czwartek, 5 stycznia 2023



W listopadzie 2022 r. przywódca ChRL Xi Jinping podjął szeroko zakrojoną kampanię dyplomatyczną, aby zapobiec niekontrolowanemu rozpadowi relacji z Zachodem. Należy ją uznać za doraźny sukces, przynajmniej ze względu na ponowne otwarcie kanałów komunikacji z państwami tego obszaru. Udało się to dzięki instrumentalnemu wykorzystaniu przez Pekin nadziei Zachodu na uzyskanie sprzeciwu Chin wobec użycia broni masowego rażenia oraz wiary w ich wolę mediacji w sprawie pokoju na Ukrainie. Działania ChRL wyszły też naprzeciw oczekiwaniom zachodnich partnerów szukających sposobów na ustabilizowanie relacji z Pekinem w związku z narastającą groźbą globalnego kryzysu gospodarczego. Obecnie można mówić o powstrzymaniu eskalacji, choć negatywny trend w stosunkach Chin z Zachodem – w szczególności ze Stanami Zjednoczonymi – nie został odwrócony. W obliczu wewnętrznych wyzwań ekonomicznych i społecznych ChRL będzie w najbliższym czasie nadal próbowała uniknąć konfrontacji gospodarczej z Zachodem, do czego będzie wykorzystywać mniej lub bardziej zawoalowane sugestie o możliwości mediacji w konflikcie rosyjsko-ukraińskim.

Chińska Republika Ludowa znajdowała się w pierwszej połowie 2022 r. w swoistej izolacji dyplomatycznej w relacjach z USA i UE, co wynikało ze splotu kilku negatywnych okoliczności w stosunkach z Zachodem. Od 2020 r. z powodu pandemii Xi Jinping nie opuszczał Chin, a kontakty ograniczał – głównie do tych z przywódcami Rosji i innych sprzyjających mu państw, m.in. na szczycie w Samarkandzie we wrześniu br. Jego dominacja w systemie politycznym ChRL spowodowała, że działania dyplomacji chińskiej nie mogły wypełnić powstałej luki. Na ograniczenie komunikacji z Zachodem nałożyły się krytyka ze strony zachodnich partnerów w związku ze stosunkiem Pekinu do rosyjskiej agresji na Ukrainę, pogłębianie się tendencji autorytarnych w Chinach i coraz większe skupienie władzy w rękach Xi Jinpinga, a także demonstracyjne zawieszenie większości kanałów dialogu z Waszyngtonem w reakcji na wizytę przewodniczącej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi na Tajwanie. Po 24 lutego w Unii Europejskiej nasilił się też dyskurs na temat konieczności zmniejszenia uzależnienia gospodarczego od ChRL. Powyższe uwarunkowania groziły zatem niekontrolowanym rozpadem relacji Chin z Zachodem w trudnej dla ich gospodarki sytuacji wewnętrznej, spowodowanej zarówno fiaskiem strategii „zero COVID”, jak i narastającymi od lat problemami strukturalnymi, potęgowanymi dodatkowo przez załamanie się światowej koniunktury oraz widmo decouplingu ze strony Zachodu.

Źródeł podjętej jesienią przez kierownictwo Komunistycznej Partii Chin (KPCh) decyzji o poszukiwaniu sposobu na ustabilizowanie stosunków z Zachodem upatrywać należy w obawach o sytuację wewnętrzną państwa. Wydaje się, że Xi Jinping czekał z podjęciem działań na arenie międzynarodowej do zakończenia XX Zjazdu KPCh, który przypieczętował jego dominację w systemie politycznym. Dopiero po Zjeździe strony chińska i niemiecka negocjowały wizytę w Pekinie kanclerza Olafa Scholza (ostatecznie doszło do niej 4 listopada). Następnie Xi Jinping uczestniczył w dwóch dużych wydarzeniach międzynarodowych z udziałem przywódców zachodnich, tj. posiedzeniu liderów G20 w Indonezji (15–16 listopada) oraz szczycie Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku (APEC; 18–19 listopada). W ich trakcie odbył ponad 20 spotkań dwustronnych, m.in. z prezydentem Joem Bidenem, premierem Japonii Fumio Kishidą i szeregiem przywódców europejskich. 1 grudnia w Pekinie gościł przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel. Na przyszły rok zapowiedziane są również wizyty prezydenta Francji Emmanuela Macrona i premier Włoch Giorgi Meloni. Równolegle ChRL aktywuje inne kanały komunikacji poprzez organizowanie licznych spotkań online z udziałem chińskich i zachodnich dyplomatów i ekspertów.

Kluczowym dla doraźnego sukcesu dyplomatycznej ofensywy ChRL było spotkanie Xi Jinpinga z Bidenem na marginesie szczytu G20. Przedstawione po nim oświadczenia obydwu stron bardzo się od siebie różnią. Można jednak uznać, że pozwoliło ono na zatrzymanie niekontrolowanego pogorszania się relacji, odblokowanie niektórych kanałów komunikacji zerwanych przez Pekin po wizycie Pelosi na Tajwanie oraz wznowienie w grupach roboczych dialogu dotyczącego zmian klimatycznych. W trakcie szczytu doszło też do bezpośrednich rozmów amerykańskiej sekretarz skarbu Janet Yellen z szefem chińskiego banku centralnego Yi Gangiem. Ujawniono także niesprecyzowane plany wizyty sekretarza stanu Antony’ego Blinkena w Pekinie. Obie strony zobowiązały się do „starań o częstsze spotkania” urzędników szczebla ministerialnego. Znaczące jest powtórzenie przez chińską dyplomację własnej interpretacji wystąpienia programowego Blinkena z maja br. na temat podejścia administracji USA do ChRL, na podstawie którego szef chińskiego MSZ Wang Yi stworzył pojęcie „pięciu ‘nie’ Bidena”. Teraz Pekin będzie przedstawiał je jako amerykańskie deklaracje i oczekiwał ich realizacji przez USA. Ważną przesłanką, którą uwzględniają chińskie władze, jest chęć uniknięcia w najbliższym czasie przez Waszyngton konfliktu o Tajwan, ponieważ Amerykanie chcą się obecnie skupić na zwiększaniu zdolności odstraszania na Indo-Pacyfiku i osłabieniu potencjału technologicznego oraz wojskowego ChRL. W tym celu zaczęli oni wywierać presję na Chiny poprzez wprowadzenie sankcji na eksport technologii wytwarzania półprzewodników i produktów tego przemysłu.

Gesty dobrej woli ze strony Pekinu pozwolą w przyszłości obwinić stronę amerykańską o nieuchronne pogorszenie wzajemnych relacji i zerwanie pozornego „pokoju” zawartego w czasie szczytu G20 oraz pogwałcenie „pięciu ‘nie’ Bidena”, tak jak rozumie je Pekin. W perspektywie krótkoterminowej przywódcy ChRL są nastawieni na stabilizację stosunków ze Stanami Zjednoczonymi i przy okazji powstrzymanie negatywnych trendów w polityce UE wobec Chin. W perspektywie średnioterminowej Pekin bierze jednak pod uwagę fakt, że nie może liczyć na realne ustępstwa Waszyngtonu, takie jak zniesienie większości sankcji (m.in. w obszarze zaawansowanych technologii). Sam nie planuje także porzucenia swoich globalnych czy regionalnych ambicji. Obydwie strony zdają sobie sprawę, że rywalizacja między nimi ma charakter strukturalny i wynika ze sprzeczności fundamentalnych dla nich interesów gospodarczych i strategicznych, ale też ma coraz silniejszy wymiar ideologiczny, przejawiający się w konflikcie między autorytarnym a liberalno-demokratycznym paradygmatem rozwoju społeczno-politycznego i gospodarczego, którego polem coraz częściej staje się Globalne Południe. Spotkanie liderów obu państw przy okazji szczytu G20 wskazuje jednak, że nie są one zainteresowane niekontrolowaną dezintegracją wzajemnych relacji w trudnej obecnie sytuacji globalnej.

W wielu państwach oczekiwania względem Pekinu dotyczące woli współpracy były tak niskie, że już samo wyrażenie przez Xi Jinpinga gotowości do prowadzenia bardziej pragmatycznej polityki zagranicznej, której towarzyszy stonowanie antyzachodniej propagandy wewnętrznej, wystarczyło do wzbudzenia entuzjazmu w zachodnich mediach. Zostało to już zresztą zdyskontowane przez niektórych polityków (m.in. kanclerza Scholza). Pekin chce również wykorzystać wolę partnerów zachodnich do kooperacji w obliczu globalnych wyzwań związanych ze zmianami klimatu czy kryzysem żywnościowym. Wraz z obietnicą odprężenia postulaty te mogą trafić na podatny grunt w niektórych państwach – przede wszystkim w Niemczech i we Francji, gdzie żywa jest koncepcja autonomii strategicznej Europy, którą w komunikacji dyplomatycznej ChRL przedstawia się wprost jako osłabianie amerykańskiej dominacji. Pekin jest żywo zainteresowany podsycaniem tych ambicji, w szczególności poprzez przekaz o współpracy z Chinami jako przeciwwadze dla kooperacji z Waszyngtonem. Pozwala to utrzymywać napięcie w relacjach transatlantyckich i może utrudnić potencjalną koordynację wspólnych posunięć wobec ChRL. Wysyłanie koncyliacyjnych sygnałów, dających możliwość obwinienia Waszyngtonu o pogorszenie stosunków i doprowadzenie do nieuniknionej polaryzacji areny międzynarodowej, ma też dla Pekinu wartość polityczną w jego kontaktach z państwami rozwijającymi się.

Kluczem do sukcesu chińskiej dyplomacji na szczycie G20 i w czasie bilateralnych spotkań było umiejętne rozegranie kwestii ewentualnego wykorzystania przez Rosję broni jądrowej na Ukrainie. W komunikacie Białego Domu pojawiła się informacja, że Biden i Xi Jinping „podkreślili swój sprzeciw wobec użycia lub groźby użycia broni jądrowej na Ukrainie”, co jednak nie znalazło odzwierciedlenia w chińskim oświadczeniu. Niemniej po spotkaniu z Xi Jinpingiem przywódcy USA, Niemiec i Francji sugerowali, że udało im się skłonić Chiny do wyrażenia zdecydowanej dezaprobaty dla rosyjskich pogróżek uderzenia nuklearnego. Należy przy tym zakładać, że Pekin faktycznie jest przekonany, iż ewentualne złamanie „tabu atomowego” stworzy dla ChRL niekorzystną sytuację strategiczną, ponieważ będzie oznaczać praktyczny koniec obecnego reżimu nieproliferacji broni jądrowej. To z kolei grozi pozyskaniem jej przez regionalnych rywali Chin, jak Japonia czy Korea Południowa, a niewykluczone, że także przez Tajwan. Ze względu na własne interesy w tym obszarze Pekin prawdopodobnie nieformalnie wysłał Moskwie w tej sprawie jasny sygnał. Ponadto Chiny wyraziły publicznie stanowczy, choć ogólnikowy sprzeciw wobec gróźb użycia broni masowego rażenia oraz wystosowały szereg wezwań do zawarcia pokoju na Ukrainie. W obliczu zachodnich nadziei na to, że chińskie relacje z Moskwą przyczynią się do deeskalacji konfliktu, Pekin postanowił wykorzystać nadarzającą się sposobność do osiągnięcia własnych celów. Chińscy eksperci i dyplomaci zaczęli wyraźnie promować w opiniotwórczych zachodnich mediach narrację o tym, że ewentualna pomoc Chin w tym obszarze musi wiązać się z koncesjami ze strony Zachodu, m.in. w kwestii znoszenia sankcji, np. na eksport technologii produkcji półprzewodników.

W praktyce ChRL nie podjęła jednak jak dotąd żadnych działań, które miałyby doprowadzić do pokoju na Ukrainie, ograniczenia konwencjonalnych ataków Rosji czy deeskalacji w wojnie energetycznej Kremla przeciwko UE. Co więcej, Pekin wskazuje, że oczekuje wysiłków w tym kierunku ze „wszystkich stron” i dąży de facto do zamrożenia konfliktu, co jest korzystne dla Moskwy. Potwierdzają to słowa Xi Jinpinga do Charles’a Michela w czasie jego wizyty w Pekinie, że „rozwiązanie kryzysu ukraińskiego za pomocą środków politycznych leży w najlepszym interesie Europy i wspólnym interesie wszystkich państw w Eurazji”.

Równocześnie żadna z wypowiedzi przewodniczącego ChRL nie świadczy o tym, by Pekin chciał aktywnie mediować. Wydaje się, że widzi w tej roli UE, gdyż liczy na to, że takie jej zaangażowanie przyczyni się do pogłębienia podziałów wewnątrz Unii i w relacjach transatlantyckich. Antywojenne wezwania Pekinu są przy tym chętnie podchwytywane przez część mediów i niektórych polityków unijnych, w tym prezydenta Macrona, który wyraził nadzieję, że ChRL może odegrać rolę pośrednika w negocjacjach pokojowych. Francuski polityk podkreślił również, że istnieją „zbieżności stanowisk także Chin i Indii, aby naciskać na Rosję w celu deeskalacji”. Zapowiada to powrót do starań części państw i instytucji UE, by w mediacje między Rosją a Ukrainą włączyły się Chiny.

Dyplomacja Pekinu wobec Zachodu prowadzona jest ostrożnie, a każdemu działaniu, które mogłoby zostać odebrane jako krytyka Moskwy, towarzyszą gesty mające ją utwierdzić w trwałości de facto sojuszu chińsko-rosyjskiego. Ogólnikowość deklaracji Pekinu mówiących o groźbie użycia broni jądrowej przez „każdą ze stron” zachodnie media i niektórzy politycy interpretowali jako publiczne ostrzeżenie wobec Moskwy. Z kolei propaganda rosyjska przedstawiała je jako uwiarygadniające tezę, że Ukraińcy szykują się do użycia brudnej bomby. Po spotkaniu ministrów spraw zagranicznych Wanga Yi i Siergieja Ławrowa ten pierwszy z uznaniem zauważył, że „strona rosyjska powtórzyła ostatnio swoje ustalone stanowisko, iż wojna nuklearna nie powinna być prowadzona i nie może być prowadzona, co jest racjonalną i odpowiedzialną postawą” – można to odczytać jako wsparcie Moskwy. Jeszcze w październiku Wang Yi podkreślił, że „Chiny będą mocno wspomagać stronę rosyjską pod przewodnictwem prezydenta Putina, aby zjednoczyć i poprowadzić naród rosyjski do pokonania trudności i wyeliminowania niepokojów, osiągnięcia strategicznych celów rozwojowych oraz ustanowienia przyszłego statusu Rosji jako wielkiego mocarstwa na arenie międzynarodowej”.

Postawa ChRL unaocznia, że mimo prób rozgrywania kwestii deeskalacji konfliktu na Ukrainie Pekin nie rezygnuje z przyjaznej Rosji neutralności wobec prowadzonej przez nią wojny. Wprawdzie Chiny potwierdzają przywiązanie do zasad Karty Narodów Zjednoczonych o nienaruszalności integralności terytorialnej i niepodległości państw, niemniej równocześnie propagują koncepcję tzw. niepodzielnego bezpieczeństwa, która według wspólnej interpretacji Pekinu i Moskwy daje im prawo ingerowania w politykę bezpieczeństwa innych podmiotów międzynarodowych. Ponadto ChRL w dalszym ciągu nie tylko powiela rosyjską narrację, zgodnie z którą konfliktowi na Ukrainie winne jest NATO, lecz także wspiera zabiegi Moskwy o zamrożenie konfliktu i potwierdzenie zdobyczy terytorialnych. Formalnie unika jednak ich uznania z obawy przed reakcją państw Globalnego Południa, przeciwnych łamaniu zasady nienaruszalności granic.

Szczyt Biden–Xi na Bali pokazał, że obie strony zdecydowały się na taktyczną pauzę w celu ustabilizowania relacji wzajemnych i odbudowy części kanałów komunikacji. Nie wydaje się, żeby stosunki chińsko-amerykańskie miały w najbliższym czasie ulec gwałtownemu pogorszeniu, ponieważ ani Waszyngton, ani Pekin nie jest tym zainteresowany w obecnej sytuacji globalnej. Nie ma jednak perspektyw na pokonanie dzielących oba państwa różnic strukturalnych, a proces selektywnego decouplingu będzie przez każde z nich kontynuowany (m.in. w ramach chińskiej quasi-autarkicznej agendy „podwójnej cyrkulacji” oraz w konsekwencji amerykańskich sankcji technologicznych). Jednocześnie nawet niewielki incydent wokół Tajwanu bądź zaostrzenie wojny handlowej może zniweczyć pojednawcze gesty przeciwnych stron. Czas względnej stabilizacji będą one wykorzystywać do lepszego pozycjonowania się na arenie międzynarodowej i skonsolidowania własnych sojuszy, przewidując zaostrzanie się rywalizacji w okresie średnio- i długoterminowym. W najbliższym czasie zarówno Pekin, jak i Waszyngton skupiać się będą na relacjach z państwami kluczowymi z punktu widzenia globalnej konfrontacji gospodarczej – w tym przede wszystkim z członkami UE (jak Niemcy, Francja czy mająca istotną pozycję w sektorze półprzewodników Holandia), a także wybranymi państwami obszaru Indo-Pacyfiku.

Można się spodziewać, że Pekin będzie chciał zdyskontować oczekiwania społeczeństw zachodnich na szybkie zakończenie wojny rosyjsko-ukraińskiej. Dlatego będzie sugerował możliwość podjęcia się mediacji w konflikcie, a w rzeczywistości dążył do blokowania działań mających na celu uniezależnienie się gospodarcze UE od ChRL, które przez chińskich przywódców określane są jako wrogie. Chiny nie mogą być uznawane za bezstronnego mediatora między Rosją a Ukrainą, a obecne ich wezwania do pokoju należy interpretować jako wsparcie rosyjskich starań o zamrożenie konfliktu, by zyskać czas na dozbrojenie, a następnie wznowić go w przyszłości. Zarazem brak konkretnych działań ChRL będzie budzić coraz większą frustrację tych środowisk politycznych na Zachodzie, które liczą na szczere zaangażowanie Chin na rzecz pokoju. Pekin będzie również kusił zachodnich partnerów dostępem do swojego rynku, choć agenda rozwojowa ChRL w ramach „podwójnej cyrkulacji” jednoznacznie wskazuje na ograniczenie ich roli w najatrakcyjniejszych dla nich sektorach gospodarki.

Pekin może też liczyć na to, że brak zdecydowanych posunięć ze strony UE będzie utrudniał koordynację polityki Waszyngtonu i Brukseli wobec ChRL. W relacjach z Unią Chiny będą nadal wykorzystywać animozje i rywalizację zarówno między państwami członkowskimi (m.in. Niemiec i Francji), jak i między organami wspólnoty (jak Rada UE i Komisja Europejska) czy poszczególnymi politykami (np. Charles’em Michelem i Ursulą von der Leyen). Tradycyjnie silnymi instrumentami Pekinu, używanymi do wpływania na politykę UE, są zachęty dla europejskich koncernów transnarodowych obecnych w ChRL i naciski na nie, w tym w szczególności na pochodzące z Niemiec (będące największym inwestorem ze Starego Kontynentu w ChRL). Wydaje się jednak, że mimo zabiegów Pekinu w UE rysuje się konsensus co do potrzeby przynajmniej częściowego uniezależnienia się od chińskiej gospodarki. Ewentualne spory dotyczą aktualnie jedynie tempa i kosztów zmian w relacjach z Chinami, ale już nie kierunku działania. Proces ten postrzegany jest przy tym przez Pekin jako otwarcie wrogi oraz silnie inspirowany przez USA.

Chiny odniosły w listopadzie doraźny sukces dyplomatyczny, lecz żadna ze strukturalnych przyczyn ich konfliktu z Zachodem nie została usunięta. W perspektywie średnioterminowej może to generować kolejne kryzysy w relacjach, które Pekin będzie próbował dyplomatycznie niwelować. Priorytetem dla ChRL będzie podtrzymanie de facto sojuszu z Rosją, ponieważ niesie on realną korzyść strategiczną. Nie tylko zabezpiecza północno-wschodnią granicę, pozwala zachować wpływy w Azji Centralnej oraz kontynuować współpracę z Globalnym Południem, lecz także stanowi przymierze ideologiczne dwóch autokracji skierowane przeciwko Zachodowi i koncepcji liberalnej demokracji, w której Pekin i Moskwa widzą egzystencjalne zagrożenie. Przełoży się to zapewne na dalsze zacieśnianie kooperacji chińsko-rosyjskiej, a wraz z pogarszaniem się sytuacji wewnętrznej w Rosji może też przynieść finansowe bądź materiałowe wsparcie reżimu na Kremlu. Nieuchronne wydają się również: dalsze zaostrzenie konfliktu w Cieśninie Tajwańskiej, czemu sprzyjają przemiany tożsamościowe na Tajwanie, poszukiwanie przez KPCh źródeł legitymizacji opartych na nacjonalizmie, ale też nasilanie się w Waszyngtonie głosów o potrzebie bardziej zdecydowanej polityki wobec Tajwanu.

osw.waw.pl

środa, 4 stycznia 2023



Stopa bezrobocia w USA wyniosła 3,7 proc., oczekiwano 3,7 proc. wobec 3,7 proc. miesiąc wcześniej. (...)

- Konsensus jest taki, że recesja nadchodzi, ale akcje nie mogą osiągnąć dna przed jej rozpoczęciem, inflacja nie spadnie szybko, więc banki centralne nie będą mogły mrugnąć, ponowne otwarcie Chin będzie chaotycznym procesem, a Europa nadal będzie mieć problemy – powiedział strateg Barclays Emmanuel Cau.

bankier.pl


Monika Kurtek, Bank Pocztowy 

"Październik przyniósł wyhamowanie tempa wzrostu płac w sektorze przedsiębiorstw, ale jednocześnie przyspieszeniu uległo tempo wzrostu zatrudnienia. Podkreślić jednak należy, że dynamika nominalna wynagrodzeń na poziomie 13,0 proc. rdr to wciąż relatywnie wysoki wzrost i w zestawieniu ze wzrostem zatrudnienia o 2,4 proc. rdr (7 tys. estetów więcej w stosunku do poprzedniego miesiąca) udowadnia, że rynek pracy w Polsce pozostaje dość odporny na pogarszającą się koniunkturę.

Oczywiście w ujęciu realnym płace, jak i fundusz płac, spadają, co znajdzie odzwierciedlenie w hamowaniu konsumpcji. W kolejnych miesiącach w statystykach dotyczących zatrudnienia i bezrobocia oczywiście będziemy widzieć pewne pogorszenie, ale raczej nie będzie ono duże. Co więcej, dynamika nominalna wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw jeszcze przez kilka miesięcy może utrzymywać się na dwucyfrowym poziomie (choć nierealny wydaje się raczej poziom bliski stopie inflacji), gdyż presja płacowa pozostaje silna, a w nowym roku czekają nas dwie podwyżki płacy minimalnej „podbijające” oczekiwania także tych zarabiających powyżej minimalnego poziomu.

Ogólny wniosek jest taki, że mamy rynek pracy zupełnie inny niż przy poprzednich dużych spowolnieniach gospodarczych (struktura demograficzna, malejąca podaż pracowników), co powodować będzie, że nawet przy prawie zerowej dynamice PKB w przyszłym roku stopa bezrobocia może otrzeć się co najwyżej o ok. 6,0 proc.".

Agata Filipowicz-Rybacka, Alior 

"Na rynku pracy wciąż nieźle. Tak można podsumować dzisiejsze dane z sektora przedsiębiorstw. Dynamika zatrudnienia zaskoczyła lekko pozytywnie rosnąc z 2,3 proc. rdr do 2,4 proc. rdr. W ujęciu mdm obserwowaliśmy nawet lekki wzrost zatrudnienia (0,1 proc. mdm). Zestawiając te dane z badaniami koniunktury to niezły wynik.

W badaniach przedsiębiorstw raczej przewijają się sygnały zwiastujące pogorszenie popytu na pracę. Spadek dynamiki wynagrodzeń z 14,5 proc. rdr do 13 proc. rdr nie zaskoczył nas. Oczekiwaliśmy nawet mocniejszego spadku (do 12,3 proc. rdr) mając na uwadze silne jednorazowe czynniki (dodatki, nagrody itd. W wybranych sektorach) obserwowane we wrześniu. Dynamika realna płac jest już głęboko ujemna i sięga ok. -4 proc. rdr.

Wydźwięk danych z rynku pracy jest niejednoznaczny w kontekście presji inflacyjnej. My uważamy, że obserwujemy raczej powolne schładzanie koniunktury w tym obszarze, co nie sprzyja szybkiej redukcji inflacji".

Bank Pekao

"W październiku płace spadły realnie o 5 proc. rdr. Naszym zdaniem ten trend się pogłębi i w lutym będzie to już spadek o blisko 10 proc. rdr. Po drodze oczywiście wypłaty premii inflacyjnych mogą dawać złudzenie, że z tymi płacami nie jest aż tak źle (jak w lipcu i wrześniu 2022)".

PIE 

"Płace szczególnie szybko rosną w górnictwie (23 proc.) oraz transporcie (21 proc.). W pozostałych branżach wyniki są zdecydowanie słabsze – tempo oscyluje wokół poziomu 12 proc. Po uwzględnieniu inflacji (17,9 proc.) oznacza to realny spadek siły nabywczej wynagrodzeń. Sytuacja ta utrzyma się przez większość przyszłego roku. Wyniki firm rosną w coraz słabszym tempie, co ograniczy przestrzeń do ewentualnych podwyżek. W porównaniu z wrześniem liczba miejsc pracy w październiku zwiększyła się (7 tys. etatów).

W skali roku zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw jest wyższe o 2,4 proc. W kolejnych miesiącach prawdopodobne są zwolnienia. Niemniej ich skala będzie umiarkowana. Duży odsetek firm dalej raportuje, że istotnym problemem na rynku pracy są wciąż braki kadrowe.

NBP prognozuje, że bezrobocie mierzone w badaniach BAEL wzrośnie z 2,6 proc. do 3,5 proc. w 2023 roku oraz 4,6 proc. w 2024 roku. Prognozy te są dość pesymistyczne wobec wciąż wysokiego zapotrzebowania na pracowników. Niedobory kadrowe stanowią bufor przed znacznym wzrostem bezrobocia. Przedsiębiorcy wciąż częściej planują zwiększać zatrudnienie niż zwalniać. W przypadku pogorszenia koniunktury w pierwszej kolejności zrezygnują z tworzenia nowych miejsc pracy".

bankier.pl


W wywiadzie dla dziennika "Welt" szefowa berlińskiej policji Barbara Slowik stwierdziła, że "w Berlinie mamy potencjał około 400 osób z "Letzte Generation" ("Ostatnie pokolenie" - grupa aktywistów klimatycznych, która m.in. przykleja się do dróg w Berlinie, blokując ruch samochodowy - PAP) , przy czym (...) wielu pochodzi z innych krajów związkowych. Dla nas jest to teraz ekstremalnie dodatkowe obciążenie pracą". Podkreśliła, że "w sumie nasi pracownicy w grupach interwencyjnych przepracowali już ponad 160.000 godzin od rozpoczęcia protestów klimatycznych w dniu 24 stycznia bieżącego roku."

Skutkuje to tym, że "wiele operacji musimy odłożyć na później lub możemy je przeprowadzić tylko w mniejszej skali, możemy być obecni na terenie miasta w znacznie mniejszym stopniu" - podkreśliła Slowik.

Aktywiści twierdzą, że walczą o szczególnie ważną sprawę, a swoje działania nazywają nieposłuszeństwem obywatelskim - przypomina "Welt". Jak to widzi szefowa policji? "Istnieje szeroki konsensus społeczny, że zmiany klimatyczne nam zagrażają. Ale dla mnie protest +Letzte Generation+ to nie jest obywatelskie nieposłuszeństwo. Są to czyny przestępcze i znaczna ingerencja w prawa do wolności innych ludzi. Dla mnie nie ma to żadnego uzasadnienia. Demokracja zna inne formy protestu".

PAP


Możemy sobie zakładać opaski, zasłaniać usta, robić miny, nawet pierdzieć na wargach. Moralne wzmożenie to jedyne, co nam zostało. Jako Europa nie mamy żadnego lewara na FIFA, jej szefa Gianniego Infantino i emira Kataru. Możemy im nagwizdać.  

Owszem, pewnie to prawda, co mówił ostatnio dziennikarz z Wielkiej Brytanii, Jon Sopel, że Katarczycy są wkurzeni i pytają się, po co im był ten cały mundial? Wyrzucili 220 miliardów dolarów w błoto. Gdyby przewidzieli, że w 2022 r roku wielki kanclerz Niemiec przyleci do Kataru i przed emirem będzie prosił pokornie: "Czy Wasza Wysokość nie ma na zbyciu troszeczkę gazu?", to by tego całego mundialu nie robili. A tak plują sobie w brodę, że wydali górę dolarów, a poddani Olafa Scholza na każdym kroku pouczają ich, jak mają żyć. Katarczyków pociesza pewnie tylko fakt, że emir pogardliwie odpowiedział Scholzowi: "Się zobaczy" i kanclerz wielkich Niemiec wyjechał z malutkiego Kataru, właściwie nic nie załatwiwszy. Kwintesencja tego, co Europa może zrobić Katarowi. 

sport.pl


Wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł odwołał Monikę Strzępkę z funkcji dyrektorki warszawskiego Teatru Dramatycznego w Warszawie, a mówiąc precyzyjniej - unieważnił jej powołanie, co skutkuje na razie zawieszeniem. Jak ustaliła Gazeta.pl, wojewoda powołał się na działanie Strzępki "w sprzeczności z linią programową" teatru. Nieoficjalnie wiemy, że miasto będzie się odwoływać od decyzji wojewody. Dyrektorkę wybrano w drodze konkursu na początku roku.

Jak wynika z naszych ustaleń, powodem decyzji wojewody o unieważnieniu powołania Moniki Strzępki na stanowisko jest m.in. umieszczenie rzeźby złotej waginy we foyer Teatru Dramatycznego i prezentowanie przez nią "radykalnego feminizmu". Pomnik waginy został wniesiony do teatru w kolorowym orszaku. Miał tam zostać na stałe. Całe wydarzenie wojewoda uznał za "poniżające dla kobiet".

Strzępka tak mówiła w dniu wydarzenia: - Chcemy Teatr Dramatyczny uczynić miejscem, w którym dba się zarówno o procesy twórcze, jak i o relacje w pracy, o prawa pracownicze.

Jak podkreślała, złota wagina to "wyraz uznania dla kobiecości, tajemnicy życia, seksualności i przyjemności, symbol wartości, które wyznajemy i którymi będziemy się kierować, transformując Teatr Dramatyczny w feministyczną instytucję kultury".

gazeta.pl


„Jeszcze nie wiadomo, kto rozstrzygnie na swoją korzyść walkę o władzę – Komisja Europejska czy Viktor Orban. Bruksela chce wstrzymać wypłatę dotacji w wysokości kilku miliardów euro dla Węgier, ponieważ człowiek w Budapeszcie zachowuje się raczej jak nepotyczny autokrata niż jak szef rządu kraju należącego do Unii Europejskiej” – pisze Hubert Wetzel w komentarzu opublikowanym w piątek wieczorem (25.11.2022) na portalu „Sueddeutsche Zeitung”.

Decyzję o tym, czy Orbanowi zostaną odebrane pieniądze, podejmą rządy krajów UE. „Kto jest zwycięzcą tej konfrontacji, dowiemy się prawdopodobnie za kilka tygodni” – zaznacza komentator.  

Już teraz – kontynuuje Hubert Wetzel – można stwierdzić, że kierowana przez Ursulę von der Leyen Komisja Europejska wreszcie zdobyła się na odwagę, żeby pokazać Orbanowi, kiedy „jest już dosyć”. Premier Węgier od lat traktuje UE jak „uciążliwego pracownika banku”, który ma mu wręczyć pieniądze, ale nie może mu mówić, jak je wydaje.

Jeszcze bardziej obchodzi Unię to, że Orban w swoim kraju atakuje i demontuje wszystko to, co się składa na nowoczesną demokrację – państwo prawa, niezależne sądownictwo, wolne media, politycznych konkurentów – wylicza autor. „KE nie ma wielu możliwości aby to zmienić, ale nie musi działań Orbana wspierać miliardami (euro) z funduszy unijnych” – podkreśla komentator.

Jeżeli Węgry znajdą wystarczającą ilość sojuszników, aby zablokować decyzję o obcięciu funduszy, kraje te będą współwinne „krętactwom” Orbana.

„Gdyby horyzonty rządzących w Budapeszcie i Warszawie polityków były mniej płaskie i ograniczone, gdyby myśleli w sposób bardziej strategiczny, zauważyliby może, jak bardzo szkodzą swoim własnym krajom” – pisze dziennikarz „SZ”.

„Dotyczy to nawet znacznie bardziej Polski niż Węgier. Polska ma szóstą pod względem wielkości gospodarkę w UE, mogłaby grać rolę regionalnego przywódcy na wschodzie Unii” – tłumaczy Hubert Wetzel.

„Jednak błędna zrzędliwa prowincjonalnie wrogość do UE, za pomocą których rządy Polski i Węgier wygrywają u siebie w domu wybory, odbiera im wpływy w Brukseli” – podkreśla komentator. Oba kraje mogą jedynie blokować, ale nie mają sił, aby kształtować Unię, ponieważ mają opinię „zdrajców” i „szantażystów”.

„Proeuropejscy Bałtowie boksują w Brukseli powyżej swojej kategorii wagowej. Antyeuropejscy Polacy boksują o wiele poniżej swojej kategorii, nie mówiąc już o Węgrach. To bardzo krótkowzroczna polityka dla kraju, w którego interesie jest to, aby Unia pozostała twarda wobec Rosji i wspierała Ukrainę” – komentuje dziennikarz „SZ”.

„Największą lekcją ze sporu między Brukselą a Budapesztem jest być może doświadczenie, że także w polityce istnieją modele biznesowe, które dobrze funkcjonują tak długo, dopóki bank udziela kredytu. Gdy jednak okienko bankowe zostaje zamknięte, wtedy widać, że biznes splajtował” – konkluduje Hubert Wetzel.

dw.com


Przez wiele lat Alex Jones rozpowszechniał w radiowych audycjach twierdzenia, że strzelanina w Sandy Hook była "sztuczna", "wyreżyserowana", a rodziny ofiar nazywał "aktorami". Powtarzał, że masakra była rządowym spiskiem mającym na celu odebranie Amerykanom broni. 

Niestety w rzeczywistości do strzelaniny doszło. Dokładnie stało się to w szkole Sandy Hook w Newtown 14 grudnia 2012 roku. 20-letni sprawca zastrzelił łącznie 26 osób (20 dzieci oraz sześciu dorosłych). Dwie osoby zostały ranne, a napastnik popełnił samobójstwo. 

Rodziny ofiar wskazywały, że ze względu na wypowiedzi Jonesa wielokrotnie padały ofiarą nękania i gróźb śmierci ze strony osób, które wierzyły prezenterowi. Z tego powodu amerykański sąd przyznał 15 indywidualnych odszkodowań, których kwoty wahały się od 28,8 mln do 120 mln dol. Jak podaje NBC News, rodziny ofiar strzelaniny z 2012 r. i agent FBI mają otrzymać również oddzielne odszkodowania za straty moralne. W sumie Jones miał zapłacić 965 mln dol. 

Kluczowe jest tu słowo "miał", gdyż w czwartek 10 listopada amerykańskie media obiegła informacja, iż sędzia z Connecticut podniósł wysokość kary, którą Jones musi zapłacić po procesie o zniesławienie do 1,44 mld dolarów. 

CBS News podaje, że sąd przychylił się do prośby powodów, którzy uważali, że dodatkowe odszkodowanie się należy, gdyż Jones okazał "całkowity brak skruchy". Podkreślano też, że sprawa ta może mieć historyczne znaczenie.  

gazeta.pl


Jeśli ktoś szuka zaskakującego tematu na rozmowę w ten weekend, może poruszyć zmianę cen gazu. Wśród wszechobecnych skarg na wysokie koszty ogrzewania, cena dla komercyjnych odbiorców w Niemczech jest obecnie najniższa od wiosny.

Przy czym gaz nie jest bynajmniej jedynym ważnym towarem, którego cena w ostatnich tygodniach wyraźnie spadła. Rekordowe notowania z wiosny, czyli z tygodni po rozpoczęciu wojny przez Rosję, to już historia.

Dotyczy to takich towarów jak aluminium, stal, a nawet złoto, bawełna i pszenica. — Spadające koszty dotrą do konsumentów z kilkumiesięcznym opóźnieniem. To stłumi inflację — mówi ekonomista Eric Heymann z Deutsche Bank Research.

Po pierwsze, gospodarka światowa znalazła się w nowej rzeczywistości. Mieszanka strachu i spekulacji, która napędzała ceny po rozpoczęciu wojny, ustąpiła miejsca realizmowi.

Drugim powodem są niższe oczekiwania gospodarcze. Wojna i inflacja obniżyły prognozy globalnego wzrostu gospodarczego, a recesja wydaje się nieunikniona. Znajduje to odzwierciedlenie na przykład w cenie drewna. Materiał ten jest kluczowym surowcem na przykład w przemyśle budowlanym. Jego cena spadła pod koniec września do najniższego poziomu od ponad dwóch lat, a więc do poziomu sprzed pandemii.

Głównym powodem są rosnące stopy procentowe, które spowalniają budowę nowych domów prywatnych. Eksperci wskazują również na rządowy hamulec dla cen energii. Stłumienie wzrastających kosztów gazu i prądu znacznie ustabilizuje ceny materiałów budowlanych, które w ostatnim czasie podlegały dużym wahaniom.

Spadające ceny towarów mogą również ograniczyć inflację w sklepach. Od czasu zawarcia porozumienia z Rosją i Ukrainą, które otworzyło żeglugę przez Morze Czarne, ceny pszenicy i oleju spożywczego na rynkach światowych znacznie spadły. — W ciągu ostatnich kilku tygodni nie było już skoków cen towarów rolnych. Rośnie szansa, że uda nam się utrzymać umiarkowane podwyżki cen naszych produktów — mówi anonimowo menedżer dużej firmy spożywczej.

Ta ulga już odczuwalna jest wśród potrzebujących. Według Banku Światowego ceny surowców spożywczych w krajach o niskich i średnich dochodach już od połowy roku zauważalnie spadły, po tym, jak wcześniej wspięły się na rekordowe poziomy.

Władimir Putin wielokrotnie groził, że nie przedłuży umowy zbożowej, która początkowo była ograniczona do późnej jesieni. Jeśli ponownie wstrzyma wysyłki z Ukrainy, ceny powinny zauważalnie wzrosnąć.

Na ewentualną dalszą eskalację wojny mogą zareagować także inne ceny towarów. — Ze względu na trwającą niepewność, poziom cen jest nadal znacznie wyższy niż przed pandemią. A ożywienie jest niepewne — ostrzega Feodora Teti, ekonomistka Instytutu Ifo.

Dlatego też żadne z licznych stowarzyszeń przedsiębiorców w Niemczech nie triumfuje, zwłaszcza że propagują one pomoc państwa i ograniczanie płac. Wszyscy wciąż narzekają na koszty.

Niektóre przedsiębiorstwa wykorzystały wzrost kosztów jako pretekst do nieproporcjonalnego podniesienia cen sprzedaży. — Tym samym Niemcy doświadczają obecnie nie tylko inflacji kosztów, ale w dość oczywisty sposób także inflacji zysków — mówi ekonomista Joachim Ragnitz.

Inne firmy mogły po prostu przesiedzieć chwilowo wysokie ceny, jak np. przemysł motoryzacyjny, który w większości był zabezpieczony długoterminowymi kontraktami na stal.

— Poza niklem, ceny metali przemysłowych są w większości na niższych poziomach w porównaniu z tym samym miesiącem ubiegłego roku. Również w tym przypadku pesymistyczne perspektywy gospodarcze powodują spadek popytu, co wpływa tłumiąco na ceny — mówi Marina Eurich z Hamburskiego Instytutu Gospodarki Międzynarodowej.

Dla niemieckich koncernów samochodowych spowolnienie gospodarcze nie stanowi jeszcze dużego problemu. Podobnie jak konstruktorzy maszyn, mają one pełne portfele zamówień, a z powodu braku chipów w ostatnich miesiącach daleko im do pokrycia popytu.

"Nawet jeśli zaopatrzenie w półprzewodniki w tych sektorach powoli się wyrównuje, to szczególnie producenci pojazdów i maszyn muszą zmagać się z zaległymi zamówieniami, które najpierw muszą zostać zrealizowane" — pisze Silicon Saxony, stowarzyszenie saksońskich producentów półprzewodników.

W erze IT chipy komputerowe są właściwie surowcem, a na tym rynku niedobory dotykają branżę już od czasu pandemii. Teraz jednak i tu pojawiła się nadzieja.

Według tajwańskiej firmy badającej rynek Trendforce, w trzecim kwartale do końca września ceny układów pamięci spadły o 15 proc. w przypadku pamięci DRAM i aż o 28 proc. w przypadku pamięci NAND. "Zwłaszcza w dziedzinie elektroniki użytkowej, takiej jak komputery PC czy laptopy, można zaobserwować lekkie wyrównanie podaży chipów" — twierdzi Silicon Saxony.

Chociaż obniża to ceny akcji producentów takich jak Samsung, to jest to dobra wiadomość dla ludzi. W końcu układy pamięci są również uważane za wiodący wskaźnik dla innych, bardziej skomplikowanych chipów. Rośnie więc optymizm, że w nadchodzącym roku sytuacja poprawi się na całej linii.

Za to producentom baterii grożą nowe przeciwności: surowce specjalne, takie jak lit, stają się coraz droższe. Nie wynika to jednak z wojny i jej skutków, ale z trendu na samochody elektryczne.

onet.pl/Die Welt

wtorek, 3 stycznia 2023


W dniach 26–28 listopada w Chińskiej Republice Ludowej (ChRL) nasiliły się protesty przeciwko strategii „zero COVID” (zob. Chiny: konsekwencje strategii „zero COVID”). Pojawiły się na nich również hasła polityczne, wzywające do ustąpienia sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chin (KPCh) Xi Jinpinga, wprowadzenia rządów prawa, a także do demokratyzacji kraju oraz przestrzegania praw człowieka. Do wystąpień ulicznych doszło w co najmniej 13 miastach, w tym w Pekinie, Szanghaju i Wuhanie. Najwięcej ludzi zgromadziły manifestacje w kampusach uniwersyteckich – można potwierdzić, że miały one miejsce na kilkudziesięciu uczelniach.

Impulsem do zwiększonej fali protestów był wypadek w Urumczi, stolicy Regionu Autonomicznego Sinciang-Ujgur, gdzie w pożarze wielokondygnacyjnego bloku mieszkalnego według oficjalnych danych zginęło 10 osób, a 9 zostało rannych – nieoficjalne informacje mówią o śmierci 44 ludzi. Budynek miał być objęty izolacją ze względu na obowiązujące w mieście obostrzenia antypandemiczne, jego wyjścia – w tym ewakuacyjne – były zamknięte, a z powodu zainstalowanych barier straż pożarna nie mogła do niego dojechać.

Komentarz

Obecne protesty, mimo że gromadzą relatywnie niewielu ludzi (łącznie kilkadziesiąt tysięcy w skali całych Chin), budzą niepokój władz, ponieważ mają wspólny mianownik, tj. formułowanie żądania zniesienia restrykcyjnej polityki antyepidemicznej, oraz pojawiły się na nich – choć nie dominowały – hasła antyreżimowe. Demonstracje przeciwko strategii „zero COVID” miały miejsce już wcześniej, lecz po raz pierwszy doszło do nich równocześnie w wielu ośrodkach. KPCh boi się, że protesty przekształcą się w szerszy ruch społeczny dążący do liberalizacji w ramach istniejącego systemu politycznego i który będzie podsycany pogarszającą się sytuacją gospodarczą, a w przyszłości może zagrozić samej władzy KPCh. Trzeba też zaznaczyć, że chociaż bezpośrednią przyczyną wystąpień był pożar w Urumczi, to wybuch niezadowolenia wynika w dużej mierze z rozczarowania niedostatecznymi korektami strategii „zero COVID” z 11 listopada br. (zob. Chiny: umiarkowane korekty w strategii „zero COVID”). Nałożyły się na to zmęczenie społeczeństwa kolejnymi falami ograniczeń oraz napływające mimo cenzury informacje, że w większości państw świata nastąpił już powrót do normalnego życia.

Początkowa reakcja lokalnych władz oraz podlegających im policji i służb bezpieczeństwa jest relatywnie łagodna. Protesty w ChRL nie są zjawiskiem rzadkim i corocznie dochodzi do ponad stu tysięcy tego typu „incydentów masowych”, jak określa je nomenklatura partyjna. Zazwyczaj są one szybko i stanowczo tłumione. Wprawdzie w Urumczi prawdopodobnie użyto broni, jednak w innych ośrodkach tym razem widoczna była pewna powściągliwość aparatu przymusu, co pozwoliło następnego dnia na wznowienie protestów i zachęciło ludzi do ich organizowania w innych miastach. W większości przypadków miejsca demonstracji oddzielano kordonami policyjnymi i fizycznymi zaporami, które często uniemożliwiały kontynuowanie zgromadzeń. Powściągliwość lokalnych władz może wskazywać na napięcia między nimi a Pekinem. Decyzją z 11 listopada władze centralne przeniosły odpowiedzialność za zapobieganie rozpowszechnianiu się COVID-19 na struktury terenowe, które równocześnie wciąż mają troszczyć się o utrzymanie wzrostu gospodarczego i spokoju społecznego. W obecnej sytuacji cele te wydają się sprzeczne, a konsekwencjami niepowodzeń będą obciążane kadry regionalne.

Obawy przed eskalacją żądań ze strony protestujących, a zwłaszcza ich postulatów politycznych, będą raczej skłaniać Pekin do sięgnięcia po kombinowaną strategię selektywnych represji wobec osób uznanych za „prowodyrów” i dokonywania drobnych ustępstw ułatwiających życie i wspierających odbicie gospodarcze. W dużych ośrodkach miejskich na wybrzeżu czy w stolicy należy oczekiwać łagodniejszych i koncyliacyjnych działań, z kolei w miastach w głębi Chin – a zwłaszcza w regionach zdominowanych przez mniejszości – bardziej represyjnych posunięć. Tymczasem ChRL przeżywa obecnie gwałtowny wzrost liczby nowych infekcji, co przy braku nabytej odporności zbiorowej i przy ogólnej niewydolności systemu opieki zdrowotnej grozi falą zgonów, zwłaszcza wśród ludzi starszych. W związku z tym można oczekiwać, że jeśli władze na poziomie lokalnym będą gotowe do pewnych ustępstw – Pekin i Kanton już złagodziły niektóre środki przewidziane w strategii „zero COVID” i zakomunikowały, że wyjścia ewakuacyjne z budynków nie mogą być blokowane – wówczas nie nastąpi gwałtowne odejście od dotychczasowej doktryny przeciwepidemicznej. Najważniejszym, długofalowym skutkiem obecnych protestów może być jednak zmiana psychologiczna w tamtejszym społeczeństwie. Wielu Chińczyków szczerze wierzyło, że ChRL – dzięki swojemu systemowi politycznemu – odniosła sukces, podczas gdy w tym samym czasie Zachód nie radził sobie z pandemią. Stanowiło to jedną z podstawowych propagandowych linii władz w ostatnich dwóch latach. Aktualne protesty i represje mogą podkopać optymizm i zachwiać wiarę w system u części społeczeństwa, a KPCh będzie trudno tę ufność odbudować.

osw.waw.pl

W ChRL mamy nową odsłonę starego sposobu radzenia sobie z kłopotami, czyli dosypywaniem pieniędzy do „pieca”, jakim jest rynek nieruchomości, co zaraz przekłada się na dalsze zadłużenie. Ludowy Bank Chin, czyli centralny bank ChRL, zaoferuje firmom inwestycyjnym tanie pożyczki na zakup obligacji emitowanych przez deweloperów. Taką informację przynajmniej podały Reuters „cztery osoby mające bezpośrednią wiedzę w tej sprawie.” Równocześnie największe banki w ChRL, oczywiście państwowe, zobowiązały się w tym tygodniu do udzielenia deweloperom co najmniej 162 mld USD kredytu.

Bank centralny (czytaj: KC KPCh) ma nadzieję, że pożyczki poprawią nastroje rynkowe w stosunku do pogrążonego w kryzysie zadłużeniowym i dotkniętego brakiem popytu sektora nieruchomości. Celem jest uratowanie prywatnych deweloperów, jak Evergrande, którzy zostali zmuszeni do wstrzymania wielu projektów. Sektor nieruchomości odpowiada za jedną czwartą gospodarki ChRL i jego załamanie oznaczałoby pogrążenie się kraju w recesji. Problem w tym, że nawet jeżeli znajdą oni nabywców na obligacje, to nie ma żadnych gwarancji, że znajdą kupców na nowe mieszkania. Pozwoli to co najwyżej na ukończenie lokalizacji, które mają już nabywców.

Według Reuters przynajmniej trzech prywatnych deweloperów, w tym Longfor Group Holdings, Midea Real Estate Holding i Seazen Holdings, otrzymało w tym miesiącu zielone światło na pozyskanie łącznie 50 mld RMB (7 mld USD). Jeśli nie byłoby wystarczającego popytu ze strony inwestorów na nowe obligacje, Ludowy Bank Chin prawdopodobnie wkroczy, aby zapewnić płynność poprzez instrument relokacyjny2 dla pozostałej części emisji. Władze planują również zapewnić 100 mld RMB (14 mld USD) w instrumentach finansowania fuzji i przejęć dla państwowych menedżerów aktywów, głównie w celu nabycia projektów nieruchomości od deweloperów z problemami. Chińskie media donoszą również, że bank centralny planuje zapewnić 200 mld RMB w nieoprocentowanych pożyczkach relokacyjnych dla banków komercyjnych do końca marca na ukończenie budowy mieszkań. Regulator rynku obligacji międzybankowych potwierdził także, że poszerzy program wsparcia dla około 250 mld RMB (35 mld USD) ofert obligacji emitowanych przez prywatne firmy.

Problemem jest przesycenie sektora nieruchomości – ChRL ma już prawdopodobnie powierzchnię mieszkaniową, która mogłaby pomieści dwukrotność populacji kraju. Dlatego po prostu nie ma ludzi, którzy mogliby w nich mieszkać, a ci co są bez domu, nie mogą sobie na niego pozwolić. Poniżej przypomnę tylko reportaż poświęcony „miastom duchów”. Film zrealizowano jedenaście lat temu i od tamtej pory problem uległ podwojeniu, potrojeniu…?

Od lat popyt jest napędzany głownie przez spekulację, która rozdmuchała bańkę na rynku nieruchomości. Pekin nie może pozwolić jej pęknąć, ponieważ byłby to cios dla gospodarki nie do udźwignięcia. Nie mówiąc już o milionach drobnych ciułaczy, którzy ulokowali swoje życiowe oszczędność w drugim i trzeci mieszkaniu, często kupionym na kredyt, z nadzieją, że je odsprzedadzą za jakiś czas. Jednak, aby bańka nie pękła trzeba wciąż ją pompować kapitałem, który pochodzi z dalszego zadłużania się sektora.

Trzeba przyznać, że władze próbują kontrolować proces, albo przynajmniej chcą stworzyć wrażenie, że mogą i chcą go kontrolować. Ludowy Bank Chin przygotowuje „białą listę” dobrej jakości i systemowo ważnych deweloperów, którzy otrzymaliby szersze wsparcie od Pekinu, aby poprawić swoje bilanse. To oczywiście otworzy nowe pole do korupcji i wspierania sieci klientelistycznych ludzi reżimu.

Agresywne wsparcie Pekinu dla sektora nieruchomości oznacza odwrót od rozpoczętej w 2020 roku walki ze spekulantami i zadłużonymi deweloperami w ramach szerokiego nacisku na ograniczenie ryzyka finansowego. W wyniku tej akcji sprzedaż nieruchomości i ceny spadły, a deweloperzy nie wywiązali się ze swoich zobowiązań i wstrzymali budowę. Wstrzymanie budowy rozwścieczyło właścicieli domów, którzy zagrozili wstrzymaniem spłat kredytów hipotecznych. Teraz mamy jednak odwrót o 180o. Nie powinno to jednak dziwić, ponieważ pisałem już wcześniej, że nie należy się spodziewać w przewidywalnej przyszłości fundamentalnych reform w ChRL. Lecz muszę przyznać, że wielkie plany Xi Jinping przestawienia modelu rozwoju gospodarczego ChRL dosyć szybko ugrzęzły w bagnie chińskiej gospodarki, które jest wstanie pochłonąć każdą ilość wylanego betonu.

zawielkimmurem.net