sobota, 24 lutego 2024


— Każdy wystrzelony granat, każdy zwerbowany żołnierz przyczynia się do wzrostu PKB. Zupełnie bezsensowna działalność, taka jak płacenie przez państwo robotnikom budowlanym za wykopanie i ponowne zasypanie dziury, może również generować wzrost PKB. Dokładnie to dzieje się w gospodarkach wojennych — wyjaśnia Wlachyński.

Wydatki państwa na sprzęt wojskowy nie powodują realnego wzrostu gospodarczego. Aby doszło do rozwoju gospodarczego potrzeba inwestycji, a nie konsumpcji.

— Wzrost PKB nie mówi nic o stanie kapitału w danym kraju. Nie pokazuje zniszczonych domów, rurociągów czy rafinerii. Nie pokazuje zużytych zapasów broni, które gromadziły się w magazynach przez ostatnie 70 lat — kontynuuje analityk.

Przykładowo spalona rosyjska rafineria z jednej strony obniża PKB z powodu przerwania produkcji, a z drugiej powoduje jego wzrost ze względu na naprawę rafinerii.

— Dlatego Niemcy mogły zaobserwować wzrost PKB w 1944 r., a jednocześnie mieć całkowicie zdewastowany kraj — tłumaczy Wlachyński.

Rosja doświadczyła odpływu zagranicznego kapitału i straciła ważne rynki, zwłaszcza w sektorze energetycznym. Skupiła się na produkcji i imporcie sprzętu wojskowego, co spowodowało zarówno zamierzone, jak i niezamierzone efekty.

Takie działania prowadzą do długotrwałego zatrucia gospodarki i w konsekwencji osłabienia zdolności wojskowych, co może pomóc Europie w obliczu potencjalnego konfliktu z Rosją.

— Jednak z pewnością nie będzie to miało decydującego wpływu na zdolność do prowadzenia obecnej lub przyszłej wojny. Przykładowo Iran żyje w nędzy gospodarczej od 50 lat — obecny PKB na mieszkańca jest taki sam jak pod koniec lat 80-tych — ale to nie przeszkodziło mu w prowadzeniu wojny — podsumowuje analityk.

onet.pl/Aktuality.sk

piątek, 23 lutego 2024


Rosyjscy urzędnicy pracujący na Krymie, uważanym przez wspólnotę międzynarodową za terytorium ukraińskie, są objęci zachodnimi sankcjami. Owsiannikow również znalazł się na liście sankcyjnej w 2017 r. Po zakończeniu misji gubernatorskiej w Sewastopolu w grudniu 2022 r. złożył wszelako w sądzie UE skargę, w której domagał się zdjęcia sankcji, jako że ponosi przez nie wymierne straty – sankcyjne ograniczenia przeszkadzają mu mianowicie w prowadzeniu interesów na terytorium UE. Pod koniec października 2022 r. sąd orzekł o uchyleniu decyzji UE o sankcjach wobec Owsiannikowa. Sędziowie uznali, że Owsiannikow nie jest już gubernatorem Sewastopola, za co był objęty sankcjami. Tym bardziej że złożył urząd na własną prośbę. (Tutaj przyda się krótki przypis: „własna prośba” to kamuflaż; Owsiannikow stracił posadę za różne poważne przewiny, m.in. za swoje chuligańskie wybryki, jak np. na lotnisku w Iżewsku, gdzie wywołał skandal, darł się na obsługę, próbował sforsować kontrolę, w końcu rzucił się do ucieczki przed policją; poważniejsze zarzuty ciążyły na nim za korupcję i malwersacje; został nawet wyrzucony z partii Jedna Rosja, innych konsekwencji nie poniósł).

Wielka Brytania po rozpoczęciu inwazji Rosji na Ukrainę przedłużyła sankcyjne ograniczenia wobec Owsiannikowa. Podobne sankcje wobec eksgubernatora podtrzymały USA, Kanada, Szwajcaria, Australia i Ukraina.

Być może Owsiannikow nie doczytał sądowych papierów, może nie popatrzył na mapę, a może przeoczył brexit – dość że niefrasobliwie przyjechał do Wielkiej Brytanii. Tam, jak pisze „The Times”, został 24 stycznia br. zatrzymany w swoim londyńskim domu przez funkcjonariuszy National Crime Agency. Zarzuca mu się świadome obejście sankcji: Owsiannikow rok temu otworzył rachunek w brytyjskim banku i posłużył się przy tym „brudną” kasą.

Na konto w banku HBOS były urzędnik przelał 65 tys. funtów w czterech transzach. Zapewne przelewów dokonała osoba trzecia. Podczas przeszukania skromnego lokum biednego eksgubernatora zarekwirowano 77,5 tys. funtów w gotówce.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl

Prezydent Macron przez pierwszych kilka miesięcy wojny na Ukrainie bardzo ostrożnie wypowiadał się o Federacji Rosyjskiej i samym Władimirze Putinie. Jednakże, brak chęci dialogu po stronie Kremla oraz coraz brutalniejsze działania względem ludności cywilnej sprawiły, iż Paryż zaczął dostarczać uzbrojenie oraz pomoc humanitarną. Z każdym miesiącem tego wsparcia dla Kijowa było więcej i więcej; często udzielane niejawnie.

Dla Francji odejście od Rosji było niezwykle trudne. To nie tylko ogromne kontrakty sektora prywatnego, który w dużej mierze (ale nie całkowicie) zrezygnował z rosyjskiego rynku, ale także sprzedaż uzbrojenia oraz mocna współpraca polityczna. Trzeba zaznaczyć, że Paryż do ostatniego momentu próbował ostać się przy Moskwie i nie angażować się w konflikt na Ukrainie. Jednakże postępująca ofensywa, nieczysta gra Rosji przeciw Francji w Afryce, a także zobowiązania wobec w UE i NATO okazały się ważniejsze.

Bezstronność była opcją tylko do czasu i należało określić, po której stronie stanie Francja. Przy rosnących dostawach uzbrojenia, wsparciu finansowym, logistycznym, wywiadowczym i dyplomatycznym, a teraz po podpisaniu umowy w zakresie bezpieczeństwa, obraz relacji dwustronnej jest dość przejrzysty. Dla Francji, po dwóch latach, dyskurs jest jednokierunkowy i dość oczywisty, czyli Ukraina.

Francuski przywódca od miesięcy zaostrzał swoją retorykę względem Rosji, ale w ostatnich tygodniach jest ona bezprecedensowa. Macron wprost mówi o „pokonaniu Rosji”, „niszczeniu przez Rosję świata”, „zbrodniczym reżimie Kremla”, „nie ma miejsca dla Rosji”, „kłamliwa rosyjska propaganda”, dodając przy tym „niezwyciężona i dumna Ukraina”, „całkowite wsparcie niezależności Ukrainy”, a także „potrzeba wytyczenia ścieżki dla dołączenia Ukrainy do NATO”. Jeszcze rok temu mówił „wejście Ukrainy do NATO jest mało prawdopodobne”, a dwa lata temu „o potrzebie szacunku do Rosji”.

(...)

W. Zelensky wizytował w połowie lutego Paryż. Wciąż odkładana jest wizyta Macrona do Kijowa, ale ma się odbyć najpóźniej do końca marca. Priorytetem pozostaje, aby Francja zaznaczyła swoją pozycję jako kluczowego sojusznika Ukrainy, a także wzmacniała przekaz o liderze bezpieczeństwa Unii Europejskiej. Ostatnie słowa o współpracy z Polską i wzmianki o „parasolu nuklearnym” mają zaznaczyć rolę Francji i pozwolić prezydentowi Macronowi osiągnąć cel, o którym marzy od początku swojej prezydentury, czyli status gwaranta bezpieczeństwa Europy.

Francja bardzo przewartościowuje swoją politykę zagraniczną. Obejmuje to nie tylko Ukrainę, ale także Afrykę, Bliski Wschód oraz cele na Indo-Pacyfiku. Dla wszystkich w NATO i UE byłoby dobrze, aby Paryż faktycznie zaangażował się bardziej na flance wschodniej, ponieważ to oznacza dodatkową siłę w rywalizacji z Federacją Rosyjską. To także interesujący sojusznik dla Polski, a relacje w ostatnich tygodniach są bardziej, niż dobre.

defence24.pl

Porozmawiajmy więc o branży zbożowej, która ostatnio jest na ustach wszystkich. Co się tam dzieje z cenami?

Rynek zboża był mocno doświadczony przez wybuch wojny. Zarówno Ukraina, jak i Rosja były w top 5, jeśli chodzi o eksport pszenicy i kukurydzy na świecie. Mieliśmy więc eksplozję cen. Natomiast teraz to co się dzieje? Po tym, jak Ukraina ułożyła sobie eksport w nowych warunkach, eksportować bardzo dużo zaczęła też Rosja, bo w 2022 r. przez sankcje, odcięcie od międzynarodowych systemów płatniczych szło jej to słabo. Znaleziono jednak nowych partnerów m.in. w Chinach i Indiach. Nadwyżki zboża, które płyną z Rosji, są dosyć istotne, w szczególności pszenicy.

Poza tym zbiory zbóż globalnie, mimo tego, że rolnicy mniej aplikowali nawozów, przez ich ceny, są na dobrym poziomie. Mimo wszystko zbiory się udały i póki nie mamy żadnych problemów pogodowych, wygląda to tak, że nie mamy problemu z bilansem zbóż i produkcja jest wystarczająca, żeby zaspokoić popyt.

I ceny są cały czas na równi pochyłej. Natomiast na co warto zwrócić uwagę to pozycje spekulacyjne.  Pokazują one, że kukurydza jest bardzo mocno wyprzedana. Inwestorzy spekulacyjnie stawiają na dalsze spadki i jest bardzo dużo otwartych pozycji krótkich. Wkrótce może dojść do takiego przesilenia i rozpocznie się gwałtowne zamykanie krótkich. Można na podstawie tego powiedzieć, że gdzieś ten trend spadkowy może się zacząć po prostu wykańczać. Podsumowując w sferze rynków agro nie ma zagrożenia dla podaży, ale widać spekulacyjne ruchy cenowe.

bankier.pl

czwartek, 22 lutego 2024



W ciągu ostatniego miesiąca na Ukrainie odnotowano dwa ataki na przedstawicieli mediów krytycznych wobec władzy, a organy ścigania wciąż w pełni nie wyjaśniły ich okoliczności. 14 stycznia grupa pięciu mężczyzn próbowała włamać się do mieszkania dziennikarza śledczego Jurija Nikołowa, który w styczniu 2023 r. ujawnił aferę korupcyjną w resorcie obrony (zob. Ukraina: seria dymisji z korupcją w tle). Sprawcy na drzwiach jego domu umieścili napisy nazywające go „zdrajcą”, „prowokatorem” oraz „uchylantem” (termin używany do określenia osób, które unikają mobilizacji). Z kolei 16 stycznia w Internecie pojawiły się nagrania ukazujące, jak pracownicy serwisu śledczego Bihus.Info piją alkohol i zażywają narkotyki podczas zabawy sylwestrowej. Dwa dni wcześniej redakcja tego portalu opublikowała artykuł oskarżający bliskie otoczenie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o tworzenie wokół niego bańki informacyjnej. Oba zdarzenia wywołały na Ukrainie krytykę ze strony opozycji oraz środowisk dziennikarskich. Mer Kijowa Witalij Kliczko zarzucił władzom niszczenie demokracji, a parlamentarna komisja ds. wolności słowa wezwała Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) do znalezienia i ukarania sprawców. Organizacje dziennikarzy wskazały, że presja na media zaczyna przypominać czasy byłego prezydenta Wiktora Janukowycza. Aby ograniczyć straty wizerunkowe, 17 stycznia Zełenski oznajmił, że wywieranie jakichkolwiek nacisków na media jest niedopuszczalne i polecił SBU zbadanie okoliczności incydentów. 

Cztery dni później dwóch podejrzanych o próbę włamania do mieszkania Nikołowa przyznało, że najście na jego dom uzgodnili z osobą, która powoływała się na powiązania z SBU. 5 lutego serwis Bihus.Info opublikował rezultaty własnego śledztwa dotyczącego inwigilacji swoich dziennikarzy: na podstawie nagrań z monitoringu część sprawców zidentyfikowano jako funkcjonariuszy SBU. 31 stycznia prezydent zdymisjonował kierującego nimi dyrektora jednego z departamentów Romana Semenczenkę. Odpowiedzialność za aferę wziął na siebie szef SBU Wasyl Maluk, który tłumaczył, że funkcjonariusze prowadzili działania na rzecz ujawnienia osób posiadających bądź rozprowadzających narkotyki, dopuścili się jednak nieuprawnionego opublikowania materiałów z obserwacji.

osw.waw.pl


Siły rosyjskie niemal po raz pierwszy od ponad półtora roku kampanii na Ukrainie prowadzą spójną, wieloosiową operację ofensywną w dążeniu do ważnego operacyjnie celu. Perspektywy tej ofensywy w sektorze Charków-Ługańsk nie są jasne, ale jej projekt i wstępne wykonanie wskazują na zauważalne zmiany w rosyjskim podejściu na szczeblu operacyjnym. Rosyjskie wysiłki mające na celu  przejęcie  stosunkowo małych miast i wsi we wschodniej Ukrainie od wiosny 2022 roku generalnie nie zapewniły istotnych operacyjnie celów, chociaż te rosyjskie operacje doprowadziły do ​​walk na dużą skalę i znacznych strat ukraińskich i rosyjskich. Siły rosyjskie prawdopodobnie realizowały podczas ofensywy zima-wiosna 2023 cele o większym znaczeniu operacyjnym, ale wysiłek ten został źle zaprojektowany i wykonany, a brak znaczących postępów uniemożliwia wyciągnięcie jednoznacznych wniosków na temat zamierzonych celów. Do tej pory rosyjskie ofensywy albo skupiały duże masy żołnierzy przeciwko pojedynczym celom (takim jak Bachmut i Awdijewka), albo składały się z wielokrotnych ataków wzdłuż osi natarcia, które były zbyt odległe, aby mogły się wzajemnie wspierać i/lub rozbieżne. Z kolei obecna rosyjska ofensywa w sektorze Charków-Ługańsk obejmuje ataki na czterech równoległych osiach, które wzajemnie się wspierają w dążeniu do wielu celów, które łącznie prawdopodobnie wygenerowałyby znaczące zyski operacyjne. Warto dokładnie rozważyć projekt tej ofensywnej operacji, niezależnie od jej wyniku, jako możliwy przykład zdolności rosyjskiego dowództwa do wyciągania wniosków z poprzednich niepowodzeń na poziomie operacyjnym i poprawiania ich. Nie wydaje się jednak, aby rosyjskie wyniki taktyczne w tym sektorze uległy istotnej poprawie w porównaniu z wcześniejszymi rosyjskimi niedociągnięciami taktycznymi, co może równie dobrze doprowadzić do ogólnej porażki nawet tego lepiej zaprojektowanego przedsięwzięcia.

understandingwar.org

środa, 21 lutego 2024



"Sytuację pogarszają dumpingowe wręcz ceny rosyjskiej pszenicy" - pisze wrp.pl. Z kolei RMF FM informuje o funduszach spekulacyjnych, które grają na dalszą przecenę. Niskie ceny wynikają też z nadprodukcji zboża w Europie. Nadwyżki zboża ma Rosja, a eksport chce prowadzić Ukraina, która nie może sprzedawać tyle, ile by chciała do krajów afrykańskich. Te mają problemy finansowe i za zboże nie mogą płacić już więcej. To z kolei poskutkowało wojną cenową między Rosją, Ukrainą i krajami UE, której efektem są dramatycznie niskie ceny zboża. 

Ale skąd w ogóle na rynku wzięły się nadwyżki zboża? Tę kwestię, jak i całe zamieszanie ze zbożem wytłumaczył politolog Miłosz Wiatrowski-Bujacz na swoim instagramowym koncie milosz.miedzy.innymi. Według eksperta Rosja przez europejskie embargo miała nadwyżki gazu, które przeznaczyła na produkcję tanich nawozów i "radykalne" zwiększenie swojego eksportu produktów rolnych. Przez to tanie rosyjskiej zboże zalało cały świat, co pociągnęło za sobą spadek cen. Polscy rolnicy z kolei mieli nadwyżki, bo za namową ministra rolnictwa za rządów PiS nie sprzedawali swoich zapasów. Henryk Kowalczyk zapewniał ich bowiem, że ceny zboża wzrosną. To natomiast jeszcze bardziej spotęgowało problemy z nadwyżkami zboża w Polsce. 

gazeta.pl


Jak wynika z raportu IEEFA, zapotrzebowanie na gaz ziemny w Europie spadło o 20 proc. od czasu inwazji Rosji na Ukrainę. W 2023 r. kraje europejskie zużyły w sumie 452 mld m sześc. tego paliwa i jest to poziom najniższy od 10 lat. Największa redukcja popytu w latach 2021-2023 miała miejsce w Niemczech (-17,6 mld m sześc.), Włoszech (-14,4 mld m sześc.) i Wielkiej Brytanii (-14,2 mld m sześc.). Na dalszych miejscach znalazły się: Holandia (-10,9 mld m sześc.), Turcja (-9,7 mld m sześc.), Francja (-8,6 mld m sześc.) i Hiszpania (-4,8 mld m sześc.).

Eksperci tłumaczą, że spadki te są wynikiem kilku czynników. Przede wszystkim po inwazji Rosij na Ukrainę wszystkie kraje podjęły działania w kierunku zwiększenia efektywności energetycznej, by obniżyć swoją zależność od rosyjskich surowców. Do tego doszły rekordowo wysokie ceny gazu, sterowane przez Rosję oraz wysokie temperatury, które obserwowaliśmy w całej Europie.

— Dwa lata po inwazji Rosji na Ukrainę europejski system energetyczny jest bardziej zdywersyfikowany i bardziej odporny. Kryzys został w pewnym stopniu opanowany, środki zwiększające efektywność zostały przyznane, a liczba instalacji odnawialnych źródeł energii i pomp ciepła się zwiększa. Dzięki temu Stary Kontynent jest gotowy do dalszego zmniejszania zapotrzebowania na gaz — komentuje Ana Maria Jaller-Makarewicz, główna analityczka ds. energii w Europie IEEFA.

(...)

Nie tylko Polska, ale także inne kraje europejskie zwiększyły zakupy gazu skroplonego, który może przypływać na Stary Kontynent statkami z różnych stron świata. Z raportu wynika, że od lutego 2022 r. uruchomiono w Europie osiem terminali importowych i rozbudowano cztery istniejące obiekty. Według zapowiedzi do 2030 r. zacznie działać kolejnych 13 projektów.

IEEFA szacuje, że kraje UE wydały ponad 170 mld euro na import LNG w latach 2022 i 2023. Główni eksporterzy tego paliwa do Europy to USA (75,15 mld euro), Rosja (23,84 mld euro) i Katar (23,80 mld euro).

Autorzy raportu podają, że import rosyjskiego LNG w latach 2021-2023 wzrósł o 11 proc. pomimo spadającego zapotrzebowania na gaz. Aż 80 proc. rosyjskiego LNG, które przypłynęło do Europy, trafiło do Hiszpanii, Francji i Belgi. Kraje UE wydały w 2023 r. 8,09 mld euro na zakup gazu skroplonego z Rosji.

Według IEEFA Europa zbliża się do szczytowego zapotrzebowania na LNG. Think tank prognozuje, że popyt na LNG w Europie nieznacznie wzrośnie do 2025 r., a następnie będzie stale spadał do 2030 r. w związku z prognozowanym spadkiem zapotrzebowania na gaz. Eksperci obawiają się więc, że planowane nowe terminale importowe utkną w martwym punkcie.

"Europejskie zapotrzebowanie na LNG nie przekroczy 135 mld m sześc. w 2030 r., pozostawiając potencjalną lukę w wysokości ok. 265-270 mld m sześc. niewykorzystanych mocy" — czytamy w raporcie.

businessinsider.com.pl

wtorek, 20 lutego 2024



Zaskakująco wysoki wzrost przeciętnego wynagrodzenia pozwolił ekonomistom Pekao wysnuć hipotezę, że w efekcie bardzo dużej podwyżki płacy minimalnej w górę mogły pójść w pewnej mierze też te nieco wyższe pensje - tak, aby zaspokoić oczekiwania pracowników zarabiających więcej. To jedno z ważniejszych zjawisk na polskim rynku pracy w ostatnich latach - spłaszczanie siatek płac. Duże podwyżki płacy minimalnej w ostatnich latach sprawiły, że zmniejszały się różnice między osobami zarabiającymi "najniższą krajową" a tymi z trochę wyższymi wynagrodzeniami. Nierzadko zdarza się, że niewykwalifikowani pracownicy mają nieodległe stawki wynagrodzeń od osób, które kwalifikacje mają wyraźnie wyższe - specjalistyczne kursy, wyższe wykształcenie itd. Sporą część z tej - stosując kolarską nomenklaturę - ucieczki w końcu wchłonął peleton. Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że o ile w 2021 r. płacę minimalną dostawało około 1,6 mln osób, o tyle w 2024 r. już 3,6 mln. 

(...)

W styczniowych danych padł jeszcze jeden rekord. Otóż gdyby zestawić skok średniego wynagrodzenia o 12,8 proc. rok do roku ze styczniową inflacją 3,9 proc., to okazałoby się, że realny wzrost wyniósł aż 8,6 proc. Tak mocno przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw nie urosło w ujęciu realnym od kwietnia 2008 r. Słowem, średnio rzecz biorąc Polacy tak mocno na swojej pracy nie wzbogacili się pod względem realnej wartości ich zarobków od blisko 16 lat! Jeszcze do niedawna realne wynagrodzenia w Polsce spadały, dziś po tej sytuacji nie tylko nie ma już śladu, ale pensje nadrobiły inflacyjne straty z naddatkiem. Przynajmniej średnio rzecz biorąc, bo jeśli ktoś - odpukać - nie dostał podwyżki przez ostatnie dwa lata, to przez inflację jest "w plecy" o ponad 20 procent.

gazeta.pl

poniedziałek, 19 lutego 2024



Wojna rosyjsko-ukraińska jest najnowszym konfliktem w długiej historii wojen narodowowyzwoleńczych, zapoczątkowanej wojną o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Konflikt ten należy także do długiego szeregu wojen, którym towarzyszył schyłek i rozpad światowych imperiów, poczynając od imperiów hiszpańskiego, otomańskiego i austro-węgierskiego po kolonialne imperia brytyjskie, francuskie, holenderskie, belgijskie i portugalskie. Wiemy, jak zakończyły się te wojny: uzyskaniem politycznej suwerenności przez byłe kolonie z równoczesnym przekształceniem się dawnych imperialnych metropolii w postimperialne państwa narodowe.

Dzięki powstrzymaniu rosyjskiej agresji, mobilizacji sił własnych i połowy świata w obronie suwerenności i terytorialnej integralności Ukraina obroniła swoje dalsze istnienie jako niezależnego państwa, a Ukraińcy pozostali wolnym narodem. Wojna, często określana mianem rosyjskiej wojny na Ukrainie lub wojny Rosji przeciwko Ukrainie, stała się w rzeczywistości wojną rosyjsko-ukraińską, w której siły najeźdźcy natrafiły na opór nie tyle oddziałów partyzanckich, ile silnej regularnej armii. Państwo ukraińskie dowiodło, że jest w stanie przetrwać i funkcjonować w warunkach toczącej się wojny w stopniu, któremu w historii wojen toczonych w XX w. dorównać mogłoby niewiele państw położonych w jej sąsiedztwie.

Wiele wskazuje na to, że naród ukraiński wyjdzie z tej wojny bardziej zjednoczony i bardziej pewny własnej tożsamości niż kiedykolwiek w swojej nowożytnej historii. Co więcej, skuteczny opór stawiony przez Ukrainę rosyjskiej agresji stanie się czynnikiem inicjującym proces budowy rosyjskiego państwa narodowego. Rosja i jej elity nie mają teraz innego wyboru, jak tylko na nowo zdefiniować tożsamość własnego państwa, rozstając się nie tylko z nawiązującą do carskiej przeszłości imperialną ideologią, ale także z anachronicznym modelem rosyjskiego narodu, składającego się z Rosjan, Ukraińców i Białorusinów. Płacąc ogromną cenę w postaci zniszczeń materialnych i krwi swoich obywateli, Ukraina kończy epokę rosyjskiej dominacji na znacznym obszarze Europy Wschodniej i rzuca Moskwie wyzwanie dla jej pretensji do prymatu w pozostałej części przestrzeni postradzieckiej.

Konsekwencje wojny rosyjsko-ukraińskiej dały się odczuć w regionach świata odległych od granic byłych posiadłości Romanowów i czerwonych komisarzy. Ukraina przetrwała rosyjską inwazję i obroniła się dzięki bezprecedensowej solidarności społeczności międzynarodowej, która udzieliła rządowi i narodowi ukraińskiemu politycznego, ekonomicznego i militarnego wsparcia na skalę niewidzianą od dekad. Dla wielu przyjaciół Ukrainy jej zmagania z Rosją okazały się nie tylko największą i najbardziej śmiercionośną wojną w Europie od zakończenia II wojny światowej, ale także pierwszym od czasów zwycięstwa nad nazizmem poważnym konfliktem zbrojnym, który w wymiarze moralnym cechuje się niewielką gamą szarości. Wojna rosyjsko-ukraińska jest pierwszą "dobrą wojną" od zakończenia światowego konfliktu z lat 1939–1945, w którym od samego początku było jasne, kto był agresorem, a kto ofiarą, kto był złoczyńcą, a kto bohaterem, i po której stronie chciałoby się być.

Rosyjska agresja na Ukrainę przekształciła się w wojnę dziewiętnastowieczną pod względem ideologicznym, toczoną przy użyciu dwudziestowiecznej taktyki i z wykorzystaniem broni z XXI w.

Jej ideologiczne przesłanki wywodziły się z wizji ekspansji terytorialnej, która charakteryzowała epokę rosyjskiego imperializmu. Jej strategia została przez Kreml zapożyczona z podręczników armii radzieckiej pochodzących z czasów II wojny światowej i okresu powojennego, a jej najważniejszymi cechami jest nie tylko zastosowanie precyzyjnie naprowadzanych pocisków rakietowych, ale także wywiad satelitarny i prowadzona przez obie strony i w różnym zakresie wojna w cyberprzestrzeni. Od samego początku wojna rosyjsko-ukraińska stworzyła dla świata niebezpieczeństwo związane z technologią nuklearną. Zajęcie przez rosyjskie wojska w pierwszych dniach otwartego konfliktu kompleksu nieczynnej elektrowni jądrowej w Czarnobylu i funkcjonującej elektrowni atomowej w Zaporożu stworzyło bezpośrednie zagrożenie skażeniem radioaktywnym dla części Europy i Bliskiego Wschodu, a także stało się wyzwaniem dla zapewnienia bezpieczeństwa instalacji nuklearnych w całym świecie.

Dla wielu obserwatorów rosyjska inwazja na Ukrainę i mobilizacja Zachodu oraz jego sojuszników do walki z agresją przywiodła na myśl skojarzenia z okresem zimnej wojny. Istotnie, wojna rosyjska-ukraińska spowodowała, że odżyły dawne animozje, odrodziły się słabnące sojusze i odnowiły dawne linie podziałów. Leksykon zimnowojennych pojęć i zimnowojenna perspektywa postrzegania sytuacji posłużyły do opisu i zrozumienia nowego globalnego konfliktu. Nie ma jednak wątpliwości, że pomimo licznych historycznych paraleli współczesny świat wkracza w nową erę. Pokojowa dywidenda, która się pojawiła wraz z zakończeniem zimnej wojny, została w ciągu ostatnich 30 lat w pełni rozdysponowana, jeśli nie roztrwoniona. Świat powracał do epoki rywalizacji supermocarstw na skalę niewidzianą od upadku muru berlińskiego w 1989 roku.

Wojna rosyjsko-ukraińska, jak żadne inne wydarzenie, podkopała fundamenty pozimnowojennego porządku, uruchamiając procesy, które mogą doprowadzić do ukształtowania się nowego porządku międzynarodowego.

Jednobiegunowemu światu, zdominowanemu przez Stany Zjednoczone, który zastąpił wcześniejszy radziecko-amerykański dwubiegunowy porządek międzynarodowy, nigdy nie brakowało krytyków i skłonnych do rzucenia mu wyzwania wrogów. Pojawili się oni wkrótce po rozpadzie Związku Radzieckiego, ale na pierwszy plan wysunęli się na początku XXI wieku. W ich grupie znalazły się zarówno państwa, jak i pozarządowi aktorzy międzynarodowej sceny politycznej. Radykalny islam, na czele którego stanęli przywódcy wywodzący się z różnych środowisk, począwszy od Al-Kaidy po Państwo Islamskie w Iraku i Lewancie, napędzał bunt przeciwko amerykańskiej dominacji na Bliskim Wschodzie.

Nacjonalizm w połączeniu z postawami antyzachodnimi i krucjatą na rzecz obrony "tradycyjnych wartości" stworzyły podstawy do otwartego kwestionowania porządku międzynarodowego przez działania coraz bardziej totalitarnej Rosji i subtelne wyzwania rzucane przez nadal komunistyczne Chiny, których przywódcy nauczyli się wprawdzie obracać na swoją korzyść ustalony już porządek, ale mimo to zamierzają zastąpić Stany Zjednoczone w roli jego lidera i strażnika, co pozwoliłoby im określać zasady jego funkcjonowania.

Pożądanym idealnym porządkiem międzynarodowym, którego ukształtowania chcą wszyscy przeciwnicy istniejącego systemu, jest świat wielobiegunowy, oparty nie tyle na zasadzie suwerenności państw, wywodzącej się jeszcze z czasów pokoju westfalskiego [Pokój zawarty w 1648 r. kończący wojnę trzydziestoletnią – przyp. tłum.] , ile na modelu zakładającym istnienie wielkich mocarstw, z których każde ma własną strefę wpływów. Powrót do świata podzielonego na strefy wpływów, który miał się rzekomo ukształtować w 1945 r. na mocy decyzji konferencji jałtańskiej, stał się postulatem zgłaszanym zarówno przez Moskwę, jak i Pekin. Jak na ironię, pogląd głoszący, że na konferencji jałtańskiej ustanowiono strefy wpływów, jest błędny. Podczas obrad tej konferencji prezydent Franklin D. Roosevelt nie tylko odrzucił koncepcję kształtowania porządku światowego opartą na wyznaczaniu stref wpływów, lecz także zakwestionował roszczenia Stalina do sprawowania wyłącznej kontroli nad krajami Europy Wschodniej.

Po zakończeniu zimnej wojny Stany Zjednoczone oparły się temu wyzwaniu, odmawiając uznania przestrzeni poradzieckiej za wyłączną strefę wpływów Rosji oraz Morza Południowochińskiego za akwen kontrolowany przez Chiny. Rosyjska inwazja na Gruzję w 2008 r., a następnie wojna z Ukrainą, która doprowadziła do aneksji Krymu i utworzenia marionetkowych państewek w ukraińskim regionie Donbasu, spowodowały przeobrażenie czysto dyplomatycznego i ekonomicznego konfliktu Rosji z Zachodem w konflikt militarny. Stany Zjednoczone nie od razu zareagowały adekwatnie do zagrożenia, ponieważ były zbyt zajęte prowadzeniem wojen na Bliskim Wschodzie lub próbami wycofania się z nich i jedynym środkiem, jakiego mogły użyć, by przeciwstawić się wyzwaniu rzuconemu przez Rosję ustalonemu porządkowi międzynarodowemu, były sankcje ekonomiczne.

Fatalnie przeprowadzone wycofanie sił amerykańskich z Afganistanu w 2021 r. wpłynęło na wykreowanie obrazu Stanów Zjednoczonych jako państwa niezdecydowanego i znacznie osłabionego, co zachęciło Putina do użycia siły przeciwko Ukrainie. Jednak wycofanie się wojsk amerykańskich z Afganistanu umożliwiło Stanom Zjednoczonym podjęcie rękawicy rzuconej przez Rosję. Zakrojona na wielką skalę inwazja Putina na Ukrainę w lutym 2022 r. i co ważniejsze, zacięty opór Ukraińców dały Amerykanom czas i możliwość zmobilizowania własnych i międzynarodowych zasobów do przeciwstawienia się wyzwaniu rzuconemu przez Rosję nie tylko przy użyciu znacznie bardziej restrykcyjnych sankcji, ale również poprzez udzielenie wsparcia militarnego Ukrainie.

Amerykańska reakcja na agresję Rosji na Ukrainę wykazała, że Stany Zjednoczone dzięki użyciu instrumentów finansowych oraz ekonomicznych nadal są w stanie utrzymać dominującą pozycję w świecie poprzez ożywienie istniejących sojuszy, tworzenie nowych, jak również poprzez zapobieganie tworzeniu się sojuszy konkurencyjnych. Do walki z rosyjską agresją udało się Waszyngtonowi stworzyć groźną koalicję, wykorzystując w tym celu wsparcie ze strony Wielkiej Brytanii oraz państw wschodniej flanki NATO, z Polską na czele. Koalicja ta zdołała nakłonić do przyłączenia się do wspólnego wysiłku na rzecz powstrzymania Rosji nawet państwa tradycyjnie niechętne polityce antyrosyjskiej, w tym przede wszystkim Niemcy, Francję i Włochy. Decyzja Finlandii i Szwecji o ubieganie się o członkostwo w NATO umocniła wpływy amerykańskie w Europie, które stały się silniejsze niż przed wybuchem wojny.

Wojna z Ukrainą pogrzebała nadzieje Rosji na uzyskanie statusu jednego z globalnych ośrodków nowego wielobiegunowego świata, którego wizje od lat dziewięćdziesiątych snuli rosyjscy politycy i dyplomaci. Ujawniła ona słabości nie tylko przereklamowanej rosyjskiej armii, ale również ekonomicznego potencjału państwa.

W tym kontekście decyzja Finlandii i Szwecji o przystąpieniu do NATO jawi nam się nie tylko jako reakcja na zagrożenie z strony zbrodniczego reżimu Putina, ale również jako wyraz uświadomienia sobie, że znacznie osłabiona Rosja nie jest w stanie przeciwstawić się ich działaniom.

Z drugiej strony, Rosja pozostała bez sojuszników. Rosjanom udało się zmusić białoruskiego autorytarnego przywódcę Aleksandra Łukaszenkę, którego w 2020 r. uratowali przed buntem własnego narodu, by udostępnił rosyjskim wojskom terytorium swojego państwa do ataku na Ukrainę, ale nie udało się im go przekonać do przystąpienia do wojny. Jeszcze mniejsze wsparcie Putin uzyskał ze strony państw członków Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, sojuszu wojskowego pod przywództwem Rosji, składającego się z byłych republik radzieckich: Armenii, Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu i Uzbekistanu. Poza obszarem byłego Związku Radzieckiego głównym dyplomatycznym osiągnięciem Rosji było zawarcie sojuszu z Iranem i uzyskanie neutralności Turcji, która, korzystając z okazji, jaką stanowiła dla niej izolacja i osłabienie Rosji, ugruntowała swoją pozycję regionalnego mocarstwa i zasięg wpływów wykraczający poza obszar Bliskiego Wschodu.

Chiny nałożyły ograniczenia na umowę o "nieograniczonej" współpracy z Rosją w ciągu kilku tygodni od jej podpisania. Władze w Pekinie, mimo że w publicznych oświadczeniach deklarowały, iż podzielają obawy Rosji w związku z postawą NATO w Europie, udzieliły Rosji jedynie ograniczonego wsparcia politycznego oraz ekonomicznego i według najlepszej aktualnej wiedzy nie zapewniły jej żadnego wsparcia militarnego. Taka postawa umożliwiła Chinom dalsze czerpanie korzyści z istniejącego porządku międzynarodowego i unikanie finansowych i ekonomicznych sankcji amerykańskich, które mogłyby zakłócić międzynarodowy handel i zaszkodzić chińskiej gospodarce. Chiny nie mogły nie niepokoić się oczywistą słabością rosyjskiego partnera, ale jeszcze bardziej niepokoił je zdecydowany powrót Stanów Zjednoczonych na arenę międzynarodową oraz nowy duch jedności, który się pojawił w relacjach pomiędzy państwami członkowskimi UE oraz pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i UE. Chiny, jak żadne inne państwo, uzyskały teraz najdogodniejszą możliwość, aby stać się największym beneficjentem wojny toczącej się w Ukrainie i wrogości między Rosją i Zachodem, którą stworzył ten konflikt.

Wojna rosyjsko-ukraińska wzniosła polityczny i ekonomiczny "chiński mur" między Europą i Rosją, który stawał się coraz wyższy, w miarę jak Stany Zjednoczone i Unia Europejska coraz bardziej odwracały się od importu rosyjskiej ropy i gazu. Chiny natychmiast zaczęły czerpać korzyści ekonomiczne, jakie niosła ze sobą zapoczątkowana przez państwa europejskie polityka dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych i reorientacja rosyjskiego eksportu tych surowców na wschód. Korzyści z tej zmiany stały się jeszcze większe, gdy Rosja, dążąc do pozyskania chińskiego rynku, z którego wpływy miały zastąpić utracone dochody w Europie, znalazła się w trudnym położeniu do wynegocjowania korzystnych dla siebie cen ropy i gazu. W ten sposób Chiny nie zyskają silnego rosyjskiego sojusznika w rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi, ale będą miały dostęp do taniej ropy i gazu, co tę rywalizację będzie napędzać.

Biorąc pod uwagę prawdopodobne geopolityczne osłabienie Rosji, o ile nie możliwość implozji, i jej rosnące uzależnienie od rynków wschodnich, jak również narastające zbliżenie między Europą i Stanami Zjednoczonymi, wojna na Ukrainie przyczyniła się do polaryzacji układu sił politycznych w świecie spowodowanej rywalizacją dwóch supermocarstw, Stanów Zjednoczonych i Chin, oraz grupujących się wokół nich dwóch obozów państw. W tym układzie Zachód odbudowuje swój sojusz z okresu zimnej wojny, wzmocniony obecnie przez nowych członków z Europy Wschodniej, kraje bałtyckie i skandynawskie, podczas gdy na Wschodzie pojawiła się tendencja do odradzania się chińsko-rosyjskiego sojuszu z lat pięćdziesiątych XX wieku, najbardziej niebezpiecznego etapu zimnej wojny.

W tej odradzającej się konfiguracji, po stronie Zachodu przywódczą rolę nadal odgrywają Stany Zjednoczone, natomiast po stronie Wschodu doszło do istotnej zmiany – przywództwo przeszło obecnie w ręce Chin, Rosja zaś stała się uboższym i bardziej nierozważnym członkiem sojuszu, wchodząc w rolę, w której niegdyś występował jej chiński sojusznik. W tej sytuacji Ukraina staje się na mapie nowymi Niemcami z okresu zimnej wojny. Jej terytorium jest podzielone nie tylko pomiędzy dwa państwa, ale pomiędzy dwie globalne strefy wpływów i dwa bloki ekonomiczne. I tak jak w przeszłości część państw pozostaje poza tymi dwoma blokami.

Wśród nich na wyróżnienie zasługują zwłaszcza Indie, które na razie zachowują status państwa niezaangażowanego, ale biorąc pod uwagę ich trudne stosunki z Chinami, w przyszłości najprawdopodobniej będą zmuszone do opowiedzenia się po jednej ze stron.

Istnieją wyraźne oznaki tego, że odwrócenie się Rosji od Zachodu nie jest przejściowym zjawiskiem. Jeśli się jednak weźmie pod uwagę niepewność, jaką nacechowane są stosunki Rosji z jednej strony z Europą i Stanami Zjednoczonymi, a z drugiej z Chinami, to trudno jest stwierdzić, czy jest to trwały trend, czy też stan przejściowy. Stosunki rosyjsko-chińskie w okresie zimnej wojny nie były ani proste, ani łatwe, ich charakter wahał się w przedziale od bliskiego sojuszu na początku lat pięćdziesiątych XX w., poprzez okres konfrontacji w latach sześćdziesiątych, kiedy to ZSRR groził Chinom atakiem z użyciem broni jądrowej, po nawiązanie specjalnych stosunków między Ameryką i Chinami w latach siedemdziesiątych.

Rywalizacja technologiczna między Rosją i Chinami, współzawodnictwo obu krajów o wpływy w Azji Centralnej, nigdy niezapomniane przez Chiny roszczenia do części rosyjskiej Syberii, w połączeniu z napływem chińskich obywateli na te rzadko zamieszkane 473 obszary, zapowiadają możliwość wystąpienia w przyszłości tarć, a nawet wybuchu konfliktu między oboma mocarstwami. Ale niezależnie od tego, czy Rosja ostatecznie opowie się po stronie jednego z wyłaniających się ośrodków mocarstwowości, czy drugiego, ogólny trend zmian zmierzających w kierunku ukształtowania się dwubiegunowego porządku świata prawdopodobnie nie ulegnie zmianie.

Światowy porządek opierający się na dominacji Stanów Zjednoczonych, który funkcjonował rankiem 24 lutego 2022 r., kiedy rozpoczęła się rosyjska inwazja na Ukrainę, przetrwał okres naporu agresora, ale przedłużająca się wojna rosyjsko-ukraińska wykazała, jak nigdy wcześniej, że istnieje nieuchronna tendencja do jego transformacji. Zamiast jednak świata wielobiegunowego, na który miała nadzieję Rosja, konflikt na Ukrainie wydaje się zapowiadać powrót do świata dwubiegunowego, podobnego do tego, jaki istniał w okresie zimnej wojny, aczkolwiek tym razem jego ośrodkami nie będą Waszyngton i Moskwa, lecz Waszyngton i Pekin.

Serhij Plokhy "Rosja-Ukraina. Największy konflikt XXI wieku"

niedziela, 18 lutego 2024



Pod osłoną dronów, komandosów i elitarnej 3. Brygady Szturmowej, 110. Brygada Zmechanizowana armii ukraińskiej wycofała się w piątek z Awdijiwki tym samym kończąc brutalną czteromiesięczną bitwę o ruiny miasta

Obrona Awdijiwki przez 110. Brygadę mogła kosztować ją większość jej przedwojennych sił liczących około 2 tys. osób. Jednak rosyjską armię kosztowała znacznie więcej.

W szturmie na Awdijiwkę, przemysłowe miasto osiem kilometrów na północny zachód od okupowanego przez Rosjan Doniecka, wzięło udział nie mniej niż 12 brygad z rosyjskich 2. i 41. połączonych armii.

Wygląda na to, że większość z tych brygad straciła przeważającą część swoich ludzi. W sumie rosyjskie ofiary — zabici i ranni — w Awdijiwce i okolicach mogą przekroczyć 30 tys. osób. W końcu, według amerykańskich analityków, 13 tys. Rosjan zostało zabitych lub rannych wokół miasta w ciągu zaledwie pierwszych sześciu tygodni 16-tygodniowej bitwy.

Wiele wskazuje na to, że wycofujący się Ukraińcy mogli oddać ostatnie poważne strzały w bitwie, celując w trzy rosyjskie myśliwce bombardujące, które najwyraźniej szykowały się do nalotu bombowego na ukraińską 110. Brygadę i sąsiednie jednostki.

Gdy na początku soboty niedobitki 110. Brygady uciekały na zachód, mijając jednostki osłaniające na skraju Awdijiwki, bateria rakiet ukraińskich sił powietrznych zestrzeliła co najmniej jeden — a prawdopodobnie kilka — rosyjskich myśliwców bombardujących Suchoj 100 km na wschód od Awdijiwki.

Na nagraniu widać tylko jeden z rosyjskich samolotów rozbijających się w pobliżu miasta Dyakove. Jednak dowódca ukraińskich sił powietrznych gen. broni Mykoła Oleszczuk twierdzi, że jego oddziały zestrzeliły trzy samoloty: jednoosobowy Sukohi Su-35 i dwa dwuosobowe Su-34.

Aby udowodnić rzekome zestrzelenia, Oleszczuk opublikował zrzut ekranu cyfrowej mapy wyświetlającej awaryjne radiolatarnie czterech rosyjskich lotników, którzy prawdopodobnie katapultowali się ze swoich uszkodzonych samolotów. "Jak widać, system działa!" napisał Oleszczuk.

Dla Ukraińców, którzy przeżyli kampanię w Awdijiwce, zestrzelenia miały wymiar osobisty. Rosyjskie Suchoje bezlitośnie bombardowały 110. Brygadę przez wiele tygodni. Odrzutowce zbliżały się do Awdijiwki od wschodu, wznosiły się wysoko i — z odległości 40 km — zrzucały naprowadzane satelitarnie bomby KAB. Niektóre z nich ważyły półtorej tony.

"Według różnych szacunków, od 37 do 42 bomb KAB zostało zrzuconych na Awdijiwkę w ciągu jednego dnia w tym tygodniu" - poinformowała 15 lutego ukraińska grupa analityczna Frontelligence Insight. "Pomimo swojej niedokładności, te wysoce niszczycielskie bomby powodują rozległe szkody ze względu na swój ładunek wybuchowy, prowadząc do uszkodzenia lub zniszczenia pobliskich budynków".

"Avdiivka to kraina KAB", napisał żołnierz 3. Brygady Szturmowej Egor Sugar. "Wygląda na to, że jest to największa liczba bomb lotniczych na takim kawałku ziemi w całym okresie istnienia ludzkości"

onet.pl/Forbes