wtorek, 6 lutego 2024



Według doniesień Kreml po cichu nacjonalizuje prywatne przedsiębiorstwa w Rosji. 5 lutego rosyjska gazeta opozycyjna Meduza opublikowała śledztwo szczegółowo opisujące, w jaki sposób Biuro Prokuratora Generalnego Rosji wykorzystuje trzy główne plany przejmowania i nacjonalizacji majątku Rosjan, pomimo zapewnień prezydenta Rosji Władimira Putina, że ​​w Rosji nie będzie nacjonalizacji. Meduza ustaliła, że ​​rosyjskie sądy realizują jeden schemat, kwestionując sprawy dotyczące prywatyzacji niektórych spółek, które były przedmiotem szeroko zakrojonych wysiłków prywatyzacyjnych w latach 90. Prokuratura Generalna podobno wykorzystuje ten schemat, aby twierdzić, że władze regionalne przekroczyły swoje uprawnienia, prywatyzując daną spółkę, i żądać jej zwrotu państwu. Meduza  poinformowała, że ​​drugi schemat polega na uznawaniu właścicieli prywatnych przedsiębiorstw za „inwestorów zagranicznych”, co umożliwia władzom rosyjskim łatwiejsze przejmowanie aktywów właścicieli prywatnych przedsiębiorstw zgodnie z rosyjskim prawem dotyczącym inwestycji zagranicznych. Według Meduzy ostateczną drogą nacjonalizacji jest przejęcie przez Prokuraturę Generalną mienia oskarżonych o korupcję lub oszustwo; według doniesień sądy w 2023 r. częściej stawiały takie zarzuty. ISW zaobserwował już wcześniej, że rosyjskie sądy rozszerzają zakres ścigania w niektórych sprawach, aby w szerokim zakresie tłumić sprzeciw, a rosyjski Prokurator Generalny może stosować podobną strategię ścigania w odniesieniu do prawa własności, aby znacjonalizować majątek prywatny za pomocą przepisów dotyczących korupcji, oszustw i inwestycji zagranicznych.

(...)

Ukraina kontynuuje wysiłki na rzecz rozproszenia aktywów obronnej bazy przemysłowej (DIB), aby chronić je przed ukierunkowanymi atakami Rosji. Ukraiński producent dronów, szef TAF Drones, Oleksandr Jakowenko, oświadczył 5 lutego, że TAF Drones rozproszyło produkcję dronów w sześciu bliżej nieokreślonych miastach i że wszystkie 12 zakładów produkcyjnych TAF Drones przenosi się co trzy miesiące. Jakowenko zauważył również, że firma TFP Drones wyprodukowała w styczniu 18.000 dronów z widokiem pierwszoosobowym (FPV) i jest na dobrej drodze do wyprodukowania 25.000 w lutym i 30.000 w marcu, przy planowanej produkcji 350.000 dronów FPV w 2024 r. Ukraińscy wojskowi ogłosili, że Ukraina zamierza wyprodukować ponad 1 milion dronów w 2024 r. 

understandingwar.org

sobota, 3 lutego 2024



Politolog Wiktor Bobyrenko podziela tę opinię. Dodaje jednak, że Załużny i armia pozostają poza kontrolą prezydenta. To irytuje tego drugiego.

— Załużny nie jest odpowiedzialny przed Bogiem, społeczeństwem czy państwem. Wręcz przeciwnie, to generał, który już przeszedł do historii. Jest jednak postacią, z której ośrodek prezydencki jest niezadowolony. Szef kancelarii prezydenta Andrij Jermak jest szarą eminencją i kontroluje parlament, rząd oraz inne instytucje. Zełenski oczywiście podejmuje decyzje, ale Jermak je przygotowuje. Jedyną instytucją w kraju, która nie jest pod kontrolą urzędu prezydenta, są siły zbrojne. Im się to nie podoba. Z kolei Załużny opiera się próbom przejęcia nad nim kontroli — mówi Bobyrenko.

Dlatego, zdaniem eksperta, prezydent zaczyna działać na podstawie emocji, a nie logiki.

— Wyobraźmy sobie, że na mapie świata Zełenskiego życie jest teatrem. A w tym teatrze on był primadonną. Jermak jest reżyserem sztuk, w których główną rolę gra Zełenski. Są scenarzyści, którzy piszą dobre teksty. Jest orkiestra i ludzie na podkładach wokalnych, powiedzmy, parlament. A na koniec każdej sztuki ludzie dają owację na stojąco głównemu aktorowi. A Zełenski był głównym i jedynym aktorem na scenie. Oklaskiwały go parlamenty całego świata — opisuje Bobyrenko.

— A potem na scenie pojawił się Załużny i oklaskuje się go częściej i głośniej. Prezydent tego zazdrości i czuje się urażony, że społeczeństwo lubi Załużnego bardziej niż jego. I nie chodzi tu o logikę i politykę, nie o wyważone podejmowanie decyzji. To czyste emocje — dodaje politolog..

Kolejnym pytaniem, które się nasuwa, jest to, dlaczego historia zwolnienia Załużnego ciągnie się od tylu miesięcy. W końcu prezydent ma prawo odwołać głównodowodzącego. Zamiast tego plotki o odwołaniu Załużnego pojawiają się co miesiąc, ale szybko znikają.

— Otoczenie prezydenta rozumie, że zwolnienie Załużnego doprowadzi do jeszcze większych problemów. Spowoduje niezadowolenie i krytykę w społeczeństwie. A Zełenski poniesie straty wizerunkowe. W rezultacie prezydent stworzy sobie realnego, a nie potencjalnego konkurenta politycznego w następnych wyborach. Chcieliby przenieść generała na inne stanowisko. Albo znaleźć mechanizmy, które pozwolą Załużnemu odejść, ale on się nie zgadza. I na tym polega impas — ocenia Fesenko.

Bobyrenko uważa z kolei, że tylko w ostatnich dniach Zełenski stracił 5-7 pkt proc. w rankingu zaufania. W końcu społeczeństwo nie akceptuje zwolnienia Załużnego, a ta sytuacja w niekorzystnym świetle stawia prezydenta.

— Dzięki takim działaniom Zełenski wyrośnie na polityka, który nie będzie w stanie wygrać wyborów. Dopóki Załużny jest głównodowodzącym, nie może startować i nie jest konkurentem, ale Zełenski działa pod wpływem emocji. W pewnym momencie nie powstrzyma się i zastąpi go kimś innym — mówi ekspert.

onet.pl


Badania open source wskazują, że siły rosyjskie czerpią korzyści z niedoborów amunicji na Ukrainie i niezdolności do prowadzenia wystarczającej walki przeciwbateryjnej. Ukraińska organizacja open source Frontelligence Insight oświadczyła 1 lutego, że siły rosyjskie wcześniej tworzyły stacjonarne stanowiska artyleryjskie na długie okresy od końca 2022 r. do początku 2023 r., kiedy niedobory amunicji ograniczały ukraińskie możliwości przeciwdziałania bateriom. Frontelligence podała, że ​​siły rosyjskie w podobny sposób zaczęły koncentrować się artylerią w styczniu 2024 roku, co sugeruje, że siłom ukraińskim ponownie zaczyna brakować amunicji artyleryjskiej. Frontelligence stwierdziła, że ​​siły ukraińskie mogą czasami uderzyć w rosyjską artylerię, ale ogólnie brakuje im odpowiedniej amunicji do skutecznego ognia przeciwbaterii. Frontelligence stwierdziła, że ​​brak ukraińskiego ognia przeciwbaterii pozwala rosyjskiej artylerii w dużym stopniu niszczyć osady, przez co obrona osad jest prawie niemożliwa dla sił ukraińskich. Frontelligence stwierdziło, że wiele ukraińskich dronów FPV nie ma zasięgu, aby razić liczne rosyjskie działa artyleryjskie rozmieszczone w odległości od 15 do 24 kilometrów od linii frontu. Zachodni i ukraińscy urzędnicy podkreślili ostatnio, że Ukraina potrzebuje amunicji artyleryjskiej. ISW w dalszym ciągu ocenia, że ​​niedobory artyleryjskie i opóźnienia w zachodniej pomocy bezpieczeństwa spowodują niepewność w ukraińskich planach operacyjnych i prawdopodobnie skłonią siły ukraińskie do gromadzenia sprzętu, co może zmusić siły ukraińskie do podjęcia trudnych decyzji dotyczących priorytetowego traktowania niektórych sektorów frontu przed sektorami, w których ograniczone terytorialnie niepowodzenia są najmniej szkodliwe.

understandingwar.org


Załużny pisze, że w obecnej sytuacji nadal istnieje szereg czynników, które zdecydowanie wpływają na potrzebę o poszukiwania nowych form walki. Według szefa ukraińskiego Sztabu Generalnego są nimi:
  • niestabilna sytuacja polityczna wokół Ukrainy, co prowadzi do ograniczenia wsparcia wojskowego;
  • duże prawdopodobieństwo, że Rosja sprowokuje serię konfliktów na wzór Izraela i Jemenu, co odwróci uwagę głównych partnerów od wspierania Ukrainy;
  • wyczerpanie się zapasów rakiet i amunicji do systemów artyleryjskich oraz przeciwlotniczych zachodnich partnerów w związku z dużą intensywnością działań wojennych na Ukrainie i niemożnością ich szybkiej produkcji na tle światowego niedoboru prochu;
  • niewystarczająca skuteczność polityki sankcji, w wyniku której potencjał kompleksu obronno-przemysłowego zostaje rozlokowany w Rosji i państwach jej partnerów, co pozwala przynajmniej na skuteczne przeprowadzenie pozycyjnej wojny na wyniszczenie;
  • znaczna przewaga wroga w mobilizacji zasobów ludzkich i niezdolność instytucji państwowych na Ukrainie do poprawy stanu kadrowego Sił Zbrojnych (ZSU) bez stosowania niepopularnych środków;
  • niedoskonałość ram regulacyjnych i prawnych regulujących ukraiński kompleks obronno-przemysłowy oraz częściowa monopolizacja tego przemysłu, co prowadzi do trudności w produkcji krajowej amunicji, w wyniku czego pogłębia się uzależnienie Ukrainy od dostaw sojuszniczych;
  • niepewność co do przyszłego charakteru walki zbrojnej i jej skali, co oznacza w efekcie trudności dla sojuszników w ustaleniu priorytetów w zakresie wsparcia.
Załużny twierdzi, że we współczesnej wojnie jedną z głównych opcji uzyskania przewagi jest implementacja szerokiego arsenału stosunkowo tanich i niezwykle skutecznych środków będących efektem rozwoju najnowszych technologii. Mają one w opinii generała umożliwić nie tylko powodzenie na polu walki, ale przede wszystkim oszczędzanie i ochronę zasobów.

Stąd występuje konieczność znacznego zwiększenia możliwości systemów bezzałogowych i innych zaawansowanych rozwiązań technologicznych, aby mogły one „pozytywnie” wpłynąć na przebieg działań wojennych. Skłania to do poszukiwania nowych form i metod ich zastosowania, co z kolei z pewnością wpłynie na strukturę zarówno Sił Zbrojnych, jak i innych komponentów ukraińskiej obrony.

defence24.pl

piątek, 2 lutego 2024



- Przed latami 90. wojsko miało wiele do powiedzenia w partii. Potem partia postanowiła to zmienić i w zamian za rezygnację z ambicji oraz wpływów politycznych, wojsko dostało większą swobodę wewnętrzną. Ta wolna ręka została wykorzystana i szybko powstały wojskowe struktury biznesowo-polityczne - mówi Przychodniak. Początkowo wojsko mogło wręcz prowadzić normalną działalność biznesową, posiadając fabryki czy zajmując się budownictwem. Najwięcej skorzystali oficerowie starsi. Zwłaszcza ci związani z logistyką, zaopatrzeniem, zakupami i modernizacją. Czyli ci, przez których ręce przepływało najwięcej pieniędzy. - Wielu oficerów starszych zaczęło żyć na poziomie zamożnych biznesmenów. Sportowe samochody, dzieci uczące się za granicą i temu podobne. Było to nawet bardziej widoczne niż w przypadku członków partii - opisuje analityk PISM.

Na przełomie wieków partia dostrzegła, jak ogromnym problemem staje się to pomieszanie wojska i biznesu. Wymuszono rozdział obu sfer i wojsko pozbyło się większości swoich firm, ale ostatnich dopiero w 2015 roku. Kultura korupcji i biznesowe nastawienie pozostały. Kupowanie awansów i najbardziej intratnych stanowisk czy opłacanie dobrych wyników egzaminów stało się powszechne w wojsku i do dziś nie zostało wykorzenione. Kariera oficera stała się wręcz inwestycją, na którą są zaciągane pożyczki od cywilnego biznesu z zamiarem spłaty po osiągnięciu wyższego stanowiska pozwalającego zarabiać większe sumy.

Jednocześnie na najniższym szczeblu problemem ma być defraudacja, wynikająca między innymi z braku pieniędzy na codzienne funkcjonowanie. - Kiedy jeszcze służyłem, spuszczaliśmy paliwo ze zbiorników w samolotach, żeby gotować. Paliło się zielonym ogniem, który był zupełnie bezwonny - twierdził w rozmowie z Radio Free Asia podpułkownik Yao Cheng, były oficer lotnictwa chińskiej floty, który po odejściu ze służby w 2016 roku wyjechał do USA. - Kiedy chcieliśmy mieć Huoguo (lepiej znane pod angielską nazwą "hotpot", czyli posiłek, którego uczestnicy sami gotują sobie mięso czy owoce morza w stale podgrzewanym garnku - red.), braliśmy kawałeczki paliwa stałego z rakiet, bo nie mieliśmy środków na normalny opał. Często chodziłem do magazynu broni po prośbie, kiedy tylko chcieliśmy tak zjeść - opisuje.

Według jego relacji chińskie wojsko jest przeżarte korupcją, która często jest napędzana brakiem odpowiedniego zaopatrzenia i wyposażenia. - Niektóre wydziały nie miały dość pieniędzy na codzienne funkcjonowanie i jeśli ich potrzebowały, to szef musiał je przesunąć z budżetu na uzbrojenie. Ten byłby w teorii wystarczający, gdyby nie był defraudowany - mówił były chiński oficer. Pieniądze na oficjalne obiady i podarki też miały pochodzić z funduszy przeznaczonych na broń.

Na początku stycznia amerykańska agencja Bloomberg napisała, powołując się na niejawny raport wywiadu USA, iż na przykład w części zbiorników rakiet balistycznych dalekiego zasięgu chińscy inspektorzy znaleźli wodę. Na nowo budowanych dużych polach rakietowych z licznymi silosami, wykryto źle wykonane włazy, które w warunkach bojowych uniemożliwiłyby prawidłowe odpalenie rakiet. Tego rodzaju znaleziska w najszybciej modernizowanych i rozbudowywanych Siłach Rakietowych Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, miały być przyczyną ostatniej rundy pokazowych dymisji na szczytach chińskiej armii.

gazeta.pl


W sierpniu 2023 roku pojawiła się informacja , że ​​„Lancety” zostały wyposażone w silniki czeskiej firmy Model Motors. /która/ W 2022 r. dostarczyła bezpośrednio do Rosji 250 silników, a w 2023 r. 50 silników za pośrednictwem niemieckiego Hydro-Funk i rosyjskiego Legion Kit. Okazało się, że takie dostawy nie podlegają europejskim sankcjom. 

Kiedy Zacharow senior zbroił armię rosyjską, jego najmłodszy syn Ławrentij Zacharow odbywał staż w Instytucie ONZ ds. Badań nad Rozbrojeniem z siedzibą w Genewie. Od 16 roku życia Ławrenty mieszkał w Wielkiej Brytani, wraz z matką Swietłaną Zakharową jest właścicielem mieszkania w elitarnej dzielnicy Londynu o wartości 1,5 miliona funtów szterlingów (...).

t.co/rzyFbjTPDO

czwartek, 1 lutego 2024



Pierwszy cios zadała Argentyna. Kraj, który wcześniej znalazł się na progu bankructwa – dzięki nieodpowiedzialnej polityce gospodarczej kolejnych ekip rządowych – i miał coraz mniejsze szanse na kolejne transze pomocy finansowej z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, postanowił w pewnym momencie zapisać się do BRICS w nadziei, że Chińczycy wezmą go w zamian za ten gest na swój garnuszek. Czy tak by się faktycznie stało, można powątpiewać – ale tego się niestety nie dowiemy, bo zanim postawiono „kropkę nad i”, wybory w Argentynie wygrał Javier Milei. I niemal natychmiast ogłosił, że zamiast chińskiej „ryby” woli zachodnią „wędkę”.

Kolejny cios wyprowadziła Arabia Saudyjska, zdobycz potencjalnie znacznie bardziej atrakcyjna. Co prawda Rijad nie odżegnuje się całkiem od członkostwa w grupie, ale tajemniczo zwleka z jego potwierdzeniem. Hipoteza nr 1: sprytny gracz, jakim bez wątpienia jest książę koronny Mohammed bin Salman, nie chce stać się halabardnikiem w rosyjskim teatrzyku propagandowym. A zbyt szybkie wejście do BRICS dokładnie tym by groziło, w sytuacji, gdy to akurat Rosja w tym roku sprawuje rotacyjne przewodnictwo grupy. Hipoteza nr 2, bynajmniej nie stojąca z pierwszą w całkowitej sprzeczności: książę MbS i jego ludzie podbijają stawkę i usiłują wytargować dla siebie lepsze warunki w bilateralnych interesach z Chinami. Być może z Rosją też (a przy okazji w ramach OPEC+), a nawet z Indiami (choć te ostatnie chyba w najmniejszym stopniu zabiegały o wciągnięcie Saudów na pokład). Tak czy owak, na formalne przystąpienie Arabii Saudyjskiej pewnie jeszcze trochę poczekamy, o ile w ogóle nastąpi. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że kraj ten bardzo stara się budować strategiczną samodzielność, nie jest więc zainteresowany zbyt ścisłymi związkami z czymś, co może się przekształcić (nawet czysto hipotetycznie) w sojusz polityczny pod chińskim (czy chińsko-rosyjskim) przywództwem. Byłoby to zabójcze i dla saudyjskich aspiracji globalnych, i dla bieżących interesów gospodarczych, i przede wszystkim dla polityki bezpieczeństwa Rijadu, mocno opartej na współpracy z USA i jego sojusznikami.

Grupie pozostaje więc radość z przyłączenia się Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Egiptu, Etiopii i Iranu. Najmniej problemów (i najwięcej plusów) oznacza akcesja ZEA. Natomiast już Egipt i Etiopia to perspektywa wciągnięcia pozostałych państw grupy w bilateralny spór ciężkiego kalibru (o tzw. Tamę Wielkiego Odrodzenia, inwestycję kluczową dla bezpieczeństwa wodnego Etiopczyków, ale szalenie groźną dla Egipcjan). To nie wszystko: Etiopia właśnie faktycznie uznała niepodległość Somalilandu, jako pierwszy kraj świata, wynajmując sobie od tego quasi-państwa dostęp do portu w Berberze. To podwójny cios w interesy chińskie: regionalny (Pekin ma swoje interesy z Somalią, przeciwko której zbuntowali się niegdyś nowi partnerzy Etiopii) oraz globalny (bo Somaliland utrzymuje relacje z Tajwanem). A towarzysze z Pekinu tyle przecież zainwestowali w etiopską infrastrukturę (w tym w feralną tamę) oraz w tamtejsze elity polityczne… Pewnego ambitnego etiopskiego ministra, Tieuodrosa Adhanoma Gebreijesusa, wypromowali nawet na szefa Międzynarodowej Organizacji Zdrowia. A tu nagle taki despekt.

Absolutnym „troublemakerem” może okazać się w tym gronie Iran, ze swoimi ambicjami budowy antyizraelskiego (i de facto antyzachodniego) frontu, obejmującego Hezbollah, Hamas, Hutich oraz szereg radykalnych, warlordowskich milicji w Syrii czy Iraku. Na dokładkę mający świeżej daty spięcie z Pakistanem (kluczowym regionalnym sojusznikiem Pekinu) i coraz aktywniej wspierający Rosję, także militarnie, co niekoniecznie jest na rękę bardziej umiarkowanym członkom BRICS. 

energetyka24.com


W latach 1991–1992 Rosja i Chiny były wobec siebie zdystansowane. Moskwa marzyła od przyłączeniu się do Zachodu i utrzymaniu przez to pozycji mocarstwowej. Chiny skupiały się na wychodzeniu z półizolacji po masakrze na Tiananmen i rozwijały stosunki regionalne. Dystans skutkował chłodem we wzajemnych relacjach.

Udało się go przezwyciężyć głównie dzięki dwóm czynnikom. Po pierwsze, handlowi bronią. Rosyjski kompleks wojenno-przemysłowy stał na krawędzi bankructwa, jedynym ratunkiem był dla niego eksport broni. Chiny, obłożone embargiem, miały przeciwny problem: musiały od kogoś kupić w miarę nowoczesny wojskowy sprzęt. Uzupełniające się potrzeby szybko zbliżyły do siebie Moskwę i Pekin. Broń pozostała najważniejszym towarem ich wymiany handlowej przez całe lata 90 i na przełomie XX i XXI wieku.

Drugim czynnikiem było rosyjskie rozczarowanie efektami zbliżenia z Zachodem. Rosja, w nieustannym poczuciu „zdradzenia” przez Zachód, przypomniała sobie o innych wektorach polityki zagranicznej, przede wszystkim o Chinach. Dla Pekinu scenariusz prozachodniej Rosja był koszmarem strategicznym, więc chętnie powitał rosyjskie wybudzenie się z prozachodniej „drzemki”. W 1994 roku obie stolice podpisały „konstruktywne”, a w 1996 roku – „strategiczne partnerstwo” (notabene, ChRL podpisała z RP „strategiczne partnerstwo” w 2011 roku). Istotą rosyjsko-chińskiego zbliżenia z połowy lat 90. były wzmacnianie własnej pozycji wobec Zachodu, a ponad to logika dobrosąsiedzka. W jej ramach podpisano między innymi układ o niecelowaniu w siebie bronią atomową, zdemilitaryzowano granicę i zaczęto jej demarkację.

Polityczne stosunki rosyjsko-chińskie sinusoidalnie falowały w zależności od koniunktury międzynarodowej i relacji w trójkącie ze Stanami Zjednoczonymi, ale nigdy nie spadły do poziomu z początku lat 90. XX wieku. Bombardowania Serbii z 1999 roku ponownie zbliżyły Rosję i Chiny, zamach na WTO w 2001 roku oddalił je na skutek prozachodniej wolty Putina. Impuls do kolejnego  zbliżenia dało rozczarowanie brakiem rezultatów zbliżenia proamerykańskiego na Kremlu i  amerykańska inwazja na Irak w 2003 roku. W 2004 roku Putin w Pekinie ostatecznie rozwiązał  nabrzmiałą kwestię granicy, zgodził się bowiem na kompromis. To porozumienie zamknęło graniczną „puszkę Pandory”.

W pierwszej dekadzie XXI wieku Moskwę z Pekinem połączyła podobna interpretacja sytuacji międzynarodowej (niechęć do „hegemonizmu” Stanów Zjednoczonych). Przełożyła się na współdziałanie taktyczne, między innymi wspólne manewry wojskowe (od 2005 roku) oraz wspólne wysiłki, by usunąć Amerykanów z Azji Środkowej. Rosji marzyło się wzajemne rozgrywanie krajów Dalekiego Wschodu. Chiny miały nadzieję uczynić Rosję własnym zapleczem surowcowym. Próby zintegrowania indywidualnych interesów skutkowały „tańcami na (nieistniejącej) rurze”, konkretnie na ropociągu WSTO, z ciągłymi targami o przebieg trasy i warunki dostaw surowca. Sprawę przesądził kryzys gospodarczy w 2008 roku: mocno dotknięta nim Rosja musiała przyjąć warunki Chin. Od tej pory stopniowo godziła się na rolę głównego dostawcy ropy do Chin, aż w ostatnich latach została największym eksporterem ropy.

W 2012 roku Putin powrócił na fotel prezydencki, a stanowisko sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chin objął Xi Jinping. Obaj przywódcy doprowadzili do zacieśnienia relacji rosyjsko-chińskich, choć z przechyłem na korzyść Pekinu.

Protesty na placu Błotnym w Moskwie (2011/2012), ukraiński Euromajdan (2013–2014) i jego konsekwencje oraz częściowe sankcje Zachodu nałożone na FR stopniowo dystansowały Rosję od Zachodu, a przynajmniej od jego anglosaskiego rdzenia. Blakły rosyjskie nadzieje na porozumienie się z nim na własnych warunkach. Gwoździem do trumny była reakcja Zachodu na inwazję na Ukrainę w 2022 roku.

Dla Chin przełomem okazała się prezydentura Donalda Trumpa. Od 2018 roku w Waszyngtonie ostatecznie przerzucono się na politykę powstrzymywania Chin – uznano je za główne wyzwanie dla statusu Stanów Zjednoczonych jako globalnego mocarstwa. To ustawiło oba państwa na konfrontacyjnym kursie.

Powyższe okoliczności pchnęły ku sobie Moskwę i Pekin. W sferze propagandowej nową jakość w relacjach dwustronnych wyrażono demonstracyjnym „graniem” polityczną przyjaźnią Putina i Xi Jinpinga oraz wypuszczaniem w świat bombastycznych wspólnych oświadczeń. Najważniejszymi z nich są deklaracja o utworzeniu Wszechstronnego koordynacyjnego partnerstwa strategicznego Nowej Ery z 2019 roku oraz tak zwana deklaracja 4 lutego z 2022 roku (skonstatowano w niej „brak granic” w partnerstwie chińsko-rosyjskim).

Choć publicznie głoszono równorzędność relacji, w rzeczywistości Rosja pogodziła się z asymetrią na rzecz Chin. Uznała to za tymczasową cenę za konieczność wytrzymania rywalizacji z Zachodem. Rosja poszła na ustępstwa chociażby w Azji Środkowej. Kreml próbował blokować tam wpływy chińskie, lecz po hybrydowej rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2014 roku Moskwa osłabła do tego stopnia, że nie czuła się na siłach mocować się jednocześnie z Zachodem i Chinami. Wybrała konfrontację z Zachodem i konieczność porozumienia się z Pekinem. Swoją decyzją otworzyła drogę do mocarstwowego podziału obowiązków w Azji Środkowej: Rosja utrzymała przewagę w sferach polityki i wojska, Chiny skupiły się na gospodarce. Niepisany układ pozostał w mocy po 2022 roku, Chiny, coraz silniejsze w Azji Środkowej, nie spróbowały bowiem dotychczas usunąć rosyjskich wpływów w sferze politycznej i wojskowej. W sferze gospodarczej umocniły swoją przewagę: z danych urzędów statystycznych krajów regionu wynika, że w 2023 roku Chiny wyprzedziły Rosję i najważniejszym partnerem handlowym Azji Centralnej. Rosnące wpływy chińskie w tym regonie przełożyły się na wyraźny wzrost ekonomicznego zaangażowania Pekinu na Kaukazie Południowym i Europie Wschodniej (czytaj dalej), choć pozostało ono znacznie mniejsze pomiędzy Chinami a Morzem  Kaspijskim.

Rosyjsko-ukraińska wojna na pełną skalę była ważną próbą dla relacji rosyjsko-chińskich. Partnerzy ją przetrwali. Chińczykom agresja na Ukrainę nie przeszkadzała, bo zwycięstwo Rosji jeszcze bardziej osłabiłoby post-zimnowojenny porządek międzynarodowy. Rosja jednak ugrzęzła, a zjednoczenie Zachodu poskutkowało wzmocnieniem globalnego przywództwa Stanów Zjednoczonych zamiast jego podminowaniem. Niemniej Pekin nie wystawił Putina do wiatru i nie porozumiał się z Waszyngtonem. Dla ekipy obecnie rządzącej w Zhongnanhai rywalizacja z Ameryką ma charakter fundamentalny, a Rosja, jak to ujął Wang Xiaoquan z Chińskiej Akademii Nauk Społecznych, to dla Chin „połowa nieba” (ban bian tian) w kwestii bezpieczeństwa. Dzięki przyjaźni z FR Chiny zyskały wsparcie mocarstwa atomowego z prawem weta w RB ONZ, a przy okazji zabezpieczenie granicy. Zhongnanhai nie mógł (i nie może) się dąsać na Putina za to, że ten nie wygrał (jeszcze) wojny ukraińskiej: alternatywa, w postaci potencjalnej porażki Rosji powodowałaby, że globalne przywództwo Stanów Zjednoczonych jeszcze by się wzmocniło, a samej Rosji groziłyby poważne perturbacje wewnętrzne. Najgorszy scenariusz dla Chin zakłada, że pokonana Rosja spróbowałaby porozumieć się z Zachodem.

Dlatego chociaż oficjalnie Chiny prezentują wobec wojny „prorosyjską neutralność”, w rzeczywistości wspierają Rosję: masowo kupują od niej surowce oraz eksportują części podwójnego zastosowania. Robią to bez stawiania kropki nad „i”, by nie narazić się na sankcje wtórne i nie tracić elastyczności w polityce zagranicznej (ChRL nie udzieliła nowych pożyczek Rosji ani nie przedsięwzięła nowych inwestycji zagranicznych w FR, przynajmniej formalnie zastosowała się do sankcji zachodnich). Jednocześnie skokowo wzrosła bilateralna wymiana handlowa między Rosją a Chinami: ze 147 mld USD w 2021 roku do 190 mld USD w 2022 roku. W 2023 roku prawdopodobnie przekroczy 220 mld USD. Chiny zakupiły w 2022 roku rekordowe ilości rosyjskiej ropy, a także gazu (głównie LNG) i węgla. W 2022 Chiny, zwiększyły import ropy z Rosji o 45% w porównaniu do 2021 roku; analogicznie import gazu ziemnego wzrósł aż o 155%, a węgla o 54%. Pekin tymi transakcjami pomógł utrzymać Moskwę przy życiu (w 2021 roku ropa i gaz dawały 45% wpływów do rosyjskiego budżetu). Według danych Atlantic Council na mniej więcej 1/3 obecnego rosyjskiego importu składają się obecnie produkty z Chin; dodatkowo chiński eksport na Białoruś i do Azji Środkowej (masowo płynie stamtąd kontrabanda do Rosji) wzrosły w 2022 roku w porównaniu do roku 2021 aż o 140%.

Chińskie firmy zajęły miejsce zachodnich w wielu sektorach, na przykład elektronicznym (chińskie półprzewodniki opanowały obecnie 95% rosyjskiego rynku; przed wojną miały udział około 40%). Chińczycy pośrednio pomogli Rosjanom budować okopy, znacznie zwiększyli bowiem eksport koparek, ładowarek łopatowych, ciężarówek: w 2021 roku Chiny wyeksportowały do Rosji 2,8 tys. ciężarówek, po pierwszych siedmiu miesiącach 2022 roku liczba ta wzrosła do 32 tys.; rosyjski import dużych ciężarówek zwiększył się o 1114% (!) w porównaniu do 2021 roku. W 2023 roku chiński eksport pojazdów o silnikach wysokoprężnych (dieslowych) i średnioprężnych do Rosji zwiększył  się w porównaniu do roku 2022 o… 4708%. Obrazu dopełnia znaczący wzrost juana w rosyjskim rynku walutowym – na początku 2022 roku wynosił ok. 1%, by wzrosnąć do 48% pod koniec 2022 roku2. Rosyjski urząd statystyczny przestał po agresji publikować dane na temat handlu zagranicznego, lecz na podstawie statystyk zagranicznych oraz tych z rosyjskiego urzędu celnego należy założyć, że w 2023 roku udział Chin w handlu FR może przekroczyć 30%. Jeśli te przypuszczenia się potwierdzą, Pekin po raz pierwszy w historii wyprzedzi Unię Europejską.

Chiny pomagają Rosji też wojskowo, choć czynią to mniej otwarcie. Dostarczają sąsiadce materiały podwójnego zastosowania: cywilne drony, oprogramowanie, procesory, podzespoły i inne substytuty półprzewodników, konieczne do produkcji zaawansowanych pocisków Iskander i Kalibr. Jako że Zachód objął sankcjami między innymi chipy, chińskie dostawy mają kluczowe znaczenie. W 2022 roku ChRL zapewniła Rosji aż 70–75% różnego rodzaju procesorów. Do tego dochodzi ponad 100 tys. kamizelek kuloodpornych, hełmów i mundurów, oficjalnie „dla policji”, „karabinków myśliwskich”, a także prochu bezdymnego (w ilości wystarczającej do wyprodukowania 80 mln sztuk amunicji), a nawet kilka pojazdów lekko opancerzonych. Całej tej pomocy Chiny udzielają skrycie, chowając się za mniej lub bardziej wiarygodnymi wymówkami, a handel prowadzą przez firmy prywatne i państwa trzecie. Zarazem wsparcie ChRL ma granice, Pekin nie dostarczył Rosji (jeszcze) masowo amunicji, czołgów ani samolotów.

W sferze niematerialnej Chiny dyplomatycznie, ideologicznie i politycznie wspierają Putina w pozostaniu przy władzy, i z tymi działaniami się nie kryją. W marcu 2023 roku Xi Jinping odwiedził Moskwę. W trakcie wylewnego pożegnania z Putinem, przed kamerami, mówił o nagłych i gwałtownych zmianach na świecie, bezprecedensowych w ciągu ostatnich stu lat (sięgnął do zasobu swoich sloganów politycznych), które to zmiany wspólnie napędzają Pekin i Moskwa. W październiku 2023 r., podczas szczytu Pasa i Szlaku w Pekinie, gospodarze rozłożyli przed rosyjskim dyktatorem czerwony dywan. Symbolicznie potraktowali Putina niemal jak współgospodarza, mimo że celem szczytu była promocja chińskich dokonań.

Michał Lubina Adrian Brona - Niedźwiedź i smok a sprawa polska

środa, 31 stycznia 2024



Cornelius Welp, Holger Zschaepitz: Co by się stało, gdyby Trump wygrał wybory?

Niall Ferguson: Rynki byłyby zachwycone. Amerykańskie akcje przeżyłyby boom, zwłaszcza akcje spółek energetycznych.

Czyli Trump nie jest tak groźny, jak się wszystkim wydaje?

Jeśli Trump wygra wybory, konstytucja i rządy prawa ulegną erozji. W końcu ma przeciwko sobie wiele spraw.

Ale istnieje coś takiego jak odporność konstytucyjna?

Tak, w Ameryce jest wielu prawników. Ale kiedy myślę o Trumpie, zawsze przychodzi mi na myśl piosenka zespołu The Clash: "Walczyłem z prawem i prawo wygrało".

Jak to wszystko może się skończyć?

Trzeba spojrzeć na historię. Koniec Republiki Rzymskiej również był stopniowy. Nie ma dnia, w którym budzisz się rano z nagłówkiem: "Republika zniesiona". W Ameryce nie będzie ostrego cięcia. Jeśli Trump wygra, Senat może nadal się spotykać, a Trybunał Konstytucyjny może nadal się zbierać, ale widzimy, jak rodzina Trumpów rządzi Ameryką. Niemniej jednak życie toczy się dalej.

Co rynki sądzą o takim scenariuszu?

Rok 2017 był chaotyczną transformacją, ponieważ nikt w zespole Trumpa nie spodziewał się, że Trump wygra. Pierwsze dwa lata były więc prowadzone przez "normalnych" Republikanów, ludzi z Wall Street, urzędników państwowych. Ale każdy, kto spodziewa się, że jego druga kadencja będzie podobna do pierwszej, jest w błędzie. Będzie zupełnie inna. Ruch America First Trumpa ma think tank i pracuje nad zniszczeniem całej biurokracji i obsadzeniem rządu wyłącznie własnymi ludźmi, wszystkimi ideologicznymi zwolennikami Trumpa, którzy mają plan.

Co rynki sądzą o takim scenariuszu?

Rok 2017 był chaotyczną transformacją, ponieważ nikt w zespole Trumpa nie spodziewał się, że Trump wygra. Pierwsze dwa lata były więc prowadzone przez "normalnych" Republikanów, ludzi z Wall Street, urzędników państwowych. Ale każdy, kto spodziewa się, że jego druga kadencja będzie podobna do pierwszej, jest w błędzie. Będzie zupełnie inna. Ruch America First Trumpa ma think tank i pracuje nad zniszczeniem całej biurokracji i obsadzeniem rządu wyłącznie własnymi ludźmi, wszystkimi ideologicznymi zwolennikami Trumpa, którzy mają plan.

Na koniec słowo o Niemczech. Czy zainwestowałby Pan tam swoje pieniądze?

Zdecydowanie nie, z jednym wyjątkiem: akcje niemieckich spółek zbrojeniowych. Ponieważ mogą one przynieść zyski, jeśli Niemcy w pełni zrozumieją znaki czasu. Niemieckie zbrojenia to jest to, czego chcemy. Dziwny, stary świat.

Coraz mniej ludzi w Niemczech uważa Scholza za dobrego kanclerza.

Problemem Scholza nie jest Scholz, ale Niemcy. Odziedziczył ogromny bałagan. I nie może wiele zrobić, ponieważ jego partnerzy koalicyjni zmierzają w zupełnie przeciwnych kierunkach. Ale w Niemczech decydujące błędy popełniono w poprzednich latach.

Na naszych oczach runął mit potężnych Niemiec. "Nawet cuda czasem nie wystarczają" [ANALIZA]
Jakie błędy?

Angela Merkel zniszczyła niemiecki model biznesowy w dwóch kluczowych obszarach — poprzez złą politykę energetyczną i niewłaściwe podejście do Chin. Poleganie na imporcie rosyjskiego gazu i pilne eksportowanie niemieckiej technologii okazało się strategią nie do utrzymania. Chińczycy mogą teraz budować samochody, które są nawet szczególnie tanie. A Niemcy są niemal zobowiązani do ich kupowania, ponieważ chcą ratować planetę.

Nie wróży to dobrze przyszłej roli Niemiec na świecie.

Niemcy nie są obecnie szczególnie interesujące dla świata.

onet.pl/Die Welt


Wszczęto 24 sprawy karne w związku z chęcią wyjazdu z kraju i walki z Rosją lub po prostu wyjazdu na Ukrainę. W grudniu prokuratorzy zażądali siedmiu lat i jednego miesiąca więzienia dla cywilnego pilota z Chakasji Igora Pokusina, który w rozmowach telefonicznych ze znajomymi przyznał, że chce opuścić Rosję. FSB uznała to za przygotowanie do zdrady stanu.

FSB wykorzystuje fałszywe boty w serwisie Telegram, które wyglądają jak kanał Legionu „Wolność Rosji”, (formacji walczącej po stronie Ukrainy składającej się z Rosjan). Funkcjonariusze FSB inicjują też rozmowy z osobami na temat możliwości wstąpienia do Legionu uznawanego w Rosji za organizację terrorystyczną. A gdy tylko wykażą one zainteresowanie tym tematem, zostają zatrzymane przez FSB za zamiar przejścia na stronę wroga (co jest także zdradą stanu) i wspieranie organizacji terrorystycznej. 

We współczesnej Rosji, jak piszą Irina Borogan i Andriej Soldatow na łamach Center for European Policy Analysis, „służby wywiadowcze i urzędnicy mają obsesję na punkcie strachu przed zagranicznymi szpiegami zarówno zachodnimi, jak i ukraińskimi, a cechą charakterystyczną spraw szpiegowskich jest to, że w większości przypadków są to obywatele Rosji oskarżeni o poważne przestępstwo przeciwko państwu i  w większości przypadków kończy się to dla nich wieloletnimi wyrokami więzienia.” Celem tej taktyki FSB nie jest łapanie szpiegów obcych służb, ale reedukacja i zastraszenie rosyjskiego społeczeństwa. Nie oznacza to oczywiście, że służby wywiadowcze wielu krajów nie działają aktywnie w Rosji, rekrutując agentów. Ich ściganiem, zajmują się specjaliści z Departamentu Operacji Kontrwywiadu FSB (DKRO) w Moskwie. Znacznie liczniejsza jest jednak druga kategoria oskarżonych, których FSB uważa za szpiegów. Można ich znaleźć wszędzie - w ośrodku badawczym na Syberii, w redakcji moskiewskiej gazety, wśród studentów i fotografów. Ich aresztowania odbywają się falami i są koordynowane z biura budynku więzienia Lefortowo, w którym mieści się Wydział Śledczy FSB.

FSB stworzyła system koordynacji procesów szpiegowskich na terenie całego kraju już w 2004 roku, kiedy to I Wydziałowi Zarządu Śledczego FSB powierzono nadzór nad regionalnymi oddziałami FSB. Od tego czasu te struktury pełnią rolę „instruktorów” komórek śledczych regionalnych dyrekcji FSB, czasami bezpośrednio ingerując w ich działalność i przejmując najważniejsze sprawy. Sponsorowana przez państwo mania szpiegowska jest jedną z metod kontrolowania rosyjskiego społeczeństwa.

infosecurity24.pl


Najbardziej spektakularny jest konflikt pomiędzy węgierskim bankiem centralnym a rządem Viktora Orbana o to, aby obniżyć oprocentowanie kredytów dla firm i tym samym pobudzić gospodarkę. Rząd wymyślił, że można to osiągnąć zamieniając w umowach kredytowych stawkę BUBOR (to węgierski WIBOR), do której banki doliczają swoją marżę, oprocentowaniem bonów skarbowych. BUBOR trzymiesięczny to dzisiaj blisko 9,5 proc., a oprocentowanie bonów to ok. 6,7 proc. obniżka wyniosłaby więc w praktyce sporo, bo blisko 3 pkt proc. Tyle że bank centralny nie chce o tym słyszeć, tłumacząc, że to drastyczna ingerencja w politykę pieniężną. W poniedziałek pojawiła się informacja, że rząd spasował i wycofał się z tego pomysłu, ale za to "namówił" banki komercyjne do tego, aby przez trzy miesiące udzielały kredytów bez swojej marży, co będzie oznaczać mniej więcej podobne obniżenie oprocentowania.

Poza tym są jeszcze dwa powody słabości forinta. Jednym z nich jest narastający spór Budapesztu z Komisją Europejską, ostatnio głównie o pomoc finansową dla Ukrainy, którą Węgry blokują, próbując ugrać w zamian odblokowanie dla siebie całości unijnych funduszy. Ostatnie doniesienia prasowe, między innymi w "Financial Times", sugerują, że Bruksela może zaostrzyć kurs wobec Węgier.

(...)

Rosyjski rząd chce przedłużyć obowiązywanie pomysłów, które w sztuczny sposób wspierają kurs rubla na rynku walutowym. Bloomberg donosi, powołując się na anonimowych rozmówców z kręgów władzy w Rosji, że istnieje nawet koncepcja, aby te rozwiązania pozostawić już na stałe. Sprzeciwia się temu rosyjski bank centralny, który wolałby powrót do rynkowych zasad. Jednak w roku wyborów prezydenckich w Rosji raczej będzie miał niewiele do powiedzenia w tej sprawie, zwłaszcza że doradcy Władimira Putina wierzą w to, że manipulacje przy kursie rubla nie pozwolą mu na ewentualną utratę wartości po wyborach, kiedy Putin będzie chciał na przykład zmienić skład rządu.

Rozwiązania wspierające notowania rubla wprowadzono w życie w październiku ubiegłego roku, kiedy przez moment za dolara w Rosji płacono nawet ponad 100 rubli. Polegają one na tym, że spora część rosyjskich firm – eksporterów ma obowiązek sprowadzać do kraju co najmniej 80 proc. swoich przychodów w walutach obcych, a następnie 90 proc. tych kwot zamieniać na ruble. W ten sposób na rynku utrzymuje się stały popyt na rubla, dzięki czemu utrzymuje on swoją wartość. Pierwotnie pomysł ten wprowadzono na pół roku, do kwietnia. Wybory prezydenckie w Rosji mają się odbyć 15-17 marca, a inauguracja nowej kadencji ma nastąpić 7 maja. Zawirowania poza kontrolą Putina na rynku walutowym mogłyby popsuć propagandowy efekt tej inaugurację, stąd pomysł, aby rozwiązanie do tej pory tymczasowe, stało się mniej tymczasowe.

Dolar w Rosji kosztuje w tej chwili 89 rubli, tak więc rosyjska waluta od momentu wprowadzenia obowiązku odsprzedaży walut obcych przez firmy umocniła się o nieco ponad 10 proc.

businessinsider.com.pl