Stany Zjednoczone w przeszłości charakteryzowały się relatywnie wyższym wzrostem populacji (głównie przez imigrację) niż większość innych gospodarki rozwiniętych i przekładało się to na wyższy wzrost PKB. Ta przewaga USA jeszcze wzrosła po pandemii, kiedy to skala imigracji znacząco wzrosła. To zasługuje na dłuższą opowieść, ale trochę wykracza poza nasze zwyczajowe poletko. Zauważymy jedynie, że z uwagi na zmianę polityki migracyjnej za czasów poprzedniej administracji oraz specyficzne warunki okołopandemiczne, imigracja ta w dużej mierze odbyła się kanałami nielegalnymi – przez przekroczenie południowo-wschodniej granicy USA i „rozpłynięcie się” w kraju lub wykorzystanie furtki prawnej związanej z azylem. Jej skala była bardzo duża – wg szacunków Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS) przekroczyła w latach 2021-24 8,5 mln, CBO szacuje imigrację w tym okresie na 8 mln osób powyżej scenariusza alternatywnego, itp. Do pewnego stopnia widać te dane w raportach z rynku pracy – część siły roboczej urodzonej poza Stanami Zjednoczonymi konsekwentnie rosła szybciej w kategoriach bezwzględnych i relatywnych niż wynikałoby to z wieloletniego trendu. Imigracja mogła w tym okresie podbijać miesięczne przyrosty zatrudnienia o 70-100 tys.
Wzrost imigracji do USA miał konsekwencje polityczne i był jedną z przyczyn wygranej Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w zeszłym roku. Jego wygrana stanowi kluczową cezurę w polityce migracyjnej USA i ten element programu wyborczego został zrealizowany. Widzimy bowiem jego efekty w statystykach nielegalnych przekroczeń granicy. Jest ich dużo, dużo mniej (w szczególności, mniej niż w swoich projekcjach zakładało CBO) – w ostatnich miesiącach napływ migrantów do USA spadł praktycznie do zera. Co ciekawe, nie ma to bezpośredniego związku z najbardziej medialnym elementem polityki migracyjnej nowej administracji, jakim są działania agencji ICE (Immigration and Customs Enforcement). Innymi słowy, nie odpowiadają za to deportacje (ich skala jest bowiem zupełnie normalna jak na standardy USA), tylko uszczelnienie południowej granicy (pierwsze działania podjęto zresztą w ostatnim roku prezydentury Bidena) i dobrowolna rezygnacja z prób jej przekroczenia przez ewentualnych imigrantów.
Imigracja spadła więc z 2 mln do mniej więcej zera i może spaść bardziej, jeśli znaczące zwiększenie budżetu ICE na podstawie ustawy OBBBA przełoży się na zwiększenie skali deportacji. Ekonomiści Dallas Fed rozważali kilka scenariuszy, od bazowego (zero imigracji w najbliższych latach) po wariant z masowymi i skutecznymi deportacjami. W każdym z nich należy spodziewać się wyraźnego negatywnego wpływu na PKB – między 0,8 a 1 pkt. proc. w 2025 r. i 0,4-1,4 pkt. proc. w 2027 r. Jeżeli punktem wyjścia jest wzrost PKB o 3% (tak, jak miało to miejsce w 2023 i 2024), to samo ograniczenie imigracji zetnie go w tym roku do 2%, a do tego należy dołożyć inne negatywne szoki (wojna handlowa, ciasna polityka pieniężna, etc.). Co ciekawe, wpływ na inflację jest ograniczony, rzędu 0,1-0,2 pkt. proc. Jest to być może niezgodne z kierunkiem, jaki obrała debata publiczna na ten temat (obawy o wzrost inflacji pod wpływem deportacji), ale zgodny z wiedzą ekonomiczną. Imigracja jednocześnie zwiększa i zagregowany popyt, i zagregowaną podaż. Wpływ na płace i inflacje musi się być mały.
pekao.com.pl