sobota, 12 października 2024



Trzy lokalne kanały telewizyjne zostały skazane na kary grzywny za odmowę pokazywania przedwyborczego filmiku rządzącej partii Gruzińskie Marzenie. Każdy z kanałów telewizyjnych - Formuła, Mtavari i TV Pirveli - skazano na 5 tys. lari  [7.220 zł] - donosi rosyjska służba BBC.

Nagranie zawierało kadry zniszczonych w wyniku wojny budynków na Ukrainie z napisem „Nie dla wojny!”. Obok tych ujęć zostały umieszczone fotografie gruzińskie budynki z napisem „Wybierz pokój”.

x.com/Bielsat_pl


Główny strateg makroekonomiczny Saxo Bank, John J. Hardy, wskazuje, że choć Kamala Harris prowadzi w ogólnokrajowych sondażach z przewagą około 3%, to w decydujących siedmiu stanach różnice są znikome. Z perspektywy rynków zakładów szanse na zwycięstwo Harris i Trumpa są zbliżone i wynoszą około 50%. Hardy podkreśla, że nadchodzące wybory prezydenckie w USA będą miały ogromne znaczenie, a kluczowym czynnikiem w wyścigu wyborczym będzie frekwencja – Harris będzie musiała zmobilizować młodszych wyborców, podczas gdy Trump musi przekonać tych, którzy obwiniają Demokratów za problemy gospodarcze i inflacyjne.

(...)

Eksperci Saxo Bank ostrzegają, że polityczne wybory Muska mogą wpłynąć na postrzeganie Tesli jako marki. Przejęcie Twittera (obecnie X) oraz antyestablishmentowe wypowiedzi CEO Tesli spowodowały spadek aktywności na platformie o 25% w USA i o ponad 30% w Wielkiej Brytanii. Dodatkowo, poparcie dla Trumpa wywołało mieszane reakcje wśród akcjonariuszy Tesli o lewicowych poglądach, co pokazują wyniki sondażu NBC – tylko 6% Demokratów ma pozytywną opinię o Musku, podczas gdy 79% wyraża negatywne zdanie.

strefainwestorow.pl

piątek, 11 października 2024



Wysoki rangą generał ma jednak plan, jak odstraszyć Rosję lub, w najgorszym przypadku, jak zadać druzgocący cios. — Jeśli zaatakują choćby centymetr litewskiego terytorium, odpowiedź nadejdzie natychmiast. Nie pierwszego dnia, ale w pierwszej minucie. Uderzymy we wszystkie strategiczne cele w promieniu 300 km. Zaatakujemy bezpośrednio Petersburg — powiedział polski były wojskowy Andrzejczak.

Jego pilny apel: "musimy zmienić narrację i przejąć inicjatywę". Rosja musi zdać sobie sprawę, że atak na Polskę lub kraje bałtyckie oznaczałby również jej koniec. Nawet bez użycia bomb atomowych. To jedyny sposób, aby odstraszyć Kreml od takiej agresji. W tym celu Polska kupuje obecnie "800 rakiet o zasięgu 900 km", które zostałyby użyte w przypadku rosyjskiego ataku, ostrzega Rajmund Andrzejczak.

Dowódca litewskiej armii, Raimundas Vaiksnoras, mówi również, że w przypadku rosyjskiego ataku na jego kraj: "Musimy być w stanie natychmiast odpowiedzieć samodzielnie, bez konieczności czekania na decyzję w niektórych stolicach NATO, czy powołać się na artykuł 5".

Dlatego też Litwa nabywa obecnie liczne systemy HIMARS z USA, a także inną ciężką broń. W przypadku rosyjskiego ataku chce być w stanie użyć ich do uderzenia na głębokości kilkuset km.

Ekspert ds. cyberbezpieczeństwa z regionu, który nie chciał zostać wymieniony z nazwiska, powiedział również portalowi Bild: — Jeśli Rosja nas zaatakuje, jesteśmy dobrze przygotowani. Nie chcemy, aby uwierzyli, że w Moskwie nadal będzie działać metro lub windy. Jego kraj opracował koncepcję, aby dać Rosji "szok systemowy", który, miejmy nadzieję, odstraszy Kreml od "wojny na wyniszczenie, której nie możemy wygrać" w bardzo krótkim czasie, powiedział ekspert portalowi.

(...)

Tymczasem według doniesień "The Wall Street Journal", na które powołuje się Bild, Zełenskiemu "wyjaśniono, że całkowite zwycięstwo Ukrainy nad Rosją kosztowałoby setki mld dol., na co ani Waszyngton, ani Europa nie mogą sobie pozwolić. Wysocy rangą urzędnicy amerykańscy mówią o dalszym wsparciu. Jednak nie mówią już o tym, że Ukraina jest w stanie odzyskać wszystkie terytoria".

onet.pl

czwartek, 10 października 2024



9 października na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego (PE) Viktor Orbán zaprezentował priorytety węgierskiego przewodnictwa w Radzie Unii Europejskiej (RUE). Premier koncentrował się na powszechnie akceptowanym postulacie wzmocnienia konkurencyjności w UE, pozytywnie nawiązując do raportu Maria Draghiego oraz polityki prezydenta Emmanuela Macrona. Wśród pozostałych priorytetów wymienił zwalczanie kryzysu migracyjnego (sugestia utworzenia ośrodków recepcyjnych poza Unią i regularnych szczytów państw strefy Schengen), wzmocnienie unijnego przemysłu obronnego i bazy technologicznej oraz rozszerzenie UE, które powinno objąć przede wszystkim Serbię jako „gwaranta stabilności na Bałkanach”.

W odpowiedzi na wystąpienie premiera szefowa Komisji Europejskiej (KE) Ursula von der Leyen wytykała, że pominął on zupełnie kwestię Ukrainy, którą czeka trzecia zima wojny, i skupiła się na ostrej krytyce Węgier za ich prorosyjską orientację. Choć Orbán poświęcił swoje przemówienie samej prezydencji i jej aspektom programowym, to trzygodzinna wymiana zdań z europosłami nie dotyczyła przedstawionej agendy, lecz zarzutów skierowanych pod adresem Budapesztu w związku z jego polityką wobec Ukrainy i Rosji oraz sytuacji na samych Węgrzech.

osw.waw.pl


Po niepowodzeniu w zdobyciu Kijowa i udanej kontrofensywie Ukrainy w Charkowie i Chersoniu, Rosja rozpoczęła skrupulatną kampanię mającą na celu zniszczenie systemu energetycznego kraju. Ataki te trwają już ponad dwa lata, jak 26 i 27 sierpnia, kiedy to prawie 300 pocisków i dronów uderzyło w ukraińską infrastrukturę energetyczną.

(...)

W latach 2022–2024 Rosja skupiła swoje ataki na sieci energetycznej, w szczególności na autotransformatorach. Centralizacja ukraińskiej sieci sprawiła, że ​​stała się ona zależna od tych urządzeń, które przetwarzają i przesyłają energię z elektrowni do punktów poboru.

Rosja obliczyła, że ​​zniszczenie jednostek doprowadzi do załamania systemu, ponieważ infrastruktura Ukrainy została zaprojektowana i zbudowana w czasach sowieckich i nie można jej było łatwo naprawić za pomocą części zachodnich. Produkcja autotransformatorów jest również wysoce skoncentrowana, a terminy dostaw są długie, więc Ukraina będzie miała trudności z wymianą uszkodzonego sprzętu.

Produkcja energii elektrycznej na Ukrainie jest w dużym stopniu uzależniona od elektrowni jądrowych. Z 18-20 GW mocy dostępnej na początku 2024 r. elektrownie jądrowe odpowiadały za 7,8 GW (około 40%). W systemie energetycznym o wysokim udziale energii jądrowej konwencjonalne elektrownie, takie jak bloki węglowe, odgrywają kluczową rolę w równoważeniu systemu, ponieważ można je szybko zwiększać i zmniejszać, aby sprostać zapotrzebowaniu.

Chociaż Rosja nie zaatakowała bezpośrednio elektrowni jądrowych, niedawne ataki na systemy przesyłowe i dystrybucyjne w pobliżu reaktorów zmusiły Ukrainę do zmniejszenia wytwarzania energii jądrowej lub szybkiego zamykania elektrowni — czego nie są one przeznaczone do tego.

Takie działania nie tylko eskalują ze względu na ryzyko katastrofy nuklearnej, ale także zakłócają przepływ jednego z ostatnich pozostałych źródeł energii na Ukrainie.

Wbrew wszelkim przeciwnościom Kijów wykazał się niesamowitą odpornością na te ataki, dzięki szeregowi czynników, które umożliwiły kontynuację produkcji i dystrybucji energii.

Po pierwsze, gdy rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja, obrona powietrzna Ukrainy działała znacznie lepiej, niż oczekiwano. Pomogło to osłonić jej infrastrukturę.

Po drugie, Ukraina była jednym z najbardziej uprzemysłowionych regionów ZSRR. Aby zapewnić odporność produkcji, Sowieci priorytetowo traktowali wolne moce produkcyjne podczas projektowania sieci.

Po trzecie, po rozpadzie ZSRR gospodarka i demografia Ukrainy podupadły, co spowodowało spadek zapotrzebowania na energię elektryczną, co zapewniło sieci wolne moce.

Wreszcie, w momencie pełnoskalowej inwazji Ukraina miała duże zapasy sprzętu elektrycznego, co pozwoliło jej na rozmieszczenie szybkich zespołów naprawczych w celu przywrócenia sieci.

Niezadowolona z braku sukcesów i tempa ukraińskiej adaptacji, Moskwa zmieniła taktykę w marcu 2024 r. Rosyjskie ataki przeniosły się z ataków na sieć na ataki na konwencjonalne elektrownie.

Atakując konwencjonalne źródła energii, Kreml starał się nie tylko ograniczyć dostawy energii, ale także podważyć integralność całego systemu, czyniąc go bardziej zależnym od nieelastycznej energii jądrowej. Jednocześnie Rosja zaczęła atakować podstacje w pobliżu elektrowni jądrowych, aby zakłócić to kluczowe zaopatrzenie i zepchnąć Ukrainę w ciemność.

Rosja skupiła swoje ataki na elektrowniach wodnych, cieplnych i elektrociepłowniach (CHP). W rezultacie Ukraina straciła około połowy swojej produkcji energii, zmuszając firmy energetyczne do próby ograniczenia zużycia energii poprzez zaplanowane regionalne przerwy w dostawie prądu tego lata.

Kijów podejmuje środki awaryjne, zwiększając import energii elektrycznej z sąsiednich krajów UE, naprawiając uszkodzone elektrownie i wdrażając technologie rozproszonej generacji. Mimo to elektrownie mogą być w stanie dostarczać energię elektryczną tylko przez dwie do czterech godzin dziennie do stycznia — szczytu zimowego sezonu grzewczego.

cepa.org

środa, 9 października 2024



Zygmunt Solorz jako główny akcjonariusz, posiadający ponad 62 proc. akcji Cyfrowego Polsatu uczestniczył w walnym zgromadzeniu zdalnie, towarzyszył mu prawnik. Solorz otworzył obrady i zaproponował wybór prowadzącego walne zgromadzenie. Na udostępnianej przez spółkę transmisji nie pojawił się już więcej.

W walnym uczestniczyli akcjonariusze posiadający niemal 418 mln akcji, przekładających się na 597 mln głosów -  prawie 73 proc. ogółu głosów na walnym.

W trakcie zgromadzenia akcjonariusze podjęli w głosowaniu uchwałę o odwołaniu syna Zygmunta Solorza - Tobiasa Solorza z rady nadzorczej, gdzie pełnił funkcję wiceprzewodniczącego. Uchwała zyskała poparcie 80 proc. głosów. Wcześniej odwołali z niej Jarosława Grzesiaka oraz zmniejszyli liczebność rady o dwie osoby - do sześciu. W związku z tym nie wybierano do niej nowych członków.

Wszystkie podjęte na zgromadzeniu uchwały oprotestowywał pełnomocnik Tobiasa Solorza prawnik Paweł Rymarz. Zgłaszał też inne wnioski, m.in. o sprawdzenie listy obecności przez specjalną komisję. Przyznał jednocześnie, że Kodeks spółek handlowych umożliwia wnioskowanie o to przez akcjonariusza z co najmniej jedną dziesiątą kapitału reprezentowanego na walnym, a tyle jego mocodawca nie ma. Wniosek został pozostawiony bez rozpatrzenia właśnie ze względu na tę okoliczność - poinformował prowadzący zgromadzenie Jerzy Kwaśniewski.

Składając sprzeciw wobec zmiany liczby członków rady nadzorczej, Rymarz argumentował, że statut spółki nie przewiduje tego w trakcie połączonej kadencji zarządu i rady. Na zakończenie zgromadzenia pełnomocnik Tobiasa Solorza, składając pisemny sprzeciw, oświadczył, że walne zostało zwołane nienależycie. Listy obecności nie sprawdzono, a uchwała o odwołaniu jego klienta ma wyłącznie na celu jego pokrzywdzenie i godzi w interes spółki.

(...)

Po zmianach w radzie nadzorczej zasiadają: przewodniczący Zygmunt Solorz, wiceprzewodnicząca Justyna Kulka oraz Józef Birka, Marek Grzybowski, Alojzy Nowak i Tomasz Szeląg.

W czwartek odwołanie Piotra Żaka i Tobiasa Solorza ze składu rady nadzorczej Netii potwierdziło PAP biuro prasowe spółki. Aktualnie w skład rady nadzorczej Netii wchodzą: Zygmunt Solorz (przewodniczący), Justyna Kulka, Wojciech Pytel, Maciej Stec i Tomasz Szeląg.

PAP zapytała również o zmiany w radzie nadzorczej spółki Polkomtel, która potwierdziła, że Piotr Żak i Tobias Solorz zostali z niej odwołani. W przesłanej PAP odpowiedzi poinformowano też, że ze składu rady nadzorczej odwołany został również Jarosław Grzesiak. Jak wynika z informacji zamieszczonej na stronie spółki obecnie w skład rady nadzorczej Polkomtela wschodzą: Zygmunt Solorz (przewodniczący), Justyna Kulka (wiceprzewodnicząca), Józef Birka, Aleksander Myszka, Wojciech Pytel, Maciej Stec i Tomasz Szeląg.

W poniedziałek walne zgromadzenie ZE PAK odwołało Tobiasa Solorza i Piotra Żaka z rady nadzorczej tej spółki. Zygmunt Solorz za pośrednictwem swojej spółki ma 65,98 proc. akcji ZE PAK. W datowanym na czwartek 26 września liście do pracowników Grupy Polsat Plus Solorz zapowiedział działania, których konsekwencją ma być odwołanie jego dzieci z władz spółek grupy. 

PAP


Podkreślę raz jeszcze, nie jest problemem, że sam Musk mówi, że jest całym sobą za Trumpem, a jeśli wygra Kamala Harris, to będzie skończony. Problem polega na tym, że nie jest jakimś tam miliarderem, ale jedną z najbogatszych osób na świecie, a zarazem najbardziej wpływowych. Do tego – będąc skrajnie stronniczym – jest właścicielem jednego z najważniejszych dla polityki na całym globie serwisu, czyli X (dawniej Twitter), i ani myśli wprowadzać tam zasady rzetelnego moderowania dyskusji. Sam podaje dalej deepfaki, fotomontaże i różne wytworzone przez AI treści polityczne, które wprowadzają odbiorców w błąd. Zawsze zasłania się wolnością wypowiedzi, atakuje tradycyjne media i oskarża lewicę o cenzorskie zapędy.

rp.pl


Kreml podobno zamierza znacząco zwiększyć liczbę rosyjskich weteranów wojny na Ukrainie, którzy zajmują ważne stanowiska w rosyjskich samorządach lokalnych i regionalnych. Źródła rosyjskie twierdziły 7 października, powołując się na poinformowane źródła, że ​​zastępca szefa Administracji Prezydenta Rosji Siergiej Kirijenko obiecał prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi, że co najmniej 50 rosyjskich weteranów wojny na Ukrainie zostanie burmistrzami i gubernatorami regionów w ramach programu reintegracji weteranów „Czas bohaterów” do 2026 r. 

Władze regionalne Rosji nadal znacząco zwiększają jednorazowe płatności dla rosyjskiego personelu kontraktowego, aby finansowo zachęcić do rekrutacji kontraktowej w celu wsparcia wysiłków kryptomobilizacji. Szef obwodu biełgorodzkiego Wiaczesław Gładkow ogłosił 7 października, że ​​jednorazowe płatności dla rosyjskich ochotników wojskowych i personelu kontraktowego wzrosną do trzech milionów rubli (około 31.103 USD) do 31 grudnia 2024 r. Władze regionalne Rosji znacznie zwiększają te jednorazowe płatności dla rosyjskiego personelu kontraktowego, ponieważ Kreml nadal opiera się na swoich zmagających się wysiłkach w zakresie rekrutacji dobrowolnej, aby uniknąć potencjalnej przyszłej fali częściowej mobilizacji. 

understandingwar.org


Amerykańska kampania prezydencka jeszcze potęguje pewność siebie Izraela. - Izrael ma teraz mandat do tego, żeby odpowiadać. Ma poczucie, że Amerykanie są po jego stronie. Dla Amerykanów to jest bardzo niedogodny moment, bo mają kampanię wyborczą. Ich sprawstwo jest mniejsze, gdyby nowa administracja została dopiero co wybrana - opowiada Marek Matusiak. Według niego to składa się na "okno możliwości", które widzi Izrael, by "wyjść z uścisku irańskiego". 

Niestety są to także okoliczności do zrealizowania się czarnego scenariusza dla tego konfliktu. - Irańczycy coraz bardziej obawiają się o eskalację. Mają poczucie, że są wewnętrznie osłabieni, popularność reżimu jest bardzo niska, mają problemy gospodarcze, a do tego ich sojusznicy w regonie są osłabieni. Mogą nabrać w pewnym momencie obawy, że walczą o przetrwanie. Wtedy będzie niebezpiecznie, bo rzeczywiście może ich to skłonić do desperackich kroków i wojny na wielką skalę - mówi nam Marek Matusiak.

Z drugiej strony wyhamowanie izraelskiego entuzjazmu może doprowadzić do deeskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Paradoks jest jednak taki, że aby to się stało, najpierw musi dojść do jeszcze większej eskalacji. Wskazuje na to analityk OSW.

- Izrael ma poczucie wiatru w żagle. Żył w cieniu ataku rakietowego Hezbollahu. Obawiał się, że gdy będzie chciał osłabić tę organizację, to będzie narażony na tysiące rakiet, które polecą w jego stronę. Jednak udało się osiągnąć sukcesy w zwalczaniu Hezbollahu relatywnie niskim kosztem, bo właściwie nie ma wielkich strat poza kilkoma żołnierzami, którzy zginęli w izraelskim ataku w Libanie. To zachęca go do pójścia dalej - opowiada Marek Matusiak. Podkreśla, że irańskie ostrzały nie miały wielkiego wpływu na Izrael. Gdyby jednak to się zmieniło, zmieni się też podejście Tel Awiwu.

- Gdyby Izraelczycy nagle poczuli koszt tego wszystkiego i skalę ryzyka, dynamika mogłaby się zmienić. Gdyby irańskie salwy rakietowe przyniosły większe zniszczenie po stronie Izraela, gdyby zginęli ludzi albo zostały trafione rafinerie, port, lotnisko czy bazy wojskowe, to wtedy Izraelczycy mieliby poczucie, że to bardzo ryzykowna gra i nie wyjdą z niej bez szwanku. Być może wtedy zmieniliby kalkulacje - zauważa w rozmowie z nami analityk OSW.

Innym czynnikiem, który może zmienić dynamikę tego konfliktu, są pieniądze. - Wojna dużo kosztuje. Izraelczycy nie mają niewyczerpanych zasobów finansowych i gospodarczych. Mają setki tysięcy rezerwistów, którzy są pod bronią i nie pracują. Nie uczą się i nie mają normalnego życia. To nie może się ciągnąć w nieskończoność. Izrael musi mieć poczucie, że sukces jest potrzebny szybko, ale nie chce też utrzymywać państwa w stanie permanentnego prowadzenia wojny na siedmiu frontach. Nawet dla państwa przyzwyczajonego do konfliktów zbrojnych jest to zbyt kosztowne i wyczerpujące - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Marek Matusiak. Puentuje to jednak zdaniem, że "ryzyk i znaków zapytania jest tyle, że trudno przewidywać przyszłość sytuacji na Bliskim Wschodzie".

gazeta.pl

wtorek, 8 października 2024



7 października pod Użhorodem w obwodzie zakarpackim odbyły się słowacko-ukraińskie konsultacje międzyrządowe. W trakcie spotkania dokonano przeglądu stanu realizacji projektów spisanych w tzw. mapie drogowej przyjętej na podobnym posiedzeniu w kwietniu br. Premier Robert Fico zapewnił Ukrainę, że „bezwarunkowo” wspiera jej aspiracje dotyczące członkostwa w Unii Europejskiej, choć zaznaczył dystans do realizacji podobnych ambicji w odniesieniu do NATO. Poziom dialogu politycznego pomiędzy oboma państwami określił jako „najlepszy w historii”, zapowiedział też dalsze wsparcie dla Kijowa, w tym natury wojskowej (choć nie „śmiercionośnej”). Premier Denys Szmyhal podziękował za ten gest i zaakcentował koncepcję „nowego pragmatyzmu” w relacjach dwustronnych, opartą na kontynuacji dialogu i szukaniu synergii działań mimo różnic w istotnych kwestiach (...). Kolejne posiedzenie w tym formacie odbędzie się na Słowacji, zapowiedziano je na styczeń lub luty 2025 r.

Dzień wcześniej Fico, przemawiając na obchodach 80. rocznicy bitwy o Przełęcz Dukielską, zapowiedział, że „jeśli w 2025 r. zostanie stworzona taka możliwość dla przedstawicieli rządów”, to chciałby wziąć udział w moskiewskich obchodach 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej. Miałby to być wyraz szacunku i wdzięczności wobec Armii Czerwonej za wyzwolenie kraju, gdyż „wolność przyszła na Słowację ze wschodu”. Tego samego dnia udzielił wywiadu, w którym oświadczył, że dopóty, dopóki będzie premierem, będzie przekonywał posłów swojej partii, aby „nigdy nie zgodzili się na członkostwo Ukrainy w NATO, gdyż oznaczałoby to początek III wojny światowej”.

(...)

Prorosyjskie wypowiedzi Ficy stanowią element strategii nakierowanej na utrzymanie elektoratu w warunkach relatywnie dużych sympatii do Rosji (...). Jak dotąd taktyka ta przynosi efekty – partia premiera, lewicowo-narodowy Smer, od wiosny 2023 r. niezmiennie prowadzi w sondażach. Jej wyborców cechuje ponadprzeciętna – nawet w skali słowackiej – sympatia dla działań Kremla: 35% z nich życzy wygranej w trwającej wojnie Rosji, a tylko 5% – Ukrainie (badanie agencji Ipsos z maja). Przemawiają do nich zatem deklaracje o sceptycyzmie wobec członkostwa Ukrainy w NATO. Są one zarazem dla Słowacji relatywnie mało kosztowne, gdyż w Sojuszu nie ma obecnie konsensusu w tej sprawie. Zgoda USA i Niemiec na wejście Ukrainy do NATO skutkowałaby zapewne dostosowaniem się rządu w Bratysławie do woli większości.

osw.waw.pl


W ciągu tygodnia od wyparcia oddziałów ukraińskich z Wuhłedaru Rosjanie nie podjęli próby rozwinięcia powodzenia i wyprowadzenia silnego uderzenia na wycofującego się przeciwnika. Rozwój sytuacji pod tym miastem przypomina zatem ostatnią fazę bitwy o Awdijiwkę z lutego br., kiedy to – po czterech miesiącach ciężkich walk i opanowaniu głównego węzła oporu Ukraińców – Rosjanie musieli skupić się na uzupełnieniu strat i przegrupowaniu swoich sił, a co za tym idzie dali przeciwnikowi czas na przygotowanie obrony na kolejnych rubieżach. Według dostępnych informacji oddziały osłonowe ukraińskiej 72 Brygady Zmechanizowanej opuściły Wuhłedar w nocy z 30 września na 1 października. Poniesione przez stronę ukraińską w czasie manewru odwrotowego straty były dotkliwe – to przynajmniej kilkudziesięciu poległych lub zaginionych bez wieści; dodatkowo co najmniej pięciu żołnierzy ukraińskich miało zostać rozstrzelanych przez Rosjan w Wuhłedarze zaraz po tym, jak trafili do niewoli.

Rosjanie kontynuują operację zaczepną w Donbasie, koncentrując swój wysiłek w kierunku miast Pokrowsk i Kurachowe. Najcięższe walki trwają w okolicach wsi Hostre i Maksymiljaniwka (od 5 do 10 km na wschód od Kurachowego) oraz w rejonie Sełydowego i Hirnyka. Niekorzystny dla Ukraińców obrót przybiera sytuacja na północ i południe od Sełydowego. Od kilku tygodni celem agresora jest oskrzydlenie tego miasta za pomocą szturmów małych grup piechoty, przesuwających się powoli poza obszarem zwartej zabudowy. Na południe od niego Rosjanie zajęli osadę Cukuryne i zostali zatrzymani na linii kolejowej. Węzeł oporu w Sełydowem jest aktualnie najpoważniejszą przeszkodą w ruchu Rosjan w kierunku zachodnim i kluczowym elementem systemu obrony ukraińskiej między Pokrowskiem a Kurachowem.

Trwają również walki miejskie w Torećku i okolicach Nju-Jorku. Pomimo dużej aktywności rosyjskich grup szturmowych Ukraińcom udaje się w tym rejonie utrzymywać sytuację pod kontrolą. W stabilizacji tego odcinka frontu pomogło m.in. przeniesienie tutaj przed kilkoma tygodniami 12 Brygady Gwardii Narodowej „Azow”. Na początku września zmieniono także dowódcę grupy taktyczno-operacyjnej „Ługańsk”, odpowiadającej za odcinek rozciągający się od Dońca pod Siewierskiem do okolic Nju-Jorku. Aktualnie funkcję tę pełni Mychajło Drapatyj, uznawany za jednego z najbardziej utalentowanych generałów ukraińskich młodego pokolenia.

(...)

3 października grupa kilkudziesięciu żołnierzy 187 batalionu Obrony Terytorialnej (OT) ze składu 123 Brygady OT wzięła udział w mityngu w Wozniesieńsku (obwód mikołajowski), dokąd przedostała się po odmowie wykonania rozkazu i samowolnym opuszczeniu pozycji pod Wuhłedarem. Protestujący skarżyli się na brak odpowiedniego uzbrojenia i wyszkolenia, niepozwalający im na podjęcie walki na kierunku natarcia znacznie silniejszego przeciwnika. Zbiorowa dezercja nie spotkała się z żadnym stanowczym przeciwdziałaniem ze strony władz wojskowych. Nie jest to pierwszy przypadek tego typu – wiele analogicznych dezercji i publicznych skarg miało miejsce wiosną i latem 2022 r., kiedy to skierowano na front słabo wyszkolone i wyposażone oddziały rezerwowe i Obrony Terytorialnej.

Wydarzenia w 123 Brygadzie OT należy w pierwszej kolejności rozpatrywać jako syndrom głębokiego kryzysu tej części Sił Zbrojnych Ukrainy. Bataliony OT są powszechnie wykorzystywane w oderwaniu od macierzystych brygad i przydzielane czasowo do innych oddziałów. Przeważnie mają charakter lekkiej piechoty pozbawionej broni pancernej, artylerii czy nawet ciężkiej broni piechoty oraz środków transportu. Istotnym czynnikiem obniżającym wartość bojową oddziałów OT jest często niski poziom kadry oficerskiej, zwłaszcza w dowództwach batalionów i brygad. Problemy te sprawiają, że coraz częściej na Ukrainie dyskutuje się o potrzebie likwidacji OT i wcieleniu jej żołnierzy do oddziałów Wojsk Lądowych.

osw.waw.pl