środa, 21 sierpnia 2024



W ostatnich trzech dekadach Baku realizowało swoje strategiczne cele w opozycji do Moskwy – m.in. zbudowało silne stosunki polityczne ze Stambułem, rozwinęło sektor energetyczny w oparciu o Zachód i efektywnie zmarginalizowało do niedawna sojuszniczą wobec Rosji Armenię. Seria sukcesów militarnych w konflikcie z Ormianami o Górski Karabach w latach 2020–2023 pozwoliła mu przywrócić integralność terytorialną, rozwiązać główny problem bezpieczeństwa i wymusić – m.in. kosztem interesów Kremla – radykalną rewizję porządku regionalnego, a tym samym wzmocnić swoją pozycję międzynarodową. Z drugiej strony Azerbejdżan nadal jest silnie powiązany politycznie i gospodarczo z Rosją i pozostaje z nią w ścisłym dialogu. W konflikcie z Armenią skutecznie stara się o rosyjską akceptację i wsparcie dla własnej polityki, rozgrywa napięcia między Moskwą i Erywaniem oraz poszukuje nowego porządku regionalnego akceptowalnego dla Kremla. Współpraca z nim pozwala mu także balansować zależność od Turcji oraz poczucie zagrożenia ze strony Iranu (zwiększone m.in. przez bliskość z Izraelem i konsekwencje konfliktu w Strefie Gazy), jak również kapitalizować problemy gospodarcze Rosji związane z sankcjami.

Pierwsza od 2018 r. podróż Putina do Azerbejdżanu odbyła się w cieniu ukraińskiej operacji wojskowej w obwodzie kurskim. Świadczy to zarówno o wadze wizyty (nadano jej – po raz pierwszy – charakter wizyty państwowej), jak i o chęci zbagatelizowania przez Moskwę niebezpieczeństwa i zademonstrowania kontroli nad sytuacją. Wymierną motywacją dla Rosjan są kwestie gospodarcze, na co wskazuje skład ich delegacji (znaleźli się w niej m.in. szefowie państwowych koncernów Gazprom i Rosnieft’ oraz ministrowie transportu i rozwoju gospodarczego). W sferze gazowej Azerbejdżan partneruje FR jako rynek zbytu i potencjalny kontrahent przy realizacji eksportu do UE. Uzyskanie możliwości sprzedaży nowych wolumenów surowca – czy to bezpośrednio na azerbejdżański rynek wewnętrzny, czy w ramach transakcji swapowych – przyniosłoby Gazpromowi korzyści, szczególnie istotne ze względu na obecne trudności finansowe.

Moskwie zależy ponadto na rozbudowie INSTC, który ułatwiłby jej dostęp do rynków bliskowschodnich i azjatyckich oraz stanowił opcję alternatywną względem istniejących szlaków. Zacieśniając współpracę z Baku, chce także zabezpieczyć swoją pozycję na Kaukazie Południowym poprzez uczestnictwo w azerbejdżańsko-armeńskim procesie pokojowym oraz wywierać presję na Erywań (relacje między obiema stolicami są w poważnym kryzysie). Przy pomocy Azerbejdżanu Kreml próbuje też w większym stopniu oddziaływać na napiętą sytuację na Bliskim Wschodzie, przede wszystkim w kontekście irańskim (6 sierpnia w Baku gościł wracający z Teheranu sekretarz Rady Bezpieczeństwa FR Siergiej Szojgu), oraz na Turcję, z którą rywalizuje w regionie.

Kolejne spotkanie Ilham Alijew–Władimir Putin (poprzednie odbyło się w Rosji w kwietniu br.) i pozytywny przekaz z niego płynący potwierdzają intensywną współpracę pomiędzy stronami oraz ich wolę podtrzymania ścisłego dialogu i kompromisowego rozwiązywania istniejących problemów. Baku nie jest zainteresowane pośrednictwem Moskwy (ani innych aktorów) w negocjacjach z Erywaniem, a także ma świadomość ryzyka związanego z rosyjską polityką na Kaukazie i kosztów rozwijania kooperacji gospodarczej (w tym gazowej) z FR czy wagi jej współpracy z Iranem. Brak wiążących efektów rozmów pomiędzy przywódcami świadczy o znacznych rozbieżnościach między oboma państwami. Silne napięcia angażujące kluczowych dla Baku partnerów (m.in. uwikłanie Turcji i Izraela w konflikt w Gazie, kryzys polityczny w Gruzji, problemy samej Rosji) pozwalają zakładać, że przebierze ono postawę ostrożną i wyczekującą, w tym zdecyduje się na neutralizowanie zagrożeń i kapitalizowanie relacji z Moskwą. Ze strony Rosji również należy spodziewać się dalszego konsekwentnego testowania pól współdziałania z Azerbejdżanem pod kątem potencjalnych zysków (m.in. gospodarczych) oraz punktowania i rozgrywania problemów regionalnych, przed którymi stoi Baku.

osw.waw.pl


Działania rosyjskie w Donbasie nabrały przyspieszenia i w ciągu niespełna tygodnia wojska agresora znacząco zmniejszyły dystans dzielący je od Pokrowska, będącego głównym celem natarcia. Od pozycji rosyjskich w rejonie miejscowości Krasnyj Jar i Krutyj Jar do tego miasta pozostaje niespełna 10 km, a do sąsiadującego z nim Myrnohradu – 4 km. Nacierając na szerokim froncie, wyszły też na wschodnie obrzeża Sełydowego, od którego dzielą je 2 km. Władze centralne i lokalne zaapelowały do mieszkańców tych miast o natychmiastową ewakuację (w największym Pokrowsku pozostało ich 59 tys.), nie wykluczyły przy tym nadania jej w najbliższych dniach charakteru przymusowego (lokalne MSW szacuje, że na ewakuację pozostały najwyżej dwa tygodnie). Na kierunku Pokrowska pod kontrolę rosyjską przeszło kolejnych osiem miejscowości, a znajdujące się pod groźbą odcięcia siły ukraińskie wycofały się z ostatnich pozycji na wschód od Zbiornika Karliwskiego.

Siły ukraińskie stanęły w obliczu konieczności bezpośredniej obrony głównego pozostającego pod ich kontrolą węzła komunikacyjnego w Donbasie. Połączenia kolejowe i drogowe uczyniły z Pokrowska hub, przez który redystrybuowane są dostawy do wszystkich głównych rejonów działań w Donbasie, od Wełykiej Nowosiłki do Siewierska. Utrata bądź zablokowanie tego miasta sprawi, że wojska ukraińskie w południowo-zachodniej i północnej części obwodu będą musiały być zaopatrywane trasami okrężnymi z różnych kierunków (w przypadku zgrupowania północnego z centrum w Słowiańsku i Kramatorsku przez obwód charkowski, a południowego – drogami lokalnymi z obwodu dniepropetrowskiego). Lokalnym węzłem komunikacyjnym jest także leżące 12 km na południe od Pokrowska Sełydowe, którego zajęcie otworzyłoby przed Rosjanami możliwość odcięcia sił ukraińskich operujących na zachód od Doniecka.

Siły rosyjskie zajęły Nju-Jork i kierują się dalej na północ, co grozi oskrzydleniem Torećka od południowego zachodu. Rosjanie zajęli również kolejne pozycje na wschodnich obrzeżach Torećka od strony zajętego wcześniej Zaliznego i Piwnicznego, którego północno-zachodnia część pozostaje pod kontrolą ukraińską. Dochodzą sprzeczne informacje o działaniach rosyjskich w samym Torećku, do którego – według części źródeł – Rosjanie próbowali wkroczyć od wschodu jednocześnie trzema głównymi drogami. Zagrożone odcięciem jednostki ukraińskie wycofały się z worka pomiędzy Nju-Jorkiem a Zaliznem, opuszczając ostatni w tym rejonie odcinek linii obrony ustanowionej w 2014 r. Nieznaczne postępy Rosjanie poczynili też na pozostałych kierunkach w Donbasie (z wyjątkiem względnie spokojnego rejonu Wełykiej Nowosiłki), a także w obwodach ługańskim i charkowskim.

osw.waw.pl


Według badania projektu "Re: Russia" pomiędzy od lipca 2023 do czerwca 2024 roku Rosja wypłaciła uczestnikom wojny na Ukrainie, rannym żołnierzom i krewnym zmarłych kwotę od 2,75 do 3 bilionów rubli (30 mld euro), co odpowiada 2 proc. PKB kraju. Jak podawał "Euronews" nowym rekrutom za wstąpienie do armii płaci się od równowartości 11 000 euro (w Petersburgu) do 19 000 euro (w Moskwie). 

Według ekspertów cytowanych przez "Euronews" Rosja zwiększa zachęty dla nowych rekrutów, ponieważ musi konkurować o zasoby ludzkie z mającym nie mniejsze potrzeby przemysłem zbrojeniowym, w którym również rosną wypłaty. Strategiczne sektory przemysłu walczą o pracowników z armią, ponieważ Kreml nie chce zarządzać kolejnej mobilizacji po słabym społecznym odbiorze poprzedniej.

"Jedyne firmy, które mogą się rozwijać w tym środowisku, to wojenni dostawcy. Nieuniknioną konsekwencją jest to, że gospodarka cywilna skurczy się, a kompleks wojskowo-przemysłowy rośnie. Ostatecznie inflacja obniży również dochody ludności. To, jak źle się stanie, zależy od rozwoju sankcji i ceny ropy" - mówił w rozmowie z portalem Janis Kluge związany z Niemieckim Instytutem Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa.

Brakom na rodzimym rynku pracy towarzyszy coraz mniejsza liczba imigrantów zarobkowych kierujących się do Rosji ze Środkowej Azji. Przymusowe wcielenia do armii oraz zaostrzone policyjne represje względem muzułmanów (będące konsekwencją ataków terrorystycznych) wyraźnie do tego zniechęcają. Zarówno Tadżykistan, jak i Kirgistan odradzają swoim obywatelom odwiedzanie Rosji. Imigracja zarobkowa z pierwszego kraju do państwa Putina spadła w pierwszej połowie roku o 16 proc. rdr.

Rosyjskiemu rynkowi pracy nie służy również drenaż mózgów. Od napaści na Ukrainę kraj opuścił milion osób, z czego 80% posiadało wyższe wykształcenie, a 86% było w wieku poniżej 45. roku życia, o czym donosił w raporcie Francuski Instytut Stosunków Międzynarodowych. Według zebranych tam danych opublikowanych na łamach "Fortune", obok strachu przed wcieleniem do wojska, swoje odgrywają również czynniki ekonomiczne.

Wypłaty w rosyjskim sektorze IT spadły w 2024 roku o 15–25 proc. do czego przyczyniło się masowe opuszczanie kraju przez zachodnie firmy (według raportu Uniwersytetu Yale od początku wojny na Ukrainie było to ponad 1500 międzynarodowych korporacji). 

bankier.pl


Przybywamy do miasta Sudża. W cieniu pasą się owce. Na zaśmieconych łuskami po pociskach ulicach jest niewiele cywilnych pojazdów.

Nasi ukraińscy przewodnicy mówią, że w Sudży nadal istnieje wymiana handlowa. Wszyscy mieszkańcy, których spotkaliśmy, wyszli jednak tego dnia w poszukiwaniu jedzenia lub wody.

W mediach społecznościowych pojawia się wiele humorystycznych treści, wychwalających inwazję Ukrainy i uznających ją za początek istnienia "Kurskiej Republiki Ludowej". Rzeczywistość na miejscu jest znacznie mniej kolorowa. W mieście brakuje elektryczności, internetu, wody, a łączność telefoniczna została przerwana.

Pewna starsza pani mówi, że desperacko pragnie skontaktować się z córką i wnukami, z którymi nie miała kontaktu od czasu ukraińskiej ofensywy. Chce, żeby wiedzieli, że żyje.

Na centralnym placu w Sudży można spotkać szabrowników przeszukujących sklep spożywczy. Każdy z nich wypełnia małe wózki spożywcze niezepsutymi produktami z długimi terminami ważności — po blisko dwóch tygodniach bez lodówek wiele towarów zgniło.

Jedna z kobiet podchodzi do mnie na ulicy i pyta, gdzie można znaleźć wodę. Odpowiadam, że widziałem, jak inni ludzie zabierali jakieś butelki z lokalnego sklepu. Pyta, czy sądzę, że jeszcze coś zostało, po czym pospiesznie udaje się w tamtym kierunku.

Jeszcze dalej, w niewielkiej odległości od sklepu, pewna starsza kobieta próbuje powstrzymać łzy — zniszczony metalowy wózek z artykułami spożywczymi, który ciągnęła, stracił koło.

Większość budynków w centrum Sudży wygląda na uszkodzoną. Pamiątkowa tablica na rzecz "bohatera" tzw. rosyjskiej specjalnej operacji wojskowej — jak Kreml nazywa inwazję na Ukrainę — została zniszczona. Pomnik z czasów II wojny światowej, znajdujący się zaledwie minutę drogi dalej, jest jednak nienaruszony.

To właśnie w parku obok pomnika upamiętniającego Wielką Wojnę Ojczyźnianą (tak Rosjanie nazywają II wojnę światową po 1941 r., po wkroczeniu Niemców na ich teren — red.) spotykam parę. Mówi, że obecna sytuacja wygląda tak "jakby była wojna" i że w takich czasach nie można oczekiwać niczego dobrego.

Na pytanie, dlaczego Putin nie przyszedł im z pomocą, mężczyzna odpowiada, że "Putin to dupek". Jego żona kiwa głową, zgadzając się z jego słowami. Gdy pytam, czy Putin o nich zapomniał, mężczyzna odpowiada, że prawdopodobnie tak — jeśli w ogóle kiedyś o nich myślał.

Inna starsza kobieta, z którą rozmawiam, wydaje z siebie odgłos wskazujący na obrzydzenie. Po tym mówi, że Putin to "zwierzę".

Budynek administracji miasta nosi ślady ostrzału artyleryjskiego. Podobnie jak we wszystkim wokół nie widać w nim oznak życia.

Sąsiedni budynek, prawdopodobnie szkoła, wydaje się w pełni nienaruszony, a jego dach wciąż zdobi rosyjska flaga. To prawdopodobnie znak, że ukraińscy żołnierze nie tracili na niego czasu.

Inna kobieta zapytana o to, co sądzi o Władimirze Putinie, odpowiada: "fuj, to bestia".

(...)

Zdaniem innego żołnierza być może jeszcze większym zaskoczeniem było to, że rosyjskie wojska były tak nieprzygotowane, że wielu Rosjan zdecydowało się poddać bez walki.

Jeden z ukraińskich oficerów, z którym rozmawiamy, mówi, że jest optymistycznie nastawiony do sytuacji w obwodzie kurskim. Jego szeroki uśmiech zdradza, że nawet on był zaskoczony tym, jak dobrze idzie ofensywa w Kursku.

onet.pl/Kyiv Post

wtorek, 20 sierpnia 2024



SEN. LINDSEY GRAHAM: Właśnie o tym wszyscy mówili [w Monachium]. Mieliśmy spotkania dwustronne z różnymi osobami, spotkaliśmy się z burmistrzem Kijowa. Byli oni zdania, że zostaną zaatakowani. Prosili o więcej sankcji, o broń, "Pomóżcie nam odepchnąć Rosjan, nie prosimy o żołnierzy". To był bardzo, bardzo gorący apel. Powiedziałem: "Słuchaj, nie wiem, czy będziemy działać w taki sposób, o jaki prosisz, w czasie, który pozwoli nam coś zmienić. Ale jeśli uda się panu przeciwstawić narracji, że sprawa jest przegrana, wtedy o wiele łatwiej będzie zebrać Kongres po waszej stronie".

Powiedziałem burmistrzowi: "Jeśli wytrzymacie i dwa tygodnie po inwazji nadal będziecie stać, nadal będziecie walczyć — to będziecie jak Rocky. Proszę nam pokazać, że jest pan Rocky". [Burmistrz Kijowa Witalij Kliczko był zawodowym bokserem].

LIZ TRUSS: Zełenski wygłosił na konferencji wspaniałe przemówienie.

AMANDA SLOAT: Wiele osób kwestionowało mądrość tego, czy powinien jechać do Niemiec. Ludzie, którzy spotkali się z nim w Monachium, zastanawiali się, czy kiedykolwiek jeszcze go zobaczą. Z jego perspektywy była to ostatnia okazja, aby pojechać i porozmawiać twarzą w twarz z przywódcami i zebrać poparcie.

DAMA KAREN PIERCE: Martwiłam się, że gdy Zełenski będzie poza granicami kraju, Rosjanie mogą czegoś spróbować.

AMB. JOHN SULLIVAN: W sobotę 19 lutego sekretarz Blinken był na konferencji bezpieczeństwa w Monachium i zadzwonił do mnie. Zapytał mnie o nastroje w ambasadzie. Odpowiedziałem: "Czuję się jak 31 sierpnia 1939 r., w noc przed inwazją Niemiec na Polskę. Rosjanie zamierzają to zrobić — rozpoczną wielką wojnę lądową na kontynencie europejskim, pierwszy raz od 1945 r. Putin naprawdę to zrobi".

(...)

LIZ TRUSS: Zimowe Igrzyska Olimpijskie kończyły się 20 lutego, więc cały ten tydzień był bardzo napięty.

MATTHEW MILLER: Dzień później, 21 lutego, Putin wygłasza przemówienie i oświadcza, że uznaje Republikę Doniecką i Republikę Ługańską.

AMB. JOHN SULLIVAN: To długie, dziwne przemówienie. Wyciąga wszystkich swoich najważniejszych doradców, w tym szefa Służby Wywiadu Zagranicznego Siergieja Naryszkina, którego zawstydził, naprawdę upokorzył, i pyta każdego z nich: "Czy zgadzacie się, że powinniśmy uznać te republiki?". Naryszkin — wyraźnie zdenerwowany i speszony — odpowiedział coś w rodzaju: "Tak, powinniśmy je wchłonąć do Federacji Rosyjskiej". Putin tylko potrząsnął głową, przewrócił oczami: "Ja pana o to nie pytałem. Pytałem tylko o uznanie ich niepodległości. Tak czy nie?"

(...)

JAKE SULLIVAN: Trudne do przetworzenia było to, że dowody w przeważającej mierze wskazywały na to, że to się stanie, a jednocześnie wywiad w przeważającej mierze wskazywał na to, że jest to — myślę, że to techniczny termin — "kompletnie szalona rzecz". Dziwnie jest przetwarzać obie te informacje jednocześnie: OK, to się stanie, i jest to naprawdę strategicznie, moralnie zbankrutowane i pozbawione zdrowego rozsądku — a jednak oni tam byli, szli, żeby to zrobić. Był w tym element "Co wy sobie do cholery myślicie?".

(...)

DEREK CHOLLET: To tylko kolejne przypomnienie, że Stany Zjednoczone nie mogą dyktować wydarzeń. Mamy większy wpływ niż ktokolwiek inny, ale ostatecznie nie możemy kontrolować innych, jeśli zdecydują się robić niewiarygodnie głupie rzeczy.

MATTHEW MILLER: Czasami istnieje takie nierealistyczne poczucie, że Ameryka może machnąć magiczną różdżką i kontrolować świat. To nie jest prawda. Nie mamy magicznych różdżek.

(...)

JON FINER: Byliśmy w pokoju operacyjnym w Białym Domu, a prezydent wrócił do swojej rezydencji. Rozmawialiśmy z nim bardzo regularnie przez bezpieczny telefon, a [szef sztabu Białego domu] Ron Klain wchodził i wychodził do prezydenta w jego rezydencji. Prezydent poprosił o rozmowę z prezydentem Zełenskim, co uznaliśmy za dobry i ważny pomysł. Udało nam się ich połączyć dość szybko. Biorąc pod uwagę, jak wiele rozmów odbyli przedtem i jak wiele odbyli od tamtej pory, ta rozmowa była prowadzona na bardzo ludzkim i osobistym poziomie.

Była to rozmowa pomiędzy dwiema osobami, które przygotowywały się i miały rozpocząć ogromny projekt zmieniający świat. Zełenski powiedział coś w rodzaju: "Nie wiem, kiedy będę mógł znowu z panem porozmawiać" — i to wisiało w powietrzu, ponieważ w tym momencie nie wiedzieliśmy, czy ma na myśli to, że coś się może wydarzyć, czy tylko to, że łączność telefoniczna może się skończyć. To uświadomiło nam, jak bardzo to wszystko jest realne, tak dla nas, ale przede wszystkim dla ludzi, którzy będą musieli stawić czoła tej napaści Rosjan. Prezydent odpowiedział: "Jeśli kiedykolwiek będziesz chciał ze mną porozmawiać, jestem tutaj".

(...)

LIZ TRUSS: Nie jest tajemnicą, że wszyscy sojusznicy nie byli w tym samym miejscu. Ale poruszaliśmy się razem.

DALEEP SINGH: Europejczycy w pełni uczestniczyli w projektowaniu sankcji, ale kiedy prowadziłem rozmowy z moimi odpowiednikami — Björnem Seibertem w Komisji Europejskiej, ale także Jonathanem Blackiem z Wielkiej Brytanii — Europejczycy wielokrotnie podkreślali, że wizualizacja będzie miała znaczenie. Innymi słowy, ta inwazja musiała być rzeczywiście czymś, co przywódcy polityczni mogliby zobaczyć na ekranie — to właśnie stworzyłoby emocjonalną wartość potrzebną do wdrożenia tak ambitnych pakietów, jak ten, który przygotowywaliśmy.

Pamiętam, że wstałam o godz. 3 rano i skontaktowałam się z Björnem. Od razu powiedział: "Tak, OK, widzę". To była brutalna inwazja na granicy oczekiwań, a europejscy przywódcy widzieli bombardowane szkoły, sierocińce i oddziały położnicze. A ja powiedziałem: "OK, czas na mnie" i wszystko się zmieniło. Po wielomiesięcznym pchaniu tego głazu pod górę zaczął się on staczać w dół, jeśli chodzi o tempo wprowadzania tych sankcji. To był prawdziwy punkt zwrotny, bo widoki z Ukrainy podbiły serca przywódców w Europie.

(...)

GEN. MARK MILLEY: Musieliśmy się upewnić, że Rosja nie zaatakuje ani nie dokona inwazji na kraj objęty Artykułem 5 NATO, dlatego pod kierunkiem prezydenta i sekretarza obrony przygotowaliśmy plany szybkiego rozmieszczenia sił amerykańskich we wszystkich krajach frontowych NATO — w Estonii, na Łotwie, Litwie, w Polsce itd. W dniu inwazji rozmieściliśmy amerykańskie wojskowe siły lądowe w każdym z tych krajów. Było to bardzo szybkie, w ciągu 24 godzin od inwazji.

Celem było wysłanie jasnego, jednoznacznego komunikatu do Putina, aby nie atakował kraju objętego artykułem piątym NATO. Prezydent Biden powiedział, że będziemy bronić każdego cala terytorium NATO; mówił to poważnie i poparł to siłami USA. Podwoiliśmy liczbę okrętów w Europie, a jeśli chodzi o siły powietrzne, to zwiększyliśmy je o może jedną trzecią tego, co mieliśmy przed tymi wszystkimi działaniami. Jeśli chodzi o siły lądowe, wysłaliśmy kilka dodatkowych brygad i sztab dywizji.

Dokonaliśmy znacznego zwiększenia: 1 września, myślę, że liczba ta wynosi około 75 tys. sił amerykańskich w Europie — wszystkie rodzaje, armia, marynarka, siły powietrzne, marines. W chwili inwazji mieliśmy chyba nieco ponad 100 tys.

DALEEP SINGH: Nie było jeszcze całkowicie jasne, że chodzi o inwazję na pełną skalę, dlatego pierwszego dnia wprowadziliśmy pakiet [sankcji], który był najostrzejszym pakietem, jaki kiedykolwiek wprowadziliśmy, ale nie był to ekonomiczny szok i przerażenie, jakie przygotowaliśmy. Całkowicie zablokowaliśmy, zamroziliśmy aktywa VTB, drugiego co do wielkości banku rosyjskiego. Coś podobnego zrobiliśmy z największym bankiem, Sbierbankiem. Wprowadziliśmy kontrolę eksportu i objęliśmy sankcjami około 13 przedsiębiorstw państwowych. W moim odczuciu była to reakcja nieadekwatna do brutalności inwazji.

Moje rozmowy tego dnia z moimi szefami, Jakiem, Big Bossem i innymi, brzmiały: "Jeśli nie teraz, to kiedy zamierzamy dostarczyć pełną skalę naszego arsenału sankcji?". Do wieczora 25 lutego — był to piątek — przygotowałem oświadczenie G7, w którym na jednej stronie, bardzo prostym językiem, nakreśliłem szok i respekt. To był pakiet, który de-SWIFT-ował największe rosyjskie banki [usunął banki z międzynarodowej bankowej izby rozrachunkowej znanej jako SWIFT].

Najważniejszą częścią pakietu był atak na bank centralny Rosji. W ciągu poprzednich ośmiu lat Rosja zbudowała rezerwę wojenną, więc jedynym sposobem na zadanie jej prawdziwie nokautującego ciosu, jeśli chodzi o gospodarkę, byłoby podważenie tej twierdzy. To wymagałoby, aby wszystkie główne banki centralne świata zgodziły się nie przeprowadzać transakcji z bankiem centralnym Rosji.

(...)

DALEEP SINGH: W sobotę prezydent był w Wilmington, więc część z nas zebrała się w biurze Jake'a. Jake przedstawił sytuację, a następnie poprosił mnie o przedstawienie Prezydentowi pakietu [sankcji]. Opisałem to, co było na tej kartce, czyli odcięcie największych rosyjskich instytucji finansowych od Gmaila światowego systemu bankowego — SWIFT — a następnie rozbrojenie rosyjskiej armii i dlaczego to jest ważne. W sali było wiele kiwania głową. Prezydent chciał wiedzieć więcej, dlaczego chcemy przyspieszyć działania banku centralnego. Moja odpowiedź brzmiała: bo on się tego nie spodziewa. A jeśli nie pozwolimy bankowi centralnemu Rosji na zakup rubli w celu obrony wartości rubla, to w ten sposób wywołamy szok gospodarczy.

Yellen nie czuła, że ma wystarczająco dużo czasu, aby się nad tym zastanowić i nad potencjalnymi skutkami, więc zakończyli bez decyzji, ale po kolejnych rozmowach, w tym z premierem [Włoch] Draghim, przekonaliśmy sekretarz Yellen, że to słuszna decyzja. Nie było czasu do stracenia. Wtedy zaczęliśmy mówić: "Chodźmy po Wielką Brytanię, Kanadę, Japonię i każdego innego, kogo uda nam się pozyskać przed godz. 17". Dla Europy to już późna pora, ale Japonia spała, więc musiałem obudzić ludzi, który próbowali połączyć się z premierem przez telefon. To było naprawdę za mało czasu. Musiałem obficie przeprosić i wyjaśnić, że można do tego dołączyć rano, co też zrobiono.

(...)

DALEEP SINGH: Pamiętam, że Jake pytał: "Czy to się uda?". Odpowiedziałem: "Cóż, poczekajmy na Nową Zelandię". Nowa Zelandia jest pierwszym rynkiem walutowym w niedzielę — to początek weekendowych rynków światowych. Spodziewałem się katastrofalnego otwarcia dla rosyjskiego rubla, ponieważ żaden duży bank centralny nigdy nie został ukarany w ten sposób. Wszyscy, którzy mają ruble, będą próbowali się z nich wydostać. Zacząłem się trochę martwić o to, czy nie za dużo sukcesu — czy to może być zbyt wiele złego?

(...)

AMB. JOHN SULLIVAN: Kiedy zobaczyliśmy ten ciąg na południe od Białorusi, ilość sprzętu i liczbę personelu, który zmierza na południe — do Kijowa nie jest tak daleko — pomyślałem: "Kurczę, to blitzkrieg. Będą w Kijowie".

LAURA COOPER: Obserwowaliśmy z uwagą, jakie będą oznaki zniszczeń. Jedną z naszych największych obaw było to, że Rosja mogła zniszczyć ukraińską obronę przeciwlotniczą w tych pierwszych chwilach wojny i mogła uzyskać przewagę powietrzną. Z pewnością tego dnia uświadomiono sobie, że rosyjskie ataki nie były tak skuteczne — z pewnością doszło do zniszczeń, ale nie na taką skalę, jakiej można było się spodziewać. To była duża świadomość, że Ukraińcy będą w stanie wytrzymać wiele, właściwie od razu.

VICTORIA NULAND: Było wiele rzeczy, których się spodziewaliśmy, a które się nie wydarzyły: masowy cyberatak na całą Ukrainę, który osłabi ich zdolność do reagowania; o wiele bardziej efektywny ruch Rosjan z lotniska pod Kijowem do miasta. Nikt z nas nie spodziewał się, że Ukraińcy będą w stanie wytrzymać tak dużo, jak w ciągu tych pierwszych czterech czy pięciu dni.

(...)

GEN. MARK MILLEY: Zełenski był mistrzem — i nadal jest mistrzem — w tworzeniu narracji, utrzymywaniu spójności społecznej, motywowaniu i inspirowaniu nie tylko swojego społeczeństwa, ale i całego świata.

ADAM SCHIFF: To był kolejny błąd w obliczeniach ze strony Putina — myślał, że Żeleński będzie słabym przywódcą lub ucieknie z kraju. Nie wiem, czy mogliśmy przewidzieć, jakie nadzwyczajne przywództwo zapewni w czasie wojny. Nie wiem, czy ktokolwiek, kto nie stanął w takiej sytuacji, wie dokładnie, jak się zachowa, ale on jest genialny.

JAMES HOPE: Najbardziej wyjątkowe w tej całej reakcji i doświadczeniu jest to, że rząd Ukrainy i pozarządowa część Ukrainy — sektor prywatny, społeczeństwo obywatelskie — nigdy nie straciły odporności, nigdy nie straciły zdolności, nigdy nie straciły pasji do angażowania się i reagowania na wojnę.

(...)

ADAM SCHIFF: Z całą pewnością można powiedzieć, że USA źle oceniły możliwości militarne Rosjan — być może tylko trochę mniej, niż Putin źle ocenił swoje własne możliwości militarne.

CELESTE WALLANDER: Byli o wiele mniej zdolni, plan był o wiele mniej spójny, w rosyjskiej armii było o wiele więcej dysfunkcji niż wynikało to z ich ćwiczeń. Rosjanie byli nadmiernie pewni siebie na podstawie tego, jak łatwo przyszło im interweniować w Syrii, a w rzeczywistości nie był to dobry test ich możliwości.

GEN. MARK MILLEY: Rosjanie myśleli, że mają skuteczną, kompetentną armię do wykonywania manewrów z użyciem broni połączonej, co jest bardzo specyficzną rzeczą. Armia Stanów Zjednoczonych robi to bardzo dobrze, kilka innych armii też. Oznacza to, że mogą skoordynować i zsynchronizować piechotę z piechotą zmechanizowaną, piechotę zmechanizowaną z czołgami pancernymi, z moździerzami, artylerią, bliskim wsparciem lotniczym, inżynierami od wojny elektronicznej, opieką medyczną — łączą to wszystko w czasie i przestrzeni, by osiągnąć pożądany efekt. Jak się okazało, Rosjanie nie potrafili tego zrobić.

(...)

GEN. MARK MILLEY: Rosjanie nigdy nie osiągnęli przewagi powietrznej. Ponieważ nie osiągnęli przewagi powietrznej, nie mieli bliskiego wsparcia powietrznego dla sił lądowych. Kolejną rzeczą, której nie zrobili — a wszyscy myśleli, że zrobią — jest skuteczne wykorzystanie wojny elektronicznej, zagłuszanie, wyłączanie spektrum elektronicznego. Nie wiemy jeszcze, dlaczego tak się stało. Jednym z powodów może być to, że radia rosyjskie i ukraińskie to w zasadzie te same stare radia z czasów sowieckich, wykorzystujące to samo widmo, to samo pasmo częstotliwości. Więc jeśli wyłączy się radia ukraińskie, to może wyłączy się własne radio?

(...)

BILL BURNS: Byli dość wysocy rangą rosyjscy dowódcy wojskowi, których widzieliśmy w wywiadzie, którzy próbowali dogonić decyzję o inwazji, nawet gdy ta już trwała. Dowódcy jednostek nie bardzo rozumieli, jakie są ich cele.

GEN. MARK MILLEY: W systemie rosyjskim jest bardzo odgórne, scentralizowane dowodzenie i kontrola. Ukraińcy zostali wychowani w systemie sowieckim, więc mieli ten sam system, ale w 2014 r. wchodzimy tam i zaczynamy ich szkolić po inwazji na Krym. Metoda zachodnia — to, co Ameryka nazywa mission command — mówi zasadniczo, że upoważnia się i przekazuje uprawnienia do prowadzenia działań lub operacji wojskowych na najniższy poziom, na którym można je skutecznie wykonać. Upoważnia pan młodszych oficerów i młodszych podoficerów do prowadzenia operacji taktycznych.

Pole walki jest bardzo dynamiczne, a oni będą reagować na potrzeby pola walki w danym momencie. Trzeba dać im uprawnienia do podejmowania właściwych decyzji. To zdecentralizowana metoda dowodzenia, która jest bardzo skuteczna w walce, ponieważ działania wojenne to bardzo dynamiczne środowisko pełne chaosu, zamieszania i strachu.

GEN. SCOTT BERRIER: Nie mają tak wspaniałego korpusu podoficerskiego, jak my — to jest trzon, nasi podoficerowie — i nie prowadzą ćwiczeń typu free play, które pozwalają im się uczyć i rozwijać. Są bardzo oskryptowani.

GEN. MARK MILLEY: Jaki jest rezultat na rzeczywistym polu walki tutaj, na Ukrainie? Rezultat jest taki, że rosyjski batalion z kilkoma kompaniami i plutonami jedzie drogą w jednej kolumnie, zostaje zaatakowany i powiedzmy, że dowódca batalionu zostaje zabity lub ranny. Pozostali nie będą wiedzieli, co robić w tym momencie. Są sparaliżowani. Są po prostu siedzącymi celami. Widział pan to na filmach, jak siedzieli na drogach i byli po prostu atakowani przez Ukraińców.

AVRIL HAINES: Zabrakło im gazu i na jednej z osi wjazdowych na Ukrainę mieli korek i pamiętam, jak Lloyd [Austin] powiedział: "To jest taki problem logistyczny, którego nie da się rozwiązać w ciągu godzin czy dni".

AMANDA SLOAT: Jeżeli potrzebuje pan namacalnego obrazu, że sprawy nie idą dobrze, to wtedy, gdy czołgi, które miały wjechać do Kijowa w ciągu trzech dni i przejąć miasto, utykają w korku na autostradzie i nie poruszają się.

JOHN KIRBY: Zaczęliśmy zbierać sygnały, że żołnierze skarżą się na brak jedzenia, na to, że nie mogą jeść, że kończy się amunicja.

GEN. MARK MILLEY: Wiedzieliśmy, że będą mieli problemy z [logistyką], ponieważ mają bardzo słabe wyniki w tym zakresie. Nie ewakuowali ofiar — mieli bardzo wysoki współczynnik umarłych z ran. Nie ewakuowali skutecznie uszkodzonych pojazdów w celu ich naprawy, po prostu zostawiali je na polu walki. Nie uzupełniali odpowiednio swoich sił w amunicję, wodę i żywność. Ich system logistyczny okazał się bardzo słaby, a oni nigdy go nie naprawili.

AMB. JOHN SULLIVAN: O niektórych nieszczęściach, które spotkały rosyjskich wojskowych, ludzie już zapomnieli — ich żołnierze kopali okopy w strefie zamkniętej w Czarnobylu, wykopywali napromieniowaną ziemię i truli własnych ludzi; ich okręt flagowy na Morzu Czarnym, Moskwa, został zatopiony przez ukraińskie pociski; liczba oficerów generalnych korzystających z telefonów komórkowych i wysadzających się w powietrze... To była katastrofa i chaos.

(...)

COLIN KAHL: Czasami ludzie mówią: "Skoro zamierzaliście dać im te rzeczy, dlaczego nie daliście im wszystkiego na początku?". A rzeczywistość jest taka, że ze względu na pieniądze i logistykę nie mogliśmy. Przekazaliśmy 27 mld dol. na pomoc w zakresie bezpieczeństwa. Na początku wojny nie mieliśmy 27 mld dol.

Z punktu widzenia fizyki rzeczywistej i biurokratycznej, trzeba ustalić priorytety. Sekretarz był bezwzględny w kwestii: "Czego Ukraina potrzebuje teraz do walki?". W początkowych fazach konfliktu były to systemy obrony przeciwpancernej, systemy obrony przeciwlotniczej przenośne i krótkiego zasięgu, a także artyleria i amunicja do ich radzieckich systemów i więcej radzieckich systemów obrony przeciwlotniczej. Wprowadziliśmy Javeliny i Stingery i przeszukaliśmy nasze własne zapasy z czasów zimnej wojny pod kątem amunicji z czasów sowieckich i rzeczy, które zrabowaliśmy na całym świecie.

GEN. MARK MILLEY: Ze względu na charakter rosyjskiego ataku, potrzebowali oni natychmiast trzech kategorii broni. Pierwszą była amunicja przeciwpancerna, systemy przeciwpancerne, ponieważ 200 tys. Rosjan atakuje w mobilnych, połączonych siłach — zmechanizowana piechota i jednostki czołgów. Druga rzecz, którą trzeba zrobić, to trzymać rosyjskie lotnictwo na dystans — stąd obrona powietrzna — i trzecia rzecz, którą trzeba zrobić, to ostrzał artyleryjski — podstawowa artyleria i moździerze, nic wymyślnego. Zaczęliśmy dostarczać ogromne ilości broni przeciwpancernej, przeciwlotniczej, MANPADów, Stingerów i innych. To jest to, o co prosili. Tego chcieli od razu. I to im daliśmy.

onet.pl/Politico


GEN. PAUL NAKASONE: Czwarty lutego, oglądam Olimpiadę, obserwuję spotkanie Prezydenta Putina i Prezydenta Xi w Pekinie. Myślę sobie: "Ciekawe, czy prezydent Putin zdradzi mu sekret, że zamierza dokonać inwazji na Ukrainę?". Oczywiście dziś wiemy, że Chińczycy twierdzą, że nic tam o tym nie mówiono — moja myśl jest taka: "Ciekawe, jak dobra jest to naprawdę przyjaźń?".

AMB. JOHN SULLIVAN: W tygodniu od poniedziałku 7 lutego, od wczesnego rana do późnego wieczora, odbyła się seria spotkań Komitetu Deputowanych, Komitetu Dyrektorów. Na szczeblu zastępców skupiono się bardziej specjalistycznie na naszych ambasadach w Kijowie i Moskwie — ich bezpieczeństwie, operacjach i tak dalej. Trzeba na to nałożyć zbliżającą się wojnę z faktem, że już teraz byliśmy pomniejszoną misją w Rosji, z niedoborem personelu z powodu tak zwanej wojny wizowej, która trwała od lat.

(...)

LIZ TRUSS: 10 lutego pojechałam do Moskwy. Rozmawialiśmy o tym z naszymi sojusznikami — że wszyscy spróbujemy odwiedzić Moskwę i zrobić wszystko, co w naszej mocy, by spróbować przekazać wiadomość, że nie będzie zgody na żadną inwazję na Ukrainę, że Rosja będzie postrzegana jako parias, będzie izolowana, będzie izolowana dyplomatycznie, zostanie objęta sankcjami. Moja wizyta była częścią tego ogólnego celu, aby przekazać to przesłanie, które nie zostało usłyszane.

Nadal istnieją znaki zapytania, do jakiego stopnia Ławrow należy do wewnętrznego kręgu w Rosji, a do jakiego nie, ale w tym momencie wszyscy uznaliśmy, że warto zrobić wszystko, co w naszej mocy, ponieważ cena za zaniechanie tego jest tak wysoka. Spotkałam się z Ławrowem już wcześniej, dwukrotnie, znałam rodzaj propagandy, która wychodzi z każdego spotkania z nim.

To była moja pierwsza wizyta w Moskwie i to, co mnie naprawdę uderzyło, to fakt, że w porównaniu z Kijowem, który odwiedziłam niedługo potem, w Moskwie panował zwyczajny porządek. Nie wiedziałby pan, że cokolwiek się dzieje. Ministerstwo Spraw Zagranicznych również. Ławrow całkowicie zaprzeczył, że były jakiekolwiek plany. To były zwykłe słowa o tym, że "bezpieczeństwo Rosji jest zagrożone", które słyszałam już wiele razy. Zwykła normalność była dziwna, biorąc pod uwagę okoliczności. To było surrealistyczne.

(...)

JAKE SULLIVAN: Cała nasza strategia, jeśli chodzi o podejście publiczne, polegała na tym, by upewnić się, że [Rosjanie] nas nie wyprzedzą. Rozmawialiśmy z prezydentem i jego gabinet bezpieczeństwa narodowego zgodził się, że powinienem wyjść i powiedzieć: "Uważamy, że to się dzieje i to bardzo szybko". Zdecydowanie nie chcieliśmy, by doszło do sytuacji, w której spędzimy dwa miesiące na przygotowywaniu gruntu pod to, co może się wydarzyć, a potem zostaniemy zaskoczeni, gdy zaczną jechać czołgi.

EMILY HORNE: Zdecydowaliśmy, że Jake wyjdzie do dziennikarzy z rzeczniczką Białego Domu Jen [Psaki] następnego dnia i zrobi kilka rzeczy: Po pierwsze, miał bardzo, bardzo wyraźnie powiedzieć, że wszyscy Amerykanie lub osoby o podwójnym obywatelstwie w Ukrainie muszą natychmiast wyjechać i że kawaleria nie przyjdzie na ratunek Amerykanom po rozpoczęciu inwazji. To z pewnością była lekcja wyniesiona z Afganistanu: Nie można przesadzić z przekazem i trzeba to powiedzieć bardzo wyraźnie, nawet ryzykując wywołanie lekkiej paniki.

Ukraińcy nie byli zadowoleni z tego komunikatu, ale nie mieliśmy wyboru, biorąc pod uwagę to, co widzieliśmy. Nowe sformułowanie, które Jake użył na konferencji prasowej 11 lutego, brzmiało: "Znajdujemy się w oknie, w którym w każdej chwili może rozpocząć się inwazja".

(...)

GEN. PAUL NAKASONE: 11 lutego powołałem do życia naszą grupę zadaniową w NSA i Cyber Command, działającą 24 godziny na dobę, ponieważ wiedzieliśmy, że inwazja nadejdzie wkrótce.

DEREK CHOLLET: Prezydent zadzwonił do Putina, sekretarz do Ławrowa, prezydent do Żeleńskiego. Podjęto szereg działań mających na celu podjęcie ostatniej próby opóźnienia, a być może uniknięcia, tej nieuchronnej już wówczas inwazji. I rzeczywiście sprawy przesunęły się o mniej więcej tydzień.

GEN. MARK MILLEY: Wiem, że to była ogromna ilość dyplomacji. Sekretarz Austin, sekretarz Blinken, Jake Sullivan, ja, sam prezydent starali się odwieść Rosję od działania i ostrzec ją, że jeśli to zrobi, to będą konsekwencje.

DEREK CHOLLET: Były wielokrotne próby — nie tylko z naszej strony. Były inne kraje, Francuzi, Niemcy, inni angażowali Putina. Nikt nic nie osiągnął.

(...)

GEN. MARK MILLEY: Dzwoniłem do mojego odpowiednika w Rosji kilka razy. Powiedział tylko, że przeprowadzają ćwiczenia. Rozmawiałem z nim dwa tygodnie przed inwazją i powiedziałem: "To straszny błąd strategiczny. Naraża Europę na niebezpieczeństwo. To oczywiście będzie miało tragiczne konsekwencje dla Ukrainy. Dla Rosji będzie to niezwykle krwawa sprawa. Popełnia pan ogromny błąd strategiczny." 

(...)

JOHN KIRBY: Od samego początku tej sprawy uzbroili energię, uzbroili żywność, ale próbowali również uzbroić informacje, a my byliśmy bardzo sprawni i bardzo zwinni w przestrzeni informacyjnej, próbując odebrać im tę możliwość.

DEREK CHOLLET: Myślę, że udało nam się wejść do głowy [Putina].

(...)

AMB. JOHN SULLIVAN: Było kilka przypadków, w których widzieliśmy potencjalną operację fałszywej flagi [czyli operację, w której napastnik udaje kogoś innego; najbardziej znaną tego typu operacją był atak Niemców przebranych za polskich żołnierzy na niemiecką stację radiową w Gliwicach w przededniu II wojny światowej] ze strony rządu rosyjskiego — kilka bomb samochodowych, które wybuchły przed siedzibami władz lokalnych w Donbasie. W więcej niż jednym przypadku z wyprzedzeniem ujawniliśmy, co będzie rosyjską prowokacją i być może wpłynęliśmy na brak jej sukcesu.

(...)

JAKE SULLIVAN: Myśl, że w Europie będzie wielka wojna lądowa, ze wszystkimi efektami, jakie to może wywołać, była dla mnie, dla całego zespołu, a zwłaszcza dla prezydenta, ogromnym ciężarem. Bardzo trudno było zasnąć.

(...)

JAKE SULLIVAN: Według analizy wywiadu Rosja bardzo szybko osiągnie znaczne korzyści w terenie. Kijów może szybko upaść. Nie chodziło tylko o presję związaną z rozpoczęciem wojny. To była presja, że Rosja brutalnie, bezwzględnie odniesie sukces. Wiele z naszych planów było planowaniem najgorszych scenariuszy, co zawsze psychologicznie stawia człowieka w trudnej sytuacji, ponieważ ciągle myśli się o najgorszych rzeczach, które mogą się wydarzyć.

GEN. MARK MILLEY: To bardzo duże siły konwencjonalne — 100 tys., 200 tys. lub więcej, rozmieszczone w wielu armiach polowych. Miały zaatakować na wielu drogach podejścia z Rosji do Ukrainy.

Zamierzali osiągnąć sukces w ciągu około sześciu tygodni. Uważamy, że właśnie to zamierzali zrobić — obalić rząd, zająć stolicę, zabić lub schwytać Zełenskiego w ciągu kilku dni, a następnie w ciągu około sześciu tygodni dotrzeć do Dniepru. Wszystko to przed Paradą Zwycięstwa w maju, żeby ogłosić zwycięstwo tzw. specjalnej operacji wojskowej.

Była to zakrojona na szeroką skalę inwazja konwencjonalna, w którą zaangażowano ogromną ilość sił operacji specjalnych i FSB [rosyjskiej tajnej policji, która dysponuje również siłami zbrojnymi], by wykonać specjalne misje w całej Ukrainie. Był też ciężki komponent powietrzny, rakiety itp., wojna elektroniczna i cybernetyczna — wszystko to razem złożyło się na tę inwazję na dużą skalę. Widzieliśmy, jak to wszystko się łączy.

(...)

MATTHEW MILLER: Myślę, że nie wiedzieliśmy wtedy — i być może do dziś nie wiemy — ile było rzeczywistego sceptycyzmu ze strony [Zełenskiego], a ile robienia dobrej miny, by nie dopuścić do rozpadu gospodarki i kryzysu uchodźczego. Sceptycyzm, że Ukraińcy nie robili wystarczająco dużo, aby przygotować się z wyprzedzeniem... Myślę, że pierwsze dni wojny obaliły ten pogląd.

GEN. MARK MILLEY: Ukraińcy pod sam koniec — prawdopodobnie około dwóch tygodni wcześniej — naprawdę zaczęli mobilizować swój kraj do walki. Weszli na pełne obroty. Wszyscy mężczyźni i wiele kobiet uczyli się używać broni, min, granatów ręcznych, materiałów wybuchowych i innych rzeczy. Nastąpiła również znaczna mobilizacja Ukraińców do wojska — rezerwistów — i nastąpiła zmiana rozmieszczenia sił ukraińskich w miejscach, w których miały się toczyć działania wojenne.

Zaczęła się duża ewakuacja ludności cywilnej z terenów, które miały być linią frontu, nastąpił prawdziwy wysyp działań dyplomatycznych, a także decyzje społeczności międzynarodowej — większość krajów wycofała swoje ambasady z Kijowa. To wielka, wielka decyzja. Kiedy zaczynają się dziać takie rzeczy, zaczynamy zdawać sobie sprawę, że wojna jest coraz bliżej.

JAMES HOPE: Pod koniec stycznia zaczęliśmy ściągać rodziny pracowników. W tym tygodniu, 10 lutego, pojawiło się wiele naprawdę mocnych oświadczeń publicznych. 12 lutego rozpoczęliśmy tak zwany "zarządzony wyjazd", czyli zasadniczo wszyscy pracownicy, którzy nie są niezbędni, wyjechali, ewakuowali się. Przenieśliśmy się do Lwowa w zachodniej Ukrainie. Dwa lub trzy dni później ambasada została zamknięta, a reszta osób, które pozostały w Kijowie, przeniosła się do Lwowa i tam działaliśmy przez około tydzień. Potem ewakuowaliśmy się do południowo-wschodniej Polski na kilka dni przed 24 lutego. To był dość chaotyczny okres.

onet.pl/Politico


DALEEP SINGH: Zacząłem szkicować pakiet — zacząć wysoko, zostać wysoko. Zaczynamy na samym szczycie drabiny eskalacji i kontynuujemy eskalację nacisku z najszerszą koalicją, jaką możemy stworzyć.

(...)

DALEEP SINGH: Wiedziałem, że musimy wywołać ekonomiczny szok i przerażenie. To oznaczało nałożenie sankcji na największe rosyjskie banki i bank centralny. Wiedzieliśmy, że kolejną słabością Rosji jest brak dostępu do najnowocześniejszych technologii — półprzewodników, technologii kwantowych, biotechnologii i innych technologii niezbędnych Putinowi do modernizacji armii i utrzymania inwazji, ale także do dywersyfikacji źródeł wzrostu gospodarczego.

My i partnerzy z Zachodu kontrolujemy wyżyny najnowocześniejszych technologii, więc to był drugi warunek. Trzecim warunkiem było obniżenie z czasem statusu Rosji jako głównego dostawcy energii — to było trudne, ponieważ chcieliśmy zminimalizować jej dochody z eksportu energii, a jednocześnie utrzymać stałe dostawy ropy na świecie.

Czwarty był taki — patrzcie w 2014 r., gdy nie wygraliśmy narracji w Rosji — że tym razem zajmiemy fizyczne aktywa kleptokracji, jachty, wypasione samochody i luksusowe apartamenty. Nie dlatego, że myśleliśmy, że właściciele tych aktywów wpłyną na Putina, ale miało to być pokazanie zwykłym Rosjanom, że od bardzo dawna są okradani.

Ostatnim elementem było to, że metodycznie wyrzucimy Rosję z międzynarodowego porządku gospodarczego. Rosja korzystała z dobrodziejstw i przywilejów bycia pełnoprawnym członkiem Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Zlikwidujmy te przywileje; zlikwidujmy jej status kredytobiorcy o klasie inwestycyjnej; zredukujmy ją do małej, odizolowanej gospodarki pariasów.

Chodziło o to, że każdy z tych pięciu elementów będzie się wzajemnie wzmacniał i z czasem będzie wywierał coraz większy wpływ, w połączeniu ze wszystkim innym, co robiliśmy.

(...)

GEN. MARK MILLEY: Istnieją wskaźniki, które może pan określić jako zawodowy żołnierz, a które oddzielają rzeczywistość od ćwiczeń, pewne rzeczy robi się podczas ćwiczeń, których nie robi się w przypadku inwazji, a pewne rzeczy robi się podczas inwazji, których nie robi się podczas ćwiczeń — w dużej mierze jest to logistyka, szpitale, namioty, ewakuacja, krew, mobilizacja lekarzy i pielęgniarek oraz personelu medycznego, a także znaczne ilości amunicji i jej magazynowanie.

Jeżeli przeprowadza pan ćwiczenia i ma pan 200 tys. żołnierzy, to jest to bardzo kosztowne. To bardzo dużo pieniędzy. Przygotowują to we wrześniu, październiku, a potem nagle okazuje się, że w listopadzie ci ludzie nadal są w terenie? W grudniu pytasz więc: Co oni robią? Nikt nie ćwiczy tak długo, co to są więc za ćwiczenia?

(...)

VICEADM. FRANK WHITWORTH: Były nadal bardzo dobrze wyszkolone oczy, które widziały ćwiczenia, a inwazji nie widziały.

(...)

AMB. MICHAEL CARPENTER: Pomyśleliśmy: "OK, skoro jest kryzys bezpieczeństwa europejskiego, to porozmawiajmy o tym. Zidentyfikujmy rosyjskie obawy i zobaczmy, czy jest sposób, aby je rozwiązać za pomocą dyplomacji".

Polska objęła przewodnictwo w OBWE 1 stycznia 2022 r., więc natychmiast udałem się na wizytę do polskiego ministra spraw zagranicznych, by porozmawiać o aspekcie dyplomatycznym. Był bardzo otwarty, a następnie rozpoczął proces zwany Odnowionym Europejskim Dialogiem Bezpieczeństwa. Rosja w zasadzie odmówiła zaangażowania się i wtedy stało się jasne, że Kreml tak naprawdę od początku nie był zainteresowany dyplomacją. Był nastawiony na wojnę.

Wszystkie jego rzekome obawy — wszystko, co podawał do publicznej wiadomości — było tak naprawdę zasłoną dymną. Całkowicie odwrócili się od dyplomacji, którą proponowaliśmy na forum OBWE, dyplomacji, którą proponowano w imieniu NATO, a także dwustronnych rozmów z Rosjanami. Nie mieliśmy im nic do zaoferowania, bo oni nawet nie chcieli rozmawiać.

(...)

GEN. PAUL NAKASONE: W styczniu Agencja Bezpieczeństwa Narodowego wydaje zalecenia dotyczące bezpieczeństwa cybernetycznego na poziomie nieobjętym klauzulą tajności, by ostrzegać o tym, co widzimy od naszych partnerów na Ukrainie, a także dostarczać dalszych informacji o tym, czego możemy się spodziewać w Stanach Zjednoczonych. To jedna z rzeczy, o których cały czas myślę: "Jakie są nasze słabe punkty?". Współpracując z FBI i Departamentem Bezpieczeństwa Krajowego zastanawiamy się, co przeciwnik, w tym przypadku Rosjanie, może nam zrobić? To była naprawdę ciężka praca. Takie rozmowy toczyły się każdego dnia.

ANNE NEUBERGER: Kluczowe agencje — Departament Energii, Ministerstwo Skarbu, Agencja Ochrony Środowiska — wszystkie zaprosiły swoich kluczowych partnerów z sektora prywatnego, a my przekazywaliśmy im niejawne informacje na temat zagrożeń, które widzieliśmy, i stale informowaliśmy ich o aktualnych wydarzeniach oraz naciskaliśmy, by robili więcej. Na przykład NERC, która jest regulacyjnym ramieniem Departamentu Energii, wydała komunikat dotyczący określonych praktyk i zażądała od firm odpowiedzi, co zrobiły.

BILL BURNS: Spotkałem się z Zełenskim w połowie stycznia, by przedstawić najnowsze informacje wywiadowcze, jakie posiadaliśmy na temat rosyjskich planów inwazji, która w tym momencie zaostrzyła się i miała nastąpić bezpośrednio po przekroczeniu granicy z Białorusią — w stosunkowo niewielkiej odległości od Kijowa — w celu zajęcia Kijowa, zlikwidowania reżimu i ustanowienia tam prorosyjskiego rządu. Z dużą ilością szczegółów, w tym na przykład o tym, że Rosja zamierza zająć lotnisko na północny zachód od Kijowa o nazwie Hostomel i wykorzystać je jako platformę do sprowadzenia sił, by przyspieszyć zajęcie Kijowa.

(...)

ANTONY BLINKEN: Widziałem się z ministrem spraw zagranicznych Ławrowem w Genewie pod koniec stycznia, 21, ponieważ byliśmy zdecydowani wyczerpać wszystkie dyplomatyczne możliwości. W Genewie było niesamowicie wietrznie — nigdy w życiu nie widziałem Jeziora Genewskiego bardziej wzburzonego, jak ocean, na którym panuje silny sztorm. Nawiązałem do tego i powiedziałem: "Wiesz, mamy obowiązek sprawdzić, czy możemy uspokoić morze — uspokoić jezioro". Ławrow w sposób nietypowy skupił się na swoich punktach, nie było zbyt wielu wypowiedzi, co nie jest u niego typowe.

Chciałem sprawdzić, czy istnieje jakiś ostateczny sposób na przełamanie się i zaproponowałem, abyśmy po spotkaniu spędzili trochę czasu sami z naszymi zespołami. Usiedliśmy na krzesłach w odległości około metra od siebie. Zapytałem go: "Proszę mi powiedzieć, co pan próbuje zrobić? Co tu się właściwie dzieje? Czy naprawdę chodzi o pana rzekome obawy o bezpieczeństwo? Czy też chodzi o coś teologicznego, czyli o przekonanie Putina, że Ukraina nie jest niepodległym państwem i musi zostać podporządkowana Rosji? Jeśli chodzi o to pierwsze, jeśli rzeczywiście z pana perspektywy chodzi o obawy o bezpieczeństwo Rosji, to jesteśmy winni spróbować porozmawiać o nich i o naszych własnych głębokich obawach o bezpieczeństwo w związku z tym, co robi Rosja, ponieważ musimy zapobiec wojnie. Ale jeśli chodzi o to drugie, jeśli chodzi o ten głęboko błędny pogląd, że Ukraina nie jest samodzielnym krajem, a pan jest zdecydowany podporządkować ją Rosji, to cóż, nie ma o czym rozmawiać." Nie mógł lub nie chciał udzielić mi prostej odpowiedzi.

(...)

MATTHEW MILLER, specjalny doradca, Rada Bezpieczeństwa Narodowego, Biały Dom: Zostałem zatrudniony pod koniec stycznia, by pomóc w zarządzaniu koncentracją prac rządu na Ukrainie. Pamiętam pierwszy telefon, jaki otrzymałem. Yohannes Abraham — szef sztabu Rady Bezpieczeństwa Narodowego — powiedział: "Proszę posłuchać, nie mogę nic zdradzić i nie mogę ujawnić danych wywiadowczych USA, ale wszystko, co przeczytacie w prasie, naszym zdaniem wydarzy się lada dzień". Moim zadaniem było koordynowanie komunikacji i stosunków z władzami ustawodawczymi w tej jednej sprawie — zdając sobie sprawę, że rząd to duże miejsce, wielu ludzi, a jednym z najtrudniejszych wyzwań w przypadku tak dużego, szybko postępującego kryzysu jest to, że jedna ręka wie, co robi druga. Była świadomość, że sprawy wejdą na zupełnie inny poziom.

(...)

LIZ TRUSS: Logika groźby nałożenia sankcji i ich wprowadzenia w momencie inwazji była taka, że był to środek odstraszający. A jeśli już się nałożyło sankcje, to co to za środek odstraszający? Myślę, że gdy spojrzy się wstecz, to właśnie brak znaczących działań w 2014 r. — lub wcześniej — był problemem. Prawdopodobnie jesienią 2021 r. mogło być już za późno.

(...)

EMILY HORNE: Były rzeczy, które widzieliśmy w danych wywiadowczych, które różniły się od tych z kwietnia, a które były bardzo niepokojące. Jedną z nich, o której zaczęliśmy mówić publicznie w połowie stycznia, było to, że Rosjanie budowali szpitale polowe; sprowadzali na granicę zapasy krwi. To nie są działania, które podejmuje się w ramach ćwiczeń. Widzieliśmy, że siły podchodzą do granicy, budują tymczasową infrastrukturę — jak baraki i drogi — a następnie wycofują się. To były ruchy przygotowawcze, które sygnalizowały, że to nie są ćwiczenia.

LAURA COOPER: 24 stycznia 8500 amerykańskich wojskowych zostało postawionych w stan podwyższonej gotowości, a następnie, od 2 lutego, rozmieszczaliśmy siły w Niemczech, w Polsce. 2 lutego przenieśliśmy szwadron Strykerów z Niemiec do Rumunii, a 12 lutego wysłaliśmy do Polski dodatkowe 3000 osób. W trakcie rozmieszczania tych sił, a także w okresie poprzedzającym te rozmieszczenia, prowadziliśmy bardzo intensywną dyplomację z naszymi sojusznikami — rozmawialiśmy z naszymi sojusznikami ze wschodniej flanki, aby upewnić się, że rozumieją oni, iż traktujemy zobowiązanie wynikające z Artykułu 5 dotyczące ich bezpieczeństwa jako święte.

onet.pl/Politico

poniedziałek, 19 sierpnia 2024



Armin Papperger, dyrektor zarządzający Rheinmetall AG, powiedział o wynikach firmy: „Supercykl wyraźnie przyspiesza. Tylko w drugim kwartale 2024 r. nasza sprzedaż wzrosła o około 50 procent, a nasz wynik wzrósł ponad dwukrotnie. Pozytywne efekty marży znacznie zwiększają naszą rentowność. Dzięki pozytywnemu rozwojowi we wszystkich obszarach jesteśmy na dobrej drodze do osiągnięcia naszych rocznych celów”.


Papperger przyznał, że to co się obecnie dzieje na rynku broni w Europie jest wyjątkowe.

„Nigdy nie widzieliśmy takiego wzrostu. Oczekujemy również rocznego wzrostu sprzedaży o około dwa miliardy euro w nadchodzących latach. Ten bardzo pozytywny rozwój jest możliwy tylko dlatego, że wcześniej zainwestowaliśmy i realizujemy plan strategiczny od 2014 r czyli od momentu kiedy Krym został zaatakowany (przez Rosję - red). Znacząco zwiększyliśmy moce produkcyjne, dokonaliśmy przejęć, a teraz dodatkowo budujemy nowe zakłady w takich krajach jak Litwa, Węgry, Rumunia i Ukraina. Przyszłościowe partnerstwa na kluczowych rynkach również przybliżają nas do naszego celu, jakim jest zostanie światowym liderem przemysłu obronnego” – dodał Papperger.

rp.pl


— To wielki problem dla Rosji, Putina, establishmentu Kremla i dla całej armii, która nie ma rezerw zdolnych do walki manewrowej z tak walczącymi siłami zbrojnymi Ukrainy. To nie jest już okop, do którego można wsadzić kogokolwiek, ale trzeba mieć już wojsko, które ma świadomość taktyczną i potrafi walczyć w nieprzygotowanym terenie z pojawiającymi się zagrożeniami — zaznacza ppłk rez. Korowaj, przypominając, że bój spotkaniowy i bój manewrowy należą do najwyższej klasy sztuki rzemiosła wojskowego i trzeba się do niego odpowiednio przygotować pod względem dowódczym, ale też logistycznym, by odpowiednio manewrować siłami.

— To jest skomplikowany proces, do którego jak widzimy, Ukraińcy są dobrze przygotowani, który realizują od prawie dwóch tygodni z powodzeniem. Rosjanie muszą rzucać tam, co popadnie, budując doraźne linie obrony, by Ukraińcy nie przeciekali im przez palce. Nie mają pomysłu na obronę, podczas gdy Ukraińcy nie atakują silnych elementów, ale je objeżdżają i szukają słabszych punktów, a te mocniejsze zostawiają wyspecjalizowanym jednostkom – zaznacza ppłk rez. Korowaj.

Zdaniem eksperta kluczowe w zdobywaniu przez Ukrainę przewagi nad Rosją są możliwości walki elektronicznej. —Nie ma zbyt dużo filmów pokazujących niszczenie ukraińskiej artylerii, bo jest ona pod bardzo dużym parasolem obrony radio-elektronicznej, która uniemożliwia ataki ze strony rosyjskich dronów — wyjaśnia ekspert i wskazuje na statystyki. Ukraina może pochwalić się ok. 1000 przelotów dronami na dobę, podczas gdy Rosjanie między 300 a 500. Dzięki temu to Ukraińcy mają lepszy widok (online) i mogą szybciej reagować, dokąd wysłać swoje siły.

(...)

— Rosja chce ściągnąć jak najwięcej jednostek, by zbudować punkty oporu i kupić sobie trochę czasu, by wzmocnić się na pozycjach. Walczą z czasem, co odbywa się także kosztem jeńców, którzy zbierają Ukraińcy. Czas i środki tracą także, natrafiając i atakując ukraińskie himarsy lub elementy obrony przeciwlotniczej, które okazują się być stworzonymi przez Ukraińców makietami. Ona mają za zadanie zespamować rosyjskie rozpoznanie. Z tej perspektywy nie wygląda to dla armii rosyjskiej najlepiej – zaznacza ekspert, dodaje przy tym, że jest jednak jedno "ale".

— Zauważyłem, że we wschodniej części wyłomu w obwodzie kurskim będą prawdopodobnie przemieszały się elementy rosyjskiej 47 dywizji pancernej z 1. Armii Pancernej. Ona bardziej nadaje się na atakowanie niż na obronę, bo ma więcej czołgów niż piechoty, więc do tej pory stała w oddali w pogotowiu. Czołgi są jeszcze na tyłach, ale prawdopodobnie Rosjanie użyli już tej 47. dywizji pancernej, by ruszyć z kierunku Biełaja i Sudży — mówi Onetowi ppłk rez. Korowaj, kreśląc linię przemieszczania się dywizji od miejscowości Sudża w kierunku południowo-wschodnim wzdłuż rzeki Psel aż do Biełaja.

— Prawdopodobnie Rosjanie będą chcieli wykonać uderzenie na osi Biełaja-Sudża. Jedno ramię uderzenia będzie szło na północ od rzeki, a drugie na południe od rzeki. W ten sposób chcą zwinąć ukraińskie uderzenie, dojść do Sudży i przejąć kontrolę nad drogą Sudża-Kursk. Jeśli tę drogę będą kontrolować, ukraińska ofensywa będzie zakończona. W ciągu najbliższych dni przekonamy się, czy Rosjanie będą w stanie to zrobić — zaznacza ekspert.

Dodaje, że marsz Rosjan w kierunku miejscowości Sudża będzie długi, a jeśli towarzyszyć mu będzie ostrzał ukraińskich dronów i himarsów, zakończy się tragicznie. Dlatego Rosji zależy, by jak najbardziej osłabić te elementy ukraińskiej ofensywy. — Stąd od kilku dni obserwujemy, jak rosyjskie lotnictwo niszczy ukraińskie środki rażenia przeciwlotniczego czy himarsy, uderzając w okolicę miejscowości Sumy.

onet.pl

niedziela, 18 sierpnia 2024



Z powodu niedoborów kadrowych rosyjskie dowództwo wojskowe wysłało żołnierzy z Sił Powietrzno-Kosmicznych do obrony obwodu kurskiego zaatakowanego przez wojska ukraińskie — poinformował w niedzielę portal Ważnije Istorii.

"Do obrony obwodu kurskiego wysłano siły powietrzne, z których utworzono oddział strzelców zmotoryzowanych. Żołnierzy tych ściągnięto m.in. z oddziałów ciężkich bombowców i stacji mających ostrzegać w przypadku ataku nuklearnego" - napisali rosyjscy dziennikarze śledczy.

Pułk strzelców zmotoryzowanych utworzono w maju lub czerwcu jako grupę osłony granicznej. W skład jednostki weszli inżynierowie, mechanicy, pracownicy punktów radiolokacyjnych i kilku oficerów załogi lotniczej — podał rosyjski portal.

W tekście podkreślono, że oddział poniósł już straty osobowe w trakcie walk z Ukraińcami na terenie Rosji.

onet.pl

sobota, 17 sierpnia 2024



W marcu 2024 r. po raz kolejny odwiedziłem moje dawne miejsce zamieszkania — Szanghaj. Nie poznałem tego niegdyś tak dynamicznego i kosmopolitycznego miasta. Międzynarodowe lotnisko Pudong było opustoszałe, mimo że zostało otwarte 1 października 1999 r. jako prestiżowy budynek z okazji 50. rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej. Puste były również promenady i centra handlowe.

Powrót Xi do ideologii komunistycznej uderzył w gospodarkę tak samo mocno, jak ekstremalny lockdown podczas koronawirusa. Renmin Guangchang — "Plac Ludowy" w sercu miasta — również był pusty. W strefach dla pieszych co sto metrów stał policjant, migający czerwono-niebieski radiowóz, a nawet cały policyjny autobus. Wszędzie były kamery monitorujące — czasami po pięć w jednym miejscu. Żaden kąt nie pozostawał poza kontrolą.

Dawniej tak rozmowni taksówkarze podczas podróży milczeli lub zdawkowo odpowiadali na niewinne pytania dotyczące polityki i gospodarki. — Nie wolno nam rozmawiać o decyzjach centralnego kierownictwa — powiedział mi jeden. — Policja, policja, wszędzie policja — dodał drugi. — Nawet jeśli nic nie robią, tworzy to atmosferę strachu.

Partia obawia się wszelkich zgromadzeń ludzi. Nawet altanki dające cień, które są szczególnie popularne wśród osób starszych, są obecnie w wielu miejscach zakazane. — Niedawno poszedłem na Plac Ludowy z grupą wycieczkową i zatrzymała nas policja. Powiedzieli, że to demonstracja, tylko dlatego, że niosłem flagę, aby turyści mogli mnie zobaczyć — powiedział przewodnik.

onet.pl/Die Welt