wtorek, 30 stycznia 2024



Sąd w Hong Kongu nakazał wczoraj postawienie w stan likwidacji China Evergrande Group na wniosek zagranicznych wierzycieli. To mocno zadłużony deweloper, który symbolizuje kryzys rynku nieruchomości w ChRL, ale jest notowany na giełdzie w Hong Kongu. Decyzja sądu zapadła po tym, kiedy spółce nie udało się w weekend osiągnąć porozumienia z wierzycielami w sprawie restrukturyzacji długu przekraczającego 300 mld USD.

Według tego, co przekazują agencje, sędzia powołując się na „oczywisty brak postępów” i „niewypłacalność spółki”, uznał że sąd „powinien wydać nakaz likwidacji spółki i w związku z tym nakazuje jej likwidację”. W kolejnym postępowaniu firma konsultingowa Alvarez & Marsal została  wyznaczona na oficjalnego likwidatora. Jej przedstawiciele natychmiast wydali oświadczenie, w którym zapewniają, że ich „priorytetem jest, aby jak największa część [spółki] została zachowana, zrestrukturyzowana i nadal prowadziła działalność”.

Tak naprawdę sąd nie miał wyboru, ponieważ przedstawiciele spółki nie kontaktowali się z wierzycielami. Jej prawnicy argumentowali, że wynika to z zatrzymania w ChRL założyciela Evergrande Xu Jiayin – znanego również jako Hui Ka-yan. W sierpniu ubiegłego roku Evergrande złożyło również wniosek o ochronę przed upadłością w Nowym Jorku, starając się chronić swoje amerykańskie aktywa przed wierzycielami w ramach restrukturyzacji zagranicznej.

Obrót akcjami Evergrande w Hong Kongu został zawieszony podczas porannej sesji po spadku o ponad 20%. Obrót został również wstrzymany w przypadku dwóch innych jednostek zależnych notowanych na giełdzie w Hong Kongu: Evergrande Property Services Group i China Evergrande New Energy Vehicle Group, po tym jak spadły one odpowiednio o 3% i 18%.

Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana, ponieważ na grupę składa się wiele spółek, mających różny poziom zadłużenia. Jak wyliczył portal „Nikkej Asia” Hengda Real Estate Group – główna lądowa spółka zależna Evergrande – stoi w obliczu 2.053 spraw dotyczących ponad 30 mln RMB każda, o łącznej wartości 490,06 mld RMB (68,3 mld USD). Cała Evergrande posiadała niespłacone długi w wysokości 316,39 mld RMB, a także zaległe rachunki handlowe w wysokości 205,53 mld RMB na koniec listopada, zgodnie z dokumentacją złożoną przez Evergrande pod koniec grudnia. Co więcej, niektóre sprawy dotyczą wierzytelności między spółkami grupy. Evergrande Property Services Group, spółka zależna dewelopera, poinformowała, że wszczęła postępowanie sądowe przeciwko wielu firmom, w tym samemu Evergrande, w celu odzyskania 11,4 mld RMB gwarancji zastawu certyfikatów depozytowych, zgodnie z wnioskiem złożonym w piątek wieczorem na giełdzie w Hongkongu.

Co to oznacza dla chińskiej gospodarki? Krótko mówiąc: nic. Sytuacja jest zła i wszyscy o tym wiedzą, więc nie ma szoku, jak w wypadku Lehamn Brotehers w 2008 roku. Wszyscy się tego spodziewali od zatrzymanie Xu Jiayin przez bezpiekę we września ubiegłego roku. Dlatego uważam, że nie wywoła to lawiny.

Moim zdaniem mylą się jednak także ci, którzy myślą, że jest to krok w kierunku uzdrowienia sytuacji na rynku nieruchomości w ChRL. Kryzys ma po pierwsze charakter strukturalny. Jest za dużo mieszkań i za mało klientów, a nawet w ogóle ludzi, aby w nich mieszkać.1 Po drugie ma też źródła pozaekonomiczne. Polityka władz najpierw wykreowała na rynku bańkę spekulacyjną, a potem zburzyła zaufanie do systemu. W efekcie teraz mieszkania kupują tylko ci, co muszą, a wszyscy inni chowają pieniądze do skarpety, albo je wywożą zagranicę.

zawielkimmurem.net


Rosyjskiej armii udało się przełamać ukraińską obronę na południu Awdijiwki, zdobywając kilka fortec obronnych, które były budowane od 2014 r. i przejmując całkowitą kontrolę nad pierwszą dzielnicą mieszkalną miasta. Rosyjska propaganda mówi o "spektakularnym zwycięstwie". Ukraińcy studzą emocje, choć przyznają się do błędów.

By zaskoczyć obrońców Awdijiwki, rosyjscy żołnierze spędzili tygodnie, kopiąc ponad kilometr tunelu przez nieużywaną rurę kanalizacyjną — nie na ziemi ani w powietrzu, ale pod ziemią.

(...)

"Nie ma takich precedensów w literaturze wojskowej; ta operacja była studiowana przez wiele pokoleń sił specjalnych we wszystkich wojskowych instytucjach edukacyjnych na całym świecie. To spektakularne zwycięstwo i zupełnie nowy poziom sztuki operacyjnej" — przekonuje rosyjski bloger wojenny "Razwjedka" na Telegramie. Jego wpis datowany jest na 20 stycznia br.

Według niego rosyjski wywiad wojskowy pracował "niestrudzenie przez kilka tygodni, z minimalnymi przerwami na sen i jedzenie" w starej rurze zasilającej, "czasami w lodowatej, brudnej wodzie".

Niecałe dwa tygodnie temu mało kto w te doniesienia w ogóle wierzył, ale wkrótce potem rosyjscy żołnierze pojawili się w centrum południowej dzielnicy mieszkalnej Awdijiwki — 1,2 km na północ od linii frontu, którą ukraińscy żołnierze utrzymywali od 2014 r. Agresor zaatakował ukraińskie pozycje frontowe od tyłu, zdobywając je jedna po drugiej i zmuszając dziesiątki zaskoczonych żołnierzy do odwrotu.

BILD/onet.pl


Faktem jest, że w 2024 r. Stany Zjednoczone wkraczają z zadłużeniem 34 bln dol., które według prognoz biura budżetowego Kongresu z 2020 r. miały osiągnąć dopiero w roku fiskalnym 2029. Jesteśmy tam pięć lat wcześniej. Zeszłoroczne prognozy zakładają już, że dług publiczny USA osiągnie w 2053 roku równowartość 181 proc. amerykańskiego PKB, a więc poziomy, które w najbardziej rozwiniętych gospodarkach notowała wcześniej Japonia.

Już dziś roczne koszty odsetkowe w Stanach Zjednoczonych przekroczyły 1 bln dol., a w 2030 r. ma to być 3 bln dol., bo emisja nowych obligacji nie hamuje. W 2023 r. rząd federalny wydał 6,1 bln dol., zebrał 4,4 bln dol. w podatkach i musiał zapełnić 1,7 bilionową lukę między jednym a drugim.

„Mamy ogromny problem fiskalny wszędzie, w tym w USA. Mamy deficyt na poziomie 7 proc. PKB. Potrzebujemy rozsądku i skupienia się na tym jak doprowadzić do ładu politykę fiskalną” – mówił w Davos w wywiadzie dla CNBC Tim Adams, stojący na czele Instytutu Finansów Międzynarodowych (IIF).

Jego instytucja cyklicznie przygotowuje „Globalny Monitor Długu”. Najświeższe wydanie z listopada 2023 r. przynosi szokujące liczby. Ponad 307 bln dol. wyniosło w trzecim kwartale 2023 r. zadłużenie globalne ogółem i był to wzrost o prawie 25 proc. w ciągu pięciu lat. W ciągu wspomnianego trzeciego kwartału 2023 r. za dwie trzecie wzrostu zadłużenia odpowiadały rynki rozwinięte: USA, Japonia, Francja i Wielka Brytania. Jednak i rynki wschodzące: Chiny, Indie, Brazylia i Meksyk zanotowały pokaźny wzrost.

Być może w tej dysproporcji tkwi zresztą problem. Bogate kraje mogą zadłużać się więcej i taniej, a słone rachunki przychodzą przecież ostatnio wszystkim. W czasach przedcovidowych i przed wojną w Ukrainie nie było to tak odczuwalne, bo stopy procentowe były niskie, co sprzyjało wzrostowi gospodarczemu i z łatwością można było rolować kolejne emisje obligacji. Dziś, gdy globalne warunki finansowe zaostrzyły się nie jest to takie proste.

(...)

I choć na lata 2024–2025 przypada nasilenie zobowiązań państw wobec wierzycieli zagranicznych, to powinien być to jednocześnie czas łagodzenia globalnych warunków finansowych. Udało nam się globalnie opanować inflację, uda się pewnie przesunąć w czasie problem zadłużenia.

„Jestem przekonany, że o ile nie nastąpi jakiś straszny szok, to zobaczymy inflację, która dość pewnie wróci do celu i się spodziewam, że doprowadzi to do obniżenia stóp procentowych w 2024 r.” – mówił Martin Wolf podczas wspomnianej dyskusji.

„Kwestia zadłużenia jest oczywiście bardzo silnie powiązana z tym, co dzieje się ze stopami procentowymi i wzrostem, więc jeśli jesteś umiarkowanie optymistycznie nastawiony do wzrostu i tak optymistycznie jak ja do stóp procentowych, to może duże problemy z długiem mogą okazać się możliwe do opanowania” – podsumował Wolf.

obserwatorfinansowy.pl

poniedziałek, 29 stycznia 2024


Viktor Orbán po raz ostatni w Kijowie pojawił się ponad trzynaście lat temu, w listopadzie 2010 r. Spotkał się wówczas m.in. z prezydentem Wiktorem Janukowyczem. Szefem dyplomacji był natomiast János Mártonyi. Szijjártó w Kijowie towarzyszył Orbánowi jako jego osobisty rzecznik prasowy. Miał wówczas 32 lata.

Fantastycznie zestarzał się opis wizyty, który pozostał na facebookowym koncie Orbána: "Węgry są zainteresowane integracją europejską Ukrainy, a ministrowie spraw zagranicznych obu krajów pracują nad wspólnym planem działania w czasie prezydencji Węgier w UE".

Przypadała ona w okresie 1 stycznia-30 czerwca 2011 r. Trzynaście lat później znajdujemy się w podobnym miejscu. Węgry przejmą przewodnictwo w Radzie UE 1 lipca br. (następnie przekażą je Polsce). Hurraoptymizmu związanego z integracją Ukrainy z UE jednak po węgierskiej stronie nie ma. Węgierski premier co prawda rozpoczęcia rozmów akcesyjnych nie zablokował (bowiem wyszedł z sali w momencie decydowania), jednak – co sam podkreśla, będzie miał jeszcze nieskończenie wiele okazji, by swoje weto postawić.

wp.pl


– Rosję ośmielił sukces w powstrzymaniu wspieranej przez Zachód ukraińskiej kontrofensywy, po czym w Waszyngtonie i Brukseli powstał impas polityczny w sprawie kontynuacji finansowania Kijowa. Według Moskwy wsparcie USA dla izraelskiej inwazji na Gazę zaszkodziło pozycji Waszyngtonu w wielu częściach świata. Zbieg okoliczności wywołał przypływ optymizmu co do globalnej pozycji Rosji – stwierdzono w materiale.

Urzędnicy w Moskwie chwalą się wzrostem handlu z Chinami, współpracą wojskową z Iranem i kontaktami dyplomatycznymi w świecie arabskim. Kreml cieszy się także z powodu tego, że udało mu się rozbudować grupę BRICS kosztem Iranu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Egiptu i Etiopii.

Washington Post zauważa, że pozycja polityczna Putina wzmocniła się dzięki przekonaniu, że Rosja okazała się bardziej stabilna militarnie i gospodarczo, niż oczekiwał Zachód. Szczególnie wśród rosyjskiej elity, która początkowo była sceptyczna wobec wojny na Ukrainie i zdolności Federacji Rosyjskiej do przeciwstawienia się sankcjom.

– Nastąpiła pewna konsolidacja w rosyjskiej elicie. Istnieje pewne oczekiwanie, że sytuacja zmieni się na korzyść Rosji – powiedział rosyjski naukowiec mający bliskie powiązania z wysokimi rangą dyplomatami tego kraju.

Anonimowy europejski urzędnik, z którym rozmawiało wydanie, zauważył, że Zachód nadal ma nadzieję na powrót do poprzedniego porządku, Rosjanie „zdali sobie sprawę, że to niemożliwe i próbują zbudować nowy świat”.

Przejawem tego wydanie nazywa zauważalne zerwanie więzi pomiędzy Moskwą a Izraelem – partnerstwo to rozwinęło się po upadku ZSRS, teraz jednak w Moskwie postanowiono je poświęcić na rzecz stosunków z Iranem i krajami arabskimi. Poprzez te powiązania Kreml będzie próbował wzniecić konflikty, które będą problematyczne i bolesne dla Zachodu.

– Putin oczywiście próbuje podważyć porządek światowy, bo dla niego to jedyna strategia przetrwania – powiedział były rosyjski więzień polityczny Michaił Chodorkowski.

Podał on listę ostatnich rosyjskich zwycięstw geopolitycznych: Rosja otrzymała milczącą zgodę Stanów Zjednoczonych na przekroczenie czerwonych linii w Syrii, Stany Zjednoczone wycofały się z Afganistanu, a Ukraina otrzymała jedynie częściowe wsparcie od Zachodu.

– Z zewnątrz wygląda na to, że USA przegrają trzecią wojnę światową – mówi Chodorkowski.

Generał Richard Burrons, były dowódca sił Wielkiej Brytanii, stwierdził, że ryzyko strategicznej porażki Zachodu wzrasta ze względu na brak woli politycznej, w kwestii dostarczenia Ukrainie wystarczającej ilości broni i przywrócenia wystarczających ilości produkcji wojskowo-przemysłowej.

– Jeśli chodzi o ukrytą siłę militarną i gospodarczą, to wygląda na absolutnie niedorzeczne, że Zachód stał się zakładnikiem czegoś tak stosunkowo nieistotnego jak Rosja. Putin uważa, że jeśli będzie wystarczająco uparty, to my, słaby Zachód, cofniemy się. I może mieć rację. To nie będzie tylko wstyd. To będzie akt strategicznego samookaleczenia – powiedział.

belsat.eu

niedziela, 28 stycznia 2024



Prezydent Rosji Władimir Putin, prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka i urzędnicy Kremla stwierdzili, podczas obchodów 80. rocznicy przerwania oblężenia Leningradu, że Rosja jest w egzystencjalnym konflikcie geopolitycznym z rzekomym nowoczesnym ruchem nazistowskim, który wykracza poza Ukrainę. Putin wziął udział 27 stycznia w otwarciu pomnika ku czci sowieckich ofiar nazistowskiego ludobójstwa w obwodzie leningradzkim i skupił się głównie na utrzymujących się od dawna twierdzeniach, że Rosja walczy z „nazistami” na Ukrainie. Putin zapewnił także, że wybrane kraje przyjęły nazistowską ideologię i metody, i powiązał to twierdzenie z wieloma państwami europejskimi promującymi „rusofobię jako politykę państwa”. Putin oświadczył, że Rosja „zrobi wszystko, aby stłumić i ostatecznie wytępić nazizm” oraz przedstawił Rosję jako realizującą „aspiracje milionów ludzi… na całej planecie ku prawdziwej wolności, sprawiedliwości, pokoju i bezpieczeństwu”. Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka również obecny na ceremonii, oświadczył, że Białoruś i Rosja „ponownie są w obliczu kwestii prawa do życia naszej cywilizacji i zachowania przodków… [i] wartości kulturowych.” Dyrektor Rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego (SVR) Siergiej Naryszkin stwierdził, że Rosja nie zatrzyma się w połowie swojej walki przeciwko obecnym zwolennikom nazizmu, a przewodniczący Dumy Państwowej Rosji Wiaczesław Wołodin wyraźnie stwierdził, że „ideologia faszystowska staje się normą… dla przywódców państw NATO”, a konkretnie oskarżył prezydenta USA Joe Bidena, premiera Kanady Justina Trudeau, premiera Wielkiej Brytanii Rishi'ego Sunaka, prezydenta Francji Emmanuela Macrona i kanclerza Niemiec Olafa Scholza, o sponsorowanie ludobójstwa na Ukrainie. Wołodin określił ten rzekomy rosnący ruch faszystowski jako „niebezpieczną ścieżkę, która może doprowadzić do nowej wojny światowej”.

Nazistowskie Niemcy oblegały Leningrad przez ponad dwa lata podczas drugiej wojny światowej, powodując śmierć około 1,5 miliona obywateli radzieckich. Putin urodził się w Leningradzie w 1952 roku, a jego dziadek został ciężko ranny podczas obrony miasta. 

(...)

Putin wyraźnie oskarżył państwa bałtyckie o przyjęcie „nazizmu”, prawdopodobnie w ramach ciągłych wysiłków Kremla mających na celu ustalenie warunków informacyjnych na wypadek przyszłej rosyjskiej agresji przeciwko członkom NATO. Putin zarzucił, że państwa bałtyckie uznały tysiące żyjących tam ludzi za „podludzi”, „pozbawiają” ich „najbardziej podstawowych praw” i poddają „prześladowaniom”. Chociaż Putin nie podał konkretnych dowodów, stwierdził, że państwa bałtyckie „prześladują” Rosjan lub rosyjskojęzycznych obywateli - urzędnicy Kremla rutynowo oskarżają rządy bałtyckie o prowadzenie „neonazistowskiej” polityki, oraz o ucisk Rosjan i rosyjskojęzycznych. Kreml historycznie wykorzystywał swoją koncepcję „rodaków za granicą”, która w niejasny sposób obejmuje etnicznych Rosjan i osoby mówiące po rosyjsku z innych grup etnicznych, aby usprawiedliwić rosyjską agresję na sąsiednie państwa.

understandingwar.org

sobota, 27 stycznia 2024



— Zespół stresu bojowego charakteryzuje wiele cech szczególnych: nadmierna czujność, zbyt silne reakcje, przytępienie emocji, zachowania agresywne, zaburzenia pamięci i koncentracji, silny niepokój uogólniony, napady złości, nadużywanie narkotyków, natrętne wspomnienia, halucynacje, zaburzenia snu, brak chęci do życia i dręczące poczucie winy — wylicza Raguzin.

Na wojnie żołnierze są narażeni — poza samą walką — na szereg czynników wywołujących stres, takich jak choćby gorąco lub zimno, hałas, wibracje, broń, promieniowanie jonizujące, słaba widoczność. Do tego dochodzi niedobór snu, złe odżywianie, złe warunki higieniczne, wyczerpanie fizyczne, choroby, frustracja seksualna, a nierzadko i stosowanie używek: kofeiny, nikotyny, alkoholu.

— Pojawiają się też stresory psychiczne. Można je podzielić na: poznawcze — nadmiar lub brak informacji, przeciążenie sensoryczne, nieprzewidywalność wydarzeń, brak czasu lub bezcelowe wyczekiwanie i bezczynność, brak wyboru — oraz emocjonalne — strach przed śmiercią, złość, poczucie winy, konflikty interpersonalne, widok martwych ciał, zabijanie ludzi itd. — mówi Raguzin.

Redakcja "Nowej Gaziety" rozmawiała z Rosjanką (prosiła o zachowanie anonimowości), której krewny niedawno wrócił z wojny w Ukrainie. Opisała go następująco:

— Bardzo się zmienił, stał się bardziej kontrolujący, wszystko sprawdza. Nie jest sobą. Nigdy wcześniej taki nie był, stał się zupełnie inną osobą. Na przykładzie moich znajomych widzę, że mężczyźni wracają straumatyzowani. Mają koszmary senne, są niespokojni, wszczynają awantury ze swoimi bliskimi, aż w końcu rodziny mają dość życia w tym piekle.

Jak donosi BBC, psychiatrzy z Centrum Psychiatrii i Neurologii im. Władimira Biechtieriewa szacują, że PTSD dotknie od 3 do 11 proc. wszystkich osób, które były na wojnie. Wśród rannych odsetek ten jest wyższy i wynosi 30 proc.

— Ja i wszyscy moi znajomi borykaliśmy się z konsekwencjami psychologicznymi, każdy tego doświadczył. W rezultacie zaostrzyły się moje choroby, miałem także udar. Po raz pierwszy zmieniło się moje postrzeganie otaczających mnie osób, pojawiła się agresja. Jeśli ktoś powiedział coś, z czym się nie zgadzałem, od razu byłem gotowy wszcząć awanturę. Nie potrafiłem odpowiednio reagować. Prześladowały mnie koszmary senne. Natrętnie nawracały wspomnienia, jakbym wciąż tam był. Nie można się z tego wyrwać, to siedzi w podświadomości — powiedział portalowi Lenta.ru Siergiej Pałkin, szeregowy z plutonu wywiadu wojskowego.

(...)

Anna Riwina podkreśla, że w Rosji nie ma danych dotyczących przemocy domowej i przez to nie sposób ocenić jej rozmiarów. — Niemniej z absolutnie potworną regularnością pojawiają się doniesienia o żołnierzach powracających z wojny i o ich zachowaniu wobec swoich rodzin oraz osób spoza nich. Morderstwa, gwałty, ciężkie przestępstwa z użyciem przemocy — takich spraw jest mnóstwo — mówi Riwina.

Rosyjskie media państwowe nie informują jednak o takich incydentach, a wiele ofiar nigdzie nie zgłasza przemocowych zachowań.

— Gwałty, bicie żon i dziewczynek, znęcanie się nad dziećmi i wszystko, co z tym związane — to wszystko pozostaje poza uwagą i wiedzą policji. Większość ofiar takich czynów zupełnie nie wie, że może bronić swoich praw. Co ważne, w czasie takich wstrząsów społecznych kobiety bardziej obawiają się, aby ich sytuacja, przy wszechobecnej nieprzewidywalności, nie zmieniła się na jeszcze gorszą, więc niestety tolerują coraz większą przemoc — dodaje Anna Riwina.

onet.pl/Nowa Gazieta


W drugiej połowie stycznia na terenie Rosji doszło do serii pożarów w obiektach przemysłowych związanych z sektorem naftowo-paliwowym – m.in. w nocy z 20 na 21 stycznia uszkodzeniu uległ zakład przetwórstwa kondensatu gazowego znajdujący się w bałtyckim porcie Ust-Ługa (obwód leningradzki). Obiekt wraz z pobliskim terminalem należy do koncernu Novatek, który produkuje i eksportuje stamtąd produkty ropopochodne – głównie surową benzynę, mazut i paliwo lotnicze. Zgodnie z dostępnymi danymi pożar objął m.in. zbiorniki na LPG i poskutkował wstrzymaniem produkcji. W nocy z 24 na 25 stycznia ogień wybuchł także na terenie rafinerii w czarnomorskim Tuapse (Kraj Krasnodarski), co doprowadziło do uszkodzenia jednej z instalacji. Zakład należy do Rosniefti, a koncern nie poinformował o skali zniszczeń.

Pożary w obu obiektach zostały poprzedzone uderzeniami ukraińskich dronów na terytorium Rosji, m.in. na magazyn paliwowy w Klińcach (obwód briański). 18 stycznia Ministerstwo Obrony FR oznajmiło też o udanym przechwyceniu bezzałogowców atakujących terminal naftowy w Petersburgu. W przypadku zakładów w Ust-Łudze i Tuapse rosyjskie władze nie określiły bezpośredniej przyczyny pożarów. Według ukraińskiej agencji informacyjnej Ukrinform oba uderzenia przeprowadziła SBU – obiekty miały zostać skutecznie zaatakowane za pomocą dronów.

Komentarz

Pomimo szczątkowych danych przekazywanych przez rosyjskie władze zniszczenia w Ust-Łudze i Tuapse najprawdopodobniej stanowią poważny problem dla firm-właścicieli uszkodzonej infrastruktury. Novatek ogłosił wstrzymanie działalności całego zakładu i ograniczenie się do eksportowania kondensatu gazowego – w ten sposób koncern pozbawia się opłacalnej marży rafineryjnej, którą zyskuje, sprzedając końcowe produkty ropopochodne. Źródła branżowe twierdzą, że wznowienie prac w Ust-Łudze może potrwać dwa miesiące, a każdy dzień przestoju generuje stratę ok. 2 mln dolarów. Obiekt przerabiał 6 mln ton gazowego kondensatu rocznie, a 70% jego produkcji stanowiła benzyna surowa. Sprzedaż z tamtejszego terminalu odpowiadała za jedną trzecią rosyjskiego eksportu tego produktu realizowanego drogą morską.

W rafinerii w Tuapse uszkodzona instalacja jest zintegrowana w łańcuch wartości kompleksu rafineryjnego. Sugeruje to, że funkcjonowanie całego zakładu może zostać wstrzymane na potrzeby oceny zniszczeń i wykonania prac naprawczych. W zeszłym roku przerabiał on średnio 186 tys. baryłek ropy dziennie, wytwarzając m.in. olej napędowy i olej opałowy. Produkcja rafinerii w 90% trafiała za granicę, głównie do Turcji i Singapuru, za pośrednictwem sąsiedniego terminalu paliwowego.

Ewentualne nasilenie ataków na obiekty rafineryjne – szczególnie te dysponujące znaczną przepustowością z przeznaczeniem na sprzedaż na krajowym rynku – mogłoby przybliżyć widmo deficytu paliw w Rosji. Tamtejszy sektor paliwowy zmaga się bowiem z trudnościami wewnętrznymi wynikającymi m.in. ze struktury branży i obciążeń fiskalnych (...). Styczniowa awaria w rafinerii Łukoilu w Niżnym Nowogrodzie – jednym z największych w kraju obiektów tego typu – doprowadziła do znacznego wzrostu giełdowych cen benzyny. Zmusiła ona władze do zasygnalizowania możliwości wprowadzenia zakazu eksportu tego paliwa w obawie przed wystąpieniem niedoborów w samej Rosji. Świadczy to o kruchości stanu równowagi pomiędzy popytem a podażą na tamtejszym rynku paliwowym, którą łatwo zaburzyć, gdy sektor czasowo traci część mocy rafineryjnych.

Zniszczenia wywołane atakami ukraińskich dronów rzutują głównie na relatywnie niewielki wycinek mocy rafineryjnych. Nie można jednak wykluczyć, że faktycznym celem uderzeń była infrastruktura służąca do przeładunku. Oba uszkodzone zakłady znajdują się bowiem w bezpośredniej bliskości terminali eksportowych. W Ust-Łudze zlokalizowany jest jeden z najważniejszych rosyjskich naftoportów, połączony z systemem rurociągowym Transniefti. Wstrzymał on pracę na kilka godzin w momencie ataku na zakład Novateku. Ewentualne uderzenie w infrastrukturę eksportową stanowiłoby mocny cios dla rosyjskiego zbytu ropy i paliw, a co za tym idzie – dla państwowego budżetu. Dochody z sektora naftowo-paliwowego to dla Rosji najistotniejsze źródło zagranicznych wpływów. Należy przy tym zaznaczyć, że ataki na infrastrukturę eksportową odbiją się także na globalnych cenach surowca i produktów ropopochodnych. Samo istnienie ryzyka uderzeń bezzałogowców już teraz przyczynia się do podnoszenia stawek za ubezpieczenie i fracht dla tankowców, które zawijają do rosyjskich portów.

osw.waw.pl

piątek, 26 stycznia 2024



Wygląda na to, że siły rosyjskie przygotowują się do przebicia się przez Awdijewkę, po tym jak nie udało im się otoczyć osady. Siły rosyjskie skupiły - ostatnio - działania ofensywne na południowej dzielnicy mieszkalnej Awdijwki i osiągnęły tam marginalne zyski. Siły rosyjskie w dalszym ciągu atakują północną i południową flankę Awdijiwki, ale w tempie znacznie niższym niż początkowe fale rosyjskich ataków zmechanizowanych na flanki Awdijwki jesienią 2023 roku. Ogólne tempo rosyjskich działań ofensywnych sugeruje, że rosyjskie siły zbrojne nadały priorytet walce przez Awdijiwę, przecznica po przecznicy od południowej dzielnicy mieszkalnej miasta, zamiast próbować dalej okrążać osadę od południowego zachodu lub północy, gdzie siły rosyjskie osiągnęły jedynie ograniczone zyski. Siły rosyjskie mogą próbować odtworzyć wyniszczające frontalne ataki lekkiej piechoty, aby osiągnąć zyski taktyczne za pomocą brutalnej siły, tak jak zrobiły to podczas bitwy pod Bachmutem, po przekroczeniu granic miasta. Maksym Morozow z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Ukrainy oświadczył 25 stycznia, że ​​siły rosyjskie zgromadziły w pobliżu Awdijki 40.000 żołnierzy i przygotowują się do zintensyfikowania działań ofensywnych przeciwko miastu. Nie jest jasne, czy tempo rosyjskiego natarcia w Awdijiwce znacząco wzrośnie. Przyszłe walki w mieście będą prawdopodobnie przypominać niedawne przypadki działań wojennych we wschodniej Ukrainie, podczas których siły rosyjskie przeprowadzały wyniszczające ataki w celu uzyskania marginalnych korzyści. Hipotetyczna utrata Awdijki przez Ukrainę nie zagroziłaby zachwianiem obrony Ukrainy obwodu donieckiego, nawet jeśli siłom rosyjskim w końcu uda się w nadchodzących miesiącach dokonać kosztownych zdobyczy taktycznych w mieście.

(...)

24 stycznia Bloomberg poinformował, że niedobory siły roboczej w Rosji spowodowały wzrost płac w sektorze prywatnym na tyle, że mogą konkurować ze stosunkowo lukratywnymi pensjami w wojsku, co prawdopodobnie sprawi, że służba wojskowa stanie się jeszcze mniej atrakcyjna dla obywateli Rosji. Bloomberg podał, że płace rosyjskich cywilów wzrosły w 2023 r. od 8 do 20 procent, oraz że rosyjscy wykwalifikowani i półwykwalifikowani pracownicy mogą teraz wybierać stanowiska w sektorze cywilnym z pensjami porównywalnymi z pensjami wojskowymi lub wyższymi. 24 grudnia 2023 roku powiązana z Kremlem placówka Izwiestia podała, że ​​dane Rosyjskiej Federalnej Państwowej Służby Statystycznej (Rosstat) i Instytutu Ekonomii Rosyjskiej Akademii Nauk wskazują, że niedobór siły roboczej w Rosji w 2023 r. wyniósł około 4,8 mln osób, a ISW oceniano wówczas, że niedobory siły roboczej w Rosji prawdopodobnie w dalszym ciągu będą zaostrzać konkurencyjne wysiłki Kremla, mające na celu zwiększenie rosyjskiej produkcji gospodarczej i generowanie nowych sił. ISW oceniło wcześniej, że Rosja w dalszym ciągu boryka się z niedoborami zarówno wykwalifikowanej, jak i niewykwalifikowanej siły roboczej, co dodatkowo pogłębia niekonsekwentna retoryka Kremla wobec Rosjan, którzy uciekli z Rosji z powodu wojny i pracowników migrujących do Rosji. 

(...)

25 stycznia prezydent Rosji Władimir Putin demonstracyjnie udał się do Kaliningradu w związku z niedawnymi wysiłkami Kremla mającymi na celu ustalenie warunków informacyjnych na wypadek przyszłej rosyjskiej agresji na kraje bałtyckie. Putin w szczególności potępił „sąsiadów” Rosji, którzy usuwają radzieckie pomniki II wojny światowej i pomniki poświęcone XIX-wiecznemu rosyjskiemu poecie Aleksandrowi Puszkinowi i zauważył, że te usunięcia świadczą o „oszałamiającej ignorancji” mającej złe konsekwencje. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził, że wizyta Putina w Kaliningradzie i jego wizyta w Bałtyckim Uniwersytecie Federalnym im. Kanta nie są wiadomością dla NATO, ale raczej częścią wykonywania przez Putina swojej pracy. 

understandingwar.org


Jarosław Kaczyński znowu wyrwał się na sejmową mównicę "bez żadnego trybu" i znowu marszałek Hołownia do tego dopuścił. Ze strony Hołowni to chyba taktyka, która ma nie pozwolić na twierdzenia, że głos szefa największej sejmowej partii jest w jakikolwiek sposób blokowany. Prezes z kolei żadnej taktyki chyba nie ma i po prostu wyrzuca z siebie to, co nagle przyjdzie mu do głowy. Tym razem "odpalił" go Michał Kołodziejczak, który z mównicy sejmowej zarzucił PiS-owi kompletną bierność w sprawach rolnictwa w czasie, kiedy rządzili. Prezes wyszedł i najpierw, uderzając w pulpit, uciszał zirytowany salę, a potem wygłosił:

— Po tych ośmiu latach waszych rządów, to naprawdę i 20 nie starczy, żeby ten potworny bałagan, żeby tu gorszych słów nie użyć, naprawić. I pan, młody człowieku, powinien o tym pamiętać — wyhuczał prezes z mównicy (jak później mówił potem Donald Tusk w ławach poselskich prezes nie użył słów "młody człowiek" tylko "gówniarz") i opuścił salę plenarną Sejmu.

Opuścił ją wyłącznie po to, żeby w bojowym nastroju spotkać się z dziennikarzami. Tu powiedział wszystko, co mu leżało na sercu. Było zatem o tym, że Mariusz Kamiński był w więzieniu torturowany i że to polecenie musiało zapaść na samej górze, czyli Donald Tusk podjął decyzję. Zapewne osobiście premier rozważał jaką metodą ma być dokarmiany więzień odmawiający przyjmowania pokarmów. Politycy PiS rzucili się tłumaczyć, że Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że "intubacja" przez nos to tortury. Przy okazji pomylili intubację z założeniem sondy, a to dwie różne procedury, ale co ciekawe powołali się na orzeczenie, które dotyczyło sprawy o spowodowanie u zatrzymanego wymiotów, aby odzyskać przemycane przez niego w żołądku narkotyki. Nie chodziło o sondy służące do odżywiania, które na przykład powszechnie stosuje się w szpitalach. Rzeczywiście w przypadku rozpatrywanym przez Trybunał środki podane zostały przez nos, ale chodziło o to, że nie można przeprowadzić procedury medycznej w celu uzyskania dowodów i o to jaki przymus zastosowano. Ale skoro prezes mówi "tortury", to trzeba iść w tortury.

Dalej były także zbrodnie. Ponieważ do tego fragmentu wypowiedzi prezesa odniósł się Szymon Hołownia, pytając retorycznie, czy za zbrodnię nie powinien zostać rozstrzelany, to natychmiast posłowie PiS pospieszyli z tłumaczeniem, że "zbrodnią jest czyn zabroniony zagrożony karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat trzech albo karą surowszą".

Ale — co ciekawe ten fragment pomijają nie tylko posłowie PiS, ale także prawicowe media — prezes zaczął opowiadać o tym, jak gestapo torturowało jego wuja, który dożył mimo wszystko 90. lat. Zdaje się, że porównanie polskiego więzienia do katowni gestapo to nawet dla członków PiS karkołomna intelektualnie historia i wolą zwyczajnie udawać, że te słowa nie padły.

Dalej zaczynają się już polityczne dywagacje prezesa Kaczyńskiego, które — niestety dla partii — przerodzą się w polityczne strategie Prawa i Sprawiedliwości. Prezes wymyślił, że sytuacja jest tak poważna, że konieczne są wcześniejsze wybory. Natychmiast. Rząd musi ustąpić, wybrany zostanie nowy, przejściowy gabinet i rozpisane zostaną wcześniejsze wybory. Problem prezesa polega na tym, że Donald Tusk nie wygląda na człowieka, który chciałby słuchać poleceń prezesa Kaczyńskiego i raczej nie zamierza podać swojego rządu do dymisji na jego życzenie.

onet.pl


Amerykańskie instalacje wysłały w świat w zeszłym roku 92 mln ton LNG, a USA stały się tym samym największym eksporterem skroplonego gazu na świecie, wyprzedzając Katar i Australię. Największymi eksporterami okazali się Cheniere, Freeport LNG i Venture Global. I to ta ostatnia firma stała się adresatem najpierw szeregu pretensji, a potem i pozwów do arbitrażu ze strony odbiorców. 

Zarzucają oni amerykańskie firmie bardzo, ale to bardzo nieładne praktyki z wykorzystaniem force majeure, czyli siły wyższej. To nie pierwszy taki przypadek w historii handlu LNG i aby lepiej go opisać, cofniemy się do 2021 roku. Rosja, zabezpieczając sobie – we własnym mniemaniu – tyły przed napaścią na Ukrainę i prąc do uruchomienia Nord Stream 2, zaczęła dostarczać gaz europejskim odbiorcom nie z rurociągów, ale z magazynów zlokalizowanych w UE. Pozornie wszystko było w porządku, wolumen dostaw się zgadzał, ale manewr był czytelny – zimą Europa miała zależeć od bieżących dostaw, a nie od gromadzonych zapasów.

W rezultacie ceny na rynku zaczęły rosnąć, a wiele państw zaczęło poszukiwać dodatkowych dostaw LNG na już, czyli na rynku spot. Skroplony gaz stał się towarem, za który odbiorcy byli gotowi płacić niemal dowolną cenę ze względu na rosnące ryzyko wojny na Ukrainie. Znaleźli się więc tacy, co postanowili na tym dodatkowo zarobić. 

Taką właśnie historię opisał kilka tygodni temu po długim dziennikarskim śledztwie Bloomberg. Otóż w 2021 roku szefostwo jednego z czołowych światowych traderów – firmy Gunvor poleciło szukać okazji. Po przeglądzie kontraktów Gunvor znalazł ofiarę na tyle słabą, by nie spodziewać się z jej strony jakichś większych problemów. Padło na Pakistan, kraj biedny, niestabilny, o niskiej wiarygodności finansowej, będący jednocześnie sporym, acz niezbyt znaczącym odbiorcą LNG (ale spokojnie, o drugim kraju na „P” – Polsce – piszemy nieco dalej).

Tak się składało, że pakistańska gospodarka jest mocno uzależniona od gazu. To największe źródło energii pierwotnej, paliwo do elektrowni i dla przemysłu, a jako CNG najpopularniejszy napęd pojazdów. Budowa dwóch terminali i import LNG pozwoliło w ubiegłej dekadzie nieco rozruszać pakistańską gospodarkę.

Gunvor miał jednak stwierdzić, że kontraktowa ochrona odbiorcy jest na tyle słaba, iż gra jest warta świeczki, czyli dodatkowej gotówki. W efekcie, kiedy w lutym 2022 roku wojna rzeczywiście wybuchła, a ceny gazu wystrzeliły, Gunvor zerwał kontrakt, twierdząc, że Pakistan nie zapłacił całości należności.

Pięć ładunków dla Islamabadu poszło na spocie. Według Bloomberga, cena kontraktowa dla Pakistanu wynosiła około 200 mln dolarów, a Gunvor na spocie dostał za ten gaz 600 mln. I być może nawet zapłacił Pakistańczykom jakąś umowną karę. Gunvor za 2021 rok zaraportował 726 mln dolarów czystego zysku, twierdząc, że to głównie dzięki handlowi LNG. A w 2022 – kwota wzrosła do 2,36 miliarda. 

Traderska firma oczywiście zaprzecza, tłumacząc się po prostu awariami terminali LNG. Tyle, że nie jest w stanie wykazać, że gaz z tych terminali miał trafić do Pakistanu.  

Tropy wiodą także do włoskiego ENI, które także nie dostarczyło Pakistanowi gazu. I także zaprzecza, że postanowiło zarobić na boku kosztem słabego i biednego.

Pakistan pozwał obie firmy do arbitrażu w Londynie, nie zmienia to jednak faktu, że decyzje traderów zepchnęły 240-milionowy kraj praktycznie z powrotem do przysłowiowego średniowiecza. Co prawda import LNG jedynie domykał popyt na gaz w Pakistanie, ale wystarczyło  to by stanęły fabryki, cieszących się renomą na świecie, tekstyliów, a momentami i gazowe elektrownie. Brakowało prądu i paliwa (CNG!) do samochodów i autobusów. O nawozach nie wspominając. 

Pakistan miał kontrakt z Qatargasem, i podpisał z Katarczykami kolejny. Katar  wywiązywał się ze swoich zobowiązań, ale gazu cały czas brakowało i brakuje. Przez 2023 rok władze w Islamabadzie desperacko próbowały dokupić LNG, rozpisując przetargi. Po czym je anuluowały, bo nie zgłaszał się nikt chętny. Gazu cały czas brakuje, fabryki stoją zamknięte.

Wiele wskazuje, że na podobny pomysł co traderzy z Gunvora wpadli Amerykanie z firmy Venture Global – w zeszłym roku trzeciego co do wielkości eksportera LNG z USA. Pod koniec marca 2023 roku VG ogłosiło force majeure dla kończonego terminala skraplającego Calcasieu Pass. Na czym siła wyższa miała polegać? Na opóźnieniu w oddaniu terminala do eksploatacji z powodu jakichś tam problemów z zasilającą go elektrownią. Terminal miał ruszyć najpierw w 2021, potem w 2022, a w końcu w I kwartale 2023. Force majeure zwiększało opóźnienie o rok. Mało tego, we wrześniu VG ogłosiło kolejną siłę wyższą, trwającą do końca 2024! Firma miała całą masę długoterminowych kontraktów z wieloma klientami. Problem w tym, że były zawierane parę lat wcześniej i ceny w nich z pewnością nie odzwierciedlały obecnej sytuacji. 

Pierwszy nie wytrzymał włoski Edison, już w maju 2023 składając pozew do arbitrażu przeciwko VG. Włosi zarzucili amerykańskiej firmie, że pod płaszczykiem siły wyższej wobec długoterminowych kontraktów, leje gaz do tankowców i sprzedaje go na spocie z sowitym przebiciem. Edison uruchomił lawinę, bo w ślady Włochów poszli inni duzi klienci: Shell, BP, Repsol czy Sinopec. Jesienią zeszłego roku posypały się pozwy do arbitrażów oraz skargi do Komisji Europejskiej i amerykańskiego regulatora FERC. 

Co ciekawe, z danych amerykańskiego Departamentu Energii ma wynikać, że z Calcasieu Pass w świat popłynęła całą masa skroplonego gazu. W 2022 roku były to 103 metanowce, wiozące ponad 6 mln ton LNG, a do połowy 2023 – kolejnych 78 z 4,75 mln ton. Całkiem nieźle jak na instalację, która oficjalnie jeszcze nie działa, a jest w fazie rozruchu. Biorąc pod uwagę ceny spot, można oszacować, że ekstra zarobek na jednym metanowcu przekraczał 30 mln dolarów!

I tutaj pojawia się polski ślad w całej historii. Otóż w 2023 roku ruszyć miały dostawy gazu od VG dla PGNiG, czyli dziś Orlenu. I nie ruszyły. Orlen oficjalnie nadal milczy, ale nieoficjalnie wiadomo, że koncern także poszedł do arbitrażu, bo Venture Global nie dostarczyło mu 20 ładunków LNG. Co ciekawe, mimo, że pogłoski o zachowaniu VG musiały już obiegać rynek, amerykańska firma zyskiwała następnych klientów, w tym niemieckie SEFE, czyli znacjonalizowany Gazprom Germania.

wysokienapiecie.pl