czwartek, 10 listopada 2022


9 listopada podczas spotkania ministra obrony FR Siergieja Szojgu z dowódcą „operacji specjalnej” gen. Siergiejem Surowikinem poinformowano, że siły rosyjskie operujące w rejonie Chersonia zostaną wycofane na lewy brzeg Dniepru i zajmą pozycje obronne wzdłuż rzeki. Surowikin ocenił, że zniszczenie tamy w Nowej Kachowce oraz intensywne odprowadzanie wody przez zaporę elektrowni w Kijowie mogłyby spowodować „całkowitą izolację” grupy wojsk na prawym brzegu Dniepru. Podkreślił, że dąży się w ten sposób do ocalenia życia żołnierzy i zachowania ich zdolności bojowej, by mogli zostać zaangażowani na innych kierunkach. Według zapowiedzi dowódcy do „manewru wojsk” rosyjskich dojdzie w niedalekiej przyszłości. Surowikin zapewnił, że jednostki inżynieryjne utrzymują przeprawy przez Dniepr pomimo ich niszczenia przez artylerię rakietową przeciwnika, a z prawego brzegu rzeki ewakuowano ponad 115 tys. ludzi.

Oświadczenie dowódcy spotkało się ze wstrzemięźliwą reakcją Kijowa. Odnosząc się do informacji o planowanym wycofaniu się agresora, prezydent Wołodymyr Zełenski stwierdził, że jest to nie tyle gest dobrej woli, ile efekt skutecznych działań armii ukraińskiej. Ostrzegł Kreml, że próba wysadzenia elektrowni wodnej w Nowej Kachowce i pozbawienia chłodzenia siłowni jądrowej w Zaporożu będzie oznaczać „wypowiedzenie wojny całemu światu”. 10 listopada zastępca szefa Głównego Zarządu Operacyjnego Sztabu Generalnego Ołeksij Hromow stwierdził, że wycofywanie się sił rosyjskich z Chersonia to efekt aktywności wojsk ukraińskich, które zniszczyły trasy logistyczne i system zaopatrzenia wroga oraz naruszyły jego system dowodzenia. Doradca szefa Biura Prezydenta Mychajło Podolak oznajmił, że na razie nie widać żadnych oznak opuszczania miasta przez wojska najeźdźcze, które wciąż pozostają na prawym brzegu Dniepru.

Jeszcze 8 listopada Rosjanie mieli wzmacniać tamtejsze zgrupowanie, m.in. przerzucając do niego za pomocą przepraw promowych czołgi. Równocześnie miała trwać ewakuacja cywilów na lewy brzeg, m.in. z wykorzystaniem uszkodzonego mostu Antonowskiego. Tego dnia miało też dojść do kolejnych ukraińskich ataków w rejonie wsi Posad-Pokrowśke na pograniczu obwodów mikołajowskiego i chersońskiego, w okolicy Snihuriwki w obwodzie mikołajowskim, gdzie starcia miały szczególnie ciężki przebieg, oraz pomiędzy Dawydiwym Bridem a Dudczanami w obwodzie chersońskim. 9 listopada rosyjscy saperzy mieli przystąpić do wysadzania mostów na głównej drodze wzdłuż prawego brzegu Dniepru, a także z północy w stronę Chersonia. Siły agresora rozpoczęły również opuszczanie części pozycji na linii kontaktu. Wieczorem ukraińskie pododdziały rozpoznawcze miały wejść do miejscowości Prawdyne na południowy zachód od wsi Posad-Pokrowśke i na południowy zachód od Dawydiwego Bridu, a 10 listopada rano – do Snihuriwki.

Najeźdźcy kontynuują działania ofensywne w obwodzie donieckim. Bez powodzenia atakowali pozycje ukraińskie na obrzeżach Bachmutu oraz w miejscowościach na północny wschód i południe od niego, a także na północ od Gorłówki. Walki trwają w łuku na zachód od Doniecka oraz na północ i południe od Wuhłedaru. W rejonie Pawliwki siły ukraińskie miały kontratakować, a Rosjanie – ponieść szczególnie ciężkie straty. Do ataków z obu stron dochodziło w obwodzie ługańskim, na kierunku Swatowego.

Rozpoczęcie wycofywania się z prawego brzegu Dniepru nie wpłynęło na aktywność artylerii i lotnictwa agresora, które nadal ostrzeliwują i bombardują pozycje i zaplecze wojsk przeciwnika wzdłuż całej linii styczności oraz na przygranicznych obszarach obwodów czernihowskiego i sumskiego. Rosjanie kontynuowali także ataki rakietowe i z wykorzystaniem dronów na infrastrukturę energetyczną i przemysłową w Dnieprze, Krzywym Rogu, Kramatorsku i Mikołajowie oraz w rejonie Krzemieńczuka i Zaporoża. Ukraińskie artyleria i lotnictwo atakowały głównie w obwodzie chersońskim i – w mniejszym stopniu – w Donbasie. Do ukraińskiej dywersji miało dojść w okolicach Mariupola.

Pentagon potwierdził przekazanie Kijowowi pierwszych dwóch systemów obrony powietrznej NASAMS, które miały już zostać wykorzystane w działaniach bojowych. Na Ukrainę miały także dotrzeć z Hiszpanii wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych Aspide oraz pierwszych sześć z 14 zakupionych w Wielkiej Brytanii przez fundację Petra Poroszenki bojowych wozów rozpoznawczych Spartan. Brytyjski resort obrony poinformował ponadto o przekazaniu blisko 1000 dodatkowych rakiet do zestawów przeciwlotniczych, a francuski – o pierwszych sześciu armatohaubicach CAESAR z nowej partii, które mają trafić na Ukrainę w ciągu kilku tygodni.

9 listopada Szef Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA gen. Mark Milley nazwał inwazję na Ukrainę „ogromnym błędem strategicznym”. Nie wykluczył, że straty, jakie poniosły Rosja (ponad 100 tys. zabitych i rannych) i Ukraina spowodują, że w przypadku ustabilizowania linii frontu rozważą one możliwość negocjacji dotyczących zakończenia konfliktu. Dodał, że Stany Zjednoczone wciąż będą zbroić Ukrainę, nawet jeśli całkowite zwycięstwo militarne którejś ze stron wydaje się coraz mniej prawdopodobne. Potwierdził też, że amerykańscy wojskowi widzą wstępne oznaki opuszczania przez Rosjan Chersonia. Dodał, że wycofanie 20–30 tys. żołnierzy z zachodniego brzegu Dniepru może zająć tygodnie. Z kolei brytyjski wywiad ocenia, że wycofanie sił najeźdźcy z prawobrzeżnej części obwodu chersońskiego nastąpi w ciągu kilku dni pod osłoną ognia artyleryjskiego. Zdolności agresora do utrzymania wojsk na zachodnim brzegu Dniepru zostały zagrożone przez ukraińskie ataki na rosyjskie szlaki zaopatrzenia.

7 listopada prezydent Zełenski poinformował o przekazaniu państwu aktywów przedsiębiorstw o znaczeniu strategicznym. Uzasadnił to koniecznością wsparcia sił zbrojnych. Narodowa Komisja Papierów Wartościowych Ukrainy opublikowała uchwałę o przymusowym przejęciu przez państwo akcji spółek Ukrnafta, Ukrtatnafta, Motor Sicz, AwtoKrAZ i Zaporiżtransformator. Zajęte aktywa uzyskały status własności wojskowej, a zarządzanie nimi przekazano Ministerstwu Obrony. Władze nie wykluczają, że po zakończeniu wojny firmy zostaną zwrócone właścicielom lub będą wypłacone odszkodowania. Ukrnafta to największa w kraju firma wydobywającą gaz i ropę, dysponuje też najbardziej rozwiniętą siecią stacji benzynowych. Ukrtatnafta to zaś spółka rafinująca ropę naftową. Udziały w nich posiadał oligarcha Ihor Kołomojski. Firma motoryzacyjna AwtoKrAZ jest częścią grupy Finance and Credit Kostiantyna Żewaho, który opuścił Ukrainę i przeniósł się do Monako, a produkująca transformatory Zaporiżtransformator należała do Kostiantyna Hryhoryszyna. Przejęcie zakładów lotniczych Motor Sicz ma charakter symboliczny – stały się one własnością państwa jeszcze wiosną 2021 r., a ich były właściciel Wiaczesław Bohusłajew przebywa w areszcie w związku z zarzutami o współpracę z Rosjanami. Władze podkreśliły, że nie chodzi o nacjonalizację przedsiębiorstw, a jedynie o czasowe ich przejęcie w warunkach stanu wojennego. Szef resortu obrony wskazał, że ich produkcja odgrywa istotną rolę w utrzymania potencjału Sił Zbrojnych, w tym zaopatrzeniu w paliwa i smary oraz remontach uszkodzonego sprzętu, a przejęcie zakładów transformatorowych jest niezbędne do przeprowadzania napraw niszczonej przez przeciwnika infrastruktury energetycznej.

9 listopada Służba Bezpieczeństwa Ukrainy powiadomiła o neutralizacji grupy dywersyjnej FSB działającej w Kijowie i obwodzie sumskim. Do głównych zadań wroga należały zbieranie danych osobowych i lokalizacja dowódców jednostek ukraińskich. Otrzymane informacje planowano wykorzystać do przygotowania fizycznej eliminacji wojskowych oraz zniszczenia magazynów broni i sprzętu wojskowego.

Tego samego dnia szef Departamentu Cyberbezpieczeństwa SBU Ilja Witiuk przekazał, że ostrzałom obiektów energetycznych towarzyszą cyberataki. Rosjanie przeprowadzają ich ponad 10 dziennie, co w najgorszych przypadkach może powodować przerwy w dostawach prądu. Według Witiuka większości cyberataków dokonują rosyjskie służby specjalne wspierane przez służby białoruskie. Liczba ataków w ostatnich latach rośnie: w 2020 r. było ich ok. 800, w 2021 – prawie 1400, a w tym – ponad 3500.

Komentarz

Możliwość opuszczenia przez najeźdźców rejonu Chersonia sygnalizował już wcześniej gen. Surowikin. 18 października przyznał on, że „powstała tam niełatwa sytuacja”, i uznał za celowe przeprowadzenie przez władze okupacyjne ewakuacji ludności cywilnej. Zwraca uwagę, że decyzję ogłosili wysocy rangą wojskowi, co pozwala zachować pozory planowej operacji wojskowej niemającej konsekwencji politycznych, zwłaszcza że Rosjanie zbudowali na lewym brzegu Dniepru trzy umocnione linie obrony. Podanie do wiadomości decyzji o „zaplanowanym manewrze” ma również uspokoić własne społeczeństwo, zaniepokojone rosnącymi kosztami wojny. W tym celu wojskowi podkreślają, że pierwszorzędnym zadaniem jest ochrona życia żołnierzy.

W wymiarze politycznym wycofanie się z Chersonia będzie porażką polityczną Kremla i kompromitacją dokonanej 30 września aneksji okupowanych terenów ukraińskich. Podważy autorytet państwa, niezdolnego do zagwarantowania bezpieczeństwa części „własnego” terytorium, i doprowadzi do spadku zaufania osób kolaborujących z Rosjanami. Chcąc obniżyć koszty polityczne decyzji, kremlowska propaganda przedstawia ją jako część przemyślanej operacji wojskowej mającej zapewnić powodzenie ofensywie na innym kierunku.

W wymiarze wojskowym decyzję o wycofywaniu się należy oceniać jako adekwatną do sytuacji. Najeźdźcy nie byli w stanie zapewnić należytej osłony przepraw przez Dniepr przed ogniem artylerii obrońców (głównie z wyrzutni HIMARS), a przez to – terminowych dostaw zaopatrzenia dla walczących jednostek. Mimo że od początku października ukraińska ofensywa nie poczyniła w obwodzie chersońskim znaczących postępów, a ponawiane ataki były przez Rosjan odpierane, utrzymywanie wojsk na omawianym obszarze generowało dla agresora wyłącznie koszty.

Decyzja nie gwarantuje szybkiego opuszczenia przez Rosjan prawego brzegu Dniepru. Wszystko zależy od działań podjętych przez stronę ukraińską, dla której przeprawiające się przez rzekę wojska wroga będą dogodnym celem. Agresor najprawdopodobniej będzie bronił się przed takim ryzykiem, ewakuując żołnierzy razem z mieszkańcami obwodu (będą oni stanowili żywe tarcze). Zabezpieczeniu przed szybkim postępem sił ukraińskich służą również posunięcia mające spowolnić ich ruch (niszczenie przepraw, minowanie terenu i obiektów cywilnych). Jeżeli okażą się one nieskuteczne, to nie można wykluczyć, że Rosjanie wstrzymają wycofywanie się i stawią zdecydowany opór, aby uniknąć masakry ewakuowanych żołnierzy.

Przeniesienie linii styczności w obwodzie chersońskim na Dniepr sprawia, że prowadzenie (kontynuowanie) działań ofensywnych przez którąkolwiek ze stron będzie wiązało się z koniecznością sforsowania rzeki. Obecnie ani siły ukraińskie, ani rosyjskie nie mają jednak możliwości przeprowadzenia dużej operacji desantowej. W przypadku Ukrainy jej ewentualna realizacja w całości zależy od woli Zachodu, który musiałby dostarczyć wszystkie potrzebne środki. Należy więc przyjąć, że linia Dniepru może na dłuższy czas stać się granicą terytorium okupowanego przez Rosję.

osw.waw.pl

środa, 9 listopada 2022


Węgry poinformowały ministrów finansów UE na spotkaniu w Brukseli, że nie poprą zmian niezbędnych do przygotowania pakietu pomocowego dla Ukrainy w wysokości 18 mld euro w przyszłym roku - podaje Europejska Prawda, powołując się na źródła Bloomberga.

(...)

Prezydent Indonezji Joko Widodo powiedział dziennikowi „Financial Times”, że po rozmowie telefonicznej z Putinem odniósł „silne wrażenie”, że nie zamierza on wziąć udziału w szczycie na Bali, pierwszym takim spotkaniu od czasu rozpoczęcia inwazji Rosji na Ukrainę. Na szczyt Widodo zaprosił również Wołodymyra Zełenskiego, mimo że kraj ten nie należy do grupy G20.

Zełenski początkowo przyjął zaproszenie, zapowiadając udział w szczycie poprzez łączę wideo, ale później zagroził bojkotem, jeśli w spotkaniu miałby uczestniczyć Putin.

(...)

Na Ukrainie zginęło kilkadziesiąt tysięcy rosyjskich żołnierzy, a zatem więcej, niż podczas inwazji Związku Radzieckiego na Afganistan w latach 80. XX wieku. Rosja wyjdzie z tej wojny słabsza, niż była przed rozpoczęciem agresji - ocenił Kahl podczas rozmowy z dziennikarzami w ramach inicjatywy "Project for Media and National Security", zorganizowanej przez Uniwersytet Jerzego Waszyngtona (George Washington University).

Putin już poniósł porażkę, ponieważ inwazja na Ukrainę okazała się poważnym strategicznym błędem Kremla; Rosja straciła w tej wojnie około połowy wszystkich swoich czołgów i większość precyzyjnych pocisków rakietowych - oznajmił w środę amerykański wiceminister obrony ds. politycznych Colin Kahl, cytowany przez CNN.

(...)

Zastępca Chersońskiej Rady Obwodowej Serhij Chłan powiedział na kanale Espresso, że rosyjscy okupanci zaczęli załamywać całą linię frontu na prawym brzegu Dniepru. Potwierdza to poprzednie doniesienia o wycofywaniu się wojsk rosyjskich z obwodu chersońskiego.

- W kierunku Berysławia okupanci zniknęli w kilku osadach - mówił Chłan. - Okupanci wysadzają mosty, aby zatrzymać ofensywę naszych sił zbrojnych. Umacniają też swoje pozycje w rejonie Nowej Kachówki i Kozatske, aby zapewnić sobie bezpieczny odwrót - dodał.

(...)

Mianowany przez Rosjan wiceszef administracji obwodu chersońskiego Kirył Stremusow nie żyje. Zginął w wypadku samochodowym - podaje serwis izvestia.ru

Informację podał na swoim Telegramie rosyjski propagandysta Siemion Pegow, powołując się na kierowcę Stremusowa.

Do wypadku miało dojść w okolicach Geniczeska w obwodzie chersońskim. Informację potwierdziły serwisowi służby prasowe szefa obwodu Wołodymyra Saldo.

(...)

Na okupowanych terenach w zachodniej części obwodu chersońskiego, na prawym brzegu Dniepru, rosyjskie wojska niszczą wszystkie mosty, próbując w ten sposób spowolnić natarcie ukraińskich sił i zapewnić sobie możliwość kontrolowanego odwrotu - powiadomił w środę Serhij Chłań, lojalny wobec Kijowa deputowany do rady Chersońszczyzny.

(...)

Śmierć swojego zastępcy Kiryła Stremusowa potwierdził szef administracji obwodu chersońskiego Wołodymyr Saldo.

(...)

Jak podaje RIA Novosti, szef MON Rosji Siergiej Szojgu nakazał wojskom rosyjskim wycofać się z Chersonia na lewy brzeg Dniepru.

Pojawiają się pierwsze doniesienia o wycofaniu Rosjan ze Snihuriwki. Decyzję o wycofaniu na lewy brzeg Dniepru miał potwierdzić gen. Siergiej Surowikin, głównodowodzący rosyjskiej armii w Ukrainie.

Film, na którym minister obrony Rosji Siergiej Szojgu nakazuje generałowi Siergiejowi Suriwikinowi rozpoczęcie wycofywania sił rosyjskich z zachodniego brzegu Dniepru, opublikował ukraiński dziennikarz Wiktor Kowalenko. Szojgu powiedział, że "życie żołnierzy Rosji jest dla nas zawsze priorytetem".

(...)

Podolak zaznaczył również, że pewne rosyjskie siły pozostają w Chersoniu i dodał, że Ukraina nie zwraca uwagi na rosyjskie oświadczenia. Słowa i działania są rozbieżne - powiedział.

- Jest zbyt wcześnie, by mówić o rosyjskim wycofaniu się z Chersonia - ocenił w środę Mychajło Podolak, doradca prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Według Podolaka do regionu ściągany jest dodatkowy skład osobowy.

(...)

- W związku z utrudnionymi dostawami z lewego brzegu rosną ceny produktów, leków, benzyny, bardzo drogie są środki higieniczne. Kiedy z budynku administracji obwodowej wyjechali Rosjanie, zaczęli tam przychodzić bezdomni. Jest tam ciepło i wygodnie, działa ogrzewanie - powiedział Wołodymyr, który przebywa w mieście od początku okupacji w marcu.

Hromadske pisze, że w poniedziałek z Chersonia wypłynął ostatni z promów, którymi rosyjska okupacyjna administracja "ewakuowała" mieszkańców na lewy (wschodni) brzeg Dniepru. "Ewakuacja" trwała od 20 października. Okupanci mówią o 80 tysięcy ewakuowanych, zaś miejscowi podają znacznie mniejszą liczbę: 8-10 tys.

(...)

Rosyjskie media podają, że kierowca mianowanego przez Rosję wicegubernatora obwodu chersońskiego Kiryła Stremusowa stracił panowanie nad pojazdem, próbując uniknąć zderzenia z nadjeżdżającą ciężarówką.

(...)

Wśród zmobilizowanych rosyjskich obywateli, przechodzących przeszkolenie w obwodzie kurskim i briańskim w Rosji, "znacząco pogarsza się stan moralno-psychologiczny w związku z tym, że obrazki rosyjskiej propagandy nie odpowiadają prawdziwej sytuacji" - podaje sztab. Na pogarszanie się ich stanu wpływają też "nieludzkie warunki", w których przebywają, oraz brak obiecanych wypłat - czytamy.

(...)

Rosyjskim jednostkom, które przechodzą szkolenie w okolicach miasta Baranowicze na Białorusi wydano przestarzałą broń i wyposażenie: metalowe hełmy modelu z czasów II wojny światowej i oprzyrządowanie obronne z lat 60. i 70. - pisze sztab. Duża część broni strzeleckiej, karabinów automatycznych AK-74, nie nadaje się do użytku przez złe warunki przechowywania.

(...)

- Wycofanie się Rosji z Chersonia nie jest powodem do rozpoczęcia negocjacji - powiedział prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

(...)

Dziennikarz Onetu Marcin Wyrwał zwrócił się do doradcy ministra spraw wewnętrznych Ukrainy Antona Geraszczenki z prośbą o udzielenie komentarza dotyczącego wycofania się Rosjan z Chersonia. - Udzielę go, kiedy ono [wycofanie] będzie. Póki co nie ma go – odpowiedział Anton Geraszczenko. To oznacza, że Rosjanie wciąż znajdują się w mieście, a ich wycofanie pozostaje w sferze deklaracji.

(...)

Ramzan Kadyrow, prorosyjski przywódca Czeczenii, powiedział, że popiera decyzję rosyjskiego MON o wycofaniu wojsk z części obwodu chersońskiego.

Kadyrow, który wcześniej często krytykował Szojgu i dowództwo rosysjkie, powiedział, że gen. Siergiej Surowikin "uratował tysiące żołnierzy".

"Po rozważeniu wszystkich za i przeciw, gen. Surowikin dokonał trudnego, ale słusznego wyboru między bezsensownymi ofiarami a ratowaniem bezcennego życia żołnierzy" - napisał Kadyrow.

"Wszyscy wiedzieli od pierwszych dni operacji specjalnej, że Chersoń to trudny teren bojowy (...) Uważam, że Surowikin zachował się jak prawdziwy wojskowy generał, niebojący się krytyki. On jest odpowiedzialny za ludzi" - podsumował.

(...)

Rzeczniczka dowództwa operacyjnego Południe ukraińskiej armii Natalia Humeniuk, cytowana przez Suspilne, podkreśliła, że sytuacja w Snihuriwce wymaga "informacyjnej ciszy".

12-tysięczna miejscowość Snihuriwka, ważny węzeł kolejowy w pobliżu granicy z obwodem chersońskim, została zajęta przez siły najeźdźcy w marcu. Eksperci podkreślają, że odbicie Snhuriwki otwiera ukraińskiej armii drogę na okupowany Chersoń.

(...)

Zobaczymy, czy po odzyskaniu Chersonia stanowiska Rosji i Ukrainy zmienią się i czy Ukraina będzie skłonna do kompromisu - powiedział w środę prezydent USA Joe Biden podczas konferencji prasowej po wyborach do Kongresu USA. Zapowiedział też, że ma nadzieję na kontynuację współpracy z Republikanami ws. pomocy Ukrainie.

"Wiedzieliśmy od pewnego czasu, że oni, rosyjskie wojsko, mają duże problemy. Zobaczymy, czy doprowadzi to do zmiany ich pozycji zimą (...) i tego, czy Ukraina będzie skłonna do kompromisów z Rosją" - powiedział Biden, pytany o zapowiadane przez Rosję wycofanie wojsk z Chersonia. Zaznaczył, że nic nie wskazuje, by do podjęcia rozmów był gotowy Putin.

Biden powiedział też, że ma nadzieję, że w kluczowej sprawie polityki zagranicznej, "będziemy kontynuować ponadpartyjną współpracę, by sprzeciwiać się rosyjskiej agresji".

onet.pl

Irański państwowy magazyn  Nour News Agency  poinformował, że sekretarz rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Nikołaj Patruszew przybył do Teheranu 8 listopada, prawdopodobnie w celu przedyskutowania potencjalnej sprzedaży irańskich pocisków balistycznych do Rosji. Agencja Informacyjna Nour  ogłosiła przybycie Patruszewa w anglojęzycznym tweecie, stwierdzając, że sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC) Ali Shamkhani zaprosił Patruszewa i zauważył, że Patruszew spotka się również z innymi wysokimi rangą irańskimi urzędnikami politycznymi i gospodarczymi w celu omówienia Współpraca rosyjsko-irańska. Nour Agencja Prasowa jest powiązany z SNSC. SNSC prawdopodobnie ogłosiła przybycie Patruszewa do Iranu, aby zwrócić uwagę międzynarodowej publiczności (a nie w kraju) na pogłębiającą się współpracę między Moskwą a Teheranem, a także pośrednio podkreślić, że wysoki rangą urzędnik rosyjski zwrócił się do Iranu o pomoc na Ukrainie. Dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) Qassem Solejmani w 2015 r. udał się do Moskwy, aby zaapelować do Rosji o interwencję w wojnie domowej w Syrii. Teheran prawdopodobnie chętnie publicznie zasygnalizuje to zrównoważenie swojego strategicznego partnerstwa z Moskwą, zwłaszcza regionalnym irańskim przeciwnikom, z którymi Kreml okazjonalnie współpracuje, takim jak Izrael i Arabia Saudyjska. Wizyta Patruszewa w Iranie wiąże się w szczególności z doniesieniami, że reżim irański szuka rosyjskiej pomocy w tłumieniu protestów,

Kreml kontynuuje starania o potajemne pozyskiwanie amunicji do użycia na Ukrainie w celu złagodzenia skutków międzynarodowych sankcji i uzupełnienia trwającego przez Rosję uszczuplenia krajowych zapasów amunicji. Brytyjski outlet Sky News poinformował 8 listopada, że ​​Kreml przesłał w zamian 140 milionów euro w gotówce i wybór przechwyconych brytyjskich pocisków przeciwpancernych NLAW, amerykańskich pocisków przeciwpancernych Javelin i pocisku przeciwlotniczego Stinger do Teheranu 20 sierpnia za 160 dodatkowych dronów Shahed-136 do użytku na Ukrainie. Ukraińskie Centrum Oporu poinformowało 8 listopada, że ​​Teheran nadal dostarcza Moskwie drony typu Mohajer, Arash i Shahed drogą powietrzną i morską za pośrednictwem irańskich państwowych i prywatnych podmiotów. Ukraińskie Centrum Oporu podało dodatkowo, że z powodu awarii rosyjskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego rosyjscy przywódcy wojskowi kontynuują starania o pozyskanie towarów podwójnego zastosowania (wojskowego i niewojskowego), takich jak chipy komputerowe, quadkoptery, noktowizory, oraz kamizelki kuloodporne z Turcji i wykorzystują transakcje kryptowalutowe, aby uniknąć śledzenia zakupów. Raporty te, rozpatrywane łącznie, wskazują, że Kreml dąży do obejścia sankcji poprzez angażowanie się w negocjacje „quid-pro-quo i pod stołem” z zagranicznymi podmiotami.

(...)

Siły rosyjskie kontynuowały przygotowania obronne w obwodzie chersońskim 8 listopada. Południowe Dowództwo Operacyjne Ukrainy poinformowało, że wojska rosyjskie prowadzą aktywną obronę i próbują utrzymać okupowane pozycje w całym obwodzie chersońskim. Geolokalizowane materiały i zdjęcia zamieszczone na Twitterze 8 listopada pokazują rosyjskie bunkry (betonowe konstrukcje obronne) w Hola Prystan, około 8 km na południe od miasta Cherson na wschodnim brzegu Dniepru. Rosyjski milblogger powtórzył, że siły rosyjskie utrzymują pozycje w obwodzie chersońskim i stwierdził, że nie ma żadnych oznak, że rosyjskie wojska zamierzają się wycofać.

Rosyjskie źródła twierdziły, że 8 listopada wojska ukraińskie przeprowadziły ograniczone i nieudane ataki naziemne w całym obwodzie chersońskim. Rosyjscy milibloggerzy twierdzili, że siły ukraińskie próbowały zaatakować w pobliżu Prawdyny (25 km na północny zachód od miasta Chersoń), w zachodnim obwodzie chersońskim w pobliżu granicy obwodu chersońsko-mikołajowskiego Suchy Stavok i Davydiv Brid oraz w północnym obwodzie chersońskim w kierunku Suchanowe (35 km na północ od Berysławia). Rosyjskie źródło wskazało, że pododdziały Rosyjskich Sił Powietrznych (WDW) kontynuują operacje obronne na tych obszarach.

(...)

Kwestie finansowe i biurokratyczne w dalszym ciągu utrudniają rosyjskie starania o uzupełnienie dawnych elitarnych jednostek broniących krytycznych obszarów linii frontu, potencjalnie zagrażając integralności rosyjskiej obrony w okupowanych częściach Ukrainy. Rosyjskie źródło twierdziło, że petersburski ochotnik do 76. Gwardii Powietrznodesantowej Dywizji Szturmowej, niegdyś elitarnej jednostki, został zarejestrowany jako zmobilizowany żołnierz, a nie ochotnik, co uprawniało go tylko do wypłaty 50.000 rubli, a nie 100.000 rubli, jak wynagrodzenie dla wolontariuszy. Źródło twierdziło również, że dziewięciu innych ochotników z dywizji zostało podobnie źle oznaczonych. 76. Dywizja Powietrznodesantowa obecnie broni linii frontu w obwodzie chersońskim, gdzie siły rosyjskie desperacko potrzebują więcej ciał gotowych do walki lub zapewnienia osłony podczas kontrolowanego odwrotu.

Rosyjskie władze okupacyjne w obwodzie chersońskim mogą próbować wyrzucić mieszkańców z obwodu, odcinając komunikację na zachodnim brzegu Dniepru po zakończeniu masowych ewakuacji na wschodni brzeg. Rosyjski korespondent wojskowy w Cherson City twierdził 8 listopada, że ​​w Cherson City nie ma internetu, a linie telefoniczne działają tylko sporadycznie. Rosyjskie władze okupacyjne mogą chcieć przedłużyć blokadę łączności, aby zmusić mieszkańców do opuszczenia Chersonia i uniemożliwić mieszkańcom informowanie ukraińskich sił zbrojnych o sytuacji wojskowej, jeśli zdecydują się zostać. Doradca szefa Ukraińskiej Obwodowej Administracji Wojskowej Serhija Chlana stwierdził, że władze okupacyjne w Chersoniu, Kachowce i Nowej Kachowce gromadzą dane osobowe mieszkańców, którzy nie ewakuowali się, w tym ich adresy i powody nieewakuacji. Władze okupacyjne będą prawdopodobnie wykorzystywały te dane do dalszego wymuszania współpracy z administracją okupacyjną, dopóki siły rosyjskie będą utrzymywać te tereny. Rosyjski zastępca szefa okupacyjnej administracji obwodu chersońskiego Kirill Stremousov twierdził, że mieszkańcy nadal mogą ewakuować się „prywatnie” i że ewakuacja nie jest obowiązkowa, co przeczy szefowi chersońskiej administracji okupacyjnej Vladimirowi Saldo, który stwierdził 1 listopada, że ​​ewakuacja mieszkańców w promieniu 15 km od Dniepru była obowiązkowa.

understandingwar.org

wtorek, 8 listopada 2022


Siły rosyjskie rozpoczęły ofensywę na ukraiński garnizon w Pawliwce na południowy zachód od Doniecka 2 listopada, by przejąć kontrolę nad kluczowym szlakiem zaopatrzeniowym. Cztery dni później 155 Brygada Piechoty Morskiej w liście do gubernatora regionu na Dalekim Wschodzie, gdzie jednostka na stałe stacjonuje, obwiniła swoich dowódców o stratę 300 ludzi.

List został zacytowany przez prowojenną blogerkę Anastazję Kaszewarową i prokremlowski kanał Szara Strefa na Telegramie. Korespondent wojenny państwowych mediów rosyjskich Aleksander Sładkow ujawnił istnienie listu, choć nie odważył się go zacytować.

Żołnierze z Władywostoku z Kraju Nadmorskiego oskarżyli swojego bezpośredniego dowódcę i szefa Wschodniego Okręgu Wojskowego o to, że mimo niekorzystnej sytuacji strategicznej wymusił atak na Pawliwkę "dla dobra swoich raportów i nagród". "Straciliśmy około 300 zabitych, rannych i zaginionych w ciągu czterech dni w wyniku »starannie« zaplanowanej ofensywy »wielkich dowódców«" — czytamy w liście.

Brytyjski analityk wojskowy Rob Lee, cytując rosyjskiego korespondenta wojennego Aleksieja Sukonkina, napisał w piątek, że w ciągu dwóch dni zginęło 63 członków brygady — to więcej żołnierzy rosyjskiej piechoty morskiej, niż zginęło podczas całej pierwszej wojny czeczeńskiej w połowie lat 90.

"Dowództwo okręgu wraz z [dowódcą brygady] ukrywają [wysokość strat] w obawie przed odpowiedzialnością" — napisali żołnierze w liście. "Nie zależy im na niczym innym niż na popisywaniu się [pod raportami]. Nazywają ludzi mięsem armatnim".

Oskarżając swoich przywódców o to, że korzystają z ochrony szefa Sztabu Generalnego Walerija Gierasimowa, autorzy listu zwrócili się do gubernatora Kraju Nadmorskiego Olega Kożemjako o wysłanie niezależnej komisji, która zbada okoliczności akcji w Pawliwce. Kożemjako odpowiedział dziś na list żołnierzy powołując komisję, która ma zbadać skargę "pod kątem ewentualnej dezinformacji ze strony ukraińskich służb wywiadowczych".

onet.pl/The Moscow Times

Jeden z dokumentów stwierdza, że kierunek chersoński jest "najtrudniejszy dla armii rosyjskiej na obecnym etapie operacji specjalnej". Propagandystom proponuje się wyjaśnienie tej sytuacji faktem, że Ukraina będzie chciała zademonstrować "zdolności bojowe jej formacji terrorystycznych w celu zwrócenia się o nową pomoc z Zachodu":

Kijów nie będzie się liczył z własnymi stratami – gotów jest zniszczyć życie dziesiątków tys. swoich i innych ludzi na rzecz nowych okopów i dostaw broni. Wojska rosyjskie starają się ratować życie cywilów. To właśnie niebezpieczeństwo zmasowanego uderzenia na miasto przez ogromną grupę nacjonalistów podyktowało ewakuację ludności cywilnej z miasta na lewy brzeg Dniepru.

(...)

Jako kolejny powód do ewentualnego wycofania się z Chersonia instrukcja stwierdza, że Ukraina i państwa NATO "rzuciły wszystkie swoje siły" właśnie na ten kierunek frontu, a to grozi "ogromnym rozlewem krwi":

Zełenski chce zrobić krwawy spektakl dla całego świata, przedstawić ukraińską armię jako męczenników i zażądać nowych pieniędzy. Wróg chce, aby Chersoń stał się pułapką dla Rosji, polem bitwy z dziesiątkami tysięcy ofiar. Ukraińska armia planuje przeprowadzić atak terrorystyczny, niszcząc elektrownię wodną w Nowej Kachowce. Jej uszkodzenie może stać się "pułapką" dla naszych żołnierzy. W takim przypadku osady z cywilami zostaną zalane, nasze wojsko znajdzie się w kotle i nawet nie będzie w stanie podjąć walki – po prostu zostanie zmyte.

(...)

Dwa źródła Meduzy zbliżone do Kremla zauważają, że władze rosyjskie postrzegają teraz kapitulację Chersonia jako "niepożądany", ale "prawdopodobny" scenariusz na froncie. Wcześniej rosyjscy przywódcy niejednokrotnie mówili, że "Rosja będzie tam na zawsze".

Jednocześnie bliscy Kremlowi rozmówcy Meduzy zastrzegali, że sytuacja w tej części frontu nie zależy od Rosji, ale od działań Ukrainy. – Jeśli nie będzie zmasowanej kontrofensywy, nie będzie kapitulacji – wyjaśnił jeden z nich. – Jeśli do niej dojdzie, to stanie się to bardzo prawdopodobne – dodał.

Ostateczną decyzję o wycofaniu się z Chersonia będzie musiał podjąć osobiście Putin, z udziałem osób z jego "wewnętrznego kręgu".

Jednocześnie Kreml rzekomo nadal spodziewa się, że armia rosyjska będzie w stanie rozpocząć nową ofensywę na dużą skalę na początku przyszłego roku. Obecnie coraz częściej mówi się o ewentualnych negocjacjach z Ukrainą, aby zyskać czasie i przygotować jak największą liczbę żołnierzy dzięki prowadzonej mobilizacji. Odessa może być jednym z możliwych celów tej ofensywy.

onet.pl/Meduza

„Washington Post" opisuje, że amerykańcy urzędnicy deklarują poparcie dla Kijowa „tak długo, jak to będzie potrzebne". Podobne wnioski płyną z wizyty Jake'a Sullivana w ukraińskiej stolicy i z komunikatu Białego Domu o „niezachwianym" wsparciu dla Kijowa. W tzw. międzyczasie Waszyngton nie zamknął poufnych kanałów rozmów z Moskwą. W trakcie wojen nie jest to odosobniona praktyka. Zwłaszcza, że Amerykanie ostro reagowali po groźbach użycia broni atomowej przez Rosję. Powoli poznajemy kulisy tych rozmów. Media znad Potomaku opisują rozmowy doradcy prezydenta USA Joe Bidena ds. bezpieczeństwa narodowego – wspomnianego Sullivana – z sekretarzem rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Nikołajem Patruszewem oraz doradcą prezydenta Rosji ds. polityki zagranicznej Jurijem Uszakowem. Głównymi tematami miała być sprawa zagrożenia eskalacji wojny oraz groźby użycia broni nuklearnej przez Kreml.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podpisał dekret przygotowany przez Radę Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy, z którego wynika, iż niemożliwe jest negocjowanie z prezydentem Federacji Rosyjskiej, Władimirem Putinem. Trudno z resztą dziwić się władzom Ukrainy, która to jest codziennie bombardowana przez Rosję, a duża część jej terytorium jest okupowana przez obce wojska. Waszyngton wszelako nieoficjalnie sygnalizuje by Zełenski oraz reszta administracji zrezygnowała z postulatu nierozmawiania z Putinem i otworzyła się na pokojowe negocjacje. Co ciekawe, zarówno Kijów jak i Waszyngton, uważają że Putin nie traktuje poważnie negocjacji pokojowych. Z resztą wystarczy spojrzeć na to jaką politykę względem rozmów pokojowych prowadził do tej pory (choćby w sprawie Donbasu) – były to jedynie próby wydłużania prowadzonych przez niego wojen i zwiększania siły nacisku na drugą stronę. Moskwa może traktować negocjacje jako „pauzę operacyjną" by przerzucać dodatkowe siły na front. Już porozumienia mińskie na donbaskim froncie pokazały jak cynicznie Putin wykorzystywał je by wiązać ręce Kijowa, uniemożliwić mu ofensywy wyzwalające okupowane terytoria, a ostatecznie sam przeprowadził frontalną inwazję. Presję by podjąć negocjacje powoduje także sytuacja humanitarna. Celowo Kreml planował zniszczenie krytycznej infrastruktury w Ukrainie, by brać ludność cywilną „chłodem i głodem". W Siłach Zbrojnych Federacji Rosyjskiej korupcja i nieudolność jest na wysokim poziomie, ale nawet tam muszą mieć wiedzę, że zima będzie trudna nie tylko dla Ukraińców ale i tkwiących w okopach rosyjskich żołnierzy. To oznacza jeszcze niższe morale oraz zdolność do walki. Wysyłani pospiesznie na front „mobicy" nie tylko nie zmienili sytuacji operacyjnej, ale wręcz zainicjowali liczne bunty i dezercje. Cokolwiek Patruszew zadeklarował Sullivanowi ten powinien podzielić to przez sto. Dla wojsk inwazyjnych nawet chwilowe zawieszenie broni w związku z negocjacjami pokojowymi byłoby szansą na przerzucanie dodatkowych oddziałów. Z resztą Rosjanie robią to tak nieudolnie, że od razu wiedziano by o tym w Kijowie oraz Waszyngtonie – prawda wyszłaby już w pierwszej godzinie zawieszenia broni.

Jak czytamy w amerykańskich mediach Waszyngton, więc z jednej strony ma świadomość iluzji negocjacji pokojowych, z drugiej czuje siłę politycznego nacisku by wojna nie trwała latami, gdyż wtedy trudno będzie zapewniać poparcie dla pomocy wysyłanej do Kijowa. Temat wraca zwłaszcza w sytuacji kiedy Amerykanie ruszają do urn (a dokładniej do automatów) by wybierać Kongres. Portal FiveThirtyEight prognozuje, że Republikanie mają ponad 80 proc. szans na odzyskanie większości w Izbie Reprezentantów.

Co z pomocą dla Ukrainy w razie przegranej Demokratów? Administracja Joe Bidena zapewniła, że postara się uchwalić kolejny pakiet pomocy jeszcze przed nowym rozdaniem w amerykańskim parlamencie. To wszelako „ucieczka do przodu", która nie zmieni nowego kursu – gdyby taki nastał – w amerykańskim Kongresie. Część republikańskich elit nie neguje pomocy wojskowej dla Kijowa, ale kontrowersje budzą kwestie pomocy gospodarczej, niepopularne wśród wielu Republikanów.

Pośrednikiem w negocjacjach chce być prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan. Jak stwierdził w wywiadzie dla dziennika "Hürriyet" jest jedynym politykiem, który może spotkać się zarówno z Zełenskim, jak i Putinem. Z resztą Turcja już obecnie odgrywa rolę w tzw. korytarzu zbożowym oraz wymianie jeńców. W tej pierwszej sprawie interwencja Ankary miała spowodować, że Putin jednak ostatecznie nie zablokował porozumienia zbożowego po wybuchach w sewastopolskim porcie. W kwestii wymiany jeńców, dowódcy Azowa zostali internowani w Turcji, gdzie mają być do końca wojny. Kijów nie ma problemów by zgłaszać się do Ankary w „trudnych sprawach" pośrednictwa, a Erdogan postawił na wspieranie Ukrainy bezzałogowcami.

defence24.pl

Jeszcze kilka miesięcy temu Rosja zapewniała, że Chiny to dla niej najważniejszy rynek zbytu na rynku gazu. Jak informował Aleksiej Miller, szef Gazpromu, w ciągu ośmiu miesięcy tego roku rosyjska spółka zwiększyła dostawy gazu do Chin o 60 proc. - W tym roku kilkukrotnie notowaliśmy rekord dziennych dostaw gazu, przekraczających nasze dzienne zobowiązania kontraktowe - podawał.

Rosjanie zwiększali dostawy błękitnego paliwa do Chin, poprzez gazociąg Siła Syberii. - Wiemy, że rynek chiński jest najbardziej dynamiczny na świecie, a w ciągu najbliższych 20 lat prognozuje się, że wzrost zużycia gazu w Chinach wyniesie 40 proc. wzrostu zużycia gazu na świecie. Z tego powodu podpisaliśmy kolejny kontrakt na dostawy do Chin. To jest trasa dalekowschodnia - mówił kilka miesięcy temu prezes Gazpromu.

Wygląda jednak na to, że Rosja będzie musiała zweryfikować te optymistyczne założenia, bo na przeszkodzie wzrostu dostaw gazu do Państwa Środka stanęła sytuacja gospodarcza w tym kraju.

W efekcie, jak podaje agencja Reutera, zużycie gazu ziemnego w Chinach w tym roku spadło po raz pierwszy od dwóch dekad. Do tej sytuacji przyczyniło się m.in. spowolnienie gospodarcze. Jednak drugim ważnym powodem są oszczędności. Z powodu wzrostu cen gazu władze w Pekinie poleciły przedsiębiorcom i innym konsumentom zmniejszenie zużycia gazu.

Na efekty nie trzeba było długo czekać, z najnowszych danych Generalnej Administracji Ceł ??Chińskiej Republiki Ludowej wynika, że w okresie od stycznia do października import gazu do tego kraju zmniejszył się o 10,4 proc. Dla rosyjskiego Gazpromu są to bardzo złe wieści, zwłaszcza że wcześniej analitycy szacowali spadek importu gazu na około 1 proc.

Import LNG do Chin również zmalał. Ze względu na słaby popyt krajowy, chińscy importerzy LNG przekierowali dostawy gazu do Europy. Chińskie firmy energetyczne na tym dodatkowo zyskują, te, które wcześniej zawarły długoterminowe kontrakty na zakup LNG ze Stanów Zjednoczonych, sprzedają teraz tę nadwyżkę z dużym zyskiem.

Chińczycy zmniejszają także zużycie innych surowców energetycznych. Oszczędności dotyczą także zakupów ropy, które w ciągu 10 miesięcy spadły w Chinach o 2,7 proc. do 413,53 mln ton. Dodatkowo Chiny zmniejszyły także import węgla, który zmalał o 10,5 proc. do 230 mln ton.

money.pl

poniedziałek, 7 listopada 2022


Kluczowi urzędnicy Kremla zaczęli zbiorowo zmniejszać swoją retorykę dotyczącą użycia broni jądrowej na początku listopada. Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ) wydało 2 listopada oświadczenie w sprawie „zapobiegania wojnie nuklearnej”, stwierdzając, że Rosja „ściśle i konsekwentnie kieruje się postulatem niedopuszczalności wojny nuklearnej, w której nie może być zwycięzców i której nigdy nie wolno spuszczać ze smyczy”. Rosyjskie MSZ oświadczyło też, że jest zaangażowane w redukcję i ograniczenie broni jądrowej. Prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył 27 października, że ​​Rosja nie ma potrzeby użycia broni jądrowej przeciwko Ukrainie i stwierdził, że Rosja nigdy nie dyskutowała o możliwości użycia broni jądrowej, a jedynie „sugerowała wypowiedzi przywódców państw zachodnich”. Wiceprzewodniczący rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew podobnie, coraz bardziej bagatelizował ognistą retorykę nuklearną, którą stosował przez cały październik i obecnie skupia się na promowaniu rosyjskiej jedności w wojnie na Ukrainie.

Putin i kluczowi urzędnicy Kremla zwiększyli swoje odniesienia do użycia broni nuklearnej w przemówieniu o aneksji wygłoszonym 30 września przez Putina i przez cały październik, prawdopodobnie wywierając presję na Ukrainę w negocjacjach i zmniejszając poparcie Zachodu dla Kijowa. Putin w swoim przemówieniu z 30 września zawarł kilka ogólnych odniesień do broni jądrowej, ale unikał bezpośredniego grożenia jej użyciem. Retoryka Putina podczas tego przemówienia i przez cały październik była spójna z jego wcześniejszymi groźbami nuklearnymi i nie wywołała w ukraińskich władzach takiego stopnia strachu, jaki prawdopodobnie zamierzał Kreml. Szef ukraińskiego Głównego Zarządu Wywiadu Wojskowego (GUR) Kyryło Budanow stwierdził 24 października, że ​​rosyjskie zagrożenie nuklearne utrzymywało się na tym samym poziomie jeszcze przed rozpoczęciem wojny. Kreml eskalował także swoją retorykę nuklearną po porażkach militarnych Rosji w obwodzie charkowskim oraz podczas ukraińskich kontrofensyw w Lymanie i północnym obwodzie chersońskim na początku października. Kreml prawdopodobnie kontynuował swoje słabo zawoalowane groźby nuklearne, aby odwrócić uwagę od swoich problemów militarnych i mobilizacyjnych oraz zastraszyć zachodnich partnerów Ukrainy.

Zmiana retoryczna Kremla wskazuje, że wyżsi rosyjscy dowódcy wojskowi i elementy Kremla są prawdopodobnie w pewnym stopniu świadomi ogromnych kosztów za niewielkie zyski operacyjne, które Rosja poniosłaby użycie broni jądrowej przeciwko Ukrainie lub NATO. The New York Times,  powołując się na wysokich rangą amerykańskich urzędników, poinformował, że wysocy rangą rosyjscy urzędnicy obrony dyskutowali o warunkach użycia broni jądrowej w kontekście narastających narracji o nuklearstwie w połowie października. W spotkaniu podobno nie uczestniczył Putin. Nielegalna aneksja przez Putina 30 września czterech obwodów ukraińskich, z których większość nie jest okupowana przez siły rosyjskie, prawdopodobnie nadmiernie skomplikowała istniejącą rosyjską doktrynę wojskową. Rosyjska doktryna nuklearna wyraźnie dopuszcza użycie broni jądrowej w odpowiedzi na „agresję na Federację Rosyjską z użyciem broni konwencjonalnej, gdy samo istnienie państwa jest zagrożone”, co Kreml mógłby ewentualnie zastosować do ukraińskich postępów w rzekomo „rosyjskim” terytorium na Ukrainie. Wszystkie obecne linie frontu znajdują się na terytorium Rosji, a Putin nie zdefiniował publicznie, co obecnie stanowi atak na terytorium Rosji. Możliwe, że wysocy rangą rosyjscy urzędnicy wojskowi są równie zdezorientowani co do zastosowania nakazu aneksji Putina do istniejącej doktryny wojskowej. ISW donosiło wcześniej, że nakaz aneksji Putina był prawdopodobnie kwestią polaryzującą, która wywołała rozłam na Kremlu, tworząc frakcje prowojenne i pronegocjacyjne. Urzędnicy amerykańscy zauważyli również, że nie zaobserwowali żadnych oznak, że Rosja przeniosła swoją broń nuklearną ani podjęła żadnych działań przygotowawczych w celu przygotowania do strajku.

Prowadzone przez Kreml programy telewizyjne nadal emitują okazjonalne zagrożenie nuklearne, które jest powszechne w szowinistycznej rosyjskiej wewnętrznej przestrzeni informacyjnej. Na przykład przewodniczący rosyjskiego komitetu ds. obrony Dumy Państwowej Andriej Kartapołow krótko omówił zagrożenia nuklearne w rosyjskiej telewizji państwowej 5 listopada, pomimo ogólnego złagodzenia narracji Kremla. Rosyjska telewizja państwowa (wraz z niektórymi populistycznymi postaciami) wzmacniała zagrożenia nuklearne przed jesiennymi niepowodzeniami militarnymi Rosji, a ich retoryczne rozkwity nie powinny być błędnie interpretowane jako wskaźniki oficjalnego stanowiska Kremla. Postacie takie jak nieżyjący już rosyjski ultranacjonalista, ówczesny przywódca Partii Liberalno-Demokratycznej Władimir Żyrinowski przez lata regularnie i dziwacznie groził w rosyjskich audycjach państwowych atakami nuklearnymi, sugerując nawet zrzucenie „małej” bomby atomowej na rezydencję ówczesnego prezydenta Ukrainy Petro Poroszenko w 2018 roku. Rosyjska społeczność milbloggerów w dużej mierze nie wchodziła w interakcję z tymi narracjami nuklearnymi i nadal krytykowała rosyjskie dowództwo wojskowe za porażki na konwencjonalnym polu bitwy. Rosyjscy propagandyści będą nadal czynić atomowe groźby jako sposób na przypomnienie krajowym słuchaczom o potędze Rosji w obliczu wyraźnych niepowodzeń militarnych na liniach frontu.

Kreml prawdopodobnie prywatnie wyjaśnił swoją politykę nuklearną, aby deeskalować wraz ze Stanami Zjednoczonymi i ich sojusznikami. Urzędnicy amerykańscy i sojusznicy poinformowali, że amerykański doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan kontaktował się z doradcą Putina ds. polityki zagranicznej Jurijem Uszakowem i sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Nikołajem Patruszewem w celu zmniejszenia ryzyka użycia broni jądrowej. Ambasador Rosji w Wielkiej Brytanii, Andrey Kelin, również zauważył 26 października, że ​​rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu wykonał kilka telefonów do swoich odpowiedników, podobno zapewniając ich, że Rosja nie jest zainteresowana użyciem broni jądrowej podczas wojny. Chiny mogły również odegrać rolę w wywieraniu nacisku na Kreml, by zredukował zagrożenia nuklearne. Prezydent Chin Xi Jinping stwierdził 4 listopada, że ​​„społeczność międzynarodowa powinna… wspólnie przeciwstawić się użyciu lub groźbom użycia broni jądrowej, opowiadać się za zakazem używania broni jądrowej i toczeniem wojen nuklearnych, aby zapobiec kryzysowi nuklearnemu w Eurazji". Chiński minister obrony Wei Fenghe prawdopodobnie wyraził podobny pogląd ministrowi Szojgu podczas rozmowy telefonicznej z 26 października.

understandingwar.org

Protekcyjny stosunek władz centralnych do Czeczenii doprowadził do powstania de facto elitarnej armii, niezależnej od Kremla i podległej Ramzanowi Kadyrowowi. Już w połowie poprzedniej dekady podejmowano próby ograniczenia tej samowoli. W 2016 roku Kreml próbował przeforsować ustawę, która pozbawiłaby szefa Czeczenii bezpośredniej władzy nad tzw. armią Kadyrowa. Skończyło się jedynie zmianami fasadowymi, a czeczeński przywódca zachował swoje przywileje. Już wtedy politolodzy zastanawiali się, czy istnienie alternatywnej armii, podporządkowanej jednemu z 83 szefów podmiotów federalnych, nie przeczy przyjętemu modelowi władzy i czy nie jest potencjalnie szkodliwe dla Kremla. Grozny tłumaczył, że region jest tak niestabilny, że powinien mieć własne jednostki zbrojne, zdolne do szybkiej reakcji, bez uciekania się do biurokratycznych procedur Moskwy. Wówczas była to jednak sytuacja korzystna dla obu stron. Kreml był przekonany, że dopóki sponsoruje Grozny, nie powstaną tam żadne punkty zapalne. Z kolei Czeczenia była regionem głęboko dotowanym, o średniowiecznych zwyczajach. Kadyrow bogacił się i rozbudowywał swoje struktury władzy, stosując nepotyzm. 

Należąca do Jewgienija Prigożyna Grupa Wagnera realizowała w tym czasie geopolityczne cele Kremla poprzez pozyskiwanie doraźnych sojuszników na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Nielegalna w świetle rosyjskiego prawa, miała tę zaletę, że mogła działać w „szarej strefie”, co uniemożliwiało ściganie jej uczestników i przywódców. Po znalezieniu się na zachodnich listach sankcyjnych Prigożyn inicjował procesy sądowe przeciwko rosyjskim dziennikarzom, którzy publicznie udowodnili, że był pomysłodawcą i głównym realizatorem prywatnej grupy wojskowej. Niektórych dziennikarzy po prostu zabijał. Tworzył jednak alternatywną strukturę współpracującą z rosyjskim dowództwem i działająca głównie w interesie Kremla. Choć konflikty między Prigożynem a ministrem obrony Siergiejem Szojgu się zdarzały – głównie natury wewnętrznej, w ramach rywalizacji o wpływy.

Kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, Kadyrow błyskawicznie włączył się do wojny. Początkowo, gdy jeszcze sądzono, że „Kijów padnie w trzy dni”, oddziały czeczeńskie były bezpośrednio zaangażowane w walki. Po fiasku rosyjskiego Blitzkriegu kadyrowcy zamienili się w swoisty cyrk medialny, kręcąc filmiki, na których walczą ze zniszczonymi domami, światłami drogowymi czy krzakami. Według Meduzy, podobny udział ominął Prigożyna i jego Grupę Wagnera. „Kucharz Putina” nie należał wówczas do najbliższego kręgu zaufania Putina, a pierwszeństwo w prowadzeniu operacji miało Ministerstwo Obrony. 

Po aktywnej fazie ofensywy rosyjskiej (trwającej do zdobycia Siewierodoniecka i Lisiczańska na przełomie czerwca i lipca) armia była wyczerpana. Rosyjscy telewidzowie przestali dostawać codzienną dawkę „zwycięstw”. Doprowadziło to do osłabienia zaufania Władimira Putina do własnego dowództwa, które okazało się niezdolne do realizacji politycznych celów inwazji. 

Na horyzoncie pojawiły się wtedy budowane przez lata prywatne armie – sytuacyjnie niezbędne dla Putina na froncie. Efektem tej relacji było wykształcenie się zależności między centrum, rozumianym jako władza państwowa, a peryferią, posiadającą własne struktury, możliwości organizacyjne i militarne, a przede wszystkim autorytet wśród poddanych. Czy Putin świadomie uzależnił się od pielęgnowanych przez siebie watażków, wierząc, że jeśli się na nich oprze, to osiągnie swoje cele? Czyniąc to, najwyraźniej nie wziął pod uwagę, że w wyniku powstałej zależności od jakiegoś czasu okaże się, że „król jest nagi”. Przyzwyczajony do pełni władzy nie zdawał sobie sprawy, że Rosja znalazła się w okresie turbulencji politycznej, kiedy wojna z czynnika konsolidującego elity zmieniła się w element wyraźnie destrukcyjny dla systemu. Pierwsze skrzypce zaczęła bowiem odgrywać polityczna intuicja dwóch szarych eminencji, którzy jako pierwsi się zorientowali, że obiecane zwycięstwo jest w zasięgu ich rąk. I to zwycięstwo zostanie odniesione nie na Ukrainie, ale na salonach Kremla. 

Naturalną prerogatywą suwerena jest użycie siły. Wracając do traktatu „Lewiatan” brytyjskiego filozofa Thomasa Hobbesa, wiemy, że tylko suweren posiada, sprawuje skuteczną kontrolę i decyduje o jej użyciu wobec zagrożeń wewnętrznych lub zewnętrznych. 

W związku z tym pojawia się zasadnicze pytanie, kto dziś w Federacji Rosyjskiej sprawuje rolę suwerena i kto ma prawo do użycia siły. 

Armia rosyjska faktycznie przestała istnieć jako jednolite zgrupowanie wojsk podporządkowane jednemu ośrodkowi decyzyjnemu. Inwazyjne zgrupowanie wojsk pod dowództwem Ministerstwa Obrony, liczące według Ukrainy i jej zachodnich partnerów około 200 tysięcy żołnierzy, skurczyło się w ciągu dziewięciu miesięcy wojny o co najmniej 50-60 proc. Nie wiadomo, ile jest zaangażowanych wojsk z samozwańczych republik Donbasu – obecnie „przyłączonych” do Federacji Rosyjskiej – i jakie są ofiary wśród zmobilizowanych w Donbasie. Pozostaje też pytanie, kto nimi dowodził – czy oddziały te były skoordynowane z ugrupowaniem rosyjskim i w jakim stopniu. Ponadto po ogłoszeniu przez Władimira Putina tzw. częściowej mobilizacji w Rosji, siły rosyjskie na froncie zostały nasycone setkami tysięcy ludzi, którzy mają znaleźć się pod rosyjskim dowództwem, również na terytoriach okupowanego Donbasu. Z kolei jednostki Ramzana Kadyrowa, które podlegają mu bezpośrednio, odgrywają rolę „oddziałów zaporowych” wobec rosyjskich wojsk. 

Po drugiej stronie barykady stoi Jewgienij Prigożyn i jego armia najemników, w tym zwerbowani rosyjscy więźniowie. Wiadomo, że Grupą Wagnera bezpośrednio dowodzi Prigożyn, natomiast stopień koordynacji działań z resortem obrony pozostaje nieznany. Oddziały Grupy Wagnera, które od maja próbują posuwać się w kierunku Bachmutu, nazywanego publicystycznie „ukraińskim Verdun”, wykorzystują przy tym cały wachlarz ciężkiej broni, od czołgów po lotnictwo frontowe. Celem tego aktu poświęcenia jest pokazanie Kremlowi, że jednostki objęte mniejszą biurokracją i prowadzone przez ludzi wiernych ideologii „rosyjskiego świata” są w stanie wykazać się się lepszymi wynikami niż oficjalne dowództwo sił zbrojnych.

belsat.eu

niedziela, 6 listopada 2022


Do wydarzeń ostatnich lat, przede wszystkim do agresji na Ukrainę, Rosja była znacznie bardziej demokratyczna i wolnościowa niż Chiny – co nie znaczy: demokratyczna i wolna. Przez trzy ostatnie dekady stanowiła intrygującą mieszankę restrykcji i swobód nachodzących na siebie w nieoczywisty sposób. System rosyjski opierał się na spersonalizowanych rządach, połączeniu władzy z własnością, imitacji zachodnich instytucji, postideowej postawy nazywanej pragmatyzmem, przekupywaniu, a następnie zastraszaniu społeczeństwa, prześladowaniu opozycji (początkowo umiarkowanie, następnie mocno) i pretensjach do bycia mocarstwem. Po klęsce lat dziewięćdziesiątych, a następnie imponującym wzroście gospodarczym na początku XXI wieku, dającym stabilność i względny dobrobyt części mieszkańców (głównie z wielkich miast i ośrodków związanych z przemysłem wydobywczym), z czasem Federacja Rosyjska (FR) zaczęła popadać w neobreżniewowski zastój, charakteryzujący się nieudolną modernizacją (złośliwi mówią: "demodernizacją"), zacofaniem i korupcją.

(...)

Reformując Chiny, od początku skupiono się na bazie, stawiając na wzrost gospodarczy za wszelką cenę i radykalnie zmniejszając w życiu społecznym rolę ideologii. Dano ludziom żyć w zamian za nieinteresowanie się polityką. Nieliczni, jak studenci na Tiananmen, nierozumiejący zasad tego niepisanego układu, zapłacili wysoką cenę. Większość jednak chętnie go zaakceptowała, ciesząc się z bezprecedensowych możliwości robienia tego, co ponoć Chińczycy lubią najbardziej: zarabiania pieniędzy, dbania o rodzinę i cieszenia się przyjemnościami. Było to możliwe dzięki fenomenalnemu wzrostowi gospodarczemu, do którego partia przyczyniła się, tworząc przyjazne środowisko biznesowe i dość sprawną administrację. Przede wszystkim zaś nie przeszkadzała w rozwoju, pozwalając ludziom się bogacić i sama na tym korzystając.

Modernizacja Państwa Środka przebiegła z wykorzystaniem zewnętrznych wzorców (na przykład system prawny został stworzony na podstawie niemieckiego, a narodowe koncerny powstały na wzór koreańskich czeboli). W efekcie Chiny stały się nowoczesnym, sprawnym państwem, znacznie lepiej zarządzanym i dynamiczniejszym niż Rosja, umiejącym lepiej odpowiadać na wyzwania czasów. Od momentu dojścia do władzy Xi Jinpinga następuje jednak ponowny, niewidziany od epoki Mao Zedonga powrót do totalitaryzmu i kultu jednostki. Xi reideologizuje zarówno partię, jak i państwo, mając nadzieję na przekształcenie kraju na swoją modłę. Na razie nie odbiło się to znacząco na chińskim skoku cywilizacyjnym, choć czas pokaże, co będzie dalej.

(...)

W warunkach ogromnych różnic między Rosją a Chinami związek Niedźwiedzia ze Smokiem jest dość nieoczywisty, zdaje się wręcz nienaturalny. A jednak funkcjonuje, przynajmniej na razie. Dzieje się tak, gdyż, parafrazując Mao, sprzeczności rosyjsko-chińskie są nieantagonistyczne, nie podważają istoty związku niedźwiedzio-smoczego. Nie powodują na razie istotnych konfliktów. Moskwa i Pekin są w stanie umiejętnie neutralizować napięcia i minimalizować różnice. Przez ostatnie trzy dekady Rosjanie i Chińczycy nauczyli się z nimi żyć. Dotarli się.

Aż do ostatniej dekady stosunki rosyjsko-chińskie stanowiły niemal wyłącznie domenę elit politycznych obu państw. Rosyjskie i chińskie masy wciąż podchodziły do siebie z rezerwą, wcale się dobrze wzajemnie nie znając i nie żywiąc do siebie wielkiej sympatii. Wprawdzie nikt już dziś, przynajmniej w przestrzeni publicznej, nie mówi w Chinach o Rosjanach jako o "włochatych barbarzyńcach" (lao maozi) z północy, a w Rosji nie przyrównuje się już Chińczyków do azjatyckich hord, powstały jednak nowe stereotypy.

Chiny postrzegają Rosję jako państwo chaosu i bałaganu, źle zarządzane, ale mające surowce, wielkie terytorium i broń nuklearną, potrafiące przy tym walczyć o swoje interesy na świecie, opierające się amerykańskiej hegemonii i przyjazne Chinom. Rosjan postrzegają jako silnych, twardych ludzi, dość agresywnych, a przy tym typowych Europejczyków, którzy nie potrafią się do końca pogodzić ze wzrostem znaczenia Chin i zmianą układu sił między Rosją a Chinami.

Na Rosjanach spektakularny wzrost chińskiej gospodarki ostatnich dekad robi duże wrażenie, sympatię wzbudza też rywalizacja ChRL ze Stanami Zjednoczonymi. Ale w tyle głowy wciąż są lęki: tradycyjny strach o chiński rewanżyzm terytorialny został schowany w głąb podświadomości, choć wciąż gdzieś tam czai się upiór Chińczyka knującego, by zmienić granice i odwrócić nierównoprawne dziewiętnastowieczne traktaty. Chwilowo zastąpiły je obawy dotyczące chińskiej eksploatacji gospodarczej Rosji, ale niewiele trzeba, by upiór odżył. Do tego dochodzą narzekania na chińską arogancję i wywyższanie się za zamkniętymi drzwiami (publicznie Chińczycy bardzo dbają o decorum). Jak widać, pozytywy mieszają się w tej wzajemnej percepcji z negatywami, co nie przeszkadzało Rosjanom współpracować z Chińczykami w sferze politycznej, lecz społecznie powodowało dystans. Wzajemną rezerwę mas rosyjskich i chińskich oddano dwie dekady temu metaforą "na górze gorąco, na dole zimno" albo jej rozbudowaną wersją: "gorąco z zewnątrz, letnio w środku i chłodno wewnątrz".

Elity rosyjskie i chińskie zabrały się więc do poprawienia wzajemnego obrazu. Tradycyjnymi metodami. Władze zaczęły wysyłać do mas czytelne komunikaty w duchu "lubcie się!", w urzędowym duchu zorganizowano Rok Rosji w Chinach oraz Rok Chin w Rosji (a potem pomniejsze: rok literatury, rok współpracy naukowo-technicznej itp.), a media od dwóch dekad ciągle karmią masy pozytywnymi narracjami o "partnerze strategicznym". Rosyjska telewizja i prasa ukazują Chiny w dobrym świetle przynajmniej od początku pierwszej dekady XXI wieku, a wyraźnie od 2014 roku, prezentując pozytywne w wydźwięku programy i dokumenty o Państwie Środka. Przed pandemią rozwijała się turystyka oraz wymiana akademicka i studencka między obydwoma państwami. Niebagatelne znaczenie miało również poczucie odrzucenia Rosji przez Zachód po 2014 roku, co stworzyło dobry grunt do polubienia Chińczyków.

Za Murem z kolei KPCh zawsze miała szczelniejszą kontrolę nad mediami, kształtowała więc pozytywny bądź neutralny wizerunek Rosji, szczególnie na tle krytycznego spojrzenia na Zachód. Nawet jeśli chińskie media wprost nie popierają Rosji, to sposób przekazu jest taki, by dać przywykłemu do czytania między wierszami czytelnikowi chińskiemu do zrozumienia, kogo ma poprzeć (tak było między innymi z zestrzeleniem malezyjskiego samolotu w 2014 roku). Obraz uzupełnia "urzędowy optymizm" dotyczący relacji rosyjsko-chińskich płynący nieustannie z gmachów Kremla i Zhongnanhai (siedziby KPCh w Pekinie). To przynosi efekt, przynajmniej w jakimś stopniu. Wizerunek Rosji poprawił się w Chinach: młodsi cenią ją za opieranie się USA i przyjazny stosunek do ChRL, starsi czują nostalgię za wspólną budową socjalizmu. Poprawa traktowania Chińczyków w Rosji też zrobiła swoje. Dwie dekady temu pisano, że nie ma chyba w Rosji Chińczyka, który by nie został poszkodowany przez milicję, dziś policja już nie wymusza łapówek za brak meldunku i jest miła dla chińskich turystów.

Mimo tych wszystkich działań dystans pozostał, nawet jeśli nieco się zmniejszył. Dla większości chińskiego społeczeństwa Rosja jest zasadniczo obojętna. Zaś w Rosji zasób antychińskich nastrojów jest nadal spory (znacznie większy niż vice versa, nawiasem mówiąc), tyle że ukryty, bo zepchnięty na dalszy plan z uwagi na potyczki z Zachodem. Wzajemne resentymenty zeszły do podziemi, stając się dobrze widocznymi jedynie w sytuacjach kryzysowych, takich jak zanieczyszczenie chińskiej rzeki Sungari grożące rosyjskiemu Dalekiemu Wschodowi (2006), zatopienie chińskiego statku (pod banderą Sierra Leone) w 2009 roku, zamknięcie wielkiego chińskiego bazaru Czerkizowskiego w Moskwie (2009) czy na początku pandemii. Rosja zamknęła wówczas granicę z Chinami, zakazała Chińczykom wjazdu do Rosji, wstrzymała wydawanie wiz, a władze Moskwy wprowadziły szereg antychińskich obostrzeń, w tym polecenie dane kierowcom komunikacji miejskiej, by informowali władze w razie pojawienia się pasażerów wyglądających na Chińczyków (aż ambasada chińska zaprotestowała przeciw temu jawnemu przykładowi rasizmu). Przy każdym z owych społecznych "incydentów" internet w obu krajach wybuchał burzą antychińskich i antyrosyjskich komentarzy, co udowadniało słabe więzi kulturowe i wzajemny brak zaufania. Każdy taki kryzys neutralizował lata propagandy spod znaku "macie się lubić".

Letnia atmosfera panująca między narodami rosyjskim i chińskim nie martwi jednak rosyjskich i chińskich elit. Po pierwsze, "apatia jest lepsza niż antypatia", mogą się nie kochać, byleby się nie nienawidzili. A po drugie, w państwach autorytarnych społeczeństwa mają tylko ograniczony wpływ na politykę. Czy się więc zwykli ludzie lubią, czy nie, ma to drugorzędne znaczenie.

Michał Lubina - Niedźwiedź w objęciach smoka

Dodatkowo zniechęcać Arabów do pokojowego angażowania się w sprawy Izraela może wzrost znaczenia kahanistów i ich coraz większa swoboda działania. Kahanizm to rasistowska, skrajnie antyarabska ideologia syjonistyczno-ortodoksyjnego fundamentalizmu, nawiązująca do poglądów zmarłego w 1990 rabina Meira Kahane. Kahaniści dążą do tego by Izrael był państwem wyłącznie żydowskim i obejmował całe terytorium Palestyny, a związki Żydów z nie-Żydami były zakazane. W 1994 r. dwie partie kahanistyczne zostały zdelegalizowane po tym jak poparły masakrę dokonaną przez Barucha Goldsteina na modlących się w Hebronie Palestyńczykach. Obecnie do kahanizmu nawiązuje Otzma Yehudit, kierowana przez Itamara Ben Gvira, oskarżanego o organizowanie antyarabskich bojówek, która w wyborach startuje w koalicji z religijno-syjonistyczną Tkumą Bezalela Smotricha. Według obecnych sondaży ich lista może liczyć na 12-14 mandatów ale eskalacja ataków ze strony Arin al-Usud może spowodować dalszy wzrost ich poparcia. Nie ulega przy tym wątpliwości, że będą oni głównym koalicjantem Netanyahu, jeśli b. premierowi uda się stworzyć rząd. Oni też będą stanowić klucz do ostatecznego utrącenia postępowania karnego w sprawie korupcyjnej przeciwko Netanyahu.

Netanyahu jest politykiem mającym ogromne doświadczenie zarówno w polityce wewnętrznej jak i na arenie międzynarodowej, niemniej zdaniem niektórych komentatorów może stać się politycznym zakładnikiem Smotricha i Ben Gvira, co skomplikuje jego relacje z USA. Nie ma wątpliwości, że Biden wolałby aby u władzy pozostał Lapid i Gantz. Służyła temu lipcowa wizyta amerykańskiego prezydenta w Izraelu, a także wsparcie USA w rozmowach izraelsko-saudyjskich oraz pomoc w zawarciu układu z Libanem w sprawie granicy morskiej i eksploatacji złóż gazu Karisz i Qana. Perspektywa wejścia kahanistów do rządu spotyka się też z krytyką ze strony środowisk żydowskich w USA.

Netanyahu do relacji z USA podchodzi jednak pragmatycznie i nie pozwoli sobie na takie otwarte okazywanie niechęci wynikającej z żywionych uraz, jak jest to w przypadku afrontów czynionych przez saudyjskiego następcy tronu w stosunku do Bidena. Wręcz przeciwnie, można się spodziewać, że będzie starał się udobruchać Amerykanów. Jeśli po wyborach w USA (8 listopada) Republikanie przejmą Senat to zadanie to będzie dla niego łatwiejsze, zwłaszcza, że oddali się perspektywa reaktywacji porozumienia w sprawie irańskiego porozumienia nuklearnego (JCPOA), do którego Izrael w ogóle, a Netanyahu w szczególności, nigdy nie mieli pozytywnego stosunku.

Obecność kahanistów w rządzie może też stanowić problem dla Netanyahu w relacjach z arabskimi partnerami. Warto przypomnieć, że to za rządów Netanyahu zawarto pierwsze Porozumienia Abrahamowe, a polityka ta była kontynuowana przez obecny rząd. W szczególności współpraca Izraela z ZEA daje obu stronom znaczne korzyści ekonomiczne i rozwojowe. Netanyahu liczył jednak na budowę wielkiej koalicji antyirańskiej i ten plan się nie powiódł, a Emiraty straciły wszelką ochotę na jakąkolwiek konfrontację z Iranem i jego szyickimi sojusznikami. Problem ze współpracą izraelsko – arabską w przypadku wejścia do rządu ludzi pokroju Itamara Ben Gvira związany byłby nie tyle z przywiązaniem Arabów do sprawy palestyńskiej (na której dawno im nie zależy), lecz z problemami wizerunkowymi, zwłaszcza jeśli dojdzie do tego wybuch trzeciej intifady. Można się jednak spodziewać, że Netanyahu będzie starał się przykryć te problemy nakręcaniem atmosfery strachu przed Iranem, a zaangażowanie Iranu w wojnę na Ukrainie może mu w tym pomóc.

Prezydent Zełeński wielokrotnie krytykował postawę Izraela wobec rosyjskiej agresji na Ukrainę. Obecny rząd nie tylko nie zaoferował żadnej realnej pomocy Ukrainie, zwłaszcza w zakresie uzbrojenia, ale pozwolił na to by rosyjscy oligarchowie uciekali tam przed sankcjami. Nie bez znaczenia jest też to, że niektórzy z nich (np. Abramowicz) mają izraelskie obywatelstwo, a w Izraelu znajduje się spory elektorat rosyjskojęzyczny, głosujący głównie na partię Awigdora Liebermana, jednego z koalicjantów Gantza i Lapida. Po ujawnieniu, że Iran dostarcza drony Rosji przeciwko Ukrainie, izraelski rząd szybko odciął się od sugestii jednego z mniej znaczących ministrów Nachmana Szaja, że Izrael powinien w odpowiedzi na to wesprzeć Ukrainę, przekazując jej uzbrojenie. Gdy  Gantz wyraźnie wykluczył możliwość udzielenia takiej pomocy Ukrainie, Zełeński znów ostro skrytykował postawę Izraela, sugerując, że Rosja nie zapłaci Iranowi pieniędzmi, lecz wsparciem programu atomowego. Tymczasem Iran, poza dronami, planuje przekazać Rosji również rakiety balistyczne. Ukraina natomiast chce by Izrael wsparł ją systemem obrony powietrznej Żelaznej Kopuły.

Można mieć wątpliwości czy sugestia Zełeńskiego ma silne podstawy, gdyż irański program również bez pomocy rosyjskiej jest dostatecznie zaawansowany. Iranowi raczej zależy na finalizacji długo negocjowanego dealu zbrojeniowego, w wyniku którego zakupiłby od Rosji samoloty SU-35, system S-400 oraz K-300P Bastion. To znacznie utrudniłoby jakiekolwiek prewencyjne uderzenie na Iran, na które Netanyahu wciąż ma nadzieję, w związku z niepowodzeniem negocjacji w sprawie JCPOA. Izraelski polityk może mieć też nadzieję, że zaangażowanie Iranu w wojnę na Ukrainie, może skłonić Bidena do ostrzejszych działań wobec Teheranu, zwłaszcza jeśli Izrael zapewni jakiś bonus. Dlatego też Netanyahu, w przeciwieństwie do Gantza, nie wykluczył udzielenia pomocy wojskowej Ukrainie.

Deklaracja Netanyahu nie zawiera jednak żadnych konkretów i może być wprowadzeniem do licytacji między USA a Rosją. Netanyahu nie ukrywa bowiem, że chce by Rosja, która za jego premierostwa zapalała mu zielone światło na uderzenia na pozycje Iranu w Syrii, zgodziła się na całkowitą anihilację Irańczyków w Syrii. Wątpliwe by irański prezydent Ebrahim Raisi był zachwycony gdyby Rosja tak mu odpłaciła za obecne przysługi. Netanyahu może sobie przy tym pozwolić na bardziej asertywną postawę wobec Rosji niż wówczas gdy regularnie jeździł przymilać się do Putina. Obecnie Rosja ma znacznie mniejsze możliwości, a presja Izraela i dług wdzięczności wobec Iranu (a także Turcji) wpychać ją będą w coraz bardziej kłopotliwą sytuację. Z drugiej strony Netanyahu od USA oczekuje przymknięcia oka na koalicję z kahanistami i rozprawę z Palestyńczykami, a przede wszystkim zaostrzenia kursu w stosunku do Iranu. Ten ostatni aspekt wydaje się dla Netanyahu najważniejszy, niemniej trudno powiedzieć na czym to zaostrzenie mogłoby polegać, jeśli nie na militarnym uderzeniu. Tymczasem jakakolwiek akcja zbrojna przeciwko Iranowi spowoduje jego odpowiedź i w rezultacie eskalację w regionie, która spowoduje również pogorszenie sytuacji na rynku energetycznym i żywnościowym. Nie tylko Biden ale nawet Trump miał tego świadomość. Pogłębianie się współpracy irańsko-rosyjskiej w zakresie zbrojeniowym może jednak zmienić to podejście.

defence24.pl