wtorek, 5 maja 2026



Ogłoszony przez prezydenta Donalda Trumpa "Projekt Wolność" zakładał koordynację ruchu statków przez cieśninę Ormuz, jednak nie przewidywał zapewnienia im wojskowej eskorty — poinformował wcześniej "Wall Street Journal". Mimo to w operacji brały udział amerykańskie siły zbrojne stacjonujące w regionie.

Specjalna operacja USA trwała zaledwie dwie doby. W tym czasie jedynie dwa statki handlowe pod amerykańską banderą przepłynęły bezpiecznie przez cieśninę Ormuz.

Donald Trump ogłosił w nocy z wtorku na środę, że projekt zostaje wstrzymany na prośbę Pakistanu i innych państwa, a także w oparciu o "ogromny sukces militarny, jaki został odniesiony podczas kampanii przeciwko Iranowi".

"Poczyniliśmy ogromne postępy w kierunku pełnego i ostatecznego porozumienia z przedstawicielami Iranu, wspólnie uzgodniliśmy, że chociaż blokada pozostanie w pełnej mocy, Projekt Wolność zostanie wstrzymany na krótki czas, aby sprawdzić, czy porozumienie zostanie sfinalizowane i podpisane" — napisał prezydent USA na platformie Truth Social, nie podając dodatkowych wyjaśnień.

onet.pl


Ogłoszona "Operacja Wolność" miała pomóc USA w zapewnieniu tankowcom bezpiecznej trasy przez częściowo zaminowaną cieśninę. Jednak Iran zaatakował tankowce, instalacje naftowe w Emiratach i wystrzelił rakiety w kierunku amerykańskich okrętów wojennych.

Trump opublikował wprawdzie, jak zwykle, pewny siebie post-fotomontaż na platformie Truth Social, że to on ma wszystkie karty w ręku. Jednak w politycznych kuluarach w Waszyngtonie od dawna rozbrzmiewa inne słowo: "Quagmire", czyli bezkresne bagno wojenne. Trump najwyraźniej nie znajduje się w tym konflikcie tam, gdzie chciałby być. Pomimo sukcesów militarnych w dziesiątkowaniu sił zbrojnych Iranu i jego kierownictwa.

(...)

Wygląda na to, że republikanin, którego partii grozi porażka w listopadowych wyborach uzupełniających do Kongresu, chce z całych sił jak najszybciej wycofać się z konfliktu na Bliskim Wschodzie. Prawdopodobnie właśnie dlatego reakcje na nową irańską agresję w poniedziałek były raczej powściągliwe. "Kilka strzałów" — napisał chłodno Trump.

(...)

W każdym razie: żądając, by Iran zrezygnował z programu broni jądrowej, Waszyngton jasno sformułował zarówno najważniejszy powód wojny, jak i główne żądanie wobec Teheranu.

Administracja Trumpa sięga po wszelkie środki, "by zmusić Iran do rezygnacji ze wzbogaconego uranu", mówi Erb. Ogólnie opisuje dylemat Trumpa w następujący sposób. — Chce ogłosić zwycięstwo, ale jednocześnie obawia się upokorzenia — przekonuje analityk.

Jedno z narzędzi nacisku okazuje się jednak skuteczne: równoczesna blokada portów irańskich przez USA, która dławi eksport ropy przez Iran, będący najważniejszym źródłem dochodów walutowych reżimu.

— Amerykańska blokada irańskich portów już działa — mówi analityk Frank Walbaum z platformy handlowej "Naga". — Nie zatrzymała ona wprawdzie całkowicie irańskiego eksportu energii, ale znacznie go utrudniła.

onet.pl\BILD


Z początkiem maja uderzenia rosyjskich dronów, dotychczas prowadzone głównie w porze nocnej, nabrały charakteru całodobowego, a liczba użytych bezzałogowców wzrosła. Przyczyniło się to do zmian w komunikatach ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych (DSP), które zaczęły się ukazywać dwukrotnie w ciągu dnia. Ponadto, począwszy od 2 maja, nie wyszczególnia się w nich liczby dronów uderzeniowych („szahedów”) w ogólnej puli użytych przez Rosjan bezzałogowców. Od wieczora 28 kwietnia do rana 5 maja mieli oni wykorzystać łącznie 2295 dronów uderzeniowych bądź ich imitatorów, a obrońcy zneutralizować 2044. Oznacza to, że w obiekty na terenie Ukrainy mogło uderzyć ponad 250 „szahedów” (DSP podaje na ogół niższą liczbę trafień, jednak w ostatnich dniach nie przedstawiło pełnych statystyk w tym zakresie). Agresor miał także wykorzystać 22 rakiety, z których obrońcy zadeklarowali zestrzelenie pięciu lub sześciu. Po raz kolejny dał o sobie znać niedobór środków umożliwiających skuteczne zwalczanie pocisków balistycznych Iskander-M, czyli systemów Patriot i rakiet do nich. Z 17 Iskanderów tylko jeden udało się zestrzelić bądź zakłócić jego lot (informacje w tej kwestii nie są jednoznaczne). 1 maja prezydent Zełenski zapowiedział wzmocnienie obrony powietrznej Dniepru i Odessy, ale wymienił w tym kontekście jedynie dodatkowe załogi oraz radary i systemy walki radioelektronicznej.

Ukraińskie drony uderzyły w kolejne obiekty rosyjskiej infrastruktury paliwowej. W Permie uszkodzone zostały instalacje pompowni ropy Transniefti i rafineria Łukoil-Piermnieftieorgsintiez (odpowiednio 29 i 30 kwietnia). 29 kwietnia zaatakowano rafinerię Orsknieftieorgsintiez w Orsku w obwodzie orenburskim, a jeden z lecących w jej kierunku bezzałogowców spadł w Kazachstanie. Tego samego dnia w rejonie Tuapse dron nawodny trafił w zbiornikowiec „Marquise” pod banderą Kamerunu, a 1 maja po raz kolejny zaatakowany został tamtejszy terminal przeładunkowy, gdzie znów wybuchł pożar (poprzedni, będący skutkiem ataku z 28 kwietnia, ugaszono po dwóch dobach). Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowała ponadto, że trafiona została rafineria w Tuapse. 3 maja ponownie zaatakowano także terminal Transniefti w Primorsku, gdzie doszło do pożarów.

Prezydent Zełenski zakomunikował, że w Primorsku trafione zostały korweta rakietowa typu Karakurt przenosząca pociski manewrujące Kalibr, jednostka patrolowa oraz zbiornikowiec, a w Noworosyjsku – dwa zbiornikowce, co miało być efektem wspólnej operacji SBU, wywiadu wojskowego (HUR), Sił Systemów Bezzałogowych i Sił Operacji Specjalnych. Doniesienia ukraińskiego przywódcy nie znalazły dotąd żadnego potwierdzenia. 5 maja trafienia odnotowano w Kiriszy​​​​​​​ w obwodzie leningradzkim (celem była najprawdopodobniej tamtejsza rafineria) oraz w Czeboksarach w Czuwaszji (ukraiński pocisk manewrujący FP-5 Flamingo miał uderzyć w rejonie zakładów WNIIR-Progress).

4 maja spadający ukraiński dron uderzył w wieżowiec w Moskwie, ok. 6 km od Kremla, co stanowiło spektakularny efekt trwających od początku tego miesiąca zmasowanych ataków na rosyjską stolicę. Był to pierwszy od marca 2025 r. przypadek, że bezzałogowiec przedarł się przez obronę powietrzną na obrzeżach Moskwy i spadł dopiero na terenie miasta. Od lata 2023 r., kiedy to ukraińskie drony kilkukrotnie trafiły w budynki na terenie stolicy Rosji, najeźdźcom udało się zbudować wokół niej stosunkowo szczelną osłonę. Zgodnie z danymi rosyjskimi w dniach 1–4 maja Ukraińcy wykorzystali do ataków na terytorium FR i na obszary okupowane (z wyłączeniem strefy frontowej) ponad 2 tys. dronów. Rekordową ich liczbę – co najmniej 740 (tyle ukraińskich bezzałogowców miało zostać unieszkodliwionych według resortu obrony FR) – mieli użyć 3 maja, zaś 2 i 4 maja po ok. 500. Przyjmując za wiarygodne podawane przez obie strony dane o liczbie użytych przez przeciwnika środków napadu powietrznego, oznaczałoby to, że ukraińskie ataki na cele w Rosji są znacznie mniej efektywne od rosyjskich uderzeń na Ukrainę. Należy przy tym podkreślić, że ukraińska obrona powietrzna funkcjonuje w warunkach niedoboru środków rażenia, głównie rakiet do systemów Patriot.

osw.waw.pl


Sondaż przeprowadzony przez bezpartyjną organizację Generation Lab, udostępniony na wyłączność serwisowi POLITICO, stanowi dla Republikanów wyraźny sygnał ostrzegawczy.

Wynika z niego, że młodzi Amerykanie planują w listopadzie zagłosować na Demokratów w proporcji 52 proc. do 19 proc. W podziale na partie dane wskazują, że Partia Republikańska ma poważny problem z bazą wyborczą: zaledwie 58 proc. młodych wyborów Republikanów twierdzi, że zagłosuje na tę partię, a prawie jedna trzecia wybiera opcję "ani jedna, ani druga" lub "nie będę głosować". Dla porównania, 85 proc. młodych Demokratów zamierza udać się do urn, aby oddać głos na swoją partię.

Podobnie jak w 2024 r., głębokie niezadowolenie ze stanu gospodarki napędza gniew wobec partii rządzącej. Obecnie 81 proc. młodych Amerykanów ocenia warunki gospodarcze w USA jako złe lub fatalne — w tym 68 proc. Republikanów. Im młodsza grupa wiekowa, tym mniejszy optymizm.

Respondenci obarczają winą głównie prezydenta Donalda Trumpa — 41 proc. osób, które negatywnie oceniają gospodarkę, wskazuje jego jako głównego winowajcę, a 9 proc. wybiera republikańskich kongresmanów. Nie chodzi jednak tylko o Partię Republikańską: kolejne 31 proc. wskazuje na chciwość korporacji i dużych przedsiębiorstw. Zaledwie 6 proc. obwinia Joe Bidena lub demokratycznych kongresmenów.

Pod wieloma względami wyniki sondaży wydają się stanowić lustrzane odbicie trudności, z jakimi borykali się Demokraci w cyklu wyborczym 2024 r., gdy badania wskazywały, że wyborcy nie odczuwali na własnej skórze pozytywnego obrazu gospodarki przedstawianego przez administrację Bidena.

(...)

Partia Republikańska stawia czoła negatywnym nastrojom dotyczącym sytuacji gospodarczej, przekonując wyborców, że to właśnie ona naprawia bałagan pozostawiony przez Demokratów. Zgodnie ze strategią Trumpa na 2024 r. Republikanie podwoili wysiłki na TikToku i w innych mediach społecznościowych, gdzie docierają do młodych ludzi tam, gdzie oni przebywają. Partia doszła do wniosku, że skuteczne są zarówno bezpośrednie przemowy kandydatów do wyborców, jak i proamerykańskie treści, które mogą w naturalny sposób stać się viralowe — na przykład misja Artemis II czy obchody 250-lecia USA.

— Po latach gwałtownie rosnących kosztów i niepewności gospodarczej pod rządami Joego Bidena i Demokratów, w połączeniu z alienującą, oderwaną od rzeczywistości retoryką lewicy, młodzi Amerykanie mają dość pustych obietnic — powiedziała rzeczniczka prasowa RNC [Krajowy Komitet Partii Republikańskiej] Kiersten Pels. — Chcą realnych rezultatów, a Republikanie przemawiają do nich bezpośrednio, w sposób, który znajduje oddźwięk — dodała.

onet.pl\Politico


Osobno w raporcie opisano konflikt wewnątrz bloków siłowych po zabójstwie przez ukraińskie służby specjalne w grudniu 2025 r. generała Faniła Sarwarowa. Pełnił on funkcję szefa departamentu przygotowania operacyjnego Sztabu Generalnego rosyjskiej armii.

Podczas spotkania na Kremlu szef Sztabu Generalnego Walerij Gierasimow ostro skrytykował szefa FSB Aleksandra Bortnikowa za niezdolność do ochrony wojskowych. Bortnikow w odpowiedzi powołał się na brak zasobów i ludzi. Po tym spotkaniu Putin zlecił przedstawienie konkretnych rozwiązań, rozszerzył uprawnienia Federalnej Służby Ochrony i objął wzmocnioną ochroną kolejnych dziesięciu wysokich rangą generałów.

Według raportu wzmocniona została również ochrona samego Putina. W domach pracowników z najbliższego otoczenia Putina zainstalowano dodatkowe systemy monitoringu. Personelowi rezydencji Putina (kucharzom, ochroniarzom i fotografom) zabroniono korzystania z transportu publicznego oraz używania telefonów z dostępem do internetu. Goście rosyjskiego prezydenta są teraz sprawdzani dwukrotnie.

Ochrona Putina znacznie ograniczyła również liczbę miejsc, które prezydent regularnie odwiedza. Według danych europejskiego wywiadu on i jego rodzina przestali odwiedzać rezydencje pod Moskwą i w mieście Wałdaj. W 2026 r. Putin nie odwiedzał obiektów wojskowych, choć wcześniej robił to regularnie. Od początku wojny na Ukrainie Putin spędza po kilka tygodni w dobrze zabezpieczonych bunkrach.

onet.pl\The Moscow Times


Amerykański przywódca we wtorek 5 maja został zapytany, czy w obliczu wysokiej inflacji w Iranie i pogłębiającego się tam kryzysu gospodarczego pozwoli na upadek irańskiego systemu ekonomicznego. - Tak myślę, bo sprawiamy, że upada. Mam nadzieję, że upadnie. Wiesz dlaczego? Bo chcę wygrać - powiedział Trump. Jak ocenił, taki koniec wojny byłby lepszy niż "pójście tam i zabijanie ludzi". Zdaniem polityka z powodów kłopotów finansowych i sankcji USA reżim w Teheranie nie jest w stanie płacić swoim żołnierzom, a rzeczywista inflacja w Iranie sięga 150 proc.

Trump ocenił przy tym, że koszt gospodarczy wojny dla USA jest do tej pory znacznie niższy, niż oczekiwał. Jak powiedział, spodziewał się, że ceny ropy naftowej, obecnie oscylujące w granicach 100-110 dolarów za baryłkę, osiągną poziom 200, a nawet 300 dolarów. - A to bardzo mała cena /!!! - red./ za pozbycie się broni jądrowej z rąk ludzi, którzy są naprawdę chorzy - dodał.

Prezydent USA zapewnił, że Iran chce zawarcia porozumienia, lecz przyznał, że irytuje go to, że irańscy negocjatorzy co innego mówią prywatnie, a co innego publicznie. - Nie lubię, że mówią do mnie z ogromnym szacunkiem, a później idą do telewizji i mówią "nie rozmawialiśmy z prezydentem" - powiedział republikanin i ocenił, że są to "gierki" Iranu.

Prezydent zapowiedział też, że będzie rozmawiał o wojnie z Iranem w przyszłym tygodniu w Chinach, gdzie spotka się z przywódcą ChRL Xi Jinpingiem. Podkreślił, że Xi "z szacunkiem" i "miło" zachowuje się wobec Stanów Zjednoczonych w obliczu wojny, mimo że Pekin otrzymuje większość dostaw ropy naftowej z regionu Zatoki Perskiej. - Nie rzucają nam wyzwania. (...) Jest bardzo miły - powiedział Trump. Dodał, że zaproponował Chinom, by kierowały swoje tankowce do Stanów Zjednoczonych i kupowały amerykańską ropę.

Prezydent USA wcześniej ostrzegał Chiny, by nie wysyłały broni Iranowi. Potem przyznał, że Pekin pomaga Iranowi, lecz nie na taką skalę, na jaką by mógł.

PAP

poniedziałek, 4 maja 2026



W kwietniu przywóz ropy ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich do Tajlandii spadł w porównaniu z lutym o ponad połowę — do 160 tys. baryłek na dobę. Natomiast import z Arabii Saudyjskiej zmniejszył się w marcu o 43 proc. Żeby nadrobić braki, Tajlandia szybko zwiększyła import z alternatywnych źródeł. Dostawy z Brunei do tego kraju wzrosły z zera w lutym do 71 tys. baryłek dziennie. To najwyższy poziom od 2018 r. Przywóz z Libii osiągnął 113 tys. baryłek dziennie, co oznacza wzrost o 28 proc. względem lutego i o 54 proc. rok do roku.

Minister spraw zagranicznych i wicepremier Tajlandii Sihasak Phuangketkeow powiedział, że kraj aktywnie dywersyfikuje dostawców. — Tajlandia poszukuje również ropy z kilku źródeł, w tym Brazylii, Nigerii i Kazachstanu, i spotykamy się z dobrym odzewem — powiedział.

W najtrudniejszej sytuacji znalazł się Wietnam. Przed wybuchem wojny aż 80 proc. całego importu ropy do tego państwa pochodziło z Kuwejtu. Po zablokowaniu cieśniny Ormuz eksport z tego kraju praktycznie ustał. Wietnamski import ropy znacząco spadł w porównaniu z ubiegłym rokiem — z 375 tys. baryłek na dobę w lutym do 159 tys. w kwietniu. W odpowiedzi Wietnam zaczął sprowadzać surowiec z Angoli, Argentyny, Wybrzeża Kości Słoniowej, a od kwietnia także ze Stanów Zjednoczonych.

Według analityczki z firmy Kpler Muyu Xu rafinerie w regionie będą także "aktywnie poszukiwać rosyjskiej ropy jako najłatwiej dostępnej alternatywy".

businessinsider.com.pl


By to zrozumieć, trzeba się cofnąć do 25 listopada 2006 r., kiedy został zatrzymany na Litwie prowadzący działania wywiadowcze przeciwko Polsce obywatel Białorusi Siergiej Monicz. Po przekazaniu Polsce został on skazany w naszym kraju na 5,5 roku więzienia.

W praktyce tajnych służb zasadą jest, że doprowadza się do wymian szpiegów, przy czym nie zawsze są to wymiany jednych agentów na drugich. Czasem w zamian za osobę idzie się na ustępstwa natury politycznej. Praktyka ta ma na celu zmniejszenie ceny, którą płacą współpracownicy własnych służb w razie złapania na terytorium przeciwnika.

Zgodnie z tą zasadą białoruskie władze bardzo intensywnie starały się doprowadzić do wymiany Monicza. Oferty składane przez Mińsk były bardzo hojne. Więcej na ten temat niestety nie mogę napisać, gdyż w tamtym okresie nie byłem jeszcze dziennikarzem, a dyplomatą i pełniłem funkcję chargé d’affaires RP na Białorusi. Wiąże mnie więc tajemnica państwowa.

Mogę natomiast napisać, tajemnicy nie łamiąc, że gdy Polska nie zgodziła się na proponowane przez stronę białoruską rozwiązania, ówczesny szef administracji prezydenta Białorusi, czyli tak naprawdę człowiek numer dwa w państwie, Władimir Makiej, powiedział mi, że Białorusini zapamiętają to, że Polska nie zgodziła się na wymianę i w swoim czasie się zemszczą.

Siergiej Monicz postanowieniem Sądu Okręgowego w Warszawie został warunkowo zwolniony z więzienia 28 grudnia 2011 r. Postanowienie sądu publikujemy dzięki uprzejmości dziennikarza śledczego Jarosława Jakimczyka, który zdjęcie postanowienia sądu udostępnił redakcji Onetu.

Siergiej Monicz w polskim więzieniu spędził dokładnie 1859 dni. To bardzo ważny fakt.

Andrzej Poczobut, który w odróżnieniu od Monicza szpiegiem nie był, został aresztowany 25 marca 2021 r. Wolność odzyskał 28 kwietnia 2026 r. W więzieniu spędził więc… 1859 dni.

O tę zbieżność Onet spytał dwóch byłych szefów polskich służb specjalnych, wywodzących się z dwóch całkowicie przeciwnych obozów politycznych. Zarówno były szef Wojskowych Służb Informacyjnych, gen. Marek Dukaczewski, jak i były szef Agencji Wywiadu, płk Grzegorz Małecki, zgodnie stwierdzili, że zasadą poradzieckich służb specjalnych jest to, że z zemsty nie rezygnują nigdy, ale też że zemsta realizowana jest w tak precyzyjny i wręcz lustrzany sposób, by druga strona wiedziała, że jest to zemsta i za co.

W opinii obydwu rozmówców fakt, iż Białorusini zwolnili Poczobuta po dokładnie tylu dniach pozbawienia wolności, ile spędził w polskim więzieniu Monicz, nie może być przypadkiem.

onet.pl


Prokuratura Generalna złożyła pozew o przejęcie na rzecz państwa pakietu kontrolnego akcji Rusagro — jednego z największych w kraju holdingów agroprzemysłowych, który zajmuje drugie miejsce w produkcji wieprzowiny, trzecie w produkcji cukru i posiada ponad 700 tys. ha ziemi rolnej.

Pozew dotyczący przejęcia 469 mln akcji Rusagro (ok. 49 proc. kapitału) od założyciela i głównego właściciela spółki, Wadima Moszkowicza, trafił do sądu rejonowego w moskiewskiej dzielnicy Chamowniki.

58-letni Moszkowicz, należący do grona 60 najbogatszych ludzi w Rosji z majątkiem szacowanym na 2 mld 900 mln dol. (prawie 12 mld zł), od wiosny ubiegłego roku przebywa w areszcie śledczym pod zarzutami oszustwa i wręczania łapówek.

Sukces ma wielu ojców, ale w Rosji jednego właściciela. Zwłaszcza gdy chodzi o naprawdę duże pieniądze.

Prokuratura domaga się konfiskaty akcji Rusagro należących bezpośrednio do Moszkowicza, a także tych zapisanych na jego żonę, partnerów biznesowych oraz powiązane z nim podmioty.

Ponadto państwo planuje przejąć jego środki finansowe w wysokości 14 mld rubli (ok. 630 mln zł), w tym gotówkę zabezpieczoną podczas przeszukania:
  • 29 mln 300 tys. rubli (ok. 1 mln 320 tys. zł),
  • 1 mln 800 tys. dol. (ok. 7 mln 200 tys. zł)
  • oraz 1 mln 600 tys. euro (prawie 7 mln zł).
Pełniąc funkcję senatora z obwodu biełgorodzkiego w latach 2006–2014, Moszkowicz — jak wynika z pozwu Prokuratury Generalnej — miał w szerokim zakresie wykorzystywać swoje wpływy polityczne oraz dostęp do aparatu administracyjnego państwa, aby wspierać rozwój własnego imperium biznesowego.

Chodziło nie tylko o formalne decyzje, ale również o nieformalne oddziaływanie na urzędników i instytucje publiczne, co pozwalało mu kształtować korzystne dla siebie rozstrzygnięcia. W szczególności miał doprowadzić do przekazania na rzecz powiązanych z nim podmiotów rozległych terenów rolnych w regionie, często na preferencyjnych warunkach lub w trybie budzącym wątpliwości.

W efekcie tych działań zasoby ziemi należące do Rusagro — czyli tzw. bank ziemi spółki — zwiększyły się aż dziesięciokrotnie, co znacząco umocniło jej pozycję na rynku i umożliwiło dynamiczną ekspansję działalności.

Dodatkowo, według materiałów sprawy przywoływanych przez agencję Interfaks, Moszkowicz miał stosować mechanizmy pozwalające na transferowanie znacznej części zysków spółki poza granice kraju. W praktyce oznaczało to korzystanie z sieci podmiotów zarejestrowanych w jurysdykcjach offshore, które służyły jako pośrednicy w przepływie środków finansowych.

Tego rodzaju struktury umożliwiają ograniczenie obciążeń podatkowych, ale w tym przypadku — jak twierdzi prokuratura — ich posiadanie i kontrola nie były ujawniane w oficjalnych deklaracjach podatkowych. W rezultacie część dochodów mogła pozostawać poza rosyjskim systemem fiskalnym, co stanowi jeden z kluczowych zarzutów w toczącym się postępowaniu.

Aktywami Moszkowicza zainteresowany jest klan Patruszewów, który — jak wcześniej informowało źródło "Nowej Gaziety" na rynku rolnym — dąży do przejmowania dużych przedsiębiorstw z sektora spożywczego i rolniczego. Według tego źródła Rusagro, z rocznymi przychodami rzędu 400 mld rubli (ok. 18 mld zł) i kapitalizacją sięgającą niemal 100 mld rubli (ok. 4 mld 500 mln zł), od dawna była celem potencjalnej konfiskaty.

Pod naciskiem władz, które wpisały Rusagro na listę przedsiębiorstw strategicznych i groziły uznaniem samego Moszkowicza za "zagranicznego agenta", biznesmen dobrowolnie przeniósł swoje aktywa z Cypru do Rosji.

Nie uchroniło go to jednak przed konfiskatą, która może stać się jedną z największych od początku wojny.

Łącznie fala nacjonalizacji prywatnego biznesu w latach 2022–2025 objęła przedsiębiorstwa o łącznej wartości 4 bln rubli (ok. 180 mld zł) — informował w marcu prokurator generalny Aleksandr Gucan.

Wśród nich znalazło się około trzydziestu "strategicznych przedsiębiorstw" o wartości 2 bln 500 mld rubli (ok. 112 mld 500 mln zł). Według danych Rosimienia, do połowy marca 2026 r. w Rosji znacjonalizowano łącznie 805 firm.

onet.pl\The Moscow Times


Dowódca systemów bezzałogowych obrony powietrznej płk J.A. Czerewaszenko i rzecznik sił powietrznych, płk Jurij Ihnat dla Reuters.

Skuteczność systemów wojny elektronicznej, które zakłócają nawigację Shahedów, jest różna, ale w niektóre noce są one w stanie zneutralizować niemal połowę dronów wystrzelonych w trakcie. Drony przechwytujące zestrzeliwują obecnie 40 proc. rosyjskich dronów typu Shahed i innych dalekiego zasięgu. To wzrost w porównaniu z około 25 proc. zimą. Ukraińskie myśliwce F-16 również biorą udział w obronie i każdy z nich może zestrzelić nawet 10 Shahedów w ciągu jednej nocy. Jednym z największych wyzwań jest wykorzystywanie przez Rosję sztucznej inteligencji do tworzenia nowych tras lotu i taktyk, co utrudnia Ukrainie nadążanie za zmianami. Zwrócił też uwagę na stosowanie przez Rosjan „sieci mesh”, w których grupa dronów działa jako przekaźniki sygnału dla siebie nawzajem. Dzięki temu tworzą sieć rozciągającą się na ponad 120 km, co pozwala im pokonywać ukraińskie zakłócanie nawigacji. Pozytywnym aspektem jest to, że ukraińskie wysiłki w zakresie przechwytywania dronów zyskały nieoczekiwane wsparcie dzięki pracy zdalnej. Niektórzy z najlepszych pilotów latają teraz dronami-interceptorami zdalnie, przez łącze internetowe, z różnych regionów Ukrainy, błyskawicznie przełączając się między obrazami z kamer. Personel naziemny przygotowuje drony i anteny, ale sam pilot może znajdować się w dowolnym miejscu.

x.com/wojtekfalco


Armia nie radzi sobie z falą grabieży mienia cywilnego przez żołnierzy w Libanie i Strefie Gazy - informuje izraelski portal Ynet. Z relacji rezerwistów wynika, że rabunek opuszczonych domów odbywa się rutynowo, a dowództwo nie podejmuje działań dyscyplinarnych.

Według relacji publikowanych przez izraelskie media - zarówno liberalny i niszowy dziennik "Haarec", jak i najbardziej popularny izraelski portal Ynet - żołnierze wynoszą z libańskich wiosek niemal wszystko.

Na listach skradzionych przedmiotów znajdują się telewizory, motocykle, dywany, obrazy, sofy, pościel, a także sprzęt kuchenny, taki jak lodówki, tostery, czajniki, miksery, a nawet filiżanki. Jeden z żołnierzy rezerwy opisał, że widział jednostki ładujące na pojazdy całe zestawy mebli oraz biżuterię, a w innym wyznaniu pojawiła się informacja o kradzieży sztabek złota, kocy oraz prywatnych zdjęć.

Żołnierze wypowiadający się anonimowo dla izraelskich mediów opisują proceder jako jawny.

"Każdy, kto coś bierze - telewizory, papierosy, narzędzia - po prostu wkłada to do swojego pojazdu. Nikt tego nie ukrywa, wszyscy to widzą i rozumieją" - relacjonuje jeden z mundurowych w "Haarecu".

"W Strefie Gazy ktoś wsiadł do ciężarówki z kanapą, doszło tam do szalonej bójki. (…) Siedem miesięcy temu każda jednostka umeblowała sobie pomieszczenia wspólne sprzętami ze Strefy, całymi kompletami wypoczynkowymi" - powiedział inny żołnierz portalowi Ynet.

Podczas wojny w Strefie Gazy zjawisko grabieży miało osłabnąć - według źródeł Ynetu - jednak nie z powodu zaostrzenia rozkazów, lecz dlatego, że "zostało mało do zabrania".

Szef Sztabu Generalnego, Ejal Zamir, pod koniec kwietnia potępił rabunki, nazywając je "moralną plamą", jednak mimo tych deklaracji, żołnierze twierdzą, że dyscyplina nie jest egzekwowana. Choć niektórzy dowódcy niższego szczebla próbują interweniować - grożąc m.in. usunięciem z jednostki - większość ma przymyka oko na zachowanie podwładnych - wynika z raportu Ynet.

"Haarec" podkreśla, że dowódcy obawiają się wyciągania surowych konsekwencji wobec rezerwistów, by nie zniechęcać ich do służby, w czasie, kiedy armia odczuwa braki kadrowe. W efekcie, punkty kontrolne na granicy z Libanem, które miały zapobiegać wywożeniu łupów do Izraela, w wielu miejscach zostały zlikwidowane lub działają jedynie fasadowo.

Żołnierze tłumaczą swoje zachowanie na kilka sposobów. Wielu uważa, że skoro domy i tak zostaną zburzone lub zbombardowane, zabranie z nich mienia nie stanowi realnej szkody, inni postrzegają grabież jako formę "rekompensaty" za trudy wojny i osobiste koszty, jakie ponoszą jako rezerwiści.

Komentatorzy zauważają, że zjawisko grabieży to nie jest nowe w historii wojen toczonych przez Izrael. Podobne incydenty odnotowywano podczas konfliktów w 1948, 1956, 1967 roku oraz podczas pierwszej wojny libańskiej w 1982 roku. Zdaniem "Haareca" obecny problem wyróżnia się systemową biernością państwa. Rząd, choć oficjalnie nie zachęca do grabieży, nie podejmuje też realnych kroków, by je powstrzymać.

Oficjalne dane wojska mogą budzić wątpliwości co do skuteczności śledztw - w 2024 roku wpłynęło jedynie dziewięć zgłoszeń dotyczących grabieży w Strefie Gazy, z czego tylko jedno zakończyło się aktem oskarżenia - podał Ynet.

(...)

Z kolei trwająca obecnie izraelska inwazja na Liban jest związana z szerszą eskalacją po atakach USA i Izraela na Iran 28 lutego, po których libański Hezbollah włączył się do walk po stronie Teheranu.

PAP