czwartek, 4 sierpnia 2022


Siły rosyjskie zintensyfikowały ataki na północ i zachód od Doniecka. Trwają walki na obrzeżach Awdijiwki – najeźdźcy podejmują próby przełamania obrony ukraińskiej na kierunku Kramatorska. Starcia prowadzone są też o kontrolę nad wsią Pisky (u wylotu autostrady M04 z Doniecka do Dniepru) i na obrzeżach Marjinki. Agresor kontynuuje natarcie na Bachmut oraz miejscowości na północny i południowy wschód od miasta. Głównymi rejonami walk są Sołedar i Werszyna, a także Kodema i Trawnewe na północ od Gorłówki. Obrońcy powstrzymali ataki na północ i północny wschód od Charkowa. Starcia toczą się na południe od Bałakliji, zmniejszyło się natomiast natężenie ataków na pograniczu obwodów charkowskiego i donieckiego (w ostatnich dniach Ukraińcy odparli natarcie na odcinku Jaremiwka–Dołyna), gdzie Rosjanie przeszli do działań dywersyjno-rozpoznawczych. Najeźdźcy mieli bezskutecznie atakować pozycje przeciwnika w północno-zachodniej części obwodu chersońskiego, przy granicy z obwodami mikołajowskim i dniepropetrowskim.

Artyleria i lotnictwo agresora wciąż ostrzeliwują i bombardują pozycje oraz zaplecze sił ukraińskich wzdłuż całej linii styczności, jak również w przygranicznych rejonach obwodów czernihowskiego i sumskiego. Systematycznie niszczone (także za pomocą rakiet) są Charków, Czuhujew, Mikołajów, Nikopol i miejscowości na południe od Krzywego Rogu. Rakiety spadły ponadto na południowe i wschodnie obrzeża Zaporoża, Synelnykowe w obwodzie dniepropetrowskim oraz jednostkę wojskową w rejonie czerwonogrodzkim (dawny Krystynopol) obwodu lwowskiego. W ostatnim z ataków obrońcy mieli zestrzelić siedem z ośmiu pocisków manewrujących wroga. Ogień ukraińskiej artylerii skupiony był głównie na pozycjach przeciwnika w Donbasie (zwłaszcza w Doniecku i okolicach). Obrońcy uderzyli ponownie w kolejowy most Antonowski. Rosjanie przeprowadzili prowizoryczną naprawę samochodowego mostu Antonowskiego, umożliwiającą ruch pojazdów, lecz nadal sprowadzają do prawobrzeżnej części obwodu chersońskiego nowe siły również za pomocą przepraw tymczasowych.

1 sierpnia Waszyngton ogłosił siedemnasty pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy o wartości 550 mln dolarów, który ma objąć 75 tys. sztuk amunicji artyleryjskiej 155 mm i pociski naprowadzane GMLRS do wyrzutni HIMARS i MLRS. Tego samego dnia minister obrony Ołeksij Reznikow oznajmił, że do napadniętego kraju dotarły cztery wcześniej zapowiedziane wyrzutnie HIMARS. Znalazły się tam też pierwsze cztery bezzałogowe statki powietrzne FlyEye wraz ze stanowiskiem kierowania, zakupione w ramach opartego na społecznej zbiórce projektu „Armia dronów” (dzięki któremu armia ukraińska otrzyma 20 polskich dronów FlyEye z dwoma stanowiskami kierowania oraz 20 sztuk i dwa stanowiska kierowania amunicji krążącej Warmate).

2 sierpnia rosyjski Sąd Najwyższy, na wniosek Prokuratury Generalnej, uznał ukraiński pułk Azow za paramilitarną organizację terrorystyczną. Decyzja pozbawia żołnierzy tej jednostki praw przysługujących jeńcom wojennym i ma ułatwić postawienie ich przed sądem jako terrorystów odpowiedzialnych za zbrodnie na ludności cywilnej. Komentując orzeczenie, prezydent Wołodymyr Zełenski stwierdził, że ma ono odwrócić uwagę od tego, że to Rosja jest państwem terrorystycznym, i wezwał władze USA do potwierdzenia tego faktu. Strona ukraińska podkreśla, że pułk Azow to regularna jednostka wchodząca w skład 12. brygady Gwardii Narodowej i że prawa kombatanckie żołnierzy pułku nie mogą być podważane.

Nowy prokurator generalny Ukrainy Andrij Kostin poinformował o wstępnych ustaleniach śledztwa w sprawie śmierci 53 ukraińskich jeńców przetrzymywanych w Ołeniwce. Jako przyczynę tragedii jednoznacznie wykluczono atak rakietowy. Zdaniem Kostina wiele wskazuje na to, że śmierć jeńców nastąpiła wskutek świadomego użycia ładunku termobarycznego. Priorytetowym zadaniem dla Kijowa jest podważenie rosyjskiego przekazu propagandowego oskarżającego siły ukraińskie o zabicie jeńców w wyniku uderzenia z systemu HIMARS. Najeźdźcy nadal, wbrew obietnicom, nie pozwolili przedstawicielom Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża dokonać oględzin miejsca zdarzenia.

Na terenach okupowanych odnotowuje się opóźnienia w realizowaniu zadań przyśpieszających integrację z Rosją. Wydawanie rosyjskich paszportów przebiega powoli – jak dotąd otrzymało je ok. 10 tys. osób, co według Kijowa stanowi 1% populacji zamieszkującej te terytoria. W celu zwiększenia tempa wprowadzania rubla władze okupacyjne próbują zmusić mieszkańców do wnoszenia opłat za media i usługi komunalne w rosyjskiej walucie. Działania te są bojkotowane – hrywna wciąż pozostaje w obiegu, zwłaszcza w rozliczeniach w sektorze prywatnym. Armia agresora, wspierana przez FSB i Gwardię Narodową, zintensyfikowała działania filtracyjne w okupowanym obwodzie chersońskim. W ocenie władz ukraińskich świadczy to o zabezpieczeniu tyłów jej sił, przygotowujących się do walk na południu kraju, m.in. przez deportacje osób podejrzewanych o udział w ukraińskich grupach dywersyjnych. Władze kolaboranckie w Chersoniu przyznały, że status prawny zajętych przez Rosjan terytoriów określa sam fakt obecności wojsk FR. Pozwala to na organizację władz lokalnych bez określania przynależności państwowej i stosowanie rosyjskiego prawa przez administrację wojskową. Poinformowano również, że nie podjęto jeszcze decyzji o wyznaczeniu daty tzw. referendum.

W miejscowościach południowej części obwodu zaporoskiego trwa akcja typowania osób, które mogą brać udział w „spontanicznych” manifestacjach popierających włączenie okupowanych terytoriów w skład Rosji. Do Melitopola przybyła grupa rosyjskich propagandystów mających stworzyć na potrzeby mediów pozytywny obraz sytuacji w mieście. W Berdiańsku działa ośrodek rekrutacyjny werbujący do współpracy z władzami okupacyjnymi. Pomimo poważnych zachęt materialnych chętnych jest niewielu. Słabe rezultaty w pozyskiwaniu ludności zmusiły Rosjan do sprowadzenia „aktywistów” z Krymu, których przedstawia się jako mieszkańców Chersonia i obwodu zaporoskiego. Od początku okupacji otrzymanie pomocy finansowej bądź żywnościowej uzależniane jest od deklaracji wsparcia referendum aneksyjnego i przyjęcia rosyjskiego paszportu. Działalność rozpoczął fasadowy ruch społeczny „Razem z Rosją”, którego zadanie polega na organizowaniu płatnych manifestacji poparcia.

Według danych ukraińskiej straży granicznej od początku agresji za próbę nielegalnego opuszczenia kraju zatrzymano ok. 6,4 tys. mężczyzn uchylających się od mobilizacji. Ponad 4 tys. chciało przekroczyć „zieloną granicę”, pozostali posługiwali się fałszywymi dokumentami pozwalającymi na wyjazd. Państwowa Służba Śledcza zatrzymała szefa komendy uzupełnień i funkcjonariusza organów ścigania z Kramatorska, którzy domagali się 2 tys. dolarów łapówki za wystawienie zaświadczenia o niezdolności do służby wojskowej. Szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ołeksij Daniłow skrytykował uchylających się od obowiązku mobilizacyjnego. Jego wypowiedź była reakcją na kolejną petycję społeczną dotyczącą zniesienia zakazu wyjazdu z Ukrainy mężczyzn w wieku poborowym bez doświadczenia wojskowego oraz tych o ograniczonej zdolności do służby (uzyskano ponad 25 tys. głosów – liczbę niezbędną do jej rozpatrzenia). Autorzy argumentują, że po 24 lutego do kraju powróciło ponad 110 tys. mężczyzn, do Obrony Terytorialnej zapisało się ponad 100 tys. ochotników, a do Legionu Międzynarodowego – 20 tys., co wraz z Siłami Zbrojnymi i MSW daje 625 tys. osób wyszkolonych do walki.

2 sierpnia rozpoczęła się obowiązkowa ewakuacja ludności cywilnej z obwodu donieckiego, którą Kijów planuje zakończyć przed rozpoczęciem sezonu grzewczego, co ma dać do zrozumienia, że w tym regionie niemożliwe będzie dostarczenie ciepła zimą. Osoby odmawiające opuszczenia miejsc pobytu mają zostać zobowiązane do podpisania oświadczenia o świadomości konsekwencji pozostania. Tego samego dnia z Pokrowska ruszył pierwszy pociąg ewakuacyjny. Według szefa Donieckiej Obwodowej Administracji Wojskowej Pawła Kyryłenki po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji dwie trzecie mieszkańców obwodu opuściło swe domy, ale wciąż pozostaje tam ok. 350 tys. osób.

Minister edukacji i nauki Serhij Szkarłet oświadczył, że na Ukrainę powróciło 30 tys. dzieci w wieku szkolnym, które po 24 lutego wyjechały za granicę. Szacunki resortu mówią, że obecnie poza krajem wciąż przebywa 641 tys. dzieci (w momencie rozpoczęcia agresji w szkołach uczyło się ok. 4,2 mln uczniów). Minister zapewnił, że mimo dużej skali przesiedleń w nowym roku szkolnym zapewniona zostanie odpowiednia liczba placówek edukacyjnych lub możliwe będzie nauczanie zdalnie. Zajęcia stacjonarne będą mogły być prowadzone jedynie w szkołach posiadających schrony bombowe. Tam, gdzie schrony nie będą w stanie pomieścić wszystkich uczniów i nauczycieli, lekcje będą się odbywać w trybie dwuzmianowym. W Kijowie schronami dysponuje prawie 70% szkół.

Komentarz

•  Zintensyfikowanie rosyjskich działań na północ i zachód od Doniecka, a także decyzja Kijowa o przymusowej ewakuacji ludności z pozostającej pod kontrolą obrońców części Donbasu potwierdzają, że region przekształcił się w główny obszar starcia zbrojnego, mającego po obu stronach charakter wojny totalnej, w której również strona ukraińska postanowiła zastosować taktykę spalonej ziemi. Zajęcie północno-zachodniej części obwodu donieckiego, a przynajmniej odsunięcie wojsk ukraińskich od Doniecka (od 2014 r. pozycje obrońców przebiegają tuż za granicami miasta), uniemożlwiające bądź przynajmniej utrudniające jego ostrzał, nie stanowiły po 24 lutego priorytetu w planie operacji. Należy przyjąć, że Rosja świadomie pozostawiła Donieck w bezpośrednim sąsiedztwie linii frontu, by wykorzystać później ostrzał miasta (oraz leżącej nieopodal Gorłówki) przez przeciwnika w wojnie informacyjnej – jako swoistą przeciwwagę, którą starała się zniwelować na arenie międzynarodowej doniesienia Kijowa o niszczeniu miast przez siły agresora.

•  Obecne przesunięcia wojsk najeźdźczych – głównie do okupowanych części obwodów chersońskiego, zaporoskiego i charkowskiego – nie oznaczają, że z punktu widzenia agresora walki o Donbas zmienią swój charakter. Główny ciężar prowadzonych w regionie starć w dalszym ciągu spoczywa na tzw. donieckiej i ługańskiej milicjach ludowych, wspieranych przez rosyjskie artylerię i lotnictwo. Z perspektywy Kijowa decyzja o przymusowej ewakuacji ludności może oznaczać przygotowanie do ewentualnego całkowitego wycofania z regionu. W takim przypadku należy ją postrzegać jako element zapobiegania dalszej utracie populacji, zwłaszcza w sytuacji wywożenia przez agresora mieszkańców zajętych obszarów do Rosji.

•  Sygnalizowana przez stronę ukraińską gotowość do podjęcia działań ofensywnych na południu wpływa negatywnie na skuteczność okupanta w obwodach chersońskim i zaporoskim. Zwiększona aktywność jego wojsk świadczy o tym, że Rosjanie liczą się z natężeniem walk w tym regionie. Ukraińska aktywność militarna, m.in. ostrzały przepraw mostowych, sprawia, że terytoria okupowane stają się bezpośrednim obszarem przyfrontowym. Kontynuowanie starć spowalnia rusyfikację i może mieć wpływ na opóźnienie włączenia tych obszarów do Rosji. Zapowiedzi podjęcia ofensywy przez Kijów wpływają znacząco na wzrost antyrosyjskich postaw wśród miejscowej ludności.

•  Uznanie przez Rosję pułku Azow za organizację terrorystyczną to przykład nihilizmu prawnego stawiającego poza prawem regularną jednostkę wojskową. Fakt ten będzie istotnie utrudniać podjęcie negocjacji w sprawie uwolnienia bądź wymiany przetrzymywanych żołnierzy. Wyrok sądu można uznać za akt zemsty na ludziach, którzy stawiali długotrwały opór siłom agresora, przedstawianych przez rosyjską propagandę jako wytwór „ukraińskiego nazizmu”. Pozbawienie ich praw przysługujących jeńcom wojennym otwiera możliwość zorganizowania pokazowego procesu „terrorystów”, którzy rzekomo „mordowali ludność cywilną”. Ma to odwrócić uwagę od zbrodni popełnianych przez armię najeźdźczą na ukraińskich cywilach.

•  Wśród Ukraińców pojawiają się otwarte oznaki niezadowolenia i sprzeciwu wobec powszechnej mobilizacji oraz zakazu wyjazdu za granicę mężczyzn w wieku poborowym. Organy ścigania stale wykrywają przypadki uchylania się od służby wojskowej oraz nielegalnego przerzutu mężczyzn przez granicę państwową. Równocześnie do prezydenta napływają kolejne petycje, w których społeczeństwo domaga się liberalizacji restrykcji związanych z ich wyjazdem. Mimo że skala uchylania się od służby wojskowej i nielegalnego opuszczania kraju jest niewielka, to coraz częstsze protesty przeciwko mobilizacji pokazują, że zmęczenie wojną i obawy przed bezpośrednim udziałem w walkach zaczynają się nasilać, a ich otwarte wyrażanie przestaje być tematem tabu.

osw.waw.pl

Cena ropy to obecnie kluczowa informacja, która może przybliżyć zakończenie wojny za naszą wschodnią granicą. Bez pieniędzy Rosja nie będzie jej w stanie długo prowadzić. A obecnie z powodu sankcji musi swoją ropę sprzedawać znacznie poniżej cen rynkowych.

W środę przy cenie spotowej (natychmiastowej) baryłki ropy Brent 108,05 dol., za ropę Urals trzeba było płacić 75,5 dol., czyli o 32,55 dol. mniej od Brent – wynika z danych Reutersa. Jeszcze do końca stycznia ceny obu typów surowca różniły się o nie więcej niż dwa dolary, a zaraz przed inwazją Rosji na Ukrainę różnica wzrosła do niecałych 4 dol. Sankcje spowodowały, że Rosja nie może sprzedawać do krajów Zachodu, więc musi dać odpowiedni, znaczący upust, żeby pozbyć się swojego surowca. Kupują m.in. Chiny i Indie.

Czwartkowa cena 75,5 dol. za baryłkę ropy Urals to już tylko nieco wyżej niż średnia 69 dol. po ile Rosja sprzedawała ropę w 2021 r. W ub.r. pozwoliło to na zwiększenie rezerw walutowych federacji o 35 mld dol. i nadwyżkę budżetową 13 mld dol. A przecież Rosja w ub.r. nie musiała wtedy ponosić kosztów wojny, które mogą szacunkowo wynosić około miliarda dolarów dziennie.

Według ostatniej aktualizacji Banku Rosji na 22 lipca rezerwy międzynarodowe Rosji wynosiły 567 mld dol. ,z czego około 300 mld dol. jest zablokowane. Na początku lutego wynosiły ponad 640 mld dol.

Jaki jest powód spadku cen ropy? Pojawiły się dane, które sugerują, że może wcale nie jest jej za mało na rynku, jak się wcześniej wydawało.

W środę amerykańska Administracja Informacji Energetycznej (EIA) niespodziewanie podała, że zapasy ropy wzrosły. A to oznacza, że było jej za dużo jak na zapotrzebowanie w USA, które zużywają najwięcej ropy na świecie.

W magazynach przybyło tam 4,5 mln baryłek w tygodniu poprzedzającym 29 lipca, podczas gdy analitycy oczekiwali spadku zapasów o 600 tys. baryłek. Wykorzystanie mocy produkcyjnych rafinerii spadło o 1,2 pkt proc. do zaledwie 91 proc. Import ropy netto (nadwyżka importu nad eksportem) co prawda wzrósł o 2,21 mln baryłek w ciągu tygodnia przy spadku eksportu o milion baryłek, ale jak widać po danych z magazynów było to za dużo jak na potrzeby rynku. Produkcja benzyny spadła o 700 tys. baryłek dziennie.

Wcześniejsze rozczarowanie decyzją OPEC+ o zwiększeniu od września produkcji o zaledwie 100 tys. baryłek dziennie, ustąpiło miejsca oczekiwaniom na spadek popytu. Według informacji uzyskanych przez Reutersa od trzech delegatów OPEC organizacja obniżyła prognozę nadwyżki popytu na ropę na świecie w tym roku o 200 tys. baryłek dziennie do 800 tys. baryłek.

– Wygląda na to, że OPEC+ opiera się wezwaniom do zwiększenia produkcji, bo prognozy dotyczące popytu na ropę wciąż są obcinane. Świat walczy z trwającym globalnym kryzysem energetycznym i nie otrzyma żadnej pomocy od OPEC+ – napisał w notce rynkowej Edward Moya, starszy analityk w OANDA, cytowany przez Reutersa. Uważa, że cena ropy ma silne wsparcie na poziomie 90 dol.

Perspektywy popytu na ropę zostały przyćmione przez rosnące obawy o załamanie gospodarcze w Stanach Zjednoczonych i Europie, problemy z zadłużeniem w gospodarkach wschodzących oraz ścisłą politykę zerowego COVID-19 w Chinach, największym na świecie importerze ropy.

businessinsider.com.pl

Komentator "Frankfurter Rundschau" podsumowuje wywiad Schroedera dla tygodnika "Stern": "Gerhard Schroeder rozmawiał ze swoim przyjacielem, watażką Władimirem Putinem. Dobra wiadomość jest taka, że Kreml chce wynegocjować pokój dla Ukrainy – twierdzi polityk SPD. Zła wiadomość jest taka, że były kanclerz Niemiec zmienia się w marionetkę Putina. Putin najechał i niszczy sąsiedni kraj, chcąc go całkowicie podbić. Schroeder uznaje za coś oczywistego aneksję Krymu w 2014 roku. Och, i odłożony na półkę Gazociąg Bałtycki Nord Stream 2 byłby rozwiązaniem dla ewentualnych braków w dostawach gazu. Wystarczy go tylko uruchomić – mówi Schroeder (...). Jedynym właściwym rozwiązaniem byłoby zakończenie wojny przez Putina. Bezwarunkowo. O to powinien się postarać Schroeder".

Dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" zauważa, że szaleństwem byłoby, "gdyby Scholz zastosował się do zaleceń swojego poprzednika Schroedera, który w pełni stał się nadwornym błaznem Putina. Rozwiązanie dla Donbasu oparte na szwajcarskim modelu kantonalnym? Oddanie do użytku Nord Stream 2, bo Siemens sabotuje powrót niecierpliwie wyczekiwanej przez Moskwę turbiny? Dostawy gazu wcale nie są redukowane na polecenie Kremla? Można zacząć współczuć temu człowiekowi. W każdym razie nie można go już traktować poważnie".

Również "Sueddeutsche Zeitung" zwraca uwagę na to, że "Schroeder, który w obecnej wojnie gospodarczej walczy po stronie rosyjskiej, nie wzbrania się nawet przed twierdzeniem, że nie ma żadnych politycznych poleceń Kremla, by redukować przepływ gazu. Jest to jakoby "problem techniczny i biurokratyczny" po obu stronach. W ten sposób realizuje tylko jeden cel – zwiększenie presji społecznej na rząd niemiecki i swojego następcę Olafa Scholza".

Wypowiedzi Gerharda Schroedera komentuje także prasa regionalna. Na przykład "Pforzheimer Zeitung": "Po wizycie w Moskwie w ubiegłym tygodniu były kanclerz Gerhard Schroeder uważa, że możliwe jest wynegocjowane z Władimirem Putinem pokoju na Ukrainie. I uważa uruchomienie niedawno ukończonego gazociągu Nord Stream 2 za »najprostsze rozwiązanie« problemów Niemiec oraz Europy z dostawami gazu w nadchodzącej zimie. Schroeder rozbudza nadzieję u ludzi, i w tym tkwi prawdziwe niebezpieczeństwo. Bo problemów w konflikcie ukraińskim nie da się tak prosto rozwiązać. Putin to perfidny watażka i bezwzględny dyktator. W najlepszym wypadku Putin rzeczywiście daje się przekonać Schroederowi. W najgorszym razie – co jest znacznie bardziej prawdopodobne – Schroeder jest instrumentalizowany przez Putina".

"Były kanclerz Gerhard Schroeder jest politycznym hochsztaplerem" – komentuje dziennik "Münchener Merkur". "To czysty jak łza agent Putina, który udaje uczciwego mediatora między Zachodem a dyktatorem na Kremlu. Na zlecenie tego ostatniego Schroeder wbija klin w społeczeństwo, podburzając głęboko zaniepokojonych wojną oraz inflacją niemieckich obywateli przeciwko własnemu rządowi i mamiąc ich gotowością Rosji do negocjacji. Taka gotowość nie istnieje. Czego naprawdę chce Putin, zdradzili w rozbrajający sposób jego poplecznicy: »Granice Rosji« groził ostatnio Gruzji i Kazachstanowi kaznodzieja nienawiści Kremla Dimitri Miedwiediew, »nie kończą się nigdzie«. Schroeder bierze udział w wojnie propagandowej przeciwko krajowi, któremu przysięgał kiedyś jako kanclerz, że będzie zapobiegał wszelkim szkodom. To jest bezprecedensowe. Jeśli SPD kiedykolwiek miało powód, by wydalić swojego członka, teraz ma go na tacy. SPD nie powinna z tym zbyt długo zwlekać. W przeciwnym razie padnie na nich długi cień ich byłego kanclerza".

onet.pl

środa, 3 sierpnia 2022


1 sierpnia Centralny Bank Rosji (CBR) zdecydował o przedłużeniu na kolejne pół roku (do 9 marca 2023 r.) ograniczeń dotyczących zakupu zachodnich walut w gotówce. Rosyjscy obywatele mogą wypłacić ze swoich kont lub depozytów walutowych założonych przed 9 marcem 2022 r. jedynie środki o wartości do 10 tys. dolarów – w dolarach lub euro, niezależnie od waluty, w której konto zostało założone. Po wyczerpaniu tego limitu pozostałe fundusze można otrzymać w rublach (po kursie dnia). CBR poinformował, że konta, na których znajduje się nie więcej niż 10 tys. dolarów, stanowią 90% wszystkich rachunków walutowych, nie przekazał jednak przy tym, jaka suma zdeponowana jest na pozostałych 10% rachunków. Ponadto banki mogą sprzedawać obywatelom w gotówce jedynie te zachodnie waluty, które trafiły do ich kas po 9 kwietnia 2022 r. Ograniczenia przedłużono także względem osób prawnych (rezydentów rosyjskich, tj. firm zarejestrowanych w Rosji). Na wydatki delegacyjne mogą one wypłacić w gotówce kwoty o wartości do 5 tys. dolarów – w dolarach, euro, funtach lub jenach.

Jednocześnie w ostatnich tygodniach CBR zdjął większość obostrzeń nałożonych pod koniec lutego br. na obrót zachodnimi walutami w formie elektronicznej. Od końca czerwca obywatele mogą przelewać za granicę ze swoich kont w rosyjskich bankach do 1 mln dolarów miesięcznie (lub podobną wartość w innej walucie zachodniej). Ponadto z rosyjskich firm zdjęto obowiązek wymiany na ruble przychodów eksportowych (wcześniej musieli oni przewalutowywać na wewnętrznym rynku nawet 80% tych przychodów). Eksporterzy (spoza sektora surowcowego) nie są już także zobligowani do repatriacji zarobionych za granicą środków i mogą je przetrzymywać na zagranicznych kontach.

Nadal obowiązują ograniczenia nałożone na nierezydentów. Nie mogą oni m.in. transferować swoich dochodów, zysków lub dywidend uzyskanych w Rosji za granicę ani kupować rosyjskich papierów wartościowych. Nie mają też możliwości zakupu walut zachodnich w gotówce.

1 sierpnia Wielka Brytania złagodziła sankcje, zezwalając podmiotom powiązanym z Rosją na korzystanie z usług ubezpieczeniowych i reasekuracyjnych w odniesieniu do statków, samolotów i komponentów dla nich w przypadku rejsów między Rosją i państwami trzecimi. Brytyjska spółka Lloyd’s jest największą firmą ubezpieczeniową na świecie.

Rosyjski rząd oszacował spadek produkcji branży metalurgicznej w II kwartale br. na 20%. W przypadku poszczególnych koncernów sytuacja jest znacznie gorsza – produkcja kombinatu w Magnitogorsku zmniejszyła się o 38%, a Siewierstali o 28%. Trend wynika z obniżenia popytu zarówno za granicą w związku z sankcjami, jak i na rynku wewnętrznym. Dodatkowo Kreml, w ramach wsparcia rynku budowlanego, w marcu br. wprowadził regulację cen na metale i wyroby z nich, co dodatkowo ograniczyło rentowność produkcji metalurgicznej. O spadku przychodów o 55% (do ok. 1,2 mld dolarów) w pierwszym półroczu 2022 r. poinformował również największy rosyjski koncern aluminiowy Rusał. W przypadku tego podmiotu zachodnie restrykcje zostały nałożone przede wszystkim na jego głównego właściciela Olega Deripaskę. Ponadto Australia zdecydowała o wstrzymaniu dostaw boksytów dla tego przedsiębiorstwa (surowca do produkcji aluminium).

Komentarz

W ramach przeciwdziałania negatywnym konsekwencjom sankcji finansowych nakładanych przez Zachód rosyjskie władze wprowadzały m.in. liczne ograniczenia walutowe. Polityka ta pozwoliła CBR opanować panikę wśród klientów banków, a także umocnić rubla, jednak jej ceną była utrata wymienialności rosyjskiego pieniądza. Obecnie rozliczenia w rublach możliwe są tylko z zainteresowanymi państwami. Oprócz tego wewnątrz Rosji funkcjonuje równolegle kilka kursów rubla. CBR rekomendował bowiem bankom sprzedaż zachodnich walut rosyjskim importerom i podmiotom spłacającym zobowiązania walutowe po kursie zbliżonym do giełdowego. Cena dolara dla pozostałych klientów powinna być o co najmniej 10 rubli większa. Ponadto banki sprzedające zachodnie waluty w gotówce oferują je po kursie nawet o 20–30 rubli wyższym od giełdowego. Kantory świadczą jedynie usługę skupu walut. Nadal pojawiają się prywatne oferty ich sprzedaży w sieciach społecznościowych – w takich przypadkach cenę ustala się w drodze negocjacji.

Wprowadzone restrykcje walutowe zdołały w pierwszych tygodniach ich obowiązywania stłumić popyt na waluty zagraniczne w Rosji i zapewnić stałą ich podaż na rynku. Wraz ze wzrostem przychodów eksportowych, wynikającym z wysokich cen surowców energetycznych na światowych rynkach, oraz wobec spadku importu (nawet o połowę) z powodu nałożonych sankcji kurs rosyjskiej waluty zaczął jednak dynamicznie się umacniać i jej wartość w ostatnich tygodniach bywała do 30% wyższa niż przed agresją na Ukrainę (za dolara płacono nawet ok. 52 rubli). Mocny pieniądz stał się poważnym problemem dla eksporterów i budżetu państwa w związku z kurczeniem się ich dochodów w przeliczeniu na rosyjską walutę. Mimo starań władz – m.in. sukcesywnego wycofywania się z restrykcji walutowych – rubel udało się osłabić w niewielkim stopniu. W efekcie rząd zapowiedział wprowadzenie w 2023 r. nowej reguły budżetowej, która ma polegać na skupowaniu (zapewne m.in. w juanach) nadwyżek walutowych na rynku. W ten sposób w ostatnich ośmiu latach Kreml gromadził swoje rezerwy.

Ograniczenia na obrót zachodnimi walutami w gotówce CBR wprowadził 9 marca 2022 r. Była to bezpośrednia reakcja na przyjęty przez USA i Unię Europejską zakaz wywozu do Rosji dolarów i euro. W rezultacie, mimo napływu ogromnych dochodów walutowych w postaci elektronicznej z eksportu surowców energetycznych, Rosja cierpi na niedobór dolarów czy euro w gotówce. Według szacunków CBR rosyjscy rezydenci posiadają ok. 85 mld dolarów w gotówce. Pod koniec lutego na bankowych kontach i w depozytach walutowych osób fizycznych znajdowało się ok. 90 mld dolarów, a do czasu wprowadzenia ograniczeń wypłacono z tej sumy ok. 18 mld dolarów. Nie wiadomo natomiast, jaką kwotę podjęto w ostatnich pięciu miesiącach.

Ze względu na ryzyko zablokowania operacji bankowych wskutek sankcji oraz trudności z korzystaniem z zachodnich walut stały się one de facto toksyczne dla Rosji. W efekcie w ostatnich tygodniach banki zaczęły pobierać wysokie opłaty za prowadzenie kont walutowych, a niebawem uzyskają możliwość ujemnego ich oprocentowania. Dodatkowo zagraniczne przelewy walutowe kosztują coraz więcej (ok. 3% wartości transakcji, lecz nie mniej niż 200 dolarów, euro czy funtów), a banki ustalają minimalną wartość dla takiej transakcji. W ten sposób starają się zachęcić obywateli do wymiany swoich wkładów na ruble lub ewentualnie na waluty państw przyjaznych Rosji.

osw.waw.pl

Podczas Letniego Wolnego Uniwersytetu i Obozu Studenckiego w Băile Tuşnad (węg. Tusnádfürdő) w Rumunii 23 lipca premier Węgier Viktor Orbán wygłosił przemówienie, które wywołało szereg kontrowersji w kraju i za granicą. Najwięcej krytyki spadło na niego za wypowiedź dotyczącą imigracji. Premier stwierdził, że w „kotlinie karpackiej” mogą współistnieć narody, lecz jest przeciwny „mieszaniu się ras”, tak jak ma to miejsce w Europie Zachodniej. Słowa te potępiły m.in. węgierskie organizacje żydowskie oraz prezydium Parlamentu Europejskiego (liderzy grup parlamentarnych i przewodniczący).

Orbán wskazał, że najważniejszymi wyzwaniami w najbliższych latach pozostaną demografia, imigracja i kwestie gender, a dopiero na czwartym miejscu wymienił wojnę rosyjsko-ukraińską. Podkreślił, że takie podejście wynika z odrzucenia przez Zachód oferty rozmów na temat bezpieczeństwa (nieprzyjmowanie Ukrainy do NATO i nierozmieszczanie zachodniej broni na jej terytorium) ze strony Moskwy. Zaznaczył, że to „nie jest nasza wojna”, a Węgry pozostają członkiem NATO, którego Rosja „nigdy nie zaatakuje”. Zaakcentował też, że Ukraina nie wygra tego konfliktu, zaś sankcje są boleśniejsze dla Zachodu niż dla Rosji. Dotychczasową strategię Sojuszu i UE w tej sprawie uznał za porażkę i oznajmił, że Węgry będą dążyć do jej zmiany zgodnie z założeniem, że celem działań należy uczynić nie wygranie wojny, lecz zawarcie pokoju. Jak podkreślił, Unia powinna stanąć „nie po stronie Ukrainy, ale między nią a Rosją”, a rozmowy pokojowe winny toczyć się nie między stronami konfliktu, lecz na linii USA–Rosja. Premier przekonywał, że na inwazji korzystają amerykańskie koncerny energetyczne, które chcą dostarczać surowce do Europy, Węgry nie zamierzają zaś rezygnować z rosyjskiego gazu, a jedynie mieć dostęp do alternatywnych źródeł jego pozyskania.

Orbán wyeksponował wagę współpracy wyszehradzkiej, a obecne problemy na tym polu zrzucił na karb zmiany władzy w Czechach i na Słowacji, które „nie chcą już wchodzić w konflikty z Brukselą”, a także „zawirowań” w stosunkach węgiersko-polskich. Stwierdził również, że interes strategiczny obu tych państw jest zbieżny (trzymanie Rosji „z dala od siebie”, przetrwanie suwerennej i demokratycznej Ukrainy), a różnica dotyczy „odruchu serca”: „my postrzegamy wojnę jako konflikt dwóch narodów słowiańskich, do którego nie chcemy się włączać, a Polacy uważają go za swoją wojnę, którą niemalże sami też toczą”. Biorąc pod uwagę tę rozbieżność, „musimy spróbować zachować najwięcej, jak się da, z przyjaźni węgiersko-polskiej i sojuszu strategicznego na okres po wojnie”.

Trwający kilka dni letni uniwersytet w rumuńskim Siedmiogrodzie to największy, a przy tym odbywający się w swobodnej atmosferze zjazd środowiska Fideszu i przedstawicieli mniejszości węgierskich, z nielicznym udziałem osób spoza krajowego obozu rządzącego, ze strony rumuńskiej i z zagranicy. To tam w 2014 r. Orbán wygłosił jedno ze swoich najgłośniejszych przemówień – o odejściu od demokracji liberalnej. W latach 2020–2021 impreza nie doszła do skutku ze względu na pandemię.

Komentarz

Przemowa była najbardziej rozbudowanym od wyborów wystąpieniem programowo-ideologicznym Orbána. Po raz pierwszy od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę oświadczył on tak dobitnie, że Węgry chcą – pomimo niej i za wszelką cenę – podtrzymać politykę balansowania między Wschodem a Zachodem, w tym współpracę z Moskwą. Państwo próbuje „przeczekać” wojnę i dalej starać się o uzyskanie korzyści od partnerów zarówno zachodnich (środki UE i inwestycje, głównie niemieckie), jak i wschodnich (współpraca energetyczna z Rosją, inwestycyjna i handlowa z Chinami itd.). W dalszym ciągu będzie też gotowe oferować tym ostatnim daleko idące ustępstwa polityczne, m.in. powielać propagandę Kremla czy zabiegać o osłabienie wsparcia dla Kijowa. Rząd Orbána wydaje się opierać swoje kalkulacje na perspektywie zwycięstwa Rosji nad Ukrainą i jej powrotu do kooperacji z Zachodem, a ignorować obecne koszty utraty przez Węgry wiarygodności w oczach partnerów zachodnich.

Premier podtrzymuje swoją współpracę z europejską skrajną prawicą i radykalną, protrumpowską częścią Partii Republikańskiej w USA, licząc na wzrost znaczenia tych środowisk w efekcie pogłębiania się problemów ekonomicznych Zachodu. Służyły temu m.in. odwoływanie się w przemówieniu do popularnych w tych kręgach teorii spiskowych o „wielkim zastąpieniu” (celowa polityka osiedlania osób ras innych niż biała w państwach zachodnich), wypowiedzi o zabarwieniu rasistowskim czy duży nacisk położony na kwestie gender. Orbán podkreślił przy tym, że liczy na zmianę władzy w Stanach Zjednoczonych w 2024 r. Jego słowa wypychają go jednak coraz bardziej na margines polityczny Zachodu. W zeszłym roku Fidesz opuścił Europejską Partię Ludową i obecnie nie należy do żadnej frakcji w Parlamencie Europejskim, a od 24 lutego pogarszają się także stosunki Budapesztu z partnerami z Europy Środkowej.

Koncentracja na tematach ideologicznych i polityce międzynarodowej wydaje się świadomym zabiegiem mającym na celu zogniskowanie wokół nich debaty publicznej na Węgrzech, zwłaszcza w obliczu pogłębiającego się kryzysu ekonomicznego. W ostatnich tygodniach rząd wdrożył szereg niepopularnych rozwiązań – m.in. częściowo uwolnił ceny prądu i gazu dla gospodarstw domowych, dotychczas ograniczane administracyjnie i najniższe w UE. Utrzymanie niskich cen energii należało do głównych obietnic Fideszu w kampanii przed wiosennymi wyborami, w trakcie której oskarżał opozycję o plany ich podwyższenia. Wprowadzone w ostatnich tygodniach niekorzystne zmiany podatkowe dotknęły z kolei samozatrudnionych i małe przedsiębiorstwa (na tym tle wybuchły w lipcu kilkudniowe protesty). W obliczu trudnej sytuacji budżetowej prawdopodobnie dojdzie do kolejnych cięć. Węgry zmagają się też z gwałtowną deprecjacją forinta, który w ciągu ostatniego roku tracił na wartości niemal najszybciej spośród walut państw rozwiniętych – po tureckiej lirze i argentyńskim peso. W związku z tym rządzący Fidesz będzie kładł tym większy nacisk na spory ideologiczne toczone z opozycją w kraju i z zachodnią lewicą. Sięganie tak jak w minionych latach po temat zagrożenia imigracją jest jednak dla niego o tyle ryzykowne, że za rosnący napływ mieszkańców Afryki i Bliskiego Wschodu odpowiada również Rosja (m.in. ze względu na problemy wywołane blokadą eksportu ukraińskiego zboża). Stąd przekaz partii – bardziej niż na źródłach imigracji – skupi się zapewne na krytyce zachodniego modelu wielokulturowego.

Tezy Orbána spotkały się z licznymi krytycznymi reakcjami w regionie, zwłaszcza w Czechach, na Słowacji i w Rumunii. W komentarzach dominowały stwierdzenia, że premier Węgier w swojej retoryce przekracza kolejne granice, niebezpiecznie ocierając się o rasizm i ksenofobię charakterystyczne dla przywódców państw autorytarnych. Szczególnie w Czechach pojawiły się wątpliwości, czy kontynuowanie współpracy w V4 z takim partnerem ma jeszcze sens, choć część publicystów apelowała, żeby nie ulegać histerycznym reakcjom.

Zarazem należy zauważyć, że Orbán oprócz kilku kurtuazyjnych nawiązań do siedmiogrodzkich Węgrów unikał komentowania kwestii mniejszościowych, zapewne nie chcąc prowokować wyczulonych na nie władz rumuńskich, a także ukraińskich (np. uchylił się od odpowiedzi na pytanie o przyszłość zakarpackich Węgrów). Minister spraw zagranicznych Rumunii Bogdan Aurescu z zadowoleniem przyjął fakt, że strona węgierska wywiązała się z obietnic i nie wygłaszała podczas festiwalu kontrowersyjnych tez dotyczących relacji z Bukaresztem.

osw.waw.pl

Po kilku miesiącach negocjacji udało się wreszcie odblokować port w Odessie. Pierwszy statek z ukraińskim zbożem wypłynął w poniedziałek. Jest szansa na powrót do rozmów pokojowych z Rosjanami?

Ukraina nie znajduje się w tak kiepskiej sytuacji, żebyśmy musieli wnioskować o negocjacje z Rosją. To im zależy na rokowaniach. Cały kryzys z dostawami ukraińskiego zboża został wywołany przez Rosję po to, by mieć temat do komunikacji z Zachodem. Chcą wpływać poprzez to na Zachód, grożąc kryzysem migracyjnym, buntami i nową arabską wiosną. Weszliśmy w to, bo nie chcemy, by Europa, Bliski Wschód i kraje Afryki były szantażowane. Co więcej, nie chcemy, by doszło do głodu w najbiedniejszych regionach świata. Poza tym to element naszej polityki zagranicznej w Afryce.

A dlaczego zgodziła się na to Rosja?

Bo liczą na złagodzenie sankcji Zachodu. Co więcej, pozorują gest dobrej woli, bo chcą zacząć proces negocjacyjny. Nie radzą sobie wojskowo, więc dążą do zawarcia jakichś układów na wzór porozumień mińskich. Liczą na to, że przekonają Europę i USA, by zmusiły Ukrainę do zawarcia takich porozumień. Pilnie potrzebują zawieszenia broni, by przegrupować jednostki i się zregenerować. My zaangażowaliśmy siły, które dotychczas nie były wykorzystywane, a oni mają wymęczonych żołnierzy.

Sugeruje pan, że Putin ugrzązł w wojnie i nie ma planów na najbliższe tygodnie?

Może i ma plany, ale nie są one realistyczne, tak jak zajęcie Odessy czy Charkowa. Mówią, że wszystkie zadania zostaną wykonane, ale nie jest jasne, co mają na myśli. Nasz wywiad, a także zachodnie ośrodki analityczne mówią, że Rosjanie już miesiąc temu osięgnęli szczyt swoich możliwości w tej wojnie, a teraz są na wykończeniu.

A jeżeli Putin ogłosi powszechną mobilizację w Rosji?

Rosja nie wytrzyma tego gospodarczo, socjalnie i politycznie. System mobilizacyjny obowiązujący w Związku Radzieckim został zrujnowany. Nowego nie utworzono. To bardzo skomplikowany mechanizm, który tworzy się latami. Tego nie robi się w ciągu kilku miesięcy czy roku. Nie będą mieli czym uzbroić takiej liczby żołnierzy, a według sondaży co najmniej połowa Rosjan nie popiera kontynuacji tej wojny. Mobilizacja zniszczy obowiązującą w Rosji umowę społeczną. Polega ona na tym, że przeciętny Rosjanin leży na kanapie, przełącza kanały telewizyjne, patrzy, jak walczą inni, i podziwia ich zwycięstwa. A w przypadku mobilizacji musiałby zejść z kanapy i iść na wojnę. Kreml nie wie, jaką to wywoła reakcję społeczeństwa. A przecież pamięta, jak sto lat temu to właśnie zmobilizowani ludzie obalili cara. Mieli jechać na front i rzucać się pod niemieckie karabiny. Woleli obrócić broń przeciwko carowi i Rosja to doskonale pamięta.

To co pozostaje w takim razie Putinowi? Anektować okupowane już tereny i oznajmić Rosjanom, że odniósł zwycięstwo nad Dnieprem?

Liczą na to, że rozbiją nas, gdy się zderzymy ze sobą, i chcą uniemożliwić ukraińską kontrofensywę. Chcą przekonać nas i naszych zachodnich partnerów, że Ukraina nie jest zdolna do ofensywy. Szykują Ukrainie los podzielonej na dwie części Korei. A czy dokonają formalnie aneksji, nie jest ważne, to kwestie techniczne. Chcą zamrozić wojnę, zgromadzić siły i uderzyć ponownie za dwa, może za trzy lata.

Zamrożenie tego konfliktu raczej nie leży w interesach Ukrainy?

To nie jest dla nas rozwiązanie. Bo nie będziemy mogli normalnie żyć i budować. Wpadniemy w wyścig zbrojeń i wszystkie pieniądze będziemy musieli wydawać nie na odbudowę Ukrainy, lecz na przygotowanie do kolejnego etapu wojny. Poza tym nie wiemy, jak będą się zachowywać państwa Zachodu, gdyby do takiego zamrożenia doszło. W ukraińskim społeczeństwie istnieje konsensus co do tego, że powinniśmy zwyciężyć w tej wojnie i wypchnąć Rosję z terytorium naszego kraju.

To kiedy ruszy wielka kontrofensywa na południu, którą zapowiadał prezydent Zełenski?

Trudno powiedzieć, bo Rosjanie przerzucili tam teraz trzy swoje armie. Wszystkie ich siły desantowe są dzisiaj właśnie tam. Przerzucili najważniejsze siły z Donbasu, pozostawiając jedynie armie tak zwanych DRL i ŁRL (samozwańcze republiki Doniecka i Ługańska – red.), najemników Wagnera i dwa lub trzy rosyjskie bataliony. Dajemy im tam popalić, nigdzie nie mogą się przesunąć. Bo najważniejsze siły zgromadziły się na południu. A wojska desantowe nie nadają się do obrony, są przeznaczone do ofensywy. Zakładam więc, że za kilka dni mogą spróbować uderzyć np. na Mikołajów, spróbować okrążyć miasto. To będzie szaleństwem i rozgromimy ich, ale oni myślą inaczej.

Panuje przekonanie, zwłaszcza w europejskich mediach, że Ukraina otrzymała już wystarczająco ciężkiej broni z Zachodu i że nie tylko powstrzymuje Rosjan, ale i przechodzi do kontrofensywy. A my, mieszkańcy Unii Europejskiej, będziemy to obserwować i czekać, aż skończy się wojna. Czy to nie jest zbyt naiwny obraz sytuacji?

Zachodniej broni wciąż bardzo brakuje. Prowadzimy wielką kontynentalną wojnę, linia frontu to 1300 km. A ponad 2600 km musimy zabezpieczać. To bardzo skomplikowane. Mamy zachodnią broń, ale potrzebujemy jej więcej. I z tym jest problem. Co prawda delikatnie przesunęliśmy się do przodu na kierunku zaporoskim, dlatego tam przerzucają siły. Ale dla pełnowartościowej i efektownej ofensywy brakuje nam ciężkiego sprzętu. Co prawda Polska przekazała nam ogromną ilość czołgów, dobrze się sprawują. Trzeba jednak rozumieć, że to nie lokalna wojna, to duży kontynentalny konflikt, największa wojna od 1945 r. I z taką ilością broni z tym sobie nie poradzimy.

A gdyby każdy kraj zachodniej Europy wpierał Ukrainę z taką determinacją jak Polska?

Gdyby wspierały Ukrainę tak jak Polska, bylibyśmy już we Władywostoku. Ale nie każdy kraj ma możliwości i nie każdy kraj ma taką chęć pomocy Ukrainie. Jest wspólna solidarność, coś przekazują, ale Europa rozbrajała się od 1991 r. i wiele krajów nie ma po prostu wystarczającej ilości broni. Muszą ją wyprodukować.

Tymczasem Rosja stawia na rakiety manewrujące, którymi od początku wojny bombarduje ukraińskie miasta. Jak z nimi radzi sobie Kijów?

Po to jest obrona przeciwlotnicza. Dużo tych rakiet zestrzeliliśmy. Raz jest lepiej, a raz jest gorzej. Jesteśmy ogromnym państwem i obejmujemy obroną przeciwlotniczą milionowe miasta oraz bazy wojskowe. Obrony przeciwlotniczej jednak brakuje. Według naszych szacunków Rosjanie zużyli już 70 proc. pocisków, ale wciąż sporo ich mają. Widzimy też, że wykorzystują rakiety S-300 i S-400 do celów naziemnych, co jest bardzo kosztownym przedsięwzięciem, bo są oen przeznaczone do celów powietrznych. Bombardują nimi Mikołajów i Charków.

Amerykańskie wyrzutnie HIMARS pomogły Ukrainie?

Bardzo pomogły, bo w ciągu zaledwie pierwszych dwóch tygodni zniszczyliśmy ponad 50 magazynów z amunicją i sprzętem wojskowym. Przedtem dziennie wystrzeliwali około 45 tys. pocisków, teraz około 15 tys. To zasługa HIMARS. A przecież Rosjanie przeprowadzali ofensywę tylko dzięki temu, że mieli przewagę w artylerii. Zmieniliśmy zasady gry. Muszą przesuwać magazyny i centra logistyczne w głąb okupowanych terenów, a to ich znacząco spowalnia. Jak dostaniemy jeszcze więcej tych wyrzutni, to sytuacja jeszcze bardziej zmieni się na naszą korzyść.

rp.pl

wtorek, 2 sierpnia 2022


W preambule do podręcznika (według źródeł portalu Meduza bliskich administracji prezydenta, szefowie mediów propagandowych otrzymali go w drugiej połowie lipca) czytamy, co następuje: "Chrzest stał się podstawą umocnienia i jedności państwa rosyjskiego na kolejne setki lat. Wiara prawosławna uczy współczucia, miłości bliźniego i tolerancji dla innych. Wartości te stanowiły podstawę rosyjskiej cywilizacji i pozwoliły Rosji zjednoczyć setki narodów. Dziś przedstawiciele wszystkich narodów Rosji po raz kolejny zjednoczyli się, stając przeciwko ateistom i broniąc tradycyjnych wartości oraz prawa swoich dzieci do życia w zgodzie z nimi".

Stwierdza również, że przyjęcie prawosławia pomogło zjednoczyć "podzielone ziemie rosyjskie" i stworzyć państwo, którego wartością definiującą była "tolerancja".

Autorzy dokumentu przekonują dalej, że podobnie jak chrzest Rosji, wojna w Ukrainie położyła "fundamenty państwowe" tego kraju, a także "fundamenty rozwoju Rosji na kolejne stulecia". Autorzy, którzy nie są wymienieni z nazwiska, zapewniają, że wynika to ze "spójności społecznej" wokół armii i "strategicznego kursu" prezydenta. "Rosja ponownie stała się zdolna do wypełnienia swojej misji obrony uciśnionych" – zaznaczono w tekście.

Jednocześnie Kreml sugeruje, że wojnę rozpętał "kolektywny Zachód", który jest przekonany o "własnej wyjątkowości", a także o "niższości" prawosławnych. Autorzy podręcznika "zalecają" wyjaśnienie przyczyn wojny w następujący sposób:

Konflikt w Ukrainie został wzniecony rękami państw zachodnich, które przekazywały Ukrainie broń. Ukraina miała stać się platformą startową do ataku na Rosję. Strategiczny cel kolektywnego Zachodu nie zmienił się na przestrzeni wieków w odniesieniu do Rosji – powstrzymać, osłabić, rozczłonkować i całkowicie zniszczyć Rosję.

Zgodnie z dokumentem jednym z celów "operacji specjalnej" jest "walka z bezbożnikami", których w tekście określono jako "gwałcicieli, złodziei i morderców", którzy "nie wierzą w nic i sądzą, że zwalnia ich to z jakichkolwiek zobowiązań moralnych wobec innych ludzi".

Kreml nazywa też ukraińskie wojsko mianem "bezbożnego". Propagandziści stwierdzili, że Ukraińcy "składają ofiary i dokonują rytualnych mordów" oraz wykorzystują kobiety i dzieci jako "ludzkie tarcze".

Dla Ukranazistów (określenie stosowane w dokumencie) nie ma moralności. Oni nie rozumują w takich kategoriach i są prawdziwymi bezbożnikami. Nie obawiają się kary Bożej za swoje okrucieństwa. Wielu Ukranazistów to jawni sataniści i wyznawcy mizantropijnych kultów – oto tezy administracji Putina.

Pojedyncze publikacje z takim przesłaniem pojawiały się już wcześniej. Na przykład na początku czerwca RIA Nowosti opublikowała materiał z nagłówkiem "Kozi łeb. Satanizm i okultyzm stały się ideologią Ukraińskiego Frontu Ludowego".

Kreml znajduje jeszcze więcej analogii między wojną w Ukrainie a bitwą nad Newą. Tezy te zostały wymienione w podręczniku, który został przygotowany na początku lipca. Połowa miesiąca to tradycyjnie rocznica bitwy, która miała miejsce w 15 lipca 1240 r.

Po pierwsze, autorzy dokumentu wyjaśniają, że "kolektywny Zachód" od wieków próbuje podzielić Rosję. Wyjaśnia też, czym jest ów "kolektywny Zachód". Według kremlowskich propagandzistów, w różnych okresach pod tym terminem rozumiano: Zakon Krzyżacki, Szwecję, Rzeczpospolitą Obojga Narodów, imperium Napoleona, III Rzeszę i NATO.

Zgodnie z oficjalną wykładnią Moskwy wszystkie te państwa praktykowały tę samą taktykę: obrócić przeciwko Rosji "ludy mieszkające w pobliżu jej granic". Tu autorzy wyciągają bezpośrednią analogię do "kolektywnego Zachodu", który "pompował" Ukrainę bronią i rozmieścił tam "sieć biolaboratoriów" (zdementowany fake news o rzekomych amerykańskich laboratoriach, które miały produkować broń biologiczną – red.).

Jednak, jak czytamy w przewodniku, wszystkie zachodnie ataki na Rosję kończą się tak samo. "Społeczeństwo jednoczy się wokół narodowego przywódcy i wykazując się odwagą i bohaterstwem na polu walki, odpiera najeźdźców". Kreml "zaleca" prorządowym mediom i politykom systemowym zwrócić uwagę, że rzekomo doszło do tego po zwycięstwie w bitwie nad Newą i po rozpoczęciu wojny na Ukrainie, choć nie ma na ten temat żadnych wiarygodnych danych.

Jeden z rozdziałów dokumentu nosi tytuł "Siła w prawdzie!". Słowa te przypisuje się Aleksandrowi Newskiemu, ale kroniki podają, że książę przed bitwą wypowiedział zupełnie inne zdanie: "Bóg nie w potędze, lecz w prawdzie" (i ten cytat znajduje się również w tekście kremlowskim).

"Za rosyjskimi żołnierzami stała prawda: bronili swojego domu, a więc zwycięstwo nie mogło być inne niż nasze" – piszą autorzy dokumentu. Fragmenty na temat "operacji specjalnej" nie wspominają ani słowem o obronie domu, ale podkreślają za to, że rosyjscy żołnierze są też "pewni swojej racji, bo kontynuują zadanie swoich dziadów i pradziadów, jakim jest zniszczenie nazizmu."

Kreml uważa, że Zachód od wielu lat chce zniszczyć Rosję, aby przejąć jej zasoby. Jak zauważają autorzy podręcznika, te zasoby uległy zmianie. Podczas gdy wcześniej była to sama ludność, teraz Zachód chce surowców.

"Zachodnie społeczeństwo konsumpcyjne wymaga wielu zasobów. Zachód wyczerpał własne surowce wieki temu. Stało się to przyczyną kolonializmu i neokolonializmu. Zachód wprost mówi, że Rosja ma zbyt wiele zasobów jak na jedno państwo i dlatego trzeba ją podzielić".

Przy tych wszystkich argumentach propagandziści stawiają przed czytelnikami tezę, że wojna w Ukrainie to "uderzenie wyprzedzające". Teza ta została już wykorzystana przez prorządowe media i samego Putina.

"Rosyjskie kierownictwo i Władimir Putin osobiście zapobiegli atakowi na Rosję. Podjęto decyzję o rozpoczęciu specjalnej operacji wojskowej, co pozwoliło uniknąć powtórki z 22 czerwca 1941 r., kiedy to wojska hitlerowskie przeprowadziły inwazję na terytorium Rosji" – w ten sposób autorzy podręcznika do propagandy porównują działania Kremla i kierownictwa sowieckiego, najwyraźniej na niekorzyść tego ostatniego.

onet.pl/meduza.io

Wybory parlamentarne we Włoszech zostały zaplanowane na 25 września, po tym, jak premier Mario Draghi podał rząd do dymisji, a prezydent Sergio Mattarella zadecydował o rozwiązaniu parlamentu. Włoskie media sugerują, że za upadkiem rządu mogli stać Rosjanie, którym zależy, by wybory wygrała proputinowska prawica.

Związana z Putinem Grupa Wagnera kontroluje przepływ migrantów z Libii do Włoch — donosi "La Repubblica". "Libia jest armatą wycelowaną w kampanię wyborczą: imigracja jest chyba najpotężniejszą bronią dla tych, którzy mają interes w destabilizacji, a zatem w ingerowaniu we wrześniowe głosowanie" – powiedział anonimowo dziennikowi "La Repubblica" pracownik służb bezpieczeństwa.

Kilka tygodni po inwazji Rosji na Ukrainę włoski kontrwywiad ostrzegał, że Rosja będzie próbowała wykorzystywać swoje wpływy w Libii, by zwiększyć napływ osób szukających azylu w Europie.

Od początku tego roku drogą morską dotarło do Włoch 39 tys. migrantów — to niemal dwa razy więcej niż w całym 2021 r. i trzykrotnie więcej niż w 2020 r., kiedy migrację ograniczyła pandemia.

Jak pisze "La Repubblica", "z portów Cyrenajki kontrolowanych przez rosyjską brygadę najemników zaczęło nagle wypływać więcej łodzi, niż w ciągu ostatnich dwóch lat". Łodzie rybackie, które ledwie płyną, załadowane są setkami ludzi.

onet.pl/larepubblica.it

— Co przewiduje siódmy pakiet sankcji? Czy Rosja doświadczy nowych ograniczeń?

A. Zagrebelska:  — Siódmy pakiet udoskonalił sankcje nałożone wcześniej na Rosję. Przewiduje zakaz importu złota, w tym biżuterii, eksportu towarów podwójnego przeznaczenia i najnowszych technologii do Federacji Rosyjskiej. Ograniczenia uniemożliwiają elicie Kremla ominięcie poprzednich sankcji poprzez utrzymywanie swojego majątku w złocie, aby uchronić go przed dewaluacją.

W. Łanowyj: — Złoto jest drugim po energetyce najbardziej dochodowym towarem eksportowym w Rosji. Według Federalnej Służby Celnej w 2021 r. kraj sprzedał za granicę ponad 302 tony złota o wartości 17,4 mld USD. Lwia część obrotów (266 ton) przypadła na Wielką Brytanię, która również zakazała jego importu. W wyniku sankcji rosyjskie banki nie mogą już sprzedawać złota na najważniejszych giełdach metali szlachetnych, LME w Londynie i COMEX w Nowym Jorku. Tak, Rosja może przestawić się na inne rynki zbytu, takie jak ZEA, Turcja, Chiny, ale wielkość przychodów z eksportu będzie znacznie mniejsza.

— Dlaczego UE usunęła niektóre ograniczenia nałożone wcześniej na Rosję, w szczególności związane z handlem żywnością i ropą?

A. Nowak: — Żeby zaprzestać manipulacji Rosji, że Unia Europejska i Ukraina aranżują kryzys żywnościowy na światowych rynkach. Przecież aby zapobiec głodowi na świecie, zwłaszcza w najbiedniejszych krajach, potrzebne są dostawy nie tylko ukraińskiego, ale i rosyjskiego zboża.

A. Zagrebelska: — Jeśli chodzi o zwolnienie z restrykcji transakcji finansowych na ropę i żywność, jest to raczej krok na korzyść koalicji antywojennej. Ponieważ umożliwia państwom trzecim, które nadal kupują rosyjską ropę i żywność i nie przystępują do sankcji, płacić za nią w euro, a nie w rublach czy juanach.

— Rosyjskie serwisy informacyjne doniosły, że UE zniosła zakaz dostarczania towarów dla rosyjskiego lotnictwa cywilnego, a  rosyjskie samoloty otrzymają niezbędne części zamienne do naprawy. To prawda?

A. Zagrebelska: — Żadnego złagodzenia sankcji lotniczych nie ma. Siódmy pakiet przewiduje jedynie zapewnienie możliwości wymiany informacji z organami nadzoru Federacji Rosyjskiej i UE w dziedzinie lotnictwa. Chodzi tylko o dostęp do informacji związanych z kontrolą ruchu lotniczego.

— Wcześniej Kanada zrobiła wyjątek od sankcji i zgodziła się przekazać Niemcom turbinę gazową dla "Nord Stream 1". Czyżby to nie krok wstecz?

A. Zagrebelska: — Ale widzimy, że państwo-agresor odmawia teraz przyjęcia naprawionej turbiny. To kolejne potwierdzenie, że naprawdę jej nie potrzebuje. Rosja szuka sposobów na ograniczenie dostaw gazu do Europy, aby ograniczyć pompowanie surowca do magazynów gazu i wywołać panikę na rynkach z powodu rosnących cen i ryzyka przerw w dostawach gazu w zimie. W rzeczywistości Rosja szantażuje. Ale z czasem to będzie słabnąć, bo już trwają prace nad eksploatacją nowych światowych złóż, budują się alternatywne szlaki logistyczne.

— Czy na następnej liście sankcji zobaczymy embargo na gaz? Kraje UE każdego dnia płacą Gazpromowi za gaz 200 mln USD. W tym roku Federacja Rosyjska zwiększy przychody ze sprzedaży gazu do krajów europejskich do rekordowych 100 mld USD.

A. Zagrebelska: — Embargo na gaz pojawi się, gdy świat, a mianowicie UE, zdoła zmniejszyć zużycie gazu i zwiększyć jego produkcję do takiego poziomu, że wyjście rosyjskiego gazu z rynków zachodnich nie doprowadzi do znaczącego wzrostu jego cen, a w efekcie, do wzrostu dochodów Rosji. Przypomnę, że UE oświadczyła, że zamierza pozbyć się uzależnienia od rosyjskiego gazu najpóźniej w 2027 roku.

— Czy Moskwa odczuwa skutki sankcji? Co mówią najnowsze dane?

A. Zagrebelska: — Sankcje już zmieniły Rosję w kraj trzeciego świata. One są jak nowotwór, który daje coraz większe przerzuty i niszczy rosyjską gospodarkę. Podam tylko kilka faktów. Produkcja gazu w Federacji Rosyjskiej spadła już o 35 procent w porównaniu z rokiem ubiegłym. Rosyjski import spadł o ponad 50 procent. Realna inflacja w Federacji Rosyjskiej przekroczyła 50 procent. Sprzedaż samochodów spadła o 95 procent. Wydatki konsumentów spadły o 20 procent. Zachodnie firmy, które wytwarzały 40 procent PKB Rosji, opuściły kraj. Ponad pół miliona fachowców o wysokich kwalifikacjach wyemigrowało. Po raz pierwszy od wielu lat Rosja boryka się z 2-procentowym deficytem budżetowym i to pomimo, że ceny ropy i gazu biją rekordy. Część rezerw walutowych Rosji, która pozostała nie zamrożona, również nie wzrosła, ale zmniejszyła się po raz pierwszy od wielu lat i to w rekordowym tempie — o 75 mld USD od początku wojny na pełną skalę.

ukrayina.pl

poniedziałek, 1 sierpnia 2022


Rosjanie zintensyfikowali ostrzał i bombardowania Charkowa, Mikołajowa, Nikopola i miejscowości leżących w ich pobliżu oraz na południe od Krzywego Rogu (głównie w okolicach Zełenodolśka). Uderzenie na Mikołajów nocą 31 lipca obrońcy ocenili jako jedno z najcięższych od rozpoczęcia wojny. Ostrzeliwany nieprzerwanie od kilkunastu dni Nikopol oczekuje na przyznanie mu statusu miasta znajdującego się w strefie działań bojowych (wraz ze związanym z tym wsparciem finansowym dla ewakuowanych instytucji i mieszkańców). Stałymi celami artylerii i lotnictwa agresora pozostają pozycje i zaplecze sił ukraińskich wzdłuż linii styczności wojsk, a także przygraniczne obszary obwodów czernihowskiego i sumskiego. W wyniku ostrzału (w tym rakietowego) szczególnie ucierpiały Bachmut, Kramatorsk i Słowiańsk w obwodzie donieckim oraz Hulajpołe i Orichiw w obwodzie zaporoskim. Władze w Kijowie wezwały do ewakuacji całą ludność Donbasu, a lokalna administracja zaapelowała o to samo do mieszkańców leżących w rejonach działań wojennych miejscowości obwodu zaporoskiego. Najeźdźcy kontynuowali również uderzenia rakietowe na cele w obwodach odeskim i kirowohradzkim.

Ukraińskie Dowództwo Operacyjne „Południe” powiadomiło o kolejnych atakach z wyrzutni HIMARS, których celami stały się ponownie kolejowy most Antonowski na Dnieprze (miał zostać wyłączony z ruchu) oraz rosyjski wojskowy skład kolejowy w obwodzie chersońskim. Z kolei ukraińskie lotnictwo miało zbombardować pozycje agresora w rejonie Biłohirki na styku obwodów chersońskiego i mikołajowskiego. W wyniku ostrzału zaplecza sił rosyjskich w okupowanej części obwodu zaporoskiego miało dojść do wycofania ich jednostek z dwóch dotychczasowych pozycji (Werchnij Tokmak i Czernihiwka).

Najeźdźcy kontynuują natarcie na Bachmut, wychodząc na jego wschodnie przedpole w okolicy Pokrowśkego. Obrońcy odpierają ataki w rejonie Werszyna–Zajcewe i Jakowliwka–Sołedar, odpowiednio na południowy i północny wschód od miasta. Rosyjska grupa rozpoznawcza miała zostać odparta także na północ od Siewierska. Na południe od Bachmutu, po częściowym opanowaniu wsi Semyhirja, rosyjskie natarcie w kierunku zachodnim powstrzymywane jest w rejonie Dołomitne–Trawnewe. Walki trwają na północ i północny zachód od Doniecka – w pobliżu Awdijiwki, gdzie najeźdźcy mieli osiągnąć częściowy sukces, i miejscowości Pisky. Natarcie na północ od Awdijiwki w kierunku Kramatorska powstrzymano w rejonie Nowoseliwka Druha–Krasnohoriwka. Fiaskiem miały zakończyć się również próby przełamania obrony ukraińskiej na południowy zachód od Doniecka.

Rosjanie wznowili działania w rejonie Bałakliji w obwodzie charkowskim, gdzie obrońcy mieli dwukrotnie odeprzeć wrogie pododdziały rozpoznawcze. Niepowodzeniem miały się zakończyć kolejne ataki na pozycje ukraińskie na północ od miasta Barwinkowe (w rejonie Brażkiwki i Dmytriwki, po obu stronach drogi z Iziumu) oraz na północny zachód od Słowiańska.

Strona ukraińska i zewnętrzni obserwatorzy informują o przemieszczaniu się kolejnych jednostek rosyjskich do przygranicznego obwodu biełgorodzkiego i na okupowany Krym, a także dodatkowych wojsk do obwodu chersońskiego (na kierunek Krzywego Rogu) i zaporoskiego (miała się tam znaleźć część sił działających dotychczas na kierunku Słowiańska). Najeźdźcy postawili na Dnieprze w rejonie Chersonia co najmniej jeden most pontonowy i uruchomili przeprawę promową. Mają też wzmacniać osłonę uszkodzonych i nowych przepraw (w tym z wykorzystaniem środków walki radioelektronicznej) oraz przemieszczać do obwodu dodatkowy sprzęt inżynieryjny.

Minister obrony Ołeksij Reznikow oznajmił, że Włochy zatwierdziły czwarty pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy. Jego szczegółów nie ujawniono. Norwegia przekazała 14 samochodów opancerzonych Iveco LAV III, a fundacja byłego prezydenta Petra Poroszenki – zestaw dronów rozpoznawczych H10 Poseidon Mk II. Na dostarczenie ma oczekiwać pierwszych osiem armatohaubic samobieżnych Krab z kontraktu zawartego przez Polskę i Ukrainę na początku czerwca. Resort obrony Litwy poinformował o zamiarze przekazania kolejnych 10 transporterów gąsienicowych M113, a Niemiec – 16 mostów czołgowych Biber (na bazie czołgów Leopard 1). O przesłanie Kijowowi batalionowego kompletu czołgów (sowieckich T-72 lub ich jugosłowiańskiej wersji) zadecydował rząd Macedonii Północnej. Według ambasadora Ukrainy w Londynie Wadyma Prystajki Wielka Brytania ma w najbliższym czasie dostarczyć do kraju dwa niszczyciele min, najprawdopodobniej klasy Sandown, których obsługiwania uczą się tamtejsi marynarze.

Prezydent Wołodymyr Zełenski wezwał ONZ i Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża do wyjaśnienia okoliczności tragicznych wydarzeń w Ołeniwce, gdzie 29 lipca w wyniku eksplozji w budynku z przetrzymywanymi ukraińskimi jeńcami zginęło co najmniej 50 osób. Stwierdził jednoznacznie, że była to celowa, zorganizowana przez Rosjan masakra jeńców wojennych oraz że „powinno nastąpić prawne uznanie Rosji za państwowego sponsora terroryzmu”. Sztab Generalny Ukrainy zaprzeczył oskarżeniom przeciwnika, że za tragedię odpowiada armia ukraińska, która rzekomo miała ostrzelać budynek. Ukraiński wywiad wojskowy i SBU oskarżyły o śmierć jeńców rosyjską formację militarną tzw. Wagnerowców.

Siły okupacyjne niezmiennie napotykają opór miejscowej ludności i są zmuszone tworzyć struktury administracyjne opierające się na urzędnikach przywożonych z Rosji. Na terenie obwodów chersońskiego i zaporoskiego powołano tymczasowe zarządy rosyjskiego MSW, które mają się zająć zwalczaniem przejawów „ekstremizmu” i organizować wydawanie rosyjskich paszportów, a także nadzorować pracę kolaboranckich struktur bezpieczeństwa. W Chersoniu, gdzie odnotowuje się aktywność ukraińskich grup dywersyjnych, samozwańcze władze podjęły kroki prewencyjne mające utrudnić stawianie oporu okupantowi. Ogłoszono, że za wydanie nielegalnie posiadanej broni zostanie wypłacona nagroda w wysokości: 10 tys. rubli za broń bojową, 6–8 tys. rubli za myśliwską, 2 tys. rubli za pociski artyleryjskie i miny, a za wskazanie miejsca, gdzie znajduje się amunicja – 500 rubli. Osoby, które wydadzą broń, nie będą podlegać odpowiedzialności karnej. Według informacji ukraińskiego wywiadu wojskowego na okupowanych terytoriach obwodów chersońskiego i zaporoskiego zaktywizowały się placówki partii Jedna Rosja, które tworzą tzw. listy wyborców i przygotowują 20 lokali w celu przeprowadzenia we wrześniu referendum aneksyjnego.

Pod egidą rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego (SWZ) kształtowana jest „polityka historyczna” mająca uzasadnić prawa Rosji do terytorium Ukrainy. Szef służby Siergiej Naryszkin, który stoi na czele Rosyjskiego Towarzystwa Historycznego, stwierdził, że należy podjąć badania obiektów związanych z Rosją na terenie Donbasu i innych zajętych obszarów kraju oraz włączyć je do Państwowego Rejestru Obiektów Dziedzictwa Kulturowego Narodów Rosji.

Szef Komendy Głównej Policji Ihor Kłymenko oświadczył, że wszczęto 320 postępowań karnych dotyczących przywłaszczenia pomocy humanitarnej, zaś 43 osobom przedstawiono akty oskarżenia w sprawach kradzieży wsparcia materialnego przeznaczonego na potrzeby sił zbrojnych i przymusowych przesiedleńców. W obwodzie lwowskim policja zatrzymała ludzi, którzy próbowali handlować amunicją wojskową, a w dniepropetrowskim – grupę handlującą pomocą humanitarną o wartości 1,3 mln hrywien (ponad 35 tys. dolarów). W obwodzie rówieńskim przestępcy sprzedawali samochody, które zakupiono na potrzeby wsparcia sił ukraińskich, a w Tarnopolu jedna z organizacji charytatywnych przywłaszczyła sobie prawie 2 mln hrywien (ponad 50 tys. dolarów) przekazanych przez obywateli w ramach zbiórek publicznych.

1 sierpnia z portu w Odessie wypłynął pierwszy statek z ukraińskimi produktami rolnymi, co stało się możliwe dzięki podpisanemu 22 lipca porozumieniu ws. odblokowania transportu morskiego z trzech ukraińskich portów. Masowiec „Razoni” pod banderą Sierra Leone z ładunkiem 26 tys. ton kukurydzy porusza się korytarzem, którego bezpieczeństwo gwarantują strony porozumienia – ONZ i Turcja – i kieruje się do libańskiego portu Trypolis. W Odessie znajduje się 16 kolejnych statków gotowych do transportu. Minister infrastruktury Ołeksandr Kubrakow poinformował, że w najbliższych tygodniach Ukraina planuje osiągnąć pełną zdolność przeładunkową, a eksport produkcji rolnej ma zapewnić tamtejszej gospodarce 1 mld dolarów dochodu miesięcznie.

Także 1 sierpnia wchodzi w życie embargo UE na import węgla z Rosji na podstawie przyjętego 7 kwietnia piątego pakietu sankcji. W ramach restrykcji wprowadzono zakaz zakupu, importu i transportu węgla i innych paliw kopalnych pochodzących lub eksportowanych z Rosji. Wcześniej Unia co roku sprowadzała tamtejszy węgiel o wartości 8 mld euro.

28 lipca UE zdecydowała o dwuipółkrotnym zwiększeniu importu energii elektrycznej z Ukrainy. Operatorzy europejskiego systemu energetycznego ENTSO-E wyrazili zgodę na wzrost jej eksportu z tego kraju ze 100 do 250 MW na dobę. Obecnie ukraińską energię kupują Polska, Słowacja, Rumunia i Mołdawia. Po rozpoczęciu inwazji przestały ją natomiast sprowadzać Węgry. Państwowa spółka Ukrenerho ocenia, że wzrost importu energii z Ukrainy pozwoli UE na dalsze ograniczanie zużycia rosyjskiego gazu, a w przyszłości na zastąpienie do 5 mld m3 tego surowca rocznie.

Premier Denys Szmyhal oświadczył, że 1 sierpnia wpłynęła pierwsza transza z wartej 1 mld euro pomocy finansowej UE. Drugiej należy się spodziewać następnego dnia. Są one częścią większego wsparcia makrofinansowego na rzecz przeciwdziałania skutkom wojny o łącznej wartości 9 mld euro. Z kolei Narodowy Bank Ukrainy ogłosił, że w 2022 r. PKB kraju zmniejszy się o jedną trzecią, a inflacja przekroczy 30%. Jednocześnie jego analitycy przewidują, że w latach 2023–2024 nastąpi trend wzrostowy, który osiągnie poziom 5–6% rocznie – dzięki ożywieniu popytu konsumpcyjnego, wznowieniu procesów technologicznych i logistycznych oraz aktywizacji działalności inwestycyjnej, zwłaszcza w związku z perspektywą integracji europejskiej.

Komentarz

Od czasu wycofania sił z północnej Ukrainy oraz części obwodów charkowskiego i mikołajowskiego Rosja nie organizowała dużych przemieszczeń wojsk na teatrze działań ani nie sprowadzała nowych jednostek do graniczących z napadniętym krajem obwodów. Względnie stabilna sytuacja utrzymywała się od połowy maja. Według danych Pentagonu w operację zaangażowanych było 110 batalionowych grup taktycznych. Obserwowane obecnie natężenie ruchu sił agresora należy wiązać z jednej strony ze zwiększeniem zdolności armii ukraińskiej w zakresie precyzyjnych uderzeń na zaplecze przeciwnika (Ukraina dysponuje 12 wyrzutniami systemu HIMARS, do których otrzymała pociski naprowadzane na cel za pomocą GPS, w najbliższym czasie ma dostać kolejne cztery wyrzutnie), z drugiej zaś – z rosnącym prawdopodobieństwem podjęcia przez Kijów kroków o charakterze ofensywnym, wymuszonych dotychczasową polityką informacyjną.

Zdecydowanie większe zagrożenie dla rosyjskiej operacji niż potencjalna kontrofensywa stanowią wspomniane wyżej rosnące zdolności ukraińskiej artylerii. Z tego względu należy przyjąć, że agresor wznowi działania ofensywne jako pierwszy i będzie się starał odsunąć pozycje obrońców jak najdalej od obszarów, gdzie mają zostać przeprowadzone zaplanowane przez Moskwę na wrzesień pseudoreferenda na temat przyszłości okupowanych terenów. Ewentualnie wojska najeźdźcze będą się starały zmusić przeciwnika (wraz z jego nowo pozyskanymi możliwościami) do przesunięcia głównego ciężaru zaangażowania do innych regionów. W tym kontekście za najbardziej prawdopodobne należy uznać uderzenie agresora na Charków i/lub Zaporoże i miasto Dniepr (prowadzone równocześnie po obu stronach rzeki Dniepr).

Rosja przywiązuje dużą wagę do tworzenia „historycznych” podstaw aneksji zajętych terytoriów. Obejmując patronat nad operacją mającą ugruntować pogląd o jej „cywilizacyjnej” roli imperialnej na terenach ukraińskich, wywiad zagraniczny FR aktywnie włączył się w plan falsyfikacji wydarzeń historycznych. Celem tych działań jest doprowadzenie do ostatecznej „deukrainizacji” okupowanych obszarów i zatarcia pamięci o dążeniu Ukraińców do niezależności. Osobisty udział w kampanii dyrektora SWZ wskazuje na to, że kreowanie „polityki historycznej” stało się domeną służb specjalnych, a jej realizacja jest traktowana jako operacja o znaczeniu strategicznym.

osw.waw.pl

Najważniejszą bronią kumulacyjną II WŚ był jednak niemiecki Panzerfaust – produkowany od sierpnia 1943 roku przechodził stałą ewolucję. Pierwsze wersje (Faustpatrone, Panzerfaust Klein; Panzerfaust 30) pokonywały do 150 i 200 mm stali, ale ich zasięg efektywny wynosił zaledwie 30-40 m. Kolejne wersje – Panzerfaust 60 i 100 pokonywały już 200 mm stali, zaś ich zasięg maksymalny wynosił do celów stacjonarnych /ruchomych odpowiednio dla obu wersji  80/150 m i 60/100 m. Zasięgi efektywne były jednak prawie o połowę mniejsze. Przede wszystkim Panzerfausty były produkowane masowo – do końca Trzeciej Rzeszy powstało 8,5 mln wszystkich wersji (!) i to właśnie owa broń przyczyniła się do znacznego uodpornienia niemieckiej piechoty na ataki sowieckich czołgów - zwłaszcza w ostatnim roku wojny kiedy brakowało dział przeciwpancernych, pancernych i czołgów. Jednakże tylko w jednym przypadku użycie Panzerfaustów i Panzerschrecków miało wymiar operacyjny. W 1944 roku podczas operacji wyborsko - pietrozawodzkiej wojska Sowietów przełamały pozycje obronne Finów i w bardzo sprawnie przeprowadzonej operacji zdobyły Wyborg już 20 czerwca. Następnego dnia rozpoczęto natarcie które miało doprowadzić do wdarcia się w przestrzeń operacyjną, a w konsekwencji – rzucić Finlandię na kolana. W efekcie doszło do bitwy pod Tali-Ihantala w której ostatnie rezerwy Finów usiłowały załatać wyłom w froncie. Różnicą jedna stała się nagła jakościowa zmiana w fińskich możliwościach przeciwpancernych. Do połowy czerwca piechota Finów dysponowała bowiem zaledwie 1854 Panzerschreckami dostarczonymi od kwietnia 1944 roku (i 18 tys. pocisków do nich). Była to zbyt szczupła ilość, która nie wystarczała wobec zastraszająco szybko szybko wykruszających się w walce nielicznych armat ppanc oraz czołgów i dział samobieżnych. Finowie stanęli przed problemem niemożności skutecznego zwalczania sowieckich nawał pancernych wspartych artylerią – mimo trudnego lesistego terenu. Jednakże już 19 czerwca niemieckie kutry torpedowe dostarczyły finom 9 tysięcy Panzerfaustów, zaś trzy dni później Luftwaffe dostarczyła następne 5 tysięcy sztuk. Dostawy owe umożliwiły skuteczne odtworzenie zdolności przeciwpancernych, które wraz z determinacją i sprawnym dowodzeniem pozwoliły na osiągnięcie podczas krwawej i heroicznej bitwy pod Tali-Ihantala pata, który wraz z sytuacją geopolityczną i postępami Aliantów w Normandii przyczynił się do zaprzestania prowadzenia natarcia przez sowietów 18 lipca i rozpoczęcia negocjacji, które 4 września przerodziły się w zawieszenie broni zaś 19 września w rozejm. Jest to bodajże jedyny znany przykład z lat drugiej wojny światowej kiedy określony rodzaj broni (w tym wypadku Panzerfaust) miał bezpośrednie przełożenie na wynik walk i w rezultacie – ostateczny rezultat całej operacji.

wolskiowojnie.pl