czwartek, 15 stycznia 2026



Przekładając procenty Ukrainy na konkrety: Rosjanie w ciągu 2025 roku skoncentrowali się na próbie zdobycia resztki obwodu donieckiego. Widać to wyraźnie po zliczeniu podawanych codziennie przez ukraińskie dowództwo ataków na danych kierunkach działań. Sumując te, które pokrywają front w obwodzie donieckim, otrzymujemy wynik rzędu 60 procent wszystkich, w tym dominujący kierunek pokrowski z wynikiem 35 procent. Poręczne zestawienie tych danych przygotował ukraiński profil na Telegramie "Oko Horusa".

Największe natężenie ataków w obwodzie donieckim przełożyło się też na największe zdobycze terenowe. Zwłaszcza na zachód od Doniecka, na pograniczu obwodów donieckiego i zaporoskiego. Jednak i tak oznacza to w najlepszych wypadkach zajęcie do około 30 kilometrów w linii prostej. Na przestrzeni roku. Na pozostałych odcinkach Rosjanie osiągnęli znacznie mniej. Miejscami na pograniczu obwodu ługańskiego, donieckiego i charkowskiego (rejon Łymania) jest to około 20 kilometrów, ale w większości pozostałych miejsc jeszcze mniej. Z ważniejszych miejscowości w 2025 roku Rosjanom udało się zająć Pokrowsk i sąsiedni Myrnohrad, choć do dzisiaj nie mają pełnej kontroli nad ich ruinami. Wzięli też pobliski Toreck i Czasiw Jar, a dalej na południe Wiełyką Nowosiłkę, co pozwoliło im osiągnąć relatywnie duże sukcesy na pograniczu z obwodem zaporoskim. W ostatnich dniach roku wzięli też Siewiersk, położony na północ od ruin Bachmutu, gdzie Ukraińcom udawało się trzymać front w miejscu przez dwa lata. Na pewien czas wzięli też ważny Kupiańsk, ale Ukraińcy zdołali go w ciągu dwóch miesięcy odbić, co było ich jedynym istotnym sukcesem ofensywnym tego roku. Rosjanie oczywiście zdołali też na początku 2025 roku dokończyć operację oczyszczenia z Ukraińców obwodu kurskiego. Wyprowadzona w tym samym miejscu parę miesięcy później ofensywa na ukraińskie Sumy, skończyła się porażką. Ukraińcy zdołali zablokować Rosjan w rejonie przygranicznym.

Ogólnie wszystkie wymienione wyżej tereny, nie miały znaczenia strategicznego. Rosjanie nie zdołali nigdzie całkowicie przełamać ukraińskiej obrony ani wykorzystać jej lokalnych zapaści. Nie mają już możliwości prowadzić wojny zmechanizowanej rodem z klasycznych podręczników wojskowości. Takiej, dla której postęp o 30 kilometrów w linii prostej podczas działań ofensywnych jest przeciętnym wynikiem dziennym, a nie rocznym. To, co udaje im się osiągać, to wykrwawiać Ukraińców, wywoływać ciągłe sytuacje kryzysowe, które ukraińskie dowództwo musi zażegnywać, nie mogąc liczyć na chwilę oddechu. Wywołuje to poważne problemy po stronie Ukrainy, która zmaga się z katastrofalnym niedoborem siły żywej i poważnymi problemami w organizacji działania wojska. Chodzi głównie o szkolenie i dowodzenie. Towarzyszy temu ogromna skala dezercji i ucieczek z frontu. Pod koniec 2025 roku osiągnęła ona poziom ponad 20 tysięcy przypadków miesięcznie. Chodzi tylko o te oficjalnie raportowane. Ukraińcy mają rekrutować co miesiąc niewiele więcej ludzi, więc w ostatecznym rozrachunku, po uwzględnieniu strat w boju, bilans wychodzi mniej więcej na zero lub jest wręcz na minusie. Aktualnie sami Ukraińcy określają to jako swój najpoważniejszy problem.

gazeta.pl


Pomijając wojowniczą retorykę Trumpa, Rubio miał mieć w zanadrzu "nieodpartą ofertę kupna", jak podaje NBC. Ameryka mogłaby zapłacić nawet 700 mld dol. [ponad 2,5 bln zł, według obecnego kursu walut] za wyspę o powierzchni 2,17 mln km kw.

W zamian Dania ogłosiła wzmocnienie obecności wojskowej, aby ostudzić zapędy Amerykanów. Na podobny ruch zdecydowało się kilka państw europejskich, w tym Niemcy, Szwecja i Norwegia. Rząd w Berlinie wyśle kilkunastu żołnierzy Bundeswehry. Premier Szwecji Ulf Kristersson poinformował w środę, że kilku szwedzkich oficerów jest w drodze na największą wyspę świata. Norwegia wysłała z kolei dwóch wojskowych, których zadaniem na miejscu ma być rozpoznanie możliwości współdziałania z sojusznikami.

onet.pl\Bild


Narracja o zagrożeniu dla Ameryki Północnej ze strony Chin i Rosji z powodu słabej obrony Grenlandii jest oficjalnym głównym argumentem Donalda Trumpa, mającym zmuszać go do tego, co robi. Czyli wywierania ostrej presji na Danię, włącznie z groźbami militarnymi, aby Grenlandię oddała USA.

Hipokryzja fundamentalnego argumentu Amerykanów jest potrójna. Po pierwsze sami od dekad tylko redukowali swoje zdolności do działania w Arktyce i dopiero w ostatnich kilku latach zaczęli temu realnie przeciwdziałać, choć powoli. Po drugie nie ma żadnych dowodów na jakąś wzmożoną aktywność Chińczyków i Rosjan na wodach okalających Grenlandię. Po trzecie współpracujące państwa NATO dominują nad północnym Atlantykiem i tą częścią Arktyki. Rozbijanie Sojuszu to niszczy.

Amerykanie mogą mieć na Grenlandii praktycznie tyle wojska, ile by chcieli. Zapewnia im to umowa z Danią z 1951 roku. Kopenhaga nigdy nie czyniła wojsku USA specjalnych problemów, a nawet pomagała mu tuszować poważne wpadki na wyspie. Nie zmieniło się to w ostatnich latach. Zmieniło się natomiast to, że poczynają już od przełomu lat 60. i 70. Amerykanie sami zaczęli redukować swoją obecność na Grenlandii. W szczytowym okresie mieli na niej około 10 tysięcy żołnierzy i liczne bazy, ponieważ to nad Arktyką miały lecieć ku USA radzieckie bombowce strategiczne. Od lat 60. to zagrożenie zostało zastąpione przez lecące kosmosem rakiety międzykontynentalne, więc argument za utrzymywaniem istotnych sił w bardzo mało przyjaznym klimacie Grenlandii stracił sens. Aktualnie w jednej bazie Pituffik Amerykanie mają około 150 ludzi, którzy obsługują głównie wielki radar wczesnego ostrzegania przed owymi rakietami, oraz systemy łączności z satelitami. Z własnego wyboru. Gdyby chcieli, to w samej bazie Pituffik jest miejsce na kilka razy większą obsadę. Nie mają jednak realnej potrzeby.

Analogicznie jeszcze pod koniec zimnej wojny zaczęła się atrofia zdolności Amerykanów do działania na trudnych wodach arktycznych. Bo to nie jest tak, że wokół Grenlandii mogą normalnie pływać zwykłe okręty wojenne. Znaczna powierzchnia tego akwenu zamarza na wiele miesięcy. Do ciągłego patrolowania Arktyki potrzeba lodołamaczy. Tych Amerykanie mają obecnie sztuk 2.5. Pół, ponieważ najstarszy i największy z nich USCGC (skrót od określenia jednostki patrolowej Straży Wybrzeża USA) Polar Star, jest w służbie od połowy lat 70 i ostatnie dwie dekady spędza w znacznej części w stoczni na naprawach i remontach. Jego bliźniak USCGC Polar Sea od 2010 roku jest nieaktywny po rozległej awarii silników. Służy jako zapas części zamiennych. Do tego mają większy rozmiarami lodołamacz USCGC Healy z końca lat 90., ale o niższej klasie lodowej, czyli zdolny pływać w cieńszym lodzie niż starsi bracia. Trzecia jednostka to kupiony doraźnie w 2024 roku cywilny statek do obsługi platform wiertniczych na wodach okalających Alaskę, USCGC Storis.

Doraźny zakup był konieczny, ponieważ z powodu dekad ignorowania tematu, zdolność Straży Wybrzeża USA (USCG) do operowania w Arktyce spadła do krytycznie niskiego poziomu. Flota wojenna (US Navy) tym tematem się nie zajmuje, poza wysyłaniem atomowych okrętów podwodnych na patrole pod lodem. Ich głównym zadaniem jest śledzenie i ewentualne niszczenie swoich rosyjskich odpowiedników. Patrole na powierzchni i dbanie o to, co się dzieje w strefie wyłączności ekonomicznej, to zadanie USCG. Ta natomiast w ostatniej dekadzie momentami nie miała nawet jednego lodołamacza, kiedy akurat USCGC Polar Star i Healy się zsynchronizowały z awariami oraz pobytami w stoczniach.

O potrzebie zbudowania nowych lodołamaczy było wiadomo od dawna. W 2010 roku oficjalnie opisano to w analizach, ale dopiero w 2017 roku program Polar Security Cutter ruszył na dobre i otrzymał realne finansowanie. Planowane są 3 bardzo duże lodołamacze, największe w historii USA. Na 2 już podpisano kontrakty. Jednak prace idą jak po grudzie i zamiast wstępnie planowanego początku służby pierwszego w 2024 roku, aktualnie mowa o 2030 roku. Główny problem jest taki, że Amerykanie utracili zdolność do budowy dużych lodołamaczy i muszą się uczyć od nowa. Jednocześnie w 2025 roku zaczęto pośpiesznie program zakupu do 11 mniejszych takich jednostek nazwanych Arctic Security Cutter. W ostatnich dniach ubiegłego roku podpisano kontrakt z Finami, którzy na budowie lodołamaczy się znają. 4 pierwsze mają powstać w Finlandii, reszta w USA. Pierwszy ma zostać zbudowany może do 2028 roku, jednak to tylko wstępne założenie.

Wymownym faktem mówiącym o spojrzeniu USA na Arktykę jest to, gdzie wszystkie aktualne lodołamacze USCG mają swój port macierzysty. Seattle w stanie Waszyngton. Zachodnie, pacyficzne wybrzeże USA. Stamtąd bliżej do tak naprawdę głównego obszaru zainteresowania USA w Arktyce, czyli wód okalających Alaskę. Bo tak naprawdę wokół Grenlandii nie ma tłumów chińskich i rosyjskich okrętów, jak to lubią powtarzać Trump i jego zwolennicy. Warto się przyjrzeć na przykład alarmistycznie zatytułowanemu raportowi Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego z jesieni 2025 roku, który powielały amerykańskie media. Niestety już zniknął z oficjalnej strony. Stwierdzono w nim, że aktywność Chin w Arktyce zwiększyła się w sposób "bezprecedensowy" i "rekordowa" liczba chińskich jednostek działa w tym regionie, co uzasadnia działania Białego Domu. Faktyczne dane były takie, że w 2025 roku zaobserwowano łącznie 5 chińskich cywilnych statków badawczych na wodach arktycznych w pobliżu Alaski. Obserwowały je wspólnie samoloty amerykańskie i kanadyjskie. Rok wcześniej były to 3. W żadnym z komunikatów nie pojawiła się informacja, aby Chińczycy zbliżyli się do Grenlandii. Byli około 3 tysięcy kilometrów dalej, po drugiej stronie Morza Arktycznego.

Fakt jest bowiem taki, że do Grenlandii Chińczykom bardzo daleko. Zwłaszcza ich flocie wojennej. Najkrótsza droga wiedzie obok Alaski i przez cieśninę Beringa (gdzie lotnictwo i flota USA panują), potem bardzo trudnymi do nawigacji wodami Morza Arktycznego. Wyprawa wymagająca ciężkiego lodołamacza albo bardzo korzystnej pogody. Chińczycy nie mają ani jednej takiej jednostki. Wszystkie ich cywilne lodołamacze badawcze nadają się tylko do wypadów arktycznych w cienkim lodzie. Nie do stałego operowania w Arktyce. W planach jest budowa cywilnego ciężkiego lodołamacza, ale bez konkretów. Flota mogłaby próbować wysyłać pod lody Arktyki w rejonie Alaski atomowe okręty podwodne, ale Amerykanie mają w tym zakresie taką przewagę techniczną i doświadczenia (na przykład znajomość kształtu dna jest bezcenna i to pewnie badają między innymi cywilne chińskie lodołamacze), że byłoby to bez mała działanie samobójcze. Wyprawa dookoła świata (koszmar logistyczny z uwagi na brak pewnych przyjaznych portów) i podejście do Grenlandii od południa z Atlantyku to kolejna wyprawa wodami zdominowanymi przez floty NATO.

Znacznie większe zdolności do operowania w pobliżu Grenlandii mają Rosjanie. Jednak tylko teoretycznie. Po pierwsze ich Flota Północna stacjonująca na wybrzeżach Morza Arktycznego, jest priorytetowo skupiona na kontroli Morza Barentsa i Karskiego. Według ich doktryny mają one stanowić "bastion", w którym skrywają się atomowe okręty podwodne z rakietami balistycznymi. Jeden z dwóch kluczowych elementów triady jądrowej Rosji. Drugim zadaniem Floty Północnej jest próba zwalczania sił NATO na północnym Atlantyku. Głównie przy pomocy atomowych okrętów podwodnych, ponieważ flota nawodna Rosjan jest w kiepskim stanie i nie stanowi realnego zagrożenia. O pomysłach na atakowanie Grenlandii, czy położonych daleko za nią USA, nigdy nie było mowy. Flota Północna nie ma do tego absolutnie sił. Aktualnie posiada 1 średni okręt desantowy i 2 małe, które nie nadają się do długotrwałego operowania w Arktyce i mogą przewieźć bardzo skromny desant liczący łącznie około 500 ludzi oraz kilkadziesiąt pojazdów. Abstrahując od tego, po co miałby on być wysadzany na niemal całkowicie bezludnym wschodnim wybrzeżu Grenlandii? Nie bez powodu przez dekady zimnej wojny, kiedy siły zbrojne ZSRR były znacznie większym wyzwaniem, nikt tak naprawdę nie planował żadnej bitwy o tę wyspę. Szykowano się do walki z radziecką flotą próbującą przebijać się na północny Atlantyk i atakować konwoje na trasie USA-Europa, ewentualnie wykonującą desanty na północy Norwegii. Nawet bitwa o znacznie łatwiej osiągalną Islandię była traktowana w kategoriach fantastyki.

Oczywiście Rosjanie mają największą flotę cywilnych ciężkich lodołamaczy z napędem jądrowym, którą ciągle modernizują. Budują obecnie długą serię (7 zamówionych) nowych jednostek projektu 22220. Ich głównym zadaniem jest umożliwianie żeglugi statków transportujących surowce wzdłuż północnych wybrzeży Rosji. W przyszłości być może też zwiększonego ruchu na trasie Azja-Europa przez tak zwaną Drogę Północną, czyli wzdłuż tychże arktycznych brzegów Rosji. Ma temu pomóc ocieplający się klimat. Jednak pomimo wielu deklaracji i planów na przestrzeni ostatnich dwóch dekad, ruch na niej pozostaje skromny. W rekordowym 2024 roku przewieziono nią, nie licząc wewnętrznego transportu rosyjskiego, 3 miliony ton ładunku, podczas gdy roczny przeładunek portów UE, licząc tylko jednostki oceaniczne, to ponad miliard ton. Po prostu tradycyjna trasa przez Ocean Indyjski jest znacznie pewniejsza, bo nie wymaga nadzwyczajnych przygotowań na spotkanie z lodem czy ciężką pogodą. Podobnie wygląda realizacja nagłaśnianych propagandowo planów eksploatacji złóż surowców w Arktyce. Po agresji na Ukrainę i zerwaniu współpracy z gospodarkami zachodnimi są one faktycznie zawieszone.

gazeta.pl

środa, 14 stycznia 2026



Prezes irańskiego Sądu Najwyższego Gholam-Hossein Mohseni-Eje'i zapowiedział, że wobec protestujących odbędą się publiczne procesy w przyspieszonym trybie. - Każdy, kto zaatakował ludzi, siły bezpieczeństwa lub obiekty i budynki, będąc uzbrojonym lub wyposażonym w materiały wybuchowe lub zapalające, i dopuścił się aktów terrorystycznych, musi zostać priorytetowo potraktowany w procesie i ukarany - powiedział Gholam-Hossein Mohseni-Eje'i, cytowany przez państwową agencję informacyjną Fars. Jak dodał, sprawy te zostaną rozpatrzone "tak szybko, jak to możliwe".

gazeta.pl

wtorek, 13 stycznia 2026



Niektórzy urzędnicy irańskiego reżimu uznali trwające protesty za kolejną fazę wojny izraelsko-irańskiej. Irański establishment bezpieczeństwa od czerwca 2025 roku wielokrotnie podkreślał, że w jego ocenie wojna izraelsko-irańska trwa, mimo że 12-dniowy konflikt zbrojny zakończył się w czerwcu.

Inne kluczowe wnioski:

Spiker parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf ostrzegł 11 stycznia Stany Zjednoczone przed „błędnymi obliczeniami” i zagroził, że Iran może obrać za cel amerykańskie bazy wojskowe w regionie lub Izrael, jeśli Stany Zjednoczone zaatakują Iran. Groźby Ghalibafa są prawdopodobnie odpowiedzią na niedawne doniesienia zachodnich mediów, że prezydent USA Donald Trump rozważa różne opcje interwencji w trwające protesty.

Reżim może określać irańskich protestujących jako „terrorystów” i łączyć trwające protesty ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, aby w ten sposób zmotywować niezdecydowanych funkcjonariuszy bezpieczeństwa do siłowego stłumienia protestów.

Podczas obecnych protestów zginęło więcej irańskich funkcjonariuszy bezpieczeństwa niż podczas jakiejkolwiek innej fali protestów w Iranie. Media powiązane z IRGC doniosły 11 stycznia, że od rozpoczęcia protestów 28 grudnia co najmniej 114 pracowników ochrony reżimu z Dowództwa ds. egzekwowania prawa (LEC), Basij i IRGC zginęło. Rzeczywista liczba ofiar śmiertelnych irańskiego personelu bezpieczeństwa jest prawdopodobnie wyższa niż liczba podana przez media powiązane z IRGC, biorąc pod uwagę, że CTP-ISW zaobserwowało doniesienia o ofiarach personelu bezpieczeństwa na obszarach takich jak prowincja Teheran, że Media powiązane z IRGC nie uwzględniły liczby zgonów.

CTP-ISW odnotowało niższy poziom aktywności protestacyjnej w całym Iranie 11 stycznia w porównaniu z ostatnimi dniami. Niższa liczba protestów odnotowana przez CTP-ISW jest prawdopodobnie spowodowana zamknięciem przez reżim ogólnokrajowego Internetu i atakami na satelity Starlink.

(...)

Jak podaje korespondent Fox News cytujący nieokreślone źródła z 11 stycznia, Iran podobno zwrócił się do wspieranych przez Iran bojowników irackich, w tym Kataib Hezbollah, o pomoc w stłumieniu protestów. 6 stycznia antyreżimowe media i użytkownicy mediów społecznościowych twierdzili, że od 2 stycznia około 800 wspieranych przez Iran bojowników irackiej milicji rozlokowało się w Iranie przez przejścia graniczne w prowincjach Diyala, Maysan i Basra. Według doniesień iraccy bojownicy są między innymi członkami Kataib Hezbollah, Harakat Hezbollah al Nujaba, Kataib Sayyid al Shuhada i Organizacji Badr. Według poinformowanych źródeł irackich rozmawiających z regionalnymi mediami 8 stycznia, dowódca sił IRGC Quds, generał brygady Esmail Ghaani, spotkał się z bliżej nieokreślonymi przywódcami irackiej milicji w Bagdadzie. Iran prawdopodobnie będzie starał się wykorzystać wspierane przez Iran irackie bojówki do wzmocnienia liczebności sił, jakie ma do stłumienia obecnych niepokojów. Wykorzystywanie przez Iran wspieranych przez Iran irackich bojówek do stłumienia protestów sugeruje, że irańskie siły bezpieczeństwa mogą napotkać ograniczenia przepustowości i trudności w samodzielnym stłumieniu protestów.

(...)

WIĘCEJ: Podczas obecnych protestów zginęło więcej irańskich funkcjonariuszy bezpieczeństwa niż podczas jakiejkolwiek innej fali protestów w Iranie. 11 stycznia media powiązane z IRGC podały, że od rozpoczęcia protestów 28 grudnia zginęło co najmniej 114 pracowników ochrony reżimu z Dowództwa ds. egzekwowania prawa (LEC), Basij i IRGC.

LEC jest główną służbą bezpieczeństwa wewnętrznego reżimu odpowiedzialną za prowadzenie zwykłych działań policyjnych i utrzymywanie kontroli społecznej. Basij to organizacja paramilitarna, która w dużej mierze koncentruje się na rozpowszechnianiu propagandy reżimu, tłumieniu sprzeciwu w kraju i prowadzeniu działań w zakresie obrony cywilnej.

Podczas obecnej fali protestów reżim rozmieścił także siły lądowe IRGC w niektórych obszarach, chociaż nie jest jasne, czy wszystkie przypadki zgonów w IRGC zgłaszane przez media powiązane z IRGC to śmierć członków sił lądowych IRGC. Irańskie media podały, że w prowincji Esfahan jest najwyższa liczba zgonów LEC i IRGC – 30, a za nią plasuje się 9 zgonów w Basij i IRGC w prowincji Ghazvin.

Dane wskazują, że IRGC była aktywna głównie w zachodnim Iranie, co jest zgodne z najnowszymi raportami o rozmieszczeniu sił lądowych IRGC w prowincjach Kermanszah i Azerbejdżanu Zachodniego. Rzeczywista liczba ofiar śmiertelnych irańskiego personelu bezpieczeństwa jest prawdopodobnie wyższa niż liczba podana przez media powiązane z IRGC, biorąc pod uwagę, że CTP-ISW zaobserwowało doniesienia o ofiarach personelu bezpieczeństwa na obszarach takich jak prowincja Teheran, których media powiązane z IRGC nie uwzględniły w liczbie ofiar śmiertelnych. W ruchu Mahsa Amini w latach 2022–2023 zginęło ponad 70 pracowników ochrony reżimu, co stanowiło najbardziej śmiercionośną falę protestów aż do tej fali.

x.com/TheStudyofWar


Prezydent USA Donald Trump polecił dowódcom sił specjalnych opracowanie planu inwazji na Grenlandię, ale sprzeciwili się temu wysocy rangą wojskowi - podał w niedzielę brytyjski "The Mail on Sunday".

Jak napisała gazeta, jastrzębie w otoczeniu Trumpa, którym przewodzi jego czołowy doradca Stephen Miller, są tak zachęceni sukcesem operacji schwytania prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro, że chcą szybko zająć wyspę, zanim Chiny lub Rosja podejmą jakieś kroki.

Brytyjscy dyplomaci uważają, że Trump jest motywowany także chęcią odwrócenia uwagi amerykańskich wyborców od sytuacji gospodarczej kraju przed wyborami połowy kadencji w listopadzie tego roku, w których większość może zdobyć Partia Demokratyczna.

Według cytowanych źródeł, Trump zwrócił się do Połączonego Dowództwa Operacji Specjalnych (JSOC) o przygotowanie planu inwazji, ale sprzeciwili się temu wojskowi z Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, argumentując, że taka operacja byłaby nielegalna i nie zostałaby poparta przez Kongres.

- Próbowali odwrócić uwagę Trumpa, mówiąc o mniej kontrowersyjnych działaniach, takich jak przechwytywanie rosyjskich statków z floty cieni - tajnej sieci setek statków obsługiwanych przez Moskwę w celu uniknięcia zachodnich sankcji - lub przeprowadzenie ataku na Iran - powiedziało jedno z cytowanych źródeł.

"The Mail on Sunday" napisał, że dyplomaci przeprowadzili symulację scenariuszy amerykańskich działań wobec Grenlandii. W najgorszym z nich doprowadziłyby one do "zniszczenia NATO od wewnątrz". Jak dodano, niektórzy europejscy urzędnicy podejrzewają, że to jest prawdziwy cel skupionej wokół Trumpa frakcji MAGA - ponieważ Kongres nie pozwoliłby prezydentowi na wyprowadzenie USA z NATO, zajęcie Grenlandii doprowadziłoby do faktycznego rozpadu Sojuszu.

Z kolei kompromisowy scenariusz zakłada, że Dania zagwarantowałaby amerykańskim wojskom pełen dostęp do Grenlandii i zapewniłaby, że żadnego dostępu nie będą mieć Chiny i Rosja. Według przywoływanych symulacji, Trump może zacząć od scenariusza eskalacyjnego, aby później przejść do kompromisowego. Europejscy urzędnicy obawiają się jednak, że ze względu na krótkie okno możliwości - które może zostać zamknięte wyborami do Kongresu - Trump podejmie działania raczej szybciej niż później, tak aby zawrzeć porozumienie 7 lipca, podczas szczytu NATO w Ankarze. 

PAP

poniedziałek, 12 stycznia 2026



Prezydent USA Donald Trump ostrzegł w niedzielę władze Kuby, że nie będą już otrzymywać pieniędzy i ropy naftowej z Wenezueli, jak było to przez ostatnie lata, i zasugerował im zawarcie układu z nim, zanim będzie za późno.

"Kuba przez wiele lat żyła dzięki ogromnym ilościom ROPY i PIENIĘDZY z Wenezueli. W zamian Kuba zapewniała "usługi bezpieczeństwa" dla dwóch ostatnich dyktatorów Wenezueli, ALE JUŻ NIE! Większość tych Kubańczyków ZGINĘŁA w wyniku ataku USA w zeszłym tygodniu, a Wenezuela nie potrzebuje już ochrony przed bandytami i szantażystami, którzy przez tyle lat trzymali ją w szachu" - napisał Trump na platformie Truth Social.

"Wenezuela ma teraz Stany Zjednoczone Ameryki, najpotężniejsze siły zbrojne na świecie (zdecydowanie!), aby ją chroniły, i będziemy ją chronić. NIE BĘDZIE JUŻ ŻADNEJ ROPY ANI PIENIĘDZY IDĄCYCH NA KUBĘ - ZERO! Zdecydowanie sugeruję, aby zawarli układ, ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO. Dziękuję za uwagę w tej sprawie. Prezydent DJT" - dodał.

Siły specjalne USA przeprowadziły 3 stycznia operację w Wenezueli i schwytały jej prezydenta Nicolasa Maduro, którego Trump oskarżał o współudział w przemycie narkotyków do USA. Obowiązki dotychczasowego przywódcy przejęła jego zastępczyni Delcy Rodriguez, ale amerykańska administracja zapowiedziała, że w okresie przejściowym, który może potrwać lata, to USA będą sprawować faktyczną kontrolę nad tym krajem. 

PAP


Prezes Rezerwy Federalnej (banku centralnego USA) Jerome Powell poinformował w niedzielę, że otrzymał wezwanie do zeznań w śledztwie karnym prokuratury federalnej. Powell oskarżył administrację Trumpa o atak na niezależność banku, twierdząc, że śledztwo jest tylko pretekstem.

- Departament Sprawiedliwości doręczył Rezerwie Federalnej wezwania do sądu, grożąc postawieniem zarzutów w związku z moimi zeznaniami przed komisją bankową Senatu w czerwcu ubiegłego roku - powiedział Powell w oświadczeniu wideo opublikowanym przez Fed.

Jak dodał, choć śledztwo dotyczy sprawy jego wypowiedzi na temat remontu budynków Fed, w rzeczywistości jest tylko pretekstem do uderzenia w niego i bank centralny za to, że nie prowadzą polityki pieniężnej zgodnie z życzeniami prezydenta.

- To są preteksty. Groźba postawienia zarzutów karnych jest konsekwencją tego, że Rezerwa Federalna ustala stopy procentowe w oparciu o naszą najlepszą ocenę tego, co będzie służyć społeczeństwu, a nie zgodnie z preferencjami prezydenta - powiedział Powell.

- Chodzi o to, czy Fed będzie w stanie nadal ustalać stopy procentowe w oparciu o dowody i warunki gospodarcze, czy też polityka pieniężna będzie kierowana presją polityczną i zastraszaniem - dodał.

Biały Dom, w tym sam Trump, od miesięcy oskarżał Powella o niewłaściwe zarządzanie planowanym wcześniej remontem budynku Rezerwy Federalnej. Przedstawiciele administracji sugerowali, że wprowadził Kongres w błąd w sprawie tego remontu.

Jednak w rozmowie z telewizją NBC, prezydent Trump powiedział, że nic nie wiedział na temat śledztwa prokuratury i odrzucał oskarżenia, że to część presji na Powella w sprawie stóp procentowych.

- Nic o tym nie wiem, ale on na pewno nie jest zbyt dobry w kierowaniu Fed i nie jest zbyt dobry w budowaniu budynków - powiedział prezydent.
Trump wielokrotnie w przeszłości starał się wpływać na decyzję Powella w sprawie stóp procentowych, nieraz uciekając się do obelg pod jego adresem, nazywając go m.in. "kretynem". Otwarcie mówił też, że chciał zwolnić go z jego funkcji, lecz powstrzymali go przed tym jego doradcy zaniepokojeni reakcją rynku.

W grudniu Trump oświadczył jednak, że choć usuwanie Powella na niecałe pół roku przed końcem jego kadencji nie ma sensu, to i tak może to zrobić.

PAP


Co to jest - kosztuje miliardy i nie działa w starciu z sprzętem z zachodu? Rosyjska mityczna "bańka atydostępowa". 

A jej najlepszym przykładem jest filmik na dole na którym widać brytyjski pocisk Storm Shadow który niszczy stanowiska dowodzenia baterii OPL (S300 i Pancyry) na Krymie  nic sobie nie robiąc z mitycznej bańki A2AD. 

Historia sowiecko-rosyjskiego copium*: 

1. Dolina Bekka 1982 - "bo to nie byli Sowieci i sprzęt eksportowy!" 
(Izrael zmiażdżył syryjsko- sowieckie zgrupowanie OPL i lotnictwa strącając ponad 80 maszyn syryjskich i niszcząc kilkanaście dywizjonów OPL - tworzące rzekomo najsilniejsze wówczas zgrupowanie przeciwlotnicze poza ZSRR)  

2. Operacja Pustynna Burza 1991   - "bo to Arabowie i gorszy sprzęt!" 
(koalicja miażdży nalotami Irak i jego ugrupowanie OPL, samoloty Irackie uciekają do Iranu) 

3. Operacja Allied Force  1999 - "ha! zestrzelono F-117! RussiaStornk!" 
(No a prawda taka że NATO samymi nalotami zniszczyło Serbię i zmusiło Serbów do uległości. Naloty na wojska serbskie w Kosowie były całkowicie nieudane co nie zmienia faktu błyskawicznego wywalczenia dominacji w powietrzu a potem zniszczenia infrastruktury Serbii co zmusiło do  przyjęcia żądań NATO

4. Naloty Izraelskie na Syrię "bo Arabowie poza tym dogadani byli" 
(Za czasów Baszszar al-Asada IAF kilkukrotnie latało nad Syrią i niszczyło to co chciało upokarzając dostarczone z ROsji zestawy OPL) 

5. Ukraina 2022-2026 "O-r-e-sz-ni-k supapower Rusia Stronk!" 
)Wojna w której sowiecko-rosyjskie OPL w końcu miało pokazać klasę - obsługiwane najlepsze zestawy przez najlepszych operatorów.  No i opis tego co Ukraińcy za pomocą druciarsko podczepionych pod Su-24  MALDów (wabie) i Storm Shadown robią regularnie RUS antydostępowej bańce powinno mieć kategorię +18 lat. Crusie dostarczone z UK i Francji jak chciałby wlatywały w sztaby, magazyny, bunkry z generałami Korei Płn., Leningradziego OW, dowództwa Floty Czarnomorskiej, okręt podwodny, zgrupowania OPL. lotniska itp. Gdyby nie fakt że się po prostu wyczerpał zapas Scalpów/StormShadown to RUS A2AD dalej byłąby penetrowana bz większych przeszkód przy minimum starannego planowania misji  i używania MALDów. Obecnie rosyjska OPL obrywa od dronów, HARMów podczepianych pod postsowieckie samoloty i starych ATCMS/GMLRS - te ostatnie nawet w najstarszych wersjach i bez wsparcia zakłóceń są w stanie pokonywać ANTYRAKIETOWE baterie S-300W lub też S-400 które rzekomo były projektowane do ich przechwytywania. 
Ale pamiętajcie - Oresznik, S500, copium lvl hard.)

6. Operacja Wschodzący Lew 2025 "a bo OPL Iranu słaba była!" 
(Chyba najbardziej brutalne, szybkie i skuteczne uzyskanie SUPREMACJI w powietrzy nad Techeranem przez IAF. Nie dość że Zydzi latali jak chcieli i bombardowali to co chcieli to jeszcze byli wstanie zredukować ilość odpalanych SRBM/MRBM o ponad 2/3 samym działaniem lotnictwa. Mimo odległości. OPL Iranu - będąca mieszanką rozwiązań rosyjskich, chińskich i własnych Teherenu została całkowicie obezwładniona w pierwszych godzinach operacji

7. Wenezuela 2026  "to teatr, oni się dogadali - OPL była wyłączona!"
(Amerykanie polecieli DELTĄ po Maduro jak po BigMaca do McDonalda. Rzekomo "wyłączna" na skutek  "dogadania się" OPL Wenezueli była tak "wyłączona" że mamy zarejestrowane minimum jedno odpalenie z BUKa, jedno Igły (oba zagłuszone) zaś Amerykanie  zniszczyli 7 lub 8 BUKów na trasie dolotu.   Amerykanie to czego nie mogli zagłuszyć a co posiadało tory optyczne do naprowadzania rakiet profilaktycznie niszczyli. Do tego zagłuszono całość rozwiniętych chińskich i rosyjskich zabawek które były całkowicie nieskuteczne wobec Growlerów (samoloty walki radioelektornicznej). 

Ale pamiętajcie - (copium:) to tylko przypadki, zdrady, wersje eksportowe, słabi operatorzy - prawdziwa RUS A2AD jest świetna i na pewno zadałaby wielkie straty maszynom NATO!  
Oh wait - ukraińskie Su-24 z MALD+ StormShadown łupią ją jak chcą. 
Rosyjska mityczna A2AD jest silna przeciw słabym i słaba wobec silnych. A NATO jest silne w powietrzu. Nie dajcie sobie kłaść onucowego spinu do głowy - Rosja się boi tego co lotnictwo NATO jest w stanie zrobić z OPL Rosji. Stąd idiotyczna propaganda :) 

ps. zachęcam do udostępniania 

* COPIUM - https://miejski.pl/slowo-COPIUM

x.com/wolski_jaros

piątek, 9 stycznia 2026



Według raportu Instytutu Gospodarki Niemieckiej w Kolonii (IW Köln) w pierwszych trzech kwartałach 2025 r. eksport towarów i usług z RFN wzrósł o 0,25% r/r, mimo spadku sprzedaży do dwóch najważniejszych partnerów handlowych – Chin (-12,3%) i Stanów Zjednoczonych (-7,8%). Łącznie oba te kierunki obniżyły całkowity eksport Niemiec o 1,55 p.p. W przypadku USA kluczową przyczyną pogorszenia wyników była protekcjonistyczna polityka handlowa prezydenta Donalda Trumpa, która szczególnie dotknęła niemiecki przemysł motoryzacyjny, maszynowy oraz, częściowo, chemiczny. Spadek eksportu do ChRL to natomiast rezultat kilku czynników: wzrostu konkurencyjności chińskich producentów na własnym rynku, agresywnej polityki subsydiowania rodzimych przedsiębiorstw przez władze w Pekinie oraz umocnienia się euro w stosunku do juana.

Negatywny wpływ tych tendencji został jednak zrównoważony przez zwiększenie sprzedaży do państw europejskich, cechujących się bliskością geograficzną i silną integracją gospodarczą, przede wszystkim do Polski, Szwajcarii i Hiszpanii. Z dynamicznego wzrostu hiszpańskiego, a także polskiego PKB oraz wyższych nakładów na infrastrukturę w RP, m.in. na kolej, drogi, sieci energetyczne i porty, skorzystali m.in. niemieccy dostawcy.

Słabnąca atrakcyjność USA i Chin jako rynków zbytu zwiększyła nacisk Berlina na finalizację umowy z państwami Mercosur, traktowanej jako strategiczny element dywersyfikacji eksportu RFN. Kraje Europy, ze względu na bliskie położenie i silną integrację gospodarczą, będą umacniać swoją pozycję najważniejszego rynku dla niemieckiego eksportu.

Komentarz
  • Spadek eksportu RFN do ChRL wynika z trwałej zmiany warunków konkurencji. Nie ma szans na odwrócenie tego trendu w długim okresie. W ostatnich latach wiele niemieckich przedsiębiorstw obrało strategię „w Chinach dla Chin”, która nie ogranicza się już jedynie do otwierania zakładów produkcyjnych w ChRL, ale coraz częściej obejmuje rozwój lokalnej działalności badawczo-rozwojowej. Model ten odzwierciedla rosnącą dojrzałość technologiczną chińskich partnerów, z których rozwiązań niemieckie koncerny korzystają coraz chętniej. Oznacza to stopniowe odwrócenie wcześniejszego układu, w którym przewaga innowacyjna pozostawała po stronie przedsiębiorstw z RFN. W konsekwencji sprzedaż towarów z Niemiec na rynek chiński będzie w coraz większym stopniu zastępowana przez dalsze przenoszenie kolejnych elementów łańcuchów wartości bezpośrednio do ChRL. Ponadto część niemieckich firm zaczyna realizować strategię „w Chinach dla świata”, czyniąc z ChRL główną bazę produkcyjną nakierowaną na eksport do państw trzecich, kosztem produkcji w Europie.
  • Konkurencja pomiędzy niemieckimi a chińskimi przedsiębiorstwami coraz wyraźniej przenosi się na rynki trzecie. Poza USA i ChRL spadki eksportu przedsiębiorstwa z RFN odnotowały także w krajach Azji Południowo-Wschodniej i Pacyfiku oraz Brazylii i Chile (zob. wykres 1). Zjawisko to było w dużej mierze spowodowane zamknięciem rynku amerykańskiego dla chińskich nadwyżek produkcyjnych na skutek wysokich ceł wprowadzonych przez administrację Trumpa. W rezultacie towary te przekierowano do innych państw, gdzie stanowią poważną konkurencję dla produktów niemieckich. Presja ta będzie się nasilać, zwłaszcza w Azji Południowo-Wschodniej, gdzie udział chińskiego eksportu wzrośnie w miarę pogłębiania się efektów regionalnego porozumienia o wolnym handlu RCEP, obowiązującego od 2022 r. W tej sytuacji szczególnie istotne znaczenie dla Berlina miało doprowadzenie do zawarcia umowy handlowej UE–Mercosur, która umożliwi eksport przede wszystkim niemieckich samochodów i maszyn do państw Ameryki Południowej na korzystniejszych warunkach.
(...)

osw.waw.pl


Alaksandr Łukaszenka dopiero dziś zabrał głos w sprawie amerykańskiej operacji specjalnej, która 3 stycznia doprowadziła do aresztowania Nicolasa Madury. Dyktatorzy Wenezueli i Białorusi utrzymywali przyjazne stosunki, a ich państwa współpracowały w różnych dziedzinach gospodarki.

– Co do Wenezueli: to nasz zaprzyjaźniony naród, który w swoim czasie nas wsparł. Może ktoś o tym zapomniał, ale nie ja. W jakimś stopniu, może nie uratowali, ale mocno wsparli nasz kraj – powiedział Łukaszenka, cytowany przez państwową agencję BiełTA.

Chodziło mu prawdopodobnie o dostawy ropy naftowej z Wenezueli po tym, jak Rosja Władimira Putina wstrzymała dostawy w ramach szantażu gospodarczego Białorusi. Rafinacja ropy naftowej w dwóch państwowych zakładach petrochemicznych przynosi znaczny wkład do budżetu kraju.

Łukaszenka podkreślił, że poznał Madurę i jego poprzednika Hugo Cháveza oraz wielokrotnie bywał w Wenezueli. 

– W przededniu powiedziałem, że jeśli wy, Amerykanie, chcecie drugiego Wietnamu, to go dostaniecie. Wydaje mi się, że mnie usłyszeli. A co do tego, że grożą teraz Wenezueli jakąś operacją lądową, to myślę, że świetnie wiedzą, że skończy się ona nie na ich korzyść. Teraz już zginą tysiące. I Amerykanie – ani Donald, ani inni – tego nie chcą – stwierdził.

Dodał przy tym, że polityka amerykańska nie jest tak prosta “jak u nas, czy nawet w Rosji”. Jego zdaniem aresztowanie Madury było ustępstwem Donalda Trumpa w stronę wojskowych. Wspomniał przy tym wycofanie się wojsk koalicji z Afganistanu, ale przekręcił fakty – zasugerował, że dla amerykańskich żołnierzy nie wystarczyło miejsca w samolotach ewakuacyjnych.

– Pamiętacie, jak uciekali z Afganistanu, chwytając podwozia samolotów, spadali na pas startowy? Hańba! Musieli pokazać, że są do czegoś zdolni – wyjaśnił państwowym mediom.

(...)

Stwierdził przy tym, że chociaż Donald Trump otwarcie twierdził, że potrzebuje wenezuelskiej ropy naftowej, to w tym celu nie musiał się uciekać do wywożenia Madury z kraju. 

Po raz pierwszy powiedział też, że podczas negocjacji z Amerykanami przekazał sygnały od władz Wenezueli, że są one gotowe do współpracy. Stwierdzenia tego nie da się jednak potwierdzić, a wiadomo, że Łukaszenka lubi przedstawiać się jako mediator w stosunkach międzynarodowych.

Skrytykował też przebieg operacji specjalnej w Caracas, podczas której, jego zdaniem, ranna została żona dyktatora. Uznał, że wywożąc “bezbronnego człowieka” [najlepiej strzeżonego człowieka w Wenezueli] Amerykanie chcieli pokazać swój “wielki heroizm”. 

Cilii Flores, żonie Nicolasa Madury, poświęcił więcej uwagi. 

– Żonie powiedzieli: “Możesz zostać, nic do ciebie nie mamy”. Ona odpowiedziała: “Nie, ja [lecę] z nim”. Ja znam Flores, to bardzo odważna kobieta. “Lecę ze swoim ukochanym”. Dostarczyli ją do Ameryki i wlepili jej narkobiznes – powiedział Łukaszenka.

(...)

Na koniec podkreślił, że zatrzymanie wenezuelskiego dyktatora nie było po prostu amerykańską operacją wojskową.

– Chcę, żebyście zrozumieli, że tam było wszystko: i porozumienia, i pieniądze zapłacone też ludziom w Wenezuali, wojskowym i cywilom. Tam był spisek i zdrada. Wszystko tam było! – zakończył Łukaszenka, który tak jak Maduro, swoją niedemokratyczną władzę opiera na organach siłowych.

belsat.eu