środa, 13 września 2023



Cezary Gmyz z TVP podważył fakt, że Niemcy informowały w swoich mediach o beatyfikacji. "Żadne, powtarzam żadne medium w Niemczech nie informuje dziś o beatyfikacji rodziny Ulmów. Na projekcji filmu Mariusza Polisa w Instytucie Pileckiego w Berlinie nie pojawił się ani jeden niemiecki dziennikarz. Strategia przemilczania. Polacy nie mogą być ofiarami" - stwierdził dziennikarz TVP w mediach społecznościowych. Minister kultury Piotr Gliński zauważył wpis pracownika TVP i odniósł się do stawianej w nim tezy, uderzając w opozycję. "Redaktor Cezary Gmyz pisze, że w mediach niemieckich ani słowa o beatyfikacji Ulmów. Panie przewodniczący Tusk, może jakiś komentarz? Interwencja? Nie wstyd Panu?" - napisał polityk PiS.

Internauci nie przeszli obojętnie wobec podania przez ministra niesprawdzonej informacji. Pojawiły się komentarze, w których zamieszczono zrzuty ekranu potwierdzające fakt, że niemieckie media informowały o beatyfikacji Ulmów. Co więcej, doniesienia relacjonowała w tej sprawie także Polska Agencja Prasowa. "Ale to dziwne, że PAP już pisze coś, co w stoi w sprzeczności z tezą Cezarego Gmyza i jeszcze podaje to Polska Press" - skomentował korespondent Radia ZET Daniel Bociąga i załączył artykuł. Warto przypomnieć, że Polska Press, została wykupiona w 2020 roku przez państwową spółkę PKN Orlen.

W sprawie wypowiedzieli się również inni dziennikarze. W jednej z wypowiedzi przywołano europosła PiS, który w ostatnim czasie stwierdził, że zagrożenie dla Polski "ze strony Zachodu jest większe niż ze strony Wschodu" oraz poruszył inne kwestie dotyczące Unii Europejskiej. "A Zdzisław Krasnodębski nie dał rady zainterweniować?" - napisał dziennikarz TVN24 Dawid Rydzek. Do kwestii Niemiec informujących o beatyfikacji odniósł się także dziennikarz WP. "W co najmniej kilku niemieckich mediach jest dziś o sprawie Ulmów. Na stronie głównej DW jest wysoko tekst o tym z wczoraj. No ale nie jestem ministrem kultury, więc mogłem sobie pozwolić na dwuminutowe zweryfikowanie faktów" - napisał Patryk Słowik.

Jak informowaliśmy w artykule wyżej, Józef i Wiktoria Ulmowie z Markowej na Podkarpaciu zostali beatyfikowani 10 września. Niemieccy żołnierze zamordowali ich wraz z siedmiorgiem dzieci 24 marca 1944 roku. Powodem było udzielenie pomocy Żydom, którzy także zginęli w wyniku egzekucji. Wydarzenie ma historyczne znaczenie, ponieważ po raz pierwszy beatyfikacji dostąpiła cała rodzina.

gazeta.pl

wtorek, 12 września 2023


W ciągu kilku ostatnich dni siły ukraińskie zintensyfikowały działania ofensywne na południowy wschód od Wełykiej Nowosiłki w obwodzie donieckim i osiągnęły nieznaczne powodzenie w okolicach miejscowości Nowomajorśke. Na południowy zachód od Bachmutu udało im się z kolei wyprzeć agresora z Andrijiwki (na południe od Kliszczijiwki). Rosyjska obrona w tym rejonie ma się obecnie opierać na linii kolejowej Bachmut–Gorłówka. 10 września wiceminister obrony Hanna Malar poinformowała o zajęciu przez wojska ukraińskie Opytnego na południowy zachód od Awdijiwki, aczkolwiek doniesienia o sytuacji w tej miejscowości pozostają niejasne (w poprzednich miesiącach był to jeden ze stosunkowo spokojnych odcinków frontu).

Na południowy zachód od Wełykiej Nowosiłki najeźdźcy odepchnęli wojska ukraińskie od wsi Pryjutne, co pośrednio potwierdził Sztab Generalny armii ukraińskiej, informując o utrzymaniu obrony w rejonie Riwnopila (7 km na północ od Pryjutnego). Według części źródeł siły agresora miały też skutecznie kontratakować w okolicach Orichiwa, dzięki czemu odzyskały fragment terenu na północny zachód od wsi Werbowe. Utrzymali także zajęte w poprzednich dniach tereny w zachodniej części Marjinki – pod kontrolą ukraińską pozostaje kilka kwartałów w zachodniej części miasta. Na pozostałych kierunkach podejmowane przez obie strony akcje ofensywne nie przyniosły istotnych zmian.

11 września Malar podsumowała ukraińskie postępy w minionym tygodniu. Na południu (w rejonie odpowiedzialności operacyjno-strategicznego zgrupowania wojsk Tauryda) obrońcy mieli odzyskać kolejne 4,8 km2 terenu, w tym 1,5 km2 w rejonie Robotyne–Werbowe (lokalne dowództwo oceniło głębokość wdarcia w pozycje agresora na 1 km), co zwiększyło wyzwolony od 4 czerwca obszar do 256,5 km2. W okolicach Bachmutu zdobycze ukraińskie oceniono na 2 km2, a łącznie od rozpoczęcia ofensywy – na 49 km2. Malar podkreśliła, że „w niektórych miejscach przełamana została pierwsza linia obrony” i „nasze wojska idą dalej”. Tego samego dnia rzecznik zgrupowania wojsk Tauryda Ołeksandr Sztupun ocenił, że „na obecnym etapie kontrofensywy” siły ukraińskie posuwają się o 50–200 metrów na dobę.

Do ukraińskich doniesień o przełamaniu pierwszej linii obrony wroga 8 września odniósł się wywiad wojskowy Estonii, według którego Siłom Zbrojnym Ukrainy prawdopodobnie udało się przerwać przedni skraj obrony w obwodzie zaporoskim, jednak nie dotarły one jeszcze do głównych umocnień jej pierwszej linii. Zdaniem Estończyków Rosjanie przerzucili na zagrożony odcinek wzmocnienia z innych kierunków i zreorganizowali obronę, w związku z czym wydaje się mało prawdopodobne, aby Ukraińcom udało się wkrótce osiągnąć sukces operacyjny. 10 września przewodniczący amerykańskiego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów generał Mark Milley zaakcentował, że Ukraińcy walczą i konsekwentnie posuwają się naprzód, lecz prawdopodobnie zostało im jeszcze tylko 30–45 dni odpowiedniej do takich działań pogody, a z nastaniem jesieni ich możliwości manewrowania zostaną ograniczone.

10 września głównymi celami ataków rosyjskich dronów kamikadze były Kijów i obwód kijowski, gdzie w jednym z rejonów miało dojść do uszkodzenia obiektu infrastruktury, natomiast większość szkód w mieście i okolicach miały spowodować odłamki. Ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych donosiło o zestrzeleniu 26 z 33 użytych przez agresora dronów Shahed-136/131. Rosyjskie rakiety (według ukraińskiego Sztabu Generalnego łącznie pięć) uderzyły tego dnia w Kramatorsk oraz Szyroke i Trudowe w obwodzie zaporoskim. 11 września celem połączonego ataku z wykorzystaniem bezzałogowców i rakiet był Krzywy Róg. Dowództwo Sił Powietrznych deklarowało zniszczenie wszystkich 12 dronów Shahed-136/131, poinformowało też o użyciu przez najeźdźców pocisków Ch-59 i przeciwradiolokacyjnych Ch-31P. Później rzecznik dowództwa Jurij Ihnat dodał, że większość z nich nie osiągnęła celu, a według Sztabu Generalnego przeciwnik miał tego dnia wystrzelić łącznie 10 rakiet. Ponadto dwa drony Shahed-136/131 uderzyły w cele w obwodzie czernihowskim. Strona rosyjska donosiła z kolei o kolejnych nieudanych ukraińskich atakach z wykorzystaniem bezzałogowców (na Krymie oraz w obwodach biełgorodzkim i kurskim).

10 września zastępca szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR) Wadym Skibicki oznajmił, że siły wroga skoncentrowane na terytoriach czasowo okupowanych wraz z Krymem liczą ponad 420 tys. ludzi (wyliczenie nie obejmuje Gwardii Narodowej i służb specjalnych). Wskazał, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy do armii rosyjskiej zmobilizowano 310 tys. żołnierzy, a tamtejszy kompleks przemysłowo-obronny próbuje zwiększyć wysiłki na rzecz utrzymania płynnych dostaw uzbrojenia i amunicji. Najeźdźcy wykorzystują dostarczane rakiety natychmiast, czego dowodem ma być użycie w majowym ataku na Krzywy Róg pocisków wytworzonych w kwietniu br. Skibicki podkreślił, że powstrzymanie rosyjskich ataków wymaga „zneutralizowania” produkcji komponentów wykorzystywanych do celów wojskowych. W tym celu wezwał on do prowadzenia konsekwentnej polityki sankcyjnej, uniemożliwienia dostaw przez kraje, które nie przystąpiły do restrykcji, oraz niszczenia rosyjskich zakładów zbrojeniowych. Według danych HUR wzdłuż granicy z Ukrainą ma obecnie być rozwiniętych 46 wyrzutni systemu Iskander.

11 września ukraiński Sztab Generalny oświadczył, że „w związku z katastrofalnymi stratami” w najbliższym czasie w Rosji i na okupowanych terytoriach Ukrainy rozpocznie się masowa przymusowa mobilizacja, która obejmie od 400 tys. do 700 tys. osób. W Moskwie i Petersburgu liczba powołanych ma być niewielka – większość rekrutów ma pochodzić z rosyjskich regionów. Planowane ma być także zmobilizowanie 40 tys. Czeczenów, którzy uzupełnią jednostki zaporowe na tyłach wojsk agresora. Sztab podkreślił, że jedyna szansa na przeżycie dla zrekrutowanych rosyjskich żołnierzy to poddanie się obrońcom. Tego samego dnia zastępca szefa HUR stwierdził, że Moskwa nie zaryzykuje ogłoszenia kolejnej masowej mobilizacji ze względu na zbliżające się tam wybory. Oznajmił, że w tym roku w ramach uzupełniania strat zmobilizowano 90–100 tys. Rosjan i nie ma potrzeby podejmowania działań na większą skalę. Podkreślił jednak, że w Rosji miały zostać stworzone mechanizmy umożliwiające masową mobilizację, która może zostać przeprowadzona w późniejszym okresie. Moskwa ma ponadto kontynuować nabór do służby kontraktowej, zaplanowany według Skibickiego w 2023 r. na ok. 400 tys. osób. Do jej podjęcia mają być zachęcani żołnierze z mobilizacji i poborowi (w br. ma ich być 240 tys.), głównie korzystnymi warunkami finansowymi.

W dniach 8–10 września Rosjanie przeprowadzili „wybory” do władz regionalnych na terytoriach okupowanych. Podali, że frekwencja w tzw. Ługańskiej Republice Ludowej wyniosła 72,53%, w obwodzie zaporoskim – 66,83%, w tzw. Donieckiej Republice Ludowej – 74%, a w obwodzie chersońskim – 62,23%. Dane te są niewiarygodne, a samo głosowanie było de facto operacją specjalną realizowaną pod nadzorem rosyjskich służb.

W trakcie „wyborów” na terenach okupowanych siły ukraińskie przeprowadziły kilka ataków mających zakłócić ich przebieg. 9 września grupa dywersyjna zniszczyła w Nowej Kachowce samochód przewożący karty do głosowania. Zakłócono też nadawanie telewizji na Krymie, emitując film wzywający do bojkotu wyborów. Tego samego dnia ukraińskie drony zniszczyły lokal wyborczy w miejscowości Kamionka Dnieprzańska w obwodzie zaporoskim, a dzień wcześniej – w Berdiańsku. Do kolejnego ataku bezzałogowców na punkt wyborczy doszło we wsi Skelky w rejonie wasylowskim obwodu zaporoskiego. Ukraińskie służby specjalne zidentyfikowały ponad 3,5 tys. kolaborantów i ich rosyjskich nadzorców, którzy brali udział w organizowaniu nielegalnego głosowania.

(...)

W zachodnich mediach pojawiły się materiały sugerujące, że Waszyngton de facto podjął już decyzję o przekazaniu Kijowowi systemów balistycznych bardzo krótkiego zasięgu (do 300 km) ATACMS. 11 września prezydent Wołodymyr Zełenski w wywiadzie dla CNN stwierdził, że spodziewa się otrzymania ich już jesienią. W reakcji na jego wypowiedź rzecznik Departamentu Stanu Matthew Miller oznajmił, że stanowisko USA w sprawie dostarczenia ATACMS-ów na Ukrainę nie zmieniło się – Stany Zjednoczone w dalszym ciągu rozpatrują tę kwestię.

Komentarz

Doniesienia Sztabu Generalnego i wywiadu armii ukraińskiej o kolejnej fali mobilizacji w Rosji wskazują, że celem obu instytucji jest przede wszystkim dezinformacja. Przy tak dalece posuniętej rozbieżności przekazu nie można wykluczyć, że służby rywalizują ze sobą na poziomie informacyjnym. Prawdopodobnie jest to jednak świadome działanie (zwłaszcza że HUR również niejednokrotnie donosił o rzekomo planowanej przez Rosjan kolejnej masowej mobilizacji). Spośród tych dwóch narracji za bardziej odpowiadający rzeczywistości należy uznać przekaz HUR, szczególnie jeśli uwzględni się faktyczny zanik sytuacji obserwowanych po porażce pierwszej fazy rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie – z przypadkami grupowych decyzji o zwolnieniu ze służby włącznie. Udział w tzw. specjalnej operacji wojskowej postrzega się obecnie w Rosji przede wszystkim jako okazję do zarobku. Z tego względu wciąż jest niezwykle atrakcyjny zwłaszcza dla mieszkańców biedniejszych regionów (szeregowy kontraktowy otrzymuje na początku służby żołd o równowartości 2 tys. dolarów, bez uwzględnienia okolicznościowych jednorazowych wypłat). Stabilność naboru utrzymywana jest dzięki zachowaniu względnej dobrowolności udziału w wojnie (zmobilizowani rezerwiści i poborowi nie trafiają na Ukrainę, jeśli nie podpiszą kontraktu).

(...)

osw.waw.pl

W ostatnich dniach za pomocą licznych gestów i wypowiedzi premiera Nikola Paszyniana Armenia demonstracyjnie zdystansowała się od Rosji oraz sojuszu z nią, a także zasygnalizowała wolę zbliżenia z Zachodem. 3 września w wywiadzie dla włoskiego dziennika „la Repubblica” Paszynian stwierdził, że poleganie w sferze bezpieczeństwa na Moskwie jako jedynym partnerze było „strategicznym błędem” i dopiero teraz kraj próbuje dywersyfikować swoją politykę. 5 września premier odwołał stałego przedstawiciela Armenii przy Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ) i nie powołał jego następcy. Towarzyszyło temu nagłośnienie informacji o zaplanowanych na 11–20 września na terytorium kraju armeńsko-amerykańskich ćwiczeniach wojskowych „Eagle Partner 2023”. Do antyrosyjskich kroków można zaliczyć również: niewpuszczenie do kraju szefa Rosyjskiego Towarzystwa Przyjaźni i Współpracy z Armenią; wizytę żony Paszyniana w Kijowie – wraz z transportem pomocy humanitarnej, pierwszym wysłanym przez Armenię na Ukrainę od wybuchu wojny; skierowanie do ratyfikacji przez parlament Rzymskiego Statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK, przyjęcie go zobowiązuje Armenię do zatrzymania prezydenta Władimira Putina i wydania go Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu w Hadze na podstawie wystawionego nakazu aresztowania).

Komentarz

Relacje armeńsko-rosyjskie zaczęły się ochładzać po II wojnie karabaskiej (jesień 2020 r.). Wprawdzie Moskwa uratowała stronę ormiańską przed ostateczną klęską i całkowitą utratą kontroli nad Górskim Karabachem, doprowadzając do zawieszenia broni, niemniej potem nie chciała bądź nie była w stanie zareagować na azerbejdżańskie ataki na pozycje Ormian nie tylko w Górskim Karabachu, lecz także w samej Armenii (np. we wrześniu 2022 r.), choć była do tego zobowiązana na mocy dwustronnych umów sojuszniczych i w ramach OUBZ. Rosja zachowuje też bierność wobec trwającej od grudnia blokady korytarza laczyńskiego, łączącego Górski Karabach z Armenią (zob. Bez statusu, bez Ormian? Perspektywy Górskiego Karabachu w unitarnym Azerbejdżanie). Rozczarowany taką postawą Erywań zaczął dystansować się zarówno od OUBZ (w styczniu odwołał wszystkie zaplanowane u siebie tegoroczne ćwiczenia Organizacji), jak i od samej Moskwy. Wyraźnym sygnałem korekty kursu tamtejszych władz względem Rosji był wywiad, którego na początku czerwca br. Paszynian udzielił telewizji CNN. Powiedział w nim, że w wojnie rosyjsko-ukraińskiej Armenia nie jest sprzymierzeńcem Moskwy. Posunięcia Erywania wpisują się w ewolucję nastawienia armeńskiego społeczeństwa do Rosji – w kolejnych badaniach coraz mniejszy odsetek respondentów uważa ją za sojuszniczkę Armenii. Według sondażu International Republican Institute z wiosny br. 10% respondentów oceniło wzajemne stosunki obu państw jako bardzo dobre, a 40% – jako raczej dobre. Jednocześnie 15% pytanych uznało je za bardzo złe, a 34% – za raczej złe.

O skali kryzysu świadczy też oficjalna reakcja Rosji na wypowiedzi i działania władz Armenii. Obejmuje ona zwłaszcza ostre w tonie oświadczenia rosyjskiego MSZ – m.in. rzeczniczka resortu poinformowała, że Moskwa poprosiła Erywań o wyjaśnienia w sprawie planów ratyfikacji Rzymskiego Statutu. Z kolei po odwołaniu przedstawiciela Armenii przy OUBZ i ogłoszeniu ćwiczeń z Amerykanami jeden z rosyjskich wiceministrów ostrzegł, że „zbliżenie z NATO raczej nie przyniesie nikomu pozytywnych rezultatów w kwestii zapewnienia sobie bezpieczeństwa”. 8 września do MSZ wezwano ambasadora Armenii, któremu wręczono notę protestacyjną oraz w twardy sposób przedstawiono stanowisko Moskwy w sprawie „serii nieprzyjaznych kroków”, które miały poczynić armeńskie władze. W mediach społecznościowych wśród zbliżonych do Kremla komentatorów nasilają się ataki na Armenię i personalne napaści na Paszyniana.

Tłem dla obecnego kryzysu jest zaostrzenie się napięć wokół kontrolowanej przez Ormian części Górskiego Karabachu (nad którym Moskwa, poprzez swoje siły pokojowe, sprawuje faktyczny protektorat). Od początku września Baku demonstracyjnie koncentruje wokół enklawy – i przy granicy z Armenią – swoje siły zbrojne, zaś przyjmująca coraz ostrzejsze formy blokada korytarza laczyńskiego pogarsza sytuację humanitarną w parapaństwie. Okoliczności te przyspieszają proces dekompozycji i erozji struktur władzy: do dymisji podał się przywódca „Republiki Górskiego Karabachu” Araik Harutiunian; 9 września wybrano jego następcę – Samwela Szachramaniana; pojawiają się informacje o ewakuowaniu do Armenii rodzin wyższych urzędników.

W wymiarze taktycznym prozachodnie gesty Paszyniana mają na celu zwrócenie uwagi UE, USA i zachodnich stolic na sytuację w i wokół Armenii oraz uzyskanie ich doraźnej pomocy politycznej w konfrontacji z Azerbejdżanem. Obecna na miejscu od początku roku cywilna obserwacyjna misja unijna (European Union Mission in Armenia, EUMA) wpływa na stabilizację w regionie i zwiększa polityczne koszty ewentualnych operacji militarnych Azerbejdżanu na armeńskim terytorium. Podobnie stabilizującą i wzmacniającą rolę odgrywa zaangażowanie UE i USA w proces normalizacji relacji między Armenią i Azerbejdżanem. Perspektywa aktywniejszego zaangażowania Zachodu w Armenii i jej sąsiedztwie pozostaje jednak dyskusyjna wobec ograniczonych środków i skupiania uwagi na wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Tym bardziej przedwczesne wydają się spekulacje na temat realnego zastąpienia Rosji przez Zachód w roli strategicznego partnera Armenii.

Biorąc pod uwagę nieufność, z jaką Moskwa traktuje Paszyniana od początku jego rządów w 2018 r., a także ciężar jego antyrosyjskich oświadczeń, powrót do dobrych czy nawet poprawnych relacji dwustronnych bez zmiany władzy w Erywaniu lub/i w Moskwie wydaje się niemożliwy. Otwarte pozostaje pytanie, czy Rosja gotowa jest podjąć działania na rzecz odsunięcia Paszyniana od władzy, zwłaszcza że byłoby to obarczone wysokim ryzykiem (wobec uwikłania Rosji w wojnę na Ukrainie) i groziłoby kosztami związanymi z potencjalną destabilizacją Kaukazu. Nie można jednak wykluczyć, że Moskwa podjęłaby to ryzyko w przypadku dalszej eskalacji napięć w Górskim Karabachu bądź wokół niego. Gdyby na przykład doszło do exodusu karabaskich Ormian do Armenii – niemającej obecnie w zasadzie żadnych instrumentów wpływu na parapaństwo – wówczas z całą pewnością znaczna część uciekinierów obarczyłaby winą za tę sytuację Paszyniana i pojawiłyby się żądania jego ustąpienia. Stworzyłoby to Rosji sposobność, by wesprzeć siły antyrządowe, np. poprzez zaangażowanie przebywającego w Górskim Karabachu Rubena Wardaniana, rosyjskiego oligarchy pochodzenia ormiańskiego, który na przełomie 2022 i 2023 r. pełnił tam funkcję szefa rządu.

osw.waw.pl


Prawo i Sprawiedliwość opublikowało w poniedziałek rano w swoich mediach społecznościowych kolejny spot wyborczy z udziałem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Kilkudziesięciosekundowy materiał zatytułowany jest "Dzwoni Kanclerz Niemiec…". Jarosław Kaczyński odbiera telefon od rzekomego przedstawiciela ambasady Niemiec. Aktor grający przedstawiciela niemieckiej placówki dyplomatycznej łamaną polszczyzną informuje prezesa PiS, że chciałby go połączyć z kanclerzem w sprawie wieku emerytalnego w Polsce. - Uważamy, że powinien być taki, jak za pana premiera Donalda Tuska - mówi głos na nagraniu.

W odgrywanej scenie prezes PiS odpowiada: "Proszę przeprosić pana kanclerza, ale to Polacy w referendum zdecydują w tej sprawie. Nie ma już Tuska i te zwyczaje się skończyły". Jarosław Kaczyński następnie się rozłącza i odkłada telefon na biurko. 

gazeta.pl

poniedziałek, 11 września 2023



"Już po stu dniach w sklepach będzie taniej, ludzie będą mieli więcej i w każdy domu będzie lepiej". Czy powiedział to Lepper? Nie, to sobotni Donald Tusk. Platformiane "sto konkretów na sto dni" to rzecz naprawdę ambitna, są tam sprawy, których nie udało się załatwić przez niemal całą III RP. Na przykład konkret nr 32 mówi jasno, że "dzięki odblokowanym środkom unijnym zwiększymy dostępność lekarzy geriatrów", a wszystko to - podkreślam - w sto dni. Geriatrów w Polsce brak i nie udało się tego załatwić równo przez 1452 dni Ewie Kopacz, przez 1305 dni Bartoszowi Arłukowiczowi, przez 135 dni Marianowi Zembali, przez 785 dni Konstantemu Radziwiłłowi, przez 954 dni Łukaszowi Szumowskiemu oraz przez 1079 dni Adamowi Niedzielskiemu. Od 2004 roku geriatria w polskich dokumentach i ministerialnych planach jest traktowana jako "dziedzina priorytetowa" (bo w tym samym roku wchodziliśmy do Unii i w ramach perfumowania się wypadało takie prospołeczne kawałki w różne miejsca powpisywać), a jednocześnie liczba lekarzy geriatrów wciąż spadała. W 2019 roku tę specjalizację wybrało w całym kraju - uwaga! - dwóch rezydentów, w 2020 roku trzech, a w 2021 roku - jeden. Jeśli Platforma po objęciu władzy rozwiąże problem w sto dni (być może przy pomocy tego samego Arłukowicza), chyba trzeba będzie to uznać za cud i ogłosić narodową pielgrzymkę do miejsca urodzenia Przewodniczącego Tuska.

gazeta.pl

niedziela, 10 września 2023


10 sierpnia Biały Dom zwrócił się do Kongresu z wnioskiem o dodatkowe finansowanie pomocy wojskowej, gospodarczej i humanitarnej dla Ukrainy w wysokości ok. 24 mld dolarów. Złożono go na ręce republikańskiego spikera Izby Reprezentantów Kevina McCarthy’ego, ale nie procedowano jeszcze w Kongresie, który do końca sierpnia miał przerwę w obradach. Wśród kongresmenów nadal utrzymuje się zdecydowana ponadpartyjna zgoda na rzecz wspierania Ukrainy. Na znaczeniu zyskują jednak czynniki sprawiające, że obecny pakiet pomocy dla Kijowa jest kontestowany (przede wszystkim przez część republikanów) – jego przyjęcie może się zatem opóźnić, co może mieć wpływ na zatwierdzanie kolejnych transz amerykańskiej pomocy dla Kijowa. Należą do nich: spadek społecznego poparcia dla dalszego wspierania Ukrainy (w szczególności w elektoracie Partii Republikańskiej, GOP), rosnąca w siłę frakcja republikańskich kontestatorów obecnego kursu administracji Joego Bidena w Izbie Reprezentantów oraz rozpoczynająca się kampania przed wyborami prezydenckimi i do Kongresu (w listopadzie 2024 r.).

W ramach piątego od wybuchu wojny (zob. Aneks: Dotychczasowe wsparcie amerykańskie dla Ukrainy) pakietu wsparcia dla Kijowa administracja Bidena chce przeznaczyć ok. 24 mld dolarów na różne bezpośrednie i pośrednie formy pomocy dla Ukrainy, m.in.: 4,5 mld na uzupełnienie stanów magazynowych Departamentu Obrony, 5 mld w ramach Inicjatywy Wsparcia Bezpieczeństwa Ukrainy (Ukraine Security Assistance Initiative, USAI) oraz prawie 8 mld na pomoc gospodarczą, społeczną i humanitarną. Ponadto administracja wnioskuje również o ok. 16 mld na inne cele (np. walkę ze skutkami katastrof naturalnych czy przemytu fentanylu do USA, ochronę południowej granicy), co sprawia, że wniosek do Kongresu opiewa łącznie na sumę ok. 40 mld dolarów. Propozycja dotyczy potrzeb, które zaistnieją w pierwszym kwartale roku budżetowego 2024 (FY24, rozpoczyna się on 1 października 2023 r.), jednak formalnie środki mogłyby zostać wykorzystane także po jego upływie – do 30 września 2024 r. lub nawet później. Złożenie połączonego wniosku o dodatkowe finansowanie dla Ukrainy oraz na inne cele jest zabiegiem nieprzypadkowym, obliczonym na zwiększenie szans na poparcie dla pakietu wśród sceptycznych kongresmenów GOP.

Złożenie wniosku o dodatkowe finansowanie nie stanowi zaskoczenia – uprzednio zatwierdzona przez Kongres pomoc dla Ukrainy jest już na wyczerpaniu i obowiązuje do końca roku budżetowego 2023 (FY23), czyli do 30 września br. Przynajmniej od końca 2022 r. stawia się pytanie, jakie działania zamierza podjąć administracja Bidena w momencie, gdy pula środków finansowych na rzecz wsparcia Ukrainy zacznie się wyczerpywać. Obecnie Waszyngton dysponuje jeszcze ok. 5 mld dolarów z budżetu Presidential Drawdown Authority (PDA), przy czym suma ta nie musi zostać wydana do końca FY23, ponieważ została „odzyskana” przez Departament Obrony, oficjalnie w wyniku wykrycia błędu w księgowości polegającego na tym, że wielokrotnie wartość przekazywanego Ukrainie uzbrojenia i sprzętu wojskowego (UiSW) szacowano na podstawie kosztów uzupełnienia stanów magazynowych, a nie rzeczywistej wartości przekazanego Kijowowi sprzętu. Nowy pakiet nie przewiduje zasilenia PDA, natomiast w ramach Inicjatywy Wsparcia Bezpieczeństwa Ukrainy zakłada dostawy UiSW, który dopiero ma zostać wyprodukowany, chodzi zatem o wsparcie średnio- i długoterminowe. Z kolei środki, które mają pokryć koszty uzupełnienia stanów magazynowych Departamentu Obrony, jedynie pośrednio związane są ze wsparciem Ukrainy. 

Utrzymujące się ponadpartyjne poparcie dla wspierania Ukrainy dotyczy obu izb Kongresu, jednak w większym stopniu Senatu, w którym republikanie nie mają większości (dysponują 49 ze 100 mandatów), inaczej niż w Izbie Reprezentantów, gdzie posiadają większość (222 vs. 212). Kontestatorzy obecnego kursu wywodzą się przede wszystkim z szeregów Partii Republikańskiej właśnie w Izbie Reprezentantów. Rdzeń tej grupy stanowi frakcja Freedom Caucus forsująca agendę konserwatywno-liberalną z tendencjami izolacjonistycznymi w polityce zagranicznej. Obecnie liczy ona ponad 40 kongresmenów, jednak w ostatnim roku w głosowaniach dotyczących wsparcia dla Ukrainy do grupy tej przyłączali się kolejni deputowani. O ile np. w marcu 2022 r. 54 republikanów w Izbie Reprezentantów głosowało przeciwko przyjęciu pakietu wsparcia dla Ukrainy, o tyle w lipcu br. już 89 członków GOP poparło poprawkę do budżetu obronnego na 2024 r. ograniczającą pomoc dla Kijowa o 300 mln dolarów. Z kolei w Partii Demokratycznej istnieje frakcja lewicowa Congressional Progressive Caucus, która również postuluje skoncentrowanie się na agendzie krajowej kosztem aktywnej polityki zagranicznej. Jest nawet liczniejsza, gdyż skupia obecnie ok. 100 deputowanych (prawie 50% reprezentacji demokratów) w Izbie Reprezentantów. Niemniej, pomimo głośnego artykułowania jeszcze pod koniec 2022 r. swoich zastrzeżeń względem obranego przez Waszyngton kursu w sprawie Ukrainy, na ogół głosuje ona zgodnie z linią kierownictwa partii, choć nie można wykluczyć, że z czasem jej postawa będzie ewoluować. Otwarty sprzeciw wobec obecnego pakietu wsparcia dla Kijowa zgłaszają więc w zasadzie wyłącznie kongresmeni republikańscy.

Kontestatorzy wspierania Ukrainy podnoszą najczęściej argument, że środki przeznaczane na pomaganie jej powinny być wykorzystane na przezwyciężanie problemów wewnętrznych, takich jak: utrzymywanie dyscypliny budżetowej, niezadłużanie państwa, ochrona południowej granicy USA, walka z przemytem opioidów i in. Ponadto w oczach wielu republikańskich polityków Kijów odciąga uwagę Waszyngtonu od obszaru Indo-Pacyfiku w kontekście największego wyzwania dla Stanów Zjednoczonych, jakim jest rosnąca potęga Chin. Z kolei bezpieczeństwo Starego Kontynentu powinno być w ich ocenie w większej mierze finansowane przez państwa europejskie. Niezbyt przekonuje ich przy tym argument, że potencjalne zwycięstwo Rosji w wojnie przeciwko Ukrainie zwiększy prawdopodobieństwo chińskiej ekspansji na Dalekim Wschodzie, głównie w odniesieniu do Tajwanu. Z drugiej strony wśród kongresmenów GOP pojawiają się głosy, że wysyłanie na Ukrainę kolejnych pakietów UiSW, które prawdopodobnie nie przechyli szali na korzyść Kijowa, może nie mieć sensu i należy je poprzeć tylko wtedy, gdy Biały Dom zgodzi się np. na wysłanie na front rakiet ATACMS o zasięgu 300 km. Istnieją także zwolennicy rozdzielenia pomocy militarnej od pozostałej i zaaprobowania jedynie tej pierwszej.

Przyjęcie obecnego pakietu wsparcia w Izbie Reprezentantów będzie formalnie zależało od decyzji Komisji Regulaminowej Izby Reprezentantów (House Rules Committee), która rozstrzyga o tym, jakie projekty są poddawane pod głosowanie. Obstrukcja ze strony trzech członków Komisji reprezentujących skrajne skrzydło GOP może utrudnić skierowanie projektu pod głosowanie, co oznacza, że najpewniej konieczne będą negocjacje z tą grupą. Może ona domagać się m.in. tego, aby jakąkolwiek dalszą pomoc dla Ukrainy rekompensować cięciami w negocjowanym obecnie budżecie federalnym na 2024 r.

Badania opinii publicznej (zob. Aneks) wskazują, że wraz z upływem czasu zmniejsza się społeczne poparcie dla dalszego wspierania Ukrainy na dotychczasowych zasadach. Nadal jest ono stosunkowo wysokie w całym społeczeństwie amerykańskim, ale już nie wśród elektoratu Partii Republikańskiej. W badaniu CNN z początku sierpnia br. 55% respondentów wskazało, że Kongres nie powinien aprobować dodatkowej pomocy dla Kijowa, a 45% wyraziło dla takich działań poparcie. Jednocześnie 51% pytanych uznało, że USA zrobiły wystarczająco dużo dla Ukrainy, zaś 48% stwierdziło, że należy zrobić więcej (w analogicznym sondażu z końca lutego 2022 r. było to odpowiednio 38% i 62%). Wśród wyborców obu partii widać przy tym wyraźny podział: 71% zwolenników GOP sprzeciwia się dodatkowemu pakietowi, natomiast 62% sympatyków Partii Demokratycznej go popiera. Zarazem 59% z tej pierwszej grupy uważa, że USA zrobiły wystarczająco dużo dla Ukrainy, zaś 61% z grupy drugiej sądzi, że Waszyngton powinien zrobić więcej.

Na ogólniejsze pytanie, „czy USA powinny dostarczać broń Ukrainie?”, zadane pod koniec czerwca br. przez Reutersa i Ipsos, 65% badanych (81% zwolenników demokratów, 56% wyborców GOP) odpowiedziało twierdząco. Ankieta Pew Research Center z czerwca br. wskazuje, że odsetek Amerykanów, którzy uważają, że USA zrobiły dla Ukrainy za dużo, wzrósł od marca 2022 r. z 7 do 28% (wśród sympatyków republikanów ten wzrost jest większy: z 9 do 44%), natomiast 16% badanych sądzi, że należy zrobić więcej (przy 42% na początku wojny). Z kolei odsetek tych, którzy twierdzą, że pomoc Waszyngtonu dla Kijowa jest w sam raz, zmienia się nieznacznie (32% na początku wojny, 31% obecnie). W innych sondażach również wyraźna jest tendencja spadkowa w poparciu dla wspierania Ukrainy, zwłaszcza w porównaniu z początkiem wojny, choć wiele zależy też od zadawanych pytań.

Dodatkowo trwająca kampania wyborcza i zmieniające się nastroje społeczne (zwłaszcza wśród zwolenników GOP) powodują, że kolejni republikańscy kandydaci na urząd prezydenta poza Donaldem Trumpem (zwłaszcza drugi i trzeci w sondażach partyjnych Ron DeSantis i Vivek Ramaswamy) kontestują obecny model wspierania Ukrainy. Argumenty i wątpliwości są różne – począwszy od potrzeby większej kontroli nad wydawaniem środków oraz pytań o efektywność wsparcia i o to, czy administracja Bidena posiada strategię obliczoną na zwycięstwo Ukrainy i zakończenie wojny, aż po stwierdzenia kwestionujące zasadność przekazywania pomocy Kijowowi i znaczenie rosyjskiej agresji dla interesów narodowych USA. 

Silna polaryzacja polityczna oraz fakt, że czołowe amerykańskie media i ośrodki eksperckie często angażują się politycznie, powodują, że renomowane instytucje (Heritage Foundation) czy najbardziej wpływowi komentatorzy (jak Tucker Carlson) wykorzystują kwestie pomocy dla Ukrainy instrumentalnie – w ramach poparcia dla GOP w toczącej się już kampanii wyborczej. Heritage Foundation to najbardziej rozpoznawalny konserwatywny think tank w USA, w którym na przestrzeni ostatnich dwóch lat dokonały się istotne zmiany personalne skutkujące odejściem od tradycyjnej republikańskiej wizji polityki zagranicznej na rzecz podejścia bliższego Trumpowi. Fundacja ta w sierpniu br. zamieściła w jednym z portali społecznościowych zdjęcie tętniącego życiem Kijowa, zestawiając je ze zniszczoną w wyniku pożarów wyspą Maui na Hawajach, co miało sugerować, że Biden zabrał pieniądze tamtejszej administracji, aby przekazać je Ukrainie. Ponadto w szerokich kręgach wyborców Partii Republikańskiej państwo ukraińskie oceniane jest jako głęboko skorumpowane i kojarzone ze sprawą syna obecnego prezydenta USA Huntera Bidena, który w latach 2014–2019 zasiadał w radzie dyrektorów ukraińskiego holdingu gazowniczego Burisma. Trump oraz jego zwolennicy oskarżają Joego Bidena o to, że jako wiceprezydent USA wstrzymał poręczenie pożyczki dla Ukrainy w ramach nacisków na władze w Kijowie, aby te odwołały ówczesnego prokuratora generalnego – miało się to przyczynić do zapobieżenia śledztwu antykorupcyjnemu przeciwko Burismie.

Dodatkowym czynnikiem, który ma wpływ na nastroje społeczne, jest aktywność propagandy rosyjskiej w amerykańskich mediach społecznościowych. Wykorzystuje ona dużą skłonność tamtejszego społeczeństwa do wierzenia w teorie spiskowe (spotęgowaną przez pandemię COVID-19 oraz kampanię Trumpa propagującą tezę o sfałszowanych wyborach w 2020 r.), a także nastroje izolacjonistyczne panujące głównie w elektoracie GOP.
 
Dotychczasowe wsparcie amerykańskie dla Ukrainy

Do tej pory Kongres zatwierdził cztery pakiety wsparcia dla Ukrainy, odpowiednio w wysokości ok. 14 mld dolarów (marzec 2022 r.), 40 mld dolarów (maj 2022 r.), 12 mld dolarów (wrzesień 2022 r.) i 45 mld dolarów (grudzień 2022 r.). Łączna kwota to zatem ponad 110 mld dolarów, z których ok. 50 mld stanowi bezpośrednia pomoc wojskowa dla Sił Zbrojnych Ukrainy przekazywana w ramach różnych procedur i programów. Pierwszym z nich jest mechanizm specjalnych uprawnień prezydenta (Presidential Drawdown Authority, PDA), który umożliwia bezpośrednie transfery uzbrojenia i sprzętu wojskowego (UiSW) ze stanów magazynowych Departamentu Obrony. Za jego pomocą USA zadeklarowały do tej pory UiSW o wartości ok. 24 mld dolarów w ramach ponad 40 transz pomocy wojskowej dla Ukrainy (z czego ponad 6 mld „odzyskano”). Z kolei z funduszy Inicjatywy Wsparcia Budżetu Ukrainy (USAI) wykorzystano prawie 19 mld dolarów, a ze środków przydzielonych do pozostałych mechanizmów – ok. 8 mld, czyli w sumie ok. 50 mld dolarów. 

osw.waw.pl

sobota, 9 września 2023


Według doniesień siły rosyjskie dokonały znaczących zmian w swoim dowodzeniu i kontroli (C2) na Ukrainie, aby chronić infrastrukturę dowodzenia i usprawnić wymianę informacji, chociaż rozmieszczenie sił rosyjskich prawdopodobnie nadal pogłębia problemy z integracją horyzontalną. Zastępca dyrektora ds. analiz Centrum Bezpieczeństwa i Powstających Technologii (CSET) Magarita Konaev i członek CSET Owen Daniels oświadczyli 6 września, że ​​siły rosyjskie przeniosły kwaterę główną poza zasięg większości ukraińskich systemów uderzeniowych i umieściły wysunięte stanowiska dowodzenia dalej pod ziemią i za silnie bronionymi pozycjami. Nie jest jasne, czy siły rosyjskie wykorzystały tę lepiej chronioną infrastrukturę dowodzenia na całej Ukrainie i w jakim stopniu te wysiłki obronne utrudniły trwającą na Ukrainie kampanię przechwytywania. Konaev i Daniels stwierdzili, że siły rosyjskie poprawiły komunikację między stanowiskami dowodzenia a jednostkami na froncie, układając kable polowe i stosując bezpieczniejszą łączność radiową. Królewski Zjednoczony Instytut Usług (RUSI) stwierdził 4 września, że ​​siły rosyjskie próbują poprawić sygnały poprzez szersze wykorzystanie usług C2 opartych na aplikacjach, które wymagają mniej szkoleń. Konaev i Daniels zauważyli, że sygnały na niższym szczeblu batalionu są nadal często niezaszyfrowane i że rosyjski personel nadal często przekazuje poufne informacje niezabezpieczonymi kanałami.

Konaev i Daniels doszli do wniosku, że siły rosyjskie nadal stoją przed wyzwaniami związanymi z utworzeniem horyzontalnie zintegrowanej struktury dowodzenia umożliwiającej wymianę informacji pomiędzy różnymi jednostkami w czasie rzeczywistym, co jest wyzwaniem zidentyfikowanym wcześniej przez rosyjskie wojsko i które zostało zaostrzone przez obecną strukturę sił Rosji na Ukrainie. Rosyjskie zgrupowanie sił na Ukrainie składa się zarówno z jednostek regularnych, jak i nieregularnych, często rozmieszczonych razem i oddzielonych od odpowiednich formacji macierzystych, co jeszcze bardziej komplikuje wysiłki na rzecz horyzontalnej integracji jednostek. Na przykład siły rosyjskie w zachodnim obwodzie zaporoskim składają się w szczególności z elementów 58. Armii Połączonej (Południowy Okręg Wojskowy), Rosyjskich Sił Powietrznodesantowych (WDW), Specnazu, piechoty morskiej, nieregularnych batalionów ochotniczych i brygad składających się wyłącznie ze zmobilizowanego personelu.

Według doniesień ograniczenia artyleryjskie na Ukrainie skłaniają armię rosyjską do przyspieszenia długotrwałych wysiłków na rzecz wdrożenia doktryny o ostrzale, przedkładającej przede wszystkim celność nad objętość. Konaev i Daniels oświadczyli, że siły rosyjskie zacieśniły powiązanie między systemami rozpoznawczymi a jednostkami artylerii, aby poprawić celność ognia, ponieważ siły rosyjskie borykają się z rosnącymi ograniczeniami w zakresie ich zdolności do wykorzystania masowego ognia pośredniego. RUSI zauważyło 4 września, że ​​rosyjscy dowódcy podkreślają potrzebę priorytetowego traktowania rozwoju kompleksu pożarów zwiadowczych (RFC) ze względu na ocenę, że istniejąca rosyjska doktryna uderzeń, która w dużym stopniu opiera się na dużej liczbie pożarów i wcześniej ustalonych obliczeniach gęstości pożarów potrzebna do osiągnięcia określonych efektów, bez rzetelnego systemu szybkiej oceny zniszczeń bojowych, jest nieopłacalna. Siły rosyjskie od dawna starały się wdrożyć koncepcję RFC przed inwazją na Ukrainę w 2022 r., która narzuca siłom rosyjskim stosowanie wysoce precyzyjnych, broń dalekiego zasięgu powiązana z danymi wywiadowczymi w czasie rzeczywistym i precyzyjnym namierzaniem zapewnianym przez centrum wywiadu i kierowania ogniem. RUSI dodał, że siły rosyjskie przedkładają celność uderzenia nad głośność, ponieważ brakuje im amunicji do podtrzymania masowego ognia pośredniego, mają trudności z transportem dużych ilości amunicji na linię frontu i zauważają spadek skuteczności ataków masowych. Według doniesień Rosja zwiększa także produkcję naprowadzanych laserowo pocisków Krasnopol i dronów Lancet (amunicji krążącej), aby zwiększyć celność ognia. Jednostki rosyjskie na froncie szybko się uczą i wprowadzają innowacje, ale ich zdolność do pełnego wdrożenia pożądanego RFC będzie prawdopodobnie ograniczona przez ich zdolność do wydawania ulepszonych systemów łączności – i zapewniania niezbędnego szkolenia – siłom bojowym.

Według doniesień siły rosyjskie dodatkowo dostosowują rozmieszczenie kompleksów walki elektronicznej (EW). Konaev i Daniels oświadczyli, że siły rosyjskie rozproszyły rozmieszczenie kompleksów EW od wiosny 2022 r., począwszy od koncentracji około 10 kompleksów EW na każde 20 kilometrów linii frontu do 1 głównego systemu EW co 10 kilometrów, przy czym w razie potrzeby rozmieszczane są dodatkowe wspierające zasoby EW. Rozproszenie tych zasobów EW sugeruje, że siły rosyjskie poprawiły zasięg, jaki zapewnia pojedynczy kompleks EW, chociaż Konaev i Daniels zauważyli, że w systemach nadal występują problemy związane z ograniczonym zasięgiem i bratobójstwem EW. RUSI stwierdziło, że siły rosyjskie rozpraszają systemy Pole-21 i traktują je jako jednorazowe systemy EW w celu zapewnienia ochrony dużego obszaru przed atakami ukraińskich dronów. Źródła rosyjskie szczególnie uznawały doskonałe rosyjskie zdolności EW za pomoc w skutecznej obronie sił rosyjskich przed rozpoczęciem ukraińskiej kontrofensywy na południowej Ukrainie w czerwcu. Konaev i Daniels dodali, że te systemy EW w dalszym ciągu stanowią wyzwanie dla ukraińskich dronów przekazujących informacje o celu i zabezpieczających ukraińskie sygnały.

understandingwar.org

Zmian widocznych na mapie jednak kolejny tydzień jak na lekarstwo. W kilku miejscach może po 1-2 kilometry w linii prostej. Taka to faza tej wojny. Próba wyniszczenia wojsk przeciwnika na tyle, aby w końcu było możliwe zdecydowane przełamanie frontu i przejście do fazy szybkich zdobyczy w terenie.

Niezmiennie najbardziej intensywne wzajemne wyniszczanie trwa na Zaporożu w rejonie wsi Robotyne i Werbowe. Tą pierwszą Ukraińcy zajęli jeszcze pod koniec sierpnia. Tej drugiej, położonej dalej na wschód, ciągle bronią Rosjanie. Między obiema przebiega fragment najbardziej rozbudowanej rosyjskiej linii obronnej w rejonie. Ukraińcy prawdopodobnie zajęli jej krótki odcinek na samych obrzeżach Werbowe. Jednocześnie atakują na południe z Robotyne w kierunku wsi Nowoprokopiwka, gdzie posunęli się nieznacznie naprzód, zajmując niewielki lasek z umocnieniami. Ukraińskie oddziały próbują też atakować u podstaw swojego włamania, tak aby je poszerzyć i utrudnić Rosjanom ewentualne skuteczne kontrataki. Ogólnie rzecz biorąc kolejne tygodnie mozolnego przebijania dobrze przygotowanej i głębokiej rosyjskiej obrony, ciągle obsadzonej dość licznymi oddziałami, które walczą i nie uciekają.

Żółwie tempo nie oznacza jednak porażki Ukraińców i zwycięstwa Rosjan. Niezmiennie kluczowe jest to, kto szybciej zużywa swoje zasoby. Od samych ludzi i sprzętu w oddziałach, przez zapasy amunicji oraz paliwa, po choćby ciężarówki i inne pojazdy logistyczne. Jest przy tym wiele niuansów. Regularnie można przeczytać narzekania Rosjan, że Ukraińcy dość mądrze wymieniają walczące na froncie pododdziały, tak aby tym wykrwawionym i zmęczonym dać czas na odpoczynek i choćby trochę odtworzenia (przyjęcia nowych ludzi w ramach uzupełnień, doszkolenia ich czy naprawę i uzupełnienie broni). Do tego unikają wystawiania na ryzyko najcenniejszych ludzi w rodzaju starsi podoficerowie czy  oficerowie, trzymając ich poza rejonem bezpośrednich walk. Na największe ryzyko jest wystawiana biedna szara piechota posyłana do szturmów na kolejne punkty umocnione. Brutalna prawda jest jednak taka, że zwykłego piechura najłatwiej zastąpić. Doświadczonego podoficera czy młodszego oficera koordynującego atak za pomocą dronów obserwacyjnych już nie. Z drugiej strony u Rosjan ma być inaczej. Pododdziały (czyli w praktyce mniejsze części brygad/dywizji) są trzymane na froncie tak długo jak się da i nie istnieje system oszczędzania doświadczonych specjalistów. Siłą Ukraińców w rejonie Robotyne ma być też artyleria, która zdobyła lokalną przewagę nad swoją rosyjską odpowiedniczką i może dość bezkarnie rujnować kolejne pozycje obronne Rosjan, czy ich próby kontrataków.

Za wcześnie więc wyrokować o tym kto wyjdzie lepiej na tym wykrwawianiu się. Są jednak kolejne sygnały, że Rosjanom nie jest łatwo. Dwa tygodnie temu pisaliśmy o przerzucie w rejon Robotyne elitarnych i trzymanych generalnie w rezerwie dywizji powietrznodesantowych. Teraz ich elementy wykrwawiają się na południe od wsi i próbują kontratakować, ale bez powodzenia. Jednocześnie pojawiły się sygnały o wycofywaniu kolejnych oddziałów z linii frontu na wschodzie Ukrainy. Konkretnie elementów 41 Armii, które od ubiegłego roku były w rejonie Swatowe. Według Ukraińców chodzi o 90 Dywizję Pancerną i 35 Brygadę Zmotoryzowaną, w miejsce których pośpiesznie rozmieszczono elementy tworzonej od końca czerwca nowej rezerwowej 25 Armii, która po dwóch miesiącach formowania na pewno ma nikły potencjał bojowy. Miała się szkolić do grudnia. Wprowadzenie tak zielonych wojsk do rejonu walk nie jest czymś normalnym, nawet jak na normy rosyjskie. Musi to być podyktowane wyższą potrzebą. Być może chodzi o znalezienie kolejnych rezerw do łatania frontu na Zaporożu lub w rejonie Bachmutu. Na razie brak jednak jednoznacznych informacji na temat kierunku przemieszczenia się oddziałów 41 Armii.

(...)

Intensywne starcia mają miejsce natomiast w rejonie Bachmutu w Donbasie. Konkretniej na południe od ruin miasta, w często wymienianych już wsiach Kliszczijiwka, Andrijiwka i Kurdiumiwka. Po chwilowym wyhamowaniu Ukraińców w sierpniu i odzyskaniu przez Rosjan nieco terenu teraz znów ci pierwsi mocno ruszyli naprzód. W ciągu ostatniego tygodnia mieli dokonać istotnych postępów (jak na ten mały wycinek frontu), miejscami docierając do nasypu linii kolejowej biegnącej za trzema wspomnianymi wsiami i będącej ważnym lokalnym elementem charakterystycznym terenu. Teraz Ukraińcy mają posuwać się wzdłuż nasypu, względnie osłonięci od ostrzału, atakując od boków Andrijiwkę oraz Kurdiumiwkę. Kliszczijiwka jest nadal areną zaciętych walk tak jak od czerwca. Rosjanie ciągle trzymają się jej północnej części i regularnie próbują kontratakować. Na północ od Bachmutu Ukraińcom nie idzie już tak dobrze i praktycznie stoją od czerwca. Regularnie dochodzi do ataków i kontrataków, ale bez istotnych efektów.

Podobnie sytuacja wygląda na całym odcinku frontu na północ od Bachmutu, aż do odległej o 150 kilometrów granicy Rosji. Rosjanie starają się atakować i naciskać, aby zmuszać Ukraińców do trzymania tam jak największych sił, których ci nie mogą użyć tam, gdzie chcą. Częściowo się to udaje, bo od czerwca pojawił się tam szereg nowych ukraińskich brygad. Rosyjskie wojsko od wielu tygodni stara się przebić w pobliże miasta Kupiańsk, będącego głównym ukraińskim punktem obrony na północy, ale po drobnych postępach na początku lata, teraz jest walenie głową w mur. Nieco lepiej idzie im dalej na południe w rejonie Swatowa, gdzie jeszcze w lipcu odnieśli ostatnie sukcesy, a w minionym tygodniu znów udało im się zdobyć nieco więcej terenu. Walki w tym rejonie mają być momentami bardzo zacięte, choć będące w informacyjnym cieniu tego co się dzieje na Zaporożu. Fakt wycofywania z tego rejonu sił najpierw 76 Dywizji powietrznodesantowej a teraz 41 Armii wskazuje jednak na to, że dla Rosjan też priorytetem jest południe i północ ma znaczenie drugorzędne, pomocnicze.

gazeta.pl

środa, 6 września 2023


31 sierpnia niezależny francuski instytut analityczny Action Resilience Institute (ARI) opublikował raport, w którym przedstawiono liczbę rosyjskich czołgów znajdujących się na składowiskach i w bazach remontowych w okresie bezpośrednio poprzedzającym pełnoskalową inwazję 24 lutego 2022 r. Na podstawie zdjęć satelitarnych autorzy doliczyli się 5666 czołgów (1009 nierozpoznanych, 624 T-80, 2055 T-72, 1512 T-62, 466 T-54/55). Wliczając wozy nieznajdujące się na otwartym terenie, oszacowali, że Rosja dysponowała między 6 a 7 tys. czołgów w rezerwie na początku 2022 r. Stanowi to znacznie mniejszą liczbę niż ta podawana w raportach Międzynarodowego Instytutu Badań Strategicznych (IISS) – 10,2 tys. wozów. W raporcie ARI stwierdzono też, że naprawa czołgu stojącego na otwartym terenie zajmuje 30–60 dni, a Rosjanie są w stanie przywrócić sprawność ośmiu maszynom miesięcznie (Moskwa deklarowała, że 23). Od 2014 r. produkcja i modernizacja czołgów w Rosji miały się zmniejszyć o połowę – z ok. 300 do 140 czołgów rocznie.

(...)

4 września minister obrony Rosji Siergiej Szojgu potwierdził, że podjął decyzję o rezygnacji z przeprowadzenia ćwiczeń na Białorusi pod kryptonimem „Zapad 2023”. Bezpośrednim tego powodem jest zaangażowanie sił rosyjskich na froncie ukraińskim.

(...)

Trwająca od prawie dwóch miesięcy rosyjska operacja zaczepna na pograniczu obwodów charkowskiego, ługańskiego i donieckiego (pomiędzy granicą państwową a Dońcem) nie przyniosła jak dotąd rezultatów w postaci przełamania ukraińskiej obrony. Jak się wydaje, pierwotnie głównym celem Rosjan było osiągnięcie linii rzeki Oskoł na całej jej długości (od ubiegłorocznej ukraińskiej ofensywy w obwodzie charkowskim kontrolują oni tylko 30-kilometrowy odcinek wschodniego brzegu tej rzeki od granicy do okolic Kupiańska). Przesunięcie linii frontu na zachód i oparcie go na naturalnych przeszkodach (Oskoł i Doniec) pozwoliłoby Rosjanom na przejście do obrony i przeniesienie części sił na ważniejsze odcinki frontu (Donbas i południe Ukrainy). Do tego jednak nie doszło, a oddziały rosyjskie związane są walkami i – poza nielicznymi wyjątkami – skierowanie ich np. pod Tokmak jest zadaniem ryzykownym i trudnym ze względów logistycznych. Pomimo znacznych strat i zaangażowania kilku nowo sformowanych brygad na tym drugorzędnym odcinku frontu za sukces strony ukraińskiej należy uznać skuteczną jak dotąd obronę na kierunkach Kupiańska, Borowej i Łymanu.

Rozwój wydarzeń na froncie zaporoskim w ciągu ostatnich dwóch–trzech tygodni wykazuje dynamikę korzystną dla Ukraińców. Udaje im się utrzymać inicjatywę i – w wolnym tempie – zdobywają oni kolejne rosyjskie punkty oporu. Kluczowym czynnikiem spowalniającym natarcie są cały czas uwarunkowania terenu. Kontrolowanie przez Rosjan górujących nad okolicą wzgórz w połączeniu z ograniczonymi dla Ukraińców możliwościami manewrowania (zarówno grupami szturmowymi, jak i dowozem zaopatrzenia) skutkuje tym, że każda próba ataku jest natychmiast lokalizowana oraz spotyka się z reakcją rosyjskiej artylerii i innych środków ogniowych. Mimo tych problemów Ukraińcom udaje się rozszerzać klin wbity w ugrupowanie rosyjskie. Kluczowa kwestia w tej sytuacji to stan odwodów obu stron. Rosjanie nie mają na kierunku Tokmaku żadnego dużego i wartościowego zgrupowania rezerwowego, zdolnego do wyprowadzenia kontrataku w wypadku przerwania frontu przez Ukraińców. Jedyną szansą na zatrzymanie ofensywy jest dla nich utrzymanie się na linii fortyfikacji. Najbliższe tygodnie pokażą, czy dowództwo rosyjskie będzie w stanie wzmocnić ugrupowanie 58 Armii do tego stopnia, aby zatrzymać proces kruszenia się obrony na głównej pozycji na odcinku Kopani–Nowoprokopiwka–Werbowe.

osw.waw.pl

wtorek, 5 września 2023


Ukraińskie wojska przełamały już pierwszą linię obrony Rosjan pod Zaporożem. Przed sobą mają kilka kolejnych linii umocnionych rosyjskich pozycji obronnych i betonowych przeszkód, nazywanych "zębami smoka". Stanowią one część rosyjskiej obrony w okupowanej zachodniej części obwodu zaporoskiego - poinformował w najnowszej analizie amerykański Instytut Badań nad Wojną (ISW).

Druga linia obrony wojsk rosyjskich obejmuje sieć podziemnych tuneli - powiedział przedstawiciel sił ukraińskich na południu kraju Ołeksandr Sztupun.

Druga linia obrony najeźdźców jest również potężna, ponieważ wojska rosyjskie okopywały się w tym miejscu od ponad roku

Według żołnierzy Sił Obronnych Ukrainy, wojsko rosyjskie na wschodzie szturmuje pozycje ukraińskie, nie zmieniając swojej taktyki. Najtrudniejsza sytuacja jest pod Kupiańskiem w obwodzie charkowskim, gdzie Rosjanie rzucili swoje oddziały rezerwowe. Według wojskowych armia rosyjska na tym odcinku wygrywa liczebnością żołnierzy. – Rosjanie rzucają tu ludzi, jak mięso armatnie. Jest ich coraz więcej – mówi żołnierz ukraiński w rozmowie z ukraińskimi dziennikarzami z "Ukrainian Witness". 

W ich najnowym reportażu, który został opublikowany w ramach projektu "Ukraiński Świadek", pojawia się historia ukraińskiej piechoty, walczącej pod Kupiańskiem. Na tym kierunku Rosjanie atakują ukraińskie pozycje, zmuszając Ukraińców do obrony. – Pod Kupiańskiem jest piekło. Kiedy brakuje im ludzi, rzucają tu rosyjskich więźniów – mówi żołnierz dziennikarzom.

Ukraińscy żołnierze zwracają uwagę na to, że na wschodnim odcinku frontu Rosjanie są bardzo dobrze wyposażeni. – Mają wszystko. Są "po zęby" wyposażeni. Często 300 żołnierzy rosyjskich robi szturm na jedną ukraińską pozycję – mówi żołnierz o pseudonimie Rak. Ci żołnierze znają się na taktyce niemal doskonale, są bardzo wykształceni pod względem wojskowym – dodaje.

Próby szturmu się nie kończą. Przedzierają się w małych grupach. Ciągle próbują się do nas przedostać, ale odpowiednio wcześnie ich wykrywamy. Podchodzą z trzech stron.

Żołnierz o mieniu Władysław mówi, że ukraiński wywiad najpierw wykrywa wroga, a potem dochodzi do walk. 

– Wygląda na to, że Rosjanie mają zamiar pocieszyć swój naród. To już nie jest tajemnica, że Rosjanie chcą ponownie zająć Kupiańsk, ale my nie pozwolimy im tego zrobić".

Żołnierze Sił Zbrojnych Ukrainy mówią, że zazwyczaj okupanci podwożą wojskowych samochodami i pieszo przemieszczają się na pozycje ukraińskie.

ukrayina.pl

- Rosja jest finansowo zaangażowana w ten konflikt w ograniczonym stopniu. Tak jakby starano się ograniczać jego koszt ekonomiczny i wpływ na społeczeństwo. Wydaje się toczony nie jak wojna na pełną skalę, która wymagałaby znacznie większych nakładów, ale jako ograniczona operacja militarna - pisze brytyjski profesor Julian Cooper, specjalista od rosyjskich finansów, zwłaszcza w zakresie wydatków na bezpieczeństwo. Swoje wnioski zawarł w raporcie opublikowanym przez SIPRI, czyli Sztokholmski Instytutu Badań nad Pokojem, (...).

Cooper podkreśla, że rozumie, iż Kreml używa określenia "specjalna operacja wojskowa" na wojnę w Ukrainie z powodów głównie politycznych. Jednak jego zdaniem biorąc pod uwagę to, że w jej planowaniu kluczową rolę odegrały służby specjalne, oraz to, jak ograniczone są sumy na nią wydawane, to faktycznie dla władz Rosji może to być coś innego niż pełnoprawna wojna. Zaznacza też, że analiza rosyjskich finansów państwowych stała się bardzo trudna na przestrzeni ostatniego roku. Utajniono większość szczegółowych danych, czym uniemożliwiono relatywnie łatwe ustalenie poziomu wydatków na siły zbrojne i aparat bezpieczeństwa wewnętrznego. Nie są też już publikowane szczegółowe dane dotyczące realizacji budżetu.

Pomimo tego Cooper był w stanie oszacować ogólne poziomy wydatków. Oparł się na takich dokumentach jak projekty wieloletnich ustaw budżetowych, uproszczone informatory budżetowe dla obywateli, szczątkowe dane okazyjnie publikowane przez władze i prace rosyjskich analityków finansowych. Brytyjczyk zaznacza przy tym, że efekt jego analiz to wartości przybliżone, ale wystarczające do oceny na poziomie ogólnym. Nie jest ona pozytywna dla tych, którzy mieli nadzieję, że koszty wysiłku wojennego połączone z efektem sankcji, złamią kręgosłup finansowy Rosji i przymuszą Władimira Putina do ustępstw.

Gdy Rosjanie planowali swój budżet w 2021 roku na lata 2022-24, robili to w sposób, który w żaden sposób nie uwzględniał możliwości wybuchu wojny. Trwała koncentracja wojsk na granicy z Ukrainą, szybko rosło napięcie, ale w rosyjskim Ministerstwie Finansów i na Kremlu oficjalnie wszystko szło utartym torem. I jeszcze wiele danych było jawnych. Wydatki na obronę narodową w roku 2022 ustalono na poziomie 3,5 biliona rubli. Po dodaniu wydatków z innych części budżetu, które faktycznie także idą na siły zbrojne, było to 4,9 biliona, czyli około 3,5 procent PKB (Produkt Krajowy Brutto). Jeśli porównać to z krajami NATO, to dość wysoki wskaźnik, ale nie nadzwyczajny. Kraje Sojuszu w 2022 roku wydawały średnio około 2,5 procent PKB, przy czym Amerykanie podobnie jak Rosja, około 3,5 procent.

Po wybuchu wojny realne wydatki na obronę narodową szybko zaczęły rosnąć, co można było śledzić dzięki ciągle publikowanym danym. Do listopada, kiedy szczegóły utajniono, z początkowej oficjalnej kwoty 3,5 biliona rubli (15 procent budżetu) zrobiło się 4,7 biliona (17 procent budżetu). Oficjalnych danych za cały rok 2022 nie ma. Jest jednak wartość przybliżona, którą można wysnuć z pracy analityków Instytutu na rzecz Polityki Finansowej im. Gaidara, którzy już w tym roku ujawnili, że wydatki na obronę narodową w 2022 roku były o 38 procent wyższe niż planowano. Oznacza to kwotę około 5,1 biliona rubli (16 procent budżetu, który był ostatecznie wyższy, niż zakładano w 2021 roku). Do tej kwoty należałoby dodać tradycyjne kwoty idące na wojsko, które są ukryte w innych pozycjach budżetu, jednak ze względu na tajność stało się to niemożliwe w sposób precyzyjny. Jednak jeśli założyć tradycyjne zwiększenie w ten sposób wydatków na obronność o około 1/4, nadal jest to około 21 procent budżetu państwa i 4,4 procent PKB. Czyli kwoty niebędące niczym szokującym. Podobnie wyglądał poziom wydatków USA podczas największego zaangażowania w Afganistanie i Iraku w latach 2008-2012.

Prace nad budżetem na rok 2023 były prowadzone właściwie tak samo jak w latach wcześniejszych. Bez jakiegoś szczególnego uwzględnienia wojny i sankcji. Szczegóły są tajne. Podano jedynie ogólnikowo, że wzrost wydatków na obronność miał wynieść 6 procent rok do roku, a w latach 2024 i 25 miał być to już spadek. Jednocześnie planowano wyraźny wzrost wydatków na bezpieczeństwo wewnętrzne i porządek publiczny, co zdaniem Coopera można uznać za wskazówkę, iż w Moskwie późnym latem 2022 roku zakładano, iż militarna faza konfliktu w Ukrainie zakończy się w ciągu roku. Zakładano też między innymi znaczne wzrosty wydatków na opiekę socjalną.

Zanim projekt budżetu na rok 2023 stał się prawem, doszło do ukraińskiej ofensywy w obwodach charkowskim i chersońskim, w Rosji przeprowadzono mobilizację, a perspektywa szybkiego końca wojny stała się oczywistym pobożnym życzeniem. Doszło więc do istotnych zmian w trakcie prac nad jego uchwaleniem w Dumie. Szczegóły były jednak, po raz kolejny, tajne. Z pomocą przyszło Ministerstwo Finansów, które tradycyjnie na koniec roku opublikowało uproszczony "Budżet dla Obywateli", który przedstawia podstawowe dane na temat planów finansów państwa i skupia się na kwestiach społecznych. Jak zaznacza Cooper, nie sposób się z niego dowiedzieć, że Rosja prowadzi jakąś wojnę, choć jest wspomnienie o trudnej sytuacji spowodowanej sankcjami. Dokument pozwalał jednak stwierdzić, że pierwotny projekt budżetu został istotnie zmieniony przed jego podpisaniem przez Putina.

Wydatki na obronę narodową utrzymano na prawie tym samym poziomie wynoszącym 5 bilionów rubli. Zmniejszono za to o 1/4 wydatki na bezpieczeństwo wewnętrzne, a powstałą w ten sposób nadwyżkę przeznaczono najwyraźniej w większości na cele socjalne i dofinansowanie regionów. Bazując na swoim doświadczeniu, dotychczasowych praktykach Rosjan i szczątkowych danych, Cooper szacuje, że ogólne wydatki na wojsko zaplanowano na rok 2023 na poziomie 6,6 biliona rubli. To około 23 procent budżetu federalnego i 4,4 planowanego PKB. Czyli poziom bardzo podobny do tego z 2022 roku i niebędący niczym radykalnym. Owszem, dość wysokie wskaźniki w porównaniu do większości państw rozwiniętych, ale dalej w rejonie tego, co można się spodziewać po kraju prowadzącym ograniczoną wojnę interwencyjną, a nie wojnę totalną.

Cooper zaznacza, że faktyczne koszty konfliktu są dla Rosji na pewno wyższe. Trzeba by bowiem uwzględnić koszta ludzkie, takie jak efekt zabrania z rynku pracy setek tysięcy zmobilizowanych mężczyzn i ich podstawowego wyekwipowania oraz przeszkolenia, co jest finansowane głównie z budżetów regionów, a nie Ministerstwa Obrony. Do tego różne koszty związane z funkcjonowaniem aparatu bezpieczeństwa na terenach okupowanych, wydatki na minimalne świadczenia socjalne dla osób na nich mieszkających i wiele innych. Duże pieniędzy pochłania też budowa fortyfikacji w rejonach przygranicznych (te bezpośrednio na froncie buduje sobie najczęściej wojsko, te dalej na zapleczu muszą już finansować regiony). - Ogólna kwota tych wydatków najpewniej nigdy nie będzie znana, jednak mówimy o skromnych kwotach w porównaniu do finansowania Ministerstwa Obrony z budżetu federalnego - stwierdza analityk.

- Choć przemysł zbrojeniowy został zmobilizowany w celu zwiększeniu produkcji, nie można powiedzieć, że cała rosyjska gospodarka została przestawiona na stopę wojenną. Rząd stara się ograniczyć wpływ wojny na państwo i codzienne życie obywateli. Wydatki na cele militarne wzniosły, ale nie w sposób dramatyczny - pisze Brytyjczyk. Jego podstawowy wniosek jest taki, że nic nie wskazuje na to, aby same koszty wojny miały potencjał do złamania kręgosłupa finansowego Rosji. - Używanie określenia "specjalna operacja wojskowa" może być zrozumiałe z punktu widzenia rosyjskiej polityki finansowej. To jest operacja prowadzona kosztem, który gospodarka Rosji może udźwignąć, niezależnie od ciężkich sankcji. Co więcej, perspektywa doprowadzenia do końca wojny tylko poprzez sankcje wydaje się bardzo odległa - pisze Cooper.

Wnioski analityka wpisują się w domniemaną długofalową strategię Kremla, czyli po prostu zamęczyć Ukrainę i zmęczyć Zachód. Najlepiej doczekać się powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu w 2025 roku, co może oznaczać koniec aktualnego wsparcia USA dla Ukraińców. Jest to jednak oparte na założeniu, że rosyjskie wojsko przy obecnym poziomie nakładów zdoła utrzymać kontrolę nad terenami okupowanymi i wykrwawi przeciwnika w wojnie na wyniszczenie. Nie jest to jednak takie pewne.

gazeta.pl