sobota, 4 stycznia 2025



Dziadek Mróz siedzi przy stanowisku obrony przeciwlotniczej i dyryguje operatorem odpalającym rakiety. Nad teatrem Bolszoj w Moskwie przelatuje właśnie swoimi saniami Święty Mikołaj (Santa Claus), w saniach wiezie natowskie rakiety i inne, militarne i nie tylko, gadżety.

Operator obrony przeciwlotniczej na polecenie Dziadka Mroza odpala ładunek, sanie rozpryskują się w feerycznej kaskadzie sztucznych ogni nad centrum rosyjskiej stolicy. „Cel zniszczony. Bardzo dobrze. Żadnych obcych na naszym niebie nam nie trzeba” – podsumowuje z satysfakcją Dziadek Mróz i życzy widzom szczęśliwego Nowego Roku. 

(...)

31 grudnia wieczorem Rosja rozpoczyna tzw. nowogodnije prazdniki – świętowanie Nowego Roku. To czas balowania, cudownego oderwania się od codzienności. Szampan, sałatka Olivier, fajerwerki i hulanki. Gazety nie wychodzą, w telewizji trwa niekończący się koncert ulubionych artystów estrady, przygrzewane są stare filmy lubiane przez widzów. Świętowanie trwa do prawosławnego Bożego Narodzenia (7 stycznia) lub nawet – przy sprzyjającym układzie kalendarza – do 13 stycznia, tzw. starego Nowego Roku.

(...)

Po rewolucji zaniechano obchodzenia Bożego Narodzenia, próbowano oduczyć rządzący proletariat od upajania się „opium”, za jakie oficjalnie uznano religię. Tradycję strojenia choinki obwołano „burżuazyjnym przeżytkiem”. Dopiero w 1935 roku partia dała zielone światło: można witać radośnie Nowy Rok. Część wypartych z przestrzeni publicznej tradycji bożonarodzeniowych przywrócono jako tradycje noworoczne. To było święto dla rodziny, która zbierała się przy stole, by cieszyć się choinką i prezentami. Każde dziecko dorastające w latach 30. w Związku Sowieckiem wiedziało, że choinkę dał dzieciom towarzysz Stalin (notabene w tym sezonie świątecznym na imprezie choinkowej w centrum Stalina w mieście Barnauł dzieci zebrały się pod wizerunkiem patrona i zgodnie wyganiały złego liberała, który się zakradł pod choinkę). 

Dopiero w 1947 roku 1 stycznia stał się dniem wolnym od pracy. Pojawiły się też nowe świeckie-sowieckie tradycje: sałatka Olivier, kremlowskie kuranty oznajmiające północ, nadawane początkowo przez radio, a potem przez telewizję na cały kraj. Na rosyjski grunt przeszczepiono zachodnie „opowieści wigilijne” pod postacią dobrotliwych komedii romantycznych – przez dziesięciolecia carycą tego gatunku była „Ironia losu” Eldara Riazanowa. Ostatnio film wypadł z łaski po tym, jak grająca w nim główną rolę Barbara Brylska stanęła po stronie aktorki Lii Achedżakowej, która potępiła rosyjską agresję na Ukrainę.

Tegoroczne telewizyjne rytuały podporządkowane były bogu wojny. W orędziu noworocznym Putin stalowym głosem recytował zaklęcia wzywające do konsolidacji, bo tylko zgodna, zjednoczona Rosja jest silna. Sztandarowy program rozrywkowy też zdominowała stylistyka wojenna. Wśród publiczności wielu było ludzi w mundurach. Koncert noworoczny otworzyło trio Rastorgujew (lider grupy Lube, ulubionego zespołu Putina) – Leps (popularny wokalista wspierający wojnę) – Shaman (główny piewca agresji, wykonawca przeboju „Ja russkij”, mającego zagrzewać do boju rosyjskich żołnierzy). Wykonali pieśń Bułata Okudżawy „Dziesiąty batalion desantowy” z gorzkiego rozliczeniowego filmu Andrieja Smirnowa „Dworzec Białoruski”.

Okudżawa był uczestnikiem wojny. Jak pisałam w jednym z wiosennych wpisów na blogu 17 mgnień Rosji: „Wrócił z frontu z poczuciem, że wojna to rzecz podła, przeklęta, która już nigdy nie powinna się powtórzyć. Bagaż wojny z przelanymi hektolitrami krwi, przemocą i śmiercią niósł do końca życia. Miał w piersi głęboką niezgodę na wychwalanie tego barbarzyńskiego misterium. Czy uprawnione jest pytanie, jak dziś patrzyłby na putinowskie bachanalia, na napaść na sąsiednie państwo, zbrodnie wojenne. I także na to, że putinowska Rosja z krwawej łaźni wielkiej wojny ojczyźnianej uczyniła powód do prymitywnego militarystycznego karnawału”.

W refrenie powtarzają się słowa: „Czeka nas ogień śmiertelny, ale jest wobec nas bezsilny. Potrzebujemy jednego zwycięstwa, dla nas wszystkich, zapłacimy za nie każdą cenę”. Wystrój studia, oświetlenie, napięcie towarzyszące udawanej zabawie – to sprawiało wrażenie ponurego rytuału satanistycznej sekty, a nie radosnego początku karnawału.

tygodnikpowszechny.pl


Niemniej, te rzadkie okazje, kiedy sekretarz generalny stara się mówić ludzkim językiem a nie partyjną nowomową, ponieważ mówi do ludności Chin a nie jak zazwyczaj do aparatu partyjnego, to łatwy cel do pastwienia się. Przecież trudno się nie uśmiechnąć, kiedy się słyszy, że Xi Jinping „zawsze ma na uwadze obawy ludzi związane z miejscami pracy i dochodami, opieką nad osobami starszymi i dziećmi, edukacją i usługami medycznymi.” Jak to miał mówić Rothschild do syna: zawsze myśl o robotnikach, to cię nic nie kosztuje.

Podstawowym zadaniem Xi Jinping w tym przemówieniu było przekonanie wszystkich, że on i partia ma pod kontrolą sytuację gospodarczą i wszystko idzie zgodnie z planem. Musiał dlatego przyznać, że chińska gospodarka „stoi obecnie w obliczu nowych wyzwań, w tym niepewności zewnętrznej i presji ze strony zmieniających się czynników wzrostu”. Zaraz podkreślił, że „wyzwania te można jednak pokonać poprzez wysiłek (…).” Dodał od razu, że „zawsze stawaliśmy się silniejsi dzięki próbom i prosperowaliśmy dzięki testom. Musimy pozostać pewni siebie”. W moim subiektywnym przekonaniu gensekowi nie udało się nawet przekonać, że jakiś plan istnieje.

Owszem, Xi Jinping mówił nawet sporo o XIV planie pięcioletnim. Wszyscy jednak wiedzą, że nie o to chodzi. Z konkretów powiedział, że kraj „wdroży bardziej pro-aktywną politykę” i „utrzyma korzystne tempo postępu gospodarczego i społecznego”, powtarzając przesłania z niedawnej Centralnej Konferencji Pracy Gospodarczej. Trudno uwierzyć, że skoro wyniki konferencji nie przekonały rosnącej rzeszy sceptyków, to dlaczego miałby teraz zadziałać.

Wszyscy czekają na informacje o wsparciu strony popytowej gospodarki. Jednak zamiast poruszać kwestię zwiększenia konsumpcji, którą konferencja uznała za najwyższy priorytet (bez konkretów), Xi Jinping podkreślił, że kraj będzie nadal koncentrował się na „rozwoju wysokiej jakości”, w tym na zwiększaniu samowystarczalności w dziedzinie nauki i technologii. Lecz komentatorzy już twierdzą, że rozwój branży zaawansowanych technologii był niewystarczający, aby zrównoważyć przedłużające się spowolnienie na rynku nieruchomości, słaby apetyt konsumentów i spadek bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Rezultatem była intensywna wojna cenowa w różnych branżach, powodująca utrzymującą się presję deflacyjną. W listopadzie inflacja konsumencka wyniosła zaledwie 0,2% w ujęciu rocznym.

zawielkimmurem.net

piątek, 3 stycznia 2025



Niektórzy specjaliści zastanawiają się, czy Fico w ogóle wierzył w swoje słowa o kryzysie.

Według ekonomisty GLOBSEC Władimira Vańo Słowacja była dobrze przygotowana na zakończenie przez Ukrainę umowy z Gazpromem. Mało tego — od dawna się tego spodziewała i nie było to dla niej zaskoczeniem. — Słowacja przygotowywała się na tę sytuację od początku inwazji — mówi specjalista.

Ruseckas uważa, że chociaż rachunki za gaz mogą nieznacznie wzrosnąć, handlowcy już "wycenili" koniec umowy tranzytowej, a decyzja niemieckiego rządu o zniesieniu opłat za tranzyt gazu w dostawach do Europy Środkowej pomoże uniknąć gwałtownego wzrostu kosztów.

Fico straci jednak dochody, które miał z przesyłu rosyjskiego gazu do swoich sąsiadów, a państwowa firma energetyczna SPP — dziesiątki milionów euro na opłatach tranzytowych. — Słowacja nie będzie już przesyłać gazu do innych krajów, więc ten dochód dla spółek państwowych zniknie — dodaje analityk S&P. Ukraina twierdzi, że Słowacja zarabiała nawet pół miliarda euro rocznie na handlu rosyjskim gazem.

Katarina Roth Nevedalova, posłanka do Parlamentu Europejskiego z rządzącej partii Smer, po powrocie Ficy z Moskwy powiedziała, że prawdą jest, że "źródła energii Słowacji pochodzą z Rosji, więc bardzo ważne jest dla niej zabezpieczenie dostaw gazu i ropy z tego kraju". Jednocześnie przyznała, że kwestia umowy gazowej z Ukrainą była niezwykle ważna dla rządu. — Jesteśmy krajem tranzytowym, więc opłaty tranzytowe stanowią dużą część budżetu państwa. Nie chcemy, aby to się skończyło — stwierdziła.

Desperackie wysiłki Ficy, by utrzymać ten dochodowy interes, wbiły kolejny klin między niego a innych przywódców UE. Jego niespodziewana wizyta w Moskwie 22 grudnia w celu przeprowadzenia bezpośrednich rozmów z prezydentem Władimirem Putinem spotkała się z ostrą krytyką unijnych polityków. Czeski minister spraw zagranicznych Jan Lipavsky powiedział, że jego kraj zapewnił sobie niezależność od rosyjskich dostaw energii — "abyśmy nie musieli czołgać się przed masowym mordercą".

Ostatnimi działaniami Robert Fico spalił sobie wszelkie mosty z Ukrainą. Rozmawiając z POLITICO na początku tego tygodnia, ukraiński minister energetyki Herman Hałuszczenko nazwał groźby Ficy "blefem" . Dodał, że jest mało prawdopodobne, aby był w stanie odciąć Kijowowi dostawy energii, ponieważ byłoby to "absolutnie sprzeczne" z zasadami UE.

W odpowiedzi na to słowacki premier zagroził w czwartek "znacznym zmniejszeniem wsparcia" dla Ukraińców mieszkających na Słowacji.

onet.pl/Politico


W tym roku konkurencja osiągnęła nowy poziom, a sytuacja staje się kryzysowa dla rosyjskich przewoźników, zwłaszcza w regionach położonych blisko granicy z Chinami i ogólnie na Syberii, twierdzą rozmówcy The Moscow Times. Po pierwsze, gwałtownie wzrósł popyt na tak zwane "ładunki" — w rzeczywistości "szare" [w szarej strefie] lub przemycane towary dostarczane przez chińskich logistyków.

Coraz więcej kategorii towarów nie może być przywiezionych do Rosji "na biało" [w pełni legalnie] nawet z Chin — wiele rodzajów obrabiarek i elektroniki, towary podwójnego zastosowania itp., więc rosyjscy importerzy są zmuszeni zgodzić się na różne podejrzane rozwiązania, wyjaśnia kierownik firmy handlu zagranicznego. Chińscy pośrednicy wolą korzystać z "rodzimych" przewoźników w takich programach, kontynuuje.

Po drugie, popyt na transport drogowy w ogóle zaczął gwałtownie rosnąć latem z powodu systematycznego niezrealizowania planów transportu towarów koleją, przypomina rozmówca portalu. W tym roku co najmniej o jedną czwartą mniej importowanych ładunków niż planowano, przywieziono do Rosji koleją z Dalekiego Wschodu, a firmy są zmuszone do większego wykorzystania transportu drogowego. Powodem tego jest brak przepustowości kolei, taboru i personelu — przede wszystkim załóg lokomotyw. W tych warunkach importerzy zaczęli przeładowywać towary na transport drogowy.

onet.pl


Rosyjskie dowództwo wojskowe w dużej mierze nadało priorytet wysiłkom mającym na celu przejęcie pozostałej części obwodu donieckiego i ustanowienie strefy buforowej w północnym obwodzie charkowskim w 2024 r., ale nie udało się osiągnąć tych celów. Zintensyfikowane rosyjskie działania ofensywne na początku 2024 r. doprowadziły do ​​zajęcia Awdijiwki w połowie lutego 2024 r. i późniejszych rosyjskich postępów na zachód od Awdijiwki w kierunku Pokrowska i Selydowa przez całą wiosnę, lato i jesień 2024 r. Siły rosyjskie rozpoczęły również w dużej mierze nieudaną operację ofensywną w północnym obwodzie charkowskim, mającą na celu utworzenie nieokreślonej „strefy buforowej” w celu obrony miasta Biełgorod przed ukraińskim ostrzałem w maju 2024 r. i wznowiły działania ofensywne w pobliżu Torecka oraz na zachód i południowy zachód od miasta Donieck w czerwcu i lipcu 2024 r. Źródła zachodnie i ukraińskie oceniły w 2023 i 2024 r., że Rosja zamierza przejąć całość Doniecka i Ługańska do końca 2024 r., jednak powolne postępy Rosji na początku i w połowie 2024 r. prawdopodobnie skłoniły rosyjskie dowództwo wojskowe do ponownej oceny i uznania zajęcia Pokrowska za główny wysiłek ofensywny sił rosyjskich do końca 2024 r.

Siły rosyjskie zawróciły więc w kierunku Pokrowska pod koniec lata i na początku jesieni 2024 r. pośród niespodziewanej ukraińskiej inwazji na obwód kurski i z powodzeniem wykorzystały zajęcie Selydowa i Wuhledaru do dalszych postępów wokół Pokrowska, Kurachowego, a później Wełykiej Nowosiłki. Siły rosyjskie niedawno zajęły Kurachowe i próbują otoczyć Wełykę Nowosiłkę od północy i południa. Siły rosyjskie w ostatnich miesiącach w dużym stopniu polegały na zmechanizowanych atakach wielkości plutonu, kompanii i batalionu, aby posuwać się naprzód na otwartych polach na kierunkach Kurachowe, Wuhledar i Wełykiej Nowosiłki, ale konsekwentnie ponosiły znaczne straty w pojazdach opancerzonych podczas tych ataków. Siły rosyjskie obecnie próbują otoczyć Pokrowska od południa i północnego wschodu, ale jak dotąd nie udało im się poczynić znaczących postępów w tym wysiłku. Siły rosyjskie mogą również przynajmniej tymczasowo zmienić kierunek ataku z okrążania Pokrowska na dokonywanie oportunistycznych postępów na zachód w kierunku granicy obwodu doniecko-dniepropietrowskiego w krytycznym momencie trwających wysiłków Rosji zmierzających do osłabienia zachodniego wsparcia dla Ukrainy.

Siły rosyjskie zajęły cztery średniej wielkości osady - Avdiivka, Selydove, Vuhledar i Kurachowe - w całym 2024 roku, z których największa przed wojną liczyła nieco ponad 31.000 mieszkańców. Tempo postępów sił rosyjskich w dużej mierze zatrzymało się wokół kilku bardziej miejskich osad, które siły rosyjskie chciały zająć w 2024 roku. Siły rosyjskie poświęciły około czterech miesięcy na zajęcie Avdiivki pod koniec 2023 roku i na początku 2024 roku oraz po dwa miesiące na wysiłki mające na celu zajęcie i otoczenie Selydove i Kurachowe w 2024 roku. Siły rosyjskie poniosły również znaczne straty osobowe podczas wysiłków zmierzających do zajęcia tych osad, a ukraińscy urzędnicy niedawno oszacowali, że siły rosyjskie straciły prawie 3.000 osób na kierunku Pokrovsk w ciągu dwóch tygodni w połowie grudnia 2024 roku. ISW nie oceniło, że jakiekolwiek osiedla zajęte przez siły rosyjskie w 2024 r. mają znaczenie operacyjne, ponieważ zajęcie tych osiedli nie pozwoliło siłom rosyjskim zagrozić żadnym znaczącym ukraińskim węzłom obronnym, a siły rosyjskie nie przeprowadziły szybkiego, zmechanizowanego manewru niezbędnego do przekształcenia tych taktycznych zdobyczy w głęboką penetrację tyłów Ukrainy.

understandingwar.org

czwartek, 2 stycznia 2025



Przyjrzyjmy się liczbom. Z danych Międzynarodowej Agencji Energii Odnawialnej (IRENA) wynika, że w roku 2014 globalnie zainstalowanych mieliśmy nieco ponad 8.500 MW w wietrze na morzu. Przywoływany wcześniej rok 2015 przyniósł wzrost o ponad 37%, do poziomu 11.735 MW. Psychologiczną barierę 20 GW przekroczono w 2018. Do roku 2020 włącznie za lwią część, tj. ponad 70% mocy zainstalowanej „odpowiadała” Europa (dokładnie 24.940 MW z 34.381 MW). Zmiana przyszła w 2021, kiedy to do gry na poważnie wkroczyli Chińczycy – tak, Ci sami, którzy zdaniem części obserwatorów „nic nie robią”. W ciągu zaledwie roku niemal potroili oni swój stan posiadania – pod koniec 2020 dysponowali 8.990 MW, a dwanaście miesięcy później było to już 26.390 MW, co oznacza wzrost o prawie 200%. Właściwie wyrównali też wtedy europejski wynik, tj. 26 427 MW i był to ostatni rok, gdy Stary Kontynent dzierżył palmę pierwszeństwa. Od 2022 aż do dziś niekwestionowanym liderem MEW jest Państwo Środka. Kończąc część statystyczną nie sposób zapomnieć o ostanim pełnym roku objętym analizą IRENA, tj. 2023. Świat zamknął go posiadając 73.185 MW w offshore, z czego 37.290 MW to Chiny (Azja ogółem – 40.289 MW), a 32.855 – Europa (z czego 18.120 MW przypada na UE).

Od 2014 do 2023 moc zainstalowana MEW wzrosła o niebagatelne 760% (!). Bardziej czujni Czytelnicy na pewno powiedzieliby teraz – fajnie, ale jak to przekłada się na produkcję energii elektrycznej? Spieszę z odpowiedzią, a właściwie jej przekazaniem, bo to także dane IRENA. W roku 2014 wyniosła ona 24.658 GWh, zaś w 2022 - 161.945 GWh, co oznacza zmianę na poziomie 556%. Europa „urosła” w tym czasie o 297% (z 23.786 GWh do 94.560 GWh). Z kolei Azja zaliczyła w tym okresie rajd z 872 GWh do 67.240 GWh, czyli o uwaga, uwaga – 7611% i nie jest to pomyłka, ale raczej efekt niskiej bazy. Uwagę przykuwa również fakt, że choć w 2022 roku Europa i Chiny miały bardzo zbliżone moce w offshore (30.038 MW vs 30.460 MW), to różnica w produkcji wyniosła ponad 40% na „naszą” korzyść.

energetyka24.com


Zgodnie z danymi zebranymi przez „Razwidkę Ukrainy” w 2024 roku przeciwko Ukrainie zastosowano:
  • 843 rakiet skrzydlatych Ch-101/555 z czego zestrzelono 689
  • 174 pociski manewrujące Kalibr z czego zestrzelono 128
  • 523 rakiet skrzydlatych Ch-59/69 z czego zestrzelono 255
  • 77 rakiet Ch-22 z czego zestrzelono 6
  • 57 rakiet przeciwradarowych Ch-31P z czego zestrzelono 2
  • 577 rakiet balistycznych Iskander-M z czego zestrzelono 38
  • 67 rakiet manewrujących Iskander-K z czego zestrzelono 27
  • 73 lotniczych pocisków balistycznych Ch-47M2 Kindżał z czego zestrzelono 17
  • 8 rakiet hipersonicznych Cirkon/Oniks z czego zestrzelono 3
  • 1 pocisk balistycznych pośredniego zasięgu Oresznik
  • 10.591 uderzeniowych dronów typu Gierań-2 z czego zestrzelono 10.416
  • 32.812 bomb lotniczych z modułem kierowania UMPK
Łącznie z 2400 rakiet i pocisków ukraińska obrona przeciwlotnicza była w stanie zestrzelić 1162 co stanowić ma skuteczność na poziomie 48,4 procent O ile w przypadku rakiet manewrujących ukraińska obrona przeciwlotnicza radziła sobie stosunkowo dobrze - Zestrzelenia Kalibrów, Ch-101/555 na poziomie powyżej 70 procent, to w przypadku rakiet hipersonicznych typu Cyrkon/Ch-22, rakiet przeciwradarowych oraz pocisków balistycznych typu Iskander/Kindżał skuteczność obrony przeciwlotniczej waha się od 3 do 20 procent. Ukraińska obrona w żaden sposób nie radzi sobie z bombami lotniczymi, których nie zdołano zestrzelić w całym roku ani jednej. To dzięki masowemu wykorzystaniu bomb z modułem korygowania UMPK rosyjskie wojska w dużej mierze były w stanie osiągać taktyczne sukcesy na polu bitwy w 2024 roku.

W przypadków dronów uderzeniowych skuteczność obrony przeciwlotniczej jest znacznie wyższa i sięga 95 procent. Tutaj dużą skutecznością wykazują się systemy walki radioelektronicznej, które mają strącać zagrożenie nie wykorzystując kosztownych rakiet przeciwlotniczych.

Łącznie na Ukrainę w 2024 roku wyleciało 13.351 dronów i rakiet z czego zestrzelono 11.578 co ma oznaczać skuteczność obrony powietrznej na poziomie 86,7 procent.

defence24.pl

środa, 1 stycznia 2025



Jakie sankcje miałyby największy skutek?

Naftowe. Ropa zawsze była kluczem do rosyjskiej gospodarki. Jest jednocześnie kluczem do podważenia zdolności Putina do kontynuowania wojny w Ukrainie. Bo eksport ropy stanowi jedną trzecią budżetu Rosji. Pod koniec 2022 r. grupa G7 chciała uzgodnić limit cen rosyjskiej ropy, ale rząd Bidena spanikował.

Dlaczego?

Ponieważ było to na krótko przed wyborami "połówkowymi" i Biden nie mógł pozwolić na gwałtowny wzrost cen benzyny. Zgodzili się wówczas ustalić pułap cen na rosyjską ropę na poziomie 60 dol. (ok. 246 zł). Przez jakiś czas to działało, rosyjska ropa sprzedawana była z dużą zniżką. Później jednak Moskwa rozwinęła własną "flotę cieni". Obecnie 90 proc. rosyjskiej ropy jest sprzedawanej za pośrednictwem tworzących tę flotę starych, zardzewiałych tankowców.

Które sankcje prawdziwie zaszkodziły Putinowi?

Sankcje finansowe. Zarówno zamrożenie rezerw rosyjskiego banku centralnego, jak i wykluczenie rosyjskich banków z systemu płatności Swift. Momentami rosyjski sektor bankowy w 80 proc. objęty był sankcjami. A teraz, tuż przed powrotem Donalda Trumpa do Białego Domu, administracja Bidena podejmuje znacznie ostrzejsze środki, aby zapewnić Ukrainie możliwie najlepszą pozycję negocjacyjną. Biden robi obecnie rzeczy, które powinien był zrobić dwa lata temu. Przykładem takich działań jest choćby nałożenie sankcji na Gazprombank — wywołało to panikę w Rosji i doprowadziło do tymczasowego spadku wartości rubla. Sytuacja stała się w pewnym momencie tak napięta, że Putin musiał powiedzieć, iż nie ma powodu do paniki. Jeśli prezydent Rosji musi tak mówić, to coś jest nie tak.

(...)

Kto jest teraz największym klientem Rosji?

Jeśli chodzi o ropę naftową, Rosja była w stanie zastąpić Europę Indiami, w stopniu, którego wielu ekspertów zupełnie się nie spodziewało. Teraz Indie zasysają rosyjską ropę, przetwarzają ją w swoich rafineriach i wysyłają do Europy.

A jeśli chodzi o gaz?

Najważniejszą kwestią, której moim zdaniem nie poświęca się wystarczająco dużo uwagi, jest fakt, że Rosja straciła głównego odbiorcę gazu. Gazprom po raz pierwszy od ponad 20 lat stracił pieniądze. Przez lata była to żyła złota dla Putina. Firma nie inwestowała jednak w LNG. Większość jej produkcji trafiała do Europy za pośrednictwem dostaw rurociągowych. Ponieważ Europa nie jest już dla Rosji rynkiem zbytu, Gazprom nie ma już swojej podstawowej bazy klientów. Ma wprawdzie Chiny, ale tam nie jest w stanie przesyłać tyle gazu co do Europy.

W jakim stopniu Rosji udaje się obchodzić sankcje?

Amerykańscy urzędnicy naprawdę wściekli się, gdy dowiedzieli się o rozległej sieci obchodzenia sankcji operującej na terytorium Turcji. Oprócz niej Rosja unika ograniczeń przez import półprzewodników i mikroelektroniki przez Chiny i Hongkong. Nabywa je w ten sposób na ogromną skalę. Wszyscy ci pośrednicy zakładają firmy, głównie w Hongkongu, ale niektóre także w Turcji i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, i dostarczą rosyjskiemu ministerstwu obrony wszystko, czego rosyjskie potrzebuje.

Putin jednak kłamie, mówiąc, że sankcje bardziej szkodzą Zachodowi niż Rosji. Prawdą jest jednak, że sankcje mają różny wpływ na Zachód. Niemcy odczuwają je bardziej niż inne kraje.

onet.pl/Die Welt


To zabawne, że w listopadzie ekonomiczni "rusoptymiści" (Siergiej Aleksaszenko, Władisław Inoziemcew, Dmitrij Niekrasow) napisali w swoim raporcie "Niezawodne tyły dyktatora: rosyjska gospodarka na tle wojny": "średnioterminową przyszłość rosyjskiej gospodarki można najlepiej opisać jako wzrost bez rozwoju. Uwaga Kremla i zewnętrznych ekspertów jest skupiona na wzroście ilościowym, który prawdopodobnie utrzyma się ze względu na trwający wysoki poziom militaryzacji gospodarki i wydatków z budżetu wojskowego. Oczekiwany wzrost PKB o 3,9-4 proc. w 2024 r. wywoła euforię na Kremlu i zaskoczenie na Zachodzie".

(...)

Swoim dekretem premier Miszustin zezwolił władzom regionalnym na zawieranie umów z producentami i sieciami handlowymi w celu stabilizacji cen wszelkich towarów ważnych dla Rosjan. W rezultacie ok. 30 regionalnych sieci detalicznych w Rosji już zdecydowało się ograniczyć marże na towary o znaczeniu społecznym do nie więcej niż 5 proc., a Federalna Służba Antymonopolowa (FAS) będzie monitorować wdrażanie tej decyzji. Jednak w ten sposób sprzedawcy detaliczni mogą być zmuszani do handlu ze stratą.

Oczywiste jest, że "społecznie odpowiedzialna marża" zostanie początkowo ustalona tylko dla grupy najpopularniejszych towarów: zwykłego chleba, jajek, oleju roślinnego, kurczaka, mleka... Ale to tylko ta sama jednokierunkowa droga. Detalista zaczyna od wąskiego asortymentu z regulowanymi marżami, a następnie ustala wyższą marżę na wszystko inne. Powstaje gigantyczna przepaść między dobrami "społecznymi" a całą resztą produktów.

onet.pl


Irina Garina, Nowa Gazieta: Mija trzeci rok wojny. Czy Putin jest usatysfakcjonowany obecną sytuacją?

Władimir Pastuchow: W końcowym okresie istnienia ZSRR cała zachodnia nauka o Rosji została zredukowana do bardzo osobliwej podgałęzi wiedzy politycznej — kremlinologii. Wszystkie procesy społeczne w ZSRR załamały się do tego stopnia, że liczył się tylko stan psychiki kilku czołowych osób w państwie. Dziś jest podobnie — współczesna wiedza ekspercka o Rosji ogranicza się do putinologii. Pod wieloma względami stajemy się zależni od nastrojów, fobii i fantazmatów kilku osób, które uosabiają dzisiejszą Rosję.

W zachowaniu Putina nie widzę ani satysfakcji, ani niezadowolenia. Jedyne, co wyczuwam, to jego napięcie.

- Napięcie? Wydawało mi się, że bardzo stara się wyglądać na zrelaksowanego.

Nigdy nie byłem zwolennikiem prymitywizujących wypowiedzi o Putinie, przedstawiających go jako kogoś płytkiego, pozbawionego wyobraźni, pogrążonego w strachu. Ja widzę u Putina mocne i słabe strony. Z pewnością zaczął przechodzić pewne zmiany związane z wiekiem, ale nikt nie jest na to odporny. A teraz jest w momencie podejmowania być może jednej z najważniejszych decyzji w swoim życiu.

Dlaczego? Wiele poprzednich decyzji podjął z inercji i ignorancji, będąc źle poinformowanym o rzeczywistości. Bo gdyby był zorientowany w realiach, prawdopodobnie nie podjąłby decyzji o rozpoczęciu wojny. Popełnił błąd, do którego nigdy się nie przyzna, nawet przed samym sobą. Z pewnością będzie próbował podzielić się odpowiedzialnością za niego, ogłosić, że to zbiorowa wina. W rzeczywistości jednak jest to jego osobisty błąd.

Teraz jednak sytuacja się zmieniła i — w mojej opinii — Putin rozumie, co dzieje się "w terenie". To nieprawda, że słyszy tylko to, co chce usłyszeć, że nie jest o wszystkim informowany. System, który stworzył, jest skonfigurowany w taki sposób, że każdy dostarcza mu informacje z własnej perspektywy. Ministerstwo obrony maluje jeden obraz, FSB drugi, jedni rzucają oszczerstwa na innych. Dlatego Putin rozumie teraz realia wojny lepiej niż trzy lata temu.

I musi podjąć decyzję, co będzie mniej ryzykowne — nie dla kraju, ale dla niego osobiście: kontynuowanie wojny i skok w nieznane czy zakończenie jej i próba powrotu do pokojowego współistnienia z Zachodem? To już musi sobie wykalkulować. I zapewniam, że jest wystarczająco inteligentny, by zrozumieć złożoność tego wyboru.

- Owszem, Putin dobrze orientuje się w sytuacji. Co jednak, jeśli ona mu odpowiada?

Stanowisko Putina jest następujące: wszystko jest w porządku, pod kontrolą, nasz kraj w ogóle nie zauważa tej wojny. Kiedyś wśród ekspertów panowała zgoda co do tego, że wojna skończy się w ciągu sześciu miesięcy lub roku. Teraz panuje zgoda co do tego, że może trwać latami. Owszem, wartość rubla spadła, ale Rosjanie mogą z tym żyć, ropa nie spadnie poniżej 50 dol. (246 zł) za baryłkę. W poważnych tarapatach z pomocą przyjdą Chiny.

- I Rosjanie będą to tolerować?

Tak, w zamian za pieniądze, które oferuje im państwo.

- Powiedziałeś, że jednym ze scenariuszy jest kontynuowanie wojny. Czy Putin wyobraża sobie drugi scenariusz — zakładający jej zakończenie i pokojowe współistnienie z Zachodem?

Wydaje mi się, że Putin postrzega rządy Trumpa jako alternatywny scenariusz. Nie rozumie, czy powinien wykorzystać tę szansę i spróbować przeskoczyć na inne tory, czy też pozostać w starym paradygmacie, zignorować go i pójść na całość z wojną.

- Z czyim zdaniem liczy się Putin?

Wydaje mi się, że z biegiem lat Putin stał się totalnym mizantropem.

- Chyba zawsze nim był — ludzie, którzy pracowali z nim w Petersburgu na początku lat 90. XX w., opisują młodego Putina jako prawdziwego socjopatę.

Możliwe. Teraz mamy do czynienia z głęboko samotnym człowiekiem, który polega wyłącznie na własnej intuicji.

- Ale przecież podejmując decyzję, musi kierować się jakimiś motywami — instynktem samozachowawczym, strachem przed utratą władzy, troską o los ojczyzny...

Ma jeden podstawowy motyw: instynkt samozachowawczy. Do tego wszystko się sprowadza.

- To znaczy, że musi mu zależeć na czymś konkretnym: jak Rosjanie postrzegają sytuację, co powie Trump, co zrobią Chińczycy. Od czego będzie zależał jego wybór?

Spróbujmy spojrzeć na sytuację oczami samego Putina. Jeden z najbardziej fundamentalnych paradygmatów Kremla rozwija się od 2003-2004 r. i prawie nie został zrewidowany — to teza o wrodzonej słabości Zachodu. Ludzie na Kremlu doszli do wniosku, że on upada. Na tej podstawie zbudowali swoją politykę opartą na przeświadczeniu, że Zachód dominuje na świecie tylko dlatego, że nie było podmiotu na tyle silnego i bezczelnego, by przeciwstawić mu się z żelazną wolą petersburskiego bandyty. Teraz Putin zastanawia się, czy jego ludzie mogą blefować. Dlatego Trump jest dla niego bardzo trudnym partnerem.

- Ponieważ jest nieprzewidywalny?

Tak, ponieważ z nim Putin traci przewagę, którą miał, gdy w USA przy władzy był przewidywalny Biden. Kiedy rosyjski prezydent powiedział, że go popiera, wiele osób uznało to za trolling. Ja jednak wiedziałem, że mówi prawdę. O wiele łatwiej było mu grać wariata przed człowiekiem, którego nie stać na taki sam sposób myślenia. Z Trumpem będzie jednak inaczej. Do tego dochodzi potęga militarna i gospodarcza Ameryki. To największe wyzwanie dla Putina.

- Wielu analityków zwraca uwagę na to, że Putin znajduje wspólny język z takimi politykami jak on — za przykład podawali np. Erdogana.

Och tak, jest po prostu doskonały w komunikowaniu się z Erdoganem! Zwłaszcza po tym, jak został przez niego pokonany na Kaukazie, a następnie w Syrii. Jesteśmy teraz bliżej nowej wojny rosyjsko-tureckiej niż kiedykolwiek. Dla Rosji byłaby ona hańbą na miarę wojny rosyjsko-japońskiej z 1904 r.

onet.pl/Nowa Gazieta

wtorek, 31 grudnia 2024



Siły rosyjskie kontynuują natarcie w zachodniej części obwodu donieckiego z zamiarem przecięcia ostatnich szlaków zaopatrzenia obrońców w rejonach Kurachowego i Wełykiej Nowosiłki. Według niektórych źródeł w drugiej z wymienionych lokalizacji już to nastąpiło, a komunikacja możliwa jest jedynie drogami gruntowymi z Wremiwki – jednej z trzech miejscowości pozostających pod kontrolą ukraińską (wliczając Wełyką Nowosiłkę). Walki przeniosły się do zachodniej części Kurachowego, a zgodnie z lokalnymi doniesieniami agresor wkroczył na teren położonej tam nieczynnej elektrowni cieplnej. Na zachód od miasta ukształtował się następny worek, w którym w posiadaniu obrońców pozostają trzy miejscowości, w tym decydujące o utrzymaniu zaopatrzenia Ułakły (wróg zajmuje pozycje 2 km na południe od tej wsi). Najeźdźcy znacząco powiększyli kontrolowany obszar także na północny zachód od Kurachowego i na południe od Pokrowska, jednakże nie wpłynęło to na ogólną sytuację.

Arenami ciężkich starć wciąż są Torećk i Czasiw Jar. Rosjanie pogłębili oskrzydlenie pierwszego z nich od zachodu, lecz w związku z sytuacją w mieście nie ma to większego znaczenia dla toczących się tam walk. Istotne postępy agresor poczynił natomiast w Czasiw Jarze – wkroczył do jego zachodniej części. Pod kontrolą obrońców pozostaje jednak całe jego południe, przez które dociera zaopatrzenie. Siły najeźdźcze zanotowały pewne zdobycze na północ i południe od Kupiańska oraz w obwodzie kurskim, jednak nie zmienia to w istotny sposób sytuacji. Do nieznacznych korekt linii styczności na korzyść którejś ze stron doszło również na pozostałych kierunkach.

25 grudnia miał miejsce kolejny zmasowany atak na infrastrukturę energetyczną Ukrainy. Uszkodzenia obiektów potwierdzono w obwodach: charkowskim (niektóre źródła mówią, że trafiona została m.in. Żmijewska Elektrownia Cieplna), dniepropetrowskim, iwanofrankiwskim (Bursztyńska EC), kirowohradzkim i połtawskim. O zniszczeniach donoszono także z obwodów kijowskiego, sumskiego i żytomierskiego. Według Ukrenerho w rezultacie uderzenia przerwy w dostarczaniu prądu dla abonentów okresowo wydłużono do nawet 12 godzin na dobę, a jego dostawy ograniczono też dla biznesu i przemysłu. Do awaryjnych wyłączeń w obwodzie kirowohradzkim doszło również następnego dnia, a w obwodach dniepropetrowskim, połtawskim i sumskim sytuacja nie była ustabilizowana jeszcze 29 grudnia.

Szczególnie poważne uszkodzenia infrastruktury miały mieć miejsce w Charkowie i jego okolicach, gdzie zgodnie z danymi lokalnymi w elektrownię, kotłownie i inne obiekty uderzyło 12 rosyjskich rakiet. Pół miliona mieszkańców odcięto od ogrzewania; zostało ono częściowo przywrócone do 29 grudnia. Ogółem agresor miał wykorzystać 78 rakiet i 106 dronów, z których obrońcy zadeklarowali strącenie odpowiednio 59 i 54 (pozostałe 52 bezzałogowce miały zostać lokacyjnie utracone).

osw.waw.pl