czwartek, 17 lipca 2025



Portal dziennika "Jerusalem Post" zauważył, że była to co najmniej trzecia fala starć miedzy siłami rządowymi a jedną z mniejszości religijnych i etnicznych w Syrii od obalenia rządu Baszara al-Asada w grudniu 2024 r. Zdaniem portalu początkiem konfliktów są zazwyczaj lokalne zatargi, ale szybko przeradzają się one w starcia uzbrojonych grup etnicznych czy religijnych (w obecnym przypadku - druzów i Beduinów), co prowadzi do interwencji rządu.

Władze Syrii nie są zwolennikiem autonomicznych regionów z uzbrojonymi milicjami. Druzowie interpretują to jako represje wobec swojej społeczności, dlatego wielu z nich nie zgodziło się na złożenie broni. Natomiast wielu popierających rząd sunnickich Arabów postrzega druzów jako potencjalne zagrożenie dla stabilności w południowej Syrii.

W przypadkach zamieszek i zbrojnych konfliktów lokalnych obecne władze Syrii wykorzystują państwowe siły zbrojne, które jednak - jak podkreślił "Jerusalem Post" - są w zasadzie uzbrojonymi milicjami, ponieważ rząd syryjski nie wyszkolił wystarczającej liczby żołnierzy od czasu dojścia do władzy. Dlatego władze w Damaszku uciekają się również do mobilizowania ochotników. Jednak poleganie na uzbrojonych mężczyznach, którzy mogą, ale nie muszą być odpowiednio wyszkoleni, a także - być może - utrzymują kontakty z grupami ekstremistycznymi, prowadzi do spirali przemocy.

Mniejszości religijne takie jak druzowie, obawiające się ataków ze strony ekstremistów, podejmują walkę z siłami rządowymi, wkraczającymi do Suwejdy. Izrael (zobowiązany zarówno do zapewnienia sobie bezpieczeństwa od strony Syrii, jak i do ochrony tamtejszych druzów - pobratymców druzów izraelskich) przeprowadza w odpowiedzi naloty i cykl przemocy się powtarza - zauważył "Jerusalem Post". 

PAP


Moskwa przełknęła porażkę i dostarczyła Syrii drogą morską ponad 6,6 tys. ton zboża. Ale w ogromnych potrzebach kraju zorientowała się też dyplomacja ukraińska, która zaproponowała zboże z Ukrainy. Kijów wykorzystuje to, że USA zniosły sankcje na Syrię, a prezydent Donald Trump spotkał się z nowym syryjskim prezydentem Ahmadem asz-Szarą, mimo iż formalnie Waszyngton nadal go poszukuje i gotów jest zapłacić 10 mln dol. za informacje o miejscu jego pobytu.

– Kijów i Damaszek mają podobny pogląd na obecność rosyjskich wojsk – powiedział w czasie wizyty w Syrii ukraiński minister Andrij Sybiha. Próbując blokować ukraińskie dostawy, rosyjski koncern spożywczy Pallad wytoczył syryjskim władzom proces i domaga się kilkuset milionów dolarów odszkodowania za zboże dostarczone jeszcze władzom Asada.

Wydanie zaś obalonego prezydenta (który uciekł do Moskwy) jest warunkiem pozostawienia rosyjskich baz, który postawił asz-Szara. Kreml oczywiście nie zgadza się, gdyż podkopałoby to zaufanie do niego wśród autorytarnych sojuszników oraz wywołało panikę wśród tych, którzy już uciekli do Moskwy (m.in. były prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz).

Ale Syryjczycy nie mają sił, by pod przymusem wyrzucić Rosjan. – Bazy są teraz „izolowanymi wyspami” na terenach, na których rozciąga się dość powierzchowna kontrola nowych władz. Dlatego są punktami zapalnymi różnych konfliktów – mówi jeden z miejscowych dziennikarzy.

W marcu wybuchły gwałtowne starcia w prowincji Latakia (gdzie Rosjanie stacjonują w Tartus i Hmeimim) między siłami rządowymi a Alawitami stanowiącymi tam większość. Wcześniej Alawici wspierali reżim Asada. „Na wybrzeżu (w prowincji Latakia – red.) krążą informacje, że miesiąc wcześniej z bazy w Hmeimim Rosja dostarczyła broń i amunicję alawickim formacjom” – piszą w internecie syryjscy dziennikarze. Po przegranych starciach kolejne grupy alawickich wojskowych lojalnych Asadowi schroniły się w rosyjskiej bazie.

Podobnie jest z bazą w Kamiszli na północnym wschodzie kraju. W czerwcu lądowały tam duże rosyjskie samoloty transportowe, przywożące żołnierzy i broń. Później Rosjanie rozpoczęli loty helikopterowe nad pobliskim regionem – nikogo nie pytając o zgodę. Syryjczycy sądzą, że Kreml chce nawiązać ścisłe kontakty z Syryjskimi Siłami Demokratycznymi (SDF), zdominowanym przez Kurdów sojuszem kontrolującym ten region. SDF prowadzi obecnie trudne negocjacje z władzami w Damaszku o przyszłości syryjskiego Kurdystanu, co Rosja próbuje wykorzystać, prawdopodobnie oferując im broń.

Jednocześnie z bazy w Kamiszli Rosjanie próbują monitorować gazociągi, którymi z Azerbejdżanu przez Turcję do Syrii popłynie azerski gaz.

rp.pl


Piotr Kaszuwara, Onet: - Wróćmy do Andrija Jermaka. Skąd taka jego siła?

Jewhen Magda, ukraiński politolog, dyrektor ukraińskiego Instytut Polityki Światowej: On jest "producentem" prezydenta. Gdy w 2020 r. mianowano go szefem kancelarii, dobrano go według cech psychologicznych Zełenskiego. On zawsze był przyzwyczajony do pracy z efektywnymi producentami. Ceni sobie ludzi skutecznych, którzy wykonują zadania, a on może zająć się czymś innym.

- Tylko czy po 2022 r. można to w ogóle porównywać? Czwarty rok Zełenski u boku z Jermakiem zarządzają krajem walczącym z Rosją, a sam Jermak prowadził negocjacje z Rosjanami w Stambule.

I to jest właśnie problem, bo ma ogromny wpływ na wewnętrzną i zagraniczną politykę Ukrainy, a wobec zajmowanego stanowiska odpowiedzialność ma niemal zerową.

- Czyli Jermak to taka ukraińska "szara eminencja"?

Tak, to odpowiednie określenie. Ale pamiętajmy – ten system powstał w czasie pandemii i inwazji. Zmienić go w warunkach stanu wojennego – niemożliwe. Ale wojna się skończy, a wtedy pojawią się wobec Jermaka i Zełenskiego poważne roszczenia prawne.

(...)

- Tu, gdzie teraz rozmawiamy, czyli na Majdanie Niepodległości w Kijowie, w 2014 r. odbywały się protesty, które były początkiem wojny z Rosją, walką o dołączenie Ukrainy do Unii Europejskiej. Julia Swyrydenko nazywana jest osobą z "pokolenia Majdanu". Była tutaj jako młoda dziewczyna.

Na Majdanie w tym czasie były tysiące ludzi. Byli tu też w 2004 r. podczas Pomarańczowej Rewolucji. Ja nie odczuwam wpływu Rewolucji Godności we współczesnej ukraińskiej polityce. Gdyby one były, to np. konkurs na stanowisko Biura Bezpieczeństwa Gospodarczego Ukrainy nie zostałby anulowany i jego szefem zostałby legalnie wybrany Ołeksandr Cywiński. Funkcjonowanie tego organu to jeden z kluczowych warunków krajów Zachodu dla udzielania dalszej pomocy Ukrainie i warunkujący przyszłą akcesję do Unii Europejskiej. Biuro miało przeciwdziałać korupcji i zachęcać do inwestowania w Ukrainie, a od kilku lat jest raczej dowodem, że nie ma woli politycznej, by w kraju cokolwiek się zmieniło. Konkurs anulowano na podstawie kiepskich argumentów o rosyjski paszport ojca Cywińskiego, moim zdaniem dlatego, że ten organ stałby się niezależny i obiektywny, a zatem niebezpieczny.

- Może właśnie nowa twarz, taka jak Swyrydenko, to ktoś, na kogo czeka społeczeństwo?

Jeśli to nowa twarz, to pytam – gdzie byli ci ludzie, kiedy w 2019 r. powoływano Szmyhala? Przecież wtedy też wybrano ludzi bez doświadczenia. I co? Kiedyś kradli starzy – dziś kradną młodzi. Brakuje nie tyle doświadczenia, co moralnych ograniczeń.

- Swyrydenko opisywana jest przez niektóre media jako ta, która sprzyja oligarchom. Ich społeczeństwo nie chce widzieć więcej u władzy.

Jakakolwiek władza w Ukrainie przyjdzie dogadywać się z oligarchami, bo to oni są właścicielami znacznej części pieniędzy w kraju, wytwórcami sporego procentu PKB i największymi pracodawcami. Wchodzić więc z nimi w konflikt to wielkie ryzyko i nie sądzę, żeby jakikolwiek rząd się na to zdecydował.

- Nawet wbrew woli obywateli?

Nie powiedziałbym, że w Ukrainie są jakieś silne antyoligarchiczne nastroje. Nastroje są antyrosyjskie.

- Zupełnie nic się nie zmieni w ciągu najbliższych 48 godzin?

Nic, a nic. Tak jak dziś walczymy z Rosjanami, tak i będziemy walczyć jutro.

- W 2026 r., jeśli nic się nie zmieni, nie uda się zdławić wewnętrznych problemów, w tym korupcji, to być może Zachód powie "dość" pomocy dla Ukrainy. Może nowy rząd ma właśnie tym się zająć?

Zachód dalej będzie pomagał, bo wciąż taniej wychodzi wesprzeć nas, niż zaakceptować zmiany terytorialne, układ sił i dawać nowe paliwo Moskwie do ataku na kolejne kraje. Nowy rząd i premier nie będą mieć kompetencji, by wypowiedzieć otwartą wojnę korupcji, bo to nie jego zadanie. Działania antykorupcyjne są w pełni kierowane ręcznie przez administrację prezydenta.

(...)

- Wielu wojskowych twierdzi, że po powrocie z frontu będą chcieli mieć ważną pozycję w kraju, za który walczyli z bronią w ręku.

Nie spodziewałbym się, żeby powstała kiedyś partia złożona z wojskowych. Raczej będą oni trafiać do różnych ugrupowań i próbować swoich sił ze znanymi partiami.

- Andrij Bilecki, były dowódca Azowa i twórca 3. Brygady Szturmowej, pana zdaniem nie zechce spróbować sił samemu? W przeszłości stworzył już partię, która weszła do parlamentu, o nazwie Korpus Nacjonalistyczny.

On zechce na pewno powalczyć sam. Widać gołym okiem, że jego Brygada, 3. Szturmowa, to projekt mający w przyszłości stać się siłą polityczną. Bez wątpienia byli żołnierze czy wolontariusze będą stanowili sporą część przyszłego parlamentu.

- Czyli Ukraina będzie jak Francja po II wojnie światowej, gdzie rząd stworzył generał Charles de Gaulle, po to by wojenne nastroje miały czas na okres przejściowy między walką a powrotem do czasów pokoju. W ten sposób uniknięto np. wojny domowej.

Ukraina zawsze będzie sobą. Nie będzie drugą Francją. Zrobimy to po swojemu, ale na pewno wojsko odegra ważną rolę, bo to normalny proces po zakończeniu konfliktów. Tak było po I wojnie światowej w Niemczech, czy we Włoszech. To nic dziwnego.

- Żołnierze mówią, że jak wyjdą z okopów, to wrócą i zrobią porządek wewnątrz kraju.

Myślę, że wielu z nich będzie miało inne problemy, takie jak leczenie, rehabilitacja, odpoczynek, rodzina. Niemniej to więcej niż pewne, że niektórych z nich politycy będą próbowali wykorzystywać.

- Najpierw jednak musi zakończyć się wojna, a do tego chyba jeszcze długa droga.

Bardzo długa.

onet.pl


Pieskow stwierdził, że „Europejczycy utrzymują wściekłą militarystyczną postawę wobec Moskwy” w odpowiedzi na pytanie dotyczące inicjatywy prezydenta USA Donalda Trumpa, mającej na celu zwiększenie pomocy wojskowej dla Ukrainy za pośrednictwem państw członkowskich NATO. Pieskow wezwał również społeczność międzynarodową do wywierania presji na Ukrainę, by ta przeprowadziła dwustronne negocjacje z Rosją — co stanowi odwrócenie wezwań Zachodu do wywierania presji na Rosję, by podjęła znaczące dwustronne negocjacje w celu zakończenia wojny — co prawdopodobnie fałszywie przedstawi Rosję jako gotową do negocjacji, jednocześnie podważając wiarygodność Ukrainy. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow stwierdził 15 lipca, że wojna Rosji na Ukrainie ma na celu wyeliminowanie „zagrożeń, jakie NATO stworzyło” na granicach Rosji. Kreml posługuje się tymi samymi liniami retorycznymi, których stale używał przez całą wojnę, aby odstraszyć Zachód od wsparcia dla Ukrainy, ale zmienił swój cel z zapobiegania udzielaniu  nowego wsparcia Ukrainie na odwrócenie niedawnego wsparcia i oderwanie Stanów Zjednoczonych od ich transatlantyckich sojuszników, prawdopodobnie w odpowiedzi na niedawną demonstrację prezydenta Trumpa dotyczącą odnowionego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w zbrojenie Ukrainy i wspieranie NATO. Pod koniec czerwca 2025 r. Trump ponownie potwierdził, że Stany Zjednoczone będą przestrzegać klauzuli o obronie zbiorowej zawartej w Artykule 5 NATO i niedawno zażądał, aby Rosja zgodziła się na zawieszenie broni do 2 września, w przeciwnym razie zaryzykuje nałożenie przez USA surowych ceł wtórnych. Kreml priorytetowo traktuje kampanie informacyjne mające na celu podważenie jedności NATO i podsycanie niezadowolenia między Stanami Zjednoczonymi a ich europejskimi sojusznikami, aby osłabić zdolności obronne Ukrainy i osiągnąć długofalowe cele wojenne, które sprowadzają się do kapitulacji Ukrainy.

(...)

Rzecznik ukraińskiej brygady operującej w kierunku Pokrowska poinformował, że siły rosyjskie w rejonie odpowiedzialności brygady koncentrują się na wysiłkach zmierzających do natarcia w kierunku Szachowego (na północny wschód od Pokrowska) i prowadzą bardzo wyniszczające ataki piechoty. Rzecznik poinformował, że siły rosyjskie atakują w trzyosobowych drużynach ogniowych: jeden w pełni opancerzony żołnierz z bronią, jeden bez pancerza z amunicją i dodatkową bronią oraz ostatni żołnierz zamykający tyły. Rzecznik poinformował, że siły rosyjskie zintensyfikowały ataki bombami ślizgowymi w kierunku Pokrowska.

(...)

Rzecznik ukraińskiego batalionu operującego na kierunku Nowopawlówki poinformował, że siły rosyjskie atakują głównie w małych formacjach piechoty, używając pojazdów terenowych i motocykli, ale czasami atakują przy użyciu ciężkiego sprzętu, w tym bojowych wozów piechoty (BWP) lub transporterów opancerzonych (APC), a czasem wielozadaniowych bojowych pojazdów opancerzonych (MTLB) i jednego lub dwóch czołgów. Rzecznik poinformował, że siły rosyjskie osłaniają te ciężkie pojazdy opancerzone konstrukcjami ochronnymi i systemami walki elektronicznej (EW) oraz że siły rosyjskie nadal borykają się z niedoborem pojazdów opancerzonych. Żołnierz ukraińskiej brygady operującej na kierunku Nowopawlówki poinformował, że siły rosyjskie przegrupowują się i przerzucają znaczną liczbę sił na kierunek Nowopawlówki po tym, jak nie udało im się zapewnić taktycznie istotnych postępów na kierunku Pokrowskim.

understandingwar.org

środa, 16 lipca 2025



Czwórka spiskowców pozbyła się Stalina, ale pytanie, co robić dalej, podzieliło koalicję na dwa obozy.

Marszałek Związku Radzieckiego Beria i generał porucznik Malenkow proponowali swoje rozwiązania.

Marszałek Związku Radzieckiego Bułganin i generał porucznik Chruszczow – diametralnie inne.

Bułganin, a szczególnie Chruszczow, byli gorącymi zwolennikami zachowania kultu Stalina.

Beria i Malenkow byli jego zagorzałymi przeciwnikami. Drugiego dnia po pogrzebie Stalina Malenkow powiedział na posiedzeniu prezydium KC: „Uważamy za konieczne zaprzestanie praktyk kultu jednostki”.

Nie powinniśmy mieć złudzeń: ta czwórka, podobnie jak wiele tysięcy niższych rangą, była zbroczona krwią obywateli. Niektórzy z nich, jak Beria, przelali umiarkowaną ilość krwi. Inni z kolei, jak Chruszczow, przelali jej niepomiernie więcej. Ale nie mówimy tu o rzędach wielkości – krew na rękach mieli wszyscy przywódcy. Musieli oni znaleźć odpowiedź na pytanie, jak przeżyć w kraju w zaistniałej sytuacji.

Natychmiast po śmierci Stalina nastąpił gwałtowny i dramatyczny odwrót od stalinowskiej praktyki kierowania państwem. Tym procesem kierował Beria. Stalina jeszcze nie pochowano. Lud, szlochając i zawodząc, milionami rzucił się na plac Czerwony, by pożegnać się ze zmarłym wodzem, a Beria już 6 marca, czyli następnego dnia po zamordowaniu Stalina, polecił przygotować decyzję rządu o przekazaniu wszystkich głównych zarządów NKWD odpowiedzialnych za budownictwo cywilnym resortom, obozów i kolonii zaś – Ministerstwu Sprawiedliwości.

Beria zlikwidował system jedenastu GUŁagów zdecydowanie i szybko.

Dwudziestego pierwszego marca 1953 roku skierował do rządu projekt uchwały o wstrzymaniu robót na dwudziestu trzech niepotrzebnych „wielkich budowach komunizmu”. Wśród nich były: Główny Kanał Turkmeński, Samospływowy Kanał Wołga–Ural, Martwa Droga Czum–Salechard–Igarka, port w Ust’-Doniecku, hydrowęzeł na dolnym Donie i wiele innych. Wszystkie te ogromne obiekty wznoszono rękoma więźniów. Wszystkie były nieuzasadnione z ekonomicznego punktu widzenia. Wszystkie zagrażały środowisku naturalnemu i ludziom, którzy je budowali.

Dwudziestego szóstego marca 1953 roku, trzy tygodnie po śmierci Stalina, Beria skierował do Prezydium KC KPZR notatkę w sprawie amnestii, którą ogłoszono 9 maja. Na mocy tej amnestii z więzień i obozów zwolniono 1.181.264 więźniów, równolegle zamykając toczące się dochodzenia przeciwko 400 tysiącom osób. Mówi się, że wśród tych, którzy opuścili obozy, było dużo kryminalistów, więc w kraju wzrosła przestępczość.

Sporą część uwolnionych stanowili kryminaliści, ale przeważały osoby niewinne, skazane za opowiadanie dowcipów o Stalinie albo za trzy zebrane na polu, nikomu niepotrzebne kłosy.

(...)

Nie chodzi o liczby. Beria złamał całą strukturę planowania centralnego. Wcześniej Państwowy Komitet Planowania tworzył wielkie projekty, które należało zrealizować przymusową niewolniczą pracą więźniów. Na tej podstawie szacowano niezbędną ilość siły roboczej. Następnie organy aparatu represji informowano, ilu przestępców powinny schwytać i na jak długo wpakować do obozów. Zapotrzebowanie przesyłano do republik, krajów, obwodów i rejonów. Każdy funkcjonariusz, od ministra spraw wewnętrznych do dzielnicowego, miał do wykonania plan. Dlatego do więzienia trafiało się nie tylko za „trzy kłosy”, ale też za „kradzież 200 metrów materiału krawieckiego”, czyli za szpulkę nici. 

(...)

Niewolnicza praca więźniów była powszechnie wykorzystywana również później, po czasach stalinowskich, ale zmieniły się zasady kompletowania obozów. Wcześniej państwo powinno już mieć określony zasób darmowej siły roboczej. Im więcej, tym lepiej. Beria ten mechanizm zlikwidował.

Czwartego kwietnia 1953 roku Beria podpisał ściśle tajny rozkaz nr 0068, w którym zdecydowanie domagał się zlikwidowania cel tortur w więzieniach i obozach, zakazania stosowania przemocy wobec aresztowanych i zniszczenia wszelkich narzędzi tortur. Ostrzegał w nim również, że przed sądem zostaną postawieni nie tylko funkcjonariusze MSW, którzy w przyszłości będą się uciekali do używania siły fizycznej wobec więźniów, ale również ich przełożeni.

Trzynastego kwietnia 1953 roku Beria skierował do Prezydium KC KPZR notatkę z propozycją zaprzestania rozdmuchiwania kultu jednostki, w szczególności noszenia w święta, podczas pochodów, portretów najwyższego kierownictwa państwa i partii, przede wszystkim tych, którzy obecnie kierują krajem.

Za życia Stalina wydano 13 tomów jego dzieł. W maju 1953 roku Beria zaproponował, by przestać wydawać dzieła Stalina. Tak też zrobiono. Skład kolejnego tomu rozsypano.

Dziesiątego czerwca w „Prawdzie” ukazał się artykuł bez podpisu, w którym po raz pierwszy pojawiło się nowe dla naszej propagandy określenie – kult jednostki. Nazwiska Stalina jeszcze nie wymieniono, ale i tak wszystko było jasne. Czyj jeszcze kult panował i rozkwitał przez ostatnie kilkadziesiąt lat?

„Prawda” potępiła kult jednostki i wymieniła nazwiska tych, którzy odtąd poprowadzą kraj słuszną drogą: „Idee polityki naszej partii zostały przedstawione w przemówieniach G.M. Malenkowa, Ł.P. Berii i W.M. Mołotowa”.

To nie Chruszczow trzy lata później, na XX Zjeździe KPZR, pierwszy potępił kult jednostki, lecz „Prawda” trzy miesiące po śmierci Stalina.

Bez wątpienia autorem demaskatorskiego artykułu był właśnie Beria. Bo to on był wówczas władcą Związku Radzieckiego. W pierwszej publikacji potępiającej Stalina „Prawda” wymieniła nazwisko Berii wśród dwóch innych nazwisk. Ale Malenkow był pod całkowitą kontrolą Berii, a Mołotow już kilka lat wcześniej został odsunięty od podejmowania najważniejszych decyzji.

Artykuł w centralnym organie partii komunistycznej nie mówi nic o Chruszczowie, chociaż to właśnie on stał na jej czele.

Wiktor Suworow - Tatiana - tajna broń

wtorek, 15 lipca 2025



Wizualizacje ekspansji kapitalizmu często ukazują coś na kształt uderzenia asteroidy albo rozprzestrzeniania się choroby, zaczynających się od terenu albo pacjenta zero i obejmujących kolejne miejsca. Kapitalistyczne pogranicza wymagają jednak bardziej wyrafinowanych fikcji naukowych. Jeśli kapitalizm jest chorobą, to taką, która zjada twoje ciało – a potem czerpie zyski ze sprzedaży twoich kości jako nawozu, potem inwestuje zyski z tej sprzedaży w uprawę trzciny cukrowej, a później sprzedaje trzcinę turystom, którzy przyjechali odwiedzić twój grób. Jednak nawet ten opis nie jest do końca trafny. Pogranicze działa tylko dzięki powiązaniom, rekompensując sobie swoje porażki poprzez wysysanie życia z innego miejsca. Pogranicze to miejsce, w którym kryzysy zachęcają do wprowadzania nowych strategii czerpania zysku. Pogranicza są pograniczami, ponieważ stanowią strefy spotkania kapitału i rozmaitych rodzajów natury – co obejmuje i ludzi. Dlatego ich istotową cechą zawsze jest zmniejszanie kosztów prowadzenia interesów. Kapitalizm nie tylko ma swoje pogranicza; on istnieje dzięki pograniczom, rozprzestrzeniając się z jednego miejsca w inne, przekształcając relacje społecznoekologiczne, wytwarzając coraz więcej rodzajów dóbr i usług, które krążą w rozszerzających się cyklach wymiany. Co jednak najważniejsze, pogranicza są miejscami sprawowania władzy – i to nie tylko władzy gospodarczej. Pogranicza pozwalają państwom i imperiom wykorzystywać przemoc, kulturę i wiedzę do wyzyskiwania natury niskim kosztem. To właśnie owo potanianie sprawia, że pogranicza są tak istotne dla dziejów nowoczesności, umożliwia ono bowiem ekspansję kapitalistycznych rynków. Jest to cenna wskazówka pozwalająca zrozumieć, jak pojmowana i praktykowana jest wydajność. Choć wiele napisano o krwawej i pełnej ucisku historii kapitalizmu, często przegapia się pewien ważny fakt: kapitalizm odnosi sukces nie dlatego, że jest brutalny i sieje zniszczenie (choć oczywiście taki jest), ale dlatego, że jest wydajny w określony sposób. Odnosi sukces nie poprzez niszczenie natury, ale zaprzęganie jej do pracy – najtaniej, jak to tylko możliwe.

Raj Patel Jason W. Moore - Historia świata w siedmiu tanich rzeczach



Feudalizm wymagał wzrostu populacji, nie tylko w celu produkcji żywności, ale i po to, by odtwarzać władzę panów. Szlachcie zależało na względnie licznej populacji chłopskiej, ponieważ pozwalała jej ona zachować własną pozycję przetargową: lepiej było, gdy wielu chłopów konkurowało ze sobą o ziemię, niż gdyby wielu panów miało konkurować ze sobą o chłopów. Jednak wraz z pojawieniem się czarnej śmierci sieci handlu i wymiany zaczęły przekazywać nie tylko chorobę, ale i stały się nośnikami masowych niepokojów społecznych. Niemal z dnia na dzień powstania chłopskie przestały być wydarzeniami lokalnymi, przeradzając się w poważne zagrożenie dla porządku feudalnego. Po roku 1347 powstania te były synchronizowane – stały się systemową odpowiedzią na kryzys dziejowy, fundamentalnym zerwaniem z feudalną logiką władzy, produkcji i natury.

Czarna śmierć wywarła dodatkowy, niemożliwy do zniesienia nacisk na system i tak już znajdujący się pod ogromną presją. Europa po epidemii stała się sceną bezlitosnej walki klas, od krajów regionu bałtyckiego po Półwysep Iberyjski, od Londynu po Florencję. Chłopi domagali się obniżki danin i przywrócenia zwyczajowych uprawnień, czego feudalne warstwy rządzące nie mogły tolerować. Europejscy królowie, bankierzy i szlachta nie mogli oczywiście spełnić takich żądań, jednak nie mogli też, mimo wielu wysiłków, przywrócić status quo ante. Represyjne zmiany prawne mające na celu utrzymanie niskiej ceny siły roboczej za pomocą kontroli wysokości płac albo wręcz przez narzucenie wtórnego poddaństwa wprowadzane były właśnie wskutek epidemii dżumy. Wśród najwcześniejszych z nich znalazło się angielskie Rozporządzenie i statut o robotnikach [Ordinance and Statute of Labourers], wprowadzone po pierwszym uderzeniu plagi (1349–1351). Współczesnym odpowiednikiem takiego posunięcia byłoby utrudnienie zrzeszania się w związki zawodowe w odpowiedzi na epidemię wirusa ebola. Wpływ zmiany klimatu na siłę roboczą był dla europejskiej szlachty oczywisty, dlatego warstwa ta podejmowała wysiłki, by utrzymać stary układ. Poniosła niemal całkowitą porażkę. Poddaństwa nie udało się przywrócić nigdzie w Europie Zachodniej i Środkowej. Płace i poziom życia chłopów oraz miejskich robotników znacznie się poprawiły – na tyle, by skompensować ogólne skurczenie się gospodarki. Choć dla większości ludzi była to korzystna zmiana, górny 1 procent musiał patrzeć, jak zmniejszają się zawłaszczane przez niego nadwyżki. Stary porządek załamał się i nie było szans na jego przywrócenie.

Kapitalizm wyłonił się właśnie z tej katastrofy. Klasy rządzące usiłowały nie tylko przywrócić dawny poziom nadwyżek, ale i go podnieść. Azja Wschodnia była zamożniejsza, dlatego choć jej władcy również doświadczali społeczno-ekologicznych trudności, znaleźli sposoby na uwzględnienie niepokojów społecznych, wylesienia i niedoboru zasobów w swoich układach lennych. Na jedno z rozwiązań, które miało znacząco przekształcić związki ludzi z siecią życia, wpadła przypadkowo arystokracja Półwyspu Iberyjskiego, głównie Portugalii i Kastylii. Pod koniec XV wieku królestwa te i ich społeczeństwa przeżywały rekonkwistę, trwający przez całe stulecia konflikt z muzułmanami, i były tak zależne od włoskich finansistów, pokrywających koszty ich kampanii wojskowych, że zostały całkowicie przekształcone przez wojnę i zadłużenie. To połączenie długu wojennego i obietnicy zdobycia bogactw poprzez podbój doprowadziło do najwcześniejszych inwazji na Atlantyku – podbicia Wysp Kanaryjskich i Madery. Rozwiązaniem problemu długu wojennego stały się następne wojny, które przynosiły zysk z kolonizacji nowych, coraz odleglejszych rubieży.

Raj Patel Jason W. Moore - Historia świata w siedmiu tanich rzeczach


Pekin oficjalnie nie popiera jej wojny przeciwko Ukrainie — Xi Jinping zaproponował nawet swój plan pokojowy. Według źródeł "South China Morning Post" podczas spotkania z wysoką przedstawicielką UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Kają Kallas na początku lipca minister spraw zagranicznych ChRL Wang Yi oświadczył, że Pekin nie może dopuścić do porażki Moskwy w wojnie z Kijowem. Wyjaśnił, że w takiej sytuacji Stany Zjednoczone całkowicie skoncentrowałyby swoją uwagę na Chinach. Jednocześnie dodał, że gdyby Pekin rzeczywiście pomagał Moskwie, "wojna już dawno by się skończyła".

/Póki Rosja tkwi na Ukrainie, Europa jest bezpieczna? W pewnym stopniu, tak. - red./

Źródła Bloomberga twierdzą, że dotąd Trump nie zdecydował się wywrzeć presji na Chiny, by zmusić je do zaprzestania wspierania rosyjskiej machiny wojennej, bo ma on obecnie inne priorytety. Według nich administracja prezydenta USA zamierza skupić się na kwestiach dwustronnych w relacjach z Pekinem — Waszyngton uważa go za swojego największego geopolitycznego rywala. Podczas rozmowy telefonicznej z Xi Jinpingiem, do której doszło na początku czerwca, Donald Trump nie poruszył więc tematu wojny w Ukrainie, a główny nacisk położył na kwestie handlowe.

onet.pl


Światowy Dzień Bez Telefonu Komórkowego obchodzony jest 15 lipca. Z tej okazji Instytut Spraw Obywatelskich wystosował list otwarty do rodziców, w którym przestrzega przed zgubnym wpływem tego urządzenia na dobrostan najmłodszych. "Smartfon uzależnia tak jak alkohol, papierosy czy kokaina" - wskazuje ISO.

"Światowy Dzień Bez Telefonu Komórkowego to dobra okazja do wyłączenia smartfonu i zastanowienia się nad tym, co powiedział prof. Manfred Spitzer" - napisał Instytut w komunikacie przekazanym PAP.

Jak czytamy, "każdy dzień bez smartfona jest dobrym dniem". "W momencie, gdy dasz dziecku telefon, będziesz walczyć każdego dnia - nie używaj go tutaj, nie używaj go teraz, etc. Dlatego moje rekomendacje dla rodziców są takie - póki dziecko nie skończy trzynastu, czternastu lat - żadnego smartfona. Jeszcze raz - im dłużej jesteś w stanie odroczyć ten moment, tym lepiej dla twojego dziecka. Nie ma innej odpowiedzi" - dodał ISO.

W liście wyjaśniono, że Manfred Spitzer to światowej sławy niemiecki psychiatra, psycholog i neurodydaktyk. (...)

afał Górski, prezes zarządu Instytutu Spraw Obywatelskich prowadzącego kampanię pod hasłem "Ratuj Dzieci!" przestrzegł, że krótkowzroczność, nadwaga, zaburzenia snu, wady postawy, stany przedcukrzycowe, wypadki w ruchu ulicznym - "to tylko niektóre z zagrożeń dla twojego dziecka związanych z nadmiernym korzystaniem z telefonu".

Wskazał także, że oprócz fizycznych problemów, badania naukowe wskazują również na niebezpieczeństwa dla zdrowia psychicznego dzieci: lęki, depresje (m.in. samookaleczenia i myśli samobójcze), stres, zaburzenia uwagi, zwiększona agresywność i zmniejszona zdolność empatii wobec rodziców i przyjaciół.

"Co ważne, smartfon szkodzi rozwojowi dziecka, nie tylko w czasie, kiedy samo go używa, ale także wówczas, gdy smartfonu używa mama lub tata podczas pełnienia obowiązków rodzicielskich" - podkreślił autor.

Zaznaczył jednocześnie, że smartfon uzależnia tak jak alkohol, papierosy czy kokaina. "Dzieci uzależniają się bardziej niż dorośli i skutki tego uzależnienia są o wiele bardziej niebezpieczne, szkodliwe" - napisał.

Podał także, że dziecku do prawidłowego rozwoju potrzebne są miliony wypowiedzianych do niego słów i dziesiątki tysięcy wspólnych zabaw z rodzicami - układania klocków, malowania obrazków, wspólnego czytania, śpiewania piosenek, gry w piłkę.

Dlaczego rodzice tego nie robią? W odpowiedzi Górski przytoczył słowa minister ds. dzieci i edukacji Danii Mattias Tesfaye z 2024 r.: "Byliśmy zdecydowanie zbyt naiwni i zaślepieni tym, co udało się osiągnąć największym firmom technologicznym, a co w praktyce oznaczało zakłócenie procesu nauczania. Mam nadzieję, że przestaniemy rozdawać pierwszoklasistom tablety, a damy im ołówki i nauczymy pisać listy".

Prezes Instytutu Spraw Obywatelskich zauważył, że na braku zakazu telefonów w szkołach najwięcej zyskuje wielki biznes, np. korporacje technologiczne: Tik Tok, Meta (Facebook, Instagram), Google (YouTube); producenci smartfonów: Apple, Samsung, Xiaomi; firmy telekomunikacyjne: Play, Orange, Plus, T-Mobile.

"Korporacje te dzień po dniu uzależniają twoje dziecko od swoich produktów i usług" - ocenił.

Przypomniał także, że Steve Jobs, twórca marki Apple, trzymał się żelaznej zasady handlarzy narkotyków: "nigdy nie ćpaj własnego towaru". W wywiadzie dla "New York Timesa" Jobs powiedział, że jego dzieci nigdy dotąd nie korzystały z iPada. "W naszym domu ograniczamy dzieciom dostęp do nowoczesnej techniki" - mówił.

"Specjaliści od lat wskazują, że proszenie dzieci, które nie mają jeszcze zdolności do samokontroli, o samokontrolę przy korzystaniu ze smartfonów i mediów społecznościowych, które zostały zaprojektowane jako uzależniające, czyni z rodziców policjantów. Dodatkowo jest źródłem frustracji dla wszystkich w rodzinie, ponieważ jest to zadanie niemożliwe" - podniósł autor tekstu.

PAP

poniedziałek, 14 lipca 2025



Reasumując. Mimo wysokich kosztów, kombinacja przewagi liczebnej personelu oraz wsparcia lotniczego pozwala Rosjanom na zdobywanie kolejnych kilometrów kwadratowych Ukrainy, ale bez zdolności do głębokich przełamań.

W normalnych warunkach takie wyczerpywanie własnych jednostek w powtarzających się krwawych szturmach groziłoby ich załamaniem, jednakże rosyjskie dowództwo świetnie zdają sobie sprawę, że Ukraińcy sami borykają się z poważnymi niedoborami kadrowymi, wobec czego nie są zdolni do większych operacji zaczepnych.

Warunkowa słabość strony ukraińskiej daje Rosjanom duży bufor bezpieczeństwa i przyzwolenie na podejmowanie ryzyka, a także pozornie zwalnia z odpowiedzialności za popełniane błędy, ponieważ Ukraińcy nie mają zdolności aby je w pełni wykorzystać. Z jednym, szalenie ważnym zastrzeżeniem. Jeśli w dowolnym momencie sytuacja ulegnie zmianie, a siły ukraińskie przejdą do silnego kontrataku, rosyjskie linie mogą się rozsypać jak domek z kart.

Filozofia ta jest widoczna nie tylko w działaniu rosyjskiego sztabu, ale także sposobie prowadzenia polityki zagranicznej przez Kreml. Wybrzmiewała ona wyraźnie w tonie negocjacji prowadzonych z Amerykanami oraz bagatelizowaniu mobilizacji Europy. Władimir Putin i jego otoczenie wydają się przekonani, że żaden zaskakujący zwrot ze strony Zachodu nie nastąpi, wobec czego podejmowane przez nich ryzyko jest jedynie teoretyczne, a w końcowym rozrachunku się opłaci.

(...)

Jak podają oficjalne dane ministerstwa finansów Federacji Rosyjskiej, deficyt budżetowy w pierwszym półroczu 2025 roku wyniósł około 47 mld USD (3,69 bln rubli, 1,7% PKB) osiągając tym samym założenia budżetowe na cały bieżący rok. W stosunku do roku 2024 wydatki państwa wzrosły o 20,2%, wobec dochodów rosnących jedynie o 2,8%. Przy czym średnia zysków ze sprzedaży ropy i gazu w pierwszym półroczu spadła aż o 16,9% rok do roku, (...).

(...)

Według znawców Rosji, kurczące się dochody państwa zmuszają Kreml do nowej redystrubucji zasobów, a to oznacza nasilenie się walki o wpływy pomiędzy poszczególnymi beneficjentami putinizmu. Państwo odbiera to, co kiedyś wolną ręką dało, ponieważ nie ma pieniędzy na dalsze prowadzenie wojny. Jednakże w mafijnym systemie politycznym Rosji, członkowie elit rzadko puszczani są wolno, najczęściej spotyka ich wieloletnie więzienie lub śmierć, na przykład popularne „wypadnięcie z okna”, (...).

(...)

W tym miejscu powrócę do poruszonej w poprzednim rozdziale myśli, na temat podejmowania przez Kreml nadmiernego ryzyka, które może się skończyć katastrofą. Na froncie chodzi o proporcję sił, tymczasem w ujęciu geopolitycznym, postawa ta widoczna była podczas nieudanych rozmów z Amerykanami. Putin nie wierzy w jakiekolwiek groźby kierowane w jego kierunku z Waszyngtonu. Nie obawia się ani amerykańskich sankcji, ani dozbrojenia Ukrainy, sądząc że Donald Trump nie jest zdolny do podjęcia jakichkolwiek znaczących działań w tym zakresie. Kreml żyje przekonaniem, że Zachód zmęczy się wojną dużo szybciej, niż wyczerpią się rosyjskie zasoby do jej prowadzenia. Tym bardziej, że za plecami czuje mocne wsparcie Korei Północnej i Chin.

Od tego czy ma rację, czy też fatalnie się pomylił, zależy przyszłość Federacji Rosyjskiej.

(...)

Stany Zjednoczone wydają się odchodzić od stosowania marchewki, sięgając po upragniony przez europejskich polityków kij. Sednem tej zmiany jest dążenie do systematycznego osłabienia wszystkich wrogów, poczynając od tych najsłabszych. W optyce Waszyngtonu sprawa Iranu i Bliskiego Wschodu została jak na razie rozwiązana, pora więc na Rosję. Zauważmy, że Teheran równie długo nęcony był korzyściami, zanim doszło do użycia siły. Gdzieś po drodze znajdzie się Korea Północna, a wreszcie przyjdzie czas na Chiny. Schemat postępowania Białego Domu wydaje się nie tylko czytelny, ale i powtarzalny.

W każdym z wymienionych przypadków Amerykanie wykorzystują sojuszników do budowania geopolitycznej przewagi. Okazując im silne wsparcie, zmieniają regionalny układ sił (przykład Izraela). W pierwszym kroku wsparli NATO. Jeśli podobnie stanie się w przypadku Ukrainy, może ona z powrotem odzyskać grunt pod nogami. Niepewność co do amerykańskiej polityki bardzo komplikowała działania nie tylko jej, ale całej Europie. Konflikt między Waszyngtonem a resztą Zachodu rozbijał sojuszniczą jedność, co służyło Rosji i jej sojusznikom.

globalnagra.pl


"WOJNA W DOMU Z LUSTRAMI" - Bitwa o "Małe Niebo"

Jak pokazują rosyjskie i ukraińskie statystki od stycznia 2024 oku do czerwca 2025 roku, ten kto wygrywa woje dronów i kontroluje "Małe Niebo" ma sukcesy na polu walki.

Pytanie brzmi czy te sukcesy można wykorzystać?

Postaram się odpowiedzieć na te pytanie.

Statystyki procentowo odpowiadające za straty obu stron za okres styczeń 2024 czerwiec 2025 przedstawiają się następująco:

Trafienia dronami w strefie taktycznej do 10 km:

Rosja (procent zadanych strat SZU):

DRONY - 63,8%;
(w tym drony FPV - 49%, w tym drony bombardujące - 11,5%, drony UAV "LANCET" (ogień kontbateryjny 3,3%));
ARTYLERIA - 13,6%;
MINY - 6,2%;
LOTNICTWO - 3,7%;
(głównie uderzenie KAB)
BEZPOSREDNIE DZIAŁANIA SZTURMOWE - 11,5%;
STRATY SZU POZA WALKĄ - 1,2%.

Ukraina (procent zadanych strat SZ FR):

DRONY - 75%;
ARTYLERIA - 11%;
MINY - 8%;
LOTNICTWO - 0,2%;
BEZPOSREDNIE DZIAŁANIA SZTURMOWE - 5,3%;
STRATY SZ FR POZA WALKĄ - 0,5%.

Analiza strat pozwala nam stwierdzić, że jeśli chodzi o broń taką jak bezzałogowe statki powietrzne (BSP, drony) w strefie taktycznej, stosunek ilościowy tej broni po obu stronach jest pozornie zbliżony. 

Różnica w stratach wynika z faktu, że Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej (SZ FR) są w ofensywie, wielokrotnie częściej atakując Ukraińców, którzy znajdują się w pozycjach obronnych i prowadzą działania opóźniające, gdzie efekt trafień od dronów w danych okolicznościach dla Rosjan jest mniejszy, a większy dla Ukraińców. 

Podobnie jest w przypadku artylerii. Rosyjska przewaga w ogniu artyleryjskim jest częściowo równoważona lepszym zabezpieczeniem inżynieryjnym umocnionych i manewrujących Ukraińców na pozycjach obronnych. 

Rosjanie ponoszą dużo większe straty z powodu min podczas pokonywania pól minowych w atakach szturmowych na ukraińskie punkty oporu, nawet jak zostały obezwładnione lub zostały opuszczone przez obrońców.

Ponad dwukrotnie wyższe straty Sił Zbrojnych Ukrainy (SZU) w wyniku rosyjskich działań szturmowych wskazuje, że głównym czynnikiem wypychających Ukraińców z ich pozycji obronnych są rosyjskie bezpośrednie działania szturmowe  

Wsparcie rosyjskiego lotnictwa docieraj do linii ataków i szturmów, ale tylko statystycznie 4% KAB trafia w cel. Ten współczynnik jak dotąd nie poprawił się.

Częściowo tłumaczy to również fakt, że Rosjanie zbliżając się do ukraińskich pozycji obronnej, starają się, by dla obrońcy zmienia się ona z osłony w pułapkę.

W tym wypadku potrzebna jest przewaga powietrzna na "Małym Niebie" z wykorzystaniem dronów, gdyż lotnictwo nie jest wstanie dać rozpoznania i wsparcia ogniowego małym rosyjskim grupom szturmowym. 

Przewaga na "Małym Niebie" daje mniejsza manewrowość przeciwnikowi, pogorsza jego świadomość taktyczną, zawężone sektory ostrzału. Przewaga liczebna piechoty broniącej się nad atakującą nie ma już takiego znaczenia. Bez świadomości i pod presją BSP system ognia w obronie staje się chaotyczny, a punkty ogniowe, które są odizolowane, po kolei są tłumione działaniami szturmowymi, albo dronami.

W tym drugim przypadku, na krótkim dystansie walki (zwłaszcza w zwarciu szturmowym), strona dysponująca przewagą na "Małym Niebie" i większą świadomością taktyczną po prostu miażdży przeciwnika ogniem, dlatego sama ponosi mniejsze straty w wyniku ostrzału obrońców.

Od dawna obserwujemy, że głównym rodzajem walki w strefie taktycznej pozostaje walka ogniowa na odległość, a podstawowym środkiem rażenia są drony. W przypadku działań szturmowych atakujący musi posiadać bezwzględnie przewagę na "Małym Niebie".

Ukraińcom do końca pierwszej połowy 2025 roku udało się stworzyć stałą „linię dronów”, jednak Rosjanie adaptując się do niej, nauczyli się lokalnie dominować na "Małym Niebie". Natomiast zadanie uzyskania miażdżącej przewagi nad SZU w zakresie tej broni (dronów) w SZ FR jak dotąd nie zrealizowały. 

Dodatkowo nacierającym wojskom rosyjskim nie udaje się uzyskiwać tej przewagi na tyle długo, by w stopniu wystarczającym starczyło jej do przebicia się przez ukraińską obronę i to na znaczną głębokość.

Przeważnie rosyjskie natarcia podczas ataków na głównym kierunku sięgają obecnie na głębokość 1-2 km (głębokość obrony kompanii), zamiast kilkuset metrów (głębokość obrony plutonu), jak miało to miejsce na początku 2023 roku. 

Taktyka obu stron wskazuje na wyraźny brak stałych pozycji obronnych w pasie 10 km od umownej linii frontu. Często obrońca, który wcześniej był atakującym traci pozycje. Ruch pomiędzy stanowiskami bojowymi oraz maskowanie jest podstawą umiejętnością przetrwania w strefie walki. 

Przykład:

Przez 2-3 dni rosyjski pułk strzelców zmotoryzowanych na głównym kierunku dywizji walczył własnymi dwoma batalionami piechoty (trzeci pozostaje na terenie FR w garnizonie - szkoli służbę zasadniczą), wspieranymi przez kompanię saperów szturmowych oraz dwie kompanie czołgów (z batalionu czołgów) i dywizjon artylerii. 

Siły te przez 3 dni przeprowadzają średnio 5-6 ataków szturmowych - kompanijnych (główny kierunek) i plutonowych (poboczny kierunek), z których 2-3 zakończyły się niepowodzeniem, ale w wyniku pozostałych udanych ataków przebiły się 6 km (poboczny) i do 10 km (główny) na głębokość umownego frontu, a nawet więcej, silnie „rozrywając” pozycję obronną SZU na pierwszej linii umocnień.

Oczywiście pułk nie mogłyby tego zrobić, gdyby Rosjanie nie utrzymali przewagi dronowej, gdyż w innym przypadku aż 95% ataków takiego pułku skończyłyby się niepowodzeniem. 

Wejście rosyjskiego pułku na 10 km w strefę walk, w obecnej sytuacji wojny pozycyjnej można ocenić jako ukraiński kryzys taktyczny w obronie, w jakimś rejonie operacyjnym. Oczywiście odbywa się to kosztem pozbawienia osłony dronów na innych rosyjskich kierunkach dywizji, gdzie mogliby kontratakować Ukraińcy.

Jest ryzyko jest nagroda, ale.... 

W wyniku strat, poniesionych podczas takiej 2-3 dniowej rosyjskiej dywizyjnej ofensywy, taki pułk pierwszorzutowy i jego bataliony, a także wspierające je siły całkowicie utraciły zdolność bojową.

Pułk, wskutek „wyniszczenia bojowego” zazwyczaj traci do 50% i więcej stanu osobowego i sprzętu w jego dwóch batalionach piechoty, w batalionie czołgów, w kompanii sapersko-inżynierskiej, a także mniejszej ilości (do 25%), ale znaczącej części dywizjonu artylerii oraz jednostkach zabezpieczenia.

To powoduje, że taki rosyjski pułk po 3 dniach intensywnych walk może poprzez przegrupowanie własnych oddziałów, jakoś obronić zdobyty teren, ale za to stracił zdolności ofensywne, aż do momentu uzupełniania i ponownego zgrania.

Jeśli dywizja rosyjska chce dalej atakować musi pułkami rotować pod ogniem ukraińskich dronów i je na głębokich tyłach uzupełniać. Dodam, że systemowo to drugie Rosjanom się udaje, ale też mają swoje limity. 

Dlatego SZ FR nie mają szans na wykorzystanie takiego przełamania, wprowadzenie kolejnych sił, które przejmą pęd "mozolnego uderzenia". 

To na poziomie operacyjnym wygląda jak walka w trybie "slow motion" pod chmurą wściekłych Szerszeni...   

Walka o "Małe Niebo" powoduje gwałtowny spadek gęstości formacji bojowej i problemy z rotacją walczących w zwarciu jednostek. Oznacza to, że w pierwszej połowie tego roku obie walczące strony wykorzystują jeszcze mniejszą liczbą ludzi i sprzętu (poza dronami) na 1 km2 frontu niż na początku 2023 roku.

To z jednej strony, teoretycznie, pozwala logistyce obu stron, które walczą w ten sposób, wydajnie zabezpieczyć rozporoszone w strefie walk własne pododdziały. Jednak praktyka bojowa i możliwość stworzone przez dorny świadczą, o maksymalnej koncentracji uderzeń na tak "teoretycznie wydajną" logistykę. Izolacja pola walki przez drony realnie ogranicza możliwości zabezpieczenia jednostki oraz przemieszczanie się w strefie walki (czy to rosyjskiej czy ukraińskiej).

Współcześnie - żołnierz siedząc ukryty w okopie, albo na swoje nieszczęście zostanie wykryty przez BSP i przez wspierające go systemy analiz danych zostanie wskazany do zgładzenia przez artylerię lub inny dron uderzeniowy, lub umrze z głodu oraz pragnienia odcięty od swojego zaopatrzenia. 

Na tym polu walki wygrywa ten kto potrafi wystarczająco długo utrzymać i zaopatrywać swoje rozproszone siły. W ostatnim czasie pojawiło się wiele przykładów, że załogi rosyjskich bezzałogowych statków powietrznych atakują ukraińskie obiekty logistyczne w odległości 20–30 km umownej linii frontu. 

W ten sposób tworzy się system izolacji ogniowej ważnych odcinków frontu poprzez prowadzenie bitwy, o dominację na "Małym Niebie" w strefie walki (do 10 km) oraz poza nią.

Walka o "Małe Niebo"

Specjalnie wyszkoleni operatorzy myśliwskich dronów są niezwykle aktywni po obu stronach. Wcześniej zaczęli stosować tą taktykę Ukraińcy. Jednak jak można zobaczyć na rosyjskim filmie w aktywnych rejonach frontu Rosjanie na dobę walki niszczą 8-10 ciężkich ukraińskich dronów, a skala i tendencja myśliwskiej walki dronów po obu stronach frontu stale rośnie. 

Tam, gdzie Rosjanie mają dla siebie "Małe Niebo" bezzałogowe statki powietrzne "Vampire" i "Baba Jaga" całkowicie w działaniach bojowych straciły na znaczeniu.

Rosjanie stopniowo budują system walki powietrznej na „Małym Niebie”. Głównie organizowany jest przez ludzi z "Centrum Rubikon" poprzez skalowanie użycia dostępnych dronów jako myśliwskie. To już jest kolejny krok, który wymusił głębsze zmiany w rosyjskich i ukraińskich działaniach militarnych.

Kolejny przełom może nastąpić, jeśli obie strony, a szczególnie Rosjanie, będą w stanie skutecznie przeciwdziałać ukraińskim operatorom bezzałogowych statków powietrznych, uderzając w same załogi i zmuszając je do dalszego wycofania, co zmniejszy ich zasięg rażenia i rozpoznania, a tym samym czas reakcji na ataki rosyjskich grup szturmowych (co już się dzieje). 

Epilog...

Trwa ciągła i aktywna walka konkurencyjna, poszukiwane są metody skutecznego przeciwdziałania, stale ulepszane są siły bezzałogowe, rozpoznawcze, upraszczane i ulepszane są uderzeniowe bezzałogowce, by stworzyć efekt "masy na małym niebie".

Nadal Rosjanie są daleko za rozwiązaniami ukraińskimi, ale co ważne, nie tyle technologicznie, co organizacyjnie. 

Nie zapominajmy, że taki rodzaj SZU jak "Siły Dronowe" powstał na początku lutego 2024 roku, a Ukraina rozpoczęła systemową organizację badań i rozwoju podobnych do tych, które Rosjanie rozpoczęli na początku 2025 roku na bazie "Centrum Rubikonu", już w pierwszej połowie 2023 roku.

Dron to emocjonujący efektor, ale wydajność w tej analogowej i jak się niektórym wydaje zacofanej wojnie, tkwi w specyficznie tworzonym kodzie zerojedynkowym.

W takich działaniach bojowych istotną rolę odgrywa specjalistyczny analityczny system rozpoznanie celów, bez którego drony są "komunijnymi zabawkami". W tej dziedzinie niedoścignione jest SZU, które wykorzystują systemowo elementy "sztucznej inteligencji".

To cichy "game changer". 

To są ich własne ukraińskie narodowe algorytmy, które bez wsparcia sojuszniczego, od ponad dwóch lat, uczą się na realnej wojnie rozpoznawać i zabijać wrogów. Tego nie da żadna symulacja czy poligon. Tego pragną najsilniejsze armie świata. Te linijki unikalnych bezdusznych kodów pisane są śmiercią wrogów. To jest najlepsza ukraińska broń na atakujących masą Rosjan. 

Rosjanie to zrozumieli i niestety starają się szybko dogonić te zdolności, w tej pełnej mitów i krwi bitwie o "Małe Niebo" - w wojnie w "Domu z lustrami" 

Pozdrawiam i dziękuję.

x.com/Maciej_Korowaj