niedziela, 18 grudnia 2022


Rosyjskie kierownictwo wojskowe jest zaangażowane w kampanię mającą na celu zaprezentowanie się jako część skutecznego aparatu wojennego w celu zajęcia się publicznym postrzeganiem rosyjskich niepowodzeń na Ukrainie. Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) opublikowało 18 grudnia materiał filmowy przedstawiający ministra obrony Rosji Siergieja Szojgu podczas podróży roboczej do Południowego Okręgu Wojskowego (SMD) i inspekcji zgrupowania sił rosyjskich w strefie walk na Ukrainie. Szojgu podobno otrzymywał odprawy od dowódców polowych i rozmawiał bezpośrednio z personelem na linii frontu, zwracając „szczególną uwagę na organizację wszechstronnego wsparcia wojsk, warunki rozmieszczenia personelu w terenie, a także pracę personelu medycznego i zaplecza jednostki”. Rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało 17 grudnia materiał filmowy przedstawiający Szojgu biorącego udział w spotkaniu z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, szefem Sztabu Generalnego Walerijem Gierasimowem i dowódcą Połączonej Grupy Sił na Ukrainie Siergiejem Surowikinem w celu omówienia krótko- i średnioterminowych propozycji rosyjskich operacji na Ukrainie. Ostatnie zaangażowanie Szojgu sugeruje, że rosyjskie MON próbuje wzmocnić swoją reputację jako skutecznego organu wojskowego w obliczu konsekwentnej krytyki jego prowadzenia wojny przez środowisko prowojenne. Niedawne skoordynowane wysiłki rosyjskich wojskowych, aby zaprezentować się jako aktywnie zaangażowani w planowanie i kontrolowanie działań wojennych, zwłaszcza przy braku namacalnych zwycięstw militarnych na Ukrainie, mogą sugerować, że Rosja przygotowuje się do wznowienia ofensywy przeciwko Ukrainie w nadchodzących miesiącach. Wizyta Shoigu w SMD – z jej naciskiem na utrzymanie i wsparcie medyczne – jest prawdopodobnie częścią wysiłków mających na celu pokazanie, że dowództwo wojskowe naprawia niszczycielskie niepowodzenia rosyjskiej armii w tych obszarach, które były przedmiotem ciągłych gniewnych komentarzy blogerów i protestów przez żołnierzy i ich rodziny.

Planowane na 19 grudnia spotkanie Putina z prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką jest prawdopodobnie częścią tych samych wysiłków na rzecz zaprezentowania proaktywności, jak i próby ustalenia warunków informacyjnych dla nowej fazy wojny.  Dowódca Połączonych Sił Ukraińskich Serhij Najew skomentował zbliżające się spotkanie Putin-Łukaszenko i zaznaczył, że odbywa się ono po spotkaniu Putina z rosyjskim dowództwem wojskowym 17 grudnia w celu omówienia zarówno doraźnych, jak i średnioterminowych celów wojny. Najew poinformował, że ukraińskie władze wierzą, że Putin będzie dyskutował o szerszym zaangażowaniu sił białoruskich w dalszą rosyjską agresję na Ukrainę, co jest zgodne z przewidywaniami ISW dotyczącymi spotkania. Wzięte w parze, spotkanie Putina z rosyjskim dowództwem, rzekoma wizyta Szojgu na froncie oraz spotkanie Putin-Łukaszenko sugerują nowy etap prezentacji, planowania i prowadzenia wojny i mogą zapowiadać wznowienie ofensywnych operacji przeciwko Ukrainie w nadchodzących miesiącach.

Zdolność armii rosyjskiej, nawet wzmocnionej elementami sił zbrojnych Białorusi, do przygotowania i przeprowadzenia skutecznych zmechanizowanych operacji ofensywnych na dużą skalę w ciągu najbliższych kilku miesięcy pozostaje wątpliwa, jak zauważają inni analitycy. Siła robocza, którą Rosja generuje ze zmobilizowanych rezerwistów oraz z corocznego jesiennego cyklu poborowego, nie będzie wystarczająco wyszkolona, aby tej jesieni przeprowadzić szybki i skuteczny manewr zmechanizowany. Problemy Rosji z utrzymaniem sił, które obecnie walczą na Ukrainie, wyposażonych w czołgi, artylerię, środki uderzenia dalekiego zasięgu i inny niezbędny sprzęt, jest bardzo mało prawdopodobne, aby zostały rozwiązane na czas, aby wyposażyć duże nowe siły do operacji ofensywnych tej zimy. Mimo to Putin może jeszcze tej zimy zarządzić wznowienie operacji ofensywnych na dużą skalę, ale ważne jest, aby nie przeceniać prawdopodobnych zdolności sił rosyjskich lub połączonych sił rosyjsko-białoruskich do ich pomyślnego przeprowadzenia. ISW w dalszym ciągu ocenia, że jest mało prawdopodobne, aby Łukaszenka skierował białoruskie wojsko (które również wymagałoby przezbrojenia) do inwazji na Ukrainę.

understandingwar.org

sobota, 17 grudnia 2022


ISW od dawna ocenia, że błędne rosyjskie założenia planistyczne, decyzje dotyczące planowania kampanii i rosyjskie naruszenia własnej doktryny wojskowej osłabiły rosyjskie operacje. New York Times pozyskał i opublikował dzienniki pokładowe, rozkłady jazdy, rozkazy i inne dokumenty elementów 76. Dywizji Powietrznodesantowej i 1. Armii Pancernej Gwardii, związane z początkami wojny. Z dokumentów wynika, że rosyjscy planiści wojskowi oczekiwali, że jednostki rosyjskie będą w stanie zająć znaczne terytorium Ukrainy przy niewielkim lub zerowym oporze wojskowym Ukrainy. Z dokumentów wynika, że elementy 76. Dywizji Powietrznodesantowej i Wschodniego Okręgu Wojskowego otrzymały rozkaz opuszczenia Białorusi i dotarcia do Kijowa w ciągu 18 godzin przy niewielkim oporze; Rosyjscy planiści umieścili jednostki policji specjalnej OMON i SOBR Rosgwardii (...) w pierwszej kolumnie elementu manewrowego 104 Pułku Powietrznodesantowego 76 Dywizji Powietrznodesantowej. Policja prewencyjna nie jest odpowiednim elementem prowadzącym dla dużej siły manewrowej w konwencjonalnej wojnie siłowej, ponieważ nie jest wyszkolona do używania broni kombinowanej lub prowadzenia wojny zmechanizowanej. Decyzja o umieszczeniu policji prewencyjnej w pierwszej kolumnie jest pogwałceniem rosyjskiej (lub jakiejkolwiek normalnej) doktryny i wskazuje, że rosyjscy planiści nie spodziewali się znaczącego zorganizowanego ukraińskiego oporu. Odrębny zestaw rozkazów wskazuje, że rosyjscy planiści przewidywali, że niewspierane elementy rosyjskiego 26. pułku czołgów 47. Dywizji Pancernej wykonają 24-godzinny przejazd z granicy Ukrainy z Rosją do oddalonego o około 400 kilometrów punktu po drugiej stronie Dniepru. Siły ukraińskie zniszczyły 17 marca elementy 26 Pułku Pancernego w obwodzie charkowskim, setki kilometrów przed planowanym celem.

Dochodzenie NYT potwierdza również ocenę ISW, że rosyjscy dowódcy strategiczni manipulowali decyzjami dowódców operacyjnych w sprawach taktycznych i że rosyjskie morale było bardzo niskie. Dochodzenie potwierdziło istniejące doniesienia, że rosyjscy żołnierze na Białorusi nie wiedzieli, że zamierzają zaatakować Ukrainę aż do 23 lutego – dzień przed inwazją – i że niektórzy żołnierze wiedzieli o inwazji dopiero na godzinę przed jej rozpoczęciem. Emerytowany rosyjski generał powiedział NYT, że brak zjednoczonego rosyjskiego dowództwa teatru oznaczał „brak jednolitego planowania działań i dowodzenia [i kontroli]”. Ukraiński pilot powiedział NYT, że był zdumiony, że siły rosyjskie nie przeprowadziły odpowiedniej kampanii powietrzno-rakietowej na początku wojny, aby wycelować w ukraińskie lotniska – zgodnie z zaleceniami rosyjskiej doktryny. NYT poinformował, że dowódca rosyjskiego czołgu celowo zniszczył punkt kontrolny Rosgwardii w obwodzie zaporoskim w wyniku kłótni i że wielu rosyjskich żołnierzy sabotowało własne pojazdy, aby uniknąć walki. 

(...)

Zachodnie źródła nadal potwierdzają, że jednostki rosyjskie, które przed lutowym rozszerzeniem wojny były powszechnie uważane za elitarne, poniosły na Ukrainie znaczne straty. Washington Post doniósł 16 grudnia, że ​​200. oddzielna brygada strzelców zmotoryzowanych (z 14. korpusu armii Połączonego Dowództwa Strategicznego Floty Północnej) poniosła druzgocące straty jako jedna z pierwszych rosyjskich jednostek, które zaatakowały miasto Charków we wczesnych fazach wojny. Washington Post zauważył, że „endemiczna korupcja, strategiczne błędne kalkulacje” i „niepowodzenie Kremla w zrozumieniu prawdziwych możliwości własnej armii lub przeciwnika” zmieniły 200. Oddzielną Brygadę Strzelców Zmotoryzowanych w słabą, zdemoralizowaną jednostkę, sztucznie napompowaną niedoświadczonymi poborowymi. Sytuacja ta przypomina uszczuplony stan szerszych sił rosyjskich i poważnie ogranicza rosyjskie zdolności bojowe, jak wcześniej informowało ISW.

understandingwar.org

piątek, 16 grudnia 2022


16 grudnia w godzinach porannych Rosja przeprowadziła kolejny atak rakietowy na ukraińską infrastrukturę energetyczną. Według wstępnych doniesień uszkodzone zostały obiekty na południu i wschodzie kraju oraz w Kijowie i Korosteniu. Do przerw w dostawach energii (ze względu na konieczność wyłączeń awaryjnych) doszło jednak na terytorium całego kraju. Z większych miast całkowicie odcięte od zasilania zostały Charków, Połtawa, Krzemieńczuk i Kropiwnicki. Poważne problemy odnotowano natomiast m.in. w Kijowie, Dnieprze i Mikołajowie, a zaatakowane zostały także Zaporoże i Krzywy Róg.

Według doniesień medialnych do godziny 9.00 czasu kijowskiego Rosjanie mieli odpalić przeciwko ukraińskiej infrastrukturze energetycznej łącznie 72 pociski. W późniejszej informacji Dowództwa Sił Powietrznych mowa jest o ponad 60 rakietach różnych typów oraz zastosowanej przez agresora nowej taktyce. Aby ściągnąć uwagę systemów obrony powietrznej na pociski manewrujące dalekiego zasięgu z bombowców strategicznych (Ch-555, Ch-101, Ch-22) i okrętów (Kalibr) oraz manewrujące w pobliżu ukraińskich granic myśliwce przechwytujące MiG-31 (z rakietami hipersonicznymi Kindżał), atakujący odpalili rakiety krótszego zasięgu: S-300 z wyrzutni naziemnych oraz Ch-59 z wielozadaniowych samolotów bojowych Su-35. Wczesnym popołudniem głównodowodzący armii ukraińskiej generał Wałerij Załużny powiadomił o zestrzeleniu 60 z 76 wrogich rakiet (72 z nich to pociski manewrujące).

14 grudnia Kijów był celem ataku z wykorzystaniem dronów kamikadze. Odnotowano nieliczne trafienia w mieście i jego okolicach, a strona ukraińska informowała o zestrzeleniu większości (10–11) bądź nawet wszystkich 13 atakujących stolicę irańskich dronów Shahed-136/131. Rosjanie kontynuują uderzenia na pozycje i zaplecze wojsk ukraińskich wzdłuż linii styczności i w rejonach przygranicznych. W dniach 13–15 grudnia dwukrotnie wystrzelili rakiety S-300 na Kupiańsk, a także na Konstantynówkę, Kurachowe i Zaporoże. 12 grudnia rosyjska artyleria przeprowadziła zmasowany ostrzał Chersonia, a w kolejnych dniach ponawiała uderzenia na to miasto. Ze względu na zniszczenie infrastruktury zostało ono całkowicie pozbawione zasilania. Pod permanentnym ostrzałem pozostają Nikopol wraz z okolicznymi miejscowościami oraz rejon Oczakowa. 15 grudnia, po raz pierwszy po dłuższej przerwie, Rosjanie ostrzelali Charków. Tego samego dnia celem ukraińskiego ostrzału były obiekty rosyjskie w Doniecku. Głównym celem ukraińskiej dywersji pozostaje Melitopol i jego okolice.

Siły najeźdźcze podejmują kolejne próby natarcia na pozycje ukraińskie w Donbasie, lecz nie odniosły znaczących sukcesów. Głównymi rejonami walk są Bachmut, Awdijiwka, której grozi okrążenie od zachodu, oraz miejscowości na zachód do Doniecka, głównie Marjinka. Wzrosła też presja na pozycje ukraińskie na wschód od Siewierska, na pograniczu obwodów charkowskiego i ługańskiego (pomiędzy Kupiańskiem a Swatowem) oraz na północ i zachód od Kreminnej. Siły ukraińskie skupiły się na kontratakach i próbach odbicia utraconych pozycji – poza wymienionymi rejonami również w zachodniej części obwodu donieckiego.

Niemcy przekazały Ukrainie m.in. rakiety do systemów IRIS-T, dwa wozy zabezpieczenia technicznego i 5 tys. sztuk amunicji artyleryjskiej 155 mm. Francja potwierdziła przekazanie w ostatnich miesiącach sześciu haubic ciągnionych 155 mm TRF1. Wraz z Włochami podjęła także decyzję o przekazaniu systemów obrony powietrznej średniego zasięgu Mamba (SAMP-T). Z kolei w nowym pakiecie brytyjskiego wsparcia o wartości 50 mln funtów znalazło się 125 zapowiedzianych wcześniej dział przeciwlotniczych, systemy do zwalczania dronów oraz środki rozpoznania i walki radioelektronicznej. Władze ukraińskie poinformowały o uruchomieniu i rozwijaniu własnych mocy produkcyjnych w zakresie amunicji artyleryjskiej 152 mm i 155 mm.

Dotychczas nie potwierdzono doniesień amerykańskich mediów o podjęciu przez USA decyzji o przekazaniu Ukrainie systemów obrony powietrznej Patriot. Ma ono być jednak przygotowane od strony wojskowej, a problemem pozostaje jego zatwierdzenie przez Departament Obrony i prezydenta Joego Bidena. Przysposobienie przyszłych ukraińskich załóg do obsługi systemów Patriot miałoby się odbywać w obiektach armii amerykańskiej w Niemczech (w zwykłych warunkach trwa ono co najmniej sześć miesięcy).

W 2023 r. Wielka Brytania zamierza przeszkolić na swoim terytorium 19 200 ukraińskich wojskowych, w większości żołnierzy piechoty i podoficerów. W ramach programu realizowanego z udziałem innych państw sojuszniczych do końca 2022 r. w Wielkiej Brytanii szkolenie ma odbyć łącznie blisko 10 tys. żołnierzy. Zwiększenie w przyszłym roku skali takich ćwiczeń dla ukraińskich żołnierzy w oparciu o bazę sił amerykańskich w Niemczech zapowiedział także Pentagon. Blisko 500 żołnierzy miesięcznie (wcześniej media mówiły o 600 do 800) w strukturze batalionu będzie się doskonaliło w działaniach manewrowych i ogólnowojskowych. Dotychczas Amerykanie szkolili ok. 300 ukraińskich wojskowych miesięcznie (do końca br. będzie to łącznie 3100 osób), głównie w zakresie obsługi przekazywanego uzbrojenia.

Ukraiński wywiad wojskowy poinformował 12 grudnia, że od początku pełnoskalowej agresji rosyjskie zakłady zbrojeniowe wyprodukowały 240 rakiet manewrujących Ch-101 i ok. 120 typu Kalibr. Pomimo zachodnich sankcji Rosja nadal utrzymuje produkcję pocisków manewrujących na poziomie ok. 40 sztuk miesięcznie.

13 grudnia na Białorusi ogłoszono kolejny niezapowiedziany sprawdzian gotowości bojowej sił zbrojnych z udziałem jednostek zmechanizowanych i specjalnych. Według sekretarza Rady Bezpieczeństwa Białorusi Alaksandra Walfowicza zadaniem jest przygotowanie obrony południowej granicy. Ćwiczenia odbyły się również w rejonie Grodna i w obwodzie mińskim, gdzie realizowano zadania związane z forsowaniem Niemna i Berezyny. Z kolei Kijów nie odnotował na granicy z Białorusią koncentracji sił gotowych do przeprowadzenia inwazji. 15 grudnia zastępca Szefa Głównego Zarządu Operacyjnego Sztabu Generalnego Ukrainy Ołeksij Hromow stwierdził, że prawdopodobieństwo ofensywnej operacji wroga z terytorium białoruskiego jest niskie. W obwodzie brzeskim poszukuje się ochotników do jednostek obrony terytorialnej, którzy mają zostać użyci do obrony miejscowości w przypadku wprowadzenia na Białorusi stanu wojennego.

Ukraińskie Siły Operacji Specjalnych potwierdziły, że rosyjska firma wojskowa Wagner zwerbowała 23 tys. więźniów. Formuje się z nich oddziały szturmowe wykorzystywane na froncie w Donbasie. Według ukraińskich wojskowych kierowanie do walki przestępców ogranicza konieczność poświęcania wykwalifikowanej kadry, a duże straty wśród „ochotników” nie spotykają się z negatywnymi reakcjami wśród Rosjan.

15 grudnia w wywiadzie dla tygodnika „The Economist” generał Załużny przyznał, że posiadane obecnie środki nie pozwalają na prowadzenie dużych operacji ofensywnych, problem stanowi niewystarczająca ilość amunicji artyleryjskiej i rakietowej. Podkreślił, że amerykańskie systemy Patriot byłyby ogromnym wzmocnieniem armii, ale szkolenie personelu do ich obsługi będzie czasochłonne. Zgodnie z oceną Załużnego Rosjanie przygotowują do walki 200 tys. żołnierzy i najprawdopodobniej wczesną wiosną rozpoczną dużą ofensywę na wszystkich kierunkach. Generał stwierdził, że warunkiem skutecznych działań sił ukraińskich jest dostawa 300 czołgów, 600–700 bojowych wozów piechoty i 500 haubic. Zasugerował, że priorytetem powinno być zajęcie Melitopola i przecięcie połączenia lądowego z Krymem. Tego samego dnia minister obrony Ołeksij Reznikow nie wykluczył, że wróg rozpocznie ofensywę jeszcze w lutym 2023 r.

Komentarz

Ataki Rosjan na infrastrukturę krytyczną potwierdzają, że ich główny cel to wyczerpanie Ukraińców i próba przekonania ich, że działania na rzecz ustabilizowania systemu energetycznego, a co za tym idzie – względnie normalnego funkcjonowania państwa, są skazane na porażkę. Po raz kolejny do uderzenia rakietowego dochodzi w momencie, w którym przeciwnik kończy prowizoryczne naprawy i rozpoczyna przechodzenie do tzw. planowych przerw w dostawach energii. Stopień zniszczenia infrastruktury energetycznej jest już bowiem tak duży, że do przywracania normalnego trybu jej funkcjonowania będzie można przystąpić najwcześniej wiosną i tylko pod warunkiem powstrzymania wrogich ataków. Podobnie należy postrzegać systematyczne niszczenie przez Rosjan Chersonia. Posunięcia agresora mają wykazać niezdolność strony ukraińskiej do zapewnienia bezpieczeństwa jego mieszkańcom, a także stanowić przestrogę dla innych miast pozostających pod okupacją i znajdujących się w obrębie aneksyjnych zainteresowań Rosji.

Skuteczność zastosowanej przez najeźdźców taktyki ataku mającej zmylić systemy obrony powietrznej przeciwnika pozostaje kwestią otwartą. Początkowy brak informacji o zestrzeleniach – zwłaszcza w komunikacie Dowództwa Sił Powietrznych, które dotychczas rozpoczynało od nich cały przekaz – pozwala przypuszczać, że efektywność ataku mogła być znacząco większa niż w poprzednich przypadkach. Przedstawione kilka godzin później przez generała Załużnego dane o zestrzeleniach nie odbiegają jednak od wcześniej podawanej średniej skuteczności obrony powietrznej. Świadczy to przede wszystkim o tym, że armia ukraińska postanowiła w zakresie omawianej kwestii utrzymać dotychczasowy przekaz, kierowany przede wszystkim do własnego społeczeństwa.

Wywiad dla tygodnika „The Economist” to kolejny przykład odchodzenia ukraińskiego dowództwa od dotychczasowej polityki informacyjnej, zbudowanej na euforii związanej z sukcesem kontrofensywy w obwodzie charkowskim i odzyskaniem Chersonia. Wojskowi jednoznacznie wskazują na niedobory po stronie ukraińskiej i systematycznie budowaną przez Rosjan przewagę, które w ostatnich tygodniach doprowadziły do wyhamowania działań zaczepnych, a w perspektywie najbliższych miesięcy grożą rozwinięciem przez wroga kolejnej ofensywy. Należy to traktować nie tylko jako trzeźwą ocenę stanu faktycznego i wytłumaczenie braku postępów na froncie – przede wszystkim to ponowny apel do Zachodu o zwiększenie wsparcia, a zwłaszcza o przekazanie znaczącej ilości nowoczesnego uzbrojenia ofensywnego.

Przeprowadzenie następnych niezapowiedzianych ćwiczeń na Białorusi ma zamanifestować gotowość państwa do obrony nie tyle przed Ukrainą, co przed państwami NATO. Aktywność ćwiczących odnotowano bowiem w rejonach odległych od południowej granicy, w tym w okolicach Grodna. Utrzymywanie w gotowości sił zbrojnych jest również gestem politycznym reżimu wobec Moskwy. 19 grudnia do Mińska ma przybyć Władimir Putin, a podczas rozmów mają być poruszane kwestie „zdolności bojowych” sił zbrojnych i współpracy przemysłów obronnych. Świadczy to o tym, że Rosji zależy w pierwszym rzędzie na maksymalnym wykorzystaniu białoruskiego zaplecza logistycznego do dalszego rozwijania i szkolenia własnych oddziałów. Równie ważnym wątkiem jest też dostosowanie produkcji miejscowego przemysłu zbrojeniowego do potrzeb armii rosyjskiej.

osw.waw.pl

Walki toczące się dotychczas na przedmieściach Bachmutu od kilku dni toczą się już wśród jego zabudowań. Na razie są to skrajne przedmieścia w postaci domów jednorodzinnych, ale jednak jest to już teren zabudowany, a nie pola, nieużytki i tereny przemysłowe. Postęp Rosjan jest ewidentny. Sytuacja ukraińskich obrońców tego strategicznego miasta w Donbasie jest bardzo ciężka.

Na razie nie ma jednak mowy o jego upadku czy ewakuacji. Kierunek rozwoju wydarzeń pozostaje jednak nieubłagany. Każdy kolejny tydzień to niewielkie i okupione wielkimi stratami, ale jednak postępy Rosjan. Aktualnie dotarli do zabudowań na wschodnim skraju miasta. Do centrum jeszcze daleko i po drodze jest dolina niewielkiej rzeki Bachmutki. W tempie dotychczasowych postępów to nawet miesiące walk.

Dodatkowo Rosjanie atakują na północ i południe od miasta, starając się je oskrzydlić i zapewne w dalszej perspektywie zablokować główne drogi zaopatrzeniowe Ukraińców dochodzące do Bachmutu od zachodu i północnego zachodu. Na północy zwiększyli presję na mniejsze miasto Sołedar, do którego skraju dotarli jeszcze wczesną jesienią, ale od tego czasu w ogóle nie ruszyli naprzód. Na razie dalej im się to nie udaje. Inaczej ma się sprawa kilka kilometrów dalej na północ, gdzie Rosjanom udało się wedrzeć do wsi Jakowliwka, którą w zależności od źródła kontrolują już w całości albo w znacznej części. Okrążenie Bachmutu od południa jak na razie idzie im gorzej, bo po dużych postępach na przełomie listopada i grudnia teraz znów utknęli i ponoszą duże straty. Głównie od ognia ukraińskiej artylerii.

Ukraińcy przeprowadzają lokalne kontrataki i miejscami udaje im się nawet zadać Rosjanom poważne straty oraz wyrzucić ich z zajętych pozycji. Tak się stało między innymi na samym południowo-wschodnim skrawku Bachmutu, gdzie napastnicy zdołali na krótko dotrzeć do zabudowań. Zostali jednak potem wybici, a ich pozycję zajęli żołnierze z ukraińskiego legionu międzynarodowego. Jednak ogólnie to Rosjanie postępują naprzód, nie zważając na straty. Ukraińskie źródła w ostatnich dniach zaczęły pisać, że choć sytuacja ciągle jest ciężka, to widać pewne oznaki stabilizacji.

Drugi punkt ciężkości rosyjskich ataków to również niezmiennie rejon Doniecka. Raz po razie są tam ponawiane uderzenia, zwłaszcza w rejonie Awdijiwki i Marinki. To drugie jest już zrujnowaną pustynią, której fragmenty przechodzą z rąk do rąk. Walki od tygodni toczą się w centrum miasta i ciągle nie mają zdecydowanego zwycięzcy. Rosjanie próbują obchodzić najsilniejsze punkty oporu Ukraińców i regularnie są informacje o atakach na kolejne niewielkie miejscowości na tym odcinku frontu, ale zazwyczaj bez większych efektów. Rosjanie ostatnio skupiają się szczególnie na terenach wprost na zachód od Doniecka. Być może ich celem jest odrzucić Ukraińców dalej od teraz nieużywanej linii kolejowej Donieck-Mariupol/Melitopol. Jej uruchomienie bardzo poprawiłoby sytuację logistyczną rosyjskich wojsk na Zaporożu i Krymie. Jednak front jest na długim odcinku tylko 10 kilometrów od niej, co czyniłoby pociągi narażonymi na ukraiński ostrzał.

Na północ od Bachmutu ku granicy z Rosją sytuacja pozostaje zasadniczo stabilna. Ukraińcy ciągle wywierają zwiększoną presję na silne rosyjskie pozycje obronne w rejonie miasta Kreminna. Wielkich postępów jednak nie widać. Informacje nie są jednoznaczne, ale być może są już w miejscowości Czerwonopopiwka, która osłania Kreminną od północy. Raczej nie ma jednak jeszcze mowy o pełnej ukraińskiej kontroli nad nią. Na reszcie tego odcinku frontu raz po razie mają miejsce ataki i kontrataki. Obie strony relatywnie niewielkimi siłami testują obronę przeciwnika i okładają się artylerią. Nie widać jednak żadnych działań na szeroką skalę.

Takowych nie widać na razie też na drugim krańcu frontu, na Zaporożu. Dzieje się tam mniej więcej to samo, choć mniej intensywnie. Lokalne potyczki, wymiana ognia artylerii. To, co jednak nietypowe, to wyraźne zwiększenie ukraińskich ataków na rosyjskie zaplecze w tym rejonie. Pisaliśmy już o wysadzeniu jednego z mostów w rejonie Melitopola i uderzeniach precyzyjnymi rakietami. Może to być wstęp do jakichś poważniejszych działań Ukraińców, co niedwuznacznie zasugerował w wywiadzie dla tygodnika "The Economist" generał Walerij Załużny, ukraiński Szef Sztabu Generalnego.

Według pierwszego żołnierza Ukrainy kolejna duża operacja ukraińskiego wojska już się rozpoczęła, ale na razie nie jest to oczywiste i nie jest powszechnie dostrzegana. Mówił też, że wojsko Ukrainy musi pokonać 85 kilometrów i dotrzeć do Melitopola, bo to uczyni Krym bardzo trudnym do utrzymania przez Rosjan. Nie mówił wprost, że to jest aktualnym celem, ale można to tak zrozumieć. Zintensyfikowane uderzenia na rosyjskie zaplecze na Zaporożu mogą być tą pierwszą fazą operacji, mającą na celu osłabienie przeciwnika przed ruszeniem naprzód wojsk lądowych.

Takie "zmiękczanie" Rosjan może jednak trwać tygodnie. W przypadku walk o Chersoń atakowanie ich zaplecza zaczęło się na dobre pod koniec lipca i trwało miesiąc, zanim ruszył atak lądowy. Finał operacji wyzwalania obwodu chersońskiego miał miejsce dopiero na początku listopada. Ponad trzy miesiące później od pierwszych poważnych uderzeń artyleryjskich.

Nie jest też wykluczone, że generał mówił o tym, co się dzieje w rejonie Kreminnej. Na razie są to działania na ograniczoną skalę, ale jeśli przyniosą powodzenie i pozwolą tam przebić główną rosyjską linię obrony, to sytuacja może się stać dynamiczna za sprawą rzucenia w tę wyrwę trzymanych w odwodzie oddziałów. Jak zwykle, czas pokaże.

Wywiad z generałem Załużnym jest ciekawy również z powodu tego, co mówił ogólnie o kierunku, w jakim zmierza wojna. Wyraźnie podkreślał, że jego priorytetem jest teraz szykowanie jak największych sił na początek następnego roku i kurczowa obrona terenu, bo łatwiej go bronić niż potem odbijać. W jego ocenie Rosjanie w sposób przemyślany budują obecnie nowe siły liczące około 200 tysięcy ludzi, składające się głównie ze zmobilizowanych, których zadaniem będzie przeprowadzić poważną ofensywę w pierwszych miesiącach przyszłego roku. Ich celem może być między innymi ponownie Kijów. I to szykowanie się na tę ewentualność ma być dla Załużnego obecnie kluczowe. Nawet za cenę nieudzielania dużego wsparcia obrońcom takich miejsc jak Bachmut.

Ostrożny ton wywiadu z generałem Załużnym powielał inny wywiad "The Economist" z kluczowym ukraińskim wojskowym, dowódcą Wojsk Lądowych generałem Ołeksandrem Syrskim. On również wypowiadał się raczej ostrożnie i bez żadnego hurraoptymizmu. - Rosjanie nie są idiotami. Nie są słabi. Każdy, kto ich nie docenia, może szykować się na porażkę - stwierdził.

gazeta.pl

Obecna sytuacja geopolityczna Gruzji i Armenii jest trudna, co jest głównym powodem lawirowania tych państw między Zachodem, a jego konkurentami, w tym Rosją. Gruzja odrzuciła możliwość udzielenia pomocy wojskowej Ukrainie, a premier tego kraju Irakli Garibaszwili zasugerował, że Ukraina chce wciągnąć Gruzję do wojny. Gruzini nie mają oczywiście powodów by darzyć Rosję sympatią, zważywszy na agresję rosyjską na ten kraj w 2008 r. i wspieranie przez Kreml separatyzmu abchaskiego oraz osetyjskiego. Wielu ochotników z tego kraju walczy zresztą na Ukrainie. Z drugiej jednak strony brak perspektyw przyjęcia do UE i NATO w dającej się przewidzieć przyszłości, wciśnięcie między Rosję i najbardziej problematyczne państwo NATO czyli Turcję, powodują uzasadnione obawy. Gruzja nie ma bowiem takiej siły jak Ukraina, by przeciwstawić się równie skutecznie rosyjskiej agresji, co widać było w 2008 r.

Natomiast Armenia przez lata była traktowana przez Rosję jak zakładnik. Zagrożenie ze strony Azerbejdżanu i nierealność udzielenia pomocy ze strony Zachodu w przypadku agresji, spowodowały, że Armenia dla Rosji nie była partnerem, lecz kartą w grze z Azerbejdżanem. Ormianie widzieli to już w 2016 r. gdy Azerbejdżan atakował ich bronią otrzymaną od Rosjan. Po wojnie 44-dniowej (2020 r.) znaczna część Ormian zrozumiała, że była ona ukartowana przez Moskwę i Baku, co wzmocniło nastroje antyrosyjskie. Rosja zdołała wprawdzie zmobilizować swoich stronników ale przepadli oni w wyborach. Armeński premier Nikol Paszynian musiał jednak lawirować, gdyż Rosja od czasu do czasu dawała Erewaniowi ostrzeżenia dając zielone światło na ataki azerbejdżańskie.

W pierwszych dniach wojny na Ukrainie lider Azerbejdżanu Ilham Alijew odwiedził Moskwę by podpisać umowę o sojuszu. Niemniej od czasu zmiany na stanowisku prezydenta USA polityka USA wobec Kaukazu Płd uległa zmianie na korzyść Armenii, jednakże nie do takiego stopnia, by mogła ona być pewna gwarancji bezpieczeństwa ze strony Zachodu, zwłaszcza, że w tym samym czasie UE zaczęła starać się o zastąpienie rosyjskiego gazu dostawami z Azerbejdżanu. Później jednak okazało się, że Azerbejdżan nie ma dostatecznej ilości gazu i zamierza sprowadzać gaz z Rosji by go reeksportować do Europy, umożliwiając Rosji obchodzenie sankcji i jednocześnie na tym zarabiając. W listopadzie ujawniono, że Gazprom ma dostarczyć Azerbejdżanowi 1 mld m3 gazu do marca 2023 r.

Azerbejdżan prowadzi przy tym politykę wobec Rosji i wojny na Ukrainie podobną do tej jaką prowadzi Turcja. Nie jest to, oczywiście, zaskoczenie zważywszy na więzi łączące Baku i Ankarę, sformalizowane w ramach formatu Organizacji Państw Turkijskich. Polityka ta, w wielkim skrócie, polega na lawirowaniu oraz usiłowaniu wyciągnięcia jak największych korzyści zarówno z samej wojny jak i z osłabienia Rosji oraz dość skutecznej propagandy prezentującej Azerbejdżan jako potencjalnego i atrakcyjnego sojusznika Zachodu. Azerbejdżan postanowił m.in. skorzystać z sytuacji i zaatakować strategiczną prowincję Armenii Sjunik, co jednak sprowokowało dość wyraźne sygnały o nie akceptowalności takiego posunięcia ze strony USA oraz Iranu (w obu przypadkach z odmiennych powodów).

Fakt, że ODKB odmówiła pomocy Armenii pod pretekstem „nieuregulowania granicy" doprowadził do antyrosyjskiego wrzenia w Armenii. Ponadto Rosja stara się zmusić Armenię do zaakceptowania eksterytorialnego korytarza przez Sjunik, gdyż zależy jej na dalszej życzliwości ze strony Turcji i Azerbejdżanu w kontekście wojny na Ukrainie. Wizyta Nancy Pelosi w Erewaniu oraz wsparcie ze strony tak wpływowych postaci jak szef senackiej komisji spraw zagranicznych Bob Menendez wzmocniły asertywność Armenii i doprowadziły do otwartego zdystansowania się od Rosji na ostatnim szczycie ODKB, gdzie Paszynian odmówił podpisania dokumentów końcowych ku zdumieniu Putina i Łukaszenki.

(...)

Jeżeli chodzi o republiki środkowoazjatyckie to ogromne znaczenie mają spory terytorialne między tymi republikami. Zostały one wywołane celowo przez twórców ZSRR, by umożliwić Moskwie realizację polityki „dziel i rządź". Obecnie jednak sytuacja wymyka się Moskwie spod kontroli, co powinno zostać wykorzystane przez Zachód. Chodzi w szczególności o relacje między Tadżykistanem, Uzbekistanem i Kirgizją i ich eksklawy oraz enklawy. Między Tadżykistanem a Kirgizją regularnie dochodzi do coraz krwawszych starć granicznych, a ponieważ oba państwa są członkami ODKB to jest to czynnik rozsadzający tę organizację od środka. Dlatego też, dotąd mocno prorosyjski prezydent Kirgizji Sadyr Dżaparow, odmówił przyjazdu na październikowy szczyt WNP (połączony ze świętowaniem urodzin Putina), a na kolejnym spotkaniu (w ramach szczytu CICA w Astanie) odmówił podania ręki prezydentowi Tadżykistanu Rahmonowi. Na tym samym szczycie Rahmon domagał się z kolei od Rosji „szacunku". Warto przy tym dodać, że Tadżykistan i Kirgizja to najbiedniejsze republiki postsowieckie i oba państwa mają też porachunki z Uzbekistanem, który, dla odmiany, nie jest członkiem ODKB, ale Rosji zależy na stworzeniu trójkąta gazowego Moskwa-Taszkient-Astana.

Kirgizja jest natomiast członkiem Organizacji Państw Turkijskich, podobnie zresztą jak Uzbekistan. Natomiast Tadżykistan ma ścisłe związki etniczno-kulturowe z Iranem, choć do niedawna nie przekładały się one na dobre relacje polityczne. Zaczęło to się zmieniać w ub. r., gdy do Duszanbe z pierwszą swoją zagraniczną wizytą przybył nowy prezydent Iranu Ebrahim Raisi. W maju br. w Tadżykistanie rozpoczęto produkcję irańskich dronów Ababil-2, a w czerwcu do Teheranu przybył Rahmon. Na współpracę między obydwoma krajami wpływa również obawa przed zagrożeniem ze strony talibów po wycofaniu się USA z Afganistanu. Iran nie ma jednak zamiaru pozwolić Turcji na wypełnianie próżni po cofającej się Rosji. Dotyczy to zresztą zarówno obszaru postsowieckiego, gdzie poza Tadżykistanem znaczące interesy i wpływy Iran ma również w Armenii, jak i w innych regionach (np. Bliski Wschód).

Jednym z głównym powodów konfliktu między Tadżykistanem i Kirgizją z jednej strony a Uzbekistanem z drugiej jest kwestia budowy zapór w górnym biegu dorzecza Amu-Darii i Syr-Darii. Chodzi o projekt Kambarata-1 w Kirgizji oraz Rogun w Tadżykistanie.  Uzbekistan od dawna twierdzi, że realizacja tych projektów stanowi zagrożenie dla jego bezpieczeństwa wodnego i za czasów poprzedniego prezydenta Islama Karimowa groził wojną obu swoim sąsiadom (obecnie panuje stan deeskalacji w odniesieniu do tego problemu ale potencjał sporu pozostaje). Projekty te w znacznie mniejszym stopniu naruszają zresztą również interesy Kazachstanu, który podobnie jak Uzbekistan i Kirgizja należy do Organizacji Państw Turkijskich. Łącznie do tej stworzonej przez Turcję organizacji należą aż 4 (plus Turkmenistan – piąty, jako obserwator) z 8 pozaeuropejskich republik postsowieckich, co daje Turcji duży potencjał działań w tej przestrzeni. Warto jednak podkreślić, że aktywność Turcji nie tylko nie prowadzi do wzmacniania wpływów Zachodu, ale wręcz przeciwnie, jej celem jest ich eliminacja.

Dopełnieniem układanki są oczywiście Chiny i to one, a nie Turcja, stanowią główne oparcie dla Kazachstanu w jego dążeniach emancypacyjnych od Rosji. Wynika to z nieporównywalnie większej potęgi Chin. Ponadto Chiny są najważniejszym partnerem handlowym zarówno Kazachstanu jak i Uzbekistanu, podczas gdy wymiana handlowa z Turcją w przypadku tych dwóch państw jest mniejsza niż z Europą. W przypadku Kazachstanu Chiny odpowiadają za 19 % handlu zagranicznego, Rosja – 10,5 %, a tylko 2 państwa UE (Włochy i Holandia) za łącznie 21 %. W przypadku Uzbekistanu obroty handlowe z Chinami wynosiły w 2020 r. 6,2 mld USD, podczas gdy z Rosją 6 mld USD, a z Turcją – 2,2 mld USD. W przypadku pozostałych środkowoazjatyckich państw postsowieckich wygląda to podobnie. Dla Tadżykistanu Chiny są głównym źródłem importu (1 mld USD) i przez to również głównym partnerem handlowym, a obroty tego kraju z Rosją czy Turcją są znacznie mniejsze, natomiast z Iranem – marginalne. Chiny odpowiadają też za ponad 20% handlu zagranicznego Kirgizji (2,7 mld USD), podczas gdy obroty tego kraju z Rosją wynoszą 1,8 mld USD, a z Turcją 0,5 mld USD. Chiny są też głównym partnerem handlowym Turkmenistanu z obrotami o wartości prawie 6 mld USD, podczas gdy obroty z Rosją i Turcją wynoszą po ok. 1 mld USD.

To właśnie relacje z Chinami generują rosnącą pewność siebie Kazachstanu, który okazuje dystans wobec rosyjskiej wojny w Ukrainie oraz otwarcie odmówił wypełniania swoich sojuszniczych zobowiązań wobec Armenii (w ramach ODKB) przeciwko Azerbejdżanowi. Warto przy tym zwrócić uwagę, że towarzyszy temu znacznie większy entuzjazm ze strony wielu komentatorów, niż w odniesieniu do Armenii, choć ta dystansuje się znacznie wyraźniej i ma znacznie więcej do stracenia. Szczególnie rynsztokowe groźby padające z ust rosyjskich polityków, publicystów i dziennikarzy w telewizyjnych talk-showach (dotyczące rzekomej konieczności denazyfikacji Kazachstanu) prowokują spekulacje, że Kazachstan może być celem kolejnej rosyjskiej agresji, co miałoby go skłaniać do zawierania alternatywnych sojuszu przeciwko Rosji.

Choć niedawno na podobną wypowiedź pozwolił sobie też ambasador Rosji w Kazachstanie, to nie wydaje się by miały one jakikolwiek realny wymiar, gdyż Rosja nie jest w stanie przeprowadzić drugiej „operacji specjalnej", a wojna, którą prowadzi na Ukrainie powinna skłonić ją do refleksji (nawet uwzględniając wyjątkową toporność rosyjskich zdolności percepcyjnych), że agresja na Kazachstan nie byłaby nauczką dla innych, lecz wręcz przeciwnie – gwoździem do trumny wszelkich rosyjskich wpływów w Azji Centralnej (w tym oczywiście w Kazachstanie). Pohukiwania ze strony rosyjskich propagandystów miały po prostu „zdyscyplinować" Kazachów, tyle, że odniosły skutek dokładnie odwrotny od zamierzonego. Niemniej, na poziomie międzyrządowym relacje te nie są aż tak złe (czyli z naszego punktu widzenia – obiecujące), a po niedawnej, kolejnej porcji pogróżek w rosyjskiej propagandzie doszło do spotkania Tokajewa z Putinem, podczas którego Kazachstan zadeklarował gotowość do zgody na rosyjską propozycję trójstronnej rosyjsko-kazachsko-uzbeckiej unii gazowej. Uzbekistan do tej propozycji odniósł się jednak sceptycznie.

defence24.pl

- Trajektoria rozwoju wydarzeń jest niepokojąca i to już od dawna - mówi Gazeta.pl Konrad Muzyka, właściciel firmy analitycznej Rochan Consulting. Jego zdaniem na Białorusi faktyczne trwa gromadzenie i tworzenie sił, które mogą posłużyć do drugiej próby inwazji na Ukrainę z północy. - To nie są pozorowane ruchy, mające tylko wiązać siły ukraińskie. Jednak do osiągnięcia poziomu koniecznego do przeprowadzenia operacji mającej jakieś perspektywy powodzenia jest jeszcze daleko. Nie wiem, dlaczego akurat teraz jest kolejna fala internetowych spekulacji na temat nieuchronnej inwazji z Białorusi. Bo jakiś jeden batalion przerzucono w pobliże granicy? Przecież to ułamek koniecznych sił - mówi analityk.

Niezależnie od tego Muzyka jest przekonany, że groźba ponownego uderzenia z terytorium Białorusi na Ukrainę jest realna. Tak samo, jak bezpośrednie przystąpienie państwa białoruskiego do wojny, którą na razie tylko pośrednio wspiera. Muzyka swoją ocenę opiera na obserwacji działań wojsk Białorusi i Rosji na białoruskim terytorium, które już od dawna uznaje za niepokojące. - Prawdopodobieństwo ataku na Ukrainę z północy moim zdaniem tylko wzrasta. To, co się dzieje na Białorusi, zdecydowanie wykracza poza zakres tego, co by było konieczne do wyłącznie pozorowania przygotowań do ofensywy - uważa.

Pozorowanie mogłoby mieć na celu zmuszenie Ukraińców do trzymania na zachodzie kraju pewnych sił, gotowych do zareagowania na potencjalny atak. Sił, które nie mogłyby zostać użyte na głównym froncie na wschodzie i południu kraju. Coś takiego właściwie dzieje się już od pół roku, kiedy Rosjanie wycofali się z rejonu Kijowa i północno-wschodniej Ukrainy. Ukraińcy nie mogą całkowicie zignorować potencjalnego zagrożenia ponownego ataku na tych kierunkach, więc trzymają pewne siły w rezerwie do jego odparcia. - Jednak po prostu podtrzymać ten stan rzeczy można by znacznie mniejszym wysiłkiem ze strony Białorusi i Rosji - mówi Muzyka.

Tymczasem Białorusini już od wielu miesięcy prowadzą bezprecedensowe ćwiczenia, podnoszą gotowość swoich oddziałów do nigdy niewidzianych poziomów i testują oraz usprawniają system przeprowadzania mobilizacji. Generalnie robią wszystko to, co konieczne do realnego wystawienia sił do wojny. Widać realne efekty. - Choćby w ostatnich dniach białoruska 11 Brygada Zmechanizowana przeprowadziła ćwiczenia, do których wystawiła trzy bataliony. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie udało się osiągnąć. To właściwie maksymalne możliwości tej brygady - opisuje Muzyka. Jego zdaniem widać, że Białorusini wyciągnęli lekcje z rosyjskiej mobilizacji i przygotowań do wojny. - Ich proces zwiększania gotowości wygląda inaczej, jest lepiej zaplanowany i zorganizowany - dodaje.

Pomimo tego białoruskie wojsko w aktualnym kształcie, nawet doprowadzone do swojej szczytowej formy forsownymi przygotowaniami, nie ma wystarczających sił do realnego zagrożenia Ukrainie. - Mówimy o maksymalnie 15 tysiącach ludzi. Rosjanie na początku wojny rzucili do ataku z terytorium Białorusi na rejon Kijowa około 50-60 tysięcy ze znanym efektem - mówi Muzyka. Jego zdaniem należy więc przyjąć, że gdyby Białoruś i Rosja chciały przeprowadzić teraz atak na zachodnią Ukrainę mający jakieś realne szanse powodzenia, to musiałyby zgromadzić porównywalne siły. Zakładając uwiązanie zdecydowanej większości najlepszych ukraińskich oddziałów na wschodzie i południu kraju.

- Częściowo lukę mogą wypełnić zmobilizowani Rosjanie, którzy są aktualnie szkoleni na białoruskich poligonach. Jest ich około 10 tysięcy - mówi Muzyka. Podkreśla przy tym, że nie są to kiepsko wyposażeni i zdemoralizowani zmobilizowani, których regularnie można oglądać na nagraniach w internecie. Tamci to w większości pierwszy rzut, który bez najmniejszej troski o życie został pchnięty na front jesienią w celu jego ustabilizowania za wszelką cenę. - Ci na Białorusi są naprawdę przyzwoicie wyposażeni jak na obecne standardy i mają ze sobą odpowiednie ilości ciężkiego sprzętu. Wydaje się, że w większości są podporządkowani traktowanej jako elitarna 1 Armii Pancernej - opisuje analityk.

Nadal daje to jednak tylko około 25 tysięcy ludzi, czyli może połowę koniecznych sił. - Z tego powodu uważam, że przynajmniej na razie siły białorusko-rosyjskie nie są gotowe do zaatakowania Ukrainy - mówi Muzyka. Bardzo poważnie będzie można się niepokoić, kiedy te siły będą dwa razy liczniejsze. Może to zostać osiągnięte za sprawą dosyłania kolejnych zmobilizowanych z Rosji i, co najważniejsze, białoruską mobilizacją. - W obecnych realiach wydaje się ona czynnikiem właściwie koniecznym. Gdyby Mińsk rozpoczął realną mobilizację, moglibyśmy zacząć na poważnie mówić o ataku na zachodnią Ukrainę. Przy czym byłby to stosunkowo powolny proces. Nie mówimy o dniach, ale raczej o tygodniach koniecznych na powołanie, wyekwipowanie i przeszkolenie zmobilizowanych - opisuje analityk.

Muzyka zaznacza, że istnieje jeszcze jedna możliwość. Bezpośrednie przyłączenie się Białorusi do wojny nie musi mieć formy ofensywy na zachodnią Ukrainę. - Zawsze jest możliwość, że z oddziałów białoruskich i rosyjskich, bez dodatkowej mobilizacji, zostaną stworzone połączone siły związkowe i wysłane gdzieś na przykład do Donbasu - mówi.

gazeta.pl

czwartek, 15 grudnia 2022


Mieszkańcy Niemiec zaczęli przenosić się na zimę do obwodu kaliningradzkiego, aby uniknąć wysokich rachunków za energię - twierdzi jego gubernator, Anton Alichanow.

Rosjanin przechwala się w rozmowie z tamtejszymi mediami, że koszty życia w Kaliningradzie są czterokrotnie mniejsze niż w niemieckich miastach. Cieszy się również z przyjazdu Niemców, ponieważ pozwala to uzyskiwać dodatkowe przychody z najmu.

Gubernator Alichanow zapewniał również, w tonie zachęty, że obwód nie zmaga się z problemami dotyczącymi zaopatrzenia w energię. „Nie mamy takich doświadczeń, mamy ciepło i światło”.

energetyka24.com

Wspomniana decyzja prezydenta Rosji Władimira Putina o przełożeniu dorocznego przemówienia w Zgromadzeniu Federacji Rosyjskiej wskazuje, że pozostaje on niepewny swojej zdolności do kształtowania rosyjskiej przestrzeni informacyjnej w obliczu narastającej krytyki jego postępowania w sprawie inwazji na Ukrainę. Prezydenckie przemówienie do Zgromadzenia Federalnego do rosyjskiej Dumy Państwowej i Rady Federacji jest corocznym przemówieniem wprowadzonym do rosyjskiej konstytucji w lutym 1994 r., mniej więcej odpowiednikiem dorocznego przemówienia prezydenta USA o stanie Unii. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził, że Putin może wygłosić swoje przemówienie na Zgromadzeniu Federacji w 2023 roku i wezwał Rosjan do zaprzestania „wróżenia z fusów” co do terminu następnego przemówienia. Nienazwane źródło rządowe powiedziało rosyjskiemu państwowemu serwisowi informacyjnemu TASS, że odliczanie do nowego terminu rozpoczyna się od daty poprzedniego terminu /przemówienia/, zauważając, że jest mało prawdopodobne, aby ten odbył się w 2022 r. Putin wygłosił swoje ostatnie przemówienie pod koniec kwietnia 2021 r., omawiając swoje inicjatywy na rok następujący po pierwszym kryzysie, który wywołał gromadzeniem rosyjskiej armii na granicy z Ukrainą na początku 2021 r. 

Wycofanie się Rosji z obwodu kijowskiego i północnej Ukrainy w kwietniu 2022 r. prawdopodobnie pokrzyżowało plany Putina, by ogłosić zwycięstwo podczas przemówienia na Zgromadzeniu Federacji. Putin skorzystał z okazji w marcu 2014 r., by wygłosić „przemówienie krymskie”, w którym ogłosił bezprawną aneksję Krymu i Sewastopola. Putin prawdopodobnie spodziewał się podobnego wyniku wczesną wiosną, tylko po to, by odłożyć orędzie na czas nieokreślony, prawdopodobnie w wyniku rosyjskich niepowodzeń militarnych, zapowiadanej aneksji terytoriów niekontrolowanych przez siły rosyjskie i niezadowolenia społecznego z mobilizacji. Putin może wciąż czekać i mieć nadzieję, że w 2023 r. wygłosi wspaniałe zwycięskie przemówienie lub odkładać moment, w którym będzie musiał przyznać, że Rosja nie może osiągnąć swoich maksymalistycznych celów na Ukrainie.

Putin może nie być pewien swojej zdolności do uzasadnienia kosztów autorskiej wojny dla rosyjskich spraw wewnętrznych i globalnych, kiedy zwraca się do rosyjskiej opinii publicznej i elit. Nienazwane źródło TASS zauważyło, że orędzie wymaga znacznych przygotowań ze strony prezydenta i jego personelu, ponieważ zwykle dotyczy planów dotyczących wszystkich aspektów rosyjskiego społeczeństwa – gospodarki, edukacji, wojska, globalnego partnerstwa itp. Zwycięstwo na Ukrainie mogło pozwolić Putinowi zaciemnić rosyjskie ludzkie i straty finansowe, jak to miało miejsce w 2014 roku, ale Rosja nie odniosła żadnych znaczących zwycięstw od rosyjskiej okupacji Łysyczańska na początku lipca. Putin wcześniej próbował sprzedać aneksję częściowo okupowanych obwodów chersońskiego, zaporoskiego, donieckiego i ługańskiego 30 września jako wielkie zwycięstwo, tylko po to, by podobno wywołać dalsze narzekanie wśród rosyjskich elit i podważyć propagandowe narracje państwowe. Ostatnie wystąpienia Putina 7 i 9 grudnia dały niejasne odpowiedzi na kilka obaw związanych z długością wojny, drugą falą mobilizacji i rzekomym zagrożeniem ze strony Ukrainy dla terytorium Rosji, ale także wywołały krytykę i zamieszanie w rosyjskiej prowojennej wspólnocie. Wycofanie się Rosji z miasta Chersoń rozgniewało prominentnych ideologów nacjonalistycznych, którzy zaczęli kwestionować zaangażowanie i zdolność Putina do ustanowienia „Wielkiej Rosji”. 

Putin odwołał już swoją doroczną konferencję prasową z udziałem rosyjskiej opinii publicznej, prawdopodobnie w celu uniknięcia odpowiadania na pytania o niepowodzenia militarne Rosji bez uciekania się do zbyt oczywistej manipulacji pytającymi i pytaniami. Pieskow ogłosił 12 grudnia, że ​​Putin nie zorganizuje konferencji prasowej na żywo z Rosjanami, którą prowadził od dziesięciu lat. Wydaje się, że Putin coraz częściej zwraca się do wyreżyserowanych i nagranych wystąpień, takich jak jego spotkanie z 18 wyselekcjonowanymi, wpływowymi politycznie kobietami 25 listopada, które fałszywie przedstawiły się jako matki zmobilizowanych wojskowych. (...) Odwołanie konferencji prasowej może jednak podważyć populistyczną atrakcyjność Putina jako władcy w kontakcie ze swoim społeczeństwem.

Ukraińscy urzędnicy przewidują, że Rosja może podjąć próbę rozpoczęcia ofensywy na dużą skalę w pierwszych miesiącach 2023 roku. Minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kuleba stwierdził 13 grudnia, że ​​takie wskaźniki, jak rosyjskie wysiłki mobilizacyjne, ogłoszenie poboru do wojska i przemieszczanie ciężkiego uzbrojenia sugerują, że Rosja może przygotowywać się do zakrojonej na szeroką skalę ofensywy w styczniu i lutym 2023 r. Wypowiedź Kuleby jest zgodna z wieloletnią oceną ISW, że zimowe miesiące przyspieszą działania po obu stronach, a warunki na ziemi całej Ukrainy będą prawdopodobnie sprzyjać działaniom ofensywnym. 

understandingwar.org

Linia frontu przechodzi obecnie od rzeki Doniec przez Biłohoriwkę (miasteczko nad Dońcem, kontrolowane przez Ukraińców), Zołotariwkę (wieś kontrolowana przez Rosjan), Werchniokamianskie (kontrolowane przez Ukraińców), Spirne (kontrolowana przez Ukraińców), Berestowe (okupowana przez Rosjan, Ukraińcy obsadzają pozycje na zachód od niej), Biłohoriwkę (wieś przy szosie T-13-02, obecnie częściowo zajęta przez Rosjan), Jakowliwkę (wieś zajęta przez Rosjan), w Sołedarze (Rosjanie kontrolują jedynie niewielki południowo-wschodni ułamek miejscowości), w Bachmuckim (Rosjanie kontrolują jedynie fragment wioski), Pidhorodne (wieś w całości kontrolowana przez Ukraińców, ziemia niczyja sięga od jej obrzeży do linii szosy T-13-02), Bachmut (miasto niemal w całości znajduje się w rękach ukraińskich. Rosjanie osiągnęli pewne sukcesy jedynie na wschodnich obrzeżach miasta wzdłuż ulicy Patrisa Lumumby, 10 grudnia potwierdziło się zdobycie przez nich fabryki mebli oraz zakładu produkującego ceramikę, a jeszcze wcześniej znowu opanowali wysypisko śmieci przy ulic Fedora Maksymenki), Iwanhrad (wieś jest prawdopodobnie niemal w całości w rękach rosyjskich), Opytne (jedynie południowe obrzeża są w rękach rosyjskich, ok. połowy w rękach ukraińskich), Kliszczyjiwkę (wieś w rękach Ukraińców, mają pod kontrolą ogniową przedpole, dzięki wzniesieniu za miejscowością), Andrijiwkę (wieś jest w rękach rosyjskich lub kontestowana), Zełenopilla (wieś zdobyta przez Rosjan), Kudiumiwkę (moim zdaniem wieś jest zdobyta przez Rosjan), Ozarianiwkę (również opanowana przez Rosjan), Drużbę (miasteczko w rękach ukraińskich), Piwniczne (miasteczko w rękach ukraińskich) i Szumy (wieś w rękach ukraińskich).

Charakterystyczne dla tego odcinka frontu jest to, że linia walk na północny-wschód od Bachmutu opiera się przez dłuższy czas wzdłuż szosy T-13-02, a na południe od miasta opierała się przez długi czas o szosę T-05-13, obecnie przebiega wzdłuż toru kolejowego oraz na kanale położonych na zachód od tej drogi.

Istotną rolę odgrywają wzgórza i wzniesienia, które starają się zdobyć i utrzymać obie strony konfliktu. Ważne miejscowości kontrolowane przez Ukraińców, takie jak Bachmut, Biłohoriwka (miasteczko nad Dońcem), Siwersk, Spirne, Sołedar, Krasna Hora czy Konstantyniwka, znajdują się jednak na terenie niżej położonym (niekiedy w dolinach) względem pozycji rosyjskich. Utrudnia to ze zrozumiałych powodów obronę, ale jej nie uniemożliwia, w dużej mierze dzięki współczesnym technologiom (drony, wywiad satelitarny).

Warto również przyjrzeć się siłom obu stron. Według DefMon3, popularnego na Twitterze obserwatora i analityka konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, Ukraińcy dysponują na odcinku bachmucko-siwerskim całością lub elementami następujących formacji szczebla brygady:

5.Brygadą Pancerną,
10.Brygadą Górską,
14.Samodzielną Brygadą Zmechanizowaną,
17.Samodzielną Brygadą Pancerną,
24.Samodzielną Brygadą Zmechanizowaną,
30.Samodzielną Brygadą Zmechanizowaną,
46.Brygadą Areomobilną,
53.Samodzielną Brygadę Zmechanizowaną,
54.Samodzielną Brygadą Zmechanizowaną,
57.Samodzielną Brygadą Zmotoryzowaną,
58.Samodzielną Brygadą Zmotoryzowaną
93.Samodzielną Brygadą Zmechanizowaną,
4.Brygadą Szybkiego Reagowania Gwardii Narodowej,
101.Brygadą Obrony Terytorialnej,
104.Brygadą OT,
111.Brygadą OT,
115.Brygadą OT,
241.Brygadą OT,
26.Brygadą Artylerii,
44.Brygadą Artylerii.

Z mniejszych formacji odnotował obecność przynajmniej elementów:

Legionu Międzynarodowego,
5.Samodzielnego Pułku Szturmowego,
Legionu Gruzińskiego,
Batalionu im. Szejka Mansura.

Są to dość pokaźne siły. Spora część tych formacji znajduje się w odwodzie i może być wykorzystana w przypadku wystąpienia sytuacji krytycznej. Uwagę zwraca również to, że na odcinku bachmucko-siwerskim znajdują się dwie z pięciu brygad pancernych SZU i sześć brygad zmechanizowanych. Część oddziałów ściągnięto z odcinka chersońskiego, gdzie brały udział w jesiennej ofensywie w kierunku Dniepru, m.in. 5. i 17. Brygady Pancerne, 46. Brygadę Areomobilną i 241. Brygadę OT.

Z kolei po stronie rosyjskiej zdaniem DefMon3 walczą na tym odcinku głównie:

150.Dywizja Strzelecka SZ FR,
31.Samodzielna Gwardyjska Brygada Desantowa SZ FR,
57.Brygada Strzelców Zmotoryzowanych SZ FR,
61.Brygada Piechoty Morskiej SZ FR,
74.Samodzielna Brygada Strzelców Zmotoryzowanych SZ FR,
2.Gwardyjska Brygada Strzelców Zmotoryzowanych („Ługańska Republika Ludowa"),
3.Gwardyjska Brygada Strzelców Zmotoryzowanych („Doniecka Republika Ludowa"),
4.Gwardyjska Brygada Strzelców Zmotoryzowanych („ŁRL"),
7.Gwardyjska Brygada Strzelców Zmotoryzowanych („ŁRL"),
elementy lub całość 24. Samodzielnej Brygady Specjalnego Przeznaczenia GRU,
jednostki sformowane w ramach Prywatnej Kompanii Wojskowej „Wagner",
6.Samodzielny Kozacki Pułk Strzelców Zmotoryzowanych („ŁRL"),
208.Pułk Strzelców Zmotoryzowanych („ŁRL"),
30.Brygada Artylerii,
305.Brygada Artylerii,
kilka samodzielnych batalionów BARS (numery porządkowe 7, 17, 19, resztki 6),
2.Samodzielny Batalion Pancerny „Diesel" („DRL"),
3.Batalion Zmotoryzowany (zmechanizowany, tzw. mobiki z SZ FR lub „DRL")
14.Batalion Obrony Terytorialnej „Widmo" („ŁRL"),
nowo sformowany z „mobików" batalion piechoty lekkiej z „DRL" nr 1321,
nowo sformowane z „mobików" bataliony piechoty lekkiej z „ŁRL" (numery porządkowe: 2428, 2720),
bataliony piechoty lekkiej o nieustalonej przynależności (numery porządkowe: 2430, 2612, 2614, 2740), 
kadyrowcy z batalionu „Achmat".

Znaczna część jednostek rosyjskich walczących na odcinku bachmucko-siwerskim to oddziały złożone z tzw. „milicji ludowych Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej". De facto są to formacje kolaboracyjne, którymi kierują głównie oficerowie SZ FR, rosyjscy wojskowi stanowią również obsługę bardziej skomplikowanych systemów uzbrojenia. Tak zwani „separatyści" pełnią głównie rolę „mięsa armatniego". Są to jednostki, które cechuje dość niska skuteczność na polu walki. W dużej mierze przez gorsze szkolenie, wyposażenie, materiał ludzki (od lata mobilizuje się w pseudorepublikach na zasadzie „kto popadnie"), ale również poważne straty poniesione w poprzednich miesiącach inwazji.

Zróżnicowana jest wartość bojowa oddziałów SZ FR. Na odcinku bachmucko-siwerskim Ukraińcy mogą spotkać jednostki uważane za elitarne (przynajmniej jak na standardy rosyjskie), jak i uzupełnione nowo mobilizowanymi obywatelami Federacji Rosyjskiej. Najgroźniejsze będą, rzecz jasna, te pierwsze.

Aktywnie wykorzystywani na froncie są najemnicy z Prywatnej Kompanii Wojskowej „Wagner", której finansowym właścicielem jest oligarcha Jewgenij Prygożin. Jak donosiliśmy na łamach Defence24, wagnerowcy dzielą się na dwie kategorie: dobrze wyszkolone i doświadczone kadry, a także „mięso armatnie". Ostatnia z wymienionych kategorii najemników składa się obecnie w przeważającej mierze, a być może i w całości, z osób zwerbowanych w rosyjskich więzieniach (nazywanych koloniami karnymi). Są szkoleni zaledwie przez 3 tygodnie i na polu walki nie pozostawia się im zbyt wiele swobody działania, otrzymują proste rozkazy, ponoszą najczęściej bardzo duże straty. Wagnerowcy wykorzystywani są jako oddziały szturmowe, mający przełamać ukraińskie linie obrony.

Nie można pominąć tego, że na tyłach Rosjanie rozbudowują pozycje obronne. Zdaniem DefMon3 główna linia umocnień ciągnie się od Wowczojarwiki do Wrubiwki, następnie przez Łypowe, Trypilla, Wyskrywę do Wozdwyżenki. Druga linia ma być krótsza: od Nowoiwaniwki, przez Komyszuwachę, Ołeksandropilla, Drużbę do Wyskrywy. Odnotować należy, że Rosjanie wykopali okopy na wschód od okupowanych wsi Wołodymyriwka i Pokrowskie, a także pod samym Bachmutem. O ile umocnienia bliżej linii frontu nie dziwią z uwagi na pewną stagnację i niewielkie zmiany, to znacznie ciekawszy może być powód stworzenia na głębszym zapleczu, niemal pod samą Popasną. Może to oznaczać, że Rosjanie chcą się zabezpieczyć na wypadek utraty inicjatywy i kontrofensywy Ukraińców.

Moim zdaniem w najbliższych dniach Bachmutowi nie grozi całkowite zdobycie przez Rosjan, ale z uwagi na dynamikę sytuacji nie można wykluczyć zajęcia wschodniej części miasta w najbliższym czasie. Ciężko ocenić jak potoczą się wypadki do końca tego roku. Wymienię czynniki, które będą wpływać na działania wojenne oraz sprzyjać lub szkodzić obu stronom.

A. Pogoda i pora roku:

W zależności od temperatury walki toczą się w mrozie lub wilgoci. Wiele oddziałów rosyjskich na odcinku bachmucko-siwerskim jest słabo wyposażona oraz zaopatrywana w ciepłą strawę. Spowoduje to wzrost strat niebojowych (odmrożenia, hipotermia) i następnie spadek morale. Ostatecznie skutkiem będzie również znaczące obniżenie wartości bojowej, zwłaszcza w przypadku oddziałów znajdujących się na pierwszej linii. Rosjanom nie sprzyja również to, że zajęli zdewastowany teren. Zniszczenia były wynikiem głównie „artyleryjskiego walca ogniowego", który wbrew obiegowej opinii nie był aż tak skuteczny. Spowodował jednak ogromne zniszczenia terenu zabudowanego, który już nie będzie wykorzystany jako schronienia na czas mrozów. Istotnym czynnikiem jest również błoto, które utrudnia działania zaczepne. Trzeba podkreślić, że tyczy się to obu stron. Ponadto fatalne warunki w okopach wpływają na wzrost liczby chorych, w tym częstsze przypadki występowania tzw. stopy okopowej.

B. Siły obu stron:

Wydaje się, że Ukraińcy i Rosjanie dysponują podobnym potencjałem na odcinku siwersko-bachmuckim (poza artylerią, o czym potem). W przypadku strony ukraińskiej jest to sytuacja korzystna. Dla agresora już nie. Bez dysponowania przewagą liczebną Rosjanom ciężkie będzie przełamać pozycje przeciwnika i utrzymać zdobyty teren.

C. Problem amunicji:

Choć Rosjanie posiadają przewagę w liczbie haubic nie oznacza, że są w stanie wykorzystać w pełni swój potencjał. Podczas, gdy wiosną i latem artyleria rosyjska wystrzeliwała dziennie średnio 50-60 tys. pocisków, to w listopadzie było to już jedynie ok. 20 tys. pocisków dziennie. Należy przy tym podkreślić, że zaangażowanie oraz intensywność ognia artylerii SZ FR na innych odcinkach wskazuje na to, że jedynie część tego „potencjału ogniowego" jest wykorzystywana na odcinku bachmucko-siwerskim. Tymczasem artyleria była jednym z niewielu atutów Rosjan, który sprzyjał utrzymywaniu inicjatywy oraz mozolnym, ale jednak, postępom terenowym. Jeżeli jednak Ukraińcy nie wzmocnią swego ognia artyleryjskiego na tym odcinku, to agresor będzie mógł to wykorzystać i stopniowo obracać kolejne części miasta w ruinę.

D. Rola piechoty:

SZU dysponują lepszymi pod niemal każdym względem oddziałami piechoty lekkiej. Ukraińcy dość sprawnie wykorzystywali tego typu formacje od samego początku inwazji, a dzięki wyposażeniu z Zachodu stoją one na wyższym poziomie względem piechoty rosyjskiej. Wymienić tutaj należy nie tylko broń strzelecką czy wyrzutnie przeciwpancerne, ale również noktowizory i urządzenia termowizyjne lepszej jakości (wyższej generacji) niż odpowiedniki wykorzystywane przez nieprzyjaciela. Należy jednak dodać, że oddziały wagnerowców i powietrzno-desantowe wyróżniają się na tym tle po stronie rosyjskiej.

E. Straty osobowe:

Rosjanie okupują swe niewielkie postępy bardzo dużymi stratami w ludziach. Upór w dążeniu do celu może imponować, ale taktyka stosowana przez agresora jest po prostu niezwykle kosztowna i bezwzględna. Średnio w skali tygodnia Rosjanie posuwają się naprzód od kilkudziesięciu do maksymalnie kilkuset metrów. Średnio na miesiąc dokonują postępów o 1-2 km. Straty w końcu wpłyną na znaczący spadek wartości bojowej oddziałów i uniemożliwią odniesienie sukcesu. Należy przy tym dodać, że prawdopodobnie Ukraińcom udało się znacząco osłabić Prywatną Kompanię Wojskową „Wagner" poprzez ostrzelanie hotelu w Kadijiwce (noc z 10 na 11 grudnia), który służył wagnerowcom jako koszary. Rzecz w tym, że mogli tam zginąć i zostać okaleczeni przedstawiciele „kadr". Z drugiej strony pamiętajmy też o tym, że dowództwo ukraińskie nie traktuje swych podwładnych w ten sam bezwzględny sposób co agresor - i może to być powodem potencjalnej decyzji o oddaniu części lub całości miasta. Ukraińcy mogą uznać, że odwrót będzie lepszym wyjściem niż śmierć tysięcy żołnierzy, którzy jeszcze będą mogli się przydać.

F. Częste zmiany koncepcji zdobycia Bachmutu:

Można odnieść wrażenie, że agresor nie ma jasnego planu zdobycia miasta, który będzie konsekwentnie realizować. Obecnie działania zaczepne Rosjan przypominają serię chaotycznych ataków wzdłuż całego odcinka. Wcześniej wydawało się, że strona rosyjska będzie chciała uniknąć wikłania się w kolejne kosztowne boje miejskie (jak w Mariupolu, Siewierodoniecku czy Łymanie). Najpierw Rosjanie przeprowadzali natarcia na południe i północ od miasta, chcąc je osaczyć, a nawet otoczyć. Postępy były niewielkie, a linia frontu na długo zatrzymała się na linii szos T-13-02 i T-05-13. Dlatego co jakiś czas Rosjanie zaczęli przeprowadzać bezpośrednie szturmy na Bachmut, przeplatając je z ataki to na północ, to na południe od miasta. Można odnieść wrażenie, że agresorowi udziela się brak wizji tego, jak można rozegrać tę bitwę. Próbuje naciskać na obronę ukraińską raz w jednym, raz w drugim, a potem trzecim miejscu. W ten sposób osiąga on niewielkie rezultaty, a wizja bitwy miejskiej staje się coraz bardziej realna.

G. Walory terenu zabudowanego:

Wiele wskazuje na to, że Rosjanie choć częściowo uwikłają się w walki miejskie o Bachmut. Można spodziewać się co najmniej próby dojścia do rzeki Bachmutki, która dzieli miasto na część zachodnią i wschodnią. Choć we wschodniej części przeważa zabudowa domów jednorodzinnych, to jednak i w takim terenie Rosjanom będzie ciężko prowadzić boje, zwłaszcza, że większość sił rzuconych do walki nadal będą stanowić wagnerowcy – tylko, że czym innym jest wysyłanie słabo wyszkolonych kryminalistów w otwartym terenie, a czym inny prowadzenie ataku w terenie zabudowanym. W tym wypadku Rosjanie mogą wykorzystać artylerię i lotnictwo do burzenia kolejnych kwartałów miasta, a wbrew obiegowej opinii obrona ruin nie jest wcale łatwym zadaniem. Zwłaszcza, gdy zagrożenie stanowią nie tylko kule przeciwnika, ale również mogące spaść na obrońców kawałki gruzu.

H. Wysokość zajętego terenu:

Choć można odnieść wrażenie, że na froncie na północny-wschód od Bachmutu postępy Rosjan są nieznaczące, a ich sytuacja kiepska, to w rzeczywistości w ostatnich dniach odnieśli pewne niewielkie sukcesy. Wiele zależy jednak od tego czy i jak je wykorzystają. Rzecz w tym, że agresor kontroluje wyższe pozycje położone wzdłuż szosy T-13-02, szczególnie po zdobyciu Berestowego, Biłohoriwki i Jakowliwki. Z kolei na południe od Bachmutu Rosjanie kontrolują wyższy teren jedynie pod Kurdiumiwką i Ozarianiwką, bo na odcinku bliżej miasta Ukraińcy nadal zajmują wyższe pozycje. Niezbyt korzystne jest również to, że sam Bachmut jest położony w dolinie rzeki Bachmutka. Wyższy teren sprzyjać będzie obserwacji pozycji przeciwnika, a także przeprowadzaniu natarć. Czynnik ten nie jest oczywiście w dzisiejszych czasach najbardziej decydującym o wyniku starć, ale z pewnością poprawi sytuację strony rosyjskiej.

I. Przewaga artyleryjska:

Rosjanie dysponują na odcinku bachmucko-siwerskim większą liczbą haubic, wyrzutni rakietowych (np. BM-21 Grad) i moździerzy. Nawet przy pojawiających się problemach z dostępem do amunicji to nadal dość istotny atut w ich rękach. Należy również podkreślić, że Rosjanie zaczęli się uczyć. Zamiast nadal stosować nadmiernie kosztowny i niezbyt efektywny „artyleryjski walec ogniowy", większą uwagę zwracają na rozpoznanie (przy użyciu dronów) i ostrzały punktowe (choć mało celne uderzenia nadal mają miejsce). Można powiedzieć, że agresor w porę dostosowuje swoją taktykę do zmieniających się okoliczności.

J. Rosjanie też się uczą:

Wiedza i doświadczenie to czynniki, których nie da się objąć i wyrazić prostą matematyką. Umiejętność nauki na własnych i cudzych błędach, a także kopiowanie rozwiązań od przeciwnika potrafią znacząco wpłynąć na wyniki bitew, a nawet całych wojen. Pewnym problemem Ukraińców jest to, że ich wróg też się uczy. Powoli, niezbyt zgrabnie, ale jednak. Wyżej zasygnalizowani poświęcenie przez Rosjan większej uwagi rozpoznaniu przy użyciu dronów w kontekście wskazywania celów dla artylerii, a stosują je oni również do bezpośrednich ataków (np. zrzucanie granatów i innych ładunków na okopy) oraz zwiększania własnej świadomości sytuacyjnej na polu walki. Zwrócenie uwagi na znaczenie piechoty na polu walki również jest kolejnym wnioskiem agresora. Należy przy tym zaznaczyć, że najszybciej zmiany implementowane są w szeregach wagnerowców, a nie SZ FR czy milicjach kolaborantów, które stanowią większość jednostek na tym odcinku. Nie mniej w kontekście nauki i wyciągania wniosków należy zwrócić uwagę, że Ukraińcy również stale to czynią. Nie należy więc deprecjonować ich reakcji na zmiany w taktyce przeciwnika.

Wynik walk o miasto może być różny. Moim zdaniem w grę wchodzą trzy warianty rozwoju wydarzeń:

A. Nie można wykluczyć tego, że Rosjanie osiągną pewnie niewielkie sukcesy po czym stracą siły i ich natarcie ugrzęźnie. Wpływ na to mogą mieć również działania zaczepne SZU na innych odcinkach. W takiej sytuacji można będzie śmiało stwierdzić, że bitwa o Bachmut zakończyła się dla Rosjan kosztowną porażką.

B. Może się wydarzyć, że strona rosyjska skupi się na zajęciu miasta po rzekę Bachmutkę i następnie ogłosi propagandowo „zwycięstwo". Ryzyko dla Rosjan będzie jednak takie, że zapewne i w tym wariancie poniosą oni ciężkie straty, które mogą nie pozwolić na utrzymanie zdobytego terenu. Kreml wykorzysta jednak sukcesy by odbudować morale armii i narodu po dotychczasowych porażkach. Moim zdaniem jest to na razie najbardziej prawdopodobny wariant.

C. Wariant trzeci polegałby na skoncentrowaniu bardzo dużych sił rosyjskich na północny-wschód od Bachmutu i uderzenie w kierunku linii szosy T-05-13 (odcinka biegnącego od Siwerska, przez Krasną Horę do samego Bachmutu). Przy dobrym rozegraniu natarcia Rosjanie mogliby dużym kosztem zdobyć niżej położone miejscowości i zmusić Ukraińców do odwrotu. Gdyby agresor zbliżyłby się do linii szos N-32 (w cyrylicy "H-32") i M-03 to mógłby rozpocząć ich ostrzał co utrudniłoby, choć nie uniemożliwiło, zaopatrywanie Bachmutu. W końcu, wobec oskrzydlenia Ukraińcy mogliby wycofać się z miasta.

Upadek Bachmutu w jego najbardziej korzystnej dla Rosjan formie będzie oznaczać znaczące przesunięcie linii frontu na zachód. Kolejną linią obrony w takim wypadku będą od południa wzniesienia i tereny zabudowane od Piwnicznego i Torecka na zachód do wschodnich przedmieść Konstantyniwki (niekorzystnie położonej w dolinie), następnie linia będzie sięgać do przedmieść Czasiw Jaru (bardzo korzystnie położonego na wzniesieniu górującym na Bachmutem) i stąd na północ aż do rzeki Doniec. Od miasteczka Czasiw Jar do rzeki też ciągnie się wysoki teren, dogodny do obrony, ale po przełamaniu tej linii Rosjanie staną u wrót Słowiańska i Kramatorska. Wykorzystają wtedy wyższy teren do obserwacji i ostrzału obu miast. Skutkiem klęski pod Bachmutem może być również odwrót wojsk ukraińskich spod Kreminnej i Krasnoriczeska. Nie można wykluczyć, że Ukraińcy będą zmuszeni do odwrotu spod Swatowego. Wtedy linia frontu oprze się zapewne na linii rzeki Żerebeć.

Jak widać skutki utraty Bachmutu mogą się okazać dla Ukraińców bardzo ciężkie i mogą nawet pogrzebać część sukcesów odniesionych na odcinku słobożańskim. Dlatego na chwilę obecną Sztab Generalny SZU woli „dmuchać na zimne", czyli zanim na horyzoncie pojawi się widmo porażki. Wysłało w ten rejon dodatkowe oddziały, aby rotować wyczerpane walką formacje i by trzymać bliżej obwody. Rosjanie jednak również nie porzucają celu zdobycia Bachmutu i należy przyjąć, że będą naciskać jeszcze mocniej na samo miasto i jak i pozycje ukraińskie w okolicy.

defence24.pl

środa, 14 grudnia 2022


Mariia Tsiptsiura, Onet: Obecnie walczysz w rejonie siewiersko-bachmuckim, to najgorętszy punkt na froncie. Powiedz, jak wygląda tam sytuacja?

Ołeksandr Afanasjew, ukraiński żołnierz: Wróg atakuje pozycje naszej brygady i naszego batalionu. Ich akcje szturmowe przeprowadzają najemnicy Wagnera. Wzrosła także liczba ataków z użyciem dronów. Najważniejsze jest to, że te ich grupy stały się bardzo liczne. Mimo że ich niszczymy, to za kilka godzin nadchodzą posiłki. Wcześniej zajmowało im to zwykle dzień lub dwa. Jeśli piechota nieprzyjaciela nie chce atakować, to z przechwyconych rozmów słyszymy, że mimo wszystko każe im się na nas nacierać lub zostaną rozstrzelani przez swoich. Nazywają to "wysłaniem na wakacje".

Co to znaczy?

Jeśli nie zaatakują naszych pozycji, zostaną "wysłani na wakacje". Ale w Grupie Wagnera nie ma wakacji. Na przykład mówią, że jeśli grupa nie przybliży się do nas 150 m, to skierują na nich własną artylerię i ich zniszczą. Oznacza to, że mają wybór, czy iść do walki z armią ukraińską, czy też zostać zniszczeni przez własne siły, które dokładnie wiedzą, gdzie się znajdują.

Pojawiły się ostatnio informacje, że Grupa Wagnera prowadzi rekrutację więźniów z kolonii. Słyszałeś o tym?

Tak, nawet z jednym miałem styczność. Zgłosił się do nas 20-letni Andrij, który postanowił się poddać. W rozmowie z nami powiedział, że jest z domu dziecka. Siedział w więzieniu za kradzież. Miał odsiedzieć w sumie 5 lat, a zostało mu jeszcze 2 lata i 8 miesięcy. Powiedział, że najemnicy z Grupy Wagnera przybyli do kolonii i obiecali 300 tys. rubli pensji. Myślał, że szybko nas tutaj zniszczą. Jednak nie wszystko poszło zgodnie z jego planem.

Czy mówił coś o ludziach, u boku których walczył? Czy byli to też więźniowie z kolonii?

Stwierdził, że ci, którzy idą na wojnę, nazywani są "jednorazowymi". Ich motywacja jest jasna — siedzisz w więzieniu w takim totalitarnym kraju, jesteś bity, głodzony i uciskany, a potem pojawia się szansa zwolnienia. Nawet jeśli oznacza to front, to i tak jest to lepsza opcja.

A jaki jest ich poziom wyszkolenia?

Podstawowy. To jak kurs dla młodego wojownika — trwa kilka tygodni. Walczą na zasadzie "a może się uda". Po prostu idą przez otwarte pole, nie rozumieją, gdzie się znajdują, nie potrafią odróżnić pocisku po dźwięku.

Ale słyszałam, że ich taktyka się zmieniła...

Zrozumieli, że w ciągu dnia widzimy ich z dużej odległości. Nie musimy nawet latać blisko dronami. Dlatego zmienili taktykę i teraz szturmują nas nocą. Z reguły jest to frontalny atak na pozycję, którą chcą zająć.

Czy istnieją drony z noktowizorem?

Poziom ich braku jest krytyczny, zdarza się, że po prostu giną — połączenie po prostu zanika i spada gdzieś pośrodku pola. Dron z noktowizorem kosztuje 10 tys. dol. Żadna jednostka nie może sobie pozwolić na utratę jednego czy dwóch takich dronów miesięcznie. To jest bardzo drogie. Trzeba z nimi bardzo uważać.

Czy w ogóle można mówić o sukcesach wroga na tym kierunku?

Jeśli druga armia świata ma jeden desant w ciągu czterech miesięcy, to chyba nie można tego nazwać wielkim sukcesem. Od lipca nie odebrali nam ani jednego lądowania. Mówię o moim batalionie. Drugi batalion miał chwilę, kiedy cofnął się trochę, a potem ruszył naprzód. Tam na obszarze 2-3 km toczy się wojna pozycyjna.

Czasami, aby uratować ludzkie życie, trzeba się trochę cofnąć...

To nas wyróżnia. Kiedy zrozumiemy, że aby utrzymać 300 metrów lądu, musimy wystawić 10-15 żołnierzy, wtedy lepiej wycofać się trochę na korzystniejsze pozycje, przegrupować i dalej sukcesywnie niszczyć wroga, ale ratować życie naszych.

Jak zmieniła się wojna wraz z nadejściem zimy?

Zima jeszcze nas nie dopadła. Na razie wokół nas jest "tylko" błoto i deszcz. Niestety, także woda sięga do kolan.

Jak bardzo zmienia to bieg wojny? Czy w taką pogodę można przeprowadzić kontratak?

To jest pytanie do dowództwa. Myślę, że teraz trzeba wyczerpać wroga i uratować życie naszych żołnierzy. Za każdy sukces płacimy najwyższą cenę. Ich żołnierze umierają i też nasi najlepsi ludzie umierają. Bardzo się martwię, że jeśli wielu z nas odejdzie, kto zajmie nasze miejsce? Czy będą równie zmotywowani? Bardzo ważne jest dla nas zrozumienie, że państwo zajmuje się tą kwestią. Rozmawiamy o tym z chłopakami.

Jakie nastroje panują u was w batalionie?

Jak zawsze wojownicze! Gdy wojownik siedzi pod ostrzałem ciężkiej artylerii w tym błocie i zimnie przez kilka dni, może czasem czuć się słabo. Ale to tylko chwilowe. Dowódcy robią rotacje, pomagają chłopakom, dają im możliwość odpoczynku. Mimo wszystko cały czas żartujemy. To jak w pracy.

Jak Rosjanie przygotowani są do walki?

Widziałem radzieckie hełmy z lat 50-60 ze stali. To są przedpotopowe ochraniacze na głowę. Ogólnie rzecz biorąc, jest dużo radzieckiej broni. Są oczywiście myśliwce, które są w pełni wyposażone. Do tego grupy szturmowe mają całkiem dobre noktowizory.

onet.pl

wtorek, 13 grudnia 2022


Siły rosyjskie osiągnęły południowe i wschodnie granice Bachmutu, który w wyniku permanentnego ostrzału miał zostać w całości zrujnowany. Według części źródeł walki toczą się w rejonie przemysłowym we wschodniej części miasta. Jednostki ukraińskie odparły kolejne próby natarcia na północny wschód od Bachmutu, mają także powstrzymywać nieprzyjaciela na wschód i północ od Siewierska, na zachód od Gorłówki, na północ od Awdijiwki oraz na zachód od Doniecka, gdzie głównym rejonem walk jest Marjinka. Obie strony miały podejmować działania zaczepne na pograniczu obwodów charkowskiego i ługańskiego, na północ i zachód od Kreminnej oraz w zachodniej części obwodu donieckiego, lecz nie osiągnęły dzięki nim wyraźnego powodzenia. Rosjanie mieli wzmocnić swoje zgrupowanie w rejonie Swatowego, zaś Ukraińcy – w Bachmucie.

10 grudnia najeźdźcy przeprowadzili atak z wykorzystaniem dronów na infrastrukturę energetyczną w obwodzie odeskim, w wyniku którego nastąpiło przerwanie załadunku w portach Odessa i Piwdennyj oraz jego ograniczenie w Czarnomorsku. Do 12 grudnia udało się przywrócić możliwość załadunku w dwóch ostatnich, natomiast pierwszy wciąż nie pracował. Obrońcy poinformowali o zestrzeleniu 10 z 15 użytych przez agresora dronów Shahed-136/131.

Celami ataków rakietowych Rosjan były Konstantynówka w obwodzie donieckim, Kupiańsk, Mikołajów i rejon Zaporoża. Pod permanentnym ostrzałem artyleryjskim pozostają Charków i Nikopol wraz z okolicami oraz rejon Oczakowa. Rosyjskie artyleria i lotnictwo kontynuowały ponadto uderzenia na pozycje i zaplecze wojsk ukraińskich wzdłuż linii styczności oraz na obszarach przygranicznych. Głównymi celami ostrzału ukraińskiego były z kolei Melitopol i Swatowe. Według części źródeł 10 grudnia na Krymie doszło do ukraińskiej dywersji (w Dżankoju, Sewastopolu i Symferopolu).

Armia ukraińska miała otrzymać z Włoch haubice ciągnione 155 mm FH70 wraz z ciągnikami Iveco Astra. Amerykański Departament Obrony ogłosił następny pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy o wartości 275 mln dolarów, zawierający m.in. pociski do wyrzutni HIMARS oraz 80 tys. sztuk amunicji artyleryjskiej 155 mm. Z rekomendacji USA części zapasowe do czołgów T-72 ma dostarczyć Maroko. Niemcy zapowiedziały przekazanie 16 mostów czołgowych Biber i 5 maszyn inżynieryjno-drogowych Dachs. Berlin powiadomił także o uruchomieniu w Koszycach na Słowacji bazy remontowej do obsługi przekazywanego Ukrainie uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Według nieoficjalnych informacji armia ukraińska w 2024 r. ma otrzymać dwa nowoczesne niemieckie działa przeciwlotnicze 35 mm Skynex. Amunicję, w tym ciężkich kalibrów, ma dostarczyć Słowacja, a amunicję i broń lekką – Bułgaria.

11 grudnia minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow oznajmił, że spadek aktywności sił zbrojnych jest spowodowany złymi warunkami pogodowymi. Dodał, że po nadejściu mrozów i stwardnieniu gruntu kontrataki będą kontynuowane.

11 grudnia premier Denys Szmyhal przyznał, że w wyniku ośmiu fal rosyjskich ataków rakietowych uszkodzone zostały wszystkie elektrownie cieplne i wodne, a 40% obiektów sieci wysokiego napięcia pozostaje w różnym stopniu uszkodzonych. W systemie utrzymuje się znaczny niedobór mocy. Rząd przeznaczył na odbudowę sieci energetycznych ponad 5 mld hrywien (ok. 135 mln dolarów). Dzień wcześniej prezydent Wołodymyr Zełenski stwierdził, że po nalocie na Odessę przeszło 1,5 mln osób było pozbawionych prądu (dzień później liczba ta spadła do 300 tys.), a podłączona pozostała tylko infrastruktura krytyczna. Najwięcej wyłączeń energii ma miejsce w obwodach lwowskim, winnickim, kijowskim, tarnopolskim, sumskim, zakarpackim, żytomierskim i chmielnickim oraz w Kijowie. 8 grudnia Państwowa Służba Łączności Specjalnej poinformowała, że w przypadku ogólnokrajowego blackoutu operatorzy łączności komórkowej będą w stanie zagwarantować funkcjonowanie sieci przez co najmniej trzy dni. Podobną wydolność mają utrzymać stacje telewizyjne i pięć stacji radiowych. Według władz na Ukrainie działa obecnie 82% stacji bazowych telefonii komórkowej.

Trwa akcja zastraszania personelu ukraińskich placówek dyplomatycznych. 7 grudnia minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba powiedział, że dyplomaci otrzymują przesyłki z pogróżkami. Jak dotąd odnotowano 31 takich przypadków w 15 krajach – są nimi: Austria (1), Watykan (1), Dania (1), Hiszpania (5), Włochy (4), Kazachstan (1), Holandia (1), Polska (6), Portugalia (2), Rumunia (2), USA (1), Węgry (2), Francja (1), Chorwacja (1) oraz Czechy (2). Na wszystkich kopertach widnieje ten sam adres nadawcy – salon samochodowy Tesli w niemieckim mieście Sindelfingen. Resort podkreślił, że ta kampania terroru należy do bezprecedensowych w skali światowej, a jej celem jest również skompromitowanie ukraińskich dyplomatów.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy kontynuuje operację kontrwywiadowczą w kolejnych obiektach wykorzystywanych przez Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego (UKP PM). W trakcie przeszukań skonfiskowano rosyjskie materiały propagandowe dowodzące dywersyjnej działalności rosyjskich służb specjalnych. 11 grudnia prezydent Zełenski zatwierdził dalsze sankcje – siedmiu hierarchów objęto m.in. zamrożeniem aktywów i pozbawieniem ukraińskich odznaczeń państwowych.

8 grudnia ukraińskie władze poinformowały o nowych grupach operacyjnych Federalnej Służby Bezpieczeństwa, które przybyły na tymczasowo okupowane terytorium południowej Ukrainy. Ich zadania to prowadzenie wywiadu elektronicznego, podsłuchiwanie rozmów, monitorowanie ruchu internetowego, zakłócanie łączności w rejonie stacjonowania jednostek wojskowych, a także podejmowanie działań antydywersyjnych mających na celu sparaliżowanie ukraińskiej partyzantki. Za wskazanie osób zaangażowanych w ruch oporu oferowana jest nagroda w wysokości 500 tys. rubli (ok. 8 tys. dolarów). Podobną aktywność FSB odnotowano na okupowanym Krymie, gdzie przeszukiwane są lokale zajmowane przez Tatarów.

Komentarz

Od czasu wyhamowania ukraińskiej ofensywy na pograniczu Donbasu i obwodu charkowskiego na początku października żadna ze stron nie jest w stanie uzyskać widocznego powodzenia. Napływ nowych żołnierzy z tzw. częściowej mobilizacji pozwolił Rosjanom na ustabilizowanie linii frontu i zwiększenie skuteczności oporu na głównych kierunkach ukraińskiego uderzenia. Nie był jednak na tyle znaczący, by umożliwić im odzyskanie inicjatywy. Sytuacji nie zmieniło także przerzucenie do rejonów działań części jednostek ukraińskich i rosyjskich zaangażowanych wcześniej w Chersoniu i jego okolicach. Należy przyjąć, że siły obu stron w dalszym ciągu względnie się równoważą.

Informację ministra Reznikowa, w której wskazuje on na niekorzystną pogodę jako główny powód spowolnienia ukraińskich działań, należy traktować jako próbę wytłumaczenia braku postępów. W warunkach zimowych wzrośnie manewrowość obu stron, niemniej kwestią otwartą pozostaje upór i wytrwałość Moskwy w rozwijaniu ofensywy. Niezmiennie zdeterminowani do kontynuowania działań na rzecz odzyskania utraconych terenów są natomiast Ukraińcy.

Rosyjskie uderzenia w infrastrukturę energetyczną w rejonie Odessy nie tylko wymusiły ograniczenia dostaw energii dla mieszkańców, lecz także okresowo sparaliżowały ważną gałąź gospodarki narodowej, jaką jest eksport produktów rolnych. Możliwość unieruchomienia portów stawia bowiem pod znakiem zapytania funkcjonowanie „korytarza zbożowego” w dotychczasowym zakresie, mimo że wszystkie strony, z agresorem włącznie, wciąż formalnie zgadzają się na jego istnienie.

osw.waw.pl