czwartek, 16 października 2025



9 października Izrael, Hamas oraz mediatorzy (m.in. Steve Witkoff) podpisali w Egipcie dokument dotyczący zakończenia wojny w Gazie, który przewiduje m.in. cofnięcie (w ramach Strefy) izraelskich wojsk, dopuszczenie pomocy humanitarnej oraz wymianę Izraelczyków przetrzymywanych przez Hamas (ok. 20 żyjących) na część Palestyńczyków więzionych lub przetrzymywanych przez Izrael (niemal 2 tys.). Postanowienia te – stanowiące realizację pierwszej fazy kompleksowego planu zakończenia konfliktu w Strefie Gazy, przedstawionego przez Donalda Trumpa pod koniec września – są od 13 października realizowane przez obie strony. Plan zakłada m.in., że Trump symbolicznie stanie na czele ciała nadzorującego powojenną administrację Gazy.

Również 13 października prezydenci USA, Turcji i Egiptu oraz emir Kataru w obecności przedstawicieli 26 innych państw sygnowali w mieście Szarm el-Szejk w Egipcie deklarację Trumpa na rzecz trwałego pokoju i dobrobytu (premier Izraela zrezygnował z przyjazdu). Dokument popiera wysiłki amerykańskiego przywódcy na rzecz zakończenia wojny w Gazie i zapowiada współpracę na rzecz stabilizacji regionu.

Pomimo stwierdzeń Trumpa, że udało mu się doprowadzić do ostatecznego końca wojny, oraz wstępnych sukcesów planu, czyli wstrzymania większości działań wojennych i wymiany przetrzymywanych ludzi między stronami, perspektywy pokoju w Gazie pozostają niepewne.

Komentarz
  • Porozumienie Izrael–Hamas i szczyt w Egipcie stanowią najpoważniejszą próbę zakończenia wojny od czasu zerwania w marcu przez stronę izraelską zawieszenia broni (wynegocjowanego w styczniu przy wsparciu ustępującej i wstępującej administracji amerykańskiej). To efekt osobistego zaangażowania Trumpa, upublicznionego – pod postacią 20-punktowego kompleksowego planu – w czasie wizyty premiera Binjamina Netanjahu w Waszyngtonie 29 września br. Na determinację prezydenta Stanów Zjednoczonych w dążeniu do zakończenia konfliktu mogło wpłynąć kilka czynników: nadzieje (niespełnione) na Pokojową Nagrodę Nobla, izraelski atak na stolicę Kataru (ważnego sojusznika USA) 9 września br. oraz wzbierająca w amerykańskim społeczeństwie fala krytyki wobec izraelskich działań w Gazie.
  • Obecną próbę doprowadzenia do końca wojny wyróżnia skala zaangażowania autorytetu Trumpa, jak również włączenie w proces państw trzecich. Prezydent firmuje ją swoim nazwiskiem, przemówił w tej sprawie w Knesecie (13 października), wystąpił de facto w roli gospodarza szczytu w Egipcie i ma symbolicznie stanąć na czele gremium nadzorującego powojenną administrację Gazy. Rangę procesu podnosi udział Egiptu, Turcji i Kataru, które są sygnatariuszami deklaracji, uczestniczyły w negocjowaniu porozumienia oraz mają monitorować jego realizację. Rozbudowana oprawa medialna szczytu i wielokrotne zapewnienia przywódcy USA, że to koniec wojny (a nie zawieszenie broni), mają na celu ograniczenie pola manewru Netanjahu – przede wszystkim uniemożliwienie mu wznowienia konfliktu po odzyskaniu przez Izrael swoich obywateli.
  • Starania prezydenta Stanów Zjednoczonych wydają się mieć – krótkoterminowo – szansę powodzenia. Nie dają jednak gwarancji, że plan wyjdzie poza pierwszą fazę, a Izrael – dotąd zainteresowany kontynuowaniem wojny – nie będzie jego dalszych stadiów opóźniał, rozmywał czy jednostronnie reinterpretował (przypisując zarazem winę drugiej stronie). W tym kontekście zwraca uwagę nieobecność Netanjahu w Egipcie oraz fakt, że nie jest on sygnatariuszem przyjętej tam deklaracji. Oznacza to, że Izrael przyjął na siebie zobowiązania wynikające wyłącznie z – wdrażanej aktualnie – „pierwszej fazy” i formalnie zachowuje swobodę dalszych poczynań.
  • Konieczność angażowania przez Trumpa tak rozbudowanych środków (przy niepewności rezultatów) obrazuje ograniczenia USA w zakresie wywierania skutecznej presji na Izrael – i to mimo że jest on pod wieloma względami od nich zależny, a Waszyngton w ciągu ostatnich dwóch lat wydał na jego obronę (bezpośrednio i pośrednio) 31–34 mld dolarów (dane Uniwersytetu Browna).
  • Kolejne etapy planu, mające prowadzić do trwałego pokoju, sformułowane są ogólnikowo i nie zawierają harmonogramu ani mechanizmów wymuszających na stronach ich realizację. Obejmują m.in.: rezygnację przez Hamas z rządzenia Gazą, jego rozbrojenie, amnestię dla bojowników, którzy zrezygnują z walki, oraz prawo opuszczenia Gazy dla pozostałych, otwarcie przejścia granicznego z Egiptem, zniszczenie „całej infrastruktury wojskowej, terrorystycznej i ofensywnej, włącznie z tunelami”, dalsze cofnięcie sił izraelskich (które nadal pozostaną w granicach Strefy), powojenną „przebudowę” Gazy, przejęcie administrowania Strefą przez technokratyczne ciało (złożone z Palestyńczyków), nad którym nadzór sprawować będzie Rada Pokoju z Trumpem na czele i m.in. Tonym Blairem w składzie, wreszcie – czasowe wprowadzenie do Gazy „Międzynarodowych Sił Stabilizujących”, złożonych m.in. z jednostek z państw arabskich. Założeń tych nie skonkretyzowano jednak w żadnym formalnym porozumieniu, więc nie mają mocy wiążącej. Ponadto ustawiają one w znacznie korzystniejszej pozycji Izrael, który będzie miał prawo recenzowania działań Hamasu, sam zaś – w myśl zapisów 20-punktowego planu – ma zobowiązać się wyłącznie do nieokupowania całej Strefy.
osw.waw.pl


Według doniesień portalu Naval News, w Pearl Harbor – miejscu, które pozostaje symbolem amerykańskiej potęgi morskiej i jej najboleśniejszego ciosu – trwa modernizacja na miarę XXI wieku. Nabrzeża M1 i M2, stare doki i infrastruktura z czasów zimnej wojny dostają drugie życie, tym razem dla jednostek o futurystycznych kształtach, takich jak USS Zumwalt (DDG 1000), który zawijał do portu w Pearl Harbor, zanim trafił do stoczni Huntington Ingalls w Pascagoula na przebudowę pod kątem nowego uzbrojenia.

Według planów US Navy, wszystkie trzy niszczyciele typu Zumwalt – które jeszcze kilka lat temu uchodziły za kosztowny eksperyment – oraz dwa do trzech okrętów podwodnych typu Virginia w wersji Block V z modułem VPM mają rozpocząć stałe bazowanie na Hawajach od połowy 2028 r., po zakończeniu rozbudowy infrastruktury w Pearl Harbor.

Tutaj nie chodzi tylko o logistykę. To przestawienie ciężaru całej amerykańskiej obecności na oceanicznym froncie. Nie tyle zmiana portu, co zmiana filozofii. Zamiast czekać, aż chińska flota wyjdzie na otwarte wody, Amerykanie chcą mieć swoje „młoty” już w środku Indo-Pacyfiku. W założeniu ma to skrócić czas reakcji z kilku dni do kilkunastu godzin. Tam, gdzie do tej pory dominowały lotniskowce, pojawi się nowa kategoria okrętów – mniejszych, trudniejszych do wykrycia, lecz zdolnych do uderzenia z prędkością ponad pięciokrotnie większą od dźwięku.

(...)

Okręty typu Zumwalt przez lata były niemal morskim żartem – drogim eksperymentem, który zamiast rewolucji przyniósł tylko kłopoty. Teraz stają się poligonem doświadczalnym dla całej koncepcji broni hipersonicznej.

Dwa z nich już przechodzą modernizację w stoczni Huntington Ingalls w Pascagoula, trzeci dołączy w 2026 roku. Po przebudowie trzy jednostki będą mogły przenosić łącznie 36 pocisków Conventional Prompt Strike (CPS). To broń, której znaczenia wciąż do końca nie zrozumieliśmy – błyskawiczna, trudna do przechwycenia, zaprojektowana do zniszczenia celu na lądzie w czasie krótszym niż jedna reklama w telewizji.

Do tego dochodzą nowe systemy rozpoznania, łączności i obrony powietrznej. Niszczyciele typu Zumwalt mają być samodzielnymi platformami uderzeniowymi, działającymi z dala od wsparcia lotniskowców. W praktyce: miniaturowe „superokręty”, które mogą uderzyć pierwsze i przetrwać kontratak.

Nie mniej istotny jest wątek okrętów podwodnych o napędzie jądrowym. Zespół z Pearl Harbor w tej dekadzie mają tworzyć jednostki typu Virginia, w tym wersja Block V z modułem VPM. Ten fragment kadłuba, dodany w środkowej sekcji, to nic innego jak dodatkowe 28 komór dla pocisków manewrujących Tomahawk; po przezbrojeniu w wariancie z CPS przewiduje się 12 pocisków hipersonicznych na okręt. Pierwszymi jednostkami w tym wariancie mają być USS Arizona (SSN-803) oraz USS Barb (SSN-804) jak podaje US Navy.

(...)

Żeby przyjąć tę nową flotę, US Navy rozbudowuje bazę i stocznię Pearl Harbor do rozmiarów niespotykanych od II wojny światowej. Modernizowane są doki, instalacje elektryczne o mocy 4160 V oraz miejsca do cumowania i napraw. To infrastruktura przygotowywana na długie lata obecności floty. Prace prowadzi NAVFAC – dowództwo inżynieryjne Marynarki Wojennej USA, odpowiedzialne za budowę i utrzymanie obiektów brzegowych. Modernizacja ma potrwać do 2028 roku, równolegle z przebudową nabrzeży M1, M2, B24 i B26. W gruncie rzeczy nie chodzi jednak o samo miejsce, lecz o kierunek: Pacyfik przestaje być oceanem rozległym i pustym. Staje się głównym polem rywalizacji.

portalstoczniowy.pl

środa, 15 października 2025



Dominika Długosz, dziennikarka polityczna "Newsweeka", pytała polityków koalicyjnych partii, w co gra Szymon Hołownia. – Odpowiadali mi: "to jest pełen odlot". I oni chyba nie poczuli się "dopchnięci do ściany". Nie poczuli, że nie mają wyjścia. Poczuli irytację. Mam głębokie przekonanie po tych kilku rozmowach i w rządzie, i w Sejmie, że wszyscy mają już dosyć tego "mirmiłowania". W serii komiksów autorstwa Janusza Christy "Kajko i Kokosz" był Mirmił, kasztelan grodu, który miał żonę Lubawę. Mirmił, za każdym razem, gdy działo się coś strasznego, desperował. I dokładnie to robi Hołownia. Desperuje, urządza dramy, robi rzeczy, które już zaczęły wkurzać wszystkich dookoła – mówiła Długosz.

onet.pl


Według kanału SHOT, Kaszpirowski trafił do szpitala w związku z gwałtownym pogorszeniem stanu zdrowia. Zaraz dołączyły się inne najlepiej poinformowane źródła, które dodały, że to choroba nowotworowa, którą teleuzdrowiciel miał zwalczać u siebie sam sobie tylko znanymi czarodziejskimi metodami. No, ale metody metodami, a rak rakiem i oto przyszła kryska.

Wiadomość podawano z ust do ust z niepokojem lub sarkazmem. Kilka godzin później głos w sprawie „zdrowotnosti” hipnotyzera zabrał jego współpracownik Siergiej Rudych: „Jaki rak, co za rak? Kaszpirowski nie choruje, nawet nie ma kataru. Co to za debil wypisuje takie bzdury?” – pienił się obficie. Przedstawiciel psychoterapeuty przypomniał tym, którzy podają w wątpliwość znakomity stan zdrowia Kaszpirowskiego, że w sierpniu mag został ojcem. Jego trzecia żona Gulizar Czałbaszowa (nazywana przez małżonka „darem niebios”) urodziła córkę Ellinę. I teraz poczciwy ojczulek z radością poświęca większość swojego czasu opiece nad latoroślą. Swoją drogą dla „daru niebios” urodzenie dziecka też musiało być nie lada wyczynem: pani Gulizar ma 66 lat. Ale Kaszpirowski nie takie numery potrafił wykręcać – może uciekł się do znanej i lubianej metody „na odległość”, która lepsza jest od kamasutry i in vitro razem wziętych.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl

wtorek, 14 października 2025



– Gdy (rosyjskie elity) zrozumiały, że armia nie jest w stanie w tym roku osiągnąć postawionych jej celów, zaczęły się ostre dyskusje, zarówno w dowództwie armii, jak i w politycznej części rosyjskiej elit. (…) Jednak decyzja o kontynuowaniu wojny została najwyraźniej podjęta – uważa rosyjski ekspert wojskowy Jurij Fiodorow.

– (Wojna będzie trwała) co najmniej do połowy przyszłego roku – dodaje.

Ostateczna decyzja miała zapaść w dniu urodzin Władimira Putina w czasie jego spotkania z generalicją. W trakcie przyjęcia rosyjski lider oświadczył, że „cele »specjalnej operacji wojskowej« powinny zostać osiągnięte”. Oznacza to, że nie zrezygnował z wasalizacji całej Ukrainy i zniszczenia jej sił zbrojnych.

(...)

– Idee Putina są dość prościutkie. Myśli sobie: tak, niełatwo nam obecnie, nawet ciężko, ale to nic, damy sobie radę. I tak wygramy tę wojnę. Trzeba tylko troszkę pocierpieć, zebrać siły, możliwe że zrobić jakąś mobilizację. Możliwe, że trzeba będzie trochę pocisnąć ludność, trochę ograniczyć jej konsumpcję, a to rozpuściła się w ciągu ostatnich 10-15 lat, za dużo konsumuje – Fiodorow usiłuje odtworzyć sposób rozumowania Putina.

rp.pl


Pierwszym sygnałem przełamania lodów było przesłanie przez azerskiego prezydenta życzeń urodzinowych dla Putina (7 października). Dwa dni później w kuluarach szczytu WNP w Tadżykistanie Alijew i Putin spotkali się nos w nos. Usiedli na fotelach naprzeciwko siebie. Alijew pewny siebie, rozparty, z miną mówiącą „no pasaram”. A Putin przysiadłszy na brzeżku, z pochyloną głową, niecierpliwymi rączkami i nóżkami.

– O przyczynach katastrofy dowiedziałem się dopiero dwa dni temu – zaczął niepewnie. Potem swoim zwyczajem nawinął na uszy niewzruszonego Alijewa makaron o tym, że rosyjska obrona przeciwlotnicza [w czasie gdy samolot znajdował się nad Groznym] wystrzeliła dwie rakiety, które eksplodowały w pobliżu samolotu. Rakiety wystrzelono, bo latały ukraińskie drony. Samolot został trafiony, ale najprawdopodobniej odłamkami (więc tak jakby nie samą rakietą). Putin zapewnił, że Rosja wypłaci odszkodowania i dokona oceny prawnej działań wszystkich osób, ponoszących odpowiedzialność za to, co się stało. Wyraził nadzieję, że wszystkie okoliczności zostaną zbadane obiektywnie, by dotrzeć do prawdziwych przyczyn. Bo Rosja właśnie tego od początku chciała – wyjaśnić wszystko od podszewki. Jasne.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl

poniedziałek, 13 października 2025



Zróbmy mały eksperyment myślowy: wyobraźmy sobie, że jest rok 2013 lub 2014 i właśnie trwa gwałtowny rozwój generatywnej sztucznej inteligencji, ceny akcji Nvidii szybują pod niebosa, a inwestycje w półprzewodniki są na poziomie, z jakim nie mieliśmy do czynienia w nigdy wcześniej w historii. Głowy kapitalistów z Doliny Krzemowej są rozgrzane do białości tym, co się dzieje w świecie technologii informacyjnych. To oczywiście opis obecnego status quo. Zakładam, że w roku 2013 lub 2014 lwia część tych inwestycji trafiałby do Państwa Środka. Obecna zmiana technologiczna byłaby kolejną trampoliną dla gwałtownego rozwoju Chin.

(...)

Chiny na innowacjach przychodzących z Doliny Krzemowej rosły jak na drożdżach. Okres 2012-2016 to był złoty okres chińskiej technologii. Wówczas urządzenia od Huawei zalały świat, w salonach operatorów sieci telefony Huawei, stanowiły ogromną część oferty. Chińskie firmy mogły budować modele biznesowe analogiczne do tych amerykańskich: układy Kirin były projektowane w Chinach i “wypalane” w TSMC na Tajwanie. Urządzenia z chińskimi Kirinami mogły konkurować z produktami Samsunga i Apple. Laboratoria AI Alibaby, Tencetu i Baidu współpracowały z laboratoriami z zachodnich firm. Jack Ma - założyciel Alibaby - był celebrytą i brylował na konferencjach razem z tuzami z Doliny Krzemowej. Akcje Alibaby były gorącym towarem.

Potem wszystko zaczęło się komplikować. W roku 2015 Xi ogłasza program “Made in China 2025”, jest to w moim przekonaniu największa pomyłka strategiczna Chin, bo jasno dały do zrozumienia, że współpraca w domenie technologii z Zachodem jest dla nich tylko drabiną do zdobycia własnej niezależności i ta drabina później zostanie odrzucona.

W okolicach roku 2015 zarówno Amerykanie jak i Chińczycy coś sobie uświadomili. Wyobrażam sobie to tak: do gabinetów Xi oraz Obamy zaproszono informatyków, inżynierów i naukowców i zadano im pytanie:

Co waszym zdaniem jest obecnie niezbędne, aby być supermocarstwem?

Trzeba dysponować nowoczesną technologią - odpowiedzieli.

(...)

I tu wersja chińska i amerykańska rozgałęziają się: Chińczycy dochodzą do wniosku, że muszą się uniezależnić od Jankesów w produkcji podstawowych komponentów niezbędnych do prowadzenia obliczeń. Amerykanie jasno widzą, co może oznaczać program “Made in China 2025”. Uświadamiają sobie, że ich technologia jest obecna na każdym etapie produkcji CPU, SoC i GPU i że każdy laptop, komputer stacjonarny, serwer ma ich układy na pokładzie, również te w Chinach. Wyjątkiem zaczynają być Kiryny (układy SoC do urządzeń mobilnych) od Huawei. Stąd pierwsze uderzenie idzie w tego chińskiego czempiona, bo układy wypalał w TSMC, a w TSMC jest dużo technologii z USA. Jankesi mówią: układy od Intela, Qualcomm’a i Nvidii to nasze nowe lotniskowce, to nowa flota, od której wszyscy są zależni - Europejczycy, Chińczycy, Rosjanie, Japończycy itd. Zostawiamy furtkę dla naszych sojuszników Tajwanu, Korei, Japonii, Holandii itd., ale kontrola łańcuchów związanych z półprzewodnikami staje się dla nas priorytetem.

Później, w roku 2021, pojawia się raport o stanie AI, napisany pod przewodnictwem Ericka Schmidta i uwaga wszystkich zaczyna się skupiać już nie tyle na samych półprzewodnikach, co na półprzewodnikach i AI. Jeżeli nowoczesna technologia musi w sobie mieć komputer, to musi mieć też w sobie software. Dzisiaj maszyny zaczynają pisać software.

x.com/LeszBuk

niedziela, 12 października 2025



Rosja może być w stanie stanowić poważne zagrożenie dla NATO na osi czasu znacznie wcześniej niż w 2036 r. i niekoniecznie odtwarzając swoją flotę czołgów. Trwające działania Rosji w zakresie sabotażu i rozpoznania dronów przeciwko bazom wojskowym i infrastrukturze krytycznej w Europie wskazują, że Rosja weszła już w "fazę zerową", fazę ustalania warunków informacyjnych i psychologicznych, swojej kampanii mającej na celu przygotowanie się na możliwą wojnę NATO-Rosja w przyszłości. Zdolności Rosji w zakresie uderzeń dalekiego zasięgu i zwiększone możliwości produkcji dronów stanowią bezpośrednie zagrożenie dla NATO. Wysiłki Rosji w zakresie generowania sił i doniesienia o wysiłkach mających na celu utworzenie strategicznej rezerwy siły roboczej, którą Rosja mogłaby zdecydować się zatrudnić na Ukrainie lub w przyszłej wojnie lądowej przeciwko NATO, sugerują że Rosja może utrzymać i odtworzyć swoją siłę roboczą pomimo stale ciężkich strat wynikających z trwającej wojny na Ukrainie. Rosja prawdopodobnie będzie dysponować znaczną siłą bojową udostępnioną w ciągu kilku miesięcy po zakończeniu aktywnych walk na Ukrainie, które Rosja prawdopodobnie będzie mogła szybko rozmieścić na wschodniej flance NATO. Rosja opracowuje koncepcje taktyki działania i walki, które pozwalają Rosji na prowadzenie działań bojowych na dużą skalę bez użycia mas czołgów i pojazdów opancerzonych, jednocześnie skutecznie odmawiając przeciwnikowi użycia czołgów lub pojazdów opancerzonych na dużą skalę. Rosja uczy się także, jak osiągnąć skutki zakazu powietrznego na polu bitwy na tyłach przeciwnika, nie ustanawiając przewagi powietrznej ani supremacji powietrznej. ISW nie zaobserwowało żadnych oznak wskazujących, że rosyjskie dowództwo wojskowe będzie musiało poczekać, aż rosyjskie wojsko zrekonstytuuje się do pełnej siły końcowej, zanim zintensyfikuje ataki na państwa członkowskie NATO, a w rzeczywistości Rosja może zaatakować przed tym momentem, jeśli NATO nie ustanowi odstraszania. Rosja zdobywa obecnie znaczące doświadczenie we współczesnych działaniach wojennych w ramach stale zmieniającego się teatru charakteryzującego się niezwykle krótkim cyklem innowacji, tolerując jednocześnie wysoce wyniszczającą wojnę prowadzoną przez piechotę na Ukrainie, w którą Europa nie angażowała się od lat czterdziestych XX wieku. NATO i jego sojusznicy muszą przygotować się do powstrzymania i, w razie potrzeby, pokonania zagrożeń, które Rosja prawdopodobnie będzie stwarzać bezpośrednio po zakończeniu aktywnych walk na Ukrainie, ale także w przyszłości.

understandingwar.org

sobota, 11 października 2025



Prezydent USA Donald Trump oświadczył w piątek, że tegoroczna laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, wenezuelska opozycjonistka Maria Corina Machado, zadzwoniła do niego i powiedziała mu, że przyjmuje wyróżnienie na jego cześć, bo na nie zasłużył.

Prezydent Trump wielokrotnie przekonywał, że zasługuje na Nagrodę Nobla, podkreślając, że doprowadził do zakończenia szeregu konfliktów.

Również w piątek w rozmowie z dziennikarzami zaznaczył, że dzięki jego działaniom zawarto porozumienia w sprawie zakończenia "ośmiu wojen". - Cieszę się, bo ocaliłem miliony istnień. Wiele milionów istnień - dodał.

- Osoba, która faktycznie dostała Nagrodę Nobla, zadzwoniła dzisiaj do mnie i powiedziała: przyjmuję to na cześć pana, bo pan naprawdę na to zasłużył. To bardzo miłe. Ale nie powiedziałem: to daj mi ją (nagrodę). Sądzę, że mogłaby. Była bardzo miła - opowiadał Trump.

- Pomagałem jej przez cały czas. W Wenezueli potrzeba dużo pomocy. To katastrofa - kontynuował prezydent.

Zaznaczył też, że Nagrodę Nobla "przyznawano za rok 2024, a on w roku 2024 ubiegał się" o reelekcję.

PAP


Prezydent USA Donald Trump powiadomił, że nie odwołał swojego spotkania z przywódcą Chin Xi Jinpingiem. Wcześniej tego dnia powiedział, że nie widzi powodu, by spotykać się z chińskim liderem i zapowiedział nowe cło na Chiny w wysokości 100 proc.

- Nie, nie odwołałem (spotkania), ale nie wiem, czy do niego dojdzie. Ale i tak tam będę, więc zakładam, że może się odbyć - powiedział dziennikarzom Trump.

Wcześniej w piątek Trump powiedział, że nie widzi powodu, by spotykać się z przywódcą Chin wobec ogłoszonych przez Chiny restrykcji eksportowych na metale ziem rzadkich. Trump miał spotkać się z chińskim przywódcą podczas nadchodzącego szczytu APEC w Korei Południowej. Jak poinformował w sobotę Reuters Pekin nigdy nie potwierdził tego spotkania.

Trump dodał, że ogłoszenie przez Chiny restrykcji eksportowych na metale ziem rzadkich było "szokujące".

- Zobaczymy, co się stanie, dlatego określiłem datę 1 listopada - podkreślił, pytany o to, czy wycofa się z ogłoszonego tego dnia cła na Chiny, jeśli Pekin zrezygnuje ze swoich restrykcji.

Trump ogłosił wcześniej, że 1 listopada nałoży na Chiny nowe cło w wysokości 100 proc. Zapowiedział też wprowadzenie kontroli eksportu oprogramowania o znaczeniu krytycznym.

Pytany, czego jeszcze mogą dotknąć kontrole eksportowe, odparł, że jest wiele opcji. - Mamy samoloty, mamy części samolotowe (...) Mają dużo samolotów Boeinga, potrzebują części - dodał.

PAP


(...)

Punkt krytyczny – eskalacja czy powolna erozja?

Kreml wciąż ma instrumenty eskalacji. Może ogłosić pełną mobilizację, uderzyć na kierunku północnym (Sumy, Czernihów) lub sięgnąć po środki asymetryczne – cyberataki, sabotaż infrastruktury, presję atomową.

Jednak każda z tych opcji ma koszt wewnętrzny. Kolejna fala mobilizacji może zachwiać stabilnością społeczną, a sankcje odcięły wiele kanałów finansowania armii.

Dlatego Rosja wybiera strategię „trwania” – pozornej stabilności i niskiej intensywności ofensyw, by nie doprowadzić do przesilenia.

Zachód tymczasem prowadzi grę na czas. Kolejne pakiety wsparcia USA i UE – nawet opóźnione – utrzymują Ukrainę na poziomie zdolności obronnej. Każda kolejna zima to test nie tylko frontu, ale i gospodarki FR.

W rosyjskich analizach wojskowych coraz częściej pojawia się pojęcie „długiej wojny nerwów” (война на истощение нервов) – uznanie, że ostateczny wynik nie zależy od czołgów, lecz od zdolności systemu do wytrzymania presji.

(...)

x.com/Maciej_Korowaj