czwartek, 8 stycznia 2026



Prezydent USA Donald Trump oświadczył w środę, że wątpi, by NATO stanęło w obronie Stanów Zjednoczonych, jednak zapewnił, że USA zawsze będą wspierać sojuszników z NATO. Dodał też, że gdyby nie on, to Rosja zdobyłaby już całą Ukrainę.

Trump wygłosił swoją opinię na temat Sojuszu Północnoatlantyckiego we wpisie na platformie Truth Social. Stwierdził w nim, że większość państw członkowskich "nie płaciła rachunków" dopóki on nie zainterweniował i "z szacunkiem skłonił ich do (wydawania) 5 proc. PKB" na obronność.

Dodał też, że bez jego zaangażowania Rosja "miałaby teraz CAŁĄ UKRAINĘ. Pamiętajcie też, że sam ZAKOŃCZYŁEM 8 WOJEN, a Norwegia, członek NATO, naiwnie postanowiła nie przyznać mi Pokojowej Nagrody Nobla".

"ROSJA I CHINY MAJĄ ZERO STRACHU WOBEC NATO BEZ STANÓW ZJEDNOCZONYCH I WĄTPIĘ, ŻE NATO POMOGŁOBY NAM, GDYBYŚMY NAPRAWDĘ GO POTRZEBOWALI" - oznajmił Trump. Dodał jednak, że USA "zawsze będzie wspierać NATO, nawet jeśli oni nie będą wspierać nas (USA)".

"Jedynym krajem, którego Chiny i Rosja boją się i szanują, są USA ODBUDOWANE PRZEZ DJT" - powtórzył.

Trump zamieścił swój wpis po tym, jak we wtorek premierka Danii Mette Frederiksen zasugerowała, że przejęcie Grenlandii przez USA będzie oznaczać koniec NATO.

Prezydent USA wielokrotnie wcześniej wyrażał wątpliwość co do tego, czy sojusznicy Ameryki stanęliby w jej obronie. Mimo to, jedyny przypadek zastosowania artykułu 5. o obronie wzajemnej przez NATO nastąpił w reakcji na zamachy terrorystyczne z 11 września 2001 roku, kiedy wraz ze Stanami Zjednoczonymi do Afganistanu weszły wojska szeregu państw NATO, w tym Polski i Danii.

PAP


Prezydent USA Donald Trump powiedział w środę, że nie pozwoli koncernom zbrojeniowym wypłacać dywidend akcjonariuszom i wysokich pensji kadrze kierowniczej, dopóki nie naprawią problemów ze zbyt wolną produkcją i serwisem uzbrojenia. Nakazał inwestycje w nowe zakłady produkcyjne.

Prezydent oznajmił we wpisie na swoim portalu społecznościowym, że "nie będzie dłużej tolerować" sytuacji, w której "dostawcy sprzętu obronnego wypłacają obecnie ogromne dywidendy swoim akcjonariuszom i dokonują masowych wykupów akcji kosztem inwestycji w zakłady i sprzęt".

"Firmy zbrojeniowe nie produkują naszego wspaniałego sprzętu wojskowego wystarczająco szybko, a po jego wyprodukowaniu nie jest on odpowiednio i szybko serwisowany. Od teraz kadra kierownicza musi budować NOWE i NOWOCZESNE zakłady produkcyjne, zarówno w celu dostarczania i konserwacji tego ważnego sprzętu, jak i w celu budowy najnowszych modeli przyszłego sprzętu wojskowego" - napisał Trump. "Dopóki tego nie zrobią, żaden dyrektor nie powinien mieć prawa do zarobków przekraczających 5 milionów dolarów (rocznie)" - dodał.

Zapowiedział też, że do tego czasu nie zezwoli firmom na skupowanie własnych akcji i wypłatę dywidend. Trump ogłosił, że dotyczy to wszystkich firm zbrojeniowych. Nie podał szczegółów dotyczących ani swoich żądań, ani tego, jak zamierza wprowadzić zakazy dla notowanych na giełdzie spółek. Koncerny zbrojeniowe są prywatnymi firmami, a rząd nie posiada w nich udziałów, choć w przeszłości Trump sugerował, że może przejąć część akcji firm takich jak Lockheed Martin. Ich dochody zależą jednak od zamówień i decyzji administracji.

Wypowiedź Trumpa jest kolejną krytyką jego administracji pod adresem gigantów zbrojeniowych. We wtorek w przemówieniu do republikańskich kongresmenów Trump narzekał, że firmy mają potężne zaległości produkcyjne, przez co wojsko i zagraniczni kontrahenci muszą latami czekać na zamówiony sprzęt. Wymienił w tym kontekście śmigłowce Apache produkowane przez Boeinga i skargi na daleki czas ich dostaw ze strony władz Indii.

W listopadzie sekretarz (minister) ds. sił lądowych Dan Driscoll oskarżył te firmy o "wrabianie" Pentagonu w zakup zbyt drogiego sprzętu i zapowiedział zwrot w kierunku pozyskiwania części sprzętu i komponentów od cywilnych firm komercyjnych oraz mniejszych firm zbrojeniowych.

PAP


(...)

KONTEKST OPERACYJNY

W nocy z 2 na 3 stycznia 2026 roku Stany Zjednoczone przeprowadziły operację militarną, której celem było wydobycie prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro z jego ufortyfikowanego kompleksu wewnątrz Fuerte Tiuna w Caracas

Operacja pod kryptonimem „Absolute Resolve" (Absolutna Determinacja/Rozstrzygnięcie) stała się bezprecedensowym przykładem wielodomenowej projekcji siły w realiach tego, co nazywam wojną zrównoważoną - konfliktem rozgrywanym równocześnie w domenie lądowej, morskiej, powietrznej, kosmicznej i cybernetycznej, gdzie decyduje precyzyjne uderzenie w krytyczny węzeł systemu, a nie klasyczna okupacja terytorium.
Generał Dan Caine, przewodniczący Połączonego Sztabu USA, określił „Absolute Resolve" jako operację „[...] dyskretną, precyzyjną, przeprowadzoną w najciemniejszych godzinach, będącą kulminacją miesięcy planowania i ćwiczeń - przedsięwzięcie, którego szczerze mówiąc tylko wojsko Stanów Zjednoczonych mogło się podjąć".
FAZA PRZYGOTOWAWCZA - PIĘĆ MIESIĘCY PRACY WYWIADU

Operacja nie była improwizacją. Już w sierpniu 2025 roku CIA dyskretnie wprowadziła na teren Wenezueli niewielki zespół, którego zadaniem było zbudowanie tego, co Caine nazwał „extraordinary insight" - oznaczający w żargonie wspólnoty wywiadowczej niezwykłe, szczegółowe informacje operacyjne dotyczące celu - Maduro – czyli ekstremalnie szczegółowego obrazu jego „pattern of life" (obrazu życia). 

Wywiad amerykański łączył dane z źródła HUMINT w najbliższym otoczeniu prezydenta z obserwacją z dronów RQ‑170 Sentinel nad Caracas, rekonstruując w detalach to, gdzie Maduro śpi, jak się przemieszcza, czym podróżuje i jakie ma rutyny dnia.
Równolegle budowano potencjał militarny w teatrze. 16 listopada 2025 roku do Karaibów wszedł lotniskowiec USS „Gerald R. Ford" wraz z grupą uderzeniową, zwiększając obecność USA do ok. 12 tys. żołnierzy na kilkunastu okrętach. 

W tle formowano Joint Task Force „Southern Spear", odpowiedzialną za koordynację dużej operacji przeciw Wenezueli. Dla Delta Force - JSOC (dowództwo operacji specjalnych) zbudowało w Kentucky pełnoskalową replikę kompleksu Maduro, gdzie przez tygodnie ćwiczono wejścia, forsowanie stalowych drzwi i czyszczenie obiektu „na czas". Caine ujął filozofię przygotowań wprost: „[...] trenujemy i ćwiczymy nie po to, żeby zrobić to dobrze, ale żeby upewnić się, że nie możemy zrobić tego źle".
W mojej koncepcji Wojny Zrównoważonej ta faza przygotowawcza to długotrwałe ważenie trzech „żywiołów" - zasobów, woli i czasu - tak, by uderzenie nastąpiło dokładnie wtedy, gdy przeciwnik ma najmniej możliwości reakcji, a my maksymalnie skumulowaną przewagę operacyjną. „Absolute Resolve" jest podręcznikowym przykładem takiego zbalansowania.
REALIZACJA 4 GODZINY 43 MINUTY WOJNY W PIĘCIU DOMENACH

2 stycznia, 22:46 EST prezydent Trump telefonicznie autoryzuje operację, po kilku dniach opóźnień związanych z pogodą. 

W ciągu minut z 20 baz lądowych i morskich w całej zachodniej półkuli startuje ponad 150 statków powietrznych - bombowce B‑1B, myśliwce F‑22 i F‑35, F/A‑18, samoloty walki elektronicznej EA‑18G, E‑2 Hawkeye, drony RQ‑170 oraz śmigłowce 160th SOAR „Night Stalkers".
Gdy komponent szturmowy zbliża się do wenezuelskiego wybrzeża, USA zaczynają - jak to ujął Caine - „layering effects": nakładanie efektów dostarczanych przez US Space Command, US Cyber Command i inne agencje, aby „stworzyć korytarz" dla sił wchodzących. 

W praktyce oznacza to ataki cybernetyczne na systemy dowodzenia i energetykę oraz odcięcie prądu w Caracas, które Trump opisuje jako „[...] ciemność miasta spowodowaną pewną ekspertyzą, którą posiadamy".
Równolegle komponent powietrzny wykonuje skoordynowaną kampanię SEAD/DEAD przeciwko wenezuelskim systemom obrony powietrznej. 

Zestawy S‑300WM i Buk‑M2, które miały stanowić tarczę strategiczną, zostają zneutralizowane w ciągu kilkunastu–kilkudziesięciu minut, przy wykorzystaniu ukształtowania terenu i dolin jako naturalnej „osłony" dla pocisków manewrujących. 

To praktyczna ilustracja tego, jak geografia w rękach supermocarstwa staje się bronią przeciwko systemom A2/AD, jeśli nie są one zintegrowane w pełni w wymiarze wielodomenowym.
3 stycznia, 01:01 EST (2:01 w Caracas) – śmigłowce Night Stalkers lądują w kompleksie Maduro. Wchodzą pod ostrzałem, jeden wiropłat zostaje trafiony, ale pozostaje zdatny do lotu. Delta Force przystępuje do szturmu. Dzięki treningom na replice obiektu operatorzy poruszają się w praktyce po „znanym budynku": wejścia, korytarze, drzwi są odtworzone z centymetrową dokładnością. 

Według źródeł operacyjnych od momentu forsowania do fizycznego przejęcia kontroli nad prezydentem mijają około 3 minuty, a 45 sekund w samym pomieszczeniu, gdzie był Maduro z żoną.
Maduro i jego żona Cilia Flores, próbując dostać się do pomieszczenia bezpiecznego, zostają przechwyceni i bez stawiania oporu przekazani funkcjonariuszom amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. 

Delta Force posiada przy sobie ciężkie palniki do cięcia stali na wypadek konieczności forsowania "safe roomu", ale ostatecznie nie ma potrzeby ich użycia.
Faza wycofania przebiega pod osłoną lotnictwa i dronów - Caine przyznaje, że w trakcie ewakuacji dochodzi do „[...] wielu starć w ramach samoobrony", ale wszystkie śmigłowce wracają na okręty, a siły są „nad wodą"

3:29 EST z Maduro jest na pokładzie USS „Iwo Jima"

Całkowity czas operacji - od wyjścia z morza do powrotu - zamyka się w 4 godzinach 43 minutach, przy czym faza lądowa w Caracas trwa poniżej 30 minut.

(...)

W mojej ocenie operacja „Absolute Resolve" jest taktycznie imponującym, a strategicznie ambiwalentnym studium Wojny Zrównoważonej

Taktycznie pokazuje, że przy odpowiednim zbilansowaniu zasobów, woli i czasu supermocarstwo jest w stanie z chirurgiczną precyzją „wyjąć" węzeł władzy z serca wrogiego państwa. 

Strategicznie - otwiera drzwi do świata, w którym granica między „operacją policyjną" a „aktem wojny" staje się wyłącznie kwestią narracji i skali użytej mocy.

Z punktu widzenia państw średnich i małych wniosek jest brutalny: same zakupy sprzętu A2/AD nie wystarczą, jeśli nie towarzyszy im głęboka integracja domen, odporność informacyjna i realna zdolność do przeciwdziałania operacjom typu „Absolute Resolve" już na etapie wywiadowczym, zanim nad stolicą pojawi się pierwsza fala pocisków manewrujących.

To jest właśnie ta „nowa normalność" - Wojny Zrównoważonej - gdy decyzje o losach przywódców i państw lub innych celów osobowych ale i nie tylko, zapadają nie na froncie, lecz w zaciemnionej sali, z widokiem na mapę i zegar odliczający minuty do lądowania śmigłowców.

Pozdrawiam i dziękuję.

x.com/Maciej_Korowaj


Siły zbrojne USA zajęły w środę na północnym Atlantyku pływający pod rosyjską banderą tankowiec w związku z omijaniem amerykańskich sankcji. Według Waszyngtonu statek był powiązany z Wenezuelą i Iranem. Rosja zaprotestowała, uznając przejęcie jednostki za złamania prawa morskiego.

Dowództwo Europejskie sił USA (EUCOM) poinformowało o zajęciu tankowca M/V Bella 1, płynącego pod rosyjską banderą i zmienioną nazwą.

Jednostka została przejęta na północnym Atlantyku w pobliżu Islandii - przekazała agencja Reutera.

Tankowiec wykrył okręt Straży Przybrzeżnej USA, zajęto go na podstawie nakazu amerykańskiego sądu federalnego - przekazało EUCOM. Jednostkę przejęto z udziałem żołnierzy sił specjalnych, którzy później ją opuścili - powiedzieli Reutersowi amerykańscy urzędnicy. Dodano, że statek przekazano Straży Przybrzeżnej.

"Blokada objętej sankcjami i nielegalnej wenezuelskiej ropy naftowej pozostaje w pełnej mocy - wszędzie na świecie" - ogłosił w serwisie X szef Pentagonu Pete Hegseth.

Bella 1 to powiązany z Wenezuelą i Iranem tankowiec, który zbiegł przed blokadą Wenezueli i od dwóch tygodni był ścigany przez amerykańskie okręty. Został objęty amerykańskimi sankcjami jeszcze w 2024 r. za transport irańskiej ropy naftowej.

Według Białego Domu statek był bezpaństwowy i pływał pod fałszywą banderą. Po stawieniu oporu podczas próby zajęcia go po raz pierwszy w grudniu 2025 r. zmienił nazwę na Marinera i został zarejestrowany jako rosyjski.

To pierwszy w ostatnich latach przypadek zajęcia zarejestrowanego w Rosji statku przez siły amerykańskie - zaznaczyła agencja Reutera.

Rosyjskie ministerstwo transportu poinformowało, że utraciło kontakt z Marinerą. Dodano, że zajęcie jednostki łamie międzynarodowe prawo morskie. Resort potwierdził, że tankowiec od 24 grudnia 2025 r. pływał pod rosyjską banderą na mocy "tymczasowego zezwolenia".

Rosyjskie MSZ oświadczyło, że domaga się od USA zapewnienia humanitarnego i godnego traktowania rosyjskich obywateli na pokładzie.

Według źródeł agencji Reutera statek został przejęty w pobliżu rosyjskich okrętów wojennych, w tym okrętu podwodnego. Nie jest jasne, jak blisko przejmowanego tankowca znajdowały się rosyjskie okręty, nie ma też informacji o konfrontacji między wojskami amerykańskimi i rosyjskimi - uzupełniła agencja.

Brytyjskie ministerstwo obrony przekazało, że na prośbę USA zapewniło wsparcie w operacji. Brytyjska pomoc obejmowała wykorzystanie przez amerykańskie lotnictwo baz lotniczych, wsparcie okrętu Royal Navy oraz wsparcie rozpoznawcze samolotów RAF (Królewskich Sił Powietrznych).

Niemal równocześnie z informacją o przejęciu Belli 1 Dowództwo Południowe USA (SOUTHCOM) powiadomiło o zajęciu innego tankowca, M/T Sophia na Morzu Karaibskim. Zaznaczono, że jednostka była objęta sankcjami i zaangażowana "w nielegalne działania".

USA w 2019 r. wprowadziły sankcje praktycznie blokujące handel ropą z Wenezueli. Eksport surowca zaczął być prowadzony przez sieć unikających identyfikacji i amerykańskich ograniczeń tankowców, określanych jako flota cieni. Niektóre z tych jednostek są też używane do omijania podobnych sankcji nałożonych na Iran i Rosję.

W środę rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt powiedziała, że prezydent Donald Trump będzie kontynuował politykę, która jest najlepsza dla USA, w tym egzekwował embargo na wszystkie statki floty cieni, które nielegalnie transportują ropę naftową.

(...)

PAP


Prezydent USA Donald Trump zaproponował w środę zwiększenie przyszłorocznego budżetu obronnego do poziomu 1,5 bln dolarów, co oznaczałoby wzrost o ponad 50 proc. względem bieżącego roku. Trump zagroził jednocześnie koncernowi Raytheon, że nie będzie otrzymywał kontraktów rządowych, jeśli nie zainwestuje w nowe fabryki.

"Po długich i trudnych negocjacjach z senatorami, kongresmenami, sekretarzami i innymi przedstawicielami politycznymi, postanowiłem, że dla dobra naszego kraju, zwłaszcza w tych bardzo niespokojnych i niebezpiecznych czasach, nasz budżet wojskowy na rok 2027 nie powinien wynosić biliona dolarów, ale 1,5 biliona dolarów" - ogłosił Trump, dodając że pozwoliłoby to na stworzenie "wojska marzeń".

Prezydent stwierdził, że bezprecedensowe zwiększenie nakładów na obronność jest możliwe dzięki wpływom z nałożonych przez niego ceł. Zdaniem Trumpa wpływy są na tyle duże, że pozwolą nie tylko na zwiększenie wydatków, ale też redukcję długu publicznego.

Według szacunków Politico w całym roku 2025 przychody z ceł wyniosły 261 mld dol. Jednocześnie od października systematycznie spadają.

Uchwalona w grudniu ustawa autoryzująca wydatki obronne (NDAA) na rok fiskalny 2026 (od października br.) opiewa na nieco ponad 900 mld dol., co stanowiło kwotę o 8 mld większą, niż tę, o którą wnioskował Trump. Ostatecznie o kształcie budżetu zdecyduje Kongres. Jak dotąd na temat nie wypowiedział się żaden z polityków partii rządzącej w Kongresie.

Wcześniej w osobnych wpisach Trump ogłosił, że zakazuje firmom zbrojeniowym wypłacania dywidend akcjonariuszom, dopóki nie zwiększą i nie przyspieszą one produkcji uzbrojenia i nie zainwestują w nowe zakłady produkcyjne. Powiedział też, że zabroni wynagrodzeń dla dyrektorów tych firm powyżej 5 mln dol. rocznie. Szczególną krytykę poświęcił koncernowi Raytheon, który produkuje m.in. systemy obrony powietrznej Patriot.

"Albo Raytheon podejmie działania i zacznie inwestować w większe inwestycje początkowe, takie jak zakłady i sprzęt, albo nie będzie już więcej prowadzić interesów z Departamentem Wojny" - zagroził Trump.

PAP

środa, 7 stycznia 2026



Trump ujawnił, jak może wyglądać to od strony finansowej. - To będzie kosztowne, ale firmy naftowe pokryją wydatki i odzyskają je później od nas, albo z dochodów - mówił prezydent USA. Stacja CNN porozmawiała jednak ze swoimi źródłami branżowymi i te, póki co, nie podchodzą entuzjastycznie do planów Białego Domu. Jak dodano, amerykańscy dyrektorzy firm naftowych najprawdopodobniej nie zdecydują się od razu na działania w Wenezueli. Powodów jest kilka: sytuacja na miejscu pozostaje bardzo niepewna, wenezuelski przemysł naftowy jest w ruinie, "a Caracas ma historię przejmowania amerykańskich aktywów naftowych" - podkreśla CNN.  

Wskazano, że być może największym problemem jest to, że ceny ropy naftowej są obecnie zbyt niskie , aby uzasadnić wydawanie ogromnych pieniędzy niezbędnych do ożywienia podupadającego przemysłu naftowego w Wenezueli. Zapewne byłyby to dziesiątki miliardów dolarów. - Apetyt na wejście do Wenezueli jest obecnie dość niewielki. Nie mamy pojęcia, jak będzie wyglądał tamtejszy rząd. Prezydent ma inne oczekiwania niż branża. Biały Dom wiedziałby o tym, gdyby skontaktował się z branżą przed operacją w sobotę - poinformowało CNN jedno ze źródeł. 

(...)

"Kiedy firmy naftowe decydują się na inwestycje w rozległe projekty wiertnicze, muszą mieć pewność, jak będzie wyglądało tamtejsze środowisko operacyjne za lata, jeśli nie dekady. Obecnie trudno jest być pewnym co do formy rządu i innych instytucji w Wenezueli za kilka tygodni, nie mówiąc już o latach" - ocenia CNN. - To, że są złoża ropy naftowej - nawet największe na świecie - nie oznacza, że koniecznie trzeba będzie je wydobywać. To nie to samo, co zainwestowanie w food trucka - stwierdził jeden z przedstawicieli branży naftowej. 

gazeta.pl


"Ropa zostanie przetransportowana tankowcami bezpośrednio do doków rozładunkowych w Stanach Zjednoczonych" - podaje Donald Trump. Nie jest jasne, co Wenezuela miałyby otrzymać w zamian za przekazanie surowca. Prezydent USA nie podał bowiem szczegółów umowy lub ewentualnej rekompensaty. Trump wielokrotnie podkreślał zamiar "rządzenia Wenezuelą" i kontroli nad jej zasobami ropy. Kraj ten posiada największe na świecie potwierdzone rezerwy ropy naftowej, szacowane na ok. 300 mld baryłek (17 proc. światowych rezerw, ale pamiętajmy, że rezerwy to szacunki zasobów, nie już wydobywany surowiec). 

Wenezuelska ropa ma zostać sprzedana po wspomnianych cenach rynkowych, a wpływy z tej sprzedaży będą kontrolowane przez samego Donalda Trumpa, z zamiarem wykorzystania ich na "korzyść narodu wenezuelskiego i amerykańskiego". Plan ten ma być wdrożony natychmiast przez sekretarza energii Chrisa Wrighta. Choć wiele punktów tego planu pozostaje wciąż niejasnych, do mediów przedostało się kilka nieoficjalnych doniesień na ten temat. 

Dostarczenie ropy do Stanów Zjednoczonych może początkowo wymagać relokacji ładunków pierwotnie przeznaczonych dla Chin - informuje Reuters. Ten kraj był głównym odbiorcą ropy z Wenezueli w ostatniej dekadzie, zwłaszcza od czasu nałożenia przez Stany Zjednoczone sankcji na firmy zajmujące się handlem ropą naftową z Wenezuelą w 2020 roku. - Trump chce, żeby to nastąpiło jak najszybciej, by móc ogłosić wielkie zwycięstwo - zdradza anonimowy rozmówca Agencji. 

Wenezuelscy i amerykańscy urzędnicy mieli omawiać w tym tygodniu mechanizmy sprzedaży, w tym aukcje umożliwiające zainteresowanym amerykańskim nabywcom składanie ofert na ładunki, a także wydawanie amerykańskich licencji partnerom biznesowym, co mogłoby doprowadzić do zawarcia umów na dostawy i zapewnić Amerykanom dostęp do wenezuelskiej ropy naftowej w celu jej rafinacji lub odsprzedaży stronom trzecim. Reuters donosi, że niektóre amerykańskie firmy rozpoczęły już przygotowania do ponownego odbioru ładunków z Wenezueli.

"Wall Street Journal" donosił m.in., że Donald Trumpa ma spotkać się z przedstawicielami największych amerykańskich firm naftowych - Chevron, ConocoPhillipsi Exxon Mobil - w piątek w Białym Domu, wraz z innymi krajowymi producentami, "aby omówić kwestię dokonania znaczących inwestycji w wenezuelski sektor naftowy". O tym, że są takie plany, mówił otwarcie sam amerykański prezydent. Donald Trump zapowiadał, że amerykańskie koncerny naftowe "wkroczą do akcji", zainwestują tam miliardy dolarów i naprawią infrastrukturę naftową. - Otrzymają zwrot kosztów za to, co robią - mówił. 

Stany Zjednoczone i Wenezuela miały także rozmawiać o tym, czy wenezuelska ropa naftowa mogłaby w przyszłości zostać wykorzystana w amerykańskich strategicznych rezerwach ropy naftowej. Oficjalnie jednak Donald Trump nie mówił o takiej możliwości. 

W reakcji na te doniesienia notowania ropy naftowej na globalnych rynkach spadały, tuż po 7:00 rano w środę o 1,3 proc. 

gazeta.pl

wtorek, 6 stycznia 2026



1. Wielu komentatorów twierdzi, że Amerykanie łamiąc prawo międzynarodowe, dają pretekst do tego samego Pekinowi czy Moskwie. Moim zdaniem nie ma to znaczenia. Naprawdę, chińscy komuniści, czy klika z Kremla nie potrzebują pretekstu, aby robić swoje. Jeżeli Xi Jinping uzna, że może lub musi najechać Tajwan, to zadziała bez względu na to, czy Trump wcześniej uprowadził Maduro czy nie. Uważam też, że strach, że to ułatwi to relatywizację na globalnej arenie działań Moskwy na Ukrainie czy Pekinu na Morzu Południowochińskim za przesadzony, choć chińska i rosyjska propaganda będzie miała teraz używanie. Powód jest prosty, większość ludzi na tzw Globalnym Południu na co dzień doświadcza życia, w którym silniejszy grabi ile może. Akcja Trumpa nie zmieni ich sposobu myślenia o świecie, co najwyżej go ugruntuje. Problemem są ludzie na Zachodzie, którzy projektują swój sposób myślenia na innych. W rzeczywistości wojna w Europie nie spędza ludziom w innych częściach świata snu z powiek, a najwyżej daje im Schadenfreude.

2. Według danych, jakie mam. import ropy naftowej z Wenezueli stanowi około 4–4,5% całkowitego importu ropy naftowej drogą morską do ChRL. Dane te pochodzą z analiz przeprowadzonych przez firmy zajmujące się analizą rynku energii, takie jak Vortexa, które szacują, że w 2025 roku Chiny importowały z Wenezueli około 470 tys baryłek dziennie, co stanowi około 4,5% ropy naftowej sprowadzanej do Chin drogą morską. Realistycznie, ropa naftowa z Wenezueli pokrywa około 3-4% konsumpcji ChRL. Nie jest to ilość, której Pekin nie będzie mógł szybko zastąpić ropą z innych kierunków, przede wszystkim rosyjskiego.

3. Od początku XXI wieku Chiny udzieliły Wenezueli kredytów o wartości dziesiątek miliardów dolarów. Niektóre szacunki mówią nawet o 60 mld USD. Jednak większość tych kredytów została zrestrukturyzowana, częściowo spłacona ropą naftową lub uznana za niespłacalne, co sprawia, że obecne saldo zadłużenia jest w rzeczywistości bliższe 10 mld USD. Wciąż całkiem poważna sumka, ale nie na tyle duża, aby w Pekinie dramatyzowano.

4. Chińska obecność wojskowa w regionie jest minimalna. Co prawda, chińskie media państwowe wyemitowały w zeszłym miesiącu materiał z ćwiczeń sztabowych ALW przeprowadzonych w Xuchang w prowincji Henan, pokazujący scenariusze operacji daleko od wybrzeży ChRL. Na ekranach wyświetlono manewry samolotów i jednostek morskich w pobliżu Kuby, na Morzu Karaibskim i w Zatoce Meksykańskiej, ale także na Tajwanie i Morzu Ochockim. W tych grach wojennych siły „czerwone” (ALW i SZFR?) i siły „niebieskie” (przeciwnik) były widoczne podczas interakcji na tych akwenach, co sugeruje, że ALW ćwiczy potencjalne koncepcje operacyjne na półkuli zachodniej. W rzeczywistości można raczej uznać, że tego typu „pokazówki” mają wciąż charakter propagandowy. Ani Rosjanie, ani Chińczycy nie mogli uratować Maduro, tak samo jak nie mogli pomóc Iranowi. Amerykańska operacja obnażyła ich słabość i pokazała, że w globalnej projekcji siły Chin jest więcej projekcji, ale nie za dużo siły.

5. Potencjalnie dużym problemem jest fakt, że chińskie radary i systemy wczesnego ostrzegania, z których korzysta, czy też korzystała, wenezuelska armia kompletnie zawiodły. Wenezuelska obrona powietrzna była oparta na chińskich systemach radarowych, jak JY-27 i JYL-1, zintegrowanych z szerszą siecią obrony powietrznej w celu wykrywania i śledzenia zagrożeń powietrznych. Jednak system był oparty o naziemne stacje radarowe a nie samoloty wczesnego ostrzegania, takie jak te używane przez samą ALW. Dzisiaj też jeszcze nie wiemy, czy te systemy zwiodły, bo Amerykanie potrafili je sparaliżować, czy dlatego, że CIA przekupiła dowódców i „patrzyły” one w inną stronę. Myślę, że to jedno z najważniejszych pytań, na które odpowiedź szuka teraz chiński wywiad w Wenezueli.

6. Wreszcie jest kwestia polityczna, chyba najważniejsza. W Pekinie będą się zastanawiali, czy jest to zaproszenie do podziału świata. Nie wiemy, jakie sygnały nieoficjalnymi kanałami wysyła administracja Trumpa. Nie wiemy, czy w ogóle jakieś wysyła. Fakt, że atak nastąpił w czasie, kiedy w Caracas była chińska delegacja na czele z Qiu Xiaoqi, specjalnym wysłannikiem Pekinu do Ameryki Łacińskiej i Karaibów, wskazuje, że Amerykanie uznali, że nie muszą się przejmować Chińczykami. Moim zdaniem to zbieg okoliczności, a nie celowe działanie. Niemniej, Pekin będzie interpretował, że Biały Dom nie przełożył operacji z powodu chińskiej delegacji, jako dodatkowe upokorzenie. W rzeczywistości i my, i Pekin będzie mógł więcej wywnioskować o intencjach Trumpa w czasie zapowiadanej na kwiecień jego wizyty w Chinach. W międzyczasie wszyscy będą obserwowali zarówno dalszy przebieg wydarzeń w Wenezueli, jak jego kolejne ruchy na arenie międzynarodowej. Jeżeli wszystko pójdzie w miarę sprawnie w Caracas, to wzmocni Trumpa, ale też może skłonić do ostrzejszych działań wobec innych. Tylko na kogo padnie oko Saurona?

zawielkimmurem.net

poniedziałek, 5 stycznia 2026



W okresie noworocznym siły rosyjskie kontynuowały natarcie na większości odcinków frontu w Donbasie, lecz intensywność ich działań zmniejszyła się. Do nieznacznych przesunięć na ich korzyść doszło na północ i zachód od aglomeracji pokrowskiej, w południowo-wschodniej części Konstantynówki oraz na południe od tego miasta, a także na zachód od Siewierska. Siły ukraińskie kontratakowały w rejonie drogi z Pokrowska do Dobropola (wciąż mają trwać walki o Rodynśke).

Trwają walki w północnej części Kupiańska oraz w okolicach tego miasta. Rzeka Oskoł coraz wyraźniej dzieli je na obszary dominacji ukraińskiej i rosyjskiej, jednak żadnej ze stron nie udało się dotąd ustanowić trwałej kontroli nad zajmowanymi kwartałami w północnej części miasta (w poprzednich tygodniach Ukraińcy odzyskali jego zachodnią część, pod ich kontrolą nieprzerwanie pozostaje południowa). Do kolejnych przesunięć na korzyść agresora doszło na południe i zachód od Wołczańska oraz w obwodzie sumskim, gdzie obrońcy potwierdzili utratę przygranicznej miejscowości Hrabowśke oraz terenów na północ od niej.

Rosjanie ustanowili przyczółki na zachodnim brzegu rzeki Hajczur, wyprowadzili również sondujące natarcie w stronę Zaliznycznego, na zachód od Hulajpola. Agresor wciąż nie ustanowił nad tym miastem pełnej kontroli, a w jednym z kontrataków obrońcy mieli się wedrzeć do jego centrum. Kolejne postępy terenowe Rosjanie odnotowali w zachodniej części obwodu zaporoskiego (walki mają się toczyć wzdłuż linii Prymorśke–Stepnohirśk–Łukjaniwśke). Nie przyniosły natomiast powodzenia próby przełamania obrony ukraińskiej w rejonie Orichiwa.

(...)

1 stycznia ukraiński wywiad wojskowy (HUR) ujawnił szczegóły operacji specjalnej, podczas której upozorowano wykonanie zleconego przez rosyjskie służby specjalne zabójstwa dowódcy Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego (RDK) Dienisa Kapustina. Wykonawcom Rosjanie zaproponowali wynagrodzenie w wysokości 0,5 mln dolarów. HUR przeprowadził wieloetapową operację, w trakcie której zainscenizowano jego śmierć. Stworzono nagranie wideo z dwóch dronów szturmowych: pierwszy „uderzył” w minibus, w którym rzekomo przebywał Kapustin, drugi zarejestrował „skutki ataku” – płonący pojazd. Rosyjscy zleceniodawcy uznali je za wiarygodne i przekazali obiecaną kwotę, przejętą następnie przez ukraiński wywiad. Kapustin zadeklarował gotowość do dalszego dowodzenia jednostką RDK.

(...)

1 stycznia na Ukrainie rozpoczęto kolejny etap reformy zamówień obronnych. Wszystkie zakupy dla armii – w tym broń, amunicja, odzież, żywność i paliwo – będą realizowane przez podlegającą Ministerstwu Obrony Agencję Zamówień Obronnych. Będzie ona ponosiła odpowiedzialność za kompleksowe wsparcie logistyczne i wdrażanie strategii zaopatrzenia. Resort zachowuje funkcje polityczne i kontrolne w zakresie kształtowania strategii zamówień. Elektroniczny system zamówień obronnych DOT-Chain będzie nadal rozwijany – jego stosowanie pozwoliło na cyfryzację ok. 70% obiegu dokumentów dotyczących dostaw uzbrojenia i towarów logistycznych.

(...)

31 grudnia ukraiński Sztab Koordynacyjny ds. Jeńców Wojennych poinformował, że liczba poddających się żołnierzy rosyjskich rośnie z roku na rok. Średnio co tydzień jest ich od 60 do 90. Od czerwca 2023 r. żołnierze rosyjscy trafiają do niewoli częściej niż ukraińscy. Najwięcej jeńców wzięto w obwodach donieckim i zaporoskim. W 2025 r. wzrosła także liczba zagranicznych najemników oddających się do niewoli – obecnie stanowią oni prawie 7% wszystkich rosyjskich jeńców wojennych. 40% z nich ma przeszłość kryminalną, tylko 7% posiada wykształcenie wyższe, a 30% nie ukończyło szkoły podstawowej.

osw.waw.pl


2 stycznia Wołodymyr Zełenski przeprowadził szereg zmian kadrowych w strukturach odpowiedzialnych za politykę bezpieczeństwa państwa. Kluczowe roszady to postawienie na czele Biura Prezydenta (BP) Kyryła Budanowa, dotychczasowego szefa wywiadu wojskowego (HUR), dymisja szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Wasyla Maluka oraz wskazanie Mychajła Fedorowa, pierwszego wicepremiera i szefa resortu transformacji cyfrowej, jako nowego ministra obrony (jego poprzednik Denys Szmyhal objął resort energetyki) – (...). Prezydent uzasadnił przetasowania koniecznością uczynienia BP centrum decyzyjnym państwa zajmującym się rozwiązywaniem kwestii strategicznych, w tym dotyczących dalszego rozwoju sił obrony. Kolejnymi zadaniami stojącymi przed BP będą prowadzenie negocjacji pokojowych oraz nadzór nad blokiem siłowym. Służyć temu mają inne zmiany kadrowe (pierwszym zastępcą Budanowa został doświadczony dyplomata Serhij Kysłycia), postawienie na czele HUR Ołeha Iwaszczenki – byłego zastępcy Budanowa – oraz zmiana szefa Państwowej Straży Granicznej.

Reset kadrowy Zełenskiego sygnalizuje, że Ukraina jest zdeterminowana, by zakończyć wojnę, lecz zarazem gotowa do kontynuowania oporu zbrojnego, jeśli międzynarodowe rozmowy na temat pokoju nie przyniosą rezultatu. Zapowiada też chęć odbudowy autorytetu BP i uczynienia z niego centrum koordynacji polityki bezpieczeństwa i działań dyplomatycznych, w którym Budanow może stać się de facto głównym doradcą prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego. W kontekście wewnętrznym nominacja popularnego szefa HUR ma odbudować wizerunek głowy państwa po skandalu korupcyjnym, a w przyszłości – ograniczyć jego szanse na sukces wyborczy (gdyby Zełenski kandydował).

Komentarz
  • Nominacja Budanowa kończy trwający od listopada okres przejściowy w pracy BP, zapoczątkowany dymisją Andrija Jermaka (...). Wybór szefa HUR, kojarzonego z udanymi ofensywnymi operacjami specjalnymi przeciwko Rosji i cieszącego się dużą popularnością, można interpretować jako próbę przywrócenia autorytetu BP. Budanow znajdował się wcześniej w konflikcie z Jermakiem, który miał dążyć do ograniczenia jego bezpośrednich kontaktów z prezydentem. Testem skuteczności nowego szefa BP będzie przeprowadzenie zmian kadrowych w podległej mu strukturze, gdzie nadal pracują osoby związane z poprzednikiem. W kontekście polityki wewnętrznej powołanie Budanowa – według sondaży wygrywającego z Zełenskim w przyszłych wyborach prezydenckich – można postrzegać jako zabieg mający ograniczyć jego samodzielną pozycję polityczną, a zarazem wystawić na większą krytykę ze strony mediów i społeczeństwa.
  • Zakres postawionych zadań sygnalizuje, że Budanow może de facto stać się głównym doradcą Zełenskiego ds. bezpieczeństwa narodowego. Ma on wzmocnić ukraińską grupę negocjatorów i mieć silniejszy niż jego krytykowany na Zachodzie poprzednik mandat do reprezentowania głowy państwa podczas rozmów z odpowiednikami z USA i krajów europejskich na temat zakończenia wojny. Szerzej zaś nominacja Budanowa – oficera znanego ze skutecznych i śmiałych operacji na terytorium Rosji – ma zapowiadać, że w razie fiaska negocjacji pokojowych Ukraina pozostanie zdeterminowana do kontynuacji wysiłku wojennego i nie przystanie na fundamentalne ustępstwa.
  • Fedorow ma przyspieszyć przełom technologiczny w dziedzinie obronności państwa. Jest on głównym architektem jego cyfryzacji, cieszy się zaufaniem Zełenskiego, był rozpatrywany jako kandydat na szefa BP, a pod jego adresem nie są kierowane oskarżenia o nadużycia finansowe. Nominacja ta ma ukazywać wolę ograniczenia korupcji i uzdrowienia sytuacji w obszarze zamówień obronnych, także poprzez dalsze objęcie ich procesem digitalizacji. Jego poprzednik, Szmyhal, w trakcie krótkiego urzędowania (od lipca 2025 r.) zaczął wdrażać rozwiązania w tym zakresie. Obecnie oczekuje się, że podobne działania przeprowadzi w resorcie energetyki, wymagającym gruntownej sanacji po ujawnieniu skandalu korupcyjnego (...) i w kontekście zintensyfikowania odbudowy niszczonej przez Rosjan krajowej infrastruktury.
  • Wyzwaniem dla Budanowa będzie zbudowanie relacji z nowym szefem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Zełenski zdecydował się odwołać Maluka mimo sprzeciwu sporej części środowisk wojskowych (m.in. dowódcy III Korpusu Andrija Bileckiego czy dowódcy Połączonych Sił Zbrojnych Ukrainy Mychajła Drapatego), podkreślających zasługi jego i służby w walce z agresorem. Jednocześnie jednak ciążą na nim zarzuty odpowiedzialności za działania mające osłabić niezależność instytucji antykorupcyjnych (...).
  • Nie należy oczekiwać osłabienia pozycji wywiadu wojskowego i zmian w sposobie jego funkcjonowania. Następcą Budanowa został Iwaszczenko – doświadczony oficer HUR, w przeszłości zastępca szefa służby i szef Służby Wywiadu Zagranicznego. Jego powołanie oznacza zachowanie ciągłości kadrowej i kontynuowanie ofensywnych operacji specjalnych na terytorium Rosji.
osw.waw.pl


Premier Łotwy Evika Silina poinformowała w niedzielę wieczorem, że na Morzu Bałtyckim w pobliżu Lipawy wykryto uszkodzenie światłowodu należącego do prywatnego operatora i biegnącego do Litwy.

- Jestem w kontakcie z odpowiedzialnymi organami. Policja prowadzi dochodzenie w sprawie i wyjaśnia okoliczności - oświadczyła premier na platformie X.

Jak podała agencja LETA śledczy zakładają, że kabel między Lipawą a litewską Połągą mógł uszkodzić statek, który według danych sił zbrojnych minął infrastrukturę, a następnie zmienił kurs.

W niedzielę wieczorem funkcjonariusze weszli na pokład jednostki w porcie w Lipawie. Statek jak i załoga nie została dotąd zatrzymana, ale policja nie wyklucza żadnego scenariusza, badając sprawę również pod kątem umyślnego zniszczenia lub uszkodzenia publicznej sieci telekomunikacyjnej.

Według łotewskich służb dokładne przyczyny incydentu nie są jeszcze znane. Do awarii doszło w piątek na wodach łotewskich - przekazał szef Centrum Zarządzania Kryzysowego Arvis Zile.

Incydent nie wpłynął na łotewskich użytkowników sieci telekomunikacyjnych. Lokalne media odnotowują, że operatorem kabla jest szwedzka firma Arelion.

To drugi w ostatnich dniach przypadek uszkodzenia podwodnego kabla na Bałtyku.

31 grudnia doszło do uszkodzenia kabla fińskiego operatora w strefie ekonomicznej Estonii. Fińska policja podejrzewa, że kabel mógł zostać przerwany przez kotwicę statku towarowego Fitburg płynącego z Petersburga w stronę Izraela.

W niedzielę sąd w Helsinkach zgodził się na aresztowanie obywatela Azerbejdżanu, jednego z członków 14-osobowej załogi statku. Na innego członka załogi, Rosjanina, policja nałożyła zaś zakaz podróżowania.

PAP