środa, 15 maja 2024


10 maja wojska rosyjskie przekroczyły granicę w obwodzie charkowskim, uderzając na trzech kierunkach na północ i północny wschód od Charkowa. W ciągu czterech dni wyparły obrońców na głębokość 5–6 km od granicy i doprowadziły do połączenia sił, tworząc nowy odcinek frontu o szerokości do ok. 60 km. Pod kontrolą agresora znalazło się – zależnie od źródeł – od 9 do 13 przygranicznych wiosek oraz część Wołczańska, będącego głównym węzłem komunikacyjnym na północny wschód od Charkowa. Poza trwającymi walkami o Wołczańsk Rosjanie próbują także przełamać ukraińską obronę na północ od stolicy obwodu w rejonie miejscowości Łypci.

Agresor wykorzystał do ataku stosunkowo niewielkie siły – pierwszego dnia działań liczyły one ok. 2 tys. żołnierzy (cztery–pięć batalionów), a w kolejnych dniach wzrosły do kilku tysięcy. Aktualnie trzon rosyjskiego zgrupowania w sile około pięciu batalionów zaangażowany jest w rejonie Wołczańska. Doniesienia szefa Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksandra Łytwynenki o zaangażowaniu przez najeźdźców w walki 30 tys. żołnierzy, podczas gdy całe zgrupowanie liczy ich 50 tys., należy traktować jako element wojny informacyjnej. Szczupłość sił agresora podkreślają uspokajające komunikaty Kijowa, że nie ma obecnie zagrożenia uderzeniem na Charków. W przekazie ukraińskim i zachodnim dominuje pogląd, że celem Rosjan jest stworzenie po ukraińskiej stronie granicy strefy buforowej mającej zmniejszyć prawdopodobieństwo ostrzału terytorium FR (głównie Biełgorodu), co Moskwa sugerowała od kilku miesięcy.

Rosyjski atak wykazał słabość obrony ukraińskiej. Mimo trwających kilkanaście miesięcy przygotowań do odparcia potencjalnej rosyjskiej ofensywy linie umocnień nie zostały należycie zorganizowane, a w ukraińskim przekazie pojawiły się oskarżenia o defraudację części przeznaczonych na ten cel środków. Miejscowości leżące przy samej granicy znajdowały się de facto w szarej strefie i najprawdopodobniej w ogóle nie były bronione. Osobną kwestię stanowi nieprzygotowanie odpowiedzialnych za obronę tego odcinka granicy jednostek, będące konsekwencją ogólnego wyczerpania – kadrowego, amunicyjnego i sprzętowego – armii ukraińskiej. 11 maja doszło do zmiany dowódcy Operacyjno-Taktycznego Zgrupowania Wojsk „Charków”, w ramach której mianowanego zaledwie dwa miesiące wcześniej generała Jurija Hałuszkina zastąpił generał Mychajło Drapatyj (pozostaje on zastępcą szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy). Spowolnienie postępu Rosjan wymagało od ukraińskiego dowództwa ściągnięcia odwodów, a według części źródeł – także doświadczonych i lepiej przygotowanych pododdziałów z innych odcinków frontu.

(...)

8 maja Rosjanie przeprowadzili kolejny zmasowany atak rakietowy na ukraińską infrastrukturę energetyczną. Ponownie zaatakowali trzy należące do koncernu DTEK elektrownie cieplne – Bursztyńską w obwodzie iwanofrankiwskim, Ładyżyńską w obwodzie winnickim oraz Dobrotwirską w obwodzie lwowskim, a także dwie elektrownie wodne Ukrhidroenerho – Dnieprzańską w Zaporożu i Krzemieńczucką. Trafione zostały obiekty infrastruktury energetycznej w obwodach kijowskim, kirowohradzkim i połtawskim. Operatorzy potwierdzili, że uszkodzenia doprowadziły do wyłączenia obiektów z eksploatacji. Według informacji nieoficjalnych pracuje zaledwie jedna z dużych ukraińskich elektrowni cieplnych – Krzyworoska. W obwodzie lwowskim po raz kolejny zaatakowano obiekt Naftohazu koło miasta Stryj.

Głównym celem rosyjskich ataków na zapleczu frontu pozostaje Charków. W miasto codziennie uderzały pociski rakietowe, drony kamikadze bądź kierowane bomby lotnicze. Dwukrotnie (11 i 12 maja) celem ataku rakietowego były Sumy. 8 maja uszkodzona została infrastruktura kolejowa (w tym dworzec) w Chersoniu, a następnego dnia lotnisko w Mikołajowie oraz najprawdopodobniej infrastruktura wojskowa w obwodach czernihowskim i odeskim. Ogółem od wieczora 7 maja do rana 14 maja agresor miał wykorzystać 87 rakiet (w tym 55 w ataku na infrastrukturę energetyczną 8 maja), z których obrońcy zadeklarowali zestrzelenie 42 (w tym 8 maja – 39), oraz 61 „szahedów” (zniszczonych miało zostać 57).

(...)

Siły ukraińskie kontynuowały ataki na obiekty infrastruktury paliwowej na terenach okupowanych i w głębi Rosji. 7 maja wieczorem celem była baza paliwowa w Ługańsku, w której – najprawdopodobniej w wyniku uderzenia pocisków ATACMS – doszło do pożaru. Dwa dni później celami dronów kamikadze były należąca do Gazpromu rafineria w miejscowości Saławat w Baszkortostanie (1300 km od linii styczności), gdzie doszło do uszkodzenia instalacji i pożaru, oraz baza paliwowa w Juriwce w Kraju Krasnodarskim, która najprawdopodobniej nie została trafiona. Znaczących efektów nie przyniósł także atak na rafinerię w Kałudze 10 maja. Sukcesem zakończyło się natomiast uderzenie w bazę paliwową w Roweńkach w obwodzie ługańskim. 12 maja dron kamikadze wywołał pożar na terenie rafinerii w Wołgogradzie, jednak nie odnotowano poważniejszych zniszczeń, a dzień później – w podstacji energetycznej w obwodzie lipieckim.

Po przekroczeniu przez wojska rosyjskie granicy ukraińskiej w obwodzie charkowskim 11 maja obrońcy zintensyfikowali ostrzał Biełgorodu, będącego główną bazą logistyczną agresora. Dzień później spadające szczątki – według strony rosyjskiej zestrzelonej ukraińskiej rakiety Toczka-U – miały się przyczynić do zniszczenia części budynku mieszkalnego w Biełgorodzie, w wyniku czego śmierć poniosło 15 osób, a 31 zostało rannych.

13 maja doszło do kolejnego ukraińskiego uderzenia na okupowany Krym z wykorzystaniem dronów kamikadze i pocisków manewrujących Storm Shadow. Wedle części źródeł doszło do uderzenia w obiekty „tajnej” bazy 3 pułku radiotechnicznego rosyjskich Sił Powietrzno-Kosmicznych na górze Aj-Petri (zginąć miał m.in. dowódca pułku), nie ma jednak potwierdzenia tej informacji.

osw.waw.pl

Anna Pawłowska: Europejskie agencje wywiadowcze podają, że Rosja planuje akcje sabotażowe i dywersyjne w Europie. Mowa jest o atakach bombowych, podpaleniach i uderzeniach w infrastrukturę krytyczną. Mamy się czego bać?

Piotr Żochowski, ekspert zajmujący się Rosją w Ośrodku Studiów Wschodnich: My nie możemy się bać, tylko musimy temu przeciwdziałać. Czas na obawy już minął, pozostaje przyjąć, że my jako Europa, jako Zachód, w tym Polska będziemy obiektem takich działań. Co więcej – my już nim jesteśmy.

Były już przecież próby sabotażu na liniach kolejowych, przecinanie kabli podwodnych. Nawet w Polsce zatrzymano grupę, która przygotowywał tego typu akcje. Były już ataki cybernetyczne. Więc tu nie ma pytania: "czy Rosjanie to zrobią?". Wiemy, że robili, robią i będą robili. Zmieniają się możliwości, zmienia się technologia, ale zasadnicze cele i metody działania rosyjskich służb są takie same, jak w czasach zimnej wojny.

Każde państwo ma swoje służby specjalne. Czym służby rosyjskie różnią się od służb specjalnych państw zachodnich?

Oczywiście każde państwo ma swoje służby, ma kontrwywiad, ma wywiad zbierający informacje o przeciwniku, ale absolutnie nie da się powiedzieć, że na przykład FSB to taka służba jak ABW tylko w Rosji, może brutalniejsza, może mniej demokratyczna. Albo, że GRU – w zasadzie ta służba nazywa się już inaczej, ale powszechnie używa się dawnego skrótu – to rosyjski odpowiednik naszych służb wojskowych. To jest zupełnie inna filozofia działania. Głównym celem rosyjskich specsłużb nie jest zbieranie informacji, choć oczywiście tym też się zajmują, ale walka. One są na permanentnej wojnie.

Z kim?

Z szeroko rozumianym światem zachodnim. Oczywiście ta wojna inaczej wygląda w Ukrainie, gdzie jest konflikt militarny, a inaczej w Polsce czy innych krajach Europy, jeszcze inaczej w USA. Ona się jednak toczy. I rosyjskie służby są w niej bardzo ofensywne. Zresztą ofensywność jest właśnie tym, co je przede wszystkim odróżnia od służb zachodnich.

My nie mamy naszych farm trolli?

Zachód ma przede wszystkim zupełnie inne cel, a to od tego zależy dobór środków. Bo co jest celem naszych służb specjalnych?

Zbieranie informacji, ochrona bezpieczeństwa państwa, identyfikowanie obcej agentury…

Właśnie. A w Rosji służby oczywiście zajmują się i tym, ale przede wszystkim mają realizować większe cele, które zapewnią Rosji zwycięstwo w wojnie z Zachodem. Te cele to przede wszystkim dezintegracja Unii Europejskiej, wypchnięcie Stanów Zjednoczonych z Europy, osłabienie wschodniej flanki NATO – stąd dążenie do destabilizacji państw bałtyckich. Cel, który udało się już osiągnąć, to utrzymanie, a nawet pogłębienie kontroli nad Białorusią. Teraz walka toczy się jeszcze o kontrolę nad Ukrainą. Więc jeśli mamy takie założenia strategiczne, to ich realizacja na poziomie taktycznym wymaga działania bardzo ofensywnego. I Rosjanie to robią, korzystając z czegoś, co nazywamy środkami aktywnymi.

Chodzi o sabotaż i dywersję?

Nie tylko, choć jak najbardziej akcje dywersyjne i sabotażowe są organizowane. To wszystkie działania destabilizujące, dezinformacyjne, decepcyjne, które mają zmusić przeciwników do działań zgodnych z celami strategicznymi Kremla. Ich zakres jest bardzo różny, od drobnego incydentu do szeroko zakrojonych operacji wpływu, które mają budować w społeczeństwie europejskim określoną narrację i kształtować postawy korzystne dla Federacji Rosyjskiej.

Te działania są skuteczne?

W dużej mierze tak i to od samego początku istnienia systemu sowieckiego. Pamiętajmy, że Rosja porewolucyjna nie była mocarstwem, była osłabiona, a pozycja bolszewików bardzo niepewna. I oni już wtedy, mimo katastrofalnej sytuacji ekonomicznej, przeznaczali znaczące środki właśnie na aktywne działania w Europie Zachodniej. To było budowanie siatek wywiadowczych, dezintegracja rosyjskiej emigracji czy budowanie pozytywnego obrazu Związku Sowieckiego.

Te wycieczki intelektualistów zachodnich do Moskwy…

George Bernard Shaw wrócił zachwycony tym wspaniałym krajem, inni intelektualiści też. To nie byli przecież sowieccy agenci w klasycznym rozumieniu, ale ich działalność była zgodna z interesem Kremla. Więc ta operacja zakończyła się pełnym sukcesem.

Teraz też odbywają się takie wycieczki, tylko już nie do Rosji, a przede wszystkim na terytoria okupowane, Krym czy Donbas.

Jeśli jakaś metoda się sprawdza, to dlaczego ją zmieniać? Rosyjskie służby często sięgają po takie klasyczne rozwiązania dobrze przetestowane w czasach zimnej wojny. To na przykład finansowanie i wspieranie środowisk prorosyjskich, ale też szukanie potencjalnych sojuszników, niekoniecznie już zorientowanych prorosyjsko, ale których można zainspirować do znalezienia obszarów, które ich z Rosją łączą. Wcześniej takim polem porozumienia była ideologia pacyfistyczna, teraz to przede wszystkim konserwatyzm. Bardzo duże wysiłki są nakierowane na kształtowanie obrazu Rosji jako państwa konserwatywnego, będącego alternatywą dla liberalnego, "niemoralnego" Zachodu. Dodajmy – obrazu zupełnie fałszywego. Ale widać wyraźnie, że konserwatywne środowiska są w obszarze zainteresowania rosyjskich służb.

Hasła antywojenne też się pojawiają: "to nie nasza wojna" czy "stop wojnie w Ukrainie"…

W kontekście wojny w Ukrainie obserwujemy wiele środków aktywnych. To właśnie te hasła antywojenne, które łączą z promowaniem rosyjskiej narracji, że NATO chce sprowokować konflikt. Towarzyszy temu lansowanie przekazu, że sprzeciw wobec Rosji jest skazany na porażkę, a w razie konfliktu USA zostawią Europę samą sobie. Do tego podejmowane są próby podsycania animozji narodowościowych między Polakami i Ukraińcami. Tu nie ma niczego świeżego i nowego, jeśli chodzi o treści, zmienia się tylko forma, bo zmieniła się technologia. Są media społecznościowe, jest taki zalew informacji, że trudno je weryfikować. A rosyjskie służby poruszają się w tej przestrzeni bardzo sprawnie. Chodzi nie tylko o te słynne fabryki trolli czy zastosowanie botów, ale na przykład o tworzenie sieci portali, których związki z Federacją Rosyjską nie są jasne, a które, choć z pozoru nie są prorosyjskie, promują przekazy zbieżne z polityką Kremla.

Internet jest też wykorzystywany do werbowania agentów?

Ludzie, którzy w zeszłym roku zostali zatrzymani przez polskie służby w związku z przekazywaniem Rosji informacji i przygotowywaniem ataków dywersyjnych, odpowiedzieli na ogłoszenie w internecie i na Telegramie dostawali zadania. Tylko tu trzeba zaznaczyć, że w taki sposób werbuje się ludzi do jakichś pojedynczych zadań: mają zrobić zdjęcia infrastruktury wojskowej czy krytycznej, umieścić kamerę przy szlakach transportowych, rozrzucić ulotki. To nie są jacyś superwyszkoleni agenci, tylko ludzie, którzy pracują dla rosyjskich służb z niskich pobudek, głównie finansowych. Dostają wynagrodzenie w Bitcoinach i wykonują polecenia. Nie zawsze mają nawet pełną wiedzę na temat tego, kto jest rzeczywistym zleceniodawcą, chociaż oczywiście muszą sobie zdawać sprawę, że to działanie na rzecz Federacji Rosyjskiej.

Takie – dość przypadkowe przecież – osoby mogą stanowić istotne zagrożenie dla nas, a dla rosyjskich służb cenny nabytek?

Tak, co zresztą dobrze pokazuje przykład Ukrainy. Tam SBU wciąż zatrzymuje ludzi, którzy przekazują Rosjanom koordynaty i informacje o sprzęcie i ruchach armii ukraińskiej. W zdecydowanej większości przypadków nie z pobudek ideologicznych, a wyłącznie dla zarobku, przy czym z perspektywy Federacji Rosyjskiej nakłady na ich wynagrodzenie są niewielkie. A każda taka informacja może być skutecznie wykorzystana do kolejnego ataku rakietowego. W kontekście państw zachodnich, szczególnie Polski, te informacje o dostawie sprzętu na Ukrainę też są istotne. Zresztą mówimy tu nie tylko o takiej klasycznej działalności szpiegowskiej czy aktach dywersji. Nie trzeba wysadzać żadnego budynku, już samo rozrzucenie ulotek czy naklejanie plakatów o odpowiedniej treści destabilizuje sytuację i podgrzewa nastroje. Po co były rozklejane w Warszawie ogłoszenia Wagnerowców? Żeby siać zamęt.

Taki był też cel zeszłorocznego nadania sygnału radio-stop i puszczenia hymnu Rosji w pociągach w Zachodniopomorskiem?

Tego rodzaju incydenty są spektakularne, wiadomo, że trafią od razu na nagłówki wszystkich mediów, będą szeroko komentowane. To komunikat "już tu jesteśmy, jeśli to mogliśmy zrobić, to co pomyślcie, co jeszcze możemy"? Jednocześnie podważa to zaufanie obywateli do systemu zabezpieczeń, pokazuje, że państwo jest słabe, nie radzi sobie z ochroną infrastruktury. Przy czym całość przeprowadzana jest tak, że nie ma żadnych ofiar. Rosja nieustająco daje sygnały, że nie traktuje polskich obywateli, polskiego społeczeństwa jako wroga. Przeciwnikiem jest rząd, NATO, Unia Europejska. To kreuje narrację: "nie dajcie się otumaniać swoim władzom, nie dajcie się wciągać w wojnę". Akt terrorystyczny wymierzony w ludność cywilną któregoś z zachodnich państw praktycznie przekreśliłby taki przekaz. Co nie znaczy, że ja tu, w tym momencie z pełną odpowiedzialnością powiem, że do takiego aktu nie dojdzie. W przypadku rosyjskich służb nie można założyć, że nie przekroczą jakiejś granicy. Mają już przecież na koncie zamachy terrorystyczne i zabójstwa polityczne.

businessinsider.com.pl

piątek, 10 maja 2024


Sześćdziesiąt kamer rosyjskiej telewizji pokazywało doroczny pokaz potęgi: Defiladę Zwycięstwa. Mit Pobiedy od lat ma umacniać w Rosjanach poczucie siły. Agresja na Ukrainę i rzucenie rękawicy wrogiemu Zachodowi otworzyło w tej historii nowy rozdział.

9 maja w Moskwie padał śnieg, wiał lodowaty wiatr, a nad miastem wisiały grafitowe chmury. „Robiło się coraz mroczniej. Chmura sunąc ku Jeruszalaim, zalała już połowę nieba, kipiel białych obłoków poprzedzała tamtą, pełną czarnej wody i ognia chmurę. (…) Ciemność okryła Jeruszalaim”. Ten cytat z „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa nasunął mi się, gdy oglądałam transmisję z placu Czerwonego. Imponująca panorama Moskwy miała w widzach wywołać zachwyt, a wywołała raczej trwogę, bo nad patetycznym obrazkiem kłębiły się gigantyczne zasłony czarnych chmur jak zwiastuny nieszczęścia.

Uroczystość odbyła się zgodnie ze scenariuszem. Minister obrony Siergiej Szojgu odebrał meldunek dowódcy sił lądowych o gotowości pododdziałów do parady i zachrypniętym głosem złożył raport głównodowodzącemu. Putin w krótkim wystąpieniu zarzucił Zachodowi, że zniekształca przekaz historyczny, buduje kolonialną politykę na kłamstwie, a zachodnie elity przyklaskują rewanżyzmowi, usprawiedliwiają nazizm i wspierają obecnych wyznawców tej ideologii (to eksploatowany przez rosyjską propagandę motyw, że w Kijowie siedzi szajka uzurpatorów-nazistów). Niemniej Moskwa wyciąga rękę – może rozmawiać, tyle że na własnych warunkach: żadne państwo ani żaden sojusz nie mogą występować z pozycji swej wyjątkowości i cokolwiek narzucać. „Nasze siły strategiczne znajdują się zawsze w gotowości bojowej, ale Rosja będzie robić wszystko, aby nie dopuścić do globalnego konfliktu” – ze szczególnym naciskiem powiedział Putin.

Na trybunie honorowej obok Putina zasiadło kilku prezydentów z państw postsowieckich, a także goście z Kuby, Laosu i Gwinei Bissau. Już nie pierwszy rok Putin świętuje Dzień Zwycięstwa wyłącznie w rzednącym gronie popleczników. W 2005 r. miejsca na trybunie zajmowali prezydenci państw koalicji antyhitlerowskiej, w tym prezydent USA. Kto dziś o tym pamięta? Jedynym takim akcentem było niespodziewane zapewnienie Putina, że „Rosja nigdy nie pomniejszała znaczenia drugiego frontu i pomocy aliantów”.

/Za Putinem w rzędzie siedzieli: starszy porucznik Chałyj Chuldum-ool, major Borys Dudko i kapitan Siergiej Baczerikow. Wszyscy trzej walczyli na Ukrainie i otrzymali tytuły Bohaterów Rosji. Wszyscy trzej oskarżeni są o brutalne zbrodnie wojenne.

Chuldum-ool (od lewej) służył na Ukrainie w 55. Oddzielnej Brygadzie Strzelców Zmotoryzowanych Gwardii. Władze ukraińskie oskarżyły wojsko 55. Brygady o przetrzymywanie w marcu 2022 r. ponad 360 mieszkańców wsi Jagodnoje w piwnicy szkoły, przez prawie miesiąc. Mieszkańcy wsi marzli, zmuszani byli do rozebrania się do naga, a następnie torturowani na różne sposoby. W tym czasie w piwnicy zginęło 10 osób.

Major Borys Dudko (w środku) na Ukrainie był zastępcą dowódcy 124. Samodzielnego Batalionu Czołgów 76. Dywizji Powietrzno-Szturmowej Gwardii Sił Powietrznodesantowych. Wojskowi tej dywizji na Ukrainie oskarżeni są o zabijanie ludności cywilnej podczas okupacji Buczy. - red./

tygodnikpowszechny.pl

Historia gospodarcza często postrzegana jest jako pasmo kryzysów gospodarczych przeplatanych krótkimi okresami odbudowy. Ostatnie dwie dekady w tej narracji składają się z Wielkiej Recesji (2008), kryzysu strefy euro (2010), pandemii (2020) oraz kryzysu energetycznego (2022). W każdym z tych kryzysów dużą rolę odgrywało państwo hojnie zasypując gospodarkę subsydiami finansowanymi obligacjami skarbowymi, które w taki czy inny sposób były skupowane przez banki centralne. Prowadziło to do silnego wzrostu długu publicznego. Kwoty o których mowa są tak duże (biliony euro/dolarów), że trudno sobie wyobrazić by były możliwe do spłacenia. Stąd pojawia się obawa, że państwa muszą prędzej czy później zbankrutować.  

Jednak historia gospodarcza pełna jest zaskakujących z pozoru epizodów szybkiej redukcji długu publicznego. W ciągu ostatnich czterech lat na przykład Grecja, Portugalia i Cypr obniżyły swoje długi o co najmniej ¼ a co więcej nie stało się to kosztem wzrostu gospodarczego. Wszystkie trzy kraje cieszyły się w ostatnich latach raczej korzystną koniunkturą i spadkiem bezrobocia. Nie są to wcale odosobnione przypadki. W latach 90. XX na imponującą ścieżkę redukcji długu publicznego wkroczyły Irlandia, Belgia i Szwecja. Nie tylko kraje zamożne stać na taki wyczyn. Jamajka to kraj, który już od ponad dekady z sukcesem realizuje terapię makroekonomiczną wg recepty Międzynarodowego Funduszu Walutowego i nie okupił tego przewlekłą recesją (jak Grecja po 2010 r.), choć bez spowolnienia wzrostu się nie obyło. Wysoka inflacja pomogła wprawdzie rozwodnić stary dług, ale nie był to wyłączny czynnik sukcesu, gdyż każdy ze wspomnianych krajów odnotował też relatywnie wysoką nadwyżkę pierwotną finansów publicznych. Nie jest więc prawdą, że państwa nie są w stanie prowadzić długotrwałej konsolidacji fiskalnej i unikać w ten sposób spirali zadłużenia.  

Warto przy okazji zwrócić uwagę na rozbieżne trajektorie długu publicznego w Unii Europejskiej i Stanach Zjednoczonych. Ta pierwsza od czasu pandemii prowadzi zasadniczo restrykcyjną politykę fiskalną. Dług publiczny w strefie euro obniżył się z 91% PKB w 2020 r. do 83% PKB w 2023 i pozostaje na spadającej trajektorii (wg AMECO). W USA dług również się obniżył zaraz po pandemii (ze 130 do 122% PKB w 2022), ale od 2022 jest znowu rośnie i jest na dobrej drodze by w przyszłym roku sięgnąć ok. 127 % PKB, głównie za sprawą hojnego programu inwestycji infrastrukturalnych (Infrastructure Investment and Jobs Act) i subsydiów przemysłowych (Inflation Reduction Act). Rozbieżne trajektorie polityki fiskalnej po obu stronach Atlantyku są jednym z powodów, dla których koniunktura w USA była w ostatnich kwartałach dużo lepsza niż w Europie. Rozbieżność ta zarazem nie może trwać bez końca, gdyż wzrost kosztów obsługi zadłużenia wymusi w pewnym momencie konsolidację fiskalną w Stanach Zjednoczonych i schłodzenie koniunktury. Rynek finansowy wydaje się tego świadomy i m.in. dlatego kurs EUR/USD porusza się od półtora roku w szerokim trendzie bocznym.  

pekao.com.pl

czwartek, 9 maja 2024


Po 15 latach i miliardach dolarów na badania i rozwój oraz testy, Waymo dopiero teraz zaczyna przenosić swoją technologię autonomicznej jazdy do bardziej znaczącej fazy komercyjnej. Waymo podaje, że obsługuje setki pojazdów elektrycznych w Phoenix, San Francisco i Los Angeles – bez ludzkiego kierowcy za kierownicą – które zapewniają klientom „dziesiątki tysięcy” przejazdów tygodniowo. Jeszcze w tym roku firma planuje rozszerzyć swoją usługę komercyjnych przejazdów na Austin.

Waymo nie udostępnia danych dotyczących przychodów, ale zakładając, że w 2024 r. zarezerwuje średnio 50 tys. przejazdów tygodniowo po 20 dol. za przejazd, całoroczne przychody z usługi w obecnej skali przekroczyłyby 50 mln dol. A jeśli firma będzie nadal ulepszać usługę, rozszerzy swoją flotę do dziesiątek lub setek tysięcy pojazdów i wejdzie do kilkudziesięciu kolejnych miast, może to szybko wzrosnąć do miliardów dolarów rocznie. Na to właśnie liczy Alphabet i jest to okazja, na którą czeka Musk.

Ten duży przychód opiera się jednak na założeniu, że roboty są bezpieczne. W zeszłym roku wspierany przez General Motors Cruise, główny rywal Waymo, wstrzymał działanie całej swojej floty w San Francisco i stracił licencję na prowadzenie usługi robotaxi w Kalifornii po tym, jak jeden z jego pojazdów uderzył pieszego, który został uderzony chwilę wcześniej przez inny samochód. Waymo miało również kilka wypadków, w tym niewielką kolizję z holowanym pojazdem w Phoenix i robotaxi, który uderzył w rowerzystę w San Francisco, który został zasłonięty przez ciężarówkę. Jak dotąd jednak pojazdy bez kierowcy nie spowodowały poważnych obrażeń ani ofiar śmiertelnych.

Incydenty związane z bezpieczeństwem Tesli z jej obecnym oprogramowaniem wymagającym, aby ktoś siedział za kierownicą, niepokoją weteranów branży. Nacisk Muska na to, że Tesle mogą stać się w pełni autonomiczne po prostu przy użyciu sztucznej inteligencji, wzmocnionej przez sieć neuronową i system obliczeniowy firmy oraz widzenie maszynowe oparte na kamerach, unikając czujników takich jak lidar laserowy i radar, nie jest częstym poglądem.

– Moim głównym zmartwieniem jest to, że Tesli brakuje cierpliwości i technicznego podejścia niezbędnego do bezpiecznego uruchomienia prawdziwie autonomicznej technologii na drogach publicznych – mówi John Krafcik, były dyrektor generalny Waymo i wieloletni szef amerykańskiego biznesu samochodowego Hyundai Motor. – To naraża całą branżę autonomicznych pojazdów na ogromne ryzyko.

Ekspert ds. sztucznej inteligencji, Cummings, nie podziela zaufania Muska do sieci neuronowych i kamer.

– Nie ma możliwości, aby jakikolwiek samochód mógł wykonać dynamiczne zadanie jazdy w dowolnym środowisku, korzystając wyłącznie z wizji komputerowej – twierdzi, powołując się na opublikowane przez siebie badanie naukowe na ten temat. – Po prostu nie jest w stanie prawidłowo postrzegać świata. Ze wszystkich systemów w samojezdnym samochodzie, wizja komputerowa jest najmniej dokładna. Radar może być całkiem dokładny. Lidar może być całkiem dokładny, jeśli nie pada. Ale jeśli samochód ma polegać wyłącznie na wizji komputerowej, ludzie będą umierać.

I pomimo statusu lidera w branży autonomicznej jazdy, w Waymo nie są przekonani, że jakakolwiek firma może wkrótce opanować tę technologię, biorąc pod uwagę wyzwania związane z AI.

– Jednym z problemów są halucynacje – mówi. – Wiele słyszy się o dużych modelach językowych i halucynacjach, ale komputerowe systemy wizyjne dosłownie mają halucynacje. Widzą rzeczy, których nie ma. To nierozwiązywalne.

– Bardzo staramy się pokonać kwestię halucynacji sieci neuronowych. Ale nie udało nam się. Nie jesteśmy nawet blisko.

onet.pl

Tomasz Awłasewicz: Czy uciekinierzy często zjawiają się w wybranym przez siebie kraju bez zaproszenia i bez zapowiedzi?

Joseph Augustyn: To się oczywiście zdarza, ale trudno mi uwierzyć, że Tomaszowi Szmydtowi nikt nie wskazał drogi. Czy był białoruskim agentem od dawna? Nie można ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że tak, ale przecież pojawienie się w studiu telewizyjnym w Mińsku nie wydarza się ot, tak. Ktoś musiał mu tam coś obiecać.

Czy jest to więc równoznaczne z tym, że go tam zaproszono?

Obiecano mu, że będzie dobrze, jeśli przyjedzie, ale niekoniecznie go zaproszono i nakłaniano do tej podróży.

Przez wiele lat byłem szefem komórki CIA zajmującej się uciekinierami. Pomagałem takim ludziom, a mimo to mogę z ręką na sercu powiedzieć, że uciekinierów generalnie się nie lubi i zazwyczaj nie czeka się na nich z otwartymi ramionami. Uciekinierów przyjmuje się, gdy jest taka potrzeba, ale mało kto ich zachęca do tego, żeby przyjechali. Jeśli ktoś chce z nami rozmawiać, to wolimy, by robił to, pozostając mieszkańcem swojej ojczyzny.

Bo tam nadal ma dostęp do cennych informacji.

Owszem. A bez tego dostępu bardzo prędko staje się dla nas bezużyteczny. W dodatku, uciekinierzy wyjątkowo często okazują się ciężarem dla służby wywiadowczej, która ich ugościła. Może troszkę generalizuję, ale — nazywając rzeczy po imieniu — uciekinierzy nie są ludźmi normalnymi. Opinię tę opieram na moich kontaktach z naprawdę ogromną liczbą takich osób — miałem do czynienia z uciekinierami z Rosji, Chin, Iraku, Iranu, Północnej Korei i wielu innych miejsc. I proszę mi wierzyć: większość z nich ma negatywne cechy, które wyróżniają ich na tle społeczeństwa.

Przede wszystkim charakteryzuje ich niesamowity egoizm oraz bardzo często niezdrowe przekonanie o tym, że są lepsi od wszystkich wokół. Każdy, z którym w życiu rozmawiałem, uważał, że jest mądrzejszy ode mnie. A była to prawda tylko w niektórych przypadkach. Nie znam Tomasza Szmydta, ale mam przeczucie, że także i on jest wybitnym egoistą i miłośnikiem samego siebie.

I nie zdaje sobie póki co sprawy z tego, że stanie się dla Białorusinów zupełnie bezużyteczny?

Póki co jest w typowej dla uciekinierów wstępnej fazie euforii, więc nie widzi, co go czeka.

onet.pl

środa, 8 maja 2024


W ub.r. Gazprom odnotował stratę netto w wysokości 629 mld rubli (6,9 mld dol.), odnotował 27-proc. spadek przychodów i zmniejszenie o połowę EBITDA. Działalność gazowa firmy, która zarządza największymi rezerwami gazu na świecie, stała się nierentowna.

Tracąc rynki zbytu w Europie Gazprom stracił swój główny rynek zbytu. Pod koniec roku Gazprom wyeksportował tylko 69 mld m sześc. gazu, co jest najniższym wolumenem od 1985 r. W porównaniu do 2022 r. ilość gazu eksportowanego za granicę spadła o kolejną jedną trzecią, a w porównaniu do poziomu sprzed wojny — spadła trzykrotnie. Dostawy do Europy spadły do 28 mld m sześc., czyli poziomu z drugiej połowy lat 70. XX w. Cała produkcja Gazpromu w 2023 r. wyniosła zaledwie 404 mld m sześc., co jest najniższym wynikiem w ciągu 34 lat istnienia firmy.

onet.pl

W obwodzie donieckim siły rosyjskie wyparły resztki obrońców z obrzeży Oczeretynego i zajęły leżące na północny wschód od tego miasta Archanhelśke. Poszerzyły także kontrolowany obszar na północny zachód i południe od Oczeretynego, jednakże tempo ich natarcia spadło z powodu ściągnięcia do rejonu walk ukraińskich rezerw. Kolejne postępy agresor poczynił w centrum Krasnohoriwki oraz na zachód od Marjinki, wkraczając do centralnej części sąsiadującej z nią Heorhijiwki, a także na południe od Marjinki. Po wielodniowych walkach Rosjanie zajęli masyw leśny na południe od Czasiw Jaru i umocnili się na wschodnim brzegu kanału Doniec–Donbas. Mimo ponawianych szturmów nadal nie udało im się wedrzeć w głąb Mikrorejonu Kanał. Kijów ocenia liczebność zgrupowania atakującego Czasiw Jar na 20–25 tys. żołnierzy.

Po wznowionym w poprzednim tygodniu szturmie wojska agresora wyparły obrońców z Kotlariwki i Kysliwki na południowy wschód od Kupiańska. Walki o te miejscowości trwały z przerwami od jesieni ub.r. Stanowiły one lokalny bastion ukraiński pomiędzy linią kolejową i trasą P07, prowadzącą z Charkowa przez Kupiańsk do granicy FR. Kolejne kierunki działań, zwłaszcza uderzenie na leżącą na północ od wymienionych miejscowości Iwaniwkę, wskazują, że Rosjanie nie zamierzają wykorzystać powodzenia w celu wyprowadzenia natarcia bezpośrednio w kierunku Kupiańska i skupiają się na likwidacji kolejnych lokalnych punktów ukraińskiego oporu. Po wznowieniu walk na południe od Wełykiej Nowosiłki siły agresora wkroczyły do ostatniej miejscowości w tym rejonie odzyskanej przez Ukraińców w ramach letniej ofensywy 2023 r. – Urożajne. Rosjanom udało się zająć jej południową część i tereny na wschód od niej. Obrońcy nie dopuszczają do przejęcia przez siły rosyjskie pełnej kontroli nad wsią Robotyne na południe od Orichiwa, utrzymując się na jej północnych i wschodnich obrzeżach.

(...)

Rosjanie zintensyfikowali ataki na cele w przygranicznych obwodach charkowskim i sumskim, systematycznie niszcząc infrastrukturę energetyczną, kolejową i magazyny. Od 1 do 6 maja Charków codziennie był atakowany rakietami, dronami kamikadze i kierowanymi bombami lotniczymi, przy czym 4 maja agresor uderzył w miasto pięciokrotnie. Jednym z głównych celów w obwodzie charkowskim był także węzłowy Czuhujew (3 maja uderzono w dworzec kolejowy). 6 maja zmasowany atak „szahedów” na infrastrukturę energetyczną doprowadził do odcięcia od dostaw prądu części obwodu sumskiego (zniszczono m.in. podstację wysokiego napięcia), którego najważniejsze instytucje musiały przejść na zasilanie awaryjne. Łącznie w obwodzie, który tuż przed wojną liczył nieco ponad 1 mln mieszkańców (brak publicznych informacji, ilu pozostało), od sieci odłączono 400 tys. abonentów. 4 maja drony kamikadze uszkodziły także podstację wysokiego napięcia w rejonie pawłohradzkim obwodu dniepropetrowskiego, a dzień później pociski rakietowe 300 mm – elektrociepłownię koło Słowiańska.

1 maja dwukrotnie zaatakowana została Odessa, a rezultatem wieczornego uderzenia był jeden z największych od początku wojny pożarów. Najprawdopodobniej doszło do trafienia magazynów amunicji (według części źródeł ukraińskich składowano w nich pociski manewrujące Storm Shadow) oraz sztabu Dowództwa Operacyjnego „Południe”. Miasto zaatakowano ponownie 4 maja. Rosyjskie rakiety uderzyły również w rejonach krzyworoskim (2 maja), kropywnyckim (3 maja) i połtawskim (5 maja). Łącznie od wieczora 30 kwietnia do rana 7 maja agresor miał wykorzystać 30 rakiet (głównie z systemów S-300 i Iskander), z których obrońcy zadeklarowali zestrzelenie dwóch–trzech. W przeprowadzonych w dniach 4–6 maja atakach „szahedów” Rosjanie mieli z kolei użyć 50 dronów, z których według ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych w cel miały trafić zaledwie dwa (mniejszą skuteczność deklarowały lokalne administracje wojskowe).

6 maja Ministerstwo Obrony FR poinformowało o rozpoczęciu przygotowań do ćwiczeń „niestrategicznych sił jądrowych” w celu zwiększenia ich gotowości do realizacji zadań bojowych. Przedsięwzięcie przewiduje przećwiczenie przygotowania i użycia taktycznej broni jądrowej (TBJ). Mają w nim wziąć udział „rakietowe związki taktyczne” (brygady rakietowe wyposażone w systemy Iskander) Południowego Okręgu Wojskowego przy wsparciu lotnictwa i Marynarki Wojennej FR. Ćwiczenia mają stanowić odpowiedź na „prowokacyjne wypowiedzi i groźby pod adresem Rosji ze strony wybranych urzędników zachodnich”. Ukraiński wywiad wojskowy stwierdził, że szantaż atomowy jest stałą praktyką stosowaną przez reżim Putina i że nie zaobserwował niczego nowego poza oddziaływaniem informacyjnym.

W odróżnieniu od ćwiczeń strategicznych sił jądrowych – organizowanych w Rosji pod kryptonimem „Grom”, po raz ostatni w 2022 r. – przedsięwzięcia szkoleniowe w zakresie wykorzystania TBJ nie były przez Moskwę nagłaśniane. Sporadycznie pojawiały się przecieki medialne, w których sugerowano wykorzystanie TBJ w scenariuszach innych ćwiczeń (np. Zapad-2017).

O ile ćwiczenia rzeczywiście się odbędą, kwestią otwartą pozostaje, czy – zgodnie z sugestią rosyjskiego resortu obrony – dojdzie do faktycznego wyprowadzenia taktycznych głowic jądrowych z magazynów i ich rozmieszczenia we wskazanych jednostkach Południowego Okręgu Wojskowego, za którego administracyjną część Rosja uznaje okupowane terytorium Ukrainy (systemy mogące przenosić TBJ rozmieszczone są na Krymie). Realizacja tego typu przedsięwzięć w rejonach bezpośrednio zagrożonych ukraińskimi atakami, zwłaszcza w sytuacji scedowania odpowiedzialności za głowice jądrowe na stosunkowo niski poziom (dowództwo armii lub korpusu Wojsk Lądowych FR), mogłaby skutkować ich trafieniem pod ostrzał z trudnymi do określenia konsekwencjami. W tym kontekście zapowiedź ćwiczeń należy traktować jako kolejną, skierowaną pod adresem Zachodu, groźbę eskalacji konfliktu i element wojny psychologicznej.

(...)

W pierwszych dniach maja ukraińskie drony kamikadze po raz kolejny uderzyły w infrastrukturę paliwową i energetyczną na terytorium Rosji. 1 maja zaatakowano obiekty w Riazaniu, Rostowie nad Donem i Woroneżu. Jedynym potwierdzonym skutkiem ataku był pożar na terenie rafinerii w Riazaniu. Następnego dnia atak miał miejsce w pięciu rosyjskich regionach. Do uszkodzenia sieci energetycznej doszło w obwodach kurskim i orłowskim. W Kraju Krasnodarskim drony miały zostać zneutralizowane w rejonie rafinerii Afipskiej, natomiast w obwodach rostowskim i smoleńskim – przed osiągnięciem celu. 6 maja ukraińskie bezzałogowce nawodne zaatakowały Czornomorskie na Półwyspie Tarchankuckim w zachodniej części Krymu. Część z nich uderzyła w zagrodę bonową, co umożliwiło przedostanie się jednego drona, który zatopił stojący przy pirsie kuter patrolowy. Źródła rosyjskie informują o spodziewanym dużym uderzeniu ukraińskim – najprawdopodobniej na Krym – przy okazji obchodów Dnia Zwycięstwa 9 maja.

osw.waw.pl

Eksperci podkreślają, że gospodarka Rosji, pomimo sankcji i izolacji międzynarodowej, wykazuje zdolność do adaptacji, głównie poprzez przekierowanie handlu i zwiększenie produkcji przemysłowej związanej z działaniami wojennymi. Jednak długoterminowe perspektywy rosyjskiej gospodarki pozostają niepewne, z uwagi na trwającą stagnację, rosnącą inflację oraz spadek konkurencyjności na arenie międzynarodowej.

Tomasz Mądry w osobnym artykule analizuje skuteczność zachodnich restrykcji. W tym wypadku Rosja wykazała zdolność do adaptacji i przeorganizowania swoich kanałów handlowych, utrzymując poziom importu na równi z rokiem 2021. Mimo wprowadzenia ograniczeń, które miały osłabić rosyjską gospodarkę przez izolację od handlu z Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi, dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego wskazują na 12-procentowy wzrost importu rosyjskiego w ujęciu rocznym, osiągając wartość około 285 miliardów USD.

Jak zauważa autor analizy, rosyjska reakcja na sankcje objawia się przede wszystkim przeniesieniem handlu z Europy do Azji, gdzie głównymi partnerami stają się Chiny, Turcja i Kazachstan. Import z Chin osiągnął rekordową wartość prawie 30 miliardów USD w II kwartale 2023 roku, co stanowi prawie podwojenie w porównaniu do analogicznego okresu w 2021 roku. Eksport z Turcji i Kazachstanu do Rosji wzrósł odpowiednio o 150 proc. i 200 proc., co podkreśla zmianę w kierunkach handlowych Rosji i stanowi dowód na efektywność strategii omijania sankcji.

PIE podkreśla też, że Rosja wykorzystuje również innowacyjne metody omijania sankcji handlowych, w tym reeksport przez kraje trzecie. Firmy z Europy i Stanów Zjednoczonych eksportują swoje produkty do krajów Wspólnoty Niepodległych Państw, takich jak Kirgistan, Armenia i Kazachstan, skąd towary te trafiają do Rosji. To zjawisko znacząco zwiększyło średni miesięczny eksport do Kirgistanu, z Polski wzrastając nawet o 1800 proc., z Niemiec o 1200 proc., a z Rosji o 870 proc. pod koniec 2023 roku.

money.pl

"To pierwszy taki przypadek od początku wojny. NATO w sposób bardzo poufny i bez oficjalnych komunikatów ustaliło co najmniej dwie czerwone linie, po których mogłaby nastąpić bezpośrednia interwencja w konflikt na Ukrainie" - pisze "La Repubblica". Według włoskiej gazety interwencja NATO mogłaby nastąpić w dwóch przypadkach: jeśli do wojny w rosyjsko-ukraińskiej włączy się Białoruś lub jeśli Rosja zaatakuje któryś z krajów bałtyckich (Estonię, Litwę lub Łotwę), Polskę albo Mołdawię. "Sojusz nie byłby skłonny tolerować takiej agresji" - podkreśla "La Repubblica".

Co ważne, w tej chwili NATO nie ma planów operacyjnych, które przewidywałyby wysłanie żołnierzy do Ukrainy. Jednak "La Repubblica" donosi o 100 tys. wojskowych, którzy są gotowi interweniować, jeśli Kreml włączy do wojny kraje trzecie. "Politycy z głębokim zaniepokojeniem śledzą rozwój rosyjskiej ofensywy w Donbasie. Hipoteza o militarnym upadku wojsk Zełenskiego nie jest już wykluczona. Dlatego tak ważne jest, aby zachodni przywódcy przesłali Władimirowi Putinowi jasny sygnał: co innego wniknąć w głąb terytoriów wschodnich, a co innego zdobyć stolicę lub zaangażować w wojnę państwa trzecie. Innymi słowy: Ukraina nie może przegrać, a Sojusz Atlantycki jest gotowy do bezpośredniej interwencji, aby uniknąć upadku Kijowa" - informuje włoska gazeta.

Ewentualna reakcja Zachodu przebiegałaby jednak stopniowo. W pierwszej kolejności zmobilizowane zostałyby siły powietrzne, natomiast wojska lądowe stanowiłyby jedynie ostateczność w przypadku możliwej eskalacji - donosi "La Repubblica".

gazeta.pl

Przedstawiciele wywiadów uważają, że Federacja Rosyjska zintensyfikowała przygotowywanie ukrytych eksplozji, podpaleń i zniszczeń infrastruktury na terytorium Europy - bezpośrednio i poprzez podstawione osoby.

Z ocen agencji wywiadowczych trzech europejskich krajów, z którymi zapoznał się "Financial Times", wynika, że istnieją przesłanki wskazujące na przygotowanie bardziej agresywnych i skoordynowanych działań dywersyjnych. Aby zwiększyć czujność, funkcjonariusze wywiadu coraz częściej zgłaszają zagrożenie.

- powiedział w zeszłym miesiącu szef niemieckiego Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV) Thomas Haldenwang. Przedstawiciel rządu jednego z europejskich państw powiedział, że informacje o rosyjskim sabotażu przekazują też służby bezpieczeństwa NATO.

W piątek norweska służba bezpieczeństwa policji (PST) ujawniła, że agenci rosyjskiego wywiadu pracowali w zachodniej części kraju. Ich zdaniem Kreml może przygotowywać sabotaż przeciwko obiektom infrastruktury krytycznej. W Niemczech zatrzymano ostatnio dwóch obywateli pochodzenia rosyjskiego podejrzanych o szukanie celów dla sabotażu przeciwko niemieckiemu wsparciu dla Ukrainy.

W Wielkiej Brytanii pod koniec kwietnia dwóch mężczyzn oskarżono o wzniecenie pożaru w magazynie z pomocą dla Ukrainy. Brytyjscy prokuratorzy twierdzą, że mężczyźni pracowali dla rosyjskiego rządu. W Szwecji natomiast służby bezpieczeństwa badają wykolejenia pociągów. Podejrzewa się, że mogło dojść do sabotażu. 

gazeta.pl