wtorek, 14 lutego 2023


Obecnie prawdziwym wyborem Władimira Putina jest albo dacza, albo cmentarz. Ta wojna to katastrofa i dlatego jest to kierunek, w którym zmierza rosyjski dyktator — powiedział w wywiadzie dla estońskiej telewizji ETV Edward Lucas, brytyjski publicysta i ekspert zajmujący się Rosją.

— Myślę, że po Putinie nastąpi coś gorszego, jakaś junta, której jeden z elementów będzie wyglądał dobrze w oczach Zachodu — ocenił w niedzielę Lucas, dodając, że obawia się częstej w historii mylnej interpretacji przemian w Rosji. — Boję się, ponieważ mamy naprawdę niewielkie zdolności analityczne pozwalające zrozumieć to, co naprawdę dzieje się teraz w Rosji — wskazał.

Publicysta uznał również, że w Rosji dostrzec już można zalążki wojny domowej, szczególnie widoczne poprzez rozwój prywatnych armii.

Eksperta zapytano również o oświadczenie Kremla, w którym ostrzega się przed trudnością rozróżnienia zachodniej pomocy udzielanej Ukrainie od bezpośredniego zaangażowania.

Lucas zasugerował zignorowanie moskiewskiej propagandy, mówiąc, że "jeśli nie podoba im się sytuacja, w której czują się narażeni na atak, nie powinni byli rozpoczynać wojny przeciwko innemu państwu". Dodał, że jeśli Rosja chce uporać się z innymi aspektami wojny, co do których ma obiekcje, musi ją po prostu skończyć.

PAP

Na wschodzie Ukrainy od wielu tygodni w centrum uwagi znajduje się sytuacja wokół Bachmutu. Wojska rosyjskie nie tylko szturmują samo miasto z trzech kierunków, ale próbują je zdobyć w „kleszcze” od północy i południa, załamując tym samym logistykę i zmuszając ukraiński garnizon do odwrotu. Jak na razie bezskutecznie, choć w ciągu ostatniego tygodnia rosyjskim siłom zbrojnym udało się zbliżyć do obu dróg na odległość mniejszą niż kilometr. Teraz poruszanie się po nich staje się bardzo ryzykowne.

Na północ od Bachmutu toczą się walki o drogę M03, łączącą miasto ze Słowiańskiem. Aby zdobyć nad nią kontrolę, nacierający Rosjanie muszą zająć od zachodu wieś Krasna Hora i przylegającą do niej wieś Paraskowijiwkę lub obejść je od północy. Wczoraj twórca Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn powiedział, że Krasna Hora znalazła się pod pełną kontrolą jego najemników, na dowód pokazując zdjęcia i wideo. Ponadto podkreślił, że miasteczko zostało zajęte wyłącznie siłami jego „prywatnej armii”, a Bachmut i okoliczne tereny „w promieniu 50 kilometrów” były szturmowane wyłącznie przez Wagnerowców. Dziś rosyjskie Ministerstwo Obrony potwierdziło informacje Prigożyna.

W efekcie Paraskowijiwka znalazła się w krytycznej sytuacji – Rosjanie skutecznie okrążyli wieś z trzech stron, wbijając klin między nią a Bachmutem. Dodatkowo ominęły wieś od północy i, według ukraińskiego projektu analitycznego DeepState, są już około pół kilometra od drogi M03. Między wysuniętymi jednostkami rosyjskimi a północną trasą zaopatrzeniową Bachmutu pozostają tylko dwa zalesione obszary.

Na południowy zachód od Bachmutu sytuacja ukraińskich obrońców jest bardziej optymistyczna. Tutaj wojska rosyjskie usiłują przebić się do drogi T 0504, która łączy Bachmut z Konstanynówką. Pozostaje do niej niecały kilometr, a walki toczą się na obrzeżach wsi Krasne koło Bachmutu. Ukraińskim wojskowym udało się jednak ustabilizować sytuację w tym miejscu: w ciągu ostatniego tygodnia linia frontu prawie się nie zmieniła.

W mieście toczą się walki uliczne. Według majora rezerwy Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksija Hetmana, Rosjanie usiłują wkroczyć do miasta od północy i południa, wcześniej odcinając jego obrońców od zaopatrzenia. Kluczowym celem dla nich jest droga do Konstanynówki, która jest obecnie wykorzystywana do logistyki i ewakuacji rannych. Jej utrata mogłaby zmusić ukraińskie dowództwo do wycofania wojsk z miasta.

– Sytuacja w Bachmucie i okolicach z dnia na dzień staje się coraz trudniejsza. Wróg przeniósł swoją uwagę i większość swoich sił właśnie teraz na samo miasto. [Rosjanie] próbują przebić się do sektora prywatnego, do strefy przemysłowej. Bardzo ciężkie walki toczą się o każdy budynek, każdy metr – napisał 11 lutego na swoim kanale w Telegramie major SZU Maksym Żorin.

Ukraiński żołnierz o pseudonimie “Kijanin”, który walczy w Bachmucie, również opisywał trudną sytuację w mieście i na jego obrzeżach. Powiedział, że najtrudniejsza sytuacja była na północ od centrum miasta, gdzie Rosjanie próbowali przełamać obronę SZU dużymi siłami piechoty i ciągle wprowadzali do walki nowe rezerwy.

Pogarszającą się sytuację w Bachmucie obrazuje również fakt, że od dziś wszyscy dziennikarze i cywile przed wjazdem do miasta będą musieli uzyskać specjalne pozwolenie od wojskowej administracji obwodu donieckiego. Bez tego nie zostaną wpuszczeni. Decyzja ta wynika z zagrożenia, jakie stwarzają grupy dywersyjno-rozpoznawcze, które coraz częściej przenikają do miasta.

Z reguły na tym odcinku frontu Rosjanie preferują taktykę małych grup piechoty, które wsparte artylerią podchodzą do ukraińskich pozycji fala po fali i podejmują walkę. Mimo to ukraińskie siły zbrojne utrzymują swoje pozycje, a na niektórych odcinkach frontu (m.in. w okolicach Bachmutu), według dowódcy SZU gen. Walerija Załużnego, odzyskują nawet utracone wcześniej pozycje.

Na północ od Sołedaru, który został zdobyty w styczniu, rosyjska ofensywa na Siewiersk straciła impet i przez tydzień trwały walki na podejściach do wsi Rozdoliwka i Fedoriwka, około 10 km na południe od miasta.

W obwodzie ługańskim siły rosyjskie odsunęły linię frontu od Kreminnej, do której SZU zbliżyły się kilka tygodni temu na odległość zaledwie kilku kilometrów, a obecnie posuwają się w kierunku wyzwolonego wcześniej Łymanu. Miasto to nazywane jest „wschodnią bramą do Słowiańska”, a nacierające oddziały rosyjskie są obecnie oddzielone od Łymanu o około 15 kilometrów. Najcięższe walki toczą się na obrzeżach wsi Torśke i tartaku na granicy obwodów ługańskiego i donieckiego.

Walki na tym odcinku frontu toczą się w trudnych warunkach. Między Łymanem a Kreminną, gdzie obecnie toczą się główne walki, znajdują się lasy sosnowe. Obie strony aktywnie wykorzystują artylerię i pojazdy opancerzone, po czym pozycje wroga są atakowane przez piechotę. Rosjanie intensyfikowali w tym rejonie użycie lotnictwa frontowego. Zarówno rosyjskie siły zbrojne, jak i SZU ponoszą dotkliwe straty.

(...)

W ostatnim tygodniu nasiliły się również walki na całej linii frontu na północ od Kreminnej aż do granicy z Rosją. Jednostki rosyjskich sił zbrojnych próbują posuwać się w kierunku Kupiańska w obwodzie charkowskim. Od linii frontu do tego miasta jest teraz około 10 kilometrów.

Według ukraińskiego analityka wojskowego Kostiantyna Maszowca, Rosjanie usiłują przebić się do rzeki Oskoł w pobliżu wsi Hrianykiwka na północnym wschodzie obwodu charkowskiego.

– Oczywiste jest, że celem wojsk rosyjskich są dwie miejscowości na lewym brzegu rzeki Oskoł na kierunku kupiańskim, które nadal znajdują się pod kontrolą SZU – Hrianykiwka i Masyutiwka. Niewykluczone również, że wróg będzie próbował przejść do ofensywy na kierunku Kisłowka – Iwanówka i dalej na Stepną Nowosielankę, wzdłuż drogi R-07. W tym przypadku jego bezpośrednim celem jest osiągnięcie linii Petropawłowka-Kuriłówka, czyli najbliższych podejść do Kupiańska – mówi Maszowiec.

Według DeepState Rosjanie odnieśli „częściowy sukces” w Hrianykiwce pod koniec tygodnia. Pojawiają się też informacje, że SZU wycofały się ze wsi.

Wydarzenia pod Wuhłedarem w obwodzie donieckim rozwijają się tragicznie dla rosyjskiej armii. Walki na obrzeżach miasta wciąż trwają, a rosyjskie siły zbrojne tylko w ostatnich dniach straciły dziesiątki pojazdów opancerzonych. W mediach społecznościowych krążą filmy pokazujące zniszczone kolumny rosyjskich czołgów i transporterów opancerzonych. Według projektu analitycznego Oryx, który dokumentuje wszystkie potwierdzone wizualnie straty sprzętu po obu stronach, tylko w ciągu trzech dni (od 8 do 10 lutego) Rosjanie stracili 103 sztuki sprzętu wojskowego, w tym 36 czołgów – najwięcej w okolicach Wuhłedaru i Awdijiwki.

Wysokie straty można po części tłumaczyć specyfiką tego odcinka frontu: Wuhłedar to kilka bloków mieszkalnych stojących na wysokim terenie otoczonym polami. Aby przebić się do miasta, należy pokonać kilka kilometrów przez gęsto zaminowany otwarty teren. Prawie wszystkie rosyjskie ofiary są wynikiem ostrzału artyleryjskiego SZU i min lądowych. Ze swojej strony rosyjskie dowództwo dzień po dniu wysyła do szturmu nowe konwoje sprzętu, które zostają niemal całkowicie zniszczone.

Straty rosyjskie były tak znaczne, że niektóre głosy propagandy wyraziły nawet oburzenie z powodu decyzji dowództwa wojskowego odpowiedzialnego za ten sektor. Generałów krytykowali zwłaszcza separatysta Igor Girkin-Striełkow i kompania najemników powiązana z Grupą Wagnera.

Bezmyślne działania szturmowe spowodowały ciężkie ofiary nie tylko wśród sprzętu, ale także wśród kadr Sił Zbrojnych Rosji. Zwrócił na to uwagę brytyjski wywiad, oceniając, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni Rosja prawdopodobnie „poniosła najcięższe straty od pierwszego tygodnia inwazji na Ukrainę”.

– Doprowadziło do tego wiele różnych czynników, w tym brak wyszkolonych żołnierzy, koordynacji i zasobów na całym froncie, co było najbardziej widoczne w Bachmucie i Wuhłedarze – informował brytyjski wywiad.

Rosjanie próbują obecnie okrążyć Wuhłedar, atakując w kierunku północnym z miejscowości Pawlilwka i Mykilśke. Zdjęcia satelitarne wykonane pod koniec ubiegłego tygodnia pokazują, że najbardziej intensywne walki toczą się na wschód od miasta. Ukraińskie pozycje w rejonie sektora prywatnego nieustannie ostrzeliwują rosyjskie systemy ciężkich miotaczy ognia Sołncepiok.

Dla rosyjskich sił zbrojnych sytuacja na obrzeżach Awdijiwki jest również trudna. Tutaj Rosjanie również aktywnie atakowali w zeszłym tygodniu, ale bez powodzenia i z dużymi stratami. Tylko w jednej nieudanej próbie szturmu stracili osiem BWP i dwa czołgi. Linia frontu w tym rejonie przez długi czas pozostaje praktycznie niezmieniona.

belsat.eu


W 1946 roku biuro komisarza Rady Ministrów ZSRR do spraw repatriacji dysponowało szczegółową listą „obywateli radzieckich w szeregach polskiej 3. Dywizji Strzelców Karpackich stacjonującej w hrabstwie Amersham w Anglii”. Z dokumentu zawierającego dane prawie 600 żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego wynikało, że znaczny odsetek składu osobowego dywizji stanowili mieszkańcy byłych północno-wschodnich województw II RP. W latach 1947–1948 przez 312. obóz Repatriacyjny w Grodnie do BSRR powróciło 695 byłych andersowców. Inni podróżowali do ojczyzny przez Wilno i Brześć. W sumie na sowiecką Białoruś w latach 1946–1948 przybyło około 900 żołnierzy II Korpusu Polskiego.

W nocy z 31 marca na 1 kwietnia 1951 roku MGB BSRR (Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej) deportowało większość z nich do obwodu Irkuckiego. Zarekwirowano im dokumenty i rzeczy osobiste. Wśród deportowanych z BSRR andersowców było: 285 osób odznaczonych Krzyżem Monte Cassino; 80 – Krzyżem Walecznych; 7 – Krzyżem Zasługi z Mieczami; 267 – Medalem Wojskowym. Znaczna część deportowanych miała także odznaczenia brytyjskie.

Syn białoruskiego andersowca Władimira Nesterowicza pisał we wspomnieniach: „1 kwietnia 1951 roku, po przerwie wiosennej, musiałem iść do szkoły. Poprzedniej nocy grałem w szachy z przyjaciółmi w budynku rady wiejskiej. Wracając z jednym z nich do domu, zobaczyłem, że nasz dom jest otoczony żołnierzami MGB, którzy trzymali karabiny maszynowe w rękach. Przyjaciel poradził nie zbliżać się do domu i iść do krewnych, którzy mieszkali w naszej wiosce. Tam nocowałem. Rano przyszedł pracownik MGB i kazał iść z nim do domu. Kiedy mnie przyprowadzono, zobaczyłem, że przeszukano dom: wszystko było wywrócone i rozproszone. Naszej rodzinie ogłoszono, że jesteśmy aresztowani i w ciągu godziny musimy spakować najpotrzebniejsze rzeczy i wyjść na zewnątrz. Kiedy wyprowadzono nas z domu, podjechały do niego trzy furmanki, na których kazano nam usiąść. Na każdym z nich siedziało dwóch pracowników MGB. Gdzie nas zabiorą i za co – nie wiedzieliśmy.

Przywieźli do centrum rejonowego, gdzie załadowali nas do «lejka» i pod ochroną żołnierzy zabrali w nieznanym kierunku. Kiedy «lejek» zatrzymał się, zobaczyliśmy, że jesteśmy na stacji kolejowej w Baranowiczach. Zaczęli nas ładować do wagonów towarowych. Wtedy w końcu zdaliśmy sobie sprawę, że nasze nieoczekiwane aresztowanie nie jest błędem ani «nieporozumieniem»” (rękopis w posiadaniu autora).

Dlaczego doszło do deportacji? Władze radzieckie postanowiły usunąć andersowców z zachodnich obwodów ZSRR ze względu na fakt, że byli to żołnierze „burżuazyjnego wojska”, którzy przeszli doskonałe szkolenie wojskowe, mieli doświadczenie bojowe, a w przypadku wojny Wielkiej Brytanii i USA przeciwko Związkowi Radzieckiemu mogli zdaniem Kremla przekształcić się w „piątą kolumnę”. Nie miało znaczenia, że walczyli z nazistami. Oficjalna decyzja o deportacji podkreślała zresztą, że „dana osoba w Armii Radzieckiej nigdy nie służyła i nie ma specjalnych zasług dla państwa radzieckiego. Dlatego należy ją deportować poza BSRR w odległe miejsca Związku Radzieckiego, a majątek skonfiskować”. Jako uzasadnienie deportacji poza BSRR wykorzystano również oskarżenie „o współpracę z zagranicznymi wywiadami”.

W komendach w syberyjskich miejscowościach, do których przywożono deportowanych weteranów II wojny światowej, zmuszano ich do podpisania dokumentu, że decyzją Rady Ministrów ZSRR zostali pozostawieni na osiedlu specjalnym na zawsze, a jeśli spróbują uciec, zostaną pociągnięci do odpowiedzialności karnej. Każdego dnia deportowany miał meldować się w komendzie.

new.org.pl

Berlusconi, lider konserwatywnej partii Forza Italia, która wchodzi w skład koalicji rządzącej krajem, wypowiadał się po tym, jak premier Włoch Giorgia Meloni oskarżyła w piątek Francję o narażenie na szwank jedności UE w sprawie Ukrainy poprzez zorganizowanie w Paryżu francusko-niemieckiej kolacji z Zełenskim, z której wykluczono innych europejskich sojuszników.

"Nigdy nie poszedłbym rozmawiać z Zełenskim, ponieważ jesteśmy świadkami dewastacji jego kraju i rzezi jego żołnierzy i cywilów" — powiedział Berlusconi dziennikarzom.

Berlusconi powiedział, że gdyby Zełenski przestał atakować dwie separatystyczne republiki Donbasu, do wojny by nie doszło. — Dlatego oceniam, bardzo, bardzo negatywnie, zachowanie tego pana — dodał Berlusconi.

Berlusconi wezwał również Stany Zjednoczone do wywarcia presji na Zełenskiego i zagroził zaprzestaniem wysyłania broni na Ukrainę, obiecując jednocześnie ogromny program pomocy, jeśli zgodzi się ona na natychmiastowe zawieszenie broni.

Włoskie media komentując wypowiedź Berlusconiego, zaznaczają, że doszło do nowego pęknięcia w koalicji centroprawicy. Podczas dyskusji w telewizji RAI wyrażano też opinie, że 86-letni były premier nie powiedział nic nowego, tylko potwierdził swoje proputinowskie stanowisko, które w ostatnich miesiącach zostało nieco wyciszone po poprzednich polemikach.

Wiceprzewodniczący jego partii, wicepremier i szef MSZ Antonio Tajani, wyjaśnił w oświadczeniu: "Forza Italia zawsze stała po stronie niepodległości Ukrainy, po stronie Europy, NATO i Zachodu".

Ugrupowanie Berlusconiego zapewniło z kolei, że jego poparcie dla Ukrainy "nigdy nie było kwestionowane". Partia w nocie zaznaczyła, że jej lider "wyraził tylko zaniepokojenie, by uniknięto dalszej masakry i ciężkiej eskalacji wojny".

"Rząd ma problem" — oceniła przewodnicząca klubu opozycyjnej centrolewicowej Partii Demokratycznej w Senacie Simona Malpezzi w wywiadzie dla "La Stampy" w poniedziałek. Jego wypowiedź uznała za "bardzo poważną". Jej zdaniem takie stwierdzenia "prowadzą Włochy do coraz większej izolacji w Europie".

Mychajło Podolak – doradca szefa kancelarii prezydenta Ukrainy — oświadczył cytowany przez dziennik "La Repubblica": "Berlusconi to agitator VIP, który działa w ramach rosyjskiej propagandy, przehandlowuje reputację Włoch na przyjaźń z Putinem".

"Jego słowa przynoszą szkodę Włochom" — dodał. Jego zdaniem były premier powinien "zrzucić maskę i powiedzieć publicznie, że popiera ludobójstwo narodu ukraińskiego".

Berlusconi wielokrotnie chwalił się swoją przyjaźnią z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem. Były premier Włoch bronił też rosyjskiego przywódcę. We wrześniu 2022 r. stwierdził, że Putin, najeżdżając na Ukrainę, "chciał tylko zastąpić rząd Wołodymyra Zełenskiego przyzwoitymi ludźmi".

W październiku z kolei włoska agencja informacyjna La Presse opublikowała nagrania Silvio Berlusconiego, na którym przemawiając do centroprawicowej partii Forza Italia, która ostatnio doszła we Włoszech do władzy, oskarżył Ukrainę o eskalację konfliktu zbrojnego. Stwierdził też, że "Putin został popchnięty" do ataku i "chciał zastąpić rząd Wołodymyra Zełenskiego rządem porządnych ludzi".

Stwierdził, że w 2014 r. w Mińsku Ukraina i dwie nowo powstałe republiki w Donbasie podpisały protokół o zawieszeniu broni. — Ukraina po roku złamała ten traktat. Zaatakowała obie republiki. Mówią mi, że zginęło 5-7 tys. osób — mówił.

onet.pl/Reuters/PAP

Andrij Piontkowski, politolog z Waszyngtonu, uważa, że Rosjanie muszą stworzyć system obrony przeciwlotniczej niemal od podstaw. - Podczas wizyty Zełenskiego w Londynie padły zapewnienia o gotowości Wielkiej Brytanii do dostarczenia Ukrainie rakiet dalekiego zasięgu typu Storm Shadow. Rakiety te są wystrzeliwane z samolotów. Możliwe, że będą to polskie samoloty MiG-29, które Polacy od kilku miesięcy przygotowują do przekazania Ukrainie - mówił Piontkowski.

- Przez ostatnie półtora miesiąca trwały prace nad modernizacją MiG-ów, wyposażając je w podzespoły i mocowania dla rakiet Storm Shadow. Pociski te mają zasięg do tysiąca kilometrów. Moskwa jest w panice - podkreślił Piontkowski.

- Kilka recenzji na kanałach propagandowych poświęcono już rakietom Storm Shadow. Moskwa nie ma nowoczesnej obrony powietrznej, sądząc po tym, jak łatwo Ukraina załatwiła bombowce strategiczne. Moskwa nie uwierzyła we własne kłamstwa o zagrożeniu ze strony NATO. I nikt poważnie nie rozważał scenariuszy militarnych, w których Moskwa byłaby zagrożona przez wrogie samoloty. To znaczy, że dziś muszą stworzyć w Moskwie od podstaw system obrony powietrznej - powiedział Piontkowski.

onet.pl

poniedziałek, 13 lutego 2023


Rosja bada obecnie linie obronne Ukrainy przed spodziewaną ofensywą, która zdaniem wielu może nastąpić lada dzień. W tym samym czasie sama prawdopodobnie straciła całą elitarną 155. Brygadę Piechoty Morskiej podczas szturmu na Wuhłedar.

— Duża liczba sił wroga, w tym sztab dowodzenia, została zniszczona w pobliżu Wuhłedaru i Marjinki w obwodzie donieckim. Ponadto w ciągu ostatniego tygodnia przeciwnik stracił około 130 jednostek sprzętu, w tym 36 czołgów — powiedział POLITICO Ołeksij Dmytraszkiwski, przedstawiciel sił krymskiego kierunku obrony armii ukraińskiej.

— Siły rosyjskie traciły dziennie od 150 do 300 żołnierzy piechoty morskiej w pobliżu Wuhłedaru — powiedział. Ocenił, że brygada liczyła łącznie około 5 tys. żołnierzy.

Rosyjskie porażki taktyczne wokół Wuhłedaru prawdopodobnie jeszcze bardziej osłabiły przekonanie rosyjskich ultranacjonalistów co do tego, że siły Moskwy są w stanie przeprowadzić decydującą operację ofensywną — poinformował w swojej najnowszej aktualizacji Instytut Studiów nad Wojną. Prokremlowscy blogerzy wojskowi opłakiwali ogromne straty i krytykowali rosyjskie dowództwo za wysłanie elitarnych oddziałów do frontalnych ataków.

Ukraińscy żołnierze opublikowali także wideo, na którym widać panikę rosyjskich żołnierzy i ich gromadzenie się na polu bitwy w pobliżu Wuhłedaru. — Idźcie zrobić cmentarz! Rany, pierwsza kolumna poszła tam i została zniszczona na skutek wybuchu, a potem druga poszła dokładnie tą samą trasą — słychać ukraińskich artylerzystów, obserwujących Rosjan zbliżających się do Wuhłedaru.

— 155. brygada musiała już trzykrotnie uzupełniać skład osobowy. Pierwszy raz po Irpieniu i Buczy, drugi raz, gdy została pokonana pod Donieckiem — znów się odbudowała. Teraz prawie cała została zniszczona pod Wuhłedarem — powiedział Dmytraszkiwski.

Rosyjskie środowisko wojskowych i nacjonalistów boleśnie przyjęło porażkę pod Wuhłedarem. Instytut Studiów Wojennych poinformował, że ostatnie nagrania z nieudanych rosyjskich ataków w pobliżu miasta skłoniły niektórych rosyjskich blogerów wojskowych do wezwania do publicznych procesów przeciwko wysokim rangą oficerom, ponieważ wciąż powtarzają te same błędy.

Porażka nastąpiła zaledwie kilka dni po tym, jak minister obrony Rosji Siergiej Szojgu poinformował o "udanej ofensywie pod Wuhłedarem". W odpowiedzi na to ukraińskie Ministerstwo Obrony zamieściło wideo przedstawiające niszczenie rosyjskiej kolumny wojskowej w tym rejonie.

Były pułkownik FSB i były dowódca prorosyjskich bojówek w Donbasie Igor Girkin, (...), nazwał rosyjskich generałów "kompletnymi kretynami, którzy nie uczą się na własnych błędach".

Na swoim kanale na Telegramie Girkin, który używa pseudonimu Igor Striełkow, powtórzył trwającą od pewnego czasu krytykę rosyjskiego środowiska wojskowego wobec dowódców. Potwierdził, że siły rosyjskie pod Wuhłedarem musiały posuwać się w kolumnach zmotoryzowanych i czołgowych po wąskich drogach, co skończyło się ich spiętrzeniem.

"Ukraińska artyleria strzela wyjątkowo celnie. Stracono ponad 30 jednostek pojazdów pancernych. Zginęły dziesiątki czołgistów, jeszcze więcej marines, sił specjalnych i strzelców zmotoryzowanych" — napisał Girkin. "Wszystkie te straty okazały się »jednostronne« — Ukraińcy strzelali do napastników jak na strzelnicy".

Klęskę pod Wuhłedarem Girikin uznał za koniec ofensywy armii rosyjskiej na całym froncie donieckim.

Kijów nie spieszy się jednak ze świętowaniem zwycięstwa. Siły rosyjskie nadal szturmują ukraińskie pozycje pod Wuhłedarem, Awdijiwką i Bachmutem, gdzie Ukraińcy przygotowują się do walk ulicznych.

onet.pl/Politico

Finansista Grupy Wagnera, Jewgienij Prigożyn, próbuje ocalić swoje malejące wpływy w Rosji, podczas gdy Kreml nadal spycha go i jego najemników na boczny tor. Prigożyn próbował poprawić pogarszającą się reputację swoich najemników Wagnera w wywiadzie z 10 lutego dla wybitnego, związanego z Kremlem blogera Siemiona Pegowa (znanego pod pseudonimem Wargonzo). Prigożyn odpowiedział na szereg pytań dotyczących kontrowersji Wagnera, takich jak wysokie straty i nieskuteczność werbowanych skazańców, egzekucje dezerterów, traktowanie zwerbowanych sił jako mięsa armatniego, ostra krytyka ze strony Prigożyna rosyjskiego Ministerstwa Obrony (MON) i jego rzekome aspiracje polityczne oraz wagnerowscy najemnicy noszący „symbole III Rzeszy” pomimo walki o "denazyfikację" Ukrainy. Prigożyn potwierdził w szczególności, że Wagner wstrzymał rekrutację w więzieniach z powodu wygaśnięcia umowy zezwalającej na taką rekrutację z bliżej nieokreśloną agencją – prawdopodobnie rosyjskim MON. Prigożyn fałszywie zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek krytykował rosyjskie wojsko konwencjonalne i niedokładnie przedstawił swoją krytykę jako podobną do powszechnie wyrażanej frustracji wśród rosyjskich blogerów w związku ze słabą komunikacją między rosyjskim dowództwem wojskowym a jednostkami rosyjskimi, a także powszechnie krytykowanymi, szeroko komentowanymi wysiłkami na rzecz profesjonalizacji. Prigożyn zaprzeczył również aspiracjom politycznym i zaatakował swojego wieloletniego wroga, gubernatora Petersburga Aleksandra Biegłowa.

Kreml nadal przyćmiewa gwiazdę Prigożyna, pozbawiając go prawa do werbunku w więzieniach i celując w jego wpływy w przestrzeni informacyjnej. Oprócz wywiadu z Wargonzo, związany z Wagnerem bloger uzyskał dokument, który określa zasady relacjonowania wojny na Ukrainie z wyraźnymi wymaganiami, aby nie wspominać Wagnera i Prigożyna w mediach. Dokument wzywa również przedstawicieli mediów i blogerów do powstrzymania się od wychwalania zastępcy dowódcy Rosyjskiego Połączonego Zgrupowania Sił na Ukrainie, generała armii Siergieja Surowikina, który podobno jest powiązany z Wagnerem. Milbloger zauważył, że nie jest pewien co do autentyczności dokumentu, ale rosyjskie Ministerstwo Obrony i Kreml już celowo unikały wzmianki o Wagnerze i Prigożynie w przeszłości, jak wcześniej zauważył ISW.

Prigożyn prawdopodobnie próbował odwrócić uwagę od swoich kontrowersji, podważając nierealistyczne cele Kremla dotyczące wojny na Ukrainie. Prigożyn przewidywał, że dotarcie do granic administracyjnych obwodu donieckiego zajmie siłom rosyjskim do dwóch lat, a dojście do Dniepru od wschodu zajmie trzy lata. Prigożyn dodał, że rosyjskie społeczeństwo musiałoby zostać drastycznie zmilitaryzowane, aby Kreml dotarł do kanału La Manche, prawdopodobnie albo hiperbolizując rosyjskie cele zniszczenia NATO, albo nawiązując do sowieckich planów wojennych z czasów zimnej wojny, których celem było przeprowadzenie szybkiego blitzkriegu na wybrzeże kanału. Prigożyn prawdopodobnie starał się przyczynić do obecnych obaw w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej o zdolność rosyjskiego dowództwa wojskowego do utrzymania dużej ofensywy w obwodzie donieckim, aby przywrócić swoją reputację w stosunku do rosyjskiego MON. Sam wywiad z Wargonzo był prawdopodobnie kremlowską zasadzką Prigożyna, mającą na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej na kontrowersje Wagnera. Prigozhin prawdopodobnie postrzegał ten wywiad jako okazję do podniesienia swojego imienia, ale zamiast tego przez cały czas znajdował się w defensywie.

Krytyka kampanii wojskowej Kremla przez Prigożyna przypomina retoryczne podejście byłego rosyjskiego bojownika Igora Girkina. Girkin wcześniej pomagał Kremlowi, kierując zastępczymi formacjami zbrojnymi na Krymie i Donbasie w 2014 r., dopóki Kreml nie pozbawił go żadnych wpływów po kapitulacji Słowiańska w lipcu 2014 r. Girkin stał się rozgoryczonym krytykiem Kremla i rosyjskiego dowództwa wojskowego, starając się zrehabilitować swoją reputację w ekstremistycznych rosyjskich kręgach nacjonalistycznych. Nietypowo nihilistyczne prognozy Prigożyna dotyczące perspektyw rosyjskiej ofensywy ściśle odzwierciedlają prognozy Girkina i możliwe, że Prigożyn również zmienia się w zgorzkniałego fanatyka, który traci zdolność do wywierania nacisku na równoległe siły zbrojne w celu uzyskania wpływów politycznych. Z drugiej strony, jeśli obecna rosyjska ofensywa utknie w martwym punkcie, gwiazda konwencjonalnej armii rosyjskiej może ponownie przygasnąć...

understandingwar.org

Pierre Andurand, jeden z najlepszych traderów w sektorze energetycznym na świecie, zamknął wszystkie swoje pozycje na rynkach gazu - donosi "Financial Times". 

Przez kilka ostatnich lat fundusze Anduranda dobrze zarabiały na wysokich cenach energii - przypomnijmy, że kryzys energetyczny nie zaczął się wraz z wybuchem wojny w Ukrainie, a na długo przed tym, jak zaczęliśmy się jej obawiać, bo jeszcze w połowie 2021 roku (w tym roku jego fundusz energetyczny jest jak dotąd na minusie). Ceny energii, w tym gazu ziemnego, rosły m.in. z powodu działań Rosji, ograniczających podaż surowca. Teraz, jak widać, finansista już w takie wzrosty nie wierzy. Zresztą, mówi to dziennikarzom wprost. 

- Myślę, że Putin przegrał wojnę energetyczną - stwierdza Andurand w wywiadzie dla "FT". Dodaje, że ceny gazu wróciły z bardzo wysokiego do bardziej "rozsądnego" poziomu, a jeśli na nim zostaną, nie będzie potrzeby tak mocno martwić się o gospodarkę, inflację czy stopy procentowe. - Nie ma już strachu przed kryzysem energetycznym - mówi ekspert i pyta retorycznie: "Teraz, kiedy Europa przyzwyczaja się do życia bez rosyjskiego gazu, dlaczego miałaby kiedykolwiek do niego wracać?". 

Notowania gazu na europejskiej giełdzie w Holandii (a dokładnie kontraktów terminowych na ten surowiec) wróciły do poziomu sprzed wybuchu kryzysu. Widać to dobrze na wykresie obejmującym ostatnie dwa lata.

Trader uważa, że Rosja popełniła błąd, zakręcając w zeszłym roku kurek z gazem dla Europy. W krótkim terminie cel Putina został osiągnięty: presja na rządy wzrosła, bo ceny surowca wystrzeliły. Tyle że jednocześnie zwiększyła się presja na dostosowanie się do tej sytuacji i zmianę dostawcy surowca - tej możliwości Rosja najwyraźniej, według Anduranda, niedoszacowała. 

To weekendowa opinia, ciekawa, ze strony jednego z zarabiających na rynku energii. W poniedziałek rano poznaliśmy też konkretne wyliczenia, ile walka z kryzysem energetycznym kosztowała Europę. Zgodnie z analizą think tanku Bruegel, europejskie państwa przeznaczyły na to łącznie od września 2021 roku 792 mld euro. Co ważne, ekspert Bruegla podkreśla, że to pieniądze, które przydzielono i przeznaczono na działania mające na celu łagodzenie skutków kryzysu dla konsumentów i firm - ale niekoniecznie zostały już one w całości wydane. 

Z tej łącznej kwoty, 681 mld euro na walkę z kryzysem energetycznym zarezerwowały sobie kraje Unii Europejskiej, w tym najwięcej, aż 268 mld euro, Niemcy. 103 miliardy zaklepała Wielka Brytania, na trzecim miejscu znalazły się Włochy z 99,3 mld euro, a dalej Francja z 92,1 mld euro. Kolejne państwa pod względem zaplanowanych wydatków są już dużo, dużo dalej. Hiszpania i Holandia chcą wydać po około 40 mld euro.

Polska przeznaczyła na działania mające łagodzić skutki kryzysu energetycznego 12,4 mld euro. To 2,2 proc. naszego PKB. W porównaniu do innych to niedużo, bo na przykład w przypadku Słowacji to 9,3 proc. PKB, Niemcy zarezerwowały 7,5 proc. PKB, Bułgaria 5,7 proc., a Czechy 3,8 proc. W przeliczeniu na jednego mieszkańca najwięcej na kryzys energetyczny zaplanowały wydać: Luksemburg, Dania, Niemcy, Austria i Holandia. Polska w takim zestawieniu znalazła się blisko samego końca. 

gazeta.pl

Dziennikarze rozmawiali z dwoma najemnikami z Grupy Wagnera za zgodą ukraińskiego wojska. Bojownicy trafili na front prosto z więzienia, gdzie jeden z nich odsiadywał 20-letni wyrok za nieumyślne spowodowanie śmierci. W wywiadzie opowiadają o tym, jak wyglądało ich pierwsze zetknięcie z walką na froncie.

– Było nas 90 osób. Sześćdziesięciu zginęło już w pierwszym szturmie (...) Kilku zostało rannych – powiedział jeden z nich, wspominając swój pierwszy atak w pobliżu wsi Biłohoriwka w obwodzie ługańskim. – Jeśli jednej grupie się nie powiodło, natychmiast wysyłano następną. Jeśli druga też zawiodła, wysyłano kolejną – dodaje.

— Pierwsze kroki w lesie były trudne ze względu na rozrzucone miny. Z dziesięciu mężczyzn, siedmiu od razu zginęło — wspomina drugi wagnerowiec.

Jeden z byłych bojowników Grupy Wagnera przyznaje, że Rosjanie ostrzeliwani przez Ukraińców nie byli w stanie pomagać rannym, bo straty mieli ogromne.

– Ludzie obok umierają, modlą się, błagają o wodę – relacjonował. Dodaje, że Rosjanie nie dbali nawet o to, by sprawdzić, czy ich towarzysze żyją. – Kiedy przywożą ofiary, dostajesz rozkaz, żeby je załadować i nie zastanawiasz się, kto jest ranny, a kto martwy – opowiadał rozmówca CNN.

Jak wspominają, nie mogli się wycofać, bo jeśli nie wykonaliby rozkazu, zostaliby od razu zabici. — Jeden mężczyzna pozostał na stanowisku i był bardzo przestraszony, bo to był jego pierwszy szturm. Kazano nam biec naprzód, ale on schował się za drzewem i odmówił. Zgłoszono to dowództwu. Został zabrany 50 m od bazy. Kopał sobie grób, a potem został zastrzelony — opowiadają.

Wspominają też, że byli pozostawieni sami sobie. — Jeśli jesteś ranny, najpierw toczysz się sam, wszelkimi możliwymi sposobami, w jakieś bezpieczne miejsce, gdzie nie ma ostrzału, a jeśli nie ma nikogo w pobliżu, sam sobie udzielasz pierwszej pomocy — powiedział przepytywany bojownik.

Mężczyźni opisali, w jaki sposób zostali zwerbowani do Grupy Wagnera. Z ich relacji wynika, że w sierpniu i we wrześniu ubiegłego roku Jewgienij Prigożyn przyleciał helikopterem do więzień, w których byli przetrzymywani, oferując sześciomiesięczne kontrakty w zamian za ułaskawienie. Była to oferta kusząca szczególnie dla więźniów, którzy mieli wysokie wyroki.

Po wizytach Prigożyna setki więźniów przewieziono autobusami i samolotami na poligon w obwodzie rostowskim. Jak przyznają rozmówcy, obowiązywał ścisły zakaz spożywania narkotyków i alkoholu. Wspominają, że szkolenie było krótkie i na podstawowym poziomie, głównie pokazano im jak posługiwać się bronią. — Nie mówili nic o niebezpieczeństwie — dodał jeden z nich.

Tłumaczyli także, że nie mieli pojęcia o tym, co dzieje się w Ukrainie. Myśleli, że armia ukraińska opuściła kraj. — Myśleliśmy, że będziemy walczyć z Polakami i różnymi najemnikami, Niemcami. Nie myśleliśmy, że ktoś został w ukraińskiej armii. Myśleliśmy, że wyjechali z kraju — mówili.

— Szybko stało się jasne, że kłamali tylko po to, by skłonić nas do walki z Ukraińcami. Nikt tak naprawdę nie myślał, że Siły Zbrojne Ukrainy faktycznie będą walczyć za swój kraj, za swoich bliskich. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero pójściu na front — tłumaczy jeden z rozmówców.

onet.pl/CNN

Jak podkreśla "The New York Times", Kreml zaczyna mieć problem z Jewgienijem Prigożynem i jego aktywnością medialną w ostatnich dniach. Proputinowski analityk polityczny Siergiej Markow powiedział gazecie, że Moskwa obawia się "nieprzewidywalnego" szefa Grupy Wagnera.

Jak przekazał, Kreml zabronił państwowej telewizji "nadmiernie promować Prigożyna i Grupę Wagnera". Markow nie wyjaśnił jednak, kto dokładnie stał za pismem wysłanym do mediów. Wiadomo, że pochodzi ono od "przywództwa". - Najwyraźniej nie chcą go wprowadzać do sfery politycznej, ponieważ jest taki nieprzewidywalny. Trochę się go boją - zaznaczył analityk.

Jak zaznacza "NYT", po dołączeniu wagnerowców do wojny Jewgienij Prigożyn stał się symbolem bezwzględności, bezwstydności i bezprawia. Kiedy okazało się, że plan Władimira Putina się nie sprawdził, a Rosja nie zdobyła Kijowa w ciągu kilku dni, szef Grupy Wagnera rozpoczął objazd po więzieniach w poszukiwaniu osób, które mógłby zrekrutować do swojej formacji. W ten sposób pozyskał ok. 50 tys. ludzi. 

Prigożyn chwali się zdobyczami swoich najemników w Ukrainie, podczas gdy rosyjski minister obrony ponosi porażki, a armia Rosji - ogromne straty na froncie. Co więcej, szef Grupy Wagnera nazwał dowódców wojska "klaunami", a jego "żołnierze" nagrali wideo, na którym krytykowali Walerija Gierasimowa, szefa rosyjskiego sztabu generalnego, za niedostarczenie amunicji. Sam Prigożyn powiedział również, że "trudno jest usłyszeć problemy z frontu, kiedy siedzi się w ciepłym biurze".

W styczniu biznesmen po raz pierwszy wszedł do pierwszej dziesiątki najczęściej wymienianych w prasie osób, minister obrony Siergiej Szojgu natomiast z niej wypadł.

Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej odcięło już Grupę Wagnera od możliwości werbowania poborowych. Zresztą sam jej założyciel mówił mediom, że zaprzestał już rekrutacji więźniów. Zaprzeczył, jakoby miał używać ich jako mięso armatnie. Oznajmił też, że ma "zerowe" ambicje polityczne. W mediach społecznościowych sam przedstawia się jako przywódcę z czasów wojny, walczącego ze skorumpowanymi urzędnikami i oligarchami, którzy woleliby przypodobać się Zachodowi.

gazeta.pl

Siły ukraińskie wprowadziły do działań na kierunkach Kreminnej i Wuhłedaru nowe jednostki, dzięki czemu udało im się powstrzymać natarcie wroga i częściowo wyprzeć go na wcześniej zajmowane pozycje. Na większości odcinków linii styczności, na których toczą się walki, presja rosyjska wymusza jednak na obrońcach stopniowe wycofywanie się. Jednostki agresora posuwają się w głąb pozycji przeciwnika w tempie kilkuset metrów, rzadziej kilku kilometrów, na dobę. Ich natarcie w północno-wschodniej części obwodu charkowskiego miało skutkować osiągnięciem przeprawy na Oskole na wysokości Dworicznej (na północ od Kupiańska). Według Ukraińców w sąsiadującej z nią przez rzekę Hrianykiwce wciąż mają trwać starcia.

Głównym rejonem walk pozostają okolice Bachmutu, gdzie najcięższe boje wciąż toczą się o kontrolę nad najważniejszymi trasami na zachód (w kierunku Konstantynówki i dalej Kramatorska) i północny zachód (autostrada M03 w kierunku Słowiańska). Rosjanie mieli także bezskutecznie ponawiać natarcia w rejonie miasta Czasiw Jar, gdzie próbują przeciąć ostatnią drogę zaopatrzenia Bachmutu. Według lokalnego dowództwa ukraińskiego 10 lutego miała tam miejsce rekordowa liczba 54 starć, a artyleria wroga ostrzeliwała pozycje obrońców 124 razy. 11 lutego doszło również do największej liczby rosyjskich ostrzałów – 424 – na odcinku frontu pomiędzy Kreminną a Łymanem. Szczególnie ciężkie starcia mają trwać na podejściach do rzeki Żerebeć w okolicy Torśkego (12 km na wschód od Łymanu). Najeźdźcy mieli też wznowić natarcie w rejonie Hulajpola w obwodzie zaporoskim, zostali jednak zatrzymani na zachód od miasta.

10 lutego agresor przeprowadził kolejny (według operatora sieci Ukrenerho – czternasty) atak rakietowy na ukraińską infrastrukturę energetyczną, do której niszczenia wykorzystał także drony kamikadze i artylerię. Trafione zostały hydroelektrownie, elektrociepłownie oraz podstacje i linie energetyczne wysokiego napięcia w sześciu regionach na wschodzie, południu i zachodzie kraju. Największe zniszczenia odnotowano w obwodach charkowskim, chmielnickim, dniepropetrowskim i zaporoskim. W podsumowaniu ataku Sztab Generalny zakomunikował, że wróg użył łącznie 106 rakiet, w tym 74 pocisków manewrujących, z których obrońcy mieli zestrzelić 61, oraz 28 dronów Shahed-136, z których zneutralizowano 22. Armia ukraińska poinformowała o naruszeniu przez rosyjską rakietę przestrzeni powietrznej Rumunii, lecz rumuński resort obrony nie potwierdził tego doniesienia.

Rosjanie ponawiali ataki rakietowe na zaplecze logistyczne wojsk przeciwnika w północno-zachodniej części obwodu donieckiego oraz na obiekty przemysłowe w Charkowie. 11 lutego przeprowadzili ponadto uderzenie rakietowe (odpalanymi z Krymu pociskami Oniks) na nadbrzeżne okolice Odessy. Pozycje i zaplecze sił ukraińskich wzdłuż linii styczności i na obszarach przygranicznych są także nieprzerwanie atakowane przez artylerię i lotnictwo agresora. Od kilku do kilkunastu razy na dobę najeźdźcy ostrzeliwują Chersoń i okoliczne miejscowości, rejon nikopolski oraz nadbrzeżną część obwodu mikołajowskiego. Po raz pierwszy od ponad pół roku bomby spadły również na Wyspę Wężową. Artyleria ukraińska uderzyła z kolei na zaplecze sił wroga w Melitopolu i okolicach Mariupola, a do kolejnego aktu dywersji miało dojść w rosyjskim obwodzie biełgorodzkim.

Resort obrony Litwy oświadczył, że na Ukrainę dotarła pierwsza partia automatycznych armat przeciwlotniczych 40 mm Bofors L/70. Zapowiedział też przekazanie 36 kompleksów artyleryjsko-rakietowych (nie wskazano typu) do zwalczania dronów. Indyjska prasa podała, że na początku lutego Pakistan wysłał na Ukrainę 10 tys. rakiet niekierowanych 122 mm do wieloprowadnicowych wyrzutni pocisków rakietowych Grad. Szefowa resortu obrony Holandii oznajmiła, że Berlin nie zgodził się na dostarczenie Kijowowi 18 dzierżawionych przez jej armię czołgów Leopard 2A6. Z kolei Szwajcaria miała nie wyrazić zgody na przekazanie Ukrainie przez Hiszpanię dwóch armat przeciwlotniczych 35 mm.

W połowie lutego Niemcy mają rozpocząć przyspieszone szkolenie ukraińskich czołgistów. Sześcio–ośmio-tygodniowy kurs ma im umożliwić nabycie podstawowych umiejętności z zakresu obsługi czołgów Leopard 2A6 oraz ich współdziałania z bojowymi wozami piechoty Marder. Zgodnie z planem pierwsze ukraińskie leopardy mają trafić na front pod koniec marca. Grupa tamtejszych wojskowych przybyła do Belgii, gdzie w ramach misji szkoleniowej Unii Europejskiej (EUMAM Ukraine) mają się nauczyć wykorzystywać podwodne drony rozpoznawcze.

9 lutego prezydent Wołodymyr Zełenski – po wcześniejszych rozmowach z premierem Wielkiej Brytanii w Londynie oraz prezydentem Francji i kanclerzem Niemiec w Paryżu – złożył wizytę w Brukseli. W wystąpieniu w Parlamencie Europejskim ponowił apel o przyspieszenie dostaw uzbrojenia – systemów artyleryjskich dalekiego zasięgu, amunicji, czołgów i myśliwców. Oficjalnie poprosił także Słowację o przekazanie Kijowowi posowieckich samolotów myśliwskich MiG-29. Przedstawiciele władz tego kraju potwierdzili rozpoczęcie dialogu w tej sprawie, lecz podkreślają, że armia słowacka od dłuższego czasu nie wykorzystuje już migów i nie dysponuje częściami zamiennymi do nich. Bratysława zapowiedziała również rozpoczęcie rozmów na ten temat w ramach UE i negocjacji z KE odnośnie do pokrycia poniesionych przez Słowację kosztów wsparcia wojskowego dla Ukrainy. O złożeniu przez Kijów oficjalnego zapytania o możliwość przekazania mu maszyn F-16 powiadomiła z kolei minister obrony Holandii. W drodze powrotnej do ojczyzny Zełenski spotkał się w Rzeszowie z prezydentem Polski. Omówiono problematykę bezpieczeństwa w regionie oraz wskazano na konieczność dalszych wspólnych działań na rzecz wsparcia militarnego armii ukraińskiej.

Ukraiński państwowy koncern zbrojeniowy Ukroboronprom poinformował o rozpoczęciu wspólnie z jednym z krajów NATO produkcji grantów moździerzowych 120 mm. Ujawnione w ostatnich tygodniach porozumienia o współpracy zbrojeniowej wskazują na Czechy. Ukraiński przemysł obronny kooperuje też ze swoimi odpowiednikami w Polsce i na Słowacji.

Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ołeksij Daniłow ocenił 11 lutego, że siły rosyjskie mają problemy z przeprowadzeniem dużej ofensywy. Komentując oświadczenie wiceministra spraw zagranicznych FR Siergieja Wierszynina, który stwierdził, że Moskwa jest rzekomo gotowa do negocjacji z Kijowem „bez warunków wstępnych”, oznajmił, że najeźdźcy próbują realizować projekt „Drugiej Ukrainy”. Przewiduje on popularyzowanie tzw. rozwiązania koreańskiego, zakładającego ustanowienie nowej linii rozgraniczenia, która pozwoli im utrzymać anektowane terytoria. Tego samego dnia ukraiński wywiad wojskowy (HUR) potwierdził, że wróg zamierza w najbliższych tygodniach zintensyfikować wysiłki militarne we wschodniej Ukrainie, choć nie oznacza to operacji ofensywnych na dużą skalę. HUR oświadczył także, że przeciwnik przygotowuje się do drugiej fali mobilizacji, ale będzie ona opóźniona ze względu na brak wystarczającej ilości nowoczesnego sprzętu i liczby oficerów oraz przedłużające się szkolenia wcielonych do wojska. Również 11 lutego minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow stwierdził, że siły rosyjskie utraciły dominację na Morzu Czarnym, desant w rejonie Odessy nie jest obecnie możliwy, a miasta bronią m.in. rakietowe systemy przeciwokrętowe Harpoon.

Zgodnie z informacjami brytyjskiego wywiadu wojskowego szef tzw. grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn pod naciskiem Ministerstwa Obrony FR przerwał nabór najemników w zakładach karnych. Jednym z powodów było przypisywanie sobie przez niego sukcesów na froncie. Rekrutację mają przy tym utrudniać doniesienia o tragicznych realiach walk na Ukrainie. Brytyjczycy wskazali także, że pomimo skoncentrowania sił w Donbasie kluczowe znaczenie dla Rosjan ma też utrzymanie obrony w rejonie Zaporoża. Agresor miał wzmocnić fortyfikacje w centralnej części obwodu z obawy, że potencjalny przełom dokonany przez przeciwnika postawiłby pod znakiem zapytania bezpieczeństwo „mostu lądowego” łączącego region rostowski z Krymem.

Nie cichną spekulacje na temat dalszych losów ukraińskiego ministra obrony. 11 lutego Mariana Bezuhła z frakcji Sługa Narodu potwierdziła, że przygotowano projekt zmian legislacyjnych pozwalających powołać na tę posadę czynnego wojskowego. Sygnalizuje to, że wciąż rozważa się nominowanie na to stanowisko obecnego szefa wywiadu wojskowego Kyryła Budanowa. Od 2018 r., zgodnie z obowiązującym ustawodawstwem, ministrem obrony może być tylko cywil.

Na Ukrainie trwa operacja antykorupcyjna. 10 lutego Państwowe Biuro Śledcze i Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przeszukały pomieszczenia wykorzystywane przez Państwową Służbę Celną w Kijowie, we Lwowie, w Tarnopolu, Czerniowcach i Odessie. Według wstępnych danych proceder przynosił budżetowi państwa straty w wysokości 10 mld hrywien (ok. 280 mln dolarów) miesięcznie. Z kolei 11 lutego prezydent Zełenski odwołał Rusłana Dziubę ze stanowiska zastępcy dowódcy Gwardii Narodowej odpowiedzialnego za pion logistyki. Nie podano powodów tego posunięcia, lecz niewykluczone, że może być ono związane z ujawnianymi aferami korupcyjnymi dotyczącymi zakupów dla formacji wojskowych.

Komentarz

Zgodnie ze swoimi zapowiedziami władze w Kijowie nie planują poddania Bachmutu, a armia ukraińska podejmuje szeroko zakrojone działania na rzecz utrzymania linii obrony w Donbasie. Skierowane dotychczas do rejonów walk wzmocnienia pozwoliły jednak tylko na lokalne ustabilizowanie linii frontu, zaś starcia pomiędzy Kreminną a Łymanem wskazują, że na tym kierunku może mieć ono charakter krótkotrwały. Do względnego utrwalenia pozycji stron doszło natomiast w rejonie Wuhłedaru, gdzie po początkowych sukcesach agresor nie jest w stanie przełamać linii obrony na południowych i wschodnich obrzeżach miasta, a wyłom na zachód od niego (w kierunku Bohojawłenki) został zlikwidowany przez siły ukraińskie. W rejonie Bachmutu Ukraińcom nie udało się zatrzymać wroga – uporczywa obrona tylko go spowalnia. Kwestią otwartą pozostaje rozwój sytuacji w północno-wschodniej części obwodu charkowskiego – tu najeźdźcy zanotowali postępy na północ od Kupiańska. Osiągnięcie przeprawy w rejonie Dworicznej otworzyłoby przed nimi możliwość przeniesienia starć na zachodni brzeg rzeki Oskoł i dalej, w głąb obwodu charkowskiego bez konieczności wyprowadzania uderzenia z terytorium Rosji.

osw.waw.pl