poniedziałek, 7 marca 2022


Jedenasta doba rosyjskiej napaści na Ukrainę przyniosła dalszą eskalację walk. Strona ukraińska podkreśla przygotowania agresora do nowych ataków na Kijów, Charków, Czernihów i Mikołajów, pogłębianie przez Rosjan katastrofy humanitarnej na zajmowanych obszarach i wykorzystanie terytorium Białorusi do kolejnych uderzeń rakietowo-powietrznych. Siły Zbrojne Ukrainy mają odpierać armię rosyjską na wszystkich kierunkach, zadając jej wielkie straty na lądzie i w powietrzu. Minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow zapowiedział 7 marca przełomowe dostawy uzbrojenia z Zachodu, które określił mianem „niespodzianki”.

Siły rosyjskie i ukraińskie mają toczyć zaciekłe walki na północno-zachodnich obrzeżach Kijowa (w rejonie Hostomel–Bucza–Worzel–Irpień). Rosjanie wypełniają także pierścień okrążenia w rejonie fastowskim na południowy zachód od stolicy i próbują wyprzeć wojska ukraińskie w stronę Żytomierza (areną walk ponownie stał się odbity przez Ukraińców kilka dni wcześniej Makarów, zbombardowane zostały m.in. Żytomierz i Owrucz). Główne siły zgrupowania rosyjskiego na kierunku poleskim zbliżyły się do Kijowa i zajmują pozycje w odległości od 35 do 45 km od centrum miasta. Po ciężkich walkach trwa przegrupowanie wojsk w okolicach lewobrzeżnej części ukraińskiej stolicy, gdzie Rosjanie rozwinęli główne siły pomiędzy m. Baryszówka na wschodzie (70 km od centrum) a m. Wełyka Dymerka (40 km na północny wschód od centrum). Według źródeł amerykańskich pierwszorzutowe jednostki rosyjskie znajdują się 25 km od centrum Kijowa, a kolumna wojsk na północ od miasta ma długość 64 km. Dowództwo obrony stolicy informuje, że nadal możliwy jest wyjazd z miasta na południe, a także na wschód do Boryspola, którą to trasą mają kursować konwoje humanitarne.

Na kierunku siewierskim trwa oblężenie Czernihowa, przy czym agresor skupia się na ostrzeliwaniu i bombardowaniu obiektów w mieście. 6 marca doszło do starć w głębi rosyjskiego ugrupowania (w m. Nowa Basań 80 km na wschód od Kijowa i w m. Skrypali 100 km na zachód od Sum). Nadal bronią się Sumy (w ciągu ostatniej doby nie były atakowane) i Ochtyrka. Na kierunku słobodzkim Rosjanie ponownie otaczają Charków (mieli zostać zatrzymani w m. Ruśka Łozowa 20 km na północ od centrum Charkowa). Siłom ukraińskim nie udało się odzyskać kontroli nad położonym 40 km na wschód Czuhujewem. Działania wokół Charkowa agresor ma prowadzić w coraz większym stopniu siłami Rosgwardii. Na podcharkowskim Pawłowym Polu miał miejsce atak na rosyjski rekonesans, którego wykonawców w ukraińskich komunikatach po raz pierwszy przedstawiono jako partyzantów. Większość sił rosyjskich przesuwa się od strony Charkowa w kierunku zachodnim, głównie w stronę m. Dniepr, jednakże do wieczora 6 marca miały one jeszcze nie przekroczyć granic obwodu dniepropetrowskiego. Duże zgrupowanie wojsk agresora zaobserwowano na północ od Połtawy.

Na kierunku donieckim siły tzw. separatystów i jednostek Południowego Okręgu Wojskowego zbliżyły się, według informacji ukraińskiego Sztabu Generalnego, do granic administracyjnych obwodów ługańskiego i donieckiego, przy czym lokalnie nadal trwają walki. Agresor nie zajął głównych miast, w tym m.in. Kramatorska, Słowiańska, Wołnowachy. Na południu Donbasu głównym ośrodkiem oporu pozostaje Mariupol, z kolei na północy – Siewierodonieck. Główne siły działające dotychczas w obwodzie donieckim kierują się na Zaporoże (miasto jest fortyfikowane), do którego doszły już jednostki rosyjskie operujące na kierunku taurydzkim. Walki mają się toczyć w m. Bałabyne, 15 km na południe od centrum Zaporoża, jak również na linii Orichiw–Hulajpołe (55–85 km na południowy wschód). Siły rosyjskie opanowały poprzednią linię ukraińskiej obrony w obwodzie zaporoskim (zajęte zostały Wasylówka i Tokmak), a także – po zajęciu m. Połohy – zablokowały drogę z Mariupola do Zaporoża.

Główne uderzenie rosyjskie na kierunku taurydzkim skierowane zostało na Mikołajów i dalej na północny zachód. Rosjanie kontynuowali ostrzał tego miasta z ciężkiej artylerii rakietowej (zniszczono zakłady Zoria-Maszprojekt, do niedawna głównego na obszarze posowieckim dostawcy dużych silników okrętowych), ponownie wkroczyli też do miasta od strony lotniska. Mieli także poszerzyć obszar działań na północ od Mikołajowa poprzez zajęcie m. Kaszpero-Mikołajówka (na zachód od głównego zgrupowania wojsk rosyjskich w m. Basztanka). Strona ukraińska po raz pierwszy poinformowała, że celem działań rosyjskich na północ od Wozniesieńska jest opanowanie Południowoukraińskiej Elektrowni Jądrowej w Jużnoukrajinśku. Ruch wojsk rosyjskich usprawniło naprawienie Antonowskiego Mostu Kolejowego na Dnieprze na wschód od Chersonia. W rejonie Odessy trwają walki z rosyjskimi grupami dywersyjno-rozpoznawczymi, jest on także bombardowany (m.in. m. Tuzla). Departament Obrony Stanów Zjednoczonych podał w wątpliwość, czy Rosjanie w ogóle zamierzają przeprowadzić tam morską operację desantową, o której przez kilka ostatnich dni informowała strona ukraińska.

6 marca Siły Powietrzne FR jednorazowym uderzeniem zniszczyły port lotniczy w Winnicy. Dokonał tego operujący najprawdopodobniej nad terytorium Rosji lub nad Morzem Czarnym ciężki bombowiec strategiczny Tu-160, wykorzystując 8 z 24 rakiet skrzydlatych. Tego samego dnia Rosjanie przeprowadzili także atak na lotnisko wojskowe w Starokonstantynowie w obwodzie chmielnickim.

Rosyjski resort obrony zapowiedział, że siły zbrojne będą kontynuować operację „demilitaryzacji” Ukrainy i nadal będą atakowane przedsiębiorstwa kompleksu wojskowo-przemysłowego. Ostrzegł ponadto, że ewentualne wykorzystanie lotnisk państw graniczących z Ukrainą do bazowania ukraińskiego lotnictwa wojskowego zostanie uznane za zaangażowanie tych krajów w konflikt zbrojny.

Ukraiński Sztab Generalny wydał kolejny komunikat o rosyjskich stratach. Od 24 lutego miały one wynieść: ponad 11 tys. żołnierzy (zabitych, rannych, wziętych do niewoli), 290 czołgów, 999 bojowych wozów opancerzonych, 117 systemów artyleryjskich, 50 wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych, 23 systemy obrony przeciwlotniczej, 46 samolotów, 68 śmigłowców, 454 pojazdy samochodowe, 3 jednostki pływające i 7 dronów operacyjno-taktycznych.

Z kolei według danych rosyjskich od 24 lutego zniszczono 2396 obiektów ukraińskiej infrastruktury wojskowej, w tym 82 stanowiska dowodzenia i centra łączności, 119 systemów rakiet przeciwlotniczych S-300, Buk M-1 i Osa, 76 stacji radarowych, 827 czołgów i opancerzonych wozów bojowych, 84 systemy wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych, 304 działa polowe i moździerze, 603 pojazdy kołowe, a także 78 bezpilotowców. Strona rosyjska nie ujawnia strat własnych.

Na Ukrainę przybyli pierwsi brytyjscy ochotnicy gotowi do wstąpienia do służby w armii ukraińskiej. Minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba poinformował, że liczba wniosków składanych w ukraińskich ambasadach zbliża się do 20 tys., a potencjalni ochotnicy pochodzą z 52 państw.

Trzecia runda rozmów rosyjsko-ukraińskich ma się odbyć w godzinach popołudniowych 7 marca. Biuro Prezydenta Ukrainy poinformowało, że nakłada embargo na informacje o wyjściowych stanowiskach negocjacyjnych. W przypadku osiągnięcia porozumienia ustalenia zostaną ujawnione.

Do Polski wjechało już ponad milion uchodźców, a ich liczba codziennie skokowo rośnie. 6 marca granicę RP od strony Ukrainy przekroczyło 142,3 tys. osób. Pociągi ewakuacyjne wywożą mieszkańców obwodów południowych i wschodnich do Lwowa, zaś pociągi relacji międzynarodowych ze Lwowa i Kijowa – do Chełma, Przemyśla, Hrubieszowa i Warszawy. Uruchomiono także dodatkowe połączenia z Kramatorska i Odessy do Użhorodu na Zakarpaciu.

Strona rosyjska nadal nie dopuszcza do tworzenia korytarzy humanitarnych i coraz częściej morduje cywilów na zajętych terenach oraz ostrzeliwuje osiedla mieszkalne, m.in. w Mikołajowie, gdzie w wyniku ataków zniszczonych lub uszkodzonych zostało 211 ukraińskich szkół. Brakuje wody, żywności, energii elektrycznej, a szczególnie dramatyczna sytuacja panuje w Irpieniu i Buczy pod Kijowem oraz w Mariupolu. Mieszkańcy kryją się w piwnicach i schronach, jednak z uwagi na brak prądu nie ma z nimi kontaktu. Według resortu energetyki bez jego dostaw pozostaje ponad 646 tys. osób, bez gazu – ok. 130 tys., a liczba ta będzie rosnąć wskutek zniszczenia gazociągu Donieck–Mariupol. Natychmiastowej ewakuacji wymagają setki tysięcy mieszkańców. 7 marca Ministerstwo Obrony FR poinformowało, że – realizując prośbę prezydenta Francji wyrażoną w rozmowie z Putinem – o godzinie 10.00 otworzyło korytarze humanitarne: jeden z Kijowa do białoruskiego Homla, dwa z Mariupola do Zaporoża i Rostowa nad Donem, jeden z Charkowa do Biełgorodu oraz dwa z Sum do Biełgorodu i Połtawy.

Prezydent Zełenski w kolejnej odezwie oświadczył, że nie będzie przebaczenia za niszczone budynki mieszkalne i strzały do bezbronnych cywilów. Zapowiedział ukaranie każdego, kto dopuszcza się zbrodni na Ukrainie („nie znajdziecie spokojnego miejsca na tym świecie oprócz mogiły”). Skrytykował też brak reakcji szefów państw zachodnich na zapowiedzi ostrzału ukraińskich przedsiębiorstw przemysłu obronnego.

Ukraina zawiesiła eksport mięsa, kaszy gryczanej, owsa, gryki, prosa, cukru i soli spożywczej – towarów potrzebnych w kraju w obliczu narastającego deficytu żywności, a jednocześnie niebędących kluczowymi pozycjami eksportowymi przynoszącymi dochody dewizowe. Pod znakiem zapytania stoi rozpoczęcie na części pól wiosennych zasiewów oraz zbiór zbóż ozimych.

osw.waw.pl

"List pochodzi z renomowanego źródła i jest o wiele dłuższy, niż chciałby go napisać fałszerz. Pokazałem list dwóm faktycznym (obecnym lub byłym) kontaktom z FSB i nie mieli wątpliwości, że napisał go kolega. Nie zgadzali się ze wszystkimi jego wnioskami, ale to już inna historia. To tekst, który warto przeczytać" — stwierdził na Twitterze Christo Grozew, dziennikarz śledczy zespołu Bellingcat, specjalizującego się w weryfikacji faktów i białym wywiadzie. Tekst został przetłumaczony na j. angielski.

"Nie potrafię powiedzieć, czym kierowali się ci na górze, podejmując decyzję o operacji, ale teraz metodycznie spuszczają na nas wszystkie psy. Jesteśmy besztani za analitykę" — pisze autor na wstępie, gdy narzeka na swoje przepracowanie.

W dalszej części listu zastrzega, że raporty FSB były dostosowywane do oczekiwań rządzących i prognozowały wojenną rzeczywistość z zastrzeżeniem przełożonych, że do takiego scenariusza nie dojdzie. Miały być pisane "w zwycięskim stylu, żeby nie było pytań". Teraz na ich podstawie są podejmowane decyzje.

"Dlatego mamy totalną ch**nię — nie chcę nawet dobierać innego słowa" — podsumowuje domniemany analityk.

W dalszej części listu wymienia drugi powód ataków na FSB: "Kadyrow szaleje", ponieważ duże zgrupowanie czeczeńskich wojsk zostało w pierwszych dniach wojny "rozerwane na strzępy". Tymczasem Ukraińcy wprowadzili w obieg informację, że trasa przejazdu kadyrowców wyciekła z FSB. "Nie mam takich informacji, pozostawiam 1-2 proc. dla ich wiarygodności (nie można ich też całkowicie wykluczyć)" — stwierdza autor.

"Blitzkrieg się nie powiódł" — pisze w rozwinięciu i zdradza, że idealny plan zakładał ujęcie Wołodymyra Zełenskiego w ciągu pierwszych 72 godzin konfliktu oraz zajęcie kluczowych budynków w Kijowie.

"Teoretycznie. Ale co dalej? Nawet w tym idealnym wariancie istniał nierozwiązywalny problem: z kim negocjować? Jeśli obalimy Zełenskiego, to z kim mamy podpisywać umowy? Jeśli z Zełenskim, to po jego obaleniu te papiery są nic niewarte" — uważa domniemany agent FSB. Dodaje, że osoby typowane wcześniej do przejęcia władzy odmówiły współpracy.

"Jeśli powiemy, że okupacja jest niemożliwa, to każdy z naszego nadania zostanie zabity w ciągu 10 minut, gdy będziemy wyjeżdżać. Okupować? Skąd weźmiemy tylu ludzi? Komendantury, żandarmeria wojskowa, kontrwywiad, ochrona — nawet przy minimalnym oporze miejscowej ludności potrzebujemy 500 tys. i więcej ludzi. Nie licząc systemu zaopatrzenia. A jest taka zasada, że przykrywając niską jakość zarządzania ilością, można tylko wszystko zepsuć. A to, powtarzam, byłoby w wariancie idealnym, który nie istnieje" — kontynuuje autor.

"Straty: nie wiem, ile ich jest. Nikt nie wie. Przez pierwsze dwa dni panowała jeszcze kontrola, teraz nikt nie wie, co się tam dzieje. Możesz stracić duże jednostki w komunikacji. Można je znaleźć lub mogą rozpuścić się w wyniku ataku. Nawet dowódcy mogą nie wiedzieć, ilu żołnierzy biega gdzieś w pobliżu, ilu zginęło, ilu jest w niewoli. Liczba zgonów jest zdecydowanie w tysiącach. Może 10 tysięcy, może 5, a może tylko 2. Nawet w centrali nie wiedzą na pewno" — czytamy w liście.

Sygnalista stwierdza, że duże straty wśród ludności cywilnej będą rosły w postępie geometrycznym, a opór będzie tylko wzrastał.

"Już próbowali wejść do miast z piechotą — z dwudziestu grup desantowych tylko jedna odniosła warunkowy sukces. Przypomnijcie sobie szturm na Mosul — przecież to jest reguła, tak było we wszystkich krajach, nic nowego" — uważa domniemany analityk. Dalej przypomina oblężenia miast podczas wojen w Jugosławii, na czele z Sarajewem.

Jego zdaniem warunkowy termin zakończenia konfliktu to czerwiec, ale już w przyszłym tygodniu może nastąpić punkt zwrotny po jednej ze stron. "Po prostu dlatego, że sytuacja nie może być tak napięta. Tu nie ma analityki — nie da się obliczyć chaosu, tutaj nikt nie może nic powiedzieć na pewno. Działania są podejmowane intuicyjnie, a nawet pod wpływem emocji" — podkreśla.

Sygnalista stwierdza ostatecznie, że rosyjskie władze nie mogą liczyć na zwycięstwo w tej wojnie. "W 100 proc. powtórzyli początek ubiegłego wieku, kiedy postanowili dokopać słabej Japonii i odnieść szybkie zwycięstwo, a potem okazało się, że armia ma kłopoty. Potem wojna trwała do gorzkiego końca, potem zaczęli brać bolszewików na »reedukację« do armii — przecież to były wyrzutki, nieinteresujące nikogo z mas. I wtedy bolszewicy, którzy tak naprawdę nie byli nikomu znani, podchwycili hasła antywojenne i zaczęło się" — pisze autor, odnosząc się do rewolucji bolszewickiej.

"To, czego boimy się najbardziej: na górze działają zgodnie z zasadą zastępowania starych problemów nowymi" — wyznaje, przypominając serie konfliktów o Krym, Donbas, a następnie Syrię.

"Teraz dopiero okaże się, czy jakiś pie***ony doradca przekona górę do rozpoczęcia konfliktu z Europą, żądając zmniejszenia sankcji. Albo redukcji, albo wojny" — czytamy w dalszej części listu. Autor nie wyklucza "lokalnego uderzenia jądrowego" w celu zastraszenia. W tym celu Rosja może sfabrykować dowody na potajemne tworzenie broni jądrowej przez Ukrainę. Jednocześnie uważa, że Władimir Putin nie naciśnie "czerwonego guzika, aby zniszczyć cały świat", a decyzja w tej sprawie nie zapadnie jednoosobowo.

Domniemany analityk w zakończeniu stwierdza, że sytuacja Rosji przypomina pozycję III Rzeszy w latach 1943-1944. Zaznacza przy tym, że dla Rosjan to pozycja wyjściowa.

"Jesteśmy już w trybie totalnej mobilizacji. Ale nie można długo pozostawać w takim reżimie, a my nie mamy pewności co do terminu [zakończenia wojny — red.] i na razie będzie tylko gorzej. Od mobilizacji kierownictwo zawsze schodzi na manowce. Proszę sobie wyobrazić: można przebiec sto metrów w gazie, ale źle jest biec w maratonie i szarpać się z całych sił. W kwestii ukraińskiej pospieszyliśmy się, jakbyśmy biegli na sto metrów i wpasowali się w maraton przełajowy".

onet.pl

W 2016 r. Władimir Putin wziął udział w uroczystości wręczenia nagród Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego. Na scenie przeprowadził krótką rozmowę z laureatem, 9-letnim Mirosławem. Prezydent Rosji objął chłopca i spytał o to, gdzie kończą się granice Rosji. Zmieszany chłopiec odpowiedział, że "granice Rosji kończą się na Cieśninie Beringa z USA". Władimir Putin uśmiechnął się, przystawił mikrofon do ust i odpowiedział: "Nie. Granice Rosji nigdzie się nie kończą".

Od lat analitycy zastanawiają się, jaki tak naprawdę cel ma Władimir Putin. — To był rozpad historycznej Rosji nazywanej Związkiem Radzieckim [...] Staliśmy się zupełnie innym krajem. To, co zostało zbudowane w ciągu ponad 1000 lat, zostało w dużej mierze utracone — mówił Putin w filmie "Rosja. Nowa historia" zaprezentowanym w grudniu na antenie państwowej telewizji informacyjnej RIA.

I choć jego imperialistyczne zapędy są nieprzewidywalne, to Putin nie może liczyć na wsparcie przywódców krajów powstałych po rozpadzie ZSRR. Właściwie na placu boju został mu tylko dyktator z Białorusi, Aleksander Łukaszenko, ale i w jego przypadku pojawiają się sprzeczne głosy. Białoruska agencja prasowa Bełta poinformowała 1 marca 2022 r., że "Mińsk nie przyłączy się do rosyjskiej operacji w Ukrainie". Jednocześnie portal Nexta donosi, że dyktator zwołał swoją rozszerzoną radę bezpieczeństwa, na której zakomunikował, że urządzenia obrony powietrznej na Białorusi zostały postawione w stan gotowości, aby "zapobiec atakom od tyłu na rosyjskie wojska".

Oto, jak kraje powstałe po rozpadzie ZSRR reagują na rosyjską agresję.

Armenia znajduje się w potrzasku między Moskwą a Brukselą. Od lat bowiem, jak donoszą eksperci z think thanku "Institute for war and peace reporting" (IWPR), polityka zagraniczna tamtejszego rządu, polega na balansowaniu między społeczno-gospodarczymi związkami z Unią Europejską a kwestiami wojskowymi i bezpieczeństwa energetycznego, które wiążą Armenię z Kremlem. Armenia jest członkiem Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej i Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, w ramach której współpracuje z Rosją. Deutsche Welle podaje, że zaopatrzenie energetyczne Armenii, w 80 proc. zależne jest od Kremla. Równocześnie jednak kraj próbuje zbliżyć się do Europy Zachodniej. Jest członkiem Rady Europy, sygnatariuszem Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, a w 2017 r. podpisał umowę o partnerstwie z UE. 46-letni Nikol Paszinian, który został premierem po tym, jak był przywódcą antyrządowych protestów w Armenii w 2018 r., jest powściągliwy i unika jasnych deklaracji w sprawie rosyjskiej agresji. Dziennikarze z "Hetq" niezależnego, ormiańskiego portalu piszą, że Pasziniana "niepokoją" sankcje nakładane na Rosję w związku z wojną w Ukrainie. "Oczywiste jest, że sankcje będą miały bezpośredni wpływ na klimat gospodarczy w przestrzeni euroazjatyckiej" — miał powiedzieć Paszynian, dodając, że jego otoczenie "musi podjąć kroki", aby zminimalizować negatywny wpływ na gospodarkę Armenii. "Nie ma jednolitego stanowiska w tej sprawie i nie sądzę, że powinniśmy zdecydowanie reagować na procesy, na które nie mamy wpływu" — powiedział IWPR członek zespołu politycznego Nikola Paszyniana, prosząc jednak o anonimowość.

Ilham Alijew prezydent Azerbejdżanu, spotkał się z Władimirem Putinem dzień po tym, jak prezydent Rosji uznał niepodległość republik w Donbasie. Prezydenci podpisali wówczas deklarację o współpracy w postaci udzielania wzajemnej pomocy wojskowej czy zaopatrzenia w broń. Z doniesień prasowych wynika, że przywódcy nie rozmawiali na temat sytuacji w Ukrainie. Alijew jednak nie poparł agresji Rosji na Ukrainę. Prezydent Wołodymir Zełenski twierdzi, że pozostaje w stałym kontakcie z Alijewem. Azerbejdżan wysłał także do Ukrainy pomoc humanitarną w postaci leków. W ubiegłym tygodniu Alijew zapowiedział, że jest gotów zorganizować negocjacje między Rosją a Ukrainą. Zełenski przekazał w wystąpieniu do mediów, że rozmawiał zarówno z Alijewem, jak i występującym z podobną inicjatywą Recepem Erdoganem, prezydentem Turcji. Zełenski w rozmowie telefonicznej z Alijewem miał powiedzieć, że w Ukrainie brakuje ropy oraz produktów naftowych. W odpowiedzi prezydent Azerbejdżanu miał zapewnić Zełenskiego, że jego kraj pomoże Ukrainie w tej kwestii.

(...)

Premier Gruzji Irakli Garibaszwili potępił zbrojny atak Rosji na Ukrainę. Jednocześnie jednak władze w Tbilisi nie zdecydowały się na poparcie sankcji przeciw Rosji. Tłumaczyli się interesem narodowym. Takie stanowisko nie spodobało się jednak opinii publicznej. W gruzińskich miastach odbyły się protesty, a tysiące ludzi na ulicach domagało się dymisji premiera. W ich efekcie Garibaszwili zmienił zdanie. Gruzja planuje przeznaczyć milion lari (320 tys. dolarów) na leki i środki medyczne dla Ukrainy.

Kazachstan, jeden z najbliższych sojuszników Rosji i jej południowy sąsiad, odrzuca prośbę o włączenie swoich wojsk do ofensywy w Ukrainie — przekazali dyplomaci z Nur-Sułtanu. Od lat ten kraj pozostaje w bliskich relacjach z Kremlem, czego przykładem była reakcja Moskwy na niedawne protesty, do których doszło w Kazachstanie. Aby wesprzeć tamtejszego prezydenta Kasyma-Żomarta Tokajewa, Putin wysłał rosyjskie oddziały i spadochroniarzy. Kazachstan jest ważnym partnerem dla Rosji. W kraju znajdują się duże złoża ropy naftowej i gazu ziemnego. Większość rurociągów należy do rosyjskiego koncernu Gazprom. Kazachstan tymczasem nie zamierza angażować się w wojnę w Ukrainie. Ponadto, była republika radziecka oświadczyła, że nie uznaje utworzonych przez Rosję republik w Donbasie, których prezydent Rosji Władimir Putin użył jako pretekstu do inwazji na Ukrainę.

Władimir Putin nie może liczyć także na wsparcie ze strony władz Kirgistanu. Tamtejszy prezydent Sadyr Dżaparow miał w minionym tygodniu rozmawiać z rosyjskim przywódcą, ale po spotkaniu doszło do dyplomatycznego zgrzytu. O ile komunikat prasowy strony rosyjskiej sugerował, że Kirgistan popiera inwazję w Ukrainie, o tyle rzecznik Dżaparowa podsumował lakonicznie, że prezydenci jedynie rozmawiali o "aktualnej sytuacji". Krajom Azji Środkowej wojna nie jest na rękę przede wszystkim z gospodarczego punktu widzenia. Parviz Mullojanov ze szwedzkiego Uniwersytetu w Uppsali, powiedział w rozmowie z Radiem Wolna Europa, że osłabienie rosyjskiego rubla odbije się także rykoszetem na walucie m.in. Kirgistanu. "Jednym z pierwszych środków ekonomicznych w Kirgistanie, które zostałyby dotknięte sankcjami wobec Moskwy, są wielomilionowe przekazy pieniężne od około miliona kirgiskich pracowników migrujących w Rosji" — donosi Radio Wolna Europa.

Mołdawia ma w konstytucję wpisaną zasadę neutralności i programowo nie zamierza angażować się w konflikty zbrojne. "Ten kraj nie dysponuje ani ciężkim sprzętem wojskowym, ani nowoczesnymi samolotami bojowymi" — pisze "Deutsche Welle". Jednak ciągle pozostaje w zagrożeniu. Separatystyczna Naddniestrzańska Republika Mołdawska to jeden wielki arsenał rosyjskiej broni. Tuż po wkroczeniu wojsk rosyjskich na Ukrainę, Mołdawia ogłosiła stan wyjątkowy. Otworzyła się jednocześnie na przyjęcie uchodźców. Dwa dni temu mołdawska prezydent Maia Sandu odwiedziła przejście graniczne, gdzie gromadzą się migranci. Powiedziała wówczas: "Jesteśmy z mieszkańcami Ukrainy, a ich świadectwa przypominają nam o znaczeniu pokoju i przywrócenia bezpieczeństwa w naszym regionie. Mołdawia jest neutralnym, pokojowym krajem, a naszym wezwaniem do wszystkich jest przywrócenie pokoju".

Rządy Tadżykistanu i Turkmenistanu zachowują daleko posuniętą wstrzemięźliwość i starają się nie zabierać głosu w sprawie rosyjskiej agresji. Jak donosi eurasianet.org mający swoją siedzibę w Stanach Zjednoczonych portal analizujący politykę krajów środkowoazjatyckich, do tej pory przywódcy Tadżykistanu całkowicie unikali poruszania tego tematu. Chociaż tamtejsza, kontrolowana przez rząd agencja informacyjna opublikowała apel sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa do Rosji o powstrzymanie się od przedsięwzięcia wojskowego. Po chwili jednak tadżycka wersja artykułu miała zostać wycofana ze strony agencji.

Eurasianet.org pisze również, że Turkmenistan prawie nigdy nie komentuje spraw zewnętrznych, a jego autorytarny rząd zdecydowanie zniechęca opinię publiczną do publicznego wypowiadania się o czymkolwiek.

Szawkat Mirzijojew, prezydent Uzbekistanu spotkał się z Władimirem Putinem 25 lutego 2022 r. Tu, podobnie jak w przypadku rozmów z prezydentem Kirgistanu Dżaparowem doszło do dyplomatycznego zgrzytu. Kreml przekonywał w komunikacie prasowym, że Mirzijojew "wyraził zrozumienie dla działań podejmowanych przez stronę rosyjską". Z kolei oświadczenie otoczenia uzbeckiego prezydenta brzmiało lakonicznie. Zdaniem strony uzbeckiej, Putin i Mirzijojew mieli jedynie "wymienić poglądy na temat spraw międzynarodowych i regionalnych, w tym na temat obecnej sytuacji wokół Ukrainy". "Z roku na rok obserwujemy wzrost krytycznych postaw wobec Kremla, nie tylko wśród Uzbeków, ale także wśród etnicznych Rosjan zamieszkujących ten kraj" — powiedział Kamoliddin Rabbimow, uzbecki politolog w rozmowie z portalem eurasianet.org.

onet.pl

Wracając do porównania relacji rosyjsko-irańskich i rosyjsko-tureckich to obciążenia historyczne nie są najważniejszą cechą różniące te stosunki. Kluczowe znaczenie ma bowiem to, że Turcja jest importerem energii opartej na ropie i gazie, a zarówno Rosja jak i Iran są jej eksporterami. To czyni oba te kraje naturalnymi konkurentami i jednocześnie beneficjentami eliminacji któregoś z nich z rynku. W 2011 r. Iran eksportował 2,5 mln baryłek dziennie, a w 2015 r., czyli tuż przed podpisaniem JCPOA było to już tylko 1 mln baryłek dziennie, po czym w 2017 r. znów osiągnęło to wartość ponad 2 mln baryłek, by po wycofaniu się USA z JCPOA i ponownym nałożeniu sankcji spaść do 400 tys. baryłek dziennie w 2020 r. Warto pamiętać, że podpisanie JCPOA nastąpiło niedługo po pierwszym kryzysie w relacjach Rosji z Zachodem, spowodowanym aneksją Krymu i w konsekwencji nałożeniem na Rosję sankcji. W tym czasie Rosja groziła krokami odwetowymi, a Iran dawał do zrozumienia, że chętnie zastąpi Rosję jako dostawca ropy, a nawet gazu. Na przykład w kwietniu 2018 r. irański tankowiec wpłynął do Naftoportu w Gdańsku i dostarczył do Polski  130 tys. ton ropy. Iran był też bardzo mocno zainteresowany eksportem swojego gazu do Europy.

Warto przy tym zauważyć, że Iran ma drugie co do wielkości rezerwy gazu, ustępując tylko Rosji. Pod względem produkcji gazu Iran jest na 3 miejscu, ustępując również USA. Niemniej zdecydowana większość gazu irańskiego trafia obecnie na rynek wewnętrzny i pod względem eksportu plasuje się dopiero na 24 miejscu ze sprzedażą 16 razy mniejszą niż rosyjska. Tymczasem ocenia się, że Iran mógłby pokryć 20 % gazowej konsumpcji Europy. Obecnie z Iranu do Turcji biegnie gazociąg Tebriz-Ankara, zbudowany w 2001 r. o przepustowości 14 mld m3. W pierwszej dekadzie XXI w. pojawił się natomiast projekt budowy Gazociągu Pars, który pompowałby gaz do Europy i miał mieć przepustowość do 40 mld m3. Tymczasem Rosja w 2003 r. wybudowała gazociąg Blue Stream do Turcji o przepustowości 16 mld m3, a w 2020 r. Turk Stream o przepustowości 31 mld m3. Ten drugi dostarcza obecnie gaz całym Bałkanom, a od niedawna również Węgrom. Wcześniej gaz do tych krajów płynął przez Ukrainę. Niemniej projekt Gazociągu Pars jest wciąż aktualny. Iran jest też konkurentem Rosji jeśli chodzi o dostawy gazu i ropy do Chin i Rosja w znacznym stopniu przejęła rolę Iranu jako dostawcy na tym kierunku po rozpoczęciu przez Trumpa polityki „maksymalnej presji" wobec Iranu.

Ekipa prezydenta Hasana Rowhaniego, w tym w szczególności szef dyplomacji Dżawad Zarif, wykazywała duża otwartość na rozwój relacji z Europą (w tym m.in. Polską), głównie gospodarczych ale również politycznych.  Działania Donalda Trumpa to zmieniły i Iran zaczął się coraz bardziej reorientować na wschód, choć bardziej na Chiny niż Rosję, czyli na konsumenta energii, a nie jego producenta. Warto bowiem pamiętać, że fundamentalną dyrektywą polityki zagranicznej wyznaczoną przez Chomeiniego po rewolucji 1979 r. była zasada „ani Wschód ani Zachód". Umacnianie się opcji tzw. pryncypialistów, głoszących konieczność całkowitej reorientacji na Wschód nastąpiło dopiero po wycofaniu się Trumpa z JCPOA w maju 2018 r. W rezultacie, by ratować swoją gospodarkę, Iran podpisał w marcu 2021 r. 25-letnią umowę o współpracy z Chinami, przewidującą gigantyczne inwestycje chińskie w Iranie i dostawy irańskiej ropy do Chin po zaniżonej (duży rabat) cenie. Paradoksalnie jednak część inwestycyjną blokują sankcje, więc Chiny również są zainteresowane ich zniesieniem.

Tymczasem Rosja była oczywistą beneficjentką izolacji Iranu i nałożenia na ten kraj sankcji. Oficjalnie jednak sprzeciwiała się im, gdyż inaczej niemożliwe byłoby pogłębianie współpracy z Iranem, w tym zwiększanie wymiany handlowej oraz wzajemnego wsparcia na arenie międzynarodowej. Efektem polityki „maksymalnej presji" było to, że zorientowani na współpracę ze Wschodem pryncypialiści przejęli w lutym 2020 r. kontrolę nad parlamentem, a w czerwcu 2021 r. prezydentem został Ebrahim Raisi. W styczniu 2022 pojechał on do Moskwy z zamiarem podpisania 20-letniej umowy o współpracy z Rosją, obejmującej m.in. zakupy zaawansowanego sprzętu militarnego, w tym m.in. samolotów SU-35. Umowa ta porównywana była do tej, która wcześniej została podpisanej z Chinami. Ostatecznie jednak do zawarcia jej nie doszło.

Oczywiście izolacja Iranu powodowała, że Rosja w tej relacji występowała w roli strony silniejszej. Miało to również wpływ na powrót Rosji do gry na Bliskim Wschodzie poprzez interwencję w Syrii. Teoretycznie było to w interesie Iranu, który wspierał Assada. Tyle, że Rosja bardzo szybko zaczęła wypychać wpływy Iranu z Syrii, w czym znów pomógł jej Trump zabijając głównego architekta tamtejszej polityki irańskiej gen. Kassema Sulejmaniego. Rosja po prostu chciała by Assad był całkowicie jej podporządkowany, a nie dzielił lojalność między Teheran i Moskwę. Oczywiście obie strony, tj. Iran i Rosja, udawały, że żadnego konfliktu interesów nie ma i to nawet wtedy, gdy stało się oczywiste, że izraelskie naloty na pozycje irańskie w Syrii odbywają się za zgodą Rosji. Rosja udawała, że nie ma z tym nic wspólnego, a Iran udawał, że go w ogóle nie ma w Syrii.

Tymczasem o pogłębiających się relacjach izraelsko-rosyjskich świadczy fakt, że Benjamin Netanjahu był, obok Recepa Tayyipa Erdogana, najczęściej przyjeżdżającym do Putina i dzwoniącym do niego przywódcą. Zwykle następowało to przed kolejnymi atakami Izraela w Syrii. Rosja utrzymywała tez bardzo bliskie stosunki z innymi kluczowymi rywalami Iranu, tj. w szczególności z Arabią Saudyjską. Obejmowały one m.in. porozumienia w sprawie wydobycia i cen ropy w ramach formatu OPEC+. Co więcej, w sierpniu 2021 r. Rosja podpisała z Arabią Saudyjską umowę o współpracy militarnej. Warto dodać, że po wybuchu wojny na Ukrainie Arabia Saudyjska odrzuciła naciski USA by zwiększyć sprzedaż w celu zastopowania wzrostu cen ropy i zapowiedziała kontynuację uzgodnień w ramach OPEC+, czyli z udziałem Rosji. Zwiększyło to zatem konieczność pilnego reaktywowania JCPOA w celu otwarcia rynku dla ropy irańskiej. To zaś stanowi zagrożenie dla interesów zarówno Rosji jak i Izraela.

Po agresji rosyjskiej na Ukrainę Iran odegrał swoją rolę rytualnie obciążając odpowiedzialnością za wybuch wojny USA oraz NATO. Jednakże jednocześnie Iran nie poparł bynajmniej Rosji i nie opowiedział się przeciwko Ukrainie. Nie dołączył też do nielicznych krajów (w tym m.in. Syrii), które w Zgromadzeniu Ogólnym głosowały przeciw rezolucji potępiającej rosyjską agresję. Tymczasem toczące się we Wiedniu negocjacje w sprawie reaktywacji JCPOA weszły w ostatnią fazę i w piątek pojawiły się przecieki, że umowa zostanie podpisana w ciągu kilku dni. Trudno przy tym oprzeć się wrażeniu, że wojna w Ukrainie i sankcje nałożone na Rosję, przyczyniły się do większej elastyczności strony amerykańskiej, zainteresowanej wejściem irańskiej ropy na rynek. Paradoksalnie jednak obecnie reaktywowanie JCPOA jest nie na rękę Rosji i to do tego stopnia, że zagroziła zablokowaniem go jeśli nie otrzyma gwarancji, iż nałożone na nią sankcję nie wpłyną na współpracę rosyjsko-irańską. Iran prawdopodobnie zrezygnuje lub przynajmniej ograniczy swoje plany handlowe z Rosją ze względu na możliwe negatywne konsekwencje z tym związane. Nie ma też powodu rzucać Rosji koła ratunkowego skoro Rosja nie rzuciła bynajmniej takiego koła Iranowi, a jedynie udawała, że to robi. Iran bardzo potrzebuje szybkiej poprawy swojej sytuacji gospodarczej, m.in. ze względu na katastrofalne tempo utraty resztek poparcia społecznego przez władze i z całą pewnością wykorzysta szansę, jaką mu da reaktywacja JCPOA bez względu na to czy będzie to robił kosztem Rosji czy nie.

Najnowsze stanowisko Rosji w sprawie JCPOA jest jednak bezprecedensowo szczere. Jeśli Rosja rzeczywiście będzie blokować reaktywację JCPOA to i tak to nastąpi, ale wpłynie to bardzo mocno na relacje irańsko-rosyjskie. Warto przy tym dodać, że nie wszyscy w Iranie zachowali wobec wojny w Ukrainie taką ostentacyjną neutralność ze wskazywaniem Zachodu jako winnego. Na przykład b. prezydent Iranu Mahmud Ahmedineżad na Twitterze wyraził podziw dla Ukraińców i stwierdził, że ich obrona ujawniła „szatańskie spiski wrogów ludzkości", a Putina wezwał do zakończenia „szatańskiej wojny". Natomiast wpływowy reformatorski dziennik E'temad opublikował na pierwszej stronie wywiad z ambasadorem Polski na temat tej wojny. Warto przy tym pamiętać, że znaczna część irańskiej opinii publicznej w ogóle nie kupuje narracji antyzachodniej i nie ma najmniejszego powodu darzyć Rosję sympatią. Irańczycy generalnie, a irańska inteligencja w szczególności, dobrze znają historię relacji między obydwoma krajami.

defence24.pl

niedziela, 6 marca 2022


Maria Zacharowa opublikowała oświadczenie, w którym opisuje "gwałtowną eskalację nastrojów antyrosyjskich w krajach bałtyckich". W argumentacji rzeczniczki pojawia się fragment, który szczególnie zaniepokoił zagranicznych dziennikarzy, ponieważ przypomina on argument wykorzystywany podczas wojny w Donbasie. 

Przedstawicielka rosyjskiej dyplomacji zarzuciła władzom Litwy, Łotwy i Estonii wrogość oraz stawianie się w "awangardzie antyrosyjskiej histerii". Zacharowa użyła bardzo mocnych słów, by opisać z rosyjskiej perspektywy stanowiska, które jej zdaniem uderzają w "dobre imię" Rosji. 

"Na nasz kraj wylewa się gnojowica kłamstw, oszczerstw i fałszerstw" - napisała Zacharowa, która twierdzi, że rosyjscy dyplomaci w Litwie, Łotwie i Estonii dostają telefony z pogróżkami lub padają ofiarami "chuligańskich wybryków". Rzeczniczka podała również przykład - antywojenne manifestacje, które organizowane są w pobliżu rosyjskich ambasad. "Takie działania rozpoczęły się już wokół ambasady rosyjskiej w Wilnie" - napisała dalej Zacharowa cytowana przez rosyjską agencję TASS.

"Ostrzegamy Wilno, Rygę i Tallin odnośnie ich odpowiedzialności za konsekwencje antyrosyjskiej psychozy, którą rozpętały. Żądamy, aby właściwe władze tych krajów podjęły natychmiastowe działania w celu ochrony rosyjskich misji dyplomatycznych i konsularnych oraz ich personelu w ramach ścisłego przestrzegania Konwencji wiedeńskiej o stosunkach dyplomatycznych z 1961 r. i o stosunkach konsularnych z 1963 r" - zaapelowała Zacharowa, której kraj - prowadząc atak na Ukrainę, nie przestrzega chociażby Konwencji genewskiej czy statutów rzymskich.

Komunikat Zacharowej kończy się propagandowym ostrzeżeniem przed "masowymi prześladowaniami rosyjskojęzycznej ludności krajów bałtyckich". Jak zauważają zagraniczne media, to właśnie rzekoma ochrona ludności Donbasu była wymówką dla Putina do zaatakowania Ukrainy.

Warto podkreślić, że incydenty podawane przez Zacharową nie zostały potwierdzone przez władze krajów bałtyckich, ale rosyjskie media już napisały o rzekomych atakach na ambasadorów, powołując się właśnie na to niezbyt konkretne oświadczenie rzeczniczki MSZ. Przywódcom tych krajów zarzucono też "groźby użycia siły" w kierunku Rosji. Prawda jest jednak inna - a władze krajów, chociażby premier Litwy zwróciła się do policji o wzmocnienie ochrony ambasad Rosji i Białorusi oraz apelowała do obywateli o unikanie prowokacji, które mogą zostać wykorzystane przez rosyjską propagandę. 

gazeta.pl

W dziesiątej dobie agresji doszło do zintensyfikowania walk na całym obszarze działań (w północnej, wschodniej i południowej strefach operacyjnych), a Siły Zbrojne Ukrainy – które 5 marca próbowały przejąć inicjatywę (w okolicach Charkowa i w Mikołajowie) – ponownie przeszły do obrony. Komunikaty ukraińskie wciąż podkreślają sukcesy i bohaterstwo obrońców, a także niepowodzenia i straty agresora, lecz Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy przyznał, że armia znajduje się w głębokiej defensywie, a jej głównym celem jest niedopuszczenie do dalszego wdzierania się przeciwnika w głąb państwa.

Na kierunku poleskim jednostki rosyjskie ponownie wkroczyły do odbitych wcześniej przez wojsko ukraińskie Buczy i Irpienia oraz rozpoczęły atak w kierunku południowym, powiększając obszar walk o inne miejscowości graniczące z Kijowem od zachodu (Horenicze i Bilohorodka na południowo-zachodnich obrzeżach stolicy). Podkijowskie miejscowości, w których przez ostatnie dni toczyły się walki, miały zostać prawie całkowicie zniszczone. Siły rosyjskie mają ponadto podchodzić do Wyszogrodu, na północ od Kijowa, a także wypierać wojska ukraińskie od miejscowości Poliśke na południowo-zachodnich obrzeżach Korostenia do granic stolicy (wzdłuż drogi Sarny–Kijów). Po zewnętrznej stronie pierścienia okrążenia Kijowa Rosjanie mieli opanować węzłową Borodziankę (na północy), toczy się bój o Fastów (na południu). Trwają ataki powietrzne na Żytomierz i Białą Cerkiew oraz inne węzłowe miejscowości w ich okolicach. Na dotychczasowym kierunku wołyńskim obrońcy mają przygotowywać pas obrony i wyznaczać strefy operacyjne wzdłuż granicy.

Na kierunku siewierskim starciami objęte są obrzeża Kijowa po lewej stronie Dniepru. Jednostki rosyjskie miały dojść do Peremohy na granicy z Kijowem i Browarami, a także rozwijać uderzenie wzdłuż trasy Browary–Boryspol. Trwają walki o Czernihów, jednak mają one charakter drugorzędny, gdyż główne siły rosyjskie kierowane są na stolicę (agresor naciera siłami do 18 batalionowych grup taktycznych, BGT). Na kierunku słobodzkim ofensywa zbliżyła się do Łubniów i Połtawy. Agresor skierował również część oddziałów pod Charków, na którego kierunku 5 marca siły ukraińskie próbowały przeprowadzić przeciwuderzenie (wciąż mają się utrzymywać w rejonach przy granicy z Rosją, m.in. w Wołczańsku). Natarcie ma być kontynuowane w kierunku Kaniowskiej Elektrowni Wodnej oraz miasta Dniepr z Krasnohradu i Bałakliji. Jednostki rosyjskie miały zostać zatrzymane przez obrońców na granicy obwodu dniepropietrowskiego, zaś działania są prowadzone siłami do 23 BGT. Do przygranicznego obwodu biełgorodzkiego w Rosji mają być sprowadzani żołnierze rezerwy w celu uzupełnienia poniesionych w walkach strat.

Na południowym wschodzie Ukrainy po okrążeniu Mariupola (trwa ostrzał nękający miasto, starcia toczą się na jego obrzeżach) Rosjanie prowadzą działania na kierunku Siewierodoniecka i Iziumu oraz Zaporoża, gdzie do walk wysłali do 12 BGT. Ośrodek przygotowuje się do oblężenia. Ukraińska linia obrony w południowej części obwodu zaporoskiego cofnęła się o kolejne 50 km, na linię Mariupol–Zaporoże (w okolicach Połohów wojska agresora przerwały korytarz humanitarny, którym próbowano ewakuować ludność z Mariupola). Na południowym zachodzie głównym rejonem walk pozostaje Mikołajów – miasto zostało okrążone siłami do 3 BGT z łącznej liczby 20 BGT operujących na kierunku taurydzkim, a siły rosyjskie prowadzą działania w oparciu o bazę rozwiniętą w pobliżu Basztanki (65 km na północ od ośrodka). Kontynuowane są walki o Wozniesieńsk. Rosjanie wstrzymali natomiast marsz w kierunku Południowoukraińskiej Elektrowni Jądrowej w Jużnoukrajinśku. Trwa także bombardowanie Odessy i jej okolic.

Sztab Generalny Ukrainy przekazał szacunkowe dane o rosyjskich stratach bojowych. Od 24 lutego wyniosły one: zabitych, rannych i wziętych do niewoli – ponad 11 tys., czołgi – 285, pojazdy opancerzone – 985, systemy artyleryjskie – 109, rakietowe wyrzutnie wieloprowadnicowe – 50, systemy obrony powietrznej – 21, samoloty – 44, śmigłowce – 48, pojazdy kołowe – 447, lekkie łodzie motorowe – 2, cysterny – 60, bezzałogowce – 4.

Według Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy rosyjskie prywatne firmy wojskowe rekrutują ochotników, aby włączyć ich w agresję. W Rostowie nad Donem działa kwatera operacyjna tzw. wagnerowców.

Wojska FR brutalizują swoje postępowanie wobec ludności cywilnej. Odnotowano przypadki pobić, gwałtów, rabunku. W jednej z osad położonych w pobliżu miejscowości Trościaniec (obwód sumski) żołnierze zmusili mieszkańców do stworzenia „ludzkiej tarczy” osłaniającej sprzęt bojowy przed ostrzałem Ukraińców.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy kontynuuje szeroko zakrojoną operację neutralizacji podejrzanych o współpracę z rosyjskimi służbami specjalnymi. Na zachodzie kraju zatrzymano grupę osób mających zainicjować powstanie „republiki ludowej” w Iwano-Frankiwsku. SBU dysponuje informacjami, że ponad 500 rosyjskich agentów jest gotowych do podjęcia podobnych działań w obwodach zakarpackim, lwowskim, tarnopolskim i czerniowieckim. Ich celem ma być powołanie do życia „Federalnej Republiki Ukrainy”.

Obywatele Ukrainy utrzymują wysoką mobilizację społeczną. Kolejny już dzień z rzędu trwają protesty przeciwko okupantowi w Chersoniu i Melitopolu, ale także w mniejszych miejscowościach: Biłokurakyne, Nowej Kachowce i Nowopskowie na Ługańszczyźnie (siły rosyjskie ostrzelały nieuzbrojonych demonstrantów). Ludzie masowo włączają się w szeregi obrony terytorialnej (100 tys. od początku inwazji).

Ukraińskie firmy telekomunikacyjne walczą o utrzymanie komórkowej łączności telefonicznej, której infrastruktura jest niszczona przez agresora. Ukrtelekom przywrócił łączność w obwodach: winnickim, żytomierskim, rówieńskim, wołyńskim, chmielnickim, lwowskim i tarnopolskim. Poinformowano, że w okolicach Czernihowa, Sum i Chersonia usługi telefoniczne są czasowo niedostępne. Ukraiński operator sieci gazowej OGTSU przekazał, że setki tysięcy gospodarstw domowych nie mają gazu. Wznowienie dostaw nie jest jeszcze możliwe ze względu na znaczne uszkodzenia w sieciach operatorów regionalnych. 5 marca granicę z Polską od strony Ukrainy przekroczyło 129 tys. osób, a łącznie od początku inwazji – ponad 922 tys. Pociągi ewakuacyjne wciąż wywożą mieszkańców południowych i wschodnich obwodów.

Aktywne działania nadal prowadzi szef ukraińskiego MSZ Dmytro Kułeba: 5 marca spotkał się na granicy polsko-ukraińskiej z sekretarzem stanu USA Antonym Blinkenem. Rozmowa dotyczyła dostaw uzbrojenia i dodatkowych sankcji przeciwko Rosji. Blinken poinformował, że Waszyngton zamierza przekazać 2,75 mld dolarów na wsparcie służb humanitarnych na Ukrainie i w Polsce.

Odwlekana jest trzecia runda rozmów ukraińsko-rosyjskich. Kijów proponuje, aby odbyły się one 7 marca, ale strona rosyjska nadal nie potwierdziła tego terminu. Brak reakcji Rosjan na przystąpienie do dialogu to gra na czas. Zaciekłe starcia i trwające ostrzały rakietowe mają w ich zamyśle osłabić opór delegacji ukraińskiej i zmusić ją do przyjęcia przerwania ognia w zamian za kapitulację.

osw.waw.pl

Bank centralny Rosji wprowadził kolejne ograniczenie dla banków na rynku walutowym. Zmniejszył dozwoloną miesięczną kwotę przelewów za granicę do 5 tys. USD dla osób fizycznych na rzecz małżonków i bliskich krewnych - informuje w sobotę portal dziennika "Kommiersant".

"Jest koniecznością, aby waluta nie wypływała z kraju i w obecnej sytuacji nie wywierała dodatkowej presji na kurs rubla" – powiedział Anton Łopatin, dyrektor grupy analitycznej ds. finansowych agencji ratingowej Fitch. Ograniczenie to ma na celu, podobnie jak poprzednie decyzje, zapewnienie stabilności finansowej w kraju.

W związku z sankcjami nałożonymi na główne rosyjskie instytucje kredytowe i zamrożeniem części rezerw dewizowych banku centralnego po rosyjskiej inwazji na Ukrainę władze w Moskwie zaczęły podejmować działania mające na celu ograniczenie odpływu środków dewizowych za granicę oraz stabilizację krajowego rynku walutowego.

Bank centralny wprowadził ograniczenia w przelewach transgranicznych między rachunkami rosyjskich rezydentów, wprowadził prowizję dla banków komercyjnych przy zakupie waluty na giełdzie przez osoby fizyczne i prawne w wysokości 12 proc. Ponadto dekretem prezydenckim ograniczono wysokość wywozu za granicę obcej waluty do równowartości 10 tys. dolarów.

Jednocześnie władze zobowiązały eksporterów do sprzedaży 80 proc. swoich wpływów na giełdzie, a bank centralny zaczął żądać od banków ustalenia wysokiego oprocentowania depozytów walutowych – 5–8 proc. rocznie. Jako alternatywę walut obcych dla inwestycji władze polecają obywatelom złoto. Ustawa o zniesieniu podatku VAT od sprzedaży sztabek złota osobom fizycznym została niezwłocznie przyjęta przez parlament. 

bankier.pl

Magda Roszkowska: - Obraz Ukrainy podzielonej na europejski zachód i prorosyjski wschód zadomowił się w naszych głowach po aneksji Krymu i po wybuchu wojny o Donbas.

Oksana Zabużko, ukraińska pisarka, autorka "Badań terenowych nad ukraińskim seksem": Nieprawda. W 2014 roku Putin zbierał już plony tego, co na szeroką skalę siał od początku nowego tysiąclecia. Mogę o tym długo opowiadać, bo moja pierwsza powieść, "Badania terenowe nad ukraińskim seksem", właśnie wtedy była tłumaczona na inne języki. Sporo jeździłam po krajach Unii Europejskiej i miałam okazję śledzić, jak zachowuje się zachodnia prasa, jakie pytania zadają podczas wywiadów zachodni dziennikarze. Cała putinowska soft power była wtedy w grze, a Ukrainie nakładano makijaż przygotowujący ją właśnie do zaborów.

Pytanie "kiedy Ukraina się rozpadnie?" po raz pierwszy usłyszałam podczas spotkania autorskiego w Berlinie w 2007 roku. Podeszło do mnie dwóch mężczyzn, którzy niby chcieli ze mną przeprowadzić wywiad, ale ponieważ lata młodości spędziłam w ZSRR, to wiem, co charakteryzuje ludzi z tzw. nastawieniem kagiebistowskim. Usiedliśmy przy stoliku i oni bez zbędnych ceregieli zadali to właśnie pytanie. Na co ja, udając idiotkę, podjęłam tę grę: "Ale niby dlaczego ma się rozpaść?". "Przecież jest podzielona" – odpowiedzieli. Tłumaczyłam, że absolutnie nie jest, a oni twardo swoje. Ta technika perswazji doskonale działała na Niemców, a ponieważ Niemcy nadają ton całej Unii, ten obraz łatwo było rozpowszechnić.

- Jaki to obraz?

Mamy w nim proeuropejskich, mówiących po ukraińsku i katolickich mieszkańców zachodniej Ukrainy i prorosyjskich, rosyjskojęzycznych obywateli wschodu, od Charkowa po Odessę. Ten obraz może nie idealnie, ale jakoś klei się z podziałem ustanowionym przez nazistów na dystrykty wschodniej Galicji i Reichskommissariat, więc tym łatwiej było go aplikować.

- Ale wschodnia Ukraina faktycznie jest rosyjskojęzyczna.

Owszem. Po pierwsze, jest to konsekwencją szeroko zakrojonego projektu rusyfikacji i represji wobec obywateli mówiących po ukraińsku – tak za cara Mikołaja, jak za Stalina. Po drugie, modernizacja miast na wschodzie i związany z nią napływ ludności to procesy czasów Imperium Rosyjskiego i potem ZSRR. Ale co z tego?

Wraz z całą machiną propagandową rzuconą na Zachód w pierwszych latach XXI wieku Putin pompował ogromne pieniądze, by samym Ukraińcom ze wschodu wmówić, że tak naprawdę istnieje tylko jeden naród i oni są jego częścią. W 2014 roku uznał, że już wystarczy, i przystąpił do przerzucania na wschód grup prowokacyjnych, czasem przebranych za Ukraińców. Aktywował kolaborantów, cały czas myśląc, że wchłonięcie wschodniej części kraju dokona się bezboleśnie. A tu niespodzianka.

Gdyby ktoś chciał napisać dobry kryminał albo powieść szpiegowską, to wydarzenia, które miały miejsce na wschodzie Ukrainy w 2014 roku, są doskonałym materiałem. Nagle okazało się, że ci rosyjskojęzyczni obywatele stawiają opór, bronią Ukrainy, bo czują się Ukraińcami. W tamtym czasie w Odessie zmarł rosyjski konsul, rzekomo śmiercią samobójczą. Pytanie, czy rzeczywiście się powiesił, czy może ktoś z jego mocodawców mu w tym pomógł, bo plan przejęcia miasta, za który konsul zapewne odpowiadał, nie wypalił.

Ostatecznie Putinowi bez strat udało się przejąć tylko Krym, gdzie działała rosyjska baza wojskowa. Kreml miał więc środki na eskalowanie przemocy. Z Donbasem już nie poszło tak łatwo: scenariusz szybkiej aneksji przeistoczył się w "wojnę domową", jak latami ten ukraińsko-rosyjski konflikt zbrojny nazywały zachodnie media.

(...)

- Dlaczego na początku nowego tysiąclecia, kiedy Putin odpalił propagandę o podzielonej Ukrainie, Zachód tak gładko ją przyjął?

Bo nie odrobił lekcji z lat 90., zadowalając się wiarą, że oto na oczach świata rozpadło się imperium. Nie, ono nie przestało istnieć: przeobraziło się, przycichło i zakamuflowane karmiło się zachodnią fascynacją "duszą rosyjską" i zachodnimi pieniędzmi.

Odwołam się do moich doświadczeń. W 1992 roku podjęłam pracę na wydziale slawistyki Uniwersytetu Stanowego w Pensylwanii. Na powitanie dziekan wydziału wręczył mi książkę Suzanne Massie "Land of the Firebird. The Beauty of Old Russia", z afektacją podkreślając: "na niej wszyscy wyrośliśmy". Tytułowy Żar-Ptak to ptak wzięty z rosyjskich baśni ludowych. Jego pióra mają magiczną moc spełniania życzeń. Książka przedstawia nieomal tysiąc lat historii kultury rosyjskiej i tworzy zręby jej mitycznego, oszałamiającego, imperialnego obrazu. Dla zachodnich intelektualistów to jest po prostu biblia. Pośpiesznie wertując książkę, niemal od razu natrafiłam na fragment, w którym Massie pisze, że w kulturze rosyjskiej wszystkie rzeki są rodzaju żeńskiego i wszystkie określa się słowem "matuszka". Jest więc "matuszka Wołga", "matuszka Oka" i "matuszka Dniepr". W tym momencie na oczach zdezorientowanego dziekana zaczęłam głośno chichotać. Bo co Rosjanie mają do Dniepru i jak to się ma do tego, że w kulturze ukraińskiej Dniepr od zawsze jest "baćko", czyli ojcem. Powiedziałam dziekanowi, że to są jakieś bzdury, ale on nie rozumiał, o co mi chodzi. Sam kończył rusycystykę, bo jak wiadomo, na Zachodzie studia slawistyczne to po pierwsze rusycystyka.

Ale do rzeczy: pani Suzanne Massie to była papieżyca zachodniej sowietologii. W latach 80. doradzała prezydentowi Reaganowi, jak rozmawiać z radziecką wierchuszką. Pod koniec ubiegłego roku, przeglądając gazetę "Rosyjskie Nowości", natknęłam się na krótką informację o tym, że przeszło 90-letnia Massie na własną prośbę właśnie otrzymała obywatelstwo rosyjskie. Kiedy napisałam o tym do amerykańskich przyjaciół, znacznie bardziej zainteresował ich fakt, że Massie nadal żyje. Ja natomiast myślę, że ta historia i jej finał świetnie tłumaczą, dlaczego Zachód jest teraz tak bardzo zaskoczony. Myślę też, że przyjemniej spędzić ostatnie lata życia w petersburskim mieszkaniu niż w jakimś znacznie mniej przyjaznym miejscu. Szczególnie że polityka i nastawienie do Rosji diametralnie się zmieniły, a obecny prezydent USA nigdy szczególnie nie ufał Putinowi.

- Putin korzysta z dorobku Suzanne Massie?

Oczywiście. On sprzedaje ten sam język, którym ona przez dziesięciolecia karmiła zachodnich intelektualistów: o mitycznym, wielkim, jednym narodzie i jego fascynującej egzotycznej duszy. W tym obrazie Kijów niezmiennie jest trzecim miastem imperium.

Putin korzysta z co najmniej kilkupokoleniowej tradycji mydlenia Zachodowi oczu i z kolaboracji zachodnich intelektualistów. To są nieodrobione lekcje nie tylko z lat 90., ale i z II wojny światowej. Mam wrażenie, że to, co się dziś dzieje, wpisuje się w logiczny ciąg, w którym II wojna światowa była konsekwencją nieodrobienia lekcji po doświadczeniach z I wojny światowej. Po ’91 na podwalinach tych zaniechań zbudowano sieć gospodarczych i ekonomicznych zależności między Unią Europejską a Federacją Rosyjską.

W 2014 roku, po wybuchu rosyjsko-ukraińskiej wojny o Donbas, jeździłam po Europie i rozmawiałam z politykami i europejskimi intelektualistami, starając się rozbroić kremlowską retorykę. Pewien niemiecki polityk powiedział mi wtedy wprost: "Rozumiem i zgadzam się z panią, ale jestem w mniejszości". Znajomy profesor, niemiecki slawista, szczerze mnie przeprosił, mówiąc: "Całe życie się myliłem, całe życie patrzyłem na Kijów przez rosyjskie okulary". Tymczasem w 2014 roku w końcu zobaczył w Putinie bandziora z gułagu, który cały świat chce zamienić w gułag, bo swój kraj już dawno nim uczynił. Większość zachodnich polityków i intelektualistów dopiero dziś przeciera oczy.

(...)

- Czy Putin wierzy w swoje bajania?

On głęboko wierzy w ideę jednego narodu, w potęgę imperium i Kijów jako trzecie jego miasto. Mam nadzieję, że kiedy ktoś podejmie się zadania, by od strony antropologicznej, ale i psychiatrycznej, przeanalizować putinowską retorykę, bo to kolaż narracji autorytarnych. Można tu znaleźć fascynację nazizmem, imperializmem, rosyjskim caratem i stalinizmem. Putin wielbi i garściami czerpie z Iwana Aleksandrowicza Ilijna, filozofa rosyjskiego faszyzmu.

Natomiast jego stosunek do Ukrainy to mieszanka miłości i nienawiści charakterystyczna dla podejścia imperialnego. Ukraina to dla niego taka miła rzeczywistość lokalna, piękne krajobrazy, przyjemny klimat i pyszne jedzenie. Imperialiści często mówią językiem gastronomii, w końcu istnieją, pożerając podbitych. Jak więc taki ktoś, kto w porządku imperialnym jest sympatycznym podawaczem pierogów, może zadać cios? Jak można ponieść klęskę przez kogoś, kogo się pożarło, a więc odmówiło mu się prawa do istnienia? Putinowi to się nie mieści w głowie, dlatego woli sobie tłumaczyć, że to wszystko przez Amerykanów. Jego zdaniem Ukraińcy są niezdolni do posiadania wolnej woli.

- Czego Putinowi o Ukrainie nie opowiedziały narracje, z których czerpie?

W prawosławiu, kiedy żegnamy nieboszczyka, tuż przed złożeniem trumny do grobu chór cerkiewny śpiewa pieśń "Wieczna pamięć". Dlatego mamy powiedzenie "odśpiewać kogoś", czyli pogrzebać. Putin myśli o Kijowie jako o trzecim państwie imperium, bo w końcu to w Kijowie cała Ruś była chrzczona. Ano była, tylko Moskwy wtedy nie było. Ukraińcy mają więc dla niego wiadomość, która też stała się powiedzeniem: myśmy was chrzcili, my was i odśpiewamy! To, że Ukraina będzie walczyć, było jasne.

gazeta.pl

sobota, 5 marca 2022


Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy zaprzestał podawania informacji o przebiegu walk i położeniu stron. W komunikatach publikowanych w dziewiątej dobie walk ograniczył się do zarysowania ogólnej sytuacji na poszczególnych kierunkach operacyjnych, bądź poświęcił je wyłącznie przekazowi mającemu wspierać morale walczących wojsk i społeczeństwa. W toku zaciekłych bojów armia ukraińska ma utrzymywać wyznaczone rubieże na wszystkich kierunkach, a na części z nich kontratakować, zmuszając zdemoralizowanego i ponoszącego duże straty przeciwnika do wycofania. Wojska rosyjskie nie uzyskawszy powodzenia miały skupić się na atakowaniu celów cywilnych dopuszczając się do kolejnych zbrodni. Nieco bardziej stonowany komunikat wydał 5 marca rano minister obrony Ołeksij Reznikow zaznaczając, że wróg posunął się na niektórych kierunkach, ale kontroluje tylko niewielki obszar.

Ze szczątkowych informacji przekazywanych przez wojskowych i władze lokalne wynika, że na kierunku północnym (poleskim) siły rosyjskie przystąpiły do prac w zakresie zabezpieczenia inżynieryjnego terytorium wokół Kijowa (m.in. w rejonie Borodzianki). Od strony Mozyrza na Białorusi i granic Federacji Rosyjskiej wojska agresora mają rozwijać sieć rurociągów paliwowych, co 20-25 km umieszczając mobilne przepompownie. Na północ od ukraińskiej stolicy Rosjanie mieli zostać powstrzymani na linii Szybene-Katjużanka i mają tworzyć rejon umocniony w rejonie m. Dymer. Rozbudowę inżynieryjną terenu (budowanie umocnień i minowanie dojazdów) na granicach Kijowa prowadzą siły ukraińskie, zmierzające do przekształcone miasta w twierdzę. Rosjanie mają kontynuować operację okrążającą. Strona ukraińska za najgroźniejszą uznaje sytuację na kierunku Żytomierza, oraz w podkijowskich Buczy, Irpieniu i Wyszogrodzie. Na lewym brzegu Dniepru szczególnie ciężkie walki toczą się w rejonie Browary-Boryspol.

Informacje z lewobrzeżnej Ukrainy mają charakter szczątkowy. Trwa obrona Czernihowa, jedna z kolumn rosyjskich miała zostać zablokowana na zachód od miasta ze względu na zniszczenie przeprawy w m. Mychajło-Kociubińskie. Na kierunku słobodzkim siły ukraińskie mają prowadzić działania obronne i zadawać straty przeciwnikowi, jednakże Rosjanie zajęli Trostianiec w obwodzie sumskim. Po zwolnieniu przez wojska rosyjskie blokady Charkowa zintensyfikowały się działania ukraińskie na zapleczu agresora (pododdziały ukraińskie miały dojść do granicy). Brak informacji na temat sytuacji na południu obwodu charkowskiego, gdzie 4 marca pododdziały rosyjskie miały prowadzić natarcie na Nowoajdar i Siewierodonieck w obwodzie łuhańskim (siły ukraińskie związane są tam walką z tzw. separatystami). Rosja ma także kontynuować natarcie w kierunku północno-zachodnim, jednakże według informacji władz miasta Dniepr, Rosjanie nie weszli do położonego na jego obrzeżach Nowomoskowska. Na kierunku donieckim głównym ogniskiem walk pozostają okolica Mariupola, obleganego siłami 6 batalionowych grup taktycznych.

Zgrupowanie wschodnie wojsk rosyjskich na kierunku taurydzkim kontynuowało natarcie na kierunku Zaporoża, z kolei zgrupowanie zachodnie rozwijało ofensywę na kierunku północno-zachodnim zbliżając się do Południowoukraińskiej Elektrowni Jądrowej w Jużnoukrajinśku, 110 km od Mikołajowa. Po odstąpieniu części sił rosyjskich spod tego miasta, główne zgrupowania agresora rozmieszczone są o 60 km na północ m. Basztanka oraz 20 km na południe w m. Hałycynowe. Ukraińcy odzyskali kontrolę nad lotniskiem w Mikołajowie. Według strony ukraińskiej sztormowa pogoda uniemożliwiła przeprowadzenie rosyjskiego desantu w rejonie Odessa-Zatoka (Zatoka-Czarnomorsk), a rosyjskie okręty wycofały się na wysokość Krymu. Prowadzone były jednak uderzenie powietrzne na cele w obwodzie odeskim.

Według Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy dotychczasowe szacunkowe straty rosyjskie wyniosły: 10 tys. żołnierzy (zabitych i rannych), 269 czołgów, 945 pojazdów opancerzonych, 105 systemów artyleryjskich, 50 wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych, 19 systemów przeciwlotniczych, 39 samolotów i 40 śmigłowców, 409 pojazdów kołowych, 2 lekkie łodzie motorowe, 60 cystern z paliwem, 3 bezpilotowce. Z kolei według rosyjskiego resortu obrony od początku konfliktu zniszczono 2037 obiektów infrastruktury wojskowej, 82 samoloty, 708 czołgów i innych opancerzonych wozów bojowych, 74 wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych, 261 dział i moździerzy, 505 pojazdów wojskowych, a także 56 bezzałogowych statków powietrznych. /Dane częściowo przesadzone - red./

W okupowanych miastach trwają protesty mieszkańców: w Melitopolu akcja odbyła się czwarty dzień z rzędu, mieszkańcy stawali naprzeciwko uzbrojonych żołnierzy skandując wrogie okrzyki. W Chersoniu, odciętym od ukraińskich mediów i sieci komórkowych, codzienne protesty uniemożliwiły powołanie marionetkowej Chersońskiej Republiki Ludowej. Wojska agresora podejmują działania na rzecz odcięcia informacyjnego zajętych miast. W Melitopolu, nie mogąc wykorzystać wieży telewizyjnej i nadajników cyfrowych, uruchomili nadajnik analogowy transmitujący jedynie programy rosyjskiej telewizji. Sytuacja humanitarna wielu miast jest coraz cięższa: nie działa ogrzewanie, są przerwy w dostawach prądu i wody. Szczególnie trudna jest w Mariupolu i Wołnowasze, otoczonym przez wojska rosyjskie, gdzie utworzono korytarze humanitarne, co umożliwi ewakuację cywilów w kierunku Zaporoża, uzupełnienie zapasów żywności i leków.

Utrzymuje się duża aktywność rosyjskiej agentury działającej na zapleczu wojsk ukraińskich. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy prowadzi szeroką zakrojoną operację mającą na celu zatrzymanie osób przekazujących dane geolokalizacyjne obiektów i jednostek bojowych. Ministerstwo Obrony ostrzega, że w ramach wojny psychologicznej rosyjskie służby specjalne rozsyłają esemesy wzywające abonentów do wyłączenia komórki. Strona ukraińska wskazuje, że rosyjska operacja ma zniechęcić społeczeństwo do przekazywania wojsku informacji o nieprzyjacielu, a używanie telefonów nie sprowadzi niebezpieczeństwa.

Ukraińska ofensywa informacyjna skierowana do społeczeństwa rosyjskiego, której celem jest pokazanie prawdziwego obrazu wojny, spotkała się z reakcją władz rosyjskich. Putin 4 marca podpisał ustawę o odpowiedzialności karnej (do 15 lat więzienia) dla osób kolportujących „fałszywe” informacje na temat armii rosyjskiej. W mediach rosyjskich rozpoczęto kampanię informacyjną oskarżającą Polskę o tolerowanie bojówek terrorystycznych. Rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego poinformowała, że zachodnie służby wywiadowcze przekształciły Polskę w centrum logistyczne do dostarczania broni i transportu zagranicznych ochotników, w tym z Bliskiego Wschodu.

Trwa exodus z Ukrainy – wg. danych Straży Granicznej RP, 4 marca granicę z Polską przekroczyło 106 tys. osób, zaś łącznie od początku inwazji ponad 787 tys. osób. Koleje Ukraińskie organizują dodatkowe połączenia ewakuacyjne na zachód kraju. W ślad za UE i USA, zasady wjazdu i przebywania obywateli Ukrainy zliberalizowała Wielka Brytania.

Biuro Prezydenta Ukrainy zadeklarowało gotowość kontynuowania rozmów z delegacją rosyjską na Białorusi. Trzecia runda ma się odbyć 5 lub 6 marca, a jej przedmiotem ma być wynegocjowanie zawieszenia broni. Kijów kontynuuje również apele o natychmiastowe zamknięcie przestrzeni powietrznej na Ukrainą i krytykują odmowną decyzję Sojuszu w tym zakresie. Prezydent Zełeński oskarżył NATO o współwinę za wszystkie kolejne śmierci, nazywając zachodnie obawy „autohipnozą” i powątpiewając w zdolność Sojuszu do obrony własnych członków.

osw.waw.pl

Mimo, że obraz konfliktu wciąż nie jest pełny, z perspektywy tygodnia można pokusić się o zarysowane zamiaru operacji i zadań jakie postawiono przed 1APancGw. Kliny pancerne miały wbić się w obwód sumski i charkowski, i dalej wgłąb Ukrainy, prawdopodobnie z rubieżą do osiągnięcia na Dnieprze. Na kierunku kijowskim punkt ciężkości został wyznaczony mniej więcej po osi Sumy-Romny-Pryłuki-Nowy Bychów-Browary/Kijów (droga H07), gdzie nacierały elementy 27 Brygady Zmechanizowanej i 2 Dywizji Zmechanizowanej. Z kolei elementy 4 Dywizji Pancernej nacierały z podstaw wyjściowych w rejonie Sum, po osi Trostianiec-Ochtyrka, być może na Połtawę, i również zmuszone były od pierwszych dni do obchodzenia silnych punktów oporu.

Jednostki pancerno-zmechanizowane nie przemieszczały się więc drogami głównymi, ale z powodu izolacji skutecznie bronionych miast (np. Sumy, Romny, Ochtyrka etc.), być może zniszczeń na trasach marszu (wysadzane mosty), czy nawet słabej orientacji w terenie, kolumny przemieszczały się podrzędnymi drogami polnymi. W ten sposób utrzymano w miarę dobre tempo natarcia, omijając główne, niekontrolowane miasta i miasteczka, przemieszczając się dużymi kolumnami (po 50-100 pojazdów), jednakże wydłużające się drogi zaopatrzenia nie były dostatecznie zabezpieczone, a z czasem tracono orientację w terenie.

Z czołówkami pancernymi jechały cysterny z paliwem, zakładano zapewne pełną drożność linii komunikacyjnych. Świadczy o tym fakt, że zaraz po wybuchu wojny z rejonu obwodu sumskiego, czy charkowskiego zaczęły wypływać zdjęcia porzucanych wozów bojowych, w tym najnowszych czołgów.

Wozy pozostawione na drogach, czy to w wyniku uszkodzeń, czy braku paliwa (normalna sytuacja przy tam masowym przemieszczaniu), mogły być holowane potem, wraz z nadejściem tyłów armii, a paliwo uzupełnione. Tymczasem plany szybko spaliły na panewce, z powodu nie tylko zaciętej obrony ukraińskich jednostek armijnych i gwardii, ale i powszechnego ruchu oporu, budowanego w oparciu o lokalną obronę terytorialną. Nie zakładano zapewne, że linie komunikacyjne będą zagrożone, a już na pewno nie na taką skalę. Z każdym kolejnym dniem, przemieszczające się po obwodzie sumskim czy charkowskim, kolumny cystern i zaopatrzenia, atakowano z coraz większą intensywnością. Wraz z brakiem paliwa, którego nie miał kto uzupełnić, zaczęła się dekompozycja pododdziałów bojowych. Porzucano najpierw pojedyncze wozy bojowe, a potem już masowo - czołgi, bojowe wozy piechoty, artylerię. Część wozów bojowych nosiła oznaki lekkich walk, inne były w stanie nieuszkodzonym. Z czasem ilość porzucanych wozów bojowych różnych typów była już tak duża, że stało się jasne, że nie są to już tylko straty marszowe, ale że następuje rozkład zdemoralizowanych pododdziałów. Można założyć, że część sprawnych wozów została po prostu porzucona intencjonalnie, a załogi uciekły. /Opis mocno histeryczny, względem faktów, w sensie: przesadzony - red./

(...)

Zmęczenie psychofizyczne mogło dotykać niektórych batalionowych grup taktycznych 1 APancGw przez długi czas, oddziaływać na mentalność żołnierza jeszcze przed wojną. Wiemy, że kompania żołnierzy z 2 Dywizji Zmechanizowanej (ok. 100 żołnierzy) przez 5 dni czekała na transport w okolicach wsi Wiesiełaja Łopań w obwodzie biełgorodzkim stłoczona w małym pomieszczeniu lokalnego dworca, bez jedzenia i picia. W warunkach wojennych mogło być już tylko gorzej (głośna była sprawa racji żywieniowych, których termin ważności mijał w 2015 r.).

Wprawdzie MO FR stwierdziło kilka dni po inwazji, że na froncie są jedynie oficerowie i żołnierze kontraktowi, ale dziś wiadomo, że to nieprawda – w niektórych związkach taktycznych, zapewne również w 1APancGw, żołnierze byli jedynie formalnie kontraktowi, bowiem zmuszano do podpisywania papierów poborowych. To również może być przyczyna niskiego morale i porzucania sprzętu przy lada okazji, także z powodu niskich kwalifikacji w jego obsłudze.

Łączność kodowana nie istnieje, powszechnie posługiwano się telefonami komercyjnymi. Dowódcy nie znali planów na dalszych etapach operacji, kolumny traciły orientację w terenie. W pierwszych dniach wojny jeńcy z 4 DPanc zeznawali, że próbowali odnaleźć drogę na Połtawę, ale gubili się w terenie. Jeden z oficerów nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie, jaki był dalszy cel jego jednostki na kolejnym etapie operacji.

(...)

Skala dekompozycji kompanii i batalionów pancernych w wyniku strat niebojowych i bojowych wydaje się na dzisiaj być duża. Niezależny analityk Henry Schlottman, badający szczegółowo sytuację operacyjną 1 APancGw wyliczał, że już 1 marca, licząc porzucone zdobyte czołgi T-80 w rejonie Sum, straty wynosić mogły już wówczas 5-18% sprzętu, przy założeniu, że 4 Dywizja Pancerna ma pułk czołgów (ok. 94) lub pełny skład (ok. 330). Dzisiaj te straty muszą być większe, wynikają również z działań bojowych. Materiał foto wideo potwierdza, że straty tylko w czołgach T-80 różnych wersji to kilkadziesiąt wozów, a ponosi je zarówno 13 Pułk Pancerny (T-80U) 4 Dywizji, jak i 423 Pułk Zmechanizowany (T-80BW).

Dużo sprzętu (T-80, BTR, BMP-2, Msta-S) zostało porzuconego na trzeciorzędnej drodze polnej Trostianiec-Łebedyn (T1913), którą przemieszczała się BGT 4 Dywizji Pancernej. Po rzucie okiem na mapę, nie można oprzeć się wrażeniu, że ta BGT po prostu się zgubiła. Wiadomo było jednak, że prędzej czy później czołgi 1 APancGw wyłonią się z ukraińskich bezdroży obwodów przygranicznych i zmaterializują się w obwodzie kijowskim, czy połtawskim.

28 lutego raportowano, że trasą H07 w rejonie Nowa Basan przemieszcza się kolumna ok. 40 pojazdów. Była to prawdopodobnie awangarda 1 APancGw. 4 marca SG ZSU raportował zniszczenie w Browarach, wschodnim przedmieściu Kijowa, 4 BMP i 2 czołgów (T-72B3/B3M) - można przypuszczać, że jest to BGT 2 DZmech nacierająca właśnie z kierunku Nowa Basan na Browary.

defence24.pl

Rosja "ma być światową potęgą militarną. Ale siły zaawansowane technologicznie są bardziej zwinne, szybsze, bardziej elastyczne, są w jakiś sposób bardziej przekonujące. To, co robią tam na północy, to uśpiony atak. Te 60-kilometrowe kolumny są jak wagon sypialny" - ocenia niemiecki wojskowy.

Gdyby tak było w NATO "już dawno zwolnilibyśmy naszych dowódców. Jestem więc zaskoczony, że w zasadzie (Rosjanie) demonstrują armię 2.0, a nie 4.0. Oddziały nie wydają się być w ogóle połączone w sieć, ani zdygitalizowane. Armia wydaje się uparta i nieelastyczna (...). Nie jest to wcale najnowocześniejsze rozwiązanie" - dodał generał.

"Z technicznego i taktycznego punktu widzenia jestem przerażony rosyjskimi działaniami wojennymi. Dla nas (Zachodu) jest to pozytywne zjawisko" - stwierdza Domroese.

Pytany czy w takim razie "przez długi czas myśleliśmy, że Rosjanie są znacznie silniejsi niż są", generał Domroese odpowiedział: "Tak, a także o wiele sprytniejsi. To, co tam pokazują, to rok 1918" czyli rok zakończenia I wojny światowej.

PAP