piątek, 25 kwietnia 2025



Dr Gizela Jagielska, pracująca w szpitalu w Oleśnicy, w 2024 r. przerwała ciążę pani Anity, która nosiła płód z ciężką postacią wrodzonej łamliwości kości. Przedtem pani Anita i jej mąż całymi miesiącami tułali się od lekarza do lekarza i od szpitala do szpitala, bezskutecznie próbując się dowiedzieć, co może czekać ich synka po urodzeniu. Nie informowano ich rzetelnie o stanie płodu, mamiono nadzieją. To, jak poważna jest wada, pani Anita uświadomiła sobie dopiero dzięki studentom, którzy przyszli z profesorem oglądać jej USG i żywo komentowali, co tam widzą ("Patrz, jakie ma nogi wygięte!" "Ile złamań!"). W końcu pacjentkę wbrew jej woli zamknięto w izolatce w szpitalu psychiatrycznym (choć w wywiadzie negowała myśli samobójcze). Dr Jagielska była pierwszą lekarką, która rzeczywiście jej pomogła. Postąpiła przy tym zgodnie z polskim prawem i aktualną wiedzą medyczną. Ale przecież to wszystko nie ma znaczenia, znaczenie ma tylko hasło "aborcja w 9. miesiącu ciąży".

W marcu w "Gazecie Wyborczej" ukazał się tekst Pauliny Nodzyńskiej o tej przerażającej historii. Miesiąc później do Oleśnicy wyruszył na białym koniu europoseł Grzegorz Braun (który już nie jest w Konfederacji, ale był jeszcze kilka tygodni temu, zanim sąd partyjny wyrzucił go za samowolny start w wyborach prezydenckich). Braun wraz ze swoją świtą - m.in. posłem Romanem Fritzem - postanowił omodlić szpital, nie dopuścić dr Jagielskiej do pacjentek i dokonać "obywatelskiego zatrzymania" lekarki. (...). Na miejsce przybyli policjanci, aby stać, patrzeć na Brauna i nic konkretnego nie robić. Bezkarność antyaborcjonistów i indolencja służb w środku kampanii wyborczej jeszcze dodała rozgłosu szpitalowi w Oleśnicy.

(...)

Jest taki termin "terroryzm stochastyczny". (Pisałam już kiedyś o tym w kontekście tego, jak Donald Trump szczuje na swoich politycznych przeciwników). Chodzi w nim o nakłanianie do przemocy, ale takie, w którym odpowiedzialność się rozmywa. Zamiast sączyć namowy do ucha jednej konkretnej osoby, puszcza się w eter określone komunikaty. Mówi się - np. w mediach czy mediach społecznościowych - że pani X jest złym człowiekiem, że popełnia straszne czyny, że zasługuje na karę. Nie sposób przewidzieć, w kim - i kiedy - takie opowieści zarezonują na tyle, że weźmie broń palną czy butelkę z kwasem i pójdzie "wymierzyć sprawiedliwość". A wtedy ci, którzy prowadzili nagonkę, umyją ręce. Oni przecież tylko wyrażali swoje zdanie. 

(...)

Jak na razie w sprawie gróźb wobec dr Jagielskiej policja zatrzymała cztery osoby.

gazeta.pl

czwartek, 24 kwietnia 2025



Ponad 70 lat temu, w książce o dynamice masowych, skrajnych ruchów "Prawdziwy wyznawca", Eric Hoffer pisał, że opierają się one nie tyle na konkretnej ideologii, ile na nienawiści do teraźniejszości i tęsknocie za niejasno określoną utopijną przyszłością. I wojna światowa i jej następstwa stworzyły grunt dla bolszewików, faszystów i nazistów. Gruntem dla trumpizmu były rozczarowania ostatnich 40 lat, kiedy w Ameryce kurczyła się klasa średnia i kruszyła wiara, że jutro będzie lepsze. Dobrze płatnych posad ubywało, najszybciej dla mężczyzn bez wyższego wykształcenia. Ich poczucie własnej wartości dodatkowo ucierpiało w wyniku zmian kulturowych: więcej kobiet pracuje – bo musi, trudniej kopnąć czarnego, Latynosa lub geja – bo chroni ich prawo. Kryzys finansowy z lat 2008-2009 pogrzebał wiarę w uczciwość reguł gry, a ci, którzy katastrofę sprokurowali, wyszli bez szwanku.

Prawica od 20 lat z powodzeniem, głównie z pomocą telewizji Fox, sprzedaje narrację, w której źródłem wszelkiego zła są intelektualne elity, czyli Demokraci. W tej opowieści odpowiadają oni za globalizację, nieszczelne granice i moralną dekadencję. Republikanie to partia uciskanych, zapomnianych i lekceważonych. I na tak przygotowaną scenę wkroczył Donald Trump. By zostać liderem ruchu budowanego wokół takich sentymentów nie trzeba ani wyjątkowej inteligencji, ani szlachetnego charakteru, ani oryginalności. Te cechy stanowią wręcz obciążenie. Potrzebne są za to: fanatyczne przekonanie, że jest się posiadaczem jedynej prawdy, zdolność do żarliwej nienawiści, bezczelność, która wyraża się w lekceważeniu zasad i uczciwości, zuchwałość i radość ze stawania innym okoniem. A także pokaźna dawka szarlatanerii, bo masowy ruch nie obejdzie się bez świadomego i celowego przeinaczanie faktów.

Kongres stał się terenem wojny kulturowej o sile i brutalności wcześniej niespotykanych. I w tej wojnie tkwi klucz do zrozumienia niesłabnącego poparcia, jakim Trump cieszy się wśród milionów, choć kolejne sądy stwierdzają, że naruszył prawo. Sądowe wyroki nie szkodzą jednak Trumpowi. Wręcz przeciwnie, stanowiły i stanowią kolejny dowód, że walczył i walczy z elitami, a one walczą z nim. W obozie MAGA słychać coraz częściej, że sędziowie kwestionujący decyzje Trumpa powinni zostać pozbawieni stanowisk, bo blokują "wolę ludu".

Dla popleczników Trumpa nie jest ważne, za czym, ale przeciw komu i czemu prezydent się wypowiada. Trzon jego wyborców święcie wierzy, że system jest zgniły, świat żeruje na Ameryce, liberalne media kłamią – więc cieszy ich widok energicznego prezydenta, który idzie jak taran i wszystko burzy. Zresztą łamanie konstytucji czy zdrada sojuszników to pojęcia bardziej abstrakcyjne niż deklaracja, że istnieją tylko dwie płci – co wzbudziło entuzjazm w czasie inauguracji.

(...)

Były wieloletni naczelny redaktor "Wall Street Journal", Gerard Baker pisze: "Doskonale wiemy, że zdecydowana większość republikańskich senatorów oraz niektórzy członkowie Izby Reprezentantów – gdyby zamknąć ich w pokoju i podać im serum prawdy – przyznałaby, że polityka handlowa Trumpa to katastrofa, jego atak na Kanadę i groźby siłowej aneksji są obłędem, kara wymierzona Wołodymyrowi Zełenskiemu i Ukrainie jest haniebna, gesty solidarności z Władimirem Putinem i Rosją są niebezpieczne, a dążenie do osłabienia NATO i lekceważenia paktu bezpieczeństwa z Japonią to akty narodowego samookaleczenia. A jednak milczą, widząc, gdy prezydent beztrosko oblewa benzyną nasze bezpieczeństwo narodowe i relacje międzynarodowe, a potem tańczy wokół nich z zapaloną zapałką". "Jestem pewien, że racjonalizują swoje tchórzostwo, wmawiając sobie, że ich polityczna przyszłość jest krajowi niezbędna".

Jedną z manifestacji kultu jednostki w stylu amerykańskim stały się posiedzenia gabinetu, przypominające ceremonie na dworach satrapów. Szefowie departamentów składają hołd, prześcigając się w deklaracjach podziwu i wdzięczności za światłe przywództwo. "London Review of Books" przypomina walory tej plejady gwiazd:

Sekretarz obrony ostrzega, że inwazja na Ukrainę "blednie" w porównaniu z "bezbożnym sojuszem ideologów politycznych i cipek Pentagonu".

Sekretarz zdrowia i spraw społecznych uważa, że tabletki na odrobaczenie koni są skuteczniejsze w walce z COVID-19 niż szczepienia.

Pani Sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego podarowała prezydentowi miniaturę Mount Rushmore z jego twarzą wyrzeźbioną obok Waszyngtona, Jeffersona, Lincolna i Roosevelta.

Dyrektor FBI obiecuje zemstę na nielojalnych dziennikarzach.

Pani sekretarz edukacji, przeciwna istnieniu Ministerstwu Edukacji, wsparła kampanię sumą 21 mln dol.

Specjalny wysłannik ds. Bliskiego Wschodu i negocjacji z Rosją opowiada, jak go wzruszyła wiadomość, że Putin modlił się za wyzdrowienie Trumpa.

onet.pl/Newsweek


Sygnałem do rozpoczęcia prześladowań żydowskich lekarzy i Żydów w ogóle była słynna instrukcja, którą Stalin przekazał podwładnym na skrawku papieru: „Bić, bić, bić. J. Stalin”. Wielki Boss zazwyczaj w ten sposób rozwiązywał hamletowską kwestię: „Bić czy nie bić?”. Jasne, że bić. Stalinizm był systemem regulowanym autopilotem samozagłady. Jego modus operandi polegał na tym, by maksymalnie co pięć lat fizycznie unicestwić tych, którzy przez ostatnie pięć lat unicestwiali poprzedników i na akord wyłapywali miliony ludzi do pracy w łagrach. „Pozyskiwanie” darmowej siły roboczej za pomocą tortur i fałszywych oskarżeń trwało nieustająco, podczas gdy dokonujący łapanki aparat państwowy co pięć lat trafiał do pieca krematoryjnego – wachta palaczy dorzucała do niego, by stać się opałem dla kolejnej wachty. Nie wiem, czy ktokolwiek w historii ludzkości wymyślił coś podobnego: fizyczna samozagłada jako homeostaza systemu politycznego, życia społecznego i gospodarki. Jak w samochodzie wymieniasz olej i filtry co dziesięć tysięcy kilometrów, tak tutaj w równych odstępach czasowych dokonujesz wewnętrznego ludobójstwa, inaczej silnik państwa się zatnie.

Jakub Benedyczak - Oddział chorych na Rosję

środa, 23 kwietnia 2025


22 kwietnia doszło do eksplozji w jednym z największych składów amunicji Ministerstwa Obrony FR – 51 Arsenale Głównego Zarządu Rakietowego i Artyleryjskiego położonym w pobliżu wsi Barsowo w obwodzie włodzimierskim. Według dostępnych danych w magazynie mogło znajdować się ponad 100 tys. ton amunicji, w tym rakiety Iskander i Toczka-U oraz pociski do systemów S-300, S-400, Grad, Smiercz i Huragan. Ukraińskie władze nie potwierdziły do tej pory udziału w ataku, zaś rosyjski resort obrony poinformował, że eksplozja była skutkiem „naruszenia zasad bezpieczeństwa podczas obchodzenia się z materiałami wybuchowymi”. Ministerstwo Sytuacji Nadzwyczajnych FR ogłosiło stan wyjątkowy w rejonie kirżackim, gdzie znajduje się arsenał, a lokalne władze – ewakuację kilku okolicznych miejscowości.

16 i 17 kwietnia ukraińskie siły zbrojne przeprowadziły atak dronami na obiekty wojskowe 112 Gwardyjskiej Brygady Rakietowej Armii Rosyjskiej w mieście Szuja w obwodzie iwanowskim – uszkodzeniu uległ budynek koszarowy. Według strony ukraińskiej jednostka ta miała być odpowiedzialna za zbrodnicze uderzenia rakietowe na Sumy w Niedzielę Palmową 13 kwietnia.

19 kwietnia ukraińskie lotnictwo dokonało uderzenia na obiekty wojskowe wroga w miejscowości Tiotkino w obwodzie kurskim, które miały służyć wyposażaniu i uruchamianiu dronów rozpoznawczych oraz szkoleniu ich pilotów. Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy powiadomił o zlikwidowaniu 20 operatorów bezzałogowców.

osw.waw.pl

Amerykański prezydent nie upoważni delegatów Białego Domu do współpracy z chińskimi urzędnikami w Pekinie w sprawie odprężenia [stosunków handlowych], donoszą anonimowo dwaj byli urzędnicy wysokiej rangi Departamentu Stanu i przedstawiciel branży. Senat nie zatwierdził jeszcze ambasadora w Chinach, Trump nie wyznaczył nikogo innego do prowadzenia rozmów z Pekinem, a Biały Dom nie kontaktuje się z chińską ambasadą w celu rozpoczęcia dyskusji.

Brak jakichkolwiek znaczących kontaktów zamroził rzeczywistą komunikację między oboma krajami i zagroził prawdopodobieństwu znalezienia rozwiązania w najbliższym czasie. — Nieoficjalne kanały nie działają, ponieważ prezydent Trump ich nie chce — powiedział Ryan Hass, były dyrektor ds. Chin, Tajwanu i Mongolii w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego podczas administracji Obamy. — Trump chce się kontaktować bezpośrednio z prezydentem Xi w taki sam sposób, jak z prezydentem Putinem. Nie sądzę, by był szczególnie zainteresowany zlecaniem przekazywania swoich poglądów innym — dodał.

Trump wielokrotnie wyrażał zainteresowanie rozmową lub spotkaniem z Xi w celu złagodzenia napięć handlowych. Jednak chiński przywódca opiera się tym zabiegom. Zamiast tego skupił się w tym tygodniu na zachęcaniu krajów Azji Południowo-Wschodniej do wzmocnienia relacji z Chinami w opozycji do amerykańskich ceł. Ten pozorny impas irytuje Biały Dom.

"Prezydent Trump dał jasno do zrozumienia, że piłka jest po stronie Chin" — powiedziała sekretarz prasowa Białego Domu Karoline Leavitt.

Rozmowa między przywódcami nie jest jednak jedynym sposobem na osiągnięcie porozumienia. Nieformalni wysłannicy Białego Domu, cieszący się zaufaniem zarówno Waszyngtonu, jak i Pekinu, mogliby położyć podwaliny pod porozumienie. Ich nieoficjalny status zapewniłby urzędnikom pewien stopień elastyczności i szczerości w negocjacjach z chińskimi władzami, co mogłoby pomóc przyspieszyć rozmowy handlowe, gdy spotkają się urzędnicy wyższego szczebla.

A kandydatów, którzy mogliby odegrać tę rolę w Pekinie, nie brakuje. — Istnieje wiele kanałów, w tym z naszej społeczności biznesowej i byłych urzędników amerykańskich i chińskich — potwierdziła Wendy Cutler, były starszy negocjator handlowy USA.

Biały Dom powiedział, że jego urzędnicy są w bliskim kontakcie z władzami w Pekinie, ale nie zdradził, czy nieformalna dyplomacja jest częścią jego strategii.

— Teza, że Biały Dom tłamsi rozmowy, nie odpowiada rzeczywistości — powiedział rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego Brian Hughes. — Istnieją różne kontakty na poziomie urzędników i personelu wyższego szczebla, które są kontynuowane, a my, jak powiedział prezydent, z zadowoleniem przyjmujemy dyskusje [z chińskimi władzami] — dodał.

Pekin jest prawdopodobnie nieufny wobec żądań Trumpa dotyczących rozmowy z Xi Jinpingiem, ponieważ chiński przywódca może stracić przewagę — zwłaszcza jeśli Trump zamieni spotkanie w publiczny spektakl.

— Chińska biurokracja nigdy nie pozwoli, by ich prezydent został postawiony w sytuacji, w której zostałby zaskoczony lub upokorzony — powiedział Hass. — Po incydencie z [ukraińskim prezydentem Wołodymyrem] Zełenskim, są oni bardzo wyczuleni na ryzyko, że Xi może zostać poniżony na arenie światowej, jego autorytet [może zostać] podkopany lub że on sam może stać się częścią porozumienia, które się rozpadnie.

Zamiast tego chiński rząd chce "wyznaczonej osoby" w administracji, która mogłaby rozpocząć rozmowy na temat zakończenia wojny taryfowej, podał w środę Bloomberg. Tego samego dnia Pekin mianował Li Chengganga, byłego asystenta ministra handlu, nowym przedstawicielem Chin ds. handlu międzynarodowego.

Mianowanie to może sygnalizować, że Pekin czeka, aż Trump wyznaczy własnego wysłannika. — Brak wiarygodnego oficjalnego kanału jest głównym powodem, dla którego rozmowa telefoniczna, o którą zabiega Trump [z Xi], nie doszła do skutku — powiedział Daniel Russel, były asystent sekretarza stanu ds. Azji Wschodniej i Pacyfiku.

onet.pl/Politico

- Ówczesny prezydent Joe Biden naciskał na przekazanie rosyjskich pieniędzy Ukrainie, pod jego rządami Kongres przyjął ustawę umożliwiającą ten krok. Podobne stanowisko zajmował Rishi Sunak, były premier Wielkiej Brytanii. Kanada, Japonia i Włochy zachowywały neutralność. Problem tkwił w Unii Europejskiej - mówi osoba zaangażowana w negocjacje.

Przeciwko konfiskacie rosyjskich pieniędzy występowały Francja, Niemcy i przede wszystkim Belgia, która blokowała każdą decyzję na poziomie UE.

Paryż twierdził, że obawia się potencjalnych konsekwencji dla stabilności euro, ponieważ Arabia Saudyjska i Chiny szantażowały Europę, że w razie naruszenia rosyjskich aktywów wycofają swoje, co mogłoby zachwiać rynkami finansowymi.

- Z kolei Berlin zasłaniał się słabymi argumentami prawnymi, ale ta pozycja była częścią miękkiej polityki wobec Rosji, którą uprawiał ówczesny kanclerz Niemiec Olaf Scholz. Najbardziej perfidną grę prowadzili Belgowie. Pod wieloma względami byli gorsi niż Węgrzy - mówi jeden z rozmówców WP.

"Opowiadam się za dużą ostrożnością, jeśli chodzi o zamrożone aktywa. W tej chwili to kura znosząca złote jaja. Również dla Ukrainy" - stwierdził na początku marca Bart De Wever.

W ustach premiera Belgii bynajmniej nie była to licentia poetica, a zanim "złote jaja" trafiły do Ukrainy, przez dwa lata wojny zbierał je belgijski rząd w Brukseli.

- W Europie są dwie izby rozliczeniowe, na których trzymają się lokalne giełdy papierów wartościowych: luksemburski Clearstream oraz największy w UE belgijski Euroclear. W odróżnieniu od Clearstream, który po 2014 roku zaczął ograniczać współpracę z rosyjskimi podmiotami, Euroclear nadal akceptował transakcje kremlowskich instytucji. W efekcie w lutym 2022 roku, po rozpoczęciu inwazji, został zmuszony zamrozić 191 miliardów euro, z których większość należała do Banku Centralnego Rosji - wyjaśnia Olena Haluszka, współzałożycielka projektu Międzynarodowe Centrum Zwycięstwa Ukrainy oraz dyrektorka ds. stosunków międzynarodowych w Kijowskim Centrum Działań Antykorupcyjnych.

- Dla Euroclear i Belgii było to jak wygrana na loterii. Kiedy rosyjskie obligacje dojrzały i zamieniły się w gotówkę, nagle zostali z niewyobrażalną górą pieniędzy. I choć Euroclear jako depozytariusz nie jest przystosowany do zarządzania tak olbrzymimi kwotami, zaczął inwestować te aktywa i otrzymywać superzyski w postaci odsetek. Z dnia na dzień wzrosły one prawie tysiąckrotnie - mówi jeden z naszych rozmówców.

Według niego już na samym początku inwazji Belgia uznała interesy Euroclear, który jest jednym z głównych płatników podatków w kraju, za tożsame z interesem narodowym.

- Innymi słowy: rząd belgijski postanowił chronić tę "wygraną na loterii". Kalkulacja jest prosta: belgijski fiskus nałożył 25 proc. podatku na zyski, które generowały rosyjskie aktywa. W roku 2022 i 2023 Euroclear zarobił odpowiednio 0,794 i 4,34 mld euro, więc do budżetu Belgii trafiło łącznie 1,282 mld euro. Dla porównania, w 2021 roku Euroclear zarobił 0,463 mld euro, czyli prawie 10 razy mniej niż zyskał na wojnie w Ukrainie i zamrożonych rosyjskich aktywach. Była to wystarczająca motywacja, by Belgowie zaczęli hamować wszystkie dyskusje na temat konfiskaty rosyjskich pieniędzy - dodaje.

- W 2023 roku uczestniczyłem w negocjacjach z przedstawicielami belgijskiego rządu. Panowie w drogich garniturach, z uśmiechem na twarzy tłumaczyli, że w zasadzie nie ma różnicy, czy opodatkowują sprzedawcę gofrów na ulicy, czy Euroclear, który zbija fortunę na krwawych pieniądzach. Usłyszałem: "Wiesz, to są normalne zyski". Była to obrzydliwa hipokryzja, bo w tym samym czasie Belgowie otaczali się aurą "prawdziwych Europejczyków", którzy wspierają Ukrainę walczącą o wspólne wartości. Pod tym względem nawet Węgrzy prowadzili o wiele bardziej uczciwą grę - opowiada jeden z naszych rozmówców.

(...)

- Na początku 2024 roku zarówno unijne władze, jak i USA, zaczęły wywierać na Belgię presję, by w końcu skonfiskować rosyjskie aktywa - mówi Hałuszka.

W ten sposób administracja Joe Bidena chciała zabezpieczyć finansowanie dla Ukrainy na wypadek powrotu do władzy Donalda Trumpa. - Miało ono nas uratować, gdyby Trump z dnia na dzień postanowił zatrzymać pomoc wojskową - wyjaśnia Hałuszka.

Na pełną konfiskatę aktywów Belgia się nie zgodziła, ale znaleziono kompromisowe rozwiązanie. Państwa G7 uzgodniły, że przekażą Kijowowi pożyczkę w wysokości 50 mld dol., która będzie spłacana z zysków generowanych przez zamrożone rosyjskie aktywa.

- Belgia się zgodziła, ale pod warunkiem, że Euroclear zatrzyma zyski za 2022-23 rok, a Belgia uzyskane z nich podatki - mówi jeden z naszych rozmówców.

Zgodnie z oficjalnym stanowiskiem Unii Europejskiej Euroclear zatrzymał 3,851 mld euro zysków z pierwszych dwóch lat inwazji jako "bufor" na wypadek "cyberataków oraz na pokrycie kosztów związanych z obroną prawną". Oprócz tego Euroclear pozwolono zatrzymać 10 proc. nowych zysków "w celu zapewnienia efektywności jego pracy".

Według ekspertów, z którymi rozmawiała WP, pieniądze pozostawione Euroclear są niewspółmierne do "efektywności pracy". W ciągu dwóch lat inwazji straty izby rozliczeniowej z powodu sankcji nałożonych na Rosję wyniosły 113 mln euro.

- Nie jest jasne, jak tu liczono współczynnik ekonomiczny. Zwłaszcza, gdy stawką jest przetrwanie Ukrainy - mówi Olena Hałuszka. - Belgia i Euroclear wymusiły na UE stworzenie wielopoziomowego systemu, który ich chroni. Ale Belgom nawet tego za mało, ponieważ lobbują przeciwko jakimkolwiek dalszym krokom związanym z konfiskatą.

Według niej kwota, pozostawiona Euroclear jest równowartością dwóch systemów Patriot oraz 500 rakiet, które mogłyby chronić ukraińskie miasta przed rosyjskimi rakietami. Tymczasem część tych funduszy wraca do Rosji.

W wypaczonej wizji rosyjskich władz zamrożenie aktywów było niezgodne z prawem, więc pozwala im podjąć lustrzane kroki: skonfiskować aktywa zachodnich firm w Rosji - co de facto i tak dzieje się od 2022 roku - albo domagać się od państw sojuszniczych Chin, Brazylii czy Arabii Saudyjskiej egzekwowania wyroków rosyjskich sadów co do Euroclear.

- Euroclear boi się, że Rosjanie mogą doprowadzić do zamrożenia ich własnych aktywów, więc opłacają usługi rosyjskich prawników. Tym samym legitymizują tę sądowniczą farsę - mówi Hałuszka.

(...)

Od lutego 2024 roku Euroclear został zobligowany do przekazania zysków z rosyjskich aktywów Ukrainie. Pierwsza płatność w wysokości ok. 1,55 mld euro została przekazana w lipcu 2024 roku. Druga - w wysokości ok. 2 mld euro - miała nastąpić w marcu 2025 r.

Belgia również wykazała się dobrym gestem i poinformowała, że podatek od rosyjskich aktywów też przekaże Ukrainie. Oczekiwaną kwotę - 1,76 mld euro - założono w budżecie jako pomoc dla Kijowa na lata 2024-2025, co oznacza, że Belgia prawdopodobnie znowu nie poniesie żadnych kosztów. Wszystko wskazuje, że z tych pieniędzy również zamierza pokryć wydatki związane z pomocą ukraińskim uchodźcom.

wp.pl

wtorek, 22 kwietnia 2025


Rosyjskie media państwowe nagłośniły apele szefa okupacji obwodu chersońskiego Władimira Saldo o dodatkowe ustępstwa terytorialne ze strony Ukrainy na obszarach, do których Rosja jeszcze formalnie nie rościła sobie praw. Saldo oświadczył 21 kwietnia kremlowskiej agencji informacyjnej TASS, że „powrót” zachodniego (prawego) brzegu rzeki Dniepr jest „fundamentalnie ważny” i „absolutnym priorytetem” dla Rosji. Saldo twierdził, że siły ukraińskie będą kontynuować wysiłki, aby wykorzystać wschodni (lewy) brzeg rzeki jako „dźwignię nacisku” przeciwko Rosji i że obecność sił ukraińskich na zachodnim brzegu utrudnia wznowienie żeglugi wzdłuż rzeki. Saldo stwierdził, że „odcinek [rzeki Dniepr], który przepływa przez obwody chersoński, zaporoski i dniepropietrowski, musi być całkowicie pod [rosyjską] kontrolą”, aby zagwarantować rozwój infrastruktury „związanej z rzeką”. Siły rosyjskie zajmują obecnie pozycje tylko na wschodnim brzegu rzeki Dniepr w obwodach chersońskim i zaporoskim, jednak prezydent Rosji Władimir Putin od czerwca 2024 r. konsekwentnie domaga się, aby Ukraina oddała Rosji wszystkie obwody zaporoski i chersoński. Saldo wydaje się wzywać do dodatkowych roszczeń terytorialnych Rosji wzdłuż rzeki w centralnym obwodzie dniepropietrowskim — obwodzie, którego Rosja formalnie nie rościła sobie ani nielegalnie nie zaanektowała. Nie jest jasne, ile terytorium wzdłuż brzegów rzeki w obwodzie dniepropietrowskim, jak twierdzi Saldo, musi znajdować się pod kontrolą Rosji, czy też Saldo sugeruje, że siły rosyjskie muszą zajmować rozległe terytorium na wschód i północny wschód od rzeki, aby Rosja „całkowicie kontrolowała” rzekę i jej bezpośrednie otoczenie. Siły rosyjskie mogą chcieć kontrolować co najmniej 25 kilometrów terytorium na obu brzegach rzeki Dniepr, aby uniemożliwić siłom ukraińskim przeprowadzenie ataków artyleryjskich na ten obszar.

understandingwar.org

Awans dostojewszczyzny do rangi idei narodowej oraz ideologii putinowskiej Rosji to nic innego jak zwycięstwo kultu śmierci i nekropolityki. Skoro jedynym pomysłem władzy na istnienie Rosji jest utrzymywanie fantasmagorii imperium, to niezbędna staje się sakralizacja śmierci na ołtarzu ojczyzny.

Okazuje się jednak, że śmierć za ojczyznę trzeba kupić. Było nie było, mamy XXI wiek, a Rosja to kraj darwinistycznego kapitalizmu, gdzie każdy zdany jest wyłącznie na siebie. Rosjanie nauczyli się wyceniać swoje życie. Jeśli putinowski reżim wymaga od nich, by przenieśli na państwo przysięgę „póki śmierć nas nie rozłączy”, to musi im za to zapłacić. Sam terror nie wystarczy.

Kremlowski umysł zaproponował walczącym w Ukrainie żołnierzom – najczęściej z niższych warstw społecznych – wojenny pakiet ubezpieczeniowy NNW złożony z trzech elementów, który większość Rosjan przyjęła z uznaniem. Pierwszy składnik NNW to pensja kilkunastokrotnie przewyższająca płacę minimalną, czyli 195 tysięcy rubli (około 12 tysięcy złotych) dla szeregowych żołnierzy, 100 tysięcy rubli dla zrekrutowanych więźniów, 300 tysięcy rubli i więcej dla oficerów (wobec strat rosyjskiej armii nie jest trudno awansować). Drugi składnik to szeroka paleta zapomóg, takich jak jednorazowa wypłata kilkuset tysięcy rubli, darmowa ziemia, zawieszenie długów, wakacje kredytowe, priorytetowy dostęp do przedszkoli, żłobków i opieki zdrowotnej. Ale najważniejsze w putinowskim pakiecie „śmierć to dopiero początek” są odszkodowania: 3 miliony rubli (185 tysięcy złotych) za odniesione rany i 12 milionów rubli (740 tysięcy złotych) dla rodziny w wypadku śmierci.

Kremlowski umysł wykreował sytuację, w której śmierć Rosjanina na wojnie będzie dla jego bliskich nie tragedią, lecz drogą do wyjścia z biedy, dźwignią awansu społecznego i odskocznią do lepszego życia. Tym samym śmierć stanie się składową rosyjskiej gospodarki, życia rodzinnego i społecznego, a nade wszystko nowym spoiwem umowy społecznej między putinowskim człowiekiem-karaluchem a rosyjskimi nieobywatelami. Na głębszym poziomie nekropolityka oznacza, że państwo się tobą zaopiekuje, a nawet poprawi twój los, jeśli oddasz mu w nieograniczone użytkowanie członka swojej rodziny, którego życiem i zdrowiem rozporządzi wedle uznania – wyśle na samobójczą misję, oddeleguje do sprzątania szpitali polowych albo zrzuci bez spadochronu, jeśli taka będzie konieczność.

Jakub Benedyczak - Oddział chorych na Rosję

niedziela, 20 kwietnia 2025



Prezydent USA Donald Trump zakłócił jedność sojuszu transatlantyckiego, dążąc do szybkiego zakończenia wojny. Ale nawet jeśli zabiegi Trumpa skierowane do Putina doprowadzą do powierzchownej odwilży w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, fundamentalna nieufność Putina do Zachodu sprawi, że prawdziwe pojednanie będzie niemożliwe. Nie może być pewien, że Trump skutecznie zmusi Europę do przywrócenia więzi z Rosją i wie, że w 2028 r. nowa administracja USA może po prostu dokonać kolejnego zwrotu w polityce. Niewiele amerykańskich korporacji ustawia się w kolejce, aby powrócić do Rosji. A Putin nie wycofa się ze swoich strategicznych relacji z chińskim przywódcą Xi Jinpingiem. Kreml będzie nadal przyjmował chińską technologię (w tym narzędzia cyfrowej represji), utrzyma zależność od chińskich rynków i systemu finansowego oraz pogłębi swoje więzi bezpieczeństwa z Pekinem, nawet jeśli postawi go to na kursie kolizyjnym z Waszyngtonem.

Niesmak strategii ustępstw Trumpa może jednak skłonić innych przywódców, szczególnie w Europie, do podwojenia wysiłków w kierunku powstrzymywania, a nawet do okazania otwartej wrogości wobec Rosji. Ale samo to byłoby błędem. Reżim Putina prawie na pewno nie upadnie od wewnątrz. Odstraszanie musi zatem pozostać kamieniem węgielnym polityki Zachodu, a zwłaszcza strategii europejskiej, przynajmniej w najbliższej przyszłości.

Pewnego dnia Putin jednak zniknie z pola widzenia. Nawet jeśli, co jest prawdopodobne, kolejni przywódcy Rosji wyłonią się z jego wewnętrznego kręgu, będą mieli większą elastyczność w kształtowaniu trajektorii kraju — i pewne praktyczne motywy, aby skorygować kurs. Chociaż jej ludzie nie są niespokojni, Rosja Putina jest wewnętrznie słaba. Najbardziej oczywistym sposobem dla następców Putina na poprawę pozycji kraju byłoby ponowne zrównoważenie jego polityki zagranicznej. Więc nawet jeśli przywódcy Europy wzmocnią odstraszanie wobec Rosji, muszą zacząć przygotowywać się do wykorzystania okna możliwości, które otworzy się wraz ze zniknięciem Putina ze sceny.

(...)

Podczas pierwszych dwóch kadencji Putina na Kremlu — między 2000 a 2008 rokiem — PKB Rosji prawie się podwoiło dzięki rosnącym cenom towarów, napływowi zachodnich inwestycji, reformom rynkowym i boomowi przedsiębiorczości. W porównaniu z dyktatorskimi epokami caratu i komunizmu w Rosji oraz jej chaotyczną dekadą po upadku Związku Radzieckiego, kraj ten nigdy nie był tak zamożny i wolny w tym samym czasie. Chociaż wzrost gospodarczy wyhamował w latach 2010., umowa społeczna pozostała w dużej mierze nienaruszona.

Jednak w trakcie wojny na Ukrainie gospodarka rosyjska i podtrzymywana przez nią umowa społeczna uległy znacznym zmianom. W styczniu 2024 roku ekonomistka Alexandra Prokopenko opisała sytuację, w jakiej znalazł się Kreml, jako „niemożliwy trilemat”. Kreml musiał sfinansować coraz bardziej kosztowną wojnę, utrzymać poziom życia obywateli i zabezpieczyć makroekonomiczną stabilność Rosji — cele, których nie można było osiągnąć jednocześnie.

Ale Putin rozwiązał zagadkę. Postanowił skupić się na finansowaniu wojny: w latach 2025–2027 rząd rosyjski planuje przeznaczyć około 40 procent swojego budżetu państwa na obronę i bezpieczeństwo, zaniedbując inne priorytety, takie jak opieka zdrowotna i edukacja. Wojna była dobra pod względem gospodarczym dla większości Rosjan. Po nieznacznym spadku w 2022 roku PKB Rosji wzrósł o 3,6 procent w 2023 roku i o kolejne 4,1 procent w 2024 roku, dzięki wydatkom na obronę. Główne niedogodności ekonomiczne wojny, takie jak dwucyfrowa inflacja, zaczęły się ujawniać dopiero pod koniec 2024 r. Nawet po tym, jak na Ukrainie ucichną działa, gospodarka Rosji pozostanie silnie zmilitaryzowana. Przemysł zbrojeniowy będzie musiał uzupełnić kolosalne straty sprzętu przez wojsko, a Putin rozpoczął kosztowny plan modernizacji armii.

Jeśli wojna na Ukrainie zostanie wznowiona lub będzie kontynuowana, sytuacja gospodarcza Rosjan może stać się znacznie gorsza. Jednak ten scenariusz raczej nie wywoła poważnej presji na zmianę reżimu. Im bardziej rosyjska gospodarka znajduje się w trudnej sytuacji, tym bardziej Moskwa podejmuje działania w celu wzmocnienia represji. Kreml kryminalizuje krytykę wojny i rosyjskiego wojska i wszczął głośne sprawy sądowe przeciwko wybitnym i mało znanym dysydentom. Reżim dramatycznie zwiększył również liczbę osób, które oficjalnie uznaje za „agentów zagranicznych” i ataki na organizacje uważane za „niepożądane”, stawiając krytyków wojny przed trudnym wyborem: wygnanie za granicę lub więzienie w kraju. Policja i siły bezpieczeństwa mają wszelkie powody, aby ścigać takie sprawy, ponieważ funkcjonariusze są wynagradzani za liczbę wrogów, których ujawniają.

Putin, czyniąc krytykę swojej wojny zaporową, jednocześnie uczynił ją narzędziem redystrybucji bogactwa. Jej głównymi beneficjentami byli oczywiście członkowie jego otoczenia i ich sieci patronackie. Niektórzy z nich skorzystali z odejścia zagranicznych i międzynarodowych korporacji z Rosji, kupując zdeprecjonowane aktywa lub po prostu je konfiskując, zazwyczaj przy wsparciu wpływowych osób z wewnątrz, takich jak czeczeński przywódca Ramzan Kadyrow. Jednak poza superbogatymi są dziesiątki tysięcy innych oportunistów, którzy skorzystali na wojnie, takich jak przedsiębiorcy zarabiający na łamaniu sankcji. Dalej w hierarchii setki tysięcy białych kołnierzyków — szczególnie w IT, finansach i usługach biznesowych — korzysta z wyższych pensji, ponieważ ich dysydenci emigrują, a ich umiejętności stają się rzadsze.

Wreszcie Putin kupił poparcie, przekupując zmobilizowanych na front mężczyzn, pracowników zakładów wojskowych i członków ich rodzin. Według Kremla w czerwcu 2024 r. na linii frontu znajdowało się około 700 000 Rosjan. Średnia pensja rosyjskiego żołnierza wynosi obecnie blisko 2000 USD miesięcznie, co stanowi dwukrotność średniej krajowej i czterokrotność średniej ogólnej w dziesiątkach regionów, które wysłały najwięcej poborowych. Od początku inwazji zginęło lub zostało rannych ponad 800 000 rosyjskich żołnierzy; rząd wysłał ich rodzinom do 80 000 USD za każdą ofiarę lub śmierć. Wydatki finansowe Kremla stworzyły w ten sposób dużą grupę ludzi, którzy zawdzięczają swój awans materialny — i perspektywy zawodowe — niesprawiedliwej wojnie. W 2024 r. Kreml uruchomił program szkolenia i umieszczania weteranów w sektorze publicznym lub pracy rządowej.

(...)

Na długo przed pełnoskalową wojną na Ukrainie i dzięki represjom Putina rosyjskie społeczeństwo cierpiało z powodu bezwładności i wyuczonej bezradności. Jednak w ostatnich latach Kreml stosował szeroko zakrojoną inżynierię społeczną, aby zakorzenić nieufność do Zachodu w rosyjskiej psychice. We wrześniu 2022 r. wprowadził do wszystkich szkół cotygodniowe sesje propagandowe, które uczą prowojennych narracji ukrytych pod postacią lekcji patriotyzmu. Państwo stało się bardziej interwencyjne w rozrywce i kulturze, zmuszając niezależnych muzyków, artystów i pisarzy do emigracji; etykietowanie dysydenckich pisarzy „ekstremistami”; i organizowanie pokazowych procesów liberalnych intelektualistów, którzy sprzeciwiali się wojnie. Czerpiąc inspirację z Komunistycznej Partii Chin, Kreml starał się zbudować cyfrową żelazną kurtynę, zakazując Instagrama i Facebooka oraz ograniczając YouTube, z którego prawie połowa Rosjan powyżej 12 roku życia korzystała wcześniej codziennie.

(...)

Wojna na Ukrainie nie zmieniła tymczasowo rosyjskiej polityki zagranicznej. Zmieniła ją na dobre. Polityka zagraniczna Rosji została podporządkowana trzem celom: budowaniu sojuszy w celu wsparcia wysiłków wojennych, utrzymaniu gospodarki objętej sankcjami i zemście na Zachodzie za wsparcie Ukrainy. Rosyjscy urzędnicy dokonali dużych nowych inwestycji w partnerstwa z reżimami i podmiotami gotowymi nałożyć dodatkowe koszty na Zachód, w szczególności Koreę Północną, Iran i irańskie pełnomocniki, takie jak milicja Huti w Jemenie.

Jeśli wojna się skończy, a Stany Zjednoczone zniosą sankcje, Kreml może tymczasowo wstrzymać niektóre ze swoich najbardziej zuchwałych działań antyamerykańskich, w tym dostarczanie broni wrogom USA, takim jak Huti. Jednak zachowa zdolność do wznowienia tych działań, gdy ekipa Trumpa odejdzie. (...)

Co najważniejsze, Rosja zdecydowanie zwróciła się w stronę Chin. Przed wojną oba kraje znajdowały się w stanie asymetrycznej współzależności, w której Chiny miały większą dźwignię, a Rosja zabezpieczała się, utrzymując handlowe, finansowe i technologiczne więzi z Europą. Jednak od 2022 r. Putin zaakceptował znacznie głębszą zależność od Chin w zamian za wsparcie wojenne Pekinu. Kremlowi udało się kontynuować wojnę przez trzy lata wyłącznie dzięki przepływowi kluczowych komponentów broni z Chin. Rosyjska gospodarka utrzymała się na powierzchni, ponieważ Chiny kupują obecnie 30 procent rosyjskiego eksportu, w porównaniu z 14 procentami w 2021 r., i dostarczają 40 procent swojego importu, w porównaniu z 24 procentami przed wojną. Pekin zapewnia również Moskwie infrastrukturę finansową denominowaną w juanach, za pomocą której może prowadzić handel zagraniczny.

foreignaffairs.com


Kreml stosuje ceny dynamiczne dla premii za zaciąg, aby rekrutować dodatkowych ochotników i próbować utrzymać przedłużający się wysiłek wojenny Rosji na Ukrainie. Liczni poddani federalni Rosji drastycznie podnieśli wysokość jednorazowych premii za zaciąg pod koniec 2024 r. i na początku 2025 r. oraz wprowadzili dodatkowe krótkoterminowe tymczasowe premie za podpisanie umowy, aby zachęcić więcej Rosjan do zgłaszania się na ochotnika do walki na Ukrainie. Samara, Omsk, Nowosybirsk i inne obwody wprowadziły dodatkowe wynagrodzenie pod koniec 2024 r. i na początku 2025 r. dla osób, które zarejestrują się w określonym krótkim okresie – zwykle od trzech tygodni do dwóch miesięcy – w celu rekrutacji dodatkowych ochotników. Podmioty federalne Rosji jednocześnie i szybko zwiększają stałe kwoty jednorazowych premii. Gubernator Kraju Nadmorskiego Oleg Kożemyako zwiększył regionalne premie za zaciąg trzykrotnie od początku 2025 r. – kraj zapłacił 800.000 rubli (9690 USD) przed 1 stycznia 2025 r.; milion rubli (12.114 USD) w okresie od 1 stycznia do połowy lutego 2025 r.; 1,6 miliona rubli (19.383 USD) w okresie od połowy lutego do 1 kwietnia 2025 r.; i 2,5 miliona rubli (30.284 USD) od 1 kwietnia 2025 r. Gubernator obwodu irkuckiego zwiększył jednorazowe premie za zaciąg z około 600.000 rubli (7207 USD) do 1,4 miliona rubli (16.960 USD) 19 marca 2025 r. Średnia jednorazowa premia za zaciąg oferowana w rosyjskich podmiotach federalnych i na okupowanej Ukrainie od 14 kwietnia 2025 r. wynosi 1,51 miliona rubli (18.292 USD). Kwota ta obejmuje premie oferowane zarówno przez władze regionalne, jak i federalne.

Rosyjskie wskaźniki rekrutacji najwyraźniej wzrosły na początku 2025 r., prawdopodobnie w wyniku tymczasowych podwyżek premii za zapisanie się przez Kreml i oczekiwań niektórych Rosjan na wynegocjowane zawieszenie broni na Ukrainie. Rosyjski opozycyjny portal Verstka poinformował 11 kwietnia, że ​​statystyki z Unified Selection Point (głównej rosyjskiej agencji rekrutacyjnej wolontariuszy) pokazują, że miesięczne wskaźniki rekrutacji kontraktowej w Moskwie prawie podwoiły się pod koniec marca i na początku kwietnia 2025 r. w porównaniu ze styczniem 2025 r. Verstka zauważył, że rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) zrekrutowało ponad 6300 osób za pośrednictwem ochotniczych kontraktów wojskowych w Moskwie od początku 2025 r. Verstka dodał, że wskaźniki rekrutacji nagle wzrosły od 17 marca, pośród doniesień o rozmowach pokojowych między Ukrainą a Rosją i wyparciu sił ukraińskich przez siły rosyjskie z dużej części obwodu kurskiego. Pracownik rosyjskiego centrum rekrutacyjnego w nieznanym mieście na Syberii powiedział Radiu Swoboda, że ​​wskaźniki rekrutacji w mieście osiągnęły szczyt w marcu 2025 r. po tym, jak władze regionalne zwiększyły jednorazowe premie za zaciąg do miliona rubli (12.114 dolarów). Pracownik dodał, że wielu ochotników, którzy się zaciągają, czekało, aż władze regionalne zwiększą jednorazową wypłatę i mają nadzieję, że rozmowy pokojowe między Ukrainą a Rosją doprowadzą do zawieszenia broni, które pozwoli im uniknąć walki. Analityk z Niemieckiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa (SWP) ekstrapolował dane dotyczące rekrutacji dla 37 rosyjskich podmiotów federalnych i ocenił 13 kwietnia, że ​​Rosja obecnie rekrutuje około 1300 ochotników dziennie, czyli około 39.000 miesięcznie. (...)

Wydaje się, że rosyjscy poddani federalni zintensyfikowali swoje działania rekrutacyjne od marca 2025 r. i przeznaczają znaczne środki na reklamowanie służby wojskowej w Rosji, co sugeruje, że Kreml zamierza kontynuować obecne działania w zakresie generowania sił przez jakiś czas, pomimo rozmów pokojowych. Urzędnicy miejscy w Moskwie poinformowali Verstkę w połowie marca, że ​​Moskwa kontynuuje rekrutację ochotników, a rosyjskie Ministerstwo Obrony będzie nadal reklamować służbę wojskową. Verstka odkryła również, że obwód moskiewski ogłosił przetarg o wartości 78 milionów rubli (944.000 USD) na zorganizowanie internetowej kampanii rekrutacyjnej co najmniej do końca 2025 r. Verstka zauważył, że liczba rosyjskich ogłoszeń rekrutacyjnych do wojska na Telegramie wzrosła od końca marca 2025 r., przy czym rekruterzy opublikowali około 7000 ogłoszeń w pierwszym tygodniu kwietnia 2025 r. w porównaniu z 7300 ogłoszeniami opublikowanymi w całym styczniu 2025 r. Analityk SWP oszacował, że Rosja prawdopodobnie wydaje około 1,5 miliarda rubli (18 milionów dolarów) na regionalne premie za zaciąg i 500 milionów rubli (6 milionów dolarów) na federalne premie za zaciąg dziennie — czyli łącznie dwa miliardy rubli dziennie (24 miliony dolarów). Analityk SWP zauważył również, że średnie jednorazowe premie za zaciąg są w marcu 2025 r. o około 10 procent wyższe niż w grudniu 2024 r. Rosyjski portal opozycyjny Vazhnye Istorii (iStories) zauważył wcześniej, że wydatki rosyjskiego budżetu federalnego na lata 2025–2027 przeznaczono na federalne jednorazowe premie za zaciąg, nie wliczając premii rządowych.

understandingwar.org


Prokremlowscy tzw. korespondenci wojenni i "patriotyczni" blogerzy nie ukrywają, że nieoczekiwana inicjatywa Putina to gest w stronę Donalda Trumpa. Prezydent USA zaczął bowiem okazywać frustrację, że rozmowy pokojowe w sprawie Ukrainy utknęły w miejscu.

Operujący głównie na Telegramie prowojenni publicyści i korespondenci wojenni z jednej stronie zajmują się uprawianiem kremlowskiej propagandy, a z drugiej usiłują pełnić funkcję koncesjonowanej opinii publicznej. Często też mówią otwarcie, to czego Kremlowi powiedzieć nie wypada, tłumacząc obywatelom zawiłości państwowej polityki.

Związany blisko związany z Ministerstwem Obrony telegramowy kanał Rybar, nazwał zawieszenie broni "przede wszystkim działaniem na rzecz odbiorców zewnętrznych", które pozwoli Rosji stworzyć wizerunek "konstruktywnej strony". Autor zasugerował, że Ukraina z pewnością naruszy zawieszenie broni, a to wzmocniłoby pozycję dyplomatyczną Rosji i pokazało Zachodowi, że jest ona "gotowa do dialogu".

Telegramowy kanał "Wojennyj oswiedomitiel" zgodził się z tą opinią, zauważając, że zawieszenie broni ogłoszono nie po to, aby powstrzymać walki, ale by ugłaskać amerykańskiego prezydenta.

💬-Biorąc pod uwagę, że nagle ogłoszone zawieszenie broni ma rozpocząć się dosłownie za godzinę i potrwać mniej niż dwa dni, to jego naruszenia przez Siły Zbrojne Ukrainy są praktycznie nieuniknione, nawet gdyby chciały zaprzestać strzelania – napisano.

Tzw. korespondent wojenny Roman Saponkow nazwał zawieszenie broni "czysto medialnym krokiem pod adresem Trumpa", mającym na celu "przynajmniej zapewnienie swoich wyborców i licznym przeciwnikom o pewnych sukcesów negocjacyjnych".

Jego kolega Aleksandr Koc uważa, że ​​rozejm wielkanocny pozwoli Rosji pokazać, że jest w stanie wstrzymać ogień na całej linii frontu. Koc jest przekonany, że ​​Ukraina nie będzie przestrzegać zawieszenia broni, co uczyni pozycję Rosji korzystniejszą:

💬-Nie mam wątpliwości, że lista naruszeń zawieszenia broni ponownie trafi na stół w Gabinecie Owalnym - dodał.

Również nacjonalistyczna i prowojenna poetka Anna Dołgariewa wątpiła w realność rozejmu, nazywając jednak "ideę Naczelnego Dowódcy głęboko chrześcijańską".

Ogłaszając zawieszenie broni, Putin wyjaśnił, że zadziała ono tylko wtedy, gdy poprze je strona ukraińska. Zażądał, aby szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Rosji Walerij Gierasimow przygotował armię rosyjską na możliwość przypadków "naruszeń zawieszenia broni i prowokacji".

Początkowo wiele prokremlowskich kanałów Telegramu ze sceptycyzmem odniosło się do niespodziewanej decyzji Putina. "Korespondent wojenny" Aleksandr Sładkow napisał, że nie rozumie, jak miałaby się zachować rosyjska armia, jeśli Ukraina złamie zawieszenie broni, zignoruje propozycję lub poprosi o czas na przygotowanie się do jego przestrzegania. Nazwał jednak decyzję prezydenta Rosji "mocną". "Nie wątpię w decyzję Naczelnego Dowódcy" – napisał później.

Te same wątpliwości miał bloger wojskowy Jegor Guzenko, występujący pod pseudonimem "Trzynasty".

💬-Cudowny rozkaz, po prostu cudowny, ale chcę zadać pytanie: co jeśli […] zaczną naruszać te zawieszenia broni na wszelkie możliwe sposoby, przeprowadzając ataki, niszcząc naszych żołnierzy, czy nie powinniśmy odpowiedzieć? — oburzył się.

Korespondent wojenny Aleksander Koc stwierdził, że zawieszenie broni nie zapobiegnie działaniom wojennym.

💬-Chochły (pogardliwie Ukraińcy - Biełsat)  nie będą przestrzegać żadnego rozejmu. Dlatego, jak poprzednio, będziemy ich gnębić. Ale już w ramach odpowiedzi na naruszenie zawieszenia broni – stwierdził.

Kanał Telegram "Dwóch Majorów" wypowiedział się zwięźle na temat decyzji Putina: "Z rozkazami Naczelnego Dowódcy się dyskutuje, lecz wykonuje". Dodał, że decyzja ta zapewni "dodatkowy dzień odpoczynku" rosyjskiemu wojsku i pozwoli mu kontynuować walkę "z nową energią".

Tymczasem o złamaniu przez Ukrainę zasad zawieszenia broni zaczęła już informować rosyjska rządową agencja TASS, która oskarżyła jej armię o zbombardowanie okupowanego Doniecka i pobliskiej Horliwki. Tymczasem gubernator obwodu kurskiego Aleksandr Chinsztejn oskarżył ukraińskich "nazistów" o dokonanie "nieludzkiej zbrodni". Od uderzenia ukraińskiego drona miała zgiąć podróżująca samochodem kobieta. Trudno określić, na ile te doniesienia są prawdziwe, bo w przeszłości rosyjskiej armii zdarzało się ostrzeliwać kontrolowane przez siebie terytoria i oskarżać o to Ukraińców.  

O łamaniu przez Rosjan zawieszenia broni tym razem na masową skalę informował też dziś rano prezydent Ukrainy Wołodmyr Zełenski.

Amerykański dziennik The Wall Street Journal podobnie jak rosyjscy propagandyści uważa, że ogłoszenie "rozejmu wielkanocnego" było na rękę rosyjskiemu przywódcy Władimirowi Putinowi, ponieważ pozwoliło mu odnieść łatwe zwycięstwo dyplomatyczne bez ryzyka.

Gazeta zwraca uwagę, że Putin ogłosił zawieszenie broni na Ukrainie w okresie Wielkanocy dzień po tym, jak administracja Donalda Trumpa zagroziła zaniechaniem wysiłków zmierzających do zawarcia zawieszenia broni na Ukrainie, jeśli wkrótce nie zostanie osiągnięty postęp.

O sukcesie Kremla, który rzekomo przymusił Ukrainę do zawieszenia broni, zaczęli mówić też rosyjscy politycy. Senator Aleksiej Puszkow nie podając źródeł tych informacji, stwierdził, że Wołodymyr Zełenski po ogłoszeniu przez Władimira Putina zapowiedzi wstrzymania walk, odbył "gorączkowe rozmowy" z premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem i prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, po czym zgodził się na postawione warunki. 

Puszkow stwierdził, że odmowa zgody na zawieszenie broni oznaczałaby, że Kijów nie chce pokoju:

💬-Rosja skutecznie zmusiła Ukrainę do oficjalnego uznania rozejmu wielkanocnego – podsumował.

belsat.eu