poniedziałek, 1 sierpnia 2022


Rosjanie zintensyfikowali ostrzał i bombardowania Charkowa, Mikołajowa, Nikopola i miejscowości leżących w ich pobliżu oraz na południe od Krzywego Rogu (głównie w okolicach Zełenodolśka). Uderzenie na Mikołajów nocą 31 lipca obrońcy ocenili jako jedno z najcięższych od rozpoczęcia wojny. Ostrzeliwany nieprzerwanie od kilkunastu dni Nikopol oczekuje na przyznanie mu statusu miasta znajdującego się w strefie działań bojowych (wraz ze związanym z tym wsparciem finansowym dla ewakuowanych instytucji i mieszkańców). Stałymi celami artylerii i lotnictwa agresora pozostają pozycje i zaplecze sił ukraińskich wzdłuż linii styczności wojsk, a także przygraniczne obszary obwodów czernihowskiego i sumskiego. W wyniku ostrzału (w tym rakietowego) szczególnie ucierpiały Bachmut, Kramatorsk i Słowiańsk w obwodzie donieckim oraz Hulajpołe i Orichiw w obwodzie zaporoskim. Władze w Kijowie wezwały do ewakuacji całą ludność Donbasu, a lokalna administracja zaapelowała o to samo do mieszkańców leżących w rejonach działań wojennych miejscowości obwodu zaporoskiego. Najeźdźcy kontynuowali również uderzenia rakietowe na cele w obwodach odeskim i kirowohradzkim.

Ukraińskie Dowództwo Operacyjne „Południe” powiadomiło o kolejnych atakach z wyrzutni HIMARS, których celami stały się ponownie kolejowy most Antonowski na Dnieprze (miał zostać wyłączony z ruchu) oraz rosyjski wojskowy skład kolejowy w obwodzie chersońskim. Z kolei ukraińskie lotnictwo miało zbombardować pozycje agresora w rejonie Biłohirki na styku obwodów chersońskiego i mikołajowskiego. W wyniku ostrzału zaplecza sił rosyjskich w okupowanej części obwodu zaporoskiego miało dojść do wycofania ich jednostek z dwóch dotychczasowych pozycji (Werchnij Tokmak i Czernihiwka).

Najeźdźcy kontynuują natarcie na Bachmut, wychodząc na jego wschodnie przedpole w okolicy Pokrowśkego. Obrońcy odpierają ataki w rejonie Werszyna–Zajcewe i Jakowliwka–Sołedar, odpowiednio na południowy i północny wschód od miasta. Rosyjska grupa rozpoznawcza miała zostać odparta także na północ od Siewierska. Na południe od Bachmutu, po częściowym opanowaniu wsi Semyhirja, rosyjskie natarcie w kierunku zachodnim powstrzymywane jest w rejonie Dołomitne–Trawnewe. Walki trwają na północ i północny zachód od Doniecka – w pobliżu Awdijiwki, gdzie najeźdźcy mieli osiągnąć częściowy sukces, i miejscowości Pisky. Natarcie na północ od Awdijiwki w kierunku Kramatorska powstrzymano w rejonie Nowoseliwka Druha–Krasnohoriwka. Fiaskiem miały zakończyć się również próby przełamania obrony ukraińskiej na południowy zachód od Doniecka.

Rosjanie wznowili działania w rejonie Bałakliji w obwodzie charkowskim, gdzie obrońcy mieli dwukrotnie odeprzeć wrogie pododdziały rozpoznawcze. Niepowodzeniem miały się zakończyć kolejne ataki na pozycje ukraińskie na północ od miasta Barwinkowe (w rejonie Brażkiwki i Dmytriwki, po obu stronach drogi z Iziumu) oraz na północny zachód od Słowiańska.

Strona ukraińska i zewnętrzni obserwatorzy informują o przemieszczaniu się kolejnych jednostek rosyjskich do przygranicznego obwodu biełgorodzkiego i na okupowany Krym, a także dodatkowych wojsk do obwodu chersońskiego (na kierunek Krzywego Rogu) i zaporoskiego (miała się tam znaleźć część sił działających dotychczas na kierunku Słowiańska). Najeźdźcy postawili na Dnieprze w rejonie Chersonia co najmniej jeden most pontonowy i uruchomili przeprawę promową. Mają też wzmacniać osłonę uszkodzonych i nowych przepraw (w tym z wykorzystaniem środków walki radioelektronicznej) oraz przemieszczać do obwodu dodatkowy sprzęt inżynieryjny.

Minister obrony Ołeksij Reznikow oznajmił, że Włochy zatwierdziły czwarty pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy. Jego szczegółów nie ujawniono. Norwegia przekazała 14 samochodów opancerzonych Iveco LAV III, a fundacja byłego prezydenta Petra Poroszenki – zestaw dronów rozpoznawczych H10 Poseidon Mk II. Na dostarczenie ma oczekiwać pierwszych osiem armatohaubic samobieżnych Krab z kontraktu zawartego przez Polskę i Ukrainę na początku czerwca. Resort obrony Litwy poinformował o zamiarze przekazania kolejnych 10 transporterów gąsienicowych M113, a Niemiec – 16 mostów czołgowych Biber (na bazie czołgów Leopard 1). O przesłanie Kijowowi batalionowego kompletu czołgów (sowieckich T-72 lub ich jugosłowiańskiej wersji) zadecydował rząd Macedonii Północnej. Według ambasadora Ukrainy w Londynie Wadyma Prystajki Wielka Brytania ma w najbliższym czasie dostarczyć do kraju dwa niszczyciele min, najprawdopodobniej klasy Sandown, których obsługiwania uczą się tamtejsi marynarze.

Prezydent Wołodymyr Zełenski wezwał ONZ i Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża do wyjaśnienia okoliczności tragicznych wydarzeń w Ołeniwce, gdzie 29 lipca w wyniku eksplozji w budynku z przetrzymywanymi ukraińskimi jeńcami zginęło co najmniej 50 osób. Stwierdził jednoznacznie, że była to celowa, zorganizowana przez Rosjan masakra jeńców wojennych oraz że „powinno nastąpić prawne uznanie Rosji za państwowego sponsora terroryzmu”. Sztab Generalny Ukrainy zaprzeczył oskarżeniom przeciwnika, że za tragedię odpowiada armia ukraińska, która rzekomo miała ostrzelać budynek. Ukraiński wywiad wojskowy i SBU oskarżyły o śmierć jeńców rosyjską formację militarną tzw. Wagnerowców.

Siły okupacyjne niezmiennie napotykają opór miejscowej ludności i są zmuszone tworzyć struktury administracyjne opierające się na urzędnikach przywożonych z Rosji. Na terenie obwodów chersońskiego i zaporoskiego powołano tymczasowe zarządy rosyjskiego MSW, które mają się zająć zwalczaniem przejawów „ekstremizmu” i organizować wydawanie rosyjskich paszportów, a także nadzorować pracę kolaboranckich struktur bezpieczeństwa. W Chersoniu, gdzie odnotowuje się aktywność ukraińskich grup dywersyjnych, samozwańcze władze podjęły kroki prewencyjne mające utrudnić stawianie oporu okupantowi. Ogłoszono, że za wydanie nielegalnie posiadanej broni zostanie wypłacona nagroda w wysokości: 10 tys. rubli za broń bojową, 6–8 tys. rubli za myśliwską, 2 tys. rubli za pociski artyleryjskie i miny, a za wskazanie miejsca, gdzie znajduje się amunicja – 500 rubli. Osoby, które wydadzą broń, nie będą podlegać odpowiedzialności karnej. Według informacji ukraińskiego wywiadu wojskowego na okupowanych terytoriach obwodów chersońskiego i zaporoskiego zaktywizowały się placówki partii Jedna Rosja, które tworzą tzw. listy wyborców i przygotowują 20 lokali w celu przeprowadzenia we wrześniu referendum aneksyjnego.

Pod egidą rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego (SWZ) kształtowana jest „polityka historyczna” mająca uzasadnić prawa Rosji do terytorium Ukrainy. Szef służby Siergiej Naryszkin, który stoi na czele Rosyjskiego Towarzystwa Historycznego, stwierdził, że należy podjąć badania obiektów związanych z Rosją na terenie Donbasu i innych zajętych obszarów kraju oraz włączyć je do Państwowego Rejestru Obiektów Dziedzictwa Kulturowego Narodów Rosji.

Szef Komendy Głównej Policji Ihor Kłymenko oświadczył, że wszczęto 320 postępowań karnych dotyczących przywłaszczenia pomocy humanitarnej, zaś 43 osobom przedstawiono akty oskarżenia w sprawach kradzieży wsparcia materialnego przeznaczonego na potrzeby sił zbrojnych i przymusowych przesiedleńców. W obwodzie lwowskim policja zatrzymała ludzi, którzy próbowali handlować amunicją wojskową, a w dniepropetrowskim – grupę handlującą pomocą humanitarną o wartości 1,3 mln hrywien (ponad 35 tys. dolarów). W obwodzie rówieńskim przestępcy sprzedawali samochody, które zakupiono na potrzeby wsparcia sił ukraińskich, a w Tarnopolu jedna z organizacji charytatywnych przywłaszczyła sobie prawie 2 mln hrywien (ponad 50 tys. dolarów) przekazanych przez obywateli w ramach zbiórek publicznych.

1 sierpnia z portu w Odessie wypłynął pierwszy statek z ukraińskimi produktami rolnymi, co stało się możliwe dzięki podpisanemu 22 lipca porozumieniu ws. odblokowania transportu morskiego z trzech ukraińskich portów. Masowiec „Razoni” pod banderą Sierra Leone z ładunkiem 26 tys. ton kukurydzy porusza się korytarzem, którego bezpieczeństwo gwarantują strony porozumienia – ONZ i Turcja – i kieruje się do libańskiego portu Trypolis. W Odessie znajduje się 16 kolejnych statków gotowych do transportu. Minister infrastruktury Ołeksandr Kubrakow poinformował, że w najbliższych tygodniach Ukraina planuje osiągnąć pełną zdolność przeładunkową, a eksport produkcji rolnej ma zapewnić tamtejszej gospodarce 1 mld dolarów dochodu miesięcznie.

Także 1 sierpnia wchodzi w życie embargo UE na import węgla z Rosji na podstawie przyjętego 7 kwietnia piątego pakietu sankcji. W ramach restrykcji wprowadzono zakaz zakupu, importu i transportu węgla i innych paliw kopalnych pochodzących lub eksportowanych z Rosji. Wcześniej Unia co roku sprowadzała tamtejszy węgiel o wartości 8 mld euro.

28 lipca UE zdecydowała o dwuipółkrotnym zwiększeniu importu energii elektrycznej z Ukrainy. Operatorzy europejskiego systemu energetycznego ENTSO-E wyrazili zgodę na wzrost jej eksportu z tego kraju ze 100 do 250 MW na dobę. Obecnie ukraińską energię kupują Polska, Słowacja, Rumunia i Mołdawia. Po rozpoczęciu inwazji przestały ją natomiast sprowadzać Węgry. Państwowa spółka Ukrenerho ocenia, że wzrost importu energii z Ukrainy pozwoli UE na dalsze ograniczanie zużycia rosyjskiego gazu, a w przyszłości na zastąpienie do 5 mld m3 tego surowca rocznie.

Premier Denys Szmyhal oświadczył, że 1 sierpnia wpłynęła pierwsza transza z wartej 1 mld euro pomocy finansowej UE. Drugiej należy się spodziewać następnego dnia. Są one częścią większego wsparcia makrofinansowego na rzecz przeciwdziałania skutkom wojny o łącznej wartości 9 mld euro. Z kolei Narodowy Bank Ukrainy ogłosił, że w 2022 r. PKB kraju zmniejszy się o jedną trzecią, a inflacja przekroczy 30%. Jednocześnie jego analitycy przewidują, że w latach 2023–2024 nastąpi trend wzrostowy, który osiągnie poziom 5–6% rocznie – dzięki ożywieniu popytu konsumpcyjnego, wznowieniu procesów technologicznych i logistycznych oraz aktywizacji działalności inwestycyjnej, zwłaszcza w związku z perspektywą integracji europejskiej.

Komentarz

Od czasu wycofania sił z północnej Ukrainy oraz części obwodów charkowskiego i mikołajowskiego Rosja nie organizowała dużych przemieszczeń wojsk na teatrze działań ani nie sprowadzała nowych jednostek do graniczących z napadniętym krajem obwodów. Względnie stabilna sytuacja utrzymywała się od połowy maja. Według danych Pentagonu w operację zaangażowanych było 110 batalionowych grup taktycznych. Obserwowane obecnie natężenie ruchu sił agresora należy wiązać z jednej strony ze zwiększeniem zdolności armii ukraińskiej w zakresie precyzyjnych uderzeń na zaplecze przeciwnika (Ukraina dysponuje 12 wyrzutniami systemu HIMARS, do których otrzymała pociski naprowadzane na cel za pomocą GPS, w najbliższym czasie ma dostać kolejne cztery wyrzutnie), z drugiej zaś – z rosnącym prawdopodobieństwem podjęcia przez Kijów kroków o charakterze ofensywnym, wymuszonych dotychczasową polityką informacyjną.

Zdecydowanie większe zagrożenie dla rosyjskiej operacji niż potencjalna kontrofensywa stanowią wspomniane wyżej rosnące zdolności ukraińskiej artylerii. Z tego względu należy przyjąć, że agresor wznowi działania ofensywne jako pierwszy i będzie się starał odsunąć pozycje obrońców jak najdalej od obszarów, gdzie mają zostać przeprowadzone zaplanowane przez Moskwę na wrzesień pseudoreferenda na temat przyszłości okupowanych terenów. Ewentualnie wojska najeźdźcze będą się starały zmusić przeciwnika (wraz z jego nowo pozyskanymi możliwościami) do przesunięcia głównego ciężaru zaangażowania do innych regionów. W tym kontekście za najbardziej prawdopodobne należy uznać uderzenie agresora na Charków i/lub Zaporoże i miasto Dniepr (prowadzone równocześnie po obu stronach rzeki Dniepr).

Rosja przywiązuje dużą wagę do tworzenia „historycznych” podstaw aneksji zajętych terytoriów. Obejmując patronat nad operacją mającą ugruntować pogląd o jej „cywilizacyjnej” roli imperialnej na terenach ukraińskich, wywiad zagraniczny FR aktywnie włączył się w plan falsyfikacji wydarzeń historycznych. Celem tych działań jest doprowadzenie do ostatecznej „deukrainizacji” okupowanych obszarów i zatarcia pamięci o dążeniu Ukraińców do niezależności. Osobisty udział w kampanii dyrektora SWZ wskazuje na to, że kreowanie „polityki historycznej” stało się domeną służb specjalnych, a jej realizacja jest traktowana jako operacja o znaczeniu strategicznym.

osw.waw.pl

Najważniejszą bronią kumulacyjną II WŚ był jednak niemiecki Panzerfaust – produkowany od sierpnia 1943 roku przechodził stałą ewolucję. Pierwsze wersje (Faustpatrone, Panzerfaust Klein; Panzerfaust 30) pokonywały do 150 i 200 mm stali, ale ich zasięg efektywny wynosił zaledwie 30-40 m. Kolejne wersje – Panzerfaust 60 i 100 pokonywały już 200 mm stali, zaś ich zasięg maksymalny wynosił do celów stacjonarnych /ruchomych odpowiednio dla obu wersji  80/150 m i 60/100 m. Zasięgi efektywne były jednak prawie o połowę mniejsze. Przede wszystkim Panzerfausty były produkowane masowo – do końca Trzeciej Rzeszy powstało 8,5 mln wszystkich wersji (!) i to właśnie owa broń przyczyniła się do znacznego uodpornienia niemieckiej piechoty na ataki sowieckich czołgów - zwłaszcza w ostatnim roku wojny kiedy brakowało dział przeciwpancernych, pancernych i czołgów. Jednakże tylko w jednym przypadku użycie Panzerfaustów i Panzerschrecków miało wymiar operacyjny. W 1944 roku podczas operacji wyborsko - pietrozawodzkiej wojska Sowietów przełamały pozycje obronne Finów i w bardzo sprawnie przeprowadzonej operacji zdobyły Wyborg już 20 czerwca. Następnego dnia rozpoczęto natarcie które miało doprowadzić do wdarcia się w przestrzeń operacyjną, a w konsekwencji – rzucić Finlandię na kolana. W efekcie doszło do bitwy pod Tali-Ihantala w której ostatnie rezerwy Finów usiłowały załatać wyłom w froncie. Różnicą jedna stała się nagła jakościowa zmiana w fińskich możliwościach przeciwpancernych. Do połowy czerwca piechota Finów dysponowała bowiem zaledwie 1854 Panzerschreckami dostarczonymi od kwietnia 1944 roku (i 18 tys. pocisków do nich). Była to zbyt szczupła ilość, która nie wystarczała wobec zastraszająco szybko szybko wykruszających się w walce nielicznych armat ppanc oraz czołgów i dział samobieżnych. Finowie stanęli przed problemem niemożności skutecznego zwalczania sowieckich nawał pancernych wspartych artylerią – mimo trudnego lesistego terenu. Jednakże już 19 czerwca niemieckie kutry torpedowe dostarczyły finom 9 tysięcy Panzerfaustów, zaś trzy dni później Luftwaffe dostarczyła następne 5 tysięcy sztuk. Dostawy owe umożliwiły skuteczne odtworzenie zdolności przeciwpancernych, które wraz z determinacją i sprawnym dowodzeniem pozwoliły na osiągnięcie podczas krwawej i heroicznej bitwy pod Tali-Ihantala pata, który wraz z sytuacją geopolityczną i postępami Aliantów w Normandii przyczynił się do zaprzestania prowadzenia natarcia przez sowietów 18 lipca i rozpoczęcia negocjacji, które 4 września przerodziły się w zawieszenie broni zaś 19 września w rozejm. Jest to bodajże jedyny znany przykład z lat drugiej wojny światowej kiedy określony rodzaj broni (w tym wypadku Panzerfaust) miał bezpośrednie przełożenie na wynik walk i w rezultacie – ostateczny rezultat całej operacji.

wolskiowojnie.pl

Monarchia sprawowała rządy w Rosji za pomocą pięciu instytucji: aparatu urzędniczego, policji bezpieczeństwa, szlachty, wojska i Cerkwi prawosławnej. Stan urzędniczy wywodził się ze służby domowej średniowiecznych książąt, pierwotnie niewolników, i aż po wiek XX zachował silne ślady swego pochodzenia. Urzędnicy występowali nadal głównie w roli osobistej służby monarchy, a nie jako słudzy narodu. Nie uważali państwa za coś odrębnego i nadrzędnego w stosunku do monarchy i jego biurokracji. Wstępując na służbę, urzędnik rosyjski przysięgał wierność nie państwu czy narodowi, lecz osobie władcy. Pełnił służbę wyłącznie wedle kaprysów monarchy i swych bezpośrednich przełożonych. Wyżsi urzędnicy mieli prawo wyrzucić podwładnego z pracy bez konieczności przedstawiania powodów i bez dawania możliwości obrony. Regulamin służby zamykał przed wyrzuconym urzędnikiem wszelką drogę Odwołania:

Urzędnicy, którzy zdaniem swych zwierzchników nie nadawali się do wykonywania swoich obowiązków, z jakichkolwiek względów [okazywali się] niegodni zaufania albo popełnili wykroczenie, o którym ich zwierzchnik wiedział, ale którego nie można było dowieść za pomocą faktów, mogą być zwolnieni ze służby przez właściwych zwierzchników według ich uznania. [...] Urzędnicy bezceremonialnie zwalniani ze służby wedle uznania ich zwierzchników, bez choćby powiadomienia ich o przyczynach, nie mają prawa zaskarżenia takiego postanowienia. Ich prośby o przywrócenie na poprzednie stanowisko lub o rozprawę sądową muszą nie tylko pozostać bez rozpoznania, ale nie mogą być nawet przyjęte przez Senat Rządzący ani przez Kancelarię Jego Cesarskiej Mości...

Jakby dla podkreślenia, że urzędnicy państwowi wywodzą się z poddańczej służby domowej, nie mogli oni – bez względu na szczebel w hierarchii – bez zezwolenia wystąpić ze służby. Jeszcze w 1916 roku ministrowie, których większość sprzeciwiała się wówczas polityce cara, musieli prosić o zezwolenie na podanie się do dymisji, na co w licznych wypadkach car wręcz odmawiał zgody – sytuacja dla Europejczyka trudna nawet do pojęcia. 

Z wyjątkiem sędziów i pewnych kategorii specjalistów od urzędników rosyjskich nie wymagano dowodów posiadanego wykształcenia. W przeciwieństwie do ówczesnej Europy, gdzie nominacje urzędników państwowych wymagały bądź świadectwa szkolnego, bądź zdania egzaminu, albo jednego i drugiego, w Rosji nie dbano o cenzus nowo przyjmowanych. Celem zakwalifikowania na stanowisko  kancelisty, będące odskocznią na najniższy szczebel kariery urzędniczej, kandydat musiał się wykazać jedynie umiejętnością czytania i poprawnego pisania oraz opanowaniem podstaw matematyki. Aby przejść na kolejny szczebel, musiał zdawać egzamin sprawdzający poziom wiedzy wymagany od absolwenta szkoły średniej. Wdrapawszy się na najniższy szczebel służby państwowej, urzędnik nie musiał już nigdy potem wykazywać się żadnymi dodatkowymi umiejętnościami i wspinał się po drabinie kariery dzięki wysłudze lat i rekomendacji zwierzchnika. W rezultacie urzędnicy imperialni byli mianowani i awansowani na podstawie nieokreślonych kryteriów, które w praktyce sprowadzały się głównie do bezwzględnej wierności dynastii, do ślepego posłuszeństwa
w wykonywaniu poleceń oraz do niekwestionowanej akceptacji status quo.

Jako osobiści słudzy cara urzędnicy imperatorskiej biurokracji stali ponad prawem. Urzędnika można było zaskarżyć i postawić przed sądem wyłącznie za zgodą przełożonego. Bez takiego upoważnienia sądownictwo było bezsilne, jeśli idzie o stawianie urzędników w stan oskarżenia. Zgody na sądzenie urzędników udzielano bardzo rzadko, a to z dwóch powodów. Skoro, przynajmniej w teorii, wszystkich mianował car, nieudolność urzędnika w pełnieniu powierzonych mu obowiązków rzucała niekorzystne światło na przenikliwość cara. Po drugie, zawsze istniało niebezpieczeństwo, że gdyby zezwolono oskarżonemu urzędnikowi występować przed sądem we własnej obronie, mógłby wplątać w sprawę swych zwierzchników. W praktyce więc urzędników winnych jakiegoś wykroczenia przenoszono bez rozgłosu na inne stanowisko, a gdy byli dostatecznie zasłużeni, awansowano ich do imponujących, ale pozbawionych jakiegokolwiek znaczenia godności w Senacie lub w Radzie Państwa. W takich sprawach nawet sam car musiał ulegać panującym obyczajom. Po wypadku kolejowym, w którym omal nie postradał życia, Aleksander III chciał postawić przed sądem ministra transportu. W końcu wyperswadowano mu ten zamiar, argumentując, że publiczna rozprawa przeciw ministrowi, który urząd ten piastował przez 14 lat, oznaczałaby, że „niezasłużenie cieszył się zaufaniem monarchy”. A to oznaczałoby, że car pomylił się w ocenie. Zdaniem niektórych współczesnych brak odpowiedzialności rosyjskiego stanu urzędniczego przed prawem czy jakimkolwiek organem zewnętrznym w stosunku do biurokracji stanowił o podstawowej różnicy między aparatem urzędniczym w Rosji i w Europie Zachodniej. W istocie był to tylko jeden z licznych przejawów ducha patrymonialnego, ciągle mocno zakorzenionego w państwie rosyjskim. 

W szeregach rosyjskiej biurokracji, zwłaszcza w ostatnich latach monarchii, znajdowało się wielu wykształconych i oddanych urzędników. Szczególnie liczni byli w ministerstwach i urzędach mieszczących się w Petersburgu. Angielski historyk Rosji, Bernard Pares, w trakcie częstych przed 1917 rokiem wizyt w tym kraju zauważył, że bez munduru czinownik okazywał się często intelektualistą, zatroskanym tymi samymi sprawami, które niepokoiły ogół społeczeństwa. Gdy jednak przywdział mundur i wypełniał obowiązki służbowe, oczekiwano od niego, aby zachowywał się wyniośle i arogancko. Warunki służby, zwłaszcza brak poczucia bezpieczeństwa, faktycznie sprzyjały służalczości wobec przełożonych i chamstwu wobec wszystkich pozostałych. Po urzędniku oczekiwano, że dla świata zewnętrznego będzie kimś bezgranicznie zadufanym:

U podłoża zawsze występowała chęć przedstawienia „władzy” jako wszechwiedzącego, rozważnego, a w ostatecznym rachunku nieomylnego zespołu sług państwa, bezinteresownie działających wespół z monarchią w dobrze pojętym interesie Rosji.

Nieodłącznym elementem tego autorytetu była tajemniczość, przyczyniająca się do podtrzymania złudnego obrazu władzy nie  znającej ani niezgody, ani niepowodzeń. Biurokracja najbardziej bała się jawności spraw publicznych, której opinia publiczna domagała się od połowy XIX wieku.

Richard Pipes - Rewolucja rosyjska

niedziela, 31 lipca 2022


Bukiet suszonych róż leży na chodniku, na kamiennych schodach stoją cztery lampy nagrobne. Nad nimi stoi dwóch żołnierzy z brązu. Mają na sobie szerokie płaszcze i stalowe hełmy. Jeden z nich trzyma flagę i robi wymach prawą ręką, by rzucić granat. Drugi żołnierz klęczy za nim, z karabinem maszynowym w gotowości.

Drezno, Olbrichtplatz. Figury znajdują się w mieście od 1945 r., najpierw na Albertplatz, a teraz w pobliżu Muzeum Wojskowo-Historycznego Bundeswehry. Przedstawiają radzieckich żołnierzy w walce. Milcząco przypominają o zwycięstwie nad dyktaturą nazistowską i o poległych żołnierzach Armii Czerwonej.

Pomnik w Dreźnie był pierwszym pomnikiem wzniesionym dla żołnierzy radzieckich w Niemczech. Na terenie byłej NRD znajduje się wiele innych pomników i grobów wojennych żołnierzy Armii Czerwonej. Sowieckie miejsca pamięci od lat budzą kontrowersje, a rosyjska inwazja na Ukrainę na nowo rozpaliła debatę: jak wschodnioniemieckie miasta powinny poradzić sobie z tym dziedzictwem?

Ostatnie wydarzenia wokół pomnika w Dreźnie pokazują, że nie ma na to prostej odpowiedzi — ale że miasta i ich mieszkańcy muszą znaleźć odpowiedź. A wszystko zaczęło się od tweeta.

Pod koniec marca Stefan Scharf, członek Wolnych Demokratów (FDP) w Dreźnie, wezwał na Twitterze do rozebrania pomnika na Olbrichtplatz. Już dawno stracił on swój "czcigodny charakter" i powinien zostać wystawiony w muzeum, napisał Scharf. Nawiązuje on do 1. Gwardyjskiej Armii Pancernej ZSRR, która stacjonowała w Dreźnie podczas zimnej wojny. To te czołgi pomogły stłumić powstanie ludowe w NRD w 1953 r. i Praską Wiosnę w 1968 r. Dziś 1. Gwardyjska Armia Pancerna przemierza Ukrainę jako część sił rosyjskich. Pomnik żołnierzy radzieckich — uważa Scharf — powinien zniknąć z miasta.

Kilka tygodni po opublikowaniu tweeta Stefan Scharf nadal nie zmienił swojego stanowiska. — Nie chodzi o to, żeby zniknęła radziecka czy rosyjska historia — mówi — Ale ten pomnik ukrywa więcej niż mówi.

Za rosyjskim napisem — który wychwala "wieczną chwałę" żołnierzy Armii Czerwonej — jego twórcy ukryli inne walczące na wojnie narodowości ZSRR. I na dodatek, podkreśla Scharf, "napis na pomniku przedstawia Armię Czerwoną jako wyzwolicieli i ukrywa fakt, że radzieckie czołgi były używane przeciwko cywilom".

Polityk FDP nie jest osamotniony w swoich poglądach. Na swojej stronie internetowej ratusz nazywa pomnik "pomnikiem sprzeczności". Symbolizuje on wolę oporu wobec agresji reżimu nazistowskiego, ale jako pomnik zwycięski dokumentuje również "charakter systemu stalinowskiego i reżimu okupacyjnego".

Żądając demontażu, Scharf miał nadzieję, że jego tweety wywołają dyskusję. W kwietniu portal informacyjny Tag24 podjął dyskusję na ten temat. I prawdopodobnie tak tweet trafił do rosyjskiego konsula generalnego w Lipsku. Andrej Dronow napisał list bezpośrednio do burmistrza Drezna, Dirka Hilberta (FDP).

Pismo Dronowa jest dobrym przykładem rosyjskiego rewizjonizmu historycznego. Liczne radzieckie pomniki w Niemczech są "widocznymi znakami wdzięcznej pamięci Rosjan i żyjących dziś Niemców" — czytamy w nim. Pozwolenie na ich zniknięcie jest nie do pomyślenia, ponieważ "wymazałoby to to, co czyni nas, Rosjan i Niemców, wyjątkowymi". A więc ani słowa o Ukraińcach, Białorusinach czy innych narodowościach, które również walczyły w Armii Czerwonej.

List konsula generalnego wywołał w Dreźnie zdumienie. To niezwykłe, że przedstawiciel Federacji Rosyjskiej wykorzystuje tweet członka partii politycznej, by napisać list do burmistrza. Konsulowi ostatecznie odpisał radny Holger Hase, który jest przewodniczącym okręgu FDP. Napisał, że chociaż sprzeciwia się demontażowi pomnika, to Scharf miał prawo napisać taki tweet.

Hase uważa, że konsul generalny doskonale wiedział, że burmistrz jest niewłaściwym adresatem jego listu. Niemniej jednak "z pewnością było to zamierzone", by list trafił do miasta. W końcu burmistrz i rada miejska w uchwale po wybuchu wojny w Ukrainie wyraźnie opowiedzieli się przeciwko rosyjskiej agresji. — Nie wyobrażam sobie, żeby rosyjski konsulat nie potrafił odróżnić administracji miasta od partii politycznej — uważa Hase. Tweet o pomniku był dla Dronowa najwyraźniej dobrą okazją do publicznego poskarżenia się i do próby zdyskredytowania osób, które krytykują pomnik.

List Dronowa wykorzystuje schemat z rosyjskiej propagandy: twierdzenie, że stosunki między Berlinem a Moskwą psuje strona niemiecka — a nie rosyjska wojna napastnicza czy groźby ataków nuklearnych i zamrożenie dostaw gazu.

W podobnym duchu co list, rosyjski MSZ pod koniec czerwca próbował oczernić rząd w Berlinie. W oświadczeniu opublikowanym w rocznicę inwazji Niemiec na Związek Radziecki mówi się o "agitacji propagandowej" i "rusofobicznej histerii" w Niemczech. "Słowem i czynem urzędnicy berlińscy narażają na szwank rezultaty dziesięcioleci wysiłków Rosji i Niemiec, mających na celu przezwyciężenie powojennej wrogości, niechęci i nieufności między narodem rosyjskim i niemieckim" — czytamy w oświadczeniu Moskwy.

onet.pl/Die Welt

Kilka dni po rozpoczęciu przez Rosję inwazji na Ukrainę rosyjski samolot transportowy stanął na pasie startowym lotniska w Chartumie, stolicy Sudanu. Według dokumentów miał przewozić ciastka, ale Sudan praktycznie nigdy ich nie eksportuje, więc urzędnicy nabrali podejrzeń – opisuje CNN.

Choć pracownicy lotniska obawiali się, że próba zatrzymania samolotu może rozgniewać coraz bardziej prorosyjskie władze wojskowe Sudanu, ostatecznie przeszukali maszynę. W środku znaleźli kolorowe opakowania ciastek, a pod nimi – drewniane skrzynie zawierające tonę złota.

Lutowy incydent był jednym z co najmniej 16 znanych rosyjskich lotów szmuglujących złoto z Sudanu w ciągu ostatnich 18 miesięcy. Z wywiadów z wysoko postawionymi urzędnikami w Sudanie i USA wynika, że był częścią złożonej rosyjskiej operacji grabienia sudańskich zasobów, by wzmocnić Rosję w obliczu zachodnich sankcji gospodarczych – pisze CNN.

Dowody wskazują również, że z Rosją współpracują sudańskie władze wojskowe, które umożliwiły wyprowadzenie złota wartego miliardy dolarów, co pozbawiło budżet zubożałego kraju bardzo istotnych dla niego środków. W zamian Rosja udzieliła wsparcia wojskowego i politycznego juncie, która brutalnie tłumi ruch demokratyczny.

Według amerykańskich urzędników Rosja aktywnie wspierała wojskowy zamach stanu z 2021 r., który obalił cywilny rząd przejściowy. — Od dawna wiemy, że Rosja eksploatuje surowce naturalne Sudanu. By utrzymać dostęp do tych surowców, Rosja zachęcała do wojskowego puczu – powiedział jeden z urzędników.

W centrum tego układu pomiędzy Rosją a sudańskimi generałami znajduje się rosyjski oligarcha Jewgenij Prigożyn, właściciel prywatnej firmy wojskowej znanej jako grupa Wagnera. Jej najemnicy oskarżani są o tortury, masowe zabójstwa i grabieże w kilku ogarniętych wojnami państwach, w tym w Syrii i Republice Środkowoafrykańskiej.

W Sudanie głównym narzędziem Prigożyna jest spółka Meroe Gold, która wydobywa złoto i szkoli rządową armię. W 2020 r. została objęta amerykańskimi sankcjami i obecnie działa pod przykrywką sudańskiej firmy al-Solag – twierdzi CNN.

— Poprzez Meroe Gold i inne firmy związane z pracownikami Prigożyna rozwinął on strategię grabienia surowców gospodarczych krajów afrykańskich, w których podejmuje interwencje, w zamian za wsparcie dla miejscowych rządów – ocenił Denis Korotkow z pracującego w Londynie zespołu Dossier Center, śledzącego przestępczą działalność osób związanych z Kremlem.

Złoto wywożone z Sudanu przez Rosjan nie jest rejestrowane, więc trudno ustalić jego dokładną wartość. Według informacji od sygnalisty z sudańskiego banku centralnego w 2021 r. zniknęły 32,7 tony złota, które byłoby warte 1,9 mld dol. Wiele źródeł ocenia jednak, że skala procederu jest większa, a szmuglowanych jest około 90 proc. całej produkcji złota w Sudanie.

Kilka lokalnych kół dziennikarskich, z ustaleń których CNN korzystała w przygotowaniu artykułu, znalazło się na celowniku junty i musiało emigrować. Według źródeł w strukturach bezpieczeństwa dziennikarka CNN Nima Elbagir znalazła się na liście osób, których junta chce się pozbyć.

Samolot przeszukany w lutym w Chartumie odleciał z ciastkami i toną złota. Według CNN interweniowali w jego sprawie wysoko postawieni wojskowi. Część urzędników, którzy wykryli przemyt, zostało przeniesionych na prowincję, a niektórych wcielono do wojska. — Zapłacili za to, że wykonywali swoją pracę – powiedziało CNN źródło zapoznane ze sprawą.

onet.pl/PAP

Autorzy cofają się do wydarzeń z 12 kwietnia. W tym dniu przewodniczący trzech komisji Bundestagu zatrzymali się na krótko w Warszawie w drodze do Kijowa. Szefowa komisji obrony Marie-Agnes Strack-Zimmermann (FDP), szef komisji ds. europejskich Anton Hofreiter (Zieloni) oraz kierujący komisją spraw zagranicznych Michael Roth (SPD) spotkali się z kolegami z Sejmu. W śniadaniu uczestniczył też wiceminister Szymon Szynkowski vel Sęk, co nadało spotkaniu oficjalny charakter – czytamy w analizie opublikowanej na pierwszej stronie gazety.

Jak podkreślają autorzy, rozmowa rozpoczęła się „nie najlepiej”. Szynkowski vel Sęk uważany jest za „twardego zawodnika” i „ostro zabrał się” za gości, krytykując opieszałość Niemiec w sprawie pomocy dla Ukrainy. Były wiceszef MSZ Michael Roth, który dobrze zna Szynkowskiego vel Sęka, kontrował jego argumenty. Pomimo tego Niemcy czuli się jak „biedni grzesznicy” podczas przesłuchania, a nie jak goście u przyjaciół. Aby „ratować sytuację”, troje niemieckich parlamentarzystów zaproponowało, by Polska zwróciła się do Berlina z prośbą o rekompensatę za przekazane Ukrainie czołgi.

Jak twierdzi strona niemiecka, Polacy zareagowali pozytywnie na propozycję. Atrakcyjna wydała się im perspektywa otrzymania kilku egzemplarzy najnowszego niemieckiego czołgu Leopard 2 A7.

Freidel i Schuller zaznaczają, że rozwój wypadków po spotkaniu w Warszawie następował wolniej niż się spodziewano. Podczas spotkania w amerykańskiej bazie Ramstein dwa tygodnie później nic jeszcze nie było jasne. Z Warszawy nadeszły sygnały zniecierpliwienia, niemiecki rząd nie zareagował na to. Podczas spotkania niemieckiej minister obrony Christine Lambrecht z szefem MON Mariuszem Błaszczakiem, strona niemiecka poleciła ustalenie szczegółów fachowcom.

Niemiecki resort obrony zaproponował Polsce 100 czołgów Leopard 1 A5 – model z lat 60., zmodernizowany w latach 80. Jak twierdzi strona niemiecka, Polacy wykazywali początkowo zainteresowanie tą ofertą, jednak potem zareagowali jak ktoś, kto zamówił Teslę, a otrzymał Trabanta. Warszawa powiedziała „Nein”.

Berlin bronił swojej oferty zaznaczając, że nie ma żadnych zobowiązań wobec Polski. Gdy Polska przekazywała Ukrainie swoje czołgi, nie było żadnej umowy o wymianę (Ringtausch). „Dopiero po fakcie próbowaliśmy nadać całej operacji charakter wymiany” – tłumaczy Roth. Z niemieckiego punktu widzenia Polska nie miała żadnych podstaw do „grymaszenia”.

Na początku lipca Niemcy wyszli Polsce naprzeciw. Nowa oferta przewidywała przekazanie 20 Leopardów 2 A4. Dostawy miały zacząć się dopiero w kwietniu 2023 roku. W Berlinie uważano, że porozumienie z Polską jest blisko. Planowano nawet wspólne oświadczenie prasowe obu ministerstw, jednak sprawa znów utknęła w miejscu. W tej sytuacji Szynkowski vel Sęk oskarżył Niemcy o wprowadzenie Polski w błąd. Obie strony obarczają się wzajemnie o odpowiedzialność za fiasko.

Strona niemiecka zwraca uwagę na fakt, że wkrótce po odrzuceniu niemieckiej oferty, Polska zawarła porozumienie z Koreą Południową o dostawę 1000 czołgów i kilkuset haubic. Berlin uważa, że czasowa zbieżność nie jest przypadkowa. Wyborcy PiS lubią, gdy ich politycy atakują Niemców.

„Być może Polacy chcieli wykorzystać sytuację w polityce wewnętrznej, uważając, że porozumienie z Niemcami niewiele daje, a wkrótce ma dojść do umowy z Koreą?” – zastanawiają się autorzy, powołując się na niejawne źródła.

Osoby dobrze poinformowane uważają, że szczególną rolę we fiasku porozumienia z Niemcami odegrał Szynkowski vel Sęk, który „pełni podobną rolę jak do niedawna ambasador Ukrainy Andrij Melnyk”.

rp.pl

Pierwsze 20 czołgów T-72 trafiło do Polski prosto z ZSRR w 1978 roku. W 8.Drezdeńskim Pułku Czołgów Średnich w Żaganiu wchodzącym w skład 11.Dywizji Pancernej utworzono kompanię szkolna czołgów T-72. Miała ona na stanie 16 czołgów T-72, co było zgodne z ówczesną strukturą polskich pułków czołgów dywizji pancernych. Miały one wtedy pięć kompanii po 16 czołgów i czołg dowódcy pułku czyli łącznie 81 maszyn (nie było w nich szczebla batalionowego).

W następnych latach podjęto w Gliwicach seryjną produkcję T-72 w kooperacji z innymi państwami Układu Warszawskiego. Pierwsze 10 czołgów zmontowano tam w 1981 roku z części dostarczonych z Niżniego Tagiłu, gdzie mieściła się radziecka fabryka czołgów i uroczyście przekazano je wojsku w dniu 19 lipca 1982 roku czyli dokładnie 40 lat temu (sic !). Do końca 1990 roku w Łabędach wyprodukowano około 1610 czołgów T-72, z których połowa trafiła do WP, a połowa na eksport m. in. do NRD, Węgier, Iraku, Iranu, Jemenu i Syrii.

W latach 1981-1985 do wojska trafiło około 218  T-72M, w latach 1985-1986 około 183 T-72A, a w latach 1986-1991 około 352 T-72M1. Razem z 20 dostarczonymi z ZSRR dało to liczbę 773 czołgów T-72. Przezbrajano w nie kolejne pułku czołgów średnich, które przy tej okazji przechodziły na strukturę batalionową. Pułk łącznie miał ich wtedy 94 w trzech batalionach po 31 (trzy kompanie po 10 i czołg dowódcy batalionu) i czołg dowódcy pułku.

W następnej dekadzie w Łabędach uruchomiono produkcję zmodernizowanych czołgów znanych jako PT-91 Twardy. WP otrzymało ich łącznie 233 sztuki. Niecała setka z nich była wyprodukowana od podstaw jako nowe czołgi, a kolejne powstawały już z przebudowania istniejących T-72 różnych wersji. Największą łączną liczbą czołgów T-72 i PT-91 dysponowaliśmy pod koniec ubiegłego wieku i było ich około 888. W następnych latach ich liczba zaczęła spadać.

defence24.pl

Rosyjscy okupanci promują organizację "Jesteśmy razem z Rosją" w okupowanych ukraińskich obwodach, prawdopodobnie prezentując fasadę „oddolnego” wezwania do rosyjskiej aneksji okupowanej Ukrainy i przygotowując się do sfałszowanych referendów w sprawie aneksji okupowanych terenów. Rosyjski urzędnik okupacyjny Władimir Rogin powiedział 27 lipca rosyjskiemu portalowi „Ruskij Mir” że „ruch przekształci się w skuteczną platformę, która przyspieszy proces wejścia regionu do Rosji”. Rosyjski kanał informacyjny „Readovka” poinformował 26 lipca, że ​​członkowie Jednej Rosji, partii politycznej prezydenta Rosji Władimira Putina oraz członkowie Wszechrosyjskiego Frontu Ludowego obsadzają kwaterę główną organizacji w okupowanych obwodach ukraińskich. Rosyjski gubernator rosyjskiego obwodu Penza, wysoki rangą członek Jednej Rosji Oleg Melnichenko, 29 lipca otworzył „biuro humanitarne” dla „Jesteśmy razem z Rosją” w Tokmak w obwodzie zaporoskim.

Możliwość ukraińskiej kontrofensywy na okupowany Chersoń może zakłócić rosyjskie próby przygotowania referendów w sprawie aneksji i zmuszenia chersońskich cywilów do rejestracji w celu uzyskania rosyjskich paszportów. Ukraińskie Centrum Oporu poinformowało 29 lipca, że ​​władze okupacyjne Jednej Rosji opuściły Chersoń 29 lipca. Centrum twierdziło, że członkowie partii przygotowywali się do referendum w sprawie aneksji w mieście pod przykrywką „działań humanitarnych” i zmuszali ukraińskich cywilów do zgłaszania się po rosyjskie paszporty w zamian za pomoc humanitarną. Centrum poinformowało, że członkowie partii uciekli, ponieważ obawiają się ukraińskiej kontrofensywy w mieście po strajku 26 lipca na moście Antoniwki. ISW nie mogła potwierdzić raportu Ukraińskiego Centrum Oporu. Jednakże, Rosyjski milblogger Jurij Kotyenok i prorosyjski portal „KhersonLife” donosili 29 lipca, że ​​władze okupacyjne organizują zakrojone na szeroką skalę „forum publiczne” pod auspicjami „Jesteśmy razem z Rosją” w Chersoniu 30 i 31 lipca, aby ogłosić „powrót prawa do samostanowienia i nowego historycznego przeznaczenia dla mieszkańców południowej Rosji”, tak niektóre źródła rosyjskie zaczęły odnosić się do ukraińskiego obwodu chersońskiego. Źródła rosyjskie twierdziły, że weźmie w nim udział ponad 500 delegatów. Odwołanie, przełożenie lub niska frekwencja na tym wydarzeniu sugerowałaby, że członkowie Jednej Rosji faktycznie uciekli z miasta w oczekiwaniu na ukraińską kontrofensywę.

Urzędnicy okupacji w dalszym ciągu ograniczali również użycie ukraińskiej waluty i próbują wymusić rubelizację okupowanych obszarów, ale mogą mieć ograniczony dostęp do rubli w gotówce. Szef administracji obwodu Ługańskiego Serhij Haidai powiedział 29 lipca, że ​​rosyjskie siły okupacyjne nie zainstalowały ani nie obsługiwały żadnych bankomatów w Kreminnie, Rubiżnym czy Popasnej od czasu zajęcia tych miast w maju i że sytuacja jest podobna w Siewierodoniecku i Łysychańsku. Haidai powiedział, że rosyjscy okupanci próbują wydawać emerytury pieniężne cywilom na okupowanych obszarach, ale mogą je dostarczać tylko pocztą.

understandingwar.org

sobota, 30 lipca 2022


Opisane wydarzenia zachodziły w kraju pod wieloma względami jedynym w swoim rodzaju. Rządzona (do 1905 roku) przez monarchię absolutną, administrowana przez wszechwładną biurokrację i złożona z kast społecznych Rosja przywodziła na myśl wschodnią tyranię. Jednak jej międzynarodowe ambicje oraz polityka gospodarcza i kulturalna, która wywodziła się z tych ambicji, rodziły w Rosji dynamizm mający swe źródła na Zachodzie. Sprzeczność między statycznym charakterem ustroju politycznego i społecznego a dynamizmem gospodarki i życia kulturalnego powodowała stan ciągłego napięcia. Nadawała krajowi cechę nietrwałości, oczekiwania; jak to określił pewien przybysz z Francji, Rosja robiła wrażenie jak gdyby „niedokończonej”.

Aż do manifestu październikowego z 1905 roku Rosja była autokracją. Stare ustawy zasadnicze określały suwerena, oficjalnie zwanego imperatorem, jako „niczym nie ograniczonego” i samowładnego. Pierwszy z tych przymiotników oznaczał, że monarchy nie krępują żadne ograniczenia konstytucyjne, drugi zaś, że nie zna ograniczeń instytucjonalnych. Władzę imperatora zdefiniowano po raz pierwszy w przepisach wojskowych Piotra Wielkiego (rozdz. 3, art. 20), obowiązujących nadal w roku 1900:

Jego Cesarska Mość jest monarchą samowładnym, który za swoje czyny nie musi odpowiadać przed nikim na świecie, potęgę i władzę nad swoimi państwami i ziemiami sprawuje zaś jako chrześcijański suweren, wedle własnego życzenia i dobrej woli.

Imperator był wyłącznym źródłem praw i rozporządzeń. W myśl artykułu 51 starych ustaw zasadniczych, „żadna godność czy urząd w monarchii nie może samodzielnie stanowić nowych praw, żadne prawo zaś nie może wejść w życie bez zatwierdzenia przez władzę samodzierżawną”. W praktyce przestrzeganie tak sztywnych reguł absolutyzmu w kraju liczącym 125 milionów mieszkańców i będącym piątą potęgą gospodarczą świata okazało się niemożliwe, z czasem więc stanowi urzędniczemu przekazywano coraz więcej uprawnień. Mimo to zasady samowładztwa przestrzegano surowo, a każda próba zakwestionowania jej słowem lub czynem wywoływała surowe represje.
 
Na pozór samowładztwo nie różniło się od europejskich monarchii za ancien régime’u, toteż zarówno w Rosji, jak i poza jej granicami uchodziło za anachronizm. Ale przy bliższym poznaniu i w świetle dziejów Rosji można zauważyć, że tamtejszy absolutyzm odznaczał się cechami szczególnymi, odróżniającymi go od absolutyzmu Burbonów, Stuartów czy Hohenzollernów. Zachodnich podróżników odwiedzających państwo moskiewskie w XVI–XVII wieku, kiedy absolutystyczny ancien régime osiągał szczyt, uderzały różnice między tym, do czego przywykli w swoich krajach, a tym, co widzieli w Rosji. W praktyce cechą szczególną rosyjskiego absolutyzmu w jego wczesnej postaci, która przetrwała od XIV do końca XVIII wieku, był brak instytucji własności prywatnej, na Zachodzie skutecznie stawiającej czoła władzy królewskiej. W Rosji nawet pojęcie własności (w rzymskim znaczeniu sprawowania absolutnej władzy nad przedmiotami) nie było znane aż do jego wprowadzenia, w drugiej połowie XVIII wieku, przez pochodzącą z Niemiec Katarzynę II. Moskiewska Rosja była zarządzana jak majątek prywatny, a jej mieszkańcy i ziemie wraz ze wszystkim, co kryły, uznawano za własność korony.

Od czasów Hobbesa taki typ ustroju zwano „patriarchalnym” lub „patrymonialnym”. Jego cechą wyróżniającą było połączenie władzy i własności: monarcha uważał się i uważany był przez swych poddanych za władcę królestwa, a jednocześnie za jego właściciela. W szczytowym okresie władza patrymonialna w Rosji opierała się na czterech filarach:

1. monopolu na władzę polityczną;
2. monopolu na zasoby gospodarcze i handel hurtowy;
3. roszczeniach władcy do nieograniczonych świadczeń ze strony poddanych i braku praw tak indywidualnych, jak zbiorowych (stanowych);
4. monopolu na informację.

Roszcząc sobie w początkach XVIII wieku prawo do statusu mocarstwa europejskiego, Rosja zmuszona była dorównać swym zachodnim rywalom w dziedzinie potęgi wojskowej, wydajności gospodarczej i kultury. Monarchia musiała więc dokonać częściowego demontażu instytucji patrymonialnych, które tak dobrze jej służyły, dopóki Rosja była w zasadzie mocarstwem orientalnym, współzawodniczącym z innymi mocarstwami orientalnymi. W połowie XVIII wieku monarchia uznała prawo własności ziemi i innych dóbr: pojęcie „własność” (sobstwiennost’, z niemieckiego Eigentum) w tym właśnie okresie weszło do słownictwa rosyjskiego. Jednocześnie korona zaczęła się wycofywać z produkcji i handlu. Choć według zachodnich standardów państwo rosyjskie około 1900 roku nadal dominowało nad gospodarką narodową, w kraju kwitł wolny rynek i prosperowały odpowiadające mu instytucje kapitalistyczne. Nawet gwałcąc prawa człowieka, carat respektował własność prywatną. Stopniowo rząd wyrzekał się także prawa do żądania od swych podwładnych nieograniczonych świadczeń, zwalniając z przymusowej służby państwu najpierw szlachtę (1762), a po upływie stulecia (1861) chłopów poddanych. W dalszym ciągu obstawał przy prawie do cenzurowania wydawnictw, ale ponieważ prawa tego nie egzekwował ani ściśle, ani konsekwentnie, nie ograniczał nadmiernie przepływu idei, tym bardziej że nie krępował ponad miarę swobody podróży za granicę.

Tak więc około roku 1900 ustrój patrymonialny należał do przeszłości z jednym wyjątkiem: politycznego ustroju kraju. „Uwłaszczając” społeczeństwo w dziedzinie gospodarczej, społecznej i kulturalnej, korona z uporem odmawiała przyznania mu głosu w dziedzinie ustawodawstwa i administracji. W dalszym ciągu utrzymywała, że ma wyłączne prawo do władzy ustawodawczej i wykonawczej, że car pozostaje „niczym nie ograniczony”, a przy tym „samowładny”, i że wszystkie prawa pochodzić muszą od niego. W tym czasie większość oświeconych Rosjan jako anomalię postrzegała niezgodność między ustrojem politycznym Rosji a jej rzeczywistością gospodarczą, społeczną, kulturalną, a nawet administracyjną. I jak, w rzeczy samej, pogodzić zaawansowany rozwój gospodarki przemysłowej i kultury Rosji z ustrojem traktującym jej mieszkańców jako nie dorosłych do samorządu? Dlaczego naród, który wydał Tołstoja i Czechowa, Czajkowskiego i Mendelejewa, miał być rządzony przez kastę zawodowych biurokratów, w większości pozbawionych wyższego wykształcenia, a w znacznej części skorumpowanych? Dlaczego Serbowie i Finowie mogli cieszyć się konstytucją i parlamentem, a Rosjanie nie?

Richard Pipes - Rewolucja rosyjska

Interwencja Sabiny Higgins początkowo przeszła niezauważona, gdy ukazała się w tym tygodniu na stronie z listami dziennika "Irish Times", w którym podano jedynie jej nazwisko i kod pocztowy w Dublinie, a nie fakt, że jest ona Pierwszą Damą Irlandii.

List został zauważony, gdy ambasador Rosji w Irlandii Jurij Fiłatow powiedział, że jej list "ma sens" i jest zgodny z rosyjskimi celami. Fiłatow dodał, że Higgins "sugeruje, że należy zrobić wszystko, by zakończyć działania wojenne tak szybko, jak to możliwe" i odzwierciedla twierdzenie Moskwy, że przeciwdziała ona "wojnie zastępczej prowadzonej przez USA i NATO".

— Ona jest przeciwko wojnie. Wszyscy jesteśmy przeciwko wojnie — powiedział Fiłatow gazecie "Irish Times".

Higgins nie poparła bezpośrednio moskiewskiego punktu widzenia na wydarzenia, ale zrzuciła odpowiedzialność za zakończenie wojny na barki prezydentów Rosji i Ukrainy. Pochwaliła również ocenę historyka z University College Cork, że NATO "wrzuca broń w przegraną bitwę" i że Ukraina powinna zgodzić się na oddanie terytorium zajętego przez Rosję. — Nie będzie pokoju, ani nawet zawieszenia broni, jeśli Ukraina nie zgodzi się na demilitaryzację i rezygnację z jakichkolwiek ambicji przystąpienia do NATO — napisał ostatnio Geoffrey Roberts. Higgins nazwała jego poglądy "głęboko przemyślanymi".

Rząd i kancelaria prezydenta Irlandii Michaela D. Higginsa odmówiły komentarza. W kuluarach urzędnicy państwowi wyrażali jednak konsternację, że urząd prezydenta — ceremonialna głowa państwa, która ma unikać dzielących debat politycznych — podważa proukraińskie stanowisko Irlandii.

Prezydent, podobnie jak wielu przedstawicieli irlandzkiej lewicy, tradycyjnie niechętnie patrzy jednak na kapitalizm i NATO oraz sympatyzuje z reżimami socjalistycznymi — chwalił np. Fidela Castro po śmierci kubańskiego dyktatora w 2016 r.

W zeszłym miesiącu Higgins zirytował rząd, krytykując go za nieumiejętność rozwiązania kryzysu mieszkaniowego, który charakteryzuje się niebotycznymi cenami i czynszami, spowodowanymi dużymi inwestycjami ze strony zagranicznych funduszy nieruchomości.

Przedstawiciele rządu powiedzieli, że są zaniepokojeni faktem, iż Sabina Higgins podąża śladem swojego męża, przesuwając irlandzkie tradycje polityczne. — Jej list brzmi tak, jakby Ukraińcy stali u bram Moskwy. Jest to przerażająco naiwne samo w sobie i całkowicie niestosowne — mówi POLITICO jeden z irlandzkich urzędników państwowych.

81-letni prezydent chętnie wypowiada się na temat poezji i rodzimej kultury, cieszy się też większym poparciem społecznym niż jakikolwiek minister w gabinecie. Podczas gdy w polityce Irlandii od dziesięcioleci dominują partie centroprawicowe, Higgins dwukrotnie z powodzeniem wygrał już wybory — w 2011 i 2018 r. Jego obecna kadencja trwa do 2025 r.

Od początku jego żona cieszy się dużym uznaniem jako Pierwsza Dama, zastępując męża na imprezach i udzielając się w prezydenckich podcastach, gdzie m.in. czytała antywojenną poezję. — Kiedy rosyjski ambasador chwali twoje zdanie na temat inwazji na Ukrainę, czas przemyśleć swoje stanowisko — uważa jednak John McGahon, senator z rządzącej w Irlandii partii Fine Gael.

onet.pl

W ostatnich miesiącach fake newsy skupiały się w przeważającej części na wojnie w Ukrainie i nastrojach antyuchodźczych, by podsycać niechęć do naszych wschodnich sąsiadów oraz dzielić społeczeństwo w kwestii chęci pomocy.

Jak podkreśla zespół Weryfikacji NASK, teraz pojawiają się nowe wątki: to braki w sklepach i kryzys energetyczny.

„Na części profili zaczęły pojawiać się informacje dotyczące wykupowania cukru i innych towarów spożywczych. Dominująca narracja w tych przekazach wskazuje na to, iż produkcja cukru w 60 proc. jest zarządzana przez Niemców i stąd braki w naszych sklepach. Pojawiają się również posty informujące, że zaczyna brakować w sklepach podstawowych produktów spożywczych. Działania te mają wzbudzić panikę, która w efekcie spowoduje nadmierne i niepotrzebne wykupowanie produktów oraz wpłynie na nastroje społeczne” – przestrzega zespół specjalistów NASK.

Innym tematem, który ma wzbudzić panikę są informacje wokół kryzysu energetycznego i „niesprawiedliwości związanej z dopłatami do węgla”.

„Pojawiają się również treści dezinformacyjne, iż polski rząd wspiera energetycznie Ukrainę i stąd możliwość kryzysu w Polsce oraz, że pojawiła się prośba UE o dzielenie się gazem z Niemcami, którzy z kolei za plecami UE dogadują się z Rosją. Należy zachować daleko posuniętą czujność oraz nie udostępniać informacji, które mają na celu wywołanie paniki” – wskazuje NASK.

cyberdefence24.pl