawarł z koncernem Raytheon Missiles & Defence kontrakt na zakup rakietowych zestawów przeciwlotniczych krótkiego i średniego zasięgu NASAMS dla armii ukraińskiej z terminem realizacji do sierpnia 2024 r. Kontrakt o wartości 182 mln dolarów stanowi część ogłoszonego w sierpniu amerykańskiego pakietu wsparcia wojskowego o łącznej wartości blisko 3 mld dolarów. Hiszpania poinformowała o wysłaniu na Ukrainę kolejnej partii wyposażenia i materiałów wojennych. W jej skład weszło 20 pojazdów opancerzonych, 75 palet z amunicją artyleryjską i baterią przeciwlotniczą oraz 1 tys. ton paliwa o łącznej wartości 2,5 mln euro. Ponadto armia ukraińska ma otrzymać z Hiszpanii 30 tys. mundurów. Litwa zakupi dla Ukrainy 37 sztuk amunicji krążącej Warmate, produkcji WB Group.

26 sierpnia prezes tureckiej firmy Bayrak Haluk Bayraktar oświadczył, że jego przedsiębiorstwo nie sprzeda Rosji bezpilotowców, niezależnie od wysokości oferowanej kwoty. Podkreślił, że decyzja o wyborze odbiorcy dronów jest ustalana przez kierownictwo firmy w porozumieniu z władzami państwowymi. Dodał, że Ukraina jest obiektem agresywnego i nieuzasadnionego ataku, a to wyklucza możliwość współpracy z Rosją.

Minister obrony Ołeksij Reznikow zaproponował wprowadzenie nowych rozwiązań mających zwiększyć ukraiński potencjał mobilizacyjny, nazywając je „inteligentną militaryzacją” społeczeństwa. Wszyscy urzędnicy państwowi i samorządowi będą musieli przejść obowiązkowe szkolenie wojskowe przed objęciem stanowiska. Z kolei w przypadku wszystkich osób, które mogą zostać zmobilizowane, trzeba przeprowadzić analizę mającą wskazać preferowane przez wojsko specjalności zawodowe.

SBU kontynuuje operację kontrwywiadowczą w celu wykrycia osób, które podjęły pracę agenturalną na rzecz Rosji. 26 sierpnia zatrzymano szefa Instytutu Szkolenia Kadr Prawniczych SBU na Uniwersytecie im. Jarosława Mądrego. Według śledczych, na przełomie lutego i marca podejrzany miał namówić swoich podwładnych, aby nie stawiali oporu siłom zbrojnym agresora i przeszli na stronę najeźdźców.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) zaapelowała do chasydów o powstrzymanie się do odwiedzania Ukrainy z okazji święta Rosz Haszana przypadającego w tym roku na 26-27 września. Strona ukraińska wzmocni ochronę antyterrorystyczną miejsc kultu i szlaków przemieszczania się wiernych, jednak obawia się, że masowe uroczystości mogą być wykorzystane przez Rosję do prowokacji mającej na celu destabilizację stosunków między-etnicznych i podważenie wizerunku Ukrainy.

Władze okupacyjne informują o kolejnych przykładach aktywności ukraińskich grup dywersyjnych. 25 sierpnia pod Melitopolem został wysadzony w powietrze budynek, w którym miał się mieścić punkt głosowania w czasie planowanych pseudo-referendów. Dzień później w Berdiańsku w wyniku eksplozji ładunku wybuchowego odniósł rany zastępca szefa kolaboranckiej policji drogowej, a następnego dnia zginął szef kolaboranckiej policji obwodu zaporoskiego – emerytowany funkcjonariusz ukraińskiej służby granicznej, który po wejściu Rosjan zgłosił się do współpracy. Z kolei 28 sierpnia w okolicach Chersonia zginął Ołeksij Kowalow, były deputowany frakcji Sługa Narodu, który przeszedł na stronę Rosjan.

Według Kijowa okupanci zmierzają do przeprowadzenia pseudoreferendum w ciągu pięciu dni od jego ogłoszenia. Głosy będą zbierane przez lotne grupy w miejscu zamieszkania. W okupowanej części obwodu zaporoskiego kolaboranci poinformowali o utworzeniu „referendalnej” komisji wyborczej nie podając daty jego przeprowadzenia. Tymczasem według informacji ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR) w Mariupolu jedynie 5-7% mieszkańców jest gotowych do wzięcia udziału w głosowaniu. Pod pozorem ustalenia odbiorców gazu i prądu trwa tam spis mieszkańców, lecz władze okupacyjne nadal nie zebrały informacji o liczbie przebywających w mieście ludzi. Wywiad zwraca uwagę, że władze okupacyjne nie podnoszą kwestii przeprowadzenia referendum i koncentrują się na kampaniach propagandowych promujących dostarczanie ludności pomocy humanitarnej. Kijów wskazuje także na fiasko szybkiej „paszportyzacji” terenów okupowanych - w Berdiańsku (przed wojną liczył ponad 100 tys. mieszkańców) od lipca jedynie 800 osób odebrało rosyjskie paszporty.

O trudnej sytuacji militarnej sił rosyjskich świadczy wypowiedź zastępcy szefa administracji okupacyjnej w Chersoniu Kiryła Stremousowa, który stwierdził, że tylko przesunięcie frontu w stronę Mikołajowa zagwarantuje bezpieczeństwo zajętych terytoriów obwodu chersońskiego. Jednocześnie zastępca szefa Administracji Prezydenta FR Siergiej Kirijenko oświadczył, że prezydent Rosji polecił, aby 1 września wszystkie placówki edukacyjne na terenach okupowanych zostały objęte ochroną wojsk rosyjskich.

Według wywiadu wojskowego Ukrainy (HUR) na okupowanym Krymie utrzymują się nastroje paniki wywołane powtarzającymi się aktami dywersji. Chcąc opanować sytuację, wiceminister obrony Rosji Dmitrij Bułhakow nakazał cenzurować informacje o incydentach związanych z niszczeniem infrastruktury wojskowej i przedstawiać je jako wynik zaniedbań urzędników. Według HUR tysiące Rosjan próbuje pilnie opuścić terytorium okupowanego Krymu, obawiając się kolejnych akcji ukraińskich.

29 sierpnia szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) Rafael Grossi poinformował, że misja Agencji jest w drodze do Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej w Enerhodarze. Misja złożona jest z przedstawicieli 13 państw, wśród których są m.in. Polska, Litwa, Rosja, Serbia, Chiny, Albania, Francja, Włochy, Jordania, Meksyk i Macedonia Północna. Elektrownia od 4 marca pozostaje zajęta przez wojska rosyjskie, a w ostatnich tygodniach jest stale ostrzeliwana przez Rosjan, co zrodziło obawy przed ryzykiem poważnej awarii. 25 sierpnia elektrownia po raz pierwszy w historii przestała całkowicie, choć okresowo, produkować energię elektryczną i była odłączona od sieci. W przeddzień wyjazdu misji MAEA, w nocy z 28 na 29 sierpnia, rosyjskie wojska ponownie ostrzelały miasto Enerhodar.

Od 1 września na Ukrainie ma ruszyć projekt „Podróż służbowa”, który pozwoli mężczyznom w wieku poborowym na opuszczanie kraju na siedem dni po wpłaceniu kaucji w wysokości 200 tys. hrywien (ok. 5,5 tys. dolarów). Wniosek będzie można złożyć w aplikacji usług państwowych „Dija”, obecnie funkcja ta działa w trybie testowym. Na pierwszym etapie będą mogli z niego skorzystać przedsiębiorcy indywidualni i osoby samozatrudnione, warunkami zaś będą terminowe składanie deklaracji podatkowych, brak zaległości w składkach na ubezpieczenia społeczne oraz średnia pensja w firmie, której przedstawiciel planuje wyjazd za granicę, na poziomie 20 tys. hrywien (550 dolarów).

Szef Naftohazu Jurij Witrenko zapowiedział, że mieszkańców Ukrainy najprawdopodobniej czeka najtrudniejsza zima w ostatnich dekadach. Poinformował, że tegoroczny sezon grzewczy rozpocznie się później i zakończy wcześniej niż zwykle, zaś temperatura w pomieszczeniach będzie wynosiła ok. 17– 18°C, tj. około cztery stopnie poniżej normy. Witrenko zaznaczył, że bez zachodniego wsparcia finansowego nie uda się kupić wystarczającej ilości gazu. Jego zdaniem Ukraina będzie potrzebować 4 mld m³ gazu, który będzie kosztował ok. 10 mld dolarów. Poinformował też, że Ukraina przygotowuje urządzenia awaryjne, w tym mobilne kotłownie, ciepłownie i generatory diesla (dla maks. 200 tys. osób) na wypadek rosyjskich ataków na infrastrukturę energetyczną.

Komentarz

Poza Donbasem, gdzie siły rosyjskie z niewielkim skutkiem prowadzą działania na rzecz poszerzenia swojego stanu posiadania, od dłuższego czasu żadna ze stron nie podejmuje bardziej aktywnych działań. Okresowe ataki agresora mają na celu przede wszystkim sondowanie obrony, rzadziej poprawę tzw. sytuacji taktycznej. Po obu stronach dominuje atmosfera wyczekiwania, zwłaszcza wobec ponawianych przez część ukraińskiego kierownictwa zapowiedzi kontrofensywy (dzisiejsze informacje medialne o rzekomej szerokiej kontrofensywie ukraińskiej w kierunku Chersonia nie potwierdzają się). W najbliższych tygodniach istotne przesilenie na froncie jest jednak mało prawdopodobne. Obrońcy nadal nie mają odpowiedniego wyposażenia, aby podjąć próbę przejęcia inicjatywy, z kolei informacje o jednostkach przemieszczanych z głębi Rosji w pobliże granicy z Ukrainą wciąż wskazują przede wszystkim na rotację walczących jednostek, a nie zwiększenie zgrupowania. W zestawieniu z obrońcami agresor dysponuje dużo większymi możliwościami zintensyfikowania działań ofensywnych, najprawdopodobniej ma jednak świadomość, że wiązałoby się to ze znaczącym wzrostem strat własnych.

Aktywność grup dywersyjnych działających w częściowo zajętych obwodach zaporoskim i chersońskim, a także trwające ostrzały ukraińskiej artylerii stawiają pod znakiem zapytania możliwość sprawnego przeprowadzenia przez Rosję tzw. referendów aneksyjnych. Powtarzające się skuteczne zamachy na przedstawicieli władz kolaboranckich w znaczący sposób dezorganizują pracę administracji okupacyjnej. Świadczą również o tym, że rosyjskie FSB i Gwardia Narodowa nie są w stanie skutecznie ochronić samozwańczych przedstawicieli władzy. Wzmacnia to nastroje antyrosyjskie na terenach okupowanych i powoduje trudności z pozyskiwaniem kolejnych współpracowników, w tym w naborze do służby funkcjonariuszy FSB z głębi Rosji, obawiających się o własne życie.

Decyzja o stopniowym luzowaniu restrykcji związanych z wyjazdem mężczyzn w wieku poborowym za granicę jest podyktowana świadomością narastającego sprzeciwu społecznego wobec rygorystycznego zakazu opuszczania przez nich kraju. Do prezydenta już wcześniej wpłynęły trzy petycje w tej sprawie, każda z nich podpisana przez ponad 25 tys. obywateli. Mimo ich odrzucenia przez Zełenskiego i jego twardych deklaracji odnośnie do powszechnego obowiązku obrony państwa, władze – zapewne w obawie przed dalszym wzrostem niezadowolenia – wprowadzają niewielkie wyjątki w obowiązujących zasadach, ograniczone do określonych kategorii zawodowych oraz dające możliwość jedynie krótkich wyjazdów, zabezpieczonych kaucją. Miałoby to z jednej strony kanalizować społeczne niezadowolenie, a z drugiej utrzymać niezakłócony proces powoływania poborowych.

osw.waw.pl

Dane Platts pokazują, że wykorzystanie mocy terminali LNG w USA sięgnęło w czerwcu 325 mln m sześc. dziennie w związku z uruchomieniem nowego ciągu skraplającego gazoportu w Calcasieu Pass, który ma teraz przepustowość 12 mln ton LNG rocznie. Ograniczeniem rozwoju eksportu amerykańskiego gazu skroplonego jest usterka Freeport LNG, odpowiadającego za 23 procent sprzedaży tego paliwa za granicę, która ma się skończyć w listopadzie.

Niewystarczająca ilość terminali LNG oraz gazociągów pozwalających rozprowadzić efektywnie to paliwo w Europie winduje cenę gazu osiągającą rekordowy poziom przez ograniczenie podaży Gazpromu. Kommiersant liczy, że gaz na giełdzie amerykańskiej Henry Hub kosztuje 9,3 dolara za MBtu, a na giełdzie TTF w Europie już 100 dolarów za tę samą ilość, czyli prawie 300 euro za megawatogodzinę i 3600 dolarów za 1000 m sześc. Rosyjska gazeta przypomina, że najbardziej popularna formuła kontraktu na dostawy LNG z USA to 115 procent ceny Henry Hub plus około 3 dolary za MBtu kosztów transportu, czyli około 13,7 dolarów za MBtu. Sprzedaż w formule free on board daje zatem zysk około 2100 dolarów na każdym 1000 m sześc.

To bodziec do nowych inwestycji w gazoporty amerykańskie. Powstają już nowe moce w Golden Pass (12 mln ton), Plaquemines LNG (13,3 mln ton) oraz Corpus Christi (dodatkowe 11,5 mln ton). Te projekty razem ze wspomnianym Calcasieu Pass mają dawać rocznie około 49 mln ton LNG rocznie, czyli połowę eksportu Gazpromu do Europy w 2021 roku. Ten spada przez ograniczenie dostaw obserwowane od wakacji zeszłego roku, a zatem udział LNG z USA może być jeszcze większy. Tymczasem Amerykanie stoją przed decyzjami o kolejnych mocach w Lake Charles, Driftwood LNG, Freeport LNG, Texas LNG i Rio Grande LNG.

Warto przypomnieć, że Polska ma szereg kontraktów w formule free on board. PGNiG podpisało takie umowy na w sumie ponad 9 mld m sześc. rocznie po regazyfikacji. To umowy z Venture Global LNG (5,5 mln ton rocznie od 2023 roku), Sempra LNG (3 mln ton rocznie od 2027 roku) w formule FOB oraz z Cheniere Energy (1,45 mln ton rocznie od 2023 roku) z formułą delivery ex ship. Ta oznacza określoną cenę zależną od Henry Hub bez doliczania kosztów transportu, które bierze na siebie dostawca. Może to być obecnie jeden z najtańszych kontraktów na świecie.

Ilość LNG sprowadzanego do Polski może być tak duża, że przekroczy moce nominalne terminalu w Świnoujściu, która sięga 6,1 mld m sześc. rocznie, ale odpowiednie „kolejkowanie” pozwoliło Gaz-Systemowi zwiększyć jego wykorzystanie do 6,3 mld m sześc. rocznie poprzez przyjmowanie gazowców częściej niż raz w tygodniu. 

biznesalert.pl/Kommiersant/Platts