poniedziałek, 5 sierpnia 2024



Robert Hamilton, dyrektor Programu Eurazji w Foreign Policy Research Institute, pułkownik armii USA (w st. sp.)

To wojna na wyniszczenie, w której obie strony próbują odzyskać straty w personelu i sprzęcie. Wydaje się, że Rosja nadrobiła straty w personelu i obecnie ma więcej żołnierzy w Ukrainie niż na początku pełnoskalowej wojny. Mniej jasne jest to, czy może zastąpić artylerię i ciężki sprzęt potrzebny do dużych manewrów ofensywnych.

Nawet przy wystarczającej sile żywej, brak tego sprzętu ograniczy zdolność Rosji do osiągnięcia znaczących korzyści ofensywnych.

Oprócz wyczerpującej się siły żywej i sprzętu obie strony stoją przed wyzwaniami związanymi z przeprowadzeniem dużych manewrów ofensywnych. Ze względu na przygotowaną obronę, powszechność dronów i broni dalekiego zasięgu, trudno jest zgromadzić jednostki niezbędne do dokonania przełomu bez bycia szybko zauważonym i zaangażowanym.

Strona, która rozwiąże te problemy, będzie miała przewagę. Ale nawet jeśli Ukraina zmobilizuje się i otrzyma wystarczającą ilość sprzętu od swoich partnerów, nadal będzie miała trudności z przełamaniem obrony na obecnym polu bitwy.

Nie ma technologicznej „srebrnej kuli”, która rozwiąże te problemy, ale pewne połączenie innowacji technologicznych i taktyczno-operacyjnych przełamie impas.

(...)

Serhij Zguriets, dyrektor firmy informacyjno-konsultingowej Defence Express

Od października ubiegłego roku Rosja prowadzi pełzającą ofensywę. Po otwarciu frontu na północy obwodu charkowskiego na długości 970 km znajduje się około 12 punktów oddziaływania na obronę Ukrainy. Celem rosyjskiej ofensywy jest przede wszystkim wywarcie presji na ukraińską linię obrony, rozdrobnienie i wyczerpanie systemu ukraińskich sił obronnych.

Nie widzę powodu, dla którego podejście Rosji miałoby się zmienić w ciągu miesiąca lub dwóch. Oprócz oświadczeń Budanowa i Piwnienki pojawiło się oświadczenie Syrskiego [Ołeksandra, od 8 lutego 2024 głównodowodzącego Sił Zbrojnych Ukrainy – przyp. tłum.], który mówił o przewadze wroga 1:3 w sprzęcie i rosyjskich planach zwiększenia grupy do 690 tys. osób do końca roku.

Rosja rekrutuje obecnie 30-35 tys. osób miesięcznie i tyle samo traci. Wzrost wypłat dla rekrutów może wskazywać na problemy z rekrutacją lub zwiększone zapotrzebowanie na personel.

Pojazdy opancerzone są używane w mniejszym stopniu, ponieważ tempo ich niszczenia przewyższa tempo ich odnawiania. Rosyjskie zapasy nie są nieskończone, ale ważone szacunki mówią o dwóch latach, zanim Rosja zacznie bardziej aktywnie uszczuplać zapasy pojazdów opancerzonych.

Rosja prowadzi operację ofensywną, a my prowadzimy odpowiednio systemową operację obronną. To określi charakter walk przynajmniej do końca roku.

W takiej sytuacji Ukraina musi zapewnić minimalną kapitulację pozycji. A te, które zostaną poddane, powinny zostać zrekompensowane maksymalnymi stratami wroga. Stwarza to nowe wymagania dla dowódców. Nie możemy utrzymywać zniszczonych obszarów w nieskończoność.

Ważne jest również poszukiwanie innych środków wpływu. Jedną z opcji jest całkowite zablokowanie Krymu jako środka ciężkości. Kolejną są uderzenia dalekiego zasięgu na rosyjskie zakłady energetyczne, lotniska, kompleks wojskowo-przemysłowy i inne strategiczne obiekty.

Angelica Evans, badaczka Rosji w Instytucie Badań nad Wojną (ISW, USA)

Nie widzimy żadnych przesłanek wskazujących na to, że rosyjskie zdolności ofensywne mogą zostać całkowicie i nieodwołalnie wyczerpane w nadchodzących miesiącach. Jednocześnie dostrzegamy oznaki, że siły rosyjskie prawdopodobnie nie mają wystarczających zdolności do nowej i dobrze zdefiniowanej ofensywy na dużą skalę.

Rosyjskie wojska stoją w obliczu rosnącego niedoboru siły roboczej i materiałów ze względu na stosunkowo kosztowne operacje ofensywne w całym teatrze w 2024 r. (…) Rosyjskie dowództwo wojskowe mogło obniżyć swoje oczekiwania co do letnich zdolności ofensywnych Rosji.

Ogólna strategia Rosji na rzecz zwycięstwa polega na stopniowym posuwaniu się naprzód, z okresowymi zmechanizowanymi atakami w regionie Doniecka, które będą kontynuowane w nadchodzących tygodniach i prawdopodobnie do jesieni.

Jednocześnie nie spodziewamy się, że lokalne ukraińskie kontrofensywy, takie jak te w pobliżu Kreminny, zwiększą skalę i pojawią się w innych częściach linii frontu. Ukraina zaczyna radzić sobie z niedoborem siły żywej i integruje zachodnią pomoc wojskową z jednostkami na linii frontu.

Jesienią wojska ukraińskie i rosyjskie będą próbowały wyjść z wojny pozycyjnej, ale inicjatywa i operacje ofensywne prawdopodobnie pozostaną lokalne.

onet.pl/Forbes.ua

niedziela, 4 sierpnia 2024



Kamala Harris, która w listopadowych wyborach prezydenckich w USA będzie kandydatką demokratów, powiedziała 30 lipca na wiecu w Atlancie, że Donald Trump jest "dziwny". W kolejnych dniach inni politycy Partii Demokratycznej również stosowali to określenie w odniesieniu do Trumpa. Mówili ponadto, że "dziwny" jest także J.D. Vance, kandydat Trumpa na wiceprezydenta. Donald Trump odniósł się do tych wypowiedzi.

Donald Trump wystąpił 1 sierpnia w podcaście "The Clay Travis & Buck Sexton Show". Tam skomentował wypowiedzi demokratów na jego temat. Zdenerwowany Trump kilkukrotnie zapewniał, że ani on, ani J.D. Vance wcale nie są dziwni, w przeciwieństwie do ich konkurentów politycznych.

- Dziwne jest to, co tam się dzieje (w środowisku demokratów - red.). To oni są dziwni. Nikt nigdy nie nazwał mnie "dziwnym". Można powiedzieć o mnie różne rzeczy, ale nie to, że jestem dziwny. J.D. (Vance - red.) też wcale nie jest dziwny - mówił Donald Trump.

gazeta.pl


Rosyjskie fabryki zbrojeniowe nadal produkują bomby i czołgi na trzy zmiany, a kolejne regiony kraju jeden po drugim podnoszą "premie" dla żołnierzy kontraktowych. Mimo to wzrost rosyjskiego PKB zaczął gwałtownie zwalniać.

Według Federalnej Służby Statystyki Państwowej (Rosstatu) w czerwcu rosyjska gospodarka wzrosła o 3 proc. w porównaniu do roku wcześniejszego. W maju ten wzrost wyniósł jednak 4,5 proc., w pierwszym kwartale roku 5,4 proc., a w lutym — 7,6 proc.

Nieco inaczej przedstawiają się te liczby dla konkretnych sektorów gospodarki. Przemysł przykładowo wzrósł w czerwcu o 1,9 proc. — w maju i zimą było to 5,3 proc., a w pierwszym kwartale — 5,6 proc. Dokładnie o taką samą wartość wzrósł handel hurtowy — choć jeszcze w maju ów wzrost wynosił 11,1 proc., a pod koniec ubiegłego roku kształtował się na poziomie 16-20 proc.

W budownictwie tempo wzrostu spadło prawie 6-krotnie — do 1,2 proc. W rolnictwie i transporcie skurczył się on odpowiednio o 0,3 proc. i 0,8 proc.

(...)

Rosyjska gospodarka została postawiona na stopie wojennej i praktycznie stanęła w miejscu. Wysłanie miliona obywateli na wojnę wywołało bezprecedensowy głód kadrowy, a rozkwit kompleksu wojskowo-przemysłowego i substytucja importu (zastępowanie importu zagranicznego produkcją krajową — red.) pochłonęły wszystkie dostępne zasoby fabryk i zakładów.

onet.pl

sobota, 3 sierpnia 2024



W styczniu 2024 roku „Politico” opublikowało szeroką analizę dotyczącą arsenału używanego przez Hamas. Z artykułu wynika, że Hanija otrzymał ogromne wsparcie od Iranu oraz Rosji. Ponadto, do Strefy Gazy trafiła broń z Chin i Korei Północnej. Niedługo po rozpoczęciu ofensywy Hamasu ukraiński wywiad wojskowy HUR zaraportował, że do Gazy trafiły kontenery „trofiejnej” broni z Ukrainy. Przejęte przez Rosjan w czasie walk nad Dnieprem uzbrojenie popłynęło na Bliski Wschód.

Z perspektywy Kremla była to niska cena za rozproszenie percepcji amerykańskiej opinii publicznej. Prezydent USA Joe Biden, skoncentrowany na pomaganiu Kijowowi, miał pod koniec 2023 r. kolejną wojnę na swoich barkach. Ismail Hanija był bardzo aktywny na arenie międzynarodowej. Pielgrzymował pomiędzy Moskwą, Teheranem, Bejrutem i Katarem. Wydawał się nietykalny. Jego polityka wyglądała tak, jakby zbudował silną koalicję, która popiera geopolitycznie irredentę Hamasu.

W bliskowschodnich mediach Hanija stał się postacią wręcz kultową, ze statusem raczej gwiazdy pop (na standardy zachodnie), a nie szefa organizacji terrorystycznej, która porywa cywilów. Zachowywał się tak, jakby miał parasol ochronny i gwarancje międzynarodowe, że włos nie spadnie mu z głowy, jakby działał niejako z ramienia Rosji, a nie Iranu (którego decydentów Izrael nie oszczędzał). Zauważmy, że od października 2023 r. minął prawie rok, a Hanija był nietykalny. W kontekście historii akcji zagranicznych służb specjalnych Izraela, gdzie nieraz likwidowano wrogów tego państwa, międzynarodowe tournée przywódcy Hamasu wyglądało wręcz jak manifestacja nietykalności.

defence24.pl


Atak Izraela na Liban był oczekiwany od kilku dni, a niewiadomą pozostawała tylko jego skala. Był on zapowiedzianą przez Izrael odpowiedzią na eksplozję w Madżdal Szams, w której zginęło 12 druzyjskich chłopców. Choć Hezbollah odrzucił odpowiedzialność za to zdarzenie to Izrael zapowiedział bardzo mocny odwet, co wzbudziło obawy, że dokona inwazji lądowej na Liban. Taki rozwój wypadków mógłby doprowadzić do regionalizacji konfliktu, czego USA od miesięcy starają się uniknąć, a z całą pewnością doprowadziłby Liban do katastrofy i wywołał silną falę migracji na Cypr i dalej do Europy. Dlatego wiadomość o precyzyjnym uderzeniu na budynek w szyickiej dzielnicy Haret Hreik w Bejrucie, mogła być przyjęta z ostrożną ulgą. Wbrew zapowiedziom, że odwet będzie wobec Libanu w ogóle, został on ograniczony do celu ściśle związanego z Hezbollahem. Co prawda, lider Hezbollahu szejk Nasrallah określił wcześniej uderzenie na Bejrut jako „czerwoną linię”, ale już w styczniu doszło do skutecznego izraelskiego ataku w Bejrucie na ważnego przedstawiciela Hamasu Saleha Arouriego. Początkowo niejasny był też los Fuada Szukra, jednej z najważniejszych postaci kierownictwa militarnego Hezbollahu, który był celem ataku. Po kilku godzinach sprzecznych doniesień Izrael oficjalnie ogłosił, że Szukr nie żyje. Tymczasem Hezbollah i jego media dopiero w środę rano wydały pierwsze oświadczenie w tej sprawie, wciąż jednak nie potwierdzając śmierci Szukra, a jedynie deklarując „oczekiwanie na wyniki akcji poszukiwawczej w gruzach, która ma udzielić odpowiedzi na pytanie o los (Szukra - red.)”.

Taka ostrożna reakcja Hezbollahu dawała nadzieję, że Hezbollah zachowa wstrzemięźliwość co do swojej reakcji, tak aby wyjść z twarzą ale nie doprowadzić do dalszej eskalacji. Izrael ze swojej strony sugerował, że wyrównał rachunki z Hezbollahem i o ile libańska organizacja nie sprowokuje go swoją odpowiedzią, to dalszej eskalacji nie będzie. W Libanie oczywiście pojawiły się głosy ostrego potępienia wobec Izraela ale nie ulega wątpliwości, że większość mieszkańców odetchnęła z ulgą i z nadzieją oczekiwała, że kolejny ruch Hezbollahu będzie umiarkowany. Choć wciąż nie ma pewności jaka będzie odpowiedź Hezbollahu to (przynajmniej zanim nie nadeszły wieści z Teheranu) wiele wskazywało, że Hezbollah ulegnie presji libańskiej opinii publicznej by nie wciągnąć kraju do wojny, mimo że zabicie Szukra w Bejrucie, w bardzo precyzyjnym (a zatem wymagającym dobrego rozpoznania wywiadowczego) ataku było dla niego dotkliwym ciosem.

Fakt, iż Izrael wybrał moment ataku na dzień zaprzysiężenia na nowego prezydenta Iranu Masuda Pezeszkiana był sam w sobie policzkiem dla Teheranu. Jednakże informacja, która wkrótce potem napłynęła z Teheranu o zabiciu Ismaila Haniji przebiła wszystkie wcześniejsze doniesienia z Libanu. Ismail Hanija, w przeciwieństwie do Fuada Szukra, nie żył w ukryciu. Wręcz przeciwnie, był dyplomatyczną twarzą Hamasu (a także b. premierem Palestyny) i spotykał się z przedstawicielami wielu państw. Jego stała rezydencja znajdowała się w Katarze. Ponieważ Katar ma dobre relacje z USA, a jego kontakty z różnymi radykalnymi ugrupowaniami islamskimi są wykorzystywane do mediacji, to ataki na kontrowersyjnych, delikatnie mówiąc, rezydentów katarskich są kwestią tabu. Uderzenie na nich w Katarze wywołałoby ogromne niezadowolenie nie tylko obecnej administracji, ale również Trumpa, gdyż to przecież poprzedni prezydent negocjował z talibami w Katarze i do głowy mu nie przyszło by zorganizować jakieś uderzenie na przebywających tam od lat przedstawicieli talibów. Hanija był jednak przyjmowany również m.in. w Moskwie i Istambule (ostatnie jego spotkanie z Erdoganem miało miejsce w kwietniu br.), a raptem tydzień temu w wyniku chińskiej mediacji doszło w Pekinie do zawarcia porozumienia między Hamasem a Fatahem, co Chiny ogłosiły jako wielki sukces swojej dyplomacji. Nawiasem mówiąc atak na Haniję był też w tym kontekście pstryczkiem w nos Chinom.

Przede wszystkim jednak Hanija był główną postacią toczących się negocjacji w kwestii zawieszenia broni w Strefie Gazy oraz zwolnienia zakładników. Ostatnia tura rozmów w Rzymie z udziałem Izraela, USA, Egiptu i Kataru (dwa ostatnie państwa prowadziły jednocześnie uzgodnienia z Hamasem) odbyła się raptem trzy dni temu. Szanse na porozumienie były jednak niewielkie, gdyż Netanyahu godził się jedynie na przerwę w operacji w Gazie w zamian za wypuszczenie wszystkich zakładników, deklarując jednak jej kontynuacją do całkowitego zniszczenia Hamasu. To oczywiście było nie do przyjęcia dla Hamasu. Niemniej zabicie Haniji oznacza całkowite storpedowanie dalszych rozmów i postawienie w niezręcznej sytuacji zarówno Egiptu jak i Kataru. Również administracja Bidena raczej nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw. Z perspektywy Netanjahu jest to jednak ogromny sukces, największy od ataku 7. października ub.r. i można spodziewać się skoku jego popularności. Z całą pewnością informacja ta spotkała się z euforią ze strony izraelskiej opinii publicznej, ale może ona mieć również swój koszt. Co prawda istnieje pewna możliwość (choć nie jest to pewne), że sam Netanjahu, mając swój tak bardzo potrzebny mu sukces, może być bardziej elastyczny w rozmowach, jednak w przypadku Hamasu będzie dokładnie odwrotnie. To może oznaczać przypieczętowanie losu zakładników, który jednak dla Netanjahu ma drugorzędne znaczenie, a jego ekstremistycznych sojuszników Smotricza i Ben Gwira w ogóle nie obchodzi. Póki co mowa jest o zerwaniu wszelkich rozmów i odwecie ze strony Hamasu. Ten odwet może oznaczać eskalację na Zachodnim Brzegu, ale może też przyjąć formę ataków terrorystycznych na obiekty izraelskie (a nawet szerzej – żydowskie) w innych państwach, w szczególności w Europie (wzrostu zagrożenia terrorystycznego skierowanego do innych obiektów raczej bym się nie obawiał). Izrael czeka również zmasowana krytyka ze strony wielu państw (poza Zachodem, który zachowa milczenie), ale Netanjahu pokazał już dawno, że nie liczy się z opinią międzynarodową.

Zabicie Haniji tuż po ceremonii inauguracji Pezeszkiana to niewyobrażalne wręcz uderzenie w wizerunek Iranu, zwłaszcza, że w ceremonii tej uczestniczyli przedstawiciele ponad 70 państw, w tym prezydenci i ministrowie spraw zagranicznych. Jest to rękawica rzucona Teheranowi, którego zdolność do zapewnienia bezpieczeństwa oficjalnym gościom najwyższej rangi została podważona. Przekaz jest następujący: skoro Hanija został zabity tuż po inauguracji, to może to spotkać każdego w Iranie. Zarówno atak w Bejrucie jak i w Teheranie to pokaz precyzji uderzenia i triumf izraelskiego wywiadu (tak bardzo mu potrzebny po 7 października). Przy czym atak w Teheranie nie został raczej wyprowadzony spoza terytorium Iranu. Pytanie, czy brały w nim udział służby państw trzecich (na pewno nie USA)? Zjednoczone Emiraty Arabskie, których szef dyplomacji również był zresztą na inauguracji Pezeszkiana, zawsze były w konflikcie z Hamasem (wspieranym przez ich arcyrywala Katar), więc zapewne w Abu Dhabi nie uroniono ani jednej łzy po Haniji. Ale udział w takiej operacji mógłby Emiraty bardzo dużo kosztować, zważywszy na groźby ze strony jemeńskich Hutich. Pierwsza oficjalna reakcja irańskiego MSZ była dość wstrzemięźliwa, ale późniejsza wypowiedź Najwyższego Przywódcy Alego Chameneia była już znacznie ostrzejsza. Chamenei zapowiedział krwawy odwet, podkreślając, że Hanija korzystał z gościnności Iranu więc było to uderzenie w Iran. To jednak niekoniecznie musi oznaczać, że dojdzie do powtórki z kwietnia br., gdy Iran wystrzelił w Izrael deszcz rakiet. Reakcja jednak musi być, a Iran nie ma zbyt wielu opcji. Będzie jednak raczej działał przez proxy, a nie własnymi rękoma. Może to oznaczać ostrzejszą odpowiedź Hezbollahu, ale niekoniecznie musi oznaczać wojnę regionalną. Iran nadal jej nie chce, podobnie jak USA. Zabicie Haniji na starcie może jednak pogrzebać, zapowiadane przez Pezeszkiana w czasie kampanii, wysiłki reaktywacji porozumienia z Zachodem w sprawie irańskiego programu nuklearnego.

defence24.pl

piątek, 2 sierpnia 2024



W książce pisze Pan, że badania socjologiczne są sfałszowane, nawet te niezależne, na które często powołują się media. Twierdzi Pan, że tak naprawdę większość Rosjan popiera wojnę. Ale przecież nawet te niezależne badania opinii publicznej nie przedstawiają innego obrazu.

Wszelkie badania socjologiczne są z gruntu obarczone błędem, bo socjologia w Rosji jest zafałszowana jako taka. Nie wiemy nawet, jaka jest realna liczba ludności. Spis powszechny to wymyślone cyfry. Mnie nie chodzi nawet o poparcie, a o pogodzenie się z wojną, przyjęcie wojny. Owszem, są tacy, którzy będą krzyczeć: „Na Kijów!”, „Na Warszawę!”, „Na Berlin!”. Takich jest może 15–20 procent w rosyjskim społeczeństwie. Reszta jest indyferentna. Wojna jest dla nich jak niewygodny, za ciężki płaszcz. Nie czujesz się w nim swobodnie, ale da się chodzić. Nie masz innego, więc go nosisz. Albo jak czarna dziura, która jest tuż obok ciebie. Proszę sobie wyobrazić, że siedzimy sobie tutaj, rozmawiamy, a pośrodku stołu zieje czarna dziura. Od czasu do czasu coś w nią wpada, na przykład filiżanka z kawą, ale my udajemy, że jej nie zauważamy. Rozmawiamy dalej jak gdyby nigdy nic, a jak coś tam wpadło, to trudno. W świadomości Rosjan zieje dzisiaj taka czarna dziura, a oni wolą jej nie dostrzegać. Są w końcu i tacy, którzy są wojnie przeciwni, cierpią z tego powodu, ale nic nie mogą zrobić, bo jakiekolwiek publiczne wystąpienie to od razu donos, areszt, więzienie. A niekiedy wezwanie do wojska i wyjazd na front. To są różne gradacje stosunku do wojny, ale ja zmierzam do tego, że to są jedynie różne gradacje akceptacji tej wojny.

new.org.pl


Astolphe de Custine napisał w liście z Moskwy 11 sierpnia 1839 roku: „Przyznajmy więc i nie przestańmy powtarzać, że nieograniczony despotyzm ma na ludzki umysł taki wpływ, jak upajający trunek… Ale, co powiększa moje zdziwienie i przerażenie, to fakt, że szaleństwo człowieka sprawującego tyranię tak łatwo udziela się ludziom jej doznającym; ofiary stają się najgorliwszymi wspólnikami katów. Oto, czego można dowiedzieć się w Rosji”. I jeszcze: „Absolutna władza, kiedy jest taka naprawdę, może w końcu zmącić najzdrowszy umysł, despotyzm oślepia ludzi, naród i władca upijają się razem winem tyranii. Wydaje mi się, że historia Rosji naocznie potwierdza tę prawdę”.

Przyczyną takiej solidarności między władzą a ludem nie jest ani lęk przed represjami, charakterystyczny dla współczesnych społeczeństw, ani sakralno-kosmologiczny stosunek do władzy, charakterystyczny dla społeczeństw archaicznych. Studium dziejów średniowiecza pokazuje, że jest to część umowy społecznej, tradycji relacji społecznych, które wówczas się rozwinęły i przetrwały w konserwatyzmie politycznym.

Wydawałoby się, że jest to sprzeczne z obserwacjami rosyjskich rewolucyjnych demokratów XIX wieku pokroju Wissariona Bielinskiego i tych nam współczesnych z sekty, którą wzorem świadków Jehowy można nazwać „świadkami demokracji w Rosji” (należą do niej rosyjscy liberałowie i opozycja, wierzący, że Rosja może łatwo przejść do demokracji po obaleniu Putina, bo istnieją ku temu przesłanki, na przykład tradycja). W historii rosyjskiej myśli politycznej często pojawia się cytat przypisywany Aleksandrowi Hercenowi, rosyjskiemu pisarzowi i działaczowi politycznemu popierającemu powstanie styczniowe w Polsce: „Państwo osiedliło się w Rosji jako armia okupacyjna. Nie postrzegamy państwa jako części siebie, części społeczeństwa. Państwo i społeczeństwo są w stanie wojny. Państwo prowadzi wojnę karną, podczas gdy społeczeństwo prowadzi wojnę partyzancką”.

(...)

Obojętność wobec demokracji i własnych praw w Rosji ma długą historię. Hercen trafnie konstatuje, że państwo naprawdę osiedliło się w niej jako armia okupacyjna, ponieważ powstało w wyniku podboju przez Normanów, choć podczas ich akulturacji i slawizacji pojawiła się nowa grupa etniczno-społeczna: Rusowie. Dali oni początek pierwszej dynastii państwa wczesnośredniowiecznego z centrum w Kijowie. Na temat podboju Europy Wschodniej przez Normanów imperialna i radziecka historiografia zazwyczaj milczy. Kolonizacja europejskich ziem różniła się w zależności od regionu: na zasadzie konsensusu z plemienną arystokracją na ziemi nowogrodzkiej na północy, podczas gdy w innych częściach Europy Wschodniej przybierała bardziej brutalne formy.

Do oddziałów Rusów jako rządzącej grupy etnospołecznej, obejmującej książąt z dynastii Rurykowiczów, książęcą świtę i oficerów oraz bojarów (książęcy drużynnicy i przedstawiciele miejscowej arystokracji), stopniowo dołączała także miejscowa ludność, głównie Słowianie. Zjawisko to zostało dobrze rozpoznane przez autorów orientalnych. Perski historyk i urzędnik z XI wieku Abu Said Mahmmud Gardizi napisał w swojej książce Zayn al-akbar (Perły wiadomości), że wielu Słowian przybywa do Rusów i służy im, aby tą służbą się zabezpieczyć.

(...)

System władzy średniowiecznej Rosji, znany jako „karmienie”, który oficjalnie istniał w XVI wieku, od początku stanowił podstawę rosyjskiego rządu. Oddając państwu przydzieloną mu część, urzędnik lub robotnik mógł wykorzystać swoją pozycję do wzbogacenia się. Co więcej, niski lub niewystarczający poziom wynagrodzeń zakładał korupcję jako sposób na uzupełnienie domowego budżetu. Taka sytuacja jest typowa dla gospodarek wschodnich. Orientalny bakszysz nie jest zwykłą europejską łapówką wręczaną urzędnikowi za łamanie prawa. Bakszysz to opłata obywatela na rzecz urzędnika za wypełnianie przez niego obowiązków służbowych. Charakterystyczna dla Wschodu nieufność wobec władzy w paradoksalnym połączeniu z zależnością od niej doprowadziła do ukrywania dochodów i niepłacenia podatków. Bakszysz okazał się sposobem na zmuszenie obywatela do płacenia urzędnikowi kwoty niezbędnej do wyrównania jego pensji celowo zaniżonej przez państwo. Ten korupcyjny schemat dopłat naturalnych istniał we wszystkich warstwach społecznych.

new.org.pl

czwartek, 1 sierpnia 2024



W ostatnich tygodniach Rosjanie wprowadzili znaczące zmiany w swojej taktyce, co wpłynęło na dynamikę konfliktu. Kluczowym elementem tej zmiany jest inteligentne wykorzystanie wywiadu, dzięki czemu ataki są teraz skierowane na słabe jednostki ukraińskie, zamiast na słabe umocnienia. Dodatkowo wprowadzono setki wysoce wyszkolonych operatorów dronów FPV, którzy korzystają z nowej częstotliwości, której ukraińska WRE nie jest w stanie zakłócić. 

Obserwacje z ostatnich trzech tygodni wskazują na globalną zmianę częstotliwości: sterowanie dronami odbywa się teraz na zakresach 380-560 MHz, natomiast transmisje wideo operują w przedziale 4900-5800 MHz. Rosjanie są już w pełni przygotowani do działania w tych nowych warunkach, co jest zaskoczeniem, bo to kolejny skok jakościowy.

Rosyjskie ataki charakteryzują się wykorzystaniem małych grup składających się z 3-4 żołnierzy. Te jednostki, korzystając z linii drzew do ukrycia się przed dronami, sondują pozycje ukraińskie i wzywają wsparcie artylerii lub dronów. Taka taktyka pozwala im na minimalizowanie strat i zwiększa skuteczność działań. Jeśli uda się przesunąć do przodu pluton, piechota jest w stanie szturmować ukraińskie pozycje, co już zaowocowało zdobyciem kilku wiosek.

Rosjanie systematycznie wyczerpują brygady ukraińskie w Donbasie. Ich podejście nie jest szczególnie innowacyjne: codziennie wysyłają małe jednostki taktyczne przeciwko ukraińskiej obronie, aż do upadku jednej pozycji, a następnie wykorzystują ten sukces. Dzięki tym nowym metodom Rosjanie zdołali przejąć inicjatywę na niektórych odcinkach frontu.

Skuteczność operacji wspieranych przez drony wyposażone w nowe kamery termowizyjne, zmodyfikowane oprogramowanie oraz innowacyjne podejście do wykorzystania dronów FPV jako latających stacji analizy widma, plus precyzyjnie kierowane ataki artyleryjskie, powoduje, że ukraińska obrona jest coraz bardziej wyczerpana. 

Zmiany w sposobie prowadzenia działań bojowych przez Rosjan pokazują, jak ważne są innowacje technologiczne i adaptacja do nowych warunków na polu walki. Konflikt wciąż się rozwija, a obie strony będą musiały szybko dostosowywać swoje strategie, aby skutecznie reagować na zmieniającą się sytuację. Obecnie widzimy, jak Ukraińcy miotają się z wykrywaniem wrogich UAV na zapleczu, próbując budować mieszane systemy, niejednokrotnie narażając się na wykrycie i ujawnienie pozycji.

Wojna się zmieniła i walka elektroniczna (WRE) to już nie tylko specjalnie wyszkolone grupy czy pojedyncze oddziały, ten problem ma znacznie bardziej globalny charakter. Drony ewoluowały, są coraz bardziej wyrafinowane oraz autonomiczne, coraz bardziej kastomowe i coraz bardziej niebezpieczne. Na froncie wprowadzono koordynację częstotliwości dla operatorów dronów, ponieważ kanały radiowe już dawno się skończyły.

https://x.com/s32098 Tomasz Darmolinski


Początkowo - latem 2022 roku - wydawało się że znów amunicja artyleryjska naprowadzana GPS/INS święci triumfy. Najpierw Excalibury pozwoliły ustabilizować sytuacje na łuku Dońca Sewierskiego, w tym podczas próby forsowania rzeki oraz po Popasnej. Potem około 30-40 Himarsów (pisanie o 8 do 16 było dezinformacją jak się okazuje) wykorzystując około 2k rakiet całkowicie zniszczyło rosyjskie kwatermistrzostwo na Zaporożu i w Doniecku (uzależnione od kolei i dużych magazynów blisko frontu) i powstrzymało rosyjską ofensywę. Mogło się wydawać, że słynna rosyjska WRE oraz zwalczanie rakiet to mrzonka i kolejna propagandowa wydmuszka, która została obnażona. 

Pierwsze niebezpieczne zmiany zaczęły być widoczne podczas ostrzału mostu Antonowskiego pod Chersoniem oraz prób blokady artylerią zaopatrywania zgrupowania RUS na północ Chersońskiego. Co prawda skuteczność niszczenia dostaw była na tyle dobra, że zmusiła Surowikina do wycofania się za Dniepr, ale niektóre GMLRsy padły ofiarą OPL, jednocześnie zaczynało się mówić o zmianach w RUS WRE. Warto też pamiętać o tym, że niektóre Excalibury i GMRS były niewybuchami i po prostu zostały zdobyte przez Rosjan, a następnie rozebrane do ostatniej śrubki w poszukiwaniu remedium. 

Operacja Bachmucka trwająca od sierpnia 2022 do maja 2023 pokazała już komplet problemów z amunicją precyzyjną z Zachodu, przy czym dopiero od 2023 widać było skokową poprawę skuteczności rosyjskiej walki radioelektornicznej. W pełni zagłuszalny obszarowo okazał się być cywilny Starlink, okazało się też że skuteczność ostrzału GMLRSami zaplecza RUS drastycznie spadła. Wynikało to nie tylko ze zmian w kwatermistrzostwie (rozproszenie magazynów, wydłużenie linii dostaw, stworzenie w końcu obok CDSów również UDSów), ale również z faktu że "w końcu" rosyjskie WRE zaczęło działać tak jak obawiano się tego jeszcze przed wojną. 

Ofensywa Zaporowska - jedna z największych ukraińskich porażek tej wojny (obok: przekroczenia Dniepru w 22', zdobycia Izjumu a potem walk o Sewierodonieck i wyryw pod Popasną), została w dużej mierze spowodowana skutecznością rosyjskiego WRE, które nie tylko zagłuszało na bliskim dystansie 90% dronów UA ale również... amunicje precyzyjną. Zanim SBU się zorientowało to do sieci trafiło sporo filmów pokazujących ten sam problem: FlyEye na granicznym dystansie dla opto obserwujący np, Tora lub Pancyra i...Excalibur lub GMLRS trafiający 30-50 m od niego. Dla laików sprawiało to wrażenie celnego porażenia, ale po którymś takim filmie sprawa stała się jasna: naprowadzanie w terminalnej fazie było po INS, a nie GPS. Ten ostatni - nawet w wersjach "anti-jam and spoofing resist" okazał się być podatny na zagłuszenia, a w zasadzie utratę sygnału GPS. Problemy były zasadniczo dwa: pierwszym był fakt, że 3,5 kg materiału wybuchowego w Excaliburze ma się efektem nijak do 7-10 kg ładunku w typowym 155mm. Spadek celności z <9m do ponad 30m oznaczał, że cel nie został zniszczony a i jego obezwładnienie w przypadku jakiegokowliek stanowiska przygotowanego było wątpliwe. Większym jednak problemem było to, że problematyczne stało się niszczenie RUS magazynów, które zostały okryte parasolem WRE i...zestawami OPL. Oczywiście ich rażenie dalej było możliwe  - po pierwsze UA targetowali owe bez WRE wokół nich, a po drugie - strzelając nie 6, a 12-18 rakiet udawało się przełamać OP Rosjan. Ale skuteczność ataków spadła a zużycie amunicji wzrosło prawie trzykrotnie. Losy ofensywy zaporowskiej są znane.

Obecna rosyjska ofensywa z Donbasu pokazuje podobne problemy z jednym istotnym novum - od grudnia 2024 UA stracili przewagę w zagłuszaniu RUS dronów oraz co gorsza - zdolność do zagłuszania transmisji RUS dornów. Efektem okazał się może nie "real-time targeting", ale cały kill chain u Rosjan w przypadku rażenia zaplecza spadł z czasu 3-4 godzin do <40 minut. Co pozwala na zwalczanie celów wysokowartościowych (HVT) na UA zapleczu.  

Obecnie GMLRSy są nadal używane masowo, ale ich skuteczne użycie wymaga kilkukrotnie większej liczby odpalonych rakiet lub wcześniejszego obezwładnienia rosyjskiej WRE. W przypadku Excaliburów ich użycie w warunkach WRE jest w zasadzie wykluczone i owe musi zostać obezwładnione żeby używać tej amunicji. 

x.com/wolski_jaros


Oprócz dziwnych zmian wśród założycieli i właścicieli największych rosyjskich platform rozliczeniowych można również przypomnieć o długoletnim i nienagannie działającym systemie wzajemnych kompensacji, który ukształtował się już w pierwszych miesiącach po wybuchu wojny.

Nie ma problemu z przekazaniem walizki rubli w Moskwie i otrzymaniem jej w Berlinie lub Nowym Jorku w dolarach lub euro tego samego wieczoru, z prowizją w wysokości 2-4 proc. (nikt nie marzy o 10 proc. na tym rynku). Dziennikarze śledczy nie raz i nie dwa pisali o tym, jak dużą skalę mają takie transakcje, przeprowadzane z wykorzystaniem kryptowalut lub bez.

Prawdopodobnie to właśnie szybki rozwój tego rynku ukrywa rozbieżności rzędu dziesiątek miliardów dolarów, tak wyraźnie widoczne na przykładzie perypetii obliczeniowych i statystyk handlowych.

Rosja, jak wiemy, szybko staje się nawet nie szarą, ale czarną strefą finansową. Chiny, o których wiele się teraz mówi, nie są bynajmniej jedynym przykładem. Wszyscy zapewne słyszeli o dziesiątkach miliardów petrodolarów "wiszących" w Indiach, ale jednocześnie nie przeszkadza to rosyjskim dostawom węglowodorów do tego kraju nie maleć (co więcej, według indyjskich władz w czerwcu osiągnęły one kolejny rekord).

Jeszcze ciekawszy jest przykład Korei Północnej. Według różnych szacunków zachodnich ekspertów Rosja otrzymała z tego kraju w latach 2023-2024 od 1 do 4,8 mln pocisków artyleryjskich (i, bardzo możliwe, znaczną ilość innych towarów wojskowych) — ale niedawno północnokoreańskie służby statystyczne oświadczyły, że przychody z eksportu za 2023 r., które znacznie wzrosły w porównaniu z 2022 r., wyniosły... 1,23 mld dol. (ok. 4 mld 880 mln zł).

Innymi słowy, koszt jednego pocisku (którego produkcja w Rosji kosztuje 700-800 dol., czyli ok. 2 tys. 770-3 tys. 200 zł, a w Europie kupuje się go za niekiedy 6 tys. euro, czyli ok. 26 tys. zł) wynosi w tym przypadku od 60 do 200 dol. (ok. 240-800 zł), co wygląda zupełnie nierealnie.

Oznacza to również, że żadne tradycyjne schematy płatności nie dominują już w relacjach między przyjaznymi państwami — a co za tym idzie, że zachodnie sankcje wobec banków w dużej mierze działają na próżno.

Polityka sankcji miała zabić rosyjską gospodarkę i zerwać jej więzi z globalnym światem. To ostatnie zostało w dużej mierze osiągnięte — ale z jednym zastrzeżeniem: zniszczono tylko sformalizowane i przejrzyste kontakty.

Zamiast pompować ropę i gaz rurociągami, pojawiły się floty cienia, które nielegalnie transportują ropę oraz gaz. Ugruntowane rozliczenia bankowe zostały zastąpione przez firmy kupowane w darknecie, kryptowaluty i wzajemne kompensacje na zasadzie zaufania; starannie przestrzegane prawa własności intelektualnej zostały zastąpione przez ich szalejącą kradzież.

The Moscow Times


Kilka dni po zakończonym 18 lipca III plenum i publikacji "Komunikatu" z jego obrad chińskie władze opublikowały "Decyzję" i treść przemówienia przywódcy Chin Xi Jinpinga, które stanowi obowiązującą wykładnię dla realizacji założeń.

Już wcześniej Bogusz, ekspert warszawskiego Ośrodka Studiów Wschodnich zauważył, że w komunikacie nie było mowy o zwiększeniu konsumpcji wewnętrznej, co jego zdaniem mogłoby pobudzić drugą gospodarkę świata, która obecnie mierzy się z poważnymi wyzwaniami, a zwłaszcza z powolnym ożywieniem.

"(Sekretarz generalny KPCh) Xi Jinping wielokrotnie dawał do zrozumienia, nie tylko w opublikowanym przemówieniu, że władze wciąż uważają, że drogą do poprawy gospodarczej jest zwiększanie strony podażowej, a nie popytowej" - skomentował Bogusz opublikowane 21 lipca Decyzję i treść przemówienia Xi Jinping.

"Gensek jest też znany z niechęci do +rozdawania pieniędzy+ i uważa, że pomoc społeczna rozleniwia ludzi. Podobno w prywatnych rozmowach nazywa to +angielską chorobą+. Dlatego, mimo że w +Decyzji+ faktycznie jest mowa o zwiększaniu konsumpcji wewnętrznej, to pozostaję sceptyczny" - zaznaczył ekspert - "zwłaszcza, że w dokumencie nie ma żadnej ścieżki, która miałaby doprowadzić do znacznego wzrostu konsumpcji wewnętrznej, a tym bardziej, aby miała ona stać się kołem zamachowym chińskiej gospodarki".

Jego zdaniem wzmianka o konsumpcji "została wrzucona" do "Decyzji", ponieważ Komitet Centralny (KC) KPCh wiedział, że tego oczekują rynki. "Sądzę jednak, że w przewidywalnej przyszłości na tym się skończy" - podkreślił.

Ekspert zwrócił uwagę na mit krążący na Zachodzie dotyczący decyzyjności władz w Pekinie. Zgodnie z tym mitem KPCh jest postrzegana jako organizacja tworząca dalekosiężne i bardzo szczegółowe plany.

"W rzeczywistości partia zakłada, że wyznacza się bardzo ogólnikowe cele, ale daje się sobie dużą swobodę w ich realizacji" - powiedział Bogusz, wskazując, że dotyczy to nie tylko metod, lecz również terminu.

"Moim zdaniem największa siła KPCh leży w jej niesamowitej zdolności do adaptacji i ciągłego zmieniania planów w locie. Każdy plan pięcioletni jest zmieniany co roku i nawet plany roczne są zmieniane pod koniec roku, tak aby pasowały do tego, co się uda zrobić" - zauważył Bogusz.

"Z tego punktu widzenia wskazywanie przez przedstawicieli aparatu (partyjnego - PAP) na +złożoność sprzeczności i planów+ po prostu sygnalizuje, że dzisiaj taki jest pomysł, ale wszystko może ulec zmianie bardzo szybko" - wyjaśnił analityk, zapytany o znaczenie uwag władz w Pekinie, że dalsza modernizacja w chińskim stylu napotyka na wiele złożonych problemów.

Na sprzeczności w planach Chin na co najmniej pięć kolejnych lat zwracali uwagę analitycy. Xi bowiem zgadza się co do zasady, że konieczny jest rozwój prywatnych przedsiębiorstw, proponuje sformułowanie ustawy o promowaniu gospodarki prywatnej, z drugiej strony stawia na wzmocnienie funkcji i konkurencyjności przedsiębiorstw państwowych i wzmocnienie "bezpieczeństwa narodowego", co spowodowało odpływ inwestycji.

(...)

Ekspert zaznaczył, że w modelu rozwoju gospodarczego ChRL istnieje istotna nierównowaga.

"Z jednej strony większość realnego wzrostu PKB (nie tego generowanego przez lanie betonu) jest generowana przez sektor prywatny i to sektor prywatny kreuje większość nowych miejsc pracy, to on jest bardziej wydajny, ale też odpowiada za sporą część innowacyjności. Równocześnie to sektor państwowy korzysta z pomocy państwa i ma dostęp do kapitału z państwowych banków. Obecnie wzrost kontroli, także sektora finansowego, w połączeniu ze spowolnieniem gospodarczym ogranicza mocno dostęp sektora prywatnego do alternatywnych form finansowania, czy to w formie prywatnych obligacji, czy pożyczek z prywatnych funduszy inwestycyjnych" - zauważył.

Zdaniem Bogusza to - obok czynników takich jak demografia i sytuacja międzynarodowa - jest "hamulcem zaciągniętym ręcznie przez Xi Jinpinga".

"Władze próbują to równoważyć, tworząc różnego rodzaju fundusze celowe na rozwój wybranych sektorów, jak półprzewodniki. Problem w tym, że dotyczy to tylko ograniczonej liczby przedsiębiorstw, ale to biurokraci decydują, co będzie rozwijane. Nie ma tutaj przestrzeni na naturalną, spontaniczną innowacyjność" - ocenił analityk OSW.

Zapytany, dlaczego Plenum, które zwykle odbywa się na przełomie października i listopada w roku następującym po zjeździe KPCh, w tej kadencji zostało przełożone na lipiec, ekspert zaznaczył, że nie było to przypadkowe.

"Moim zdaniem rosła presja na III Plenum gospodarcze. Im dłużej Xi Jinping zwlekał z jego zwołaniem, tym bardziej rosły oczekiwania i rosło ryzyko, że nie tylko dojdzie do rozczarowania, ale (też że) to rozczarowanie odbije się negatywnie na realnej kondycji gospodarczej ChRL" - mówi Bogusz.

"Dlatego sądzę, że gensek zdecydował, że trzeba to w końcu +odfajkować+ i wybrano lipiec jako najlepszy moment, kiedy szeroko rozumiany komentariat polityczno-gospodarczy, czy to w Chinach, czy za granicą, szykuje się już do sierpniowych urlopów, coś tam napiszą, ale rozczarowanie będzie realnie mniejsze" - wyjaśnił rozmówca PAP, dodając, że kampania prezydencka w USA dodatkowo odwraca uwagę od Chin.

"I do pewnego stopnia to się udało. Rozczarowanie jest, ale nie ma też dramatu. Nic się nie zmieniło po III Plenum, ani w jedną, ani w drugą stronę. Jest kontynuacja. (...)" - zaznacza Bogusz.

wnp.pl/PAP