wtorek, 28 marca 2023


Ostatnio coraz częściej pojawiają się głosy, że Ukraińcy szykują się do sporej kontrofensywy. Ppłk Maciej Korowaj, oficer wojsk pancernych, a także analityk rosyjskiej wojskowości, taktyki i strategii, również uważa, że takie uderzenie jest możliwe. – Pytanie tylko gdzie to zrobią i czym? – mówi w rozmowie z Onetem.

Zdaniem polskiego wojskowego Rosjanie mocno szykują się do takiego scenariusza. – Wskazują, że może to nastąpić późną wiosną. Oceniają, że Ukraińcy nie są teraz gotowi do przeprowadzenia większego ataku, ale sami też zaznaczają, że nie są gotowi, aby taką ofensywę przyjąć – dodaje.

Dlatego w Rosji panuje przekonanie, że obecnie na froncie trwa wyścig z czasem pomiędzy siłami zbrojnymi obu państw.

– Pytanie, kto lepiej przygotuje się do tej rozgrywki. Rosjanie raczej rozważają wariant przyjęcia ofensywy ukraińskiej, załamania jej, a później wyprowadzenia swojej ofensywy. To jest najczęstszy scenariusz wskazywany przez Rosjan i raczej na to się szykują – przypuszcza nasz rozmówca.

Jednocześnie ekspert przypomina, że wcześniej zakładał, że Rosja nie jest gotowa do długotrwałej wojny i cały czas to zdanie podtrzymuje.

– Dlatego Rosja będzie szukała szybkich rozwiązań operacyjnych, aby pokonać Ukrainę – przekonuje. – Zakładałem, że Rosjanie uderzą zimą, kiedy Ukraińcy naprawdę nie byli na to gotowi. Niemniej walki o Bachmut czy inne miejsca na froncie spowodowały dużą dewaluację sił ukraińskich. Spadła też jakość ich dowodzenia na poziomie taktycznym, m.in. przez straty w sztabach. To samo tyczy się sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Tak więc obie strony poświęciły część swoich zasobów na zimowe walki, które miały na celu osłabienie przeciwnika. Chciały wykorzystać do tego jednostki, które nie są pierwszorzutowe, ale jednak zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy musieli sięgnąć po rezerwy – dodaje.

Dlatego zdaniem ppłk. Korowaja kluczowe może być to, kto wspomniane rezerwy zachował większe i będzie mógł przeprowadzić ofensywę. – Rosjanie liczą, że gdyby udało im się pozbawić siły zbrojne Ukrainy możliwości ofensywnych w przyszłości, to Zachód zauważyłby, że Ukraina już nie ma szans na wygranie wojny. To z kolei dałoby możliwość rozpoczęcia rozmów negocjacyjnych, oczywiście na warunkach rosyjskich – zaznacza.

Dowodem na to, że Rosjanie chcą odeprzeć wzmocniony atak Ukrainy, mogą być zdjęcia z frontu, na których widać, że żołnierze budują nowe fortyfikacje. – To są widoczne działania, które układają się w pewien wzór, który może świadczyć, że celem Rosji jest przyjąć ofensywę ukraińską na swoich warunkach – uważa ekspert.

Z drugiej strony ważne są także przymiarki Kremla do rozmieszczenia na terenie Białorusi broni atomowej. Zdaniem polskiego wojskowego w takich sytuacjach Rosjanie zawsze chcą osiągnąć kilka celów.

– Patrzą na to o wiele szerzej. Przede wszystkim ta broń umieszczona na Białorusi ma wymóc na Europie Środkowej, a szczególnie na Polsce, negatywne postrzeganie swojego bezpieczeństwa, co zdaniem Rosjan, spowoduje pewne pożądane w ich mniemaniu zachowania społeczne, gospodarcze i militarne. Warto zauważyć, że niedługo mamy wybory, a koniec budowy tych elementów infrastruktury do przechowywania broni atomowej, wypada w przeddzień rozpoczęcia u nas oficjalnej kampanii wyborczej. Takie działania rosyjskie nie są przypadkowe. Drugim celem są Stany Zjednoczone, które zdaniem Rosjan, w tym wypadku będą pod presją podjęcia negocjacji deeskalacyjnej z Rosją. To typowa kremlowska gra na szantaż i na odstraszanie. Jeszcze są kwestie Ukrainy, Europy. Tych celów jest dużo, pytanie, czy my w tę grę będziemy grać, czy nie – mówi nasz rozmówca.

Ppłk Korowaj dodaje, że różne ruchy USA, takie jak działania floty bombowców B52, które miały miejsce kilka tygodni temu, a do tego spokój i stonowane wypowiedzi przedstawicieli naszych władz pozwalają na razie ze spokojem spoglądać w kierunku Białorusi.

– Moim zdaniem broń atomowa ma wyłącznie wymiar polityczny, a nie taktyczny. Jej użycie, bez względu na to, czy to będzie jedna, czy sto głowic, spotka się z jasną reakcją. Wszystkie państwa poza Rosją tego nie akceptują. W tym gronie są też Chiny. Tak więc tych czynników niesprzyjających posunięciom Rosji jest dużo, ale nie zmienia to faktu, że Kreml też chce osiągnąć swoje konkretne cele – podkreśla.

onet.pl

– Czy były rozmowy, które wywarły na tobie wrażenie? Na przykład – trzy, które wywarły największe.

Kiedyś rozmawiałem z takim jednym z okolic guberni orłowskiej. Opowiadał, jak trafił na tę wojnę. I to było dość komiczne. Jeszcze w taki sposób opowiadał, że ja prowadziłem tę rozmowę prawie na wesoło. Historia jest taka – on jest alkoholikiem. I pewnego razu, gdy pił z sąsiadem, przyszła pani sołtysowa i zaproponowała mu wstąpienie do wojska. Mówi: zarobisz pieniądze, zbudujesz dom. On odmówił i się nie zgodził. A następnego dnia, gdy znowu pił, znowu przyszła ta sołtysowa, ale już z policjantem. I mu po prostu powiedziano – albo idziesz do wojska, albo podłożą ci narkotyki i zostaniesz skazany na 8 lat więzienia. No i tak poszedł pić do wojska.

belsat.eu

Na filmie z przesłuchania widać zarośniętego mężczyznę z naciągniętą na oczy czapką, dodatkowo owiniętą taśmą. Mimo że nie ukończył jeszcze 20 lat, przedstawia się jako starszy sierżant i zastępca dowódcy plutonu. Pochodzi ze świeżej mobilizacji. Na wojnę zabrali go prosto z komisariatu wojskowego.

Jak przystało na niedoświadczonych żołnierzy, on i jego koledzy otrzymywali najprostsze zadania. W tym przypadku było to po prostu utrzymanie swoich pozycji, obserwacja wody, a w razie dostrzeżenia wroga, zgłoszenie do sztabu i otwarcie ognia.

Ciekawie zaczyna się robić, kiedy przesłuchujący pyta, na jakie zapasowe pozycje miałby się wycofać ze swoimi żołnierzami, gdyby nie zdołali utrzymać pozycji nad Dnieprem: – Zapasowych pozycji jako takich nawet nie mamy. Wycofać się też nie mamy gdzie, dlatego że z tyłu są kadyrowcy i powiedzieli nam, że jeśli będziemy uciekać, to nas po prostu rozstrzelają – odpowiada żołnierz.

Dalej żołnierz opowiada, jak kadyrowcy przyjeżdżają na ich pozycje, kiedy ci mają wypłaty. "Proszą o pójście do sklepu, przelanie pieniędzy na kartę" – mówi żołnierz.

Jego opowieść pokazuje, przed jakimi wyborami stają świeżo zmobilizowani żołnierze, którzy przed sobą mają ukraińskich specjalsów, a za plecami współczesne wcielenie oddziałów zaporowych NKWD. – Kiedy rozpoczęła się walka, razem z kolegą pomyśleliśmy, że albo nas zabiją Siły Zbrojne Ukrainy, albo kadyrowcy […]. Wybiegliśmy z okopu i krzyczeliśmy, że się poddajemy. Tam było głośno i mojego kolegę zabili, a ja zostałem ranny w rękę – dodaje.

onet.pl

poniedziałek, 27 marca 2023


25 marca prezydent Władimir Putin poinformował, że 1 lipca zostanie zakończona na Białorusi budowa magazynu do składowania taktycznej broni jądrowej, a 3 kwietnia ma się rozpocząć szkolenie obsługi. Jako środek przenoszenia ładunków wymienił przekazane armii białoruskiej systemy rakietowe Iskander. Zaznaczył, że Rosja planuje rozmieszczenie broni jądrowej, a nie przekazanie jej Białorusi. Według Putina powodem takiego kroku stała się zapowiedź Wielkiej Brytanii dostarczenia Ukrainie amunicji czołgowej z wkładem ze zubożonego uranu, a Mińsk miał już od jakiegoś czasu domagać się od Moskwy rozmieszczenia na Białorusi taktycznej broni jądrowej. W komentarzach medialnych pojawiała się informacja o możliwym rozmieszczeniu na Białorusi także jądrowych bomb lotniczych, podstawę dla której stanowiła ubiegłoroczna zapowiedź przystosowania białoruskich samolotów do przenoszenia taktycznej broni jądrowej.

Na wszystkich kierunkach działań zmniejszyła się częstotliwość rosyjskich ataków. Według ukraińskiego Sztabu Generalnego w dnach 24-26 marca odnotowano ich łącznie 204. Po kolejnych nieudanych próbach przełamania obrony ukraińskiej w rejonie autostrady M03 z Bachmutu do Słowiańska siły rosyjskie wstrzymały działania na tym kierunku. Ponawiały natomiast ataki z dwóch kierunków na Czasiw Jar – od północnego wschodu (Bohdaniwka) i południowego zachodu (Stupoczky, Predteczyne), co świadczy o umocnieniu się przez agresora po zachodniej stronie kanału Doniec-Donbas. W Bachmucie Rosjanie mieli poczynić dalsze postępy w rejonie przemysłowym na północy, a także na południu miasta. Pod kontrolą ukraińską pozostaje ścisłe centrum i zachodnia część Bachmutu. Łącznie w mieście i jego okolicach wojska agresora przypuszczały w ostatnich dniach 16-18 ataków na dobę, wobec 30-50 w poprzednich tygodniach.

Niepowodzenie prób przełamania ukraińskiej obrony na północ i zachód od Awdijiwki skutkowało próbą rozszerzenia przez Rosjan obszaru działań w kierunku północnym (Keramik, Nowokałynowe). Nieznaczne postępy wojska rosyjskie odnotowały w łuku na zachód od Doniecka, spychając obrońców w Marjince i na jej obrzeżach oraz podchodząc pod leżącą na północ od niej Krasnohoriwkę (drugą o tej nazwie w obwodzie donieckim, w poprzednich tygodniach Rosjanie zajęli Krasnohoriwkę leżącą na północ od Awdijiwki). Nie przyniosły zmian starcia pomiędzy Kreminną a Siewierskiem oraz na północny wschód od Kupiańska, gdzie areną najcięższych walk stała się leżąca 8 kilometrów od centrum miasta Syńkiwka.

Rosyjskie ataki rakietowe skupiły się na kontrolowanej przez siły ukraińskie części obwodu donieckiego, gdzie głównym celem był Kramatorsk. Wrogie rakiety spadały na to miasto trzy dni z rzędu, poza nim ich celami były także Słowiańsk i Awdijiwka. Władze tej ostatniej zapowiedziały ewakuację pracowników służb komunalnych, wyłączenie łączności mobilnej oraz zakaz wjazdu do miasta dla dziennikarzy i wolontariuszy. Rosyjskie artyleria i lotnictwo kontynuowało ostrzał i bombardowania pozycji i zaplecza obrońców wzdłuż linii styczności i w rejonach przygranicznych, m.in. w rzadziej ostatnio atakowanym obwodzie czernihowskim. Mimo że zmniejszyła się liczba wrogich ostrzałów Chersonia (do kilku na dobę), lokalne władze namawiają pozostałych w nim mieszkańców do wyjazdu.

26 marca rzecznik Państwowej Służby Granicznej Ukrainy poinformował o zmniejszeniu do około 4 tys. liczby rosyjskich żołnierzy na Białorusi. Wciąż mają oni uczestniczyć tam w ćwiczeniach z armią białoruską i/lub przechodzić szkolenie przed wyjazdem na front na Ukrainie. W poprzednich miesiącach na Białorusi przebywało przeciętnie około 10 tys. żołnierzy, większość z których po zakończeniu szkolenia zasilała zgrupowanie agresora.

W nowym pakiecie niemieckiego wsparcia wojskowego dla Ukrainy znalazły się m.in. 100 karabinów maszynowych MG3, części zamienne do czołgów i bojowych wozów opancerzonych oraz opancerzone wozy saperskie Pionierpanzer 2 Dachs. Mają one dotrzeć na Ukrainę pod koniec marca lub później. O ukończeniu przez ukraińskich żołnierzy szkolenia na czołgach Challenger 2 poinformował resort obrony Wielkiej Brytanii.

25 marca szef grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn oświadczył, że po wygaśnięciu półrocznego kontraktu na wolność wyszło ponad 5 tys. najemników-kryminalistów, którzy uzyskali obiecaną amnestię. Biorąc pod uwagę, że kulminacja werbunku więźniów do grupy Wagnera miała miejsce od lipca do listopada 2022 r., należy się spodziewać, że w najbliższych tygodniach dojdzie do kolejnej fali ułaskawień.

Wg nieoficjalnych informacji zdymisjonowany został gen. płk. Rustam Muradow, od lata 2022 r. dowodzący zgrupowaniem Wschodniego Okręgu Wojskowego operującym na południu Ukrainy. Muradow uznawany jest za osobę odpowiedzialną za kompromitującą porażkę pod Wuhłedarem w styczniu-lutym br., kiedy to – pomimo poniesienia ogromnych strat – Rosjanom nie udało się przełamać ukraińskiej obrony. Jego dymisja została dobrze przyjęta przez kilka pół-oficjalnych rosyjskich kanałów propagandowych (tzw. wojenkorów).

(...)

Komentarz:

Zapowiedź Putina rozmieszczenia taktycznej broni jądrowej na Białorusi jako retorsji za planowane przez Londyn przekazanie Ukrainie amunicji czołgowej ze zubożonym uranem (nie będącej nawet substytutem broni jądrowej) jest kolejną próbą wpłynięcia na państwa zachodnie, by ograniczyły one wsparcie wojskowe dla Kijowa. Podanie daty ukończenia magazynu amunicji jądrowej należy wprost traktować jako termin rosyjskiej „oferty pokojowej”, po którym – w przypadku niezadawalającej dla Rosji reakcji Zachodu – dojdzie do kolejnej eskalacji w relacjach wzajemnych.

Rozmieszczenie na Białorusi taktycznej broni jądrowej stanowi konsekwencję przekazania armii białoruskiej systemów Iskander i najprawdopodobniej dojdzie do niego niezależnie od postawy Zachodu. Taktyczne głowice jądrowe przypisane są do każdej jednostki rakietowej rosyjskich wojsk lądowych i składowane w rejonie ich dyskolacji (np. w obwodzie kaliningradzkim dla systemów Iskander ze 152. Brygady Rakietowej). Należy pamiętać, że Siły Zbrojne Białorusi są jedynie operatorem systemów, a o ich wykorzystaniu ostatecznie będzie decydowało dowództwo rosyjskie (nawet przy zachowaniu pozorów wspólnego dowodzenia w ramach Regionalnego Zgrupowania Wojsk). W omawianym przypadku za niestandardowe należy uznać wykorzystanie przez Moskwę rozmieszczenia taktycznej broni jądrowej na Białorusi jako straszaka wobec Zachodu. W zwyczajnym trybie Rosja rozmieściłaby ją nie informując o tym.

Rozmieszczenie taktycznej broni jądrowej na Białorusi nie będzie oznaczało wzrostu ryzyka użycia jej w wojnie na Ukrainie, które w aktualnej sytuacji militarnej należy wykluczyć. Będzie natomiast kolejnym potwierdzeniem inkorporacji Białorusi do rosyjskiej przestrzeni militarnej. Działania Moskwy ułatwia konstytucyjna rezygnacja Białorusi ze statusu państwa bezatomowego (w lutym 2022 roku), dopuszczająca możliwość rozmieszczenia na jej terytorium rosyjskiej broni jądrowej.

osw.waw.pl

Powód pierwszy: — Pierwszym powodem jest odstraszanie, a więc argument w wojnie psychologicznej. Putin chce siać niepewność, angażując Białoruś (…). Na Zachodzie może to zwiększyć obawy przed eskalacją nuklearną — wyjaśnia prof. Marina Henke w wywiadzie dla portalu RND.

Powód drugi: — Drugi powód to zapewnienia Łukaszenki, że pozostanie bliski Putinowi. Łukaszenka od dawna chciał tej broni jako ubezpieczenia i wielokrotnie prosił o nią Putina. W tej sytuacji to dla niego prezent, mimo że Rosja nadal będzie kontrolować tę broń — dodaje.

Powód trzeci: Jak twierdzi prof. Henke, umieszczając broń nuklearną na terenie Białorusi "Rosja sztucznie wzmacnia kartę przetargową przyszłych negocjacji pokojowych z Ukrainą". — Sekretarz stanu USA (Antony) Blinken zapowiedział już, że negocjacje są brane pod uwagę (…). Putin najwyraźniej kalkuluje, że może przekonać stronę ukraińską do wynegocjowania lepszych warunków, jeśli zaoferuje wycofanie taktycznej broni jądrowej z terenu Białorusi — uważa ekspertka i przypomina, że podobny sposób myślenia "miał miejsce w latach 80., gdy Stany Zjednoczone próbowały przekonać Związek Sowiecki do wycofania pocisków średniego zasięgu".

(...)

Jak ta zapowiedź wpłynie na relacje Rosji i Chin? Zapowiedź Putina, dotycząca rozmieszczenia broni jądrowej na terenie Białorusi jest dość "zaskakująca". — Zaledwie w ubiegły wtorek, na spotkaniu z chińskim przywódcą Xi Jinpingiem w Moskwie, Putin zakomunikował, że Rosja zobowiązała się nie rozmieszczać broni jądrowej w krajach trzecich. Złamanie tej zapowiedzi w ciągu tygodnia może wskazywać, że Putin mógł nie otrzymać takiego wsparcia ze strony Chin, na jakie liczył – mówi prof. Henke.

Co eksperci sądzą o zapowiedziach Putina w sprawie rozmieszczenia broni? Jeśli chodzi o groźby nuklearne Putina, to "eksperci byli nimi bardzo zaniepokojeni na początku wojny". — Z czasem te groźne gesty stają się coraz mniej wiarygodne i groźne. (…) Po ponad roku wojny coraz mniej jestem przekonana, że Putin rzeczywiście użyje taktycznej broni nuklearnej. Zbyt dobrze wie, że straci wtedy poparcie Chin i wielu innych krajów – oświadczyła ekspertka. Zgodnie z zapowiedziami Putina, rosyjska taktyczna broń jądrowa trafi na Białoruś "w najbliższych miesiącach", prawdopodobnie na początku lipca.

onet.pl/PAP

niedziela, 26 marca 2023


/rosyjski producent muzyczny Josif/ Prigożyn mówi tak: "Zjednoczyli się, Igor Iwanowicz (Sieczin — red.), Sergej Wiktorowicz (Czemiezow — red.) i Wiktor Zołotow. Obwiniają Szojgu za wszystko. Nazywają go głupkiem, oczywiście, że za plecami. I mają zadanie usunąć go, k..wa. Tak, ale trzeba kogoś obwiniać (w klęskach militarnych — red.), słuchaj. To są pieprznięci ludzie. Mój punkt widzenia jest prosty, oni zachowują się jak królowie, jak bogowie, k..wa".
 
Kontynuując rozmowę, mówi o Władimirze Putinie: "Widzisz, co on zrobił? Postawił ich na szachownicy naprzeciwko. Żeby się ratować". W odpowiedzi Farchad Achmedow mówi, że Putin jest "odpowiedzialny za wszystko".

Prigożyn dodaje, że rosyjski rząd "przegrał Kwartał-95". "On (Putin) został doprowadzony do tego ch**stwa. Sam się w to wkręcił. Szczerze mówiąc, jeśliby, k..wa, zatrzymał się, dostałby Nagrodę Nobla i poszedłby się pieprzyć. Mimo to oddał państwo, do cholery, pomyśl o tym"— mówi Prigożyn.

W odpowiedzi /miliarder Farchad/ Achmedow mówi, że Putinowi "jest wszystko po ch*ju". "A ludzie są dla niego po ch*ju. To diabeł, k..wa. I ten, i tamten (Miedwiediew — red.) są ludźmi z kompleksami. Liliputy, k..wa. Niedojrzali, ludzi z kompleksami.. (...) Jeśli mamy walczyć, to musimy walczyć. Ale nawet nie możemy walczyć. Bo nie ma armii ni ch*ja, nie mogą jej zapewnić tego, co trzeba. Wszystko zostało skradzione" — mówi miliarder.

ukrayina.pl

Znajdują się we wsi frontowej. Kiedy tylko zajmują ją Ukraińcy, Rosjanie rozpoczynają ciężkie ostrzały artyleryjskie. Dzień po dniu, dom po domu rozwalają całą wieś, wiedząc, że gdzieś tam siedzą ukraińscy żołnierze. To taktyka stosowana powszechnie przez Rosjan na całym froncie. Dopóki zajmują jakąś wieś, wszystko jest w porządku. Kiedy tylko się z niej wycofują, ich artyleria obraca ją w gruz. Jeszcze gorzej jest, kiedy do działania przystępują śmigłowce. Są w stanie równać z ziemią całe ulice.

onet.pl

sobota, 25 marca 2023


Główny kontekst dla wizyty stanowi agresja na Ukrainę i związane z tym zaostrzenie konfliktu pomiędzy Zachodem (zwłaszcza USA) a Rosją. Postępująca izolacja polityczna i gospodarcza Moskwy, a także zmiany wewnętrzne w chińsko-rosyjskim układzie sił prowadzą do ewolucji interesów elit na Kremlu i w Zhongnanhai (zamknięty kompleks w Pekinie, gdzie zamieszkują przywódcy ChRL). Nadaje to nową dynamikę stosunkom między oboma krajami. Relacje te przez ponad ćwierć wieku pieczołowicie i stopniowo rozbudowywano w oparciu o założenie o fundamentalnej zbieżności interesów obu reżimów, dążących do rewizji zdominowanego przez Zachód ładu międzynarodowego w jego wymiarze militarnym, politycznym, ekonomicznym i ideologicznym oraz emancypacją obu mocarstw z szeregu współzależności istniejących pomiędzy nimi a Zachodem, zwłaszcza w sferze gospodarczej.

Uwikłanie się Rosji w wojnę z Ukrainą i pośrednio w konflikt z całym Zachodem nie zmieniła najbardziej fundamentalnej i długofalowej zbieżności interesów antyzachodniego sojuszu Pekinu i Moskwy. W perspektywie krótkoterminowej zarysowały się jednak między nimi dość istotne różnice. Kreml jest zainteresowany uzyskaniem jak największego wsparcia ze strony Chin, a tym samym zaostrzeniem konfliktu na linii Pekin–Waszyngton. Z kolei ChRL chciałaby ograniczyć koszty poparcia dla Rosji oraz nie przyśpieszać pogarszania się relacji z USA, co wynika z przekonania, że wciąż nie jest gotowa na otwartą konfrontację.

Konflikt Rosji z Zachodem przynosi Chinom korzyści w postaci odciągnięcia uwagi i zasobów Stanów Zjednoczonych od regionu Azji i Pacyfiku. Ponadto wojna rosyjsko-ukraińska stwarza perspektywę dla skłócenia Waszyngtonu i Europy Zachodniej. Zhongnanhai może kalkulować, że szereg państw zachodnioeuropejskich będzie szukać sposobu czy wręcz pretekstu, aby ją zakończyć. Chiński „plan pokojowy”, mający prowadzić do zamrożenia konfliktu zbrojnego, może zwieść niektóre stolice, stwarzając im taką perspektywę, nawet iluzoryczną. Wskazuje na to ostatnia wizyta Wang Yi, ważnego chińskiego dyplomaty, w Europie – przed przyjazdem do Moskwy odwiedził on Francję, Włochy i Węgry. Jednocześnie ChRL ulega tu pokusie zademonstrowania swojej sprawczości w polityce międzynarodowej, co wiąże się z jej rosnącymi ambicjami i aspiracjami do zastąpienia USA w roli globalnego arbitra oraz stanowi element rywalizacji o wpływy na Globalnym Południu.

W konsekwencji Pekin stoi przed dylematem wynikającym z rozbieżności pomiędzy celem długofalowym (utrzymania strategicznej relacji z Moskwą) i krótkofalowym (ograniczenia kosztów tego sojuszu i odciągnięcia momentu konfrontacji z Waszyngtonem). Wydaje się, że Chiny szukają jego rozwiązania poprzez politykę dwutorową. Z jednej strony rozwijają współpracę gospodarczą z Rosją oraz oferują jej wsparcie dyplomatyczne i propagandowe na arenie międzynarodowej, umożliwiając jej w ten sposób prowadzenie działań zbrojnych i wytrzymanie ekonomicznej presji Zachodu. Z drugiej – deklarują głośno neutralność w wojnie rosyjsko-ukraińskiej, lecz już nie w konflikcie Rosji z Zachodem. Zgodnie z dostępnymi publicznie danymi wciąż nie zdecydowały się również na dostarczenie jej dużych ilości uzbrojenia.

Z powyższego punktu widzenia podróż do Moskwy niosła dla przywódcy ChRL poważny dylemat. Pekin nie mógł – jak to przykładowo zrobił indyjski premier Narendra Modi – po prostu odwołać wizyty (odbyła się na zaproszenie Putina przekazane w grudniu ub.r.), nie ryzykując osłabienia sojuszu z Rosją. Decyzja taka mogłaby też zostać odczytana jako oznaka słabości i podatności na zachodnie naciski. Coroczne wizyty przywódców obu państw należą do trwającego już ponad 20 lat rytuału ich partnerstwa strategicznego. Xi Jinping zdawał sobie przy tym sprawę, że wydarzenie zostanie odebrane jako sygnał poparcia dla Rosji i tym samym podważy wysiłki chińskiej dyplomacji zmierzające do zademonstrowania przy pomocy „planu pokojowego” ChRL jako państwa neutralnego w kontekście konfliktu. Nie przypadkiem dokument pojawił się na krótko przed planowaną wizytą. W konsekwencji na poziomie politycznym Pekin chciał uzyskać pełną akceptację Putina dla swojej pozorowanej inicjatywy pokojowej, ponieważ tylko to w zamyśle Zhongnanhai uwiarygodniłoby ją w oczach globalnej opinii publicznej, a zwłaszcza części światowych przywódców. Chiny starają się również utrzymać intensywność wojny na Ukrainie i rosyjskiej agresji wobec Zachodu na odpowiadającym im poziomie – nie dopuścić do ewentualnego upadku reżimu putinowskiego w sytuacji przegranej Rosji, a jednocześnie oddalać perspektywę konfliktu z NATO czy wojny atomowej.

Przebieg wypadków wskazuje, że strona chińska nie konsultowała swojej „inicjatywy pokojowej” z Kremlem lub błędnie odczytała sceptyczne sygnały przezeń wysyłane. Można tylko spekulować, że Pekin prawdopodobnie stwierdził, iż w interesie Moskwy – tak jak go rozumie – będzie podjęcie chińskiej gry dyplomatycznej z Zachodem. Nie da się też wykluczyć, że uznano, iż osłabiony partner nie będzie miał po prostu wyboru. Putin przyznał jednak, że tylko niektóre punkty planu mogą w przyszłości stać się podstawą negocjacji ze stroną ukraińską, tym samym sugerując, że część z nich jest dla Rosji nie do przyjęcia. Jednocześnie zrzucił na Ukraińców i Zachód wyłączną odpowiedzialność za brak rozmów pokojowych. Powtórzył w ten sposób standardową tezę rosyjskiej dyplomacji, że Zachód jakoby zabronił Kijowowi podejmowania pertraktacji pokojowych z Moskwą. Strona rosyjska w praktyce uzależnia je od uznania przez Ukrainę „realiów geopolitycznych”, w tym akceptacji dla aneksji nie tylko Krymu, lecz także obwodów: donieckiego, ługańskiego, chersońskiego i zaporoskiego. Samo w sobie nie stanowi to problemu dla Pekinu, który zapewne i tak planował obarczyć winą za niepowodzenie tej pozorowanej inicjatywy Zachód i stronę ukraińską.

Stanowcze, lekko zawoalowane odrzucenie „planu pokojowego” przez Rosję utrudnia Pekinowi grę z wybranymi stolicami UE. Wydaje się, że ze strony Moskwy jest to działanie mające zmusić Chiny do jednoznacznego opowiedzenia się po jej stronie w konflikcie, a może nawet udzielenia wsparcia w postaci dostaw broni. Putin i jego otoczenie zakładają, że są zbyt ważnym partnerem Pekinu w globalnej rywalizacji z Zachodem i ten nie może pozwolić sobie na jego porażkę. Moskwa miała też inne powody do odrzucenia koncepcji nawet pozorowanego planu pokojowego, ponieważ uznała, że spowoduje on demobilizację aparatu państwowo-wojskowego i osłabi wysiłek wojenny, rozbudzi oczekiwania szybkiego zakończenia konfliktu w społeczeństwie. Ważnym elementem była też potrzeba zamanifestowania autonomii w stosunkach z Chinami. Pekin od mniej więcej połowy ubiegłego roku zaczął aktywnie kształtować otoczenie międzynarodowe Rosji, podejmując w ten sposób próbę wpływania na jej politykę na terenie byłego Związku Radzieckiego. W tej sytuacji przyjęcie chińskiej inicjatywy oznaczałoby bierną akceptacji roli klienta podporządkowanego interesom ChRL.

Ważnym sygnałem ze strony Kremla, mającym zaznaczyć jego autonomię strategiczną wobec Pekinu, był rosyjski komentarz dotyczący zapowiedzi brytyjskich dostaw amunicji zawierającej zubożony uran. Putin, w obecności chińskiego lidera, ponownie zagroził Zachodowi użyciem broni nuklearnej. Oskarżył też „kolektywny Zachód” o to, że „zaczyna stosować już broń z nuklearnym komponentem”, co sprawia, że Moskwa „będzie zmuszona reagować w odpowiedni sposób”. Ten przekaz został następnie wzmocniony przez wiceministra spraw zagranicznych Siergieja Riabkowa, który powtórzył, że Rosja nie zamierza powracać do traktatu Nowy Start i w obecnej sytuacji ryzyko wojny nuklearnej jest większe niż kiedykolwiek przedtem. Można odczytywać to jako próbę zademonstrowania Zachodowi iluzoryczności nadziei na to, że Pekin jest w stanie powstrzymać Kreml od gróźb użycia broni nuklearnej. Kreml nie może również pozwolić, aby głównym adresatem i rozmówcą Zachodu w sprawie trwającej wojny był Pekin. Próba rozegrania chińskiego wpływu na Moskwę w kwestii deeskalacji nuklearnej była istotnym elementem chińskiej kampanii stabilizowania stosunków z Zachodem, podjętej na szczycie G20 na Bali w listopadzie 2022 r.

Wewnętrzna dynamika chińsko-rosyjskiego sojuszu ulega gwałtownej zmianie, co przyśpiesza pogłębianie się asymetrii na korzyść Chin. Xi Jinping najwyraźniej nie był w stanie wykorzystać wypracowanej przewagi, aby wywrzeć na Putina wystarczającą presję i skłonić go do stworzenia wiarygodnych pozorów występowania Chin w roli mediatora. Mimo to, Pekin nie wycofał swego politycznego poparcia dla Rosji w jej konflikcie z Ukrainą i Zachodem, maskowanego deklaratywną neutralnością. Można uznać, że na obecnym etapie kierownictwo Komunistycznej Partii Chin postrzega Moskwę jako niezbywalnego sojusznika w realizacji swoich dalekosiężnych celów wobec Zachodu. W rezultacie mimo osłabienia pozycji Rosji zarówno na arenie międzynarodowej, jak i w relacjach z Pekinem, nie straciła ona w pełni autonomii strategicznej, ponieważ im bardziej narasta napięcie między Chinami a Zachodem, tym bardziej Pekin potrzebuje Moskwy. Z tego też powodu Kreml nie ma zamiaru podejmować nawet pozorowanych działań, które mogłyby przysłużyć się poprawie stosunków Chin z Zachodem.

Jedną z głównych konsekwencji ograniczenia w 2022 r. rosyjsko-zachodniej wymiany handlowej był wzrost udziału ChRL w handlu zagranicznym Rosji – do 36% w imporcie i do 20% w eksporcie. Chiny stały się także głównym źródłem dostaw komponentów elektronicznych niezbędnych dla rosyjskiego przemysłu, w szczególności zbrojeniowego, zastępując dostawców zachodnich. Stało się to jednym z czynników umożliwiających Rosji przetrwanie zachodnich sankcji i kontynuację wojny. Szczyt Putin–Xi pokazał, że kremlowskie elity są gotowe płacić dalszym pogłębianiem relacji ekonomicznych z ChRL za wsparcie wysiłku wojennego, co znalazło wyraz w ogłoszonych na szczycie decyzjach oraz w przyjętej przez strony deklaracji o przygotowaniu „Planu rozwoju kluczowych kierunków rosyjsko-chińskiej ekonomicznej współpracy do 2030 r.”.

Z dokumentu wynika, że Moskwa zgodziła się na dwa ważne ustępstwa. Pierwsze to zapowiedź powołania wspólnego rosyjsko-chińskiego podmiotu, który zająłby się rozwojem Północnej Drogi Morskiej – szlaku żeglugowego z Morza Beringa na północny Atlantyk, głównej linii morskiej w rosyjskim sektorze arktycznym. Biorąc pod uwagę, jak ostro i zdecydowanie Rosja reagowała dotąd na wszystkie realne lub domniemane próby podważenia lub rozwodnienia jej absolutnej kontroli nad tym akwenem, dopuszczenie Chin jako formalnego „udziałowca” tego newralgicznego i potencjalnie dochodowego szlaku transportowego wskazuje na rosnącą asymetrię w stosunkach dwustronnych. Sama koncepcja Północnej Drogi Morskiej jest w dużym stopniu nagłośniona propagandowo, ponieważ możliwy wolumen dostaw tym szlakiem w najbliższych trzech dekadach pozostanie niewielki. Niemniej Pekin traktuje transport morski jako pretekst do eksploracji regionu arktycznego, nad którego przeważającą częścią Moskwa chciałaby utrzymać wyłączność.

Drugie ustępstwo to deklaracja Putina, że Rosja gotowa jest przejść na rozliczenia w chińskiej walucie (RMB) nie tylko w handlu z Chinami, lecz także z państwami trzecimi. Zwiększyłoby to szansę na umiędzynarodowienie RMB, co jest jednym z planów Pekinu od ponad 20 lat, od momentu wstąpienia do Światowej Organizacji Handlu. W obu wypadkach są to jednak wstępne ustalenia, a ich realizacja będzie w dużym stopniu zależała od gotowości Kremla do współpracy. Atrakcyjność chińskiej waluty wynika nie tyle z jej gospodarczej atrakcyjności jako środka wymiany, ile z kwestii czysto politycznych – relatywnego bezpieczeństwa, które zapewnia ona sankcjonowanym rosyjskim podmiotom. Szersze wykorzystanie w handlu Rosji – a także Chin – z państwami trzecimi, m.in. na Globalnym Południu, wymagać będzie żmudnych działań dyplomatycznych Pekinu w tym obszarze, a także dalszych reform systemu finansowego i regulacji przepływów kapitałowych.

Mimo powyższych ustępstw Moskwy Pekin odmawia finalizacji rozmów o budowie drugiego gazociągu łączącego Chiny z rosyjskimi złożami zaopatrującymi dotychczas Europę, tzw. Siły Syberii-2, który miałby biec przez terytorium Mongolii. Świadczy to o tym, że plany Kremla dotyczące reorientacji eksportu gazu z kierunku europejskiego do Azji Wschodniej nie doczekają się szybkiej realizacji, a chiński partner będzie wykorzystywał sytuację do uzyskania jak najlepszej ceny (było to powodem wieloletnich opóźnień realizacji gazociągu Siła Syberii-1). W świetle chińskiej transformacji energetycznej budowa Siły Syberii-2, mającej według Moskwy od 2030 r. dostarczać do Chin nawet 50 mld m3 gazu, może wymagać redukcji importu z innych kierunków, m.in. Turkmenistanu czy terminali LNG położonych na chińskim wybrzeżu. Wydaje się, że Pekin będzie wykorzystywał przedłużające się negocjacje w sprawie gazociągu do wywierania presji na Moskwę w kwestii Północnej Drogi Morskiej, przejmowania przez Rosję RMB w handlu międzynarodowym czy innych kluczowych z jego punktu widzenia kwestii.

osw.waw.pl

Nowe zachodnie sankcje, nakładane w 2022 r. w związku ze współudziałem w rosyjskiej inwazji na Ukrainę, oraz utrata ukraińskiego rynku zagroziły stabilności białoruskiej gospodarki. Według najbardziej pesymistycznych prognoz kraj miał pogrążyć się w głębokiej, nawet dwucyfrowej recesji, a eksport najbardziej dochodowych towarów – ulec załamaniu. Tymczasem oficjalne dane z ubiegłego roku, w tym m.in. spadek PKB jedynie o 4,7%, produkcji przemysłowej – o 5,4%, a całości obrotów w handlu zagranicznym – tylko o 6%, wskazują na umiarkowany kryzys. Białoruś dostosowała się do nowych warunków, częściowo rekompensując straty. Głównym czynnikiem osłabiającym dotkliwość restrykcji jest wsparcie Rosji, która w zamian za lojalność Alaksandra Łukaszenki udostępniła swoją infrastrukturę transportową i portową do tranzytu białoruskich towarów oraz zapewniła preferencyjne warunki na własnym rynku dla tamtejszego eksportu. Dodatkowo skalę kryzysu gospodarczego pozwalają ograniczyć stosowane przez władze manipulacje, takie jak: utrzymywanie zawyżonej produkcji przemysłowej (w rezultacie coraz więcej towarów trafia do magazynów), administracyjne blokowanie wzrostu cen oraz próba obejścia unijnego embarga na towarowe przewozy drogowe z Białorusi. Ani pomoc ze strony również obarczonej sankcjami Moskwy, ani ręczne sterowanie gospodarką nie stanowią jednak wystarczającej gwarancji stabilności ekonomicznej państwa. Co więcej, w obliczu zamykania przez Polskę i Litwę od lutego br. kolejnych przejść granicznych należy spodziewać się pogłębienia kryzysu w perspektywie krótkoterminowej.

(...)

Jednocześnie duże straty w białorusko-unijnej wymianie handlowej miały jedynie w niewielkim stopniu przełożyć się na wyniki całości wymiany zagranicznej. Z fragmentarycznych danych Narodowego Komitetu Statystycznego RB wynika bowiem, że w 2022 r. jej wartość wyniosła niemal 77 mld dolarów, czyli o 6% mniej niż w 2021 r. Spadki w eksporcie oraz imporcie sięgnęły odpowiednio 4,2% i 7,2%, przy czym niemal dwukrotnie większa redukcja operacji importowych pozwoliła po raz pierwszy od 2012 r. zmniejszyć ujemny bilans do zaledwie 300 mln dolarów (dla porównania w 2021 r. deficyt w handlu zagranicznym wyniósł prawie 1,8 mld dolarów). Skutki zachodnich restrykcji handlowych łagodziła głównie dynamicznie rosnąca wymiana z Rosją. Według komunikatów władz białoruskich (brak dokładnych danych statystycznych) zwiększyła się ona o 11 mld dolarów w porównaniu z 2021 r., do 50 mld dolarów. Rekordowa od początku wymiany towarowej pomiędzy niepodległą Białorusią i Rosją miała być również wartość eksportu, szacowana przez Mińsk na ok. 23 mld dolarów, czyli o ponad 7 mld dolarów więcej niż w poprzednim roku. W rezultacie, przy założeniu autentyczności tych liczb, udział Rosji w białoruskim obrocie zagranicznym zbliżył się do  bezprecedensowego poziomu 70%, a w sektorze produkcji przemysłowej osiągnął 75%. Do takiej sytuacji doprowadziło niewątpliwie zajęcie przez białoruskich eksporterów nowych nisz na rosyjskim rynku po opuszczeniu go przez część zachodnich firm. Dynamikę procesu zastępowania europejskich kontrahentów przez podmioty białoruskie pokazują np. wycinkowe dane z kwietnia ub.r., gdy Białoruś odnotowała 100% wzrost sprzedaży do Rosji (do łącznej wartości 1,5 mld dolarów) i po raz pierwszy wyprzedziła niemieckich eksporterów, których udział w rosyjskim imporcie skurczył się do 800 mln dolarów. Warto również zwrócić uwagę na niemal podwojenie – do 1,6 mld dolarów – wartości eksportu z Białorusi do Chin.

osw.waw.pl

piątek, 24 marca 2023


– Góra urodziła mysz – tak zdaniem dr. Witolda Sokały najkrócej można podsumować niedawną wizytę Xi Jinpinga w Moskwie. Wicedyrektor Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Polityk Publicznych UJK w Kielcach zwraca uwagę na to, że gdy ją zapowiedziano, wiele osób wstrzymało oddech, spodziewając się jakiegoś przełomu, dotyczącego przede wszystkim chińskiego zaangażowania po stronie Rosji.

– Ale rację mieli ci, którzy podeszli do sprawy na chłodno, i analizując realne interesy Chin, wskazywali, że Państwu Środka po prostu nie kalkuluje się zbyt otwarte wspieranie agresora – uważa ekspert.

W rozmowie z Onetem dr Witold Sokała przekonuje, że wizyta potwierdziła, że Pekin gra na wzmocnienie swej roli jako globalnego mocarstwa, a słabnąca Rosja nie jest dla niego żadnym partnerem, lecz tylko narzędziem w grze.

– Xi uzyskał sporo koncesji ważnych dla Chin gospodarczo, niemal nic nie obiecując Putinowi w zamian. Nadal będzie kupował tanio surowce, bo przecież komuś Rosjanie muszą je sprzedawać, w nową infrastrukturę przesyłową zainwestuje, gdy zechce, a juan będzie walutą rozliczeniową – twierdzi.

Zdaniem naszego rozmówcy cena to parę tanich gestów i słów, pompujących dobre samopoczucie rosyjskiej publiki.

– To też w interesie Chin: ścigany przez międzynarodowy trybunał Putin, uważany za mordercę, kłamcę i bandytę przez większość cywilizowanego świata, jest zdany na chińską łaskę i niełaskę, musi być Pekinowi coraz bardziej posłuszny – uważa dr Sokała.

– Gdyby zaś zawalił się mit rosyjskiej mocarstwowości, stanowiący jeden z fundamentów legitymizowania władzy każdego gospodarza Kremla, rozczarowanie byłoby ogromne. I na jego fali mogłaby przechwycić rządy jakaś inna ekipa, mająca dużo szersze pole manewru w relacjach z Zachodem. Czyli automatycznie, zdolna do nieco twardszej polityki wobec Chin, do większej asertywności. Upokarzać za kulisami, publicznie chwalić i klepać po plecach, to w tej sytuacji dosyć oczywista taktyka Xi wobec rosyjskich przywódców – dodaje.

Dr Sokała podkreśla, że to, co teraz najciekawsze, to ewentualny ciąg dalszy chińskiego zaangażowania w wojnę rosyjsko-ukraińską.

– Jeśli Xi, zgodnie z niektórymi wcześniejszymi zapowiedziami, zdecyduje się na w miarę szybki kontakt z Wołodymyrem Zełenskim, to praktycznie bez względu na treść ich rozmowy będziemy mieli sygnał, że Pekin zamierza zająć pozycję bardziej superarbitra, niż strony – zaznacza nasz rozmówca.

onet.pl

czwartek, 23 marca 2023


Pełen fanfar szczyt rosyjsko-chiński w Moskwie przykuł uwagę globalnych mediów w bezprecedensowy sposób, mimo że historia spotkań przywódców Federacji Rosyjskiej i Chińskiej Republiki Ludowej liczy, dokładnie, 31 lat. Wiele się na nich działo.

W 1992 r. Borys Jelcyn, ku konsternacji gospodarzy i swoich urzędników, przyznał się publicznie do miliardów zarobionych na sprzedaży Chinom rosyjskiej broni. W 1996 r., gdy świat wstrzymał oddech, bojąc się wojny o Tajwan, Moskwa i Pekin podpisały strategiczne partnerstwo. W 1999 r. zmęczony życiem Jelcyn wygarnął Amerykanom w Pekinie: "Clinton zapomniał, że Rosja ma broń atomową" i ogłosił: "to nie on będzie decydować jak żyć, to my będziemy!".

W 2004 r. Putin porozumiał się z chińskimi towarzyszami, zamykając "puszkę Pandory" we wzajemnych relacjach, kwestię granicy, oddając sporne wyspy na Amurze i Argunie. W 2008 r. Chińczycy poratowali pogrążonych w kryzysie Rosjan pożyczką, cementując budowę ropociągu WSTO do Chin. A w 2014 r. przyszli sankcjonowanej po pierwszej odsłonie wojny o Ukrainę Rosji z "bratnią pomocą", uzyskując gazociąg Siła Syberii, na braterskich — właśnie — warunkach.

Szczyty małe i duże są nieodłączną częścią relacji rosyjsko-chińskich, "wiszących" na personalnych kontaktach przywódców, i zawsze towarzyszą im PR-owskie fajerwerki. W przeszłości Xi Jinping z Władimirem Putinem wspólnie jedli lody, płynęli łódką po Newie, oglądali mecz hokeja, jechali szybkimi kolejami; rosyjski przywódca grał na fortepianie, a chiński gensek przekazywał niedźwiadki pandy. No i pili razem wódkę. Kilka ładnych razy.

Na tym tle obecny szczyt wręcz wiał nudą. Putin powiedział, że "trochę zazdrości" Chinom sukcesów, ale takie frazy już kiedyś były. Odprowadził Xi do samochodu, nawet dwa razy, ale to też już było na poprzednich szczytach. Xi na pożegnanie powiedział, że świat przeżywa zmiany, jakich nie widziano od stu lat, lecz to jego standardowa gadka, znana partyjniakom dużym i małym w Chinach od dobrej dekady (najlepiej utrwala się przez powtarzanie, a aparatczycy cytować przywódcę muszą nieustannie).

Podobnie typowe było wzajemne nazywanie się "przyjaciółmi", a nawet "drogimi przyjaciółmi", przez tłumaczy rzecz jasna, bo żaden z przywódców nie zna języka tego drugiego. Putin chciał teraz błysnąć, na bankiecie wzniósł chiński toast "na zdrowie", czyli "ganbei", lecz wyszło mu, z błędem, "genbei", aż chiński tłumacz poczuł się w obowiązku przetłumaczyć to dziwne słowo na mandaryński. Ganbei znaczy zresztą "do dna", a Putin, barbarzyńca jeden, tylko nasączył kieliszek.

Sądząc po oświadczeniach i podpisanych dokumentach — też szału nie było. We wspólnym komunikacie "pogłębiono rosyjsko-chińskie wszechstronne strategiczne partnerstwo koordynacji dla nowej ery" (każdy z tych bizantyjskich członów ma swoją historię), dano odpór amerykańskiemu imperializmowi i hegemonizmowi, pochylono się z troską nad "kryzysem ukraińskim", jak dla niepoznaki nazywa się rosyjską wojnę, wspomniano o BRICS, Azji, Afryce, Ameryce Południowej, a nawet Karaibach.

Powtórzono, że świat zmierza ku wielobiegunowości i potrzeba "demokratyzacji stosunków międzynarodowych" (obecnie rządzą tylko Amerykanie, więc jest niedemokratycznie), a Tajwan jest częścią Chin. W sumie nihil novi slogany te pojawią się we wspólnych komunikatach od lat 90. XX w., niektóre mają już dwadzieścia lat, inne zaledwie piętnaście.

Jak zwykle w takich tekstach ciekawsze było nie to, co jest, lecz to, czego nie ma. Wypadła fraza o "bezgranicznych" relacjach rosyjsko-chińskich, robiąca rok temu iście światową furorę. Mało, mniej niż poprzednio, było o Arktyce, podobnie o Azji Centralnej, jedno zdanie o Indiach. Podpisane dokumenty też nie oszałamiają. Plan współpracy gospodarczej do 2030 r. i kilka memorandów są dość ogólne, zaś umowy o współpracy rosyjskich i chińskich telewizji czy agencji prasowych wyglądają na zapełnianie dyplomatycznej pustki.

Rosja i Chiny ogłosiły, że nadal będą pracować nad projektem gazociągu Siła Syberii 2, mającym biegnąć przez Mongolię. "Już prawie wszystko ustalone" ogłaszał Putin. Został tylko jeden mały detal, taki tam szczegół, nic wielkiego – cena. Pierwszy gazociąg z Rosji do Chin, nazwaną później Siłą Syberii (1) też tak ogłaszano jako dogadany przez ponad dekadę, a potem okazywało się, że Chińczykom się nie spieszyło. Czekali na osłabnięcie Rosji, spuszczenie przez nią z ceny i się w 2014 r. doczekali. Teraz czas tym bardziej jest po ich stronie, bo gazu mają dużo — i to po lądzie — z Turkmenistanu i Birmy.

Na obecnym szczycie w Moskwie ogłoszono również, że Rosja przejdzie na rozliczenia w juanach, w tym z krajami trzecimi, co gdyby się ziściło, było znaczące. Na razie jednak Rosja od zagranicznych kontrahentów dostaje dolary i euro, choć się z tego nie cieszy.

Gdyby oceniać szczyt stricte po wypowiedzianych i zapisanych słowach oraz po gestach, byłoby więcej niż skromnie. W relacjach Rosji z Chinami mamy jednak dwa światy: tego, co widoczne i tego, co ukryte. Dla społeczeństw obu krajów i dla świata pokazywana jest sfera teatru politycznego, a prawdziwe decyzje zapadają za kulisami, w medialnej ciszy, nie wiadomo kiedy i jak. Do Rosji i Chin pasuje jak ulał stara prawda o tym, że "ci, co wiedzą, nie mówią, a ci, co mówią, nie wiedzą". Być może więc nie dowiemy, na co się Putin zgodził w czasie tego spotkania. Bo, że musiał się jakoś odwdzięczyć Xi za wizytę to pewne.

Odwiedziny chińskiego genseka ratują Putinowi twarz zarówno krajowo, jak i międzynarodowo. Od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie z rosyjskim prezydentem spotykali się tylko przywódcy Turcji, Iranu czy byłych republik radzieckich, pozwalając sobie zresztą na czytelne afronty (jeśli prezydent Kirgistanu spóźnia się na spotkanie to wiedz, że jest źle). Oprócz nich do Rosji pielgrzymowali polityczni klienci Kremla jak syryjski dyktator Baszar Al—Assad czy szef birmańskiej junty generał Min Aung Hlaing. I tyle.

Po wydaniu listu gończego za Putinem przez Międzynarodowy Trybunał Karny będzie to jeszcze trudniejsze. I wtedy właśnie na białym koniu, czy też w białym samolocie, przybywa Xi Jinping i ostentacyjnie "daje twarz" Putinowi. Pokazuje światu, przede wszystkim Globalnemu Południu, że zachodnie sądy sądami, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie. Chiny same będą wybierać z kim się spotykać, a jak słychać zachodnie wycie, to znakomicie.

Co znacznie ważniejsze, Xi Jinping wysyła czytelny sygnał putinowskiemu dworowi: Państwo Środka nie życzy sobie żadnego przewrotu. Jeśli Oscar dla "Nawalnego" i wyrok MKK zostały w Rosji (i w Chinach) odczytane jako ewidentne granie przez Zachód na zmianę reżimu w Rosji, to wizyta Xi te działania neutralizuje. Symbolicznie pokazuje potencjalnym kremlowskim Brutusom: "schowajcie (na razie) sztylety".

Dlatego podnoszące się na Zachodzie głosy, że Chiny strzeliły sobie tą wizytą bramkę samobójczą, przekreślając własną narrację o neutralności w wojnie, są chybione. To nie dla Zachodu był ten szczyt, tylko dla Putina, a międzynarodowo — dla Globalnego Południa. Wojna w Ukrainie wzmacnia Zachód, przywraca globalną rolę przywódczą USA i ponownie zacieśnia więzy transatlantyckie, więc Chiny muszą zareagować, zatrzymać te złe dla nich następstwa. Symbolicznie pokazać reszcie świata, że Zachód nie reprezentuje globu, a tylko samego siebie.

Peryferyjna europejska wojna, jak konflikt w Ukrainie jest przedstawiany w wielu krajach Azji, Afryki i Ameryki Południowej m.in. dzięki niewidzialnej ręce Pekinu, nie może być pretekstem do "nowego końca historii", ponownej dominacji Stanów Zjednoczonych. Ta narracja chwyta w Globalnym Południu, bo dla państw rozwijających się Ukraina jest daleko, a USA blisko, rosyjskie zbrodnie to sprawa teoretyczna, a amerykańskie ingerencje ich sprawy wewnętrzne – bardzo praktyczna. To właśnie dzięki takiemu dyplomatyczno—medialnemu wsparciu chińskiemu Rosja nie jest izolowana na świecie, tylko półizolowana.

Patrząc z perspektywy Chin rzucających wyzwanie obecnemu amerykańskiego porządkowi międzynarodowemu i marzących o przywództwie nad resztą świata, poparcie dla Rosji ma sens, mimo jej błędów i słabości. Rosja zabezpiecza północną flankę Chin i niczym taran burzy obecny porządek międzynarodowy. A poza tym dostarcza tanich surowców, i to po lądzie. Lepszej Rosji Chiny mieć nie będą, więc trzeba dmuchać i chuchać na Putina, a poza tym to wszystko są zbyt ważne sprawy, by je psuć nadmiernym naciskiem w sprawie pokoju.

Xi Jinping może i powiedział na Kremlu, "panie Putin kończ Pan tę wojnę", lecz dobrze wie, że ona się (na razie) nie skończy, bo to być albo nie być dla Putina. Skoro więc nie da się złapać króliczka, to trzeba go gonić, pokazać się światu jako miłujący pokój kraj, starający się pogodzić zwaśnione strony. Zarówno Rosja, jak i Ukraina, grają w tę chińską grę: Chiny udają, że mediują w sprawie pokoju, a Moskwa i Kijów udają, że im wierzą. Wszystko po to, by nie dać zrzucić na siebie winy na niemal pewną klęskę działań rozjemczych.

Tak więc choć Chiny chcą końca wojny, to go (jeszcze) nie będzie. Pozostanie za to Rosja, z każdym kolejnym dniem będąca — metaforycznie to ujmując — coraz młodszym bratem Chin.

onet.pl