piątek, 27 stycznia 2023


Wydaje się, że prezydent Rosji Władimir Putin w końcu zauważył, że wojna na Ukrainie stworzyła groźnego konkurenta dla jego władzy: Jewgienija Prigożyna, założyciela prywatnej firmy wojskowej, grupy Wagnera, której wojska walczą u boku armii rosyjskiej.

W zależności od punktu widzenia pana Prigożyna można uznać za osobę roku lub złoczyńcę roku. Putin jest, według wielu źródeł w Moskwie, przekonany, że może osłabić Prigożyna, który starł się ze sztabem generalnym armii. Jednak efekt może być odwrotny, ponieważ więcej osób postrzega Prigożyna jako najbardziej prawdopodobnego faworyta na następcę Putina.

Od samego początku wojny z Ukrainą pan Putin dbał o to, by nie pojawili się rywale do jego władzy i dokładał wszelkich starań, aby w konflikcie nie powstał popularny dowódca wojskowy, który mógłby stanowić zagrożenie. Zadziałało. Na przykład latem 2022 roku ambitny gen. Alexander Lapin był adresatem niewielkiej internetowej kampanii public relations, która go gloryfikowała. To natychmiast kosztowało go utratę pracy – a krótką, ale potężną wojnę medialną przeciwko niemu rozpoczął pan Prigozhin, który kontroluje szereg internetowych fabryk trolli.

Według moich źródeł bliskich rosyjskiej administracji, pan Putin postrzegał wówczas pana Prigożyna wyłącznie jako przeciwwagę dla generałów. Prezydent Rosji widział w Prigożynie swojego człowieka, posłuszne narzędzie i łatwe w użyciu.

Jednak w ostatnich latach pan Prigożyn zrobił bardzo nieoczekiwaną karierę. Początkowo znany był jako szef kuchni Putina, któremu udało się zostać państwowym wykonawcą obiadów szkolnych dla rosyjskich dzieci w całym kraju. Następnie stworzył fabrykę trolli, Internet Research Agency, i został wyróżniony w śledztwie Roberta Muellera w sprawie ingerencji w wybory w 2016 roku. Wreszcie pan Prigożyn zasłynął jako założyciel grupy Wagnera, której kontrahenci walczyli w Afryce, Syrii, a teraz na Ukrainie.

Same te osiągnięcia gwarantowały Prigożynowi odpowiedzialność za najbardziej delikatne zadania Putina. Ale w tym roku Prigożyn przeniósł się do innej ligi, wyprzedzając wszystkich pozostałych przyjaciół Putina u władzy. Należą do nich minister obrony Siergiej Szojgu; sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji Nikołaj Patruszew; Dyrektor Generalny. rosyjskiego państwowego giganta zbrojeniowego Rostec, Siergieja Czemezowa; oraz najbliższy przyjaciel Putina, Jurij Kowalczuk. Pan Prigożyn wyprzedził ich wszystkich i wydaje się być najważniejszym graczem w Rosji. Jest zarówno najpopularniejszym operatorem politycznym, jak i tym, którego obawiają się rosyjscy wysocy urzędnicy i biznesmeni.

Błyskawiczny wzrost polityczny Prigożyna rozpoczął się tego lata, kiedy zaczął objeżdżać rosyjskie więzienia i rekrutować więźniów do swojej prywatnej armii Wagnera, oferując ułaskawienie tym, którzy walczą na linii frontu na Ukrainie: sześć miesięcy służby, a potem wolność.

Aby to zrobić, Prigożyn musiał jednocześnie zająć się kilkoma kluczowymi rosyjskimi agencjami bezpieczeństwa: Federalną Służbą Więzienną, państwem w państwie w Rosji, FSB, Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, Prokuraturą Generalną i Komitetem Śledczym. Wszystkie te grupy mają specjalny status, podlegają tylko prezydentowi Putinowi i nikt nie śmie się z nimi kłócić. Ale potem sytuacja się zmieniła — pojawił się joker, który może pokonać wszystkie asy jednocześnie. Jeśli pan Prigożyn może uwolnić dowolnego więźnia, jego uprawnienia są nieograniczone.

Kolejnym przejawem nowego statusu Prigożyna była jego otwarta konfrontacja z Ministerstwem Obrony i Sztabem Generalnym Armii Rosyjskiej.

Konflikt ten był nowym zjawiskiem dla rosyjskiego systemu politycznego. W przeszłości niektórzy podwładni pana Putina zazwyczaj nie pozwalali sobie na publiczne ataki na innych podwładnych. Ale w 2022 roku to się zmieniło. od kiedy rozpoczęła się inwazja, Putin ma obsesję na punkcie wojny. To jego jedyne zainteresowanie, twierdzą źródła. Tylko ci, którzy są na pierwszej linii frontu, mają bezpośredni dostęp do Putina, a byli członkowie wewnętrznego kręgu, którzy znaleźli się na tyłach, stracili na znaczeniu.

Pan Prigozhin zdołał stworzyć sobie wizerunek najskuteczniejszego wojownika. Nie podlega MON, nie jest objęty systemem biurokracji wojskowej, sam ustala zadania, cele i ramy czasowe. Według moich źródeł, panu Putinowi pasował ten układ. I pozwolił panu Prigożynowi niegrzecznie i publicznie krytykować innych generałów. Pan Putin ma o nich złą opinię, więc nie skarcił założyciela Wagnera.

Zeszłej jesieni Jewgienij Nużyn, były rosyjski więzień, który uciekł na Ukrainę po zwerbowaniu przez grupę Wagnera i wrócił do Rosji po wymianie więźniów, został zabity młotem kowalskim. Wideo z tej masakry pojawiło w listopadzie i najprawdopodobniej miało być ostrzeżeniem dla wszystkich przyszłych dezerterów.

Co zaskakujące, to barbarzyństwo ma wielu fanów. Sklepy w Rosji zaczęły sprzedawać „Wagner Sledgehammers”, a także pamiątki i naklejki samochodowe z symbolami Wagnera. Pan Prigożyn, który wydał oświadczenie popierające zabójstwo pana Nużyna, stał się swego rodzaju ludowym bohaterem.

Prigożyn przyciągał najbardziej radykalnych polityków i biznesmenów. Ci, z którymi rozmawiam, mówią mi, że przywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow, który wcześniej miał bezpośrednie połączenie z panem Putinem, teraz podlega panu Prigożynowi. Chwalił Prigożyna także biznesmen Konstantin Małofiejew, właściciel ultrakonserwatywnego kanału Tsargrad TV, który w 2014 roku poparł rosyjski atak na Donbas, oraz ideolog współczesnego rosyjskiego faszyzmu, filozof Aleksandr Dugin. Ponadto w jego grupie wpływów znajdują się przywódcy tzw. republik donieckiej i ługańskiej. Ogólnie rzecz biorąc, jest to najbardziej wpływowy klan we współczesnej Rosji, ponieważ to ci, którzy są na froncie, mają największą wagę w oczach pana Putina.

Prigożyn stał się też bohaterem „patriotycznych” reporterów wojskowych (pracujących dla mediów propagandowych i otwarcie głoszących poglądy faszystowskie).

Ale pan Prigożyn już teraz wydaje się całkowicie niezależnym graczem politycznym. Zaczął walczyć z gubernatorem Petersburga Aleksandrem Biegłowem, wieloletnim współpracownikiem Putina. „Ludzie tacy jak Biegłow zostaną prędzej czy później zmiażdżeni przez nasze społeczeństwo jak robaki” — napisał niedawno.

Do końca 2022 roku wielu moskiewskich biznesmenów i urzędników mocno uwierzyło, że Prigożyn stanowi realne zagrożenie. „Młot to wiadomość dla nas wszystkich” – powiedział mi jeden z oligarchów. Przez kilka miesięcy ubiegłego roku krążyły pytania o to, dlaczego Putin nie ustawił Prigożyna na swoim miejscu, tak jak zrobił to wielu innym.

10 stycznia Prigożyn poinformował na należącym do jego firmy kanale Telegram, że bojownicy Wagnera zajęli ukraińskie miasto Soledar. Było to jego najpotężniejsze zwycięstwo propagandowe i przekonujący dowód na to, że Wagner jest jedną z najbardziej gotowych do walki jednostek rosyjskich. Moje źródła w Moskwie mówią, że niektórzy wysocy rangą urzędnicy zaczęli dyskutować – rzekomo pół żartem – czy nadszedł właściwy czas, aby złożyć przysięgę wierności panu Prigożynowi, zanim będzie za późno.

Ministerstwo Obrony stwierdziło, że zajęcie Soledaru było jego osiągnięciem, czemu natychmiast zaprzeczył Prigożyn i liczni korespondenci wojskowi. Dla propagandzistów tak nieznaczne zwycięstwo wywołało absolutny zachwyt. Oto jeden z charakterystycznych komentarzy: „Wagner PMC szturmował rosyjskie miasto Soledar i wymordował wszystkich okupantów. Nie brał jeńców, zabił. Jak wściekłe psy. Dlatego Jewgienij Wiktorowicz Prigożyn jest prawdziwym rosyjskim politykiem. Mówi to, co dobrzy Rosjanie chcą usłyszeć i robi to, czego oczekują od swojej armii”.

Przypuszczalnie w tym momencie Putin zdał sobie sprawę, że Prigożyn może być trochę zbyt popularny. Wywyższył więc głównych wrogów Prigożyna, generałów Łapina i Walerego Gierasimowa, i mianował Gierasimowa dowódcą operacji na Ukrainie. To tradycyjna biurokratyczna gra Putina, która okazała się skuteczna, ale może nie zadziałać tym razem.

Wielu Rosjan, zdominowanych przez propagandę, jest sfrustrowanych tym, że armia nie wygrywa. Kijów nie został zdobyty w ciągu kilku dni, jak obiecano. Mianując generała Gierasimowa na najwyższego dowódcę, Putin bierze na siebie odpowiedzialność za wszystkie kolejne porażki. I to nie osłabia Prigożyna, który nie krytykował tej nominacji.

Oznacza to, że w niedalekiej przyszłości Prigożyn może rzucić wyzwanie prezydentowi, a Putin może nie być już w stanie przeciwstawić się swojemu byłemu szefowi kuchni.

nytimes.com

czwartek, 26 stycznia 2023


W pobliżu Kronsztadu, morskiej fortecy, którą Rosjanie słusznie się chlubią, Zatoka Fińska ożywia się nagle, imponujące statki marynarki cesarskiej krzyżują się w niej bezustannie: jest to flota cesarza. Ponad sześć miesięcy rocznie pozostaje zamarznięta w porcie, a przez trzy letnie miesiące kadeci marynarki manewrują na statkach między Sankt-Petersburgiem a Morzem Bałtyckim. Tak wykorzystuje się dla kształcenia młodzieży krótki okres, jaki słońce użycza nawigacji pod tą szerokością geograficzną.

... Morze Bałtyckie ze swymi niezbyt żywymi barwami, ze swymi mało uczęszczanymi wodami zapowiada sąsiedztwo lądu skąpo zaludnionego z powodu srogiego klimatu. To jałowe wybrzeże harmonizuje z zimnym i pustym morzem, a smutek gleby, nieba, zimny odcień wód mrozi serce podróżnego.

Ledwo człowiek znajdzie się blisko tego niepociągającego wybrzeża, a już chciałby się stąd oddalić i przypomina sobie z westchnieniem słowa jednego z faworytów Katarzyny, kiedy narzekała na fatalny wpływ klimatu Petersburga na swoje zdrowie: "To nie wina Pana Boga, o Pani, jeśli ludzie uparli się zbudować stolicę wielkiego imperium na ziemi przeznaczonej przez naturę na siedlisko wilków i niedźwiedzi".

Moi towarzysze objaśnili mi z dumą ostatnie postępy rosyjskiej marynarki. Podziwiam ten cud, lecz nie cenię go tak jak oni. Jest to kreacja lub raczej rekreacja cesarza Mikołaja. Ten władca zabawia się urzeczywistnianiem naczelnej idei Piotra I, ale bez względu na całą swoją potęgę człowiek jest wcześniej czy później zmuszony do przyznania, że natura jest silniejsza od wszystkich ludzi. Dopóki Rosja nie wyjdzie poza swe naturalne granice, rosyjska marynarka będzie zabawką cesarzy, niczym więcej!... Cesarz utrzymałby swoje wpływy na Morzu Bałtyckim z jedną czwartą sił morskich zgromadzonych w Kronsztadzie i rozsądna polityka niczego więcej nie wymaga.

Wytłumaczono mi, że w okresie ćwiczeń nawigacyjnych najmłodsi elewowie czynią swe ewolucje w okolicach Kronsztadu, podczas gdy doświadczeńsi posuwają się w swych odkrywczych podróżach do Rygi, a czasem nawet aż do Kopenhagi. Ach, przepraszam! Dwa statki rosyjskie, których manewrami kierują zapewne cudzoziemcy, już odbyły albo zamierzają odbyć podróż dookoła świata!

Mimo dworskiej dumy, z jaką Rosjanie chwalili przede mną cuda woli władcy, który chce mieć – i ma – cesarską marynarkę, kiedy się dowiedziałem, że oglądane przez nas statki znajdują się tu dla kształcenia elewów, wydało mi się, że jestem w szkole, i widok tej zatoki, ożywionej wyłącznie szkolną niemal nauką, robił już na mnie tylko nieopisanie smutne wrażenie. Te manewry, nie uzasadnione faktami, nie będące ani rezultatem wojny, ani handlu, wydały mi się paradą. Otóż Bóg wie, i wiedzą Rosjanie, czy parada jest przyjemnością!... Zamiłowanie do rewii jest w Rosji po prostu maniackie: oto jeszcze przed wejściem do tego królestwa militarnych ewolucji muszę asystować przy rewii na wodzie!... Nie, nie śmieję się z tego: dziecinada wielkiego kalibru wydaje mi się czymś okropnym, ta potworność jest możliwa tylko pod rządami tyranii, której jest może najstraszniejszym objawem. Gdzie indziej niż pod rządami absolutnego despotyzmu ludzie czynią wielkie wysiłki dla osiągnięcia wielkiego celu; tylko wśród ludów ślepo posłusznych władca może nakazać ogromne ofiary dla osiągnięcia niewielkiego rezultatu. Widok sił morskich Rosji zrobił więc na mnie ponure wrażenie. Wyczułem w tych uczniowskich ćwiczeniach żelazną wolę na opak, wolę gnębiącą ludzi z zemsty za to, że nie może pokonać przyrody.

... Zamiast budzić podziw, którego oczekują tu po mnie, ta despotyczna improwizacja wywołuje we mnie coś jakby strach – nie strach przed wojną, lecz przed tyranią. Zbędna marynarka Mikołaja I przypomina mi nieludzkość Piotra Wielkiego, prototypu wszystkich władców rosyjskich dawnych i nowych... i mówię sobie w duchu: gdzie ja zmierzam? Co to jest Rosja? Rosja to kraj, gdzie można robić największe rzeczy dla najmniejszego rezultatu... Nie trzeba tam jechać.

Astolphe de Custine - Listy z Rosji

23 stycznia prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan stwierdził, że Szwecja nie może oczekiwać od Ankary wsparcia dla członkostwa w NATO. Była to reakcja na antyturecką demonstrację w Sztokholmie dwa dni wcześniej i spalenie Koranu w pobliżu ambasady Turcji. Ankara w akcie protestu odwołała planowaną na 27 stycznia wizytę szwedzkiego ministra obrony Pala Jonsona. MSZ Turcji w oficjalnym komunikacie 21 stycznia uznało, że pod pozorem „wolności słowa” w Sztokholmie dokonano aktu islamofobii, którego celem są muzułmanie i obraza uczuć religijnych. Tego samego dnia również opublikowało pisemny protest przeciw odbywającym się w stolicy Szwecji demonstracjom ugrupowań powiązanych – w przekonaniu Ankary – z terrorystyczną Partią Pracujących Kurdystanu (PKK), w ramach których ponownie powieszono kukłę prezydenta Turcji. Do podobnego incydentu doszło 12 stycznia podczas manifestacji środowisk kurdyjskich w Sztokholmie. Rzecznik prezydenta Turcji 21 stycznia krytycznie odniósł się do szwedzkiej zgody na obie demonstracje i uzależnił ratyfikację członkostwa Szwecji w NATO od powzięcia przez ten kraj kroków w celu przeciwdziałania antytureckim prowokacjom oraz od dalszego zwalczania wrogich Turcji organizacji terrorystycznych funkcjonujących na jego terenie. Lider tureckiej ultranacjonalistycznej Partii Ruchu Nacjonalistycznego (MHP), która jest koalicjantem rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), stwierdził, że w takich warunkach parlament Turcji nie ratyfikuje członkostwa Szwecji w NATO.

Komentarz

Formalnie Ankara uzależnia zgodę na akcesję Szwecji i Finlandii do NATO od wypełnienia przez rządy obu państw postanowień zawartych w trójstronnym memorandum z czerwca 2022 r., w ramach którego Sztokholm i Helsinki zgodziły się m.in. na przeciwdziałanie aktywności w Szwecji i Finlandii ugrupowań siostrzanych PKK (tj. PYD/YPG), dokonanie zmian w kodeksach karnych w celu zwalczania terroryzmu na swoich terytoriach, zniesienie embarga na eksport broni do Turcji, rozpatrzenie wniosków Ankary o deportację osób podejrzanych o terroryzm, walkę z dezinformacją i finasowaniem organizacji uznawanych przez Turcję za terrorystyczne (obok PKK, m.in. ruch Gülena, DHKPC). W ocenie władz tureckich sposób wdrażania – przede wszystkim przez Szwecję – postanowień memorandum nie jest satysfakcjonujący. Ponadto Ankara stale rozszerza listę osób, wobec których domaga się deportacji – według Erdogana zawiera ona obecnie ok. 130 nazwisk.

Obecna eskalacja napięć przez Turcję wpisuje się w kampanię przedwyborczą w tym kraju – przyspieszone wybory prezydenckie i parlamentarne zaplanowano na 14 maja. Nacisk na Szwecję jest dobrze przyjmowany przez dominujący elektorat nacjonalistyczny oraz odpowiada na silne antyzachodnie resentymenty. Równie nośny jest postulat walki z islamofobią na Zachodzie. Wszystkie te zarzuty mobilizują zaplecze wyborcze rządu i dają szansę na przyciągnięcie niezdecydowanych wyborców. Manifestowana przy okazji obecnego rozszerzenia NATO pryncypialna postawa Ankary wobec terroryzmu radykalnych ugrupowań kurdyjskich (PKK i siostrzanych ugrupowań YPK/PYD operujących w Syrii) oraz ruchu Gülena (organizacji posądzonej o przeprowadzenie w 2016 r. nieudanego puczu w Turcji) jest próbą wywarcia presji na państwa Sojuszu, które do tej pory – w jej ocenie – lekceważą problem. Strategia ta tworzy też szanse dla Ankary na szukanie rozwiązań konkretnych problemów w relacjach międzysojuszniczych. Należy do niej m.in. uzyskanie zgody USA na sprzedaż myśliwców wielozadaniowych F-16. Turcja chce je nabyć w związku z wykluczeniem jej przez USA z programu F-35 w wyniku zakupienia przez nią systemu obrony powietrznej S-400 od Rosji.

Szwecja zmieniła krajowe ustawodawstwo antyterrorystyczne, dzięki czemu niemożliwe będzie działanie na jej terytorium grup powiązanych z organizacjami terrorystycznymi lub wspierających je. Zmiany pozwalają też na szerszą kryminalizację udziału w tych organizacjach. Szwecja odmawia jednak ekstradycji kolejnych osób do Turcji. Latem 2022 r. szwedzki Sąd Najwyższy orzekł, że istnieje cały szereg przeszkód do jej przeprowadzenia: m.in. niektóre przestępstwa, za które Ankara żąda ekstradycji, nie są przestępstwami w rozumieniu prawa szwedzkiego. Nie penalizuje ono bowiem obrazy uczuć religijnych, zaś antytureckie demonstracje były legalne i wcześniej zgłoszone. Premier Ulf Kristersson określił je jako prowokacyjne przy zastrzeżeniu, że wolność słowa i swobodny sposób jej wyrażania stanowią podstawę szwedzkiej demokracji. Sam fakt krytyki incydentów podczas protestów (powieszenie kukły i spalenie Koranu) ze strony przedstawicieli rządu wywołał oburzenie w Szwecji wśród obrońców wolności słowa. Obecnie pojawiają się w tamtejszych mediach informacje, że za akcją spalenia Koranu mogą stać powiązani z Rosją szwedzcy dziennikarze. Rząd odpowiedział na stawiane przez Turcję zarzuty 24 stycznia na specjalnej konferencji prasowej. Premier Kristersson zapewnił, że uzyskanie wraz z Finlandią członkostwa w NATO jest priorytetem Sztokholmu, a stanowisko Ankary w kwestii ratyfikacji protokołu akcesyjnego Szwecji wiąże się przede wszystkim z turecką polityką wewnętrzną.

Finlandia pozostaje na uboczu szwedzko-tureckiego sporu – Ankara nie formułuje dodatkowych żądań względem Helsinek. W szeroko komentowanym wywiadzie z 24 stycznia minister spraw zagranicznych Finlandii Pekka Haavisto podkreślił, że jednoczesne dołączenie obu państw do Sojuszu pozostaje priorytetem Helsinek, choć obecne wydarzenie opóźniają cały proces o co najmniej tygodnie. Z drugiej strony minister zasygnalizował możliwość samodzielnego wejścia Finlandii do NATO w przypadku przedłużającego się impasu na linii Szwecja–Turcja. Jeśli nie dojdzie do przełomu w tych relacjach do 2024 r., niewykluczone, że strategia Helsinek – mająca na celu jednoczesną ratyfikację przez Turcję członkostwa Finlandii i Szwecji w NATO – może się zmienić.

osw.waw.pl

25 stycznia rząd niemiecki poinformował o zamiarze dostarczenia Kijowowi kompanii 14 czołgów Leopard 2A6 z wyposażenia Bundeswehry wraz z pakietem logistycznym i amunicją oraz zgodzie na przekazanie armii ukraińskiej czołgów Leopard 2 przez pozostałych sojuszników. Ogłosił równocześnie, że zamierza koordynować działania państw darczyńców tego typu czołgów, zmierzające do wyposażenia w nie dwóch ukraińskich batalionów (zależnie od źródeł Ukraina miałaby łącznie otrzymać 80–88 czołgów Leopard 2). Szkolenie ukraińskich załóg ma się rozpocząć w lutym w RFN; według ministra obrony niemieckie czołgi mają dotrzeć na Ukrainę do końca kwietnia. Dzień wcześniej o zgodę Berlina na oddanie armii ukraińskiej 14 czołgów Leopard 2A4 wystąpiła oficjalnie Polska. Decyzja niemieckiego rządu o przekazaniu leopardów zapadła po zatwierdzeniu przez administrację Bidena dostarczenia Kijowowi 31 czołgów M1 Abrams.

Gotowość przekazania 18 czołgów Leopard 2A6M w ramach wspólnego projektu zadeklarowała Holandia (po ich wykupieniu, obecnie są dzierżawione od Niemiec), a czterech czołgów Leopard 2A6PO – Portugalia. Według Lizbony przygotowanie maszyn i przeszkolenie ukraińskich załóg zajmie od dwóch do trzech miesięcy. Przekazanie czołgów Leopard 2 zapowiedziały ponadto Hiszpania i Norwegia. Madryt już w 2022 r. deklarował możliwość wysłania 10 czołgów Leopard 2A4. Teraz w hiszpańskich mediach pojawiła się informacja o chęci dostarczenia 12 czołgów, a docelowo o możliwości przekazania wszystkich 53 zmagazynowanych leopardów 2A4 (tylko 20 z nich uznawanych jest za sprawne). Pierwsze czołgi, po przeprowadzeniu koniecznego remontu, miałyby być gotowe do wysłania w ciągu dwóch miesięcy. Z kolei prasa norweska donosiła o planach przekazania ośmiu czołgów Leopard 2A4NO. Finlandia natomiast, która oficjalnie zapowiedziała swój udział we wspólnym tworzeniu dwóch batalionów, nie określiła dotąd, czy przekaże czołgi, czy też weźmie udział w projekcie w innej formie (szkolenie, serwis etc.).

Oddanie czołgów Leopard 2 mają rozważać Dania i Kanada. Media szacują, że w grę wchodzi sześć czołgów duńskich oraz od czterech do dziesięciu kanadyjskich. Z kolei Szwecja nie wykluczyła dostarczenia w dalszej przyszłości swojej wersji czołgów Leopard 2A5 (Stridsvagn 122). Wskazywane w ostatnich tygodniach jako potencjalni donatorzy Czechy i Słowacja wykluczyły taką możliwość, przypominając, że czołgi Leopard 2A4 otrzymują od Niemiec w liczbie jednej kompanii (odpowiednio 14 i 15 sztuk) w zamian za znacznie większą liczbę przekazanych Ukrainie czołgów T-72 (Czechy) i bojowych wozów piechoty BVP-1 (Słowacja). Dotychczas Bratysława i Praga odebrały po jednym egzemplarzu leopardów, dostawy mają trwać do końca 2023 r. Minister obrony Słowacji Jaroslav Naď zadeklarował chęć przekazania Kijowowi pozostałych czołgów T-72 w zamian za kolejne leopardy lub inne czołgi zachodnie.

25 stycznia dostarczenie Ukrainie kompletu batalionowego 31 czołgów M1 Abrams zapowiedział prezydent USA Joe Biden (według amerykańskich mediów chodzi o wersję M1A1). W pakiecie o wartości 400 mln dolarów (sfinansowanym z przyjętego przez amerykański Kongres programu Ukraine Security Assistance Initiative) znalazły się ponadto amunicja czołgowa 120 mm, osiem wozów zabezpieczenia technicznego M88, pojazdy wsparcia oraz obsługa techniczna. Szkolenie załóg ma się rozpocząć w najbliższych tygodniach, natomiast czas potrzebny na cały proces przygotowania i przekazania czołgów szacuje się na kilka miesięcy.

Szef francuskiego resortu obrony Sébastien Lecornu zapowiedział, że pierwsze opancerzone samochody rozpoznawcze (tzw. czołgi kołowe) AMX-10RC trafią na Ukrainę w lutym. Nadal nie ujawniono ich łącznej liczby. Z kolei ukraiński wywiad wojskowy podał, że Turcja przekazała nieodpłatnie dwa bezzałogowe rozpoznawczo-bojowe aparaty latające Bayraktar TB2.

Głównymi rejonami walk pozostają Bachmut oraz miejscowości na północ (wzdłuż drogi do Siewierska) oraz południowy zachód od niego, gdzie obrońcy starają się nie dopuścić do przecięcia ostatnich linii zaopatrzeniowych. Według rzecznika ukraińskiego Sztabu Generalnego kontrolują oni miasto i nie zamierzają się wycofywać. Siły rosyjskie mają bezskutecznie nacierać na pozycje ukraińskie na południe i wschód od Siewierska oraz pomiędzy nim a Kreminną, a także na północ od Awdijiwki oraz pomiędzy nią a Donieckiem. Ukraińcy wciąż bronią się również w Marjince. Rosjanom udało się przełamać pierwszą linię obrony ukraińskiej na południe od Wuhłedaru i wyjść na południowe i wschodnie obrzeża miasta, gdzie toczą się walki. W obwodzie zaporoskim jednostki agresora miały uderzyć w kierunku drogi łączącej Orichiw i Hulajpole, zostały jednak powstrzymane na południe od niej (Czariwne). Według źródeł rosyjskich ukraińskie grupy dywersyjno-rozpoznawcze miały podejmować próby forsowania Dniepru w okolicach Nowej Kachowki, a także działać na pograniczu obwodów charkowskiego i ługańskiego.

26 stycznia nocą Rosjanie uderzyli na Ukrainę z wykorzystaniem 24 dronów kamikadze Shahed-136/131. Według danych ukraińskich wszystkie zestrzelono, w tym 15 w rejonie Kijowa. Rano tego dnia agresor rozpoczął kolejny atak na infrastrukturę energetyczną (tym razem użyto 30 rakiet). Do południa czasu kijowskiego potwierdzono uderzenia w dwóch rejonach stolicy oraz w obwodach odeskim (gdzie doszło do uszkodzenia dwóch obiektów), winnickim i zaporoskim. W omawianym okresie nie odebrano jeszcze zgłoszeń z obwodów lwowskiego i żytomierskiego, gdzie miała się kierować część pocisków manewrujących. Ataki rakietowe miały miejsce także w poprzednich dniach, a ich celami były m.in. Kramatorsk (dwukrotnie), Zaporoże i Dniepr.

Rosyjska artyleria i lotnictwo kontynuują ataki na pozycje i zaplecze sił ukraińskich wzdłuż linii styczności oraz na obszarach przygranicznych, gdzie po kilkudniowej przerwie wzrosła intensywność ostrzału obwodu czernihowskiego, a obwód sumski odnotował rekordową liczbę 187 uderzeń. Zmniejszyła się liczba ostrzałów Chersonia (od kilku do kilkunastu dziennie). Permanentnie atakowane są również inne miejscowości w prawobrzeżnej części obwodu chersońskiego (25 stycznia celem zmasowanego ostrzału był Berysław), rejon nikopolski i okolice Oczakowa. 24 stycznia do ukraińskiej dywersji miało dojść w Mariupolu (celem były koszary kadyrowców).

24 stycznia – w związku z coraz głośniejszym skandalem wokół zakupów żywności dla wojska po zawyżonych cenach – do dymisji podał się wiceminister obrony Ukrainy Wiaczesław Szapowałow. Nadzorował on pion logistyczny, a swoją rezygnację uznał za konieczną, gdy resort stał się obiektem „kampanii oskarżeń” o nadużycia. Ministerstwo podkreśliło, że Szapowałow był wybitnym urzędnikiem, który m.in. zdemonopolizował dostawy usług gastronomicznych dla Sił Zbrojnych, paliw oraz smarów. Dzień później zwolniono dyrektora departamentu zamówień, który był odpowiedzialny za zawarcie niekorzystnych umów na dostawy żywności. W efekcie afery w Radzie Najwyższej pojawiła się inicjatywa uchwalenia ustawy mającej zagwarantować przejrzystość zamówień publicznych w czasie stanu wojennego, zapowiedziano też zintensyfikowanie kontroli w innych obszarach zamówień obronnych, takich jak dostawy broni, paliw i wyposażenia wojskowego. Narodowe Biuro Antykorupcyjne i Specjalizowana Prokuratura Antykorupcyjna poinformowały, że postępowanie w sprawie nadużyć przy zakupie żywności w Ministerstwie Obrony rozpoczęło się jeszcze przed ujawnieniem afery, a sama transakcja nie doszła do skutku. W obronie ministra stanął głównodowodzący Sił Zbrojnych generał Wałerij Załużny. Zaapelował o dokładne sprawdzenie zarzutów o korupcję i odradził przerzucanie odpowiedzialności za postępowanie podwładnych na ich szefa.

23 stycznia Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy zdecydowała, że w stanie wojennym urzędnicy państwowi mogą podróżować za granicę wyłącznie w celach służbowych. Dotyczy to wszystkich urzędników administracji centralnej i samorządu terytorialnego, a także parlamentarzystów. Z kolei 25 stycznia prezydent Wołodymyr Zełenski podpisał uchwaloną 13 grudnia ub.r. ustawę, która zwiększa odpowiedzialność karną żołnierzy za przestępstwa przeciwko zasadom dyscypliny wojskowej. Rzecznikiem wprowadzenia zmian był generał Załużny. Największe kontrowersje wywołały poprawki do kodeksu karnego wprowadzające zasadę „wyłączenia możliwości wymierzenia żołnierzom kary łagodniejszej niż przewidziana w kodeksie oraz nieuwzględniania możliwości odbywania kary w zawieszeniu”. Oznacza to, że sądy są zobligowane do wymierzania kar bezwzględnego pozbawienia wolności w sprawach dotyczących przestępstw nieposłuszeństwa (od 3 do 10 lat), niewykonania rozkazu (od 3 do 7 lat), użycia przemocy wobec przełożonego (od 5 do 10 lat), dezercji (od 5 do 12 lat) czy samowolnego opuszczenia pola walki lub odmowy użycia broni (od 5 do 10 lat). Zwiększają się również kary za wykroczenia administracyjne związane z łamaniem dyscypliny wojskowej (nadużywanie alkoholu, narkotyków). Ustawa spotkała się z krytyką ze strony obrońców praw człowieka wskazujących na ich drakoński charakter, niepozwalający na stosowanie nadzwyczajnego złagodzenia kary.

25 stycznia pułkownik Roman Horbacz, szef zarządu personalnego dowództwa Wojsk Lądowych, wyjaśnił, że wezwania do służby wojskowej mogą doręczać nie tylko komisje uzupełnień, lecz także upoważnieni funkcjonariusze innych służb, kierownicy instytucji, organizacji czy przedsiębiorstw, w którym poborowy pracuje, a w miejscu jego zamieszkania – również szefowie wspólnot czy spółdzielni mieszkaniowych. Dodał, że odmowa przyjęcia wezwania lub udania się do jednostki wojskowej jest karalna, a wezwania nie będą wysyłane przez system elektroniczny Dija. Podkreślił ponadto, że skala mobilizacji zmniejszyła się wielokrotnie w porównaniu z początkiem wojny, a palącymi kwestiami są znalezienie specjalistów obsługujących skomplikowane uzbrojenie oraz uzupełnienie stanu jednostek na pierwszej linii frontu.

25 stycznia sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksij Daniłow stwierdził, że Rosjanie „przygotowują się do ofensywy”, która może rozpocząć się w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. Według informacji wywiadu wojskowego obecnie na terytorium Białorusi znajduje się 5800 rosyjskich żołnierzy (do połowy stycznia przebywało ich ok. 11 000), a redukcja ta wiąże się z zakończeniem szkolenia zmobilizowanych i skierowaniem ich na wschodnią Ukrainę, m.in. w rejon obwodu ługańskiego.

Komentarz

Zapowiedzi przekazania Ukrainie czołgów Leopard 2 i Abrams stanowią kolejny – po obiecanych na początku stycznia dostawach zachodnich bojowych wozów piechoty – symboliczny przełom i wyjście naprzeciw postulatom Kijowa. Nadal jednak nie wyczerpują potrzeb armii ukraińskiej (szacowanych przez ukraińskich i zachodnich wojskowych na 300 do 500 czołgów). Sojusznicy zadeklarowali w ostatnich dniach dostarczenie ogółem ok. 100 czołgów. W przypadku potwierdzenia informacji medialnych dotyczących zapowiedzi Danii i Kanady liczba ta wzrośnie o 10–15, a po uwzględnieniu obiecanych przez Londyn czołgów Challenger 2 wyniesie 130. Umożliwi to wyposażenie zaledwie trzech batalionów (dwóch z czołgami Leopard 2 różnych wersji i jednego z abramsami) oraz jednej samodzielnej kompanii (z czołgami Challenger 2). Za konieczne należy więc uznać przygotowanie w najbliższych tygodniach kolejnych transz dostaw broni pancernej (w tym także bojowych wozów opancerzonych), co najmniej tak samo licznych jak te zadeklarowane w styczniu.

Mimo realnego wzmocnienia potencjału nowe czołgi stawiają przed armią ukraińską wyzwania natury operacyjno-taktycznej i logistycznej. Problem stanowi nie tylko różnorodność typów (de facto w każdym z batalionów znajdzie się inny model czołgu) i struktur batalionów (44 leopardy w standardzie niemieckim vs. 31 abramsów w nietypowej dla US Army konfiguracji), lecz przede wszystkim niskie prawdopodobieństwo szybkiego skoordynowania ich dostaw tak, by mogły zostać wykorzystane do wypracowania przewagi na froncie w jednym czasie i miejscu. Odstęp pomiędzy dostawą leopardów i abramsów może wynieść nawet parę miesięcy, a pierwszy wyposażony w zachodnie czołgi batalion osiągnie gotowość operacyjną późną wiosną. Najprawdopodobniej dowództwo ukraińskie będzie chciało (bądź wręcz musiało) użyć go w walce, nie czekając na następne pododdziały, co pozbawi obrońców możliwości wykorzystania potencjalnej przewagi ilościowej. Osobną kwestię stanowi przesunięcie czasowe pomiędzy pozyskaniem zachodnich czołgów i bojowych wozów piechoty, niemniej prawdopodobne jest, że wraz z leopardami na Ukrainę dotrą kolejne mardery, a wraz z abramsami – bradleye.

W kontekście terminu przekazania i warunków użytkowania przez Ukraińców czołgów Leopard 2 istotne znaczenia ma przejęcie przez Niemcy – na razie w formie deklaratywnej – roli koordynatora procesu tworzenia wyposażonych w nie batalionów. Może się to wiązać z tym, że część donatorów będzie się musiała wstrzymać z dostarczeniem czołgów do czasu osiągnięcia gotowości do przekazania ich przez wszystkich. Koordynacja będzie niewątpliwie gwarantowała utworzenie z oferowanych czołgów zwartych pododdziałów, co pozwoli na lepsze ich wykorzystanie w działaniach ofensywnych. Ich operacyjne użycie będzie jednak zależało również od organizacji serwisu i napraw tych maszyn w Niemczech.

Kolejny atak rakietowy na Ukrainę potwierdza zastosowanie przez Rosjan nowej taktyki, wpływającej na ograniczenie skuteczności ukraińskiej obrony powietrznej. W pierwszej fazie ataku agresor wykorzystuje stosunkowo tanie drony z Iranu (określane przez Ukraińców mianem „motorowerów”), przeciwko którym wystrzeliwane są z systemów obrony powietrznej wielokrotnie od nich droższe rakiety. Dodatkowo obrońcy ujawniają w ten sposób swoje pozycje. W rezultacie w ostatnich atakach rakietowych Rosjanie osiągają większą liczbę celów przy zużyciu mniejszej liczby rakiet.

Pomimo dymisji wysokich urzędników resortu obrony wizerunek ministra Reznikowa został poważnie nadszarpnięty, a na porządku dziennym stanęła kwestia jego odpowiedzialności za brak nadzoru i skutecznego wdrożenia mechanizmów kontroli finansowej. Zwraca przy tym uwagę fakt, że służby odpowiedzialne za zwalczanie korupcji i nadużyć już wcześniej zajęły się sprawą, uniemożliwiając zrealizowanie kontraktu. Skandal w resorcie obrony świadczy o tym, że zwalczanie przejawów korupcji w administracji państwowej stanowi poważne wyzwanie dla prezydenta i rządu Ukrainy. W szerszym kontekście wskazuje zaś on na to, że wojna nie przyczyniła się do wykorzenienia negatywnych zachowań wśród urzędników. Należy oczekiwać, co sygnalizuje m.in. decyzja o zakazie wyjazdów zagranicznych, kolejnych kroków dyscyplinujących kadry urzędnicze.

Wprowadzenie przepisów zaostrzających odpowiedzialność karną i administracyjną osób odbywających służbę wojskową świadczy o tym, że dowództwo sił zbrojnych liczy się ze spadkiem dyscypliny w jednostkach. Ustalenie zasady bezwzględnego pozbawienia wolności za popełnione czyny i wykluczenie możliwości złagodzenia kary to zabiegi mające odstraszyć żołnierzy od naruszania obowiązujących przepisów. Zapowiedź rozszerzenia listy podmiotów uprawnionych do wręczania wezwań do służby wojskowej wskazuje natomiast na intensyfikację działań na rzecz jak najszybszego uzupełnienia stanów kadrowych jednostek walczących na froncie.

osw.waw.pl

W rozmowie z weteranem amerykańskiego dziennikarstwa międzynarodowego Davidem Ignatiusem sekretarz stanu USA Antony Blinken przedstawił zarys polityki Waszyngtonu wobec Ukrainy.

Po pierwsze, Blinken jest przekonany, że wydarzenia ostatniego roku dowodzą, iż Rosja nie jest w stanie osiągnąć tego, co administracja Bidena uważa za cel Putina – wymazania Ukrainy z mapy Europy. To zaś, zdaniem sekretarza stanu USA, powinno skłonić Waszyngton oraz europejskich sojuszników do zastanowienia się, jak może wyglądać powojenna przyszłość Ukrainy.

Mowa jest więc o "sprawiedliwym i trwałym" (w tej kolejności) pokoju oraz o zapewnieniu Ukrainie możliwości obrony przed ewentualną kolejną agresją. Innymi słowy – czytamy w tekście Ignatiusa – "Rosja nie powinna otrzymać możliwości wytchnienia, przegrupowania sił i ponownego ataku".

Po drugie, zdaniem Departamentu Stanu bardzo ważne jest, by Ukraina uzyskała możliwość odstraszania Rosji. W tej optyce celem USA jest stworzenie i utrzymywanie ukraińskiej armii, która będzie mobilna i będzie w stanie prowadzić w przyszłości wojnę manewrową. "Możliwość manewrowania to przyszłość" – mają twierdzić bliscy współpracownicy Blinkena.

Do tego Blinken zakłada, że po wojnie Ukraina powinna stać się silną gospodarką oraz częścią Unii Europejskiej (o NATO nie wspomina). Czyli państwem, które w przyszłości nie będzie musiało aż tak mocno opierać się na USA, żeby przeciwstawić się polityce prowadzonej przez Rosję.

Strategia zarysowana przez Blinkena częściowo różni się od strategii, którą Waszyngton forsował w ubiegłym roku. Wówczas można było usłyszeć ostrą retorykę wymierzoną w Rosję, choćby wtedy, kiedy Joe Biden mówił, że "Putin musi odejść", a Lloyd Austin twierdził, że celem USA w Ukrainie jest osłabienie Rosji. Za tymi słowami szły dostawy broni oraz wsparcie finansowe. Pomoc ta jednak nie obejmowała ciężkiego sprzętu, który USA zaczynają dostarczać dopiero teraz – jak wyrzutnie Patriot czy czołgi Abrams.

Teraz retoryka Waszyngtonu jest łagodniejsza. Blinken nie mówi o pokonaniu Rosji, tylko o podarowaniu Ukrainie wędki, aby sama mogła odstraszać Rosję. Retoryczne fajerwerki zostały zastąpione przez dostawy ciężkiego sprzętu, który w Europie Wschodniej stworzy bardzo silną armię, a docelowo – w zamierzeniu Amerykanów – ma wytworzyć silny organizm gospodarczy, zdolny w razie potrzeby walczyć na równych prawach z armią taka jak rosyjska.

Co charakterystyczne, Blinken nigdzie nie wspomina o ewentualnym końcu wojny przy stole negocjacyjnym. Powtarza formułę "nic o Ukraińcach bez Ukraińców", co oznacza tyle, że USA nie przewidują w najbliższym czasie końca wojny. W strategię USA wpisana jest niemożność definitywnego rozstrzygnięcia konfliktu i świadomość, że żadna ze stron na razie nie przechyli szali zwycięstwa na polu bitwy na swoją korzyść. Dla Ukraińców to paradoksalnie dobra wiadomość, ponieważ świadczy o tym, że pod pewnymi względami nie są w Waszyngtonie traktowani jak państwo "z drugiej ligi".

Ta strategia przesuwania Ukrainy do wyższej ligi ma – i będzie mieć – poważne implikacje także dla Polski.

Za naszą wschodnią granicą powstaje bowiem jedna z najsilniejszych konwencjonalnych armii w Europie, która – w zamyśle Waszyngtonu – ma potrafić samodzielnie stawiać czoła armii rosyjskiej. Jeżeli do tego dodać deklarowane wsparcie USA dla rozwoju powojennej ukraińskiej gospodarki i jej członkostwa w Unii Europejskiej, to nietrudno zauważyć, że celem USA jest powstanie bardzo silnego państwa w Europie Środkowej, które byłoby w stanie powstrzymywać rosyjską agresję i jednocześnie byłoby zaufanym sojusznikiem Waszyngtonu.

onet.pl

środa, 25 stycznia 2023


Dużym wyzwaniem dla ekonomiki regionu jest sytuacja wokół jednej z najważniejszych firm w regionie - „Avtotor”. Zakład ten to jedna z największych na świecie montowni samochodów. Firma została założona w 1994 roku. Przedsiębiorstwo, jako pierwsze w Rosji, uruchomiło produkcję samochodów zagranicznych marek. Montaż pojazdów odbywał się tam od maja 1997 r. Firma składająca do niedawna samochody BMW, obecnie jednak stoi. To wynik zachodnich sankcji. Władze obwodu, przy pomocy czynowników z Moskwy, próbowały zastąpić samochody niemieckie, chińskimi. Prowadzono w tej sprawie rozmowy z koncernem BAIC. Na razie jednak Chińczycy wcale nie kwapią się do wchodzenia w rosyjski przemysł samochodowy.

W maju ubiegłego roku dyrekcja „Awtotoru” wysłała większość załogi na bezterminowy urlop. Wszystkim urlopowanym firma przydzielała … działki pod ogródki warzywne. Na ten cel zakład przeznaczył ziemie o łącznej powierzchni 300 hektarów. W „Avtotorze” z dumą podkreślano, że ziemie zostały w pełni przygotowane do zasiewów sezonowych. Grunt został zaorany i zabronowany. Aby zapewnić obfite zbiory w ogrodach pracowniczych, kombinat zorganizował też sprzedaż materiału siewnego oraz sadzonek.

(...)

Obwód Kaliningradzki do wojny miał (...) bardzo rozwinięte kontakty z sąsiednimi regionami Polski i Litwy. Rosjanie jeździli do Gdańska czy Olsztyna na zakupy, studia, do pracy. Teraz praktycznie nie mają takich możliwości. Unia Europejska co prawda nie wprowadziła całkowitego embarga na wydawanie wiz Rosjanom, ale uczyniły to państwa graniczące z Rosją – Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia, Norwegia. Na dodatek warunki uzyskania wizy do krajów, które tych ograniczeń nie wprowadziły są o wiele trudniejsze do wypełnienia. W Kaliningradzie narzekają, że teraz nie dość, że te wizy bardzo podrożały to jeszcze na dodatek bardzo często zachodnie konsulaty odmawiają wydania dokumentu podróży. Praktycznie nie wydaje się wiz czasowych. Rosjanin jeśli już nawet dostanie wizę do Niemiec czy Węgier to tylko na okres podróży. Taka osoba musi udowodnić, że na koncie bankowym ma co najmniej 500 tysięcy rubli – ponad 30000 złotych. Te ograniczenia spowodowały, że dotychczasowa minister do spraw kontaktów zagranicznych we władzach obwodu, Ałła Iwanowa została zdegradowana. Nie jest już ministrem, ale tylko kierownikiem działu.

(...)

Wszelkie działania mające wzbogacić miejscowy, kaliningradzki budżet są (...) bardzo uważnie analizowane w Moskwie. Nikt tam bowiem nie chce dopuścić do sytuacji, by Kaliningrad stał się zbyt niezależny ekonomicznie od centrum. Stąd zarzucenie idei, jeszcze lat dziewięćdziesiątych, gdy funkcjonowała kaliningradzka Wolna Strefa Ekonomiczna i żywe były nadzieje na utworzenie rosyjskiego... Hongkongu. To mogły być (przynajmniej wedle Moskwy) próby ustanowienia niezależności ekonomicznej eksklawy. Następnym krokiem mogłyby być hasła o niezależności politycznej. Na przełomie wieków działała bowiem w Kaliningradzie lokalna Partia Bałtycka, która ciągle podkreślała, w swoich oficjalnych dokumentach, że nie mają ambicji separatystycznych, ale zarazem głosili hasła o konieczności wstąpienia Obwodu (niezależnie od Moskwy) do... Unii Europejskiej.

Mówi o tym nasz rozmówca:

Tendencje separatystyczne w Obwodzie Kaliningradzkim występują w dość dziwnych ramach. Każdy pytany mówi jednoznacznie, że jest przeciw separatyzmowi. Ale z drugiej strony ci sami ludzie potrafią powiedzieć: powinniśmy mieć oddzielny budżet, własną granicę celną, a może też i powinniśmy (jako region) wstąpić do Unii. To taka swoista rosyjska schizofrenia....

braniewo.com.pl

– Dzięki ciepłej zimie i zgromadzonym zapasom rynek gazowy w Europie wygląda stabilnie. Europa będzie w stanie bezpiecznie przejść tę zimę bez rosyjskiego gazu. To znaczy, że szantaż się nie powiódł, nie doprowadził do tych rezultatów, które Kreml miał nadzieję uzyskać. Doprowadził za to do poważnych problemów Gazpromu – wskazuje Iwona Wiśniewska z Ośrodka Studiów Wschodnich. Rosyjski gigant gazowy nie ma na razie realnej alternatywy dla unijnego rynku, a analitycy szacują, że jego zysk netto w drugim półroczu 2022 roku był bliski zeru. To zwiastuje w nadchodzącym czasie poważne problemy dla samego Gazpromu, który będzie musiał się liczyć z dalszym spadkiem dochodów, jak i rosyjskiego budżetu, dla którego Gazprom jest głównym płatnikiem. 

– Gazprom i rosyjski gaz oficjalnie nie został objęty żadnymi sankcjami sektorowymi. Ma ograniczony dostęp do technologii i rynków kapitałowych państw zachodnich, ale sam eksport gazu nie został w żaden sposób objęty tymi sankcjami. Natomiast decyzją Kremla Gazprom zaczął wstrzymywać dostawy do swoich głównych odbiorców w Unii Europejskiej. I to był po prostu szantaż gazowy, próba wpłynięcia na państwa zachodnie i wymuszenia zmiany polityki wobec Ukrainy, ograniczenia wsparcia finansowego i przede wszystkim militarnego. Ten szantaż gazowy się nie powiódł i nie doprowadził do tych rezultatów, które Kreml miał nadzieję uzyskać. Doprowadził za to do poważnych problemów Gazpromu – mówi Iwona Wiśniewska, ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich.

W końcówce grudnia rosyjski koncern podsumował swoje wstępne wyniki za 2022 rok. Według przekazanych informacji Gazprom wydobył w tym czasie o ponad 20 proc. mniej gazu niż rok wcześniej (412,6 mld m3 gazu wobec 514,8 mld m3 w 2021 roku). Natomiast eksport do państw tzw. dalekiej zagranicy (czyli odbiorców europejskich z wyłączeniem republik bałtyckich oraz do Turcji i Chin) zmniejszył się w ubiegłym roku aż o 45 proc. (do ok. 101 mld m3 wobec ok. 185 mld m3 w 2021 roku).

– Te spadki miały miejsce przede wszystkim w drugim półroczu 2022 roku. I to jest rewolucja, która zapowiada, że w kolejnych miesiącach sytuacja raczej nie będzie się poprawiać – mówi ekspertka z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Kluczowa część rosyjskiego gazu przepływa do Europy gazociągiem Nord Stream, ale na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy Gazprom wielokrotnie odcinał dostawy, chcąc wywrzeć presję na państwach Zachodu, doprowadzić do chaosów społecznych i zmusić kraje Unii Europejskiej do zmiany polityki wobec Ukrainy. Jako rzekome przyczyny przerw w dostawach rosyjski koncern podawał trudności techniczne i wyłączenia konserwacyjne.

Jak wskazuje ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich, ten gazowy szantaż Kremla trwa nadal, Rosja nie jest skłonna do wznowienia dostaw do państw europejskich. Jednocześnie nie ma na razie alternatywy dla dochodowego, unijnego rynku.

– Infrastrukturalnie nie jest nawet w stanie przesłać więcej gazu do Chin, z którymi jest połączona tylko jednym gazociągiem. I ten gazociąg pracuje w tej chwili na maksimum swoich możliwości. W ubiegłym roku udało się nim przetransportować 18 mld m3 gazu, podczas gdy w 2021 roku – kiedy jeszcze Gazprom eksportował do Unii Europejskiej, choć już wtedy ten eksport był ograniczany – na unijny rynek trafiło 155 mld m3 rosyjskiego gazu. To pokazuje, że Chiny po prostu nie są w stanie zastąpić europejskiego rynku. Podobnie zresztą jak Turcja, ponieważ szlaki infrastrukturalne łączące rosyjski system z Turcją – a poprzez Turcję również z Europą – też pracują w tej chwili na maksimum swoich możliwości i to również jest niewystarczające – mówi Iwona Wiśniewska.

Według danych Gazpromu dostawy w 2022 roku spadły w zasadzie do wszystkich odbiorców, w tym Turcji. Wzrósł jedynie eksport gazu do Chin. Rosyjski koncern poinformował, że zdołał przekroczyć zakontraktowaną wcześniej objętość 15 mld m3 (wobec 10 mld m3 jeszcze rok wcześniej), choć nie podał, o ile konkretnie. Według szacunków przesył mógł wynieść ok. 18 mld m3.

To właśnie z myślą o chińskim rynku Kreml kreśli w tej chwili scenariusze rozwoju Gazpromu w nadchodzących latach. Jak na razie rosyjskie złoża ze wschodniej Syberii są połączone z tym rynkiem tylko jednym gazociągiem Siła Syberii 1, którym w 2023 roku zaplanowano przesłać 22 mld m3 gazu (choć dzięki prowadzonym inwestycjom w rozbudowę infrastruktury przesyłowej i złoża zapewne uda się przekroczyć tę objętość). Pełną projektowaną przepustowość, czyli 38 mld m3 rocznie, ten gazociąg ma osiągnąć dopiero w 2025 roku.

Ponadto Chiny porozumiały się z Rosją w sprawie dostaw gazu z Sachalinu rurociągiem Siła Syberii 3, który ma uzyskać projektową przepustowość 10 mld m3 w 2026 roku. To oznacza, że za trzy lata Rosja planuje eksportować na chiński rynek ok. 48 mld m3 surowca rocznie. To jednak wciąż ponad trzykrotnie mniej niż eksport na unijny rynek, na który jeszcze w 2021 roku trafiło 155 mld m3 rosyjskiego gazu.

– Jednym z pomysłów managementu Gazpromu jest również zwiększenie dostaw na rynek wewnętrzny, co oczywiście wiąże się z gazyfikacją Rosji. Jednak koncern przez wiele lat – mimo że rosyjski rząd nakładał na niego obowiązek gazyfikacji kolejnych wsi i miasteczek – bardzo się przed tym bronił, mając świadomość, że na rynek wewnętrzny gaz dla odbiorców indywidualnych będzie musiał dostarczać po po preferencyjnych cenach, a wszelkie inwestycje będzie musiał ponieść sam. To znaczy wybudowanie infrastruktury do końcowego odbiorcy jest kosztem, który Gazprom w całości będzie musiał wziąć na siebie. Dlatego ten rynek wewnętrzny był dla niego po prostu nierentowny – mówi ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich. – W tej chwili podobnie jest zresztą z Chinami. Mimo że Gazprom ma podpisany kontrakt i eksportuje gaz na rynek chiński, to cena tego gazu jest znacznie niższa niż cena gazu sprzedawanego do Unii Europejskiej.

W pierwszym półroczu 2022 roku wyniki finansowe koncernu okazały się zaskakująco dobre (ponad 3,5 raza wyższe niż w analogicznym okresie rok wcześniej), głównie dzięki wysokim cenom tego surowca panującym w tym czasie w Europie. Pomimo spadku wydobycia i eksportu Gazprom wypracował rekordowy zysk netto w wysokości ponad 2,5 bln rubli (ok. 37 mld dol. po obecnym kursie) – wyższy od zysku osiągniętego przez koncern w dwóch poprzednich latach łącznie. W efekcie gazowy gigant zdecydował się (po raz pierwszy w swojej historii) na wypłatę dywidend, na które przeznaczył 1,2 bln rubli. Połowa tej kwoty trafiła do rosyjskiego budżetu centralnego, ponieważ Kreml jest właścicielem 50,2 proc. udziałów w Gazpromie. 

Później, ze względu na zachodnie sankcje, Gazprom (podobnie jak inne rosyjskie spółki państwowe) został zwolniony przez Kreml z obowiązku publikowania danych finansowych. Jak dotąd nie poinformował o zyskach osiągniętych w drugim półroczu 2022 roku. Z szacunków analityków wynika jednak, że mogły być one bliskie zeru.

– Gazprom musi liczyć się ze spadkiem dochodów – uważa Iwona Wiśniewska. – W ubiegłym roku mieliśmy wyjątkową sytuację: z jednej strony spadek wydobycia i eksportu, a z drugiej zysk netto koncernu wzrósł trzykrotnie. Jednak był to efekt wysokich cen gazu w UE w pierwszej połowie zeszłego roku. Praktycznie cały zysk netto uzyskany przez Gazprom to był zysk uzyskany właśnie w tym okresie. W drugim półroczu prawdopodobnie był już na poziomie zerowym. I to zapowiada poważne problemy dla samego koncernu, jak i dla rosyjskiego budżetu.

newseria.pl

wtorek, 24 stycznia 2023


Federalna Agencja Rezerw Państwowych (Rosrezerw) jest odpowiedzialna za zaopatrzenie armii i ludności w przypadku wojny lub klęski żywiołowej. W tym celu kupuje sól, mięso, ryby, zboże, paliwo, metal, opony, bawełnę i inne. Z technicznego punktu widzenia informacje o tym, jakie towary i w jakich ilościach przechowuje Rosrezerw, są zaliczane do tajemnic państwowych.

Agencja jest bardzo rentowna, ponieważ stale aktualizuje swoje magazyny: sprzedaje przeterminowane towary i kupuje świeże. Według dziennikarzy cena zakupu jest zwykle wyższa od rynkowej, a cena sprzedaży jest prawie o połowę niższa. Wszystkie transakcje odbywają się w formacie zamkniętej aukcji, w której udział możliwy jest tylko po uzyskaniu zgody Federalnej Służby Bezpieczeństwa i pisemnego zaproszenia od Rosrezerw.

Proekt dowiedział się, że dostęp do aukcji ma tylko wąskie grono biznesmenów z "klanów" bliskich prezydentowi: dzielą oni między siebie największe partie, negocjują cenę z kierownictwem agencji, a następnie, po osiągnięciu zysku na transakcji, przekazują produkty "mniejszym graczom". Według dyrektora generalnego Sojuz-P LLC Konstantyna Czajkowskiego, który kilkakrotnie próbował dostać się na aukcję, zaproszenia otrzymuje "tylko 15-16 organizacji", które "w rzeczywistości grabią całą Rosję".

W 2021 r., przed rozpoczęciem wojny w Ukrainie, wydatki na rezerwy wzrosły prawie dwukrotnie: ze 125,5 mld (ok. 7,8 mld zł) do 207,4 mld rubli (ok. 13 mld zł). To cena porównywalna z budżetem na rosyjską kulturę i propagandę razem wzięte.

Od 2009 r. szefem Rezerwy Federalnej jest Dmitrij Gogin, protegowany bliskiego przyjaciela Putina, miliardera Arkadija Rotenberga. Przed dołączeniem do agencji Gogin pracował dla niego w Rostoppromie. Do Rezerwy przyjęto także dwóch innych biznesmenów związanych z tą firmą — Andrieja Wołkowa i Michaiła Michajłowa: sprzedawali jej sól, konserwy mięsne i rybne oraz skupowali z jej magazynów zboże, bawełnę i te same konserwy.

W tym samym czasie służby podatkowe przyłapały na korupcji struktury powiązane z Michaiłem (SPC "Agromechanizacja", Yermak i inne). Kilka domów handlowych poprzez sieć firm (w tym wspomniane wyżej) kupowało mięso od Rezerwy Federalnej, przetwarzało je na konserwy w zakładach przetwórstwa mięsnego i sprzedawało jej ej z powrotem.

Zaangażowani w tę praktykę biznesmeni zarobili na niej co najmniej 250 mln rubli (ok. 15,7 mln zł), które wywieźli za granicę. Organy podatkowe obciążyły Yermak ponad różnymi podatkami i grzywnami, sięgającymi łącznie 100 mln rubli )ok. 6,2 mln zł), ale właściciele zlikwidowali firmę.

Wołkow jest związany z firmą Agrotorg Troitsk, której gulasz zajął we wrześniu pierwsze miejsce w konkursie ogłoszonym przez Rezerwę Federalną. Podejmując taką decyzję, jury nie zraził fakt wcześniejszych nieprawidłowości, jakich dopuściła się firma — rok wcześniej Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego cofnęła certyfikat na jej konserwy wołowe za zmieszanie w nich kurczaka, bez zamieszczania informacji na etykiecie.

Innym "klanem" wzbogaconym kosztem Rezerwy Federalnej, do której dotarli śledczy, jest rodzina Wasilija Szestakowa, szefa Międzynarodowej Federacji Sambo. Córka Szestakowa Julia Gorszenina posiada pakiet kontrolny w Domu Handlowym "Czerpanowski", wieloletnim partnerze Rosrezerwu: państwowa agencja od co najmniej 2012 r. kupuje jego produkty mięsne i sprzedaje mu węgiel.

Ponadto firmy Szestakowa handlują zbożem, metalami i oponami, a ich obroty sięgają miliardów rubli. Sam Wasilij Szestakow za czasów Putina był trzykrotnie wybierany do Dumy Państwowej, a jego syn Ilja Szestakow został wiceministrem rolnictwa i stoi na czele Federalnej Agencji Rybołówstwa.

Z Rosrezerwy korzysta również rodzina sekretarza Rady Bezpieczeństwa Nikołaja Patruszewa. Jak twierdzą śledczy, nadzorował on agencją, gdy był szefem FSB i początkowo był niezadowolony, że znalazła się ona pod kontrolą Rotenberga. Firma Agro-Line, związana z jego bratankiem Aleksiejem, dostarczała agencji mięso, zboże i olej. Gwarancji na państwowe kontrakty udzielał Rosyjski Bank Rolny, na którego czele stał najstarszy syn Patruszewa, Dmitrij.

W 2013 r. urzędnicy podatkowi odkryli, że Agro-Line przepuściła miliardy rubli przez firmy fasadowe, które następnie zostały częściowo wypłacone za pomocą kart bankowych. Po tym fakcie większość spółek domu handlowego została zlikwidowana. Dziennikarze uważają, że część tego biznesu została po prostu przeniesiona do firmy Strong LLC, której przychody w 2021 r. wyniosły 4,4 mld rubli (ok. 267 mln zł).

Ponadto wśród kontrahentów Agencji Federalnej są osoby ze świty Siergieja Czemiezowa, szefa Rostecu, oraz Artema Czajki, syna byłego prokuratora generalnego Rosji Jurija Czajki. Dziś wszystkie wspomniane "klany" nie konkurują już o dostęp do zasobów agencji, a wręcz przeciwnie — współpracują: odsprzedają sobie nawzajem produkty i biorą kredyty w tych samych bankach. Śledczy zauważają, że w każdym z rozpatrywanych przypadków pojawiają się przykłady uchylania się od płacenia podatków.

onet.pl/The Moscow Times

Wydatki na gwarancje socjalne dla żołnierzy stały się jednym z elementów rosyjskiej gospodarki. W obliczu planów zwiększenia liczebności armii zawodowej Moskwa nie szczędzi środków na rekompensaty i nagrody dla wojskowych, jednak takie rozwiązania na Kremlu nie są nowością.

- To element rozwijany przez lata, od czasów tzw. reformy Sierdiukowa. Tłumaczenie, że służba to element awansu społecznego, że daje możliwość zdobycia wykształcenia i pieniędzy - wskazuje w rozmowie z money.pl Anna Maria Dyner, analityczka ds. polityki bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Przypomnijmy, że Anatolij Sierdiukow, minister obrony Rosji w latach 2007-2012, przeprowadził reformę strukturalną rosyjskich sił zbrojnych po wojnie z Gruzją w 2008 r.

Pierwsze decyzje uwalniające dodatkowe pieniądze dla wojskowych Władimir Putin podjął wiosną ubiegłego roku. W maju podpisał ustawę podwyższającą płace żołnierzy służących poza granicami Rosji, z uwzględnieniem sytuacji na rynku walutowym. W marcu natomiast rosyjska prokuratura otrzymała zadanie ustalenia osób, które mają problemy ze spłatą długów wobec państwa. Oferowano im umorzenie zobowiązań w zamian za podpisanie umowy z armią.

Ile obecnie zarabia rosyjski żołnierz? Serwis v1.ru podaje, że w zależności od rangi wojskowego dzienne pensje wahają się w przedziale 773-1545 rubli, nie licząc diet. System wynagrodzeń przewiduje także dodatki za uczestnictwo w operacjach wojskowych (8 tys. rubli dziennie) oraz za zdobycie każdego kilometra terytorium przeciwnika (50 tys. rubli). Daje to miesięczną wypłatę w granicach 128-216 tys. rubli (czyli równowartość około 8-13 tys. zł).

Co ciekawe, jedną skuteczną akcją żołnierz może sobie zapewnić wypłatę nawet siedmiokrotnie wyższą. Wystarczy, że zniszczy lub zdobędzie wyrzutnię Himars, czyli kluczowy z rodzajów broni, które Stany Zjednoczone przekazały Ukrainie. Wówczas państwo przekaże mu nagrodę w wysokości - bagatela - miliona rubli. To nieco ponad 60 tys. zł przy obecnym kursie.

Wydatki na wynagrodzenia dla żołnierzy walczących w Ukrainie, w perspektywie całego budżetu Federacji Rosyjskiej, nie są aż tak znaczące. Oczywiście, mówimy o 300 tys. świeżo zmobilizowanych żołnierzy, z kolei przed wojną szacowano, że siły zbrojne kraju liczyły około 900 tys. wojskowych. Wspomniane wydatki obecnie dotyczyłyby więc "zaledwie" maksymalnie półtora miliona osób. To nie jest coś, czego budżet Rosji nie byłby w stanie udźwignąć - uważa Anna Maria Dyner.

Według szacunków "Forbesa" w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy Moskwa wydała na działania zbrojne na terenie Ukrainy 82 mld dolarów, co stanowi jedną czwartą jej rocznego budżetu. Wydatki Kremla wzrosły m.in. ze względu na większą liczbę osób wcielonych do wojska po ogłoszonej we wrześniu ubiegłego roku częściowej mobilizacji.

- Dość istotną kwestią jest heroizacja żołnierzy, porównywanie ich do bohaterów wielkiej wojny ojczyźnianej. Jej swoisty kult rozwijał się w Rosji szczególnie w ostatniej dekadzie. Jeśli chodzi o logiczne kwestie walki z "nazizmem w Ukrainie", ma ona propagandowe uzasadnienie: władze państwowe przekonują Rosjan, że to walka w imię wyższego dobra, które przyświecało także ich przodkom w latach 40. ubiegłego wieku - podkreśla Dyner.

Jak dodaje ekspertka, faktem jest, że dla mieszkających na prowincji biedniejszych obywateli służba w siłach zbrojnych może być kusząca. Poza wyższymi uposażeniami wiąże się ona m.in. z ulgami podatkowymi, umorzeniami kredytów czy emeryturami na specjalnych, korzystniejszych warunkach.

- Mobilizacja wojskowa w Rosji nie bez powodu najszybciej została zakończona w Moskwie i Petersburgu. Władze mogą obawiać się wystąpień w dużych miastach. Poza tym to właśnie tam, w bogatych ośrodkach, ludzie mają wiele alternatywnych możliwości zarabiania pieniędzy, a przynajmniej mieli do czasu wybuchu wojny - tłumaczy Dyner.

Putin nagrody dla żołnierzy nazywa "dodatkowymi środkami wsparcia społecznego". Tak było w przypadku listopadowego dekretu nakazującego wypłatę po 195 tys. rubli żołnierzom kontraktowym i zmobilizowanym. Kolejne gwarancje socjalne zatwierdzono na początku 2023 r. Najnowszy prezydencki dekret ustala wysokość wypłaty dla rodzin wojskowych, którzy zginęli podczas "operacji w Ukrainie" na poziomie 5 mln rubli (równowartość ponad 300 tys. zł). Z kolei 3 mln rubli (trochę ponad 180 tys. zł) będą otrzymywać żołnierze, którzy odnieśli obrażenia podczas walk.

To, co paradoksalnie jeszcze może kusić, to późniejsza oferta dla walczących w Ukrainie. Widzimy, jak dobrze powodzi się np. bojownikom tzw. grupy Wagnera i innych prywatnych firm wojskowych, tworzonych przez byłych żołnierzy. Pewne braterstwo broni może otworzyć wiele drzwi i to też będzie oddziaływało na społeczeństwo rosyjskie. Z tym będą jednak związane duże wyzwania dla władz rosyjskich, jak np. kwestia dostępu do broni, wzrost przestępczości - twierdzi Anna Maria Dyner.

Pytanie, czy władze Rosji w swoich propozycjach mogą posunąć się jeszcze dalej. Ekspertka PISM uważa, że nie można tego wykluczyć. - Myślę, że nowa oferta rządu skupi się wokół długofalowej pomocy finansowej dla rodzin ofiar i zabezpieczenia medycznego dla inwalidów wojennych. Szczególnie z tym drugim Rosja miała problem, co pokazała wojna w Czeczenii czy jeszcze wcześniej prowadzona za czasów ZSRR wojna w Afganistanie - zaznacza Dyner.

Negatywnym następstwem działań Kremla może być także wzrost korupcji czy większe przyzwolenie na przemoc. - Ktoś, kto był na wojnie, zabijał, inaczej będzie traktować aparat porządkowy państwa, normy obyczajowe i prawne. Konsekwencji może być wiele. Pytanie, czy odbiją się one na władzy i na ile skala niezadowolenia społeczeństwa przerodzi się w ewentualny bunt. W dłuższej perspektywie to niekoniecznie musi być dobry prognostyk dla rosyjskich władz - podsumowuje Dyner.

money.pl

Trwająca od końca września 2022 r. mobilizacja do Sił Zbrojnych FR 300 tys. rezerwistów ujawniła chaos w aparacie administracyjnym i zaniepokojenie wśród obywateli. Uświadomiła wielu Rosjanom, że ich kraj prowadzi realną wojnę, która wymaga od nich bezpośredniego zaangażowania. Decyzja władz przyniosła widoczną reakcję ludności w postaci fali emigracji młodych mężczyzn, której pełną skalę trudno oszacować.

Pogorszenie nastrojów było jednak efektem krótkotrwałym. Mobilizacja po raz kolejny zademonstrowała znaczący potencjał adaptacyjny i pasywność rosyjskiego społeczeństwa w obliczu działań rządzących. Jej negatywne skutki najbardziej odczuła gospodarka – wzrosły obciążenia budżetowe i zmniejszyła się liczba rąk do pracy w kraju, co będzie hamować rozwój gospodarczy zwłaszcza w dłuższej perspektywie. Jak dotąd rosyjski biznes wykazuje jednak duże zdolności dostosowawcze do nowych warunków.

Zgodnie z deklaracją ministra obrony Siergieja Szojgu do Sił Zbrojnych FR planowano powołać 300 tys. rezerwistów wybranych specjalności. Część dekretu Władimira Putina z 21 września ub.r. „O ogłoszeniu częściowej mobilizacji w Federacji Rosyjskiej” dotyczącą m.in. wielkości poboru utajniono, co wywołało spekulacje na temat możliwego zwiększenia liczby powołanych. Procesowi podlegali mężczyźni (miały z niego zostać zwolnione kobiety, dokument nie wprowadził jednak formalnych ograniczeń w tym zakresie) od 19. do 65. roku życia, choć wiele osób – w tym pracownicy sektora zbrojeniowego czy specjaliści IT – mogło ubiegać się o odroczenie ze względu na wykonywany zawód. Zmobilizowani i ich rodziny otrzymywali wysokie jak na rosyjskie warunki wynagrodzenie za służbę, a także liczne przywileje finansowe. Zapewniono im również znaczne zasiłki i odszkodowania w przypadku utraty zdrowia lub życia na wojnie (zob. Aneks).

28 października minister Szojgu poinformował Putina o zakończeniu mobilizacji 300 tys. rezerwistów, jednak miejscowi dziennikarze śledczy dowodzą, że faktyczna liczba wcielonych do wojska mogła wynieść nawet ok. 500 tys. Z przedstawionych danych wynikało, że trafiło tam m.in. 27 tys. przedsiębiorców i 1,3 tys. przedstawicieli organów władzy wykonawczej różnego szczebla. Średni wiek zmobilizowanego resort obrony oszacował na 35 lat. Wśród powołanych widoczna była nadreprezentacja przedstawicieli republik narodowych, np. Czeczenii, Dagestanu czy Buriacji. W dużej mierze wynikało to z sytuacji demograficznej i ekonomicznej tych regionów – od lat odnotowują one wysoki przyrost naturalny, a bieda sprawia, że służba wojskowa staje się dla mieszkańców szansą na poprawę poziomu życia.

Dalsze kompletowanie oddziałów miało się odbywać jedynie spośród ochotników. Jako że prezydent nie zdecydował się formalnie zakończyć mobilizacji, nasiliły się głosy, że proces został tylko wyhamowany i w pierwszych miesiącach 2023 r. nastąpi jej kolejna fala – zwłaszcza że rosyjskie sieci społecznościowe zawiadamiają o dalszym wcielaniu do wojska młodych mężczyzn. Minister Szojgu w grudniu poinformował ponadto o planach zwiększenia w 2023 r. liczebności armii o ok. 150 tys. osób, tj. do 1,15 mln (a w ciągu kolejnych lat – do 1,5 mln), w tym o wzroście liczby żołnierzy kontraktowych o 141 tys., tj. do 521 tys. Mogliby oni zostać zaangażowani w działania wojenne jeszcze w tym roku.

Decyzja o rozpoczęciu mobilizacji wywołała zaniepokojenie w rosyjskim społeczeństwie. Mężczyźni pragnący uniknąć wręczenia wezwania do służby wojskowej próbowali się ukrywać – przede wszystkim nie przebywali pod adresem zameldowania lub zwalniali się z pracy, jeśli istniało ryzyko, że zostaną zmobilizowani za pośrednictwem pracodawcy. Ludziom z dużych miast znacznie łatwiej było uchylić się przed poborem niż tym ze wsi, gdzie możliwości wyjazdu lub ukrycia się przed przedstawicielami administracji były ograniczone.

Decyzja o rozpoczęciu mobilizacji wywołała masową ucieczkę z Rosji osób pragnących uniknąć poboru. Według różnych szacunków od momentu jej ogłoszenia z kraju wyjechało od 300 tys. do nawet 700 tys. Rosjan[4], przy czym najwięcej osób opuściło kraj w pierwszych dniach od jej ogłoszenia – z obawy przed zamknięciem granic. Władze nie podają własnych danych na temat wyjazdów i w oficjalnych wypowiedziach bagatelizują skalę zjawiska (pytany o skalę emigracji rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow określił doniesienia o 700 tys. emigrantów mianem kaczki dziennikarskiej).

W pierwszych dniach mobilizacji w zasadzie na wszystkich przejściach granicznych (w tym na lotniskach) utworzyły się kolejki. Rosjanie w pierwszej kolejności usiłowali przedostać się do państw, do których mogą wjechać bez paszportów zagranicznych, wyłącznie na podstawie dowodu osobistego (tzw. paszportu wewnętrznego) – do Armenii, Kazachstanu, Kirgistanu i na Białoruś (traktowaną wyłącznie jako kraj tranzytowy). Popularnością cieszyły się również inne państwa poradzieckie niewymagające od mieszkańców FR wiz – Gruzja, Mołdawia, Uzbekistan, Tadżykistan, a także Turcja, która w obliczu zawieszenia bezpośrednich połączeń pomiędzy UE a Rosją na skutek sankcji stała się węzłem komunikacyjnym dla Rosjan podróżujących do Europy.

Na największy ośrodek emigracyjny wyrósł Kazachstan – zgodnie z danymi tamtejszego resortu pracy od 21 września, czyli od ogłoszenia częściowej mobilizacji, do kraju wjechało 837 tys. obywateli FR, a opuściło go 780 tys. Według szacunków z grudnia 2022 r. w Kazachstanie z różnych powodów przebywało wtedy 298 tys. Rosjan. Ich kolejnym celem stała się Gruzja (przyjęła ona ok. 100 tys. Rosjan). Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Gruzji informowało o bezprecedensowym wzroście przekroczeń granicy przez obywateli Rosji w dniach 21–30 września, czyli tuż po ogłoszeniu mobilizacji – w kraju znalazło się wówczas 68 887 obywateli FR. Liczebność „wojenną” diaspory rosyjskiej w Armenii ocenia się na kilkadziesiąt tysięcy, a w Azerbejdżanie – nawet na 8 tys. osób. Kompleksową ocenę sytuacji utrudnia fakt, że ruchy migracyjne Rosjan cechują się dużą płynnością, a ani Moskwa, ani kraje docelowe nie przygotowały jeszcze szczegółowych statystyk.

W niektórych punktach granicznych – np. na obleganym pieszym przejściu pomiędzy Rosją a Gruzją w miejscowości Wierchnij Łars – Ministerstwo Obrony FR ustawiło mobilne punkty werbunkowe, jak się wydaje, głównie po to, by wywrzeć emocjonalną presję na opuszczających kraj. Po kilku tygodniach trwania mobilizacji ruch na lotniskach i lądowych przejściach granicznych unormował się. Część z tych, którzy wyjechali, postanowiła wrócić, uważając, że ryzyko bycia zmobilizowanym minęło, bądź z uwagi na brak źródła utrzymania – zwłaszcza że władze starają się ograniczyć Rosjanom możliwość pracy online z zagranicy. Przypadki te dowodzą, że niektórzy „uciekinierzy” zdecydowali o wyjeździe spontanicznie, bez uprzedniego przygotowania się na stały pobyt w innym kraju. Warto także odnotować, że starania, by uniknąć mobilizacji nie świadczą o tym, że dana osoba sprzeciwia się inwazji. Część wyjeżdżających nie krytykuje Kremla i nie kwestionuje zasadności wojny, a jedynie nie jest gotowa osobiście wyruszyć na front.

Już 21 września w całej Rosji rozpoczęły się manifestacje przeciwko mobilizacji, jednak miały one niewielką skalę. Według OVD-Info pierwszego dnia zatrzymano ponad 1300 osób, a w kilku miastach policjanci wręczali zatrzymanym wezwania do komisji wojskowych bezpośrednio na posterunkach. Poza dużymi ośrodkami w przeszłości wykazującymi relatywnie wysoką aktywność protestacyjną wiece odbyły się także w mniej aktywnych pod tym względem regionach etnicznie nierosyjskich, m.in. w Machaczkale i Chasawiurcie w Dagestanie, Nalczyku (stolicy Kabardo-Bałkarii), Jakucku (stolicy Republiki Sacha – Jakucji) i Kyzyle (stolicy Tuwy). Znaczną część protestujących i zatrzymanych stanowiły kobiety, które gotowe były publicznie zabiegać o prawa swoich bliskich. Demonstrujących mężczyzn w wielu przypadkach od razu wcielano do wojska. Po kilku dniach manifestacje uliczne wygasły, co stanowiło pokłosie przede wszystkim bezprecedensowej brutalności służb porządkowych, a także represji i grożących uczestnikom kar.

W kolejnych tygodniach niezadowolenie społeczne objawiało się przede wszystkim w Internecie, gdzie przybierało kilka form. Głównie informowano o nadużyciach w procesie mobilizacji. Chodziło o wciąganie na listy wcielanych do wojska osób niespełniających kryteriów, np. studentów, czy o nietrzymanie się standardów poboru – niedostarczanie zmobilizowanym sprzętu i odzieży, złe warunki bytowe, nieodpowiednie traktowanie przez zwierzchnictwo, brak obiecanych wypłat oraz wysyłanie rekrutów bez szkolenia prosto na front. Krytykowano też samą mobilizację jako zbrodniczy lub szkodliwy dla państwa proceder. Do sieci trafiały apele matek i żon zmobilizowanych o powrót ich bliskich do domów, a także prośby żołnierzy o poprawę warunków służby. Kierowano je do władz regionalnych lub bezpośrednio do prezydenta Putina, który dla większości Rosjan zachował opinię ostatniej instancji w kwestii rozwiązywania problemów społecznych.

Do skrajnych aktów sprzeciwu wobec wojny i mobilizacji – podpaleń komisji wojskowych i budynków administracyjnych – dochodziło od rozpoczęcia inwazji. Do końca września w całym kraju odnotowano 50 takich zdarzeń, kilku sprawców zatrzymano. Szerokim echem odbiła się również historia młodego mężczyzny, który, chcąc uchronić brata przed poborem, w akcie desperacji postrzelił członka komisji wyborczej w Ust-Ilimsku (obwód irkucki).

W odpowiedzi na napięcie społeczne narastające wskutek chaotycznego i niezgodnego z przepisami sposobu prowadzenia mobilizacji wyjaśnianiem nieprawidłowości i poszukiwaniem winnych nadużyć zajęli się czołowi propagandyści z szefową agencji Rossija Siegodnia Margaritą Simonian na czele. W październiku i listopadzie temat pomocy zmobilizowanym stał się głównym wątkiem narracyjnym w krajowych mediach. Potwierdza to, że władze uznały, iż przebieg mobilizacji może generować niekorzystne nastroje społeczne. Jednocześnie nie podważano jednak konieczności jej przeprowadzenia.

Znaczna część mężczyzn podporządkowała się wytycznym Kremla i pokornie zgłosiła się do komisji wojskowych, co sprawiło, że plan poboru 300 tys. osób udało się zrealizować. O ich postawie decydowały przede wszystkim strach przed konsekwencjami odmowy udziału w przedsięwzięciu, nieznajomość prawa do odmowy oraz poczucie braku alternatywy (spowodowane np. koniecznością pozostania w kraju z powodu nieposiadania paszportu, środków finansowych czy doświadczeń podróżniczych). Do kluczowych czynników – zwłaszcza wśród biedniejszych grup społecznych – należą też atrakcyjne wynagrodzenie dla zmobilizowanych i gwarantowane przez władze różnego rodzaju ulgi dla ich rodzin. Powszechna bieda – obecnie ponad 15 mln Rosjan (10,3% ludności) żyje poniżej progu ubóstwa, a kolejne 15 mln na jego granicy (a utrata pracy czy narodziny kolejnego dziecka mogą ich przesunąć do najuboższej grupy) – sprawiła, że dla znacznej części obywateli udział w wojnie stał się szansą na poprawę poziomu życia ich rodzin, wyjście ze skrajnej nędzy i długów.

Po ogłoszeniu mobilizacji w cyklicznych badaniach opinii publicznej notowano znaczące pogorszenie nastrojów w społeczeństwie: we wrześniu tylko 7% respondentów określało swoje samopoczucie jako bardzo dobre, aż 32% wskazywało, że odczuwa rozdrażnienie i napięcie, a 15% czuło strach (w czerwcu wartości te wynosiły odpowiednio 15, 17, 4%). Trend ten nie trwał jednak długo, w listopadzie Rosjanie poczuli się lepiej – 12% twierdziło, że ma bardzo dobry nastrój, 22% odczuwało napięcie, a 8% – strach.

Mobilizacja i nowa fala migracji silnie uderzyły w gospodarkę, zwłaszcza że pociągnęły za sobą dalszą eskalację wojny na Ukrainie. Rosyjskie władze nie ujawniają informacji o kosztach prowadzonych działań, jednak z wrześniowych szacunków opartych na skąpych danych publikowanych przez resort finansów wynikało, że bieżące wojenne wydatki budżetowe (nieobejmujące m.in. uzbrojenia i amunicji pobieranej z magazynów) wynosiły 300–400 mln rubli (5–6,5 mln dolarów) dziennie. Mobilizacja znacznie zwiększyła nakłady na ten cel. Na samo uposażenie dla nowo wcielanych do wojska państwo musi dodatkowo wyasygnować minimum 60 mld rubli miesięcznie (przy założeniu, że powołano tylko 300 tys. osób). Do tego trzeba doliczyć środki związane z ich szkoleniem, wyżywieniem i odszkodowaniami w przypadku utraty życia lub zdrowia.

Po ogłoszeniu mobilizacji planowany deficyt budżetu na 2022 r. wzrósł do ponad 2% PKB (ponad 3 bln rubli), podczas gdy w połowie września prognozowano, że wyniesie niespełna 1% (1,3 bln rubli). Przedsięwzięcie zwiększyło także obciążenia budżetów regionalnych (minimum o 13 mld rubli) – musiały one dofinansować ten proces (zakupując brakujące umundurowanie, śpiwory, wyżywienie itp.) oraz zaoferować dodatkowe wypłaty, aby przeciwdziałać unikaniu przez mężczyzn wcielenia do wojska.

Wpływ mobilizacji na gospodarkę widoczny był w wielu branżach, lecz w licznych przypadkach miał charakter krótkotrwały. Przede wszystkim niepewność co do dalszego rozwoju sytuacji przyczyniła się do ograniczenia wydatków przez społeczeństwo. Handel detaliczny, który latem zaczął się powoli odbudowywać, we wrześniu i październiku ponownie skurczył się o prawie 10% r/r, a w listopadzie był mniejszy już tylko o 8% r/r. Rosjanie rezygnowali głównie z towarów przemysłowych i niektórych usług. Spadki dało się zaobserwować szczególnie na rynku nieruchomości i samochodowym.

Niekorzystne trendy widać było zwłaszcza w sektorze bankowym. Od końca września do końca października 2022 r. wojskowi (w tym świeżo zmobilizowani) lub członkowie ich rodzin złożyli do banków ponad 100 tys. wniosków o odroczenie spłaty kredytów na łączną kwotę ponad 45 mld rubli. Suma ta nie powinna być jednak dużym obciążeniem dla sektora (dla porównania łączna wartość zadłużenia osób fizycznych we wrześniu wyniosła pond 26,5 bln rubli). Organizacje finansowe mogą się bowiem spodziewać, że zobowiązania te zostaną spłacone z wysokich zarobków uzyskanych przez kredytobiorców za udział w wojnie. Ponadto wzmożona migracja i dalsza redukcja zaufania do instytucji państwowych spowodowały, że osoby fizyczne coraz częściej wycofują wkłady z rosyjskich banków (głównie walutowych). We wrześniu zmniejszyły się one o ponad 7 mld dolarów (tj. ok. 10%) – to największy odpływ od marca 2022 r.

Mobilizacja nasiliła korupcję, a zwłaszcza jej najbardziej powszechną formę – łapówkarstwo. Skalę tego procederu i straty dla gospodarki bardzo trudno ocenić. Za gwarantowane odroczenie służby wojskowej młodzi mężczyźni i ich rodziny byli gotowi zapłacić nawet 1 mln rubli (ok. 16 tys. dolarów). Pieniądze pozwalają przede wszystkim uniknąć wcielenia do armii, ale także mogą poprawić warunki służby (np. uzyskać niezbędne wyposażenie).

Na mobilizacji szczególnie ucierpiał rynek pracy, przy czym negatywne skutki skurczenia się siły roboczej widać będzie przede wszystkim w ujęciu długoterminowym. Zgodnie z danymi Rosstatu w Rosji mieszkało w 2021 r. ok. 20 mln mężczyzn w wieku od 20 do 39 lat (90% z nich pracowało). O ile do wojska powołano głównie słabo wykształconych mieszkańców małych miast i wsi, zwłaszcza wykonujących pracę fizyczną, o tyle migracja wywołana mobilizacją dotyczyła najbardziej kreatywnych i najlepiej wykształconych młodych ludzi z dużych ośrodków (co najmniej 300 tys. osób). W efekcie rynek pracy mógł utracić ok. 2–4% tej najbardziej produktywnej grupy społecznej. To poważny cios dla gospodarki, jeśli weźmiemy pod uwagę niskie bezrobocie, utrzymujące się już od 2021 r. W październiku 2022 r. zatrudnienia nie miało zaledwie 3,9% (ok. 2,9 mln) osób zdolnych do pracy – najmniej od rozpadu ZSRR – podczas gdy rok wcześniej odsetek ten wynosił 4,3%. Z przeprowadzonych badań wynika, że mobilizacja najmocniej uderzyła w mały biznes – na utratę pracowników skarżyło się ok. 29% małych przedsiębiorstw (do 100 osób) oraz 11% mikrofirm (do 15 zatrudnionych).

W efekcie skurczenie się rynku pracy stało się dużym wyzwaniem dla adaptującej się do nowych warunków gospodarki. W związku z sankcjami i problemami z dostępem do zachodnich technologii produkcja w Rosji staje się coraz bardziej pracochłonna i mniej zaawansowana technologicznie. Rośnie zatem zapotrzebowanie na pracowników fizycznych. Już obecnie brakuje rąk do pracy w budownictwie, a także w wielu innych branżach zatrudniających wykwalifikowane „niebieskie kołnierzyki” (np. spawaczy czy operatorów maszyn). Dodatkowo na skutek migracji państwo doświadcza niedoborów specjalistów, głównie z dziedziny IT. Ponadto migranci, wyjeżdżając, zabrali ze sobą oszczędności, co odbiło się zarówno na sektorze bankowym, jak i handlu detalicznym w ich ojczyźnie. Skalę utraconego potencjału można ocenić przez analizę sytuacji sąsiadów Rosji, którzy przyjmują przybyszów z tego kraju. Dla przykładu PKB Gruzji w 2022 r. może wzrosnąć o ok. 10%, tj. prawie dwukrotnie więcej, niż prognozowano na początku ub.r.

Choć mobilizacja po raz pierwszy uświadomiła wielu Rosjanom, że ich kraj prowadzi pełnowymiarową wojnę, która wymaga od nich zaangażowania, to nie doprowadziła do masowych, długotrwałych protestów ani do podważenia legitymacji władz, zaś pogorszenie nastrojów społecznych trwało krótko. Obywatele podporządkowywali się decyzji Kremla, adaptowali do nowej sytuacji i próbowali wyciągnąć z niej ewentualne korzyści albo koncentrowali się na uniknięciu wcielenia do wojska przez łapówkę, ukrycie się lub emigrację. Podejmowane działania miały przede wszystkim charakter indywidualny. Reakcje na mobilizację potwierdzają, że Rosjanom brakuje odruchów solidarnościowych i zaufania nie tylko wobec państwa, lecz także wobec współobywateli. Na podstawie dostępnych informacji trudno spodziewać się masowych demonstracji lub aktów buntu, nawet w przypadku kolejnych fal mobilizacji.

Mobilizacja oraz wojna pogłębią negatywne trendy demograficzne – niosą one ze sobą spadek liczebności populacji, którego efekty staną się jednak widoczne dopiero w dłuższej perspektywie. Prognozowanie utrudnia brak rzetelnych danych. Rosja traci poległych na froncie (ich liczbę zataja Kreml) oraz emigrantów uciekających przed mobilizacją i wojną (statystyki ich nie uwzględniają). Konflikt zbrojny wpłynie też na spadek liczby urodzeń – młodzi mężczyźni, którzy opuszczają domy, tracą bowiem (przynajmniej czasowo) szansę na spłodzenie potomstwa. Dodatkowo stan wojny i niepewność gospodarcza skutkują wzrostem niepokojów społecznych oraz motywują rodziny do odkładania decyzji o prokreacji, co również odbije się na wskaźnikach demograficznych.

Do ważniejszych barier rozwoju gospodarczego Rosji w ujęciu długofalowym dołączą niedobór i pogarszająca się jakość kapitału ludzkiego. Już obecnie deficyt kadr to istotny czynnik ograniczający wzrost produkcji. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w najbliższych latach na rynek pracy wkroczą roczniki z niżu demograficznego, to stanie się jasne, że sytuacja będzie się jedynie pogarszać. Zgodnie z prognozami opracowywanymi jeszcze przed pandemią liczba zatrudnionych w grupie wiekowej 20–40 lat może się w 2030 r. zmniejszyć o jedną czwartą w porównaniu z rokiem 2020 (COVID-19 i wojna uczyniły te przewidywania jeszcze czarniejszymi). Kolosalnie wpłynie to na wytwórczość, konkurencyjność i aktywność gospodarczą kraju. Te niekorzystne trendy obserwowane na rynku pracy są dla Rosji szczególnie niebezpieczne w realiach postępującej prymitywizacji i rosnącej pracochłonności produkcji.

Przedłużanie się wojny – a także związany z nią wydłużający się czas przebywania poza granicami państwa dobrze wykształconej części społeczeństwa – stwarza ryzyko, że osoby, które wyjechały, zdołają się zaadaptować w nowym środowisku, a przez to ich skłonność do powrotu zmaleje. W kontekście problemów w systemie edukacji i szkolnictwa wyższego, coraz wyraźniej izolowanego od współpracy z zagranicą, jeszcze bardziej obniży to jakość kapitału ludzkiego i zmniejszy zasób specjalistów, co dodatkowo ograniczy potencjał rozwoju państwa.

Mobilizacja i wojna przyniosą ze sobą także szereg negatywnych zjawisk społecznych dotyczących żołnierzy, w tym wzrost częstotliwości zachowań przemocowych (zwłaszcza wobec bliskich), zwiększenie skłonności do popadania w uzależnienia, a także liczby występujących schorzeń psychicznych, m.in. zespołu stresu pourazowego i depresji. W wielu rodzinach nasilają się również zjawiska samotnego macierzyństwa i syndromu nieobecnego ojca. Na skutek intensywnego werbunku ochotników, a następnie mobilizacji w etnicznie nierosyjskich regionach kraju – jak Buriacja, Jakucja czy Tuwa – lokalne społeczności, a czasem całe wsie, nie mogą normalnie funkcjonować z powodu braku niezbędnej siły roboczej.

Minimalne miesięczne wynagrodzenie zmobilizowanego ustalono na 195 tys. rubli (ok. 3 tys. dolarów), a ostateczne zależy ono od stopnia wojskowego, stanowiska i dodatkowych bonusów. Dla porównania średnia płaca w Rosji we wrześniu 2022 r. wynosiła ok. 60 tys. rubli. Osoby wcielone do wojska lub członkowie ich rodzin mogli też otrzymać dodatkowe wsparcie (finansowe lub rzeczowe)[19] od władz regionalnych. Ponadto przysługiwały im liczne przywileje – np. dopłaty do czynszów, zwolnienia z podatku majątkowego czy odroczenie spłaty kredytów.

Zwolnieni ze służby w związku z obrażeniami poniesionymi na polu walki mogą liczyć na wypłaty i ubezpieczenia do 5 mln rubli (tj. ok. 70 tys. dolarów, z czego 60% pochodzi bezpośrednio z budżetu państwa), zaś rodziny poległych – do 12,5 mln rubli (tj. ponad 180 tys. dolarów, w 40% pokrywane z budżetu). Odrębną kwestię stanowi wywiązywanie się państwa ze swoich zobowiązań – np. rodzina zmarłego może otrzymać odszkodowanie jedynie wtedy, kiedy odnajdzie się jego ciało (wielu żołnierzy uznaje się za zaginionych).

osw.waw.pl

poniedziałek, 23 stycznia 2023


Z komunikatów ukraińskiego Sztabu Generalnego wynika, że siły rosyjskie zaciskają kleszcze wokół Bachmutu. Wrogie pododdziały mają być powstrzymywane na północno-zachodnich obrzeżach miasta (Krasna Hora, Paraskowijiwka, Jahidne) oraz na południe od drogi Bachmut–Konstantynówka, także już po zachodniej stronie kanału Doniec–Donbas (Predteczyne, Stupoczky). Rosjanie poszerzają również obszar natarcia na północny zachód od Sołedaru, gdzie przekroczyli drogę Bachmut–Siewiersk (Wasiukiwka). Natarcie agresora ma być powstrzymywane na południe i wschód od Siewierska, w rejonie Awdijiwki oraz w łuku na zachód od Doniecka, gdzie wciąż trwają walki o kontrolę nad Marjinką. Do starć dochodziło także w obwodzie ługańskim – na pograniczu z obwodami charkowskim i donieckim – walki toczą się tam głównie pomiędzy Kreminną a Siewierskiem.

Niejasne są doniesienia o wznowionych w połowie stycznia walkach w obwodzie zaporoskim. Według dowództwa ukraińskiego przeciwnik prowadzi rozpoznanie bojem i próbuje poprawiać swoją sytuację taktyczną. Do rosyjskich ataków na pozycje obrońców ma dochodzić regularnie, jednak mają być one prowadzone małymi grupami, a działań zaczepnych w większej skali nie odnotowano. Jako główne kierunki rosyjskiego uderzenia wskazywane są rejony węzłowych miejscowości Kamjanśke (nad Dnieprem, 30 km na południe od Zaporoża), Orichiw i Hulajpole. Agresor miał osiągnąć postępy terenowe na południe od nich, najprawdopodobniej przez zajęcie części wcześniejszego pasa ziemi niczyjej.

Rosjanie kontynuują ostrzał i bombardowania pozycji i zaplecza sił ukraińskich wzdłuż linii styczności i w rejonach przygranicznych, zwłaszcza w obwodzie sumskim (21 stycznia był on ostrzeliwany 115 razy). Agresor nie zaprzestaje niszczenia miejscowości w prawobrzeżnej części obwodu chersońskiego, a pod permanentnym ostrzałem znajduje się jego stolica. W rejonie nikopolskim głównym celem stał się natomiast Marganiec. Ze względu na powtarzający się ostrzał rejonu Oczakowa lokalne władze zwróciły się z apelem do mieszkańców gmin oczakowskiej i kucurubskiej o wstrzymanie się z powrotem do opuszczonych domów. Rosjanie powtarzali także ataki rakietowe m.in. na Kramatorsk, Hulajpole i obrzeża Zaporoża.

20 stycznia odbyło się ósme spotkanie grupy kontaktowej państw wspierających wojskowo Ukrainę (tzw. grupy Ramstein), w trakcie którego nie podjęto oczekiwanych przez Kijów decyzji w kwestii dostaw zachodnich czołgów dla armii ukraińskiej. Prowadzący spotkanie amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin potwierdził część wcześniej złożonych zobowiązań, wyszczególniając przekazanie Ukrainie systemów obrony powietrznej Patriot z Holandii i NASAMS z Kanady (zakupionych u amerykańskiego producenta). Amsterdam – wbrew informacjom strony ukraińskiej o dostarczeniu przez Holendrów trzeciej (po amerykańskiej i niemieckiej) baterii Patriotów – ma przekazać tylko dwie wyrzutnie tego systemu.

Polski resort obrony zapowiedział wyposażenie i wyszkolenie do końca marca ukraińskiej brygady pancernej (w oparciu o pozostałe w dyspozycji polskiego wojska czołgi T-72 i bojowe wozy piechoty BWP-1). Warszawa poinformowała także o zamiarze rozpoczęcia szkolenia ukraińskich czołgistów w zakresie obsługi czołgów Leopard 2. Portugalia ma w planach przekazanie Ukrainie 14 transporterów gąsienicowych M113 (wyposażenie drugiej kompanii, analogiczną liczbę M113 Lizbona przekazała w 2022 r.) oraz amunicji 120 mm. Cypr wyraził gotowość dostarczenia armii ukraińskiej czołgów T-80U w przypadku pozyskania w zamian czołgów Leopard 2. Włochy i Francja mają natomiast finalizować przygotowania do przekazania Ukrainie systemów obrony powietrznej SAMP/T.

Zadowolenie z rezultatów spotkania grupy Ramstein wyraził ukraiński minister obrony Ołeksij Reznikow. Podkreślił on, że poza upublicznionymi informacjami „niektóre pakiety zostały ogłoszone za zamkniętymi drzwiami”. Powiedział, że kilka państw ma rozpocząć szkolenie ukraińskich czołgistów w zakresie obsługi czołgów Leopard. Potwierdził także dotarcie na Ukrainę trzech śmigłowców Sea King z Wielkiej Brytanii. O rozpoczęciu formowania w armii ukraińskiej jednostek przystosowanych do użytkowania zachodnich czołgów i bojowych wozów opancerzonych poinformował dowódca Połączonych Sił Zbrojnych Ukrainy generał Serhij Najew.

Algierski portal branżowy Menadefense powiadomił, że w połowie stycznia armia ukraińska rozpoczęła użytkowanie blisko 20 czołgów T-72B pozyskanych z Maroka, których remont i ograniczoną modernizację przeprowadził czeski Excalibur. Równocześnie przypomniano, że w 2022 r. Maroko w ramach porozumienia z USA dostarczyło Ukrainie części zamienne do posowieckich czołgów. Rabat nabył 148 posowieckich czołgów pod koniec XX wieku z Białorusi.

Według szacunków władz ukraińskich Rosjanie deportowali ponad 2 mln Ukraińców z terytoriów czasowo okupowanych od lutego ub.r. Trwa przymusowa paszportyzacja – osoby odmawiające przyjęcia rosyjskiego dokumentu nie mogą otrzymywać żadnych świadczeń socjalnych ani podjąć pracy. Rosyjska taktyka zakłada stworzenie warunków kryzysu humanitarnego na terenach okupowanych, terroryzowanie miejscowej ludności bombardowaniami, wywołanie paniki, a następnie skierowanie zastraszonych mieszkańców do Południowego Okręgu Federalnego Rosji (głównie do Kraju Krasnodarskiego i Stawropolskiego).

21 stycznia odbyło się wspólne szkolenie sił wykonujących zadania w strefie czarnobylskiej w zakresie ochrony elektrowni atomowej. W ćwiczeniach wzięły udział jednostki Sił Zbrojnych Ukrainy, Gwardii Narodowej, Państwowej Straży Granicznej, Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) i Policji Narodowej. Tego samego dnia pod nadzorem SBU prowadzono działania kontrwywiadowcze na terenie jednej z podmiejskich dzielnic Kijowa. Podkreślono, że celem operacji było wzmocnienie ochrony przeciwsabotażowej obiektów infrastruktury krytycznej.

Również 21 stycznia przedstawiciel ukraińskiego wywiadu wojskowego Andrij Jusow stwierdził, że rozpowszechniane w mediach informacje o bezpośrednim zagrożeniu militarnym ze strony Białorusi są elementem rosyjskiej operacji psychologicznej. Dodał, że obecnie nie istnieje możliwość realizacji operacji lądowej na pełną skalę z kierunku północnego.

22 stycznia prezydent Wołodymyr Zełenski powiedział, że dowództwu wojskowemu polecono utworzenie rezerw mających pozwolić „zregenerować się” żołnierzom dotąd angażowanym w działania wojenne. Przyznał, że jest to trudne m.in. z powodu kontuzji, jak i stanu psychicznego walczących na froncie. Zaznaczył, że nie może ujawnić szczegółów procesów mobilizacyjnych. Podkreślił również, że najważniejszym zasobem armii ukraińskiej są ludzie, których należy chronić.

22 stycznia prezydent Zełenski, komentując dymisję wiceministra ds. rozwoju wspólnot, terytoriów i infrastruktury Wasyla Łozynskiego (który został zatrzymany podczas przyjmowania łapówki w wysokości 400 tys. dolarów), wskazał na rosnące zagrożenie zjawiskami korupcyjnymi wśród wysokich urzędników państwowych. Zapowiedział, że władze dokonają kontroli kwestii finansowych w relacjach między rządem a regionami, a także zamówień dla wojska. Dzień wcześniej ukraińskie media obiegła informacja o aferze korupcyjnej w resorcie obrony, który zawarł umowę na zakup produktów żywnościowych dla sił zbrojnych po cenach dwa–trzy razy wyższych niż rynkowe. Niekorzystny kontrakt miał podpisać dyrektor Departamentu Zamówień Publicznych Ministerstwa Obrony, który jest podejrzany we wszczętej w sierpniu ub.r. sprawie o defraudację 580 tys. dolarów ze środków przeznaczonych na zakup amunicji. Minister obrony Ołeksij Reznikow odrzucił stawiane zarzuty, określając je celową manipulacją i wprowadzaniem w błąd. Dodał, że zwrócił się do SBU o przeprowadzenie dochodzenia w sprawie publikacji oczerniającej jego resort. 23 stycznia szef frakcji parlamentarnej Sługa Narodu Dawyd Arachamija oświadczył, że skorumpowani urzędnicy zostaną pociągnięci do odpowiedzialności zgodnie z prawem stanu wojennego, a władze zintensyfikują działania antykorupcyjne.

Komentarz

Po wyjściu sił rosyjskich w rejon głównych dróg na północ i zachód od Bachmutu miasto znalazło się w operacyjnym okrążeniu. Wojska ukraińskie zachowują względną swobodę ruchu drogami lokalnymi do Kramatorska przez Czasiw Jar, jednak także to połączenie znalazło się w zasięgu wrogiej artylerii. Przy uwzględnieniu wcześniejszych zdobyczy agresora na północnym wschodzie (zwłaszcza zajęcia Sołedaru) oraz presji na pozycje obrońców na zachód od kanału Doniec–Donbas utrzymanie Bachmutu będzie dla Ukraińców coraz większym problemem. Należy jednak przyjąć, że siły ukraińskie będą kontynuowały obronę miasta i podejmą działania na rzecz utrzymania przynajmniej jednej z głównych dróg zaopatrzenia, a w miarę rosnących możliwości sprzętowych – jego odblokowania. Kijów konsekwentnie stara się bowiem nie dopuścić do utraty kolejnych terytoriów w Donbasie i utrzymać obraz skutecznie prowadzonej obrony w przekazie informacyjnym (strona ukraińska nadal na przykład nie potwierdziła oficjalnie utraty Sołedaru), traktując je jako warunek utrzymania wysokiego morale w szeregach obrońców.

Ujawniane w ostatnich dniach informacje o aferach korupcyjnych i nadużyciach finansowych sygnalizują zagrożenie zwiększania się tego rodzaju przestępczości wśród urzędników państwowych. Władze Ukrainy zaniepokojone tą tendencją deklarują podjęcie zdecydowanego przeciwdziałania korupcji. Należy oczekiwać, że w najbliższym czasie służby odpowiedzialne za wykrywanie i ściganie przestępstw gospodarczych i korupcyjnych będą prowadzić szeroko zakrojone działania weryfikujące uczciwość kadr administracji centralnej. Jednym z warunków skuteczności będzie szybkie wyłonienie – w ramach toczącego się konkursu – nowego szefa Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy. Ten współdziałający ze Specjalną Prokuraturą Antykorupcyjną urząd ponosi szczególną odpowiedzialność za proces oczyszczania kadr państwowych z osób skorumpowanych.

osw.waw.pl