wtorek, 26 listopada 2024



Pod presją nacierających Rosjan siły ukraińskie stopniowo wycofują się z worka na południe od Kurachowego. Wojska agresora przekroczyły drogę łączącą je z tym miastem i wkroczyły do jego centrum, o które trwają walki. Tym samym miejscowość utraciła znaczenie jako węzeł logistyczny zgrupowania ukraińskiego na zachód od Doniecka. Za wysoce prawdopodobne należy uznać, że po ewakuowaniu obrońców z worka również Kurachowe zostanie opuszczone, mimo że najeźdźcom nie udało się przeciąć drogi na zachód, którą utrzymywane jest połączenie z Pokrowskiem.

Rosjanie wkroczyli do Wełykiej Nowosiłki od wschodu, lecz nie posunęły się w głąb tego miasta. Pod ich kontrolą ogniową znalazła się droga łącząca je z Pokrowskiem, co znacząco wydłuża linie zaopatrzenia obrońców. Pozostające pod kontrolą ukraińską drogi do obwodów dniepropetrowskiego (na północ) i zaporoskiego (na zachód) również są zagrożone – atakujące wojska wroga znajdują się ok. 3 km od ich obu.

Agresor kontynuuje natarcie szerokim frontem na południe od Pokrowska, wciąż jednak nie osiągnął ostatniej drogi z tego miasta na południe (w ciągu tygodnia posunął się w głąb o 2 km). Kolejne postępy terenowe poczynił też na pozostałych kierunkach w obwodzie donieckim i zaporoskim, ale nie zmieniły one ogólnej sytuacji.

Siły ukraińskie powstrzymały postęp Rosjan w północno-wschodniej części Kupiańska (walki toczą się w rejonie przemysłowym). Agresor poszerzył stan posiadania na jego obrzeżach i w okolicach przeprawy przez rzekę Oskoł na południe. Kontynuuje także wypieranie obrońców ze wschodniego brzegu rzeki Żerebeć na pograniczu obwodów ługańskiego i donieckiego.

Najeźdźcy przekroczyli granicę w rejonie Kozaczej Łopani w obwodzie charkowskim, najprawdopodobniej z zamiarem dywersji na lewym skrzydle zgrupowania przeciwnika na północ od Charkowa. Zgodnie z częścią źródeł przygotowują bądź wyprowadziły natarcie w tych okolicach, czemu zaprzecza strona ukraińska. Bez wpływu na ogólną sytuację pozostają następne postępy sił rosyjskich w obwodzie kurskim. Kijów przyznał się do utraty 40% sierpniowych zdobyczy.

(...)

22 listopada zastępca szefa HUR Wadym Skibicki potwierdził, że pod koniec grudnia 2023 r. Ministerstwo Obrony FR i tamtejszy Sztab Generalny opracowały prognozę rozwoju sytuacji militarnej i politycznej na świecie do 2045 r. Uwzględniono w niej plan podziału terytorium Ukrainy na trzy części:
  • „nowe regiony Rosji” (włączenie do FR obwodów donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego, chersońskiego oraz Autonomicznej Republiki Krymu i miasta Sewastopol),
  • „prorosyjski podmiot państwowy” (na terenach obwodów kijowskiego, czernihowskiego, sumskiego, charkowskiego, połtawskiego, dniepropetrowskiego, odeskiego, kirowohradzkiego, czerkaskiego i żytomierskiego),
  • „terytoria sporne” (obwody wołyński, rówieński, chmielnicki, lwowski, iwanofrankiwski, tarnopolski, czerniowiecki i zakarpacki), o których przyszłości powinny decydować Rosja i inne państwa, w tym Węgry, Polska i Rumunia.
Nie można wykluczyć, że ujawniony dokument został faktycznie spreparowany przez Rosjan w ramach operacji wpływu mającej wesprzeć opinie o nieuchronności upadku Ukrainy.

23 listopada były głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy Wałerij Załużny stwierdził, że do 2027 r. strona rosyjska nie dokona przełomów na froncie. Według niego wróg stracił zdolność do realizacji zadań operacyjnych na głębokość 150–200 km. Będzie więc kontynuował taktykę „wyniszczenia gospodarczego i moralnego” Ukrainy. Jej ważny element stanowi prowadzenie „działań kognitywnych”, ukierunkowanych na zniechęcenie Ukraińców do dalszego prowadzenia wojny i mobilizacji.

osw.waw.pl


Sir Richard Moore, szef MI6, brytyjskiej agencji wywiadu zagranicznego, ujął to bardziej dosadnie.

Rosyjskie służby wywiadowcze nieco zdziczały, szczerze mówiąc — podkreśla.

(...)

Poza Europą oficerowie GRU przebywają w Jemenie u boku Huti, grupy rebeliantów, która atakowała statki na Morzu Czerwonym, rzekomo w ramach solidarności z Palestyńczykami.

Rosja, rozgniewana dostarczeniem przez Amerykę pocisków dalekiego zasięgu do Ukrainy, była bliska dostarczenia broni grupie w lipcu br., ale zmieniła kurs po silnym sprzeciwie Arabii Saudyjskiej. — podaje CNN.

Fakt, że Władimir Putin, prezydent Rosji, był skłonny zrazić do siebie Muhammada bin Salmana, faktycznego władcę królestwa, o którego atencję zabiega przez lata, wskazuje na to, jak wojna Rosji kanibalizuje własną politykę zagraniczną.

(...)

Wojny zastępcze czy zabójstwa nie są też nowością, przyznaje Siergiej Radczenko, historyk rosyjskiej polityki zagranicznej. Jak zauważa, wojska radzieckie walczyły w Jemenie w przebraniu Egipcjan już na początku lat 60. Poprzednicy i następcy KGB zabili wiele osób za granicą, od Leona Trockiego po byłego szpiega Aleksandra Litwinienkę.

Prawdziwie nową rzeczą, mówi Radczenko, "jest to, że podczas gdy wcześniej operacje specjalne wspierały politykę zagraniczną, dziś operacje specjalne są polityką zagraniczną". Dziesięć lat temu Kreml współpracował z Ameryką i Europą, aby przeciwdziałać programowi nuklearnemu Iranu i Korei Północnej. Obecnie nawet tylko wizję takiej współpracy można włożyć między bajki.

— To tak, jakby Rosjanie nie czuli już, że mają udział w zachowaniu czegokolwiek z powojennego porządku międzynarodowego — mówi Radczenko. Ten okres przypomina mu bardziej nihilistyczną politykę zagraniczną Mao Zedonga podczas chińskiej rewolucji kulturalnej niż zimnowojenne myślenie Związku Radzieckiego, które obejmowało okresy pragmatyzmu i ostrożności.

Putin przyjmuje te idee. "Czeka nas prawdopodobnie najbardziej niebezpieczna, nieprzewidywalna i jednocześnie najważniejsza dekada od zakończenia II wojny światowej" — mówi pod koniec 2022 r. "Cytując klasyka", dodaje — a powołuje się na artykuł Włodzimierza Lenina z 1913 r. — "jest to sytuacja rewolucyjna".

(...)

A rosyjską działalność wywrotową można przerwać, mówi Richard McCallum, poprzez "staromodną pracę w zakresie bezpieczeństwa i wywiadu" w celu zidentyfikowania stojących za wywrotowcami oficerów wywiadu i przestępczych pełnomocników.

Fakt, że Rosja w coraz większym stopniu polega na przestępcach w przeprowadzaniu tych działań (częściowo dlatego, że rosyjscy szpiedzy zostali masowo wydaleni z Europy), jest oznaką desperacji.

Korzystanie przez Rosję z pośredników uderza w profesjonalizm ich operacji i — przy braku immunitetu dyplomatycznego — zwiększa nasze możliwości zakłócania działań Moskwy — mówi McCallum.

Rosyjska ingerencja ma na celu wywarcie presji na NATO bez prowokowania wojny. — My też mamy czerwone linie, a Putin stara się je wyczuć — mówi Hill. Ale jeśli naprawdę kieruje nim rewolucyjny duch, przekonany, że Zachód jest zepsutym gmachem, jest to znak, że w nadchodzących miesiącach i latach jeszcze więcej czerwonych linii zostanie przekroczonych.

onet.pl/The Economist


Pomimo faktu, że wartość rubla nieprzerwanie spada od lata 2024 r., większość ekonomistów nie spodziewała się, że przebije psychologiczną granicę 100 rubli za dolara. Oprócz wewnętrznych rosyjskich przyczyn dewaluacji wynikało to z faktu, że dolar umocnił się w stosunku do innych walut po zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA.

"Bezpieczne aktywa", tj. dolar i złoto, zyskały jeszcze bardziej na wartości po tym, jak Kijów wystrzelił zachodnie rakiety na terytorium Rosji, a następnie Rosja wystrzeliła rakietę balistyczną średniego zasięgu na miasto Dniepr w Ukrainie, zauważa analityk firmy analitycznej Finam Aleksander Potawin.

— To podważa nastawienie inwestorów zarówno do rubla, jak i wspólnej europejskiej waluty — mówi.

Ekonomiści uważają jednak, że głównym powodem obecnej rundy dewaluacji są amerykańskie sankcje nałożone niedawno na rosyjski Gazprombank. To właśnie za pośrednictwem tego banku dokonywane są głównie płatności za eksport rosyjskich surowców energetycznych.

Rubel może zachowywać się bardziej niestabilnie, ponieważ nowa fala sankcji "może tymczasowo zakłócić normalny przebieg płatności międzynarodowych", jak twierdzi analityk Jewgienij Lochiuchow z Promswiazbanku.

— System bankowy i uczestnicy handlu zagranicznego potrzebują czasu, aby dostosować się do nowych realiów — dodaje.

Z powodu sankcji wobec Gazprombanku wzrosną koszty europejskich odbiorców gazu, a przychody z eksportu ze sprzedaży rosyjskich surowców mogą się zmniejszyć w krótkim okresie — i z tego powodu kurs rubla pikuje, powiedział w rozmowie z "Nową Gazietą" rosyjski finansista, który poprosił o anonimowość.

Jednocześnie, jego zdaniem, osłabienie rosyjskiej waluty może być w pełni wspierane przez rosyjskie władze, ponieważ muszą one zamknąć deficyt budżetowy. Jednak ten sposób napełniania skarbu państwa w perspektywie strategicznej jest bardziej szkodliwy niż pożyteczny.

Dewaluacja powoduje inflację, która będzie wymagać indeksacji wydatków budżetowych.

Oznacza to, że rosyjskie ministerstwo finansów będzie musiało ponownie pomyśleć o dodatkowych dochodach dla skarbu państwa.

Ostatecznie eksporterzy i nabywcy surowców energetycznych zbudują nowe łańcuchy płatności transgranicznych, mówi bankier inwestycyjny Jewgienij Kogan. Jednak w trakcie ich tworzenia wpływy do rosyjskiego budżetu z eksportu mogą spaść.

onet.pl


Władimir Putin również zareagował: w czwartek nowy rosyjski pocisk średniego zasięgu typu Oresznik uderzył w ukraińskie miasto Dniepr. Kreml dał jasno do zrozumienia, że wystrzelenie pocisku należy rozumieć jako bezpośrednią reakcję na zgodę Zachodu — i zagroził dalszymi krokami. Między wierszami sugerowano, że Rosja może również wyposażyć Oresznika w broń jądrową.

Fakt, że w ubiegłym tygodniu opublikowano również zrewidowaną rosyjską doktrynę nuklearną, prawdopodobnie nie był przypadkiem. Z Waszyngtonu dochodziły pogłoski, że USA również rozważają aktualizację swojej strategii dotyczącej broni.

Wydawało się, że spirala eskalacji została uruchomiona — a Moskwa zdawała się popychać Zachód w jej kierunku. Ale tylko na pierwszy rzut oka. Jeśli przyjrzeć się groźnym gestom, staje się jasne, że Kreml po raz pierwszy od miesięcy reaguje nerwowo — i uważnie rozważa każdy krok. Ma to wiele wspólnego z nadchodzącą zmianą władzy w Waszyngtonie.

— Grają obrazami, które przerażają opinię publiczną — mówi "Die Welt" ekspert wojskowy Gustav Gressel. — Z drugiej strony, mechanizmy wcześniejszego ostrzegania i deeskalacji nadal działają całkiem dobrze za kulisami — dodaje. Moskwa faktycznie poinformowała Waszyngton na krótko przed wystrzeleniem Oresznika — za pośrednictwem "kanałów zmniejszania ryzyka nuklearnego".

W przeszłości Putin wielokrotnie ostrzegał, że udostępnienie zachodniej broni do ataków na terytorium Rosji oznaczałoby "wejście NATO w wojnę". "To znacząco zmieniłoby charakter konfliktu" — powiedział przywódca Kremla w połowie września.

Gustav Gressel uważa jednak, że ryzyko jest obecnie niewielkie. Moskwa zdaje sobie sprawę, że nie może wejść w ogólny konflikt z NATO, dopóki jej armia jest uwiązana w Ukrainie. Według eksperta, dopóki Zachód pozostaje zjednoczony, Rosja nie ma możliwości "eskalacji bez ryzyka". Dlatego też z obecnego zachowania Moskwy można wywnioskować, że "próbuje ona bardzo, bardzo precyzyjnie i bardzo zachowawczo określić swoje ryzyko". To z kolei pozwala Zachodowi "działać w granicach tego, co jest możliwe, i wspierać Ukrainę".

Atak Oresznikiem nie był atakiem wojskowym, ale politycznym — napisał w weekend australijski ekspert wojskowy i były generał dywizji Mick Ryan. W ten sposób Putin zwrócił się bezpośrednio do przyszłej administracji USA, a także do europejskich przywódców państw i rządów, aby pokazać im, że jest zdecydowany narzucić swoją wolę Ukrainie — i innym krajom. Ale, jak zauważył Ryan, Putin jest "być może bardziej zdesperowany, by zakończyć tę wojnę na warunkach korzystnych dla Rosji, niż nam się wydaje".

Moskwa wie, że karty zostaną przetasowane, gdy przyszły prezydent USA Donald Trump obejmie urząd 20 stycznia. Nie jest pewne, w jaki sposób republikanin zrealizuje swoją wyborczą obietnicę zakończenia wojny. I to właśnie denerwuje Moskwę.

(...)

Tymczasem Kreml oskarżył administrację Bidena o podważanie planów Trumpa. "Trump mówił podczas kampanii wyborczej, że chce w jakiś sposób stworzyć pokój i poprowadzić wszystkich na pokojową ścieżkę" — powiedział rosyjskiej telewizji rzecznik Putina Dmitrij Pieskow. "A teraz robią wszystko, aby eskalować sytuację, aby porozumienia pokojowe były skazane na niepowodzenie" — stwierdził w programie magazynu politycznego "Moskwa. Kreml. Putin".

Jedno jest pewne: przeciąganie liny będzie trwało do 20 stycznia.

onet.pl/Die Welt


Jak wskazuje Washington Examiner: „Stany Zjednoczone nie mogą skutecznie odstraszać Chin, utrzymując obecną strukturę rozmieszczenia marynarki wojennej i lotnictwa na Bliskim Wschodzie i w Europie. Jak dowiodła niedawna dyslokacja grupy uderzeniowej lotniskowców z Pacyfiku na Bliski Wschód, nie jest to kwestia dyskusyjna”.

O amerykańskich problemach mówił również w niedawnej rozmowie dla portalu Defence24.pl prof. Andrew Michta (Atlantic Council). Zdaniem eksperta mamy dziś do czynienia z celowym wykorzystywaniem ograniczonych zdolności USA przez Chiny oraz Rosję. Niestety, sytuacja może jeszcze ulec pogorszeniu.

„Rosjanie i Chińczycy rozciągają ograniczone zasoby amerykańskie. Kiedy zaczął się konflikt w Europie Wschodniej w lutym 2022 roku to odpowiedzieliśmy w bardzo dobry sposób, wspomagając Ukrainę. Jednocześnie, kiedy zapalił się Bliski Wschód to cały tlen z pomocy Ukrainie „wyparował” w Waszyngtonie. Jeśli zacznie się dziać coś poważnego na Półwyspie Koreańskim to znów pociągnie to za sobą amerykańskie zasoby, bo tam są obecnie amerykańscy żołnierze” - stwierdził.

Oddzielnym problemem jest kwestia odejścia Zachodu od masowej produkcji amunicji. W tym aspekcie również musi dojść do istotnych zmian w myśleniu Pentagonu. Mowa o potrzebie radykalnego zwiększenia bazy przemysłowej amunicji oraz o skupieniu się na masowej produkcji tańszej broni (np. dronów). To jednak nie wszystko. Wskazuje się także na potrzeby zmian ustawowych – między innymi zwiększenie uprawnień Kongresu do nakładania kar na kontrahentów z sektora obronnego, którzy nie wywiążą się na czas z realizacji dostaw dla sił zbrojnych USA.

defence24.pl

poniedziałek, 25 listopada 2024



Niedawno Leonid Gozman, którego widzowie rosyjskiego YouTube znają jako analityka politycznego, ogłosił zawieszenie działalności publicznej. Kariera publiczna Gozmana rozpoczęła się znacznie wcześniej, w czasach offline: najpierw jako doradca znanego polityka Jegora Gajdara, potem jako doradca premiera Czernomyrdina, jako szef Związku Sił Prawicowych oraz jako dyrektor wykonawczy w koncernie Rosnano. Następnie opuścił oficjalną politykę na rzecz opozycji pozasystemowej, przez wiele lat pracował w mediach, wspierał Ukrainę, wyemigrował, został "zagranicznym agentem", był ścigany karnie i skazany zaocznie. Wydawało się, że nic nie powstrzyma Gozmana i spędzi on dosłownie całe swoje życie pracując przeciwko kremlowskiej władzy.

Ale 3 października 2024 r. żona polityka, 72-letnia Marina Jegorowa, została zatrzymana w Moskwie, dokąd przyjechała poprowadzić wykłady z psychologii. Została zatrzymana na najbardziej egzotycznych możliwych podstawach: rzekomo za przemyt dóbr kultury. Nie chodzi oczywiście o skarby Ludwika XIV, ale o zestaw rodzinnych sreber — widelce i łyżki — które Leonid Gozman postanowił zabrać ze sobą za granicę. Widelce te mają rzekomo wartość kulturową, a żona polityka przebywa obecnie w areszcie domowym za przemyt w ramach zorganizowanej grupy.

onet.pl


Co ustalono: W rozmowie z "Financial Times" jemeńscy rekruci powiedzieli, że wybrali się do Rosji, ponieważ obiecano im dobrze płatną pracę oraz obywatelstwo. W podróży miała pomagać firma powiązana z Huti. Na miejscu okazywało się jednak, że przymusowo byli wcielani do rosyjskiej armii i wysyłani na linię frontu. Według dziennika Rosja chce uniknąć pełnej mobilizacji w kraju, dlatego wysyła na wojnę najemników z innych krajów - wśród nich mają być także mieszkańcy Nepalu czy Indii. 

Komentarze ws. Huti: Tymczasem wysłannik USA ds. Jemenu Tim Lenderking potwierdził, że Rosja dąży do współpracy z Huti. - Wiemy, że w Sanie jest rosyjski personel, który pomaga pogłębiać ten dialog - przekazał. Tematem rozmów ma być m.in. broń, którą Moskwa może przekazywać Huti, a to "umożliwiłoby im lepsze namierzanie statków na Morzu Czerwonym i być może poza nim". Maged Almadhaji, szef Centrum Studiów Strategicznych w Sanie przekazał, że "Rosja interesuje się każdą grupą na Morzu Czerwonym lub na Bliskim Wschodzie, która jest wroga wobec USA". 

gazeta.pl

niedziela, 24 listopada 2024



Dobrym testem atrakcyjności (wiarygodności) europejskich pomysłów jest porównanie rzeczywistego potencjału różnych wymiarów zdolności obronnych Stanów Zjednoczonych i Starego Kontynentu. Większość krajów europejskich – włącznie z największymi – stoi przed poważnymi wyzwaniami z zakresu polityki fiskalnej, takimi jak rosnący dług publiczny, niskie stopy wzrostu gospodarczego czy, w przypadku Wielkiej Brytanii, koszty brexitu. W połączeniu z sukcesami partii populistycznych w wielu państwach (często promujących postawy pacyfistyczne) będą one – niezależnie od samej woli rządów tych krajów – istotnym hamulcem na drodze ku zwiększeniu budżetów obronnych.
 
W USA sytuacja jest zgoła odmienna: spór toczy się raczej o to, czy wydatki na obronę mają wzrosnąć do 4 czy 5% PKB (dziś to 3%). W 2025 r. można spodziewać się rywalizacji na Kapitolu o priorytetowe projekty, na które należy wydać planowane dodatkowe środki (w 2023 r. Biuro Budżetowe Kongresu USA oceniło przykładowo, że w ciągu tej dekady na samą modernizację sił nuklearnych należy przeznaczyć ponad 750 mld dolarów). Słusznie chwali się wzrost nakładów na obronę w Europie (o ok. 50% od 2000 r.), ale w tym samym okresie Stany Zjednoczone zwiększyły je o 60%.

Różnicę między ambicjami a dostępnymi zdolnościami Europy znakomicie obrazuje kwestia systemów rakietowych pośredniego i średniego zasięgu bazowania lądowego (o zasięgu powyżej 500 km do 5500 km, do 2019 r. zakazanych na mocy traktatu INF). Nie ma wątpliwości, że tamtejsi sojusznicy potrzebują ich w swoim arsenale. Rosja ma do dyspozycji chociażby rakiety balistyczne Iskander, mogące przenosić głowice konwencjonalne i jądrowe na odległość kilkuset kilometrów. Z obwodu królewieckiego pociski takie mogą dolecieć do licznych stolic w ciągu kilku minut.

Podczas ostatniego szczytu NATO w Waszyngtonie administracja Joego Bidena ogłosiła, że w 2025 r. jest gotowa wypełnić tę lukę poprzez rozmieszczenie w Niemczech trzech typów amerykańskich systemów rakietowych: SM-6, Tomahawk i LRHW (Long Range Hypersonic Weapon), zdolnych do uderzeń z lądu na odległość ponad 3 tys. km. Potencjalnie pozwoli to dodać znaczące zdolności odstraszania, jak również przeprowadzić w sytuacji wojny ewentualne uderzenia głęboko na terytorium Rosji.

Jak sprawa się ma z europejską alternatywą? 12 lipca 2024 r. Francja, Polska, Niemcy i Włochy zapowiedziały zamiar produkowania pocisków manewrujących o zasięgu ponad 1 tys. km. Nawet jednak, jeśli założymy pełny sukces tego projektu, to czas potrzebny na wypracowanie takich systemów jest długi i trudno liczyć, aby tego typu zdolności pojawiły się na wyposażeniu sił zbrojnych krajów Europy wcześniej niż w przyszłym dziesięcioleciu. Dlatego w najbliższej przyszłości oferta USA pozostanie jedyną konkretną propozycją w tej kategorii uzbrojenia. Sytuacja wygląda podobnie w innych obszarach arsenałów obronnych kluczowych dla kontynentu.

Amerykański parasol atomowy to jedyna naprawdę wiarygodna tarcza zdolna do odstraszania rosyjskiej palety ofensywnych środków przenoszenia broni nuklearnej. Brytyjskie i francuskie zasoby są stosunkowo skąpe, a prawdopodobieństwo wpływania na kalkulacje Kremla – posuwającego się do coraz częściej powtarzanych gróźb użycia broni nuklearnej przeciwko sojusznikom – niewielkie. Owszem, Paryż rozpoczął coś na kształt dialogu z partnerami na temat potencjalnego wykorzystania force de frappe na potrzeby innych państw europejskich, ale wielomiesięczna dyskusja nie przyniosła na razie żadnych konkretów i nie zanosi się, aby w najbliższej przyszłości ten stan rzeczy uległ zmianie. Francja, mimo powrotu do zintegrowanej struktury wojskowej Sojuszu (z której wyprowadził ją de Gaulle w latach 60.), pozostaje jego jedynym członkiem nienależącym do Grupy Planowania Nuklearnego i nie wydaje się skłonna do odejścia w istotnym stopniu od autonomii w tej dziedzinie.

Największe braki po stronie europejskich sojuszników dotyczą newralgicznych zdolności do prowadzenia operacji wojskowych (tzw. critical enablers). W takich kategoriach jak satelity wojskowe, duże systemy bezzałogowe, technologie kosmiczne, transport strategiczny, samoloty rozpoznawcze czy platformy do tankowania (w powietrzu lub na morzu) stopień ich uzależnienia od USA jest bardzo wysoki. Nawet gdyby udało się uzgodnić zintegrowany plan europejskich działań, jego realizacja kosztowałaby dzisiaj kilkaset miliardów euro i zajęłaby blisko dekadę.

Powyższe przykłady natury ilościowej nie wyczerpują problemu – dochodzi jeszcze wymiar jakościowy. Choć kolektywnie siły zbrojne europejskich krajów NATO liczą blisko 2 mln żołnierzy (dla kontrastu: ostatnie dekrety Władimira Putina próbują dopiero wymusić powstanie w Rosji półtoramilionowej armii, a większość ekspertów wątpi w możliwość urzeczywistnienia tego celu ze względów demograficznych, społecznych i fiskalnych), to tylko skromna część z nich jest odpowiednio wyposażona, skonfigurowana i przygotowana do udziału w ewentualnej pełnoskalowej konfrontacji militarnej (czytaj: wojnie z Rosją). To m.in. dlatego siły amerykańskie wciąż stanowią największy i najsilniejszy kontyngent sojuszniczy na wschodniej flance. Liczy się też ich doświadczenie w planowaniu i prowadzeniu operacji wielodomenowych (nie jest tajemnicą, że to oficerowie z USA zapewniają główne zasoby sztabowe w strukturach wojskowych NATO). Jeśli dodamy jeszcze nieoceniony wkład Stanów Zjednoczonych w zbiorową obronę Europy w sferach wywiadu, najnowszych technologii, dyplomacji czy globalnej gospodarki, to powstaje obraz strategicznej zależności, której zniwelowanie wydaje się szalenie trudne do przeprowadzenia w perspektywie kilku czy kilkunastu lat.

Nie można bagatelizować ryzyka, jakie dla zaangażowania USA w Europie (nie mówiąc o pomocy dla Ukrainy) może przynieść ponowny wybór Trumpa. Ale tamtejszy elektorat w dużym stopniu nadal silnie popiera NATO, nawet włączając bardziej nieprzychylne opinie środowiska MAGA (akronim od Make America Great Again, używany przez prezydenta elekta i jego zwolenników), oraz generalnie nie sprzeciwia się wsparciu dla Kijowa, o ile nie będzie ono zbytnio obciążać Stanów Zjednoczonych. To ważny kapitał polityczny.

Sama reelekcja Trumpa nie musi automatycznie osłabić organizacji. Wiemy, że jego głośna krytyka pod adresem sojuszników europejskich za niskie wydatki na obronę w znacznym stopniu przyczyniła się do sporego postępu w tej materii. Również amerykańskie zaangażowanie na Starym Kontynencie de facto wzrosło w tamtym okresie. Biorąc pod uwagę fascynację lidera transakcyjnym podejściem do polityki, jest o co grać i co negocjować – co zalecają zarówno były, jak i urzędujący sekretarz generalny NATO.

Robert Pszczel - Bezpieczeństwo Europy bez Ameryki – potrzeba chwili czy niebezpieczna idea?

piątek, 22 listopada 2024



Użycie nowego eksperymentalnego pocisku przeciwko Ukrainie stanowi przede wszystkim demonstrację polityczną bez większego znaczenia dla sytuacji wojskowej. Oświadczenie Putina to natomiast kolejny przejaw retorycznej eskalacji ze strony Rosji, mającej na celu zastraszenie zachodniej opinii publicznej oraz wywarcie presji na Waszyngton i stolice europejskie. Moskwa chce skłonić je do ograniczenia lub przynajmniej niezwiększania pomocy dla Ukrainy, a w szczególności do ponownego wprowadzenia ograniczeń na użycie przez nią zachodnich rakiet. Rosyjski atak i wystąpienie przywódcy mają też zmotywować Zachód do poszukiwania sposobu szybkiego zakończenia wojny drogą jednostronnych ustępstw na rzecz Rosji.

W najbliższych dwóch miesiącach należy się spodziewać zaostrzenia rosyjskich działań zbrojnych przeciwko Ukrainie oraz prowokacyjnych względem Zachodu, ale poniżej progu bezpośredniego rakietowego ataku na zachodnie instalacje. Posunięcia te będą miały na celu poprawę pozycji Moskwy przed spodziewanymi negocjacjami pokojowymi, które chce rozpocząć administracja Donalda Trumpa.

osw.waw.pl


Nie można wykluczyć, że przyszłość Abchazji (i Osetii Południowej) jest przedmiotem niejawnych rozmów pomiędzy Gruzją i Rosją. Wskazującą na to poszlaką były wypowiedzi czołowych polityków gruzińskiego obozu władzy, którzy przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi (26 października; zwyciężyło w nich po raz czwarty Gruzińskie Marzenie, (...)) z dużą dozą pewności zapowiadali, że w nieodległej przyszłości doprowadzą do przywrócenia integralności terytorialnej kraju. Powrót jakiejś formy kontroli Tbilisi nad parapaństwami mógłby być ceną, którą Moskwa zapłaciłaby za normalizację stosunków z Gruzją i – przede wszystkim – za rezygnację przez nią z euroatlantyckich aspiracji. Trudno wprawdzie sobie wyobrazić, by Rosja cofnęła uznanie parapaństw (nawet jeśli padają takie sugestie), można jednak dopuścić wariant, w którym utworzą one wraz z Gruzją konfederację, zachowując swój niepodległy – w rosyjskiej optyce – status oraz potwierdzając ważność umów, podpisanych przez Suchumi i Cchinwali z Moskwą. Tego rodzaju daleko idące spekulacje pojawiają się od kilku miesięcy w niezależnych gruzińskich i abchaskich mediach, a ich wzmożenie nastąpiło po wypowiedzi lidera Gruzińskiego Marzenia – Bidziny Iwaniszwilego – o potrzebie „przeproszenia” ludności Osetii Południowej za jej zaatakowanie w 2008 r., co stało się pretekstem do rosyjskiej inwazji na Gruzję (...). W każdym scenariuszu należy jednak się spodziewać, że jakakolwiek próba podporządkowania Suchumi Gruzji wywoła w Abchazji zbrojny opór.

osw.waw.pl


21 listopada Duma Państwowa zaakceptowała w trzecim czytaniu projekt budżetu federalnego na 2025 r. oraz ogólne parametry budżetów na lata 2026–2027. Wydatki będą wyższe kolejny rok z rzędu, głównie za sprawą rosnących w dwucyfrowym tempie nakładów na obronę narodową i bezpieczeństwo wewnętrzne. Te dwie pozycje, odpowiadające za potrzeby armii oraz utrzymanie kontroli nad społeczeństwem, pochłoną ponad 43% środków, przy czym fundusze na wojsko poukrywano także w innych rozdziałach budżetu. Za toczącą się wojnę w coraz większym stopniu płacić będą biznes i obywatele – Kreml zaplanował wzrost obciążeń podatkowych przy jednoczesnym ograniczeniu wydatków socjalnych i na kapitał ludzki.

Budżet na 2025 r. stanowi demonstrację determinacji do prowadzenia wojny niezależnie od kosztów i rosnących wyzwań ekonomicznych. Jeszcze rok temu rząd planował, że szczyt finansowania inwazji przypadnie na rok 2024. Władze liczyły na to, że dzięki złamaniu obrony Ukrainy i co najmniej zmniejszeniu intensywności działań zbrojnych nastąpi redukcja nakładów wojennych w następnych latach. Okazało się jednak, że optymistycznego scenariusza nie udało się zrealizować, w związku z czym konieczne jest dalsze drenowanie krajowej gospodarki i obywateli. Mimo to Władimir Putin ma nadzieję, że gotowość Zachodu do wspierania Kijowa skończy się szybciej niż pieniądze w Rosji.

(...)

W 2025 r. znacznie zwiększy się finansowanie wojny. Najsilniejszy wzrost wydatków zaplanowano w rozdziale „obrona narodowa” – do 13,2 bln rubli (ok. 132 mld dolarów), wobec 10,8 bln rubli zapisanych w budżecie na rok 2024 (+22,2%). To również o ponad 55% więcej, niż zamierzano wydać na elementy tej pozycji rok temu. Zgodnie z ustawą budżetową na lata 2024–2025, przyjętą w listopadzie 2023 r., nakłady na obronę narodową w 2025 r. miały spaść do 8,5 bln rubli.

Należy przy tym zaznaczyć, że środki na „obronę narodową” będą nie tylko największą (prawie 33% łącznych wydatków), lecz także najbardziej utajnioną pozycją budżetu w 2025 r. Aż 85% z nich nie przypisano do konkretnych zadań. W dokumencie wpisano jedynie ich ogólne przeznaczenie – „wyposażenie sił zbrojnych, wypłaty na dodatki finansowe i wsparcie przedsiębiorstw kompleksu wojskowo-przemysłowego” (zob. wykres 2).

W 2025 r. podwyższone mają też zostać (o 2% r/r) wydatki z rozdziału „bezpieczeństwo wewnętrzne” – łącznie pozycja ta zaabsorbuje 10,5% budżetu. Finansuje się z niej m.in. struktury bezpośrednio zaangażowane w wojnę, takie jak Gwardia Narodowa czy Federalna Służba Bezpieczeństwa, albo odpowiadające za represje i kontrolę nad społeczeństwem (policja czy służba więzienna).

Wzrosnąć mają również nakłady na gospodarkę narodową (o ok. 13% r/r), których celem jest m.in. wsparcie biznesu, w tym korporacji państwowych, a także na program substytucji importu i projekty infrastrukturalne. Środki te trafiają w dużej mierze do przedsiębiorstw sektora zbrojeniowego oraz firm aktywnych w regionach okupowanych.

Zarazem ma nastąpić zmniejszenie wydatków na politykę społeczną (o prawie 16% r/r). W przyszłym roku 25% zaplanowanych funduszy, tj. ok. 17 mld dolarów, mają pochłonąć emerytury wojskowych i działania związane z zapewnieniem im mieszkań, a 14 mld dolarów – zasiłki na noworodki i ich wychowanie. Od 2024 r. pozycja ta nie jest już największą w budżecie federalnym. Co więcej, ma na nią zostać wyasygnowane o ponad połowę mniej pieniędzy niż na armię. Finansowanie służby zdrowia i edukacji wzrośnie jedynie nominalnie, znacznie poniżej tempa inflacji. Rząd stopniowo wycofuje się też z niektórych kosztownych programów, np. w lipcu 2024 r. zrezygnował z masowych preferencyjnych kredytów hipotecznych (utrzymał je tylko dla rodzin z dziećmi). Ponadto coraz więcej nakładów na kapitał ludzki i politykę społeczną przerzuca na regiony, ograniczając przy tym wielkość transferów, które otrzymują one z budżetu federalnego.

osw.waw.pl