poniedziałek, 26 stycznia 2026



W odróżnieniu od znacznej części rosyjskiego sektora energetycznego – branż węglowej, gazowej czy naftowo-paliwowej – od czasu rozpoczęcia przez Moskwę pełnoskalowej agresji na Ukrainę Państwowa Korporacja Energii Jądrowej Rosatom odnotowuje stabilny wzrost przychodów. Według publikowanych przez podmiot sprawozdań finansowych w latach 2022–2024 udało mu się zwiększyć zarówno wpływy zagraniczne, jak i łączne.

Według sprawozdania za 2024 r. wzrost wpływów generowany jest m.in. poprzez realizację kontraktów na budowę reaktorów za granicą, co stanowi newralgiczny rodzaj aktywności Rosatomu. Działalność ta od lat należy do narzędzi urzeczywistniania ambicji Moskwy w sferze jądrowej. Umocnienie pozycji w zakresie budowy i modernizacji obiektów nuklearnych ma przynosić korzyści zarówno gospodarcze, jak i polityczne. Wznosząc reaktory na rynkach zagranicznych, spółka czerpie zyski od państw odbiorców spłacających zobowiązania za usługę i użytkowaną technologię. Inwestycjom często towarzyszą też długoletnie umowy na dostawy produkowanego w Rosji paliwa jądrowego bądź wsparcie w obsłudze instalacji.

Z politycznego punktu widzenia współpraca ta długoterminowo wiąże kraje trzecie z FR w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego, choć głębokość tej relacji zależy od rodzaju kontraktu i innych elementów oferty (m.in. finansowania oraz statusu własnościowego elektrowni). W tym kontekście szczególnie istotną rolę odgrywają projekty kreujące stosunek zależności na wiele lat przez chociażby konieczność spłaty kredytu bądź strukturę własnościową spółki celowej. W promowanej przez giganta formule build-own-operate reaktor stanowi właściwie rosyjską własność, nad którą miejscowe władze nie mają kontroli.

Rosatom szczyci się dominacją na globalnym rynku eksportu technologii jądrowych – odpowiada jakoby za blisko 90% inwestycji na nim. W rzeczywistości zaś pod koniec 2025 r. podpisane umowy zobowiązały Rosjan do budowy 22 reaktorów w siedmiu państwach, podczas gdy obecnie powstaje na świecie ok. 60–70 takich obiektów. Projekty korporacji różnią się pod względem m.in. stopnia jej zaangażowania, rodzaju finansowania, a także stadium zaawansowania. Instalacje te wznoszone są przede wszystkim w Azji (Turcja, Iran, Chiny, Bangladesz i Indie) oraz na Węgrzech i w Egipcie. We wszystkich przypadkach prace rozpoczęto jednak przed 2022 r. Trzy nowe przedsięwzięcia ogłoszone w ostatnich trzech latach (Kazachstan, Uzbekistan i Iran) nie zostały natomiast jeszcze sformalizowane poprzez zawarcie konkretnych umów.

Silna pozycja Rosatomu jako dostawcy technologii bierze się w pierwszej kolejności ze struktury koncernu oraz państwowego wsparcia finansowego dla niego. Dla potencjalnego klienta zainteresowanego budową elektrowni nuklearnej korporacja to zaopatrzeniowiec kompleksowy, tzw. one-stop shop. Powiązane z nią spółki oferują bowiem usługi z całego zakresu łańcucha wartości cywilnej energetyki jądrowej – projektowania, budowy, wyszkolenia kadry technicznej czy dalszej obsługi obiektu wraz z zapewnieniem dostaw paliwa. Jednocześnie oferta może zostać podparta finansowaniem znacznej części inwestycji (a nawet całości) za pomocą nisko oprocentowanego kredytu udzielanego przez rosyjskie podmioty, często na podstawie umowy międzyrządowej.

Te dwa elementy sprawiają, że giganta postrzega się jako atrakcyjnego oferenta na rynku. Ewentualni konkurenci – przede wszystkim z państw zachodnich – nie są w stanie samodzielnie przedstawić podobnie kompleksowej propozycji realizowanej w ramach jednej struktury, co wymusza tworzenie rozbudowanych konsorcjów, komplikujących i wydłużających prace. Możliwość pełnego pokrycia przez stronę rosyjską kosztów budowy zdecydowanie odróżnia Rosatom od firm zachodnich, które zazwyczaj wymagają współfinansowania ze strony kraju odbiorcy. Jest to istotna przewaga rosyjskiej oferty z perspektywy państw niedysponujących wystarczającymi środkami dla tak kapitałochłonnych inwestycji, przy czym warto zaznaczyć, że równocześnie takie postępowanie stanowi duże obciążenie dla Moskwy. Ten model zakłada bowiem ulokowanie dużych funduszy bez gwarancji korzystnego zwrotu. Pożyczki są często udzielane na niski procent, a kapitał wykłada głównie państwo rosyjskie.

Kreml nie zdecydował się też na wykorzystanie giganta do celów politycznych poprzez nakaz wstrzymania eksportu paliwa czy świadczenia usług dla przedsiębiorstw z Zachodu w ramach szantażu energetycznego, tak jak miało to miejsce w przypadku Gazpromu i umyślnego redukowania dostaw gazu ziemnego do Europy od 2021 r. Warto przy tym zaznaczyć, że na poziomie retorycznym władze dopuszczały taką możliwość, a w odpowiedzi na amerykańskie ograniczenia dotyczące importu wzbogaconego uranu z Rosji Kreml wprowadził restrykcje na eksport tego towaru do Stanów Zjednoczonych – w praktyce jest to jednak martwa regulacja. Względna swoboda działalności Rosatomu pozwala mu na utrwalenie reputacji rzetelnego kontrahenta, nieuwzględnianego w politycznych kalkulacjach Moskwy.

Pomimo uprzywilejowanej pozycji na globalnym rynku podmiot doświadczył jednak trudności w obszarze wznoszenia elektrowni jądrowych po 2022 r. Powstała po rosyjskiej inwazji na Ukrainę nowa sytuacja międzynarodowa poskutkowała utratą przez niego jednego z projektów. Realizowaną przez spółkę córkę korporacji – Atomstrojeksport – budowę jednostki na fińskim półwyspie Hanhikivi zarzucono w maju 2022 r. Wówczas to miejscowy kontrahent Fennovoima zerwał kontrakt, tłumacząc to opóźnieniami po stronie rosyjskiej oraz ryzykami związanymi z destabilizacją łańcuchów dostaw po rozpoczęciu przez nią pełnoskalowej wojny.

Na obecnym etapie Rosatom napotyka także przeszkody w zakresie realizacji dwóch innych obiektów, nad którymi prace rozpoczęły się jeszcze przed 2022 r. – węgierskiego Paks-2 oraz tureckiego Akkuyu. W przypadku tego pierwszego stawianie dwóch reaktorów WWER-1200 jest opóźnione o ponad dekadę, a trudności powstałe w ciągu ostatnich trzech lat wyraźnie się do tego przyczyniły. W 2022 r. koncern zmuszono do renegocjacji istniejących kontraktów, aby umożliwić pracę spółek i ich finansowanie w realiach implementacji zachodnich sankcji finansowych. Co więcej, presja polityczna w Niemczech poskutkowała opóźnieniami w zakresie dostaw przeznaczonych dla jednostki turbin Siemensa. Warto nadmienić, że pomimo decyzji administracji Donalda Trumpa o wyłączeniu elektrowni Paks-2 spod wcześniejszych restrykcji wrześniowa decyzja TSUE o stwierdzeniu nieważności zgody Komisji Europejskiej na pomoc publiczną generuje dalsze opóźnienia – i to w chwili, gdy wciąż nie wylano betonu pod pierwszy z bloków.

O wiele bardziej zaawansowanym projektem jest Akkuyu, gdzie Rosjanie budują cztery reaktory WWER-1200. Podobnie jak w przypadku Węgier inwestycja ta mierzy się z problemami związanymi z finansowaniem oraz dostawą zachodnich komponentów, co poskutkowało przesunięciem terminu rozruchu pierwszego z bloków z 2023 na 2026 r. Obie strony na bieżąco wypracowują rozwiązania w celu pokonania tych trudności – m.in. poprzez mechanizm umożliwiający pokrycie kosztów jednostek poprzez przelewanie należności za rosyjski gaz bezpośrednio na konto spółki celowej w Turcji.

Z perspektywy Rosatomu powodzenie tureckiego przedsięwzięcia jest ważne z uwagi na jego wyjątkowość – to pierwsza inwestycja powstająca w ramach modelu build-own-operate (BOO), który zakłada pełną rosyjską kontrolę nad procesem budowy oraz umożliwia utrzymanie własności nad obiektem również w trakcie jego eksploatacji (koncern w całości kontroluje miejscową spółkę celową – ewentualna odsprzedaż udziałów w Akkuyu leży w gestii Rosjan). W praktyce oznacza to ograniczony wpływ strony tureckiej na przebieg prac, co zostało demonstracyjnie potwierdzone przez korporację poprzez zerwanie umowy z tamtejszym podwykonawcą robót budowlanych i zastąpienie go firmą rosyjską. Formuła BOO, forsowana przez Siergieja Kirijenkę (wówczas szefa giganta) jeszcze w poprzedniej dekadzie, ma w zamierzeniu stanowić domyślną ofertę eksportową dla państw zainteresowanych rosyjskimi technologiami jądrowymi – stąd istotność dziewiczego projektu w Turcji.

Rosatom jako generalny wykonawca – tj. na podstawie kontraktów EPC (engineering, procurement and construction) – wdraża także trzy przedsięwzięcia w innych lokalizacjach: El-Daaba w Egipcie, Ruppur w Bangladeszu oraz Buszehr w Iranie. Inwestycje te znajdowały się na zaawansowanym etapie jeszcze przed 2022 r., co zwiększa prawdopodobieństwo ich ukończenia. Niemniej i one doświadczyły problemów wynikających z restrykcji – związanych w szczególności z opłacaniem prac i logistyką dostaw.

Realizacja projektów w krajach o mniejszym stopniu zintegrowania z zachodnimi rynkami niż Węgry i Turcja zwiększa swobodę Rosatomu w kontekście omijania przeszkód sankcyjnych, co potwierdza kazus bangladeskiego Ruppuru. Mimo to w 2023 r. logistykę także tej budowy utrudniło nałożenie zachodnich restrykcji na rosyjskie statki, co zmusiło koncern do przearanżowania schematu dostaw na potrzeby instalacji. Ze względu na obostrzenia wymierzone w rosyjskie banki w tym samym roku zdecydowano się też na zmianę sposobu spłaty kredytu udzielonego przez Rosjan na budowę jednostek – dług ma zostać uregulowany w juanach za pośrednictwem chińskiego systemu płatniczego CIPS, co pozwala odizolować transakcje od kontrolowanego przez Zachód obiegu kapitału.

W przypadku pozostałych projektów – egipskiego i irańskiego – sankcje są określane jako bliżej niesprecyzowana przeszkoda niewstrzymująca prac. W ocenie rosyjskiego ambasadora w Egipcie oddziałują one negatywnie na inwestycję w tym kraju jedynie „do pewnego stopnia”, zaś Rosatom pod koniec 2024 r. podkreślał, że nie mają na nią „znacznego wpływu”. W kontekście irańskim opóźnienia w stawianiu obiektu w mieście Buszehr to pokłosie wcześniejszych problemów, m.in. niespłacania długu przez Teheran.

Najmniej dotknięte restrykcjami są inicjatywy wdrażane przy dużym zaangażowaniu miejscowych kontrahentów – tj. bloki jądrowe w indyjskim Kudankulamie oraz w chińskich Tianwanie i Xudapu. Rosyjski gigant nie pełni funkcji ich generalnego wykonawcy, lecz współdzieli budowę z tamtejszymi spółkami. Jeśli chodzi o projekty chińskie, to pełną odpowiedzialność za ich wznoszenie – poza konstrukcją „wyspy reaktorowej” czyli „serca” elektrowni, gdzie znajduje się reaktor – wzięła na siebie China National Nuclear Corporation (CNNC). Do zadań Rosatomu należą wykonanie właśnie tej części obiektu oraz szeroko pojęty nadzór nad stawianiem instalacji i jej rozruch. Co istotne, paliwo do jednostek ma być produkowane w Chinach na rosyjskiej licencji.

W przeszłości koncern informował, że przy chińskich reaktorach realizowanych dekadę temu tzw. stopień lokalizacji – czyli zaangażowania miejscowych firm – wynosił ok. 75%. Można zakładać, że rola tamtejszych podmiotów od tego czasu jedynie wzrosła, w związku z czym coraz trudniej nazywać te przedsięwzięcia „rosyjskimi”. W indyjskiej elektrowni Kudankulam korporacja odpowiada natomiast za dostawę technologii oraz większą część prac budowalnych, a w przypadku stawianych aktualnie reaktorów stopień lokalizacji ma wynieść 50%. Należy przy tym zaznaczyć, że te procentowe udziały odnoszą się na ogół do całego procesu powstawania elektrowni, bez rozróżnienia istotności poszczególnych elementów konstrukcji (chociażby właśnie „wyspy reaktorowej” względem standardowych prac).

Co ważne, kontrolę nad obiektami – zarówno podczas stawiania, jak i w trakcie eksploatacji – sprawują w pełni podmioty miejscowe. Wymienione projekty różnią się jednak finansowaniem – o ile Chińczycy przeznaczają na swoje wyłącznie środki własne, o tyle koszt indyjskich pokrywają po części Rosjanie. Należy przy tym zaznaczyć, że ich wkład kapitałowy sukcesywnie się zmniejsza w toku rozbudowy instalacji – w przypadku czterech pierwszych reaktorów w Kudankulamie FR zobowiązała się do skredytowania ok. 85% prac, podczas gdy na dwa następne ma udzielić pożyczki w wysokości ok. 50% ich wartości.
 
osw.waw.pl

niedziela, 25 stycznia 2026



Tegoroczna zima na Kamczatce przyniosła najobfitsze opady śniegu od 60 lat. Według regionalnego oddziału hydrometeorologii w grudniu 2025 r. w Pietropawłowsku Kamczackim spadło 370 mm śniegu, czyli ponad trzykrotność miesięcznej normy. W pierwszej połowie stycznia doszło jeszcze półtorej normy (163,6 mm). Pokrywa śnieżna osiągnęła 1,7 m, a w niektórych rejonach nawet 2,5 m.

15 stycznia pod zwałami śniegu zginęły dwie osoby, po czym w mieście wprowadzono stan wyjątkowy. Region nie był w stanie samodzielnie uporać się z odśnieżaniem. 21 stycznia prezydent Rosji, Władimir Putin, polecił ministerstwu budownictwa włączyć się w likwidowanie skutków żywiołu na Kamczatce.

Tymczasem mieszkańcy oceniają sytuację jako "skrajnie trudną". — Wciąż odśnieżane są głównie główne drogi, ale między blokami w ogóle nie da się przejechać. Ludzie poruszają się wśród zasp wąskimi, nieprzetartymi ścieżkami, co jest niebezpieczne. Straż pożarna ani karetki nie mogą dojechać do domów i udzielić pomocy. Zdarzyło się już kilka pożarów ze skutkiem śmiertelnym — relacjonuje jedna z mieszkanek. Jak dodaje, uczniowie przeszli na naukę zdalną, ale przedszkola działają normalnie. Żywność trzeba nosić samodzielnie z głównych ulic.

Kolejna mieszkanka Pietropawłowska Kamczackiego nie zauważyła poprawy po przyjeździe dodatkowego sprzętu do odśnieżania. — Może główne drogi są poszerzane, ale w podwórkach wciąż zalegają góry śniegu, a przejść dla pieszych jak nie było, tak nie ma… Dotarcie do ulicy to prawdziwa przeprawa, niemal wszędzie są urwiska — podkreśliła.

Jej zdaniem sytuację komplikuje dodatkowo aktywność sejsmiczna. Np. w nocy z 24 na 25 stycznia zanotowano aż cztery wstrząsy wtórne o magnitudzie od 4 do 6,4. Kobieta skarżyła się również na przepełnione śmietniki, do których nie mogą dojechać śmieciarki.

onet.pl\The Moscow Times


Rosyjski rynek motoryzacyjny w ostatnich dwóch dekadach generalnie rósł, choć przeżywał także załamania. Dwie dekady temu w Rosji sprzedano niemal półtora miliona nowych samochodów osobowych. W 2008 roku padł pierwszy rekord: Rosjanie kupili niemal trzy miliony aut. Rok później był już kryzys finansowy i pewne załamanie rynku, ale rynek się odbił i w latach 2011 - 2014 sprzedawano rocznie ponad dwa i pół miliona samochodów. To były sute lata nakręcane pompowanymi do gospodarki petro-rublami. Już po pierwszej rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2014 roku rynek motoryzacyjny odczuł sankcje i spowolnienie gospodarki. Sprzedaż spadła do średniej ok. półtora miliona rocznie. Prawdziwe załamanie przyszło w 2022. Po raz pierwszy od lat 90. W Rosji sprzedano zaledwie 630 tys. nowych samochodów. Był to oczywisty efekt wojny, sankcji, wycofania zachodnich i azjatyckich koncernów z rosyjskiego rynku, ale i wciąż odczuwanych skutków pandemii. Z Rosji wycofały się oficjalne sieci dealerskie i serwisowe oraz fabryki i montownie. A przecież w „zagłębiach” nowego przemysłu motoryzacyjnego - w Kałudze, Petersburgu, czy Królewcu - powstały w ostatnich latach montownie i fabryki większości dużych koncernów samochodowych. Po agresji na Ukrainę koncerny się wycofały. Renault sprzedał udziały w rosyjskim AvtoVaz, gdzie produkowano popularne, tanie modele. Zniknęły fabryki i montownie Forda, grupy Volkswagena (VAG), BMW, Mercedesa, Nissana, Toyoty i grupy Stellantis. Rok 2022 był szokiem dla rosyjskiej motoryzacji. Dzisiaj ten rynek jest już zupełnie inny niż przed wojną. 

(...)

Po wstrząsie, jakim było wyjście z Rosji zachodnich koncernów, Kreml wymyślił, że najlepiej by było, by ten wart dobrze ponad milion samochodów rynek, przejęli rodzimi producenci. W ubiegłym roku Łada, czyli sztandarowa marka koncernu AvtoVaz, pozostała liderem z prawie 330 tys. sprzedanymi pojazdami; mimo, że sprzedaż Ład spadła o 25 proc. Najpopularniejszy jest najtańszy model – Łada Granta, której ceny zaczynają się od niecałych 800 tys. rubli (poniżej 40 tys. zł). Jest to zatem naprawdę tani samochód - tyle, że kiepski. 

(...)

Na kolejnych miejscach listy najpopularniejszych marek znajdują się chińskie: Haval, Chery, Geely oraz chińskie samochody pod białoruską marką Belgee. Najchętniej kupowanym samochodem był Haval Jolion – niedrogi i prosty, kompaktowy crossover z Chin. Producenci z Państwa Środka szturmem podbili rosyjski rynek. Weszli w pustkę po wycofanych zachodnich i japońskich markach. Chińczycy sprzedają już ponad 60 proc. samochodów w Rosji. A jednak, po okresie szybkiej ekspansji, zaczynają pojawiać się problemy. Po pierwsze chińskie samochody odnotowują znaczny spadek wartości na rynku wtórnym. W wypadku niektórych marek i modeli już po roku tracą połowę wartości. To efekt licznych promocji i niskiej ceny nowych aut, ale i braku rozbudowanej sieci serwisowej. Chińczycy weszli do Rosji, ale nie zbudowali w niej dużych sieci dealerskich. Wiele samochodów jest sprzedawane przez nieoficjalne komisy, niepowiązane z producentami. Do tego dochodzi coraz bardziej nerwowa i fiskalna polityka państwa. Kreml zorientował się, że Chińczycy chętnie sprzedają swoje samochody, ale mniej chętnie inwestują w produkcję w Rosji. W zasadzie własną fabrykę w Rosji, w Tule, ma tylko chiński Great Wall Motor, gdzie powstają samochody Haval. Fabrykę zbudowano jeszcze w 2019 roku. Po wybuchu wojny i ucieczce zachodnich koncernów jedynie Chery wszedł do byłych montowni Volkswagena i Mercedesa w Petersburgu i Kałudze, gdzie prowadzi ograniczony montaż. Co ciekawe, z chińskiego rynku do Rosji trafia już całkiem pokaźny potok używanych samochodów – w większości zachodnich marek. 

Drugim, dość nowym kierunkiem importu używanych i nowych samochodów, jest Korea Południowa. Ponieważ na rosyjskim rynku trudno dziś o używane, ale względnie młode auta z roczników „pandemicznych” 2020 - 2022 (była wtedy ograniczona podaż na rynku), dziś Rosjanie najchętniej kupują właśnie takie, kilkuletnie pojazdy i to one są importowane – przywożone na lawetach z Azji. I tu pojawia się inwencja twórcza w omijaniu długich rąk państwa, szukających pieniędzy w kieszeniach obywateli. Rosyjski rząd gdzie się da szuka teraz środków na wojnę i rosnące koszty utrzymania państwa. Co roku rośnie tzw. opłata utylizacyjna. 

To de facto rodzaj podatku, który tylko formalnie jest składką na ekologiczną utylizację samochodu w przyszłości. Od tego roku składka ta znowu wzrosła i jest inaczej naliczana. O ile dla samochodów o mocy silnika poniżej 160 KM jest nadal znośna (w przeliczeniu wynosi kilkaset zł), to w przypadku dużego auta, np. SUVa z silnikiem 200 KM mocy, może wynieść już milion rubli (46 tys. zł). Na przykład właściciel Toyoty Camry dostanie w ten sposób opłatę większą od wartości samego samochodu. Do tego dochodzi cło. W przypadku importownych samochodów nowych i do 3 lat cło wynosi od 48 do 54 proc. wartości pojazdu, a to nie wszystkie obciążenia. Właśnie weszła w życie podwyżka VAT z 20 do 22 proc. Od zakupów samochodów na kredyt i leasing odstraszają wysokie, 16 proc. stopy procentowe. 

Skoro obłożone fiskalnymi opłatami samochody są bardzo drogie, nic dziwnego, że Rosjanie szukają rozwiązań alternatywnych. Popularny jest import przez Białoruś. Przywożone koleją lub lawetami z Azji auta są clone na Białorusi, gdzie obowiązuje stawka „tylko” 24 proc. Inne, bardziej ryzykowne rozwiązanie, to Kirgistan. Ta środkowoazjatycka republika stała się w ostatnim czasie potężnym hubem importowo-eksportowym. Przez Kirgistan trafiają do Rosji nowe i używane samochody z Chin. W niektórych miesiącach ubiegłego roku reeksportowano do Rosji nawet 75 tys. samochodów. W Kirgistanie obowiązują niższe cła (10 - 15 proc.) i nie ma opłaty utylizacyjnej. Rosjanie kupują samochody w Chinach, rejestrują w Kirgistanie na „słupy” - miejscowych, z którymi podpisują potem umowę użyczenia pojazdu na kilka lat. I w ten sposób po Rosji jeździ mnóstwo samochodów na kirgiskich tablicach. Władze rosyjskie chcą jednak ten proceder ukrócić. 

belsat.eu


Rosyjski niezależny portal Mediazona poinformował wczoraj, że Drugi Zachodni Wojskowy Sąd Okręgowy w Moskwie opublikował wydany zaocznie wyrok w sprawie zatonięcia krążownika. Za zatopienie krążownika Moskwa i porażenie fregaty Admirał Essen zaocznie skazany na dożywocie został dowódca 406. Brygady Artyleryjskiej Marynarki Wojennej Ukrainy, któremu zarzucono wydanie rozkazu uderzenia rakietowego. Moskiewski sąd postanowił też nałożyć na ukraińskiego oficera karę w wysokości 2,2 miliarda rubli - około 104 miliony złotych. 

Z materiałów opublikowanych na stronie sądu można się też było dowiedzieć, że “w wyniku wybuchu, pożaru i zadymienia zginęło 20 członków załogi krążownika, 24 marynarzy odniosło obrażenia różnego stopnia. Kolejnych 8 osób zaginęło bez wieści, w tym podczas walki o ocalenie okrętu, która trwała ponad sześć godzin”. 

belsat.eu\Mediazona\mil.in.ua 

sobota, 24 stycznia 2026



Opublikowana przez Pentagon Strategia Obrony Narodowej USA łagodzi dotychczasowe stanowisko Waszyngtonu wobec Chin i Korei Płn.; nie wspomina o Tajwanie oraz podkreśla znaczenie współpracy z Izraelem w regionie Bliskiego Wschodu. Zgodnie z dokumentem "priorytetem Pentagonu jest obrona ojczyzny".

W regionie Indo-Pacyfiku, który uchodzi za potencjalnie główne źródło konfliktu militarnego z udziałem Stanów Zjednoczonych, Pentagon podkreślił, że celem działań władz USA powinno być zapewnienie "korzystnej równowagi sił militarnych". W dokumencie stwierdzono, że działania te mają doprowadzić do sytuacji, by "ani Chiny, ani nikt inny nie mógł zdominować nas ani naszych sojuszników (w tej części świata - PAP)".

"Możliwy jest pokój na warunkach korzystnych dla Amerykanów, ale które Chiny również będą mogły zaakceptować" - napisano. Agencja Reutera podkreśliła, że w tym kontekście nie wspomniano o Tajwanie, którego nazwa zresztą w ogóle nie pojawiła się w dokumencie.

Pekin konsekwentnie podkreśla, że traktuje Tajwan jako swoje terytorium. W 1949 r., po zwycięstwie komunistów w wojnie domowej w Chinach, ich przeciwnicy uciekli na Tajwan i powołali tam do życia Republikę Chin, jak brzmi oficjalna nazwa kraju, której stosowania zakazują władze Chińskiej Republiki Ludowej. Stąd w terminologii międzynarodowej powszechnie stosuje się nazwę Tajwan bądź Chińskie Tajpej.

Dokument Pentagonu zaleca też ograniczenie roli USA w odstraszaniu Korei Północnej, przy jednoczesnym zcedowaniu na Koreę Południową głównej odpowiedzialności za to zadanie. Strategia Pentagonu nie wyklucza redukcji wojsk USA na Półwyspie Koreańskim.

"Korea Południowa jest w stanie przejąć główną odpowiedzialność za odstraszanie Korei Północnej przy kluczowym, ale bardziej ograniczonym wsparciu ze strony USA" - napisano w Strategii Obrony Narodowej. Dokument stwierdza też, że taka "zmiana w równowadze odpowiedzialności" jest zgodna z zamiarem Waszyngtonu, który ma na celu "aktualizację pozycji sił zbrojnych USA na Półwyspie Koreańskim".

W odniesieniu do Bliskiego i Środkowego Wschodu dokument Pentagonu stwierdza, że "chociaż Iran poniósł w ostatnich miesiącach poważne porażki, wydaje się, że jest zdecydowany na odbudowę swoich konwencjonalnych sił zbrojnych", a władze w Teheranie "pozostawiają otwartą możliwość podjęcia kolejnej próby uzyskania broni jądrowej". Podkreślono, że Izrael jest "wzorowym sojusznikiem" i nie wykluczono dodatkowego wzmocnienia obrony Państwa Żydowskiego.

W odniesieniu do Europy i Rosji oceniono, że Moskwa pozostanie "stałym, ale możliwym do opanowania zagrożeniem" dla członków Sojuszu na wschodniej flance. Podkreślono, że wojska USA "będą nadal odgrywać kluczową rolę w NATO, (…) by w większym stopniu uwzględniać rosyjskie zagrożenie dla interesów USA, a także zdolności naszych sojuszników". W amerykańskiej strategii podkreślono, że europejskie kraje NATO "przyćmiewają Rosję pod względem gospodarczym, liczby ludności, a tym samym ukrytej siły militarnej", a zarazem udział Europy "w globalnej potędze gospodarczej maleje".

Strategia Obrony Narodowej (National Defense Strategy, NDS) to dokument, który rozwija zapisy zawarte w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego prezydenta USA Donalda Trumpa z grudnia ub. roku. NDS ustala cele planowania wojskowego dotyczące sił, infrastruktury czy finansowania.

PAP


Rosja w dającej się przewidzieć przyszłości pozostanie "stałym, ale możliwym do opanowania zagrożeniem" dla członków NATO na wschodniej flance - napisano w opublikowanej w piątek przez Pentagon Strategii Obrony Narodowej USA.

Strategia Obrony Narodowej (National Defense Strategy, NDS) to dokument, który rozwija zapisy zawarte w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Ten drugi dokument władze amerykańskie opublikowały na początku grudnia minionego roku.

NDS jest publikowana przez każdą nową administrację USA. Dokument ustala cele planowania wojskowego dotyczące sił, infrastruktury czy finansowania. Nowa Strategia Obrony Narodowej stwierdza, że głównym priorytetem Pentagonu jest obrona ojczyzny.

W części dokumentu poświęconej Rosji podkreślono, że w dającej się przewidzieć przyszłości kraj ten pozostanie "stałym, ale możliwym do opanowania zagrożeniem" dla członków NATO na wschodniej flance.

Zaznaczono, że mimo tego, iż Moskwa mierzy się z trudnościami demograficznymi i gospodarczymi, wojna na Ukrainie pokazuje, że Rosja wciąż posiada duży potencjał militarny i przemysłowy.

"Rosja pokazała też, że jej społeczeństwo ma determinację, potrzebną do tego, by toczyć przedłużającą się wojnę w swoim bliskim sąsiedztwie" - czytamy w opublikowanym w piątek przez Pentagon dokumencie.

"Co więcej, mimo tego, że rosyjskie zagrożenie militarne jest głównie skoncentrowane na Europie Wschodniej, Rosja również posiada największy na świecie arsenał nuklearny, który modernizuje i dywersyfikuje, oraz zdolności podwodne, kosmiczne i cybernetyczne, które może wykorzystać przeciwko USA" - podkreślono.

"Z uwagi na to ministerstwo zapewni, że siły zbrojne USA będą gotowe do obrony przed rosyjskimi zagrożeniami dla USA. Ministerstwo będzie również nadal odgrywać kluczową rolę w samym NATO, nawet podczas dostosowywania obecności i działań sił zbrojnych USA na teatrze europejskim, aby w większym stopniu uwzględniać rosyjskie zagrożenie dla interesów amerykańskich, a także zdolności naszych sojuszników" - napisano w strategii.

W dokumencie zaznaczono, że europejskie kraje NATO "przyćmiewają Rosję pod względem gospodarczym, liczby ludności, a tym samym ukrytej siły militarnej".

"Jednocześnie, chociaż Europa pozostaje ważna, jej udział w globalnej potędze gospodarczej maleje. Wynika stąd, że chociaż jesteśmy i będziemy zaangażowani w Europie, musimy - i będziemy - priorytetowo traktować obronę terytorium USA i odstraszanie Chin" - napisano.

Przypomniano, że kraje NATO zobowiązały się do zwiększenia wydatków na obronność do poziomu 5 proc. PKB. "Dlatego nasi sojusznicy z NATO mają silną pozycję, by wziąć na siebie główną odpowiedzialność za konwencjonalną obronę Europy, przy kluczowym, ale bardziej ograniczonym, wsparciu ze strony USA" - dodano.

"Obejmuje to przejęcie inicjatywy we wspieraniu obrony Ukrainy. Jak powiedział prezydent (Donald) Trump, wojna na Ukrainie musi się zakończyć. Tak jak jednak również podkreślił, jest to przede wszystkim odpowiedzialność Europy. Zagwarantowanie i utrzymanie pokoju będzie zatem wymagało przywództwa i zaangażowania naszych sojuszników z NATO" - podsumowano.

Dokument przewiduje też m.in. "bardziej ograniczoną" rolę USA w odstraszaniu Korei Północnej i przejęciu głównej odpowiedzialności za ten kierunek przez Koreę Południową. To najpewniej wywoła niepokój w Seulu - zaznaczył Reuters. Natomiast w regionie Indo-Pacyfiku Pentagon jest skoncentrowany na tym, by nie dopuścić do chińskiej dominacji nad USA ani amerykańskimi sojusznikami.

PAP

 

Maksym Timczenko, szef największej ukraińskiej prywatnej firmy energetycznej DTEK, powiedział 23 stycznia agencji Reuters, że rosyjskie ataki na infrastrukturę energetyczną DTEK spowodowały spadek całkowitej mocy wytwórczej DTEK o 60-70 procent i spowodowały szkody szacowane na 64-70 miliardów dolarów do naprawy. Timczenko stwierdził, że przez ostatnie dwa tygodnie temperatura na Ukrainie wahała się od -15 do -20 stopni Celsjusza (...). Timczenko stwierdził, że rosyjskie strajki powodują ciągłe przerwy w dostawie prądu, w wyniku których ukraińscy cywile mają tylko trzy do czterech godzin energii dziennie. Rosja prawdopodobnie zamierza pogorszyć zdolność Ukrainy do wytwarzania energii i jej zdolność do dostarczania Ukraińcom ciepła w środku zimy, w tym poprzez próbę podzielenia ukraińskiej sieci energetycznej na pół i utworzenia wysp energetycznych odciętych od wytwarzania, dostaw i przesyłu energii elektrycznej. Rosja zaczęła zwiększać intensywność swoich ataków na infrastrukturę energetyczną Ukrainy od jesieni 2025 r. do zimy 2025-2026, mając na celu spowodowanie zakłóceń na dużą skalę w ukraińskim systemie elektroenergetycznym, co ISW w dalszym ciągu ocenia jako rosyjski wysiłek mający na celu degradację bezpieczeństwa energetycznego i potencjału przemysłowego Ukrainy oraz zdemoralizowanie ludności ukraińskiej.

(...)

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył 23 stycznia, że prezydent USA Donald Trump zgodził się dostarczyć Ukrainie nieokreśloną liczbę rakiet przechwytujących PAC-3 dla systemów obrony powietrznej Patriot w celu zwalczania ciągłej rosyjskiej kampanii uderzeniowej dalekiego zasięgu. Rzecznik ukraińskich sił powietrznych, pułkownik Jurij Ihnat, zauważył niedawno, że wskaźnik zestrzeleń rosyjskich pakietów uderzeniowych dalekiego zasięgu na Ukrainie jest wysoki, ale drony i rakiety naruszające obronę powietrzną Ukrainy powodują rozległe szkody. Siły rosyjskie często nie wystrzeliwują żadnych rakiet lub wystrzeliwują ich kilka przez wiele dni z rzędu, po czym wystrzeliwują pakiety uderzeniowe ze znaczną ilością rakiet, prawdopodobnie gromadząc rakiety /z produkcji bierzącej - red./ pomiędzy seriami uderzeń, aby zmaksymalizować szkody większymi pakietami uderzeń. Rosja wyposaża drony Shahed w głowice kasetowe i miny, które wybuchają po zestrzeleniu, wprowadza innowacje w taktyce uderzeniowej i dostosowuje technologię Shahed, aby umożliwić dronom zmianę celów w czasie rzeczywistym – wszystko to skutkuje maksymalizacją szkód, jakie drony Shahed mogą wyrządzić ukraińskim celom.

understandingwar.org



Maksym Timczenko, szef największej ukraińskiej prywatnej firmy energetycznej DTEK, powiedział 23 stycznia agencji Reuters, że rosyjskie ataki na infrastrukturę energetyczną DTEK spowodowały spadek całkowitej mocy wytwórczej DTEK o 60-70 procent i spowodowały szkody szacowane na 64-70 miliardów dolarów do naprawy. Timczenko stwierdził, że przez ostatnie dwa tygodnie temperatura na Ukrainie wahała się od -15 do -20 stopni Celsjusza (...). Timczenko stwierdził, że rosyjskie strajki powodują ciągłe przerwy w dostawie prądu, w wyniku których ukraińscy cywile mają tylko trzy do czterech godzin energii dziennie. Rosja prawdopodobnie zamierza pogorszyć zdolność Ukrainy do wytwarzania energii i jej zdolność do dostarczania Ukraińcom ciepła w środku zimy, w tym poprzez próbę podzielenia ukraińskiej sieci energetycznej na pół i utworzenia wysp energetycznych odciętych od wytwarzania, dostaw i przesyłu energii elektrycznej. Rosja zaczęła zwiększać intensywność swoich ataków na infrastrukturę energetyczną Ukrainy od jesieni 2025 r. do zimy 2025-2026, mając na celu spowodowanie zakłóceń na dużą skalę w ukraińskim systemie elektroenergetycznym, co ISW w dalszym ciągu ocenia jako rosyjski wysiłek mający na celu degradację bezpieczeństwa energetycznego i potencjału przemysłowego Ukrainy oraz zdemoralizowanie ludności ukraińskiej.

(...)

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył 23 stycznia, że prezydent USA Donald Trump zgodził się dostarczyć Ukrainie nieokreśloną liczbę rakiet przechwytujących PAC-3 dla systemów obrony powietrznej Patriot w celu zwalczania ciągłej rosyjskiej kampanii uderzeniowej dalekiego zasięgu. Rzecznik ukraińskich sił powietrznych, pułkownik Jurij Ihnat, zauważył niedawno, że wskaźnik zestrzeleń rosyjskich pakietów uderzeniowych dalekiego zasięgu na Ukrainie jest wysoki, ale drony i rakiety naruszające obronę powietrzną Ukrainy powodują rozległe szkody. Siły rosyjskie często nie wystrzeliwują żadnych rakiet lub wystrzeliwują ich kilka przez wiele dni z rzędu, po czym wystrzeliwują pakiety uderzeniowe ze znaczną ilością rakiet, prawdopodobnie gromadząc rakiety /z produkcji bierzącej - red./ pomiędzy seriami uderzeń, aby zmaksymalizować szkody większymi pakietami uderzeń. Rosja wyposaża drony Shahed w głowice kasetowe i miny, które wybuchają po zestrzeleniu, wprowadza innowacje w taktyce uderzeniowej i dostosowuje technologię Shahed, aby umożliwić dronom zmianę celów w czasie rzeczywistym – wszystko to skutkuje maksymalizacją szkód, jakie drony Shahed mogą wyrządzić ukraińskim celom.

understandingwar.org

środa, 21 stycznia 2026


Wojska rosyjskie kontynuują próby przeniknięcia poza linie obrony na południowych przedmieściach Konstantynówki. Kilkuosobowe grupy wroga starają się zająć dogodne pozycje na wzgórzach położonych na północny wschód od Jabłuniwki, aby następnie podejmować próby zdobycia zachodniej części Konstantynówki wzdłuż zachodniego brzegu rzeki Krywyj Toreć. Jednocześnie prowadzą natarcie po wschodniej stronie miasta – z kierunku Czasiw Jaru i wsi Ołeksandro-Szultyne. Nadrzędnym celem jest przejęcie kontroli nad obszarem rozciągającym się od Konstantynówki po Drużkiwkę, co ma umożliwić natarcie od południa i południowego wschodu na Kramatorsk i Słowiańsk – najważniejsze miasta w obwodzie donieckim pozostające w rękach Ukraińców.

Rosjanom udało się uzyskać kontrolę nad całością Hulajpola, a obecnie walki toczą się o położoną na zachód od niego wieś Zaliznyczne. Agresor najprawdopodobniej przejął także Pryłuky na północny zachód od miasta. Coraz trudniejsza sytuacja panuje również na południe od Zaporoża, gdzie Rosjanie próbują wyprzeć obrońców ze Stepnohirśka, zdobywając przyczółki w położonych nad wyschniętym Zbiornikiem Kachowskim miejscowościach Pławni i Prymorśke. Przejęcie Stepnohirśka będzie skutkowało objęciem południa aglomeracji zaporoskiej ogniem artylerii oraz zasięgiem dronów i bomb lotniczych. W dalszej perspektywie należy się spodziewać prób przecięcia szlaków logistycznych z Zaporoża na wschód – do Hulajpola i Orichiwa.

W nocy z 13 na 14 stycznia wojska rosyjskie przeprowadziły zmasowany atak na infrastrukturę w obwodach zaporoskim i dniepropetrowskim, pozbawiając prądu ponad 45 tys. abonentów w Krzywym Rogu. Z kolei w nocnym bombardowaniu Odessy uszkodzono budynek polskiego konsulatu (nikt nie został ranny).

Szczególnie intensywnym atakom poddawana jest stolica Ukrainy. 20 stycznia doszło do zmasowanego uderzenia na Kijów, podczas którego użyto pocisku Cyrkon, 18 pocisków balistycznych Iskander-M/S-300, 15 rakiet Ch-101, a także 339 dronów uderzeniowych. Ponad 5,5 tys. wielopiętrowych budynków mieszkalnych pozbawionych zostało ogrzewania, zaś niemal cała lewobrzeżna część miasta odcięta od dostaw wody, a w pozostałej ciśnienie wody jest obniżone (wody nie ma również w niektórych budynkach administracji państwowej, w tym w Radzie Najwyższej). Ogółem w wyniku ataku ponad 335 tys. mieszkańców Kijowa zostało pozbawionych prądu.

15 stycznia rosyjskie drony uderzyły w centrum Lwowa, uszkadzając jedną z cerkwi oraz plac zabaw. Tego samego dnia w obwodach charkowskim, żytomierskim i odeskim doszło do ataków na infrastrukturę energetyczną, skutkujących przerwami w przesyle prądu. Szczególnie intensywne uderzenia odnotowano w Charkowie (ponawiano je 17, 19 i 20 stycznia), Zaporożu (18 i 19 stycznia), Odessie (19 stycznia) oraz Dnieprze (20 stycznia).

W ciągu ostatniego tygodnia armia rosyjska kontynuowała ataki na obiekty infrastruktury krytycznej w wielu obwodach. W charkowskim i chersońskim odnotowano kilka ofiar śmiertelnych, a ranni zostali mieszkańcy obwodów czernihowskiego, dniepropetrowskiego, sumskiego, donieckiego i zaporoskiego. Zgodnie z szacunkami Dowództwa Sił Powietrznych od 13 do 20 stycznia wojska rosyjskie użyły 1017 dronów (z czego 715 „szahedów”), 36 pocisków balistycznych i manewrujących oraz jednego pocisku przeciwokrętowego Cyrkon. Obrońcy zadeklarowali unieszkodliwienie 807 bezzałogowych statków powietrznych oraz 18 rakiet.

Wskutek ataków 15 stycznia Ministerstwo Energetyki wprowadziło harmonogramy wyłączeń dostaw prądu we wszystkich regionach Ukrainy dla wszystkich kategorii odbiorców. Podkreślono przy tym, że najtrudniejsza sytuacja panuje w Kijowie, gdzie mieszkańcom umożliwiono przemieszczanie się w czasie obowiązującej godziny policyjnej do tzw. punktów odporności – specjalnych miejsc, w których zapewniono awaryjne ogrzewane i zasilanie prądem (generatory) oraz dostęp do internetu i wody.

(...)

13 stycznia w rejonie terminalu Konsorcjum Rurociągów Kaspijskich (KRK) na Morzu Czarnym najprawdopodobniej ukraińskie drony zaatakowały co najmniej dwa tankowce. Na jednostkach, które miały oczekiwać na załadunek, wybuchły pożary. KRK to kluczowy projekt infrastrukturalny transportujący ropę z Kazachstanu przez Rosję do terminalu w Noworosyjsku, stanowiący ważny szlak eksportowy tego surowca. Pod koniec listopada 2025 r. ukraińskie drony morskie już atakowały terminal KRK, w wyniku czego część infrastruktury czasowo wyłączono z użytku.

Polska przygotowuje 47. pakiet wsparcia wojskowego dla Ukrainy o wartości 220–230 mln euro, zawierający m.in. amunicję i części zamienne. Poinformował o tym 19 stycznia w wywiadzie dla agencji Ukrinform ambasador Ukrainy w Warszawie Wasyl Bodnar. Jego zdaniem w pierwszym kwartale 2026 r. armia ukraińska ma otrzymać cztery myśliwce MiG-29 z łącznej liczby „blisko 10” obiecanych przez Polskę w ub.r. 15 stycznia wiceminister obrony narodowej Paweł Zalewski podał, że planowane jest przekazanie „do dziewięciu” maszyn tego typu. Ponadto według Bodnara w pierwszej połowie 2026 r. ma zostać podpisane porozumienie o udzieleniu przez Polskę 120 mln euro kredytu na zakup przez Ukrainę polskiego uzbrojenia.

(...)

14 stycznia Komisja Europejska przyjęła pakiet legislacyjny w zakresie wsparcia Ukrainy w latach 2026 i 2027, którego elementem jest pożyczka pomocowa w wysokości 90 mld euro. Przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen poinformowała, że dwie trzecie tej kwoty zostanie przeznaczone na wsparcie wojskowe. W grudniu 2025 r. na udzielenie takiej pożyczki zgodziła się Rada Europejska. Po zatwierdzeniu wniosków przez Radę i Parlament Europejski w drugim kwartale br. powinno rozpocząć się przekazywanie środków.

Ukraina wstrzymała kolejne zamówienia niemieckiej amunicji krążącej HX-2 ze względu na poważne wady ujawnione w trakcie jej dotychczasowego użytkowania, o czym powiadomiła 19 stycznia agencja Bloomberg. Jest to prawdopodobnie pierwsza podjęta przez Kijów decyzja tego typu (wcześniej zdarzyło się Ukraińcom zrezygnować z przyjęcia wyposażenia bądź amunicji starych i nie w pełni sprawnych). Ukraina otrzymała dotąd połowę z 4 tys. dronów HX-2 i starszego modelu HX-1, zakontraktowanych w 2024 r. na koszt RFN. HX-2, mające stanowić przełomowe rozwiązanie ze względu na oparcie ich działania na algorytmach tzw. sztucznej inteligencji, okazały się niedopracowane pod względem mechanicznym. W trakcie dotychczasowego użytkowania zaledwie co czwarty pomyślnie wystartował. HX-2 okazały się też nieodporne na rosyjskie systemy walki radioelektronicznej (odporność miała im gwarantować sztuczna inteligencja), a po zagłuszeniu traciły łączność z operatorami. Co więcej, w części dostarczonych egzemplarzy w ogóle brakowało komponentów odpowiedzialnych za działanie sztucznej inteligencji.

19 stycznia prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował, że Pawło Jelizarow ps. Łazar zostanie na wniosek ministra obrony Mychajła Fedorowa nowym zastępcą dowódcy Sił Powietrznych Sił Zbrojnych Ukrainy. Ma być odpowiedzialny m.in. za zmiany w obronie przeciwlotniczej kraju, polegające na większym zastosowaniu mobilnych grup ogniowych, dronów przechwytujących i innych środków tzw. małej obrony powietrznej. Według Fedorowa będzie on odpowiedzialny przede wszystkim za stworzenie „kopuły antydronowej” nad Ukrainą. Jelizarow jest oficerem Sił Powietrznych i dotychczasowym dowódcą Grupy Lazara specjalizującej się w wykorzystaniu dronów na polu walki. Cieszy się dużym autorytetem w armii i jest uważany za pioniera zastosowania bezzałogowych statków powietrznych na froncie.

Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandr Syrski w wywiadzie z 18 stycznia poinformował, że z końcem 2025 r. zakończył się pierwszy etap przejścia Sił Zbrojnych Ukrainy do systemu korpusowego. Jego zdaniem reforma pozwoliła usprawnić i odciążyć system dowodzenia, a także zwiększyć efektywność wykorzystania oraz zaopatrzenia kadr i personelu wojskowego. „Wcześniej system organów dowodzenia opierał się na tymczasowo tworzonych grupach operacyjno-taktycznych, w których oficerowie byli powoływani rotacyjnie i relokowani ze swoich stanowisk, co negatywnie wpływało na jakość zarządzania” – podkreślił Syrski. Obecnie armia przechodzi do drugiego etapu reformy, która zakończy się do końca tego roku i ma polegać na przenoszeniu brygad do odpowiednich korpusów.

Według dziennikarzy portalu śledczego Slidstvo.Info w ciągu ostatnich dwóch lat wzrosła liczba Ukraińców w wieku poborowym zatrzymanych podczas nielegalnych prób przekroczenia granicy z Białorusią. Z danych Państwowej Służby Granicznej Ukrainy (PSG) wynika, że w 2025 r. na tej granicy zatrzymano 1424 mężczyzn, w 2024 r. było to 326 osób, natomiast w 2023 r. – zaledwie cztery osoby. Kierunek białoruski znalazł się w pierwszej piątce tras pod względem liczby zatrzymań poborowych, wyprzedzając m.in. Polskę. Najwięcej zatrzymań odnotowano na granicach z Rumunią (10 066 osób), Mołdawią (4937), Słowacją (2265) oraz Węgrami (1841). Najmniej przypadków dotyczyło granic z Rosją (1 osoba) i Polską (511 osób). Według śledztwa przerzut do UE via Białoruś miał kosztować ok. 8 tys. dolarów od osoby.

Występując w parlamencie 14 stycznia, nowo powołany minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow podkreślił, że głównym celem prac resortu będą reforma armii, poprawa infrastruktury na froncie oraz zdecydowana walka z korupcją. Zapowiedział przeprowadzenie kompleksowego audytu w Siłach Zbrojnych Ukrainy, a na jego podstawie konkretne rozwiązania systemowe. Fedorow ujawnił, że ok. 2 mln Ukraińców uchyla się od służby wojskowej, a ok. 200 tys. samowolnie opuściło jednostki wojskowe.

(...)

14 stycznia ukraiński wywiad wojskowy (HUR) opublikował informacje dotyczące zagranicznego sprzętu wykorzystywanego przez rosyjskie przedsiębiorstwa kompleksu wojskowo-przemysłowego. Chodzi o 50 typów urządzeń, takich jak maszyny do cięcia strumieniem wody czeskiej firmy PTV, wykorzystywane przez przedsiębiorstwa produkujące okrętowe i nadbrzeżne stacje radarowe, sprzęt do strategicznych sił rakietowych oraz systemy ochrony obiektów wojskowych, frezarki amerykańskiej firmy JET Tools, używane przez producenta komponentów do rosyjskich pocisków manewrujących Ch-101, oraz chińskie automaty termoplastyczne TAYU TY-200S, eksploatowane przez przedsiębiorstwo produkujące systemy naprowadzania, celowniki i kompleksy rozpoznawcze. HUR zwraca uwagę, że rosyjskie firmy z sektora obronnego korzystają z leasingu sprzętu, co pozwala ukryć faktycznego użytkownika końcowego i stanowi jeden z mechanizmów omijania sankcji.

We wspomnianym wywiadzie Syrski poinformował, że w 2026 r. Rosjanie planują utworzyć co najmniej 11 nowych dywizji i powołać do armii kolejne 409 tys. ludzi. Według niego całkowity potencjał mobilizacyjny agresora przekracza 20 mln ludzi, z których ok. 4,5 mln to wyszkolone rezerwy, mogące być bezpośrednio zaangażowane w uzupełnianie jednostek bojowych. To, jak zauważył generał, daje wrogowi przewagę w rekrutacji wojsk i utrzymaniu liczebności grup ofensywnych. Stwierdził również, że pomimo zrealizowania planów mobilizacyjnych w 2025 r. w ponad 100% i zaangażowania ok. 406 tys. ludzi Rosjanom nie udało się zwiększyć liczebności grupy ofensywnej – przez prawie sześć miesięcy utrzymywała się ona na poziomie ok. 711 tys. żołnierzy. Według Syrskiego rosyjskie władze nie były w stanie zwiększyć liczebności armii na terytorium Ukrainy z powodu strat w ludziach, które według niego w 2025 r. wyniosły ok. 419 tys. żołnierzy.

osw.waw.pl


Około 600 tys. osób opuściło Kijów od 9 stycznia, gdy mer stolicy Ukrainy Witalij Kliczko zaapelował do mieszkańców o tymczasową ewakuację z miasta. Po zmasowanych rosyjskich atakach połowa budynków w Kijowie została pozbawiona ogrzewania - poinformował we wtorek Kliczko w rozmowie z agencją AFP.

"Nie wszyscy mają możliwość opuszczenia miasta, ale obecnie liczba mieszkańców maleje" - relacjonował Kliczko w rozmowie z francuską agencją, podkreślając, że z Kijowa, liczącego około 3,6 mln mieszkańców, wyjechało dotychczas 600 tys. osób.

"Temperatura sięga niemal minus 20 stopni Celsjusza, a Putin wykorzystuje to, by złamać opór (Ukraińców), pogrążyć wszystkich w depresji i wywołać napięcia w społeczeństwie" - zaalarmował mer Kijowa.

Wcześniej we wtorek Kliczko powiadomił w komunikatorze Telegram, że w stolicy bez ogrzewania pozostaje około 4 tys. budynków mieszkalnych. "Służby komunalne dostarczyły ciepło do ponad 1600 z 5635 budynków mieszkalnych, w których nie było (tych dostaw) po intensywnym ostrzale rosyjskim" - poinformował szef miejskiej administracji.

PAP


Ambicje pozyskania Grenlandii przez USA były głównym wątkiem przemówienia Donalda Trumpa na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Prezydent USA po raz pierwszy wykluczył w nim jednak użycie siły.

- Prawdopodobnie nic nie dostaniemy, chyba że zdecyduję się na użycie nadmiernej siły - i siły, gdzie, szczerze mówiąc, bylibyśmy nie do zatrzymania. Ale tego nie zrobię - powiedział Trump. - To chyba najważniejsze oświadczenie, jakie wygłosiłem, bo ludzie myśleli, że użyję siły. Nie muszę używać siły. Nie chcę używać siły. Nie użyję siły - zadeklarował.

Jednocześnie ogłosił, że wnosi o "natychmiastowe" rozpoczęcie negocjacji w sprawie pozyskania Grenlandii przez USA. Przekonywał, że tylko Stany Zjednoczone są w stanie zapewnić wyspie bezpieczeństwo i twierdził, że tylko "tytuł własności" od niej pozwoli na jej obronę. Trump oskarżał przy tym NATO i Danię o niewdzięczność. Wyraził przekonanie, że Ameryka praktycznie nic nie otrzymuje w zamian za ochronę sojuszników, i że nie przyszliby oni z pomocą USA.

- Stany Zjednoczone są traktowane przez NATO bardzo niesprawiedliwie. Chcę wam powiedzieć (...) i nikt nie może tego zakwestionować: dajemy tak wiele, a tak mało otrzymujemy w zamian - ocenił.
- Wszystko, o co prosimy, to pozyskanie Grenlandii, w tym prawa własności, ponieważ prawo własności jest potrzebne do jej obrony - zaznaczył. - Prosimy o kawałek lodu. (...) To bardzo mała prośba w porównaniu z tym, co dawaliśmy im przez wiele, wiele dekad - przekonywał Trump. Zapowiadał, że jeśli USA usłyszą w odpowiedzi "tak", to będą wdzięczne, a jeśli "nie", to zostanie im to zapamiętane.

Trump kilkakrotnie nazwał Grenlandię "Islandią", twierdząc, że sprawa "Islandii" spowodowała w poniedziałek duże spadki na amerykańskiej giełdzie. Przypominał, że Stany Zjednoczone chroniły Grenlandię podczas II wojny światowej "wielkim kosztem", lecz zwróciły ją Danii po wojnie.

- Jak głupio postąpiliśmy. Ale zrobiliśmy to, ale oddaliśmy to. Ale jak niewdzięczni są teraz - powiedział Trump.

Mówiąc o wojnie w Ukrainie, Trump zapowiedział, że w środę spotka się z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim, twierdząc, że zarówno on, jak i Władimir Putin "chcą się dogadać".

- Myślę, że są teraz w takim momencie, że mogą dojść do porozumienia, a jeśli im się to nie uda, to są głupi. Dotyczy to ich obu - skwitował.

Mimo słów Trumpa, Zełenski przebywa obecnie w Kijowie, choć - według portalu Axios - może przybyć w czwartek do Davos na spotkanie z amerykańskim prezydentem. Według tego źródła w czwartek Moskwę mają natomiast odwiedzić wysłannicy Trumpa, Steve Witkoff i Jared Kushner.

Podczas trwającego ponad godzinę przemówienia prezydent Stanów Zjednoczonych przedstawiał swój kraj i swoją politykę jako wzór do naśladowania, w tym dla Europy, która - według niego - jest "miejscem nie do poznania".

- Kocham Europę i chcę, żeby Europie się dobrze powodziło, ale nie zmierza ona w dobrym kierunku. W ostatnich dekadach w Waszyngtonie i stolicach europejskich przyjął się pogląd, że jedynym sposobem na rozwój nowoczesnej gospodarki zachodniej są stale rosnące wydatki publiczne, niekontrolowana masowa migracja i niekończący się import z zagranicy - oświadczył Trump, krytykując też "nowy zielony szwindel" i "importowanie nowych i innych populacji z odległych krajów".

- Szczerze mówiąc, wiele części naszego świata ulega zniszczeniu na naszych oczach, a przywódcy nawet nie rozumieją, co się dzieje. A ci, którzy rozumieją, nic z tym nie robią. Praktycznie wszyscy tak zwani eksperci przewidywali, że moje plany zakończenia tego nieudanego modelu doprowadzą do globalnej recesji i galopującej inflacji, ale udowodniliśmy, że się mylili. W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie - zapewniał Trump, powołując się m.in. na wzrost PKB w USA, prognozowany w ostatnim kwartale ubiegłego roku na poziomie 5,4 proc.

Trump kierował też groźby pod adresem Kanady, której premier w poniedziałek, podczas głośnego wystąpienia w Davos, ogłosił zapaść dotychczasowego porządku, utrzymywanego przez "hegemonię" Stanów Zjednoczonych.

- Kanada dostaje od nas wiele rzeczy gratis. Powinni być wdzięczni, ale nie są. Oglądałem wczoraj waszego premiera - mówił Trump. - Nie był zbyt wdzięczny. Ale powinni być wdzięczni Stanom Zjednoczonym i Kanadzie. Kanada żyje dzięki Stanom Zjednoczonym. Pamiętaj o tym, Mark, kiedy następnym razem będziesz wygłaszać swoje oświadczenia - ostrzegał.

W podobny sposób Trump mówił o wszystkich państwach reprezentowanych w Davos, twierdząc, że "nie funkcjonowałyby one bez Ameryki" lub zbankrutowałyby. Zapewnił jednak, że "nie dąży do ich zniszczenia". (...)

PAP