środa, 10 lipca 2024



Już w piątek 5 lipca premier Węgier przybył z kolei do Moskwy. Władimir Putin oświadczył, że przyjmuje wizytę szefa węgierskiego rządu jako próbę odbudowy dialogu. Nie wskazał, czy chodzi tylko o Węgry, czy o Unię Europejską. Powtarzał także nieprawdziwe tezy przedstawiane już wielokrotnie od początku wojny, że za jej wybuch odpowiedzialna jest Ukraina, że Kijów nie jest gotowy do rozmów pokojowych i przywiązał się do idei prowadzenia wojny aż do zwycięskiego końca. Próbował także kolejny raz podważać legalność władzy Wołodymyra Zełenskiego, mówiąc o zawieszeniu wyborów prezydenckich w Ukrainie do końca wojny. Oświadczył też, że Rosja opowiada się za pełnym zakończeniem wojny i powtórzył żądanie wycofania ukraińskich wojsk z obwodów ługańskiego i donieckiego, nazywając okupowane ziemie rosyjskimi. Orban z kolei podkreślił, że najważniejszym zadaniem prezydencji Węgier w UE jest zabieganie o pokój. Powtórzył tezy kremlowskiej propagandy o konieczności negocjacji pokojowych, bo Europa odczuwa gospodarcze skutki wojny. Stwierdził, że uzyskał odpowiedzi od Putina na temat rokowań pokojowych i działań zbrojnych oraz architektury bezpieczeństwa w Europie po zakończeniu wojny. Dodał, że zrozumiał, iż stanowiska Moskwy i Kijowa w tych sprawach są diametralnie różne.

Trzy dni później Viktor Orban pojawił się w Pekinie, gdzie rozmawiał z Xi Jinpingiem. Szef węgierskiego rządu tłumaczył, że zbiera informacje dotyczące możliwości zawieszenia broni w Ukrainie i rozpoczęcia rokowań pokojowych. Jak podkreślił, chce, aby prezydencja Węgier w Unii Europejskiej skoncentrowała się na tej kwestii. Zapowiedział też, że podzieli się zgromadzonymi informacjami z kierownictwem NATO podczas szczytu Sojuszu w Waszyngtonie.

gazeta.pl

poniedziałek, 8 lipca 2024



Magdalena Melke: W latach 1991-2011 na terytorium Rosji dokonano ok. 1500 ataków noszących znamiona terroryzmu, a w latach 2015-2019 ataki terrorystyczne w Rosji były związane z działalnością Państwa Islamskiego, współpracującego z rebeliantami z Kaukazu. Ataki terrorystyczne w Rosji i ich powiązanie z regionem Kaukazu to długotrwały problem dla władz na Kremlu. Jakie jest ich podłoże?

Wojciech Górecki, główny specjalista w Zespole Turcji, Kaukazu i Azji Centralnej Ośrodka Studiów Wschodnich: Kaukaz Północny to najbardziej zróżnicowana etnicznie część Federacji Rosyjskiej, doświadczająca wielu problemów, jak np. na tle przebiegu granic administracyjnych między republikami czy stosunku Moskwy do poszczególnych narodów.

Po rozpadzie ZSRR w regionie pojawiły się tendencje separatystyczne. W przeciwieństwie do innych etnicznych regionów Rosji, jak np. Tatarstanu czy Baszkirii, otoczonych w całości rdzennie rosyjskimi ziemiami, Kaukaz Północny graniczy z Gruzją i Azerbejdżanem.

Dzięki temu kaukascy separatyści mieli wyjście na świat zewnętrzny przez sąsiednie kraje. Najważniejszym wydarzeniem lat 1994-1996 była pierwsza wojna czeczeńska (określana czasem mianem narodowo-wyzwoleńczej), która skończyła się zwycięstwem Czeczenów. Później nastąpił okres zawieszenia broni, a Czeczenia istniała jako niezależny twór państwowy, choć formalnie nie uregulowano tego stanu (Czeczenia nie podpisała układu federacyjnego).

W 1999 roku, po dojściu Władimira Putina do władzy, nastąpiła druga wojna czeczeńska, a Rosja przywróciła swoją kontrolę nad Czeczenią i całym Kaukazem Północnym. Z kolei ruch narodowo-wyzwoleńczy zaczął ewoluować w stronę dżihadu.

Z jakich powodów?

Idea niepodległości została skompromitowana, ponieważ kojarzyła się z biedą i korupcją. Z kolei islam wydawał się jednoczyć zarówno Czeczenów, jak i ludzi z pozostałych republik. Od początku XXI wieku obserwujemy o wiele wyraźniej ruchy dżihadystyczne, nie narodowe.

Na Kaukazie powstała formacja zbrojna, nazywana Emiratem Północnokaukaskim. Jej celem było oderwanie Kaukazu Północnego od Rosji i utworzenie tam republiki islamskiej, kierującej się prawem szariatu. Emirat powstał niemal w tym samym momencie, w którym ostatecznie wypaliły się idee narodowe, a zamiast nich zaczęto odwoływać się do ruchu panislamskiego.

Na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku mieliśmy do czynienia z bardzo silnym podziemiem islamskim. Moja teza jest taka, że obserwowaliśmy regularną wojnę domową, na co wskazywała liczba ofiar śmiertelnych starć i zamachów w skali całego regionu, rzędu 700-800 osób w ciągu roku.

Emirat Północnokaukaski funkcjonował do lat 2014-2015 roku, ale najbardziej aktywnie do momentu olimpiady w Soczi – Rosji bardzo zależało, aby odbyła się ona bez przeszkód, więc zaczęła skuteczniej zwalczać zbrojne podziemie. Z drugiej strony na Bliskim Wschodzie powstało Państwo Islamskie, które przykuło uwagę światowej opinii publicznej. W związku z tym dżihadyści, którzy nie zostali zlikwidowani na terenie Federacji Rosyjskiej, przenieśli się na Bliski Wschód.

Sytuacja na Kaukazie Północnym uspokoiła się, jednak w ciągu ostatnich 10 lat dorosło nowe pokolenie – starzy bojownicy islamscy opuścili ten region bądź zostali zlikwidowani, a społeczeństwo w coraz większym stopniu ulegało derusyfikacji, retradycjonalizacji i islamizacji.

Obecnie obserwujemy region, który de iure stanowi część Federacji Rosyjskiej, jednak de facto pozostaje „wewnętrzną zagranicą” – terytoriami plemiennymi, gdzie język rosyjski i liczba Rosjan stanowią coraz mniejszy udział w społeczeństwie, a ludzie funkcjonują w trzech systemach prawnych (prawem rosyjskim, szariatem i prawem zwyczajowym). W związku z tym Kaukaz Północny jest coraz bardziej odległy od Moskwy w kontekście kulturowo-cywilizacyjnym.

Kreml to toleruje, ponieważ przede wszystkim zależy mu na stabilności regionu. Póki na Kaukazie Północnym nic się nie działo, to Moskwa przymykała oko na brutalne formy rządów Ramzana Kadyrowa w Czeczenii oraz metody rządzenia władz lokalnych.

Tymczasem dorosło nowe pokolenie. Ludzie, którzy kiedy rozpadał się Emirat Północnokaukaski mieli 10-12 lat, obecnie marzą o własnej przygodzie pokoleniowej. Świat uległ globalizacji, a radykalizacja młodego pokolenia stała się o wiele prostsza, przede wszystkim za pomocą mediów społecznościowych.

(...)

Czy Pańskim zdaniem Kreml może wykorzystać kwestie działań antyterrorystycznych w regionie Kaukazu do realizacji własnych celów politycznych?

Rosja jest obecnie skoncentrowana na Ukrainie, która również była katalizatorem części działań na Kaukazie. W bliskim sąsiedztwie toczy się wojna, uwaga służb jest skierowana na Kijów, stwarza to okazję do przeprowadzania akcji zamachowych i dywersyjnych.

Jednak dopóki lokalne władze są w stanie kontrolować sytuację, nie spodziewam się, aby cokolwiek ze strony Moskwy miało się zmienić w kontekście działań politycznych. Obecnie Kreml nie ma potrzeby, aby pacyfikować Kaukaz, zapewne nie ma też wystarczających środków.

Moim zdaniem Rosja będzie izolować region Kaukazu jako strefę obcą kulturowo, jednak nie wydaje się, aby miała pomysł, co – mówiąc kolokwialnie – z tym obszarem zrobić. W ciągu ostatnich dekad Kreml przedstawiał dwie koncepcje. Pierwsza dotyczyła brutalnej pacyfikacji i wprowadzania stanu wojennego, jednak wymaga to stałego nakładu sił i środków, których obecnie nie ma. Druga dotyczyła integracji i przeznaczania na to ogromnej ilości środków finansowych, jednak koncepcja ta jawi się jako studnia bez dna.

Obecnie Moskwa oddaje tereny Kaukazu „w dzierżawę” lokalnym elitom, ewentualnie wysyła na miejsce zaufanych urzędników, aby mogli zarządzać podległymi terenami. Kremlowi nie zależy na tym, aby Kaukaz się rozwijał czy żeby pojawiały się tam miejsca pracy – przede wszystkim ma tam panować spokój.

Póki region jest stabilny Moskwa nie ma się czym przejmować. Jeśli stabilności zabraknie, Rosja będzie się starała temu zaradzić.

Czy Kaukaz Północny ma pomysł na siebie? Pomijając już kwestie islamizacji regionu. Wspomniał Pan, że nie chcą się uniezależnić w pełni od Rosji?

Zacytuję najwybitniejszego współczesnego, dagestańskiego poetę, niedawno zmarłego Rasuła Gamzatowa: Dagestan nie wstąpił dobrowolnie w skład Rosji, ale też dobrowolnie jej nie opuści. To znaczy, że dopóki Dagestan – i  myślę, że można to rozszerzyć na cały Kaukaz – ma korzyści z przynależności do Federacji Rosyjskiej, to Kaukaz nie będzie chciał pełnej odrębności.

Jeśli jednak pewne ruchy odśrodkowe w Rosji zaszłyby bardzo daleko i zabrakło pieniędzy dla regionu, Kaukaz będzie pierwszym regionem, który zareaguje – choć najpewniej nie zainicjuje zmian. Właśnie dlatego, że posiada granice zewnętrzne z Gruzją i Azerbejdżanem.

Kaukaz będzie obserwował sytuację polityczną. Region chciałby żyć po swojemu, bez ingerencji Moskwy, z zewnętrz, w życie codzienne mieszkańców. Mówiąc kolokwialnie, dopóki nikt się nie będzie czepiał Kaukazu, dopóty Kaukaz będzie stwarzał większych problemów.

polon.pl

sobota, 6 lipca 2024



PlayStation 4 to konsola do gier firmy Sony, jaka zadebiutowała na rynku jesienią 2013 roku, i następnie trzy lata później została odświeżona wersjami Slim i Pro. W konsoli tej po raz pierwszy zastosowano zarówno procesor CPU, jak i układ graficzny GPU pochodzący od jednego producenta, jakim była firma AMD. Ogłoszenie, że AMD będzie dostarczać CPU i GPU do PlayStation 4 było dużym zaskoczeniem przed premierą konsoli. Producent wprawdzie oferował wtedy dość dobre GPU z architekturą GCN, ale po wcześniejszej premierze procesorów z architekturą Bulldozer został zepchnięty przez Intela na margines rynku CPU.

Następne kilka lat od 2013 roku włącznie to także dla AMD najcięższy okres w 21 wieku pod względem finansowym - okres bardzo słabych wyników finansowych, cięcia wydatków, rosnącego zadłużenia, kilku dużych fal zwolnień pracowników, oraz ogłaszania co kwartał kolejnych strat finansowych. Dzisiaj wiemy już, że w czasie tym firma pracowała też nad architekturą ZEN, której następne wersje pozwoliły AMD zaoferować bardzo udane procesory (w pewnym okresach czasu nawet lepsze niż procesory Intela). Dzięki udanym procesorom firma AMD zaczęła notować znacznie lepsze wyniki finansowe, i obecnie po dawnych długach nie ma już śladu.

Tymczasem historia mogłaby się potoczyć inaczej, gdyby nie konsola PlayStation 4. Tak przynajmniej twierdzi Renato Fragale, jeden z managerów średniego szczebla w firmie AMD. W CV jakie zamieścił w serwisie LinkedIn zawarł on informację, że kierował grupą inżynierów odpowiedzialnych za dostarczenie CPU i GPU dla PlayStation 4 oraz współpracę z Sony.

Renato Fragale wyraził przy tym opinię, że kontrakt na dostawę tych układów scalonych do PlayStation 4 uratował AMD przed bankructwem, jakie w innej sytuacji byłoby nieuchronne przez 2020 rokiem.

Z jego opinią zdecydowanie można się zgodzić - lata od 2013 do 2018 roku to bardzo trudny czas dla AMD pod względem finansowym, a dostawy chipów dla PlayStation 4 zapewniały stały, systematyczny i dość znaczący przychód, w sytuacji bardzo słabych przychodów ze sprzedaży procesorów i spadających przychodów ze sprzedaży kart Radeon (schyłek architektury GCN, nieudane karty Radeon Vega).

twoje.pl

piątek, 5 lipca 2024



Monitorowaliśmy komunikaty chińskich “mediów” nt. dołączenia Białorusi do Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Propaganda Pekinu wykorzystuje wydarzenie do kreowania pozytywnego obrazu Chin, Szanghajskiej Organizacji Współpracy oraz dezinformacji o agresywnym i prowokacyjnym Zachodzie, NATO.

W najnowszym #DisInfoPack prezentujemy wybrane narracje dezinformacyjne:

🔴 Państwa SzOW stoją w obliczu bezprecedensowych nacisków i prób zewnętrznej ingerencji.
🔴 SzOW jest gwarantem pokoju i bezpieczeństwa na świecie w przeciwieństwie do ekspansji / prowokacji NATO.
🔴 Przystąpienie Białorusi do SzOW to m. in. odpowiedź na napięcia i prowokacje państw Zachodu będących pod wpływem USA.
🔴 Państwa SzOW są poważnie narażone na konwencjonalne, jak i niekonwencjonalne zagrożenia bezpieczeństwa.

disinfodigest.pl


Jedną z gwiazd rosyjskiej dezinformacji ponownie stał się John Mark Dougan. Były amerykański policjant i weteran piechoty morskiej w 2016 r. nawiał z USA, przyleciał do Moskwy, gdzie został czule przytulony przez władze Rosji, otrzymał azyl polityczny (był czwartym Amerykaninem w dziejach, który o to wystąpił). Z mety odnalazł się w roli „niezależnego źródła informacji” o wydarzeniach na Donbasie. W tym czasie zaczął tworzyć cyfrowe domeny, które wykorzystywał do szerzenia przemyśleń z różnych dziedzin, promując teorie spiskowe.

Jak zauważyli amerykańscy badacze Darren Linvill i Patrick Warren z Clemson University w analizie „Infektion’s Evolution: Digital Technologies and Narrative Laundering”, stosowane przez Dougana metody są dużo bardziej zaawansowane niż toporna propaganda rosyjskich oficjalnych mediów. Sprawnie wykorzystują sztuczną inteligencję, manipulują emocjami, a także miksują narracje prawdziwe, prawdopodobne i nieprawdopodobne w taki sposób, aby zwarty przekaz wydawał się w całości prawdziwy.

Po rozpoczęciu rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2022 r. Dougan został szerzej włączony w akcje rozpowszechniania dezinformacji. W propagandowych przekazach Kremla odgrywał rolę zachodniego eksperta od wszystkiego, czyli od niczego. Opowiadał o rzekomych amerykańskich laboratoriach w Ukrainie (miały tam powstawać m.in. żarłoczne odmiany komarów trenowanych w celu kłucia wyłącznie przedstawicieli narodu rosyjskiego), wspierał narracje rosyjskiej propagandy o zamachu na Nord Stream itd.

A teraz, jak wskazują autorzy raportu BBC: Paul Myers, Olga Robinson, Shayan Sardarizadeh i Mike Wendling, Dougan został rzucony na front walki przedwyborczej w USA. Nowa fabryka trolli w przededniu wyborów prezydenckich produkuje bezmiar wyssanych z palca treści i zarzuca nimi amerykańską publiczność. Świeży przykład to wzięta z sufitu sensacja o tym, że żona prezydenta Ukrainy Ołena Zełenska zakupiła z budżetowych pieniędzy model samochodu firmy Bugatti za 4,5 mln dolarów (notabene „informację” tę pilnie powieliły kremlowskie media w rodzaju popularnego dziennika „Moskowskij Komsomolec” i liczne media społecznościowe). Takie „wiadomości” powinny wpełznąć powoli do podświadomości amerykańskiego podatnika i w efekcie podać w wątpliwość sens udzielania pomocy Ukrainie.

Jak piszą dziennikarze BBC, fabryka trolli obejmuje około 170 stron internetowych podszywających się pod amerykańskie media. Wszystkie są zarządzane z Moskwy. Fałszywe domeny napełniane są z pomocą sztucznej inteligencji. Cel nadrzędny to sianie defetyzmu i destabilizacja amerykańskiego społeczeństwa.

tygodnikpowszechny.pl


Ta przeciwniczka Zielonego Ładu i europejskiej polityki migracyjnej, która chce, by państwa członkowskie same decydowały, jakiego prawodawstwa unijnego będą przestrzegać, z premedytacją postanowiła zadrwić ze staromodnych demokratów. Ci wciąż wierzą, że wystarczy jedynie pozytywnie opowiadać o wartościach, by były one atrakcyjne dla coraz bardziej zdezorientowanych społeczeństw, które łakną prostych odpowiedzi na trudne pytania. 

Skrajna prawica udziela ich masowo, dlatego jest atrakcyjna, choć sama jeszcze nie wie, z jakimi realnymi problemami będzie musiała się mierzyć. Ignorując wyzwania ekologiczne i zaprzeczając zmianom klimatycznym; nie rozumiejąc, że brutalna polityka antyimigrancka nie zatrzyma wędrówki ludów; wierząc, że państwa narodowe są dobrą odpowiedzią na geopolityczną zawieruchę i putinowską wojnę hybrydową - populiści zagospodarowują lęk społeczny. 

Jest to jednak tylko pastylka na uspokojenie, która szybko przestanie działać, a nie terapia, dzięki której pozostałby jakiś długofalowy ślad. Oto cecha świata nowoczesnego, w którym zaspokojenie ma być natychmiastowe, a ciężka praca czy skomplikowane programy społeczno-polityczne z mglistym celem są odrzucane jako nudne lub nieefektywne. W tej optyce o klimat będą się martwić przyszłe pokolenia, dla których może już być za późno.

(...)

Liberalne elity zachodnie nie wiedzą, co zrobić, by nie rezygnując z własnych wartości, zrozumieć położenie, w jakim znalazł się świat. Nie wiedzą, jak bronić humanitaryzmu, a jednocześnie umieć zatrzymać nielegalną imigrację. Nie wiedzą, jak walczyć o klimat, a jednocześnie nie popadać w absurdalny biurokratyzm i centralizm unijny. Nie wiedzą też, jak promować integrację europejską, a zarazem utrzymywać odrębność narodową.

Liberalne elity zachodnie chętnie natomiast ulegają szantażom skrajnej lewicy i same stają się piewcami politycznej poprawności w sprawach obyczajowych, a potem się dziwią, że ich zdumieni wyborcy, często wbrew sobie, uciekają pod skrzydła prawicy.

Na tym tle Donald Tusk jawi się jako ten, który po części odrobił tę "prawicową" lekcję. Stawia na obronę granic, umacnia zaporę, jest przeciwnikiem paktu migracyjnego, zmienił zdanie w sprawie oczekiwanych przez elektorat wielkich inwestycji rozwojowych, a w przypadku ustawy o związkach partnerskich jest gotów iść na kompromis z konserwatystami.

interia.pl


Za pomocą danych, Huang pokazuje, że najlepsze, najbardziej twórcze okresy w dziejach Chin przypadały na najbardziej burzliwe czasy, interregnum Han-Sui oraz okres Walczących Królestw, na dalszym miejscu plasuje się okres rządów dynastii Tang, do której zresztą przyrównuje ChRL w okresie reformatorskim (po Mao Zedongu, a przed Xi Jinpingiem). Z kolei gdy neokonfucjańska ortodoksja, która zatriumfowała pod rządami Songów („Historia jest pisana przez zwycięzców”; chińska wersja tego powiedzenia brzmi: „Historia jest pisana przez konfucjanistów”), zatrzymała rozwój Chin i w dłuższej perspektywie, doprowadziła do ich upadku. 

Stało się tak, gdyż przednowoczesne Chiny wpadły w „pułapkę równowagi na wysokim poziomie” – „w XIV wieku chińska gospodarka osiągnęła komfortowy, stabilny stan równowagi. Uznano, że poprawa sytuacji nie jest konieczna”. Cenę przyszło za to zapłacić w XIX wieku, gdy Chiny zostały rzucone na kolana przez uprzemysłowiony Zachód. 

Przyczynił się do tego oparty na egzaminach system, gdyż keju sprawdzały opanowanie (neo)konfucjańskiej ortodoksji, zupełnie nie zważając na przedmioty ścisłe. Kandydat musiał wryć na pamięć wielotomową klasykę, a następnie ją przytoczyć. Trochę tak jak u nas, kiedy na języku polskim odpytywało się z dokładnej recytacji „Pana Tadeusza” czy „Dziadów”. 

W cesarskich Chinach „nagradzano standardowe odpowiedzi przedstawione we właściwym formacie, zamiast kreatywnych odchyleń. Konformizm zapewniał sukces”. To „sparaliżowało indywidualną sprawczość” i uczyniło Chiny „państwem bez społeczeństwa. Sytuacja doskonała z punktu widzenia autokraty, gdyż „najpotężniejsze państwo to państwo bez społeczeństwa. Cesarskie Chiny – i ich następca ChRL – były i są takim państwem”. Tyle że długofalowo prowadzi to do zastoju. 

W ten oto sposób egzaminy łączyły – i wciąż łączą się (dzisiejszy system edukacyjny ChRL czerpie wzorce z keju, choć przedmioty są bardziej zróżnicowane, a nową ortodoksją jest schińszczony marksizm-leninizm) z autokracją, ta ze stabilnością, a wszystko to wpływa na technikę i rozwój. 

(...)

Huang punktuje zachodnie dyletanctwo. Przytaczając opis trudów młodości Xi Jinpinga autorstwa Evana Osnosa z „New Yorkera”, piszącego, że sponiewierany za ojca w czasach maoistowskich Xi „znosił ukąszenia pcheł, nosił nawóz, budował tamy i naprawiał drogi”, co miało niby uczynić go krytycznym wobec systemu, Huang podsumowuje: „te mało znaczące fakty są równie przydatne, jak próba dokonania prognozy na podstawie tego, że Xi jest dorosłym mężczyzną”. Istotnie, przewidywania Osnosa trafiły kulą w płot, Xi okazał się twardogłowym konserwatystą. 

Huang jest znacznie lepszym „xinologiem” niż jego zachodni koledzy. Portretuje współczesnego jednowładcę ChRL jako swoistego „chińskiego Klaudiusza” (to moje porównanie, nie Huanga).  Skrytego, niemającego zdania na żaden temat, wycofanego do tego stopnia, że wiele osób usłyszało jego głos, dopiero gdy został gensekiem: „Jego małomówność była ogłuszająca”. 

Taktyka ta okazała się znacznie lepsza niż showmański styl Bo Xilaia: „Z politycznego punktu widzenia trudno odróżnić Xi Jinpinga od Bo, ale dziś Xi rozpoczyna trzecią kadencję, a Bo siedzi w więzieniu. Xi dotarł do mety, ponieważ bardzo niewiele osób, łącznie z tymi, które go wybrało, dobrze go znało”. A potem było już za późno. Xi okazał się idealnym produktem chińskiej wersji merytokracji, czyli systemu, jak sama nazwa wskazuje opartego na zasługach [merit], tu: zasługach wobec partii. 

kulturaliberalna.pl


Budapeszt w ostatnich miesiącach złagodził swój niechętny stosunek do Kijowa. Pierwszym konstruktywnym ruchem w tym zakresie była wizyta na Ukrainie ministra Szijjártó, który w styczniu spotkał się w przygranicznym Użhorodzie ze swoim ukraińskim odpowiednikiem Dmytro Kułebą i z szefem Biura Prezydenta Andrijem Jermakiem. Węgry odstąpiły od blokowania części kluczowych decyzji UE dotyczących Ukrainy – wycofały w lutym weto w sprawie Instrumentu na rzecz Ukrainy (Ukraine Facility) oraz zgodziły się na inaugurację negocjacji akcesyjnych z Kijowem w czerwcu. Zarazem wciąż blokują kolejne transze refinansowania z Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju dostaw broni dla Ukrainy, a państwa członkowskie musiały porozumieć się z pominięciem Budapesztu odnośnie do przeznaczenia zysków z zamrożonych aktywów rosyjskich na wsparcie wojskowe Kijowa. Orbán zapowiedział też, że nie będzie utrudniał podjęcia na szczycie NATO decyzji dotyczących pomocy dla Ukrainy, o ile Węgry nie będą musiały brać udziału w ich realizacji.

Na złagodzenie przez Orbána antyukraińskiego nastawienia najprawdopodobniej miały wpływ rosnące koszty polityczne jego obstrukcji w kwestiach polityki unijnej wobec Kijowa. Jeszcze w grudniu 2023 r. Budapeszt usiłował – poprzez groźbę weta ważnych decyzji dotyczących Ukrainy – wymóc na instytucjach UE ustępstwa w sprawie zamrożonych środków dla Węgier (zob. Szantaż Orbána: węgierska groźba blokady integracji Ukrainy z UE). Blokowanie kolejnych inicjatyw unijnych pogłębiało jednak izolację Orbána w sytuacji jednolitej postawy pozostałych państw członkowskich. Wizyta w Kijowie ma zapewne na celu uspokojenie obaw partnerów z UE, wynikających z przejęcia przez Budapeszt prezydencji w RUE, oraz pokazanie się Węgier od strony możliwie konstruktywnej. Premier podkreślił, że przyjechał do Kijowa jako „przedstawiciel UE”, który zabiega o zaprowadzenie pokoju. Jest to komunikat do elektoratu Fideszu – w ostatnich latach był on odbiorcą ostrej kampanii antyukraińskiej, więc nagła zmiana stanowiska w tej kwestii mogłaby być problematyczna wewnętrznie. Warto jednak zaznaczyć, że przedstawiony przez Orbána postulat zawieszenia broni nie jest stanowiskiem ani UE, ani NATO.

Istotny kontekst wizyty węgierskiego premiera w Kijowie stanowią również jego aktualne starania o zjednanie sojuszników dla Fideszu w ramach prób konsolidacji europejskiej prawicy. W skład Patriotów dla Europy, nowego ugrupowania, którego utworzenie ogłosił 30 czerwca Orbán, weszły obok węgierskiej partii na razie trzy inne (czeska ANO, austriacka FPÖ oraz portugalska CHEGA). Aby jednak formalnie mogła powstać grupa w Parlamencie Europejskim, muszą do niej dołączyć ugrupowania z jeszcze trzech kolejnych państw członkowskich. Korekta polityki rządu Orbána wobec Ukrainy może więc służyć zwiększeniu jego pola manewru w polityce europejskiej – przynajmniej deklaratywne poparcie dla Ukrainy jest wyrażane nawet przez część partii znanych z sympatii do Moskwy, takich jak Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen. Złagodzenie przez węgierskiego premiera wizerunku prorosyjskiego może ułatwić budowanie wokół Patriotów dla Europy szerszego sojuszu prawicowego, który zapewne stanie się nowym wcieleniem grupy Tożsamość i Demokracja (ID).

(...)

Dla Zełenskiego kluczową sprawą pozostaje zneutralizowanie sprzeciwu Węgier wobec integracji Ukrainy z UE – ze względu na zasadę jednomyślności w kolejnych etapach negocjacji akcesyjnych. Władze ukraińskie są świadome instrumentalnego wykorzystywania kwestii mniejszości oraz regularnego blokowania przez Budapeszt unijnego refinansowania pomocy wojskowej dla Ukrainy i jej dążeń do integracji z UE i NATO – co czyni on w celu realizacji własnych partykularnych interesów w polityce wewnętrznej i zagranicznej. Kijów zdaje sobie sprawę, że spełnienie węgierskich postulatów nie doprowadzi do zmiany postawy Orbána i poprawy stosunków. Jednocześnie Ukraina będzie się starać nie antagonizować relacji z Węgrami i unikać jednoznacznej ich krytyki. Istotne jest rozpoczęcie przez Budapeszt prezydencji w Radzie UE. Choć nie wpłynie ona bezpośrednio na tempo procesu integracji Kijowa z UE (w tym okresie Komisja Europejska będzie prowadziła screening oceniający zgodność ukraińskiego prawodawstwa z prawem unijnym), to może stać się dodatkową okazją do podważania przez Węgry na forum unijnym zasadności udzielanej Ukrainie pomocy w wojnie z Rosją i gotowości Kijowa do integracji ze strukturami euroatlantyckimi.

osw.waw.pl

czwartek, 4 lipca 2024



Niedawno na firmamencie pojawił się niejaki Giennadij Rakitin. (...) Poezja Rakitina najwidoczniej trafiła w oczekiwania odbiorców, bo Z-poeta ma na swojej stronie w mediach społecznościowych wielu wielbicieli, w tym około stu deputowanych Dumy Państwowej.

Czymże Rakitin zasłużył na uwagę przedstawicieli klasy politycznej? Co ich zachwyciło? Zacharow cytuje m.in. wiersz „Lider”, poświęcony prezydentowi Rosji. Oto fragment:

Ты как садовник, что в своем саду
Плоды трудов тяжелых пожинает.
Народ ликует, флаги в высоту
Взметнулись. Время тихо наступает.

[w skrócie – pean pod adresem wodza, który jak ogrodnik zbiera żniwo swych wielkich zamysłów i pracy, a naród w zachwycie podnosi w górę sztandary].

23 lutego zacytował ten utwór profil „SWO [specjalna operacja wojskowa]. Cytaty Władimira Putina. Rosja” w serwisie społecznościowym Vkontakte mający 112 tysięcy subskrybentów. Najwidoczniej utwór i jego wymowa przypadły do gustu publice, bo post zebrał ponad 500 lajków, przeczytało go 24 tys. odbiorców. Jak wyjaśnia Zacharow, to kreatywny przekład wiersza „Fuhrer” Eberharda Wolfganga Möllera, członka NSDAP, zdeklarowanego nazisty.

Cały profil Rakitina pełen jest przeróbek twórczości nazistowskich niemieckich wierszokletów z lat trzydziestych XX wieku. Jak pisze Zacharow: „Różnica pomiędzy niemieckim oryginałem a twórczością Rakitina tkwi jedynie w detalach: zamiast Niemcy jest Rosja albo Donbas, a taki np. nieznany żołnierzy, co poległ na polu bitwy, stał się bezimiennym bojownikiem CzWK Wagner”. I żaden z deputowanych i innych wielbicieli utworów Rakitina nie podniósł larum, że poeta szerzy nazistowskie hasła i idee. Wręcz przeciwnie – wyrażano aplauz. Wiersze Z-poety trafiały na konkursy poezji patriotycznej, czytano je na festiwalach i z dużym powodzeniem szerowano w mediach społecznościowych. Rakitin został nawet laureatem konkursu poezji patriotycznej im. Twardowskiego – doszedł do półfinału, otrzymał dyplom.

Tak naprawdę poeta Giennadij Rakitin nie istnieje. Jego profil w Vkontakte został założony przez grupę antywojennych aktywistów. Zdjęcie nobliwego starszego pana wygenerowała sztuczna inteligencja. Na profilu Rakitin przedstawia się jako 49-letni absolwent wydziału filologii MGU. Niewiele szczegółów. Nikt go nie widział, nikt nie ściskał prawicy. Mimo to cały szwadron putinowskich polityków wzruszył się wierszami i ruszył z wiwatami – wśród subskrybentów figurują m.in. senatorowie Dmitrij Rogozin i Andriej Kliszas, deputowani Dumy Państwowej, m.in. Dmitrij Kuzniecow i Nina Ostanina (łącznie 95 deputowanych i 28 senatorów), a także doradczyni Putina ds. kultury Jelena Jampolska, najwidoczniej świetnie zorientowana w delikatnej materii poetyckiej.

28 czerwca Rakitin opublikował na swoim profilu wiersz:

Геннадий долго издевался
Над z-стихами на стене,
В итоге х*й нарисовал он
Войне.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl


Węgierski premier Viktor Orban pojechał wczoraj /02.06.2024/ do Kijowa. To jego pierwsza wizyta na Ukrainie od początku rosyjskiej napaści. I w ogóle pierwsza od 12 lat. Ostatni raz Orban odwiedzał… Wiktora Janukowycza.  Do tej pory Orban nie tylko unikał spotkań z Wołodymyrem Zełenskim, ale i regularnie krytykował ukraińskie władze. Za rzekome eskalowanie wojny, rzekomą roszczeniową postawę,  upór w odrzucaniu idei negocjacji z Rosją na warunkach Moskwy i wreszcie za upór wobec rozszerzania praw węgierskiej mniejszości na ukraińskim Zakarpaciu.

Jednak w relacjach Kijowa i Budapesztu od kilku miesięcy coś zaczęło się dziać.

Na początku roku Peter Szijjarto, węgierski minister spraw zagranicznych, spotkał się w Użhorodzie ze swoim ukraińskim odpowiednikiem, Dmytro Kułebą, a co ważniejsze, również z Andrijem Jermakiem, szarą eminencją i szefem Biura Prezydenta Zełenskiego. W kwietniu doszło w Brukseli do kolejnego spotkania szefów dyplomacji Ukrainy i Węgier. Po tym brukselskim spotkaniu Szijjarto wystosował zadziwiająco optymistyczną opinię o polepszaniu się relacji węgiersko-ukraińskich. Kilka dni temu podczas unijnego szczytu w Brukseli Orban nieoczekiwanie podszedł do Zełenskiego i odbył z nim okraszoną emocjonalnymi gestami rozmowę w cztery oczy. Publicznie. Takie rozmowy nie są jednak przypadkowe, a starannie reżyserowane przez dyplomatów. I wreszcie Orban wybrał się do Kijowa. Jako szef rządu kraju, który właśnie objął na pół roku prezydencję w Radzie UE.

belsat.eu


Paradę przyjęli stojący na czerwonym dywanie zastępca szefa administracji dzielnicy „Partyzacki Rajon” Ludmiła Filippowicz i kierownik Wydziału Oświaty Weranika Rudaja.

Na czele był przedszkolak w mundurze milicjanta, jadący na stojąco w policyjnym samochodzie elektrycznym. Kiedy mijał stające na podium urzędniczki, stanął na baczność i pozdrowił je.

Za nim maszerowały już pieszo grupy przedszkolaków ubranych w mundury różnych służb bezpieczeństwa. Organizatorzy podkreślili, że uczestnicy „reprezentowali wszystkie możliwe rodzaje wojsk”. Wśród nich były dzieci w mundurach sił specjalnym milicji, których funkcjonariusze zachowywali się szczególnie brutalnie podczas tłumienia protestów. Zastąpili naszywkę „OMON” naszywką „Orlęta”.

Organizatorów szczególnie zachwyciła grupa przedszkolaków z pluszowymi psami w kamizelkach z naszywkami „Służba kynologiczna”.

Jeden z oddziałów dzieci przemaszerował z portretami weteranów II wojny światowej na patykach. To nawiązanie do organizowanej w Rosji propagandowej akcji „Nieśmiertelny pułk”

Parada zakończyła się wspólnym odśpiewaniem hymnu narodowego. Zdaniem władz dzielnicy akcja pokazała, że „nasi najmłodsi obywatele wyrastają na prawdziwych patriotów, nieskończenie kochających swoją ojczyznę”.

belsat.eu