sobota, 25 czerwca 2022


20 czerwca w kwaterze głównej NATO odbyło się spotkanie przedstawicieli Szwecji, Finlandii i Turcji, podczas którego dyskutowano na temat tureckich obiekcji dotyczących członkostwa dwu pierwszych ww. państw w Sojuszu. Rozpoczęcie takich rozmów zapowiedział na początku czerwca sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg, jednak ze względu na niechętne stanowisko Ankary dopiero teraz doszły one do skutku. Chcąc doprowadzić do przełomu przed szczytem NATO w Madrycie (29–30 czerwca), Stoltenberg przyjął rolę mediatora i publicznie podkreślał zasadność tureckich zastrzeżeń. W połowie czerwca odwiedził Szwecję i Finlandię i rozmawiał telefonicznie z prezydentem Recepem Tayyipem Erdoğanem. Rozmowy nie przyniosły rozwiązania spornych kwestii, ale zapowiedziano ich kontynuowanie.

W połowie maja, kilka dni przed złożeniem przez Szwecję i Finlandię wniosków o przyjęcie do NATO, Ankara wystąpiła z daleko idącymi postulatami wobec obu tych państw i zablokowała rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych. Tureckie żądania dotyczą m.in.: ekstradycji łącznie 33 osób, ukrócenia wszelkich relacji między rządami Szwecji i Finlandii a organizacjami powiązanymi z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK) i ruchem Fethullaha Gülena (uznawanymi przez Ankarę za ugrupowania terrorystyczne), uniemożliwienia działania na swoim terytorium organizacjom prokurdyjskim bądź antytureckim, zaprzestania emitowania przez państwowych nadawców wywiadów i nagrań o charakterze prokurdyjskim lub antytureckim oraz zniesienia embarga na dostawy uzbrojenia i sprzętu wojskowego do Turcji.

Komentarz

Obiekcje Ankary dotyczą przede wszystkim Szwecji. Kraj ten ma największą kurdyjską diasporę w państwach skandynawskich (liczącą prawdopodobnie ponad 100 tys. osób, które przesiedliły się głównie z Turcji). Wywodzi się z niej spora liczba aktywistów, artystów oraz kilkunastu posłów do Riksdagu. Turcja domaga się ekstradycji niektórych kurdyjskich działaczy, a także postaci powiązanych z ruchem Gülena, obwinianego za próbę przeprowadzenia nieudanego puczu w 2016 r. Ze względów wewnątrzpolitycznych Szwecji trudno będzie się ugiąć w tej kwestii. Zaczęła ona jednak zmieniać retorykę, wskazując na uwzględnienie tureckich interesów bezpieczeństwa w swojej polityce, znowelizowała prawo antyterrorystyczne oraz zapowiedziała, że nie będzie blokować umożliwienia sprzedaży broni do Turcji po akcesji do NATO (Szwecja nie wprowadziła formalnego embarga, ale od 2019 r. nie wydaje pozwoleń). Zarzuty Ankary wobec Sztokholmu dotyczą też wsparcia udzielanego przez rządzących Socjaldemokratów syryjskim Kurdom – politycznej organizacji PYD i bojówkom YPG/YPJ. Organizacje te, choć wspierane przez USA w walce z Państwem Islamskim, powiązane są z PKK i traktowane przez Turcję jako ugrupowania terrorystyczne (Ankara od 2016 r. prowadzi przeciw nim operacje wojskowe w północnej Syrii). W listopadzie 2021 r. Socjaldemokraci, którzy potrzebowali jednego głosu do powołania rządu Magdaleny Andersson, podpisali porozumienie z posłanką pochodzenia kurdyjskiego, w którym obiecali wsparcie wymienionych ugrupowań w Syrii. W konsekwencji m.in. minister spraw zagranicznych Szwecji spotykała się z przedstawicielami obu organizacji, choć rząd zaprzecza jakoby państwo szwedzkie finansowało lub dozbrajało te ugrupowania. Mimo obiekcji Ankary obowiązywanie porozumienia potwierdzono w pierwszym tygodniu czerwca w związku z głosowaniem nad wotum zaufania dla ministra sprawiedliwości (premier Andersson groziła wówczas ewentualną dymisją rządu). Rząd wygrał je, ale zarazem przekreślił szanse na szybki kompromis z Turcją.

Tureckie zastrzeżenia i żądania w mniejszym stopniu dotykają Finlandii. Wynika to z faktu, że kurdyjska diaspora w tym państwie jest o wiele mniejsza (na koniec 2021 r. liczyła 15 850 osób), wywodzi się głównie z Iraku, a mieszkańcy pochodzenia kurdyjskiego nie są tak aktywni politycznie jak w Szwecji. Ankara ma domagać się ekstradycji łącznie 12 osób, z których połowa ma mieć powiązania z PKK, a reszta z ruchem Gülena. Od 2019 r. do początku czerwca 2022 r. wpłynęło z Turcji 10 wniosków o ekstradycję, nie ujawniono jednak listy nazwisk. Rozpatrzono już siedem, a dwie osoby przekazano tureckim służbom. W ostatnich latach Helsinki przyjęły szereg aktów prawnych mających na celu walkę z terroryzmem, a obecne przepisy w tym zakresie nie odbiegają od regulacji innych państw UE. Sprawą możliwą do rozwiązania wydaje się również kwestia blokowania eksportu fińskiej broni do Turcji (Helsinki nie nałożyły wprawdzie oficjalnego embarga, ale też nie wydawały pozwoleń). Trudny do przyjęcia dla tamtejszych władz byłby postulat wpływania na nadawców publicznych. Niemniej dla Finlandii, której członkostwo w NATO zaczęło być postrzegane jako fundamentalny krok dla zapewnienia bezpieczeństwa kraju, spełnienie tureckich żądań nie stanowi takiego wyzwania jak dla Szwecji. Prezydent Sauli Niinistö zdementował jednak pogłoski o jednostronnym porozumieniu z Turcją i podjęciu rozmów z NATO niezależnie od Sztokholmu. Przedstawiciele władz przygotowują społeczeństwo na możliwość zamrożenia procesu akcesyjnego, wskazując przy tym, że zostali oszukani przez prezydenta Erdoğana, który jeszcze w marcu miał zapewniać o braku obiekcji wobec ewentualnego przystąpienia Finlandii do Sojuszu.

Mimo zaangażowania sekretarza generalnego NATO trudno będzie wypracować kompromis do końca czerwca, przed szczytem w Madrycie. USA najwyraźniej nie chcą się włączyć w rozwiązanie sporu i preferują negocjacje między Sztokholmem i Helsinkami a Ankarą w ramach NATO. Socjaldemokratyczny rząd Szwecji ze względu na zaplanowane na wrzesień wybory parlamentarne nie będzie skłonny do ustępstw, obejmujących np. wypowiedzenie politycznego porozumienia z kurdyjską posłanką. Szwedzko-tureckie spory w kwestiach kurdyjskich będą mogły być złagodzone dopiero po wyłonieniu nowego rządu. Otwarte pozostaje też pytanie, czy podnoszone przez Turcję zastrzeżenia wobec polityki Sztokholmu i Helsinek są głównymi punktami, którymi kieruje się Ankara, hamując proces akcesji obu państw do NATO. Planowane rozszerzenie Sojuszu Turcja może traktować jako okazję do wzmocnienia swojej pozycji w nim, rozwiązania problemów w relacjach z niektórymi jego członkami (dotyczących wspierania lub tolerowania organizacji kurdyjskich czy ruchu Gülena w innych państwach NATO, zniesienia embarga na dostawy broni – przede wszystkim przez USA), uregulowania sporów z Grecją (demilitaryzacja wysp na Morzu Egejskim) czy uzyskania przyzwolenia Zachodu na kolejną ofensywę w północnej Syrii i stworzenie strefy buforowej wzdłuż granicy z nią. Napięcia w stosunkach ze Szwecją i Finlandią są elementem rozgrywki wewnątrzpolitycznej przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi w Turcji w 2023 r. Proces akcesji obu państw do Sojuszu może w związku z tym wydłużyć się nawet o rok.

osw.waw.pl

piątek, 24 czerwca 2022


Nocą siły ukraińskie rozpoczęły wycofywanie się z Siewierodoniecka i przeprawiły się pod rosyjskim ostrzałem przez rzekę Doniec do Lisiczańska (łączące oba miasta mosty są zniszczone, a na pozostałych kierunkach nie ma możliwości odwrotu). Według szefa administracji wojskowo-cywilnej obwodu ługańskiego Serhija Hajdaja żołnierze otrzymali rozkaz opuszczenia ostatnich pozycji w rejonie przemysłowym (zakłady Azot). Obrońcy odpierają ataki na Boriwśke na południe od Siewierodoniecka oraz na południowych obrzeżach Lisiczańska (w okolicy zajętej przez Rosjan m. Myrna Dołyna). Są jednak oni stamtąd wypierani na południowy zachód od miasta (przy granicy z obwodem donieckim nieprzyjaciel zajął bronioną wiele dni miejscowość Mykołajiwka). Rosjanie mieli także wkroczyć do okrążonych Hirśkego i Zołotego. Obrońcy powstrzymali próby natarcia na południowo-wschodnich obrzeżach Bachmutu (w pobliżu m. Kłynowe), a także na północ od Słowiańska (w rejonie Bohorodyczne–Dołyna) oraz na Marjinkę na zachód od Doniecka. Niepowodzeniem miała się zakończyć rosyjska dywersja na tyły wojsk ukraińskich w północno-zachodniej części obwodu chersońskiego.

Rosyjskie uderzenia artyleryjskie i lotnicze obejmują pozycje i zaplecze ukraińskie wzdłuż całej linii styczności. Poza Donbasem atakowane były m.in. Charków i miejscowości na południe i wschód od niego, trzy rejony na południe od Krzywego Rogu, miejscowości na obrzeżach Zaporoża, a także na pograniczu obwodów mikołajowskiego i chersońskiego. Kontynuowany jest ostrzał przygranicznych obszarów obwodów czernihowskiego i sumskiego. W obwodzie charkowskim, pomiędzy Mikołajowem i Chersoniem, oraz w Donbasie działania rosyjskie spotykają się z kontrakcją ukraińskiej artylerii i lotnictwa.

Waszyngton ogłosił, że w dodatkowym pakiecie wsparcia wojskowego (wartym 450 mln dolarów) znajdą się kolejne wieloprowadnicowe wyrzutnie pocisków rakietowych HIMARS, kilkadziesiąt tysięcy sztuk amunicji, a także patrolowce przybrzeżne. O dotarciu na Ukrainę pierwszej partii wyrzutni HIMARS poinformował minister obrony Ołeksij Reznikow. Przeszkolonych do ich obsługi zostało 60 ukraińskich żołnierzy. Ambasador Ukrainy w Berlinie Andrij Melnyk podał, że w ramach kontraktu z Diehl Defence (o wartości 178 mln euro na koszt Niemiec) armia ukraińska otrzyma systemy przeciwlotnicze IRIS-T (najprawdopodobniej 10 sztuk).

Wiceminister obrony Hanna Malar przedstawiła informację o systemie zachodniej kontroli nad procesem dostaw i wykorzystania przez Ukrainę przekazywanego jej uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Kijów musi się pod tym względem dostosować do wymogów Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, a nie spełnienie zobowiązań grozi wstrzymaniem dostaw. Ukraińska wiceminister zaapelowała o niepublikowanie informacji podważających wizerunek Ukrainy jako wiarygodnego partnera konsumenta broni, określiła je jako rosyjski sabotaż.

Według ministra obrony Wielkiej Brytanii Bena Wallace’a, Zachód nie dysponuje dostateczną ilością amunicji dla wsparcia armii ukraińskiej w warunkach długotrwałej wojny. Ukraina miała dotychczas otrzymać blisko 300 tys. sztuk amunicji artyleryjskiej, które przy intensywności ognia porównywalnej z rosyjską (z uwzględnieniem dysproporcji w ilości artylerii) wystarczą na 40 dni. Jej uzupełnienie po tym terminie nie będzie możliwe z racji wyczerpania przez sojuszników dotychczasowych zapasów. Władze brytyjskie miały rozpocząć rozmowy z przemysłem nt. zwiększenia tempa produkcji amunicji.

Sztab Generalny Ukrainy poinformował, że Białoruś planuje przekazanie armii rosyjskiej rezerwy sprzętu wojskowego. W białoruskich bazach przechowywania rezerw prowadzone są prace przywracające zakonserwowany sprzęt do użytku bojowego. W ocenie ukraińskich wojskowych białoruski sprzęt wojskowy zasili rosyjskie jednostki walczące na wschodzie i południu Ukrainy. Zwrócono też uwagę na budowę infrastruktury wojskowej na lotnisku Ziabrauka w obwodzie homelskim, które prawdopodobnie będzie wykorzystane przez rosyjskie siły powietrzne. Obecnie istnieje groźba wznowienia wykorzystania terytorium i przestrzeni powietrznej Białorusi do ataków rakietowych oraz przerzutu grup dywersyjnych i rozpoznawczych na terytorium Ukrainy, przede wszystkim w celu dokonania sabotażu na szlakach wsparcia logistycznego. Po raz kolejny podkreślono, że Białoruś nie ma wystarczających sił i środków do samodzielnej ofensywy na dużą skalę.

Władze ukraińskie informują o stałej aktywności agentury rosyjskiej pracującej na rzecz rosyjskiego rozpoznania wojskowego. W Kijowie zatrzymano dwóch obywateli Ukrainy przekazujących dane geolokalizacyjne obiektów infrastruktury kolejowej i punktów kontrolnych na drogach prowadzących do miasta. Na początku czerwca szef kijowskiej obwodowej administracji wojskowej Ołeksij Kułeba zdecydował o intensyfikacji kontroli przestrzegania godziny policyjnej ze względu na dużą aktywność wrogich grup dywersyjnych.

Państwowy Komitet Graniczny Ukrainy ujawnił, że od początku agresji ok. 5 tys. mężczyzn podjęło próbę nielegalnego opuszczenia kraju. W miejscach, gdzie nie ma punktów kontrolnych, straż graniczna zatrzymała ich 3,5 tys., a ponad 1 tys. próbowało przekroczyć granicę, posługując się sfałszowanymi dokumentami. Proceder przemytu mężczyzn trwa i stał się nową formą przestępczości.

Według informacji pozyskanych przez Siły Operacji Specjalnych Ukrainy Rosjanie planują zorganizować 11 września tzw. referenda w sprawie dalszej przyszłości okupowanych obwodów chersońskiego i zaporoskiego. Plany okupantów nadal napotykają na opór ludności. Niedobór kadr próbuje się rozwiązać przez rotacyjne, trwające miesiąc delegacje urzędników z Rosji. Stałym zagrożeniem dla władz okupacyjnych jest aktywność ukraińskich grup dywersyjnych. Szef wywiadu wojskowego Ukrainy przyznał, że w obwodzie chersońskim działa rozbudowana siatka partyzantów. Władze kolaboranckie przyznały, że w ostatnich dniach dokonano zamachów na osoby współpracujące z Rosjanami. W Czornobajiwce wysadzono w powietrze samochód kolaboranckiego szefa administracji Jurija Turulowa, który w wyniku zamachu został lekko ranny, ostrzelano samochód współpracującego z Rosjanami deputowanego Ołeksija Kowalowa, a w Chersoniu zginał działacz organizacji „Nowa Rosja”. Na terenach okupowanych rozrzucane są ulotki ostrzegające kolaborantów, że mogą stać się obiektem ataku ze strony „ukraińskich partyzantów”.

Rada Europejska na szczycie UE w Brukseli potępiła działania Rosji blokującej ukraińskie porty na Morzu Czarnym i uniemożliwiającej przez to eksport zboża z Ukrainy. Państwa unijne obarczyły Moskwę jednostronną winą za sprowokowanie kryzysu żywnościowego na świecie oraz wezwały Rosję do natychmiastowego zaprzestania ataków na obiekty rolnicze i umożliwienia odwozu zboża z ukraińskich portów, zwłaszcza z Odessy. Unia Europejska poparła także zaangażowanie sekretarza ONZ w rozwiązanie kryzysu.

Komentarz

Wypowiedź brytyjskiego ministra obrony stanowi pierwsze oficjalne przyznanie przez jednego z głównych donorów Ukrainy nieprzygotowania Zachodu do długotrwałej wojny. Wcześniej o wyczerpywaniu zapasów amunicji i przenośnych zestawów rakietowych, a także pozostającego w dyspozycji państw NATO posowieckiego uzbrojenia i sprzętu wojskowego, donosiły amerykańskie media. Przedstawiona przez Wallace’a sytuacja stanowi konsekwencję powszechnych na Zachodzie wieloletnich redukcji potencjału militarnego i przekształcania sił zbrojnych w kierunku struktur mających brać udział przede wszystkim w operacjach wielonarodowych, w których przeciwnikiem miały być głównie nieregularne formacje zbrojne. Decyzje o redukcji potencjału podejmowano jeszcze w miesiącach bezpośrednio poprzedzających rosyjskie uderzenie na Ukrainę (m.in. Wielka Brytania zaplanowała kolejne zmniejszenie liczebności wojsk lądowych), a sojusznicza reakcja na rosnącą agresywność Rosji miała charakter symboliczny (wielonarodowe batalionowe grupy bojowe na wschodniej flance NATO).

W zaistniałej sytuacji dbałość Zachodu o los przekazywanego Ukrainie uzbrojenia i nakładane na Kijów ograniczenia w zakresie jego wykorzystania podyktowane są nie tylko obawami o eskalację konfliktu, lecz także świadomością ograniczoności posiadanych zasobów. W sytuacji przedłużania wojny Zachód staje przed wyborem zwiększenia presji na Ukrainę celem wymuszenia ustępstw wobec Rosji w nadziei zakończenia wojny na drodze dyplomatycznej lub szybkiej intensyfikacji produkcji zbrojeniowej, by w dalszym ciągu móc wspierać ukraińskie działania militarne. Dotychczasowe dostawy z Zachodu pozwalają jedynie na uzupełnienie przez armię ukraińską części ponoszonych strat i nie dają szans na powstrzymanie agresji, a tym bardziej wyparcie przeciwnika.

Wzrasta znaczenie skuteczności działań kontrwywiadowczych ukraińskich służb specjalnych. Przedłużający się konflikt zbrojny zintensyfikował aktywność rosyjskiej agentury w głębi kraju, której działania wspierają zdolności rozpoznawcze armii rosyjskiej. Szczególnie niebezpieczną formą ich aktywności jest przekazywanie precyzyjnych danych geolokalizacyjnych pozwalających na wykonanie precyzyjnego uderzenia rakietowego. Zagrożenie działalnością agenturalną jest nadal wysokie, rosyjskie służby specjalne nadal pozyskują nowych współpracowników, m.in. wśród osób, które przemieściły się ze wschodnich do centralnych i zachodnich regionów Ukrainy. Armia rosyjska, przywiązująca dużą wagę do rozpoznania sił ukraińskich, magazynów sprzętu wojskowego i infrastruktury kolejowej, będzie kontynuować ataki rakietowe, licząc na sparaliżowanie transportu uzbrojenia i jednostek armii ukraińskiej na front.

osw.waw.pl

Szczyt działań wojennych w Donbasie nie zapobiegł radykalnej odnowie przywództwa separatystycznych republik. W obu przypadkach doszło do zmiany osób na kluczowych stanowiskach w rządzie, a w tzw. Donieckiej Republice Ludowej (DRL) także do wymiany premiera. Główną cechą wyróżniającą nową falę nominacji jest otwarta obecność rosyjskich menedżerów, którzy wcześniej pozostawali w cieniu.

Takie decyzje personalne dobrze wpisują się w ogólny zarys "operacji specjalnej" Putina — maski zostały zrzucone, nie ma potrzeby dłużej udawać. Samozwańcze republiki Donbasu nie muszą już naśladować niepodległych państw — a ostatnie nominacje zdają się wskazywać, że Donbas jest skazany na stanie się kolejnym rosyjskim regionem.

Kreml nie spieszy się jednak z ostatecznym rozbiciem DRL i ŁRP (czyli tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej) , nie będąc w pełni przekonanym o sukcesie wojny z Ukrainą.

Wojna, która rozpoczęła się pod hasłem obrony Donbasu przed rzekomo nieuchronną ukraińską agresją, dramatycznie zmieniła status "republik ludowych". Porozumienia mińskie, które już wtedy miały nikłe szanse na realizację, przestały istnieć wraz z pierwszymi uderzeniami rakietowymi rosyjskich sił zbrojnych, co oznacza, że imitacja państwowości "republik ludowych" straciła sens.

Wcześniej miały one zostać włączone do Ukrainy jako koń trojański, blokując w ten sposób zbliżenie Kijowa z Zachodem i siejąc wirus wiecznych konfliktów społecznych w kraju. Teraz nie ma potrzeby reintegracji Donbasu (a niektórzy w rosyjskich elitach są nadal optymistycznie przekonani, że wkrótce w ogóle Ukrainy nie będzie).

Na tym tle otwarta legalizacja rosyjskich urzędników jako ministrów w DRL i ŁRL nie jest zaskakująca. Zwłaszcza że pierwsze kroki w tym kierunku zostały poczynione jeszcze przed wojną. W latach 2020-2021 funkcję wicepremiera DRL pełnił Władimir Paszkow, były wicegubernator obwodu irkuckiego.

Pośpiech, z jakim Moskwa, w samym środku działań wojennych, zmieniła skład rządów separatystów, można wyjaśnić dwoma czynnikami. Pierwszym, zewnętrznym, jest zmiana politycznego kuratora Donbasu na Kremlu. Pompatyczna wizyta w regionie pierwszego zastępcy szefa administracji prezydenta Federacji Rosyjskiej Siergieja Kirijenki nie pozostawiła wątpliwości, że to właśnie jemu powierzono misję zastąpienia Dmitrija Kozaka, który popadł w niełaskę po porażce porozumień mińskich. Nowy premier Republiki Donieckiej, Witalij Choczenko, jest absolwentem szkoły gubernatorów i finalistą konkursu Liderzy Rosji, któremu patronuje Kirijenko.

Drugi powód jest wewnętrzny: ostateczne odsunięcie od władzy w republikach protegowanych zbiegłego ukraińskiego oligarchy Serhija Kurczenki (on sam od początku zniknął i został objęty sankcjami UE). Proces ten rozpoczął się w zeszłym roku, kiedy nowym właścicielem przemysłu w Donbasie został rosyjski inwestor Jewgienij Jurczenko, który miał stworzyć w Donbasie wizytówkę "rosyjskiego świata".

Po Choczence na stanowiskach kierowniczych w republikach pojawili się inni przedstawiciele rosyjskiej biurokracji. Były urzędnik rosyjskiego Ministerstwa Budownictwa Jewgienij Sołncew został wicepremierem DRL, a Aleksander Kostomarow, były wicegubernator obwodów uljanowskiego i lipieckiego, został zastępcą szefa administracji tzw. prezydenta DRL. W ŁRL były wicegubernator obwodu kurgańskiego Władisław Kuzniecow znalazł się na fotelu pierwszego wicepremiera. I nie są to oczywiście ostatnie nominacje.

W czasach przedwojennych można było nawet założyć, że takie przetasowania personalne doprowadzą do pewnej normalizacji życia w Donbasie, na tyle, na ile jest to możliwe w warunkach wieloletniej okupacji wojskowej i dyktatury. Przy wszystkich swoich wadach były rosyjski wicegubernator czy wiceminister byłby bowiem lepszy od lokalnych watażków, którzy przejęli władzę — zarówno pod względem kompetencji, jak i złagodzenia obyczajów. Ale wraz z wybuchem wojny cała kremlowska hierarchia władzy zaczęła szybko mutować w militarystyczną i wkrótce ta różnica może stać się nieistotna.

W obniżeniu statusu lokalnych elit i zastąpieniu ich bezpośrednimi rosyjskimi nominatami kryje się czysto ekonomiczna kalkulacja. Wkrótce do Donbasu zaczną napływać pieniądze budżetowe na odbudowę i odnowę, a Moskwa nie wierzy w miejscowych urzędników. Moskwie oczywiście chodzi o to, że jeśli przyznane fundusze zostaną nieuchronnie roztrwonione, to powinny przynajmniej trafić do właściwych kieszeni. Wyhodowanie nowego Kurczenki, który potem stanie się bólem głowy Kremla, nie jest już rosyjskim planem. Jak zauważył rzecznik Kremla po rewolucji kadrowej: — Kreml szanuje nominacje w rządzie DRL.

Na tle zmiany rządu interesujący jest los najjaśniejszego polityka Donbasu — prezydenta DRL Denisa Puszylina. W ciągu ostatnich lat wykazał się on niezwykłą wolą politycznego przetrwania i jest niemal jedynym z pierwszego szeregu przywódców "rosyjskiej wiosny", który wciąż jest u steru.

Puszylinowi udało się przetrwać burzliwe początki "republik ludowych", przejąć władzę po śmierci poprzedniego przywódcy DRL Aleksandra Zacharczenki (choć początkowo Puszylin nie był traktowany poważnie) i zasiąść na urzędzie pod rządami trzech kremlowskich manipulatorów Donbasu — Surkowa, Kozaka, a teraz Kirijenki.

W Doniecku, gdzie Puszylin ma wielu wrogów, krążą plotki, że zostanie poproszony o odejście w następnej kolejności, ale jak na razie bardziej realistyczna wydaje się opcja, że zachowa stanowisko, przynajmniej tak długo, jak długo DRL będzie istnieć w obecnej formie. W końcu, otoczony rosyjskimi urzędnikami na stanowiskach ministerialnych i doradczych, i tak będzie pod całkowitą kontrolą Kremla.

Nawet w przypadku pełnej integracji Donbasu z Rosją Puszylin ma duże szanse na utrzymanie władzy już jako głowa podmiotu Federacji Rosyjskiej. Można tu przywołać przykład niezatapialnego przywódcy Krymu, Siergieja Aksionowa, który pozostaje na stanowisku od 2014 r., choć status krymskiej nomenklatury w rosyjskiej hierarchii jest znacznie wyższy niż Donbasu.

W każdym razie przyszłość Donbasu i jego elity rządzącej nie jest jeszcze przesądzona, a plany Kremla w tej sprawie nie są ostatecznie ukształtowane. Oczywiście, wiele będzie zależało od przebiegu wojny. Kijów kategorycznie odmawia jakichkolwiek ustępstw terytorialnych, ale prawdopodobieństwo, że Ukraina będzie w stanie w pełni odzyskać Donbas, jest bardzo małe.

Niemniej jednak Kreml najwyraźniej nadal nie jest zdecydowany, co zrobić z tymi terytoriami. Z jednej strony quasi-państwowość DRL i ŁRL staje się coraz bardziej formalna i są one coraz mocniej osadzone w wewnętrznych strukturach Rosji. Z drugiej strony, nie ma pośpiechu, by je zlikwidować, a wręcz przeciwnie, próbuje się dodać im międzynarodowej legitymizacji. Republiki te mają ambasady w Moskwie, w Syrii podnoszona jest kwestia ich uznania, a procesy, które republiki prowadzą wobec zagranicznych więźniów, mają oczywiście na celu zachęcenie krajów zachodnich do bezpośrednich kontaktów z DRL i ŁRL.

Idealnym scenariuszem dla Kremla byłaby ostateczna aneksja Donbasu, wraz z przejętymi terytoriami na południu Ukrainy, w formie kolejnego referendum. Moskwa mogłaby wtedy spróbować narzucić tę aneksję jako warunek pokoju zniszczonemu wojną Kijowowi. Jednak niepewna pozycja Rosji w obwodach chersońskim i zaporoskim do tej pory nie pozwoliła na realizację tego pomysłu. Ludność i tamtejsze elity są wrogo nastawione do okupanta, a lokalni kolaboranci są regularnie mordowani. Ukraina nie traci też nadziei, że zwiększone dostawy zachodniej broni pozwolą jej na przeprowadzenie skutecznej kontrofensywy.

Pomimo wielu brawurowych deklaracji o rychłym przyłączeniu do Rosji Moskwa nie spieszy się z organizacją referendów w stylu krymskim na okupowanych terytoriach, powołując się na względy bezpieczeństwa. Oprócz chwiejnej kontroli rolę odgrywają tu także jastrzębie plany Kremla dotyczące całej Ukrainy — aneksja poszczególnych terytoriów oznaczałaby przynajmniej tymczasowe porzucenie myśli o kontrolowaniu reszty. A to jest psychologicznie niemożliwe dla Putina, który na razie postawił na wojnę.

Dlatego też, jeśli wydarzenia przybiorą niekorzystny dla sił rosyjskich obrót, Kreml może przypomnieć sobie o idei Noworosji — buforowej konfederacji oddzielającej Federację Rosyjską od wrogiej Ukrainy, która na zawsze stała się już wroga. I tu model ŁRL-DRL mógłby stać się modelem bazowym, bo do tego właśnie został stworzony w 2014 r.

onet.pl/The Moscow Times

Po ponad trzech miesiącach agresji Rosji przeciw Ukrainie działania wojskowe koncentrują się w regionie Donbasu, a intensywność walk i straty obu stron rosną. Kalkulacje Rosji i Ukrainy, a także ich potencjały wojskowe sugerują kontynuację walk co najmniej do nastania zimy. Dlatego też rozstrzygnięcia na froncie w ciągu następnych 3–6 miesięcy będą miały kluczowe znaczenie z perspektywy politycznego rozwiązania konfliktu. Rosja nawet bez oficjalnej mobilizacji rezerw dysponuje ogromną przewagą nad Ukrainą w zakresie takich zdolności jak czołgi, bojowe wozy piechoty, ciężka artyleria, pociski kierowane, lotnictwo i marynarka wojenna. Rosja może zakładać powiększenie swojej przewagi wraz z eliminacją rezerw amunicji i zaplecza remontowego Ukrainy oraz potencjalnie słabnącą wolą polityczną Zachodu świadczenia Ukrainie pomocy materialnej w postaci uzbrojenia i amunicji.

Zmiany zakresu pomocy wojskowej udzielanej Ukrainie odzwierciedlają zwroty w charakterze wojny, trafności ocen i definicji interesów państw wspierających Ukrainę. W fazie przygotowań przed rosyjską agresją (grudzień 2021 r. – luty br.) pomoc ok. 20 państw polegała na dozbrojeniu Ukrainy bronią strzelecką, zestawami kierowanych pocisków przeciwpancernych i przeciwlotniczych. Dominującym założeniem Zachodu było zajęcie przez Rosję Kijowa. Przekazana broń miała być użyteczna tak w obronie, jak i w ruchu oporu przeciwko okupantowi. W tym okresie 33 kraje przekazały też Ukrainie wiele zestawów pierwszej pomocy medycznej i indywidualnej ochrony, które miały redukować straty obrońców. Następnie (marzec br.) pomoc objęła dostawy amunicji, ręcznych i mobilnych zestawów przeciwlotniczych oraz pocisków powietrze–powietrze typu radzieckiego, kompatybilnych z uzbrojeniem Ukrainy. Równolegle uruchomiono też dostawy radzieckich typów czołgów, wozów bojowych i artylerii z Czech, Polski i Słowacji.

Pomoc wojskowa dla Ukrainy miała głównie charakter bilateralny, bez zaawansowanej koordynacji lub planowania. Jeszcze przed wojną Niemcy zablokowały transfery haubic D-30 z Estonii oraz wykorzystanie Agencji Wsparcia i Zakupów NATO (NSPA). Propozycja uzupełnienia zdolności Bułgarii, Polski i Słowacji w przypadku transferu ich samolotów MiG-29 na Ukrainę również nie znalazła poparcia USA i NATO. Przedłużająca się wojna obronna i ciągle rosnące potrzeby Ukrainy doprowadziły w kwietniu br. do uruchomienia przez USA Grupy Kontaktowej ds. Obrony Ukrainy (UDCG). Pracuje w niej ok. stu oficerów łącznikowych z zainteresowanych państw i z Ukrainy, ulokowanych w bazie USA w Ramstein. W UDCG działają obecnie trzy komórki robocze – ds. wymiany informacji wywiadowczych, bieżących oraz długoterminowych potrzeb Ukrainy. Grupa spotyka się też co miesiąc na szczeblu ministerialnym (trzecie takie spotkanie odbyło się w Brukseli 15 czerwca). UDCG obejmuje obecnie 50 państw (początkowo – 43). Biorąc pod uwagę politykę Niemiec i Francji nie należy jednak oczekiwać, aby grupę włączono w struktury NATO. Ścisła i formalna współpraca między Sojuszem a UDCG wpisałaby się zresztą w rosyjską propagandę ,,wojny zastępczej” NATO z Rosją. Kluczową rolę w tej grupie pełni tandem USA – Wielka Brytania, istotne są wkłady państw Europy Środkowej zainteresowanych co najmniej powrotem do status quo sprzed 24 lutego br.

Naloty Rosji niszczą zaplecze przemysłowo-obronne i remontowe Ukrainy, co uniemożliwia jej uzupełnianie strat nowym lub wyremontowanym uzbrojeniem. Kwestie polityczne i bezpieczeństwa stanowią dla zachodnich partnerów Ukrainy ograniczenie w zakresie transferów najnowszego sprzętu wojskowego. Nawet systemy NATO starszych generacji wymagają wielu tygodni lub miesięcy szkoleń, a budowa zaplecza logistycznego dla nich trwa jeszcze dłużej. Dlatego najprostszą opcją pomocy Ukrainie są uzbrojenie, amunicja i części o standardach radzieckich z Europy Środkowej, choć te także mogą ulec wyczerpaniu.

Najistotniejsze jest pilne uzupełnienie luk w zdolnościach Ukrainy w zakresie ciężkiej artylerii i sprzętu zmechanizowanego. Duża intensywność walk oznacza, że coraz trudniej będzie zapewnić Ukrainie dostawy amunicji o kalibrach radzieckich. W Europie Środkowej istnieją jeszcze linie produkcyjne i zapasy rakiet artyleryjskich typu Grad, które mogłyby zostać wykorzystane do wsparcia Ukrainy. Już dostarczonym ok. 150 haubicom kal. 155 mm NATO (z kilku państw Sojuszu i z Australii) towarzyszyć muszą kolejne dostawy amunicji oraz radarów artyleryjskich i dronów rozpoznania, które mogą wspierać artylerię. Transfery precyzyjnej amunicji krążącej (dronów kamikadze) mogą uzupełnić zasoby ukraińskich wojsk, ale nie wypełnią przepaści ilościowej między artylerią Ukrainy i Rosji. Pierwsza partia siedmiu systemów rakietowych HIMARS oraz MLRS z USA i Wielkiej Brytanii nie zaspokoi nawet minimum potrzeb Ukrainy. Aby Rosja utraciła inicjatywę, potrzebne byłoby ponadto zwiększenie zdolności manewrowych sił Ukrainy dzięki nowym czołgom i wozom bojowym. Sytuację Ukrainy poprawiają pozostałości zaplecza remontowego i wciąż sprawne T-72 z Europy Środkowej lub czołgi zdobyte na Rosjanach. Mobilność ukraińskich sił może też wzmocnić realizowana dostawa ok. 250 transporterów M-113 i 100 wozów rodziny BMP-1, pod warunkiem uzupełnienia spodziewanych strat kolejnymi ich transferami.

Bardziej złożonym wyzwaniem są zdolności sił powietrznych i marynarki wojennej Ukrainy. Krótkoterminowo luki te zapełniły poradzieckie i zachodnie systemy przeciwlotnicze krótkiego zasięgu, a także zestawy średniego zasięgu S-300 ze Słowacji. Ukraina apeluje jednak o dalszą pomoc w zakresie obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Za tymczasowe rozwiązanie państwo to uznaje dostawy rakiet i części dla wielozadaniowych samolotów MiG-29. Wsparcie lotnicze dla ukraińskich sił lądowych zapewniają obecnie lekko uzbrojone drony TB2 Bayraktar oraz dostawy śmigłowców Mi-17 i Mi-24. Wciąż niepotwierdzone są spekulacje mediów o planach przekazania Ukrainie zaawansowanych i lepiej uzbrojonych dronów MQ-1 z USA. Dla obrony Ukrainy w dłuższej perspektywie konieczne będzie przezbrojenie jej lotnictwa na samoloty zachodnie, w pierwszej kolejności szturmowe A-10. Niewielka obecnie flota i obrona wybrzeża Ukrainy nie pozwala także na odblokowanie jej portów. Zatopienie krążownika Moskwa za pomocą rakiet Neptun jest sukcesem trudnym do powtórzenia, ponieważ siły ukraińskie posiadają tylko kilkanaście wyrzutni tego typu, a zakład je produkujący został zbombardowany. Powstałą lukę w obronie można tymczasowo zapełnić pociskami krótkiego zasięgu, np. systemami Harpoon. Dla skutecznego odstraszania Rosji na Morzu Czarnym potrzebne będą jednak pociski o dalszym zasięgu, a także odbudowa choćby części floty Ukrainy (75% jej zdolności i zaplecza utracono już wraz z okupacją Krymu).

Najbliższe miesiące będą kluczowe dla obrony Ukrainy. Wojna ma dla niej egzystencjalny charakter i tak powinna być rozumiana przez jej partnerów. Ze względu na rosyjską przewagę w kilku kategoriach uzbrojenia utrzymuje się ryzyko strat terytorialnych, materialnych i ludzkich. Dotychczasowa pomoc wojskowa dla Ukrainy jest niewystarczająca przy intensywności trwającego konfliktu i wymaga zwiększenia skali oraz tempa dostaw.

Działalność grupy UDCG wymaga utrzymania amerykańskiego przywództwa i wysokiego poziomu finansowania pomocy, zgodnie z założeniami ustawy Lend-Lease Act. W związku z wielomiesięcznymi opóźnieniami dotychczasowe obietnice Niemiec są niewiarygodne – deklarowane ilości pomocy i terminy jej dostawy nie dają możliwości wpływania na obecną fazę sytuacji wojskowej. Pilna pomoc USA i Wielkiej Brytanii musi też brać pod uwagę konieczność zachowania zdolności obronnych innych państw regionu ze względu na potencjalne zagrożenia ze strony Rosji i Białorusi.

Konieczne jest utrzymanie determinacji koalicji chętnych państw co do pomocy wojskowej Ukrainie. Wiele bieżących potrzeb Ukrainy i luk w jej zdolnościach można zaspokoić dostawami w ramach UDCG dzięki nadwyżkom uzbrojenia z krajów geograficznie oddalonych od rejonu konfliktu (także spoza Europy, np. Kanady i Australii). Główni partnerzy Ukrainy powinni też wyjść poza bieżące potrzeby i tymczasowe rozwiązania w zakresie zdolności jej lotnictwa oraz floty. Znaczenie strategiczne Ukrainy wymaga stopniowej odbudowy obu rodzajów sił zbrojnych w celu skuteczniejszego odstraszania i efektywnej obrony przed długofalowym zagrożeniem ze strony Rosji.

Potrzebne jest także nasilenie międzynarodowych sankcji wobec przemysłu wojskowego Rosji, choć ich wpływ na zdolności produkcji takiego uzbrojenia jak czołgi czy pociski kierowane nie da pożądanych efektów w krótkim czasie. Przykłady Iranu i Korei Płn. pokazują zresztą, że wciąż możliwa jest duża niezależność od zagranicznych technologii, a Rosja na pewno będzie próbowała ją sobie zapewnić.

pism.pl

Niezależny portal Ludzie Bajkału (ros. Люди Байкала) zebrał dane o 184 pochodzących z Buriacji żołnierzach, którzy zginęli na Ukrainie. Dziennikarze brali dane z powszechnie dostępnych źródeł, jak miejscowe gazety, strony internetowe administracji regionalnej, czy sieci społecznościowe, a następnie weryfikowali je, kontaktując się z rodzinami zmarłych. Należy podkreślić, że ich publikacja może być obecnie w Rosji traktowana jako ujawnienie tajemnicy państwowej.

Rosyjskie władze wciąż nie przyznają, że prowadzą wojnę z Ukrainą i nazywają ją “specjalną operacją wojskową”. Od początku inwazji Ministerstwo Obrony jedynie dwa razy podało liczbę zabitych: 2 marca mówiło i 498 żołnierzach, a 25 marca o 1 351. Z kolei według niezależnego portalu Mediazona zgodnie z informacjami w regionalnych mediach i sieciach społecznościowych do 3 czerwca zginęło 3211 obywateli Rosji. Najbardziej wykrwawiony został niewielki muzułmański Dagestan z 190 zabitymi, na drugim miejscu jest Buriacja z 184.

Jak podają Ludzia Bajkału, nie są to jednak z pewnością dane kompletne. Według portalu informacje o poległych w marcu podawane były w głównych regionalnych mediach. Obecnie przeczytać można o nich prawie wyłącznie w lokalnych gazetach, na stronach władz miejskich i rejonowych, szkół czy organizacji społecznych, jeśli będzie o to zabiegać rodzina. Jak pokazały przypadki śmierci dwóch żołnierzy wychowanych w domach dziecka, o ich pogrzebach społeczeństwo nie jest informowane.

Pogrzeby poległych na Ukrainie są w Buriacji wydarzeniami publicznymi i odbywają się z ceremoniałem wojskowym. W związku z tym, że często grzebanych jest do pięciu żołnierzy, organizowane są w budynkach mogących pomieścić kilkaset osób – salach sportowych, domach kultury, a gdy takich nie ma – także w parkach i przed pomnikami poległych w II wojnie światowej. Uroczystości są przeprowadzane według odpowiedniego ceremoniału: najpierw odprawiane są buddyjskie lub prawosławne modlitwy, potem przemawia urzędnik czy wojskowy, a następnie trumny przewożone są na cmentarz.

Jak zauważa portal Ludzie Bajkału – początkowo w pogrzebach udział brali najwyżsi urzędnicy regionu, z Aleksiejem Cydenowem włącznie. Obecnie w ceremoniach tych uczestniczą urzędnicy niższego szczebla, zazwyczaj przewodniczący miejskiej lub wiejskiej administracji.

Dziennikarze zauważają, że z pewnością wszyscy polegli nie zostali jeszcze pochowani. Zwracają uwagę, że początkowo okres między śmiercią a pogrzebem wynosił nawet dwa miesiące – obecnie jest to około tygodnia. Tłumaczą to faktem trudności logistycznych w początkowej fazie wojny. Daty śmierci są jednak podane tylko w 108, a daty pogrzebu w 98 nekrologach z 184 zarejestrowanych. Według nich w lutym zginęło 17 mieszkańców Buriacji, w marcu 84, w kwietniu 19, w maju 53, a od początku czerwca 4 – mogłoby to wskazywać na przycichnięcie walk w kwietniu, lub wycofaniu w tym czasie buriackich jednostek na spokojniejsze odcinki.

Portal nie pisze przy tym o zabitych, których ciała wciąż nie zostały sprowadzone do domu. Według ukraińskich władz, stronie rosyjskiej nie zależy na odzyskaniu swoich zabitych, którzy spoczywają w prowizorycznych grobach i chłodniach. Nie ma statystyk, które mówiłyby, ilu mieszkańców Buriacji zginęło, ale wciąż nie zostało pochowanych.

Autorzy analizy zauważają, że Buriacja jest jednym z najbiedniejszych regionów Federacji Rosyjskiej. W 2020 roku zajęła 81. miejsce pod względem standardu życia na 85 rosyjskich regionów (sąsiedni obwód irkucki był 55. na liście). W tym samym 2020 roku aż 20 proc. mieszkańców regionu miało dochody poniżej minimum egzystencji – dla porównania w 2013 roku było to 17,5 proc. mieszkańców. W 2019 roku Ułan-Ude zostało uznane za najgorsze pod względem jakości życia z 78 wielkich miast Rosji.

(...)

Jak powiedzieli dziennikarzom krewni zabitych, armia jest dla Buriatów jedyną szansą na dostatnie życie.

Przykładem może być 33-letni sierżant Michaił Garmajew, który w cywilnym życiu jako elektryk zarabiał 11 tysięcy rubli (900 złotych), a jako żołnierz kontraktowy 50 tysięcy rubli (ponad 4 tysiące złotych). Tyle samo jako żołnierz kontraktowy otrzymywał 34-letni Amgałan Tudupow – wcześniej jako nauczyciel wychowania fizycznego zarabiał 7 tysięcy rubli (580 złotych). Obaj polegli na Ukrainie.

Bezrobocie lub niskie zarobki sprawiły, że walczyć na Ukrainę pojechało 23 mężczyzn ze wsi Sielenduma – to co 20 mężczyzna w wieku poborowym z tej wsi.

Matka poległego Stiepana Osiejewa z rejonu Kiachtinskiego powiedziała Ludziom Bajkału, że służba kontraktowa w armii była dla jej syna koniecznością.

– Nie mogłam dać mu dobrego wykształcenia, by mógł lepiej żyć. Jedynym wyjściem dla nas było wysłanie go na służbę kontraktową. Przyszło mu walczyć – powiedziała Lidija Osiejewa.

Portal zauważa, że 19,5 proc. pochowanych uczestników walk na Ukrainie to oficerowie i chorążowie: dwóch podpułkowników, 3 majorów, 4 kapitanów, 16 starszych lejtnantów, 1 starszy chorąży i 3 chorążych. Pierwszym z podpułkowników był zastępca dowódcy 11. Samodzielnej Gwardyjskiej Brygady Desantowo-Szturmowej Denis Glebow, drugim dowódca dywizjonu artylerii reaktywnej Dmitrij Dormidontow.

Autorzy analizy sięgają przy tym po wypowiedź eksperta Królewskiego Instytutu Badań nad Obronnością i Bezpieczeństwem. Samuel Cranny-Evans stwierdził w rozmowie z BBC, że wysokie rosyjskie straty wśród oficerów wynikają z typowego dla rosyjskiej armii stylu dowodzenia, zgodnie z którym to oficer prowadzi żołnierzy, a podoficerowie zajmują się przede wszystkim obsługą sprzętu.

Jak zauważa z kolei portal Ludzie Bajkału, fakt iż 19,5 pochowanych w Buriacji uczestników wojny nosiła oficerskie pagony oznacza przede wszystkim, że w transporcie do domu ich szczątki mają wyższy priorytet, niż szeregowych żołnierzy.

Według portalu, najmłodszym znanym poległym na Ukrainie mieszkańcem Buriacji był 18-letni Dawid Arutiunian. Z kolei najstarszym 50-letni ochotnik Wiaczesław Siergiejew. Średnia długość życia poległych wynosiła 29,3 roku, osierocili oni 90 dzieci. Zgodnie ze znanymi danymi, w wyniku wojny śmiertelność buriackich mężczyzn w wieku 18-45 lat wzrosła o 63 proc. Z kolei w grupie mężczyzn do 30 roku życia wzrosła o 300 proc. – a więc czterokrotnie.

belsat.eu/baikal-journal.media

Jedynym sposobem na przebicie się poza tę rzeczywistość propagandy, jest spełnienie kilku ważnych warunków.
  1. Po pierwsze, należy mieć dostęp do alternatywnych źródeł informacji, aby móc porównywać i wybierać między różnymi wersjami.
  2. Po drugie, trzeba mieć czas na przestudiowanie tych źródeł.
  3. Po trzecie, należy wyrobić w sobie nawyk refleksji i analizy, kwestionowania autentyczności tego, co się przeczytało, zobaczyło i usłyszało. A jeśli myślicie, że ten ostatni warunek jest bardzo prosty i naturalny, to jesteście w wielkim błędzie.
Krytyczne i analityczne myślenie wymaga wysiłku i zasobów – niełatwo je wykształcić w sytuacjach stresowych lub gdy brakuje czasu i energii. Zdolność do kwestionowania tego, co dzieje się wokół nas, to luksus, który jest sprzeczny z naturalną tendencją do wygładzania ostrych krawędzi i unikania nieprzyjemnych emocji. Przeciętnie ludzie znacznie bardziej lubią jasne odpowiedzi niż wątpliwości i pytania. Propaganda daje im te odpowiedzi.

Oddziaływanie każdej informacji staje się głębsze i szersze, jeśli nie ma nic, co mogłoby z nią konkurować, tzn. nie ma innych źródeł i innego spojrzenia na sytuację. Jedną z głównych cech wielu współczesnych liderów na różnych szczeblach jest niska tolerancja dla braku solidarności. Głosy powinny być jednomyślne, poparcie gorące i pełne pasji, nie powinno być miejsca dla odmiennych opinii (tzn. wszelkich opinii innych niż "przyjęte").

Należy przy tym pamiętać, że często mamy do czynienia raczej z demonstracją solidarności niż z jej rzeczywistym istnieniem. Dobrze świadczą o tym liczne filmy z udziałem osób, które popierają działania militarne Rosji przeciwko Ukrainie, ale nie są gotowe zgłosić się jako ochotnicy, aby rzeczywiście wziąć w nich udział. Słowa są puste i dlatego ludzie je wypowiadają.

Ludzie z natury są konformistami i mają tendencję do powtarzania tego, co robią wszyscy wokół nich. Podkreślam jednak raz jeszcze: solidarność społeczna w sprawie wojny w Ukrainie, którą jako Rosjanie demonstrujemy i widzimy, wcale nie oznacza, że jest ona prawdziwa. Oczywiście, państwo może nawet polegać na demonstrowanej solidarności jako na zasobie, ale nie może – ku mojemu wielkiemu szczęściu – używać jej do bombardowania miast czy strzelania do ludzi.

Czy Rosjanie rozumieją, co robią, kiedy solidaryzują się z ideami przemocy ze strony państwa? Nie jestem pewien, ponieważ ludzie rzadko myślą systematycznie i dogłębnie, wiążąc wszystkie swoje pomysły i działania na mocną nić Wielkiej Inteligentnej Idei. Świat, który istnieje w naszych głowach, jest bardziej plecionym kocem niż jednolitą tkaniną. Ta plecionka jest złączona kompromisami, fikołkami logicznymi i zniekształceniami poznawczymi. Można się temu dziwić, mieć pretensje o lenistwo i głupotę Rosjan, ale przypomnę, że umiejętność refleksji nad własnym życiem, złożenia go w całości w głowie i życia według swoich zamierzeń i pomysłów jest rzeczą rzadką i trudną, która nie każdemu się udaje. Jeśli udało Ci się osiągnąć sukces, nie dyskredytuj tych, którym się nie udało. Nie zasługują na to.

Propaganda z powodzeniem wykorzystuje postawy zakorzenione w naszych mózgach. Dzieląc ludzi na grupy, nastawia ich przeciwko sobie, tworząc zaciekłe konflikty. Ludzki mózg lubi i potrafi dostrzegać różnice i na ich podstawie grupować obiekty – to jedna z podstawowych zdolności naszego mózgu. Nazwanie mieszkańców innego kraju nazistami to gra na podziały, a także tworzenie wizerunku wroga i degenerata. Jeśli można zaszkodzić komuś z zewnątrz, a jednocześnie przynieść korzyść własnej grupie (ludziom, klasie lub przypadkowo wybranej drużynie), chętnie wybieramy tę opcję.

Zasada ta nosi nazwę altruizmu zaściankowego i jest już dobrze zbadana. Występuje w życiu codziennym, ale propaganda wyolbrzymia różnice do tego stopnia, że nie da się ich pogodzić, konstruuje zagrożenia, które nie istnieją w rzeczywistości. Dlaczego państwo potrzebuje propagandy? To pytanie nie jest już dla mnie.

Trudno nam będzie pozbyć się tych zasad, które są nam wpojone. Są one nieodłączną częścią ludzkiej natury, podobnie jak skłonność do współpracy i konformizmu. Możemy jedynie zadbać o to, by ograniczyć szkody wynikające z naszego specyficznego sposobu myślenia. Pewnego dnia ta wojna się skończy i będziemy żyć w nowym świecie. Nie wiem dokładnie, co nas czeka, ale wiem, że to, jak będzie wyglądał świat po wojnie, zależy od nas samych.

onet.pl

czwartek, 23 czerwca 2022


Na odcinku siwerskodonieckim: rosyjskie BTG naciskają na ukraińskie pozycje w dzielnicy przemysłowej Siewierodoniecka oraz w miasteczku Syrotine. Podczas walk miejskich siły ukraińskie wykazują się znacznie większą skutecznością i sprawnością niż przeciwnik. W Internecie pojawiają się kolejne filmiki przedstawiające wziętych do niewoli rosyjskich żołnierzy. Na południe od Siewierodoniecka oddziałom ukraińskim udało się jakoby odeprzeć wrogi atak pod miastem Boriwskie. Z kolei pod Łysyczańskiem SZU zdołały odbić wieś Biła Hora oraz zatrzymać natarcie przeciwnika na miasto od strony Myrnej Dołyny i niedawno zdobytej Łaskutiwki. Na tym odcinku artyleria i lotnictwo ostrzelały 7 miejscowości, w tym Siewierodonieck, Łysyczańsk i... kontrolowane już od paru dni Woronowe. Prawdopodonie niedługo może zostać rozważony odwrót z Siewierodoniecka oraz okolic, celem wzmocnienia załogi Łysyczańska i oparcia obrony na tym odcinku o linię rzeki Doniec.

Odcinek popasno-bachmucki: nad ranem SZFR zdobyły wsie Raj-Ołeksandriwskie i Łoskutiwkę, czym zamknęły pierścień okrążenia wokół Hirskiego i Zołotego. W walkach Rosjanie wzięli do niewoli kilkudziesięciu żołnierzy SZU i OT. Większość oddziałów ukraińskich ze sprzętem ciężkim, które broniły tego rejonu, wycofała się jednak poprzedniego dnia. W kotle pozostały jednak oddziały ariergardy, osłaniającej odwrót kolegów. Z rana nadal toczyły się walki o Zołote i Hirskie. Do wieczora obie miejscowości prawdopodobnie zostały zajęte. Na razie nieznany jest wielu żołnierzy ukraińskiej ariergardy, części z nich udało się przedrzeć w chaosie do pozycji SZU pod Łysyczańskiem. Zachęcone odniesionym sukcesem, oddziały rosyjskie uderzyły na Wowczojariwka, położoną na północ od Raj-Ołeksandriwki i Łoskutiwki. Walki o tą miejscowość nadal się toczą. Wieczorem Rosjanom udało się w końcu zdobyć Mikołajówkę. Rosyjskie BTG próbowały również zbliżyć się do szosy T-13-02 między Biłohoriwką a Berestowym, a także zaatakowały wieś Kłynowe, która jest położona na wschód od Bachmutu. Prawdopodobnie chwilowo Rosjanie zdobyli ją, ale ukraiński kontratak nie pozwolił im się tam umocnić. Obecnie trwają walki wewnątrz tej miejscowości. Na południe od Bachmutu rosyjska BTG zaatakowała wieś Kodema. Na tym odcinku rosyjska artyleria i lotnictwo ostrzelało co najmniej 8 miejscowości, w tym rafinerię łysyczańską położoną po sąsiedzku z wsią Werchniokamianka (przy szosie T-13-02).

defence24.pl

Siły rosyjskie kontynuowały ofensywne operacje, aby przeć na północ w kierunku Łysychańska i 23 czerwca dotarły do ​​południowych obrzeży miasta. Źródła ukraińskie potwierdziły 23 czerwca, że ​​wojska rosyjskie zdobyły Rai-Oleksandriwka i Luskotivka 22 czerwca, co pozwoli siłom rosyjskim na dalsze natarcie w kierunku Łysyczańska bez konieczności wykonywania przeciwstawnej przeprawy przez rzekę z wnętrza Siewierodoniecka. Kilka źródeł ukraińskich i rosyjskich donosiło o walkach na południe od Łysyczańska w Białej Górze, Myrnej Dolinie i Wowczojariwce, wszystkie w promieniu 5 km od Łysyczańska. Ministerstwo Obrony Wielkiej Brytanii potwierdziło, że siły rosyjskie przesunęły się na odległość 5 km od południowego Łysyczańska. Rosyjski Telegram Rybar twierdził, że siły rosyjskie dotarły aż na południowe przedmieścia Łysychańska i walczą w strefie przemysłowej miasta, ale ISW nie może tego potwierdzić. Siły rosyjskie prawdopodobnie ograniczyły również Ukraińcom dostęp do linii komunikacyjnych prowadzących do Łysyczańska i mogą ostrzeliwać duże obszary autostrad Siwersk–Lysychańsk i Bachmut–Lysychańsk. 

Rosjanie wzmacniają swoje zgrupowanie wokół Siewierodoniecka, aby dokończyć zdobycie miasta. Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że elementy 2. Korpusu Armii (Ługańskiej Republiki Ludowej) i Rosgwardii (Rosyjska Gwardia Narodowa) walczą o pełną kontrolę nad Siewierodonieckiem. Rosgwardia w szczególności nie ma być frontową siłą bojową, a jej zaangażowanie w bezpośrednie walki o kontrolę nad spornym terytorium wskazuje, że rosyjskie wojska w rejonie Siewierodoniecka są poważnie zdegradowane i polegają na siłach drugorzędnych w celu wsparcia operacji. Rosyjska służba BBC wcześniej informowała 21 czerwca, że ​​personel Rosgwardii i Grupy Wagner zapewnia główne siły szturmowe Rosji w Siewierodoniecku, prawdopodobnie z powodu braku dedykowanej piechoty w jednostkach frontowych. Ukraiński parlamentarzysta i ekspert wojskowy Dmytro Snyegerev stwierdził, że siły rosyjskie przenoszą nowoczesne systemy rakiet przeciwlotniczych S-300V4 w rejon Siewierodoniecka w celu ochrony swoich sił przed ukraińskim lotnictwem i dronami. Według doniesień siły rosyjskie przeniosły jedną batalionową grupę taktyczną (BTG) z Centralnego Okręgu Wojskowego do Nowotosziwska, na południe od obszaru Siewierodonieck-Łysychańsk, prawdopodobnie w celu wsparcia operacji mających na celu dokończenie zajęcia pozostałej części obwodu ługańskiego. 

Siły rosyjskie prawdopodobnie ruszyły, aby zakończyć okrążenie wojsk ukraińskich w Zołocie i Hirsku, ale nie przejęły jeszcze pełnej kontroli nad obiema osadami. Źródła rosyjskie twierdziły, że wojska rosyjskie oczyszczają Zołote, Hirske i okoliczne tereny, a geolokalizowany materiał bojowy z 23 czerwca pokazał wojska rosyjskie wchodzące do Hirske od wschodu. Jednak ani oficjalne źródła ukraińskie, ani rosyjskie nie potwierdziły zdobycia Zołotego i Hirske, a siły rosyjskie prawdopodobnie nadal walczą o uzyskanie całkowitej kontroli nad tym obszarem.

Siły rosyjskie kontynuowały starania o zablokowanie ukraińskich linii komunikacyjnych wzdłuż autostrady T1302 Bachmut-Lysychańsk w celu wsparcia operacji w Łysychańsku i osiągnęły przyrostowe zyski 23 czerwca. Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że elementy 1. Korpusu  Armii (Donieckiej Republiki Ludowej) przejął kontrolę nad Mikołajówką, osadą wzdłuż autostrady T1302 około 15 km na południowy zachód od Łysychańska. Siły rosyjskie dodatkowo kontynuowały operacje szturmowe w Berestowie, osadzie sąsiadującej z Mikołajówką wzdłuż T1302. Szef Ługańskiej Administracji Obwodowej Serhij Haidai wskazał, że T1302 jest obecnie nieoperacyjna, co sugeruje, że siły rosyjskie z powodzeniem zablokowały ukraińskie dostawy dostaw w rejon Łysyczańska. Siły rosyjskie przeprowadziły nieudane operacje rozpoznawcze w Wierszynie i bezskutecznie próbowały unieruchomić siły ukraińskie w Klynowe, oba na południowy wschód od Bachmuta.

Siły rosyjskie kontynuowały przygotowania do działań ofensywnych w kierunku Słowiańska od południowego wschodu Izium, ale 23 czerwca nie poczyniły żadnych potwierdzonych postępów. Ukraiński Sztab Generalny stwierdził, że siły rosyjskie przeniosły dwie nieokreślone jednostki czołgów w rejon Izium w celu wzmocnienia ich zgrupowania na północny zachód od Słowiańska. Siły rosyjskie podobno przeprowadziły nieudane ataki na Dolinę i Bohorodychne, oba w odległości 20 km na północny zachód od Słowiańska. Siły rosyjskie prawdopodobnie będą kontynuować wysiłki zmierzające do przejechania autostradą E40 (znaną również jako M03) w kierunku Słowiańska, ale jest mało prawdopodobne, aby odniosły sukces w bezpośrednim ataku na miasto, ponieważ główny wysiłek Rosji nadal koncentruje się na zdobyciu Siewierodoniecka-Łysychańska.

understandingwar.org

Wojska rosyjskie kontynuują natarcie na południowy zachód od Lisiczańska, szturmując Wowczojariwkę. Po zajęciu miejscowości Łoskutiwka i Raj-Ołeksandriwka w pełnym okrążeniu znalazło się zgrupowanie ukraińskie w rejonie Hirśke–Zołote, atakowane przez nieprzyjaciela ze wszystkich kierunków. Trwają walki o wzniesienia w pobliżu m. Berestowe, dominujące nad drogą Lisiczańsk–Bachmut (która jest nieprzejezdna), a także wieś Syrotyne na południowych obrzeżach Siewierodoniecka. Siły rosyjskie na styku obwodów charkowskiego, donieckiego i ługańskiego mają przygotowywać kolejną próbę desantu przez Doniec w celu okrążenia Lisiczańska, jak również wznowienie natarcia na Barwinkowe i Słowiańsk. Obrońcy odparli atak w rejonie Nowobachmutiwki w obwodzie donieckim, powstrzymując próbę rozwinięcia uderzenia na Słowiańsk i Kramatorsk od południa.

Ukraińskie dowództwo operacyjne „Południe” donosi o kontynuowaniu ataków na Wyspę Wężową, podaje też sprzeczne informacje o sytuacji na pograniczu obwodów mikołajowskiego i chersońskiego. Wojska ukraińskie miały nadal kontratakować w rejonie Chersonia i odnieść „pewne sukcesy”, z drugiej zaś strony siły agresora mają przygotowywać wznowienie natarcia z dotychczas zajmowanych pozycji. Rosyjskie artyleria i lotnictwo wciąż prowadzą uderzenia na pozycje i zaplecze obrońców wzdłuż całej linii styczności, ostrzeliwane były także przygraniczne obszary obwodu sumskiego. Z kolei rakietami zaatakowano cele w obwodach odeskim oraz mikołajowskim.

Odnotowuje się aktywność ukraińskich grup dywersyjnych działających w obwodzie chersońskim. W Czornobajiwce wysadzono w powietrze samochód kolaboranckiego szefa administracji Jurija Turulowa, który w wyniku zamachu został lekko ranny. Ponadto ostrzelano auto współpracującego z najeźdźcami deputowanego Ołeksija Kowalowa.

Szef rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego (SWZ) Siergiej Naryszkin zainicjował kolejną odsłonę operacji dezinformacyjnej wymierzonej w relacje polsko-ukraińskie. Według SWZ Kościół katolicki w Polsce chce przejąć kontrolę nad archidiecezją lwowską. Polski episkopat ma rzekomo rozważać wprowadzenie zmian w konkordacie zawartym między Warszawą a Watykanem w 1993 r. i objąć zwierzchnictwem teren Ukrainy. Rosyjski wywiad twierdzi, że zasadniczym celem polskich władz i duchowieństwa jest podważenie wschodniej granicy Polski.

(...)

Komentarz

Postępy rosyjskie w obwodzie ługańskim wskazują, że lokalny potencjał ukraińskiego oporu znajduje się na wyczerpaniu. Udzielenie obrońcom wsparcia wymagałoby obecnie rozwinięcia przez zgrupowanie ukraińskie w obwodzie donieckim działań ofensywnych z Bachmutu na wschód (w kierunku Hirśke–Zołote) i północny wschód (Lisiczańsk–Siewierodonieck), co należy uznać za bardzo mało prawdopodobne. Doniesienia o niepowodzeniach w Donbasie strona ukraińska stara się równoważyć, sugerując prowadzenie skutecznych kontrataków na pozycje agresora w rejonie Chersonia (szczegóły mają być objęte tajemnicą), a także wznawiając uderzenia na instalacje rosyjskie na Wyspie Wężowej. Te ostatnie mają jednak charakter zdecydowanie bardziej ograniczony niż analogiczne działania prowadzone w maju.

(...)

osw.waw.pl

środa, 22 czerwca 2022


Wojska najeźdźcze zajęły miejscowości Pidlisne, Myrna Dołyna i Ustyniwka na południe od Lisiczańska, odcinając od reszty sił ukraińskich zgrupowanie w rejonie Hirśke–Zołote i blokując to w rejonie Boriwśke–Woronowe (na południe od Siewierodoniecka). Trwają walki o Hirśke i Biłą Horę na południowych obrzeżach Lisiczańska oraz o zakłady Azot w Siewierodoniecku. Obrońcy mieli powstrzymać natarcie agresora na południowych i zachodnich obrzeżach Zołotego, a także na południowy wschód od Bachmutu. Rosyjskie artyleria i lotnictwo operują wzdłuż całej linii styczności, atakując pozycje i zaplecze sił ukraińskich w obwodach charkowskim (w tym Charków), donieckim (władze ostrzeliwanego Słowiańska wezwały mieszkańców do ewakuacji), zaporoskim, mikołajowskim (Mikołajów stanowił ponadto cel uderzenia rakietowego) i dniepropetrowskim. Konsekwentnie ostrzeliwane są przygraniczne obszary obwodów czernihowskiego i sumskiego. Ukraińskie dowództwo operacyjne „Południe” potwierdziło, że 20 czerwca przeprowadziło atak na Wyspę Wężową, który jednak spowodował tylko niewielkie zniszczenia (przeciwnik miał utracić samobieżny zestaw przeciwlotniczy Pancyr-S1, stację radiolokacyjną i kilka samochodów).

Minister obrony Ołeksij Reznikow oznajmił, że „do ukraińskiej rodziny artyleryjskiej” dołączyły niemieckie armatohaubice samobieżne 155 mm Panzerhaubitze 2000 (PzH 2000). Nieprecyzyjna wypowiedź dała asumpt do różnorakich interpretacji, także mówiących o tym (a powołujących się na Reznikowa), jakoby PzH 2000 znajdowały się już na froncie. Z kolei szef resortu obrony Słowenii Marjan Šarec poinformował o wysłaniu na Ukrainę 35 bojowych wozów piechoty M-80 (jugosłowiańskiej modyfikacji sowieckiego BMP-1).

Rosyjskie media donoszą o zakłóceniach w wypłacie jednorazowych zasiłków w wysokości 10 tys. rubli przeznaczonych dla wywiezionych z okupowanych terytoriów Ukrainy. Według rosyjskich danych granicę z FR przekroczyło 1,6 mln ludzi (w tym 262,8 tys. dzieci). Do 7 czerwca zrealizowano jedynie ok. 10 tys. płatności, podczas gdy liczba wniosków wyniosła ok. 301,5 tys. Rosjanie twierdzą, że 1,3 mln osób, które opuściły napadnięty kraj, nie złożyło odpowiednich dokumentów. W rzeczywistości opóźnienia są spowodowane chaosem towarzyszącym rejestracji i zjawiskami świadczącymi o nadużyciach finansowych.

Koncern metalurgiczny Metinwest zakomunikował, że Rosjanie zagarnęli w porcie w Mariupolu 234 tys. ton wyrobów metalurgicznych wyprodukowanych w hutach MMK im. Iljicza i Azowstal. Przygotowują się również do wywiezienia skradzionego ukraińskiego zboża drogą kolejową z Melitopola. Ma ono zostać dostarczone do portu w Berdiańsku (kończą się prace nad przywróceniem go do eksploatacji).

Ukraiński resort spraw wewnętrznych poinformował, że narasta proceder defraudacji pomocy humanitarnej. Najwięcej takich przypadków odnotowano w obwodach kijowskim, lwowskim i kirowohradzkim, a także w Charkowie. Oszuści wprowadzają na czarny rynek samochody zakupione rzekomo dla ukraińskiej armii, paliwo, lekarstwa, kamizelki kuloodporne i żywność. Podkreślono, że część podmiotów odbierających pomoc humanitarną kontrolują Rosjanie. Dotyczy to zwłaszcza zbiórek organizowanych w sieci społecznościowej Telegram.

Członkostwo w UE cieszy się powszechnym poparciem ukraińskiego społeczeństwa: według badania ośrodka Rejtynh z 20 czerwca w przypadku organizacji referendum akcesyjnego 87% respondentów głosowałoby „za” (poparcie to dość równomiernie rozkłada się wśród przedstawicieli różnych regionów oraz grup wiekowych). Dwie piąte ankietowanych wierzy, że kraj może przystąpić do Unii w ciągu 1–2 lat, 29% – na przestrzeni 5 lat, 14% – w ciągu 5–10 lat, a 3% – w ciągu 10–20 lat. Za wstąpieniem do NATO opowiada się dziś 76% Ukraińców.

Prezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego Werner Hoyer ocenił, że Ukraina może potrzebować do 1 biliona euro pomocy zagranicznej na zrekompensowanie szkód spowodowanych rosyjską inwazją. Uznał, że podawane wcześniej liczby są zaniżone. Zgodnie z szacunkami projektu „Rosja zapłaci” (zainicjowanego przez Biuro Prezydenta Ukrainy, Ministerstwo Gospodarki i Główną Szkołę Ekonomii w Kijowie w celu określania strat gospodarczych związanych z agresją) łączna kwota bezpośrednich strat infrastrukturalnych wyniosła 103,9 mld dolarów. Kwestia przyszłej odbudowy kraju będzie omawiana również na szczycie UE w dniach 23–24 czerwca.

Szefowa amerykańskiej agencji rozwoju międzynarodowego USAID stwierdziła, że według najnowszych szacunków budżet Ukrainy traci w związku z trwającą wojną średnio do 6 mld dolarów miesięcznie. Na początku czerwca ambasador USA w Kijowie Bridget Brink zapowiedziała, że Waszyngton przekaże napadniętemu państwu wsparcie w wysokości 7,5 mld dolarów na sfinansowanie wydatków budżetowych. Zaznaczyła ponadto, że kwota pomocy już udzielonej mu przez Stany Zjednoczone sięgnęła miliarda dolarów.

Premier Denys Szmyhal poinformował o uruchomieniu programu ePraca, w ramach którego państwo będzie udzielać mikroprzedsiębiorstwom dotacji do 250 tys. hrywien (8,5 tys. dolarów) na rozpoczęcie nowego biznesu. Roczny budżet programu wynosi 5 mld hrywien (170 mln dolarów). Premier zaznaczył, że nowi przedsiębiorcy będą mogli dodatkowo uzyskać kredyt w wysokości do 2,5 mln hrywien (85 tys. dolarów) na budowę lub remontu lokalu, zakup wyposażenia oraz finansowanie kapitału obrotowego.

Komentarz

Rosyjskie uderzenia powietrzne i ostrzał artyleryjski z reguły skierowane są przeciwko jednostkom przeciwnika i infrastrukturze wykorzystywanej na potrzeby obronne, niemniej agresor wciąż przeprowadza ataki mające na celu wywołanie paniki wśród ludności bądź skutkujące przede wszystkim ofiarami cywilnymi. W ostatnich dniach skrajnymi przykładami takiego postępowania były zbombardowanie metra w Charkowie oraz przeprowadzenie w mieście Czuhujew na południowy wschód od Charkowa minowania narzutowego, polegającego na zdalnym stawianiu min z wykorzystaniem wyrzutni rakietowych. Drugie z wymienionych działań można co prawda tłumaczyć faktem, że Czuhujew to węzłowa miejscowość w linii obrony ukraińskiej, przez którą przechodzi zaopatrzenie dla jednostek, lecz i tak jego głównymi ofiarami będą cywile (wojsko ukraińskie zadba o rychłe usunięcie zagrożenia z dróg przejazdu kolumn zaopatrzeniowych, nie zdoła jednak w krótkim czasie rozminować dzielnic mieszkalnych). O skali niebezpieczeństwa świadczą ponawiane przez władze lokalne apele do ludności, aby ewakuowała się z zagrożonych rejonów.

Do konsekwencji trwającej inwazji należy pojawianie się na Ukrainie nowych form przestępczości zorganizowanej. Kolejne przypadki defraudacji pomocy humanitarnej i sprzętu wojskowego, jak również sygnalizowane wcześniej istnienie kanałów przerzutowych dla uchylających się od służby wojskowej mogą osłabić patriotyczną postawę części społeczeństwa. Z tego względu rośnie znaczenie skuteczności organów ścigania na zapleczu frontu i utrzymanie ich zdolności do skutecznego przeciwdziałania przestępczości stanu wojny.

osw.waw.pl

Do tej pory krajowi udało się uniknąć załamania. Wszystko dzięki podjęciu wyjątkowych działań, takich jak wydrukowanie ponad 4 mld dol., wyemitowanie 3 mld dol. w obligacjach wojennych, zaoferowanie bankom nieograniczonego refinansowania, wprowadzenie kontroli kapitału i ustalenie kursu walutowego.

To jednak tylko krótkoterminowe rozwiązania, zwłaszcza gdy prawdziwa gospodarka jest w rozsypce. Od początku wojny import i eksport zmniejszyły się o ponad połowę, dług publiczny wzrósł ponad dwukrotnie, wpływy z podatków załamały się, a konsumpcja gwałtownie spadła. Przewiduje się, że w tym roku produkcja skurczy się o 45 proc.

Ukraina opiera swoją przyszłość na pomocy z Zachodu, ale pomoc ta napływa powoli i jest mniejsza niż to, czego potrzeba do pokrycia gwałtownie rosnącego deficytu budżetowego.

— Jeśli finansowanie nie zostanie przekształcone w jakiś rodzaj trwałego, zinstytucjonalizowanego podejścia do potrzeb budżetowych, to będziemy mieli do czynienia z kryzysem fiskalnym — powiedział Tymofiej Myłowanow, były minister gospodarki, a obecnie doradca prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i dyrektor Kijowskiej Szkoły Ekonomicznej.

Na początku wojny Ukraińcy w pośpiechu kupowali obligacje wojenne i trzymali swoje oszczędności w gotówce jako zabezpieczenie, licząc na to, że wojna nie potrwa długo.

Teraz to się zmieniło.

Gdy inflacja gwałtownie wzrosła — w kwietniu osiągnęła 16,45 proc. — Ukraińcy próbowali chronić swoje oszczędności, sprzedając hrywny za twardą walutę i towary, drenując w ten sposób rezerwy walutowe kraju. Bank centralny wykorzystał ponad 7 mld dol. na zabezpieczenie kursu wymiany, ale w tym tygodniu stwierdził, że "ten margines bezpieczeństwa nie może trwać wiecznie, zwłaszcza jeśli wojna będzie się przedłużać".

— Dane pokazują, że Ukraina jest naprawdę blisko granicy, za którą można spodziewać się bardzo poważnego kryzysu finansowego — powiedziała Maria Repko, zastępca dyrektora Centrum Strategii Ekonomicznej w Kijowie.

Aby zapobiec dolaryzacji gospodarki, czyli hiperinflacji i dewaluacji lokalnej waluty, bank centralny, ku zdziwieniu analityków, podniósł w zeszłym tygodniu benchmarkową stopę procentową do 25 proc. z 10 proc.

— Podwyżka była wielkim szokiem — powiedział Mychajło Demkiw, analityk finansowy ICU, firmy inwestycyjnej z siedzibą w Kijowie. — Był to sygnał, że w gospodarce nie dzieje się najlepiej i bank centralny to dostrzega — dodał.

— Nie jest jednak jasne, czy polityka ta odniesie sukces, ponieważ mechanizmy monetarne w czasie wojny są słabsze, a rynki nie działają tak dobrze, jak w czasie pokoju — mówi Myłowanow. Krótko mówiąc, oczekiwania inflacyjne reagują bardziej na rozwój sytuacji na froncie, niż na stopy procentowe.

Bank wezwał rząd do podniesienia oprocentowania swoich obligacji, ale ministerstwo finansów odmówiło, ponieważ zwiększyłoby to koszty obsługi długu. W efekcie taka polityka ogranicza zdolność banku centralnego do powstrzymywania inflacji i nie zachęca inwestorów do kupowania obligacji. Ostatecznie Kijów pozostaje zależny od pomocy zagranicznej.

Jedyną nadzieją na wypełnienie luki budżetowej, którą Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje na 5 mld dol. miesięcznie, jest wsparcie ze strony międzynarodowych instytucji finansowych i zachodnich sojuszników.

Według oceny, którą MFW przedstawił krajom UE i Komisji Europejskiej, zobowiązania ogłoszone do czerwca wynoszą prawie 30 mld dol. i ograniczyłyby tegoroczny odpływ środków z rezerw Ukrainy do 9,4 mld dol.

— Pod warunkiem że wypłaty będą terminowe — podkreślił fundusz.

Kwoty ogłoszone w ostatnich tygodniach i miesiącach mogłyby zapewnić przetrwanie w nadchodzącym roku, ale według ministerstwa finansów do Ukrainy dotarło tylko 6 mld 700 mln dol., czyli mniej niż jedna trzecia całej sumy.

— Jest różnica między oczekiwaniami (...) a rzeczywistością — powiedział minister finansów Serhij Marczenko.

Według MFW potrzeby Ukrainy w zakresie finansowania wynoszą 5 mld dol. lub 4 mld 700 mln euro miesięcznie — kwota ta nie jest obecnie pokrywana przez międzynarodowe instytucje finansowe i pomoc dwustronną. Co więcej, duża część pomocy dla Ukrainy jest wypłacana w formie pożyczek, co stawia pod znakiem zapytania zdolność obsługi zadłużenia.

Unia Europejska, która prawie miesiąc temu ogłosiła udzielenie specjalnych pożyczek w wysokości 9 mld euro, obecnie spiera się o szczegóły. Główną kością niezgody jest to, że Komisja poprosiła kraje UE o udzielenie gwarancji na pożyczki, których odsetki byłyby pokrywane z budżetu UE.

Przywódcy UE poparli ten pomysł na majowym szczycie, ale Niemcy — które zobowiązały się do udzielenia Ukrainie dotacji w wysokości 1 mld euro za pośrednictwem MFW — sprzeciwiają się udzielaniu jakichkolwiek pożyczek, nawet tych dotowanych. Berlin nie chce zwiększać zadłużenia Ukrainy i popiera udzielanie dotacji.

Jak dotąd tylko około 20 proc. przekazanego finansowania to dotacje, a reszta to finansowanie zwrotne. Myłowanow zauważył, że choć warunki finansowania są bardzo dobre, z czasem będą coraz droższe, dlatego dotacje są lepszym rozwiązaniem.

— W tym momencie pojawią się ograniczenia w wydatkach socjalnych na edukację, opiekę zdrowotną i pomoc społeczną. Nikt nie patrzy pięć, dziesięć lat w przyszłość, a powinniśmy — dodał.

Komisja ma określić szczegóły finansowania swojego zobowiązania na kwotę 9 mld euro. Jak na razie jednak odmawia podania terminu, kiedy przedstawi tę propozycję. Rzecznik Komisji stwierdził, że trwają nad tym prace, a pierwsza wypłata powinna nastąpić latem.

— Opóźnienia te wiążą się z realnymi kosztami. I to w ludzkich życiach — powiedział Myłowanow.

businessinsider.com.pl