niedziela, 1 czerwca 2025



Władywostok, podobnie jak znaczne połacie całego Rosyjskiego Dalekiego Wschodu, leży na dawnych terenach mandżurskich. W XVII wieku prące na wschód Wielkie Księstwo Moskiewskie zetknęło się nad Amurem z Chinami. I zostało w swej ekspansji zatrzymane. W traktacie nerczyńskim (1689), wynegocjowanym pod okiem dwunastotysięcznej armii chińskiej, a więc w modelu dla Rosjan zrozumiałym, Moskwa musiała zgodzić się na wycofanie się z Nadamurza, czasem zwanego północną Mandżurią.

Rosjanie powrócili w połowie XIX wieku, wykorzystując osłabienie mandżurskich Chin spowodowane wojnami opiumowymi. Dzięki brawurze komandora Gienadija Newelskoja, rosyjskiej wersji konkwistadora, oraz dyplomatycznej zręczności kolonizatorów-imperialistów Mikołaja Murawjowa-Amurskiego i Mikołaja Ignatiewa, Cesarstwo Rosyjskie przyłączyło w 1858 roku do swoich terenów niemal milion kilometrów kwadratowych Nadamurza. A potem poszło za ciosem.

Ignatiew dwa lata później (1860) wymusił na pogrążonych w kryzysie Chinach zrzeczenie się ziem nad Ussuri, aż do granicy koreańskiej. To był już polityczny rozbój w biały dzień: tereny te nigdy nie należały do Rosji, nie toczył się o nie również spór, jak to miało miejsce z Nadamurzem. Wszystkie swoje sukcesy Rosja osiągnęła bez potrzeby wypowiadania wojny, prowadzenia działań zbrojnych, strat w ludziach i zasobach. Słowem, bez jednego wystrzału. Sun Zi, autor słynnej „Sztuki wojny”, byłby z nich dumny.

A to miał być dopiero początek. Na zdobytych terenach nad Ussuri założono w 1860 roku miasto Władywostok, czyli „Władcę Wschodu”. Nazwa była nieprzypadkowa: Rosja planowała dalszą ekspansję na Chiny, Koreę i pół Azji. Nie wyszło przez Japonię, która w 1905 roku dała łupnia Rosjanom, zatrzymując ich imperialistyczny pochód. Zdobyte od Chin nadamurskie i ussuryjskie ziemie, nazwane z czasem „Rosyjskim Dalekim Wschodem”, zamiast stać się forpocztą dalszej ekspansji, okazały się ostatnim bastionem Rosji wyrzuconym hen, na kresy imperium.

Symbolicznie dobrze to widać w drugim największym mieście Rosyjskiego Dalekiego Wschodu, Chabarowsku, nazwanym na cześć siedemnastowiecznego konkwistadora, Jewgienija Chabarowa. Na wzgórzu nad Amurem dumnie wznosi się tam monumentalny pomnik gubernatora Mikołaja Murawjowa, nazwanego „Amurskim” za swoją rolę w przyłączeniu Nadamurza. Zwrócony ku rzece kolonizator spogląda na chiński brzeg, sugerując następny krok. Ale ten nigdy nie nastąpił, a – parafrazując wypowiedziane w innym kontekście zdanie – jego „ślepe oczy wpatrzone w pustkę pozostają najbardziej wymownym pomnikiem wielkich nadziei z przeszłości i najtrafniejszym symbolem ich upadku”.

Patrząc na mapę, Rosyjski Daleki Wschód daje Rosji wyjście na Pacyfik. Bez niego Federacja Rosyjska byłaby większym Księstwem Moskiewskim z dołączoną syberyjską pustką, takim wielkim Turkmenistanem. Dostęp do wpadających do Pacyfiku mórz Ochockiego i Japońskiego daje Rosji strategiczną głębię i gospodarczy potencjał: możliwość podłączenia się do handlu azjatycko-pacyficznego i zbudowania w ten sposób bogactwa. Bo też Rosyjski Daleki Wschód powinien być miejscową wersją zachodnich wybrzeży w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie – motorów rozwoju. Ale Rosja nie jest USA ani Kanadą. Rosyjski Daleki Wschód to region biedny, zapóźniony i zdewastowany, borykający się z deindustrializacją, depopulacją i bezrobociem. Porównywany nie do Kalifornii czy Brytyjskiej Kolumbii, lecz do Korei Północnej.

(...)

Miasto zbudowano rękami azjatyckich gastarbeiterów. Po rosyjskich podbojach na te słabo do tej pory zaludnione tereny mandżurskie zaczęła się emigracja za chlebem Chińczyków i Koreańczyków przymierających głodem w swoich krajach. Znajdowali pracę przy powstawaniu nowych miast jak Władywostok, Chabarowsk czy Nikołajewsk nad Amurem, a także – niczym w USA, Kanadzie czy Australii – przy budowie kolei. Pod koniec XIX wieku prawie jedna trzecia wszystkich mieszkańców Rosyjskiego Dalekiego Wschodu pochodziła z Chin i Korei.

Rosjanom zaczęło to przeszkadzać, gdy z Zachodu dotarła do nich rasistowska koncepcja tak zwanego „żółtego zagrożenia”. To odwołująca się do najbardziej prymitywnych stereotypów spiskowa teoria głosząca perfidną chęć podboju przez rasę żółtą świata, a w wersji rosyjskiej – Syberii. Petersburg i Moskwa zaczęły więc stymulować słowiańską emigrację na te tereny, aż w końcu przyszedł Stalin i rozwiązał ten problem po swojemu: mordując albo zsyłając wszystkich wschodnich Azjatów do łagrów i na środkowoazjatyckie stepy. W efekcie, jak to ujęła pewna moskiewska badaczka, przez długie dekady ZSRR „w regionie było więcej Cyganów niż Chińczyków” (dziś pewnie napisałaby „Romów”).

Mit „żółtego zagrożenia” powrócił po upadku ZSRR. W warunkach chaosu terapii szokowej, chcąc ratować dalekowschodnich Rosjan od pustych półek w sklepach, wpuszczono Chińczyków, zezwalając na przygraniczny handel. W efekcie do Rosji ruszyły tysiące „mrówek”, kursujących w tę i z powrotem, sprowadzając tanią żywność, odzież i urządzenia RTV i AGD. Choć cel osiągnięto i chińskimi towarami złagodzono szok transformacji, to obudzono tym samym stare lęki. Dżin sinofobii został wypuszczony z butelki.

Dziesiątki tysięcy przebywających tymczasowo Chińczyków w rosyjskiej wyobraźni rozmnożyły się do setek tysięcy, a potem do milionów.

W połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku w Rosji zapanowała panika spod znaku „demograficznej ekspansji” Chin. Media, w tym najważniejsze (jak „Izwiestia”), straszyły rekonkwistą Syberii. Wrogą atmosferę napędzali politycy, od liberała Jawlińskiego po nacjonalistę Żyrinowskiego, straszący milionami Chińczyków na Syberii i utratą Rosyjskiego Dalekiego Wschodu na rzecz Chin. Na nic zdały się twarde dane, wyliczenia pokazujące, że Chińczyków w Rosji było (bo teraz już jest mniej) około pół miliona – na ponad 140 milionów obywateli Federacji Rosyjskiej – a na samym Rosyjskim Dalekim Wschodzie maksimum 200 tysięcy (dziś już mniej), na niecałe 8 milionów mieszkańców regionu (25 milionów, jeśli policzyć całą Syberię). Mit żył własnym życiem, aż przyszedł Putin i uciszył go metodami administracyjnymi.

Tymczasem najsłynniejszy fake news o Chińczykach na Syberii zreinkarnował się za granicą: na Zachodzie i zwłaszcza w Polsce, gdzie wciąż dominuje on w umysłach wielu ludzi. Łączy się on bowiem z innym popularnym, a błędnym przekonaniem: o chińskich planach rekonkwisty Syberii.

kulturaliberalna.pl

sobota, 31 maja 2025



Rozwój Chin jest godny podziwu. Ale o tym również warto rozmawiać, mając na uwadze szerszy kontekst ⬇︎

"[...]To  achieve  a  five-fold increase in its initial real GDP per capita, it took the UK more  than 160 years,  Germany more than  108 years, the USA more than 100 years and Japan more  than 75 years. A similar increase took South Korea just over  22  years,  Hong  Kong just  over  28  years, Taiwan just over 24 years and Singapore just over 26 years. China also took just over 25 years, but in this case transforming the lives of some one-fifth of the world’s population. [...]"

Każde kolejne państwo przechodzące rewolucję przemysłową robi to szybciej niż poprzednie. W przypadku Chin, ich rozwój, to rozwój 1.5 mld ludzi, co jest imponujące, ale ma to również swoje konsekwencje: średnia produktywność Chińczyka nadal jest na bardzo niskim poziomie (dużo niższa niż Polaka, a nawet niższa niż Albańczyka). Ich skala to ich błogosławieństwo, ale też przekleństwo.

x.com/LeszBuk

piątek, 30 maja 2025



Filipiny to bardzo specyficzny kraj. Niby azjatycki, choć z ducha bardziej latynoamerykański. Formalnie demokratyczny, realnie bardzo oligarchiczny. Na pewno zaś postkolonialny w podstawowym sensie, to znaczy takim, w którym skutki kolonializmu do dziś odgrywają fundamentalną rolę w życiu społecznym.

Archipelag był pierwotnie kolonią hiszpańską (zarządzaną z Nowej Hiszpanii, a więc z Meksyku), a następnie amerykańską. W tym pierwszym okresie wykształciła się klasa miejscowych plantatorów-obszarników. Za Amerykanów uzyskała ona dostęp do wielkiego kapitału i zdominowała życie polityczno-gospodarcze kraju, monopolizując najwyższe stanowiska w polityce, gospodarce, biznesie i mass mediach. W efekcie Filipiny są co prawda demokracją, w której władze się wybiera, ale niemal zawsze jej przedstawiciele pochodzą z wielkich rodów politycznych. To mniej więcej tak, jakbyśmy w RP wyłaniali swoich przywódców spośród Potockich, Czartoryskich, Lubomirskich, Radziwiłłów, Sapiehów, Lanckorońskich, Zamoyskich tudzież pomniejszych klanów i dynastii. Wybór niby by był.

Klan Dutertów na tym tle był prowincjonalnym drugoligowcem, silnym tylko na wyspie Mindanao. To charyzma i bezwzględność Rodrigo dały mu awans do politycznej ekstraklasy (złośliwi twierdzą, że sukces klanu był podstawowym celem rządów Rodrigo, reszta pozostała środkami doń prowadzącymi). Nagle wczorajsi parweniusze usiedli do stołu z magnatami z rodów Aquino, Arroyo czy Romualdez. Wzbudzali zapewne niesmak swym niskim pochodzeniem, byli jednak zbyt silni, by ich zignorować.

A Rodrigo dobrze poruszał się w gąszczu politycznych intryg, umiał „rozmawiać z klanami i przestrzegał niepisanych reguł filipińskiej gry politycznej”, jak to ujął najważniejszy polski filipinolog, profesor Franciszek Czech z UJ. Innymi słowy, Rodrigo wiedział, co może (zabijać, nawet masowo biedaków, więzić – ale nie mordować – przeciwników politycznych), a czego nie (doprowadzić do zamachu stanu czy popchnąć kraj w ramiona Chin). W efekcie dokończył prezydenturę z wysokim poparciem i utorował swojej córce, Sarze, drogę ku wiceprezydenturze.

W międzyklanowych układankach Dutertowie porozumieli się z inną pierwotnie parweniuszowską dynastą: Marcosami. Wywodzący się z północnego Luzonu, a więc z obrzeży rdzenia (Luzon to wyspa stołeczna, ale wszystko poza Manilą to już prowincja) ród wszedł na filipiński polityczny Olimp przebojem w latach pięćdziesiątych XX wieku. Dekadę później jego przywódca, Ferdynand Marcos (starszy) został prezydentem, a potem dyktatorem, zapewniając klanowi dwadzieścia lat rządów – dobrych dla familii, katastrofalnych dla kraju.

Marcosa i jego barwną żonę Imeldę (pochodzącą, nawiasem mówiąc, ze starego klanu Romualdezów), znaną głównie z imponującej kolekcji butów, obaliła ludowa rewolucja w 1986 roku. Wyniosła ona do władzy… nie, nie lud – co za niedorzeczny pomysł! – lecz stare klany, na czele z Aquino. Dość skutecznie blokowały one Marcosom polityczny comeback aż do momentu pojawienia się Dutertów w drugiej dekadzie XXI wieku.

Przed prezydenckimi wyborami w 2022 roku doszło do sojuszu Północ–Południe, otaczającego centralną Manilę. Północny klan Marcosów razem z południowym klanem Duterte uzbierał wystarczająco szabel (czytaj: głosów), by uzyskać podwójne zwycięstwo. Prezydentem został syn Marcosa, Ferdynand młodszy, a wiceprezydentką córka Duterte – Sara.

Układ przewidywał mijankę za sześć lat, Sara miała zostać prezydentem, a ktoś od Marcosów – wice. Tyle tylko, że raz zdobytą władzę trudno się dzieli. Już po roku pojawiły się niesnaski dotyczące personaliów. Dynastie pokłóciły się między innymi o rozdział ministerstwa obrony (armia!), pozycję marszałka senatu Martina Romualdeza (tak, z tych Romualdezów, to kuzyn prezydenta) i sprawę charyzmatycznego protestanckiego kaznodziei Apollo Quiboloya, napastującego seksualnie swoje wierne w przerwach między duchowym doradztwem Dutertom.

Publicznie konflikt eskalował w typowy filipiński, to znaczy operetkowy, sposób: Sara Duterte oświadczyła, że jeśli prezydent Marcos ją zabije, to ona już wynajęła płatnych kilerów i oni ją pomszczą (w pakiecie uśmiercą też Romualdeza). Politycznie spór pchnął Dutertów do zwrotu w stronę starych przeciwników Marcosów, klanu Arroyo. Z kolei Marcosowie odpowiedzieli, najpierw inicjując impeachment Sary Duterte, a następnie zrzucając na swoich dawnych sojuszników przemienionych teraz we wrogów, polityczną bombę atomową.

Będąc burmistrzem, a następnie prezydentem, Rodrigo Duterte był bardzo ostrożny. Owszem, raz czy drugi palnął, że tego zabił, a tamtego wyrzucił z lecącego helikoptera. Potem jednak od razu wkraczał jego rzecznik i uściślał, że to tylko licencia poetica, ot, taka tam przenośnia, hiperbola. Duterte, jak przystało na prawnika, umiejętnie unikał podpisywania czegokolwiek. Wolał wydawać polecenia ustne, najlepiej niejednoznaczne (Haga będzie miała zagwozdkę w udowodnieniu mu winy, nawiasem mówiąc). Na wszelki wypadek wycofał też Filipiny z Międzynarodowego Trybunału Karnego.

Był przezorny i ubezpieczony, ale nie docenił swoich przeciwników i to będzie go kosztować wolność. Marcosowie do aresztowania wykorzystali Interpol, a nie MTK, a z Interpolu Duterte Filipin nie wyprowadził. Tę partię polityczno-klanowych szachów kończącą się zbiciem królowej przeciwników Marcosowie rozegrali naprawdę koronkowo. Gdy Duterte wracał z Hongkongu, Interpol (po zakulisowych negocjacjach) formalnie zwrócił się do Manili o aresztowanie Duterte. Prezydent Marcos, obudzony rano, miał usłyszeć, że wydano za Duterte międzynarodowy nakaz aresztowania. I choć – jak to ujął później jeden z jego ministrów – podkreślał, że „nie ma powodu do świętowania” i „nikt nie powinien się cieszyć”, ba, wręcz ogarnęła go „melancholia”, to jako przywódca praworządnego, demokratycznego państwa nie mógł odmówić wspólnocie międzynarodowej. Z żalem podpisał zgodę na areszt. Była to po prostu filipińska wersja „nie chcem, ale muszem”.

Co dowodzi, że syn nauczył się na błędach ojca. Marcos starszy na własnej skórze przekonał się, że zabójstwa polityczne są kosztowne i ryzykowne (jego upadek zaczął się od zgładzenia o jednego człowieka z elit za dużo, Ninoya Aquino). Dla odmiany odesłanie wroga do Hagi, będące de facto polityczną eliminacją, ma same zalety. Można umyć ręce i obłudnie przedstawić się jako obrońca praworządności i sprawiedliwości.

A co na to Filipińczycy? Część się cieszy, inni są wściekli, ale większość jest w szoku. Przeważa niedowierzanie. W końcu nikt się nie spodziewał takiego manewru – Duterte jest pierwszym azjatyckim przywódcą postawionym przed MTK. Filipińczycy w większości czekają więc na to, co będzie. „Lud milczy”, można powiedzieć, parafrazując Puszkina.

Może odezwie się 12 maja, gdy odbędą się wybory uzupełniające do senatu. W nich to Marcosowie chcą wyciąć dutertowców, by uzyskać większość do usunięcia Sary z wiceprezydentury. Jak tłumaczy mi profesor Czech, jeśli im się uda, to klan Duterte czeka marginalizacja. Jednak, gdyby Dutertom udało się zdobyć dużo głosów, to będą kontratakować, a „Filipiny czekają trzy lata walki klanów”. Dlatego wybory mogą pokazać, co Filipińczycy sądzą o odesłaniu Rodrigo do Hagi.

Dla niego samego to już koniec. Może jeszcze zabłyśnie, jak ongiś Slobodan Miloszević, sprawną retoryką na sali sądowej, (...)

kulturaliberalna.pl

czwartek, 29 maja 2025



Nie skupiajcie się na tym, co precyzyjne i lokalne. Mówiąc wprost, nie miejcie wąskich horyzontów. Pasteur, wielki odkrywca i autor maksymy „Szczęście sprzyja przygotowanym”, rozumiał, że nie należy szukać w życiu jednej, konkretnej rzeczy, tylko codziennie ciężko pracować, żeby otworzyć przed sobą różne możliwości. Jak to ujął inny znany myśliciel Yogi Berra, „Jeśli nie wiesz, dokąd zmierzasz, musisz być bardzo ostrożny, bo możesz tam nie dotrzeć”.

Nassim Nicholas Taleb - Czarny łabędź

środa, 28 maja 2025



W weekend 24–26 maja agresor przeprowadził serię zmasowanych uderzeń na całym terytorium Ukrainy. Użył w nich łącznie ponad tysiąc dronów i rakiet. Celami były obiekty przemysłowe, lotniska i logistyka armii przeciwnika, ucierpiała jednak również ludność cywilna. Największy i najpoważniejszy w skutkach atak miał miejsce 25 maja – objął 13 regionów, w których łącznie zginęło 12, a rannych zostało 60 cywilów. Zgodnie z danymi ukraińskimi wróg wykorzystał tego dnia 298 bezzałogowców i – zgodnie z podsumowującym komunikatem tamtejszego Sztabu Generalnego – 84 rakiety (wcześniej Dowództwo Sił Powietrznych informowało o 69). Zestrzelone miały zostać 53 rakiety i 139 dronów, a 127 bezzałogowców lokacyjnie utracono. Do bezpośrednich trafień miało dojść w 22 lokalizacjach, zaś zniszczenia w 15 kolejnych miały być skutkiem upadku odłamków.

Zmasowane uderzenia objęły głównie Kijów i Odessę wraz z okolicami. Rakiety i/lub drony atakowały te miasta 24, 25 i 26 maja. W stolicy zniszczenia odnotowano m.in. na terenie zakładu Antonowa, a w Odessie – w rejonie portowym. Z większych miast ucierpiały też Charków (25 i 26 maja), Dniepr, Mikołajów, Pawłohrad, Sumy i Tarnopol (wszystkie 25 maja). 25 i 26 maja celem był obwód chmielnicki, gdzie atakowano głównie lotnisko Starokonstantynów, miało tam także dojść do zniszczeń w czterech zakładach przemysłowych. W okresie przed zmasowanymi uderzeniami i po nich celami bezzałogowców i rakiet były m.in.: Charków (20, 21 i 22 maja), Kropywnycki (22 maja), Mikołajów (22 maja), Odessa (23 maja), gdzie według niektórych źródeł pociski balistyczne Iskander-M trafiły w kontenerowiec z zaopatrzeniem dla armii, Sumy (21 i 27 maja) oraz Zaporoże (23 maja).

Zgodnie z danymi ukraińskimi od wieczora 20 maja do rana 27 maja najeźdźcy mieli łącznie użyć 1342 dronów uderzeniowych i ich imitatorów oraz 112 rakiet. Strącone miały zostać 722 drony, a lokacyjnie utracono 445. Obrońcy zadeklarowali również zestrzelenie 68 rakiet.

Wzrost skuteczności rosyjskich ataków jest możliwy dzięki technicznej modernizacji uzbrojenia i zmianom w taktyce – wynika ze słów rzecznika Dowództwa Sił Powietrznych Ukrainy pułkownika Jurija Ihnata. Atak na Kijów nocą 24 maja pokazał, że systemy Patriot mają problemy z przechwytywaniem nowej wersji pocisków Iskander-M (zestrzelonych miało zostać sześć z dziewięciu użytych przez agresora rakiet). Najeźdźcy coraz powszechniej wykorzystują także imitatory dronów uderzeniowych, co pozwala im mylić obronę przeciwlotniczą. Stosunek bezzałogowców z głowicą bojową do ich atrap ma aktualnie wynosić 60 do 40. Z kolei stosowanie uderzeń z wysokiego pułapu znacznie ograniczyło możliwość zestrzeliwania dronów z broni strzeleckiej. Zmiany te wymuszają zdecydowanie częstsze używanie systemów rakietowych, a przez to – szybsze wyczerpywanie zapasów pocisków do nich.

Siły ukraińskie zintensyfikowały ataki dronami w głąb terytorium FR, a ich celem były zwłaszcza obiekty przemysłowe. Zgodnie z rosyjskimi źródłami od wieczora 20 maja do rana 27 maja Ukraińcy wykorzystali co najmniej 1052 bezzałogowce (taką ich liczbę wskazano jako zestrzelone) – niewiele mniej niż agresor. Uszkodzenie infrastruktury odnotowano na terenie wytwórni półprzewodników w Bołchowie w obwodzie orłowskim (21 maja) i w produkujących wieloprowadnicowe wyrzutnie pocisków rakietowych zakładach Spław w Tule (22 maja). 23 maja drony lub ich szczątki wywołały pożary na obszarze wytwórni akumulatorów i baterii Energia w Jelcu w obwodzie lipieckim oraz w rafinerii Rosniefti w Riazaniu, a dzień później uszkodziły gazociąg w Nowomoskowsku w obwodzie tulskim. W rezultacie ataku na Tułę 26 maja doszło do czasowego odcięcia dostaw energii elektrycznej do niektórych dzielnic i okolicznych miejscowości. W części regionów – m.in. obwodzie moskiewskim – ukraińskie ataki spowodowały okresowe wstrzymanie pracy lotnisk.

(...)

Obrońcy najprawdopodobniej wyczerpali pociski do systemów obrony powietrznej SAMP/T i Crotale, a donatorzy mają kłopot z uzupełnieniem ich zapasów – powiadomił 26 maja dziennik „Le Monde”. Szczególne problemy wiążą się z dwiema bateriami systemu SAMP/T, przekazanymi kolejno przez Francję i Włochy. Obok amerykańskich patriotów są one bowiem jedynymi w wyposażeniu armii ukraińskiej systemami średniego zasięgu zdolnymi do zestrzeliwania pocisków balistycznych. Według francuskiej gazety dostarczone przez Francję jeszcze w 2022 r. dwie baterie wysłużonych systemów krótkiego zasięgu Crotale nie doczekały się nowych pocisków „od półtora roku”.

(...)

20 maja szef rosyjskiego Komitetu Śledczego Aleksandr Bastrykin poinformował, że 20 tys. migrantów, którzy uzyskali rosyjski paszport, wysłano na wojnę na Ukrainie w ramach obowiązkowej służby wojskowej. Wcześniej wskutek operacji przeprowadzonej przez MSW i Gwardię Narodową ujawniono 80 tys. nowych obywateli FR, którzy nie zarejestrowali się do służby wojskowej. Część z nich – głównie pochodzących z Uzbekistanu, Tadżykistanu i Kirgistanu – zmobilizowano i trafili oni bezpośrednio na linię frontu. W lipcu 2024 r. Duma Państwowa przyjęła ustawę, zgodnie z którą cudzoziemcy otrzymujący rosyjski paszport muszą jednocześnie właśnie zarejestrować się do służby. Nieuczynienie tego może skutkować odebraniem obywatelstwa.

25 maja szef Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy Ołeh Iwaszczenko potwierdził, że Chiny dostarczają obrabiarki, chemikalia i proch strzelniczy do ponad 20 rosyjskich przedsiębiorstw wojskowych. Według niego w latach 2024–2025 zrejestrowano co najmniej pięć lotów transportowych z ChRL z dostawami sprzętu, części zamiennych i dokumentacji, potwierdzono też sześć dużych transportów specjalistycznych chemikaliów. Wypowiedź Iwaszczenki spotkała się z reakcją chińskiego MSZ – 27 maja stanowczo zaprzeczyło ono, jakoby Pekin przekazywał śmiercionośną broń stronom konfliktu na Ukrainie, i sprzeciwiło się „bezpodstawnym oskarżeniom i manipulacjom politycznym” dotyczącym współpracy ChRL z Rosją.

osw.waw.pl


Nowa wersja dyplomatycznych mieszanych sztuk walki, która ma miejsce w Gabinecie Owalnym, wyrosła ze skromnych początków. Sesje zdjęciowe zawsze były skromnymi wydarzeniami, podczas których prezydent i jego gość podawali sobie ręce i wymieniali frazesy przez pięć do 10 minut, po czym ochroniarze wyprowadzali dziennikarzy, a akcja przenosiła się do sali gabinetowej.

Trump przetasował karty. W sesjach zdjęciowych uczestniczą teraz członkowie gabinetu, w tym Vance, a także cała gama mediów popierających MAGA [ruch Make America Great Again, Uczyńmy Amerykę znów wielką], i przekształciły się one w pełnoprawne konferencje prasowe, które prezydent wyraźnie lubi. — Cała królewska świta jest teraz na miejscu — mówi Bolton.

onet.pl/The Financial Times


Problem dla Ukraińców jest duży, bo gra idzie o ominięcie od zachodu Konstantynówki, która jest ważnym centrum oporu w całej okolicy. Jeśli Rosjanom uda się przebić polami na tyły tego miasta, to jego ukraińscy obrońcy znajdą się w trudnej sytuacji i najpewniej zostaną w końcu zmuszeni do wycofania się z dużymi stratami. Problem w tym, że nie widać poważniejszych fortyfikacji na drodze Rosjan. Te, które były, właśnie zostały przełamane.

Ponieważ wojna ma teraz charakter pozycyjny, to nie ma tutaj mowy o wielkim przełamaniu rodem z podręcznikowych operacji wojsk zmechanizowanych, które by oznaczało po nawet kilkadziesiąt kilometrów postępów dziennie przy pomocy wielkich kolumn ciężkiego sprzętu. Od początku tej fazy rosyjskich sukcesów mowa o maksymalnie kilkunastu kilometrach postępu w linii prostej. Na ponad miesiąc. Tempo w teorii żółwie, ale jak na tę wojnę znaczące.

Miejscem opisywanych wydarzeń są pola i małe wsie w obwodzie donieckim, na przestrzeni 50 kilometrów pomiędzy miastami Pokrowsk i Konstantynówka. Oba są połączone dobrą drogą, w pobliżu której, wykorzystując małe rzeki, stawy i zagajniki, ciągnęła się ukraińska linia umocnień. Od mniej więcej wiosny 2024 roku front był tam względnie stabilny. Początkowo Rosjanie skupiali się na bezpośrednim uderzeniu na Pokrowsk, ale zostali tam skutecznie zatrzymani wczesną jesienią. Na drugim końcu tego odcinka do początku tej wiosny byli uwikłani w krwawe i statyczne walki o miasto Toreck położone na południe od Konstantynówki. Z Pokrowska jednak tymczasowo zrezygnowali, a drugie miasto opanowali w marcu. W tym samym okresie zaczęli atakować na mniejszą skalę pomiędzy nimi i szybko okazało się, że to ma przyszłość.

Ponieważ wspomniany odcinek frontu pomiędzy Pokrowskiem a Konstantynówką był spokojny prawie rok, to stopniowo Ukraińcy ogołocili go z wartościowych jednostek. Kołdra wszędzie jest przykrótka, więc żeby wzmocnić jeden punkt, trzeba zabrać z innego. Pierwsze próbne ataki Rosjan w styczniu były częściowo udane, ale Ukraińcy zdołali ściągnąć skromne rezerwy, kontratakować i ustabilizować sytuację po utracie dwóch wiosek. Czując jednak słabość, rosyjskie wojsko zgromadziło jeszcze większe siły i w marcu nacisnęło ponownie, do końca miesiąca osiągając pierwsze sukcesy. Jednocześnie Rosjanie atakowali też nieco dalej na wschód w kierunku niedawno zajętego Torecka, zaczynając tworzyć worek wokół mocno trzymanej przez Ukraińców wsi Stara Mikolaiwka. Pod koniec kwietnia po stronie ukraińskiej coś pękło i zaczęły się szybkie postępy Rosjan.

Sukces jest efektem głównie słabej ukraińskiej obrony cierpiącej na skrajny niedobór piechoty. Całe umocnione pozycje są zazwyczaj bronione przez kilku żołnierzy, których jedyną nadzieją na przetrwanie ataków jest skuteczne wsparcie artylerii i dronów. Rosjanie jednak nie próżnują i ze swojej strony okładają każdą taką pozycję bombami lotniczymi, artylerią i własnymi dronami, wyczerpując obrońców. Dodatkowo w całym regionie aktywność rosyjskich bezzałogowców ma być bardzo wysoka i poważnie utrudniać funkcjonowanie ukraińskiej logistyki. Zaopatrzenie frontowych pozycji w wodę, żywność i amunicję, a do tego wymienianie żołnierzy i ewakuacja rannych, to karkołomne zadania zazwyczaj muszące się odbywać na piechotę. Rejon 15-20 kilometrów w głąb od linii kontaktu to strefa śmierci od dronów.

Rosjanie też mają taki problem, ale w przeciwieństwie do Ukraińców nie brakuje im ludzi. Ciągle ponawiają więc swoje małe ataki, w których zazwyczaj bierze udział nie więcej niż 10 ludzi, 1-2 pojazdy opancerzone, albo kilka samochodów czy motocykli. Ich zadaniem jest jak najszybsze przebycie ziemi niczyjej, wpadnięcie do ruin wioski czy ukraińskiej pozycji, zajęcie jej i trwanie. Następny atak idzie dalej i tak stopniowo front jest przesuwany. Wioska po wiosce, pozycja po pozycji.

W obecnej sytuacji problemem jest to, że na atakowanym przez Rosjan odcinku skończyły się widoczne z satelitów poważniejsze ukraińskie pozycje obronne. Cały obszar aż do odległej o około 25 kilometrów na północ Drużkiwki to głównie pola z niewielką ilością wiosek i jednym słabym pasem fortyfikacji. Rosjanie najpewniej skupią się teraz na jego zajęciu, co pozwoli im obejść od zachodu Konstantynówkę, poważnie utrudniając życie jej obrońcom. Tym bardziej że z tego kierunku umocnienia miasta są najsłabsze. Jednocześnie umożliwi to atakowanie od boku silnych ukraińskich fortyfikacji na południe od Konstantynówki. Zajmie to pewnie miesiące, ale może oznaczać utratę tego ważnego miasta przez Ukraińców jeszcze w tym roku. Jednocześnie analogicznie utrudniona zostanie obrona Pokrowska, bo Rosjanie będą mogli na nią naciskać też ze wschodu, choć tam ukraińskie umocnienia są znacznie silniejsze.

gazeta.pl

poniedziałek, 26 maja 2025



"Są informacje, że Chiny dostarczają maszyny, specjalistyczne chemikalia, proch i komponenty bezpośrednio do przedsiębiorstw o przeznaczeniu wojskowym. Posiadamy potwierdzone dane dotyczące 20 rosyjskich zakładów" - zaznaczył szef SZRU.

Według Iwaszczenki w latach 2024–2025 odnotowano co najmniej pięć przypadków współpracy z Chinami w branży lotniczej – dotyczy to sprzętu, części zamiennych, dokumentacji. "W sześciu przypadkach były to duże dostawy specjalistycznych chemikaliów" - dodał.

"Na początku 2025 roku 80 proc. krytycznej elektroniki wykorzystywanej w rosyjskich dronach pochodziło z Chin. Przy tym doszło do fałszywych oznaczeń, oszustw w nazwach oraz działania firm pośredników, przez które trafia wszystko, co niezbędne do produkcji mikroelektroniki" - stwierdził Iwaszczenko.

PAP


Prezydent Rosji Władimir Putin wykorzystuje dalekosiężne ataki na ukraińskie miasta, agresywne kampanie retoryczne i nadmierny pesymizm Zachodu co do sytuacji na polu bitwy na Ukrainie w wielotorowym wysiłku, aby obniżyć morale Ukrainy i przekonać Zachód, że zwycięstwo Rosji na Ukrainie jest nieuniknione, a wspieranie Ukrainy jest daremne. Siły rosyjskie zintensyfikowały dalekosiężne ataki na Ukrainę w ciągu ostatnich ośmiu miesięcy i przeprowadziły siedem największych ataków dronów i rakiet podczas wojny do tej pory od stycznia 2025 r. Rosyjscy urzędnicy obecnie zalewają przestrzeń informacyjną wezwaniami do Ukrainy, aby poszła na ustępstwa w sprawie swojej suwerenności i integralności terytorialnej, chociaż większość tych oświadczeń jest zgodna z długotrwałymi rosyjskimi żądaniami wojennymi i w rzeczywistości pokazuje, że żądania Rosji nie zmieniły się w ciągu ostatnich trzech lat wojny. Te żądania ignorują fakt, że sytuacja na polu bitwy zmieniła się dramatycznie od początku 2022 r. i że trzy lata strat siły roboczej i materiałów znacznie obniżyły zdolność rosyjskiej armii do podboju Ukrainy. Postępy Rosji znacznie spowolniły, ponieważ siły rosyjskie nadal ponoszą straty osobowe i coraz bardziej polegają na słabo wyszkolonej i wyposażonej piechocie, aby osiągnąć zyski. Putin pozostaje jednak głęboko zaangażowany w odwracanie uwagi od realiów sytuacji na polu bitwy, ponieważ doprowadzenie do zaprzestania zachodniej pomocy wojskowej dla Ukrainy jest jedyną prawdziwą nadzieją Rosji na wygranie tej wojny.

Siły rosyjskie przeprowadziły największy połączony atak dronów i rakiet w czasie wojny przeciwko Ukrainie w nocy z 24 na 25 maja. Ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały 25 maja, że ​​siły rosyjskie wystrzeliły dziewięć rakiet balistycznych Iskander-M i Kn-23 z obwodu kurskiego, 55 pocisków manewrujących Ch-101 i Kalibr z obwodu saratowskiego i Morza Czarnego, jeden pocisk manewrujący Ch-22 z przestrzeni powietrznej nad Morzem Czarnym i cztery pociski manewrujące Ch-59/69 z nieokreślonego obszaru Rosji oraz 298 dronów Szahed i wabików z kierunku miast Briańsk, Kursk i Orzeł; Millerowo w obwodzie rostowskim; i Primorsko-Achtarsk w Kraju Krasnodarskim. Ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały, że siły ukraińskie zestrzeliły 45 pocisków manewrujących, a dwa pociski Ch-59/69 „zgubiły się na miejscu”. Ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały, że Ukraina zestrzeliła 139 dronów, a 127 zostało „utraconych”. Ukraińscy urzędnicy poinformowali, że rosyjski atak był skierowany przede wszystkim na obwody kijowski i czernihowski, a także na obwody żytomierski, chmielnicki, tarnopolski, sumski, odeski, połtawski, dniepropietrowski, mikołajowski, charkowski i czerkaski. Ukraińscy urzędnicy poinformowali, że w wyniku ataków zginęło co najmniej 12 osób, a 60 zostało rannych.

Ukraińskie źródła zauważyły ​​25 maja, że ​​rosyjskie siły coraz częściej wystrzeliwują rakiety z okupowanego Krymu po tym, jak w ciągu ostatnich pięciu miesięcy używały ich rzadziej. Rzecznik ukraińskiego Głównego Zarządu Wywiadu (GUR) Andrij Czerniak poinformował, że rosyjskie siły wystrzeliły ponad 50 rakiet z mobilnych systemów rakietowych na okupowanym Krymie od 1 stycznia 2025 r. Czerniak stwierdził, że ukraińskie siły mają trudności z uderzeniem w mobilne systemy wyrzutni rakiet, ponieważ rosyjskie siły mogą rozmieścić systemy w ciągu 20 minut i szybko rozłożyć i przenieść systemy po wystrzeleniu. Eksperci zaznajomieni z tematem poinformowali, że rosyjskie siły wystrzeliwują z Krymu rakiety balistyczne Iskander, naddźwiękowe przeciwokrętowe pociski manewrujące Oniks i hipersoniczne pociski manewrujące Zircon. ISW ocenił 24 maja, że ​​rosyjskie siły użyły mniej rakiet manewrujących w pakietach uderzeniowych od stycznia 2025 r., prawdopodobnie z powodu zwiększonego uzależnienia od tańszych dronów dalekiego zasięgu. Nocny, połączony atak z 24 na 25 maja wskazuje, że Rosja może gromadzić pociski manewrujące, aby przeprowadzać na szeroką skalę połączone ataki na wiele obszarów Ukrainy. Rosja może również stosować bardzo zróżnicowane pakiety uderzeniowe, aby dezorientować siły ukraińskie i uniemożliwić im prowadzenie konsekwentnie skutecznej obrony powietrznej.

(...)

Kreml próbuje wykorzystać duże pakiety uderzeniowe i coraz bardziej agresywne działania retoryczne, aby odwrócić uwagę od słabych wyników rosyjskiego wojska na obecnym etapie wojny. Putin może ocenić, że znaczące ataki na miasta ukraińskie i agresywna retoryka rosyjska przeciwko NATO i państwom Europy Wschodniej odciągną wystarczająco uwagę od powolnych, wyczerpujących postępów Rosji we wschodniej Ukrainie. ISW zauważył wcześniej, że Rosja zintensyfikowała swoje działania narracyjne przeciwko Ukrainie w krytycznych momentach, gdy Zachód omawia dostarczanie Ukrainie dodatkowej pomocy wojskowej, a Putin prawdopodobnie postrzega obecną dyskusję na temat możliwego zawieszenia broni lub porozumienia pokojowego w celu zakończenia wojny jako kolejny krytyczny moment wśród zwolenników Ukrainy. Putin prawdopodobnie zamierza za pomocą dalekosiężnych uderzeń i agresywnej retoryki wywołać poczucie beznadziei na Ukrainie i Zachodzie oraz odwieść stolice europejskie i USA od dalszego wspierania Ukrainy, fałszywie przedstawiając zwycięstwo Rosji jako nieuniknione. Rosja wykorzystuje również swoje partnerstwa z wrogimi krajami, takimi jak Chińska Republika Ludowa (ChRL), Iran i Korea Północna, aby przeciwstawić się pozorom izolacji dyplomatycznej i pokazać się jako kraj mający potężnych sojuszników gotowych stawić czoła Zachodowi.

Rosyjscy urzędnicy próbują zaciemniać rzeczywistość narastających ograniczeń gospodarczych i materiałowych Rosji, które coraz bardziej utrudniają Rosji osiągnięcie znaczących korzyści na polu bitwy. Ukraiński dowódca naczelny generał Ołeksandr Syrskyi niedawno poinformował, że od początku 2025 r. rosyjskie siły poniosły 177.000 ofiar na Ukrainie, a ISW nadal ocenia, że ​​Rosja priorytetowo traktowała szybkie rozmieszczanie niskiej jakości wojsk z minimalnym przeszkoleniem i doświadczeniem na polu bitwy w celu uzyskania marginalnych korzyści, co dodatkowo komplikuje zdolność rosyjskich sił do prowadzenia złożonych operacji. Rosyjska baza przemysłowa obronna (DIB) nie jest w stanie produkować pojazdów opancerzonych i systemów artyleryjskich w tempie, które zrównoważyłoby obecne tempo strat Rosji w średnim i długim okresie. Rosja stoi również przed poważnymi wyzwaniami w zakresie równoważenia alokacji zasobów między produkcją przemysłową obronną a sektorem cywilnym i coraz bardziej polega na pracownikach migrujących, aby złagodzić znaczące niedobory siły roboczej pogłębione przez wysiłek wojenny. Kreml może na nowo oceniać swoją zdolność do prowadzenia długoterminowego wysiłku wojennego i najwyraźniej zmienia priorytety działań mających na celu przekonanie Zachodu do wyprzedzającego pójścia na rosyjskie żądania, biorąc pod uwagę ograniczenia gospodarcze i militarne Rosji.

understandingwar.org


Ostatnie kilka dni było bardzo trudnych dla obrońców ukraińskiego nieba. Rosja kilkukrotnie przeprowadziła zmasowane ataki z użyciem bezzałogowców i rakiet balistycznych oraz manewrujących. To podkreślenie jest tutaj potrzebne, bo dziś Rosja jest w stanie produkować tyle bezzałogowców, że ataki z użyciem nawet ponad setki dziennie mogą być prowadzone z dnia na dzień, podczas gdy jeszcze w latach 2022-2023 szacowano, że Moskwa będzie w stanie wyprodukować kilka tysięcy dronów Szahed, ale rocznie.

Jak dokładnie wyglądają statystyki z ostatnich kilku dni? W nocy z piątku na sobotę przeciwko Ukrainie wystrzelono 250 bezzałogowców typu Szahed (i podobnych) oraz 14 rakiet balistycznych Iskander-M i KN-23. Głównym celem ataku był Kijów. Zestrzelono sześć pocisków balistycznych oraz 128 dronów, 117 dalszych udało się zakłócić za pomocą systemów WRE lub upadły nie powodując żadnych szkód. Łącznie zneutralizowano 245 bezzałogowców, ale tylko sześć z czternastu rakiet balistycznych.

To jednak było tylko preludium do jeszcze większego ataku w nocy z soboty na niedzielę. Tym razem obok Iskanderów i Szahedów użyto także rakiet manewrujących odpalanych z bombowców. Łącznie wykorzystano aż 367 środków napadu powietrznego. Z dziewięciu Iskanderów nie zestrzelono żadnego, przez obronę przedarła się też wystrzelona Ch-22. Rzecznik sił powietrznych Ukrainy płk Jurij Ihnat stwierdził, kolejny już raz, że pociski Iskander są coraz trudniejsze do zestrzeliwania nawet dla Patriotów, bo wykonują manewry w końcowej fazie lotu i stosują pułapki. Należy dodać, że tego rodzaju rozwiązania były planowane w Iskanderach od początku, w pierwszych partiach (w tym używanych bojowo przeciwko Ukrainie) były jednak złej jakości. Doświadczenia bojowe pozwalają jednak Rosjanom ulepszać sprzęt używany do agresji.

Stosunkowo duża była skuteczność zwalczania rakiet manewrujących, bo z 55 odpalonych z bombowców Tu-95MS i Tu-160 oraz okrętów (Ch-101 i Kalibr) udało się zestrzelić 45. Z 298 dronów do celu dotarły 32, 139 zestrzelono, a 127 zostało zakłóconych lub upadło nie powodując szkód. Inna sprawa, że każdego takiego drona należy poszukiwać, choćby po to, by nie okazało się, że przenosi ładunki minowe lub małe bezzałogowce przeznaczone do użycia po pewnym czasie. Bo te mogą być bardzo niebezpieczne, np. dla ukraińskiej logistyki.

Jeśli chodzi o użycie bezzałogowców, to najbardziej skuteczny był atak w nocy z 25 na 26 maja. Użyto wtedy 355 dronów oraz dziewięciu rakiet Ch-101. O ile wszystkie rakiety zestrzelono, to skuteczność zwalczania dronów była dużo niższa, bo 68 (ponad 19 proc.) mogło dotrzeć do celu, fizycznie porażono 223 z nich, a 55 zostało obezwładnionych środkami WRE lub upadło nie powodując szkód. Można więc zakładać (i widać to w statystykach również z innych dni.), że skuteczność obrony przed bezzałogowcami jest zmienna z dnia na dzień.

defence24.pl

niedziela, 25 maja 2025



Siły rosyjskie znacznie rozszerzyły swoje wysunięte pozycje na południowy zachód od Kostyantynówki w ostatnich tygodniach i ustanowiły wystarczające pozycje, aby rozpocząć operację ofensywną w kierunku Kostyantynówki od południa lub wesprzeć okrążenie Pokrowska i Myrnohradu od północnego wschodu w nadchodzących tygodniach i miesiącach. Zlokalizowane geograficznie nagrania opublikowane 23 maja wskazują, że siły rosyjskie niedawno posunęły się na południe od Popowa Jaru (na zachód od Torecka) i zajęły pola na południowy wschód od osady. Rosyjski milbloger twierdził 23 maja, że ​​elementy 150. Zmotoryzowanej Dywizji Strzeleckiej (8. Połączona Armia [CAA], Południowy Okręg Wojskowy [SMD]) uczestniczyły w natarciu w pobliżu Popowa Jaru i że siły rosyjskie również posunęły się na północ i południe od Ołeksandropilu (na południowy wschód od Popowa Jaru). Inny rosyjski milbloger twierdził, że siły rosyjskie posuwają się dalej w kierunku Połtawki (na północ od Popowa Jaru) i w kierunku Rusyńskiego Jaru (na północny wschód od Popowa Jaru). Inny rosyjski milbloger twierdził, że oddziały 33. Zmotoryzowanego Pułku Strzelców (20. Zmotoryzowana Dywizja Strzelców, 8. Pułk Strzelców) posuwają się naprzód w pobliżu Nowooleniwki (na wschód od Popowa Jaru). Rosyjscy milblogerzy twierdzili, że siły rosyjskie zajęły większość Romanówki (na południowy wschód od Popowa Jaru) i że siły rosyjskie eliminują pozostałe pozycje ukraińskie na południe i południowy wschód od Zory (na południowy wschód od Popowa Jaru).

Rosyjskie wybrzuszenie na południowy zachód od Kostyantynówki prawdopodobnie wystarczy, aby wesprzeć przyszłą rosyjską operację ofensywną w kierunku Kostyantynówki lub Pokrowska, ale siły rosyjskie będą musiały poczynić dalsze postępy z Chasiv Yar i Toretsk oraz na zachód od Pokrowska, zanim siły rosyjskie staną się poważnym zagrożeniem dla któregokolwiek z tych miast. ISW zaobserwowało geolokalizowane nagrania wskazujące, że siły rosyjskie posunęły się o około 14 kilometrów od południowo-zachodnich obrzeży Kostyantynówki w najbliższym punkcie tego wybrzuszenia. Siły rosyjskie będą mogły wykorzystać to wybrzuszenie, aby posunąć się dalej wzdłuż autostrady T-0504 Pokrovsk-Kostyantynivka z południa w kierunku Kostyantynówki, gdy siły rosyjskie będą walczyć z ukraińską obroną na zachód od i wzdłuż zbiornika Kleban-Byk. Siły rosyjskie muszą wyeliminować pozostałe ukraińskie okrążenie na południowy zachód od Torecka i zmusić siły ukraińskie do wycofania się na północ od zbiornika wodnego Kleban-Byk, zanim wojska rosyjskie będą mogły kontynuować marsz wzdłuż drogi H-20 Donieck-Kostiantynówka, aby wesprzeć przyszłe postępy aż do południowych obrzeży Kostiantynówki.

ISW wcześniej zauważył, że siły rosyjskie mają trudności z wydostaniem się z Chasiv Yar i Toretsk, co prawdopodobnie skomplikowało plany Rosji dotyczące ofensywy na Kostyantynivkę i szerszy pas ukraińskich fortec. Postępy Rosji w Chasiv Yar były powolne w ciągu ostatniego roku, a siły rosyjskie muszą jeszcze znacząco wzmocnić rosyjskie ugrupowanie w tym obszarze, aby ułatwić dalsze postępy. Siły rosyjskie będą musiały przebić się przez ukraińską obronę i posunąć się na południe i południowy zachód od Chasiv Yar, zanim siły rosyjskie będą mogły zagrozić Kostyantynowce od północnego wschodu. Rosja wzmocniła swoje ugrupowanie sił w Toretsk na początku 2025 r., ale siły rosyjskie nadal mają trudności z przejściem przez sporną „szarą strefę”, którą ukraińscy i rosyjscy operatorzy dronów stworzyli w Toretsk i bezpośrednio na zachód od Toretsk. Siły rosyjskie muszą posuwać się naprzód na polach na północ, północny zachód i zachód od Toretsk i przejąć pozycje dalej wzdłuż autostrady T-0516 Toretsk-Kostyantynivka, zanim siły rosyjskie będą mogły rozpocząć poważną operację ofensywną przeciwko Kostyantynowce. Wystający na południowy zachód od Kostyantyniwki rosyjski przyczółek jest więc tylko jednym z trzech koniecznych obszarów, gdzie wojska rosyjskie muszą dokonać dalszych postępów, aby poważnie zagrozić Kostyantyniwce.

understandingwar.org