piątek, 9 lutego 2024



W rozmowie z Tuckerem Carlsonem Władimir Putin bardzo dużo mówił o historii. Że terytoria obecnej Ukrainy od co najmniej tysiąca lat należą tak naprawdę do Rosji. Że Lenin i Stalin popełnili błąd, dając Ukrainie autonomię w ramach ZSRR. Że Krym nie posiada historycznych więzów z Kijowem. Że Ukraina jest "sztucznym państwem", utworzonym z nadania Stalina. Że Polska współpracowała z Hitlerem i że Hitler nie miał innego wyboru, jak tylko Polskę zaatakować. Że Gorbaczow popełnił błąd, "inicjując upadek ZSRR". Że NATO na początku lat 90. obiecało, że nie rozszerzy się na wschód. Że to Ukraina rozpoczęła "wojnę domową" w 2014 r. i że ta wojna nadal trwa, a rosyjska "specjalna operacja wojskowa" ma na celu ją zakończyć. Że historyczne prawo do części ziem ukraińskich mają Węgry.

Carlson był raczej znudzony historycznym wywodem Putina i nieśmiało sugerował, że rosyjski prezydent powinien być bardziej oszczędny w słowach. Ani razu nie odniósł się jednak do meritum jego wypowiedzi i nie prostował wielu tez, które były w sposób oczywisty nieprawdziwe. Raz, że nie był w stanie, bo ewidentnie nie nadążał za datami i wydarzeniami opisywanymi przez Putina, a o części z nich być może słyszał po raz pierwszy. Dwa, że nie chciał, bo już wcześniej zapowiadał, że jego intencją jest tylko zaprezentowanie stanowiska rosyjskiego prezydenta, a nie wymagająca rozmowa.

Wszystko, co Putin w rozmowie z Carlsonem mówił o historii, było już w polskich i zachodnich mediach wielokrotnie komentowane, krytykowane i prostowane. Jako że historyczna narracja rosyjskiego prezydenta niezmiennie ma na celu uzasadnienie racji wojny w Ukrainie, to jego wywód był powtórzeniem tego, co mówił choćby w przemówieniu wygłoszonym dzień przed inwazją na Ukrainę. Dokładnie te same tezy o "historycznym prawie Rosji do ziem ukraińskich" zawarł również w długim artykule z czerwca 2020 r., który został opublikowany w amerykańskim piśmie "National Interest".

onet.pl


Stasia Budzisz: Zachód chce wam pomóc?

Michaił Szyszkin: Gdyby to mu się opłacało, to pewnie by to zrobił, ale tak naprawdę nie ma dla niego znaczenia, czy Rosją będzie rządził Putin, Patruszew czy inny polityk. Zachodowi chodzi tylko o własne bezpieczeństwo. A temu zagraża Rosja, a właściwie chaos, w którym może się pogrążyć. Rosja dysponuje bronią nuklearną, więc spokój i silny wódz u sterów są gwarantami zachowania status quo. Zachód nie będzie ingerował w wewnętrzne sprawy Rosji ani nie podejmie próby przeprowadzenia w niej jakichkolwiek zmian. Już raz starał się to zrobić zaraz po rozpadzie Związku Radzieckiego, jednak to się nie udało. Przeciwnie, nastał ogromny chaos. Dziś obserwujemy zmianę w narracji Zachodu w stosunku do tego, co dzieje się w Ukrainie. Jeszcze rok temu, na fali entuzjazmu i solidaryzacji, miałem nadzieję, że wszystko da się zmienić. Już jej nie mam. Wygląda na to, że teraz dla Zachodu większym problemem jest Zełenski, który nie chce iść na ustępstwa, niż Putin, który wywołał wojnę. To zdrada wobec Ukrainy.

Do czego Zachodowi potrzebna jest Rosja?

Absolutnie do niczego. Jeśli by zniknęła, życie toczyłoby się dalej bez większych zmian. Dla Zachodu Rosja jest niebezpieczna, ponieważ posiada bombę atomową, która w czasie zawieruchy może trafić w nieodpowiednie ręce.

(...)

Po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie wielu Rosjan uciekło poza jej granice, w tym na Kaukaz Południowy. Przeprowadziłam tam z nimi rozmowy i wielu przypadkach miałam poczucie, że imperializm jest niemal wdrukowany i w język, i w zachowanie: wymuszanie rozmowy w języku rosyjskim, zachowywanie się, jakby byli u siebie, postawa roszczeniowa. To wzbudzało kontrowersje wśród mieszkańców byłych rosyjskich kolonii. Jeden Rosjanin powiedział mi nawet, że w nim chęć bezinteresownej pomocy i uśmiech na twarzy Gruzinów wywołuje nieufność, przez co odbiera ich jako słabych i pojawia się u niego odruch, by ich wykorzystać. O co chodzi?

Wyrosłem w kraju, w którym na ulicy nikt do nikogo się nie uśmiechał, a ludzie nie byli dla siebie mili, a już na pewno pomocni. To była moja norma. Wiele lat później zrozumiałem, że to zachowanie zostało przeniesione na rosyjskie ulice z więzienia i po prostu weszło nam w nawyk. W koloniach karnych uśmiech jest wykluczony, oznacza tajną agresję i jest informacją, że ktoś czegoś od ciebie chce. A to nigdy nie wróży nic dobrego. My, Rosjanie, nosimy w sobie ten system zachowań jak chorobę, ale możemy się z niej wyleczyć. Umiemy się asymilować do nowych warunków i potrafimy żyć inaczej, niż nas nauczono. Tyle że musimy zdać sobie z tego sprawę. Dowodem na to są te miliony Rosjan, którzy żyją poza granicami swojego kraju.

Piszesz, że jedna czwarta mieszkańców Rosji siedziała w więzieniu albo to doświadczenie dotyczy kogoś z ich rodziny. Używasz nawet terminu „prizonizacja”, czyli życie przy zonie, z czym trudno się nie zgodzić, kiedy spojrzy się na rosyjską mapę kolonii karnych. Jednak o ludziach, których to doświadczenie dotyczy, nie mówi się – z reguły – że są przestępcami, ale że im się nie powiodło, nie powiezlo. W twoim eseju Rosja to kraj, który żyje zgodnie z bandyckimi zasadami, po principam, w której szczególnym szacunkiem darzy się bandytów. Dlaczego?

Historia Rosji to historia przemocy. Z pokolenia na pokolenie żyje prawem siły, zgodnie z zasadami świata przestępczego. Więcej, na jej czele stoi najważniejszy bandyta, któremu podlegają pozostali. Oczywiste jest to, że w Rosji obowiązują dwa porządki prawne: pisany i niepisany. Prawo pisane jest wspaniałe, zawsze takie było. Osobiście chciałbym żyć zgodnie z konstytucją stalinowską z czasów wielkiego terroru, gdyby była przestrzegana. Lecz prawo pisane nie ma znaczenia, bo jeśli chcesz w Rosji przeżyć, to musisz funkcjonować zgodnie z ważniejszym, czyli niepisanym. Żeby to zobrazować, posłużę się najprostszym przykładem. Na rosyjskiej ulicy panuje prawo silniejszego. Nie ma żadnego znaczenia, że idziesz po pasach na zielonym świetle i jesteś – na przykład – kobietą wiozącą dziecięcy wózek, bo jeśli pojawi się dżip, to droga należy w pierwszej kolejności do niego. I żyjąc tam, doskonale o tym wiesz i nie będziesz się wpychać na pasy przed dżipem. W Rosji tylko ten, kto ma władzę, budzi szacunek. Tylko on może być wodzem. Reszta to poddani. To też rodzi przemoc, bo niewolnik nie potrzebuje wolności, ale swoich niewolników. Tego prawa Rosjanie starają się nie łamać. Jeśli jednak zechcesz się przeciwstawić, zniszczą cię. Jeśli chcesz żyć, musisz przyjąć bandyckie zasady gry. Tylko wtedy będziesz mieć spokój i jakąś namiastkę stabilności. Jeśli nie – będziesz nikim. Wyrzucą cię poza nawias, pozbawią godności. Bo tylko siła jest równa szacunkowi. Na przykład we Włoszech mafia działa paralelnie do państwa, walczą ze sobą. W Rosji mafia i państwo to ta sama struktura, ta sama przestępcza organizacja. Jeśli jesteś policjantem, to nie znaczy, że walczysz z bandytami, lecz sam jesteś bandytą.

new.org.pl

A właśnie do Tajlandii przyjechała w styczniu 2024 r. na występy grupa rockowa Bi-2. Zespół zdobył popularność na początku lat XXI wieku dzięki nagraniu piosenki „Nikt nie pisze do pułkownika”, która została wykorzystana jako ścieżka dźwiękowa w kultowym filmie Aleksieja Bałabanowa „Brat 2”. Potem były liczne koncerty, nagrania, płyty, nagrody, wywiady, tournée. Po rozpoczęciu agresji na Ukrainę grupa odmawiała występów w Rosji, jeśli odbywały się one pod hasłem popierającym wojnę. Według nieoficjalnych danych zespół znalazł się na liście zakazanych wykonawców. A w 2023 r. podczas koncertu w USA lider grupy Lowa Bi-2 (Jegor Bortnik) wystąpił z antywojennym przesłaniem i zapowiedział, że nie zamierza wracać do Rosji. W mediach społecznościowych napisał, zwracając się do zwolenników Putina: „Jesteście zabójcami. Putin i jego umysłowo niedorozwinięci poplecznicy zniszczyli kraj. Jedyne, co budzi we mnie teraz putinowska Rosja, to obrzydzenie i pogarda”. Cała kapela zdecydowała o emigracji do Izraela.

Pod koniec stycznia grupa wystąpiła w tajlandzkim kurorcie Patong w prowincji Phuket, miejscu chętnie odwiedzanym przez rosyjskich turystów (...).

I tu następuje trzęsienie ziemi zwiastujące burzliwy ciąg dalszy. Zaraz po koncercie siedmiu członków kapeli zostało aresztowanych – powodem był brak zgody na zarobkowanie. Artyści stanęli przed sądem, który skazał ich na grzywny w wysokości 80 dolarów, a także wydał nakaz deportacji. Rozprawa przed sądem odbywała się w języku tajskim, kapela nie miała wówczas adwokata.

Co teraz? Ekstradycja do Rosji? Putinowski Lewiatan już rozdziawiał paszczę, aby połknąć marnotrawnych niewdzięczników. Deputowany Andriej Ługowoj, znany z udanego stosowania izotopów promieniotwórczych w herbacie podawanej wrogom reżimu, z niecierpliwością czekał na muzyków: „Za to, czego się dopuścili, weźmie ich w obroty prokuratura. Będą potem mogli grać do woli dla kolegów w celi”.

Z pomocą muzykom ruszył mieszkający w Izraelu opozycyjny polityk i bloger Maksim Kac (Maxim Katz), który zaalarmował prawników i obrońców praw człowieka. Powołując się na swoje źródła, Kac poinformował, że dziwne zachowanie władz Tajlandii związane jest z naciskami wywieranymi przez rosyjski konsulat, by zatrzymanych artystów odesłać do Rosji. Jego zdaniem takie nieistotne uchybienia w papierach zwykle załatwiano przez wniesienie nieformalnych opłat. Tym razem z igły zrobiono widły, a nieformalnych opłat dokonał rosyjski konsul, by przekonać tajlandzkie władze do deportacji muzyków. Słowa Kaca potwierdziła agencja Bloomberg, która wręcz napisała, że MSZ Rosji zalecił dyplomatom zatruwanie za granicą życia rosyjskim obywatelom – szczególnie tym znanym – którzy potępili napaść na Ukrainę. Rzeczniczka ministerstwa Maria Zacharowa kategorycznie odrzuciła te zarzuty: to kłamstwo, rzekła, a cała sytuacja z grupą Bi-2 była zaaranżowana, aby Rosjanie za granicą wyrobili sobie negatywną opinię o pracy rodzimych placówek dyplomatycznych. Niemniej – widocznie w ramach ocieplania wizerunku resortu – nazwała członków zespołu Bi-2 sponsorami terroryzmu i „toksycznymi działaczami antykultury”.

Zaczęła się intensywna batalia o wyciągnięcie Bi-2 z tajskiego więzienia i nieprzekazywanie ich w ręce rosyjskiego wymiaru niesprawiedliwości. Tajlandzka służba migracyjna próbowała (zgodnie z życzeniem rosyjskiego konsulatu) wyprawić muzyków samolotem bezpośrednio z Bangkoku do Moskwy. W ostatniej chwili udało się ten zamiar udaremnić. Kac napisał, że najbardziej dramatyczne chwile członkowie Bi-2 przeżyli w trakcie przewożenia ich z prowincji Phuket do Bangkoku, gdy nie mieli łączności z nikim, byli przekonani, że klamka zapadła i rosyjskim władzom udało się dopiąć swego: zostaną deportowani do kraju.

Tymczasem do negocjacji włączyli się dyplomaci Izraela i Australii, którzy wstrzymali również wysłanie członków Bi-2 do Moskwy z przesiadką w Stambule.

Wokół deportacji rosyjskich rockmanów robiło się coraz goręcej. Rosja nie spuszczała z tonu, dowodząc, że muzycy muszą być dostarczeni do kraju, ich obrońcy z kolei starali się o wysłanie ich do Izraela lub Australii. Rozmowy ze stroną tajską trwały wiele godzin. Został do nich zaangażowany nawet niegdysiejszy magnat medialny Władimir Gusinski (b. właściciel TV NTW, od lat na emigracji w Izraelu), który użył swoich wpływów. Do kampanii na rzecz uwolnienia muzyków włączyli się dyplomaci kilku państw, m.in. Litwy, Polski i Niemiec.

Sprawą zajął się też osobiście premier Tajlandii, który początkowo nie chciał przeciwstawiać się naciskom rosyjskich dyplomatów, stawiał dodatkowe warunki.

Wreszcie nastąpił przełom – 30 stycznia wypuszczono z więzienia i zezwolono na wylot do Tel Awiwu frontmanowi grupy, Jegorowi Bortnikowi, obywatelowi Izraela. W Rosji został on uznany za „agenta zagranicznego”, groziła mu odpowiedzialność karna za antywojenne wypowiedzi, które rosyjskie prawo klasyfikuje jako rozpowszechnianie fejków (grozi za to kilka lat łagru). Dzień później śladem lidera pomknęli również pozostali członkowie Bi-2. W pozyskiwanie biletów na samolot do Izraela zaangażował się cały sztab ludzi (wszystkie bilety były wykupione, trzeba było uzyskać zgodę pasażerów na ich odstąpienie, co ostatecznie się powiodło). Mimo czynionych przez rosyjskich dyplomatów przeszkód operacja się udała.

Z wyratowanym z opresji zespołem spotkał się w Tel Awiwie izraelski minister spraw zagranicznych Jisra’el Kac, który osobiście przyczynił się do uwolnienia muzyków. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Zacharowa zareagowała w swoim stylu, sugerując, że Izrael, udzielając pomocy rosyjskim wywrotowcom, naraża się na zerwanie negocjacji w sprawie uwolnienia izraelskich zakładników, w czym uczestniczy strona rosyjska.

A deputowany Andriej Ługowoj mściwie podsumował: „Uciekli do Izraela, niech się cieszą. I tak kiedyś wpadną i zostaną przywiezieni do Rosji”. Obiecał, że kolacja w Butyrkach (areszt śledczy w Moskwie) i tak będzie na nich zawsze czekać. „Zdrajcy wcześniej czy później tutaj trafią”.

tygodnikpowszechny.pl

czwartek, 8 lutego 2024



Pomiędzy 19 a 27 stycznia wojska rosyjskie wyparły siły ukraińskie poza drogę P07 między Swatowem a Kupiańskiem, a następnie zajęły leżące na zachód od niej Krochmalne (obrońcy potwierdzili oddanie miejscowości 21 stycznia) i Tabajiwkę (29 stycznia dowództwo ukraińskie twierdziło, że walki o nią jeszcze trwają, jednak według pozostałych źródeł toczyły się już one o wzniesienia na zachód od tej wsi). Nie przyniosły rezultatu ukraińskie kontrataki mające zlikwidować wyłom, a następnie powstrzymać Rosjan przed jego poszerzeniem i pogłębieniem w kierunku rzeki Oskoł. Do 30 stycznia siły agresora osiągnęły położone na południowy zachód od wymienionych miejscowości Berestowe i Piszczane, gdzie Ukraińcy starają się stworzyć nową linię obrony.

W ciągu 11 dni pododdziały rosyjskie weszły w pozycje ukraińskie na głębokość od 3 km do 6 km w pasie o szerokości 9 km, dzięki czemu zajęły obszar ok. 40 km2. To najwyższe odnotowane tempo natarcia po ukraińskiej ofensywie w obwodzie charkowskim i odzyskaniu przez Kijów kontroli nad prawobrzeżną częścią obwodu chersońskiego w 2022 r. Większe zdobycze terytorialne osiągnęły wprawdzie wojska ukraińskie na początku ofensywy w czerwcu 2023 r., lecz nastąpiło to na dużo szerszym pasie natarcia i na trzech kierunkach łącznie. Maksymalna głębokość ukraińskiego wdarcia w tereny zajmowane przez Rosjan w trakcie całej letniej ofensywy nie przekroczyła 8–10 km.

Przełamanie ukraińskiej obrony na południowy wschód od Kupiańska ma znaczenie przede wszystkim lokalne. W przypadku dalszego postępu Rosjan w kierunku rzeki Oskoł siły ukraińskie w tym rejonie zostaną najprawdopodobniej zmuszone do wycofania się na jej zachodni brzeg. Rzeka ta stanie się wówczas nową linią obrony, dużo trudniejszą do pokonania przez agresora. Kwestią otwartą pozostaje, czy Rosjanom uda się w najbliższych tygodniach uzyskać przełamanie na innych odcinkach frontu, zwłaszcza tam, gdzie będą oni mogli wyjść w tzw. przestrzeń operacyjną (głównie w rejonie Awdijiwki i na południowy zachód od Doniecka). W ostatnim tygodniu agresor nie osiągnął tam jednak znaczących postępów.

(...)

Problemy z zapewnieniem Ukrainie niezbędnej ilości amunicji artyleryjskiej. 28 stycznia dziennik „The Wall Street Journal” opublikował materiał o produkcji w USA pocisków kalibru 155 mm, która miała wzrosnąć z 14 tys. sztuk miesięcznie (przed lutym 2022 r.) do 28 tys. sztuk (na początku 2024 r.). W 2025 r. Stany Zjednoczone planują zwiększyć produkcję do 80 tys. pocisków artyleryjskich miesięcznie. Potrzebują ich jednak nie tylko Ukraina, lecz także Izrael, Tajwan oraz armia amerykańska. Do grudnia 2023 r. Kijów miał otrzymać z USA ponad 2 mln pocisków 155 mm, przy czym zdecydowana większość z nich pochodziła z magazynów.

Francuski minister obrony Sébastien Lecornu potwierdził, że w 2024 r. Paryż zamierza przekazywać Ukrainie co miesiąc 3 tys. pocisków 155 mm, a jego niemiecki odpowiednik Boris Pistorius przypomniał plan przekazania Kijowowi w br. 200 tys. sztuk amunicji artyleryjskiej (średnio 16,6 tys. miesięcznie). 29 stycznia dziennik „Financial Times”, powołując się na źródła w przemyśle zbrojeniowym, ocenił, że zapewnienie Ukraińcom porównywalnego z rosyjskim poziomu dostaw amunicji zajmie partnerom Kijowa dwa lata.

Zachód nie jest w stanie dostarczać Ukrainie tyle amunicji artyleryjskiej, ile w pierwszych kilkunastu miesiącach rosyjskiej inwazji. Armia ukraińska wykorzystywała wówczas średnio 5 tys., a w szczytowym okresie ofensywy latem 2023 r. nawet 7 tys. pocisków na dobę. Słabnące wsparcie z Zachodu sprawiło, że pod koniec ub.r. Ukraińcy mogli wystrzeliwać już tylko 2 tys. pocisków na dobę (pięciokrotnie mniej niż w analogicznym okresie miał do dyspozycji agresor). Jeśli zsumuje się możliwe dostawy nowo produkowanej amunicji, za prawdopodobne należy uznać, że w najbliższych miesiącach armia ukraińska może jej otrzymać jeszcze mniej. Nawet gdyby Amerykanie przekazywali całą swoją produkcję, wraz z Francuzami i Niemcami (informacji publicznych o wysokości dostaw innych europejskich producentów brak), to będą w stanie utrzymać ukraińskie zużycie pocisków artyleryjskich na poziomie 2 tys. dziennie przez niespełna 24 dni w miesiącu.

osw.waw.pl


W zdobytych dokumentach pojawiła się informacja na temat tego, gdzie w Rosji produkowane są licencyjne Szahidy-136. Dzieje się to w Specjalnej Strefie Ekonomicznej Ałabuga w Rosji (firma Alabuga Machinery). W dokumentach są tez informacje na temat tego jak Rosjanie negocjowali ceny i liczbę pozyskanych dronów, określanych w dokumentach kryptonimem „motorówka Dolphin 632.

Rosjanie chcieli wyprodukować na licencji 6 tysięcy Szahidów-136 między końcem 2022 a połową 2025 roku.

Jeżeli chodzi o samą sprzedaż dronów, to Irańczycy za jednego drona żądali ceny 375 tysięcy USD za pojedynczy egzemplarz. Dla porównania zaawansowany technicznie amerykański pocisk powietrze-powietrze AIM-9X Sidewinder kosztuje około 450 tys. USD a pocisk przeciwpancerzny FGM-148 Javelin – niemal 250 tys. USD. Proponowana przez Teheran cena była więc duża, jak na powolną, prymitywną broń, którą można zestrzelić z przysłowiowego Kałasznikowa.

Rosjanie jednak targowali się i stanęło na cenie 290 tys. USD za sztukę przy zamówieniu dwóch tys. dronów i ceny zaledwie 193 tys. USD przy zamówieniu 6 tysięcy egzemplarzy.

Ostatecznie stanęło na zakupie 6 tysięcy wyprodukowanych w Iranie Szahidów-136 (1,158 mld USD) plus transfer technologii, sprzętu do produkcji i oprogramowanie za kolejne około 600 mln USD. Przynajmniej część płatności została dokonana w złocie, co stawia pod znakiem zapytania czy za Szahidy Rosja rzeczywiście miała płacić samolotami Su-35 i Jak-130.

Rosjanie planowali w ciągu 2023 roku osiągnąć jak największą rusyfikację podzespołów Szahida-136, tak aby jak najmniej importować ich z Iranu. Wynikało to zapewne z chęci osiągnięcia jak najlepszego bilansu koszt-efekt, ale być może także tego, że linie produkcyjne Iranu mają ograniczoną przepustowość. A i tak były zapracowane budując 6 tysiące zamówionych bezzałogowców nie licząc tych dla samego Iranu, czy wspieranych przed niego  bojówek.

Dzięki rusyfikacji Rosjanie planowali obniżyć cenę pojedynczego Szahida-136 do zaledwie 48,8 tys. USD za pojedynczego drona. Pokazuje to skalę na jaką Iran wykorzystywał trudna sytuację wojenną swojego moskiewskiego „partnera”. Szczególnie, że siła robocza w Iranie nie jest droższa niż w Rosji.

Co ciekawe, wcześniej zakładano, że koszt Szahida-136 to około 20 tys. USD, co znów pokazuje jak dobrze zarabia na tych transakcjach Iran, a zapewne także ci którzy przemycają dla niego zachodnie podzespoły do tych dronów.

Rosyjski przemysł zbrojeniowy także chciał zarobić na całej sytuacji. Zgodnie z ujawnionymi dokumentami Szahidy-136 miały być sprzedane Siłom Zbrojnym Federacji Rosyjskiej za 165,5 tys. USD za sztukę, a zatem z niemal czterokrotnym przebiciem. Zarobek ten mógł być jednak podyktowany opłatami licencyjnymi i inwestycjami w rozbudowę zdolności produkcyjnych firmy, która miała osiągać coraz większe wolumeny produkcji.

Wśród ujawnionych danych nie ma informacji co do tego na ile powiodła się rusyfikacja Szahidów ani ile udaje się ich produkować w Rosji miesięcznie. Nie wiadomo też ile tych bezzałogowców Iran już wyeksportował do klienta.

Wiadomo jednak, że do września 2023 roku Rosja zużyła około dwóch tysięcy Szahidów-136, dzisiaj więc liczba ta może sięgać trzech tysięcy, a zatem połowy jaka została zamówiona w Iranie. Obecnie widać jednak zmniejszenie ilości ataków tymi dronami, co może oznaczać, że rosyjska produkcja nie rozwija się pomyślnie, a Iran zużył zapasy podzespołów i gotowych Szahidów-136 z magazynów, a jego produkcja także ma problemy.

defence24.pl

środa, 7 lutego 2024



Po przylocie Carlsona do Moskwy przez rosyjskie media państwowe przetoczyła się niesamowita fala ekstazy. Według niezależnych mediów od 29 stycznia rosyjscy propagandyści wspomnieli o Carlsonie w swoich artykułach ponad dwa tysiące razy, a w ciągu ostatnich kilku dni częstotliwość odniesień do prezentera telewizyjnego w mediach wzrosła 14-krotnie.

Rosyjska propaganda opublikowała następujące informacje o amerykańskim dziennikarzu:

Tucker Carlson został zauważony w moskiewskim hotelu.

Rosyjski Związek Dziennikarzy jest gotowy przyjąć Tuckera Carlsona w swoje szeregi, jeśli ten opłaci składki członkowskie.

Tucker Carlson został zauważony na wystawie „Rosja” w WDNCh.

Tucker Carlson opuścił hotel i udał się w kierunku rosyjskiej administracji prezydenckiej.

Samochód Tuckera Carlsona opuścił teren administracji prezydenckiej, gdzie dziennikarz przebywał przez ponad godzinę.

Samochód Tuckera Carlsona ponownie wjechał na teren administracji prezydenckiej.

Tucker Carlson został zaproszony na Krym.

W tym kontekście skutki „antyzachodniej polityki” lansowanej przez Kreml wyglądają szczególnie humorystycznie.

– Patrząc na cały ten cyrk, zdajemy sobie sprawę, że żaden patriotyzm, żaden militarystyczny spin nie wymaże z sługusa służalczości wobec obcokrajowców. Po prostu car kazał nam nie lubić obcokrajowców (niektórych i na chwilę). A jutro stanowisko cara się zmieni i będziemy się przytulać. Jestem pewien, że osoba, która spróbuje rozwinąć transparent „Do domu, pendos!” (pejoratywna nazwa Amerykanów w krajach b. ZSRR – Belsat.eu) przed hotelem, w którym zatrzymał się Tucker, zostanie spakowana szybciej niż liberał, który obraził uczestnika „specjalnej operacji wojskowej” – skomentował zainteresowanie rosyjskich władz osobą Carlsona niszowy rosyjski dziennikarz Witalij Obiedin.

– Carlson przyleciał i zjadł cały dżem. A Moskwa oszalała ze szczęścia, uśmiecha się słodko i sprzyja mu. To niesamowite, jak łatwo i szybko ujawniają się archetypy rosyjskiej podświadomości. Jak zepsuta puszka konserw. Tak naprawdę nie ma tendencji antyeuropejskich czy antyamerykańskich. Są kompleksy i agresja, gotowe w każdej chwili zmienić się w swoje przeciwieństwo – chłopską rozkosz przed odwiedzającym barinem – napisał.

Znany ze swoich izolacjonistycznych poglądów Carlson wielokrotnie powtarzał, że nie postrzega Rosji jako zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych. Chociaż formalnie potępił pełnowymiarową inwazję Rosji na Ukrainę, aktywnie krytykował wsparcie administracji Bidena dla Kijowa jako ‚bezsensowne marnowanie pieniędzy”, które nie pomaga interesom USA. Na antenie wielokrotnie powtarzał wiele tez rosyjskiej propagandy. Mówił m.in. o amerykańskich biolaboratoriach na Ukrainie, wysadzeniu Nord Stream-2, bezcelowości sankcji, a nawet nazwał wojnę „sporem granicznym”.

belsat.eu


Ukraina potrzebuje miesięcznie 200 tys. pocisków artyleryjskich kalibru 155 mm. 31 stycznia agencja Bloomberg podała, że minister obrony Rustem Umierow zwrócił się w tej sprawie do swoich odpowiedników w UE. Aktualne zużycie wynosi przeciętnie 60 tys. pocisków miesięcznie. Tego samego dnia wysoki przedstawiciel UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josep Borrell powiadomił, że od marca 2023 r. Kijów otrzymał 330 tys. pocisków artyleryjskich pochodzących z rezerw państw członkowskich. Do końca marca br. liczba ta ma wzrosnąć do 524 tys., czyli 52% z obiecanego 1 mln sztuk amunicji. Ma ona pochodzić z zapasów oraz indywidualnych i wspólnych zakupów krajów UE. Do końca 2024 r. Unia ma dostarczyć Ukrainie jeszcze 630 tys. pocisków. Spełnienie tych zapowiedzi oznacza, że Kijów dostanie w tym roku z UE średnio 75 tys. pocisków miesięcznie. Aby osiągnąć średni poziom zużycia pocisków artyleryjskich z pierwszych kilkunastu miesięcy wojny (5 tys. dziennie), analogiczną ich liczbę armia musiałaby otrzymać od Stanów Zjednoczonych. Zaspokojenie potrzeb zgłoszonych przez ministra Umierowa wymagałaby od USA dostarczania ich w liczbie 125 tys. miesięcznie (włączenie w proces dostaw amunicji dla Ukrainy nowych państw wydaje się mało prawdopodobne). 6 lutego szef zakupów armii amerykańskiej przedstawił plany zwiększenia produkcji pocisków artyleryjskich z obecnego poziomu 28 tys. miesięcznie do 37 tys. w kwietniu i 60 tys. w październiku br., a następnie 75 tys. w kwietniu i 100 tys. w październiku 2025 r.

1 lutego generał Załużny w artykule zamieszczonym na portalu CNN stwierdził, że użycie systemów bezzałogowych wraz z innymi rodzajami zaawansowanego uzbrojenia to dla Ukrainy najlepszy sposób na uniknięcie wojny pozycyjnej, w której jej armia nie ma przewagi. Przyznał, że instytucje państwowe nie potrafią poprawić obsady kadrowej sił zbrojnych bez stosowania niepopularnych środków. Według Załużnego w 2024 r. władze powinny skoncentrować się na trzech obszarach obejmujących zagadnienia związane z prowadzeniem wojny: stworzeniu systemu zapewniającego wojsku dostawy najnowocześniejszych zasobów, wprowadzeniu nowej filozofii szkolenia i prowadzenia działań wojennych uwzględniających ograniczenia dotyczące zasobów i metod ich wykorzystania oraz jak najszybszym opanowaniu nowych zdolności bojowych. Dodał, że Siły Zbrojne stoją przed wyzwaniem stworzenia nowego państwowego systemu doposażenia technologicznego. Zwrócił również uwagę na częściową monopolizację przemysłu obronnego i niedoskonałe ustawodawstwo, co prowadzi do problemów z produkcją broni.

5 lutego prezydent Zełenski w wywiadzie dla włoskiej telewizji RAI 1 stwierdził, że sytuacja na froncie ulega stagnacji z powodu opóźnień w dostawach sprzętu wojskowego i amunicji. Przyznał, że skłania się ku dymisji generała Załużnego, ale zamierza dokonać przy tym szeroko zakrojonej wymiany kadrowej nie tylko w wojsku, lecz także w administracji państwowej. Reset personalny ma posłużyć do wprowadzenia ludzi zmotywowanych i niepoddających się „rozpaczy”. 5 lutego rezygnację ze stanowiska złożyła minister ds. weteranów Julija Łaputina. Komentując jej dymisję, Zełenski oświadczył, że po rozmowie z premierem Denysem Szmyhalem uznał za konieczne zmianę sposobu zarządzania resortem oraz odzyskanie zaufania weteranów.

osw.waw.pl


W styczniu, po zmianie kierunków natarcia, główne zagrożenie objawiło się na wschodnim pasie obrony Awdijiwki, gdzie siły agresora (m.in. 15, 30 BZ i 114 BZ) nacierały na południowy-wschód od zakładów koksochemicznych z zamiarem ich obejścia i przebicia się ze wschodu do centralnej części miasta, gdzie rozlokowana jest m.in. ukraińska pozycja „Brewno”, blokująca przeciwnikowi wyjście na linie komunikacyjne, którymi zaopatrywany jest garnizon miasta. Druga kluczowa pozycja, czyli „Zenit”, to rejon umocniony na południu, teren byłej jednostki przeciwlotniczej, który po utracie rejonu „Carska Ochota”, blokuje przeciwnikowi kierunek natarcia z Opytnego na dzielnicę „9 kwartał”.

Uderzenie na kierunku południowym Awdijiwki wykonują m.in. siły 1 BZ z 1 KA oraz 55 BZ 41 A wsparte jednostkami brygady „Weterany” (część brygady bije się pod Bachmutem) wraz z innymi jednostkami Ochotniczego Korpusu Szturmowego (DSzK) oraz innymi jednostkami wsparcia.

Po udanej „podziemnej operacji desantowej”, czyli jak się mówi nieoficjalnie tzw. „operacji rura” – o której więcej niżej – rosyjskie grupy szturmowe, m.in. z brygady „Weterany”, około 19-20 stycznia weszły na ulice Kołosową, Lermontowa i Soborną. Jednakże w wyniku kontrataków ukraińskich udało się pozycje nieco stabilizować i zapobiec zwinięciu całego południowego pasa obrony. W momencie zakończenia kwerendy materiałów do artykułu drogi T-05-05, którą zaopatrywana jest mocno przeskrzydlona pozycja „Zenit”, nie udało się Rosjanom przeciąć. Nacierające grupy szturmowe nie atakowały na lewej flance pozycji „Zenit”, ale idąc na północ i północny-zachód, atakując ulicami Soborną, Sprtywną i Czernyszewskiego starały się wgryźć w „9 kwartał”.

Warto wspomnieć, że nacierający w rejonie Awdijiwki mają ogromne rezerwy, które pozwalają na kontynuowanie codziennych ataków i rotowanie części jednostek mimo ponoszonych strat. Przykładowo, w drugiej połowie stycznia do walki weszły oddziały z 80 i 239 pułków czołgów 90 DPanc, 1140 i 1487 pułków Wojsk Terytorialnych, 87 Pułku Strzelców Mobilizowanej Rezerwy itd. Pułki i bataliony wojsk terytorialnych i mobilizowanej rezerwy, w praktyce jednostki piechoty, podporządkowane są operacyjnie dowództwom poszczególnych brygad, co pozwala uzupełniać straty i utrzymywać zdolność bojową oraz wywierać nieustanną presję na pozycje ukraińskie mimo ponoszonych w natarciach ogromnych stratach w ludziach i sprzęcie.

W internecie można natknąć się na ukraińskie szacunki z lutego, że stosunek strat w Awdijiwce wynosi obecnie jeden do dwunastu (1:12) na korzyść ukraińską. Do tego typu statystyk należy podchodzić z rezerwą, tym bardziej, że pozycje ukraińskie nie tylko są pod zmasowanym ogniem artylerii, ale są też codziennie, w zasadzie bezkarnie, bombardowane bombami szybującymi z modułem UMPK.

Obronę samej Awdijiwki i zakładów koksowniczych wciąż organizuje dowództwo 110 BZ rozmieszczone w samym mieście. Północne obrzeża miasta broniła 47 BZ, a zachodnie 53 BZmot, wzmocnione wydzielonymi oddziałami sił specjalnych, np. pododdziałem 8 Pułku Specjalnego Przeznaczenia, operującego m.in. dronami w nocy. Warto wspomnieć, że w systemie obrony ważną rolę pełnią rzecz jasna rozmaite bezpilotowce, w tym FPV. Są zatem operatorzy z brygadowej kompanii dronów uderzeniowych tzw. RUBpAK (РУБпАК/РУБАК), ale też BUAR-110 (БУАР-110), czyli brygadowej baterii kierowania i artyleryjskiego rozpoznania, która w warunkach ukraińskich jest de facto pododdziałem amunicji krążącej lub dronów bombowych (tzw. skidów) oraz elementem rozpoznania i naprowadzania dla artylerii i dronów uderzeniowych.

„Drony – to jedna z naszych najsilniejszych stron” – czytamy na stronie BUAR-110, gdzie 18 stycznia wzywa się do zbiórki na nowe aparaty latające (najczęściej BUAR-y wykorzystują drony DJI Mavic różnych modyfikacji). Dlatego kluczowym dla obrony miasta jest więc nie tylko podciąganie rezerw, ale też nieustanne wsparcie dronami przez wolontariuszy (np. 16 stycznia na kierunek awdijiwski, czyli do 110 BZ, wolontariusze dostarczyli 150 bezpilotowców FPV).

Taktykę współdziałania obu pododdziałów dobrze określa wpis na stronie jednostki dronów uderzeniowych „Khorne Group”, również walczącej w rejonie Awdijiwki: „BUAR wykrywa. Rubak niszczy”.

Pod ogniem artylerii i lotnictwa rosyjskie grupy szturmowe, raz małymi grupami piechoty, innym razem kolumną pancerną, codziennie atakowały ukraińskie pozycje na całym perymetrze obrony. W dniach 19-20 stycznia stało się jasne, że siły agresora uzyskały włamanie w pozycje ukraińskie na południowych obrzeżach Awdijiwki, w rejonie restauracji „Carska Ochota”. W kolejnych dniach rosyjskie grupy szturmowe podeszły do dzielnicy „9 kwartał” z dziewięciopiętrowymi blokami dającymi wgląd w dalsze pozycje ukraińskie. Walki toczyły się na kilku ulicach miasta, zagrożona obejściem została kluczowa pozycja obrony w tym rejonie – „Zenit”. Upadek pozycji „Zenit” otworzy przeciwnikowi południowo-zachodnią flankę Awdijiwki, z kierunku Opytnego.

Przełomem w nowej fazie walk o Awdijiwkę, w południowej części miasta, było nagłe załamanie się obrony w umocnionym rejonie zwanym potocznie „Carską Ochotą”, od znajdującego się w tym rejonie kompleksu restauracyjnego przy ulicy Sobornej. Zajęcie umocnionego rejonu „Carska Ochota”, atakowanego bezkutecznie od kilku tygodni, było możliwe dzięki odnalezieniu i wykorzystaniu dużej, podziemnej, nieużywanej i częściowo zalanej lodowatą wodą i szlamem rury odpływowej z koksowni. Kolektor, czy też jak chcą inni sztolnia upadowa, o średnicy ok. 80 cm i długości jakoby do 2 km, prowadzi z dzielnicy przemysłowej, tzw. Promzony, wprost na tyły pozycji ukraińskich w rejonie kompleksu „Carska Ochota”. Źródła rosyjskie nazywają tą operację unikatową, starannie zaplanowaną i niezwykle ryzykowną.

Plan wykorzystania podziemnej rury opracowała najpewniej atakujaca w tym rejonie brygada „Weterany”, która miała za zadanie wspierać realizację tej operacji specjalnej na powierzchni. Niezidentyfikowany bliżej oddział specjalny miał, pod osłoną toczących się walk, skrycie przedostać na ukraińskie tyły i doprowadzić do załamania obrony w południowej części miasta.

W ciągu wielu dni, czy nawet tygodni, rura została osuszona i udrożniona. Prace prowadzono ręcznie, całodobowo, w lodowatej wodzie i z zachowaniem ciszy. Żeby zachować element zaskoczenia do samego końca głośne prace na ukraińskich tyłach prowadzono pod przykryciem ognia moździerzowego i artyleryjskiego.

Pierwsza próba przeniknięcia na ukraińskie tyły okazała się nieudana, bowiem w rurze zabrakło powietrzna, a żołnierze tracili przytomność. Należało wykonać dodatkowe wentylacyjne odwierty, a potem ponownie odprowadzić wodę.

Wreszcie, po przygotowaniu rury do przejścia ochotników, prawdopodpobnie 17 stycznia grupa bojowa o liczebności ok. 150 żołnierzy z pododziału specjalnego przeznaczenia przedostała się skrycie rurą na tyły pozycji ukraińskich. Zaskoczenie jakoby było zupełne. Oddział wyszedł wprost na tyły pozycji ukraińskich w rejonie „Carskiej Ochoty” przyczyniając się do załamania w tym rejonie obrony. Źródła rosyjskie wspominają o likwidacji dozorów i punktów obserwacyjnych, a następnie wzięcie szturmem głównych pozycji obrony, co miało skutkować wzięciem do niewoli „znacznej części sił przeciwnika”. Jednakże nie potwierdza to żaden z materiałów wideo. Trudno przypuszczać, że nie uwiecznionoby na filmie, chociażby z drona, wzięcia większej liczby jeńców w tak kluczowym miejscu walk na całym froncie. Tym niemniej krytyczna syuacja taktyczna rzeczywiście doprowadziła do załamania obrony w rejonie „Carskiej Ochoty” i wejściu pierwszych grup szturmowych brygady „Weterany” na południowe ulice miasta.

Upadek pozycji „Carska Ochota” umożliwił przeniknięcie do następnej dzielnicy Awdijiwki, ale dalsze postępy i załamanie się całego systemu obrony miasta zatrzymały ukraińskie kontrataki. Do walk ulicznych wprowadzono nie tylko grupy piechoty, ale i czołgi z 116 BZ. W ciągu kilku kolejnych dni kontrataki nie przyczyniły się do odbicia utraconych pozycji, jednakże zatrzymano rosyjskie grupy szturmowe w terenie zabudowanym na południu miasta, nie dając im wejść do dzielnicy „9 kwartał”, z dużymi wieżowcami. Tym samym nie doszło do załamania z końcem stycznia południowego pasa obrony, jednakże stały nacisk na całym perymetrze obrony z dnia na dzień pogarszał położenie 110 BZ w mieście.

Wspominaliśmy wyżej, że wraz z nowym etapem walk o Awdijiwkę skokowo wzrosła liczba nalotów lotnictwa taktycznego z bombami z UMPK. Tylko 24 stycznia odnotowano aż 80 uderzeń powietrznych. Według niektórych źródeł ukraińskich z 1 na 2 stycznia na miasto miało spaść ok. 600 bomb.

Sytuacja obony staje się krytyczna, co przyznają nieoficjalnie źródła ukraińskie. Widać podobieństwo do walk o Bachmut, gdzie „przeciągnięto” zbyt długo obronę miasta. Jurij Butusow z Censor.net od dawna wskazuje na trudną sytuacje w Awdijiwce, gdzie heroicznie broni się 110 BZ, której oddziały frontowe wymagają rotacji lub choćby krótkiego odpoczynku.

W odróżnieniu od wyczerpanych sił ukraińskich jednostki agresora są potężne, wciąż rotowane, ze świeżymi rezerwami pozwalającymi nieustannie atakować, szukając słabych punktów w obronie. Butusow szacuje, że pod Awdijiwką są obecne siły z sześciu brygad (1, 15, 21, 74, 114 zmechanizowanych, 155 piechoty morskiej), 7 pułków (1453, 1454, 1487 piechoty, 6, 10, 80, 90 pancernych) oraz kilku jednostek specjalnego przeznaczenia (m.in. z 3 i 26 brygad Specnazu). Nie są to rzecz jasna wszystkie siły, bowiem w zestawieniu brakuje chociażby brygady „Weterany”, której część bije się pod Awdijiwką – jej grupa taktyczna zajęła tzw. promzonę i stanowi teraz awangardę ataku z południa.

Samodzielna Szturmowo-Dywersyjna Brygada „Weterany” (Отдельная Диверсионная Штурмовая Бригада „Ветераны”) jest szczególnie bliska prezydentowi Putinowi, bowiem ochotnicy noszą na szewronach „portret głównodowodzącego Rosji”. 2 lutego, w czasie telewizyjnej wypowiedzi o walkach pod Awdijiwką, prezydent Putin wspomniał wprost o brygadzie „Weterany”, która miała przerwać obronę miasta i umocnić się na jego południowych obrzeżach. Nagłaśnianie znaczenia na froncie ochotników, takich jak z brygady „Weterany”, ma na celu tworzyć obraz powszechnego poparcia dla tzw. „operacji specjalnej” oraz – co oczywiste – dla samego prezydenta Putina.

4 lutego część ukraińskich źródeł, w tym Jurij Butusow, określała sytuację jako krytyczną, z walkami toczącymi się już w samym mieście. Butusow wspominał o wyczerpaniu się zdolności bojowych 110 BZ, która bez rotacji walczy nieprzerwanie od miesięcy i koniecznych z tego powodu wzmocnieniach (rezerwach), codziennych, zmasowanych bombardowaniach lotniczych, brakach w amunicji, wyczerpaniu psychofizycznym ludzi, których nie można wycofać na tyły, swoistym polowaniu na operatorów dronów (ostrzał artylerii i lotnictwa przyciąga byle antena na budynku), niewielkich partiach dronów FPV dostarczanych do jednostek pod Awdijiwką w stosunku do potrzeb itd. Walki o Awdijiwkę weszły w krytyczną fazę, a siły agresora chcą zająć miasto bez względu na koszty…

defence24.pl

wtorek, 6 lutego 2024



Według doniesień Kreml po cichu nacjonalizuje prywatne przedsiębiorstwa w Rosji. 5 lutego rosyjska gazeta opozycyjna Meduza opublikowała śledztwo szczegółowo opisujące, w jaki sposób Biuro Prokuratora Generalnego Rosji wykorzystuje trzy główne plany przejmowania i nacjonalizacji majątku Rosjan, pomimo zapewnień prezydenta Rosji Władimira Putina, że ​​w Rosji nie będzie nacjonalizacji. Meduza ustaliła, że ​​rosyjskie sądy realizują jeden schemat, kwestionując sprawy dotyczące prywatyzacji niektórych spółek, które były przedmiotem szeroko zakrojonych wysiłków prywatyzacyjnych w latach 90. Prokuratura Generalna podobno wykorzystuje ten schemat, aby twierdzić, że władze regionalne przekroczyły swoje uprawnienia, prywatyzując daną spółkę, i żądać jej zwrotu państwu. Meduza  poinformowała, że ​​drugi schemat polega na uznawaniu właścicieli prywatnych przedsiębiorstw za „inwestorów zagranicznych”, co umożliwia władzom rosyjskim łatwiejsze przejmowanie aktywów właścicieli prywatnych przedsiębiorstw zgodnie z rosyjskim prawem dotyczącym inwestycji zagranicznych. Według Meduzy ostateczną drogą nacjonalizacji jest przejęcie przez Prokuraturę Generalną mienia oskarżonych o korupcję lub oszustwo; według doniesień sądy w 2023 r. częściej stawiały takie zarzuty. ISW zaobserwował już wcześniej, że rosyjskie sądy rozszerzają zakres ścigania w niektórych sprawach, aby w szerokim zakresie tłumić sprzeciw, a rosyjski Prokurator Generalny może stosować podobną strategię ścigania w odniesieniu do prawa własności, aby znacjonalizować majątek prywatny za pomocą przepisów dotyczących korupcji, oszustw i inwestycji zagranicznych.

(...)

Ukraina kontynuuje wysiłki na rzecz rozproszenia aktywów obronnej bazy przemysłowej (DIB), aby chronić je przed ukierunkowanymi atakami Rosji. Ukraiński producent dronów, szef TAF Drones, Oleksandr Jakowenko, oświadczył 5 lutego, że TAF Drones rozproszyło produkcję dronów w sześciu bliżej nieokreślonych miastach i że wszystkie 12 zakładów produkcyjnych TAF Drones przenosi się co trzy miesiące. Jakowenko zauważył również, że firma TFP Drones wyprodukowała w styczniu 18.000 dronów z widokiem pierwszoosobowym (FPV) i jest na dobrej drodze do wyprodukowania 25.000 w lutym i 30.000 w marcu, przy planowanej produkcji 350.000 dronów FPV w 2024 r. Ukraińscy wojskowi ogłosili, że Ukraina zamierza wyprodukować ponad 1 milion dronów w 2024 r. 

understandingwar.org

sobota, 3 lutego 2024



Politolog Wiktor Bobyrenko podziela tę opinię. Dodaje jednak, że Załużny i armia pozostają poza kontrolą prezydenta. To irytuje tego drugiego.

— Załużny nie jest odpowiedzialny przed Bogiem, społeczeństwem czy państwem. Wręcz przeciwnie, to generał, który już przeszedł do historii. Jest jednak postacią, z której ośrodek prezydencki jest niezadowolony. Szef kancelarii prezydenta Andrij Jermak jest szarą eminencją i kontroluje parlament, rząd oraz inne instytucje. Zełenski oczywiście podejmuje decyzje, ale Jermak je przygotowuje. Jedyną instytucją w kraju, która nie jest pod kontrolą urzędu prezydenta, są siły zbrojne. Im się to nie podoba. Z kolei Załużny opiera się próbom przejęcia nad nim kontroli — mówi Bobyrenko.

Dlatego, zdaniem eksperta, prezydent zaczyna działać na podstawie emocji, a nie logiki.

— Wyobraźmy sobie, że na mapie świata Zełenskiego życie jest teatrem. A w tym teatrze on był primadonną. Jermak jest reżyserem sztuk, w których główną rolę gra Zełenski. Są scenarzyści, którzy piszą dobre teksty. Jest orkiestra i ludzie na podkładach wokalnych, powiedzmy, parlament. A na koniec każdej sztuki ludzie dają owację na stojąco głównemu aktorowi. A Zełenski był głównym i jedynym aktorem na scenie. Oklaskiwały go parlamenty całego świata — opisuje Bobyrenko.

— A potem na scenie pojawił się Załużny i oklaskuje się go częściej i głośniej. Prezydent tego zazdrości i czuje się urażony, że społeczeństwo lubi Załużnego bardziej niż jego. I nie chodzi tu o logikę i politykę, nie o wyważone podejmowanie decyzji. To czyste emocje — dodaje politolog..

Kolejnym pytaniem, które się nasuwa, jest to, dlaczego historia zwolnienia Załużnego ciągnie się od tylu miesięcy. W końcu prezydent ma prawo odwołać głównodowodzącego. Zamiast tego plotki o odwołaniu Załużnego pojawiają się co miesiąc, ale szybko znikają.

— Otoczenie prezydenta rozumie, że zwolnienie Załużnego doprowadzi do jeszcze większych problemów. Spowoduje niezadowolenie i krytykę w społeczeństwie. A Zełenski poniesie straty wizerunkowe. W rezultacie prezydent stworzy sobie realnego, a nie potencjalnego konkurenta politycznego w następnych wyborach. Chcieliby przenieść generała na inne stanowisko. Albo znaleźć mechanizmy, które pozwolą Załużnemu odejść, ale on się nie zgadza. I na tym polega impas — ocenia Fesenko.

Bobyrenko uważa z kolei, że tylko w ostatnich dniach Zełenski stracił 5-7 pkt proc. w rankingu zaufania. W końcu społeczeństwo nie akceptuje zwolnienia Załużnego, a ta sytuacja w niekorzystnym świetle stawia prezydenta.

— Dzięki takim działaniom Zełenski wyrośnie na polityka, który nie będzie w stanie wygrać wyborów. Dopóki Załużny jest głównodowodzącym, nie może startować i nie jest konkurentem, ale Zełenski działa pod wpływem emocji. W pewnym momencie nie powstrzyma się i zastąpi go kimś innym — mówi ekspert.

onet.pl


Badania open source wskazują, że siły rosyjskie czerpią korzyści z niedoborów amunicji na Ukrainie i niezdolności do prowadzenia wystarczającej walki przeciwbateryjnej. Ukraińska organizacja open source Frontelligence Insight oświadczyła 1 lutego, że siły rosyjskie wcześniej tworzyły stacjonarne stanowiska artyleryjskie na długie okresy od końca 2022 r. do początku 2023 r., kiedy niedobory amunicji ograniczały ukraińskie możliwości przeciwdziałania bateriom. Frontelligence podała, że ​​siły rosyjskie w podobny sposób zaczęły koncentrować się artylerią w styczniu 2024 roku, co sugeruje, że siłom ukraińskim ponownie zaczyna brakować amunicji artyleryjskiej. Frontelligence stwierdziła, że ​​siły ukraińskie mogą czasami uderzyć w rosyjską artylerię, ale ogólnie brakuje im odpowiedniej amunicji do skutecznego ognia przeciwbaterii. Frontelligence stwierdziła, że ​​brak ukraińskiego ognia przeciwbaterii pozwala rosyjskiej artylerii w dużym stopniu niszczyć osady, przez co obrona osad jest prawie niemożliwa dla sił ukraińskich. Frontelligence stwierdziło, że wiele ukraińskich dronów FPV nie ma zasięgu, aby razić liczne rosyjskie działa artyleryjskie rozmieszczone w odległości od 15 do 24 kilometrów od linii frontu. Zachodni i ukraińscy urzędnicy podkreślili ostatnio, że Ukraina potrzebuje amunicji artyleryjskiej. ISW w dalszym ciągu ocenia, że ​​niedobory artyleryjskie i opóźnienia w zachodniej pomocy bezpieczeństwa spowodują niepewność w ukraińskich planach operacyjnych i prawdopodobnie skłonią siły ukraińskie do gromadzenia sprzętu, co może zmusić siły ukraińskie do podjęcia trudnych decyzji dotyczących priorytetowego traktowania niektórych sektorów frontu przed sektorami, w których ograniczone terytorialnie niepowodzenia są najmniej szkodliwe.

understandingwar.org