czwartek, 27 lipca 2017


W Algierii kobieta nie ma prawa palić publicznie. Gdy mój ojciec odkrył, że palę, kazał mi za karę wypalić całą paczkę papierosów jeden za drugim. Miałam wtedy 17 lat, było to pod koniec lat 70. Potem tata zmiękł, choć nigdy nie pozwolił mi palić w swojej obecności. Pamiętam, jak raz zabrakło mu papierosów. Stanął na środku pokoju, bym go dobrze widziała, i powiedział na głos: „Boże, widzisz ten stół, o tutaj? Pójdę teraz na balkon, a ty spraw, by pojawiły się tam cztery papierosy. Nie będę patrzył, a ty czyń cuda”. Wyszedł, a jak oczywiście położyłam te kilka papierosów na stole. Wrócił. „Dziękuję ci, Panie Boże! Widzę, że mnie kochasz”. Ale gdy wyszłam za mąż, już nie musiałam się ukrywać. Paliłam przy swoim mężu, a według ojca należałam teraz do niego.

wysokieobcasy.pl

niedziela, 23 lipca 2017


W 2015 roku w Polsce było około 35 tysięcy czynnych zawodowo adwokatów i radców prawnych. To oznacza, że jeden przypadał na tysiąc mieszkańców. W UE jeden przypada na 625 obywateli, w Stanach na 250. Taka sytuacja – będąca efektem sztucznego zamknięcia zawodu radcy i adwokata przez długą część III RP – sprawia, że większość osób – nawet z szeroko rozumianej klasy średniej – nie ma łatwego dostępu do pomocy prawnej. Niska podaż prawników winduje w górę ceny ich usług często ponad zasoby klasy średniej, o ludowej nie wspominając.

Powoduje to, że prawnicy jawią się jako wyalienowana ze społeczeństwa kasta, stojąca na straży jakiegoś tajemniczego, złowrogiego kunsztu – Prawa – z którym „prosty człowiek” powinien unikać kontaktu, bo oznacza to dla niego wyłącznie kłopoty.

Nawet w rozwiniętych, mieszczańskich demokracjach kultura klas ludowych pełna jest obrazów skorumpowanych sądów, lęku przed sądem jako instytucją stojącą nie tyle na straży sprawiedliwości, ile możnych i ich władzy. Ten obraz silniejszy jest w Polsce, gdzie normalnej, mieszczańskiej demokracji nie udało się jak dotąd zbudować.

(...)

Opieszałość (sądów) nie musi wynikać z lenistwa czy złej woli sędziów. Źródła problemu rozpoznano już lata temu. Jak pisze publicysta „Rzeczpospolitej”, opieszałość wynika głównie z obłożenia sędziów pracą nadzorczo-administracyjną oraz przeciążenia sądów procedurami nieliczącymi się z „ekonomiką procesu”. Od czasu postawienia tej diagnozy nie wykonano jednak żadnego kroku w kierunku kuracji. Sędziowie nie tylko nie zrobili w zasadzie nic, by wspólnie z politykami spróbować rozwiązać ten problem, ale też nie byli w stanie sensownie przedstawić go opinii publicznej.

Paliwa PiS dostarcza wreszcie materialny status sędziów. Jak na elitę prawniczych zawodów w Polsce zarabiają oni faktycznie niewiele i mogą czuć się ekonomicznie sfrustrowani. Ujawnianie tej ekonomicznej frustracji przed silnie spauperyzowanym społeczeństwem, gdzie najczęściej wypłacana do ręki płaca oscyluje w granicach 500 euro, jest receptą na niechęć opinii publicznej. Na tle tego, jak wygląda płaca i praca w Polsce, zarobki sędziów, bezpieczeństwo ich pracy, stan spoczynku, przywileje emerytalne mogą budzić złość i zawiść społeczeństwa.

(...)

Akcja przejmowania sądów przez PiS karmi się pretensjami o sprawy, których środowisko sędziowskie nie potrafiło załatwić przez całą III RP. Gdyby sądy były w stanie same się sensownie uregulować, gdyby umiały jasno przekazywać społeczeństwu, co jest w sądownictwie nie tak, co trzeba poprawić, kiedy to zostanie zrobione, PiS nie miałby politycznie szans tej walki wygrać. Ponieważ trzecia władza nigdy nie nauczyła się rozmawiać z ludem, dziś partia Kaczyńskiego przy przynajmniej obojętności społeczeństwa kawałek po kawałku rozbierać będzie mur chroniący sądy przed ręcznym sterowaniem przez parlamentarną większość.

krytykapolityczna.pl

Polskim sędziom zarzuca się, często słusznie, konformizm, wsobność, grupową lojalność, intelektualną gnuśność, kolesiostwo i pogardę wobec stojących niżej w drabinie społecznej. To wszystko prawda, ale są to także cechy polskiej inteligencji jako takiej. Równie dobrze można w ten sposób oceniać polskich naukowców, samorządowców, lekarzy i przede wszystkim całą naszą klasę polityczną. Każda z tych grup nie potrafi sobie poradzić z korupcją i czarnymi owcami w swoich szeregach. Wszystkie te grupy zioną pogardą do reszty, zwłaszcza do tych, którzy są słabsi i nie pochodzą z ich środowiska.

(...)

Tutaj próbka ze wspomnień francuskiego nauczyciela, który przebywał na dworze księcia Sapiehy:

Jeśli więzi społeczne między mieszkańcami jakiegoś kraju ograniczają się jedynie do stosunków zależności, władza jest z konieczności rozzuchwalona, a podległość służalcza. Władza rozciąga się nie tylko na czyny człowieka, ale i na jego myśli. Pan patrzy na poddanego tylko z jednego punktu widzenia: ciało, umysł i wola składają się na całość, której istotę stanowi uzależnienie. Stąd płynie pogarda do wszystkiego, co znajduje się na niższych szczeblach w hierarchii społecznej, butne zarozumialstwo w stosunku do własnej osoby, brutalność wobec wszelkich prób oporu. Przyzwyczajanie do zależności wdraża do uniżoności, pochlebstwa, podłości, szalbierstwa, władza wszczepia pychę, próżność, okrucieństwo. W charakterze Polaka, który zakosztował jednego i drugiego, skupiają się niekiedy wszystkie wady im właściwie. Butnie rządzi ten, kto umie ugiąć posłusznie kark. Ten, kogo spotkała krzywda, przenosi ją na niższych od siebie.

krytykapolityczna.pl

Warto przytoczyć też badania prof. Rüdigera Lohlkera, który zajmuje się badaniem radykalizacji młodzieży muzułmańskiej w Europie. Jak wynika z jego ustaleń, osoby, które pochodzą z rodzin religijnych, są akulturowane religijnie od małego, chodzą do meczetu z rodzicami, obchodzą święta, nie radykalizują się. Radykalizują się osoby niereligijne, takie, które do pewnego momentu prowadzą życie rozbitków społecznych, zajmują się drobną przestępczością, chodzą do klubów, zażywają narkotyki, prowadzą życie absolutnie niezgodne z islamem. Później lądują w więzieniu i przechodzą przemianę pod wpływem radykalnych imamów. Ale to jest nikły odsetek. W Europie mamy 18 mln muzułmanów, ilu z nich się zradykalizowało?

AP: Możemy zatem mówić o sukcesie integracji, tyle że rozłożonej w czasie?

Jak najbardziej. Ci, którzy przyjechali w latach 60., wychowali dzieci, które poszły do szkoły i stały się normalnymi obywatelami tych państw. Podam przykład prof. Maleka Chebela, antropologa francuskiego, który zwrócił uwagę na fakt, że kiedy na przedmieściach Paryża palono samochody, to nie stało się tak z powodu islamu. Młodzi ludzie z przedmieść – tak się składa, że też muzułmanie – przejęli po prostu typowe zachowanie francuskich chuliganów. Turcy w Niemczech nie palą samochodów podczas protestów. W tym sensie muzułmanie nawet w swoim proteście udowodnili, że są zintegrowani, bo nie różnią się od swoich francuskich kolegów.

kulturaliberalna.pl

piątek, 21 lipca 2017


Chociaż głównymi przyczynami ogólnoświatowej epidemii otyłości są niewłaściwa dieta i brak aktywności fizycznej, naukowcy wykazali, że pewną rolę może również odgrywać zanieczyszczenia środowiska. Nowe badanie dowodzi, że w warunkach laboratoryjnych niewielkie ilości zawierającego tego rodzaju zanieczyszczenia kurzu domowego mogą pobudzać komórki tłuszczowe do gromadzenia większej ilości trójglicerydów.

Substancje powodujące zaburzenia endokrynologiczne (EDC) są syntetycznymi lub naturalnie występującymi związkami, które mogą zakłócać działanie hormonów wydzielanych przez organizm lub naśladować je.

EDC, takie jak środki zmniejszające palność, ftalany i bisfenol-A, są znane ze względu na ich potencjalny wpływ na funkcje reprodukcyjne, układ nerwowy i odporność.

Badania na zwierzętach sugerują jednak również, że narażenie na działanie niektórych EDC we wczesnej fazie życia może powodować przyrost masy ciała w późniejszym okresie. Dlatego nazwano je „obesogenami”, czyli powodującymi otyłość. Niektórzy producenci ograniczyli stosowanie EDC, ale wiele nadal jest powszechnie stosowanych w produktach konsumpcyjnych.

Jeśli EDC wejdą w skład kurzu, mogą być wdychane, spożywane lub wnikać przez skórę. Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (U.S. Environmental Protection Agency) ocenia, że przeciętne dziecko zjada codziennie 50 miligramów kurzu domowego.

(...)

Spośród 44 rodzajów zanieczyszczeń wykrytych w domowym kurzu najsilniejszy wpływ na komórki wywarły piraklostrobina (pestycyd), obniżający palność TBPDP oraz DBP, powszechnie stosowany plastyfikator. Zdaniem autorów sugeruje to, że mieszanina tych chemikaliów w kurzu domowym pobudza gromadzenie się trójglicerydów i rozwój komórek tłuszczowych. Widoczny efekt mogą dać już 3 mikrogramy kurzu – to ilość znacznie mniejsza niż typowe „spożycie” przez dzieci. Kurz domowy może zaburzać metabolizm zarówno dzieci, jak i dorosłych.

naukawpolsce.pap.pl

Oceany chronią nas przed globalnym ociepleniem.

- Magazynują większość gazów cieplarnianych emitowanych przez ostatnie setki lat. Oceany przyjęły ok. połowy dwutlenku węgla, który wypuściliśmy do atmosfery od czasu rewolucji przemysłowej z XIX w. Do tego trzeba jeszcze dołożyć niezliczone masy metanu, dla atmosfery dwadzieścia razy bardziej niebezpiecznego niż CO2. Żeby oceany mogły wrócić do swojego naturalnego stanu sprzed rewolucji przemysłowej, prawdopodobnie potrzebowałyby tysięcy lat.

Twoim zdaniem tym, co ostatecznie przetrwa po katastrofie ekologicznej, którą właśnie sobie fundujemy, będą meduzy. Dlaczego?

- Gazy cieplarniane, które absorbowane są przez morza i oceany powodują, że woda w nich staje się coraz bardziej zakwaszona. To doprowadzi do wyginięcia skorupiaków, krylu i planktonu, które są pożywieniem dla dużych i małych zwierząt. W dodatku globalne ocieplenie dramatycznie zredukuje zawartość tlenu w atmosferze. Dlatego organizmy, także te żyjące w oceanie, wyginą. Wszystkie poza meduzami, bo one prawie w ogóle nie potrzebują tlenu do oddychania.

Wspominasz w książce o szóstej fazie ery masowego wymierania.

-  Jesteśmy świadkami okresu w naszych dziejach, kiedy tak wiele gatunków doprowadziliśmy na skraj wyginięcia, albo już je wybiliśmy, że naukowcy mówią o ich masowym wymieraniu. Przyrównują go do takich kataklizmów z naszej historii jak uderzenie asteroidy, która spowodowała wyginięcie dinozaurów i była jedną z faz masowego wymierania, ale trwała kilkaset lat. Wygląda na to, że z powodu przeludnienia, zanieczyszczenia i nadmiernej eksploatacji paliw kopalnych sprowadzimy na siebie zagładę szybciej niż asteroida.

gazeta.pl

Michał Rachoń zaprosił do programu w TVP Info Jacka Posobca. To amerykański dziennikarz, znany przede wszystkim jako… internetowy troll i propagator teorii spiskowych. Tymczasem w Telewizji Publicznej wystąpił w roli eksperta.

Posobiec został przedstawiony w TVP jako autor książki „Citizens for Trump”, twórca filmowy i działacz polityczny partii republikańskiej. W rzeczywistości jest aktywistą „alt-right”, skrajnie prawicowego ruchu, znanego z prowokacji i rozpowszechniania spiskowych teorii. Sławę zdobył głównie dzięki roli w rozpowszechnianiu „MacronLeaks”, wycieku domniemanych wiadomości francuskiego prezydenta w przeddzień drugiej tury wyborów prezydenckich. Sugerował ponadto, że Macron w bardzo młodym wieku został wynaleziony przez elity, które karmią go narkotykami, by „robić z nim co chcą”.

wiesci24.pl

wtorek, 11 lipca 2017


Z raportu Banku Światowego wynika, że straty PKB Syrii od początku wojny w 2011 roku można oszacować na 226 mld dol., czyli prawie cztery razy tyle, co cały roczny syryjski PKB w 2010 roku.

Podano, że w działaniach zbrojnych zniszczono 27 proc. zasobu mieszkań i ok. połowę placówek służby zdrowia oraz edukacyjnych. W latach 2010-15 gospodarka straciła ok. 538 tys. miejsc pracy. Ponad trzy czwarte Syryjczyków w wieku produkcyjnym nie pracuje ani nie chodzi do żadnej szkoły.

W raporcie podkreślono szkody wyrządzone syryjskiej służbie zdrowia, podkreślając, że więcej osób zmarło na skutek jej upadku niż w działaniach zbrojnych.

"Załamanie systemów organizujących społeczeństwo i gospodarkę, jak również (brak) zaufania między ludźmi, wywarły większy wpływ ekonomiczny niż fizyczne zniszczenie infrastruktury" - wskazuje Bank Światowy.

bankier.pl

„Wystarczy tylko chcieć” – to stwierdzenie pokazuje niemalże religijną wiarę, że ciężka praca i wrodzone zdolności zaprowadzą nas na sam szczyt. Wystarczy się nie obijać, porządnie przyłożyć, aby zajść wysoko. Tym właśnie jest merytokracja – przekonaniem, że ludzie utalentowani i pracowici są w stanie nie tylko sami pokonać społeczne nierówności, ale w ogóle wszelkie kłody rzucane im pod nogi przez los. Przecież na swoją pozycję pracujemy sami, sobie ją zawdzięczamy i dostajemy od życia to, na co zasługujemy, czyż nie?

(...) Już w 1954 roku brytyjski socjolog Michael Young napisał książkę The Rise of the Meritocracy, w której nakreślił przyszłą dystopię. Opisał społeczeństwo, w którym najbardziej inteligentni i najzdolniejsi są wybierani na najważniejsze pozycje w życiu publicznym, aby ostatecznie przekształcić się w perwersyjną oligarchiczną kastę. Jego książka była ostrzeżeniem przed merytokracją. Merytokracja jest w rzeczywistości zasłoną dymną, chroniącą dziedziczone przywileje.

Przykładów nie musimy szukać daleko. Na początku lat dziewięćdziesiątych Petr Čermák, wiceprzewodniczący czeskiej Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), tak podsumował przebieg transformacji ustrojowej po upadku komunizmu: „Kurwa, tutaj się właśnie rozdaje ludziom majątki na tysiąc lat. Kasą was wszystkich pokonamy”. Pięknie ilustruje to ówczesną sytuację, w której Czechy przypominały Dziki Zachód, a ci najsprytniejsi dorabiali się naprawdę wielkich majątków. Jak później napisał ekonomista Miloš Pick, czeską gospodarką zaczęło faktycznie rządzić około pięciuset rodzin, które dorobiły się w latach dziewięćdziesiątych. Fundament przyszłej „merytokracji”.

Najlepiej jest urodzić się w dobrej rodzinie i pouczać innych, że swoją pozycję zawdzięczasz tylko i wyłącznie swojej ciężkiej pracy i wrodzonym zdolnościom. Przegrani cię nie interesują. Co z tego, że w Czechach podwoiła się liczba wykluczonych społecznie miejsc? Albo że setki tysięcy osób żyją na granicy minimum socjalnego (i niewiele brakuje im do popadnięcia w nędzę)?

(...)

Szereg badań pokazuje, że dzieci, które już na starcie zajmują niską społeczną pozycję, bez pomocy nie mają szansy na zmianę swojej sytuacji i prawdopodobnie pozostaną biedne przez resztę życia. Dzieci dobrze sytuowanych rodziców już na start mają większy kapitał społeczny i kulturowy, lepsze warunki rozwoju i co za tym idzie większe szanse na osiągnięcie sukcesu w życiu – nie mówiąc o kontaktach i znajomościach. Jeżeli masz dużo pieniędzy, łatwiej będzie ci mieć ich jeszcze więcej. Jeżeli pieniędzy nie masz – pretensje możesz mieć tylko do siebie, bo nie starasz się wystarczająco mocno. Na przykład w Wielkiej Brytanii tylko dziesięć procent ludzi z najniższych warstw społecznych dostanie się na uniwersytet. Z górnych warstw – aż osiemdziesiąt.

krytykapolityczna.pl

piątek, 7 lipca 2017


Istnieją też antypody przewrotności, jej zaprzeczenie, wyjałowiony ze wszelkiej wieloznaczności wygłup: prowokacja o subtelności wyuczonych na pamięć bon motów ministra Błaszczaka, skecz studenckiego kabaretu, narysowany w zeszycie do matmy pisior. Tym wszystkim jest „Putin Interviews” – czterogodzinny wywiad Olivera Stone'a z prezydentem Władimirem Władimirowiczem Putinem. Film miał niedawno premierę w USA, a z lekkim opóźnieniem (lecz wielką pompą) wyświetlany był też w rosyjskiej telewizji, tuż po wieczornych wiadomościach.

(...)

Stone pyta Putina, niemalże dosłownie, czy jest świetnym przywódcą i uczciwym człowiekiem, a Putin – momentami z autentycznym zażenowaniem – musi się w odpowiedzi zgadzać, że owszem, jest świetnym przywódcą i uczciwym człowiekiem, a do tego kocha swoją rodzinę i rosyjski naród w ogóle. Wybór pytań, jakie padają w wywiadzie, daje zresztą lepszy obraz jakości całego materiału niż jakakolwiek recenzja. Stone pyta, czy Putin zgodzi się z twierdzeniem, że jest dobrym menadżerem firmy o nazwie Rosja (Putin zgadza się). Stone pyta, czy Putin potępia zaangażowanie George'a Sorosa i różnych międzynarodowych organizacji na Ukrainie (Putin potępia). Stone pyta, czy Ameryka bardziej szkodzi Rosji, niż Rosja szkodzi Ameryce (Stone zgadza się sam ze sobą, Putin odpowiada wymijająco).

dwutygodnik.com

Konstytutywnym elementem polskiej prawicy jest poczucie bycia wiecznie zaszczutym i prześladowanym. Dotyczy to zwłaszcza generacji ukształtowanej w latach 90. i nieco młodszej. Zgodnie z tym myśleniem, choćbyśmy mieli wszystko, to i tak będziemy się postrzegać jako ostatni oddział powstańców styczniowych przebiegający gdzieś po mokradłach.

Ma to również szerszy wpływ na myślenie o sprawach międzynarodowych, o czym pisałem w eseju „Sarmaci w świecie w wiecznej Jałty”. Nie dotyczy zresztą tylko prawicy, ale w pewnym stopniu Polaków w ogóle. Towarzyszy nam nieustanne oczekiwanie, że wkrótce zostaniemy zdradzeni, lub przekonanie, że jesteśmy zdradzani cały czas.

kulturaliberalna.pl