sobota, 29 lipca 2023


27 lipca siły ukraińskie wyzwoliły Staromajorśke na południe od Wełykiej Nowosiłki, pogłębiając wdarcie w tereny kontrolowane przez Rosjan przed rozpoczęciem ofensywy (4 czerwca) do 8,5 km. Walki o utrzymanie miejscowości mają być jeszcze podejmowane przez agresora, jednak dotychczasowe jego kontrataki – w tym próba oskrzydlenia wojsk przeciwnika od północy (uderzeniem na Makariwkę) – zakończyły się niepowodzeniem. Zajęcie Staromajorśkego przybliża siły ukraińskie do pierwszej linii umocnień wroga (w rejonie Staromłyniwki, do której pozostało im 5 km) i ułatwia im uderzenie na sąsiednie Urożajne. Nie przyniosły natomiast powodzenia kolejne ukraińskie ataki na południe od Orichiwa (Rosjanie mieli odzyskać część wcześniej utraconych terenów w okolicach wsi Robotyne).

W dniach 25–26 lipca najeźdźcy utworzyli i poszerzyli nowy przyczółek po zachodniej stronie rzeki Żerebeć w obwodzie ługańskim, włamując się w pozycje ukraińskie na głębokość do 3 km. Wojska agresora zajęły Serhijiwkę, a według niektórych źródeł – także leżącą na zachód od niej miejscowość Nadija oraz – częściowo – położoną na południe Nowojehoriwkę. W komentarzu dla CNN rzecznik Wschodniego Zgrupowania Wojsk Sił Zbrojnych Ukrainy pułkownik Serhij Czerewaty stwierdził, że nie potwierdza tych doniesień i że „linia taktyczna praktycznie się tam nie zmieniła”. W ostatnich dniach ukraiński Sztab Generalny informuje jednak o walkach w rejonie Nadii. Według niego na południowy zachód od Bachmutu wróg miał też wyprowadzić kontrataki oskrzydlające działające tam siły ukraińskie, atakując leżące po przeciwnej (zachodniej) stronie kanału Doniec–Donbas miejscowości Stupoczky i Dylijiwka, co najprawdopodobniej wpłynęło na wyhamowanie ukraińskich działań ofensywnych (w poprzednim tygodniu obrońcy poszerzyli swój stan posiadania po wschodniej stronie kanału). Kolejne rosyjskie ataki na zachodnich obrzeżach Bachmutu, w masywie leśnym na południowy zachód od Kreminnej oraz w okolicach Awdijiwki i Marjinki nie przyniosły zmian.

26 lipca najeźdźcy przeprowadzili zmasowany atak rakietowy na ukraińską infrastrukturę wojskową. Jednym z jego głównych celów było lotnisko w Starokonstantynowie w obwodzie chmielnickim. O eksplozjach donoszono także z obwodów kirowohradzkiego, lwowskiego, winnickiego (następnego dnia podano, że atak miał miejsce na obrzeżach Winnicy, a poszkodowanych zostało pięć osób) i żytomierskiego. Ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych deklarowało zestrzelenie 36 pocisków manewrujących (33 Ch-101/Ch-555 i 3 Kalibr), a jego rzecznik pułkownik Jurij Ihnat powiadomił (niezależnie od komunikatu Dowództwa) o wykorzystaniu przez agresora również pocisków hipersonicznych Kindżał i – prawdopodobnie – rakiet balistycznych. Według ukraińskiego Sztabu Generalnego przeciwnik miał użyć łącznie 49 rakiet. Nocą 27 lipca Starokonstantynów miał być też celem dronów kamikadze Shahed-136/131. Obrońcy ogłosili zniszczenie wszystkich ośmiu atakujących bezzałogowców.

27 lipca miał miejsce kolejny atak rakietowy na infrastrukturę portową Odessy. Dwa pociski Kalibr miały trafić w terminal cargo. Minister infrastruktury Ołeksandr Kubrakow poinformował, że w ciągu dziewięciu dni ataków na porty w obwodzie odeskim Rosjanie uszkodzili bądź częściowo zniszczyli 26 obiektów infrastruktury i pięć statków. 27 lipca wrogie pociski spadły również na Awdijiwkę oraz Wełykyj Burłuk w obwodzie charkowskim, a 25 lipca – na Awdijiwkę. Z kolei 26 lipca celem rosyjskich dronów kamikadze miały być obiekty przemysłowe w obwodzie charkowskim. Według ukraińskich doniesień agresor miał w ostatnich atakach wykorzystywać drony Shahed niepochodzące z Iranu, a wyprodukowane w Rosji (pod marką Gerań, którą oznaczano także modyfikowane w tamtejszych zakładach bezzałogowce z Iranu), na co wskazują znalezione w szczątkach komponenty. Siły ukraińskie przeprowadziły atak rakietowy 28 lipca, a jego celem był skład paliwa w Szachtarsku w okupowanej części obwodu donieckiego.

(...)

Komentarz

W ostatnich tygodniach doszło do utrwalenia sytuacji, w której obie strony wykazują inicjatywę i podejmują działania zaczepne. Głównym obszarem aktywności ukraińskiej jest przy tym południowy odcinek linii styczności (w obwodzie zaporoskim i zachodniej części obwodu donieckiego), a rosyjskiej – wschodni (północno-wschodnia część obwodu donieckiego oraz pogranicze obwodów ługańskiego i charkowskiego). Specyficzna sytuacja ma miejsce w rejonie Bachmutu – tu działania podejmują obie strony (Ukraińcy sporadycznie atakują także w okolicach Awdijiwki i Marjinki). Sprawia to, że osiągnięte przez każdą z nich postępy terenowe – z reguły nieznaczne – są niemal w tym samym czasie niwelowane stratami poniesionymi na innym kierunku. Mimo podkreślania przez Kijów, że na południu trwa kontrofensywa, na wszystkich kierunkach działania mają charakter wojny pozycyjnej. Kwestią otwartą pozostaje, czy w najbliższym czasie któraś ze stron doprowadzi do przełamania pozycji przeciwnika w stopniu umożliwiającym rozwinięcie powodzenia i osiągnie szybsze niż obserwowane w ostatnich tygodniach zyski terytorialne (prawdopodobnie kosztem dużo wyższych strat niż ponoszone obecnie). Podtrzymywanie przez Kijów przekazu o trwającej kontrofensywie potwierdza, że przyspieszeniem działań zainteresowana jest przede wszystkim Ukraina.

osw.waw.pl

piątek, 28 lipca 2023


Gazeta "Kölner Stadt-Anzeiger" widzi sprawę następująco: "Nie powinno się wierzyć w zbieg okoliczności, że żołnierze akurat teraz próbują puczu w Nigrze. W Petersburgu Rosja i kraje afrykańskie spoktały się na szczycie. Prezydent Rosji, zbrodniarz wojenny Władimir Putin, chce zademonstrować, że jego wpływ na Afrykę jest nadal duży i że po ataku na Ukrainie nie jest wcale tak odizolowany, jak życzyłby sobie tego Zachód. Dla lidera puczystów powodem przejęcia władzy przez wojsko było rzekomo złe gospodarcze i socjalne rządzenie krajem. W rzeczywistości jest to obawa przed wzmocnieniem demokracji, przed wolnością i prawami kobiet. Strach przed wszystkim, czego chce prezydent Bazoum".

Gazeta "Volksstimme" z Magdeburga ocenia, że w Nigrze realizuje się aż nadto dobrze znany scenariusz.

"Nie licząc paru wyjątków, systemy rządów w Afryce to zazwyczaj pozorowane demokracje albo dyktatury. Pucz w Nigrze wpisuje się w zwyczajowy obieg spraw. Wybrany demokratycznie władca jest usuwany na drodze puczu przez wojsko, co uzasadnia się potrzebą ratowania narodu, choć ten wcale nie jest zagrożony. Szef junty zapewne sam stanie się potentatem i prawdopodobnie zostanie sam usunięty w wyniku kolejnego puczu. Strefa Sahelu jest obecnie szczególnie dotknięta. W sąsiednim Mali doszło od 2020 r. już do dwóch puczów. Ponieważ w regionie subsaharyjskim grasują do tego islamiści, Mali miało zostać ustabilizowane przez misję ONZ z niemieckim udziałem. Wszystko na nic. Siły międzynarodowe zostały wyrzucone z kraju. Zamiast tego zaangażowano rosyjskich najemników Wagnera. Światowa polityka przebija się aż do Timbuktu (Mali). Rosja zaprasza na szczyt afrykański, aby, jak Chiny, zabezpieczyć swoje synekury. Jeśli Amerykanie i Europejczycy przychodzą z demokratycznymi pryncypiami, to już przegrali".

Już teraz sytuacja w Afryce jest w wielu miejscach napięta albo wręcz dramatyczna, ocenia gazeta "Neue Osnabrücker Zeitung". "Sahara rozprzestrzenia się coraz bardziej, także w wyniku zmian klimatycznych, a niszczycielskie wieloletnie susze oraz wojny domowe rujnują rolnikom zbiory. ONZ ostrzega obecnie przed kryzysem żywnościowym w Sudanie, Południowym Sudanie, Burkina Faso, Mali, Nigerii, Afganistanie i Jemenie. Żyją tam setki milionów ludzi, którzy z powodu sytuacji w Ukrainie będą jeszcze bardziej głodować. To sprawia, że Rosja staje się jeszcze ważniejsza, przecież ten kraj jest największym na świecie producentem pszenicy" – czytamy.

onet.pl

Adam Świerkowski, Defence24.pl: Zanim porozmawiamy o obecnej sytuacji ukraińskiej artylerii, chciałbym zapytać o to, jak to wyglądało przed 24 lutego 2022 roku. Na jakim sprzęcie bazowały ukraińskie jednostki artylerii lufowej i rakietowej?

ppłk rez. mgr. inż. Tomasz Lisiecki: Można to podsumować jednym słowem – "poradzieckim". W 1991 r., gdy Ukraina odzyskała niepodległość, był to sprzęt zarówno mocno przestarzały, jak i najbardziej nowoczesny. A były to ogromne liczby: ok. 2500 dział, 600 moździerzy i 640 wyrzutni rakietowych kalibru powyżej 100 mm. Ale to było 30 lat temu... Do wiosny 2014 r. duże ilości sprzętu zmagazynowano, część sprzedano za granicę. W szkoleniu zużyto też ogromne ilości amunicji. Wojna o Donbas zastała ukraińskie Wojska Rakietowe i Artylerii (jak i całe Zbrojne Siły Ukrainy) w stanie totalnego paraliżu. Nie chodzi tylko o to, że istniały wówczas dwie brygady artylerii (trzecią rozwiązano do grudnia 2013 r.!) a także jedna brygada i trzy pułki artylerii rakietowej. Każda z tych jednostek była w stanie wystawić bez mobilizacji nie więcej niż jeden dywizjon. Ponadto takie decyzje jak wycofanie z użytkowania w 2013 r. dział samobieżnych 2S1 Goździk nosiły wręcz znamiona sabotażu.

Wojna o Donbas w latach 2014-2021 zmieniła całe ukraińskie Siły Zbrojne. Ale "ciche" embargo na dostawy najnowszego sprzętu wojskowego, a także zużycie i zniszczenie przez Rosjan ogromnych zapasów amunicji, odniosły skutek po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji rosyjskiej. Do tego dodać należy problemy ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego, który nie potrafił sobie poradzić nie tylko z produkcją nowoczesnego sprzętu artyleryjskiego, ale i podwozi do starzejących się wyrzutni rakietowych czy prostych, wydawałoby się, moździerzy.

Do 24 lutego 2022 r. zmieniło się wiele. Wojna o Donbas doprowadziła do znacznej rozbudowy ukraińskich WRiA. Na początku 2022 r. w Zbrojnych Siłach Ukrainy było już osiem samodzielnych brygad artylerii (SBA), dwie brygady artylerii rakietowej (BAR), brygada rakiet (BR) oraz dwa pułki artylerii rakietowej (PAR), z czego 10 brygad i pułk znajdowało się w składzie Wojsk Lądowych, a SBA i PAR – w składzie Sił Morskich. SBA miały różną strukturę, ale tylko dwie dysponowały działami samobieżnymi (26. BA – 152 mm 2S19 Msta i 152 mm 2S5 Hiacynt, a 43. SBA – 203 mm 2S7 Pion). Pozostałe brygady posiadały ciągnione 152 mm armaty 2A36 Hiacynt-B i haubicoarmaty 2A65 Msta-B. Ponadto każda brygada miała etatowy dywizjon przeciwpancerny wyposażony w 12 egzemplarzy 100 mm armat ppanc. MT-12 Rapira i 6 sztuk samobieżnych wyrzutni ppk 9P149 Szturm-S. 19. BR wyposażona była w wyrzutnie rakiet 9K79-1 Toczka-U (raczej 12 niż 24 egzemplarze), 15. PAR i 107. BAR – w 300 mm wyrzutnie BM-30 (9A52) Smiercz/Wilcha, a 27. BAR i 32. PAR – w 220 mm wyrzutnie BM-27 (9P140) Uragan/Burewij.

Z powodu braku w armii ukraińskiej szczebla dywizyjnego, brygady kadrowe posiadały silną brygadową grupę artylerii (BGA, praktycznie – pułk) o zasięgu ognia do 24 km. W brygadach pancernych etatowo znajdowały się dwa dywizjony artylerii samobieżnej (122 mm 2S1 Goździk i 152 mm 2S3 Akacja) i jeden dywizjon artylerii rakietowej 122 mm BM-21 Grad. Brygady zmechanizowane miały podobną artylerię oraz dywizjon przeciwpancerny (o takim samym składzie jak w SBA). BGA brygad górsko-szturmowych dysponowały dywizjonem artylerii haubic (152 mm D-20 lub 122 mm D-30), dywizjonem artylerii samobieżnej 2S1 (tylko 10. SBGór.-Szturm.), dywizjonem artylerii rakietowej BM-21 i przeciwpancernym. Natomiast brygady piechoty zmotoryzowanej posiadały etatowo dywizjon haubic (D-20), baterię BM-21 (lub jej ukraińskie modernizacje Werba i Bastion) oraz dywizjon przeciwpancerny. Niestety – sprzętu zabrakło już dla brygad OT i kolejnych jednostek odwodowych... Według szacunków, jakie zamieściliśmy w naszej książce o WRiA Ukrainy, oceniam, że na początku wojny dysponowały one około 46-47 dywizjonami artylerii samobieżnej, 35-37 dywizjonami artylerii ciągnionej, 33-36 dywizjonami artylerii rakietowej i 3 dywizjonami rakiet, a także 30 dywizjonami artylerii przeciwpancernej.

Jak obecnie wygląda kwestia ukraińskich jednostek artyleryjskich? Czy rzeczywiście nastąpił znaczny stopień wymiany sprzętu na NATO-wski? Czy może wyrównuje się on procentowo z dalej przekazywaną artylerią postsowiecką?

Wojna zmienia wszystko. Wojny ostatniego stulecia pokazują, że armie nigdy nie kończą ich z takim sprzętem, z jakim je rozpoczynały. Tak samo jest z WRiA Ukrainy. Być może sprzęt poradziecki dalej stanowiłby podstawę ukraińskiej artylerii, ale... zabrakło amunicji. Ukraina bowiem nie produkowała jej (!) i praktycznie żyła z zapasów pozostawionych przez ZSRR. Sytuacja zmieniła się radykalnie po kampanii kijowskiej, gdy rozpoczęły się zacięte walki o Siewierodonieck i Lisiczańsk. Tam po prostu skończyła się poradziecka amunicja, zwłaszcza 152 i 122 mm, zapasy rakiet Toczka oraz amunicja rakietowa do Uraganów, Smierczy i ich ukraińskich modernizacji. Sytuację uratowały dostawy dużych ilości sprzętu zachodniego (przede wszystkim szybki przerzut już w kwietniu 2022 r. 90 amerykańskich 155 mm haubicoarmat ciągnionych M777) oraz poradzieckiego (tożsamego z używanym przez Ukraińców) wraz z zapasami amunicji.

Dlatego SZU mogły sobie pozwolić na wycofanie z istniejących Samodzielnych Brygad Artylerii 152 mm dział ciągnionych i przekazanie ich do nowoformowanych Samodzielnych Brygad Artylerii i Brygad Samodzielnych Brygad Zmechanizowanych. Także w BR i SBR/PAR wyrzutnie rakiet i dalekonośne wyrzutnie rakietowe zastąpiono stopniowo systemami HIMARS i MLRS. Przy czym warto podkreślić, że 15. Pułk Artylerii Rakietowej rozwiązano z braku sprzętu i amunicji do systemów Smiercz, a na jej bazie powstała 15. Samodzielna Brygada Rozpoznania Artyleryjskiego (SBRA), którą wyposażono w nowoczesne systemy rozpoznania, zarówno bezpilotowe statki powietrzne, jak i stacje radiolokacyjne. Brygady artylerii otrzymały sprzęt najnowocześniejszy: 155 mm ahs Krab (26. SBA), PzH 2000 (26., potem 43. SBA) i CAESAR-y (55. SBA), ale większość z nich otrzymała 155 mm haubicoarmaty ciągnione M777, FH-70 i Tr F1 (40., 44., 45., 55. i 406. SBA). Do brygad pancernych, zmechanizowanych i górsko-szturmowych zaczęły napływać starsze typy uzbrojenia artyleryjskiego z Zachodu, przede wszystkim różne wersje M109 z lufami L/39, ale też Zuzany 2 z lufami L/52 i doskonale nam znane 152 mm ahs DANA. Ponadto niektóre brygady doposażono w wyrzutnie rakietowe RM-70/RM-70 Vampire. Ciekawie wygląda też sytuacja w Wojskach Desantowo-Szturmowych (WD-Sz.), które oddały brygadom specjalnym i szturmowym swoje 122 mm haubice D-30 i zamieniły je na zachodnie 105 mm haubice L119/M119.

Z kolei brygady nowo formowane otrzymywały początkowo sprzęt wycofywany ze starych Samodzielnych Brygad Artylerii, brygad zmechanizow., SBPanc. i brygad WD-Sz., który w miarę napływu zastępowany jest sprzętem z Zachodu. Dziś są to przede wszystkim M109A6 Paladin i brytyjskie AS-90, których dostarcza się coraz więcej, ale są też zapowiedzi wysłania szwedzkich Archerów czy tureckich Fırtın. Na koniec ubiegłego roku szacowałem, że Ukraina mogła otrzymać ponad 300 dział ciągnionych o kalibrach od 105 do 155 mm, 350 dział samobieżnych i 148 wyrzutni rakietowych (w tym ok. 40 HIMARS/MLRS). W sumie dawało to około 900 systemów artyleryjskich. Dziś ta liczba grubo przekracza 1 500 egz. Podobnie proces ten wygląda w kwestii moździerzy. Ten proces zastępowania poradzieckiego uzbrojenia artyleryjskiego sprzętem zachodnim jest więc stopniowy i nieodwracalny.

Co lepiej sprawdza się na ukraińskich stepach: systemy artyleryjskie na kołach czy gąsienicach? A może oba typy dobrze się uzupełniają?

A widział Pan jakikolwiek sprzęt dobrze radzący sobie w okresie rasputicy? No, może MT-LB... (śmiech). Moim zdaniem każda armia powinna mieć zróżnicowany sprzęt artyleryjski, dostosowany do potrzeb, sposobu walki i terenu. Ponieważ wszystko poznaje się przez porównanie, podam przykład. Co jest lepsze: nasz Rak czy moździerz na M113, a może 120 mm moździerz ciągniony? Rak jest super, jak działa w takim terenie jak na poligonie w Toruniu, zaś M113 lepiej poradzi sobie w błocie. Ale czy któryś z nich sprawdzi się w Awdijewce lub w Bachmucie? Nie! Użycie Raków czy M113 w zniszczonym mieście skończy się tak, jak wyglądało użycie w 1945 r. w Berlinie T-34 i SU-76. Za to stary, dobry 120 lub 82 mm moździerz ciągniony ukryty za stertą gruzu jest tam na wagę złota!

Tak więc uważam, że SZU same wyciągną należyte wnioski i zdecydują, jaki sprzęt będą chciały mieć. Czy będą go miały? Niestety zakładam, że nie, bo nie pozwoli na to stan budżetu zniszczonego kraju... Tak więc początkowo wybiorą rozwiązania kompromisowe, o czym też musimy pamiętać.

defence24.pl

czwartek, 27 lipca 2023


Siły ukraińskie rozpoczęły znaczącą zmechanizowaną kontrofensywę w zachodnim obwodzie zaporoskim 26 lipca i wydaje się, że przedarły się przez niektóre wcześniej przygotowane rosyjskie pozycje obronne na południe od Orichowa. Źródła rosyjskie, w tym rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) i kilku wybitnych blogerów, twierdziło, że siły ukraińskie przypuściły intensywny frontalny atak na Robotyne (10 km na południe od Orichowa) i przedarły się przez rosyjskie pozycje obronne na północny wschód od osady. Nagranie z geolokalizacji wskazuje, że siły ukraińskie prawdopodobnie zbliżyły się do 2,5 km bezpośrednio na wschód od Robotyne podczas ataku, zanim siły rosyjskie zastosowały standardową doktrynalną elastyczną taktykę obrony i nieco odepchnęły ukraińskie wojska, choć nie do końca z powrotem na pozycje wyjściowe.

Źródła rosyjskie podały wiele rozbieżnych twierdzeń co do skali ataku i wynikających z niego strat ukraińskich, wskazując, że rzeczywiste wyniki i straty ukraińskie pozostają niejasne. Rosyjskie MON twierdziło, że maksymalnie trzy bataliony brały udział w „masowym szturmie” w pobliżu Orichowa, ale ISW nie zaobserwowało jeszcze wizualnych dowodów sugerujących, że w ataku brała udział tak duża liczba personelu (pełna brygada). Jeden z wybitnych rosyjskich blogerów twierdził, że siły ukraińskie używały ponad 80 pojazdów opancerzonych, a inni, bardziej konserwatywni, twierdzili, że liczba ta była bliższa między 30 a 40. Różni rosyjscy blogerzy dodatkowo podawali rozbieżne twierdzenia na temat liczby zniszczonych rosyjskich pojazdów opancerzonych. ISW nie zaobserwowało jeszcze dużej liczby anomalii cieplnych z czujników NASA FIRMS / VIIRs w tym obszarze linii frontu, które w przeszłości towarzyszyły dużym, zmechanizowanym pchnięciom. Brak porozumienia między kilkoma czołowymi rosyjskimi źródłami, które generalnie przedstawiały bardziej spójne twierdzenia na temat rozmiarów i strat wynikających z poprzednich ataków ukraińskich, wskazuje, że sytuacja pozostaje mniej niż jasna i że siły ukraińskie mogły odnieść większe sukcesy niż oceniali rosyjscy komentatorzy.

Geometria pola bitwy wokół Robotyne, a także skład sił broniących się tam rosyjskich elementów, nadają ważny kolor spekulacjom dotyczącym ukraińskiego ataku i zdobyczy. Geolokalizowane nagranie z 27 lipca pokazuje dwa ukraińskie bojowe wozy piechoty Bradley i czołg T-72 albo unieruchomiony, albo porzucony około 2,5 km na wschód od Robotyne, czyli punktu położonego około 2,5 km na południe od obecnej linii frontu. Ten geolokalizowany punkt znajduje się poza najbardziej wysuniętymi do przodu wcześniej przygotowanymi rosyjskimi fortyfikacjami obronnymi na tym obszarze, co wskazuje, że siłom ukraińskim udało się spenetrować i przedrzeć przez trudne taktycznie pozycje obronne. Tego rodzaju bitwa penetracyjna będzie jedną z najtrudniejszych rzeczy do wykonania dla sił ukraińskich w dążeniu do głębszych penetracji, jak wcześniej oceniało ISW. Linie obronne, które biegną dalej na południe od Robotyne, są prawdopodobnie mniej obsadzone niż te najbardziej wysunięte do przodu pozycje, biorąc pod uwagę, że siły rosyjskie prawdopodobnie musiały zaangażować znaczną część dostępnych sił do obsadzenia pierwszej linii pozycji obronnych na północy i wschodzie Robotyne.

Wydaje się, że Ukraińcy skierowali do tego obszaru nowe siły w celu przeprowadzenia operacji, podczas gdy siły rosyjskie pozostają przygwożdżone do linii najwyraźniej bez rotacji, odciążenia lub znaczącego wzmocnienia w tym sektorze. Rosyjscy blogerzy i anonimowi urzędnicy Pentagonu dodatkowo zauważyli, że ukraińskie jednostki, które brały udział w ataku 26 lipca, to rezerwy należące do starszych i bardziej ugruntowanych ukraińskich brygad. Z doniesień tych wynika, że ​​Ukraina może teraz wykorzystywać w walce nowe i generalnie bardziej doświadczone jednostki, podczas gdy te same pododdziały rosyjskiej 58 Armii Połączonej Armii (zwłaszcza 71. Pułk Strzelców Zmotoryzowanych 42.) są w tym rejonie nieprzerwanie od początku ukraińskiej kontrofensywy na początku czerwca, bez odsieczy. Wprowadzenie do działań nowych ukraińskich rezerw, wraz z geometrią rosyjskich linii obronnych i prawdopodobnym ogólnym pogorszeniem stanu sił rosyjskich w tym rejonie, może pozwolić Ukrainie na rozpoczęcie w nadchodzących tygodniach skuteczniejszych ataków na południe od Orichowa.

(...)

Zachodni urzędnicy bezskutecznie podnoszą oczekiwania co do szybkich i dramatycznych postępów Ukrainy, którym siły ukraińskie raczej nie będą w stanie sprostać, a także przedstawiają prognozy dotyczące prawdopodobnych ukraińskich dróg natarcia, które prawdopodobnie nie powinny były być udostępniane publicznie. ISW nadal ocenia, że ​​siły ukraińskie mogą osiągnąć znaczne korzyści w swoich operacjach kontrofensywnych, ale takie zyski prawdopodobnie będą występować przez długi czas i przeplatane okresami zastojów oraz okresami wolniejszych i ostrzejszych wysiłków, gdy Ukraińcy przechodzą do kolejnej rosyjskiej obrony linie i same wymagają odciążenia i rotacji.

(...)

Rosja wciąż szuka sposobów, by przypomnieć Armenii i Azerbejdżanowi, że wojskowa i dyplomatyczna obecność Moskwy na Kaukazie Południowym jest konieczna. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow, minister spraw zagranicznych Armenii Ararat Mirzojan i minister spraw zagranicznych Azerbejdżanu Jeyhun Bayramov spotkali się w Moskwie na dwustronnych i trójstronnych negocjacjach dotyczących Górskiego Karabachu 25 lipca. Ławrow zachowywał ostrożną równowagę między mediatorem a uczestnikiem podczas trójstronnych negocjacji, sygnalizując poparcie Rosji dla różnych stanowisk Armenii i Azerbejdżanu, jednocześnie nadal opóźniając wszelkie rzeczywiste dyskusje na temat długoterminowego, skutecznego porozumienia pokojowego. Związany z Kremlem rosyjski blogger podkreślił, że asystent został przyłapany na mikrofonie na żywo, prawdopodobnie celowo, mówiąc Ławrowowi, aby nie nazywał Górskiego Karabachu „byłym Górskim Karabachskim Obwodem Autonomicznym”, ponieważ Azerbejdżanie by tego nie docenili. Milblogger zauważył, że była to prosta, ale skuteczna taktyka manipulacji, która zasygnalizowała Armenii rosyjskie pragnienie zadowolenia Azerbejdżanu. Ławrowowi udało się również zaspokoić potrzeby Armenii, podkreślając znaczenie „bezpośredniego dialogu między Stepanakertem a Baku” oraz „zagwarantowania praw i bezpieczeństwa Ormianom z Górskiego Karabachu”, wspierając najnowszą retorykę premiera Armenii Nikola Paszyniana w tych kwestiach. Prawdopodobnie Ławrow uzyskał także zgodę Azerbejdżanu na wysłanie przez armeński rząd 400 ton pomocy humanitarnej do mieszkańców Górskiego Karabachu za pośrednictwem rosyjskich sił pokojowych podczas trójstronnych negocjacji 25 lipca.

(...)

Wybitny bloger związany z Kremlem wyraził niedowierzanie, że Stany Zjednoczone nie dostarczyły jeszcze Ukrainie myśliwców F-16 i nie oceniły rosyjskiego odstraszania ani dynamiki cyklu eskalacji jako czynnika. Milblogger wyraził zdziwienie brakiem postępów Zachodu w przekazywaniu Ukrainie F-16, stwierdzając, że „nie jest do końca jasne, dlaczego Waszyngton się ociąga”. Milblogger przedstawił obszernie kilka hipotez i potencjalnych wyjaśnień braku postępów w zatwierdzeniu ostatecznej polityki przekazania Ukrainie F-16. Milblogger w szczególności nie umieścił groźby rosyjskiej eskalacji nuklearnej ani innych czynników odstraszających na swojej liście hipotez wyjaśniających, dlaczego zachodni decydenci nie wysłali jeszcze myśliwców na Ukrainę. ISW nadal ocenia, że ​​ryzyko eskalacji nuklearnej pozostaje bardzo niskie.

(...)

Siły rosyjskie kontynuowały operacje ofensywne w pobliżu Svatove i poczyniły deklarowane postępy 26 lipca. Źródła rosyjskie twierdziły, że elementy rosyjskiego 7. Pułku Strzelców Zmotoryzowanych (11. Korpus Armijny Floty Bałtyckiej) przeprowadziły udane operacje ofensywne w kierunku Kuzemivka (13 km na północny zachód od Svatove). Rosyjskie MON twierdziło, że pododdziały rosyjskiej 15. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych (2. Armii Połączonej, Centralny Okręg Wojskowy) kontynuowały działania ofensywne w pobliżu Serhijówki (12 km na południowy zachód od Swatowe) i posuwały się wzdłuż frontu o szerokości trzech kilometrów na głębokość 2700 metrów w okolicy. Niektóre źródła rosyjskie twierdziły, że siły rosyjskie zajęły Nadiię (16 km na zachód od Svatove), podczas gdy inny bloger twierdził, że bitwy pozycyjne trwają na linii Nadiia-Nowojehoriwka (15 km na południowy zachód od Svatove) i że nie ma potwierdzenia, że ​​siły rosyjskie zajęły Nadiię. ISW nie zaobserwowało wizualnego potwierdzenia sugerującego, że siły rosyjskie zdobyły Nadiię. Ukraiński Sztab Generalny poinformował również, że siły rosyjskie przeprowadziły nieudane operacje ofensywne na południe od Nowoseliwskiego (14 km na północny zachód od Swatowego).

Siły rosyjskie kontynuowały operacje ofensywne w pobliżu Kreminnej i 26 lipca osiągnęły zyski. Nagranie z geolokalizacji opublikowane 25 lipca pokazuje, że siły rosyjskie posuwały się na południe od Dibrowej (7 km na południowy zachód od Kreminnej). Rosyjski bloger twierdził, że siły rosyjskie posuwały się na zachód w rejonie lasu Serebryanske (10 km na południowy zachód od Kreminnej) i że siły rosyjskie zaatakowały siły ukraińskie z Szypyłówki (9,5 km na południowy wschód od Kreminnej) w kierunku Biłohoriwki (12 km na południe od Kreminnej). ​​Rosyjski bloger twierdził, że walki pozycyjne toczą się w pobliżu wąwozu Żurawka Bałka (na północny zachód od Kreminnej) i półki Torske (15 km na zachód od Kreminnej). 

understandingwar.org

środa, 26 lipca 2023


Jednym z rezultatów Kurska była również instytucjonalna transformacja Armii Czerwonej, która początkowo była maczugą, by z czasem stać się – może nie rapierem – ale na pewno kataną. Rosyjscy dowódcy uczyli się koordynowania działań na poziomie teatrów wojennych oraz poruszania się bez nieplanowanych przerw i przystanków typowych dla sowieckich ofensyw przed Kurskiem.

Amerykańskie jeepy przekazane na mocy umowy lend and lease ułatwiały komunikację; amerykańskie dwuipółtonowe ciężarówki pokazały, na czym polega niezawodność w zaopatrzeniu. Współpraca lotnictwa i sił lądowych cały czas się polepszała, podobnie jak celność ognia artyleryjskiego. Do nadrobienia było jednak bardzo dużo, dlatego zachodnie standardy ciągle wydawały się nieosiągalne. Niemniej w 1944 roku armat, katiusz i samolotów szturmowych Ił-2 było wystarczająco dużo, by minimalna wydajność okazała się wystarczająca.

Pod względem technicznym znacząco rozwinęły się przede wszystkim siły pancerne. W kwietniu 1943 roku do służby trafiły T-34 z mocniejszymi działami. Armata kaliber 85 mm na polu bitwy pozwalała im konkurować z panterami i tygrysami, groźnym przeciwnikiem niemieckich maszyn stał się również ciężki czołg IS-2. Opatrzony inicjałami Józefa Stalina czołg był wyposażony w działo kaliber 122 mm, najcięższą armatę czołgową II wojny światowej. Pojawiła się nowa generacja dział szturmowych z armatami kaliber 122 mm i 152 mm, zamontowanymi na kadłubach czołgów. Pierwszy raz użyto ich pod Kurskiem – szybko przylgnęło do nich określenie zwierboj, czyli „łowca zwierząt”. Do 8 maja 1945 roku ich łupem padło wiele tygrysów i panter.

W wielu opracowaniach znaczenie sił zmechanizowanych Armii Czerwonej w latach 1944–1945 przysłania fakt, że pod względem doktrynalnym główną bronią pozostawała jednak piechota. Taktyka połączonych broni, zmasowany ostrzał artyleryjski, bezpośrednie wsparcie lotnicze – wszystkie one wyrastały z potrzeb piechoty. Jeszcze pod koniec 1943 roku tylko mniej więcej trzysta tysięcy z czterech milionów żołnierzy sił lądowych służyło w formacjach mobilnych. Pod względem technologicznym piechota pozostawała daleko w tyle za czołgistami, artylerzystami i lotnikami.

Masowe straty z lat 1941–1943 zmienił również sposób tworzenia jednostek piechoty. Około miliona więźniów gułagów zostało wcielonych do armii. Kurczące się szeregi Rosjan skłaniały do szukania uzupełnień w sowieckiej części Azji i podbitych regionach na zachodzie kraju. Polityczna prawowierność takich rekrutów bywała kwestionowana z powodów rasowych w przypadku Azjatów i z obawy przed faszystowskimi wpływami wśród Ukraińców i Białorusinów. Pewien zrozpaczony kapitan biadał: „Nie wiedzą zupełnie nic o walce, dyscyplinie wojskowej, prawdziwym duchu żołnierskim”. W latach 1944–1945 piechota Armii Czerwonej nie tylko „sprzątała” po czołgach. Pod koniec wojny, zwłaszcza w czasie walk na ulicach Wiednia, Berlina i dziesiątek innych miast Trzeciej Rzeszy, jej żołnierze byli przeciwnikami bardziej zdeterminowanymi i groźniejszymi niż piechurzy brytyjscy czy amerykańscy.

Kolejny przełom wynikający z bitwy pod Kurskiem wiązał się z determinacją. Bodaj od średniowiecza wojny prowadzone na Zachodzie powodowały kształtowanie się kultury przystosowania, niepogarszania spraw bardziej niż to konieczne. Od zasady tej częściej odstępowano, niż jej przestrzegano, lecz wciąż na nowo powracała, nawet w trakcie wojen domowych i powstań, czy to wśród zawodowych żołnierzy, czy naprędce umundurowanych cywilów. Od pierwszych dni operacji „Barbarossa” postępowanie Niemców na froncie i na tyłach otwarcie zaprzeczało owej kulturze przystosowania, nawet na najbardziej podstawowym poziomie. Pod Prochorowką czołgista z Dywizji „Leibstandarte” zauważył, że sowiecki żołnierz walczył dzielnie, ale wzięty do niewoli „trząsł się jak mysz”. Bez cienia ironii ten sam czołgista opisał grupę jeńców, czterdziesto- albo pięćdziesięcioosobową, idącą na tyły pod strażą jednego tylko żołnierza Waffen SS. „Zapytaliśmy go, czy się nie boi. »Bać się?« – odpowiedział pytaniem na pytanie. – »Popatrzcie«. Strażnik powiedział coś po rosyjsku. Dwóch jeńców wypadło z szyku. „Esesman puścił im w brzuch serię z pistoletu maszynowego i zawołał: »No i widzicie, jak bardzo się boję«”.

Rosyjscy żołnierze wywodzili się ze społeczeństwa i kultury, gdzie znoszenie i zadawanie bólu było na porządku dziennym. Ćwierć wieku sowieckich rządów zinstytucjonalizowało i uwiarygodniło tę mentalność, doprowadzając ją do pewnego wyrafinowania. 10 lipca samobieżne działo przeciwpancerne Dywizji „Leibstandarte” zniknęło w lesie. Jego czteroosobowa załoga została pojmana. Rosjanie kazali każdemu Niemcowi powiedzieć, ile ma lat. Najmłodszego oszczędzili, a pozostałych trzech zastrzelili.

Często wskazuje się, że po Kursku brutalność obu stron uległa zmianie i stała się powszechna. Z sowieckiej perspektywy wojna była – jak ujął to Stalin – „sprawiedliwą i patriotyczną wojną wyzwoleńczą”. Niezależnie od złożonych początków konfliktu nie pytano, kto kogo zaatakował 22 czerwca 1941 roku, podobnie jak nie można było przypisać Amerykanom ataku na japońską flotę w porcie 7 grudnia 1941 roku. Narrację samoobrony wzmacniały opowieści o niemieckim barbarzyństwie. W Armii Czerwonej znali je wszyscy, powtarzano je podczas posiedzeń politycznych, na stronach gazet i w audycjach radiowych; zachęcano do zapamiętywania zauważonych aktów okrucieństwa i odpłacania za nie. Tym, którzy potrzebowali namacalnych dowodów, dostarczały ich Ukraina i Białoruś – zdewastowane w stopniu zaskakującym nawet dla tych, którzy przeżyli wielki głód. Przepustki i urlopy należały do rzadkości. Jeżeli ktoś trafił na front, to już tam zostawał. Listy dochodziły od przypadku do przypadku, a wspomnienia blakły. Horyzonty i oczekiwania sowieckich żołnierzy kurczyły się w miarę trwania wojny. Im bliżej granic Trzeciej Rzeszy była Armia Czerwona, tym wyraźniejszy stawał się charakterystyczny dla jej żołnierzy mem. Jego podstawę stanowiła wściekłość na Niemców, którzy zaatakowali i ograbili Związek Sowiecki, choć ich poziom życia był nieporównanie wyższy. Jego matrycą było poczucie niczym nieskrępowanego triumfu. „To było cudowne życie – wspominał pewien porucznik – […] łupy, wódka, brandy, dziewczyny na każdym kroku”. Zakres owego poczucia triumfu był szeroki. Cywil czy żołnierz, Niemiec czy robotnik zmuszony do pracy – nie miało to w zasadzie znaczenia. Gwałty, pobicia, zabójstwa, deportacje nie były przypadkowe. Stanowiły ostateczną, powszechną i bezpośrednią manifestację wojny totalnej.

Niemcy także przeszli transformację pod względem moralności i zachowania. Od 1941 roku w kulturze frontowej wykształciło się połączenie oportunizmu z obojętnością, zakorzenione we wzorcu twardości. Twardość to nie okrucieństwo czy fanatyzm. Najlepiej rozumieć ją jako inteligencję nastawioną na cel, który trzeba osiągnąć, i to niezależnie od kosztów. To nastawienie umysłu, dzięki któremu mógł zaistnieć przede wszystkim brutalny oportunizm, będący trwałym aspektem wojny.

Po Kursku, gdy rozpoczął się wielki odwrót, twardość, opisywana wcześniej jako centralny element kultury frontowej Wehrmachtu, legła u podstaw szerzej pojmowanej misji o charakterze moralnym i wojskowym. Niemieccy żołnierze uważali, że bronią zachodniej cywilizacji, niemieckiego narodu, a nie tylko własnych domów przed – jak ujął to Hoth w jednej ze swych notatek – „azjatyckim sposobem myślenia i prymitywnymi instynktami”, rozniecanymi i wzmacnianymi przez żydowsko-bolszewickich intelektualistów. Na Zachodzie przeciwnicy nazistowskiego reżimu mogli mówić o porzuceniu walki i otwarciu frontu. Na Wschodzie walka toczyła się do ostatnich dni, a nierzadko również po oficjalnym zakończeniu wojny.

Wojna przybiera dwie podstawowe formy. Jedna to zestawianie mocnych i słabych stron w decydujących momentach. Druga to próba sił i woli, walka na wyczerpanie. Bitwa pod Kurskiem była dla frontu wschodniego punktem przełomowym, po którym nie było już odwrotu.

Dennis E. Showalter - Pancerz i krew

wtorek, 25 lipca 2023


Rosjanie przeprowadzili kolejne ataki na rejon Odessy. 24 lipca celem dronów kamikadze Shahed-136 był port Reni u ujścia Dunaju, położony przy granicy z Rumunią i Mołdawią (w momencie ataku znajdowało się w nim sześć rumuńskich statków). Zniszczeniu uległy m.in. trzy magazyny zboża, a siedem osób zostało rannych. Według władz miasta Reni port zaatakowało 15 dronów, a odeska administracja wojskowa informowała, że trzy zestrzelono. 23 lipca po północy agresor miał użyć do ataku na Odessę i okolice łącznie 19 rakiet (17 pocisków manewrujących – po 5 Oniks i Iskander-K, 4 Kalibr i 3 Ch-22 – oraz 2 rakiety balistyczne Iskander-M), z których obrońcy deklarowali zestrzelenie 9 (wszystkich Iskander-K i Kalibr). Najprawdopodobniej odłamki rosyjskich rakiet i/lub pocisków ukraińskiej obrony powietrznej spadły na zabytkowe centrum miasta, uszkadzając – zależnie od źródeł – od 25 do 29 obiektów, w tym Sobór Przemienienia Pańskiego (Spaso-Preobrażeński). Zginęła jedna osoba, a ok. 20 zostało rannych. Strona ukraińska sugerowała możliwość uderzenia w centrum Odessy jednej z rakiet Ch-22, wskazując na nieprecyzyjność tego typu pocisków – zbyt mała skala zniszczeń i ich rozproszenie wykluczają jednak, by doszło tam do ataku z tej broni. 21 lipca siedem rosyjskich rakiet uderzyło w infrastrukturę w Białogrodzie nad Dniestrem (ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych informowało o wykorzystaniu przez agresora czterech pocisków manewrujących Oniks „gdzieś na południe od centrum obwodu”).

22 lipca celami rosyjskich rakiet z systemów S-300 były Kramatorsk i Konstantynówka oraz Błahodatiwka w rejonie Kupiańska (ukraiński Sztab Generalny potwierdził cztery uderzenia rakietowe), a 23 lipca – Zaporoże i jego okolice (tam również miały spaść cztery rakiety). 24 lipca Sztab Generalny powiadomił o jednym ataku rakietowym, lecz nie podał żadnych szczegółów. 22 lipca drony Shahed-136/131 zaatakowały obwód kirowohradzki, a do eksplozji miało dojść w Kropywnyckim. Ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych deklarowało jednak zestrzelenie wszystkich pięciu użytych przez agresora dronów. 25 lipca celami kolejnych ataków za pomocą dronów kamikadze były Kijów (administracja lokalna tradycyjnie poinformowała, że wszystkie zneutralizowano) oraz obwody czerkaski i żytomierski – w tym ostatnim doszło do zniszczenia obiektu infrastruktury. Według Dowództwa Sił Powietrznych obrońcy zestrzelili pięć z 10 użytych przez Rosjan bezzałogowców.

22 lipca Ukraińcy zaatakowali skład paliwa i amunicji w rejonie miejscowości Oktiabrśke na okupowanym Krymie. Do przeprowadzenia operacji wykorzystano – w zależności od źródeł – albo drony, albo pociski manewrujące Storm Shadow/SCALP. Dwa dni później celem ataku ukraińskich dronów był m.in. magazyn amunicji w rejonie miasta Dżankoj (łącznie 24 lipca Ukraińcy mieli użyć w ataku na Krym 17 dronów). Lokalne władze zarządziły ewakuację ludności w strefie 5 km od magazynu, a ponadto na kilka godzin wstrzymano ruch trasą drogową i kolejową na odcinku Dżankoj–Symferopol. 24 lipca nad ranem celem kolejnego ataku z wykorzystaniem dronów miała być też Moskwa.

Siły ukraińskie wyparły Rosjan z części pozycji na południowy zachód od Bachmutu, pomiędzy kanałem Doniec–Donbas a Kliszczijiwką (według niektórych źródeł Ukraińcy zajęli zachodnie obrzeża tej miejscowości) i Andrijiwką. Nie przyniosły natomiast rezultatu ani rosyjskie kontrataki w tym rejonie, ani kolejne próby natarcia na południowy zachód od Bachmutu, w okolicy Awdijiwki i Marjinki. Do znaczących zmian nie doprowadziły także ataki obu stron na zachód od Kreminnej oraz w rejonach rosyjskich przyczółków na zachodnim brzegu rzeki Żerebeć na pograniczu obwodów ługańskiego i charkowskiego. Niepowodzeniem zakończyły się również kolejne ukraińskie ataki i rosyjskie kontrataki na południu, niemniej 25 lipca ukraiński Sztab Generalny poinformował o sukcesie w kierunku miejscowości Staromajorśke na południe od Wełykiej Nowosiłki. 24 lipca wiceminister obrony Hanna Malar podsumowała postępy działań ukraińskich w minionym tygodniu. Na południu obrońcy mieli odzyskać kolejnych 12 km2 terenu, a w rejonie Bachmutu – 4 km2. Zwiększyło to wyzwolony od rozpoczęcia kontrofensywy obszar do odpowiednio 192 km2 i 35 km2.

(...)

21 lipca prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował o rozpoczęciu kompleksowej kontroli pracy komisji wojskowych pod kątem ujawnienia przypadków korupcji. Zaangażowanie głowy państwa to reakcja na skandal w Odessie, gdzie 22 lipca zatrzymano szefa komisji wojskowej Jewhena Borysowa. Państwowe Biuro Śledcze postawiło mu zarzut przyjęcia korzyści finansowej w wysokości 188 mln hrywien (ok. 5 mln dolarów), m.in. za wystawianie dokumentów zwalniających ze służby wojskowej. Szef Narodowej Agencji ds. Zapobiegania Korupcji Ołeksandr Nowikow zapowiedział, że kontrole obejmą nie tylko szefów komisji wojskowych, lecz także ich rodziny.

24 lipca prezydent Władimir Putin podpisał zmiany do ustawy „O obowiązku wojskowym i służbie wojskowej” – podnoszą one górną granicę wieku przebywania w rezerwie Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, a tym samym mają zagwarantować zwiększenie potencjału mobilizacyjnego. Podwyższenie granicy wieku dotyczy obywateli posiadających stopnie szeregowego (z 35 do 40 lat), podoficera (z 45 do 50 lat) oraz chorążego (z 50 do 55 lat). Starsi oficerowie mają przebywać w rezerwie do 65. roku życia, a młodsi do 60. Dzień później rosyjski parlament uchwalił kolejną poprawkę do ustawy – ustalającą, że poborowi podlegają osoby od 18. do 30. roku życia (wcześniej do 27. r.ż.). Obie zmiany wejdą w życie 1 stycznia 2024 r. Zastrzeżono, że poborowi kończący w tym roku 27 lat zostaną przeniesieni do rezerwy i nie będą powoływani do służby wojskowej.

Komentarz

Kontynuowanie uderzeń na infrastrukturę przeładunkową w rejonie Odessy, jak również pierwsze ataki na ukraińskie porty dunajskie potwierdzają, że Rosja dąży do całkowitego uniemożliwienia Ukrainie wywozu zboża trasą morską. Pozbawienie Kijowa jedynej własnej drogi eksportu w pełni uzależniłoby Ukrainę od jej lądowych sąsiadów z UE. Po wycofaniu się z Czarnomorskiej Inicjatywy Zbożowej Moskwa dąży więc nie tylko do wywołania kolejnych utrudnień w funkcjonowaniu gospodarki Ukrainy, lecz także do pogłębienia niechęci do dalszego wspierania jej w państwach z nią sąsiadujących.

Zmian w ustawie „O obowiązku wojskowym i służbie wojskowej” nie należy traktować jako sposobu na natychmiastowe zwiększenie liczebności Sił Zbrojnych FR i tzw. innych wojsk – obie mają wejść w życie dopiero od początku przyszłego roku i być wprowadzane stopniowo do 2028 r. Są rezultatem przyspieszonych po wybuchu wojny prac nad dostosowaniem systemu ukompletowania do struktury społecznej, czego wcześniej nie traktowano priorytetowo. Podejmowane działania wskazują nie tylko na starzenie się społeczeństwa rosyjskiego, lecz także na przesuwanie się górnej granicy aktywności zawodowej (Rosja wpisuje się tu w ogólnoświatowy trend). W kontekście trwającej wojny Moskwa wciąż dysponuje znaczącymi zasobami mobilizacyjnymi, których wykorzystanie możliwe jest bez zmiany uwarunkowań prawnych.

Coraz większe problemy z uzupełnieniem stanów osobowych ma natomiast Kijów. Latem 2022 r. struktury sił obrony (obejmujące wszystkie ukraińskie formacje militarne) rozbudowano do rekordowego poziomu 1 mln żołnierzy (w tym 700 tys. w Siłach Zbrojnych Ukrainy). Utrzymanie tego stanu w dłuższej perspektywie może się jednak okazać niemożliwe, na co wskazują zarówno decyzja o kompleksowej kontroli komisji wojskowych, jak i ujawniane przypadki uchylających się od służby i starających się nielegalnie opuścić terytorium kraju.

osw.waw.pl

poniedziałek, 24 lipca 2023


Prezydent Rosji Władimir Putin ujawnił swoje ciągłe zaniepokojenie potencjalnymi zagrożeniami, jakie Grupa Wagnera i Jewgienij Prigożyn mogą stwarzać dla niego poprzez symbolikę i pozę podczas spotkania z prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką w Sankt Petersburgu w Rosji. Putin wykonał kilka znaczących symbolicznych gestów podczas spotkania z Łukaszenką 23 lipca, w celu zademonstrowania siły i pewności własnej supremacji nad petersburską frakcją sprzymierzoną z Prigożynem. Putin zabrał Łukaszenkę do Kronsztadu w Sankt Petersburgu – historycznie znaczącej twierdzy na wyspie, w której rosyjscy żołnierze i marynarze przeprowadzili słynne, nieudane powstanie antybolszewickie na początku 1921 r., które ostatecznie zostało stłumione przez rząd sowiecki. Putin i Łukaszenka zwiedzili Kronsztad z gubernatorem Petersburga Aleksandrem Biegłowem i młodszą córką rosyjskiego ministra obrony Siergieja Szojgu, Ksenią Szojgu. Zarówno Biegłow, jak i Szojgu są osobistymi wrogami Prigożyna, a publiczne spotkanie Putina z Begłowem, córką Szojgu, i Łukaszenką na historycznych podstawach nieudanego buntu w Kronsztadzie prawie na pewno miało zasygnalizować pokonanie przez Putina i jego lojalistów zbrojnej rebelii Prigożyna i petersburskich popleczników Prigożyna. Putin podjął również niezwykły wysiłek, aby podczas pobytu w Kronsztadzie sfotografować tłumy miejscowych obywateli Rosji, w tym dzieci, prawdopodobnie przedstawiając się jako popularny i lubiany przez Rosjan przywódca. Te symboliczne gesty wskazują, że Putin jest zaniepokojony swoją postrzeganą popularnością, bezpieczeństwem swojego reżimu i szeregiem frakcji rywalizujących o władzę na wysokich szczeblach rosyjskich rządów.

(...)

Putin i Łukaszenka zintensyfikowali także operacje informacyjne wymierzone w Zachód. Przywódcy wzmocnili swoje fałszywe twierdzenia, że ​​kontrofensywa Ukrainy nie powiodła się. Wysocy rangą przywódcy zachodni i ukraińscy – oraz ISW – nadal oceniają, że jest za wcześnie na ocenę ukraińskiej kontrofensywy, ponieważ Ukraina wciąż ma znaczne niezaangażowane przygotowane siły i zachowuje zdolność do przeprowadzania decydujących operacji w czasie i miejscu przez siebie wybranym. Łukaszenka i Putin powtórzyli też operację informacyjną o zagrożeniu dla Polski przez Grupę Wagnera. Nic nie wskazuje na to, że bojownicy Wagnera na Białorusi mają ciężką broń niezbędną do przeprowadzenia poważnej ofensywy przeciwko Ukrainie lub Polsce, ponieważ warunkiem porozumienia Putin-Łukaszenko-Prigożyn kończącego zbrojną rebelię było przekazanie przez Wagnera takiej broni rosyjskiemu Ministerstwu Obrony (MON). Zdjęcia firmy Maxar przedstawiające główną bazę Wagnera w Tsel, Asipovichy, zebrane 23 lipca wskazują, że pojazdy obecnie zaparkowane w obszarze składowania pojazdów i wokół niego to przede wszystkim setki samochodów, małych ciężarówek i około 35 naczep. Siły Wagnera na Białorusi nie stanowią zagrożenia militarnego dla Polski ani Ukrainy, jeśli o to chodzi, dopóki nie zostaną ponownie wyposażone w sprzęt zmechanizowany. Nawet wtedy nie stanowią znaczącego zagrożenia dla NATO.

(...)

Szef jednego z największych dostawców sprzętu monitorującego dla rosyjskich służb specjalnych zmarł 22 lipca. 22 lipca rosyjskie organy ścigania znalazły martwego szefa „IKS Holding” Antona Czerepennikowa w jego biurze, a później twierdziły, że Czerepennikow udusił się podczas sesji ksenonowej terapii gazowej. IKS Holding jest właścicielem twórcy systemu przechowywania danych YADRO, który rosyjskie władze mają wykorzystywać do monitorowania rosyjskich użytkowników internetu, oraz Citadel Group, która produkuje środki operacyjno-rozpoznawcze wykorzystywane przez rosyjskie służby specjalne do podsłuchiwania rozmów telefonicznych i monitorowania aktywności w internecie. 

(...)

Źródła rosyjskie mogą wyolbrzymiać rosyjskie zdobycze i ukraińską aktywność ofensywną wzdłuż linii Kupyansk-Svatove-Kreminna, aby przedstawiać trwające ukraińskie operacje kontrofensywne jako porażkę. ISW obserwowało niedawne rosyjskie twierdzenia o rosyjskich postępach na północny wschód od Kupyańsk, południowy zachód od Svatove i na zachód od Kreminnej, chociaż potwierdzające wizualne potwierdzenie tych twierdzeń nie zostało dołączone. Źródła rosyjskie wcześniej powieliły starszy materiał z 8 lipca, aby twierdzić, że siły rosyjskie posuwały się w pobliżu Torske, ale ISW nie zaobserwowało żadnego aktualnego wizualnego potwierdzenia tych twierdzeń.  Brytyjskie Ministerstwo Obrony (MON) poinformowało 23 lipca, że ​​siły rosyjskie celowo próbują przedstawiać marginalne zdobycze w obwodach ługańskim i charkowskim jako znaczące postępy taktyczne. Rosyjskie Ministerstwo Obrony i kilku wybranych milblogerów twierdziło, że w ostatnich tygodniach doszło do szeroko zakrojonej ukraińskiej kontrofensywy wzdłuż linii Kreminna-Svatove. Godny uwagi wysiłek ukraińskiej kontrofensywy w obwodzie ługańskim prawdopodobnie wywołałby poważną dyskusję wśród rosyjskich blogerów, czego ISW nie zauważył. Znaczące rosyjskie zdobycze w tym regionie wygenerowałyby również geolokalizacyjny materiał filmowy i inne potwierdzenia, których ISW również nie zaobserwowała.

understandingwar.org

Ukraińscy urzędnicy oświadczyli 22 lipca, że ​​prowadzona przez Ukrainę kampania przechwytująca rosyjskie cele wojskowe na tyłach skutecznie degraduje rosyjską logistykę i zdolności przeciwbateryjne, prawdopodobnie przyczyniając się do asymetrycznego gradientu ścierania na korzyść Ukrainy. Ukraiński szef Głównego Zarządu Wojsk Rakietowych i Artylerii oraz Systemów Bezzałogowych Sztabu Generalnego płk Serhij Baranow stwierdził 22 lipca, że ​​ukraińskie jednostki rakietowe i artyleryjskie odpowiadają za ok. 90 proc. rosyjskich strat. Baranow stwierdził, że ukraińskie jednostki rakietowe i artyleryjskie stworzyły „pięść ogniową” dalekiego zasięgu dzięki zachodnim precyzyjnym pociskom rakietowym i systemom artyleryjskim oraz że ukraińskie uderzenia są tak silne i celne, że siły rosyjskie nie mogą już prowadzić skutecznego ognia przeciwbateryjnego. Rzecznik ukraińskiego Południowego Dowództwa Operacyjnego, kapitan Nataliya Humenyuk, oświadczyła 22 lipca, że ​​ukraińskie ataki na skupiska rosyjskiej amunicji na głębokich tyłach powodują problemy logistyczne dla rosyjskiej armii. Humenyuk zauważyła, że trend ten znajduje odzwierciedlenie w zmniejszeniu rosyjskiego ostrzału w obwodzie chersońskim, co wskazuje, że siły rosyjskie doświadczają w tym rejonie „głodu pocisków”. Dowódca Ukraińskiej Taurydzkiej Grupy Sił, generał brygady Ołeksandr Tarnawski 13 lipca porównał kontrofensywę Ukrainy do boksu i stwierdził, że Ukraina zamierza „trzymać przeciwnika na dystans”, aby uniknąć walki w zwarciu, ponieważ Ukraina może skutecznie pokonać siły rosyjskie z dużej odległości, prawdopodobnie odnosząc się do ciągłej kampanii przechwytywania we wschodniej i południowej Ukrainie. 

understandingwar.org

niedziela, 23 lipca 2023


- Narracja, według której ukraińskie postępy są powolne z powodu niedostatecznych dostaw broni i amunicji z Zachodu, jest spłycaniem istoty problemu. Nie podzielają jej żołnierze, którzy walczą na froncie i z którymi rozmawialiśmy. Większy wpływ na niezdolność Ukraińców do przełamania rosyjskiej obrony ma to, że nie potrafią prowadzić złożonych działań ofensywnych na dużą skalę - pisze Franz-Stefan Gady, analityk wojskowości współpracujący między innymi z Międzynarodowym Instytutem Studiów Strategicznych (IISS).

(...)

Przez ostatnie półtora roku łatwo było się przyzwyczaić do myśli, że Rosjanie są głupi, nieudolni i nieelastyczni, a Ukraińcy walczą mądrze, sprawnie, z wielkim poświęceniem oraz innowacyjnie. Kolejne sukcesy wojska ukraińskiego i ciężkie straty rosyjskiego przez pierwszy rok wojny wydawały się to potwierdzać. To, co się dzieje teraz, jest jednak momentem otrzeźwienia. Ukraińcy nie są bogami wojny. Zwłaszcza kiedy przychodzi do prowadzenia działań ofensywnych na dużą skalę, a przeciwnik jest przygotowany i działa kompetentnie. - Ukraińskie wojsko udowodniło, że jest świetne w obronie. Jednak ofensywa to co innego - stwierdza w podkaście portalu "War on the Rocks" Michael Kofman, analityk z think-tank Carnegie Endowment.

- Postawmy jedną sprawę jasno. To, co widzieliśmy na początku czerwca, to była realna próba przeprowadzenia przez Ukraińców zdecydowanych uderzeń, przełamania frontu i szybkiego osiągnięcia celów strategicznych na Zaporożu - mówi w tym samym podkaście Rob Lee, analityk Instytutu Badań nad Polityką Międzynarodową (FPRI). Ukraińcy zaatakowali wówczas na kilku kierunkach, odnosząc bardzo umiarkowane sukcesy i ponosząc miejscami bolesne straty. Wówczas nie brakowało głosów, że to tylko testowanie i zwodzenie Rosjan, a główny akt ofensywy dopiero nastąpi. - To była pierwsza faza operacji i nie była ona udana. To nie oznacza, że ofensywa skończyła się porażką. Jednak pierwsza próba nie poszła zgodnie z planem - stwierdza Lee, a wszyscy trzej pozostali analitycy się z tym zgadzają. Ponieważ próby przełamania frontu nie wyszły, Ukraińcy nie zaangażowali reszty sił, które dalej mają w odwodzie i ciągle mogą je wykorzystać.

Dlaczego nie wyszły? Oczywiście tak jak wszyscy, analitycy podkreślają fakt, że Rosjanie bardzo dobrze przygotowali się do obrony. Postawili bardzo rozległe pola minowe, wykraczające poza to, co przewiduje standardowa doktryna. Do tego dobrze przygotowane umocnienia i sprawne operowanie dostępnymi siłami. Czwórka analityków zwraca jednak też uwagę na to, co jest opisywane rzadziej, czyli niedomagania samych Ukraińców. - To trudny temat, ale chodzi o poważne problemy ze strukturą oddziałów, koordynacją i jakością wyszkolenia. Zabrakło zorganizowania i doświadczenia w przeprowadzaniu złożonych operacji ofensywnych na dużą skalę. Zamiast całych brygad, najczęściej atakowały wzmocnione kompanie (w uproszczeniu 100-200 ludzi, a nie kilka tysięcy - red.). Dlatego mogło się początkowo wydawać, że to, co widzieliśmy na początku czerwca, to były tylko wstępne przymiarki i próby rozpoznania bojem - mówi Kofman. Jednak jego zdaniem Ukraińcy robili tak, ponieważ mieli problem ze skoordynowaniem czegoś większego.

- Przykładem może być historia jednego z początkowych ataków ofensywy. Kolumna miała zaatakować w nocy, aby w pełni wykorzystać zalety systemów obserwacji zachodniego sprzętu. Jednak doszło do opóźnień i atak ruszył świtem. Nie skoordynowano tego z artylerią, która przeprowadziła zmasowany ostrzał o wcześniej ustalonej godzinie w nocy. W efekcie atakująca w świetle dnia kolumna natknęła się na rosyjską obronę, która miała czas pozbierać się i działała sprawnie. Skończyło się porażką, którą zadały nie tyle same miny, ale zmasowane użycie przez Rosjan kierowanych rakiet przeciwpancernych, śmigłowców i artylerii - opisuje Lee. Ten opis jest skondensowanym przykładem na problemy trapiące Ukraińców. Wszyscy czterej analitycy zgodnie wskazują mało elastyczne dowodzenie, problemy z dostosowywaniem się do zmieniającej się rzeczywistości, problemy w koordynacji i komunikacji, problemy z wyszkoleniem. Kuleć ma też rozpoznanie rosyjskich pozycji, pól minowych i współpraca z artylerią. Czyli są liczne niedomagania, które czynią bardzo trudnym udane przeprowadzenie operacji połączonych na dużą skalę, co jest uznawane za konieczne do zdecydowanego przełamania frontu i uzyskania szybkich postępów.

- Oczywiście zawsze było jasne, że to będzie trudne. Biorąc pod uwagę sytuację, Ukraińcy musieli przeprowadzić pierwsze uderzenia perfekcyjnie, aby mieć szansę powodzenia. Nie udało się - uważa Lee. W jego ocenie nowe ukraińskie brygady sformowane przy pomocy NATO, które dostały najlepszą zachodnią broń i przeszły szkolenia na zachodzie, nie spełniły pokładanych w nich nadziei. - Nie ma co ukrywać, że szkolenia były bardzo krótkie. Było bardzo mało czasu na zgrywanie pododdziałów i wypracowanie dobrej współpracy z elementami wsparcia (artyleria, obrona przeciwlotnicza, rozpoznanie, inżynierzy - red.) - opisuje Lee. Nie bez powodu w ramach NATO dla brygady zakłada się trzy lata intensywnego szkolenia do osiągnięcia optymalnej efektywności. Ukraińcy mieli kilka miesięcy. Jak widać doświadczenie bojowe i silna motywacja nie wystarczają. Nauczyć podstawowej obsługi czołgu czy innego pojazdu to jedno. Nauczyć kilka tysięcy osób dobrego współdziałania w stresie pola walki i użycia 30 czołgów na raz, to co innego. - Przy czym jakość kadry oficerskiej i podoficerskiej, którą dane nam było poznać, była świetna, a morale pozostaje wysokie. Nie da się jednak ukryć, że są problemy z jakością czynnika ludzkiego, wobec powoływania teraz do służby starszych i mniej kompetentnych ludzi - stwierdza Gady.

W jego ocenie nawet zwiększenie dostaw zachodniego sprzętu w takich kategoriach jak rakiety dalekiego zasięgu, obrona przeciwlotnicza, pojazdy pancerne, choć istotne jeśli chodzi o podtrzymanie wysiłku wojennego Ukraińców, najprawdopodobniej nie będzie miało decydującego wpływu na zmianę sytuacji na polu walki. Do tego konieczne jest nauczenie się Ukraińców lepszego użycia ich w działaniach ofensywnych. - To się dzieje, ale idzie powoli i jest dalekie od finału. Warto przy tym zaznaczyć, że w mojej ocenie większość wojsk NATO w tej sytuacji miałoby jeszcze większe problemy - stwierdza analityk.

Z uwagi na powyższe, ofensywa mająca być manewrową, przerodziła się w standard tej wojny. Powolne, metodyczne ataki na ograniczoną skalę przy dużym użyciu artylerii. - Efekt tego taki, że postępy są liczone w metrach, a nie kilometrach. Oddziały zmechanizowane są rzadko używane z powodu braku zdolności zapewnienia im możliwości efektywnego działania. To wojna małych pododdziałów piechoty i artylerii - pisze Gady. W takich realiach Rosjanie nawet wobec problemów z amunicją i przewagi ukraińskiej artylerii są w stanie dość skutecznie i uparcie się bronić. - Nie zaobserwowałem dowodów na systematyczne rozbijanie rosyjskich linii obronnych, ani na skoordynowane wyniszczanie ich systemu dowodzenia oraz zaopatrzenia, co mogłoby doprowadzić do załamania się obrony - dodaje analityk.

- Ofensywa tego rodzaju może trwać jeszcze miesiące. Długotrwałe zacięte walki i stopniowe postępy. Uzyskanie przez Ukraińców powodzenia w takich warunkach będzie trudne - uważa Kofman. Dodaje, że Rosjanie bronią się zgodnie z podręcznikami, ale też odrabiają lekcje z wcześniejszych porażek. - Widać innowacje w rodzaju fałszywych okopów-pułapek, mocno zaminowanych i tylko czekających, aż wskoczy do nich nacierająca ukraińska piechota. Miny przeciwpancerne układane paczkami, tak aby niszczyć specjalne pojazdy rozminowujące, które zaprojektowano do zniesienia wybuchu jednej na raz - opisuje Kofman. Jakość rosyjskich oddziałów ma być bardzo nierówna, ale Rosjanie są tego świadomi i mają dość skutecznie w razie potrzeby wspierać te najgorsze tymi najlepszymi, aby zapobiegać panice i ucieczkom. Dodatkowo Kofman zaprzecza dość popularnym w sieci twierdzeniom, że Rosjanie ustawili większość swoich sił na przedzie obrony, gdzie są one właśnie skutecznie wykrwawiane przez Ukraińców, dzięki czemu za pewien czas załamią się, co pozwoli uzyskać szybkie sukcesy. - Nie wierzę w tę wersję. To zbyt optymistyczne. Wszystko wskazuje raczej na to, że rosyjskie oddziały są ustawione głęboko i używane rozsądnie - twierdzi analityk.

- Oczywiście w tego rodzaju wojnie na wyniszczenie zapewnienie odpowiednich dostaw amunicji i sprzętu jest konieczne i powinno być zapewnione. Jednak żołnierze walczący na pierwszej linii, z którymi rozmawialiśmy, są zgodni co do tego, że brak postępów jest częściej powodowany czym innym. Sposób użycia sił, kiepska taktyka, brak koordynacji, konflikty wewnętrzne i biurokracja, sowiecka mentalność części wojska no i zdeterminowana obrona Rosjan - stwierdza Gady.

gazeta.pl

sobota, 22 lipca 2023


Obie walczące strony zintensyfikowały w ostatnich dniach uderzenia na tyły przeciwnika z użyciem rakiet i dronów, przy czym znaczną przewagę pod względem zastosowanych środków rażenia mieli Rosjanie. Według ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych w nocy z 18 na 19 lipca wystrzelili oni na Ukrainę 16 pocisków manewrujących Kalibr, osiem pocisków manewrujących Ch-22, sześć pocisków manewrujących Oniks oraz jeden pocisk kierowany Ch-59, a także 32 drony Shahed 136/131. Wszystkie rakiety i drony wystartowały z Krymu, Kraju Krasnodarskiego bądź z obszaru Morza Czarnego z zadaniem porażenia celów znajdujących się głównie na południu Ukrainy. Obrona przeciwlotnicza zadeklarowała zestrzelenie 13 rakiet Kalibr i jednej Ch-59 oraz 23 dronów. Cele osiągnęło 17 rakiet różnych typów i dziewięć dronów.

Zgodnie z komunikatami administracji ukraińskiej w wyniku ataku uszkodzone zostały m.in. terminale zbożowy i olejowy oraz inne urządzenia portowe w Czarnomorsku i Odessie (zniszczeniu uległo 60 tys. ton zboża). Według Dowództwa Sił Powietrznych kolejnej nocy (z 19 na 20 lipca) Rosjanie użyli siedmiu pocisków manewrujących Oniks, czterech pocisków manewrujących Ch-22, trzech pocisków manewrujących Kalibr, pięciu pocisków manewrujących Iskander-K oraz 19 dronów Shahed 136/131. Ukraińska obrona przeciwlotnicza zadeklarowała zestrzelenie dwóch rakiet Kalibr, trzech Iskander-K oraz 13 dronów. Ponownie głównym celem ataków było południe kraju. Administracja ukraińska informowała o uszkodzeniu infrastruktury mieszkalnej w ww. miastach (w tym historycznej zabudowy Odessy) i śmierci co najmniej trzech osób. Rosjanie kontynuowali uderzenia rakietowe również w nocy z 20 na 21 lipca. Według administracji ukraińskiej co najmniej trzema rakietami Kalibr skutecznie zaatakowano magazyn zboża w obwodzie odeskim.

19 lipca nad ranem Ukraińcy wykonali udane uderzenie w magazyny z amunicją znajdujące się na poligonie wojskowym w pobliżu Starego Krymu (miasto na Półwyspie Krymskim). Na opublikowanych w mediach społecznościowych zdjęciach i filmach widać potężny wybuch na terenie poligonu, dużą skalę zniszczeń potwierdzają też zdjęcia satelitarne. Władze okupowanego Krymu ogłosiły ewakuację mieszkańców co najmniej czterech miejscowości oraz wyłączyły z ruchu fragment autostrady Tawryda. Zdaniem rosyjskich komentatorów ataku dokonano za pomocą rakiet dalekiego zasięgu – prawdopodobnie Storm Shadow/SCALP-EG lub ukraińskiej Grom-2.

W dniach 18–21 lipca nie doszło do znaczących zmian w położeniu walczących stron. Trwają intensywne boje na froncie zaporoskim (zwłaszcza na odcinku Robotyne–Werbowe oraz Pryjutne–Staromajorśke–Urożajne), pod Awdijiwką i Bachmutem (walki toczą się bezpośrednio w zabudowaniach wsi Kliszczijiwka i Kurdiumiwka na południe od miasta, gdzie Rosjanie mieli ściągnąć dodatkowe odwody), a także na odcinku frontu znajdującym się pomiędzy granicą ukraińsko-rosyjską i rzeką Doniec (zwłaszcza w okolicach Nowoseliwśkego oraz dalej na południe wzdłuż rzeki Żerebeć). Należy podkreślić niezmiennie wysoką aktywność ukraińskiej artylerii i dronów, które zadają znaczne straty artylerii, logistyce i punktom dowodzenia wroga. 18 lipca pojawiła się informacja o śmierci kolejnego rosyjskiego dowódcy brygady (pułkownika Denisa Iwanowa ze 123. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych), który zginął w strefie przyfrontowej po ataku ukraińskiego drona FPV.

19 lipca rosyjski resort obrony ostrzegł, że wszystkie statki, niezależnie od bandery, które będą kierować się do ukraińskich portów, zostaną uznane za potencjalnych przewoźników ładunków wojskowych. 20 lipca Ministerstwo Obrony Ukrainy wydało oświadczenie, w którym oskarżyło Rosję o brutalne naruszenie prawa do swobodnej żeglugi i ostrzegło, że od 21 lipca wszystkie jednostki pływające po wodach Morza Czarnego w kierunku portów Federacji Rosyjskiej i znajdujących się na terytoriach czasowo okupowanych mogą być uznane przez Ukrainę także za przewożące ładunek wojskowy „ze wszystkimi związanymi z tym zagrożeniami”. Strona ukraińska podkreśliła, że zakaz żeglugi obowiązuje też na kontrolowanych przez Rosjan obszarach północno-wschodniej części Morza Czarnego i Cieśniny Kerczeńskiej. Tego samego dnia rzecznik prasowy Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA Adam Hodge poinformował, że siły rosyjskie postawiły miny morskie na podejściach do ukraińskich portów.

(...)

Komentarz

Od 17 do 20 lipca Rosjanie dokonali zmasowanych ataków na południe Ukrainy, kombinując uderzenia rakiet różnych typów oraz dronów. Pod względem ilości użytych środków były to najsilniejsze ataki od 9 marca, kiedy to jednego dnia najeźdźcy wystrzelili prawie 100 rakiet. Ukraińska obrona przeciwlotnicza wykazała się stosunkowo niską skutecznością: zgłosiła zniszczenie zaledwie 25 spośród 56 rakiet. Po raz kolejny potwierdził się brak możliwości zestrzeliwania przez Ukraińców pocisków manewrujących typu Ch-22 oraz Oniks. Tak silne ataki agresora należy traktować przede wszystkim jako odpowiedź na ukraiński atak na most Krymski z 17 lipca. Wybór celów również jest nieprzypadkowy. Po poniedziałkowym wycofaniu się Rosji z Czarnomorskiej Inicjatywy Zbożowej Moskwa uderza w potencjał eksportowy kompleksu portów odeskich, aby wywołać kryzys sektora rolnego – żniwa już się rozpoczęły.

osw.waw.pl

piątek, 21 lipca 2023


17 lipca rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiadomił opinię publiczną o wycofaniu się Federacji Rosyjskiej (FR) z Czarnomorskiej Inicjatywy Zbożowej – tego samego dnia również MSZ FR przekazało tę informację Turcji i Ukrainie oraz Sekretariatowi ONZ. Nie zgadzając się na przedłużenie umowy, Moskwa zniosła swoje gwarancje bezpieczeństwa wobec ruchu statków przewożących ukraińską żywność w ramach tzw. bezpiecznego korytarza z trzech portów na Morzu Czarnym.

Komentując decyzję o wycofaniu się FR z Czarnomorskiej Inicjatywy Zbożowej, Pieskow uzależnił wznowienie obowiązywania umowy od spełnienia przez Zachód żądań Moskwy. Rosjanie domagają się m.in. ponownego włączenia państwowego Rossielchozbanku (obsługuje on sektor rolny w FR) do międzynarodowego systemu bankowego SWIFT, wyłączenia spod sankcji (które – według strony rosyjskiej – dotyczą części zamiennych oraz sprzętu rolniczego) importu konkretnych kategorii towarów podwójnego przeznaczenia, a także wznowienia eksportu rosyjskiego amoniaku rurociągiem z Togliatti przez terminal w Odessie.

Tłumacząc swoje racje, Rosjanie wskazują na treść podpisanego w ub.r. przez FR i ONZ memorandum, w którym Sekretariat ONZ zobowiązał się do działań na rzecz ułatwienia eksportu rosyjskich zbóż i nawozów mineralnych. W opublikowanym 17 lipca komunikacie MSZ FR zaznaczyło, że strona rosyjska oczekuje „konkretnych rezultatów” w kwestii spełnienia formułowanych żądań zamiast kolejnych obietnic ich zrealizowania. Konieczność wypełnienia tych postulatów sygnalizował wcześniej również prezydent FR Władimir Putin, oskarżając zarazem państwa zachodnie o prowadzenie polityki uderzającej w rosyjski eksport surowców rolnych.

Odnosząc się do rosyjskiej decyzji o wyjściu z porozumienia zbożowego, prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan podkreślał rolę, jaką korytarz ten odegrał w uniknięciu globalnego kryzysu żywnościowego. Dał przy tym wyraz swojemu przekonaniu, że Moskwa wróci do porozumienia, a chwilowy impas uda się zażegnać. Zapowiedział, że po powrocie z trzydniowej wizyty w państwach Zatoki Perskiej (20 lipca) odbędzie z Putinem rozmowę na temat korytarza, w której poruszy kwestię ułatwienia wysyłki rosyjskiego zboża i nawozów. Nie podając daty, wskazał również, że niedługo ma dojść do konsultacji między ministrem spraw zagranicznych Turcji Hakanem Fidanem oraz jego rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem dotyczących zakończenia impasu. Przy tej okazji Erdoğan potwierdził zaplanowaną na sierpień wizytę Putina w Turcji.

W reakcji na wycofanie się Rosjan z Czarnomorskiej Inicjatywy Zbożowej prezydent Wołodymyr Zełenski zapowiedział, że Ukraina jest gotowa dalej w niej uczestniczyć bez udziału Moskwy. Oznajmił także, że skierował już oficjalne listy z taką propozycją do ONZ i Turcji. Wcześniej, na początku czerwca, minister polityki rolnej i żywności Mykoła Solski poinformował, że Ukraina utworzyła specjalny fundusz w kwocie 547 mln dolarów, który ma zostać przeznaczony na ubezpieczenia dla statków obsługujących ukraińskie porty na Morzu Czarnym w przypadku wycofania się Rosji z porozumienia.

Komentarz

Nieprzedłużenie umowy zbożowej przez Rosję stanowi próbę zdestabilizowania światowego rynku rolnego i doprowadzenia do wzrostu cen, co przełożyłoby się na zwiększenie dochodów FR z tytułu eksportu artykułów rolno-spożywczych. Po ogłoszeniu tej decyzji przez Moskwę rynek zareagował zwyżkami (ceny na dostawy pszenicy na podstawie kontraktów futures na giełdzie w Chicago wzrosły o ok. 4%). Ze sprzedaży rosyjskiego zboża i nawozów korzyści czerpią zarówno Kreml, jak i przedstawiciele elity putinowskiej. Wbrew twierdzeniom rosyjskiej propagandy o blokowaniu przez Zachód eksportu w sezonie trwającym od 1 lipca 2022 do 30 czerwca 2023 r. wolumen sprzedawanego przez Rosję za granicę zboża znacząco się zwiększył, do poziomu ok. 60 mln ton (tj. o prawie 30% r/r), na co wpływ miały również obfite zbiory w tym kraju. Czynniki te w połączeniu z wysokimi cenami na światowych rynkach sprawiły więc, że dochody FR z eksportu artykułów rolno-spożywczych wyniosły w 2022 r. ponad 40 mld dolarów, tj. o 16% więcej niż rok wcześniej (zob. Rosyjska gra rynkiem żywnościowym).

Rosyjska decyzja o wycofaniu się z umowy zbożowej i towarzyszące jej żądania obliczone są na testowanie jedności Zachodu w kontekście dotychczasowej polityki sankcyjnej. O braku dobrej woli ze strony Moskwy świadczy odrzucenie przez nią kompromisowej propozycji sekretarza generalnego ONZ, który – według doniesień medialnych – miał zaproponować podłączenie do systemu SWIFT spółki córki Rossielchozbanku. Z kolei postulatu dotyczącego przesyłu amoniaku nie da się obecnie zrealizować (rurociąg jest rozhermetyzowany na skutek działań wojennych). Decydując się na nieprzedłużenie umowy zbożowej, Rosjanie liczą także na nasilenie się problemów wewnątrz UE wynikających z tranzytu ukraińskiego zboża drogą lądową, co w ich percepcji ma zmusić Zachód do przyjęcia mniej asertywnej postawy.

Na tym etapie ewentualne spełnienie rosyjskich żądań zostanie odczytane przez Moskwę za sukces, który zachęci ją do kontynuowania polityki szantażu gospodarczego. W wypadku długotrwałego, dyplomatycznego impasu spowodowanego przez jednostronne zerwanie umowy przez Rosję nie można wykluczyć, że w rezultacie Moskwa skonfliktuje się ze swoimi partnerami z Globalnego Południa, zwłaszcza z państw afrykańskich, do których inicjatywę tę kierowano, jak również z Turcją i Chinami. Warto zaznaczyć, że anulowanie umowy nie uniemożliwia wywozu ukraińskiej żywności – zwiększa natomiast koszt ubezpieczeń dla armatorów w związku z prowadzeniem na Morzu Czarnym działań wojennych. Celowe blokowanie ruchu cywilnych statków przez rosyjską flotę mogłoby zostać odczytane przez odbiorców surowców rolnych z Ukrainy jako uderzenie w ich interesy oraz posunięcie podkopujące globalne bezpieczeństwo żywnościowe. W tym kontekście należy pamiętać, że również Chiny umieściły zapis o konieczności kontynuowania wywozu ukraińskiego zboża drogą morską w swojej propozycji uregulowania konfliktu rosyjsko-ukraińskiego.

Wyjście Rosji z porozumienia zbożowego to poważny test dla tureckiej dyplomacji. Ankara z pewnością zaangażuje się na rzecz jak najszybszego rozwiązania kryzysu politycznego oraz uzyskania zgody Moskwy na przedłużenie umowy. Stanowi ona bowiem dla Turcji zarówno lukratywne źródło dochodów, jak i element budowy prestiżu międzynarodowego. W ramach szukania kompromisu Ankara z dużym prawdopodobieństwem częściowo poprze postulaty Moskwy dotyczące spełnienia jej żądań w kwestii powrotu do porozumienia zbożowego. Nie należy się jednak spodziewać, aby impas polityczny rozwiązano przed powrotem Erdoğana do kraju. Nie pojawiły się też jak dotąd żadne informacje wskazujące, aby Turcja przy użyciu własnych sił zbrojnych miała się zaangażować w funkcjonowanie korytarza zbożowego, gdyż potencjalnie mogłoby to doprowadzić do eskalacji na Morzu Czarnym, a to nie leży w interesie Ankary. W kolejnych dniach należy oczekiwać znacznego uaktywnienia się tureckiej dyplomacji w celu nakłonienia Rosji do powrotu do umowy zbożowej.

Korytarz zbożowy to bardzo ważna droga eksportu ukraińskiej żywności – od początku jego funkcjonowania, tj. od sierpnia ub.r., do połowy lipca br. wywieziono nim 32,9 mln ton towarów. Warto zaznaczyć, że – wbrew potocznej nazwie – z portów czarnomorskich nie eksportowano wyłącznie zboża (choć 58% przypadło na kukurydzę, a 27% na pszenicę), lecz także oleje i nasiona roślin oleistych. Do marca br. korytarz funkcjonował w miarę sprawnie, a z portów wysyłano średnio ponad 3 mln ton żywności miesięcznie (zob. wykres 1). Od kwietnia, z powodu obstrukcji ze strony rosyjskich członków komisji kontrolujących statki, ilość wywożonej żywności zaczęła jednak spadać, a w maju Piwdennyj (jeden z trzech portów objętych inicjatywą) de facto został zablokowany.

Wstrzymanie Czarnomorskiej Inicjatywy Zbożowej będzie miało zdecydowanie negatywne konsekwencje dla ukraińskiego eksportu produkcji rolno-spożywczej. W I kwartale br. korytarz odpowiadał za ponad połowę sprzedaży ukraińskiej żywności za granicę, a w II kwartale, mimo problemów generowanych przez Rosjan, wciąż odgrywał bardzo istotną rolę (zob. wykres 2). Wprawdzie przepustowość ukraińskich portów na Dunaju wciąż się zwiększa (w marcu ub.r. wynosiła 56 tys. ton, a w czerwcu br. już blisko 2 mln ton), niemniej nie są one w stanie przejąć całości wolumenów wysyłanych z portów czarnomorskich. Sytuację Ukrainy dodatkowo komplikuje obowiązujący do 15 września zakaz sprzedaży części zbóż i roślin oleistych do sąsiednich państw Unii Europejskiej i Bułgarii. Trzeba przy tym zaznaczyć, że obecnie zaczynają się żniwa i w perspektywie najbliższych miesięcy znów pojawi się presja na wywóz zboża z kraju w jakikolwiek możliwy sposób, w tym przez granicę lądową z UE. W tej chwili trudno powiedzieć, czy oferowana przez Ukrainę możliwość ubezpieczeń statków skłoni armatorów do podjęcia ryzyka i wywożenia żywności z jej portów bez gwarancji rosyjskich. W 2022 r., mimo trwającej wojny, wartość eksportu ukraińskiej produkcji rolnej wyniosła 23,4 mld dolarów, co stanowiło ponad połowę sprzedaży tamtejszych towarów za granicę, a w I półroczu 2023 r. – 11,7 mld dolarów (60,6% całości eksportu).

osw.waw.pl