środa, 14 maja 2025



„Nasz duży sąsiad na Wschodzie będzie w polityce europejskiej tego niemieckiego rządu odgrywał taką samą centralną rolę jak Francja” – powiedział Merz w środę w Bundestagu. Jak zaznaczył, jego wizyta w Paryżu i w Warszawie, w dzień po zaprzysiężeniu, miała na celu podkreślenie znaczenie obu krajów – Francji i Polski. 80 lat po zakończeniu II wojny światowej wolność w Europie jest zagrożona jak nigdy dotąd – mówił Merz. Ostro skrytykował Rosję za „złamanie wszystkich zasad”. Rosyjscy żołnierze „zabijają i mordują”, także cywilów. Wynik wojny w Ukrainie zdecyduje o tym, czy w Europie zapanuje prawo, czy też zwycięży tyrania. „Stawką tej wojny jest architektura pokojowa na naszym kontynencie” – podkreślił kanclerz.

PAP


Projekt ustawy, zatytułowany "O przejrzystości życia publicznego", umożliwiłby węgierskiemu Urzędowi Ochrony Suwerenności umieszczanie na czarnej liście organizacji otrzymujących finansowanie zagraniczne, w tym dotacje unijne, jeśli uzna je za "zagrożenie" dla suwerenności narodowej.

Urząd Ochrony Suwerenności jest organem rządowym utworzonym w grudniu 2023 r., który jest uprawniony do prowadzenia dochodzeń w sprawie wszelkich grup lub osób fizycznych otrzymujących finansowanie zagraniczne.

(...)

Organizacje umieszczone na liście węgierskiego rządu utracą dostęp do darowizn pochodzących z 1 proc. podatku dochodowego od obywateli i będą musiały udowodnić, że wszystkie fundusze pochodzą ze źródeł krajowych. Liderzy tych organizacji będą również podlegać surowym zasadom ujawniania informacji, w tym obowiązkowym deklaracjom majątkowym.

Projekt ustawy pozwala również władzom na przeprowadzanie inwazyjnych kontroli, konfiskatę dokumentów i urządzeń oraz nakładanie surowych kar — do 25-krotności kwoty otrzymanego finansowania zagranicznego, które podmioty te będą musiały zapłacić w ciągu 15 dni.

Według projektu ustawy zagrożeniem dla suwerenności narodowej jest wpływanie na opinię publiczną, promowanie demokratycznej debaty lub podważanie wartości określonych przez państwo, takich jak kultura chrześcijańska i tradycyjne role rodzinne.

(...)

W płomiennym przemówieniu wygłoszonym 15 marca Orban obiecał rozprawić się z "armią cieni" złożoną z przeciwników politycznych, dziennikarzy, sędziów i aktywistów w kraju, którzy według niego działają na rzecz obcych mocarstw. Porównał swoich przeciwników politycznych do "owadów" które zasługują na "wstyd i pogardę", i zasugerował zbliżające się "wiosenne porządki".

onet.pl/Politico


Rozgłośnia powołała się na doniesienia dziennika "Kommiersant", w którym pojawiły się zdjęcia z obchodów święta 9 maja w ambasadzie Rosji w Algierii. Na zdjęciach znajduje się osoba przypominająca Surowikina, choć nazwisko generała nie znalazło się w komunikacie ambasady. Jest w nim natomiast mowa o szefie grupy doradców wojskowych Rosji.

Po buncie Prigożyna, twórcy najemniczej armii zwanej jako Grupa Wagnera, który miał miejsce w 2023 r., Surowikin przestał pojawiać się publicznie. Został zatrzymany, a także pozbawiony stanowiska dowódcy Sił Powietrzno-Kosmicznych. Generał popadł w niełaskę w związku z wcześniejszymi doniesieniami, z których wynikało, że wiedział o zamiarach Prigożyna. Później amerykański think thank Instytut Studiów nad Wojną informował, że Surowikin otrzymał stanowisko w komitecie koordynacyjnym ds. obrony powietrznej przy radzie ministrów obrony Wspólnoty Niepodległych Państw.

Amerykański think thank Instytut Roberta Lansinga poinformował 13 maja br., że Rosja wysłała do Algierii doradców i że najprawdopodobniej znalazł się wśród nich Surowikin. Analitycy Instytutu oceniają, że Rosja, wysyłając do Algierii dowódcy doświadczonego w wojnach w Ukrainie i Syrii, pokazuje, że wiąże z tym krajem plany mające na celu osłabienie południowej flanki NATO. Doniesienia te zbiegły się również z pogorszeniem się relacji Algierii i Francji.

PAP

poniedziałek, 12 maja 2025



Niemcy ostrzegły Rosję, że "zegar tyka". Do końca poniedziałku Moskwa musi zdecydować ws. bezwarunkowego 30-dniowego zawieszenia broni w Ukrainie. Jeśli się na to nie zgodzi, spotka się z nowymi sankcjami. Rzecznik rządu w Berlinie Stefan Kornelius powiedział, że "jeśli Moskwa nie zaakceptuje żądania, ruszą przygotowania do nowych sankcji". 

gazeta.pl


Trwa weekendowa wymiana ofert zawieszenia broni i rozmów pokojowych, dotyczących Ukrainy. W sobotę europejscy przywódcy, w porozumieniu z Donaldem Trumpem, prezydentem Stanów Zjednoczonych, przedstawili propozycję 30-dniowego zawieszenia broni – i zagrozili Rosji "zmasowanymi" sankcjami, jeżeli się na tę propozycję nie zgodzi.

W odpowiedzi Władimir Putin, prezydent Rosji, zignorował tak postawione ultimatum, ale – w nocy z sobotę na niedzielę – zaproponował rozmowy pokojowe w Stambule: od 15 maja i bez żadnych warunków wstępnych.

Niedzielna reakcja Ukrainy? "Oczekujemy, że Rosja potwierdzi zawieszenie broni — pełne, trwałe i niezawodne — od jutra, 12 maja, a Ukraina jest gotowa się na to zgodzić" — ogłosił w mediach społecznościowych Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy. Z kolei Emmanuel Macron podtrzymuje zdanie, zgodnie z którym rozmowy pokojowe między Ukrainą i Rosją, nie mogą się rozpocząć bez zawieszenia broni, bo "nie może być dialogu, jeśli w tym samym czasie cywile są bombardowani".

onet.pl

sobota, 10 maja 2025



Dla rosyjskich (a przed nimi radzieckich) przywódców zawsze niezwykle ważne było, by ściągnąć do kraju jak największą liczbę zagranicznych głów państwa na obchody Dnia Zwycięstwa. Z pompą udało im się to zrobić tylko dwa razy – w 50. i 60. rocznicę zwycięstwa nad Niemcami.

Obok Jelcyna (w 1995 r.), a potem Putina (w 2005 r.) stali wtedy dosłownie wszyscy najważniejsi ludzie świata — przywódcy USA, Chin, Niemiec, Indii, Francji, Japonii, a także prezydent Ukrainy, sekretarz generalny ONZ i najwyższe władze 50 mniejszych państw.

Po pierwszej inwazji na Ukrainę (od 2014 r.) liczba zagranicznych gości w Moskwie gwałtownie spadła, a po drugiej (od 2022 r.) skurczyła się do całkowicie podporządkowanych Putinowi przyjaciół, głównie prezydentów krajów z Azji Środkowej.

W tym roku, korzystając z okrągłej rocznicy i zmiany władzy w USA, Putin chciał zorganizować coś podobnego do tego, co miało miejsce 20 lat temu. Gwiazdą jego show miał być Donald Trump — na jego przybyciu zależało mu najbardziej. Obecność obok Putina ważnych przywódców dałaby społeczności międzynarodowej do zrozumienia, że gospodarz nie jest już wyrzutkiem. Nieprzychylni mu Europejczycy sami wyglądaliby na odizolowanych.

Chociaż Putinowi udało się ściągnąć do Moskwy kilkudziesięciu najważniejszych polityków, ich przyjazd nie wyciągnął Rosji z izolacji, w której się znajduje. Jedyny naprawdę potężny z nich — Xi Jinping — już w 2023 r. przyjechał z wizytą państwową do Rosji. Nie przeszkadzał mu zachodni bojkot tego kraju.

Podobnie było w przypadku wielu przywódców z Afryki. Wojna rosyjsko-ukraińska nie przeszkodziła im dotąd w tym, by korzystać z gościnności Putina. Nie przeszkadza im również teraz. Jedynym większym znakiem jest pojawienie się w Moskwie na obchodach prezydenta Brazylii. Luiz Inacio Lula da Silva sam czuł potrzebę nadania tej wizycie pozytywnego wydźwięku, dlatego ogłosił, że nie jedzie tylko po to, by obejrzeć paradę, ale udaje się z pewną "misją pokojową".

W maju 2025 r. w kwestii prowadzenia działań wojennych putinowska Rosja nadal będzie zależna od wsparcia zaledwie kilku przywódców. Ich lista nie wydłużyła się przez ostatnie lata.

Co znamienne, tylko jeden przywódca z tej listy — Xi Jinping — przyjechał do Moskwy na obchody Dnia Zwycięstwa. Kim Dzng Un, Ali Chamenei, Narendra Modi, Mohammed bin Salman — żaden z nich nie miał nawet takiego zamiaru.

Tylko ci ludzie i państwa, które za nimi stoją, mają fundamentalne znaczenie dla reżimu Putina i sprawiają, że może on kontynuować wojnę. Pochlebne wypowiedzi słowackiego premiera Fico i serbskiego prezydenta Vucicia na nic się zdają, a wielotygodniowe spekulacje, czy dany polityk pojawi się na paradzie, czy jednak wymówi się chorobą, wyglądają kuriozalnie.

(...)

Braterstwo Rosjan z Koreańczykami z Korei Północnej to prawdziwe braterstwo broni. Nie chodzi tylko o to, że Kim wysłał na front co najmniej 14 tys. swoich żołnierzy, z których 4700 już zginęło lub zostało rannych. Wojna Rosji przeciwko Ukrainie złamała zwyczajową i jakby oczywistą hierarchię wojskową na całym świecie. Okazało się, że biedna i niewielka, ale całkowicie zmilitaryzowana Korea Północna, może dostarczyć Rosji więcej broni niż potężne i bogate kraje Zachodu Ukrainie.

"Dostawy z Korei Północnej niewątpliwie zmieniły przebieg wojny w Ukrainie" — do takiego wniosku doszli specjaliści z Open Space Centre w swoim raporcie. Jeśli więc odrzucić mniej lub bardziej dekoracyjnych przyjaciół, głównymi zewnętrznymi filarami reżimu Putina pozostają Chiny i Korea Północna. Nawet tak użyteczni partnerzy, jak Iran i Indie, są obecnie zbyt zajęci sobą.

Głównym problemem Putina nie są jednak oni, a tania ropa. A nią rządzi Arabia Saudyjska. Saudyjczyków nie można nazwać sympatykami Putina — są oni jego konkurentami handlowymi. Są też jednak partnerami, z którymi uzgodnił utrzymanie cen ropy i na których współpracę najwyraźniej liczył.

Teraz nagle postanowili, że bardziej opłaca im się grać na taniej ropie niż ograniczać jej wydobycie. Na posiedzeniach OPEC+ wysłannicy Putina muszą jednak udawać konstruktywne rozmowy, bo inaczej tylko pogorszą sytuację. W związku ze spadkiem cen ropy rosyjskie Ministerstwo Finansów podniosło już planowany deficyt na 2025 r. — z 1,2 bln rubli (54,9 mld zł) do 3,8 bln (173,8 mld zł), co odpowiada 1,7 proc. rosyjskiego PKB. Dość dużo — a to dopiero początek.

onet.pl/The Moscow Times


Przez ostatnie kilkanaście dni wraz z Jackiem Harłukowiczem opisywaliśmy w Onecie historię przejęcia przez Karola Nawrockiego i jego żonę kawalerki w gdańskiej dzielnicy Siedlce. W mieszkaniu tym od 1997 r. mieszkał schorowany staruszek Jerzy Ż. Esencja tej sprawy wygląda tak, że pod koniec 2011 r. Nawroccy skłonili pana Jerzego do wykupienia tego komunalnego lokalu od miasta, bo jako lokator mógł liczyć na ogromną bonifikatę – zapłacił 10 proc. wartości, czyli 12 tys. zł. Żeby pana Jerzego nie kłopotać transakcjami na rynku nieruchomości, Nawrocki przelał miastu tę kasę z własnego konta. Zaledwie trzy miesiące później Nawroccy zawarli z panem Jerzym przedwstępną umowę kupna. Z umową ostateczną odczekali 5 lat, żeby nie stracić gigantycznej bonifikaty na wykup lokalu od miasta. Teoretycznie mieli zapłacić panu Jerzemu 120 tys., ale nie zapłacili. Teoretycznie w zamian za mieszkanie mieli się opiekować panem Jerzym, ale się nie opiekowali. Rok temu wylądował w DPS, czego Nawrocki nawet nie zauważył.

(...)

Byłoby trywialne zastanawiać się, którzy politycy stali za nominacją Nawrockiego. To co do zasady układ gdańsko-propagandowy, ekipa, która za rządów PiS opanowała Ministerstwo Kultury i TVP, mocno lansując Nawrockiego – Jacek Kurski, Piotr Gliński i Jarosław Sellin, wspierani przez ludzi IPN, takich jak Sławomir Cenckiewicz.

Nawet razem są oni jednak za krótcy, aby narzucić Kaczyńskiemu kandydata do prezydentury. Ważniejsze jest więc, jaki – cytując klasyka – nieformalny układ stał za wylobbowaniem u prezesa tak podejrzanego kandydata. Miał paletę znanych i sprawdzonych chętnych – Morawieckiego, Szydło, Czarnka, Jakiego, Bocheńskiego, Tarczyńskiego, Boguckiego. Zgadza się, każdy ma defekty. Ale wszyscy oni zostali na tyle prześwietleni, że ich słabości i pazerności są już dawno opowiedziane i zneutralizowane.

(...)

Nominacja dla Nawrockiego potwierdza, że Kaczyński nie panuje już nad sytuacją, nie kontroluje swej partii, że podejmuje decyzje groteskowe, a nawet niebezpieczne.

onet.pl/Newsweek

piątek, 9 maja 2025



Prezydent Francji i premier Polski złożyli podpisy pod nową umową między obydwoma państwami. Po tej uroczystości wygłosili krótkie oświadczenie. - To traktat przyjaźni. Przyjaźń polsko-francuska to sojusz serca - podkreślił na początku wspólnej konferencji prezydent Francji. Emmanuel Macron mówił, że na obu państwach "ciąży odpowiedzialność za pokój i bezpieczeństwo na naszym kontynencie, które od 10 lat podważa napaścią na Ukrainę Rosja". - Polska sprawuje prezydencję w Radzie Unii Europejskiej. Postanowiliśmy wspólnie, wraz z innymi partnerami w Europie, że będziemy wspólnie brać odpowiedzialność za naszą własną obronę. Mamy takie strategiczne przebudzenie w tej sprawie. Chcemy zaangażować jak najwięcej środków w budowę europejskiego przemysłu obronnego - zapewniał Macron. Prezydent podkreślił, że "otwieramy nową kartę historii, a traktat przyczyni się do wzmocnienia autonomii strategicznej". - Zawarliśmy tu klauzule wzajemnej obrony i pomocy, co jest przedłużeniem umowy w NATO i Unii Europejskiej. To prawdziwie zintegrowane partenrstwo - dodał prezydent. Zapewnił, że Paryż i Warszawa będą współpracować m.in. przy odpieraniu cyberataków i zacieśnią więzi gospodarcze.

- Jestem poruszony twoimi słowami, współpracujemy od wielu lat. Dzisiaj wykorzystujemy nasze doświadczenie i przyjaźń do tego, żeby między naszymi państwami i narodami utrwalić coś, co jest dobrą tradycją: przyjaźń i współpracę. Utrwalić i wzmocnić coś, co jest warunkiem przetrwania w tych trudnych czasach: bezpieczeństwo - mówił premier Polski. Donald Tusk przyznał, że "nie chodzi tylko o powtarzanie tych dobrych zaklęć o przyjaźni i dobrej historii". - Nasze relacje zawsze były nacechowane czymś szczególnym i pozytywnym. Historia nauczyła też Europę, że za dobrymi uczuciami muszą iść także twarde konkrety. Nasze narody będą się czuły bezpiecznie, nie kiedy będziemy o tym mówili, ale gdy nasze państwa i polityczne elity będą każdego dnia ciężko pracowały, aby bezpieczeństwo stało się materialnym faktem - podkreślił szef rządu. Tusk podkreślił, że datę podpisania traktatu wybrano nie przez przypadek - 80 lat po zakończeniu II wojny światowej. 

Prezydent Emmanuel Macron i premier Donald Truk podpisali w Nancy traktat o wzmocnionej przyjaźni i współpracy. Pałac Elizejski podkreślał historyczną wagę tego wydarzenia, które świadczy o zacieśniających się relacjach na linii Paryż-Warszawa. Traktat z Nancy zastąpił poprzednią francusko-polską umowę z 1991 roku, której celem było wspieranie unijnych dążeń Polski. Francuzi dodali, że po raz pierwszy Francja podpisze taki dokument z krajem niebędącym jej sąsiadem. Stąd mowa o "traktacie premium". 

gazeta.pl


Przemarsz współczesnego sprzętu zaczął się od lekko opancerzonych pojazdów terenowych, takich jak Tigr-M, różnych przedstawicieli rodziny Tajfun czy opancerzonej sanitarki Linza. Wszystkich bardzo mało widocznych albo praktycznie niewidocznych na wojnie w Ukrainie. Większość zanotowanych przypadków ich użycia i strat to początkowy okres wojny. Teraz pojawiają się raczej incydentalnie. Nigdy nie były sprzętem masowo produkowanym i masowo używanym.

Następne wjechały cięższe bojowe wozy piechoty. Na początek najstarsze BRM-1KM, czyli wersja rozpoznawcza zabytkowych BMP-1, zmodyfikowanych poprzez budżetowe rozwiązanie, czyli montaż wieży z kołowego transportera opancerzonego BTR-82. Za nimi jechała następna generacja, czyli BMP-2 w zmodernizowanej wersji M. Ten pierwszy prawie w ogóle niespotykany na froncie i wyprodukowany w symbolicznych ilościach, drugi nieco liczniejszy, ale nadal stanowiący mały ułamek bwp używanych na froncie. Następna jechała kolejna generacja, czyli standardowe BMP-3, które są jak najbardziej szeroko używane w Ukrainie. Około 600 zostało zniszczonych, ale w ostatnich miesiącach pojawiają się coraz rzadziej w zestawieniach strat. Kolumnę bwp zamykały nieprzemijające prototypy Kurganiec-25, czyli pojazdy, które miały być nową generacją rosyjskich bojowych wozów piechoty. Program ich stworzenia trapią jednak liczne problemy, których od ponad dekady nie udało się przezwyciężyć, a w warunkach wojennych nie ma pieniędzy oraz woli, aby skupiać się na tym trudnym temacie.

Kolejne pojawiły się czołgi. Najpierw najnowsze wcielenie klasycznych T-72 o oznaczeniu B3, które stanowiły początkowo trzon rosyjskich wojsk pancernych wkraczających do Ukrainy. Jeden z dwóch typów ciągle wytwarzanych przez zakłady Uralwagonozawod w Niżnym Tagile, jedynej fabryce czołgów w Rosji. Choć teraz w zubożonej i zmodyfikowanej wersji względem tej przedwojennej. Rosjanie stracili ich już prawie tysiąc. Następne jechały T-80BWM, czyli najnowsza modernizacja radzieckich T-80. W Ukrainie najczęściej używane są te wozy w ich starszych wersjach. Nie ma ich produkcji, jedynie modernizacje przy okazji napraw pojazdów uszkodzonych albo wyciągniętych z radzieckich składów. Kolumnę czołgów zamykały najnowsze T-90M, czyli głęboka modernizacja T-72. Drugi typ czołgów ciągle produkowanych w Uralwagonozawodzie. Ciągle relatywnie rzadki widok w Ukrainie w tłumie starszych czołgów. Do tej pory stracono ich niecałe 100.

Po czołgach pojawiła się artyleria. Na początek klasyczne działo samobieżne Msta-S, które na froncie występuje w wersjach radzieckiej i zmodernizowanej rosyjskiej. Częsty widok na wojnie i najczęściej tracony typ tego rodzaju sprzętu. Kolejne pojawiły się dwie nowości. Kołowe działa Malwa i Hiacynt-K kalibru 152 mm. Bardzo podobne, bo z takim samym podwoziem, ale różniące się zastosowaną armatą. Ta druga ma ją nieco dłuższą, co daje większy zasięg. Pojedyncze sztuki Malwy pojawiły się na froncie, poczynając od ubiegłego roku, a jedna została zniszczona. Być może gorącym wnioskiem był za krótki zasięg, dlatego szybko pojawiła się wersja Hiacynt-K, której w Ukrainie jeszcze nie widziano.

Następna na plac wjechała artyleria rakietowa. Najpierw Tornado-S, czyli wyrzutnie ciężkich rakiet naprowadzanych o zasięgu rzędu 120 km. Groźna broń, choć na szczęście relatywnie nieliczna. Używana do ataków na najcenniejsze cele na ukraińskim zapleczu. Do tej pory Ukraińcom nie udało się upolować ani jednej. Kolejne były ciężkie wyrzutnie rakiet termobarycznych TOS-2. To specyficzny sprzęt dysponujący dużą siłą ognia, ale na krótkim dystansie rzędu 20 kilometrów. Co więcej, nowy i bardzo nieliczny. Do tej pory zniszczono 1. Kolumnę artylerii zamykały taktyczne rakiety balistyczne Iskander. Dobrze znana i groźna broń, która przysparza Ukraińcom wielu problemów. Działają daleko od linii frontu, więc żadna nie została stracona.

Po artylerii wyjechała trzecia i ostatnia nowość defilady, czyli cztery ciężarówki wiozące różne typy dronów wykorzystywanych w Ukrainie. Poczynając od rozpoznawczych Orłan i Zala, przez uderzeniowe krótkiego zasięgu Lancet, po dalekiego zasięgu Gieran-2. Pierwszy raz na Placu Czerwonym zaprezentowano bezzałogowce.

Następni byli bardzo skromni przeciwlotnicy jedynie z wyrzutniami systemu S-400, który znacząco stracił na wizerunku względem czasów przedwojennych. Ukraińcy dobitnie udowodnili, że jak najbardziej można go pokonać, nawet nie dysponując silnym lotnictwem, niszcząc około 20 wyrzutni i kilkanaście radarów oraz stanowisk dowodzenia.

Kolejne prezentowały się wojska powietrznodesantowe z ich specyficznymi lekkimi wozami bojowymi BMD-4 i transporterami opancerzonymi BTR-MDM, które są przystosowane do transportu powietrznego i zrzutu pod spadochronami. W praktyce okazały się one kiepskim sprzętem na taką wojnę jak ta w Ukrainie, gdzie wojska powietrznodesantowe są używane jak zmechanizowane (uzbrojone w cięższy i lepiej opancerzony sprzęt), co prowadzi do ciężkich strat. Zwłaszcza w początkowym okresie wojny.

Defiladę tradycyjnie zamykały wyrzutnie rakiet międzykontynentalnych Jars oraz kolejny przykład wiecznych prototypów, czyli trzy kołowe transportery opancerzone Bumerang. Zaprezentowano je pierwszy raz w 2015 roku tak jak Kurgańce. Analogicznie dopracowanie ich i wdrożenie do produkcji okazało się przerastać rosyjski przemysł zbrojeniowy przed wojną. W warunkach wojennych tym bardziej.

gazeta.pl

czwartek, 8 maja 2025



Putin nie spotkał się z Xi Jinpingiem na lotnisku. Wolał spotkać się z Kadyrowem na Kremlu

Na schodach samolotu chińskiego przywódcy, który przybył na paradę 9 maja, powitała go wicepremier Rosji Tatiana Golikowa.

A co w tym czasie robił Putin? Chwalił czeczeńskiego watażkę Kadyrowa za "sukcesy w rozwoju regionu w ostatnich latach": 

- Oczywiście, jako głowa republiki, możesz być zadowolony i dumny z wyników pracy wykonanej w ostatnich latach. To jest zupełnie oczywista rzecz – powiedział Putin podczas spotkania, które było transmitowane przez państwowe media. Putin podkreślił również, że "cieszy się z obecnych osiągnięć Czeczenii zarówno w gospodarce, jak i budownictwie". Według niego "nie tylko naród czeczeński, ale cały kraj może być dumny z tych sukcesów"

x.com/Bielsat_pl


Liczba rosyjskich ataków raportowanych przez Ukraińców rośnie gwałtownie od ostatniego tygodnia kwietnia. Wcześniej od początku miesiąca było to średnio w rejonie 130-150 dziennie. Na przełomie kwietnia i maja był to już poziom 200, aby teraz dotrzeć do rejonu 250. Można to interpretować dwojako: wzmożenie propagandowe przed bardzo ważnym dla Kremla świętowaniem Dnia Zwycięstwa 9 maja, albo początek kolejnego okresu znaczącej ofensywy po względnym spokoju w okresie grudzień-marzec.

Na razie nie przekłada się to na jakieś wielkie sukcesy Rosjan, ale widać ruch. Inna sprawa, że w obecnej sytuacji żadna ze stron nie jest w stanie dokonywać wielkich przełamań frontu. Dominacja dronów (w zakresie rozpoznania i uderzeń) jest tak znacząca, że praktycznie uniemożliwia większe działania wojsk zmechanizowanych. Rosjanie próbowali takich w kwietniu na przykład na Zaporożu, mając za cel zbliżenie się do miasta Orihiw. Jak pisaliśmy w ostatnim raporcie, Rosjanie mieli tam pewne sukcesy w marcu i wydawali się tworzyć dogodne warunki do uderzenia na tą ważną miejscowość. Ukraińcy zdołali jednak ustabilizować sytuację i duży skoordynowany atak z połowy kwietnia skończył się znaczną porażką Rosjan. Miało w nim brać udział kilkadziesiąt różnych pojazdów, głównie transporterów opancerzonych i bojowych wozów piechoty, którym towarzyszyły samochody terenowe oraz motocykle. Większość została zniszczona i uszkodzona przez kombinację dronów, artylerii oraz min. Zmian w kontroli terenu nie zanotowano.

Tego rodzaju ataki są rzadkością i ich efekty dobrze pokazują dlaczego. Praktycznie zawsze kończą się wysokimi stratami nieadekwatnymi do ewentualnych zysków. Standardem jest więc teraz co innego. Małe ataki liczące może kilkunastu piechurów, wykorzystujące szybkie motocykle czy samochody terenowe, ewentualnie kilka pojazdów opancerzonych gruntownie zmodyfikowanych w celu podniesienia odporności na drony FPV. Ludzi u Rosjan ciągle mnogo, więc utrata takiej grupy szturmowej to nie jest wielki problem. Jak pisaliśmy w oddzielnym tekście, rekrutów ciągle jest pod dostatkiem, choć państwo musi dużo za nich płacić. Takie ataki, ponawiane aż do skutku lub wyczerpania się zgromadzonych sił, połączone ze wsparciem lotnictwa i dronów, oraz dobrym rozpoznaniem słabiej bronionych punktów ukraińskiej obrony, to podstawa rosyjskich sukcesów.

Aktualnie takowe widać głównie w Doniecku na od miesięcy względnie stabilnym kierunku Konstantynówki. To miasto położone 45 kilometrów na wschód od często opisywanego Pokrowska, główny węzeł ukraińskiego oporu na znacznym odcinku frontu pomiędzy Pokrowskiem a Kramatorskiem. Od wschodu dostępu do niego broni jeszcze obsada Czasiw Jaru. Tam sytuacja od właściwie lutego jest względnie stabilna. Ukraińcy trzymają skrawek miasta w postaci blokowiska w jego centrum. Rosjanie jakoś na razie nie są w stanie ich z niego wypchnąć, choć kontrolują prawie całą resztę miejscowości. Gorzej jest na południe od Konstantynówki w Torecku. Jeszcze w marcu Ukraińcy dość skutecznie urządzali tam małe kontrataki i uniemożliwiali jednoznaczne opanowanie ruin miasta. W kwietniu to się jednak skończyło. Rosjanie podciągnęli posiłki, a ukraińskie siły się wyczerpały. Dzisiaj ruiny Torecka są pod rosyjską kontrolą poza miejscami skrajnymi osiedlami domków jednorodzinnych. Rosjanie atakują już ukraińskie pozycje poza nim, będąc około 12 kilometrów od Konstantynówki. Oznacza to między innymi pojawienie się nad tym ostatnim miastem rosyjskich dronów FPV, które znacząco utrudniają funkcjonowanie tam zaplecza Ukraińców.

Niedobrze dzieje się też około 20 kilometrów na zachód od Torecka, mniej więcej w połowie drogi do Pokrowska. Znajduje się tam jedynie kilka niewielkich wiosek i podmokła dolina niewielkiej rzeki Byczok. Ukraińcy zbudowali tam swój główny pas umocnień pomiędzy Konstantynówką i Pokrowskiem wzdłuż drogi łączącej te oba miasta. Od lutego sytuacja była tam stabilna z jedynie minimalnymi zyskami Rosjan. W ostatnich dwóch tygodniach coś jednak pękło i rosyjskie wojsko zdołało dokonać zauważalny postęp. Rosyjska piechota dotarła do wsi Nowa Połtawka i Nowaoleniwka, pokonując 6-8 kilometrów od wsi Baraniwka, która była ich pozycją wyjściową. Przełamali tym samym dotychczas skuteczną obronę Ukraińców w rejonie wsi Tarasiwka i rzeki Byczok. Sytuacja ciągle wygląda na rozwojową i dopiero się dowiemy, czy Ukraińcom uda się ją szybko ustabilizować. Rosjanie wbijają w ten sposób coraz głębszy klin w ukraińską obronę pomiędzy Konstantynówką i Pokrowskiem.

W rejonie tego ostatniego miasta Ukraińcy ciągle pewnie się trzymają po ustabilizowaniu sytuacji wczesną jesienią. W pierwszych miesiącach roku przeprowadzali tam nawet sporo małych kontrataków, okresowo odrzucając Rosjan. Po serii niewielkich korekt to w jedną, to w drugą stronę, na kierunku samego Pokrowska front właściwie ciągle stoi. Gorzej jest na południe, na liczącym około 50 kilometrów odcinku frontu do zajętej w lutym Wiełykiej Nowosiłki. Tam rosyjskie postępy są bardzo powolne, ale jednak systematycznie przesuwają linię styczności na zachód. Po zajęciu w ostatnich dniach małej osady Kotlariwka zbliżyli się na około 4 kilometry od granicy obwodu dniepropietrowskiego, w którym jeszcze nigdy ich nie było. Z militarnego punktu widzenia nie ma to żadnego znaczenia, bo granica przebiega po prostu przez pola. Jednak wkroczenie Rosjan do nowego obwodu będzie miało znaczenie polityczne i propagandowe.

Kolejne miejsce w obwodzie donieckim, gdzie rosyjskie wojsko notuje zauważalne postępy, to okolice Siwerska na północy. Od końca bitwy o Bachmut zimą 2023 roku front przesunął się tam jedynie nieznacznie na korzyść Rosjan, głównie latem 2024 roku. W ostatnich dniach udało im się jednak zauważalnie przebić naprzód w rejonie brzegu rzeki Doniec, wychodząc od opanowanej w lutym wsi Bilochoriwka, gdzie Ukraińcy bronili się właściwie dwa lata. Teraz ich piechotę zauważono w Hrychoriwka około 4 kilometrów na zachód. Czy tam się utrzymają, nie ma pewności, ale front w tym rejonie zauważalnie drgnął po naprawdę długiej stabilności.

Około 40 kilometrów na północ, na samym północnym skraju obwodu donieckiego, jest kolejny obszar, w którym Ukraińcom w ciągu ostatniego miesiąca coś się wyraźnie rozsypało. To pola na zachód od rzeki Żerebiec, w rejonie wsi Iwaniwka, Nowe czy Kateryniwka. Tę pierwszą Rosjanie uchwycili jeszcze lutym, przekraczając rzekę. Pod koniec marca gwałtownie się z niej wyrwali na zachód i na przestrzeni kwietnia znacząco rozszerzyli swój stan posiadania na polach na zachód i północny zachód od niej, posuwając się naprzód o 8-10 kilometrów.

Dalej na północ na pograniczu obwodów ługańskiego i charkowskiego sytuacja pozostaje stabilna. Rosjanie nie osiągnęli większych sukcesów w budowaniu swojego przyczółka po zachodniej stronie rzeki Oskił w rejonie Kupiańska, o czym było więcej mowy w lutym i marcu.

gazeta.pl